Piekło na autostradzie

Okładka książki Piekło na autostradzie
Joe Dever Wydawnictwo: Nowa Baśń Cykl: Wojownik autostrady (tom 1) fantasy, science fiction
354 str. 5 godz. 54 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Wojownik autostrady (tom 1)
Tytuł oryginału:
Highway Holocaust
Data wydania:
2020-11-23
Data 1. wyd. pol.:
1991-01-01
Liczba stron:
354
Czas czytania
5 godz. 54 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382030501
Tłumacz:
Wojtek Cajgner
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Piekło na autostradzie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Piekło na autostradzie

Średnia ocen
7,4 / 10
65 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1426
857

Na półkach:

Znalazłem w bibliotece nowe wydanie książki dla mnie kultowej które posiadam gdzieś w domu stare wydania ale postanowiłem wypożyczyć nowe wydanie i przeczytać a właściwie zagrać w to jeszcze raz. Ale to jest książka którą kiedyś gdy dostęp do komputerów i gier był ograniczony dawała możliwość zagrać w post apokaliptyczną grę. Jeśli ktoś nie czytał śmiało polecam. Ja ją sobie właśnie przypomniałem i zagrałem i wcale nie było łatwą ją przejść. Ginąłem klika razy. Dałem 10 a rzadko daję takie oceny ale jak dla mnie to książka kultowa przeczytana kilkanaście razy a teraz do niej wróciłem i wcale nie była jakaś słabsza zabawa przy jej czytaniu czy też graniu. Fajnie że wyszło wznowienie tej serii.

Znalazłem w bibliotece nowe wydanie książki dla mnie kultowej które posiadam gdzieś w domu stare wydania ale postanowiłem wypożyczyć nowe wydanie i przeczytać a właściwie zagrać w to jeszcze raz. Ale to jest książka którą kiedyś gdy dostęp do komputerów i gier był ograniczony dawała możliwość zagrać w post apokaliptyczną grę. Jeśli ktoś nie czytał śmiało polecam. Ja ją...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

201 użytkowników ma tytuł Piekło na autostradzie na półkach głównych
  • 112
  • 89
54 użytkowników ma tytuł Piekło na autostradzie na półkach dodatkowych
  • 34
  • 5
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Joe Dever
Joe Dever
Joe Dever (ur. 1956, Chingford, Anglia) brytyjski autor książek i gier paragrafowych osadzonych w realiach fantasty i sf. Również projektant gier wideo.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Obcy: Trzy Alan Dean Foster
Obcy: Trzy
Alan Dean Foster
Znów Foster i znów Obcy. Autor w drugiej części "Obcego" dopieścił fanów błyskotliwą akcją, napięciem, ale bardziej oczekiwaniem niż grozą przedstawianych sytuacji. Spodziewałam się równie mocnych wrażeń, czy raczej mocnego uderzenia, w dalszym ciągu opowieści, a kontynuacja jest dużo spokojniejsza mimo zachodzących zmian fizykalnych w ksenomorfach, ich umiejętności uczenia się i dostosowania do zmiennych warunków. Ten spokój towarzyszący fabule na początku przywodzi na myśl pierwszą część i tak jak na Nostromo poznajemy statek i jego ekipę, tak tutaj na Furii 361, nieprzyjaznej planecie, eksplorujemy kompleks niewielkiej kolonii karnej składającej się zaledwie z dwudziestu paru osadzonych. W "Decydującym starciu" nie było czasu na przyglądanie się poszczególnym bohaterom, a w "Obcy3" przeciwnie. Można to ując nawet tak, że gra toczy się między poszczególnymi bohaterami, gdzie nieoczekiwanym katalizatorem staje