Wróć na stronę książki

Oceny książki Rok komety

Średnia ocen
9,5 / 10
2 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


Sortuj:
avatar
1141
1141

Na półkach: , , ,

„Rok komety” tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Siergiej Lebiediew należy do grona najwybitniejszych współczesnych pisarzy. Obok Anandy Devi jest to mój ulubiony autor dlatego na każdą jego nową książkę czekam zawsze z ogromną niecierpliwością i ciekawością. Tym razem również nie zawiodłem się ani przez chwilę — najnowsza powieść Lebiediewa spełniła a może nawet przewyższyła moje oczekiwania.

Swoistym kluczem do zrozumienia tej książki okazało się dla mnie niedawne spotkanie autorskie z pisarzem, w którym miałem szczęście uczestniczyć. Dzięki niemu jeszcze mocniej wybrzmiały dla mnie sensy ukryte między wersami a także osobisty wymiar tej opowieści. Mam wrażenie, że jest to chyba najbardziej intymna, szczera i osobista książka w całym dorobku Lebiediewa ponieważ zawiera wyjątkowo dużo wątków autobiograficznych.

To wspaniała opowieść o tym, kim jesteśmy ale też dlaczego staliśmy się właśnie tacy. Autor z niezwykłą wrażliwością pisze o korzeniach, rodzinie oraz historii — zarówno tej wielkiej, zbiorowej, jak i tej małej, prywatnej, zapisanej w pamięci i doświadczeniach najbliższych. To również książka o dziedziczeniu: nie tylko materialnym lecz przede wszystkim emocjonalnym, duchowym i historycznym.

Całość została napisana przepięknym, gęstym i niezwykle sugestywnym językiem. Lebiediew po raz kolejny udowadnia, że dysponuje imponującym warsztatem literackim i potrafi z wielką precyzją budować atmosferę oraz znaczenia. To jedna z tych książek, po których trudno od razu zebrać myśli — mnie po prostu brakuje słów, by w pełni wyrazić swój zachwyt.

„Rok komety” tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Siergiej Lebiediew należy do grona najwybitniejszych współczesnych pisarzy. Obok Anandy Devi jest to mój ulubiony autor dlatego na każdą jego nową książkę czekam zawsze z ogromną niecierpliwością i ciekawością. Tym razem również nie zawiodłem się ani przez chwilę — najnowsza powieść Lebiediewa spełniła a może nawet...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
780
605

Na półkach: ,

Już miała być czytana Politkowska, ale oto po wizycie na Targach i spotkaniu z Pisarzem - jeszcze na szybko uprzedził Ją Lebiediew.

Na spotkaniu zaś Pisarz mówił, iż każda z jego książek jest oparta na jakimś wydarzeniu granicznym, jakimś punkcie historii, wyraźnie rozdzielającym przeszłość od przyszłości, przed i po którym świat nie jest już ten sam. Tym razem niemal jednoczasowość “roku komety” (przelatującej właśnie - Halleya) i katastrofy w Czarnobylu jest aż nadto spektakularnym metafizycznym znakiem, na którym można osnuć opowieść o początku rozpadu ZSRR, a więc o jednym z “początków końca” naszych czasów… Komety złe wróżby niosą, a przynajmniej bywają zapowiedziami zmian, a te nie zawsze ku dobremu prowadzą…

Druga (w porządku chronologicznym) powieść Siergieja Lebiediewa opowiada więc ponownie o nim samym, dziecku urodzonym przy znakach na niebie i ziemi, które to - jak mityczni herosi - stanie do walki o prawdę. A siłom straszliwym przyjdzie mu się przeciwstawić!

Stawiając rodzinę w centrum optyki powieści i opisując zmiany jej struktury i “jakości” po konfrontacji z wielkimi dziejowymi siłami, zauważa niezwykle przejmująco, iż istnieje jakaś granica strat własnych (wojny, rewolucje, zsyłki, zaginięcia bez wieści), która wreszcie powoduje zmianę jakościową tej rodziny, po której i ona nie jest już tą samą rodziną; a straty w rodzinach sowieckich były wszak na porządku dziennym (i nocnym).

