Po drugiej stronie Uralu

Okładka książki Po drugiej stronie Uralu
Sławomir Michał Wydawnictwo: Novae Res literatura podróżnicza
346 str. 5 godz. 46 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Data wydania:
2020-06-15
Data 1. wyd. pol.:
2020-06-15
Liczba stron:
346
Czas czytania
5 godz. 46 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381478953
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Po drugiej stronie Uralu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Po drugiej stronie Uralu

Średnia ocen
6,4 / 10
31 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
151
151

Na półkach:

Po książkę sięgnęłam ze względu na wzbogacenie wiedzy na temat kierunków wschodnich. Od zawsze marzyła mi się podróż do Rosji. Po opisie od wydawcy stwierdziłam, że warto sięgnąć po nią i nie zawiodłam się. Autor opisuje spontaniczną podróż dwojga młodych mężczyzn, którzy postanowili zdobyć wschód podróżując autostopem, bez większych oszczędności i bazując na uprzejmości ludzi napotkanych po drodze. Pasuje tu powiedzenie: „A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”- w tym przypadku do Rosji i dalej w stronę Uralu😊 Książka jest napisana w formie dziennika z podróży. Poza realnymi opisami obcych kultur, religii, poglądów politycznych oraz napotkanych miejsc wplątany jest w to wszystko fikcyjny wątek poszukiwania pewnej dziewczyny, przez co całość wciąga jeszcze bardziej. Podobał mi się ten szalony pomysł podróży autostopem, chodź sama nie wiem czy zdecydowałbym się na ten typ podróżowania jednak autor świetnie pokazuje, że dla chcącego nie ma nic trudnego a dalekie eskapady nie zawsze wiążą się z dużymi kosztami. Po lekturze tej książki, po raz kolejny przekonuje się, że kraje wschodnie to „stan umysłu” a zwłaszcza Rosja i dzięki temu jestem jeszcze bardziej zmotywowana, żeby w najbliższych pięciu latach zrealizować swoje plany podróżnicze.

Po książkę sięgnęłam ze względu na wzbogacenie wiedzy na temat kierunków wschodnich. Od zawsze marzyła mi się podróż do Rosji. Po opisie od wydawcy stwierdziłam, że warto sięgnąć po nią i nie zawiodłam się. Autor opisuje spontaniczną podróż dwojga młodych mężczyzn, którzy postanowili zdobyć wschód podróżując autostopem, bez większych oszczędności i bazując na uprzejmości...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

67 użytkowników ma tytuł Po drugiej stronie Uralu na półkach głównych
  • 40
  • 27
10 użytkowników ma tytuł Po drugiej stronie Uralu na półkach dodatkowych
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Sławomir Michał
Sławomir Michał
Pochodzi z Ząbkowic Śląskich, jest absolwentem miejscowego liceum ogólnokształcącego. Obecnie studiuje we Wrocławiu. W 2014 roku za powieść "Strefa Pawłowa" otrzymał I miejsce w III edycji ogólnopolskiego konkursu Literacki Debiut Roku organizowanego przez gdyńskie wydawnictwo Novae Res.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Był sobie wesoły kat. Sprawiedliwość Singapuru Alan Shadrake
Był sobie wesoły kat. Sprawiedliwość Singapuru
Alan Shadrake
„Wysyłam cię w miejsce lepsze niż to”. Tak Darshan Singh, mężczyzna pełniący funkcję kata w Singapurze przez ponad 50 lat, mówił do skazańców chwilę przed wykonaniem wyroku. Choć obecnie już nie żyje, jego spotkanie z Alanem Shadrakem ujawnia wiele mrocznych aspektów singapurskiego wymiaru sprawiedliwości. Reportaż ten nie skupia się jednak tylko na postaci kata, ale przede wszystkim na problemie przemytu narkotyków i tego, jak działa prawo w Singapurze. Alan Shadrake relacjonuje również, jak w 2010 roku został skazany za zgorszenie singapurskiego systemu sądownictwa. Ta część książki została oczywiście dopisana później, ale informacja o zatrzymaniu brytyjskiego pisarza i dziennikarza nadal szokuje i budzi wiele emocji. „Był sobie wesoły kat” to lektura, która nie należy do szybkich i przyjemnych. Autor skupia się w niej na przemycie narkotyków, singapurskim wymiarze sprawiedliwości oraz