Ewa to książka o potrzebie spełnienia lub niespełnienia się kobiety w roli matki. Autorka oddaje głos czterem różnym perspektywom i robi to bardzo umiejętnie, z dystansu pokazując świat kobiet, których życiowe aspiracje drastycznie się różnią.
Historia zaczyna się od wywiadu z nauczycielką, której zdanie oburza opinie publiczną. Uważa ona, że ludzie powinni przestać mieć dzieci, ponieważ doprowadzi to do kryzysu klimatycznego. Jak można się domyślić społeczeństwo reaguje bardzo agresywnie. Wywiad jest punktem wyjściowym dla czterech historii kobiet, które na różnych etapach swojego życia podejmują decyzję o zostaniu matką. Każdy z punktów widzenia wnosi inne wartości i problemy do dyskusji tak dramatycznie wywołanej przez wywiad Evy.
Książka bardzo precyzyjnie i z pewnym dystansem opowiada wszystkie historie. Pokazując gwałtowne emocje i społeczny ostracyzm, a także konsekwencje niespełnienia własnych potrzeb, kreśli wizję społecznych postaw względem bardzo delikatnego tematu. Stereotypowo rola kobiety sprowadzona do roli matki niesie ze sobą szereg konsekwencji, o których zainteresowane osoby dowiadują się gdy staną oko w oko z dylematem niepłodności, przesycenia rodzicielskimi obowiązkami, czy tak niezrozumiałej niechęci do bycia matką. Autorka prezentuje różne postawy z wrażliwością, każda z tych kobiet cierpi z różnych powodów, jednak w dużej mierze sprowadza się to do niemożliwości pogodzenia własnych potrzeb ze społeczną presją. Te cztery pozycja to także materiał do dyskusji na temat wolności wyboru, indywidualizmu i roli przynależności, której tak z wielu nas potrzebuje. Tytułowa Ewa to symbol kobiety, której różnorodność ról w społeczeństwie często zostaje zawężona do tych najbardziej stereotypowych, a ich odcieni jest tak naprawdę bardzo wiele.
Ciekawa książka, pobudzająca do wielu współcześnie istotnych refleksji.
Współpraca barterowa z Wydawnictwem Filtry
Ewa. Verena Kessler
Ewa to książka o potrzebie spełnienia lub niespełnienia się kobiety w roli matki. Autorka oddaje głos czterem różnym perspektywom i robi to bardzo umiejętnie, z dystansu pokazując świat kobiet, których życiowe aspiracje drastycznie się różnią.
Historia zaczyna się od wywiadu z nauczycielką, której zdanie oburza opinie publiczną. Uważa ona, że ludzie...
Cztery historie, cztery różne postawy wobec posiadania dzieci w czasach kryzysu klimatycznego i przeludnienia. Eva Lohaus, nauczycielka, nie chce mieć dzieci i mówi o tym w wywiadzie, który wywołuje falę nieprzyjemnych komentarzy i pogróżek. Z kolei rozmawiająca z nią dziennikarka nie może zajść w ciążę i cierpi z tego powodu. Siostra dziennikarki ma za to troje dzieci i czuje, że to ją przerasta, że straciła swoje życie. A sekretarka ze szkoły Evy niedawno pochowała swojego chorego syna. Te różne historie świetnie pokazują dylematy współczesnych kobiet. I czyta się to naprawdę dobrze.
Cztery historie, cztery różne postawy wobec posiadania dzieci w czasach kryzysu klimatycznego i przeludnienia. Eva Lohaus, nauczycielka, nie chce mieć dzieci i mówi o tym w wywiadzie, który wywołuje falę nieprzyjemnych komentarzy i pogróżek. Z kolei rozmawiająca z nią dziennikarka nie może zajść w ciążę i cierpi z tego powodu. Siostra dziennikarki ma za to troje dzieci i...
