Opowiadania

Okładka książki Opowiadania
Joseph Conrad Wydawnictwo: Czarne Seria: Klasyka [Czarne] literatura piękna
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Klasyka [Czarne]
Data wydania:
2024-06-26
Data 1. wyd. pol.:
2018-11-28
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381919111
Tłumacz:
Magdalena Heydel
Średnia ocen

                7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowiadania w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Opowiadania



książek na półce przeczytane 1289 napisanych opinii 738

Oceny książki Opowiadania

Średnia ocen
7,8 / 10
74 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
504
222

Na półkach:

Conrada do tej pory znałem wyłącznie z długich powieści. Jego krótkie formy poruszają te same tematy, co obecne w "Nostromo" albo "Lordzie Jimie", czyli samotność, zderzenie cywilizacji kolonizatorów i kolonizowanych, zachowanie moralności w sytuacjach granicznych. Mniejszy nacisk kładzie tutaj na świat przedstawiony i rozterki wewnętrzne bohaterów. Większość z opowiadań zawartych w zbiorze to dobrze znane marynistyczne klimaty z końcówki wieku pary, przeplatane kilkoma historiami z rodzimego podwórka.

Conrada do tej pory znałem wyłącznie z długich powieści. Jego krótkie formy poruszają te same tematy, co obecne w "Nostromo" albo "Lordzie Jimie", czyli samotność, zderzenie cywilizacji kolonizatorów i kolonizowanych, zachowanie moralności w sytuacjach granicznych. Mniejszy nacisk kładzie tutaj na świat przedstawiony i rozterki wewnętrzne bohaterów. Większość z opowiadań...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

410 użytkowników ma tytuł Opowiadania na półkach głównych
  • 305
  • 99
  • 6
50 użytkowników ma tytuł Opowiadania na półkach dodatkowych
  • 35
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Boo! Groza na Halloween Joseph Conrad, Fiodor Dostojewski, Jerome K. Jerome, Rudyard Kipling, Edgar Allan Poe, Aleksander Puszkin, Bram Stoker, Herbert George Wells, Oscar Wilde
Ocena 6,2
Boo! Groza na Halloween Joseph Conrad, Fiodor Dostojewski, Jerome K. Jerome, Rudyard Kipling, Edgar Allan Poe, Aleksander Puszkin, Bram Stoker, Herbert George Wells, Oscar Wilde
Joseph Conrad
Joseph Conrad
Pisarz i publicysta polskiego pochodzenia, tworzący w języku angielskim. Publikując na obczyźnie używał pseudonimu Joseph Conrad, który stworzył ze swojego pierwszego i trzeciego imienia. Syn pisarza, tłumacza i działacza patriotycznego Apolla Korzeniowskiego, w 1862 wraz z rodzicami zesłany do Wołogdy, gdzie zmarła matka. Ojciec po ułaskawieniu osiadł w Krakowie, zmarł tam w 1869. Opiekę nad młodym Józefem objął wuj, Tadeusz Bobrowski. Po ukończeniu szkół w Krakowie, przyszły pisarz wyruszył do Marsylii, gdzie w 1874 rozpoczął służbę na morzu. W 1886 uzyskał obywatelstwo brytyjskie i osiadł w Anglii, rozpoczynając działalność literacką, mimo wielu lat życia w niedostatku nie przestawał pisać i choć zwrócił na siebie uwagę już w debiucie - "Szaleństwo Almayera", a późniejszymi tytułami zasłużył na uznanie takich pisarzy jak Herbert George Wells, czy Henry James, to dopiero niezaliczana do najwyższych osiągnięć pisarskich Conrada powieść "Los" przyniosła mu sławę i pewną poprawę warunków materialnych. Twórczość autora "Jądra ciemności" zgodnie uważana jest jako zapowiedź krytyki postkolonialnej jak i "nowo przybyłych". Za życia Conrad był podziwiany za bogactwo swojej prozy i za odmalowywanie niebezpiecznego życia na morzu oraz egzotycznych miejscach (pomimo tego, że nauczył się płynnie mówić po angielsku dopiero, gdy miał 20 lat). Jednakże jego początkowa sława mistrzowskiego gawędziarza opisującego pełne kolorytu przygody na morzu maskowała jego fascynację jednostką