Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego

Okładka książki Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego
Adam Jaworski Wydawnictwo: Biuro Literackie Seria: Poezje [Biuro Literackie] poezja
68 str. 1 godz. 8 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Seria:
Poezje [Biuro Literackie]
Data wydania:
2025-02-10
Data 1. wyd. pol.:
2025-02-10
Liczba stron:
68
Czas czytania
1 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368310115
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego

Średnia ocen
6,7 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
289
285

Na półkach: ,

Poezja w ostatnich latach nie ma się tak dobrze - głównie za sprawą dominacji komercji, bo łatwiej, prościej, czasem przyjemniej - jak proza, nawet słabiutka. Ale ten tom wierszy (queerowych, choć nie do końca trzeba je tak czytać) może stanowić kroczek w stronę ponownego zainteresowania się ta maleńką, skondensowaną formą przekazu literackiego. Autor sprytnie łączy to, co w poezji poetyckie, a tym, co akurat modne w kulturze masowej. Właśnie wspomnianą sferę queer mam na względzie. O ile w prozie ten temat zdążył się oswoić, w poezji jakby raczkuje. Warto zatem zajrzeć, przeczytać, tu i ówdzie się zachwycić, bo naprawdę warto.

Poezja w ostatnich latach nie ma się tak dobrze - głównie za sprawą dominacji komercji, bo łatwiej, prościej, czasem przyjemniej - jak proza, nawet słabiutka. Ale ten tom wierszy (queerowych, choć nie do końca trzeba je tak czytać) może stanowić kroczek w stronę ponownego zainteresowania się ta maleńką, skondensowaną formą przekazu literackiego. Autor sprytnie łączy to, co...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

74 użytkowników ma tytuł Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego na półkach głównych
  • 45
  • 29
19 użytkowników ma tytuł Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego na półkach dodatkowych
  • 7
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hulanki & Swawole Tomasz Różycki
Hulanki & Swawole
Tomasz Różycki
Nie znałam Tomasza Różyckiego, poety, najpierw bowiem przeczytałam jego "Złodziei żarówek". Bardzo mi się ta powieść podobała, uznałam, że warto sięgnąć i po wiersze, zwłaszcza że "Hulanki & Swawole" weszły do finału Nike. Musiałam dość długo czekać w kolejce bibliotecznej, co w sumie napawa mnie optymizmem. Wiersze zaś, gdy już zaczęłam je czytać, niekoniecznie wzbudziły takie odczucia, zapowiadane też przez tytuł. W kilku utworach są nawiązania do karczmy o takiej nazwie, w której, jak i w Mickiewiczowskim "Rzymie" można "ćmić lulki" i "tumanić", i gdzie nawet "na dnie kielicha wytrącił się mefisto", ("Istny Niemiec"). Wiele tu również nawiązań mitologicznych, jest Kalipso, Odyseusz, Hermes, wracamy do źródeł. Z kolei wiersz "Cel" przypomina w pierwszym wersie wpis Słowackiego "W pamiętniku Zofii Bobrówny". Jest jednak mroczny, a nawet "czarny", jak musiałby być atrament, by napisać wiersz. "Niech mnie nie proszą o wiersz przyjaciele" - kim są? To żołnierze walczący w Ukrainie. Ten temat wraca w wielu wierszach, niektóre są dedykowane konkretnym osobom. Pomiędzy snajperami, dronami, uchodźcami, obroną Azowstalu jest i "obrona poezji, z powodu której dzieje się tyle co nic". Jak zauważa poeta w prozie poetyckiej, bo i ten gatunek pojawia się w tomie, "poezja nie jest dobrym kryterium prawdy". Co w takim razie nią jest, gdzie jej szukać? Może w miłości? Choć znów poeta mówi: "Nie mam dobrego zdania o miłości", przestrzega przed zakochaniem się w "Spince" czy w wierszu "Maj, zakwita step". A Bóg, gdzie jest? - "trochę pusty w środku", "dyktuje nam świat", "opowiada kosmos" i "nadal majsterkuje świat w szopie". Pięknie to wszystko pokazuje poeta w kolejnych obrazach, metaforach, porównaniach, każe zastanowić się nad okropnościami wojny, ale i nad pięknem natury i życia, jednak życia. "Co przeciw śmierci" pyta Różycki i odpowiada: " Jak najwięcej życia, tańce, światło (...) miłość". Warto zatrzymać się dłużej na tych 69 wierszach, wrócić do tych, które wcześniej przykuły uwagę, zainteresowały bardziej niż inne. Mam swoje ulubione, zamieściłam tu cytaty z niektórych. Czytam kolejny raz, otwieram się na nowe doznania, poszukiwania może innych znaczeń. Kolejki w bibliotece nie ma, nikt z czytelników na razie nie czeka na "Hulanki & Swawole", mogą zostać na dłużej u mnie - "Poezja jest głodem, ma przydatności do spożycia nieczytelny termin..."