się ksenomorf. Eliminacja człowieka następuje metodycznie, jeden po drugim, mimo obmyślonego planu i dobrej realizacji kolejnych etapów, człowiek, a bardziej jego emocje, nie potrafią sprostać wyzwaniu. Na początku obserwujemy grę w kota i myszkę, by w nabierającej rozpędu pod koniec powieści (no może tak po przekroczeniu 2/3) zobaczyć tę iskrę. Tylko co z nią? Można powiedzieć, że "Obcy3" opiera się bardziej na psychologii zarówno poczynań ludzkich jak i ksenomorfów. Poznajemy lepiej osadzonych, ich przeszłość, motywy, dobre strony, które można wykorzystać w starciu z obcym. Zauważamy też zmiany w samym obcym, te jakie dokonują się w obrębie jego ciała, jak i w dążeniu do osiąganiu zamierzonego celu. Wszystkich łączy jedno - przetrwanie. Okazuje się, że teraz bardziej niż wcześniej każdy z osadzonych ma marzenie do zrealizowania, to pragnienie pcha ich do podjęcia największego ryzyka, choć wiadomo, że niewielu uda się przeżyć unicestwiając prześladowcę. Tylko czy jeśli uda się im wygrać tę batalię, to równie łatwo przekonają Firmę, żeby ocalałych sprowadzono na Ziemię? Czy ich determinacja może stać się kluczem do sukcesu? Co jest dla mnie na minus w książce Fostera? To znudzenie gonienia za potworem, a przecież w filmie te sceny trzymają widza przed ekranem, podobnie jak cała ta gonitwa w drugiej części Obcego. Zabrakło odczuwalnego zagrożenia, spiętrzenia sytuacji, gdzie potów to się pokazuje to przemyślnie chowa, a nie z rozmachem raz po raz roztrzaskuje mózgi kolejnych ofiar biegających po labiryncie korytarzy, jakby bez sensu. Te sceny ewidentnie nie zagrały w książce, są mało rozbudowane, już nie dostrzegamy poszczególnych bohaterów, a zlepek części ciała. Za to w filmie sceny z biegnącymi z pochodniami gromadzą największe emocje finału morderczych zmagań. Czujemy każde uderzenie ich serca, gdy chcąc przeżyć, starają się jak najlepiej wykonać powierzone im zadanie. On - obcy - jest sam, Oni - działają w zespole, bo tylko dzięki temu, mimo ofiar, zrealizują cel. Miałam prawdziwy dylemat, bo nie jest to aż tak słaba książka, żeby zapunktować zaledwie na 6 gwiazdek, ale bazując na wcześniejszym materiale powieściowym, jak i na równoległym obrazie filmowym mam poczucie, że wypada lekko słabiej niż pierwsza część ze względu na grozę i napięcie determinujące przecież tego typu gatunek. Do tego film z tą częścią uważam za lepszy ze względu na wywołane emocje nawet po którymś tam obejrzeniu niż książkę. I oby ostatnia cześć nie była gorsza.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na 6 3 miesiące temu
Nigdy nie ufaj smokom Robert N. Charrette
Nigdy nie ufaj smokom
Robert N. Charrette
Po tylu latach nareszcie kawałek prozy ze świata "Shadowrun". Zaczęło się od systemu RPG, który stworzono w USA w 1989 roku. Po kilku latach poznałem go na łamach czasopisma "Magia i Miecz". Zarówno podręcznik jak i karcianka były trudno osiągalne... drogie i po angielsku, dlatego system pozostawał w sferze wyobrażeń, budowanych przez artykuły w "Magii". Fajnie, że stworzono dwie gry na PC, to to klimat wręcz niezwykły - połączenie magii/fantasy z cyberpunkiem. Wyciska do cna oba gatunki. "Nigdy nie ufaj smokowi" jest... średnie. Jest zamysł w fabule, jednak nie potrafiła utrzymać mojego zainteresowania. Do tego stopnia, że zdarzało mi