Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było

Okładka książki Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było
Francesc MirallesSonia Fernández Vidal Wydawnictwo: Insignis popularnonaukowa
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Desayuno con partículas: La Ciencia Como Nunca Antes Se Ha Contado
Data wydania:
2023-04-14
Data 1. wyd. pol.:
2023-04-14
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367323840
Tłumacz:
Jan Wąsiński
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było



książek na półce przeczytane 1052 napisanych opinii 299

Oceny książki Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było

Średnia ocen
7,1 / 10
156 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1
1

Na półkach:

Książka „Śniadanie z cząstkami. Czyli jak ugryźć fizykę kwantową” autorstwa Sonii Fernández-Vidal oraz Francesca Mirallesa podejmuje próbę popularyzacji fizyki współczesnej, częściowo posługując się w tym celu narracją quasi-literacką. Punktem wyjścia są rozmowy prowadzone przy śniadaniu, które mimo że są lekkie w formie, to sięgają po zagadnienia z zakresu mechaniki kwantowej, kosmologii i filozoficznych konsekwencji nauki. Fernández-Vidal jest fizyczką kwantową i popularyzatorką nauki, związana m.in. z CERN-em, natomiast Miralles to dziennikarz i pisarz interesujący się głównie zagadnieniami z dziedziny psychologii oraz duchowości. Książka ukazała się po hiszpańsku w 2013 roku, a polski przekład, opracowany przez Jana Wąsińskiego pod redakcją naukową Marii Brozowskiej, został wydany w 2023 roku przez wydawnictwo Insignis .
Struktura publikacji jest luźna i epizodyczna. Zamiast klasycznego wykładu otrzymujemy serię rozmów, metafor i anegdot, które mają stopniowo oswajać czytelnika z trudnymi pojęciami, takimi jak zasada nieoznaczoności Heisenberga, dualizm korpuskularno-falowy czy natura czasu. Autorzy konsekwentnie unikają formalizmu matematycznego, stawiając na obrazowe porównania i narrację opartą na codziennych doświadczeniach. Fizyka nie jest tu prezentowana jako zamknięty zbiór praw, lecz jako proces poznawczy, pełen paradoksów i nieintuicyjnych wniosków.
Bardziej uporządkowane i pogłębione omówienia wybranych zagadnień zostały przeniesione do dodatków zamieszczonych na końcu książki. Zabieg ten pozwala utrwalić wiedzę bez przerywania głównej narracji, która konsekwentnie utrzymana jest w luźniejszym, konwersacyjnym tonie.
Najmocniejszą stroną książki jest właśnie umiejętność tłumaczenia abstrakcyjnych idei w sposób przystępny i nienarzucający się. Już na początku książki, czytelników onieśmielonych ambitną tematyką, uspokaja cytat Richarda Feynmana „nikt nie rozumie mechaniki kwantowej”. Autorzy przekonują, że brak pełnego zrozumienia fizyki kwantowej nie powinien nas zniechęcać do zapoznania się z tą dziedziną, a do całego zagadnienia warto podejść z ciekawością, ale bez presji. Fernández-Vidal wielokrotnie podkreśla, że fizyka kwantowa zmusza nas do porzucenia potocznych kategorii myślenia. Autorzy pokazują, jak bardzo nasze wykształcone w świecie makroskopowym intuicje, zawodzą w konfrontacji z rzeczywistością subatomową. Rozważania te odnoszone są do konceptów psychologicznych i duchowych, miejscami ocierając się o stylistykę literatury pop-psychologicznej, czy motywacyjnej. Ten ostatni aspekt może być dla części czytelników zaskakujący, a nawet zbyt daleko posunięty, mi jednak przypadł do gustu, autorzy umiejętnie balansują na granicy i nie zapędzają się nadmiernie w tę tematykę.
Momentami jednak ta humanistyczna ambicja staje się słabszą stroną książki, szczególnie aspekt w warstwie fabularnej, gdzie pojawia się kilka fragmentów o wyraźnie fantastycznym charakterze. Nie spodziewałam się, że w książce o fizyce kwantowej natknę się na działający wehikuł czasu, ani spotkam wróżki, które w świecie przedstawionym Sonii i Francesca traktowane są jak realne wydarzenia. Fragmenty te pojawiają się w pierwszej połowie książki i podczas lektury, zastanawiałam się, czy nie jestem zdecydowanie powyżej docelowej grupy wiekowej. Narracje te do tego stopnia odstają się od reszty fabuły, że gdy chochliki okazały się jedynie snem, odczułam wyraźną ulgę. Doceniam fikcyjną narrację jako narzędzie pomagające zrozumieć trudne koncepcje, jednak te dwa rozdziały wyróżniają się negatywnie swoim infantylizującym wydźwiękiem.
„Śniadanie z cząstkami” może być dobrym punktem startu dla osób, które do tej pory postrzegały fizykę jako dziedzinę hermetyczną i niedostępną. Nie jest to pozycja pogłębiona ani systematyczna, lecz raczej zaproszenie do dalszego zainteresowania się nauką i zadawania pytań. To książka bardziej inspirująca niż wyjaśniająca, ale w moim odczuciu, dla zupełnego laika działa to na jej korzyść. Ostateczny wydźwięk książki jest bardzo optymistyczny i pełen nadziei wobec nauki. W tym kontekście, retrospekcyjnie, nawet wyróżniające się elementy fantastyczne wpisują się w fundamentalnie radosne spojrzenie na rozwój wiedzy i przyszłość ludzkości. Jest to wręcz idealna pozycja dla osób, którym fizyka kojarzy się z poczuciem beznadziei doświadczanym przed kolejnym sprawdzianem lub egzaminem. Autorzy powoli i bez presji pozwalają czytelnikowi oswoić się z tą skomplikowaną tematyką, dzięki czemu w mojej opinii doskonale spełnia swoją popularyzatorską funkcję.
Nie jest to może książka zmieniająca życie, ale bardzo przyjemna lektura, która, moim zdaniem, zasługuje na ocenę 8/10. Doceniam klarowność przekazu i próbę połączenia nauki z refleksją humanistyczną.

