Postapo w starym stylu, czyli mało naturalne, momentami teatralne dialogi, oraz sztampowi bohaterowie którzy służą do wyrażania i konfrontowania ze sobą pewnych poglądów, a nie mają być ciekawi sami w sobie. Cyniczny pragmatyk, idiotka z dobrym sercem i inni.
Właśnie, bohaterowie. Tutaj zostają zmuszeni do dostosowania się do nowej rzeczywistości. W końcu co jak co, ale koniec świata naprawdę wymusza zmianę. Gdyby książka była trochę dłuższa to może wypadłoby to bardziej naturalnie, według mnie wszystko działo się jednak zbyt szybko i przez to wypadło mało wiarygodnie, nie zdołałem też się przywiązać do nikogo. Trochę dziwnie to wygląda, że w pewnym momencie ktoś jest dobrym i cywilizowanym człowiekiem, a piętnaście stron później zaczyna zachowywać się jak pozbawiony ludzkich uczuć morderca. Widać było, że autor bardzo chciał pokazać tę zmianę i nie troszczył się o szczegóły. Officer Friendly aż tak szybko nie zamienia się w Feral Ricka.
Jest też sporo akcji, strzelania, walki, zabijania, skradania się.
Jak ktoś chce to może dodać dowolną ilość gwiazdek za szacunek do klasyki, uznanie dla pionierów gatunku i tak dalej.
Postapo w starym stylu, czyli mało naturalne, momentami teatralne dialogi, oraz sztampowi bohaterowie którzy służą do wyrażania i konfrontowania ze sobą pewnych poglądów, a nie mają być ciekawi sami w sobie. Cyniczny pragmatyk, idiotka z dobrym sercem i inni.
Właśnie, bohaterowie. Tutaj zostają zmuszeni do dostosowania się do nowej rzeczywistości. W końcu co jak co, ale...
Ten Pan umie w postapo, choć ta książka to tak naprawdę coś więcej, niż tylko historia o katastrofie.
Książka została wydana poraz pierwszy tak naprawdę bardzo dawno temu i szczerze mówiąc, wiele nowszych książek z tego gatunku wypada blado. Nawet te, które uchodzą za wzory.
Katastrofa w pewnym momencie staje się tylko tłem do tego, co staje się kluczem tej książki, a mianowicie zmiana, która następuje w każdym z bohaterów. Nie jest to pokaźną książka, ale w cale się tego nie odczuwa, bo przez cały czas coś się dzieje i trzyma w napięciu do samego końca. Bohaterowie są niejednoznaczni i ich decyzje i postawa cały czas ewoluuje. Naprawdę jest to pozycja, która zdecydowanie warto przeczytać.
Ten Pan umie w postapo, choć ta książka to tak naprawdę coś więcej, niż tylko historia o katastrofie.
Książka została wydana poraz pierwszy tak naprawdę bardzo dawno temu i szczerze mówiąc, wiele nowszych książek z tego gatunku wypada blado. Nawet te, które uchodzą za wzory.
Katastrofa w pewnym momencie staje się tylko tłem do tego, co staje się kluczem tej książki, a...
Ta książka jest bardzo krótka jak na post apo. Mamy tu zwięzły wątek główny i jasny cel naszych bohaterów, więc nie należy liczyć na rozbudowaną przeszłość i bogate opisy postaci pobocznych, a nawet postaci głównych. Ale część postaci i to część, która nas w głównej mierze interesuje, jest całkiem wyrazista.
Sam pomysł na fabułę jest fantastyczny - wirus, który niszczy wszystkie trawy, co kończy się głodem w skali prawie całego świata brzmi świetnie. Ale przez długość książki jest też sporo niewykorzystanego potencjału i nierozwiniętych wątków, które wydawały się ciekawe.
Nie wiemy do końca, co dzieje się ze światem wokół. Początkowo wiemy to z radia, a potem właściwie nie wiemy nic tak samo jak nasze postacie. Nie do końca mi to odpowiada, bo tocząca się w pewien sposób gra polityczna, była jednym z tych urwanych, bardzo ciekawych wątków. Uważam też, że zakończenie nie było satysfakcjonujące i niedokończone.
Pojawiają się rozterki moralne, a to, z którą stroną się będziemy zgadzać, jest już kwestią subiektywną. Dlatego też nie chcę patrzeć pod tym kątem i osądzać czy postacie były dobre czy złe, bo prawie każdy miał na swój sposób racje. Ale Johny na pewno był nieco głupi myśląc, że ich brat przyjmie nagle niezapowiedziane 34 osoby, kiedy było jasne, że miejsce było tylko dla jego rodziny (4 osoby). Generalnie postać Johny'ego budzi we mnie mieszane uczucia. Właściwie ich politycy też byli głupi sądząc, że bomba atomowa brzmi jak rewelacyjny pomysł, żeby zmniejszyć liczbę ludzi do wykarmienia, przy okazji zmniejszając też obszar na uprawy.
Widzimy brutalność w tej książce, wynikającą z sytuacji ludzi, ale opisy pod tym kątem są bardzo oszczędne. Więc jeśli nie chcesz szczegółowych i długich opisów tortur, gwałtów i innych przykładów ludzkiego okrucieństwa, to powinieneś być zadowolony.
Ta książka jest bardzo krótka jak na post apo. Mamy tu zwięzły wątek główny i jasny cel naszych bohaterów, więc nie należy liczyć na rozbudowaną przeszłość i bogate opisy postaci pobocznych, a nawet postaci głównych. Ale część postaci i to część, która nas w głównej mierze interesuje, jest całkiem wyrazista.
Sam pomysł na fabułę jest fantastyczny - wirus, który niszczy...
"Śmierć trawy" przedstawia losy ludzkości po zaatakowaniu i zniszczeniu przez wirusa traw, a więc i zbóż. Państwa postawione przed problemem wszechogarniającego głodu ulegają rozkładowi. Zaczyna rządzić chaos. Prawo, solidarność, współczucie stają się wspomnieniem, a ci, którzy chcą kierować się tymi wartości skazują siebie i najbliższych na zagładę.
W książce śledzimy grupę osób, które przedzierają się z Londynu, do doliny znajdującej się na północy Anglii, w której liczą na przetrwanie. Żeby tam jednak dotrzeć muszą być bardziej bezwzględni niż inni. Powoduje to u czytelnika ciągłą walkę serca z rozumem. Ten emocjonalny rollercoaster zdziera kolejne warstwy złudzeń na temat ludzi i ciągle domaga się odpowiedzi na pytanie: a jak ty byś postąpił?
W tle przewija się wątek rodzącego się przywództwa, zrazu przypadkowego a potem coraz bardziej wciągającego i uzależniającego, chociaż cena jest niemała.
Książka warta przeczytania, warta przemyślenia. Dołuje. Czy daje trochę nadziei? - to zależy od indywidualnych priorytetów.
"Śmierć trawy" przedstawia losy ludzkości po zaatakowaniu i zniszczeniu przez wirusa traw, a więc i zbóż. Państwa postawione przed problemem wszechogarniającego głodu ulegają rozkładowi. Zaczyna rządzić chaos. Prawo, solidarność, współczucie stają się wspomnieniem, a ci, którzy chcą kierować się tymi wartości skazują siebie i najbliższych na zagładę.
W książce śledzimy...
Świetna powieść postapo, nie jest długa a jednak ma wszystko czego potrzeba. Historia świata, który przez wirusa traw zapada się i przestaje istnieć. Książka przedstawia losy grupy ludzi, którzy muszą się dostosować lub zginąć, świetny opis psychologicznej przemiany bohaterów. Autor bardziej niż na przedstawieniu świata skupia się na przedstawieniu ludzi ich przemiany i moralności. Książka mimo, że stara się nie zestarzala, dobrze się czyta, bohaterowie są interesujący tak samo jak i cała koncepcja wirusa. Bardzo polecam.
