Książka opisuje umiarkowaną utopię prometejską, tzn. taką, która wierzy, że człowiek jest zdolny "poprawiać" i dowolnie przebudowywać przyrodę całych planet w sposób perfekcyjny (tak jakby ludzkość wiedziała lepiej niż natura co jest bardziej naturalne). Miłym zaskoczeniem jest to, że autor samokrytycznie dostrzega też, obok zalet, również wady takiego systemu na najwyższym szczeblu organizacyjnym.
Pomimo, że druga połowa XX wieku oraz wiek XXI pokazują, że osiągnięcie takiej utopii prometejskiej jest trudniejsze niż niektórzy sądzili, to myślę, że obecny system i tak ma jeszcze większe wady bo wlecze wraz ze sobą globalną manię (lub megalomanię) wyścigów w akumulację kapitału indywidualnego, za wszelką cenę, podlanego sosem militaryzmu. Wiara, że posiadanie lub używanie broni pozwoli zabezpieczyć pokój jest też rodzajem współczesnego utopijnego myślenia na skróty (utopia militarna), zwłaszcza gdy się wierzy przy tym w niezawodnie nadążającą wynalazczość ludzką za dynamicznie zmieniającymi się potrzebami.
Nie jestem zwolennikiem zuchwałego utopizmu prometejskiego, ale wygląda na to, że świat przedstawiony w tej opowieści jest mimo wszystko bardziej cywilizowany i racjonalny od tego co widzimy w aktualnych wiadomościach z różnych źródeł oraz na ulicach miast i wsi. Ta powieść, w kontekście aktualnych wydarzeń, dobrze też pokazuje różnicę w prędkości podejmowania decyzji między makroorganizacją demokratyczną i autorytarną, zwłaszcza na tle pół bezwładnej eskalacji konfliktu zbrojnego.
Według mnie nie jest to świat tak dobry jak ten zaproponowany w eseju: „Half-Earth Socialism: A Plan to Save the Future from Extinction, Climate Change and Pandemics” (tam natura przedstawiona jest w nieprymitywistycznym procesie postępowym jako globalny towarzysz, a nie jako materiał do poprawy lub podporządkowania). Mimo wszystko, "ludzie ery atomowej", pomimo niedoskonałości, raczej zaliczają się do postępowych rewizjonistów, czyli nie wykluczam opcji, że po pewnym czasie, z dużym prawdopodobieństwem, mogliby zmienić podejście na bardziej pronaturalne, z zachowaniem ich głównego osiągnięcia — społeczeństwa realnie bezklasowego z demokratycznym, centralnym i kompetentnym rządem planetarnym.
Książka opisuje umiarkowaną utopię prometejską, tzn. taką, która wierzy, że człowiek jest zdolny "poprawiać" i dowolnie przebudowywać przyrodę całych planet w sposób perfekcyjny (tak jakby ludzkość wiedziała lepiej niż natura co jest bardziej naturalne). Miłym zaskoczeniem jest to, że autor samokrytycznie dostrzega też, obok zalet, również wady takiego systemu na najwyższym...
Pomimo, że książka powstała w roku 1947 przedstawiona wizja świata jest bardzo ciekawa.
Spotkamy tam troszkę dziwne nazewnictwo komórek, telewizji itp, ale wiele koncepcji jest ciekawych i myślę, że współczesny pisarz s-f nie powstydził by się ich.
Pomimo, że książka powstała w roku 1947 przedstawiona wizja świata jest bardzo ciekawa.
Spotkamy tam troszkę dziwne nazewnictwo komórek, telewizji itp, ale wiele koncepcji jest ciekawych i myślę, że współczesny pisarz s-f nie powstydził by się ich.
Nie zainteresowała mnie.
Nie zainteresowała mnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka opisuje umiarkowaną utopię prometejską, tzn. taką, która wierzy, że człowiek jest zdolny "poprawiać" i dowolnie przebudowywać przyrodę całych planet w sposób perfekcyjny (tak jakby ludzkość wiedziała lepiej niż natura co jest bardziej naturalne). Miłym zaskoczeniem jest to, że autor samokrytycznie dostrzega też, obok zalet, również wady takiego systemu na najwyższym szczeblu organizacyjnym.
Pomimo, że druga połowa XX wieku oraz wiek XXI pokazują, że osiągnięcie takiej utopii prometejskiej jest trudniejsze niż niektórzy sądzili, to myślę, że obecny system i tak ma jeszcze większe wady bo wlecze wraz ze sobą globalną manię (lub megalomanię) wyścigów w akumulację kapitału indywidualnego, za wszelką cenę, podlanego sosem militaryzmu. Wiara, że posiadanie lub używanie broni pozwoli zabezpieczyć pokój jest też rodzajem współczesnego utopijnego myślenia na skróty (utopia militarna), zwłaszcza gdy się wierzy przy tym w niezawodnie nadążającą wynalazczość ludzką za dynamicznie zmieniającymi się potrzebami.
Nie jestem zwolennikiem zuchwałego utopizmu prometejskiego, ale wygląda na to, że świat przedstawiony w tej opowieści jest mimo wszystko bardziej cywilizowany i racjonalny od tego co widzimy w aktualnych wiadomościach z różnych źródeł oraz na ulicach miast i wsi. Ta powieść, w kontekście aktualnych wydarzeń, dobrze też pokazuje różnicę w prędkości podejmowania decyzji między makroorganizacją demokratyczną i autorytarną, zwłaszcza na tle pół bezwładnej eskalacji konfliktu zbrojnego.
Według mnie nie jest to świat tak dobry jak ten zaproponowany w eseju: „Half-Earth Socialism: A Plan to Save the Future from Extinction, Climate Change and Pandemics” (tam natura przedstawiona jest w nieprymitywistycznym procesie postępowym jako globalny towarzysz, a nie jako materiał do poprawy lub podporządkowania). Mimo wszystko, "ludzie ery atomowej", pomimo niedoskonałości, raczej zaliczają się do postępowych rewizjonistów, czyli nie wykluczam opcji, że po pewnym czasie, z dużym prawdopodobieństwem, mogliby zmienić podejście na bardziej pronaturalne, z zachowaniem ich głównego osiągnięcia — społeczeństwa realnie bezklasowego z demokratycznym, centralnym i kompetentnym rządem planetarnym.
Książka opisuje umiarkowaną utopię prometejską, tzn. taką, która wierzy, że człowiek jest zdolny "poprawiać" i dowolnie przebudowywać przyrodę całych planet w sposób perfekcyjny (tak jakby ludzkość wiedziała lepiej niż natura co jest bardziej naturalne). Miłym zaskoczeniem jest to, że autor samokrytycznie dostrzega też, obok zalet, również wady takiego systemu na najwyższym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzkoda, że mu przyblokowali książkę. Ten gość mógłby być Lemem! Opisy wynalazków, które dzisiaj są znane naprawdę rządzą :)
Szkoda, że mu przyblokowali książkę. Ten gość mógłby być Lemem! Opisy wynalazków, które dzisiaj są znane naprawdę rządzą :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomimo, że książka powstała w roku 1947 przedstawiona wizja świata jest bardzo ciekawa.
Spotkamy tam troszkę dziwne nazewnictwo komórek, telewizji itp, ale wiele koncepcji jest ciekawych i myślę, że współczesny pisarz s-f nie powstydził by się ich.
Pomimo, że książka powstała w roku 1947 przedstawiona wizja świata jest bardzo ciekawa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpotkamy tam troszkę dziwne nazewnictwo komórek, telewizji itp, ale wiele koncepcji jest ciekawych i myślę, że współczesny pisarz s-f nie powstydził by się ich.