się gubić wątek i przestawałem orientować się kto jest kim, z kim i dlaczego... ale nie dla fabuły czytałem. O wiele bardziej interesował mnie świat i klimat... samurajowie ulicy, dekerzy, riggerzy, sceny walk w arkologii i w Matrycy. Korporacje i tereny opanowane przez zrewoltowane grupy, wspomagane magią. To jest najlepsze w tej książce, reszta to jakiś tam dodatek... może nawet pretekst by eksplorować świat. W pewnym sensie to podróż sentymentalna. Książka wydana w 1997, a były to najlepsze lata boomu na fantastykę z zachodu (kiedy nasza rodzima przeżywała kryzys). RPG, karcianki, heksówki... Ghost in the Shell. Świat ciekawszy niż zwykły ceberpunk, dający więcej możliwości... mniej przewidywalny. I jako RPG mocno dopracowany w szczególe (maniera obowiązkowego podawania marki sprzętu jest urocza... lubię). Doceniam zabawę imionami (Haesslich 😹). Po lekturze tej książki, nigdy już nie zaufam smokowi 😼
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Bajka o trójce Arkadij Strugacki
Bajka o trójce
Arkadij Strugacki Borys Strugacki
Jak przekazać swoją opinię o otaczającej rzeczywistości w totalitarnym państwie, w którym każdy opozycyjny głos naraża jego wyraziciela na długoletni pobyt w obozie karnym? Bracia Strugaccy zastosowali zabieg stosowany również przez innych pisarzy. Spróbowali swoje myśli zakamuflować otoczką fantastyki. W przypadku „Bajki o trójce”, satyryczna krytyka radzieckiego systemu społecznego nie zdołała jednak przebić się przez mur cenzorski i książka trafiła do szerszego grona czytelników dopiero w czasach pierestrojki. Akcja książki toczy się w rzeczywistości wykreowanej wcześniej w powieści „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”, z którą łączą ją również postaci bohaterów. Nie dorównuje jednak, niestety, pierwowzorowi. Brak tu wcześniejszego polotu i lekkości pióra. Pomysły autorów również nie są równie oryginalne. Nie ulega wątpliwości, że wydźwięk dzieła Strugackich był zdecydowanie mocniejszy w czasach, gdy książka powstała, a dziś może stanowić jedynie satyryczny zapis dawno minionych czasów państwa radzieckiego. Dla młodego czytelnika nieznającego komunistycznej rzeczywistości może być wręcz niezrozumiała. „Bajka o trójce” znajdzie uznanie w oczach miłośników prozy Strugackich i wszystkich tych, którzy chcieliby wczuć się w atmosferę realiów ZSRR lat sześćdziesiątych XX wieku pokazaną w baśniowym, fantastycznym wydaniu. Tej grupie czytelników książkę zdecydowanie polecam.
Kobyszczę - awatar Kobyszczę
ocenił na 6 3 lata temu
Utwory Wybrane 2: Agent FK, Miasto Na Górze Kir Bułyczow
Utwory Wybrane 2: Agent FK, Miasto Na Górze
Kir Bułyczow
Dwie nie powiązane ze sobą krótsze powieści, wydane w jednym tomie. "Agent FK" Fajnie się zaczęło, całe te wymyślone obrzędy i zasady funkcjonowania klanów, rodowych zemst i różnych takich "jako człowiek nauki powinien mieć ubraną fioletową narzutkę ... jak to mógł jej zapomnieć ? ...". Ale całą intryga do zdobycia władzy jest szyta dość grubymi nićmi i na poziomie poszczególnych scen - również bywa mocno uproszczona i oparta o cuda i zbiegi okoliczności. Gdyby całość poszła bardziej w kierunku rozwiązania zagadki kryminalnej od której się to zaczyna z tymi "pomyłkami" związanymi z kulturą której prowadzący śledztwo mogą nie pojmować, to mam wrażenie