Książka „Śniadanie z cząstkami. Czyli jak ugryźć fizykę kwantową” autorstwa Sonii Fernández-Vidal oraz Francesca Mirallesa podejmuje próbę popularyzacji fizyki współczesnej, częściowo posługując się w tym celu narracją quasi-literacką. Punktem wyjścia są rozmowy prowadzone przy śniadaniu, które mimo że są lekkie w formie, to sięgają po zagadnienia z zakresu mechaniki...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

592 użytkowników ma tytuł Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było na półkach głównych
  • 409
  • 173
  • 10
84 użytkowników ma tytuł Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było na półkach dodatkowych
  • 42
  • 12
  • 8
  • 7
  • 6
  • 5
  • 4

Tagi i tematy do książki Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było

Inne książki autora

Francesc Miralles
Francesc Miralles
Urodzony w Barcelonie w 1968 roku, z wykształcenia jest germanistą, a obecnie pracuje jako pełnoetatowy pisarz. Za swoje powieści dla dorosłych i młodzieży otrzymał wiele prestiżowych hiszpańskich nagród, m.in. Premio Columna Jove.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kwanty zrobiły mi dzień, czyli prosty przewodnik po naturze wszechświata Jérémie Harris
Kwanty zrobiły mi dzień, czyli prosty przewodnik po naturze wszechświata
Jérémie Harris
Kwanty zrobiły mi połowę dnia. Podążając za kulinarną metaforyką Andrzeja Dragana, który oddając czytelnikowi swoje teksty życzy "smacznego", powiem Państwu: pierwsza połowa uczty była wykwintna. Smaki układały się w nieoczywiste akordy, ciekawość rosła z każdym kolejnym kęsem, Szef Kuchni co rusz zaskakiwał połączeniami najmniej spodziewanych składników, a mój apetyt wyłącznie się wzmagał. Tym dotkliwsza okazała się nagła zmiana w okolicach połowy - jakby kuchnia zaczęła sięgać wyłącznie po sprawdzone już receptury, jakby jej Szef miał już dość gości, lecz nie bardzo wiedział, jak ich wyprosić. Wracały znane smaki, przeżute na wszystkie strony. Zamiast kolejnych odkryć pojawiało się déjà vu; zamiast intensywności - posmak tektury i znużenie. Zawód jest wyraźny, choć nie zaskakujący. Literatura poświęcona fizyce kwantowej od lat krąży po tej samej orbicie: albo skrajnie upraszcza, przekłamując sens, albo zamyka go w tak szczelnej kapsule pojęć, że dostęp do niego staje się (dla mnie) niemal niemożliwy. Między tymi biegunami wciąż brakuje przestrzeni, w której złożoność mogłaby wybrzmieć bez trywializacji i bez fetyszyzowania trudności. Nie obarczam jednak autora winą - co być może widać po mojej, nie do końca przystającej do treści tej opinii, ocenie książki na poziomie 7/10. Mam świadomość specyfiki tej materii i oporu, jaki stawia każdej próbie opowiedzenia jej językiem prozy. Fizyka kwantowa jest wymagającym rozmówcą: niechętna skrótom, nieufna wobec metafor, a jednocześnie domagająca się ich nieustannie. Może ten rodzaj niedosytu wpisany jest w samą próbę opowiedzenia fizyki?
Marla - awatar Marla
oceniła na 7 2 miesiące temu
Spisek. Czyli kto nam wszczepia czipy i inne popie***one teorie Tom Phillips
Spisek. Czyli kto nam wszczepia czipy i inne popie***one teorie
Tom Phillips Jonn Elledge
