rozwiń zwiń

Spellsinger

Okładka książki Spellsinger
Alan Dean Foster Wydawnictwo: Rebis Cykl: Spellsinger (tom 1) fantasy, science fiction
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Spellsinger (tom 1)
Tytuł oryginału:
Spellsinger
Data wydania:
1996-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1996-01-01
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
8371203500
Tłumacz:
Jarosław Kotarski
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Spellsinger w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Spellsinger

Średnia ocen
6,9 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1822
968

Na półkach: , ,

Czuję ducha Narnii, humor Autostopu przez Galaktykę i motyw Wybrańca, praktycznie w każdej książce klepany.

Ciekawym jest smoczy fanatyk marksizmu i koncept zrównania ludzi z rozumnymi zwierzętami. Ale reszta to taka średnia historyjka fantasy - Wybraniec w nowym miejscu poznaje swoje możliwości, rusza w podróż celem zebrania sił, które przeciwstawią się Złu.

Problem z tomem drugim jest taki, że na nim seria w PL się kończy. Teoretycznie mogłabym przeczytać, ale mi się nie chce. Bo tak, to bym sobie apetyty rozbudziła i by to zdechło.

Czuję ducha Narnii, humor Autostopu przez Galaktykę i motyw Wybrańca, praktycznie w każdej książce klepany.

Ciekawym jest smoczy fanatyk marksizmu i koncept zrównania ludzi z rozumnymi zwierzętami. Ale reszta to taka średnia historyjka fantasy - Wybraniec w nowym miejscu poznaje swoje możliwości, rusza w podróż celem zebrania sił, które przeciwstawią się Złu.