Świetna powieść postapo, nie jest długa a jednak ma wszystko czego potrzeba. Historia świata, który przez wirusa traw zapada się i przestaje istnieć. Książka przedstawia losy grupy ludzi, którzy muszą się dostosować lub zginąć, świetny opis psychologicznej przemiany bohaterów. Autor bardziej niż na przedstawieniu świata skupia się na przedstawieniu ludzi ich przemiany i...
Zabrała mi noc z życia i nie mam jej tego za złe. Akcja wciągnęła nawet mnie, chociaż sama za akcją nie przepadam. Pierwszą część książki czytało się bardzo ciekawie w obliczu trwającej aktualnie pandemii.
W obliczu niecodziennej tragedii bohaterowie przeszli parę zmian charakteru, wszyscy byli bardzo dynamiczni i wszyscy stanowili znakomity komentarz co do moralności ludzkiej i jej zależności od sytuacji.
W narrację bardzo sprytnie wplecione zostały aluzje do starożytnego Rzymu i do Starego Testamentu, stanowiące sprytne i subtelne zwiastowanie nadchodzącego zakończenia, które jest, swoją drogą, najmniej satysfakcjonującą częścią książki.
Akcja przedstawia drogę grupy ludzi do bezpiecznego miejsca w obliczu trwającej katastrofy. Przez całą drogę myślimy tylko o tym, co będzie, kiedy już dotrą na miejsce, jak sobie tam poradzą. Niestety tego się nie dowiadujemy. Byłoby mi szalenie miło poznać ich dalsze losy, nie miałabym nic przeciwko takim okruchom życia wstawionym na koniec, choćby rozdzialik lub dwa. Zakończenie otwarte w ten sposób nie jest zadowalające.
Zabrała mi noc z życia i nie mam jej tego za złe. Akcja wciągnęła nawet mnie, chociaż sama za akcją nie przepadam. Pierwszą część książki czytało się bardzo ciekawie w obliczu trwającej aktualnie pandemii.
W obliczu niecodziennej tragedii bohaterowie przeszli parę zmian charakteru, wszyscy byli bardzo dynamiczni i wszyscy stanowili znakomity komentarz co do moralności...
Książka bez wątpienia wciągająca ze względu na wartką akcję i czyta się ją błyskawicznie.
[uwaga: to może być spojler]
Podczas lektury, przez cały czas czekałem na to, jak bohaterowie urządzą się i jak sobie poradzą w dolinie w nowych warunkach, więc moim zdaniem autor zdecydowanie przedwcześnie zdecydował się na zamknięcie fabuły, pozostawiając spory niedosyt.
[koniec spojlera]
Obraz przyczyn katastrofy globalnej również nie do końca mnie przekonał: zagłada roślin wiechlinowatych (traw, w książce wg starej nomenklatury określanych jako Graminae) to chyba jednak za mało na apokalipsę. Przyroda nie znosi pustki, raczej działa na zasadzie zażartej konkurencji o siedliska i zasoby. Siedliska trawiaste są takie właśnie dzięki temu, że inne grupy roślin nie mają szans przebić się na takich zwartych murawach. W sytuacji opisanej w książce raczej powinna następować ekspansja innych zespołów roślinnych. którymi przecież mogły by się odżywiać zwierzęta.
Zboża to oczywiście ważna część wyżywienia, ale w sytuacji gdy wirus rozprzestrzeniał się przez wiele lat, chyba był jednak czas na przygotowanie alternatywnych kierunków produkcji roślinnej, jest przecież mnóstwo innych roślin uprawnych, nie tylko ziemniaki i buraki, o których była mowa w powieści. A co z drzewami? Bezleśne tereny Wielkiej Brytanii mogły faktycznie zostać "zbrązowione" przez wirusa, ale inne obszary chyba by aż tak bardzo nie ucierpiały?
Reasumując: obraz katastrofy zaprezentowany w tej książce nie jest szczególnie przekonujący.
Jeśli jednak potraktujemy tę historię jako opowieść o tym, jak ludzie w obliczu nadchodzących problemów zaprzepaścili swoją szansę na ratunek licząc, że na pewno jakoś to będzie, to powyższe wątpliwości schodzą na drugi plan i ze "Śmieci trawy" płynie następujący morał: lepiej, żebyśmy nie przespali sygnałów nadchodzącej zagłady, bo potem będzie za późno. W takim ujęciu, po 65 latach od publikacji, przekaz książki nadal pozostaje aktualny.
Książka bez wątpienia wciągająca ze względu na wartką akcję i czyta się ją błyskawicznie.
[uwaga: to może być spojler]
Podczas lektury, przez cały czas czekałem na to, jak bohaterowie urządzą się i jak sobie poradzą w dolinie w nowych warunkach, więc moim zdaniem autor zdecydowanie przedwcześnie zdecydował się na zamknięcie fabuły, pozostawiając spory niedosyt.
[koniec...
Niesłychanie aktualna. Powoli udowadniamy, że to nie wirus jest groźny, a podejście ludzi do siebie nawzajem. W obliczu katastrofy błyskawicznie wracają zwierzęce instynkty i "człowiek człowiekowi wilkiem".
Niesłychanie aktualna. Powoli udowadniamy, że to nie wirus jest groźny, a podejście ludzi do siebie nawzajem. W obliczu katastrofy błyskawicznie wracają zwierzęce instynkty i "człowiek człowiekowi wilkiem".
Natenczas najtrudniejsza w ocenie książka. Wizja zagłady i moralne aspekty walki o przetrwanie w latach 60 ubiegłego wieku w kostycznej Anglii. Wartka akcja , niejednoznaczni bohaterowie, z ponadczasowym przesłaniem iż nic nie jest takie jak nam się wydaje .
Natenczas najtrudniejsza w ocenie książka. Wizja zagłady i moralne aspekty walki o przetrwanie w latach 60 ubiegłego wieku w kostycznej Anglii. Wartka akcja , niejednoznaczni bohaterowie, z ponadczasowym przesłaniem iż nic nie jest takie jak nam się wydaje .
W Chinach pojawia się wirus niszczący ryż, nie są na niego odporne inne rodzaje trawy. Miliony giną z głodu. Azja zmienia się w pustynię. Wirus zmierza do Europy.
Świat pozbawiony traw jest dość lekko zarysowany. Cała historia koncentruje się na grupce ludzi, którzy wydostają się ze skazanego na wymarcie Londynu i podążają do bezpiecznego Azylu. Cała opowieść jest osnuta wokół ich wędrówki, z ich rozmów poznajemy niuanse polityczne tej katastrofy ale tak na prawdę nie wiemy co się dzieje z resztą świata.
Niemniej historia jest przerażająca. Widzimy jak z miłych, spokojnych ludzi wyłażą zwierzęta, jak w imię przeżycia mordują i kradną, jak rodzina znaczy coraz mniej. Świat jaki znamy odchodzi w niepamięć, zaczyna się epoka egoizmu i walki o przerwanie.
Apokalipsa inne niż wszystkie.
W Chinach pojawia się wirus niszczący ryż, nie są na niego odporne inne rodzaje trawy. Miliony giną z głodu. Azja zmienia się w pustynię. Wirus zmierza do Europy.
Świat pozbawiony traw jest dość lekko zarysowany. Cała historia koncentruje się na grupce ludzi, którzy wydostają się ze skazanego na wymarcie Londynu i podążają do bezpiecznego...
Czasem tak dla hecy sięgam sobie po jakąś postapokaliptyczną opowieść.