że mogło być to o wiele fajniejsze. Ale możliwe, że ta powieść po prostu miała mieć drugie dno -które w tej chwili może już nie być takie oczywiste, co znaczy, że powieść się zestarzała. "Miasto na górze" Bo takie drugie dno jest całkiem oczywiste w drugiej powieści. Wcale mnie nie dziwi, że powieść napisana w 1983 roku, w Rosji ukazała się pierwszy raz w 1996, a wcześniej zdążyła być wydana nawet w Polsce. Pierwsze skojarzenie jakie miałem, to "Seksmisja na bardzo poważnie" (bez dominującej roli kobiet). Żeby była jasność - Seksmisja powstała w 1984 roku, więc raczej tu nie było jakiejś inspiracji w jedną lub drugą stronę, bo książka w Polsce pojawiła się w 1986 roku. Totalitarny i kastowy system funkcjonowania miasta pod ziemią, po jakiejś wojnie atomowej, w jakichś coraz bardziej zniszczonych szybach i korytarzach. W których są ludzie (na najniższych poziomach) którzy podtrzymują fantazje o mitycznym "świecie bez stropu" ("bez ograniczeń"?). Z dość mocnymi komentarzami "jak by to się skończyło, gdyby okazało się, że już można wyjść na powierzchnię". Co zresztą w pewnym momencie się realizuje ... i nawet gorzej niż wcześniej niektórzy ostrzegali. To wyjście "na powierzchnię" bardzo mi pasuje jako synonim "ucieczki na zachód". Całość napisana tak, że ciężko nie widzieć w tym wszystkim socjalizmu który niektórzy z nas mieli okazję jeszcze sami przeżyć, więc całkiem logiczne, że rosyjscy cenzorzy nie chcieli tego do wydania wypuścić. Chociaż trzeba dodać, że "Rada dyrektorów" nie jest przedstawiona jako "zła" (poza jedną osobą) a raczej mocno zagubiona, która po prostu nie wierzy w możliwość innego życia niż tak jak żyją. Nie jest tu tak jak u Orwella, że cały aparat państwa jest nakierowany na kontrolę i trzymanie jednej linii. Propagandy prawie w ogóle nie ma, mimo, że "głos władzy" się pojawia. Pod tym względem mam wrażenie, że czyta i odbiera się to trochę inaczej niż "Rok 1984" albo "Nowy wspaniały świat". Dlatego chyba warto przeczytać.
Goldsun - awatar Goldsun
ocenił na 7 1 rok temu
Pora deszczów Arkadij Strugacki
Pora deszczów
Arkadij Strugacki Borys Strugacki
Nagle dotarło do niego: mój Boże, przecież ci smarkacze poważnie myślą, że piszę tylko o kanaliach, że wszystkich uważam za łajdaków, nic nie rozumieją, zresztą skąd mają rozumieć, to są dzieci, dziwaczne dzieci, chorobliwie mądre dzieci, ale tylko dzieci, z dziecinnym doświadczeniem życiowym, z dziecinną znajomością ludzi plus stosami przeczytanych książek, z dziecinnym idealizmem i z dziecinnym dążeniem do tego, aby wszystko poukładać w szufladkach z napisami “dobrze" i “źle". Dokładnie jak koledzy literaci... " Cały sens książki w jednym cytacie. Bracia Strugaccy stworzyli niezbyt zawoalowaną krytykę środowiska literacko-artystycznego ZSRR. Ich stylu bycia, wysługiwania się władzy, poglądów i wreszcie sloganów ideologicznych jakimi się posługiwali. Wiktor Baniew jest pisarzem, który usiłuje jakoś funkcjować w systemie. Popada w niełaskę za niechęć do współpracowania z Panem Prezydentem (władzą) i cierpi z tego powodu, choć przeważnie duchowo. Nie może nie pisać pod władzę, choć się jej brzydzi, bo alternatywą jest "brak chleba powszedniego". Ma już swój bagaż doświadczeń życiowych, który wyparł z jego głowy część idealizmu... wie iż idealizm potrafi być bardzo