Problem z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

129 użytkowników ma tytuł Spellsinger na półkach głównych
  • 70
  • 59
47 użytkowników ma tytuł Spellsinger na półkach dodatkowych
  • 31
  • 5
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Alan Dean Foster
Alan Dean Foster
Ma na swoim koncie imponującą listę publikacji z różnych gatunków literackich: od twardej fantastyki naukowej, poprzez fantasy,, powieści grozy, historie detektywistyczne, westerny i ksiązki historyczne, aż po współczesną fikcję. Znalazł się w gronie bestsellerowych pisarzy „New York Timesa” jako autor „Star Wars: Nadchodzącej burzy”, popularnych powieści z serii Pip & Flinx, a także adaptacji książkowych filmów, między innymi „Transformers”, „Star Wars”, trzech pierwszych części serii „Obcy” oraz „Alien Nation”. Jego powieść „Cyber Way” jak pierwsza pozycja spod znaku SF zdobyła nagrodę Southwest Book Award w kategorii fikcji. Obecnie autor mieszka z żoną JoAnn Oxley w Prescott, w Arizonie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przebudzenie kamiennego boga Philip José Farmer
Przebudzenie kamiennego boga
Philip José Farmer
Zaczyna się tak – jesteś w pracy, eksperymentujecie z technologią, która „zamraża” materię i wydaje się, że jest to szansa na hibernację na setki lat i nagle coś idzie nie tak. Przed sekundą może marzysz o kolejnym kubku kawy, a potem budzisz się, trwa bitwa, dokoła ciebie dziwne istoty, mnóstwo dymu, pożar i poczucie, że nie masz pojęcia, gdzie ani kiedy jesteś, ale jedno przeczuwasz – minęło tysiące, a może i miliony lat. Jesteś prawdopodobnie jedynym człowiekiem na tej planecie (bo nawet nie jesteś pewny, czy to nadal Ziemia) i jeśli szybko się nie ogarniesz, to zginiesz. Tak zaczyna się „Przebudzenie kamiennego boga” Philipa J. Farmera – klasyka sci-fi (chociaż za chwilę się z tym trochę pokłócę, nie z klasyką, z tym sci-fi). Kogo ta książka zachwyci? Miłośników powieści sci-fi w vintage’owej wersji (pierwsze wydanie to 1970 rok i to czuć w sposobie pisania) oraz tych, którzy kochają Farmera jako pisarza, a jest ich sporo. Przyjrzyjmy się nieco bliżej fabule, bo dzięki temu będę się mogła kłócić z „tym sci-fi”. Główny bohater nazywa się Ulisses Singing Bear (Śpiewający Niedźwiedź) i dobrze się domyślacie, że ma indiańskie korzenie. Czy to ważne? Hmmm… Ja tej wagi nie zauważyłam. Wypadek podczas badań powoduje, że zostaje „zamrożony” i jako rodzaj kamiennego posągu przetrwa miliony lat. A kiedy się budzi (i od razu zyskuje status boga, bo mieszkańcy czcili ten posąg i wierzyli, że ożyje), to świat jest zupełnie inny i jeden z recenzentów napisał, że to trochę jak biblijny raj połączony z filmem przyrodniczym na sterydach i to określenie jest zaskakująco trafne. Ludzkość wyginęła, ale ewolucja nigdy nie stoi w miejscu, więc pojawiły się inteligentne zwierzęta, mówiące koty, waleczne szopy, sprytne i jakby dwulicowe nietoperzowate. Farmer napisał powieść, w której pokazał, jak Ziemia mogłaby wyglądać, gdyby dostała drugą szansę na istnienie bez nas. I teraz coś, co dla jednych będzie zaletą, a drugich znudzi do zaziewania. Autor umieścił w książce takie ilości opisów roślin i stworzeń, że audiobooka powinna czytać Krystyna Czubówna. I dzięki temu natężeniu „zieleni” Ziemia w powieści nagle jest zupełnie inna, a z drugiej szybko okazuje się, że bohaterowie nie przypominają ludzi z wyglądu, ale zachowania, intencje, kłótnie i wojny wydają się bardzo „ludzkie”. Ale! Co ważne, to nie jest trudna, przesiąknięta naukowymi akapitami opowieść. To mnóstwo opisów świata i jeszcze więcej akcji. Osoby, które lubią klasykę kina przygodowego pewnie poczują, że to ten sam klimat, te same schematy, tak samo kładzione akcenty. I teraz będę się w końcu kłócić z tym sci-fi. Bo jak na ten rodzaj powieści, to tutaj nie ma za dużo technologii, podróży kosmicznych zero, odniesień do nauki niewiele, chociaż w drugiej części powieści pojawia się niesamowicie ciekawy temat „zielonych technologii”. Ja bym raczej powiedziała, że to książka z nurtu postapokaliptycznego, ale przesunięta hen-hen w przyszłość i ludzkość nie próbuje tu przetrwać jako większa lub mniejsza grupa szczęśliwców (przeklętych?), którym się udało. Tutaj jeden przedstawiciel ludzkości próbuje od pierwszej strony nie zginąć i prawie od początku budować ten swój mit boskości, który mu spadł jak z nieba i może być jedyną szansą na przeżycie. Ale ostrzegam lekko, że jeśli styl pisania takich powieści w latach siedemdziesiątych uznajesz za zbyt uproszczony i wręcz staroświecki, a do tego „przydusi” cię ta ilość zieleni i zwierząt, to może być ciężko zachwycić się, a nawet dobrze się bawić z „Przebudzeniem kamiennego boga”. Ciekawostka – Philip J. Farmer i ta jego fascynacja naturą, przyrodą i jej ewolucją nie jest przypadkowa. W wielu swoich powieściach łączył motywy prosto z dziedziny biologii, ekologii, ewolucji środowiskowej, antropologii i religii. W szczególności fascynowało go to, jak biologia może wpływać na religie i kultury. Do tego miał zwyczaj konstruowania monumentalnych, ale niezwykłych światów – tutaj mamy potężne drzewo, w innej powieści niekończącą się rzekę. I zawsze takie niesamowite środowisko to punkt wyjścia do budowania fabuły i jeden z jej głównych bohaterów, bo w „Przebudzeniu kamiennego boga” to nasze drzewo będzie uznawane za inteligentne. Ode mnie powieść dostała mocne 6/10 i jako powrót do czegoś, co czytałam lata temu (nawet nie przyznam się, ile tych lat jest), to było miłe doświadczenie, ale nie poczułam się rzucona na kolana ani pomysłem, ani wykonaniem. WIĘCEJ RECENZJI ZNAJDZIECIE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na 6 11 dni temu
Pierścień Pięciu Smoków Eric van Lustbader
Pierścień Pięciu Smoków
Eric van Lustbader
Na okładce tej książki znajduje się informacja, że van Lustbader przypomina Goodkinda. Muszę się zgodzić, że faktycznie samo nawarstwianie problemów, budowanie tła, narastanie wątków przypomina Miecz Prawdy, ale w sumie na tym podobieństwa się kończą. Przyznaję, że praktycznie cały czas się coś dzieje. Akcja toczy się szybko i zmierza do jasno określonego punktu. Sprawia to, że czytelnik wciąga się w losy bohaterów. W książce znajduje się wiele zwrotów akcji, więc na pewno nikt czytając ją nie będzie się nudził. Myślę też, że raczej nikt nie przewidzi w jakim kierunku pójdzie akcja, więc na pewno nie można mówić o tej książce "a ja to wiedziałem, że tak będzie". Niestety końcówka książki dla mnie trochę zbyt szybko rozegrana. Chyba też nie do końca przemyślana. Brakuje jakiegoś punktu zaczepienia o 2 tom. Czytelnik równie dobrze, że może stwierdzić, że to definitywny koniec. Plus za stworzenie całego pięknego świata i za opisy. Z drugiej strony obie przedstawione rasy nie dość, że myślą i zachowują się podobnie to przypominają ziemian. Tutaj widać brak inwencji autora. Brakuje czegoś zaskakującego, bo mamy tu wojnę, partyzantki działające tak jak ludzkie, operujące tymi samymi pomysłami i podobną bronią. Na końcu książki znajduje się spis co ważniejszych postaci i słowniczek z wymową niektórych słów. Szczerze mówiąc nie korzystałam z tego, bo szkoda mi było czasu na sprawdzanie jak coś tam faktycznie się wymawia. Jednakże to też jakiś tam gadżet, chociaż mógłby być bardziej rozbudowany, zawierać np. krótki spis zwierząt czy roślin, bo początkowo czytelnik czuje się lekko zagubiony w nowym świecie.
Alfa - awatar Alfa
oceniła na 6 12 lat temu
Beowulf Caitlín R. Kiernan
Beowulf
Caitlín R. Kiernan
Recenzja książki Caitlin R. Kiernan: Beowulf Caitlin R. Kiernan opowiada historię, która pulsuje pod czaszką; przesiąkniętą wonią krwi i miodu sagę, którą powinno się recytować o północy na bagnach i na samotnych górskich szczytach. Snuje opowieść o bohaterstwie, o płonącym ogniu i o złocie, naznaczoną miłością, tajemnicą oraz - chwilami - skrajnym okrucieństwem i gwałtem. Starą opowieść, która zasługuje na to, by ją powtarzać tak długo, jak długo ludzi fascynują bohaterowie, potwory i mrok. Opowieść dla każdego z nas. Wszyscy mamy swoje demony. Beowulf myślał, że jego demonem jest Grendel... -------------------------------------------------------- Książka na podstawie scenariusza, po niej najchętniej obejrzał bym film. Jest to gratka dla każdego fana mitologii nordyckiej takiego jak ja. Książka jest nią przesiąknięta. Poza mitologią masa tu akcji. Znajdziecie też zabawne momenty i teksty postaci. Książka wciąga o płynie się przez nią tak szybko jak Drakkar - łódź wikingów - płynęła przez wody Skandynawii. Uwielbiam wikingów i świetnie bawiłem się czytając tę książkę. Myślę, że światu jest potrzebne więcej książek z motywem mitologii nordyckiej. I mimo, że niektóre słowa jak np "Bifrost" były napisane inaczej niż powszechnie znane to i tak książka mi się podobała i moja ocena to 4/5 ⭐⭐⭐⭐⭐ #bookstagrampl #książki #books #book #książka #czytambolubie #książkoholik #maniakksiążkowy #recenzjaksiążki #książkiżyciem #książkomania #dobraksiążka