wiesia - awatar wiesia
oceniła na 8 2 miesiące temu
Poltergeist Urszula Honek
Poltergeist
Urszula Honek
Widmowa intymność Urszuli Honek W tomiku „Poltergeist” Urszula Honek powraca do tego, co w jej poezji najmocniejsze: do szeptu, do ciszy po kimś, kto odszedł, a jednak wciąż jest. Do niewidzialnych ruchów powietrza, dzięki którym można odróżnić pustkę od obecności. To poezja pisana w przestrzeni między światem żywych a światem zmarłych – i o tym, jak bardzo oba się przenikają. Honek nie konstruuje klasycznej opowieści o żałobie. Jej język nie jest lamentem ani próbą uporządkowania doświadczenia straty. To bardziej ciąg rejestracji drobnych, czułych momentów, w których umarli – bliscy, ale też ich cienie, wspomnienia, echa – powracają materialnie: w cieniu na chodniku, w dreszczach, w skrzypieniu drzwi. „Chcę myśleć o niej jak o żywej” – pisze w jednym z wierszy i to zdanie wyznacza ton całego tomu. Bohaterka liryczna nie tyle rozpamiętuje, co zamieszkuje przestrzeń nawiedzoną, a nawiedzenie jest tu formą miłości. Motyw poltergeista, czyli ducha, który nie tyle straszy, ile komunikuje swoją obecność poprzez drobne zakłócenia codzienności, staje się metaforą pamięci o tych, którzy odeszli. Nie jest to pamięć monumentalna – raczej codzienna, krucha. Wiersze takie jak „Inni” czy „Dom na wzgórzu” rejestrują ten stan zawieszenia ze szczególną delikatnością. Lęk miesza się z potrzebą kontaktu, a nocne czuwanie z gestami miłości: przejściem do łóżka zwierzęcia, trzymaniem go „obiema rękoma za łapę”, wypowiadanym wreszcie po miesiącach „nie wierzę, że jej nie ma”. Dużą siłą tomu jest to, jak Urszula Honek łączy elementy realistyczne z widmowymi. Opis zwyczajnych przedmiotów – żelu do mycia, cieni do powiek, bezbarwnego błyszczyka – nabiera tu intensywności. W wierszu „Mama” te przedmioty stają się niemal relikwiami, a jednocześnie z brutalnością przywołują doświadczenia graniczne, o których bohaterka nie potrafi mówić wprost. Właśnie w takich momentach ujawnia się niezwykła wrażliwość poetki: jej świadomość, że przedmioty przechowują więcej niż słowa. W końcowych partiach tomu, zwłaszcza w wierszu oznaczonym „III”, widmowość zyskuje wymiar apokaliptyczny. Świat, w którym zostają tylko szkielety zwierząt i skrzypiące szafki, zdaje się projekcją skrajnej tęsknoty – tak intensywnej, że prowadzącej do fantazji unicestwienia wszystkiego, co nie jest miłością. Ten ton, choć mroczny, nie przytłacza – u Honek destrukcja jest zawsze drugą stroną przywiązania, a groza podszyta jest czułością. „Poltergeist” to tom niezwykle spójny, przejmujący i zaskakująco intymny. Urszula Honek nie potrzebuje metafor o wysokim napięciu – jej siła tkwi w tym, co nieoczywiste, w ruchach niemal niezauważalnych. To poezja pisana w półmroku, w którym widać nie tylko to, co realne, ale i to, co zostało utracone, lecz nadal – poprzez dźwięk, cień, przeciąg – istnieje. Nie dziwi więc, że wrażliwość tego tomu została dostrzeżona także przez kapitułę Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, do której „Poltergeist” trafił jako nominowany. To potwierdzenie, że Urszula Honek tworzy dziś jedną z najważniejszych i najsubtelniejszych poetyk współczesnej literatury. Jeśli duchy istnieją, to właśnie takie jak u Honek: ciche, proszące o światło, utkane z miłości.