W sumie bać się nie lubię, a katalog moich strachów jest przeogromny niczym kolekcja butów jakieś influenserki modowej z Los Angeles. Boję się, że rano niczego nie usłyszę w radiu (bo nie będzie elektryczności), kawy nie zaparzę (bo mnie nie będzie stać na prawdziwą kawę), a do pracy będę konno jeździł (bo paliwa kopalne będą tylko dla gwiazd rocka i polityków samorządowych). Boję się, że zginę stratowany przez tłum walczących o czystą wodę barbarzyńców. Boję się, bo wiem, że ten dzisiejszy świat jest dla mnie, mój, że się przyzwyczaiłem i jest mi dobrze na tym skromnym spłachetku, które wszystkie media ma podłączone, rachunki z trudem pewnym opłacam i stać mnie na luksus pisania tych słów przy akompaniamencie Wayne'a Shortera, który dmucha w saksofon na płycie "Speak no evil".
No i czytam te postapokalipsy...
"Śmierć trawy" Johna Christophera to powieść wydana w 1956 roku. W sumie tytuł mówi wszystko, karty są odkryte a czytelnik może wyobrazić sobie rozwój tej partii. To nic trudnego. Wirus niszczy wszelką trawę, a że do "trawiastych" należą również zboża będące podstawą pożywienia ludzi a także hodowlanych zwierząt, Ziemia ma problem. Powoli zapasy żywności na całym świecie zaczynają się kurczyć. Zdesperowani ludzie albo umierają z głosu, albo zagryzają samych siebie w aktach kanibalizmu, albo giną, próbując bronić swoich zapasów.
My całość obserwujemy z perspektywy kilkorga Anglików, którzy wyrwawszy się ze skazanego na zbombardowanie Londynu, podążają w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca, gdzie można by chociaż ziemniaki uprawiać. Na swojej drodze są świadkami przeróżnych okropieństw, sami szybko zamieniają się w zimnokrwistych zabójców, przed którymi wcześniej szybko by uciekali.
Powieść nie jest najlepsza. "Globalne" wiadomości o skutkach głodu podawane są zdawkowo, brakuje rozmachu, który jeszcze bardziej przeorałby wyobraźnię odbiorców. Momentami miałem też wrażenie, że przyglądam się teatrowi telewizji - za dużo rozgrywa się w dialogach, kłótniach, dyskusjach. Język jest prosty, sprawozdawczy. Niby ok, ale chciałoby się jakiegoś nerwu, ukłucia, drżenia. Może się czepiam... Nie wiem. Pisał to Anglik, więc spokojny ton jest chyba jakoś zrozumiały.
Najapetyczniej (dziwne słowo w kontekście historii o głodzie) brzmią te partie, które opisują świat u progu katastrofy. Ostatnie wychylane kufle piwa, ostatnie dwudaniowe obiady, pulchne kelnerki obsługujące klientów restauracji, radio mruczące sezonowe przeboje. My wiemy, bohaterowie przeczuwają, w którą stronę się to wszystko (s)toczy. Coś wisi w powietrzu i lada chwila spadnie ciężkim dławiącym nieszczęściem. Ten stan sprzed katastrofy udało się autorowi doskonale opisać. I tego się też właśnie boję - że codziennie pijemy ostatnie piwo i ostatni raz słuchamy klasycznego jazzu.
Jako odtrutkę aplikowałem sobie "Rodzinę Połanieckich" Sienkiewicza. Prądu tam nie ma (jeszcze), konno i pociągami ludzie się po świecie poruszają i listy piszą w świetle naftowych lamp. Spokojnie tam i cicho. Jeszcze...
Czasem tak dla hecy sięgam sobie po jakąś postapokaliptyczną opowieść.
W sumie bać się nie lubię, a katalog moich strachów jest przeogromny niczym kolekcja butów jakieś influenserki modowej z Los Angeles. Boję się, że rano niczego nie usłyszę w radiu (bo nie będzie elektryczności), kawy nie zaparzę (bo mnie nie będzie stać na prawdziwą kawę), a do pracy będę konno...
TO zła książka,źle napisana.Jedyny plus to sam pomysł.Być może ja wyczuwam w tej napisanej 1956 roku powieści pewien anachronizm,który mnie razi.Sam pomysł jest nawet dobry,gdy wirus niszczy wszystkie uprawy i UK staje przed widmem głodu i anarchii,jednak próba wykreowania na tym działań bohaterów i ogólnie postaw społecznych jest bardzo naciągana. Pomysły by zapobiec głodowi rząd Wielkiej Brytanii zamierza zrzuć bomby atomowe na Londyn i inne miasta by zmniejszyć ilość gęb do wyżywienia mógł zrodzić się tylko w latach 50 tych.Także opisy rozkładu społecznego praktycznie na drugi dzień gdy świat jeszcze się nie zawalił,gdy ludzie nie mieli czasu zezwierzęcieć świadczy o nieznajomości ludzkiej psychiki przez autora.Nie znam autora,jego biografii czy poglądów ale wydaje mi się,że napisał ją jakiś mizantrop w okresie zimnej wojny.
TO zła książka,źle napisana.Jedyny plus to sam pomysł.Być może ja wyczuwam w tej napisanej 1956 roku powieści pewien anachronizm,który mnie razi.Sam pomysł jest nawet dobry,gdy wirus niszczy wszystkie uprawy i UK staje przed widmem głodu i anarchii,jednak próba wykreowania na tym działań bohaterów i ogólnie postaw społecznych jest bardzo naciągana. Pomysły by zapobiec...
Ogólnie dobra, bez wodotrysków. Taka powieść drogi. Nie wiem czy użyłem właściwych słów. Jest wiele podobnych książek/ filmów, gdzie bohaterzy przemieszczają się z punktu A do punktu B. "Metro", tylko bez promieniowania i zdecydowanie starsze.
Ogólnie dobra, bez wodotrysków. Taka powieść drogi. Nie wiem czy użyłem właściwych słów. Jest wiele podobnych książek/ filmów, gdzie bohaterzy przemieszczają się z punktu A do punktu B. "Metro", tylko bez promieniowania i zdecydowanie starsze.
Książka wyzwoliła we mnie dwa razy skrajne emocje. Na początku byłem pełen podziwu dla bohaterów, kibicowałem im, a głównego przyjaciela - Rogera traktowałem jak cwaniaka i kogoś, kto pewnie będzie powodował kłopoty w przyszłości. Jednakże w miarę jak rozgrywała się opowieść ten obraz się zmieniał. Na końcu powieści wręcz dramatycznie. Okazało się, że nabrałem niesamowitej niechęci do głównego bohatera, współczułem jego kompanom, a wspomniany Roger stał się dla mnie najbardziej pozytywną postacią. Pierwszy chyba raz mam takie odczucie, że znienawidziłem głównego bohatera za jego czyny. Nie podobało mi się to, choć całość ksiązki mógłbym ocenić wyżej ze względu na wartką akcję i brak rozbudowanych wywodów filozoficznych bohaterów. Jednakże narracja to nie wszystko, bohaterów trzeba polubić jeśli ma się polubić całą opowieść, a ja bohaterów nie polubiłem niestety.
Książka wyzwoliła we mnie dwa razy skrajne emocje. Na początku byłem pełen podziwu dla bohaterów, kibicowałem im, a głównego przyjaciela - Rogera traktowałem jak cwaniaka i kogoś, kto pewnie będzie powodował kłopoty w przyszłości. Jednakże w miarę jak rozgrywała się opowieść ten obraz się zmieniał. Na końcu powieści wręcz dramatycznie. Okazało się, że nabrałem niesamowitej...
Zdecydowanie niewykorzystany potencjał, książka kończy się tak, jakby autor napisał część czegoś większego, schował do szuflady po czym stwierdził że nic nowego nie wymyśli i wyda to co jest. Mimo wszystko wciąga i 180 stron zleciało bardzo szybko.
