rozwiń zwiń

Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury

Okładka książki Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury
Richard Louv Wydawnictwo: Mamania poradniki dla rodziców
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
poradniki dla rodziców
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Last Child in the Woods: Saving Our Children from Nature-Deficit Disorder
Data wydania:
2020-05-20
Data 1. wyd. pol.:
2020-05-20
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366329867
Tłumacz:
Anna Rogozińska
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury



książek na półce przeczytane 1174 napisanych opinii 718

Oceny książki Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury

Średnia ocen
6,6 / 10
50 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2337
2085

Na półkach: ,

Świetna rozprawa. Fakty, badania, przesłania. Moim zdaniem jest to obowiązkowa lektura dla tych, którzy są lub chcą zostać rodzicami i dla tych, którzy pracują z dziećmi. Jednocześnie przestroga i nadzieja. Warto ją sobie dawkować jak kąpiele leśne.

Świetna rozprawa. Fakty, badania, przesłania. Moim zdaniem jest to obowiązkowa lektura dla tych, którzy są lub chcą zostać rodzicami i dla tych, którzy pracują z dziećmi. Jednocześnie przestroga i nadzieja. Warto ją sobie dawkować jak kąpiele leśne.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

748 użytkowników ma tytuł Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury na półkach głównych
  • 562
  • 163
  • 23
70 użytkowników ma tytuł Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury na półkach dodatkowych
  • 46
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury

Inne książki autora

Richard Louv
Richard Louv
Richard Louv jest dziennikarzem i autorem ośmiu książek na temat związków między rodziną, przyrodą i społeczeństwem. Jest również założycielem i prezesem organizacji Children and Nature Network, która wspiera działania mające na celu szeroko rozumiany „powrót do natury”. Publikował w The New York Times, The Washington Post, The Times of London i wielu innych cenionych pismach. Gościł w programach telewizyjnych, m.in. w NBC Today Show, Nightly News, CBS Evening News, ABC Good Morning America. Był felietonistą The San Diego Union -Tribune.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wychowanie bez nagród i kar. Rodzicielstwo bezwarunkowe Alfie Kohn
Wychowanie bez nagród i kar. Rodzicielstwo bezwarunkowe
Alfie Kohn
Alfie Kohn w swojej książce pokazuje, że wychowanie dzieci w oparciu o nagrody i kary może przynieść szybkie efekty, ale nie rozwija prawdziwej motywacji, empatii ani poczucia odpowiedzialności. Autor zachęca rodziców do refleksji nad własnym stylem wychowawczym i pokazuje, że podejście oparte na szacunku, współpracy i zrozumieniu potrzeb dziecka pozwala budować trwałe relacje i pozytywne wzorce zachowań🌱 Kohn w praktyczny i przystępny sposób tłumaczy, dlaczego tradycyjne systemy kar i nagród często prowadzą do strachu, rywalizacji i poczucia winy. W książce znajdziemy liczne przykłady z życia codziennego – od sprzątania pokoju po odrabianie lekcji czy konflikty w grupie rówieśniczej – w których rodzic może wspierać dziecko w rozwiązywaniu problemów i podejmowaniu decyzji, zamiast narzucać mu gotowe rozwiązania. Autor pokazuje też, jak wzmacniać wewnętrzną motywację dziecka, rozwijać empatię oraz uczyć współpracy poprzez rozmowę, wyjaśnianie konsekwencji i wspólne ustalanie zasad🖋️. Dzięki tej książce łatwiej zrozumieć, że wychowanie bezwarunkowe nie oznacza braku granic, lecz tworzenie środowiska opartego na szacunku, zaufaniu i empatii. Alfie Kohn daje rodzicom narzędzia, które pozwalają świadomie kształtować charakter dziecka i budować z nim głęboką, partnerską relację – gorąco polecam każdemu rodzicowi, który chce wychowywać w sposób świadomy i pełen miłości ❤️🪶
aRek - awatar aRek
ocenił na 8 6 miesięcy temu
...i nigdy nie chodziłem do szkoły André Stern
...i nigdy nie chodziłem do szkoły
André Stern
Jest to bardzo ciekawa książka, którą dobrze i lekko się czyta (jak już się przełknie zazdrość o nie chodzenie do szkoły ;D ), nie jest też ona za długa, zawiera sporo zdjęć... no może czasami aż tak szczegółowy opis tego co autor robił (tzn. opis kolejnych fascynacji) bywa nużący, ale no taka forma i mogę to zaakceptować (z resztą to dobrze pokazuje jego zaangażowanie w to co robił). Nie powiem, że ta książka pokazała mi jakiś inny punkt widzenia, bo ja już od dawna jestem zdania, że edukacja domowa jest lepsza dla dziecka. Chociaż autor tutaj jeszcze inny typ edukacji opisuje (bez sztywnego programu edukacji domowej), w jego przypadku się to sprawdziło doskonale ale też pisze on, że jest zwykłym dzieckiem, a tutaj to już bym się niekoniecznie zgodził ;) Od najmłodszych lat wykazywał ogromną fascynację pewnymi tematami - no jednak nie jestem przekonany, że taką wykazałoby każde dziecko. Zwłaszcza dzisiaj, gdzie jeszcze internet czy gry komputerowe odciągają dzieci od innych aktywności... Ale tak czy inaczej w dużej mierze jego przykład mnie przekonuje, tzn. gdybym miał dzieci, to bym ich do szkoły też nie posłał i też raczej zachęcałbym do takiego sposobu nauki, a nie sztywnego programu edukacji domowej, że teraz tutaj siadamy i uczymy się liczyć (oczywiście w ramach przepisów, bo pewną podstawę, przynajmniej w Polsce, z tego co wiem, trzeba zrealizować). A i tak jestem przekonany, że dziecko w edukacji domowej będzie miało więcej czasu na naukę jak i na te gry komputerowe też. Bardzo ważne i ciekawe są też odpowiedzi na pytania, jakie mu ludzie zadają, zamieszczone na końcu książki. Zacytuję tu z czym się najbardziej zgadzam: "Pierwsze pytanie, jakie zawsze słyszę, brzmi następująco: Czy nie odczuwałeś braku innych dzieci? Wiem z doświadczenia, że to pytanie będzie mieć kontynuację w postaci następujących argumentów: „Edukacja to przecież nie jedyne zadanie szkoły: jest ona przede wszystkim miejscem, w którym człowiek uczy się życia w społeczeństwie, miejscem nabywania kompetencji społecznych, tak niezbędnych do funkcjonowania wśród ludzi”. Odpowiadam na to, zadając inne pytanie: dlaczego tak wielkie znaczenie jest przypisywane kontaktowi z innymi dziećmi? Czy o wiele ważniejszy nie jest kontakt z innymi ludźmi? Wrzucając dzieci i dorosłych do różnych kategorii, wprowadza się między nimi podział. Tworzy się przepaść, stawia pilnie strzeżoną granicę. Dzieciom nie pozostaje nic innego, jak tylko drobnymi krokami zbliżać się do tej granicy, co przypomina próby przetrwania w grze komputerowej, w której do pewnych miejsc i narzędzi można dotrzeć