Czytadło - awatar Czytadło
ocenił na 9 3 miesiące temu
Dziki Irys Louise Glück
Dziki Irys
Louise Glück
Cebulica „Nie ja, idiotko, nie własne ja. Ale my, my-fale niebieskości jak drwina z nieba: dlaczego tak cenisz swój głos, skoro być czymś pojedynczym to być prawie niczym”. (…) (s. 20.) Louise Gluck, Dziki irys, przekł. Krystyna Dąbrowska, Wydawnictwo a5, Kraków 2024. Dziki irys (2024) L Gluck - to trzeci tomik poetycki po Araracie (2021) i Zimowych przepisach naszej wspólnoty (2022), wydany w Polsce, wszystkie w tłumaczeniu Krystyny Dąbrowskiej. W ostatnim dzieli się swymi refleksjami na temat samego przekładu, ale także zaplanowanego, jednakże nieodbytego spotkania z Noblistką. Wielka strata, wielka szkoda! (Tuż przed drugą próbą kontaktu, w październiku 2023 roku tłumaczka zderzyła się z tragiczną informacją o śmierci poetki). W znakomitym „Castingu na ogrodnika” K. Dąbrowska pisze o Dzikim irysie jako najsłynniejszym tomiku poezji Gluck, z 1992 roku, uhonorowanym Nagrodą Pulizera. Już pierwsze spotkanie z „Dzikim irysem” potwierdza w całej rozciągłości, że obcujemy z dziełem poetyckim najwyższych lotów (autorka otrzymała Nagroda Nobla w 2020 r.). W zbiorze liczącym kilkadziesiąt niewielkich rozmiarów wierszy mieści się cały świat. Tym światem jest ogród pełen kwiatów, od tytułowych irysów, przez cebulicę, fiołki, polne kwiaty, czerwony mak, koniczynę, stokrotki, białą różę, wilec, do srebrnej i białej lilii. W poetyckim ogrodzie (mającym realny odpowiednik) słyszymy różne głosy (polifoniczność ma znaczenie). Głos w pierwszym rzędzie oddaje się roślinom, mówi też Ogrodniczka, pojawiająca się wraz z mężem Johnem i synem Noahem. Tematem rozmówi jest życie (jego siła, ale i kruchość), z odwołaniem do zmysłów, erotyzmu i eteryczności. Jest i miejsce na głos Najwyższego. W „Wycofującym się wietrze” Bóg – Ojciec, pierwszy Stwórca Ogrodu, biblijnego Raju, konstatuje: „Gdy was stworzyłem, kochałem was, teraz mi was żal. Dałem wam wszystko, czego potrzebowaliście: ziemię za posłanie, pled błękitnego powietrza - (…)”. A sama Gluck: „Nie mogę kochać tego czego nie pojmuję, a ty co wyjawiasz?” Tomik „Dziki irys” poza zwykłą skalą ocen. Dzieło w mistrzowskim wydaniu!