Zdecydowanie niewykorzystany potencjał, książka kończy się tak, jakby autor napisał część czegoś większego, schował do szuflady po czym stwierdził że nic nowego nie wymyśli i wyda to co jest. Mimo wszystko wciąga i 180 stron zleciało bardzo szybko.
Moim zdaniem jedna z bardziej niedocenionych książek. Apokaliptyczna wizja wcale możliwa do zaistnienia. Potęgowanie atmosfery grozy i eskalacja przemocy przedstawiona niezwykle realnie. Dylematy moralne i możliwość poczucia pierwotnych instynktów (przez posiadających wyobraźnię). To nie jest książka z cyklu: zabili go i uciekł, więc nie ma pościgów i strzelanin.
Bardzo polecam.
Moim zdaniem jedna z bardziej niedocenionych książek. Apokaliptyczna wizja wcale możliwa do zaistnienia. Potęgowanie atmosfery grozy i eskalacja przemocy przedstawiona niezwykle realnie. Dylematy moralne i możliwość poczucia pierwotnych instynktów (przez posiadających wyobraźnię). To nie jest książka z cyklu: zabili go i uciekł, więc nie ma pościgów i strzelanin.
Bardzo...
Biorąc po uwagę, że książka nie jest "najmłodsza", to podejście do zagadnienia globalnej katastrofy jest naprawdę bardzo ciekawe. Niestety miałem wrażenie, że książka miała zadatki na co najmniej 3 razy tyle stron - autor tak jakby prześlizgnął się przez całą fabułę, przez co niektóre rozterki moralne i decyzje bohaterów wydawały mi się lekko niewiarygodne :) Tak czy inaczej, czas spędzony nad lekturą tej książki, na pewno nie będzie czasem straconym.
Biorąc po uwagę, że książka nie jest "najmłodsza", to podejście do zagadnienia globalnej katastrofy jest naprawdę bardzo ciekawe. Niestety miałem wrażenie, że książka miała zadatki na co najmniej 3 razy tyle stron - autor tak jakby prześlizgnął się przez całą fabułę, przez co niektóre rozterki moralne i decyzje bohaterów wydawały mi się lekko niewiarygodne :) Tak czy...
Bardzo ciekawe podejście do tematu apokalipsy. Bardzo ciekawie przedstawiono w pierwszej połowie książki rozwój wirusa zabijającego trawę oraz nastawienie różnych ludzi, których z początku ten problem nie dotyczył. Niestety druga połowa była już bardzo nierówna. Autor momentami bardzo realistycznie podchodził do tematu drogi oraz przywództwa grupie osób w obliczu zagłady świata, a momentami jakby za bardzo dawał się porwać wyobraźnię przy pisaniu tworząc mało realne sytuacje.
Jednego autorowi zarzucić nie mogę. Ani przez chwilę przy tej książce się nie nudziłem.
Bardzo ciekawe podejście do tematu apokalipsy. Bardzo ciekawie przedstawiono w pierwszej połowie książki rozwój wirusa zabijającego trawę oraz nastawienie różnych ludzi, których z początku ten problem nie dotyczył. Niestety druga połowa była już bardzo nierówna. Autor momentami bardzo realistycznie podchodził do tematu drogi oraz przywództwa grupie osób w obliczu zagłady...
Uwielbiam klimaty postapokaliptyczne, więc książka na pewno spełniła swoje zadanie.
Przyjemnie się czyta, dosłownie kilka wieczorów i dochodzimy niestety do ostatniej kartki.
Uwielbiam klimaty postapokaliptyczne, więc książka na pewno spełniła swoje zadanie.
Przyjemnie się czyta, dosłownie kilka wieczorów i dochodzimy niestety do ostatniej kartki.
Początkowo wciągająca, później schematyczna. Wygląda na wstęp do opowieści, chętnie przeczytałabym kontynuację, ale z większą ilością grozy, opisów spustoszenia i apokalipsy jaką siać może wirus. Dosyć mało katastrofy w tej "najlepszej powieści katastroficznej XX wieku" ;)
Początkowo wciągająca, później schematyczna. Wygląda na wstęp do opowieści, chętnie przeczytałabym kontynuację, ale z większą ilością grozy, opisów spustoszenia i apokalipsy jaką siać może wirus. Dosyć mało katastrofy w tej "najlepszej powieści katastroficznej XX wieku" ;)
Świat się kończy. Świat w miarę spokojny, w miarę cywilizowany. Bez wojny, bez broni atomowych i chemicznych. Bez dżihadu i terrorystów. Bez nadprzyrodzonych czy też przybyłych z innej galaktyki istot (choć tu można by się spierać). Wszystko z powodu małej prawie martwej formy życia jaką jest wirus. Czy coś z tego umierającego świata da się uratować?
Łącznie i mącznie na http://niepamietnikfprefecta.blogspot.com/2014/03/na-gowie-kwietny-ma-wianek.html
Świat się kończy. Świat w miarę spokojny, w miarę cywilizowany. Bez wojny, bez broni atomowych i chemicznych. Bez dżihadu i terrorystów. Bez nadprzyrodzonych czy też przybyłych z innej galaktyki istot (choć tu można by się spierać). Wszystko z powodu małej prawie martwej formy życia jaką jest wirus. Czy coś z tego umierającego świata da się uratować?
Nie spodziewałam się wiele, a jednak całkiem mnie wciągnęła.
Ciekawe tylko, czy "dzisiejsi mężczyźni" też poradziliby sobie w takiej sytuacji, nie ujmując nikomu, oczywiście.
Nie spodziewałam się wiele, a jednak całkiem mnie wciągnęła.
Ciekawe tylko, czy "dzisiejsi mężczyźni" też poradziliby sobie w takiej sytuacji, nie ujmując nikomu, oczywiście.
"Najlepsza powieść katastroficzna dwudziestego wieku" - jak dla kogo, bo na pewno nie dla mnie. Więcej nie napiszę, nie chcę bowiem obrażać tej zapewne większości faworyzującej owo dzieło.
"Najlepsza powieść katastroficzna dwudziestego wieku" - jak dla kogo, bo na pewno nie dla mnie. Więcej nie napiszę, nie chcę bowiem obrażać tej zapewne większości faworyzującej owo dzieło.
książka faktycznie wciąga, ale nie należy moim zdaniem do najlepszych. Spodziewałam się jakiejś większej tragedii. Zbyt rozciągnięta, miejscami nie dzieje się zupełnie NIC, nie wspominając o powtarzających się motywach morderstw. Jednak bądź co bądź DO PRZECZYTANIA.
książka faktycznie wciąga, ale nie należy moim zdaniem do najlepszych. Spodziewałam się jakiejś większej tragedii. Zbyt rozciągnięta, miejscami nie dzieje się zupełnie NIC, nie wspominając o powtarzających się motywach morderstw. Jednak bądź co bądź DO PRZECZYTANIA.
Książką wciągająca w szczególności na początku. Potem napięcie jakoś tak troszkę opadało. Myślę, że spodoba się każdemu kto lubi tematy apokalipsy czy zagłady ludzkości.
Książką wciągająca w szczególności na początku. Potem napięcie jakoś tak troszkę opadało. Myślę, że spodoba się każdemu kto lubi tematy apokalipsy czy zagłady ludzkości.
Postapo w starym stylu, czyli mało naturalne, momentami teatralne dialogi, oraz sztampowi bohaterowie którzy służą do wyrażania i konfrontowania ze sobą pewnych poglądów, a nie mają być ciekawi sami w sobie. Cyniczny pragmatyk, idiotka z dobrym sercem i inni.