w starciu z niezmienną obojętnością natury, częstą ludzką podłością oraz wewnętrznymi bitwami między dobrem i złem. Dla Conrada morze było przede wszystkim tragedią samotności. Był pisarzem o niezwykłych umiejętnościach i przeszywających przemyśleniach, ale przede wszystkim posiadał niezachwianą osobistą perspektywę - coraz powszechniej jest uznawany za jednego z największych pisarzy tworzących po angielsku. Proza Josepha Conrada od ponad stu trzydziestu lat wywiera wpływ na największych artystów. "Jądro ciemności", "Lord Jim" czy "Nostromo" stały się inspiracją dla takich mistrzów, jak T.S. Eliot, Francis Ford Coppola, Bob Dylan czy Czesław Miłosz. Trudno bowiem znaleźć pisarza, który równie przenikliwie potrafiłby opisać kondycję ludzką na styku kultur, w przecięciu tego, co stereotypowo uznajemy za cywilizowane i barbarzyńskie, oczywiste i obce. Ten wielki ironista podważa dogmaty, dystansuje się od ideologii i prawd absolutnych, pozostawiając swoich bohaterów samotnych w rękach ślepego losu. Jedyne, co może ich uratować od klęski, to wierność zobowiązaniom, odpowiedzialność, współczucie, a także banalna, jak by się wydawało, trzeźwość w ocenie sytuacji. Czy to jednak wystarczający oręż w starciu z „pełnokrwistym mięsem życia”? Człowiekiem Conrada targają sprzeczności, ludzka słabość zmienia się w krzyk buntu, który milknie wobec nieprzewidywalności losu i dzikości natury. Porażka wydaje się nieunikniona, a po niej zostaje tylko pustka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Krypta kapucynów Joseph Roth
Krypta kapucynów
Joseph Roth
Znakomita powieść, opowiadająca o końcu monarchii Habsburgów. Autor, w usta Polaka, wkłada podsumowanie przyczyn upadku C.K monarchii: ,,Oczywiście, że tylko Słoweńcy oraz galicyjscy Polacy i Rusini, tylko chałaciarze z Borysławia i handlarze koni z Baczki, tylko muzułmanie z Sarajewa i sprzedawcy pieczonych kasztanów śpiewają jeszcze Boże, wspieraj. Bo niemieccy studenci z Brna i Chebu, dentyści, aptekarze, czeladnicy fryzjerscy i artyści-fotografowie z Linzu, Grazu i Knittelfeldu, wszyscy ci wołowaci Alpejczycy śpiewają Wacht am Rhein. Zobaczycie, moi panowie, że ta wierność Nibelungów zgubi Austrię! Istotę Austrii stanowią jej peryferie, a nie centrum. Nie znajdziecie Austrii w Alpach! Tam znajdują się kozice, szarotki i krokusy, lecz ani śladu podwójnego orła. Substancję Austrii żywią i zasilają jedynie kraje koronne!'' Powieść przenika przeczucie nadciągającej katastrofy cywilizacji, jak mówi bohater utworu: ,,Zgodziłem się też natychmiast, że smak artystyczny Europejczyka jest spaczony. Nie mogłem tylko pojąć, dlaczego ten spaczony smak miał być powodem upadku świata, skoro był raczej konsekwencją tego upadku, a z pewnością – jednym z symptomatów.'' Pod niektórymi stwierdzeniami, głównej postaci, mogę się podpisać: ,,Nie wstydzę się romantyzmu i dziś jeszcze twierdzę z uporem, iż romantycznym wyobrażeniom zawdzięczam więcej prawdziwej wiedzy o rzeczywistości niż realnym, które po większej części narzuciłem sobie gwałtem. '' ,,Nie jestem dziecięciem obecnych czasów. O, nie! Powiem więcej: trudno mi nie deklarować siebie wprost jako wroga obecnych czasów. Nie dlatego, iżbym epoki naszej nie rozumiał, chociaż niejednokrotnie to mówię. To tylko wymówka. Ot tak – dla wygody, żeby nie uważano mnie za człowieka napastliwego, za złośliwca, zwykłem utrzymywać, iż nie rozumiem tego wszystkiego, czym gardzę i czego nienawidzę.'' Pod pewnymi względami powieść, to czysty neoromantyzm, np. jeśli idzie o stosunek do wiary: ,,Kościół rzymski – mawiał Chojnicki – jest w tym próchniejącym świecie jedynym twórcą i zachowawcą form. Co więcej: można powiedzieć, że kościół obdarza nas formami. Zamyka on