„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”.
„Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć.
Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię.
Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy.
W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie.
Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje.
Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy.
Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo.
Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania?
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”.
„Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia,...
Treść świetna, jednak momentami ciężko jest zrozumieć sens zdań z uwagi na szyk, interpunkcję i dobór słownictwa, mam wrażenie, że to kwestia przekładu, który gdzieniegdzie nie dojechał.
Treść świetna, jednak momentami ciężko jest zrozumieć sens zdań z uwagi na szyk, interpunkcję i dobór słownictwa, mam wrażenie, że to kwestia przekładu, który gdzieniegdzie nie dojechał.
Jedyna wada tej pozycji to nieco chaotyczne prowadzenie argumentacji. Nie jest to suche studium porównawcze, ale przesycony przykładami wywód o monomicie- uniwersalnej narracji- ważnej i dla psychologa i religioznawcy i scenopisarza.
To jak się do monomitu ustosunkujemy to inna sprawa ale ilość zebranych tutaj przykładów i ich połączenie jest niebywałe.
A odpowiadając na część komentarzy- oczywiście że wyczuwalne u Campbella są inspiracje Freudem i Jungiem, nie ze wszystkim trzeba się zgadzać, sam do niektórych rzeczy podchodzę sceptycznie, ale to co robi Campbell to 'prowadzenie narracji o uniwersalnej narracji', jeśli kogoś sprawa interesuje z hermetycznej i sterylnej perspektywy naukowej to niech takie pozycje czyta, ale z jakiegoś powodu to nazwisko Campbella jest w kontekście religioznawstwa najbardziej znane.
Jedyna wada tej pozycji to nieco chaotyczne prowadzenie argumentacji. Nie jest to suche studium porównawcze, ale przesycony przykładami wywód o monomicie- uniwersalnej narracji- ważnej i dla psychologa i religioznawcy i scenopisarza.
To jak się do monomitu ustosunkujemy to inna sprawa ale ilość zebranych tutaj przykładów i ich połączenie jest niebywałe.
"Bohater o tysiącu twarzy" to klasyczne dzieło, które ma obnażać fikcyjność mitów i religii, a w miejsce tego wstawić refleksję nad społeczeństwem oraz sensem istnienia człowieka. Z tego powodu miałam dość wysokie oczekiwania, gdy sięgałam po książkę Josepha Campbell. Niestety, jak to zwykle przy pokładaniu w czymś zbyt dużych nadziei, lekko się zawiodłam.
Przede wszystkim "Bohater o tysiącu twarzy" to publikacja o czymś zupełnie innym niż jest to przedstawiane. Nazwałbym tą książkę prędzej zaginionym podręcznikiem z religioznawstwa niż poważnym stadium religijności. Nie twierdzę, że przytoczenie wielu historyjek z odległych zakątków świata nie ma żadnej wartości. Przeciwnie - to bardzo potrzebne uzupełnienie braków wiedzowych, które spowodowało omawianie wyłącznie chrześcijaństwa w polskiej szkole. Jednaże szukanie tutaj ciekawszych wniosków, czy dowodów na cokolwiek, jest z góry skazane na porażkę.
Niestety dzieło zestarzało się źle również pod innymi względami. Pisarz bardzo mocno wierzył we wszystkie teorie Freuda, które dziś są dość mocno podważane. Z tego powodu część wniosków, zwłaszcza tych poświęconych analizom sennym, to po prostu wróżenie z fusów. Coś zupełnie nie dopuszczalnego w takich publikacjach.
Z plusów, to całkiem przyjemnie się czyta, jak na literackie opracowanie. Dzięki przytoczeniu wielu mitów, baśni i historyjek, "Bohater o tysiącu twarzy" staje się pięknym zbiorem najbardziej interesujących opowieści z całego świata. Takim do poczytania na dobranoc.
Ogółem "Bohater o tysiącu twarzy" można sobie przeczytać w celach rozrywkowych, czy nawet jako uzupełnienie wiedzy na temat religii, jednakże z pewnością nie w celach naukowych.
"Bohater o tysiącu twarzy" to klasyczne dzieło, które ma obnażać fikcyjność mitów i religii, a w miejsce tego wstawić refleksję nad społeczeństwem oraz sensem istnienia człowieka. Z tego powodu miałam dość wysokie oczekiwania, gdy sięgałam po książkę Josepha Campbell. Niestety, jak to zwykle przy pokładaniu w czymś zbyt dużych nadziei, lekko się zawiodłam.
Książka ta jest trudna, ale wybitnie napisana. Dostarcza wielu przemyśleń o naturze człowieka i świata. Czuję, że nie wyniosłem z niej wszytskiego, co miałem.
Póki co odkładam ją na półkę, ale zdecydowanie kiedyś do niej wrócę, gdy będę starszy, z innym poglśdem na świat. Spróbuję do niej kiedyś wrócić, zbierając z niej jeszcze większe doświadczenie - a może wręcz przeciwnie, zupełnie inne, niż tym razem?
Książka ta jest trudna, ale wybitnie napisana. Dostarcza wielu przemyśleń o naturze człowieka i świata. Czuję, że nie wyniosłem z niej wszytskiego, co miałem.
Póki co odkładam ją na półkę, ale zdecydowanie kiedyś do niej wrócę, gdy będę starszy, z innym poglśdem na świat. Spróbuję do niej kiedyś wrócić, zbierając z niej jeszcze większe doświadczenie - a może wręcz...
Męczyłam się z tą książką co najmniej rok. Czy było warto? Chyba tak.
Bardzo ciężko się ją czyta pod kątem językowym, ponieważ pomiędzy filozoficznymi, górnolotnymi zdaniami na 4 wersy, wplecione są również teksty źródłowe, a potem nagle akapit wyjaśniejący rzeczy bezpośrednio. Trudno "popłynąć" z tekstem, że tak to ujmę.
Z drugiej strony wymusza to większe skupienie, a idee przedstawione w książce chociaż może są proste, to niekoniecznie łatwe do zrozumienia.
Z pewnością nie jest to słownik symboli, ani nawet do końca analiza porównawcza mitów, a bardziej manifest filozoficzny o psychicznej potrzebie i celu poznania głębi własnej psychiki i doświadczeń transcendentalnych.
Męczyłam się z tą książką co najmniej rok. Czy było warto? Chyba tak.
Bardzo ciężko się ją czyta pod kątem językowym, ponieważ pomiędzy filozoficznymi, górnolotnymi zdaniami na 4 wersy, wplecione są również teksty źródłowe, a potem nagle akapit wyjaśniejący rzeczy bezpośrednio. Trudno "popłynąć" z tekstem, że tak to ujmę.
Z drugiej strony wymusza to większe skupienie, a...
Do książki Josepha Campbella nawiązuje wiele dzieł popkultury i nic w tym dziwnego, gdyż "Bohater o tysiącu twarzy" jest praktyczny poradnikiem tworzenia mitycznej opowieści i kompedium motywów uniwersalnych dla ludzkości.
Książkę polecam szczególnie wszelkim opowiadaczom: pisarzom, reżyserom, mistrzom gier fabularnych i gawędziarzom, gdyż zawiera wspólne dla różnych narracji elementy powołania, wyprawy i powrotu bohatera umieszczonych w szerszym, kosmicznym kontekście stwarzania, umierania i odradzania się świata.
Wielu twórców inspirowało się zawartymi w niej tezami, część próbowała prowadzić narrację swoich opowieści w kontrze do opisanych motywów mitologicznych, ale percepcja tej książki stale rezonuje w kulturze globalizującego się świata.
Do książki Josepha Campbella nawiązuje wiele dzieł popkultury i nic w tym dziwnego, gdyż "Bohater o tysiącu twarzy" jest praktyczny poradnikiem tworzenia mitycznej opowieści i kompedium motywów uniwersalnych dla ludzkości.
Książkę polecam szczególnie wszelkim opowiadaczom: pisarzom, reżyserom, mistrzom gier fabularnych i gawędziarzom, gdyż zawiera wspólne dla różnych...
Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że książka pt. Bohater o tysiącu twarzy jest o filozofii, a nie jest. Owszem, są to rozważania, ale na temat psychologii i roli mitu w budowie cywilizacji i społeczeństw. I przyznaję, zafascynowały mnie, bo nigdy wcześniej w ten sposób o mitach nie myślałam.
Campbell rozkłada na części pierwsze wszelkie mitologie oraz historie religijne i pokazuje schematy, na podstawie których są one zbudowane. Okazuje się, że wszystkie są w pewien sposób podobne i pomimo pewnych różnic, więcej w nich zgodności. Autor przekonuje, że te podobieństwa tworzą monomit, czyli (upraszczając) jedną historię w wielu wersjach, różniących się tylko pewnymi szczegółami, które nie wnoszą kategorycznych zmian dla ich znaczenia.
🦸♀️ Bohater o tysiącu twarzy
Autor tłumaczy symbolikę różnych wydarzeń i postaci jako elementów, dzięki którym jesteśmy w stanie lepiej rozumieć sami siebie i otaczający nas świat. Bohater o tysiącu twarzy to w pewien sposób książka zarówno o mitologii, jak i psychologii i storytellingu – na meta poziomie wyjaśnia, z jakich elementów powstaje opowieść. Żeby to zobrazować przytacza obszerny wybór cytatów m.in. z mitologii, Biblii i innych świętych ksiąg religijnych.
Campbell zestawia różne postaci m.in. Jezusa, Mahometa czy Buddę, i tłumaczy ogólny wzór, co sprawia, że faktycznie podobieństwa są wyraźne. Różnice zaś, jak autor twierdzi, są potrzebne, ponieważ lepiej dopasowują opowieść do różnych części świata. Nie ma jednej historii, która będzie pasowała wszystkim, bo ludzie sa różni także dzięki temu, gdzie mieszkają.
🦸♀️ Odrobina wysiłku
Książka dzieli się na dwie części. W pierwszej jest omówienie wypraw bohaterów i o ile ona jest dość przystępna, to druga, o cyklu kosmogonicznym, już nieco mniej. Trzeba włożyć więcej wysiłku w zrozumienie przesłania autora, ale nie wiem właściwie dlaczego odniosłam takie wrażenie. Może to tylko kwestia bardziej abstrakcyjnego tematu i obszerniejszych przykładów, które podaje Campbell, przez co trudniej złapać kontekst całości.
Ale warto trochę się postarać dla wszystkich smaczków. W jednym miejscu autor przytacza mitologię indyjską, która może pomóc odpowiedzieć na pytanie, co było pierwsze: jajko czy kura – wg świętych tekstów indyjskich świat na początku był niebytem, który przeobraził się w jajko.