Właśnie, bohaterowie. Tutaj zostają zmuszeni do dostosowania się do nowej rzeczywistości. W końcu co jak co, ale koniec świata naprawdę wymusza zmianę. Gdyby książka była trochę dłuższa to może wypadłoby to bardziej naturalnie, według mnie wszystko działo się jednak zbyt szybko i przez to wypadło mało wiarygodnie, nie zdołałem też się przywiązać do nikogo. Trochę dziwnie to wygląda, że w pewnym momencie ktoś jest dobrym i cywilizowanym człowiekiem, a piętnaście stron później zaczyna zachowywać się jak pozbawiony ludzkich uczuć morderca. Widać było, że autor bardzo chciał pokazać tę zmianę i nie troszczył się o szczegóły. Officer Friendly aż tak szybko nie zamienia się w Feral Ricka.
Jest też sporo akcji, strzelania, walki, zabijania, skradania się.
Jak ktoś chce to może dodać dowolną ilość gwiazdek za szacunek do klasyki, uznanie dla pionierów gatunku i tak dalej.
Postapo w starym stylu, czyli mało naturalne, momentami teatralne dialogi, oraz sztampowi bohaterowie którzy służą do wyrażania i konfrontowania ze sobą pewnych poglądów, a nie mają być ciekawi sami w sobie. Cyniczny pragmatyk, idiotka z dobrym sercem i inni.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWłaśnie, bohaterowie. Tutaj zostają zmuszeni do dostosowania się do nowej rzeczywistości. W końcu co jak co, ale...
Ten Pan umie w postapo, choć ta książka to tak naprawdę coś więcej, niż tylko historia o katastrofie.
Książka została wydana poraz pierwszy tak naprawdę bardzo dawno temu i szczerze mówiąc, wiele nowszych książek z tego gatunku wypada blado. Nawet te, które uchodzą za wzory.
Katastrofa w pewnym momencie staje się tylko tłem do tego, co staje się kluczem tej książki, a mianowicie zmiana, która następuje w każdym z bohaterów. Nie jest to pokaźną książka, ale w cale się tego nie odczuwa, bo przez cały czas coś się dzieje i trzyma w napięciu do samego końca. Bohaterowie są niejednoznaczni i ich decyzje i postawa cały czas ewoluuje. Naprawdę jest to pozycja, która zdecydowanie warto przeczytać.
Ten Pan umie w postapo, choć ta książka to tak naprawdę coś więcej, niż tylko historia o katastrofie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka została wydana poraz pierwszy tak naprawdę bardzo dawno temu i szczerze mówiąc, wiele nowszych książek z tego gatunku wypada blado. Nawet te, które uchodzą za wzory.
Katastrofa w pewnym momencie staje się tylko tłem do tego, co staje się kluczem tej książki, a...
Ta książka jest bardzo krótka jak na post apo. Mamy tu zwięzły wątek główny i jasny cel naszych bohaterów, więc nie należy liczyć na rozbudowaną przeszłość i bogate opisy postaci pobocznych, a nawet postaci głównych. Ale część postaci i to część, która nas w głównej mierze interesuje, jest całkiem wyrazista.
Sam pomysł na fabułę jest fantastyczny - wirus, który niszczy wszystkie trawy, co kończy się głodem w skali prawie całego świata brzmi świetnie. Ale przez długość książki jest też sporo niewykorzystanego potencjału i nierozwiniętych wątków, które wydawały się ciekawe.
Nie wiemy do końca, co dzieje się ze światem wokół. Początkowo wiemy to z radia, a potem właściwie nie wiemy nic tak samo jak nasze postacie. Nie do końca mi to odpowiada, bo tocząca się w pewien sposób gra polityczna, była jednym z tych urwanych, bardzo ciekawych wątków. Uważam też, że zakończenie nie było satysfakcjonujące i niedokończone.
Pojawiają się rozterki moralne, a to, z którą stroną się będziemy zgadzać, jest już kwestią subiektywną. Dlatego też nie chcę patrzeć pod tym kątem i osądzać czy postacie były dobre czy złe, bo prawie każdy miał na swój sposób racje. Ale Johny na pewno był nieco głupi myśląc, że ich brat przyjmie nagle niezapowiedziane 34 osoby, kiedy było jasne, że miejsce było tylko dla jego rodziny (4 osoby). Generalnie postać Johny'ego budzi we mnie mieszane uczucia. Właściwie ich politycy też byli głupi sądząc, że bomba atomowa brzmi jak rewelacyjny pomysł, żeby zmniejszyć liczbę ludzi do wykarmienia, przy okazji zmniejszając też obszar na uprawy.
Widzimy brutalność w tej książce, wynikającą z sytuacji ludzi, ale opisy pod tym kątem są bardzo oszczędne. Więc jeśli nie chcesz szczegółowych i długich opisów tortur, gwałtów i innych przykładów ludzkiego okrucieństwa, to powinieneś być zadowolony.
Ta książka jest bardzo krótka jak na post apo. Mamy tu zwięzły wątek główny i jasny cel naszych bohaterów, więc nie należy liczyć na rozbudowaną przeszłość i bogate opisy postaci pobocznych, a nawet postaci głównych. Ale część postaci i to część, która nas w głównej mierze interesuje, jest całkiem wyrazista.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSam pomysł na fabułę jest fantastyczny - wirus, który niszczy...
Pomysł dobry, warsztatowo nieźle, ale dość słabo wykorzystane szanse przedstawienia konsekwencji na rzecz sensacji.
Pomysł dobry, warsztatowo nieźle, ale dość słabo wykorzystane szanse przedstawienia konsekwencji na rzecz sensacji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Śmierć trawy" przedstawia losy ludzkości po zaatakowaniu i zniszczeniu przez wirusa traw, a więc i zbóż. Państwa postawione przed problemem wszechogarniającego głodu ulegają rozkładowi. Zaczyna rządzić chaos. Prawo, solidarność, współczucie stają się wspomnieniem, a ci, którzy chcą kierować się tymi wartości skazują siebie i najbliższych na zagładę.
W książce śledzimy grupę osób, które przedzierają się z Londynu, do doliny znajdującej się na północy Anglii, w której liczą na przetrwanie. Żeby tam jednak dotrzeć muszą być bardziej bezwzględni niż inni. Powoduje to u czytelnika ciągłą walkę serca z rozumem. Ten emocjonalny rollercoaster zdziera kolejne warstwy złudzeń na temat ludzi i ciągle domaga się odpowiedzi na pytanie: a jak ty byś postąpił?
W tle przewija się wątek rodzącego się przywództwa, zrazu przypadkowego a potem coraz bardziej wciągającego i uzależniającego, chociaż cena jest niemała.
Książka warta przeczytania, warta przemyślenia. Dołuje. Czy daje trochę nadziei? - to zależy od indywidualnych priorytetów.
"Śmierć trawy" przedstawia losy ludzkości po zaatakowaniu i zniszczeniu przez wirusa traw, a więc i zbóż. Państwa postawione przed problemem wszechogarniającego głodu ulegają rozkładowi. Zaczyna rządzić chaos. Prawo, solidarność, współczucie stają się wspomnieniem, a ci, którzy chcą kierować się tymi wartości skazują siebie i najbliższych na zagładę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW książce śledzimy...
Niezwykłe jest to, że ta książka się w ogóle nie zestarzała, chociaż powstała w 1956 roku. Klasyk. Obowiązkowa pozycja dla miłośników postapo.
Niezwykłe jest to, że ta książka się w ogóle nie zestarzała, chociaż powstała w 1956 roku. Klasyk. Obowiązkowa pozycja dla miłośników postapo.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna powieść postapo, nie jest długa a jednak ma wszystko czego potrzeba. Historia świata, który przez wirusa traw zapada się i przestaje istnieć. Książka przedstawia losy grupy ludzi, którzy muszą się dostosować lub zginąć, świetny opis psychologicznej przemiany bohaterów. Autor bardziej niż na przedstawieniu świata skupia się na przedstawieniu ludzi ich przemiany i moralności. Książka mimo, że stara się nie zestarzala, dobrze się czyta, bohaterowie są interesujący tak samo jak i cała koncepcja wirusa. Bardzo polecam.