Po raczej słabych „Antyfaktach” (przegadanych i niezbyt konkretnych) miałam niedosyt wiedzy o teoriach spiskowych, i z przyjemnością stwierdzam, że „Spisek” to strzał w dziesiątkę. A miałam pewne obawy, bo wcześniej czytałam inną książkę Toma Philipsa, „Prawda. Krótka historia wciskania kitu” i to był tylko zbiór luźno powiązanych anegdot bez próby zdefiniowania czy głębszego zanalizowania problemu. Właśnie tych problemów jest pozbawiony „Spisek”, przez co tworzy naprawdę przyzwoite studium z mocnym rysem historycznym i niewymuszonym humorem. Dużym plusem jest zdefiniowanie „teorii spiskowej” – to może być definicja kontrowersyjna, bo oparta na dosłownym znaczeniu obu członów tego zestawienia. Teoria spiskowa musi zatem zawierać element spisku – nie jest nią samo twierdzenie, że kosmici wylądowali w czyimś ogródku albo że brokuły powodują raka, musi pojawić się grupa ludzi chcąca celowo ukryć fakty lub spreparować nowe. Koniecznym skutkiem jest uznanie za teorie spiskowe wielu twierdzeń bardzo rozsądnych i prawdopodobnych – na przykład że kręgi zbożowe powstają na skutek świadomego działania ludzi, którzy chcą zasymulować wydarzenia nadprzyrodzone. Takie rozumienie teorii spiskowej może być kontrintuicyjne, bo instynktownie rozumiemy pod nią tylko rzeczy nieprawdziwe i absurdalne, ale pozwala uniknąć błędnego koła w stylu „teorią spiskową jest to, co absurdalne, a to jest absurdalne, bo to teoria spiskowa”. Dzięki temu możemy zachować chłodny umysł badając domniemane spiski i przyznać, że niektóre z nich były prawdziwe (np. celowe nieleczenie grupy zarażonych syfilisem Afroamerykanów w celu sprawdzenia, jak ta choroba się rozwija), skupiając się na dowodach i prawdopodobieństwie, a nie emocjach. Bardzo podobało mi się, że większość opisanych teorii jest opatrzona w rys historyczny – brakowało mi tego w „Antyfaktach”. Poznajemy zatem korzenie płaskiej ziemi (ku mojemu zdziwieniu, zaledwie dziewiętnastowieczne), iluminatów (i to jak byli mieszani z masonerią, Żydami, rewolucją francuską, komunizmem i ogólnie wszystkim, co się danemu tropicielowi nie podobało) czy antyszczepionkowców. Pokazuje, jak często uzasadnione obawy i brak ufności (choćby pierwsze podejmowane środki antyepidemiczne były nieraz wprost nieludzkie) przeradzają się w najdziksze fantazje o depopulacji i świtowym spisku. O większości opisanych teorii już kiedyś słyszałam – ale o tym, że Finlandia nie istnieje albo o czasie widmowym (czyli że cały okres od szóstego do dziewiątego wieku został wymyślony przez cesarza Ottona III do spółki z papieżem) jeszcze nigdy, i to było naprawdę zabawne.
Silmarien - awatar Silmarien
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Połącz kropki. Nanoboty medyczne, drony zabójcy, odczytywanie myśli i inne technologie przyszłości Łukasz Lamża
Połącz kropki. Nanoboty medyczne, drony zabójcy, odczytywanie myśli i inne technologie przyszłości
Łukasz Lamża
📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡 📡 Połącz i zrozum – czyli futurologia na chłodno, nie na haju 🤖 📘 Łukasz Lamża nie zabiera nas w kosmiczną odyseję z robotem w roli Mesjasza, tylko... zaprasza do warsztatu. Bierze na stół rozkręconą przyszłość, ogląda trybiki, analizuje śrubki i tłumaczy, dlaczego ten android jeszcze nie poda Ci kawy – chociaż bardzo by chciał. 💡 To nie jest książka „wow” z tanim efekciarstwem. To książka „aha” – o świecie, który dzieje się teraz, tylko nie zawsze go dostrzegamy. Lamża z dziennikarską precyzją i pasją naukowca rozbraja wielkie techno-wizje: od robotów humanoidalnych, przez spersonalizowane media, po edycję genomu. I nie przeraża – wręcz przeciwnie, budzi szacunek do detalu. 