🦸♀️ Funkcja mitów kiedyś i teraz
Choć autor przytacza wielu badaczy mitów i ich interpretacje ich funkcji, to sam przekonuje, że najważniejszą rolą mitów było ukazanie człowiekowi szerszej perspektywy jego własnego życia jako jednostki w całym społeczeństwie. Mity miały za zadanie przekonać człowieka, “że ma oparcie w innych”. Niestety wraz z rozwojem technologicznym pierwotna funkcja mitów się wypaliła. Świat zmienił się tak mocno, że ta formuła zwyczajnie przestała działać.
W epilogu znajdziemy świetne podsumowanie znaczenia mitologii obecnie. Campbell przekonuje, że niektóre z przekazywanych wzorców stały się nie tylko nieaktualne, ale też szkodliwe i że teraz to nie społeczeństwo powinno prowadzić bohatera, a odwrotnie, ale pamiętając przy tym, że wszystko jest jednym i każdy ma wszystko. Brzmi enigmatycznie, wiem. Żeby to dokładniej zrozumieć, najlepiej sięgnąć po książkę.
Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że książka pt. Bohater o tysiącu twarzy jest o filozofii, a nie jest. Owszem, są to rozważania, ale na temat psychologii i roli mitu w budowie cywilizacji i społeczeństw. I przyznaję, zafascynowały mnie, bo nigdy wcześniej w ten sposób o mitach nie myślałam.
Campbell rozkłada na części pierwsze wszelkie mitologie oraz historie religijne i...
Czytałam o tej książce wielokrotnie, nie tylko w tekstach z dziedziny socjologii, mitologii czy religioznastwa, ale przede wszystkim w poradnikach jak opowiadać historii, opowiadać o sobie, w tekstach o content marketingu i ogólnie marketingu. Dziesiątki autorów inspirują się dziełem Campbella, tworząc własne teorie i sposoby na opowiadanie ciekawych historii. No i wiadomo, że najfajniejsze części Gwiezdnych Wojen (cz. 4, 5, 6) powstały właśnie w oparciu o tę książkę i po konsultacjach z Campbellem. Postanowiłam zatem sięgnąć do źródła.
Na początek disclaimer: to nie jest tekst “do poduszki”. Według mnie czytelnik najwięcej skorzysta z głębi myśli Campbella przy podwójnym espresso. Rano, z czystą i chłonną głową. To nie jest też książka, przez którą trzeba się spieszyć. Warto pomedytować nad każdym rozdziałem i zastanowić się nad możliwym praktycznym zastosowaniem treści. Niemniej jednak jest to książka, którą warto przeczytać.
Nie tylko pokazuje szkielet pisania wszystkich filmów fabularnych, ale stanowi wgląd w wewnętrzną przestzeń nas samych. Ostatecznie to my jesteśmy głównym bohaterem naszego życia i warto pomyśleć o sobie właśnie w ten sposób. Może nasze “porażki” to jedynie “przygody”? Zachęcam do zabawy w przedstawienie siebie jako bohatera 🙂.
Mój ulubiony cytat:
„Główną funkcją mitologii i obrzędów było zawsze dostarczanie symboli, która uskrzydlają ducha, w przeciwieństwie do innych stałych ludzkich wyobrażeń, które ściągają go na dół. Prawdę mówiąc, nie jest wykluczone, że bardzo wiele przypadków nerwic w naszych czasach bierze się stąd, że jesteśmy pozbawieni takiej skutecznej pomocy duchowej. Nie zostaliśmy wyzwoleni od obrazów z okresu dzieciństwa, a przez to czujemy niechęć do przejścia niezbędnych dla wieku dorosłego przeobrażeń.” s. 15.
Czytałam o tej książce wielokrotnie, nie tylko w tekstach z dziedziny socjologii, mitologii czy religioznastwa, ale przede wszystkim w poradnikach jak opowiadać historii, opowiadać o sobie, w tekstach o content marketingu i ogólnie marketingu. Dziesiątki autorów inspirują się dziełem Campbella, tworząc własne teorie i sposoby na opowiadanie ciekawych historii. No i wiadomo,...
Książka wydaje się gruba i ciężka z początku, ale potem można się wciągnąć i nie wiesz kiedy skończysz, ja tak miałem. Ciekawe doświadczenia z przecięcia regilii i mitu.
Książka wydaje się gruba i ciężka z początku, ale potem można się wciągnąć i nie wiesz kiedy skończysz, ja tak miałem. Ciekawe doświadczenia z przecięcia regilii i mitu.
Książka nie dla każdego - świadczą o tym opinie typu: "nudna".
Powstała w czasach(1949!), gdy ludzie potrafili wyczerpać temat, nie było internetu, a po wszelkie informacje trzeba było przekopywać się przez miliony bibliotek.
Opowieść o każdym z nas - osobno, o nas - ludziach - ogólnie, o naszych wewnętrznych ukrytych potrzebach, o religii.
Autor najpierw zaopatruje nas w znajomość etapów, które są wspólne dla każdego opowiadania, mitu, niezależnie od okresu powstawania, wyznawanych religii i cywilizacji. (W tym tkwi geniusz autora, widzi linie, gdzie wszyscy dookoła widzą tylko kropki)
Tymi etapami są: odsunięcie się od świata, dotarcie do źródła mocy i krzepiący życie powrót w chwale. Oczywiście w książce jest to dobitniej opisane i opatrzone dziesiątkami przykładów mitów z różnych stron świata i całym bogactwem zdjęć.
Tak jak nie można interpretować postępowań Hebrajczyków z Biblii wobec innych ludów, bo trzeba mieć znajomość ówczesnych zwyczajów i ówczesnej "normalności", tak niewybaczalnym jest oceniać to arcydzieło w kontekście dzisiejszego pióra.
Pozwolę sobie na prezentację krótkiego fragmentu, które unaocznia, jak bardzo jest to szerokie dzieło:
"ideę, zgodnie z którą przekroczenie magicznego progu jest przejściem do sfery odrodzenia, symbolizuje znany na całym świecie obraz brzucha wieloryba, który kojarzy się z łonem. Bohater zamiast pokonać siłę stojącą na straży progu albo zyskać jej przychylność, zostaje połknięty i wessany przez nieznane, co sprawia wrażenie, że zginął. (...) wśród Zulusów krąży opowieść o dwojgu dzieci i ich matce połkniętych przez słonia. (...) irlandzki heros, został połknięty przez potwora o nieokreślonym kształcie (...) czerwony kapturek, połknięty przez wilka (...) a wszyscy greccy bogowie, z wyjątkiem Zeusa zostali połknięci przez ojca Kronosa.(...)
Zamiast wydostać się na zewnątrz bohater przenika do wewnątrz po to, by narodzić się na nowo. (...) wnętrze świątyni, brzuch wieloryba, niebiańska dziedzina są jednym i tym samym. Dlatego właśnie wejść i dróg do świątyń strzegą ogromne chimery i smoki."
Tego typu analizy omawiają szczegółowo wszystkie alegorie mitów.
Książka nie dla każdego - świadczą o tym opinie typu: "nudna".
Powstała w czasach(1949!), gdy ludzie potrafili wyczerpać temat, nie było internetu, a po wszelkie informacje trzeba było przekopywać się przez miliony bibliotek.
Opowieść o każdym z nas - osobno, o nas - ludziach - ogólnie, o naszych wewnętrznych ukrytych potrzebach, o religii.
Autor najpierw zaopatruje nas w...
To jest jedna z niewielu książek, do których mam ochotę wrócić i przeczytać je ponownie. I to już teraz, zaraz. Zwyczajnie powtórzyć lekturę od deski, do deski; zrozumieć ją lepiej i zapamiętać. Żałuję że w przeciwieństwie do „Traktatu o historii religii” Mircei Eliadego, nie robiłem odręcznych notatek, które pozwoliłyby mi znów, choćby po trosze, zagłębić się w tej niezwykle frapującej syntezie światowego mitu. Książka jest i była fenomenem na skalę światową, niemniej jednak Campbellowi wytknięto też niemało różnego rodzaju błędów. Moje zdaniem? Pal licho błędy! – ogólne wrażenie jest bowiem przytłaczające, a tezy autora, co widać po współczesnych reinterpretacjach, jak najbardziej aktualne. Czytając „Bohatera…” niejednokrotnie przeżywałem duchowe „WOW” i prędko chwyciłem za ołówek byleby tylko zaznaczać co bardziej soczyste kawałki. Patrzcie chociażby na ten fragment, dotyczący drogi bohatera i tego, dokąd ona finalnie prowadzi:
"Problem bohatera zdążającego na spotkanie z ojcem polega na otwarciu duszy poza granice przerażenia na tyle szeroko, by dojrzał on do zrozumienia, że porażające, szalone tragedie tego ogromnego i bezwzględnego wszechświata są całkowicie usprawiedliwione wobec majestatu Bytu. Bohater przekracza życie z jego osobliwą zaćmą, uniemożliwiającą dostrzeżenie tego, co najistotniejsze, i na chwile wznosi się tak wysoko, że może przelotnie ujrzeć źródło wszystkiego. Widzi twarz ojca, rozumie – i obaj są pogodzeni”
(J. Campbell, Bohater o tysiącu twarzy, str. 124)
Takie i tym podobne cytaty gęsto zaludniają karty dzieła amerykańskiego antropologa, a po przeczytaniu każdego z nich zamierałem na chwilę, starając się dojść do ładu z tym, co właśnie przeczytałem… po czym myślałem dalej i niemal organicznie czułem, jak w moim mózgu tworzą się kolejne połączenia między neuronami, oddalając mnie odrobinę od szarego widma choroby Alzheimera. Mógłbym na łamach tej recenzji wstawić jeszcze kilkadziesiąt takich inspirujących cytatów, ale po cóż mam odbierać kolejnym czytelnikom frajdę z odkopywania ich na własną rękę. Jedyne co mogę zrobić w tym momencie to poradzić – zaopatrzcie się w ołówek!
Prywatnie nadałem książce Campbella zaszczytny tytuł strażnika mojej szafki nocnej, gdzie razem z „Traktatem o historii religii” Mircei Eliadego, będzie czuwał nad moim spokojnym snem (i wiem że zawsze tam będzie w przypadku gdybym obudził się z nagłym pragnieniem… wiedzy).
To jest jedna z niewielu książek, do których mam ochotę wrócić i przeczytać je ponownie. I to już teraz, zaraz. Zwyczajnie powtórzyć lekturę od deski, do deski; zrozumieć ją lepiej i zapamiętać. Żałuję że w przeciwieństwie do „Traktatu o historii religii” Mircei Eliadego, nie robiłem odręcznych notatek, które pozwoliłyby mi znów, choćby po trosze, zagłębić się w tej...
Zachęcony poleceniem tej książki sięgnąłem po nią. Generalnie merytorycznie uważam ją za bardzo solidną, wymagającą skupienia książkę przedstawiającą losy bohaterów z mitów, legend, opowieści (rządzące się podobnymi schematami). Niemniej nastawiłem się na nieco inną narrację, nieco inne jej poprowadzenie.