karze śmierci, której jest wielkim przeciwnikiem. Alan Shadrake opisuje losy kilkunastu „mrówek” narkotykowych, podając przy tym mnóstwo nazwisk oraz dat. Z tego powodu musiałam się mocno skoncentrować podczas czytania, aby właściwie zrozumieć przedstawiane sprawy. Nie jest to także książka, którą można przeczytać bez emocji, gdyż jej tematyka nie należy do przyjemnych ani prostych w ocenie. Szczerze mówiąc, kilka razy chciałam przerwać czytanie i porzucić „wesołego kata”, ale ostatecznie dotrwałam do końca. Chyba dlatego, że Alan Shadrake w swojej narracji prowokuje do zadawania pytań i refleksji nad tym, czym tak naprawdę są moralność i sprawiedliwość. Bo kto jest bardziej winny, diler czy narkoman? Dlaczego Singapur nie chce znieść kary śmierci? I dlaczego ta książka została uznana za „niebezpieczną i zakazaną”, a autor wtrącony do więzienia? Na niektóre z tych kwestii znajdziemy odpowiedź, ale Shadrake pozostawia czytelnikowi także pole do własnej interpretacji, przedstawiając jednocześnie swoje poglądy i przemyślenia czytelnikowi. Jak już wspomniałam, „Był sobie wesoły kat” nie jest łatwą lekturą. Nie każdy odnajdzie się w tej tematyce, a dla większości z pewnością będzie ona niczym więcej jak wkładaniem kija w mrowisko. Reportaż ten napisany jest w typowo dziennikarski sposób, a w stylu pisania widoczne są próby zaszokowania odbiorcy. Szczególnie część napisana po aresztowaniu Shadrake’a nastawiona jest na sensację, co nie dziwi, biorąc pod uwagę osobisty charakter tej sytuacji. Książka ta miała swoje dobre i złe elementy, ale finalnie cieszę się, że ją przeczytałam. Dowiedziałam się czegoś nowego o Singapurze, wymiarze sprawiedliwości tego kraju oraz problemie przemytu narkotyków, o którym mówi się zdecydowanie za mało. Szkoda tylko, że tytuł tego reportażu może wprowadzać w błąd, ale to już nie wina wydawcy, lecz kontrowersyjna decyzja samego autora. Współpraca z wydawnictwem Aktywa.
Ready_to_Reading - - awatar Ready_to_Reading -
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Covid-19: pandemia, która nie powinna była się zdarzyć i jak nie dopuścić do następnej Debora MacKenzie
Covid-19: pandemia, która nie powinna była się zdarzyć i jak nie dopuścić do następnej
Debora MacKenzie
Wirusy były z nami od zawsze. Nie tylko z nami. Z innymi zwierzętami także. Czasami wysnuwane są tezy, że niektóre zwierzęta wyginęły właśnie przez nie. Pewnie sporo w tym prawdy, bo w przypadku pandemii czujemy się bezradni i obserwujemy śmierć całych stad. Kiedy grupy zwierząt przemieszczają się i roznoszą wirusa nie trudno o śmierć wielu osobników. Może faktycznie wyginięcie całego gatunku. I to przez patogeny, które u innych gatunków będących ich nosicielami takich szkód nie wyrządzają. Dlaczego tak się dzieje? Nadal nie wiemy. Jedno jest pewne: kontakty między gatunkami i osobnikami sprzyjają roznoszeniu chorób. Każda pandemia ma początek w niewinnym przeskoku, braku wystarczająco szybkiej reakcji na niego, przemilczeniu, niezatrzymaniu wirusa odpowiednio wcześnie, nie wygaszeniu ognisk, czyli roznoszeniu „potomków” tego, co przeskoczyło na przedstawiciela gatunku, a z niego na kolejnych. Replikacje wirusa wśród danej grupy pozwalają mu na lepszą obronę przed systemem obronnym organizmu. I tak powstają śmiertelne choroby unicestwiające cały gatunek lub wszystkie osobniki w zasięgu rozprzestrzeniającego się patogenu. W czasie każdej epidemii ważne jest niedopuszczenie do przeniesienia i rozniesienia na cały świat. Z tego powodu niezwykle ważna i poważna jest praca naukowców badających przyrodę, obserwujących choroby u zwierząt, wirusologów analizujących wpływ wirusów na zwierzęta, przeskoki na człowieka, odnajdywanie i unikanie źródeł oraz laboratoria gotowe stworzyć szczepionkę. Należę do osób, które lubią sięgać po książki naukowe i popularnonaukowe. „Covid-19. Pandemia, która nie powinna była się zdarzyć, i jak nie dopuścić do następnej” Debory MacKanzie nie jest