tradycję wszystkiego, co jak to powiadają – przekazują nam wieki, zamyka w swej dogmatyce, niby w świętym jakimś zamczysku z lodu. Kościół pozwala swym dzieciom bawić się na szerokim, rozległym dziedzińcu, rozciągającym się dokoła tego pałacu lodowego. '' Autor, został w końcu katolikiem, choć bywa nieco uszczypliwym, jak wtedy, gdy nieco ironizuje: ,,Kościół posiada moc przebaczania wszystkich wykroczeń. Kościół darowuje nam grzechy już przez to samo, że je ustanowił. Kościół po prostu nie toleruje człowieka bez skazy i to jest w nim najbardziej ludzkie. Swe najmarnotrawniejsze dzieci podnosi Kościół do godności świętych. Przez to implicite pozwala ludziom błądzić. Kościół aż tak dalece pozwala ludziom grzeszyć, iż istoty bezgrzeszne przestaje uważać za ludzi. Istoty bezgrzeszne dostępują łaski błogosławionych lub świętych. Tym sposobem Kościół rzymski daje świadectwo swej szlachetnej skłonności do przebaczania.'' Pisarz, uchwycił dwudziestowieczny kryzys wiary: ,,,Nie przeczuwaliśmy śmierci. Nie czuliśmy jej obecności, albowiem nie czuliśmy Boga. Jedynym z nas, który jeszcze szanował formy wiary, był hrabia Chojnicki. Ale nie czynił tego z wewnętrznej potrzeby, czynił to z przeświadczenia, iż tak przystoi człowiekowi należącemu do arystokracji. Nas, którzyśmy tych form nie przestrzegali, uważał niemalże za anarchistów. '' Ostatnia scena, gdy bohater, traci swoje państwo, wobec zdobycia władzy przez nazistów, też jest, symboliczna: ,,Krypta kapucynów, gdzie w kamiennych sarkofagach spoczywają moi cesarze, była zamknięta. Braciszek kapucyn wyszedł mi naprzeciw i zapytał: – Czego pan sobie życzy? – Chciałbym zobaczyć trumnę mego cesarza Franciszka Józefa. – Bóg z tobą! – rzeki kapucyn i przeżegnał mnie znakiem krzyża. – Boże wspieraj! – zawołałem.'' Książka warta przeczytania.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na 8 1 rok temu
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane
Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów Dezso Kosztolanyi To było tak, że jeden ktoś polecił pewną książkę, a drugi ktoś zaczął zachwalać jej autora i inną jego powieść. Oczy mi zablyszczały i rzuciłam się w wir poszukiwań obu uznając skadinąd słusznie, że rzecz jest warta zachodu. Żeby nie robić reklamy napiszę tylko, że śledztwo z poszukiwaniem przeprowadziłam na stronie e- biblioteki, bo odwykłam od papieru, a i lenistwo okazuje się z wiekiem coraz silniejsze na tle innych innych wad. No i znalazłam, ale tylko jedną z polecanych i teraz, po lekturze muszę to napisać: Dziękuję!! Żeby ująć sprawę po swojemu czyli inaczej, napiszę w ten sposób. Wyobraźcie się elegancki kredens. Na wygiętych nóżkach, połyskujący lakierem, z kunsztownymi rzeźbieniami, bogaty w intarsje, inkrustacje. Małe cudeńko, do którego podchodzi się nieśmiale, żeby broń Boże nie uszkodzić, nie zepsuć, nie zniszczyć. Można i chce się w niego wpatrywać i wgapiać, bo choć to mebel, to wyjątkowy i niepowtarzalny. Żaden z niego ikeowski regał, żadna masówka, co zeszła z taśmy. Mnóstwo teraz tych kiepskich ..mebli, czyli powtarzalnych w treści książek, które zapiszą się w pamięci na czas do zamknięciami okładki. Ten moj wyobrażony kredens ma mnóstwo szuflad, szufladek i szufladeczek, a każda przyozdobiona piękna rączką, zmyślnym uchwytem. Aż korci, żeby do każdej szuflady zajrzeć, zagrzebać siew jej wnętrzu, zanurzyć w niej rękę, wskoczyć do środka I chwilę pobawić się w chowanego. Chodzi tylko o to, by mieć czas, gdy nikt nie będzie przeszkadzać, wołać, przypominać o czymś mało istotnym, bo chce się czytać i nie przerywać. Wskakuje się fo pierwszej szufladki, rozgości, zje tę duchową strawę, a potem chwila zadumy- rodzaj deseru i hops do innej skrytki! Tam czeka