Książka do przyswojenia na drugi raz.
Zachęcony poleceniem tej książki sięgnąłem po nią. Generalnie merytorycznie uważam ją za bardzo solidną, wymagającą skupienia książkę przedstawiającą losy bohaterów z mitów, legend, opowieści (rządzące się podobnymi schematami). Niemniej nastawiłem się na nieco inną narrację, nieco inne jej poprowadzenie.
Sięgnąłem do książki Pana Campbella zaintrygowany serią wykładów dr Jordana B. Petersona pod tytułem "The Psychological Significance of the Biblical Stories". Muszę przyznać, że momentami czytało mi się ją ciężko. Mnóstwo przypisów i dużo cytowanej treści. Choć bogata bibliografia to niewątpliwie zaleta tej pozycji, nie mogę powiedzieć, że "zaczytywałem się" Bohaterem o tysiącu twarzy. Raczej potraktowałem "go" jak obowiązkową lekturę.
Niemniej jednak, książkę oceniam jako dobrą. To niezwykłe, że mitologie i tradycje tak różnych od siebie cywilizacji i kultur, w warstwie symbolicznej są do siebie tak podobne, a sama koncepcja "wędrówki bohatera" jest bardzo interesująca. Na pewno sięgnę jeszcze po tytuł o podobnej tematyce, gdyż czuję lekki niedosyt.
Sięgnąłem do książki Pana Campbella zaintrygowany serią wykładów dr Jordana B. Petersona pod tytułem "The Psychological Significance of the Biblical Stories". Muszę przyznać, że momentami czytało mi się ją ciężko. Mnóstwo przypisów i dużo cytowanej treści. Choć bogata bibliografia to niewątpliwie zaleta tej pozycji, nie mogę powiedzieć, że "zaczytywałem się" Bohaterem...
Wspaniała książka. Prawdziwa uczta. Klasyczna pozycja dotycząca mitów, z ogromną ilością przykładów z mitologii i baśni kultur całego świata – jednak ta ilość nie jest męcząca a fascynująca. Arcyciekawe, pouczające, dobrze napisane. Ach, żeby tak czytać tylko takie wspaniałości! Święty Graal w kategorii książek popularnonaukowych.
Wspaniała książka. Prawdziwa uczta. Klasyczna pozycja dotycząca mitów, z ogromną ilością przykładów z mitologii i baśni kultur całego świata – jednak ta ilość nie jest męcząca a fascynująca. Arcyciekawe, pouczające, dobrze napisane. Ach, żeby tak czytać tylko takie wspaniałości! Święty Graal w kategorii książek popularnonaukowych.
Joseph Campbell wywarł wielki wpływ na tradycyjne sposoby rozumienia mitologii oraz zjawiska obecności mitu we współczesnych naukach społecznych. W książce "Bohater o tysiącu twarzy" analizuje mity i historie przekazywane od zamierzchłych czasów z pokolenia na pokolenie, pokazując jednocześnie, że sama droga człowieka przez życie jest jednakowa bez względu na kulturę czy czasy w jakich człowiek - bohater żył czy nadal żyje. Lektura ta sprawia, że możemy poczuć, że świat jest wielką opowieścią, a nasze życie wędrówką. Fragment, który mi się podoba:
"Różnice płci, wieku i zawodu nie są zasadniczymi cechami naszej natury, lecz jedynie kostiumami, które nosimy przez pewien czas, występując na scenie świata (...) Uważamy się za Amerykanów, dzieci dwudziestego wieku, ludzi Zachodu, chrześcijan. Jesteśmy cnotliwi albo grzeszni. Jednak takie określenia nie mówią nic o tym, co to znaczy być człowiekiem, wskazują one jedynie na przypadkowe okoliczności, takie jak miejsce geograficzne, data urodzenia czy dochód. Co jest naszą istotą? Jaka jest podstawowa natura naszego istnienia?" Rzućmy te pytania w przestrzeń, zobaczmy jak zdarzenia się potoczą...
Joseph Campbell wywarł wielki wpływ na tradycyjne sposoby rozumienia mitologii oraz zjawiska obecności mitu we współczesnych naukach społecznych. W książce "Bohater o tysiącu twarzy" analizuje mity i historie przekazywane od zamierzchłych czasów z pokolenia na pokolenie, pokazując jednocześnie, że sama droga człowieka przez życie jest jednakowa bez względu na kulturę czy...
Joseph Campbell stawia śmiałą tezę, że wszystkie, absolutnie wszystkie mity tego świata mają zawsze tę samą konstrukcję. Edyp, Tezeusz, Eneasz, Budda, bogowie i bohaterowie Zulusów, Indian Nawaho i wielu, wielu innych nacji i kultur - ich losy opierają się na ponadnarodowym monomicie, który wpisany jest w ludzkie DNA. Autor prowadzi czytelnika przez kolejne etapy cyklu, obrazując je przykładami z tych mniej i bardziej znanych mitologii.
Lektura "Bohatera o Tysiącu Twarzy" to fascynująca podróż przez ludzkie wierzenia i psychikę. Co prawda liczne nawiązania do Freuda i Junga mogą męczyć. Nie ze wszystkimi tezami można się zgadzać. Campbell schodzi też czasem na manowce. Nie ułatwia to wyprawy przez meandry mitów. Droga do odkrycia monomitu jest mozolna, ale zdecydowanie warta odbycia dla erudycji i ogromnej wiedzy autora. Przede wszystkim jednak dla poznania i zastanowienia się nad podobieństwami między wszelkimi ludzkimi kultami.
Polecam. Absolutny must-read dla wszystkich wielbicieli mitologii i literatury fantasy. Losy homerowego Odyseusza czy martinowskiej Daenerys nabierają zupełnie innego oblicza.
Wszystkie drogi prowadzą do monomitu.
Joseph Campbell stawia śmiałą tezę, że wszystkie, absolutnie wszystkie mity tego świata mają zawsze tę samą konstrukcję. Edyp, Tezeusz, Eneasz, Budda, bogowie i bohaterowie Zulusów, Indian Nawaho i wielu, wielu innych nacji i kultur - ich losy opierają się na ponadnarodowym monomicie, który wpisany jest w ludzkie DNA. Autor prowadzi...
Nie jestem w stanie wyrazić, jak wielkim szacunkiem darzę Josepha Campbella. Ta książka to pozycja obowiązkowa dla każdego. Nie tylko do jakichś prac naukowych, nie tylko dla ludzi, którzy interesują się religią i mitologiami. Ta książka poszerza horyzonty już od pierwszych stron. Po jej przeczytaniu zyskuje się zupełnie nową perspektywę na ludzkość, psychologię i wartość religii.
Polecam z całego serca. Nie daję kompletu gwiazdek, bo gdzieś podskórnie czuję, że można by tę teorię rozbudować czy odrobinkę zmienić (jak np. zrobił to Vogler)
Nie jestem w stanie wyrazić, jak wielkim szacunkiem darzę Josepha Campbella. Ta książka to pozycja obowiązkowa dla każdego. Nie tylko do jakichś prac naukowych, nie tylko dla ludzi, którzy interesują się religią i mitologiami. Ta książka poszerza horyzonty już od pierwszych stron. Po jej przeczytaniu zyskuje się zupełnie nową perspektywę na ludzkość, psychologię i wartość...
Okładka reklamowała tę książkę słowami: "Campbell [...] porównuje opowieść o wyprawie i przemianach bohatera zawarte w mitach pochodzących ze wszystkich zakątków świata i wykazuje, że jest to stale ten sam, archetypowy bohater". Nie wiem, czy Zysk i S-ka zarabia dzięki pisaniu bzdur na okładkach. W rzeczywistości autor (o czym informuje sam w przedmowie) skupia się na podobieństwach, zupełnie świadomie pomijając różnice, a chyba trudno o lepszy przykład petitio principii niż udowodnienie, że mity są podobne, gdy się celowo pominie wszelkie między nimi różnice. Po drugie wielką wadą jest wiara w psychoanalizę, Campbell "wykazuje" opierając się na tym, co już "Freud wykazał", serwując zamiast analizy mitów własny mit (choć rozprawa z freudyzmem w zasadzie trwa do dziś, wciąż niejeden psychoterapeuta powołuje się na bajki sprzed wieku). Cokolwiek pasuje do tezy - potwierdza ją. Cokolwiek nie pasuje - jest pewnie jakąś patologią i wypaczeniem, a gdzieś w głębi na pewno tezę potwierdza, tylko tego nie widać. Rozumując w tym radośnie psychoanalitycznym stylu można zabrnąć w błąd dowolnie daleko, nie ma bowiem żadnych oznak, żadnych kryteriów pomyłki. Szczęśliwie Campbell z możliwości różnych podejść do mitologii zdaje sobie sprawę ("Różne jej oceny określane są punktem widzenia oceniających, ponieważ kiedy ocenia się nie w kategoriach tego, czym jest, ale jaką pełni funkcję, jak służyła ludzkości w przeszłości i jak może jej służyć dzisiaj, okazuje się, że ulega ona, jak samo życie, obsesjom i potrzebom jednostki, narodu i epoki.") i jest to wielka zaleta tej książki. Otrzymujemy nie tylko informację, jaką funkcję pełni mit, ale ściślejszą - jaką pełni mit z pewnego punktu widzenia, bez pretensji do objawiania jedynej prawdy. Z zastrzeżeniem, że czytać należy uważnie i krytycznie, "Bohater..." jest książką wartościową. Niemałe znaczenie ma bogactwo przywołanych mitów i legend oraz barwny, żywy styl. Czasem autora nagrodzimy zasłużonym facepalmem:
"[...] nasze świadome wyobrażenia o tym, czym powinno być życie, rzadko przystają do tego, czym ono rzeczywiście jest. Na ogół nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że zżera nas czy też naszych przyjaciół ta śmierdząca, drapieżna chuć, która jest istotą natury komórki organicznej."
jednakże trafimy też na fragmenty całkiem zasadne:
"Tam, gdzie poezję mitu zaczyna się interpretować jako biografię, historię lub naukę, zabija się ją. Żywe obrazy stają się jedynie faktami z odległej przeszłości albo odległego nieba. Co więcej, nigdy nie jest trudno wykazać, że jako nauka i historia mitologia jest absurdalna."
Ten fragment warto pamiętać czytając, wtedy jest dobrze.
Okładka reklamowała tę książkę słowami: "Campbell [...] porównuje opowieść o wyprawie i przemianach bohatera zawarte w mitach pochodzących ze wszystkich zakątków świata i wykazuje, że jest to stale ten sam, archetypowy bohater". Nie wiem, czy Zysk i S-ka zarabia dzięki pisaniu bzdur na okładkach. W rzeczywistości autor (o czym informuje sam w przedmowie) skupia się na...