🔍 Styl? Klarowny, gawędziarski, chwilami zadziorny. Autor wie, kiedy przystanąć przy ciekawostce, kiedy zadać trudne pytanie, a kiedy mrugnąć do czytelnika jak stary znajomy. Forma ramkowa i świetnie wybrane przykłady sprawiają, że można czytać na wyrywki albo od deski do deski – i nigdzie nie boli. 🧠 Czy po lekturze zmieni się Twoje spojrzenie na przyszłość? Może nie całkiem. Ale na pewno przestaniesz ją traktować jak coś z Netfliksa i zaczniesz widzieć jako ciąg logicznych, mozolnych kroków, które właśnie się dzieją – w laboratoriach, klinikach, centrach danych. 📈 Dla mnie: 8/10 - to książka, która nie krzyczy, a robi wrażenie. I choć może nie zostaje na zawsze w głowie, zostawia wewnętrzny nawyk – szukania sensu w detalach zamiast bujania w chmurach. 👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁 🔧 Twój robot – Marzenie o robocie-służącym to pretekst, by pokazać, jak trudne (i fascynujące!) są próby nauczenia maszyn chodzenia, mówienia i rozumienia.
 🎯 Twój świat – Spersonalizowane treści i inteligentne przedmioty tworzą nową rzeczywistość, która bardziej przypomina lustro niż wspólnotę.
 📊 Twoje dane – Gromadzone o nas informacje stają się paliwem dla algorytmów, które wiedzą o nas więcej, niż chcielibyśmy przyznać.
 🧬 Twoje ciało – Od regeneracji tkanek po edycję DNA – przyszłość medycyny to nie tylko leczenie, ale i projektowanie człowieka.
 🧠 Twój umysł – Połączenie mózgu z komputerem to nie sci-fi, tylko pytanie o tożsamość, pamięć i granice „ja”.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na 8 10 miesięcy temu
Przetrwają najżyczliwsi. Jak ewolucja wyjaśnia istotę człowieczeństwa? Brian Hare
Przetrwają najżyczliwsi. Jak ewolucja wyjaśnia istotę człowieczeństwa?
Brian Hare Vanessa Woods
W dobie narastających geopolitycznych napięć i konfliktów zbrojnych, gdzie coraz większa władza koncentruje się w rękach populistów dążących do jak największej społecznej polaryzacji, człowiek drugiemu człowiekowi ponownie staje się bardziej wilkiem niż bliźnim. Większość polityków swoimi decyzjami preferuje bardziej lub mniej ekstremalne odmiany darwinizmu społecznego nastawionego między innymi na rywalizację między ludźmi i rosnące nierówności. Legitymują oni swoje działania powołując się na rzekomo udowodnione naukowo twierdzenie, jakoby przetrwanie w naturze miały zagwarantowane tylko najsilniejsze, najagresywniejsze i najbardziej bezwzględne osobniki danego gatunku. Należy zaznaczyć, że Karol Darwin od którego nazwiska utworzony został powyższy eponim nie był zwolennikiem poglądu według którego społeczeństwa ludzkie również zmieniają się w czasie poprzez dobór naturalny. Przypisywany mu zwrot „przetrwanie najsilniejszych” został sformułowany przez angielskiego filozofa i socjologa Herberta Spencera. O tym, że takie postrzeganie ludzkiej natury jest błędne, a z pewnością niepełne traktuje niniejsza książka, którą napisali Brian Hare, ze swoją żoną Vanessą Woods. Hare pełni funkcję profesora antropologii ewolucyjnej, psychologii i neuronauki na Uniwersytecie Duke’a, natomiast jego małżonka także jest uzdolnioną badaczką, specjalizującą się w antropologii ewolucyjnej. Głównym tematem recenzowanej pozycji jest tak zwana hipoteza samoudomowienia, z którą związany jest proces większego nastawienia na zawieranie przyjaźni i współpracy pomiędzy różnymi, często niespokrewnionymi ze sobą ludźmi. Hare i Woods postulują, że nasz gatunek osiągnął globalny sukces nie dzięki agresji, sile czy wybitnej inteligencji, ale takim cechom jak