znowu pochłonięcie albo wchłanianie jak wody w suchą gabkę, jak w wysuszoną upalem ziemię. I znowu refleksja, zastanowienie się i tak po wielokroć, bo szuflad jest tyle, że można skakać wiele razy i nic nie stoi na przeszkodzie, by powtórzyć przygodę i wrócić do tej samej opowieści. Zaręczam, że powroty nie będą nudne, bo to niemożliwe. W szufladach są pudełeczka, pudełka, błyskotki, a każdego chce się dotknąć, pooglądać i potrzymać w ręku. Są tam też małe i duże lusterka, by się poprzeglądać, bo zawartość każdej szufladki to my i coś o nas. Myślę sobie, że autor musiał lubić patrzeć, słuchać i obserwować, by potem przetworzyć w kolejnym etapie tego procesu i ubrać w zdania. Tak mogło być, bo powstały małe skarby, mini klejnoty i wcale nie przesadzam i nie wpadam nadmierny zachwyt. Celowo nie piszę o treści, bo to opowiadania. Są obserwacją, refleksją i wnioskiem z podsumowaniem. Jest o człowieku i tym, jaki jest albo jaki się zdaje być. Bo może być dobry i zły, z zaletami i z mnóstwem przywar. Jeśli ktoś czepliwy zarzuci mi reklamę staroci, co pogryziona jest przez korniki, nadgryziona zębem czasu, nieprzystająca do naszych czasów, to od razu napiszę, że to błędne myślenie. Zmienia się pokój, jego wystrój, ale lokator czyli człowiek jest nadal ten sam. Taka jest ta książka, ta moja uhm..komoda pełna szuflad i skarbów.
xymenka - awatar xymenka
oceniła na 10 7 miesięcy temu
Na ramionach olbrzymów Umberto Eco
Na ramionach olbrzymów
Umberto Eco
Zazdrość to uczucie niegodne podobno. Ale co mam zrobić, skoro zazdrość mnie zżera za każdym razem, gdy sięgam po książkę Umberto Eco? A czegóż zazdroszczę (celowo nie piszę nowomodnie „zazdraszczam”, mrugając okiem, że tak naprawdę to nie ma czego) temu zażywnemu włoskiemu brodaczowi? On co prawda opuścił już ten ponury padół pełen paradoksów, ale pozostawił po sobie na tyle bogaty i znaczący dorobek, że wystarczy go jeszcze na wiele, wiele czytelniczych lat, być może aż do nadejścia kolejnych od kilkunastu setek lat wieków średnich, bo jak ewidentnie widać – historia wcale się nie skończyła, ale skutecznie zawraca, co dobrego świadectwa ludzkości jednakowoż nie wystawia. Gdyby można było bez obciachu posłużyć się językiem patetycznym, rzekłbym, że czytanie Eco ubogaca. A na pewno inspiruje. Człowiek staje się w trakcie lektury mądrzejszy, lepszy, wartościowszy. Oczywiście, jest to jedynie efekt wspinania się po ramionach olbrzyma, ale lepsze to, niż pełzanie w błocie. Odpowiadam zatem – zazdroszczę mu mądrości. Tyle i tylko tyle. Zebrane w jednym tomie wykłady, które powstawały w ciągu pierwszych piętnastu lat XXI wieku, poświęcone przeróżnym, ale zawsze ważkim tematom, bardzo często stanowią odzwierciedlenie aktualnych zainteresowań autora. Bo jest i taki poświęcony pięknu, i taki poświęcony brzydocie, żeby wspomnieć o dwóch tylko najbardziej ewidentnych przykładach. W każdym jednak momencie ma się poczucie obcowania z Humanistyką - użyłem wielkiej litery wcale nie dlatego, że mi się caps lock zaciął. Umberto Eco wielkim humanistą był i jest to prawda niepodważalna, aksjomat w zasadzie. W dodatku nienadętym, niesztywnym. Typ rzadki – akademik z poczuciem humoru. Ale to chyba przejaw pychy, recenzować Olbrzyma. Dla mnie w każdym razie to wielka radość, móc czytać książki Eco znów i znów (bo nowe wszak już nie powstaną, niestety). I jest to radość otwarta, niezachłanna i nieegoistyczna, bo niezwykle chętnie dzielę się nią z innymi. Czyli lekturze towarzyszą uczucia ambiwalentne, ale szczere. Czytajmy zatem Eco na wiosnę, czytajmy na okrągło, bo razem z nim wzniesiemy się wyżej i znacznie więcej ujrzymy. I może jednak jakimś cudem uda się odwrócić bieg historii nie powrócić do wieków ciemnych.
PiotrEŚ - awatar PiotrEŚ
ocenił na 8 1 rok temu
Marsz Radetzky'ego Joseph Roth
Marsz Radetzky'ego
Joseph Roth
A jeśli znowu stoimy u progu wielkiej masakry, która zaleje rzekami krwi gnijący Stary Kontynent, a jeśli teraz do gardeł rzucimy się sobie, kierując się nie tylko kryteriami narodowymi i klasowymi, lecz także płciowymi i metrykalnymi? Oczyma wyobraźni widzę już siebie jako zniedołężniałego starca, czyli lada moment, kąsającego w desperacji młodzianków, którzy siłowo chcą przeprowadzić na mnie dobrowolną eutanazję. Jeśli istotnie dojdzie do takich drastycznych scen, których efektem będą stosy ciał, to z pewnością Unia Europejska dorobi się swojej rzewnej apologii na miarę monarchii austro-węgierskiej w „Marszu Radetzky'ego”. Rzewnej, bo odwołującej się do symbolicznych czy też niematerialnych wartości, np. utraconego ładu (nie zielonego, tylko takiego ogólnego). Oczywiście banalna apologia, podyktowana wdzięcznością za finansowanie ze środków unijnych, jest na porządku dziennym od lat, a Polacy są w niej szczególnie biegli, nie ma w tym jednak jeszcze sentymentu, tej melancholijnej aury, która spowija powieść Józefa Rotha. To się dopiero pojawi po tej wielkiej masakrze, która nas czeka i która brutalnie oddzieli jedną epokę od drugiej – epokę bezmyślnej niewinności od epoki bezmyślnej drapieżności. Straszny czas, przez który nieliczni przejdą, skłoni ich do idealizacji nieodległej przeszłości, ociepli w ich pamięci unijnych biurokratów i ich beztroskie, ideologiczne zacietrzewienie, może jakiś nowy Robert Makłowicz powiesi sobie nawet na ścianie portret Ursuli von der Jelen. Może nawet ja to zrobię, jeśli, rzecz jasna, nie będę jedną z ofiar masakry. Przegiolem co? To się jeszcze okaże. --- Książka może przypaść do gustu ludziom, których wyobraźnię nader mocno zajmują umieranie, rozpad, upadek, rozkład, odchodzenie, znikanie, zanikanie, dezintegracja, staczanie się itd., tyle że bez turpizmu i naturalizmu. Jako że należę do grupy osób, którym zjawiska tej natury są istotnie bliskie, przyjąłem powieść Rotha z otwartym sercem, i to mimo tego, że autor raczył był obdarzyć naiwnym sentymentem twór cokolwiek sztuczny i o krótkim terminie ważności – monarchię austro-węgierską.