Lektura tej monumentalnej, mitoznawczo-religioznawczej pracy stanowi nie tylko niezwykłą podróż intelektualną, ale też swoiste przeżycie duchowe. Campbell z najprzeróżniejszych wyznań, wierzeń i legend całego świata destyluje archetypy które nimi rządzą, najbardziej fundamentalne schematy, wzorce i narracje, udowadniając przy tym, że homo sapiens ma wyobraźnię i aparat pojęciowy podobne dla każdego przedstawiciela naszego gatunku, niezależnie od miejsca urodzenia, płci, rasy, wieku czy innych naturalnych i kulturowych cech - to wspaniała intelektualna wędrówka przez cały glob, różne kultury i różne światy jakie się na naszą planetę składają. Co za tym idzie, "Bohater o tysiącu twarzy" udowadnia również, że wszystkie ludzkie wierzenia i mity posiadają wspólne korzenie i zasadzone są na podobnych fundamentach - stąd pierwiastek przeżycia duchowego, myśl o tym, że w istocie stanowimy jedność. "Bohatera" czyta się dość ciężko bowiem z każdej strony bije do nas mnóstwo informacji, które potrafią przytłoczyć, warto jednak podjąć to wyzwanie. Niemniej wnioski i obserwacje Campbella są błyskotliwe i niezmiernie interesujące, stąd mój brak wątpliwości co do tego, iż można zaliczyć "Bohatera o tysiącu twarzy" do klasycznego kanonu światowej literatury kulturoznawczej.
Lektura tej monumentalnej, mitoznawczo-religioznawczej pracy stanowi nie tylko niezwykłą podróż intelektualną, ale też swoiste przeżycie duchowe. Campbell z najprzeróżniejszych wyznań, wierzeń i legend całego świata destyluje archetypy które nimi rządzą, najbardziej fundamentalne schematy, wzorce i narracje, udowadniając przy tym, że homo sapiens ma wyobraźnię i aparat...
Przeczytałam Bohatera z dwóch podstawowych powodów. Jeden nazywa się George Lucas, i wielokrotnie wypowiadał się o tym, że ostateczny kształt świata Gwiezdnych wojen, wyklarował mu się dopiero po lekturze Campbella, drugi to, sięgający do schematu podróży bohaterskiej w wielu utworach, John Barth.
Joseph Campbell stara się udowodnić, że u podstawy wszelkich mitów, legend, przypowieści leżą te same struktury, wpisane w człowieka, w jego podświadomość. Niezależnie od czasu i miejsca, zawsze rzutują one na sposób w jaki człowiek opowiada sobie świat. A jako, że wszelka duchowość jest poszukiwaniem podstawowej siły, zasady świata, nic dziwnego, że istnieje też niezwykła paralelność światowych mitologii i religii. Tak rozumiany mit wobec jednostki odgrywa rolę przewodnika i mentora. Właściwie zrozumiany może poprowadzić nas w labiryncie życia. Campbell: Problemem teologa jest utrzymanie przezroczystości symbolu, tak, aby nie przesłaniał on światła, które ma przekazać. "Albowiem wtedy tylko poznajemy naprawdę Boga - pisze św. Tomasz z Akwinu - kiedy wierzymy, że jest on ponad wszystko, co człowiek może o Nim pomyśleć" W Upniszadzie Kena ujęte to zostało w tym samym duchu: " Znać znaczy nie znać; nie znać znaczy znać." Błędne traktowanie nośnika znaczenia jako jego znaczenia może prowadzić nie tylko do rozlewu bezwartościowego atramentu, ale także do rozlewu cennej krwi." Przy całej mojej niechęci do " Bohatera" muszę przyznać, że to bardzo udany akapit.
Skoro więc opowieści powstają z naszej podświadomości, odpowiadając na niezmienną potrzebę poszukiwania zasady świata, wszystkie są do siebie podobne. Są monomitem. Opowieścią o wędrówce i przeobrażeniu Bohatera. Wędrówkę tę Campbell dzieli na trzy główne fazy i 17 etapów: 1.Odejście: wezwanie do wyprawy, sprzeciwienie się wezwaniu, pomoc sił nadprzyrodzonych, przekroczenie pierwszego progu, brzuch wieloryba; 2. Inicjacja: droga prób, spotkanie z boginią, kobieta jako kusicielka, pojednanie z ojcem, apoteoza, ostateczna nagroda; 3. Powrót: odmowa powrotu, magiczna ucieczka, pomoc z zewnątrz, przejście przez ostatni próg, mistrz dwóch światów, wolność życia. Oczywiście jest to schemat ogólny, większość opowieści o Bohaterze, pomija niektóre etapy, są i takie które koncentrują się tylko na jednej fazie.
I mimo tak fascynującego tematu czytałam "Bohatera" z prawdziwą nieprzyjemnością. Ogromnie przeszkadzało mi kilka rzeczy. Wywód Campbella jest chaotyczny, swobodne przeskakiwanie między mitami z pewnością świadczy o erudycji, ale czytelnik, który ma uwierzyć w rzetelność badacza, musi mieć do tego podstawy, Campbell jedną tezę popiera dwoma mitami, inną dziesięcioma, nie zważając na ich chronologię, ani rozmieszczenie geograficzne, całkowicie pozbawiając je kontekstu etnograficznego, wyciągając z worka tylko to, co pasuje mu do teorii. Czasem cytuje źródła (ale nigdy oryginały, jedynie opracowania i tłumaczenia), czasem innych, niekoniecznie rzetelnych, badaczy. W ten sposób da się udowodnić właściwie wszystko.
Pisze językiem ciężkim, zapętlonym w powtórzeniach, niepotrzebnie górnolotnym. Najprzyjemniej czyta się w tej książce cytaty z innych, najlepszym fragmentem oryginalnego wywodu jest rysunek koła monomitu (Podróży Bohatera). Daleko przekroczyła moją zdolność znoszenia nudy bez skargi, ilość zacytowanych snów pacjentów psychoanalityków.
Zbyt często w książce Campbella bohater znaczy mężczyzna (na początku, lekko zszokowana takim podejściem, podkreślałam co wyrazistsze fragmenty, po kilkunastu znudziło mi się). Gdyby jeszcze Campbell zauważał co pisze, że wyklucza z mitu, który wg niego jest ogólnoludzki (monomit bądź co bądź) połowę ludzkości, tymczasem to ograniczenie mu umyka, pisze tę książkę dla męskiego klubu, bez gospodyń domowych. Jakby tego było mało łącząc tak ściśle monomit z psychoanalizą wytwarza wrażenie jakby kobieca podświadomość była zupełnie oddzielnym tworem, jakiegoś innego mózgu, którym się w tej książce nie zajmujemy. Gdzież nam, kobietom i dziewczynom, do rojeń o wędrówce, pokonaniu samego siebie, transcendencji. I w moim odczuciu wcale nie tłumaczy Campbella czas wydania książki - 1949 rok . "Chryzantema i miecz" Ruth Benedict, jest trzy lata wcześniejsza, a to do dziś znakomita lektura, klasyczna dla antropologii, wolna od naukowych nonsensów. Ruth Benedict zmarła w 1949 roku nie miała okazji swojej książki poprawiać, Campbell takich poprawek na "Bohaterze" dokonywał, największych w 1968 roku.
Campbell często nie przeprowadza nawet porównań między mitami jeśli ich bohaterowie nie są tej samej płci, dla niego nie ma paraleli między Kronosem pożerającym swoje dzieci i Kali pożerającą swoje dzieci, gdy u postaci mitycznej płci trudno się doszukać, nasz niestrudzony badacz ją znajduje, wszak musi, bo mężczyzna i kobieta zawsze symbolizują co innego. Podkreślanie wyjątkowości kobiecej wędrówki (przypomnijmy że etapem tej wędrówki jest mistyczne małżeństwo z boginią (nie bogiem), albo uwolnienie ukochanej (nie ukochanego)) jest też dyskusyjne. Wędrowała Inanna, Isztar, Izyda, można by się spierać kto jest bardziej archetypowym podróżującym bohaterem Jazon czy Medea, wędrowała nawet Helena - w wielu wersjach mitu spotyka się po wojnie trojańskiej z Menelaosem dopiero w Egipcie; nie wspominając już o baśniach, gdzie jest naprawdę dużo dziewczynek poszukujących ukrytej w symbolach tożsamości.
Celnie choć prześmiewczo streścił campbellowski schemat monomitu Kurt Vonnegut: "Bohater ma problemy, bohater rozwiązuje problemy."
Książka Campbella nie jest książką naukową. Gdyby takiej nie udawała, gdyby była przedstawiana tylko jako to, czym jest: wyraz fascynacji autora mitologiami świata, podobieństwami w nich zawartymi, schematami, których łatwo się dopatrzeć/stworzyć i które sami tworząc opowieści powielamy (choć ze względu na hollywoodzką recepcję dzieła Campbella być może uczestniczymy w samonapędzającym się mechanizmie), czytałoby się ją dużo lepiej.
Żeby dopełnić obowiązku recenzenckiego: wydanie Nomosu jest fatalne! Papier ledwie odrobinę odbiega jakością od taniego papieru toaletowego, sposób podpisania ilustracji jest kuriozalny, brakuje solidnej redakcji naukowej. Dla mnie to ostrzeżenie przed wydawnictwem.
Całość na statekglupcow.wordpress.com
Przeczytałam Bohatera z dwóch podstawowych powodów. Jeden nazywa się George Lucas, i wielokrotnie wypowiadał się o tym, że ostateczny kształt świata Gwiezdnych wojen, wyklarował mu się dopiero po lekturze Campbella, drugi to, sięgający do schematu podróży bohaterskiej w wielu utworach, John Barth.
Joseph Campbell stara się udowodnić, że u podstawy wszelkich mitów, legend,...
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”.
„Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć.
Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię.
Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy.
W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie.
Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje.
Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy.
Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo.
Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania?
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia,...
Treść świetna, jednak momentami ciężko jest zrozumieć sens zdań z uwagi na szyk, interpunkcję i dobór słownictwa, mam wrażenie, że to kwestia przekładu, który gdzieniegdzie nie dojechał.
Treść świetna, jednak momentami ciężko jest zrozumieć sens zdań z uwagi na szyk, interpunkcję i dobór słownictwa, mam wrażenie, że to kwestia przekładu, który gdzieniegdzie nie dojechał.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUważam, że znajomość tej książki to must have dla każdego poszukującego spełnienia człowieka.
Uważam, że znajomość tej książki to must have dla każdego poszukującego spełnienia człowieka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedyna wada tej pozycji to nieco chaotyczne prowadzenie argumentacji. Nie jest to suche studium porównawcze, ale przesycony przykładami wywód o monomicie- uniwersalnej narracji- ważnej i dla psychologa i religioznawcy i scenopisarza.
To jak się do monomitu ustosunkujemy to inna sprawa ale ilość zebranych tutaj przykładów i ich połączenie jest niebywałe.
