Miłość, przyjaźń, wzajemne zaufanie, ale równocześnie niebezpieczeństwo, zdrada i obawa o każdą kolejną chwilę. to wszystko okraszone magią, nutką analizy psychologicznej i z wojną w tle. Do tego gryfy (ale nie tylko) w roli głównych bohaterów i jest historia doskonała. Do ideału brakuje chyba tylko elfów…
Tak w skrócie można by podsumować tę powieść.
Lubię ją właśnie ze względu na tę różnorodność, choć musiałabym się poważnie zastanowić co sprawiło, że zaczęłam do niej wracać. Może to, o czym już wspomniałam, a może coś innego?
Jedno jest pewne… każde spotkanie z bohaterami kolejnych tomów jest niezwykłą przygodą i często odkrywam na kartach coś nowego. A nie jest to proste, gdy cykl zna się od „dziestu” lat.
Czy Wy znajdziecie tu coś dla siebie? Wierzę, że tak…
Miłość, przyjaźń, wzajemne zaufanie, ale równocześnie niebezpieczeństwo, zdrada i obawa o każdą kolejną chwilę. to wszystko okraszone magią, nutką analizy psychologicznej i z wojną w tle. Do tego gryfy (ale nie tylko) w roli głównych bohaterów i jest historia doskonała. Do ideału brakuje chyba tylko elfów…
Tak w skrócie można by podsumować tę powieść.
Lubię ją właśnie ze...
Jak wspomniał ktoś inny, jest to chyba jedyna książka w której gryf jest głównym bohaterem. Samo to w moich oczach jest wielkim plusem, szczególnie że wydano ją w 1997r! Można by powiedzieć, że od tego czasu, „Czarny Gryf” powinien stać się swoistą klasyką, od której kolejne pokolenia autorów będą próbowały czerpać… tu zaczynają się problemy.
Tak jak moty gryfa stanowiącego główną postać jest spoko, tak cała reszta… no po prostu leży. Pierwszy rozdział wydawał się być wyjątkowo obiecujący. Potem było zaś tylko gorzej.
„Wojna pokazana od innej strony” głosi opis. Serio? To nie jest wojna. To jest brazylijska telenowela kręcona w wojskowym obozie. Bohaterowie zamiast robienia czegokolwiek by ją skończyć, chodzą jedynie do masażysty, który w oczach ich armii postrzegany jest jako jednoosobowa agencja towarzyska.
Jesteśmy bombardowani masą terminów, z czego żaden nie jest wyjaśniany w jasny sposób, dzięki czemu po przeczytaniu nadal nie wiem które z nich oznaczały zawody, a które rasy. Najbardziej bolą mnie „makkary” (mam nadzieję, że dobrze to napisałem), bo ciągle nie wiem czym one właściwie były. Generalnie, opisy leżą chyba że przechodzimy do przemyśleń pana Bursztynowego Żurawia albo opisów anatomii gryfów.
Ze względu na wiek książki, nie będę oceniał charakteru bohaterów, ani niespecjalnej złożoności antagonistów. Są jacy są, w tamtych czasach ciężko było o cokolwiek lepszego. Jednak osobowość Skanadrona… błagam, naprawdę? Przez całą książkę wszyscy opisują go jako babiarza, cwaniaka i takiego gryfiego Jamesa Bonda. Problem w tym, że pamiętam maksymalnie jeden fragment, w którym rzeczywiście się tak zachowywał. W pozostałych jest po prostu…pusty.
Motyw Zhaneel i krzyżówek gryfów jest całkiem spoko, poza tym że jest przewidywalny w opór. Stanowi przeciwieństwo do tego głównego maga – Urtho, który w momentach w których powinien dać komuś po pysku, zachowuje spokój i melancholię.
Pora na cream de la cream – Bursztynowego Żurawia. Ten pan, nie dość że posiadający magiczną moc masarzu, aparycję Ibisza i niezachwiany spokój, jest również najmądrzejszą istotą pokazanego świata. Zawsze rzuci jakimś mądrym morałem, zawsze dopomoże, wyrecytuje cytat, za przeproszeniem, z dupy, wyglądający tak jakby cały dialog dążył właśnie do wypowiedzenia tych słów. Prowadzi ten swój namiot masażystów, przy czym przez całą powieść przyjmuje cztery ważne postacie. Cztery z nich idą do niego z intencją pobaraszkowania. Świetne wojsko.