Są powieści, które przypominają dom z wieloma pokojami. Wchodzisz do jednego i słyszysz płacz niemowlęcia. W drugim ktoś w ciszy liczy dni cyklu. W trzecim kobieta wygłasza wykład o klimacie, jakby próbowała zatamować powódź słowami. W czwartym ktoś siedzi przy pustym stole i uczy się oddychać po utracie kawałka siebie. Tak skonstruowana jest powieść Vereny Kessler, jako architektura żeńskich doświadczeń, których wspólnym fundamentem jest pytanie o dziecko. Nie o „urocze maleństwo”, lecz o decyzję. O linię, która ma zostać przedłużona albo świadomie przerwana.Tytułowa Eva, która odważa się powiedzieć, że w obliczu katastrofy klimatycznej najbardziej radykalnym gestem troski może być rezygnacja z potomstwa, staje się figurą zerwania. Jej myśl to nóż przyłożony do pnia genealogicznego drzewa. Jeśli przestaniemy rodzić, mówi, planeta może odetchnąć. Jeśli linia się urwie, może świat przetrwa.W jednym z najmocniejszych fragmentów pojawia się wizja: miliony lat przodków prowadzących do jednego punktu końcowego. Jakby historia, zatoczywszy krąg, wróciła do pierwszej kobiety (tej biblijnej i tej współczesnej) – i zapytała: czy chcesz być ostatnia?Ta metafora jest kluczowa. W powieści wszystko jest linią: rodowód, cykl menstruacyjny, kalendarz dni płodnych, wykresy emisji CO₂, dziecięce wzrosty zaznaczane na framudze drzwi. Linie można przedłużać. Można je też bezpowrotnie przeciąć. Sina jest jak drżąca kreska na sejsmografie. Jej głos jest niespokojny, rwany, pełen wykrzykników niewypowiedzianych na głos. Pragnie być mamą, a może chce przynależności do świata, w którym kobiecość mierzy się rosnącym brzuchem. Wokół niej inne kobiety unoszą się jak planety z własnymi satelitami: wózki, pieluchy, pachnące mlekiem niemowlęta. Sina stoi między nimi jak ktoś, kto zgubił mapę.Jej ciało staje się laboratorium: badania, hormony, terminy. Ciało jako pole bitwy między naturą trudnym oczekiwaniem na cud narodzin. Jej narracja brzmi jak próba uporządkowania chaosu, jakby opowiadając, chciała narysować prostą linię tam, gdzie wcześniej była tylko plątanina. Mona, siostra, mówi w czasie teraźniejszym. Jej „teraz” jest ciężkie jak torba z zakupami i dziećmi na ręku. Macierzyństwo nie jest tu ani aureolą, ani przekleństwem. Jest gęstą materią codzienności. W jej partiach tekstu latorośle są jak przypływ: czasem kojący, czasem zalewający wszystko wokół. Mona doświadcza ambiwalencji, której nie da się wpisać w slogan. Czy kocha swoje dzieci? Tak. Czy czasem żałuje? Też tak. Nie inaczej wiele z nas...Jej relacja z Siną przypomina dwa brzegi tej samej rzeki – bliskie, lecz rozdzielone wodą wyborów. Każda patrzy na drugą z mieszaniną zazdrości i ulgi. A potem jest kobieta bez imienia. Jeśli inne bohaterki stoją przed pytaniem : „czy?”, ona stoi po pytaniu : „dlaczego?”. Jej obecność jest jak wyrwa w tekście. Nie ma imienia tj. język nie potrafił objąć jej permanentnego bólu. Strata w tej powieści jest czarną dziurą, wokół której orbitują wszystkie inne decyzje. Autorka buduje tę historię jak mozaikę głosów. Zmiany perspektywy – pierwsza osoba, trzecia osoba; przeszłość, teraźniejszość, są czymś więcej niż techniką. To gra odległości. Narracja pierwszoosobowa przybliża nas do pulsującego wnętrza postaci; trzecioosobowa oddala, jakbyśmy oglądali bohaterkę przez szybę akwarium. Można czytać tę powieść jak mapę napięć między bliskością a dystansem, między ciałem a ideą. W tle nieustannie powraca motyw rozwiązań. Jakby świat był zadaniem matematycznym do odhaczenia: ile dzieci wolno nam mieć, by nie zniszczyć planety? Ile cierpienia jest „opłacalne”? Czy istnieje wzór na szczęście? Powieść podsuwa inną możliwość: może życie nie jest równaniem, lecz labiryntem. Może pytanie o dziecko nie ma jednego wyjścia, lecz wiele ślepych korytarzy. Może rozwiązanie nie polega na znalezieniu odpowiedzi, lecz na nauczeniu się żyć z jej brakiem. Mężczyźni w tej historii są jak postacie z tła, dlatego, że nie noszą w ciele konsekwencji decyzji. Ich lekkość kontrastuje z ciężarem, jaki dźwigają od wieków kobiety. To kolejna linia podziału: odpowiedzialność biologiczna i społeczna, która nie rozkłada się symetrycznie. Nie ma tu zdań, które błyszczą jak cytaty z porcelanowych kubków. Zamiast tego jest konsekwentna, spokojna narracja, która pozwala wybrzmieć metaforom bez nachalności.Pod koniec można odczuć lekki niedosyt. Niektóre wątki rozeszły się zbyt szybko, jakby brakowało jeszcze jednego spojrzenia w głąb. Ale może to również gest znaczący: ziemska droga rzadko daje nam satysfakcjonujące domknięcia. Najważniejsze jest to, że autorka nie moralizuje, zaprasza do dialogu. Zamiast tego kreśli cztery kobiety stojące na różnych odcinkach tej samej drogi. Jedna chce przedłużyć linię za wszelką cenę. Druga ją kwestionuje. Trzecia już nią idzie i wciąż się potyka.Czwarta patrzy na jej nagłe urwanie.Bo może ostatecznie nie chodzi o to, czy linia będzie trwać.Może chodzi o to, by wiedzieć, że to my trzymamy w ręku ołówek.
Są powieści, które przypominają dom z wieloma pokojami. Wchodzisz do jednego i słyszysz płacz niemowlęcia. W drugim ktoś w ciszy liczy dni cyklu. W trzecim kobieta wygłasza wykład o klimacie, jakby próbowała zatamować powódź słowami. W czwartym ktoś siedzi przy pustym stole i uczy się oddychać po utracie kawałka siebie. Tak skonstruowana jest powieść Vereny Kessler, jako...
Ewa. Verena Kessler
Ewa to książka o potrzebie spełnienia lub niespełnienia się kobiety w roli matki. Autorka oddaje głos czterem różnym perspektywom i robi to bardzo umiejętnie, z dystansu pokazując świat kobiet, których życiowe aspiracje drastycznie się różnią.
Historia zaczyna się od wywiadu z nauczycielką, której zdanie oburza opinie publiczną. Uważa ona, że ludzie powinni przestać mieć dzieci, ponieważ doprowadzi to do kryzysu klimatycznego. Jak można się domyślić społeczeństwo reaguje bardzo agresywnie. Wywiad jest punktem wyjściowym dla czterech historii kobiet, które na różnych etapach swojego życia podejmują decyzję o zostaniu matką. Każdy z punktów widzenia wnosi inne wartości i problemy do dyskusji tak dramatycznie wywołanej przez wywiad Evy.
Książka bardzo precyzyjnie i z pewnym dystansem opowiada wszystkie historie. Pokazując gwałtowne emocje i społeczny ostracyzm, a także konsekwencje niespełnienia własnych potrzeb, kreśli wizję społecznych postaw względem bardzo delikatnego tematu. Stereotypowo rola kobiety sprowadzona do roli matki niesie ze sobą szereg konsekwencji, o których zainteresowane osoby dowiadują się gdy staną oko w oko z dylematem niepłodności, przesycenia rodzicielskimi obowiązkami, czy tak niezrozumiałej niechęci do bycia matką. Autorka prezentuje różne postawy z wrażliwością, każda z tych kobiet cierpi z różnych powodów, jednak w dużej mierze sprowadza się to do niemożliwości pogodzenia własnych potrzeb ze społeczną presją. Te cztery pozycja to także materiał do dyskusji na temat wolności wyboru, indywidualizmu i roli przynależności, której tak z wielu nas potrzebuje. Tytułowa Ewa to symbol kobiety, której różnorodność ról w społeczeństwie często zostaje zawężona do tych najbardziej stereotypowych, a ich odcieni jest tak naprawdę bardzo wiele.