tolerancja, życzliwość, zaufanie i przyjazne nastawienie, które umożliwiły pokojowe funkcjonowanie pomiędzy sąsiadującymi ze sobą grupami, dzięki czemu mogły się one rozrastać i zwiększać gęstość zaludnienia. Rosnące i bardziej zróżnicowane grupy doprowadziły do powstawania coraz większej liczby innowacji technologicznych i kulturowych, dzięki czemu w pewnym okresie naszego rozwoju osiągnęliśmy znaczącą przewagę nad innymi gatunkami lub podgatunkami ludzi nie posiadającymi naszych predyspozycji do międzygrupowej współpracy. Należy przy tym pamiętać, że Woods i Hare podkreślają, że jest to na razie hipoteza. Takie jest już piękno nauki, że nic nie jest w niej stuprocentowo pewne. Każde wyjaśnienie i każdy model tłumaczący zasady działania danego procesu lub zjawiska muszą przejść bardzo restrykcyjne testy polegające na nieustannym konfrontowaniu ich z wynikami obserwacji i eksperymentów, a także innymi odkryciami, które mogą znacząco zrewidować stan naszej wiedzy na dany temat. Dopiero po wielu takich testach dana hipoteza może w końcu otrzymać zaszczytne miano teorii naukowej, której już mało co ruszy (dla tych co tego nie wiedzą termin “teoria” w nauce różni się od potocznego rozumienia tego pojęcia i oznacza spójne oraz dobrze uzasadnione wyjaśnienie jakiegoś zjawiska funkcjonującego w świecie, które zostało powszechnie uznane między innymi dzięki wielokrotnie potwierdzonym obserwacjom, a także dużej liczbie przeprowadzonych eksperymentów). Na poparcie swojej hipotezy autorzy książki przytaczają bardzo dużo niezwykle ciekawych przykładów. Dowiemy się na przykład o pewnym rosyjskim genetyku, któremu udało się na Syberii wyhodować odmianę lisów o bardzo przyjacielskim nastawieniu do ludzi. Poznamy też dużo lepiej zachowanie naszych najbliższych zwierzęcych krewnych czyli szympansów zwyczajnych i szympansów karłowatych znanych też jako bonobo. Na szczególną uwagę zasługują właśnie bonobo, które charakteryzują się tym, że słynne hasło “make love not war” konsekwentnie wprowadzają w czyn i udaje im się to lepiej niż nam Homo Sapiens. Selekcja promująca przyjazne nastawienie kosztem agresji prowadzi także do zmian fenotypowych zwierząt i ludzi. W książce otrzymujemy poparte wieloma badaniami opisy jak udomowienie wpłynęło na wygląd oswojonych gatunków, ale także człowieka, między innymi dzięki analizie zachowanych szczątków naszych przodków i tych blisko z nami spokrewnionych, które pochodzą sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat. Badania porównawcze przeprowadzone między innymi na wyglądzie czaszek różnych homininów wzmacniają wiarygodność hipotezy samoudomowienia. Nastawienie na współpracę i pomoc u ludzi ujawnia się także we wczesnym okresie życia, kiedy nasze niemowlęta i małe dzieci są skazane na zależność od swojej rodziny i w porównaniu do zwierząt cechują się wyjątkowo małą samodzielnością przez pierwsze lata istnienia. Bardzo ciekawe są opisy eksperymentów badających umiejętność odczytywania kooperacyjnych intencji komunikacyjnych u ludzkich niemowląt, ale też wśród zwierząt udomowionych i tych u których ten proces nie zaszedł. Mamy także przykłady opisujące regres technologiczny występujący u tych społeczności, które z jakiegoś powodu odłączyły się i straciły kontakt z większymi sieciami społecznymi. Hipotezę samoudomowienia wspiera także analiza budowy naszego mózgu, zwłaszcza zwiększenie roli układu serotoninergicznego, w porównaniu do naszych przodków. Jedną