moją pierwszą tego typu lekturą. Sięgnęłam po nią też ze względu na aktualność tematu. Autorka wprowadza nas w świat wiedzy o wirusach. Nie skupia się tu wyłącznie na Covid-19 tylko opowiada o zagrożeniach, jakie one stwarzają. Mamy tu wiedzę naukową bez zbędnych emocji i teorii spiskowych. Poznajemy choroby, z którymi ludzkość się zmierzyła, metody działań, jakie zastosowano. Dla autorki liczą się fakty, a nie makabryczne opisy działające na emocje. Dzięki tej publikacji zrozumiemy, w jaki sposób doszło do rozniesienia wirusa, gdzie był przeskok, z jakich zwierząt, jak wyglądało poszukiwanie nosicieli, dlaczego likwidacja nosicieli jest tragiczna dla przyrody, jak wielkie znaczenie w różnorodnych przeskokach ma ekspansywny charakter ludzkich działań, w jaki sposób skupiska danych gatunków (także ludzkich) wpływają na szybkość rozprzestrzeniania się choroby. MacKenzie przytacza wypowiedzi naukowców od lat badających wirusy, pracujących w laboratoriach. Dzieli się też spostrzeżeniami dotyczącymi sposobów finansowania badań oraz ochrony zdrowia. Debora MacKenzie po studiach doktoranckich zaczęła pracę jako „dziennikarka naukowa”, czyli popularyzującą najnowszą wiedzę z naciskiem na medycynę, a w niej pojawianie się wirusów. Poza pracą w BBC News Channel jest również okazjonalnym wykładowcą wizytującym na Uniwersytecie Westminister. Zdobywana przez wiele lat wiedza sprawiła, że stała się specjalistką mającą ogrom wiedzy i stałe kontakty z badaczami, a przez to jest bardziej świadoma tego, jakie zagrożenia niosą nam choroby oraz tego, co możemy zrobić, aby im zapobiegać. Cała ta wiedza w bardzo przystępnej formie zawarta jest w jej książce. Do tego opowiedziana w taki sposób, że czytelnik nie ma szans na przysypianie. Można powiedzieć, że „Covid-19” to esej historycznomedyczny pokazujący nam, w jaki sposób radziliśmy sobie z różnymi epidemiami, w jaki sposób ludzie zaniedbywali zagrożenie, jak to się odbiło na wszystkich. Wszystkie tematy poruszone mają na celu wyjaśnienie znaczenia minimalizowania przenoszenia, zachowania minimalnych standardów bezpieczeństwa. Do tego pięknie wplecione niuanse polityczne, naukowa terminologia i proste wyjaśnienia, dzięki czemu po tę książkę może sięgnąć każdy. I taki właśnie jest cel: edukować jak największą ilość osób. A to jest niezwykle ważne w przypadku takiego zagrożenia, jakim są wirusy. W książce znajdziemy nie tylko informacje o tym, że wirusy istniały od zawsze oraz tego w jaki sposób zarażają, jak się replikują, trwają, jakie miały znaczenie dla różnych wydarzeń historycznych (szkoda, że tak mało mówi się o tym na lekcjach historii). MacKenzie przyznaje, że publikacja powstała błyskawicznie, bo była efektem zbierania informacji, które trafiały na serwisy medyczne. Szybkość pisania sprawiła, że w publikacji znajdziemy sporo powtórzeń. Zawsze jednak wkomponowane w tekst i ważne w omawianiu określonego problemu, więc prawdopodobnie zamierzone z uwagi na adresata publikacji: każdego zainteresowanego tematem. Forma eseju sprawia, że dziennikarka musi przyjąć też właśnie taką formę przypomnień, aby czytelnik połapał się w zawiłościach, mógł dostrzec powiązania między określonymi wydarzeniami. W publikacji znajdziemy spostrzeżenia na temat metod leczenia, perspektyw na opracowanie szczepionek, spostrzeżeń, że oddawanie zdrowia w ręce kapitalistycznego rynku to największy błąd wszystkich rządów. Prywatne laboratoria nie mogą pozwolić sobie na zabawę w niedochodowe produkcje szczepionek za szybko ewoluujących wirusów. Do tego szybkie podróżowanie przyspiesza roznoszenie chorób. I to często ze skutkiem śmiertelnym. Oszczędzanie na badaniach i służbie zdrowia, brak świadomości społeczeństwa, brak rygoru społecznego i umiejętności zadbania o dobro wspólne, przemilczenia, zatajania, zastraszanie lekarzy – to zmory sprawiające, że dla zysków zataja się źródła epidemii, a kiedy pojawi się o nich informacja w światowych mediach jest już zdecydowanie za późno. Autorka pokazuje nam, że koszty pandemii są większe niż koszty zapobiegania jej. Wyjaśnia, w jaki sposób dochodziło do powstawiania kolejnych ognisk. I tu pojawia się aspekt ludzkiej bezmyślności, egoizmu oraz braku wystarczającej wiedzy. Świetna, przystępna publikacja będąca skarbcem podstawowej wiedzy o wirusach.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 8 5 lat temu