Nemo_BookFish - awatar Nemo_BookFish
ocenił na 7 1 rok temu
Steampunk Jeff VanderMeer
Steampunk
Jeff VanderMeer praca zbiorowa Neal Stephenson Ted Chiang Ian R. MacLeod Jay Lake Rachel Pollack Paul Di Filippo Joe R. Lansdale James P. Blaylock Bill Baker Stepan Chapman Ann VanderMeer Molly Brown Jess Nevins Mary Gentile Rick Klaw
Pora przypomnieć ludzkości o takim sympatycznym podgatunku science fiction, jakim jest steampunk. Antologia wyróżnia się na plus przede wszystkim dwiema cechami. Po pierwsze wszystkie opowiadania są bardzo dobrze napisane. Widać to pomimo sporych niedostatków redakcyjnych w polskim tłumaczeniu, że autorzy posługują się całkiem wyrafinowanym językiem, korzystają ze sporego zasobu słownictwa, przywiązują wagę do specjalistycznych detali technicznych i dzięki temu wszystkiemu z łatwością potrafią oni wciągnąć czytelnika w opisywane lokacje. Bezproblemowo potrafiłem sobie wyobrazić wszystkie technologiczne gadżety, stroje, architekturę i poczuć niesamowity klimat steampunkowych scenerii. Drugim elementem wartym odnotowania jest spora różnorodność tekstów, ponieważ każde opowiadanie było na swój sposób inne, charakterystyczne i podchodziły do tematu antologii w odmienny sposób. Sądzę, że właśnie ta odmienność była głównym kryterium, według którego państwo Vandermeer dobierali opowiadania do tej kolekcji i wyszło jej do zdecydowanie na plus, bo nawet jeśli jakiś tekst nie podpadnie nam do gustu, to kolejny będzie czymś całkowicie innym. Nie są to utwory tak monotematyczne jak te przynależne do cyberpunka, autorzy luźno podchodzą do charakterystycznych cech gatunku, bawiąc się nim i wprowadzając indywidualne niespodzianki. Mamy więc zatem historie w alternatywnym światach wiktoriańskich, śmierdzącym Londynie, apokaliptycznej industrialnej krainie feudalnej, postapokaliptycznym świecie spaczonej linii czasu H.G. Wellsa, steampunkowo-cyberpunkowy amalgamat Diamentowego Wieku Stephensona, alternatywną rewolucję październikową w świecie nonotechnologii. W opowiadaniach doświadczymy bitwy sterowców, poznamy szalonych naukowców chcących zniszczyć świat zmieniając orbitę Ziemi na kurs kolizyjny z asteroidą, wsiąkniemy w toksyczny świat fabryk i tajemniczej Plagi, kółko gospodyń domowych będzie chciało skolonizować Księżyc, wyruszymy na misję zabicia Mrocznego Jeźdźcy w wielkim metalowym robocie, poszukamy królowej Wiktorii chwilowo zastąpionej przez traszkę, ożywimy golemy za pomocą kabalistycznych imion, wyruszymy w podróż pociągiem z rosyjskim carem przez pola I wojny światowej.... Jak widać, każde opowiadania serwuje nam coś zupełnie nowego. Niestety większość z tych opowiadań posiada identyczną wadę, tzn. zakończenie nie dowozi. Czytelnik nie czuje satysfakcji z finalizacji historii, które są albo niezwykle pospieszne, albo niewiarygodne, albo nielogiczne, czasem zwyczajnie leniwe lub po prostu rozczarowujące. Właściwie schemat jest ten sam: 3 akty. W pierwszym następuje zawiązanie problemu/tajemnicy, w drugim jest budowanie napięcia, rozbudowa pomysłu, następuje jakieś śledztwo, prowadzone są rozmowy lub pojedynki (te dwa elementy wychodzą autorom bardzo dobrze, setup jest intrygujący i wciąga za każdym razem), na koniec następuje rozwiązanie akcji i w praktyce zawsze jest ono... powiedziałbym pulpowe z braku lepszego określenia. W ogóle po lekturze owej antologii odnoszę wrażenie, że klasyczny steampunk w dużej mierze opierał się na takiej pulpowości, niespecjalnie przywiązując wagę do nauki jako takiej, co jest dziwne biorąc pod uwagę, że przecież cała technologia świata