Akcja biegnie z niesamowitą prędkością, rzecz jasna w momentach w których biegnie, a przez większość książki stoi. Powieść zaczyna się z rozmachem, następnie wlecze się by zakończyć się nieoczywistym i niejasnym zakończeniem. Wróg zostaje pokonany w sposób, który mógłby zostać wykorzystany nawet na początku książki. Nic nie trzyma się kupy, ale otrzymujemy ckliwą scenę gdzie bohaterowie żegnają się, a Żuraw wygłasza swoje morały.
Chciałbym dać „Czarnemu Gryfowi” wyższą ocenę, ale nie umiem, już i tak zawyżyłem swoją opinię. To jest po prostu smutne, że autorzy nie wiedzieli o czym chcą pisać.
Jak wspomniał ktoś inny, jest to chyba jedyna książka w której gryf jest głównym bohaterem. Samo to w moich oczach jest wielkim plusem, szczególnie że wydano ją w 1997r! Można by powiedzieć, że od tego czasu, „Czarny Gryf” powinien stać się swoistą klasyką, od której kolejne pokolenia autorów będą próbowały czerpać… tu zaczynają się problemy.
Tak jak moty gryfa...
Jedyny (szukałem i innego nie znalazłem) wydany w Polsce cykl, w którym gryfy są jednymi z głównych bohaterów.
EDIT: A jednak znalazłem cykl, gdzie również są gryfy, "Wojna Lotosowa" Co prawda nie jako główny bohater a towarzysz i jednak Czarny Gryf jest dużo lepszy.
Jedyny (szukałem i innego nie znalazłem) wydany w Polsce cykl, w którym gryfy są jednymi z głównych bohaterów.
EDIT: A jednak znalazłem cykl, gdzie również są gryfy, "Wojna Lotosowa" Co prawda nie jako główny bohater a towarzysz i jednak Czarny Gryf jest dużo lepszy.
Podstawowy problem, jaki mam z tą książką, jest taki, że drzemie w niej niewykorzystany potencjał. Z jednej strony toczy się wojna, z drugiej – clou powieści stanowią konflikty mające miejsce wewnątrz obozu maga Urtho. Paradoksalnie taki zabieg bardzo mi się podoba, ponieważ nie dość, że na nim też można oprzeć porządną historię, to jeszcze autor ma okazję, by ukazać psychologię bohaterów. W kontekście tego ostatniego świetnie mi się czytało dialogi, a już szczególnie konwersację Bursztynowego Żurawia z gryfsokolicą Zhaneel, która to konwersacja – jak na tanie fantasy – została poprowadzona w sposób mistrzowski. Mogłaby się nawet znaleźć w tytule jakiegoś bardziej cenionego autora i pewnie nie zauważyłbym różnicy!
Co więc zawiodło? Mianowicie to, że owszem, są konflikty, ale często nie poświęcono im należytej uwagi. Czy mówiąc wprost – niektóre potraktowano cholernie płytko. Na przykład wspomniana już Zhaneel – poniżana przez dowódcę i mająca w związku z tym duże problemy z samoakceptacją – raptem w kolejnej scenie ze swoim udziałem pokazuje, że odtąd nie ma ani chwili zwątpienia i nic nie jest jej straszne. W tym kontekście razi też jednowymiarowość postaci. Otóż konflikty w obozie Urtho biorą się głównie stąd, że działają na jej niekorzyść trzy postacie. I z samym tym pomysłem nie widzę problemu, tylko jak go rozwiązano – jednej z tych postaci wyperswadowano, że postępuje źle, i po rozmowie z Bursztynowym Żurawiem się nawraca, a pozostali, jak się później okaże, cały czas po kryjomu współpracowali z przywódcą tego „złego” obozu. Tak.