dopiero po odnalezieniu przejścia do kolejnego poziomu. Ważne jest, by przestrzegać reguł gry, unikać pułapek, dostrzegać je z daleka, znać drobne triki, we właściwym momencie udzielać oczekiwanych odpowiedzi - w ten sposób zdobywa się punkty. Jeśli się ich nie utraci, nie ma potrzeby ponownego przechodzenia przez ten sam poziom i można na czas dotrzeć do egzaminu końcowego. Czy myśląc rozsądnie, można twierdzić, że socjalizacja ma miejsce wtedy, gdy dziecko ma kontakt z rówieśnikami w hermetycznym środowisku klasowym, gdy każdego dnia otrzymuje taką jak inni porcję standardowego nawozu, rozpylanego przez wyższą instancję? Czy można słusznie założyć, że wiek i miejsce zamieszkania dziecka to najlepsze kryteria podziału na grupy? Nieustannie miałem kontakt z innymi osobami - niektóre z nich były młodsze, niektóre starsze - i ciągle wymieniałem z nimi informacje. Wzajemne ubogacanie się było właśnie rezultatem przebywania w tym różnorodnym i kosmopolitycznymnym otoczeniu. Zawsze istniało coś, czego można się było nauczyć od kogoś innego, tak jak zawsze było coś, czym można się było podzielić. Mogłem wybierać swoich przyjaciół, tak jak oni wybierali mnie. Sprowadzało nas ku sobie nasze życie, obrane ścieżki zainteresowania i umiejętności, a nie treść dokumentów tożsamości. Nasze przyjaźnie wynikały ze wspólnej codzienności i stawały się jej częścią. A jeśli niektóre z nich ulegały rozluźnieniu, nie dochodziło do Zimnej Wojny, ponieważ potrafiliśmy schodzić sobie z drogi i nie byliśmy zmuszani do wzajemnego towarzystwa każdego dnia, tak jak to jest w klasie szkolnej." (s.191-192) - no po prostu nic dodać, nic ująć. I jeszcze fragment wypowiedzi ojca autora: "Dużo łatwiej jest nie obciążać swojego życia ciężarem wykształcenia dzieci i zamiast tego posłać je do szkoły. Skutki takiej decyzji są jednak przerażające: hałas, przemoc, niestabilność, opór, braki w wykształceniu i tym podobne, a w końcu życie bez struktur. A rodzice poddają się, usprawiedliwiając się jedynie tym, że robili tak, jak wszyscy... ...prawie wszyscy. André i Eléonore, nasze dzieci, nie są ani agresywne, ani zrezygnowane. Nie muszą z nikim wyrównywać rachunków. Żadnych rywali nie muszą odsuwać w cień, żeby przekonać się o własnej wartości. Prawdziwy, twórczy duch nie porównuje się z innymi. Dla naszych dzieci każdy moment życia jest twórczy — tak było, gdy były małe, i tak jest trzydzieści lat później. Świat jest wielki i pełen obietnic. Arno Stern, luty 2008" (s.195) - tu też nic nie dodam, bo ten człowiek jest mądrzejszy ode mnie. Ale ciężko przejść (mi) obojętnie obok tego zdania: "Żadnych rywali nie muszą odsuwać w cień, żeby przekonać się o własnej wartości."... A jednocześnie autor nie jest rewolucjonistą, książka to opowieść, nie manifest, i to też mi się podoba. (czytana: 16-25.02.2025) 5-/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na 7 1 rok temu
Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci Linda Åkeson McGurk
Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci
Linda Åkeson McGurk
Naszą dewizą jest hasło „Dzień bez spaceru to dzień zmarnowany”. Należę do grona tych matek, które wietrzą dziecko, ile tylko się da. Od urodzenia wychodziłam z córką na bardzo długie spacery. Pobliski las zachęca do przebywania i mogę śmiało stwierdzić, że to tam wychowuje się moje dziecko i dzięki kontaktowi z naturą bardzo wiele osiągnęliśmy, ponieważ bardzo długo tylko tam córka była aktywna, chciała chodzić, biegać. W mieście wyłączała się, odpływała w wózku z powodu nadmiaru bodźców. Późniejsze wyjście z domu zawsze kończyło się krzykami. To było jeszcze przed zdiagnozowaniem padaczki i dobraniem lekarstw. Spacery dotleniały, relaksowały i sprawiały, że ataków było mniej, były łagodniejsze, dlatego zawsze będę wielką orędowniczką zabierania dziecka na spacery do lasów. Często jednak spotykałam się z murem niechęci i przekonywania mnie, że wówczas można się przeziębić. O dziwo u nas infekcji było mało. A jeśli się pojawiły w czasie uczęszczania do placówek oświatowych to w czasie spacerów w sosnowym lesie szybko znikały. Trudno było mi wyjaśnić innym jak takie dziecko ubrać. Dla mnie było to intuicyjne i wiedziałam, że muszę mieć ubrania na zmianę, ciepłe i jednocześnie wygodne rzeczy oraz bardzo ciepły kokon w wózku zimą, aby umęczone marszem dziecko przywieź do domu. Kiedy zobaczyłam publikację „Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci” Lindy Åkeson McGurk wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę, bo zawiera bliskie mi podejście. Do tego na pewno znajdziemy tam niezbędną instrukcję, co i jak robić. I się nie zawiodłam. Autorka jest mieszkającą od dwudziestu lat w Stanach Zjednoczonych Szwedką. To właśnie wychowanie dzieci oraz obserwacja ich reakcji na kontakt z naturą zainspirowały ją do napisania poradnika dla rodziców oraz nauczycieli. Linda Åkeson McGurkwprowadza nas do książki, kiedy Maya