przedstawionego funkcjonuje w dużej mierze na mechanicznych zasadach. I one działają jak najbardziej sensownie, ale wszystko spoza kategorii zębatek i pary (od fabuły po twisty kosmologiczne) podpada właśnie pod pulpowe science fiction. Ale jeśli jesteś w stanie się z tym pogodzić, to nie przeszkadza to w lekturze, jest to nawet całkiem urocze i odświeżające doświadczenie. O poszczególnych opowiadaniach nie ma sensu się wypowiedzieć, bo zdecydowana większość wpisuje się w powyższe wady i zalety. "72 litery" Teda Chianga jest fenomenalne, ale warto przyswoić sobie tłumaczenie ze zbioru "Historia Twojego Życia", ponieważ z tym jednym tekstem tłumacz poradził sobie najgorzej. "Minuty Ostatniego Spotkania" Stefana Chapmana to prawdziwa jazda bez trzymanki przez alternatywną Rosją roku 1917, w której superkomputer w podziemiach Piotrogrodu przy pomocy nanorobotów ma na wizji i podsłuchu niemal całe terytorium kraju i podejmuje odpowiednie działania wywiadowcze. Jest to taki kolaż przez różne steampunkowo-cyberpunkowe pomysły (nanomedycyna, broń atomowa, pojazdy na parę). Narracja przeskakuje od jednej postaci i miejsca do drugiej przez sieć węzłów nanorobotów. Fenomenalna rozrywka. "Wiktoria" Paul Di Fillipo jest niemal klasyczną erą wiktoriańską z kilkoma steampunkowymi gadżetami i manipulacją genową. Główny bohater szuka zaginionej księżnej Wiktorii przemierzając ciemne zakątki Londynu. "Słońce na Poddaszu" Mary Gentile opowiada historię zaginionego naukowca, który odkrył coś bardzo ważnego o kształcie świata. Taki Arcane, tyle że bez magii. "Spotkanie parowego człowieka z prerii i Mrocznego Jeźdźca" Joe R. Landsdale to pulpowa historia osadzona w postapokaliptycznym świecie, w którym podróżnik w czasie z powieści H.G. Wellsa pochrzanił kontinuum czasoprzestrzenne i zamienił się w szalonego pseudo-Draculę. Czyta się na prawdę nieźle, ale to jeden z najbardziej porąbanych tekstów na jakie kiedykolwiek natrafiłem. Natężenie przemocy i obrzydliwości znacząco odbiega tu od normy, więc jeśli masz z głową coś nie tak, to będziesz zachwycony tym tekstem. Ale trzeba przyznać, że wciąga niemiłosiernie! "Dar Ust" Iana Macleoda jest napisany w cudowny sposób i opowiada historię feudalnego królestwa przepełnionego toksycznymi oparami fabryk. Pewnego dnia na obrzeżach pojawia się tajemnicza Plaga, którą zajmą się nasi główni bohaterowie. Dałem ten tekst 3 osobom, aby pomogły mi zinterpretować to całkowicie surrealistyczne zakończenie i nikt z nas nie wie, co autor miał na myśl, ale sam tekst na prawdę czytało mi się świetne i z pewnością jest to jeden z jaśniejszych punktów całej antologii. Wielka szkoda, że powieść "The Warlord of the Air" Moorcocka nigdy nie ujrzała polskiego tłumaczenia, ponieważ fragment podniebnej bitwy sterowców był zachwycający. Steampunkowy utwór który powstał, zanim słowo steampunk trafiło do powszechnego użytku. To już coś! Nie wiem, czy dobrą rekomendacją będzie powiedzenie, że najbardziej podobał mi się wstęp, w którym Jess Nevins wyjaśnił genezę i naturę steampunku. Na prawdę mnóstwo się dowiedziałem na ten temat więc jeśli nie masz ochoty czytać całej antologii to polecam zapoznać się z tym tekstem w sieci: "Dziwiętnastowieczne korzenie steampunka". Dla kogo jest to antologia? Jeśli lubisz dobre światotwórstwo, wyszukany i bogaty język, klimat steampunka - to śmiało. Ja jestem właśnie takim worldbuildingowym czytelnikiem. Natomiast jeśli oczekujesz świetnych fabuł czy interesujących postaci, to nie znajdziesz tu nic ponad przeciętność. Choć postacie są całkiem charyzmatyczne jak na jednowymiarowe figury, ale to pewnie zasługa tej wiktoriańskiej elegancji i erudycji. Na prawdę dobry przegląd klasycznego steampunka - od jego protoplastów do utworów 1 fali (sprzed "Maszyny Różnicowej" Gibsona i nieco później) jednak współczesny czytelnik fantastyki raczej częściej kręciłby nosem na głupotki niż pozwoliłby sobie wniknąć w ten ekscytujący świat pary i lamp gazowych. Spróbuj, jeśli lubisz klimatyczne opowiadania.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 6 3 lata temu

Cytaty z książki Spellsinger

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Spellsinger