Ciekawa książka, pobudzająca do wielu współcześnie istotnych refleksji.
Współpraca barterowa z Wydawnictwem Filtry
Ewa. Verena Kessler
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEwa to książka o potrzebie spełnienia lub niespełnienia się kobiety w roli matki. Autorka oddaje głos czterem różnym perspektywom i robi to bardzo umiejętnie, z dystansu pokazując świat kobiet, których życiowe aspiracje drastycznie się różnią.
Historia zaczyna się od wywiadu z nauczycielką, której zdanie oburza opinie publiczną. Uważa ona, że ludzie...
Cztery historie, cztery różne postawy wobec posiadania dzieci w czasach kryzysu klimatycznego i przeludnienia. Eva Lohaus, nauczycielka, nie chce mieć dzieci i mówi o tym w wywiadzie, który wywołuje falę nieprzyjemnych komentarzy i pogróżek. Z kolei rozmawiająca z nią dziennikarka nie może zajść w ciążę i cierpi z tego powodu. Siostra dziennikarki ma za to troje dzieci i czuje, że to ją przerasta, że straciła swoje życie. A sekretarka ze szkoły Evy niedawno pochowała swojego chorego syna. Te różne historie świetnie pokazują dylematy współczesnych kobiet. I czyta się to naprawdę dobrze.
Cztery historie, cztery różne postawy wobec posiadania dzieci w czasach kryzysu klimatycznego i przeludnienia. Eva Lohaus, nauczycielka, nie chce mieć dzieci i mówi o tym w wywiadzie, który wywołuje falę nieprzyjemnych komentarzy i pogróżek. Z kolei rozmawiająca z nią dziennikarka nie może zajść w ciążę i cierpi z tego powodu. Siostra dziennikarki ma za to troje dzieci i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSą powieści, które przypominają dom z wieloma pokojami. Wchodzisz do jednego i słyszysz płacz niemowlęcia. W drugim ktoś w ciszy liczy dni cyklu. W trzecim kobieta wygłasza wykład o klimacie, jakby próbowała zatamować powódź słowami. W czwartym ktoś siedzi przy pustym stole i uczy się oddychać po utracie kawałka siebie. Tak skonstruowana jest powieść Vereny Kessler, jako architektura żeńskich doświadczeń, których wspólnym fundamentem jest pytanie o dziecko. Nie o „urocze maleństwo”, lecz o decyzję. O linię, która ma zostać przedłużona albo świadomie przerwana.Tytułowa Eva, która odważa się powiedzieć, że w obliczu katastrofy klimatycznej najbardziej radykalnym gestem troski może być rezygnacja z potomstwa, staje się figurą zerwania. Jej myśl to nóż przyłożony do pnia genealogicznego drzewa. Jeśli przestaniemy rodzić, mówi, planeta może odetchnąć. Jeśli linia się urwie, może świat przetrwa.W jednym z najmocniejszych fragmentów pojawia się wizja: miliony lat przodków prowadzących do jednego punktu końcowego. Jakby historia, zatoczywszy krąg, wróciła do pierwszej kobiety (tej biblijnej i tej współczesnej) – i zapytała: czy chcesz być ostatnia?Ta metafora jest kluczowa. W powieści wszystko jest linią: rodowód, cykl menstruacyjny, kalendarz dni płodnych, wykresy emisji CO₂, dziecięce wzrosty zaznaczane na framudze drzwi. Linie można przedłużać. Można je też bezpowrotnie przeciąć. Sina jest jak drżąca kreska na sejsmografie. Jej głos jest niespokojny, rwany, pełen wykrzykników niewypowiedzianych na głos. Pragnie być mamą, a może chce przynależności do świata, w którym kobiecość mierzy się rosnącym brzuchem. Wokół niej inne kobiety unoszą się jak planety z własnymi satelitami: wózki, pieluchy, pachnące mlekiem niemowlęta. Sina stoi między nimi jak ktoś, kto zgubił mapę.Jej ciało staje się laboratorium: badania, hormony, terminy. Ciało jako pole bitwy między naturą trudnym oczekiwaniem na