Analizuje te wojenne machiny śmierci (oraz między wierszami wspomina rewolucje i machiny wojenne czasów pokoju) i opisuje je zębatka po zębatce i łożysko po łożysku. Te ciągi i szeregi zmarłych, więcej martwych czy wrecz niepoznanych członków rodzIny niż ocalonych; więcej duchów staje tu do apelu poległych niż pozostaje żywych krewnych.

Sama więc historia familii Lebiediewa (na którym wzorowaną postać obserwujemy tu od jej dziecięctwa) jakaś szczególna może nie jest. Na podstawie ustaleń, do jakich zdolny jest dzieciak, któremu wszak nie mówi się wszystkiego, dostajemy portret rodzinny, który nie zaszokuje ani nie zadziwi nikogo, kto przeszedł przez wszystkie Sołżenicyny i Szałamowy, kto czytał i “Głód” Applebaum i widział “Spalonych słońcem”. Może nawet wydać się dość sielankowy, choć pozorna to sielanka - taki “Wiśniowy sad” XX wieku. Wstrząsające są w książce natomiast te momenty, kiedy to Pisarz, oddalając się nieco od obrazu rodziny, na podstawie jej jednak losów snuje uogólnienia i wnioskuje. Wiemy niby i to wszystko, co w tych wnioskach i uogólnieniach, ale jakoś głęboko niepokojące jest to pogranicze tego, co otrzymujemy od Lebiediewa, a czego już w książce nie ma, choć domyślamy się bez trudu. We mnie przynajmniej budzi się jakieś napięcie i niepokój właśnie.

Jakże inny to “kraj lat dzieciństwa” niż chociażby miłoszowa dolina Issy. A przecież w dziecku nawet tamten świat - z niemal detektywistycznymi śledztwami, mającymi krok po kroku przybliżyć bohatera do prawdy o sowieckim świecie, której nie ujawniano nawet w domowych zaciszach, nawet ten świat prostych zabaw i rozrywek budzi wiele - owszem, lekko może nerwowej - nostalgii.

Jest to więc opowieść o pamięci, o odkrywaniu przeszłości i o właśnie pamięci przywracaniu. Nudna może momentami opowieść o rodzinie i dziecięctwie Pisarza, z wątkami nawet kryminalnymi jak z popularnego thrillera jest tylko pozorem, jest nadpisaniem malarskim, które sami musimy pracowicie pousuwać, by przyjrzeć się temu, co dzieje się pod warstwą dodaną; by zrozumieć, o czym naprawdę Lebiediew do nas mówi. Z tych drobnych informacji zdobywanych przez jego dziecięcego bohatera ułożyć obraz w szerszej perspektywie: sowieckiego świata chwiejącego się w posadach.

Chyba nie ma zrozumienia Sowieckiej Rosji po Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej ani współczesnej Rosji para-imperialnej bez lektury Lebiediewa. Mimo iż jego rosyjskojęzyczny wydawca mieści się na Litwie, a nie w Moskwie. Nie dowiemy się też z telewizyjnych ni internetowych wiadomości, że dziś właśnie pół miliona rosyjskich uczniów ma w szkole zajęcia z obsługi dronów; nie po to przecież, by kręcić filmiki na Tik-Toka...

Rola Lebiediewa jest trochę nie do pozazdroszczenia; trudno być pogrobowcem wielkiej kultury, będącej dziś całkowicie w upadku (to trochę jak w powieści jego dziecięcy bohater staje się pograbkiem tych wszystkich członków rodziny, którym nie dane było przeżyć ich własnych żyć, a którzy teraz na wielkim duchowym zebraniu debatują nad dziecięcą kołyską nad losem dziecięcia - jedynego ocalonego z potencjalnie licznej rodziny).

[Jaki dziwny błąd znajduję od razu na początku powieści: “o kim, o czym”, to wszak miejscownik, nie zaś celownik. Słodki błąd redakcji, dla którego egzemplarze pierwszego wydania za kilka dekad będą warte fortunę…]

Już miała być czytana Politkowska, ale oto po wizycie na Targach i spotkaniu z Pisarzem - jeszcze na szybko uprzedził Ją Lebiediew.

Na spotkaniu zaś Pisarz mówił, iż każda z jego książek jest oparta na jakimś wydarzeniu granicznym, jakimś punkcie historii, wyraźnie rozdzielającym przeszłość od przyszłości, przed i po którym świat nie jest już ten sam. Tym razem niemal...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to