naiwny... ale też nie potrafi zostać cynikiem. Wyzbyć się duszy artysty na rzecz agitatora W tej książce dominują głównie rozmowy z innymi przedstawicielami inteligencji oraz sztuki.. Najlepszą sceną w tej książce jest rozmowa z uczniami. Młodymi ideowcami, którzy brzydzą się starego świata złożonego z ludzi prostych i pragną zmian. Są pewni co należy zmienić aby było lepiej. Strugaccy podkreślają ich młodocianą naiwność ale jednocześnie wykorzystuje tą grupę do "rozbrajania" sloganów partyjnych przytaczanych przez członków Związku Pisarzy ZSRR (tych na usługach partii). Homo Super (mokrzaki) miały być jedynie przykrywką do przemyśleń. Tak jak cala warstwa Sci-Fi, która jest tu skromna. Książka czekała 20 lat na wydanie w ZSRR co pokazuje, że nie był to wystarczający kamuflaż. Polecam też przypatrzyć się rozważaniom nad tworzeniem "Nowego Świata". To, że nie zawsze motywacje wynikają z dobrych pobudek... albo też mogą powodować tragedie. W końcu napisano ową książkę 20 lat po wojnie, kilkanaście lat po staliniźmie i naziźmie. Sam styl Strugackich jest idealny. Żywy, prosty, zrozumiały język. Płynne opisy, energiczne dialogi, domieszka ironiczneg humoru. Jeżeli komuś podobały się "wyrzuty" Stalkera z "Piknika" to tutaj jest tego kilka razy więcej. Będzie zadowolony.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na 8 1 rok temu
Żołnierze kosmosu Robert A. Heinlein
Żołnierze kosmosu
Robert A. Heinlein
Rico wcale nie chciał się zaciągnąć do wojska. Jednak skoro jego kolega to zrobił, młody chłopak poszedł w jego ślady. Droga wojskowego nie jest jednak prosta, a już na pewno nie wtedy, kiedy twoja planeta walczy z kosmicznymi robakami. Gdy ostatnio zaczęłam liczyć książki fantastyczne z lat 50. XX-wieku, które udało mi się poznać to okazało się, że jest ich zaskakująco dużo. I wydaje mi się, że dzięki temu widzę przynajmniej część z trendów i sposobów na pisanie literatury z tego okresu. Ostatnio do grona znanych mi, starszych powieści z tego okresu dołączyła kolejna. „Żołnierze kosmosu” Roberta A. Heinleina to powieść opublikowana w 1959, która z tego co mi wiadomo rozpoczęła nurt na militarną fantastykę naukową. Jeśli ktoś mnie zna, to wie: mnie militaria raczej nie interesują. Nie chodzi nawet o sceny wojenne jako takie, ale w tego typu książkach bardzo częśto autorzy skupiają się raczej na broniach i taktyce, a nie na bohaterach, co skutecznie mnie odrzuca. Ale „Żołnierze kosmosu” to nie jest tego typu powieść. Być może dlatego, że jest po porstu historia starsza i nie pisaną wcale po to, by rozbawić czytelnika pragnącego strzelania laserami i wielkich statków kosmicznych. To książka, która funkcjonuje raczej jako pewne ostrzeżenie oraz przedstawienie realiów wojennych. Książka ma konkstrukcję pamiętnika, w którym główny bohater, Rico, opisuje, jak wyglądała jego droga do wojska. Opowiada o szkoleniu, jego trudach i niebezpieczeństwach, a potem o służbie. W związku z czym nie jest to powieść akcji, a raczej opis drogi konkretnego człowieka. Jak na powieść fantastyczno-naukową, w której głównym punktem „sprzedającym” całość jest wojna z wielkimi owadami: jest ich tu bardzo mało. To chyba ta konstrukcja i skupienie na bohaterze sprawiły, że z pewnym zainteresowaniem czytałam powieść. Jednakże przyznaję, im dalej w las, tym