Świetna powieść postapo, nie jest długa a jednak ma wszystko czego potrzeba. Historia świata, który przez wirusa traw zapada się i przestaje istnieć. Książka przedstawia losy grupy ludzi, którzy muszą się dostosować lub zginąć, świetny opis psychologicznej przemiany bohaterów. Autor bardziej niż na przedstawieniu świata skupia się na przedstawieniu ludzi ich przemiany i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZabrała mi noc z życia i nie mam jej tego za złe. Akcja wciągnęła nawet mnie, chociaż sama za akcją nie przepadam. Pierwszą część książki czytało się bardzo ciekawie w obliczu trwającej aktualnie pandemii.
W obliczu niecodziennej tragedii bohaterowie przeszli parę zmian charakteru, wszyscy byli bardzo dynamiczni i wszyscy stanowili znakomity komentarz co do moralności ludzkiej i jej zależności od sytuacji.
W narrację bardzo sprytnie wplecione zostały aluzje do starożytnego Rzymu i do Starego Testamentu, stanowiące sprytne i subtelne zwiastowanie nadchodzącego zakończenia, które jest, swoją drogą, najmniej satysfakcjonującą częścią książki.
Akcja przedstawia drogę grupy ludzi do bezpiecznego miejsca w obliczu trwającej katastrofy. Przez całą drogę myślimy tylko o tym, co będzie, kiedy już dotrą na miejsce, jak sobie tam poradzą. Niestety tego się nie dowiadujemy. Byłoby mi szalenie miło poznać ich dalsze losy, nie miałabym nic przeciwko takim okruchom życia wstawionym na koniec, choćby rozdzialik lub dwa. Zakończenie otwarte w ten sposób nie jest zadowalające.
Zabrała mi noc z życia i nie mam jej tego za złe. Akcja wciągnęła nawet mnie, chociaż sama za akcją nie przepadam. Pierwszą część książki czytało się bardzo ciekawie w obliczu trwającej aktualnie pandemii.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW obliczu niecodziennej tragedii bohaterowie przeszli parę zmian charakteru, wszyscy byli bardzo dynamiczni i wszyscy stanowili znakomity komentarz co do moralności...
Książka bez wątpienia wciągająca ze względu na wartką akcję i czyta się ją błyskawicznie.
[uwaga: to może być spojler]
Podczas lektury, przez cały czas czekałem na to, jak bohaterowie urządzą się i jak sobie poradzą w dolinie w nowych warunkach, więc moim zdaniem autor zdecydowanie przedwcześnie zdecydował się na zamknięcie fabuły, pozostawiając spory niedosyt.
[koniec spojlera]
Obraz przyczyn katastrofy globalnej również nie do końca mnie przekonał: zagłada roślin wiechlinowatych (traw, w książce wg starej nomenklatury określanych jako Graminae) to chyba jednak za mało na apokalipsę. Przyroda nie znosi pustki, raczej działa na zasadzie zażartej konkurencji o siedliska i zasoby. Siedliska trawiaste są takie właśnie dzięki temu, że inne grupy roślin nie mają szans przebić się na takich zwartych murawach. W sytuacji opisanej w książce raczej powinna następować ekspansja innych zespołów roślinnych. którymi przecież mogły by się odżywiać zwierzęta.
Zboża to oczywiście ważna część wyżywienia, ale w sytuacji gdy wirus rozprzestrzeniał się przez wiele lat, chyba był jednak czas na przygotowanie alternatywnych kierunków produkcji roślinnej, jest przecież mnóstwo innych roślin uprawnych, nie tylko ziemniaki i buraki, o których była mowa w powieści. A co z drzewami? Bezleśne tereny Wielkiej Brytanii mogły faktycznie zostać "zbrązowione" przez wirusa, ale inne obszary chyba by aż tak bardzo nie ucierpiały?
Reasumując: obraz katastrofy zaprezentowany w tej książce nie jest szczególnie przekonujący.
Jeśli jednak potraktujemy tę historię jako opowieść o tym, jak ludzie w obliczu nadchodzących problemów zaprzepaścili swoją szansę na ratunek licząc, że na pewno jakoś to będzie, to powyższe wątpliwości schodzą na drugi plan i ze "Śmieci trawy" płynie następujący morał: lepiej, żebyśmy nie przespali sygnałów nadchodzącej zagłady, bo potem będzie za późno. W takim ujęciu, po 65 latach od publikacji, przekaz książki nadal pozostaje aktualny.
Książka bez wątpienia wciągająca ze względu na wartką akcję i czyta się ją błyskawicznie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[uwaga: to może być spojler]
Podczas lektury, przez cały czas czekałem na to, jak bohaterowie urządzą się i jak sobie poradzą w dolinie w nowych warunkach, więc moim zdaniem autor zdecydowanie przedwcześnie zdecydował się na zamknięcie fabuły, pozostawiając spory niedosyt.
[koniec...
Niesłychanie aktualna. Powoli udowadniamy, że to nie wirus jest groźny, a podejście ludzi do siebie nawzajem. W obliczu katastrofy błyskawicznie wracają zwierzęce instynkty i "człowiek człowiekowi wilkiem".
Niesłychanie aktualna. Powoli udowadniamy, że to nie wirus jest groźny, a podejście ludzi do siebie nawzajem. W obliczu katastrofy błyskawicznie wracają zwierzęce instynkty i "człowiek człowiekowi wilkiem".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNatenczas najtrudniejsza w ocenie książka. Wizja zagłady i moralne aspekty walki o przetrwanie w latach 60 ubiegłego wieku w kostycznej Anglii. Wartka akcja , niejednoznaczni bohaterowie, z ponadczasowym przesłaniem iż nic nie jest takie jak nam się wydaje .
Natenczas najtrudniejsza w ocenie książka. Wizja zagłady i moralne aspekty walki o przetrwanie w latach 60 ubiegłego wieku w kostycznej Anglii. Wartka akcja , niejednoznaczni bohaterowie, z ponadczasowym przesłaniem iż nic nie jest takie jak nam się wydaje .
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toApokalipsa inne niż wszystkie.
W Chinach pojawia się wirus niszczący ryż, nie są na niego odporne inne rodzaje trawy. Miliony giną z głodu. Azja zmienia się w pustynię. Wirus zmierza do Europy.
Świat pozbawiony traw jest dość lekko zarysowany. Cała historia koncentruje się na grupce ludzi, którzy wydostają się ze skazanego na wymarcie Londynu i podążają do bezpiecznego Azylu. Cała opowieść jest osnuta wokół ich wędrówki, z ich rozmów poznajemy niuanse polityczne tej katastrofy ale tak na prawdę nie wiemy co się dzieje z resztą świata.
Niemniej historia jest przerażająca. Widzimy jak z miłych, spokojnych ludzi wyłażą zwierzęta, jak w imię przeżycia mordują i kradną, jak rodzina znaczy coraz mniej. Świat jaki znamy odchodzi w niepamięć, zaczyna się epoka egoizmu i walki o przerwanie.
Apokalipsa inne niż wszystkie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW Chinach pojawia się wirus niszczący ryż, nie są na niego odporne inne rodzaje trawy. Miliony giną z głodu. Azja zmienia się w pustynię. Wirus zmierza do Europy.
Świat pozbawiony traw jest dość lekko zarysowany. Cała historia koncentruje się na grupce ludzi, którzy wydostają się ze skazanego na wymarcie Londynu i podążają do bezpiecznego...
Czasem tak dla hecy sięgam sobie po jakąś postapokaliptyczną opowieść.