A odpowiadając na część komentarzy- oczywiście że wyczuwalne u Campbella są inspiracje Freudem i Jungiem, nie ze wszystkim trzeba się zgadzać, sam do niektórych rzeczy podchodzę sceptycznie, ale to co robi Campbell to 'prowadzenie narracji o uniwersalnej narracji', jeśli kogoś sprawa interesuje z hermetycznej i sterylnej perspektywy naukowej to niech takie pozycje czyta, ale z jakiegoś powodu to nazwisko Campbella jest w kontekście religioznawstwa najbardziej znane.
Jedyna wada tej pozycji to nieco chaotyczne prowadzenie argumentacji. Nie jest to suche studium porównawcze, ale przesycony przykładami wywód o monomicie- uniwersalnej narracji- ważnej i dla psychologa i religioznawcy i scenopisarza.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jak się do monomitu ustosunkujemy to inna sprawa ale ilość zebranych tutaj przykładów i ich połączenie jest niebywałe.
A odpowiadając na...
"Bohater o tysiącu twarzy" to klasyczne dzieło, które ma obnażać fikcyjność mitów i religii, a w miejsce tego wstawić refleksję nad społeczeństwem oraz sensem istnienia człowieka. Z tego powodu miałam dość wysokie oczekiwania, gdy sięgałam po książkę Josepha Campbell. Niestety, jak to zwykle przy pokładaniu w czymś zbyt dużych nadziei, lekko się zawiodłam.
Przede wszystkim "Bohater o tysiącu twarzy" to publikacja o czymś zupełnie innym niż jest to przedstawiane. Nazwałbym tą książkę prędzej zaginionym podręcznikiem z religioznawstwa niż poważnym stadium religijności. Nie twierdzę, że przytoczenie wielu historyjek z odległych zakątków świata nie ma żadnej wartości. Przeciwnie - to bardzo potrzebne uzupełnienie braków wiedzowych, które spowodowało omawianie wyłącznie chrześcijaństwa w polskiej szkole. Jednaże szukanie tutaj ciekawszych wniosków, czy dowodów na cokolwiek, jest z góry skazane na porażkę.
Niestety dzieło zestarzało się źle również pod innymi względami. Pisarz bardzo mocno wierzył we wszystkie teorie Freuda, które dziś są dość mocno podważane. Z tego powodu część wniosków, zwłaszcza tych poświęconych analizom sennym, to po prostu wróżenie z fusów. Coś zupełnie nie dopuszczalnego w takich publikacjach.
Z plusów, to całkiem przyjemnie się czyta, jak na literackie opracowanie. Dzięki przytoczeniu wielu mitów, baśni i historyjek, "Bohater o tysiącu twarzy" staje się pięknym zbiorem najbardziej interesujących opowieści z całego świata. Takim do poczytania na dobranoc.
Ogółem "Bohater o tysiącu twarzy" można sobie przeczytać w celach rozrywkowych, czy nawet jako uzupełnienie wiedzy na temat religii, jednakże z pewnością nie w celach naukowych.
"Bohater o tysiącu twarzy" to klasyczne dzieło, które ma obnażać fikcyjność mitów i religii, a w miejsce tego wstawić refleksję nad społeczeństwem oraz sensem istnienia człowieka. Z tego powodu miałam dość wysokie oczekiwania, gdy sięgałam po książkę Josepha Campbell. Niestety, jak to zwykle przy pokładaniu w czymś zbyt dużych nadziei, lekko się zawiodłam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzede...
Książka ta jest trudna, ale wybitnie napisana. Dostarcza wielu przemyśleń o naturze człowieka i świata. Czuję, że nie wyniosłem z niej wszytskiego, co miałem.
Póki co odkładam ją na półkę, ale zdecydowanie kiedyś do niej wrócę, gdy będę starszy, z innym poglśdem na świat. Spróbuję do niej kiedyś wrócić, zbierając z niej jeszcze większe doświadczenie - a może wręcz przeciwnie, zupełnie inne, niż tym razem?
Książka ta jest trudna, ale wybitnie napisana. Dostarcza wielu przemyśleń o naturze człowieka i świata. Czuję, że nie wyniosłem z niej wszytskiego, co miałem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPóki co odkładam ją na półkę, ale zdecydowanie kiedyś do niej wrócę, gdy będę starszy, z innym poglśdem na świat. Spróbuję do niej kiedyś wrócić, zbierając z niej jeszcze większe doświadczenie - a może wręcz...
Męczyłam się z tą książką co najmniej rok. Czy było warto? Chyba tak.
Bardzo ciężko się ją czyta pod kątem językowym, ponieważ pomiędzy filozoficznymi, górnolotnymi zdaniami na 4 wersy, wplecione są również teksty źródłowe, a potem nagle akapit wyjaśniejący rzeczy bezpośrednio. Trudno "popłynąć" z tekstem, że tak to ujmę.
Z drugiej strony wymusza to większe skupienie, a idee przedstawione w książce chociaż może są proste, to niekoniecznie łatwe do zrozumienia.
Z pewnością nie jest to słownik symboli, ani nawet do końca analiza porównawcza mitów, a bardziej manifest filozoficzny o psychicznej potrzebie i celu poznania głębi własnej psychiki i doświadczeń transcendentalnych.
Męczyłam się z tą książką co najmniej rok. Czy było warto? Chyba tak.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciężko się ją czyta pod kątem językowym, ponieważ pomiędzy filozoficznymi, górnolotnymi zdaniami na 4 wersy, wplecione są również teksty źródłowe, a potem nagle akapit wyjaśniejący rzeczy bezpośrednio. Trudno "popłynąć" z tekstem, że tak to ujmę.
Z drugiej strony wymusza to większe skupienie, a...
Do książki Josepha Campbella nawiązuje wiele dzieł popkultury i nic w tym dziwnego, gdyż "Bohater o tysiącu twarzy" jest praktyczny poradnikiem tworzenia mitycznej opowieści i kompedium motywów uniwersalnych dla ludzkości.
Książkę polecam szczególnie wszelkim opowiadaczom: pisarzom, reżyserom, mistrzom gier fabularnych i gawędziarzom, gdyż zawiera wspólne dla różnych narracji elementy powołania, wyprawy i powrotu bohatera umieszczonych w szerszym, kosmicznym kontekście stwarzania, umierania i odradzania się świata.
Wielu twórców inspirowało się zawartymi w niej tezami, część próbowała prowadzić narrację swoich opowieści w kontrze do opisanych motywów mitologicznych, ale percepcja tej książki stale rezonuje w kulturze globalizującego się świata.
Do książki Josepha Campbella nawiązuje wiele dzieł popkultury i nic w tym dziwnego, gdyż "Bohater o tysiącu twarzy" jest praktyczny poradnikiem tworzenia mitycznej opowieści i kompedium motywów uniwersalnych dla ludzkości.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążkę polecam szczególnie wszelkim opowiadaczom: pisarzom, reżyserom, mistrzom gier fabularnych i gawędziarzom, gdyż zawiera wspólne dla różnych...
Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że książka pt. Bohater o tysiącu twarzy jest o filozofii, a nie jest. Owszem, są to rozważania, ale na temat psychologii i roli mitu w budowie cywilizacji i społeczeństw. I przyznaję, zafascynowały mnie, bo nigdy wcześniej w ten sposób o mitach nie myślałam.
Campbell rozkłada na części pierwsze wszelkie mitologie oraz historie religijne i pokazuje schematy, na podstawie których są one zbudowane. Okazuje się, że wszystkie są w pewien sposób podobne i pomimo pewnych różnic, więcej w nich zgodności. Autor przekonuje, że te podobieństwa tworzą monomit, czyli (upraszczając) jedną historię w wielu wersjach, różniących się tylko pewnymi szczegółami, które nie wnoszą kategorycznych zmian dla ich znaczenia.
🦸♀️ Bohater o tysiącu twarzy
Autor tłumaczy symbolikę różnych wydarzeń i postaci jako elementów, dzięki którym jesteśmy w stanie lepiej rozumieć sami siebie i otaczający nas świat. Bohater o tysiącu twarzy to w pewien sposób książka zarówno o mitologii, jak i psychologii i storytellingu – na meta poziomie wyjaśnia, z jakich elementów powstaje opowieść. Żeby to zobrazować przytacza obszerny wybór cytatów m.in. z mitologii, Biblii i innych świętych ksiąg religijnych.
Campbell zestawia różne postaci m.in. Jezusa, Mahometa czy Buddę, i tłumaczy ogólny wzór, co sprawia, że faktycznie podobieństwa są wyraźne. Różnice zaś, jak autor twierdzi, są potrzebne, ponieważ lepiej dopasowują opowieść do różnych części świata. Nie ma jednej historii, która będzie pasowała wszystkim, bo ludzie sa różni także dzięki temu, gdzie mieszkają.
🦸♀️ Odrobina wysiłku
Książka dzieli się na dwie części. W pierwszej jest omówienie wypraw bohaterów i o ile ona jest dość przystępna, to druga, o cyklu kosmogonicznym, już nieco mniej. Trzeba włożyć więcej wysiłku w zrozumienie przesłania autora, ale nie wiem właściwie dlaczego odniosłam takie wrażenie. Może to tylko kwestia bardziej abstrakcyjnego tematu i obszerniejszych przykładów, które podaje Campbell, przez co trudniej złapać kontekst całości.
Ale warto trochę się postarać dla wszystkich smaczków. W jednym miejscu autor przytacza mitologię indyjską, która może pomóc odpowiedzieć na pytanie, co było pierwsze: jajko czy kura – wg świętych tekstów indyjskich świat na początku był niebytem, który przeobraził się w jajko.
🦸♀️ Funkcja mitów kiedyś i teraz
Choć autor przytacza wielu badaczy mitów i ich interpretacje ich funkcji, to sam przekonuje, że najważniejszą rolą mitów było ukazanie człowiekowi szerszej perspektywy jego własnego życia jako jednostki w całym społeczeństwie. Mity miały za zadanie przekonać człowieka, “że ma oparcie w innych”. Niestety wraz z rozwojem technologicznym pierwotna funkcja mitów się wypaliła. Świat zmienił się tak mocno, że ta formuła zwyczajnie przestała działać.
W epilogu znajdziemy świetne podsumowanie znaczenia mitologii obecnie. Campbell przekonuje, że niektóre z przekazywanych wzorców stały się nie tylko nieaktualne, ale też szkodliwe i że teraz to nie społeczeństwo powinno prowadzić bohatera, a odwrotnie, ale pamiętając przy tym, że wszystko jest jednym i każdy ma wszystko. Brzmi enigmatycznie, wiem. Żeby to dokładniej zrozumieć, najlepiej sięgnąć po książkę.
Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że książka pt. Bohater o tysiącu twarzy jest o filozofii, a nie jest. Owszem, są to rozważania, ale na temat psychologii i roli mitu w budowie cywilizacji i społeczeństw. I przyznaję, zafascynowały mnie, bo nigdy wcześniej w ten sposób o mitach nie myślałam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCampbell rozkłada na części pierwsze wszelkie mitologie oraz historie religijne i...
Czytałam o tej książce wielokrotnie, nie tylko w tekstach z dziedziny socjologii, mitologii czy religioznastwa, ale przede wszystkim w poradnikach jak opowiadać historii, opowiadać o sobie, w tekstach o content marketingu i ogólnie marketingu. Dziesiątki autorów inspirują się dziełem Campbella, tworząc własne teorie i sposoby na opowiadanie ciekawych historii. No i wiadomo, że najfajniejsze części Gwiezdnych Wojen (cz. 4, 5, 6) powstały właśnie w oparciu o tę książkę i po konsultacjach z Campbellem. Postanowiłam zatem sięgnąć do źródła.
Na początek disclaimer: to nie jest tekst “do poduszki”. Według mnie czytelnik najwięcej skorzysta z głębi myśli Campbella przy podwójnym espresso. Rano, z czystą i chłonną głową. To nie jest też książka, przez którą trzeba się spieszyć. Warto pomedytować nad każdym rozdziałem i zastanowić się nad możliwym praktycznym zastosowaniem treści. Niemniej jednak jest to książka, którą warto przeczytać.
Nie tylko pokazuje szkielet pisania wszystkich filmów fabularnych, ale stanowi wgląd w wewnętrzną przestzeń nas samych. Ostatecznie to my jesteśmy głównym bohaterem naszego życia i warto pomyśleć o sobie właśnie w ten sposób. Może nasze “porażki” to jedynie “przygody”? Zachęcam do zabawy w przedstawienie siebie jako bohatera 🙂.
Mój ulubiony cytat:
„Główną funkcją mitologii i obrzędów było zawsze dostarczanie symboli, która uskrzydlają ducha, w przeciwieństwie do innych stałych ludzkich wyobrażeń, które ściągają go na dół. Prawdę mówiąc, nie jest wykluczone, że bardzo wiele przypadków nerwic w naszych czasach bierze się stąd, że jesteśmy pozbawieni takiej skutecznej pomocy duchowej. Nie zostaliśmy wyzwoleni od obrazów z okresu dzieciństwa, a przez to czujemy niechęć do przejścia niezbędnych dla wieku dorosłego przeobrażeń.” s. 15.
Czytałam o tej książce wielokrotnie, nie tylko w tekstach z dziedziny socjologii, mitologii czy religioznastwa, ale przede wszystkim w poradnikach jak opowiadać historii, opowiadać o sobie, w tekstach o content marketingu i ogólnie marketingu. Dziesiątki autorów inspirują się dziełem Campbella, tworząc własne teorie i sposoby na opowiadanie ciekawych historii. No i wiadomo,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka wydaje się gruba i ciężka z początku, ale potem można się wciągnąć i nie wiesz kiedy skończysz, ja tak miałem. Ciekawe doświadczenia z przecięcia regilii i mitu.
Książka wydaje się gruba i ciężka z początku, ale potem można się wciągnąć i nie wiesz kiedy skończysz, ja tak miałem. Ciekawe doświadczenia z przecięcia regilii i mitu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toElegancka książka w duchu Junga i antropologii.
Elegancka książka w duchu Junga i antropologii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka zapewne wartościową, ale nie dałam rady jej strawić. Choć bardzo się starałam... :(
Książka zapewne wartościową, ale nie dałam rady jej strawić. Choć bardzo się starałam... :(
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka nie dla każdego - świadczą o tym opinie typu: "nudna".
Powstała w czasach(1949!), gdy ludzie potrafili wyczerpać temat, nie było internetu, a po wszelkie informacje trzeba było przekopywać się przez miliony bibliotek.
Opowieść o każdym z nas - osobno, o nas - ludziach - ogólnie, o naszych wewnętrznych ukrytych potrzebach, o religii.
Autor najpierw zaopatruje nas w znajomość etapów, które są wspólne dla każdego opowiadania, mitu, niezależnie od okresu powstawania, wyznawanych religii i cywilizacji. (W tym tkwi geniusz autora, widzi linie, gdzie wszyscy dookoła widzą tylko kropki)
Tymi etapami są: odsunięcie się od świata, dotarcie do źródła mocy i krzepiący życie powrót w chwale. Oczywiście w książce jest to dobitniej opisane i opatrzone dziesiątkami przykładów mitów z różnych stron świata i całym bogactwem zdjęć.
Tak jak nie można interpretować postępowań Hebrajczyków z Biblii wobec innych ludów, bo trzeba mieć znajomość ówczesnych zwyczajów i ówczesnej "normalności", tak niewybaczalnym jest oceniać to arcydzieło w kontekście dzisiejszego pióra.
Pozwolę sobie na prezentację krótkiego fragmentu, które unaocznia, jak bardzo jest to szerokie dzieło:
"ideę, zgodnie z którą przekroczenie magicznego progu jest przejściem do sfery odrodzenia, symbolizuje znany na całym świecie obraz brzucha wieloryba, który kojarzy się z łonem. Bohater zamiast pokonać siłę stojącą na straży progu albo zyskać jej przychylność, zostaje połknięty i wessany przez nieznane, co sprawia wrażenie, że zginął. (...) wśród Zulusów krąży opowieść o dwojgu dzieci i ich matce połkniętych przez słonia. (...) irlandzki heros, został połknięty przez potwora o nieokreślonym kształcie (...) czerwony kapturek, połknięty przez wilka (...) a wszyscy greccy bogowie, z wyjątkiem Zeusa zostali połknięci przez ojca Kronosa.(...)
Zamiast wydostać się na zewnątrz bohater przenika do wewnątrz po to, by narodzić się na nowo. (...) wnętrze świątyni, brzuch wieloryba, niebiańska dziedzina są jednym i tym samym. Dlatego właśnie wejść i dróg do świątyń strzegą ogromne chimery i smoki."
Tego typu analizy omawiają szczegółowo wszystkie alegorie mitów.
Książka nie dla każdego - świadczą o tym opinie typu: "nudna".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowstała w czasach(1949!), gdy ludzie potrafili wyczerpać temat, nie było internetu, a po wszelkie informacje trzeba było przekopywać się przez miliony bibliotek.
Opowieść o każdym z nas - osobno, o nas - ludziach - ogólnie, o naszych wewnętrznych ukrytych potrzebach, o religii.
Autor najpierw zaopatruje nas w...
To jest jedna z niewielu książek, do których mam ochotę wrócić i przeczytać je ponownie. I to już teraz, zaraz. Zwyczajnie powtórzyć lekturę od deski, do deski; zrozumieć ją lepiej i zapamiętać. Żałuję że w przeciwieństwie do „Traktatu o historii religii” Mircei Eliadego, nie robiłem odręcznych notatek, które pozwoliłyby mi znów, choćby po trosze, zagłębić się w tej niezwykle frapującej syntezie światowego mitu. Książka jest i była fenomenem na skalę światową, niemniej jednak Campbellowi wytknięto też niemało różnego rodzaju błędów. Moje zdaniem? Pal licho błędy! – ogólne wrażenie jest bowiem przytłaczające, a tezy autora, co widać po współczesnych reinterpretacjach, jak najbardziej aktualne. Czytając „Bohatera…” niejednokrotnie przeżywałem duchowe „WOW” i prędko chwyciłem za ołówek byleby tylko zaznaczać co bardziej soczyste kawałki. Patrzcie chociażby na ten fragment, dotyczący drogi bohatera i tego, dokąd ona finalnie prowadzi:
"Problem bohatera zdążającego na spotkanie z ojcem polega na otwarciu duszy poza granice przerażenia na tyle szeroko, by dojrzał on do zrozumienia, że porażające, szalone tragedie tego ogromnego i bezwzględnego wszechświata są całkowicie usprawiedliwione wobec majestatu Bytu. Bohater przekracza życie z jego osobliwą zaćmą, uniemożliwiającą dostrzeżenie tego, co najistotniejsze, i na chwile wznosi się tak wysoko, że może przelotnie ujrzeć źródło wszystkiego. Widzi twarz ojca, rozumie – i obaj są pogodzeni”
(J. Campbell, Bohater o tysiącu twarzy, str. 124)
Takie i tym podobne cytaty gęsto zaludniają karty dzieła amerykańskiego antropologa, a po przeczytaniu każdego z nich zamierałem na chwilę, starając się dojść do ładu z tym, co właśnie przeczytałem… po czym myślałem dalej i niemal organicznie czułem, jak w moim mózgu tworzą się kolejne połączenia między neuronami, oddalając mnie odrobinę od szarego widma choroby Alzheimera. Mógłbym na łamach tej recenzji wstawić jeszcze kilkadziesiąt takich inspirujących cytatów, ale po cóż mam odbierać kolejnym czytelnikom frajdę z odkopywania ich na własną rękę. Jedyne co mogę zrobić w tym momencie to poradzić – zaopatrzcie się w ołówek!
Prywatnie nadałem książce Campbella zaszczytny tytuł strażnika mojej szafki nocnej, gdzie razem z „Traktatem o historii religii” Mircei Eliadego, będzie czuwał nad moim spokojnym snem (i wiem że zawsze tam będzie w przypadku gdybym obudził się z nagłym pragnieniem… wiedzy).
Więcej jak zawsze na:
https://librumlegens.wordpress.com/2021/08/31/joseph-campbell-bohater-o-tysiacu-twarzy/
To jest jedna z niewielu książek, do których mam ochotę wrócić i przeczytać je ponownie. I to już teraz, zaraz. Zwyczajnie powtórzyć lekturę od deski, do deski; zrozumieć ją lepiej i zapamiętać. Żałuję że w przeciwieństwie do „Traktatu o historii religii” Mircei Eliadego, nie robiłem odręcznych notatek, które pozwoliłyby mi znów, choćby po trosze, zagłębić się w tej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka nudna i napisana takim też językiem. "Potęga Mitu" o wiele lepsza.
Książka nudna i napisana takim też językiem. "Potęga Mitu" o wiele lepsza.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZachęcony poleceniem tej książki sięgnąłem po nią. Generalnie merytorycznie uważam ją za bardzo solidną, wymagającą skupienia książkę przedstawiającą losy bohaterów z mitów, legend, opowieści (rządzące się podobnymi schematami). Niemniej nastawiłem się na nieco inną narrację, nieco inne jej poprowadzenie.
Książka do przyswojenia na drugi raz.