bardziej montonna wydawała mi się całość i gdyby była dłuższa (ma niecałe 300 stron) to prawdopodobnie mogłabym mieć problem ze skończeniem jej. Jednak w tej formie była ciekawym przerywnikiem od tego, co czytam na co dzień i przy okazji zwróciła moją uwagę na kwiestie, o których zwykle nie myślę. Sam świat przedstawiony przez autora ma ciekawy potencjał. Na przykład, w tym uniwrsum pełnym obywatelem jest tylko ten, który przeszedł przez wojsko. Nie jest to obowiązkowe, co jest regularnie w powieści podkreślane, jednak jesli ktoś chce zostać politykiem czy mieć prawo do głosowania – musi zaciągnąć się na służbę. Sama idea wielkich owadów i ich wojny z ludźmi też mogłaby być interesująca, ale najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt szczegółowo opisana. Nie wiemy do końca, o co chodzi w tym konflikcie, nie znamy pełnej stawki, bo po prostu to nie jest opowieść o tym, a raczej o drodze młodego żołnierza. „Żołnierze kosmosu” swoje lata mają i w konstrukcji powieści po prostu jest to widoczne. I choć na pewno nie jest to powieść dla każdego to jeśli ktoś ma ochotę dać jej szansę: nic nie stoi na przeszkodzie. Bo bez wątpienia ta historia wydana w 1959 roku wciąż ma swoje do zaoferowania, nawet jeśli są to inne zalety, niż współczesnego, rozrywkowego, militarnego SF.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 7 1 miesiąc temu
H.P. Lovecraft: W górach szaleństwa #2 H.P. Lovecraft
H.P. Lovecraft: W górach szaleństwa #2
H.P. Lovecraft Gou Tanabe
Pierwszy tom adaptacji noweli Howarda Phillipsa Lovecrafta bardzo dobrze budował atmosferę grozy na mroźnym pustkowie. Przy tym jednakże nie dawał zbyt wielu odpowiedzi. Czy pewne wyjaśnienia okażą się strawne w wersji mangowej? Badacze przybyli na miejsce zrujnowanego obozu wyruszają w poszukiwaniu jednego z mężczyzn, który mógł ocaleć. Udają się tym celu w głąb tajemniczych gór. Tam odkrywają pradawne sekrety. Pamiętałem, że dugi tom w dużej mierze to przedstawienie pradawnej historii. Bałem się, że wyjdzie to niezręcznie w wersji mangowej. Tutaj również jest dużo narracji, która wyjaśnia co się dzieje. Jednakże jest ona ograniczona do niezbędnego minimum. Poszczególne kadry pokazują, iż jest to naprawdę monumentalna kronika dawnych dziejów istot obcych ludzkości. Pomimo wielu wyjaśnień dalej udaje się tu utrzymać atmosferę grozy. Bohaterowie odkrywają kolejne tajemnice, które wyglądają naprawdę niesamowicie. Dzięki nowym informacjom poszczególne elementy umieszczane są w odpowiednim kontekście, a całość staje się bardzo niepokojąca. Doceniam też, że jest tu miejsce na trochę bardziej humanistyczne spojrzenie na istoty sprzed wieków. Rysunki podobnie jak ostatnio są fenomenalne. Szczególnie kadry przedstawiające dawne dzieje pozbawione jakichkolwiek ludzkich postaci robią duże wrażenie. Czasami musiałem się chwilę zastanowić na co tak właściwie patrzę, ale to nie ze względu na jakość rysunków, ale obcość tego, co zostało na nich przedstawione. Ten tom polecam równie gorąco jak poprzedni. Naprawdę dobrze pokazuje niesamowity świat przedstawiony i pozostawia czytelnika z poczuciem niepokoju.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 8 2 lata temu

Cytaty z książki Piekło na autostradzie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Piekło na autostradzie