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 1 rok temu
Wiersze zebrane Anna Świrszczyńska
Wiersze zebrane
Anna Świrszczyńska
Nie wyobrażam sobie, co może czuć człowiek, który stoi pod ścianą całą godzinę i czeka na własną śmierć. Która minuta będzie tą ostatnią? Jak bardzo boli ciało rozrywane przez pocisk? Jak długo się umiera? Setki pytań a słów tak mało, jednak dla Anny Świrszczyńskiej wystarczy ich zaledwie kilka, by wersem równie silnym jak egzekucyjny nabój, przedrzeć się do najwrażliwszej części jestestwa potencjalnego odbiorcy swojej poezji. Bez żalu pożegnała się z wysublimowanymi metaforami na korzyść prostego przekazu, bo kiedy wojna wymusza chwytanie chwili, wydumana polszczyzna okaże się niepotrzebną groteską. „Chociaż twoja kula trafi przez kurtkę do mojego serca, nie zabijesz mnie, wrogu”. Swój język doskonaliła latami, ale dopiero gdzieś koło sześćdziesiątki odnalazła styl, w którym czuła się najlepiej, a ponieważ prawdziwa poezja powstaje z aktywnego doświadczania, to był ten idealny moment, w którym bez zbędnej ekwilibrystyki potrafiła sprawnie opisać cielesność kobiety, miłość fizyczną czy też macierzyństwo. Bez romantycznych naleciałości.  „Jesteś jędrny jak ogień. Jestem mroźna. Parzę cię dotykając długim palcem przestrzeni”. „Anna Świrszczyńska. Poezje zebrane” to zbiór wszystkich wierszy od roku 1938 do 1985, a także innych utworów rozproszonych, piosenek i słów nigdy wcześniej niepublikowanych. Minimalistyczna okładka nawiązuje do stylistyki niektórych tomików Świrszczyńskiej, gdzie to ewentualna grafika zajmowała prawy, dolny róg („Liryki najpiękniejsze”, „Cierpienie i radość”). To grube tomiszcze ucieszy zarówno wiernych wielbicieli poetki, jak i nowych, których bez wątpienia Świrszczyńska zdobędzie. Ze mną zostanie do grobowej deski, w sensie dosłownym. Nie mogłabym sobie wymarzyć bardziej celnych słów, które w siedmiu wyrazach opisywałyby zarówno moje życie,  jak i moją śmierć. „Ktoś dotknął mojego cienia palcem z lodu”. Zostanie wyryte w granicie. Na marginesie, potrzebuję jej biografii. Jak tlenu. IG @angelkubrick
Angel KubRick - awatar Angel KubRick
ocenił na 9 2 lata temu
Spóźniony śpiewak William Carlos Williams
Spóźniony śpiewak
William Carlos Williams
W. C. Williams, jako jeden z najwybitniejszych poetów języka angielskiego, tym samym jest jednym z najważniejszych poetów świata, a tu w dodatku tłumaczony przez jedną z najwybitniejszych poetek polskich... Czy można taką książkę ocenić nisko? To się może nie podobać jednemu z drugim (jak mawiały nauczycielki w dawnych czasach), a dzieło Williamsa tak czy inaczej pozostanie znaczące. A jeśli się podoba? Jeśli czyta się te wiersze z przyjemnością i zamyśleniem i chwilami zachwytem? "On ma na głowie stary jasnoszary kapelusz filcowy ona czarny beret (...) Wloką się donikąd przez górne miasto (...) Żadnych obowiązków! Hej ho! "Beztroski William", "Mujer", "Na powitanie listonosza" - sporo tu wierszy lekkich, żartobliwych, z głęboką myślą, a rozluźnionych. Williams używał nie tylko (amerykańskiego) języka potocznego, ale i potocznych skojarzeń, pragnień, wrażeń. Te wiersze są ludzkie. Nikt ich nie wygłasza z mównicy ani z ambony, one rodzą się ulicy (dosłownie, wiele z nich) i na ulicy żyją, żyją między nami. Pisze o nim tłumaczka: "wróg akademizmu i starej poetyki". Ja także, mimo podziwu i atencji dla np. Eliota, wolę mieć na nocnym stoliku Williamsa. Wiersz "Do biednej starej kobiety", ważny dla mnie osobiście z pewnych literackich powodów, to świetny przykład poezji ulicznej, codziennej, demokratycznej, a przecież niewątpliwie zmierzającej ku metafizyce. Spotkałem się z zarzutami wobec jakości tłumaczenia Julii Hartwig, ale ja nie byłbym tutaj zbyt krytyczny. Tu i tam wprowadziłbym poprawki, ale i bez nich dobrze się czyta ten tom. Przydałby się, swoją drogą, większy wybór wierszy tego poety, bo jak dotąd tylko tu i w antologiach go spotykamy (zbiorek w tłumaczeniu Elektorowicza, wydany dawno temu, przepadł w pomroce dziejów). Czekamy na więcej Williamsa.