z ról tego neuroprzekaźnika jest wzmocnienie działania oksytocyny, która potocznie określana jest mianem “hormonu miłości” i wytwarza się między innymi dzięki kontaktowi wzrokowemu między rodzicami i dziećmi. Taki kontakt jest możliwy dzięki naszym oczom, które posiadają białe twardówki co ułatwia komunikację, w przeciwieństwie do pozostałych naczelnych, u których gałki oczne są przyciemnione. Hipoteza samoudomowienia potrafi także wytłumaczyć problem potencjału naszego gatunku do okrucieństwa. Dotyczy to przede wszystkim grupy obcych nam jednostek, które postrzegamy jako zagrożenie dla naszej własnej społeczności. Nasz umysł jest wtedy w stanie dokonać tak zwanej uniwersalnej dehumanizacji, przez co obcych zewnątrzgrupowych, których uważamy za niebezpiecznych dla nas, nie postrzegamy jako istot ludzkich, ale problem, którego należy się pozbyć. Dehumanizacja pewnych grup prowadzi do błędnego koła, ponieważ prześladowane społeczeństwa również zaczynają uprzedmiatawiać swych oprawców. Omawiany tytuł przedstawia wyniki eksperymentów, w których wykazano, że oksytocyna, czyli hormon odpowiedzialny za przyjazne nastawienie do innych ludzi i poczucie więzi między rodzicami a potomstwem, w przypadku zupełnie obcej grupy potrafi wzmacniać odczucie antypatii wobec nich. Ostatnie rozdziały książki są poświęcone omówieniu wyników badań, dzięki któremu bylibyśmy w stanie przezwyciężać uprzedzenia i wrogość, które wynikają z uniwersalnej dehumanizacji. Jak się okazuje, w przypadku osób uprzedzonych edukacja w zakresie tolerancji często przynosi skutek przeciwny do zamierzonego. Za to efektywną metodą okazuje się nacisk na kontakt i współpracę między skonfliktowanymi grupami, a także życie w demokratycznych i egalitarnych społeczeństwach. Omawiane jest także zagadnienie, wskazujące na pewną korelację, dotyczącą większego prawdopodobieństwa do dehumanizowania ludzi, u osób, które źle traktują zwierzęta. Lekturę tego tytułu skończyłem na początku 2026 roku i jestem zdania, że dzieło Briana Hare’a i Vanessy Woods to najbardziej inspirująca książka, jaką przeczytałem w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Biorąc pod uwagę fakt, że inicjowane są kolejne konflikty zbrojne, prawdopodobnie przez resztę bieżącego roku nie przeczytam już niczego, co dodałoby mi więcej otuchy. Z całego serca polecam tę niezwykle piękną, mądrą i inspirującą książkę popularnonaukową, która traktuje zarówno o tych lepszych, jak i gorszych aspektach natury naszego gatunku. Doskonale zdaję sobie sprawę, że koncepcja samoudomowienia jest na razie hipotezą i przedstawionych w niej argumentów nie należy traktować jako prawdy objawionej. Konieczne będzie jeszcze przeprowadzenie wielu interdyscyplinarnych badań, żeby wzmocnić jej prawdopodobieństwo. W niczym to jednak nie umniejsza wartości tego dzieła, ponieważ należy pamiętać, że Homo Sapiens nie determinuje jedynie to, jacy jesteśmy, ale przede wszystkim nasze ideały i marzenia dotyczące tego, jacy możemy być.
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na 10 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było

Więcej
Francesc Miralles Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było Zobacz więcej
Francesc Miralles Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było Zobacz więcej
Sonia Fernández Vidal Śniadanie z cząstkami. Opowieść o nauce, jakiej jeszcze nie było Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne