Spotkamy się w Honolulu

Okładka książki Spotkamy się w Honolulu autora Jerzy Sosnowski, 9788308053515
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Spotkamy się w Honolulu
Jerzy Sosnowski Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
344 str. 5 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2014-04-22
Data 1. wyd. pol.:
2014-04-22
Liczba stron:
344
Czas czytania
5 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308053515
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Spotkamy się w Honolulu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Spotkamy się w Honolulu i



Przeczytane 1096 Opinie 48 Oficjalne recenzje 165

Opinia społeczności książki  Spotkamy się w Honolulu i



Książki 678 Opinie 370

Oceny książki Spotkamy się w Honolulu

Średnia ocen
6,3 / 10
85 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
483
370

Na półkach: ,

Parę lat temu (pewnie w roku wydania książki - 2014) czytano "Spotkamy się w Honolulu" w radiowej Trójce. Nie słuchałam zbyt uważnie, radio było po prostu włączone w pracy, a ja zajmowałam się czymś innym. Jednak jedno zdanie (o łacinie, tak naprawdę bez głębszego związku z całą książką) przykuło moją uwagę i stwierdziłam, że chcę kiedyś przeczytać tę powieść. No cóż, to "kiedyś" wypadło dopiero teraz.
Powieść napisana jest w taki sposób, żeby nas trochę wodzić za nos, trochę nas gubić, że kiedy co się stało i jak to było naprawdę. Narracja przeskakuje na osi chronologicznej między różnymi okresami. Najpierw poznajemy Romę, Bellę i Stefana, podczas wakacji w latach sześćdziesiątych. A potem nagle nasze czasy i Piotr z Markiem. A z czasem historie się zazębiają, połączone osobą Romy. Ale wszystkich szczegółów dowiadujemy się dopiero na samym końcu, dopiero w ostatnich zdaniach opisana jest sytuacja z całej książki najbardziej (według mnie) intrygująca, a i tak pozostawia niedopowiedzenia. Finał książki to prawdziwe mistrzostwo, końcowe przemyślenia Romy przeczytałam jednym tchem, pomimo rozmytej, mylącej narracji, przeskoków myślowych bohaterki, jej zagubienia. Po prostu rewelacja.
Z czym mam trochę problem, to z tematem książki (chyba ten jednak należało by uznać za główny) - związkiem pomiędzy starszą kobietą a mężczyzną w średnim wieku. Nie oburzało czy coś, ale po prostu dotarłam do jakiejś swojej bariery mentalnej i trudno mi było ją przekroczyć. Nie żebym odmawiała ludziom prawa do tworzenia takich relacji, ale nigdy się z czymś takim nie spotkałam i trudno mi było wczuć się w historię, identyfikować z uczuciami bohaterów (jestem z dziesięć lat młodsza od młodszego z nich, może to dlatego). Było to bardzo ciekawe doświadczenie intelektualne.


PS. Czytanie przemyśleń Marka, to jak zaglądanie do umysłu Sheldona z "Big bang theory" - cudo!

Parę lat temu (pewnie w roku wydania książki - 2014) czytano "Spotkamy się w Honolulu" w radiowej Trójce. Nie słuchałam zbyt uważnie, radio było po prostu włączone w pracy, a ja zajmowałam się czymś innym. Jednak jedno zdanie (o łacinie, tak naprawdę bez głębszego związku z całą książką) przykuło moją uwagę i stwierdziłam, że chcę kiedyś przeczytać tę powieść. No cóż, to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

266 użytkowników ma tytuł Spotkamy się w Honolulu na półkach głównych
  • 146
  • 117
  • 3
51 użytkowników ma tytuł Spotkamy się w Honolulu na półkach dodatkowych
  • 33
  • 6
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Fizyk w jaskini światów Krzysztof A. Meissner, Jerzy Sosnowski
Ocena 7,8
Fizyk w jaskini światów Krzysztof A. Meissner, Jerzy Sosnowski
Okładka książki Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Ocena 6,8
Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Okładka książki Rolke. Fotografie warszawskie Anna Brzezińska, Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke, Jerzy Sosnowski
Ocena 9,0
Rolke. Fotografie warszawskie Anna Brzezińska, Małgorzata Purzyńska, Tadeusz Rolke, Jerzy Sosnowski
Okładka książki Życie nie tylko snem Barbara Młynarska-Ahrens, Jerzy Sosnowski
Ocena 6,6
Życie nie tylko snem Barbara Młynarska-Ahrens, Jerzy Sosnowski
Jerzy Sosnowski
Jerzy Sosnowski
Jerzy Sosnowski urodził się w 1962 roku w Warszawie, gdzie ukończył studia polonistyczne i mieszka także dziś. Pozostając wiernym naukom humanistycznym, próbował i próbuje sił w różnych zawodach - jako pracownik naukowy na Uniwersytecie Warszawskim, publicysta "Gazety Wyborczej", dziennikarz (prowadził telewizyjny magazyn "Pegaz", obecnie prowadzi radiowy Klub Trójki), krytyk literacki, nauczyciel w szkole średniej, wykładowca na SWPS i, w końcu, również jako autor opowiadań, esejów i powieści. Sosnowski nie stroni od nowoczesnych form komunikowania się ze światem, prowadzi dziennik na własnej stronie internetowej, która jest prawdopodobnie najlepszym i najwiarygodniejszym źródłem wiedzy o jej autorze. To tam można się dowiedzieć, że chętnie dzieli się on z innymi spostrzeżeniami na temat literatury i nie tylko, publikuje teksty o własnych fascynacjach, a także czule wspomina swoją Ukochaną. Jest laureatem Nagrody im. Kościelskich z 2001 roku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Matka Makryna Jacek Dehnel
Matka Makryna
Jacek Dehnel
“Boże ciało” Jana Komasy w wersji retro i do tego w kresowym płaszczu. I od filmu o pięć lat starsze. A jeszcze na podstawie historii prawdziwej - sprzed dwóch bez mała stuleci… Słuchamy oto lamentu matki Makryny Mieczysławskiej - przeoryszy klasztoru bazylianek w Mińsku - słanego do uszu arcybiskupa poznańskiego, a opisującego jej dramatyczne losy (prześladowania cerkiewno-carskie, poniżania i tortury, wygnania i liczne golgoty) toczące się na dawnych Kresach Rzeczypospolitej (obecnie pod rosyjskim zaborem) i na rubieży walk prawomyślnej cerkwi prawosławnej (no, nie do końca, bo przecież nie w rycie staroobrzędowym, a po reformach patriarchy Nikona) z jej unickim odłamem (nie mającym się wówczas - jak zaświadczają historycy - wcale za dobrze ani w dziedzinie teologii, ani moralności). Równocześnie zaś śledzimy również pierwszoosobową narrację dotyczącą wdowy po carskim kapitanie-moczymordzie z Wilna i w pewnym momencie orientujemy się, że jakieś drobiazgi z jednej opowieści przenikają do narracji równoległej… Finalnie zaś poznamy jeszcze i historię żydowskiej biedoty wileńskiej i wywodzącej się z niej ubożuchnej dziewuchy, przygarniętej “dla ratowania duszy” przez zakonnice, preparujące służki dla szlacheckich dworów… Historia XIX-wiecznej natchnionej kresowej religijnej hochsztaplerki jest dziś dość powszechnie znana, więc nic tu nie spojleruję. O ile jednak katolicko-narodowa (głównie zresztą emigracyjna) narracja uczyniła z tej prorokini i cudotwórczyni jeden z elementów mesjanistyczno-narodowej mitologii, to po ujawnieniu całej tej mistyfikacji (już w XX wieku) postać popadła we wstydliwe i skrzętnie pielęgnowane zapomnienie. Jacek Dehnel wyciąga tego trupa z szafy narodowych mitów i stawia przed nami w pełnej jego trupiej krasie. I czyni to zaprawdę mistrzowsko. Dostajemy bowiem nie tylko kawał soczystej Literatury o zacięciu narodowo-łotrzykowskim, co również wgląd w naszą narodową i słowiańską duszę, jątrzące zapytanie o stosunek do rodzimej mitologii, przypomnienie wreszcie (nic to, że nie do końca chlubnych) jej przedstawicieli. Prawem twórcy literatury miesza historie prawdziwe i twórcze swe historii uzupełnienia; prawdę z mitem i jeszcze już zupełnie fabularnymi dywagacjami, nie potwierdzającymi się w materiałach historycznych. Dobrze się Makryna odnajduje w emigracyjnym środowisku paryskim, dobrze i wśród samych Francuzów (głównie jednak za aktywną pomocą protektorów, gdyż sama - jako prostaczka - nie potrafiła wypowiadać się poprawnie w żadnym języku, również po polsku ani rusińsku). A trzeba przyznać, że konkurencja między szaleńcami w tej epoce i tym miejscu silna, bo i zwariowani poeci, i natchniony obłędem Towiański… Ale sam książę Czartoryski nie taki znów głupi; inni być może również dość prędko orientują się w niejasnym charakterze opowieści o prześladowanej mniszce. Dobrze nam Dehnel i te narodowe mity dekonstruuje, choć tu już ostrożniej, z jakimś lekko nabożnym szacunkiem. A zorientowani w literaturze odnajdą tu mnóstwo odniesień do również ze szkół znanych poezyi i nie tylko; im kto więcej w szkołach czytywał, tym więcej romantycznych tropów dostrzeże… Piękna proza karmiąca się wcześniejszymi wytworami ducha. Swoją zaś drogą jawi nam się dehnelowska Makryna jako udana emanacja self-made-(wo)mana, która bierze własny swój los i własną historię we własne dłonie i sama steruje swym obrazem w oczach współczesnych. Inna sprawa, czy budowana narracja nie przerasta jej nieco, czy trochę się gdzieś z tych dłoni nie wymyka (czy przewidziała, że będzie musiała zdawać relację przed papieżem?)? Na pewno słusznie przywraca jej postać Dehnel z magazynu wstydliwych mitów narodowych i jednak przywraca godność tej postaci. Mówi o niej ironicznie, ale też pokazuje, że wszystkie swe razy otrzymała, wszystkie blizny ma prawdziwe, wypiła swój kielich goryczy do dna, a czy z ręki Moskala czy mężowskiej podany, to już mniejsza o to. Bardzo to wchodzi w duch feministyczny; bardzo mąci nam łatwość osądu postaci fałszywej zbawczyni narodu… Zresztą narodowe mity dekonstruuje tu Jacek Dehnel w iście mistrzowski sposób, bo do wiedzy dziś już niemal pewnej o głównej dramatu postaci dodaje wiele swojej autorskiej inwencji literackiej. Prowadzi więc bohaterkę jej europejskim szlakiem tułaczym i stawia na jej drodze równie prawdziwe postaci w zaistniałych faktycznie spotkaniach. Ale już treści rozmów, nawet z papieżem, Norwidem czy Mickiewiczem (“wierszopisem kudłatym”), to czysta odautorska literacka licentia poetica. Jest też postać matki Makryny - o czym zaświadczają relacje świadków i dokumenty historyczne - swoistym konstruktem epoki i proto-celebrycką odpowiedzią na emigracyjne zapotrzebowanie na taką postać. Na taką okaleczoną personifikację równie okaleczonej Ojczyzny, na taką martyrologiczną odpowiedź na towiańskie przeanielenie, na jej triumfalny zmartwychwstańczy pochód południem Francji w drodze do Rzymu. Jest też - być może - nieudaną wiadomością słaną księciu Czartoryskiemu do Paryża przez litewskich Tyszkiewiczów (a nieudaną, bo uzyskującą własny głos, własną bujającą opowieść i swój autonomiczny blask)? Powieść jest też apoteozą kresowości, odmalowaną słowem (gwara!), kartografią i klimatem miejsc, które w XX wieku nie wyglądały już “jak za cara” (byłem jako dziecko w latach 80-tych w wymienianych tu Smorgoniach i Mołodecznie - wiem, co mówię). Widzę, że wielu czytelników język zmęczył, czy wręcz pokonał; dla mnie jest on raczej wyrazem mistrzowskiego zagłębienia się Pisarza w materię którą bada, twórczo przekształca i wreszcie przeobraża w słowo na papierze. No i trzeba jeszcze przyznać, że jak mało kto potrafią się chrześcijany między sobą ładnie bawić; o zabawach protestantów z katolikami wiemy wiele, mniej zaś o tych między prawosławnymi moskiewskimi, a unickimi. Jakoś więc wierzono w świecie o popach (biskupach nawet!) osobiście razami karzącymi mniszki celem ich nawrócenia… Wprawdzie nie wszystkie winy Makryna w swych konfabulacjach przypisuje tym, którym powinna, to jednak sumarycznie - coś z rzeczy podobnych w tym czasie i tych stronach się dziewało… Książka po wielokroć przesuwana na dalszą pozycję w czytelniczej poczekalni (nie wiem czego się bałem: książki samej, czy głupiej fascynacji kolejnym - dotychczas szczęśliwie niepoznanym - Pisarzem i kolejnych potencjalnych pozycji dorzucanych na półkę “do przeczytania”?). I tak się zresztą dzieje - już zaopatrzyłem się w kolejne pozycje Autora i już je na półeczkę “do przeczytania”... Samego zaś Pisarza - już po piwerwszej lekturze - stawiam na półce obok nazwisk takich jak Szostak, Huelle, Chwin. Ma coś Dehnel pociąg do stylistyki ikony; tu okładka doskonała, współgra z treścią książki bez mała genialnie! A jest jeszcze i kolejna ikona, tym razem z wpisanym nań samym Autorem, na innej jeszcze książce, którą właśnie dorzuciłem na rosnącą górę pozycji wstydu i marzeń…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 9 2 miesiące temu

Cytaty z książki Spotkamy się w Honolulu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Spotkamy się w Honolulu