Mario - awatar Mario
ocenił na 10 1 rok temu
Bruma Jacek Dehnel
Bruma
Jacek Dehnel
Z jednej strony ,,Bruma'' Jacka Dehnela to bardzo emocjonalny zbiór wierszy. Widać w nich niezwykłą wrażliwość twórcy – to, w jaki sposób bieżące wydarzenia wpływają na niego, na jego nastrój, na jego życie. Z drugiej strony ,,Bruma'' ma w sobie coś chłodnego, zimnego i bezlitosnego. Jak ten najkrótszy dzień w roku, do którego tytuł się odnosi. Jak przesilenie zimowe. Jak moment w którym wszędzie zimo jest i ciemno, i beznadziejnie, i coś już się musi zmieniać, coś już nabrzmiewa, przesila się właśnie, coś idzie nowego... Wydaje mi się, że siła wierszy zawartych w tym tomiku tkwi właśnie w tym kontraście – w zestawieniu wrażliwości jednostki z okrucieństwem świata. Jak w otwierającym zbiór tekście ,,Odpowiadając pani która na spotkaniu autorskim zadała pytanie jak wygląda praca poety'' – odpowiedź, której Jacek Dehnel w swoim wierszu udziela zamraża coś głęboko w nas. Każe nam się zatrzymać. Zastanowić. Zobaczyć. To nie są wiersze, które można przeczytać jeden po drugim, jednym ciągiem. To teksty, którym trzeba poświęcić trochę czasu. I nie jest to potrzeba wymuszona – to dzieje się samoistnie. Jak po przeczytaniu ostatniej linijki ,,Tenebrae Responsoria'' – gdy wydaje się, że nagle zabrakło nam powietrza, że pojawiła się obok nas jakaś pustka, trudna do zdefiniowana i dojmująca. Są to też utwory aktualne – odnoszące się do kryzysu migracyjnego na granicy Białorusi z Polską, do wojny w Ukrainie, do świata w którym żyją i dorastają członkowie społeczności LGBT+. Jackowi Dehnelowi udało się w nich zawrzeć ponadczasową wrażliwość, która sprawi, że za dziesięć czy dwadzieścia lat te teksty wciąż będą świeże. W tym sensie, że wciąż będą przemawiać do odbiorcy, ich przesłanie cały czas będzie aktualne. Cały czas będzie nas poruszać. A to dlatego, że jest w ,,Brumie'' głęboko pod wszystkim zagrzebana – choć czasami wyraźnie, na podobieństwo przebiśniegów, przebijająca się – miłość. Miłość, którą widać między słowami, w tych spacjach, przerwach, niedomówieniach, jak wierszu ,,Pomiędzy''. Miłość, która jest czasami oczywista i delikatna – jak w ,,Mruczando''.
Chassefierre - awatar Chassefierre
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego

Więcej
Adam Jaworski Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego Zobacz więcej
Adam Jaworski Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego Zobacz więcej
Adam Jaworski Baśń o zwichnięciu stawu biodrowego Zobacz więcej
Więcej