cud narodzin. Jej narracja brzmi jak próba uporządkowania chaosu, jakby opowiadając, chciała narysować prostą linię tam, gdzie wcześniej była tylko plątanina. Mona, siostra, mówi w czasie teraźniejszym. Jej „teraz” jest ciężkie jak torba z zakupami i dziećmi na ręku. Macierzyństwo nie jest tu ani aureolą, ani przekleństwem. Jest gęstą materią codzienności. W jej partiach tekstu latorośle są jak przypływ: czasem kojący, czasem zalewający wszystko wokół. Mona doświadcza ambiwalencji, której nie da się wpisać w slogan. Czy kocha swoje dzieci? Tak. Czy czasem żałuje? Też tak. Nie inaczej wiele z nas...Jej relacja z Siną przypomina dwa brzegi tej samej rzeki – bliskie, lecz rozdzielone wodą wyborów. Każda patrzy na drugą z mieszaniną zazdrości i ulgi. A potem jest kobieta bez imienia. Jeśli inne bohaterki stoją przed pytaniem : „czy?”, ona stoi po pytaniu : „dlaczego?”. Jej obecność jest jak wyrwa w tekście. Nie ma imienia tj. język nie potrafił objąć jej permanentnego bólu. Strata w tej powieści jest czarną dziurą, wokół której orbitują wszystkie inne decyzje. Autorka buduje tę historię jak mozaikę głosów. Zmiany perspektywy – pierwsza osoba, trzecia osoba; przeszłość, teraźniejszość, są czymś więcej niż techniką. To gra odległości. Narracja pierwszoosobowa przybliża nas do pulsującego wnętrza postaci; trzecioosobowa oddala, jakbyśmy oglądali bohaterkę przez szybę akwarium. Można czytać tę powieść jak mapę napięć między bliskością a dystansem, między ciałem a ideą. W tle nieustannie powraca motyw rozwiązań. Jakby świat był zadaniem matematycznym do odhaczenia: ile dzieci wolno nam mieć, by nie zniszczyć planety? Ile cierpienia jest „opłacalne”? Czy istnieje wzór na szczęście? Powieść podsuwa inną możliwość: może życie nie jest równaniem, lecz labiryntem. Może pytanie o dziecko nie ma jednego wyjścia, lecz wiele ślepych korytarzy. Może rozwiązanie nie polega na znalezieniu odpowiedzi, lecz na nauczeniu się żyć z jej brakiem. Mężczyźni w tej historii są jak postacie z tła, dlatego, że nie noszą w ciele konsekwencji decyzji. Ich lekkość kontrastuje z ciężarem, jaki dźwigają od wieków kobiety. To kolejna linia podziału: odpowiedzialność biologiczna i społeczna, która nie rozkłada się symetrycznie. Nie ma tu zdań, które błyszczą jak cytaty z porcelanowych kubków. Zamiast tego jest konsekwentna, spokojna narracja, która pozwala wybrzmieć metaforom bez nachalności.Pod koniec można odczuć lekki niedosyt. Niektóre wątki rozeszły się zbyt szybko, jakby brakowało jeszcze jednego spojrzenia w głąb. Ale może to również gest znaczący: ziemska droga rzadko daje nam satysfakcjonujące domknięcia. Najważniejsze jest to, że autorka nie moralizuje, zaprasza do dialogu. Zamiast tego kreśli cztery kobiety stojące na różnych odcinkach tej samej drogi. Jedna chce przedłużyć linię za wszelką cenę. Druga ją kwestionuje. Trzecia już nią idzie i wciąż się potyka.Czwarta patrzy na jej nagłe urwanie.Bo może ostatecznie nie chodzi o to, czy linia będzie trwać.Może chodzi o to, by wiedzieć, że to my trzymamy w ręku ołówek.
Są powieści, które przypominają dom z wieloma pokojami. Wchodzisz do jednego i słyszysz płacz niemowlęcia. W drugim ktoś w ciszy liczy dni cyklu. W trzecim kobieta wygłasza wykład o klimacie, jakby próbowała zatamować powódź słowami. W czwartym ktoś siedzi przy pustym stole i uczy się oddychać po utracie kawałka siebie. Tak skonstruowana jest powieść Vereny Kessler, jako...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to