Bezecny_pełzacz - awatar Bezecny_pełzacz
ocenił na 9 3 miesiące temu
Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny Max Blecher
Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny
Max Blecher
Rumuńska kultura intelektualna to w świadomości przeciętnego odbiorcy: Cioran, Ionesco i Eliade. Okazuje się jednak, że tę krótką listę należy uzupełnić o postać Maxa Blechera. Na autora natknąłem się przy okazji mojej fascynacji Schulzem. Rzeczywiście: dużo tych twórców łączy. Żydowskie korzenie, względna bliskość geograficzna i pokoleniowa (pierwsze dekady XX wieku), ale przede wszystkim doświadczenie alienacji, znajdujące wyraz w poruszających tekstach, w których samotność szuka azylu w surrealistycznym świecie wyobraźni. Proza Blechera jest przy tym bardziej cielesna, co wynika z faktu gruźlicy kręgosłupa – choroby, która na dziesięć lat uwięziła go w łóżku. "Dziennik sanatoryjny" stanowi przejmujące świadectwo człowieka skazanego na powolną śmierć. Cierpienie przydaje jego refleksjom i wizjom tajemniczej głębi. Konwencja oniryczna prowadzi do Kafki czy Schulza, zaś specyfika pobytu w sanatorium uruchamia skojarzenia z "Czarodziejską górą" Manna. Blechera warto czytać z uwagą i współczuciem. Bardziej jeszcze niż w "Rozświetlonej jamie" (zapiskach wydanych po śmierci autora) jego tragedia wybrzmiewa w "Zabliźnionych sercach", powieści, którą zdołał opublikować pod koniec swego krótkiego życia. Na kartach tego utworu spotykamy bohatera, który wyczerpany chorobą staje się egocentrykiem manipulującym najbliższym otoczeniem. Skarby rumuńskiej literatury wciąż są dla polskiego czytelnika odkrywane. Ostatnio ukazały się tłumaczenia tekstów Mircei Cărtărescu. Być może i z tym autorem warto się zapoznać.
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Rozwód w Budzie Sándor Márai
Rozwód w Budzie
Sándor Márai
To bardzo smutna książka. W posłowiu tłumaczka daje nam kontekst historyczny, literacki powieści, sytuujący ją także w twórczości autora. Ja jednak czytałam ją, jako opowieść o ludziach zawiedzionych, żyjących niby w swoim świecie, a jednak nie na swoim miejscu. Autor tym razem zabrał się za opis mieszczaństwa, konkretnie węgierskiego, konkretnie w latach 30. ub.w. Bohaterów jest dwóch. W dorosłe życie wyszli z jednej szkoły i nawet z jednej ławki. Pierwszy, sędzia od trzeciego czy czwartego pokolenia, wszedł gładko w koleiny wyżłobione przez przodków. One mu ustawiają nie tylko karierę, ale i tryb życia, dobór towarzystwa, mieszkania i jego wystroju. Co mu trochę pomaga, bo jest nieśmiały, niepewny siebie. I wcale nie jestem pewna, ze cokolwiek to zmieni. Drugi, lekarz w pierwszym pokoleniu, pochodzący z najniższych nizin społecznych znalazł się w lepszym świecie wskutek własnej pracy, a także ożenku. Wszystkiego dopiero próbuje, ale idzie mu dobrze, dzięki miłości wygładzającej wszelkie nierówności. Obaj są przeraźliwie samotni. Powodem są emocje. U jednego brak (a może to opancerzenie środowiskowe), u drugiego skierowane tylko w jedną stronę. Jak zwykle u tego autora są rozważania egzystencjalne, dzielenie włosa już nie na czworo, ale na ...dużo więcej. Bohaterowie są bowiem ogromnie wrażliwi na nastroje, na klimat wokół nich i nie znają słowa spontaniczność. Analizują każe spotkanie, słowo, spojrzenie. Sędzia mimo to nie jest zdolny do wykonania ruchu, jaki mu podświadomość sugeruje. Zaś lekarz zupełnie nie radzi sobie w nowej sytuacji, jaka go dopada. Zresztą mężczyzn w podobnej do jego sytuacji jest tu dwóch. I każdy reaguje tak samo. Jest bezradny. To także książka o sile kobiet. One – w tym przypadku obie żony bohaterów oraz żona innej postaci - są motorem wydarzeń. Potrafią o siebie zadbać, dają rodzinom poczucie bezpieczeństwa. O panach nie można tego powiedzieć. Czyta się dobrze, a liczne niespodzianki dla czytelnika mamy do ostatniej strony.