Offline Mark Boyle
Offline
Mark Boyle
Mam dużo przemyśleń po przeczytaniu tej książki, jednak większość z nich nie dotyczy w ogóle głównego tematu, a raczej osoby autora i jego snobizmu. Książkę czytało mi się przyjemnie, byłam na wakacjach, z dala od komputerów, z ograniczonym zasięgiem i internetem w telefonie, co w pewien sposób korespondowało z przemyśleniami i trybem życia autora. Jednak jest w tej narracji kilka rzeczy, które mnie zastanawiają, a może nawet denerwują. Przede wszystkim autor dzielił przez większość czasu życie na swojej niemal samowystarczalnej farmie ze swoją dziewczyną, a ich wspólne dnie wypełniała głównie ciężka praca związana z zaspokojeniem swoich podstawowych potrzeb. Ona była artystką, tancerką i jak podkreślał wielokrotnie autor, wolnym duchem. Momenty szczerości, w których przyznawał, że są chwilę, gdy obojgu im brakowało dostępu do technologii i choćby obejrzenia wspólnie filmu, zdarzyły się w tej książce może dwa razy. Przez większość czasu czytelnik zapoznaje się z trybem życia autora (to akurat ciekawy aspekt) oraz jego rozterkami odnośnie zakresu i elastyczności własnego przedsięwzięcia (mam tu na myśli np. rozważania nad kupnem wyposażenia wędkarskiego lub zwykłego ołówka). Autor ma dużą świadomość wpływu swoich nielicznych decyzji konsumenckich na świat natury, ale po kilku takich wywodach stają się ona mocno przewidywalne i zwyczajnie nudne - tak, wszyscy wiemy, że moglibyśmy obyć się bez wielu przedmiotów, którymi na co dzień się otaczamy, w dodatku myślę, że po tę książkę sięgają ludzie, którym również, jak autorowi, temat dewastacji środowiska naturalnego przez człowieka itp. nie jest obcy. Chyba spodziewałam się trochę bardziej praktycznego opisu tej nietypowej codzienności, którą autor wybrał dla siebie. Pod koniec książki, gdy niespodziewanie (czyżby?) ukochana autora zostawia go, by wyruszyć w podróż za przygodą dotarło do mnie, że najchętniej poznałabym tę historię z jej perspektywy. Myślę, że kobieta oprócz wszystkich trudności, które dotyczą przy takim stylu życia mężczyzn, ma dodatkowo więcej dylematów i spraw do rozwiązania/zaopiekowania. Jak np. radziła sobie z okresem? Czy stosowała jakąkolwiek antykoncepcję? To nie są pytania wydumane, bo w jednym fragmencie autor wyraźnie daje do zrozumienia, że oboje nie chcieli mieć dzieci, a niedługo potem, że z braku rozrywek typu telewizja, czy internet, w długie jesienne i zimowe wieczory uprawiali seks przy kominku. Tak, to brzmi romantycznie, ale od razu przyszło mi do głowy, że skoro autor ma wielki dylemat, czy kupić syntetyczną żyłkę do wędki, z pewnością prezerwatywy nie są na jego liście zakupów - egzaltowanie przeżywał nawet to, że książkę musiał pisać ołówkiem i że w ogóle musiał ten ołówek kupić (sic). Jak więc połączyć rezygnację z technologii i jednocześnie nie panikować każdego miesiąca? Tak, są sposoby naturalne, ale umówmy się, one nie działają i nie bez przyczyny ludzie w poprzednich epokach mieli zazwyczaj wiele dzieci... Ale oczywiście, tak przyziemne sprawy nie zostały uznane przez niego za godne opisania, a wielka szkoda. Bardzo interesuje mnie właśnie taka kobieca perspektywa w życiu bez elektryczności i technologii; pomiędzy wierszami z narracji autora wyczytałam co najmniej kilka powodów, dla których jego ukochana zrezygnowała z tego życia i ze związku z nim.
Romsi - awatar Romsi
ocenił na 6 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Po drugiej stronie Uralu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Po drugiej stronie Uralu