W sumie bać się nie lubię, a katalog moich strachów jest przeogromny niczym kolekcja butów jakieś influenserki modowej z Los Angeles. Boję się, że rano niczego nie usłyszę w radiu (bo nie będzie elektryczności), kawy nie zaparzę (bo mnie nie będzie stać na prawdziwą kawę), a do pracy będę konno jeździł (bo paliwa kopalne będą tylko dla gwiazd rocka i polityków samorządowych). Boję się, że zginę stratowany przez tłum walczących o czystą wodę barbarzyńców. Boję się, bo wiem, że ten dzisiejszy świat jest dla mnie, mój, że się przyzwyczaiłem i jest mi dobrze na tym skromnym spłachetku, które wszystkie media ma podłączone, rachunki z trudem pewnym opłacam i stać mnie na luksus pisania tych słów przy akompaniamencie Wayne'a Shortera, który dmucha w saksofon na płycie "Speak no evil".
No i czytam te postapokalipsy...
"Śmierć trawy" Johna Christophera to powieść wydana w 1956 roku. W sumie tytuł mówi wszystko, karty są odkryte a czytelnik może wyobrazić sobie rozwój tej partii. To nic trudnego. Wirus niszczy wszelką trawę, a że do "trawiastych" należą również zboża będące podstawą pożywienia ludzi a także hodowlanych zwierząt, Ziemia ma problem. Powoli zapasy żywności na całym świecie zaczynają się kurczyć. Zdesperowani ludzie albo umierają z głosu, albo zagryzają samych siebie w aktach kanibalizmu, albo giną, próbując bronić swoich zapasów.
My całość obserwujemy z perspektywy kilkorga Anglików, którzy wyrwawszy się ze skazanego na zbombardowanie Londynu, podążają w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca, gdzie można by chociaż ziemniaki uprawiać. Na swojej drodze są świadkami przeróżnych okropieństw, sami szybko zamieniają się w zimnokrwistych zabójców, przed którymi wcześniej szybko by uciekali.
Powieść nie jest najlepsza. "Globalne" wiadomości o skutkach głodu podawane są zdawkowo, brakuje rozmachu, który jeszcze bardziej przeorałby wyobraźnię odbiorców. Momentami miałem też wrażenie, że przyglądam się teatrowi telewizji - za dużo rozgrywa się w dialogach, kłótniach, dyskusjach. Język jest prosty, sprawozdawczy. Niby ok, ale chciałoby się jakiegoś nerwu, ukłucia, drżenia. Może się czepiam... Nie wiem. Pisał to Anglik, więc spokojny ton jest chyba jakoś zrozumiały.
Najapetyczniej (dziwne słowo w kontekście historii o głodzie) brzmią te partie, które opisują świat u progu katastrofy. Ostatnie wychylane kufle piwa, ostatnie dwudaniowe obiady, pulchne kelnerki obsługujące klientów restauracji, radio mruczące sezonowe przeboje. My wiemy, bohaterowie przeczuwają, w którą stronę się to wszystko (s)toczy. Coś wisi w powietrzu i lada chwila spadnie ciężkim dławiącym nieszczęściem. Ten stan sprzed katastrofy udało się autorowi doskonale opisać. I tego się też właśnie boję - że codziennie pijemy ostatnie piwo i ostatni raz słuchamy klasycznego jazzu.
Jako odtrutkę aplikowałem sobie "Rodzinę Połanieckich" Sienkiewicza. Prądu tam nie ma (jeszcze), konno i pociągami ludzie się po świecie poruszają i listy piszą w świetle naftowych lamp. Spokojnie tam i cicho. Jeszcze...
Czasem tak dla hecy sięgam sobie po jakąś postapokaliptyczną opowieść.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW sumie bać się nie lubię, a katalog moich strachów jest przeogromny niczym kolekcja butów jakieś influenserki modowej z Los Angeles. Boję się, że rano niczego nie usłyszę w radiu (bo nie będzie elektryczności), kawy nie zaparzę (bo mnie nie będzie stać na prawdziwą kawę), a do pracy będę konno...
TO zła książka,źle napisana.Jedyny plus to sam pomysł.Być może ja wyczuwam w tej napisanej 1956 roku powieści pewien anachronizm,który mnie razi.Sam pomysł jest nawet dobry,gdy wirus niszczy wszystkie uprawy i UK staje przed widmem głodu i anarchii,jednak próba wykreowania na tym działań bohaterów i ogólnie postaw społecznych jest bardzo naciągana. Pomysły by zapobiec głodowi rząd Wielkiej Brytanii zamierza zrzuć bomby atomowe na Londyn i inne miasta by zmniejszyć ilość gęb do wyżywienia mógł zrodzić się tylko w latach 50 tych.Także opisy rozkładu społecznego praktycznie na drugi dzień gdy świat jeszcze się nie zawalił,gdy ludzie nie mieli czasu zezwierzęcieć świadczy o nieznajomości ludzkiej psychiki przez autora.Nie znam autora,jego biografii czy poglądów ale wydaje mi się,że napisał ją jakiś mizantrop w okresie zimnej wojny.
TO zła książka,źle napisana.Jedyny plus to sam pomysł.Być może ja wyczuwam w tej napisanej 1956 roku powieści pewien anachronizm,który mnie razi.Sam pomysł jest nawet dobry,gdy wirus niszczy wszystkie uprawy i UK staje przed widmem głodu i anarchii,jednak próba wykreowania na tym działań bohaterów i ogólnie postaw społecznych jest bardzo naciągana. Pomysły by zapobiec...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOgólnie dobra, bez wodotrysków. Taka powieść drogi. Nie wiem czy użyłem właściwych słów. Jest wiele podobnych książek/ filmów, gdzie bohaterzy przemieszczają się z punktu A do punktu B. "Metro", tylko bez promieniowania i zdecydowanie starsze.
Ogólnie dobra, bez wodotrysków. Taka powieść drogi. Nie wiem czy użyłem właściwych słów. Jest wiele podobnych książek/ filmów, gdzie bohaterzy przemieszczają się z punktu A do punktu B. "Metro", tylko bez promieniowania i zdecydowanie starsze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka wyzwoliła we mnie dwa razy skrajne emocje. Na początku byłem pełen podziwu dla bohaterów, kibicowałem im, a głównego przyjaciela - Rogera traktowałem jak cwaniaka i kogoś, kto pewnie będzie powodował kłopoty w przyszłości. Jednakże w miarę jak rozgrywała się opowieść ten obraz się zmieniał. Na końcu powieści wręcz dramatycznie. Okazało się, że nabrałem niesamowitej niechęci do głównego bohatera, współczułem jego kompanom, a wspomniany Roger stał się dla mnie najbardziej pozytywną postacią. Pierwszy chyba raz mam takie odczucie, że znienawidziłem głównego bohatera za jego czyny. Nie podobało mi się to, choć całość ksiązki mógłbym ocenić wyżej ze względu na wartką akcję i brak rozbudowanych wywodów filozoficznych bohaterów. Jednakże narracja to nie wszystko, bohaterów trzeba polubić jeśli ma się polubić całą opowieść, a ja bohaterów nie polubiłem niestety.
Książka wyzwoliła we mnie dwa razy skrajne emocje. Na początku byłem pełen podziwu dla bohaterów, kibicowałem im, a głównego przyjaciela - Rogera traktowałem jak cwaniaka i kogoś, kto pewnie będzie powodował kłopoty w przyszłości. Jednakże w miarę jak rozgrywała się opowieść ten obraz się zmieniał. Na końcu powieści wręcz dramatycznie. Okazało się, że nabrałem niesamowitej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdecydowanie niewykorzystany potencjał, książka kończy się tak, jakby autor napisał część czegoś większego, schował do szuflady po czym stwierdził że nic nowego nie wymyśli i wyda to co jest. Mimo wszystko wciąga i 180 stron zleciało bardzo szybko.