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Ciemność w południe Arthur Koestler
Ciemność w południe
Arthur Koestler
Dobrze napisana, mocna proza. Relacja więźnia politycznego sowieckiego aresztu śledczego. Postać ponoć wzorowana na osobie Bucharina (czerwone ścierwo które na własnej skórze doświadczyło tego, co samo zgotowało innym). Typowo sowieckie metody tortur i szantażu psychicznego i fizycznego (tego drugiego bohater książki akurat nie doświadczył). Ale, pierwsze ale, to co autor zawarł na kartach książki, nie dziwi mieszkańca Czechosłowacji, Rumunii, Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier itd. Dziwi, tu drugie ale, samego autora - Arthura Koestlera. Parę słów na jego temat. Kolejny zachodni lewak (Anglik), zachwycony pierwszym państwem robotniczo-chłopskim i jego elitą (Stalin i jego dwór). Cóż więc robi? Jedzie do tego wyśnionego raju i trafia za kraty (oczywiście szpiegostwo). Spędza tam 3 miesiące, czekając jak sam pisał, dnia kiedy dostanie kulę w potylicę (po uprzednim wybiciu zębów i wyrwaniu wszystkich paznokci). Dzięki wstawiennictwu przyjaciół zostaje zwolniony (sic!), ale, to już trzecie ale, miłość do komuny trwa w najlepsze. Kolejny etap życia to udział jako korespondent wojenny w Hiszpanii. I tu drugie otrzeźwienie. Do tego tępego łba trafia wreszcie że walczący o lepsze jutro prości Hiszpanie (republikanie to nie byli komuniści), są tylko narzędziem w rękach sowietów i międzynarodowych bojówek komunistycznych, którzy chcą z tego kraju zrobić swoją czerwoną kolonię. Wraca do Anglii i swej lewackiej gazetki, ale wciąż jeszcze nie do końca wyleczony z komuny (z komunizmem jest jak z chorobą weneryczną, nie da się jej do końca wyleczyć, można ją co najwyżej podleczyć). Dużo o autorze książki, naprawdę dobrej i wartej polecenia, trochę mniej o samej książce, ale to specjalnie. Starsi czytelnicy wiedzą dlaczego, bo tego doświadczyli mniej lub bardziej, młodszych odsyłam do bogatej literatury tego okresu. Sam autor ponoć pod koniec życia wyleczył się z czerwonej zarazy, ale (znów ale, tym razem ostatnie), dla mnie nawrócony komunista to tyle samo co nawrócony pedofil. Wyrządzony szkód nie da się odwrócić. To jak zwykle moja prywatna opinia z którą można polemizować Pozdrawiam serdecznie
Michał Kozaczewski - awatar Michał Kozaczewski
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Dziennik 1967-1976 Sándor Márai
Dziennik 1967-1976
Sándor Márai
„Dzienniki” Sandora Maraia to lektura, która towarzyszy mi od lat. Wskakuję sobie do niej od czasu do czasu, dawkuję, smakuję, rozmyślam. Dobrze mi z tym. No wiadomo, czasem się powkurzam, ale relatywnie rzadko. Wiele z przemysleń Mistrza jest mi bardzo bliskich (choć oczywiście nie wszystkie, np. jego miłość do kultury mieszczańskiej i społeczeństwa klasowego przełykam z trudem). Czas robi swoje, wiadomo. Co jest najlepsze w tych dziennikach, to oczywiście język, w przekładzie Teresy Worowskiej. Po drugie, naprawdę fascynujące jest konfrontowanie poglądów i przewidywań Maraia co do przyszłości pewnych idei, trendów oraz polityki. Miał bardzo przenikliwy umysł i umiał łączyć kropki, nawet jeśli w czasach, kiedy żył, jego wnioskowanie wydawało się oderwane od rzeczywistości. Ciekawe są jego refleksje na temat Ameryki, i np. wyborów prezydenckich, w których postrzega kandydatów, Forda i Cartera, jako marionetki w rekach sprytnych i cwanych manipulatorów (no cóż dziś to norma). Ciekawe są też jego refleksje dotyczące Izraela, które wyjątkowo aktualnie brzmią dziś, kiedy dzieje się to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie. Karmiące są jego refleksje na temat przemijania, wartości i ulotności życia. To był naprawdę mądry gość. Mój egzemplarz „Dzienników 1967-1976”, podobnie jak poprzednie tomy, cały jest pozakreślany. To, dla mnie, nie tyle lektura, co właśnie obcowanie. Nie tylko czytelnicze, ale zwyczajnie ludzkie. Mam jeszcze w zanadrzu ostatni tom „Dzienników”. Będę sobie dawkować.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na 9 9 miesięcy temu

Cytaty z książki Opowiadania

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Opowiadania