Zachęcony poleceniem tej książki sięgnąłem po nią. Generalnie merytorycznie uważam ją za bardzo solidną, wymagającą skupienia książkę przedstawiającą losy bohaterów z mitów, legend, opowieści (rządzące się podobnymi schematami). Niemniej nastawiłem się na nieco inną narrację, nieco inne jej poprowadzenie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka do przyswojenia na drugi raz.
pierwszy raz 07/04/2021 drugi 26/03/2022
pierwszy raz 07/04/2021 drugi 26/03/2022
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnamienna dla mnie, mojego toku myślenia jak i moje wprowadzenie w storytelling, narrację, a także socjotechniki
Znamienna dla mnie, mojego toku myślenia jak i moje wprowadzenie w storytelling, narrację, a także socjotechniki
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSięgnąłem do książki Pana Campbella zaintrygowany serią wykładów dr Jordana B. Petersona pod tytułem "The Psychological Significance of the Biblical Stories". Muszę przyznać, że momentami czytało mi się ją ciężko. Mnóstwo przypisów i dużo cytowanej treści. Choć bogata bibliografia to niewątpliwie zaleta tej pozycji, nie mogę powiedzieć, że "zaczytywałem się" Bohaterem o tysiącu twarzy. Raczej potraktowałem "go" jak obowiązkową lekturę.
Niemniej jednak, książkę oceniam jako dobrą. To niezwykłe, że mitologie i tradycje tak różnych od siebie cywilizacji i kultur, w warstwie symbolicznej są do siebie tak podobne, a sama koncepcja "wędrówki bohatera" jest bardzo interesująca. Na pewno sięgnę jeszcze po tytuł o podobnej tematyce, gdyż czuję lekki niedosyt.
Sięgnąłem do książki Pana Campbella zaintrygowany serią wykładów dr Jordana B. Petersona pod tytułem "The Psychological Significance of the Biblical Stories". Muszę przyznać, że momentami czytało mi się ją ciężko. Mnóstwo przypisów i dużo cytowanej treści. Choć bogata bibliografia to niewątpliwie zaleta tej pozycji, nie mogę powiedzieć, że "zaczytywałem się" Bohaterem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspaniała książka. Prawdziwa uczta. Klasyczna pozycja dotycząca mitów, z ogromną ilością przykładów z mitologii i baśni kultur całego świata – jednak ta ilość nie jest męcząca a fascynująca. Arcyciekawe, pouczające, dobrze napisane. Ach, żeby tak czytać tylko takie wspaniałości! Święty Graal w kategorii książek popularnonaukowych.
Wspaniała książka. Prawdziwa uczta. Klasyczna pozycja dotycząca mitów, z ogromną ilością przykładów z mitologii i baśni kultur całego świata – jednak ta ilość nie jest męcząca a fascynująca. Arcyciekawe, pouczające, dobrze napisane. Ach, żeby tak czytać tylko takie wspaniałości! Święty Graal w kategorii książek popularnonaukowych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJoseph Campbell wywarł wielki wpływ na tradycyjne sposoby rozumienia mitologii oraz zjawiska obecności mitu we współczesnych naukach społecznych. W książce "Bohater o tysiącu twarzy" analizuje mity i historie przekazywane od zamierzchłych czasów z pokolenia na pokolenie, pokazując jednocześnie, że sama droga człowieka przez życie jest jednakowa bez względu na kulturę czy czasy w jakich człowiek - bohater żył czy nadal żyje. Lektura ta sprawia, że możemy poczuć, że świat jest wielką opowieścią, a nasze życie wędrówką. Fragment, który mi się podoba:
"Różnice płci, wieku i zawodu nie są zasadniczymi cechami naszej natury, lecz jedynie kostiumami, które nosimy przez pewien czas, występując na scenie świata (...) Uważamy się za Amerykanów, dzieci dwudziestego wieku, ludzi Zachodu, chrześcijan. Jesteśmy cnotliwi albo grzeszni. Jednak takie określenia nie mówią nic o tym, co to znaczy być człowiekiem, wskazują one jedynie na przypadkowe okoliczności, takie jak miejsce geograficzne, data urodzenia czy dochód. Co jest naszą istotą? Jaka jest podstawowa natura naszego istnienia?" Rzućmy te pytania w przestrzeń, zobaczmy jak zdarzenia się potoczą...
Joseph Campbell wywarł wielki wpływ na tradycyjne sposoby rozumienia mitologii oraz zjawiska obecności mitu we współczesnych naukach społecznych. W książce "Bohater o tysiącu twarzy" analizuje mity i historie przekazywane od zamierzchłych czasów z pokolenia na pokolenie, pokazując jednocześnie, że sama droga człowieka przez życie jest jednakowa bez względu na kulturę czy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWszystkie drogi prowadzą do monomitu.
Joseph Campbell stawia śmiałą tezę, że wszystkie, absolutnie wszystkie mity tego świata mają zawsze tę samą konstrukcję. Edyp, Tezeusz, Eneasz, Budda, bogowie i bohaterowie Zulusów, Indian Nawaho i wielu, wielu innych nacji i kultur - ich losy opierają się na ponadnarodowym monomicie, który wpisany jest w ludzkie DNA. Autor prowadzi czytelnika przez kolejne etapy cyklu, obrazując je przykładami z tych mniej i bardziej znanych mitologii.
Lektura "Bohatera o Tysiącu Twarzy" to fascynująca podróż przez ludzkie wierzenia i psychikę. Co prawda liczne nawiązania do Freuda i Junga mogą męczyć. Nie ze wszystkimi tezami można się zgadzać. Campbell schodzi też czasem na manowce. Nie ułatwia to wyprawy przez meandry mitów. Droga do odkrycia monomitu jest mozolna, ale zdecydowanie warta odbycia dla erudycji i ogromnej wiedzy autora. Przede wszystkim jednak dla poznania i zastanowienia się nad podobieństwami między wszelkimi ludzkimi kultami.
Polecam. Absolutny must-read dla wszystkich wielbicieli mitologii i literatury fantasy. Losy homerowego Odyseusza czy martinowskiej Daenerys nabierają zupełnie innego oblicza.
Wszystkie drogi prowadzą do monomitu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJoseph Campbell stawia śmiałą tezę, że wszystkie, absolutnie wszystkie mity tego świata mają zawsze tę samą konstrukcję. Edyp, Tezeusz, Eneasz, Budda, bogowie i bohaterowie Zulusów, Indian Nawaho i wielu, wielu innych nacji i kultur - ich losy opierają się na ponadnarodowym monomicie, który wpisany jest w ludzkie DNA. Autor prowadzi...
Omnidoskonała. Czytałem 2 dekady ale było warto. W chwilach zwątpienia i zagubienia będę do niej wracał.
Omnidoskonała. Czytałem 2 dekady ale było warto. W chwilach zwątpienia i zagubienia będę do niej wracał.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMagiczna i inspirująca.
Czasem tylko przerażająca.
Czy to możliwe, by istniał tylko JEDEN ryt dobrej opowieści? NIE - nie akceptuję tego. Będę szukać zaprzeczeń.
Magiczna i inspirująca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasem tylko przerażająca.
Czy to możliwe, by istniał tylko JEDEN ryt dobrej opowieści? NIE - nie akceptuję tego. Będę szukać zaprzeczeń.
Nie jestem w stanie wyrazić, jak wielkim szacunkiem darzę Josepha Campbella. Ta książka to pozycja obowiązkowa dla każdego. Nie tylko do jakichś prac naukowych, nie tylko dla ludzi, którzy interesują się religią i mitologiami. Ta książka poszerza horyzonty już od pierwszych stron. Po jej przeczytaniu zyskuje się zupełnie nową perspektywę na ludzkość, psychologię i wartość religii.
Polecam z całego serca. Nie daję kompletu gwiazdek, bo gdzieś podskórnie czuję, że można by tę teorię rozbudować czy odrobinkę zmienić (jak np. zrobił to Vogler)
Nie jestem w stanie wyrazić, jak wielkim szacunkiem darzę Josepha Campbella. Ta książka to pozycja obowiązkowa dla każdego. Nie tylko do jakichś prac naukowych, nie tylko dla ludzi, którzy interesują się religią i mitologiami. Ta książka poszerza horyzonty już od pierwszych stron. Po jej przeczytaniu zyskuje się zupełnie nową perspektywę na ludzkość, psychologię i wartość...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMuszę powiedzieć, że pozycja ta mnie zawiodła. Dość wydumane teorie bez podstaw.
http://ksiazki.audio/blog/hero-with-1000-faces
Muszę powiedzieć, że pozycja ta mnie zawiodła. Dość wydumane teorie bez podstaw.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://ksiazki.audio/blog/hero-with-1000-faces
Okładka reklamowała tę książkę słowami: "Campbell [...] porównuje opowieść o wyprawie i przemianach bohatera zawarte w mitach pochodzących ze wszystkich zakątków świata i wykazuje, że jest to stale ten sam, archetypowy bohater". Nie wiem, czy Zysk i S-ka zarabia dzięki pisaniu bzdur na okładkach. W rzeczywistości autor (o czym informuje sam w przedmowie) skupia się na podobieństwach, zupełnie świadomie pomijając różnice, a chyba trudno o lepszy przykład petitio principii niż udowodnienie, że mity są podobne, gdy się celowo pominie wszelkie między nimi różnice. Po drugie wielką wadą jest wiara w psychoanalizę, Campbell "wykazuje" opierając się na tym, co już "Freud wykazał", serwując zamiast analizy mitów własny mit (choć rozprawa z freudyzmem w zasadzie trwa do dziś, wciąż niejeden psychoterapeuta powołuje się na bajki sprzed wieku). Cokolwiek pasuje do tezy - potwierdza ją. Cokolwiek nie pasuje - jest pewnie jakąś patologią i wypaczeniem, a gdzieś w głębi na pewno tezę potwierdza, tylko tego nie widać. Rozumując w tym radośnie psychoanalitycznym stylu można zabrnąć w błąd dowolnie daleko, nie ma bowiem żadnych oznak, żadnych kryteriów pomyłki. Szczęśliwie Campbell z możliwości różnych podejść do mitologii zdaje sobie sprawę ("Różne jej oceny określane są punktem widzenia oceniających, ponieważ kiedy ocenia się nie w kategoriach tego, czym jest, ale jaką pełni funkcję, jak służyła ludzkości w przeszłości i jak może jej służyć dzisiaj, okazuje się, że ulega ona, jak samo życie, obsesjom i potrzebom jednostki, narodu i epoki.") i jest to wielka zaleta tej książki. Otrzymujemy nie tylko informację, jaką funkcję pełni mit, ale ściślejszą - jaką pełni mit z pewnego punktu widzenia, bez pretensji do objawiania jedynej prawdy. Z zastrzeżeniem, że czytać należy uważnie i krytycznie, "Bohater..." jest książką wartościową. Niemałe znaczenie ma bogactwo przywołanych mitów i legend oraz barwny, żywy styl. Czasem autora nagrodzimy zasłużonym facepalmem:
"[...] nasze świadome wyobrażenia o tym, czym powinno być życie, rzadko przystają do tego, czym ono rzeczywiście jest. Na ogół nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że zżera nas czy też naszych przyjaciół ta śmierdząca, drapieżna chuć, która jest istotą natury komórki organicznej."
jednakże trafimy też na fragmenty całkiem zasadne:
"Tam, gdzie poezję mitu zaczyna się interpretować jako biografię, historię lub naukę, zabija się ją. Żywe obrazy stają się jedynie faktami z odległej przeszłości albo odległego nieba. Co więcej, nigdy nie jest trudno wykazać, że jako nauka i historia mitologia jest absurdalna."
Ten fragment warto pamiętać czytając, wtedy jest dobrze.
Okładka reklamowała tę książkę słowami: "Campbell [...] porównuje opowieść o wyprawie i przemianach bohatera zawarte w mitach pochodzących ze wszystkich zakątków świata i wykazuje, że jest to stale ten sam, archetypowy bohater". Nie wiem, czy Zysk i S-ka zarabia dzięki pisaniu bzdur na okładkach. W rzeczywistości autor (o czym informuje sam w przedmowie) skupia się na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura tej monumentalnej, mitoznawczo-religioznawczej pracy stanowi nie tylko niezwykłą podróż intelektualną, ale też swoiste przeżycie duchowe. Campbell z najprzeróżniejszych wyznań, wierzeń i legend całego świata destyluje archetypy które nimi rządzą, najbardziej fundamentalne schematy, wzorce i narracje, udowadniając przy tym, że homo sapiens ma wyobraźnię i aparat pojęciowy podobne dla każdego przedstawiciela naszego gatunku, niezależnie od miejsca urodzenia, płci, rasy, wieku czy innych naturalnych i kulturowych cech - to wspaniała intelektualna wędrówka przez cały glob, różne kultury i różne światy jakie się na naszą planetę składają. Co za tym idzie, "Bohater o tysiącu twarzy" udowadnia również, że wszystkie ludzkie wierzenia i mity posiadają wspólne korzenie i zasadzone są na podobnych fundamentach - stąd pierwiastek przeżycia duchowego, myśl o tym, że w istocie stanowimy jedność. "Bohatera" czyta się dość ciężko bowiem z każdej strony bije do nas mnóstwo informacji, które potrafią przytłoczyć, warto jednak podjąć to wyzwanie. Niemniej wnioski i obserwacje Campbella są błyskotliwe i niezmiernie interesujące, stąd mój brak wątpliwości co do tego, iż można zaliczyć "Bohatera o tysiącu twarzy" do klasycznego kanonu światowej literatury kulturoznawczej.
Lektura tej monumentalnej, mitoznawczo-religioznawczej pracy stanowi nie tylko niezwykłą podróż intelektualną, ale też swoiste przeżycie duchowe. Campbell z najprzeróżniejszych wyznań, wierzeń i legend całego świata destyluje archetypy które nimi rządzą, najbardziej fundamentalne schematy, wzorce i narracje, udowadniając przy tym, że homo sapiens ma wyobraźnię i aparat...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałam Bohatera z dwóch podstawowych powodów. Jeden nazywa się George Lucas, i wielokrotnie wypowiadał się o tym, że ostateczny kształt świata Gwiezdnych wojen, wyklarował mu się dopiero po lekturze Campbella, drugi to, sięgający do schematu podróży bohaterskiej w wielu utworach, John Barth.
Joseph Campbell stara się udowodnić, że u podstawy wszelkich mitów, legend, przypowieści leżą te same struktury, wpisane w człowieka, w jego podświadomość. Niezależnie od czasu i miejsca, zawsze rzutują one na sposób w jaki człowiek opowiada sobie świat. A jako, że wszelka duchowość jest poszukiwaniem podstawowej siły, zasady świata, nic dziwnego, że istnieje też niezwykła paralelność światowych mitologii i religii. Tak rozumiany mit wobec jednostki odgrywa rolę przewodnika i mentora. Właściwie zrozumiany może poprowadzić nas w labiryncie życia. Campbell: Problemem teologa jest utrzymanie przezroczystości symbolu, tak, aby nie przesłaniał on światła, które ma przekazać. "Albowiem wtedy tylko poznajemy naprawdę Boga - pisze św. Tomasz z Akwinu - kiedy wierzymy, że jest on ponad wszystko, co człowiek może o Nim pomyśleć" W Upniszadzie Kena ujęte to zostało w tym samym duchu: " Znać znaczy nie znać; nie znać znaczy znać." Błędne traktowanie nośnika znaczenia jako jego znaczenia może prowadzić nie tylko do rozlewu bezwartościowego atramentu, ale także do rozlewu cennej krwi." Przy całej mojej niechęci do " Bohatera" muszę przyznać, że to bardzo udany akapit.
Skoro więc opowieści powstają z naszej podświadomości, odpowiadając na niezmienną potrzebę poszukiwania zasady świata, wszystkie są do siebie podobne. Są monomitem. Opowieścią o wędrówce i przeobrażeniu Bohatera. Wędrówkę tę Campbell dzieli na trzy główne fazy i 17 etapów: 1.Odejście: wezwanie do wyprawy, sprzeciwienie się wezwaniu, pomoc sił nadprzyrodzonych, przekroczenie pierwszego progu, brzuch wieloryba; 2. Inicjacja: droga prób, spotkanie z boginią, kobieta jako kusicielka, pojednanie z ojcem, apoteoza, ostateczna nagroda; 3. Powrót: odmowa powrotu, magiczna ucieczka, pomoc z zewnątrz, przejście przez ostatni próg, mistrz dwóch światów, wolność życia. Oczywiście jest to schemat ogólny, większość opowieści o Bohaterze, pomija niektóre etapy, są i takie które koncentrują się tylko na jednej fazie.
I mimo tak fascynującego tematu czytałam "Bohatera" z prawdziwą nieprzyjemnością. Ogromnie przeszkadzało mi kilka rzeczy. Wywód Campbella jest chaotyczny, swobodne przeskakiwanie między mitami z pewnością świadczy o erudycji, ale czytelnik, który ma uwierzyć w rzetelność badacza, musi mieć do tego podstawy, Campbell jedną tezę popiera dwoma mitami, inną dziesięcioma, nie zważając na ich chronologię, ani rozmieszczenie geograficzne, całkowicie pozbawiając je kontekstu etnograficznego, wyciągając z worka tylko to, co pasuje mu do teorii. Czasem cytuje źródła (ale nigdy oryginały, jedynie opracowania i tłumaczenia), czasem innych, niekoniecznie rzetelnych, badaczy. W ten sposób da się udowodnić właściwie wszystko.
Pisze językiem ciężkim, zapętlonym w powtórzeniach, niepotrzebnie górnolotnym. Najprzyjemniej czyta się w tej książce cytaty z innych, najlepszym fragmentem oryginalnego wywodu jest rysunek koła monomitu (Podróży Bohatera). Daleko przekroczyła moją zdolność znoszenia nudy bez skargi, ilość zacytowanych snów pacjentów psychoanalityków.
Zbyt często w książce Campbella bohater znaczy mężczyzna (na początku, lekko zszokowana takim podejściem, podkreślałam co wyrazistsze fragmenty, po kilkunastu znudziło mi się). Gdyby jeszcze Campbell zauważał co pisze, że wyklucza z mitu, który wg niego jest ogólnoludzki (monomit bądź co bądź) połowę ludzkości, tymczasem to ograniczenie mu umyka, pisze tę książkę dla męskiego klubu, bez gospodyń domowych. Jakby tego było mało łącząc tak ściśle monomit z psychoanalizą wytwarza wrażenie jakby kobieca podświadomość była zupełnie oddzielnym tworem, jakiegoś innego mózgu, którym się w tej książce nie zajmujemy. Gdzież nam, kobietom i dziewczynom, do rojeń o wędrówce, pokonaniu samego siebie, transcendencji. I w moim odczuciu wcale nie tłumaczy Campbella czas wydania książki - 1949 rok . "Chryzantema i miecz" Ruth Benedict, jest trzy lata wcześniejsza, a to do dziś znakomita lektura, klasyczna dla antropologii, wolna od naukowych nonsensów. Ruth Benedict zmarła w 1949 roku nie miała okazji swojej książki poprawiać, Campbell takich poprawek na "Bohaterze" dokonywał, największych w 1968 roku.
Campbell często nie przeprowadza nawet porównań między mitami jeśli ich bohaterowie nie są tej samej płci, dla niego nie ma paraleli między Kronosem pożerającym swoje dzieci i Kali pożerającą swoje dzieci, gdy u postaci mitycznej płci trudno się doszukać, nasz niestrudzony badacz ją znajduje, wszak musi, bo mężczyzna i kobieta zawsze symbolizują co innego. Podkreślanie wyjątkowości kobiecej wędrówki (przypomnijmy że etapem tej wędrówki jest mistyczne małżeństwo z boginią (nie bogiem), albo uwolnienie ukochanej (nie ukochanego)) jest też dyskusyjne. Wędrowała Inanna, Isztar, Izyda, można by się spierać kto jest bardziej archetypowym podróżującym bohaterem Jazon czy Medea, wędrowała nawet Helena - w wielu wersjach mitu spotyka się po wojnie trojańskiej z Menelaosem dopiero w Egipcie; nie wspominając już o baśniach, gdzie jest naprawdę dużo dziewczynek poszukujących ukrytej w symbolach tożsamości.
Celnie choć prześmiewczo streścił campbellowski schemat monomitu Kurt Vonnegut: "Bohater ma problemy, bohater rozwiązuje problemy."
Książka Campbella nie jest książką naukową. Gdyby takiej nie udawała, gdyby była przedstawiana tylko jako to, czym jest: wyraz fascynacji autora mitologiami świata, podobieństwami w nich zawartymi, schematami, których łatwo się dopatrzeć/stworzyć i które sami tworząc opowieści powielamy (choć ze względu na hollywoodzką recepcję dzieła Campbella być może uczestniczymy w samonapędzającym się mechanizmie), czytałoby się ją dużo lepiej.
Żeby dopełnić obowiązku recenzenckiego: wydanie Nomosu jest fatalne! Papier ledwie odrobinę odbiega jakością od taniego papieru toaletowego, sposób podpisania ilustracji jest kuriozalny, brakuje solidnej redakcji naukowej. Dla mnie to ostrzeżenie przed wydawnictwem.
Całość na statekglupcow.wordpress.com
Przeczytałam Bohatera z dwóch podstawowych powodów. Jeden nazywa się George Lucas, i wielokrotnie wypowiadał się o tym, że ostateczny kształt świata Gwiezdnych wojen, wyklarował mu się dopiero po lekturze Campbella, drugi to, sięgający do schematu podróży bohaterskiej w wielu utworach, John Barth.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJoseph Campbell stara się udowodnić, że u podstawy wszelkich mitów, legend,...