ma siedem lat, a Nora cztery. Zaskakuje ją bunt córek, które nie chcą wyjść na spacer, bo jest zimno, a później są zachwycone kontaktem ze śniegiem i dostrzegają, że w parku nie ma innych dzieci. Gdzie one są? Siedzą przed telewizorami. Później cofniemy się w czasie, zobaczymy jak bardzo odmienne od Norweskiego jest podejście Amerykanów do zabaw na świeżym powietrzu. Ku zaskoczeniu autorki dzieci zwykle nawet nie mają ciepłych ubrań, ponieważ przewożone są w ciepłych środkach transportu do ciepłych pomieszczeń. Zobaczymy świat, w którym wszystko (nawet wizytę w banku) da się załatwić z samochodu. To sprawia, że coraz mniej osób spaceruje po parkach, lasach i rezerwatach. Do tego przepisy często nie sprzyjają takiej aktywności, wymagane jest trzymanie się szlaków, zakazuje kąpieli w potokach i wiele innych rzeczy w imię pozornej dbałości o środowisko. Sytuacja rodzinna sprawiła, że Linda musiała wrócić w rodzinne strony w rodzinne strony na pół roku, gdzie może przypomnieć sobie to wszystko, co było bliskie jej dzieciństwu. Zmiana otoczenia obwarowana jest też wieloma wyzwaniami. Zwłaszcza tymi dotyczącymi edukacji. Odmienne podejście Amerykanów do nauki sprawia, że dzieci muszą wiele materiału przepracować. Opuszczenie w wieku siedmiu lat niektórych materiałów może zaprzepaścić przyszłość i zamknąć drzwi na Harwardzie. Autorka wyjeżdża w swoje rodzinne strony z takimi lękami. Zastanawia się, czy szwedzkie leśne szkoły i przedszkola, w których dziecko kilka godzin dziennie przebywa na placu zabaw, są w stanie czegoś nauczyć i przygotować do planowanych studiów. Śledząc życie Lindy widzimy, że Szwedzi od pierwszych dni życia są przyzwyczajani do przebywania na świeżym powietrzu, chociaż temperatury nie wydają się zachęcające. Spacerujące z wózkami matki to widok powszechny i nie budzi tu takiej sensacji jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie uważano, że Linda przemieszcza się na piechotę, bo nie stać jej na samochód. Do tego innym powszechnym widokiem są wózki stojące przy oknie restauracji, kiedy rodzice spotykają się ze znajomymi w środku. Pisarka zabiera nas do świata, który jest mi bardzo bliski: spacery z dzieckiem w czasie deszczu. Pokazuje innym, że nie ma złej pogody. Wystarczy dobrze dobrane ubranie: na deszcze wodoodporne, ma mróz ciepłe, a w letnie dni lżejsze. W osobistą opowieść o doświadczaniu macierzyństwa wpleciono cenne rady, w jaki sposób ubierać dziecko, dlaczego drzemki na świeżym powietrzu są tak ważne, dla najmłodszych, dlaczego warto pozwolić dzieciom na brudzenie się i doświadczenie otoczenia, jak zorganizować piesze wycieczki, dlaczego ważne jest nastawienie oraz brak pośpiechu, a także pozwolenie dzieciom na swobodę oraz wskazywanie dokąd chcą podążać. Wyjaśni jak zainteresować pociechy otoczeniem, dobrać dla nich szlaki, zachęcić do wędrówki dzięki obecności pupili oraz dlaczego warto zabierać na spacery przekąski i picie. Wszystko wyjaśnione w bardzo prosty, przejrzysty sposób. „Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci” to publikacja podzielona na osiem części. Wszystkie pozwalają nam na przyjrzenie się kontaktowi z przyrodą, osobistym doświadczeniom autorki z różnych stron. Dowiemy się jak obcowanie z naturą w tym wieku wpływa na postawy ekologiczne, dlaczego osoby dużo przebywające na świeżym powietrzu w otoczeniu roślin i zwierząt lepiej dbają o to otoczenie w wieku dorosłym. Podkreśla też terapeutyczne znaczenie takiej aktywności, zauważa jak ruch sprzyja zdrowym nawykom żywieniowym oraz pomaga regulować emocje. Znajdziemy w tej książce zderzenie dwóch światów, innego podejścia do wychowania i wskazania jak to przekłada się na zmiany w zakresie zdrowia. Widzimy też odmienne priorytety w dwóch kulturach. Autorka nie idealizuje życia w Szwecji. Pisze o wyzwaniach, jakim musi stawić czoło. Po długim pobycie w USA musi przywyknąć do tego, że ciepła woda jest limitowana (starcza na kilka minut), w pomieszczeniach jest zimno i zimne są też podłogi, trzeba ciągle ciepło się ubierać. Do tego sam dom, w którym musi zamieszkać jest jak na amerykańskie standardy bardzo mały, a wszystko przez to, że życie toczy się głównie poza nim, że ludzie nastawieni są do spędzania większości czasu na świeżym powietrzu. Wyzwaniem okaże się też niewypełnianie dzieciom czasu po szkole zajęciami pozalekcyjnymi, które tu są przeznaczone na odpoczynek i zabawę. „Nie ma złej pogody na spacer” nie jest poradnikiem tylko czymś w rodzaju osobistej opowieści z radami oraz odwołaniami do publikacji naukowych i popularnonaukowych. Czyta się tę książkę jak powieść o wychowywaniu dzieci w określonych warunkach i nastawieniu.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 10 3 lata temu

Cytaty z książki Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury

Więcej
Richard Louv Ostatnie dziecko lasu. Jak ocalić nasze dzieci przed zespołem deficytu natury Zobacz więcej
Więcej