Zdecydowanie niewykorzystany potencjał, książka kończy się tak, jakby autor napisał część czegoś większego, schował do szuflady po czym stwierdził że nic nowego nie wymyśli i wyda to co jest. Mimo wszystko wciąga i 180 stron zleciało bardzo szybko.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo todobra :) przeczytana w czasach gimnazjalnych, jeszcze w momencie, gdy człowiek lubił takie klimaty... terminator itp...
dobra :) przeczytana w czasach gimnazjalnych, jeszcze w momencie, gdy człowiek lubił takie klimaty... terminator itp...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoim zdaniem jedna z bardziej niedocenionych książek. Apokaliptyczna wizja wcale możliwa do zaistnienia. Potęgowanie atmosfery grozy i eskalacja przemocy przedstawiona niezwykle realnie. Dylematy moralne i możliwość poczucia pierwotnych instynktów (przez posiadających wyobraźnię). To nie jest książka z cyklu: zabili go i uciekł, więc nie ma pościgów i strzelanin.
Bardzo polecam.
Moim zdaniem jedna z bardziej niedocenionych książek. Apokaliptyczna wizja wcale możliwa do zaistnienia. Potęgowanie atmosfery grozy i eskalacja przemocy przedstawiona niezwykle realnie. Dylematy moralne i możliwość poczucia pierwotnych instynktów (przez posiadających wyobraźnię). To nie jest książka z cyklu: zabili go i uciekł, więc nie ma pościgów i strzelanin.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo...
Biorąc po uwagę, że książka nie jest "najmłodsza", to podejście do zagadnienia globalnej katastrofy jest naprawdę bardzo ciekawe. Niestety miałem wrażenie, że książka miała zadatki na co najmniej 3 razy tyle stron - autor tak jakby prześlizgnął się przez całą fabułę, przez co niektóre rozterki moralne i decyzje bohaterów wydawały mi się lekko niewiarygodne :) Tak czy inaczej, czas spędzony nad lekturą tej książki, na pewno nie będzie czasem straconym.
Biorąc po uwagę, że książka nie jest "najmłodsza", to podejście do zagadnienia globalnej katastrofy jest naprawdę bardzo ciekawe. Niestety miałem wrażenie, że książka miała zadatki na co najmniej 3 razy tyle stron - autor tak jakby prześlizgnął się przez całą fabułę, przez co niektóre rozterki moralne i decyzje bohaterów wydawały mi się lekko niewiarygodne :) Tak czy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW starym, nieco już przebrzmiałym stylu. Dużo lepsze niż podobny w tematyce "Głód" Mastertona.
W starym, nieco już przebrzmiałym stylu. Dużo lepsze niż podobny w tematyce "Głód" Mastertona.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawe podejście do tematu apokalipsy. Bardzo ciekawie przedstawiono w pierwszej połowie książki rozwój wirusa zabijającego trawę oraz nastawienie różnych ludzi, których z początku ten problem nie dotyczył. Niestety druga połowa była już bardzo nierówna. Autor momentami bardzo realistycznie podchodził do tematu drogi oraz przywództwa grupie osób w obliczu zagłady świata, a momentami jakby za bardzo dawał się porwać wyobraźnię przy pisaniu tworząc mało realne sytuacje.
Jednego autorowi zarzucić nie mogę. Ani przez chwilę przy tej książce się nie nudziłem.
Bardzo ciekawe podejście do tematu apokalipsy. Bardzo ciekawie przedstawiono w pierwszej połowie książki rozwój wirusa zabijającego trawę oraz nastawienie różnych ludzi, których z początku ten problem nie dotyczył. Niestety druga połowa była już bardzo nierówna. Autor momentami bardzo realistycznie podchodził do tematu drogi oraz przywództwa grupie osób w obliczu zagłady...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam klimaty postapokaliptyczne, więc książka na pewno spełniła swoje zadanie.
Przyjemnie się czyta, dosłownie kilka wieczorów i dochodzimy niestety do ostatniej kartki.
Uwielbiam klimaty postapokaliptyczne, więc książka na pewno spełniła swoje zadanie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemnie się czyta, dosłownie kilka wieczorów i dochodzimy niestety do ostatniej kartki.
Początkowo wciągająca, później schematyczna. Wygląda na wstęp do opowieści, chętnie przeczytałabym kontynuację, ale z większą ilością grozy, opisów spustoszenia i apokalipsy jaką siać może wirus. Dosyć mało katastrofy w tej "najlepszej powieści katastroficznej XX wieku" ;)
Początkowo wciągająca, później schematyczna. Wygląda na wstęp do opowieści, chętnie przeczytałabym kontynuację, ale z większą ilością grozy, opisów spustoszenia i apokalipsy jaką siać może wirus. Dosyć mało katastrofy w tej "najlepszej powieści katastroficznej XX wieku" ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwiat się kończy. Świat w miarę spokojny, w miarę cywilizowany. Bez wojny, bez broni atomowych i chemicznych. Bez dżihadu i terrorystów. Bez nadprzyrodzonych czy też przybyłych z innej galaktyki istot (choć tu można by się spierać). Wszystko z powodu małej prawie martwej formy życia jaką jest wirus. Czy coś z tego umierającego świata da się uratować?
Łącznie i mącznie na http://niepamietnikfprefecta.blogspot.com/2014/03/na-gowie-kwietny-ma-wianek.html
Świat się kończy. Świat w miarę spokojny, w miarę cywilizowany. Bez wojny, bez broni atomowych i chemicznych. Bez dżihadu i terrorystów. Bez nadprzyrodzonych czy też przybyłych z innej galaktyki istot (choć tu można by się spierać). Wszystko z powodu małej prawie martwej formy życia jaką jest wirus. Czy coś z tego umierającego świata da się uratować?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŁącznie i mącznie na...
Nie spodziewałam się wiele, a jednak całkiem mnie wciągnęła.
Ciekawe tylko, czy "dzisiejsi mężczyźni" też poradziliby sobie w takiej sytuacji, nie ujmując nikomu, oczywiście.
Nie spodziewałam się wiele, a jednak całkiem mnie wciągnęła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawe tylko, czy "dzisiejsi mężczyźni" też poradziliby sobie w takiej sytuacji, nie ujmując nikomu, oczywiście.
"Najlepsza powieść katastroficzna dwudziestego wieku" - jak dla kogo, bo na pewno nie dla mnie. Więcej nie napiszę, nie chcę bowiem obrażać tej zapewne większości faworyzującej owo dzieło.
"Najlepsza powieść katastroficzna dwudziestego wieku" - jak dla kogo, bo na pewno nie dla mnie. Więcej nie napiszę, nie chcę bowiem obrażać tej zapewne większości faworyzującej owo dzieło.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toksiążka faktycznie wciąga, ale nie należy moim zdaniem do najlepszych. Spodziewałam się jakiejś większej tragedii. Zbyt rozciągnięta, miejscami nie dzieje się zupełnie NIC, nie wspominając o powtarzających się motywach morderstw. Jednak bądź co bądź DO PRZECZYTANIA.
książka faktycznie wciąga, ale nie należy moim zdaniem do najlepszych. Spodziewałam się jakiejś większej tragedii. Zbyt rozciągnięta, miejscami nie dzieje się zupełnie NIC, nie wspominając o powtarzających się motywach morderstw. Jednak bądź co bądź DO PRZECZYTANIA.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna książka katastroficzna. Zdecydowanie polecam dla miłośników gatunku.
Świetna książka katastroficzna. Zdecydowanie polecam dla miłośników gatunku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążką wciągająca w szczególności na początku. Potem napięcie jakoś tak troszkę opadało. Myślę, że spodoba się każdemu kto lubi tematy apokalipsy czy zagłady ludzkości.
Książką wciągająca w szczególności na początku. Potem napięcie jakoś tak troszkę opadało. Myślę, że spodoba się każdemu kto lubi tematy apokalipsy czy zagłady ludzkości.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to