Ponadto w opowieści zdarzają się błędy logiczne (jedne z postaci w pewnym momencie pomagają Skandranonowi, mimo że nie zarysowano wyraźnego powodu, dla którego miałyby to robić), a zakończenie uważam wręcz za żałosne. Tu zatrzymajmy się na chwilę, bo trzeba wyjaśnić. Otóż w pewnym momencie Urtho zostaje otruty, i to w taki sposób, że znajduje się praktycznie na skraju śmierci. Co wtedy robi? Nawiązuje magiczne połączenie z przywódcą „złego” obozu (mogłem coś pomylić, bo książkę czytałem kilka lat temu) i w trakcie rozmowy udaje mu się sprowokować go do popełnienia samobójstwa (sic!!!). Będąc, podkreślam, na skraju śmierci.
Głupota tej sceny to jedno. O wiele większym problemem jest to, że kompletnie niszczy ona zawieszenie niewiary, ponieważ czyni fabułę niewiarygodną już u samych podstaw. Bo skoro wystarczyło zrobić to, co zrobił Urtho, to na co była ta cała wojna?
Ostatnio zamówiłem sobie drugi tom, gdyż ogólnie bardzo lubię czytać o stworzeniach fantastycznych. Jeśli jednak chodzi o fabułę, to po tanim fantasy wiele się nie spodziewam. Tylko szkoda mi takiej pozycji jak „Czarny Gryf”, bo tak jak wspomniałem na początku, potencjał był przeogromny. Problem polegał na tym, że autorzy albo nie umieli, albo nie chcieli, albo nie mieli czasu go wykorzystać.
(Uwaga, spoiluję nawet zakończenie).
Podstawowy problem, jaki mam z tą książką, jest taki, że drzemie w niej niewykorzystany potencjał. Z jednej strony toczy się wojna, z drugiej – clou powieści stanowią konflikty mające miejsce wewnątrz obozu maga Urtho. Paradoksalnie taki zabieg bardzo mi się podoba, ponieważ nie dość, że na nim też można oprzeć porządną historię, to...
Cały cykl "Valdemar" to dla mnie takie czytadło i romansidło fantasy, które wszakże broni się świetnie wykreowanym światem, z różnorodnymi nacjami i rasami inteligentnych stworzeń. Autorka pisze głównie dla kobiet, choć znam tez i mężczyzn, którzy się z tym cyklem polubili. Ogólnie książka dobra, ale nic ponadto - należy ją traktować jak źródło rozrywki, ale nie oczekiwałabym zbytnich fajerwerków.
Cały cykl "Valdemar" to dla mnie takie czytadło i romansidło fantasy, które wszakże broni się świetnie wykreowanym światem, z różnorodnymi nacjami i rasami inteligentnych stworzeń. Autorka pisze głównie dla kobiet, choć znam tez i mężczyzn, którzy się z tym cyklem polubili. Ogólnie książka dobra, ale nic ponadto - należy ją traktować jak źródło rozrywki, ale nie...
Cudowna książka, dzięki której rozpoczęła się moja pasja czytania. Historia o więziach, miłości, zaufaniu, misji, wierze we własne siły, determinacji i pomocy innym. Napisane od dość nietypowej strony, gdyż mimo że jest to pierwsza część trylogii Wojen Magów, większość świata poznajemy nie ze strony pola bitwy, ale obozu i ludzi (choć nie tylko) w nim żyjących. Pasjonujące zakończenie od którego nie sposób się oderwać.
Dzięki niej od zawsze, pomimo opisu trudów, wątpliwości z którymi związana jest ta praca, chciałam pomagać ludziom i zostać prawdziwym Kestra'chern ;)
Cudowna książka, dzięki której rozpoczęła się moja pasja czytania. Historia o więziach, miłości, zaufaniu, misji, wierze we własne siły, determinacji i pomocy innym. Napisane od dość nietypowej strony, gdyż mimo że jest to pierwsza część trylogii Wojen Magów, większość świata poznajemy nie ze strony pola bitwy, ale obozu i ludzi (choć nie tylko) w nim żyjących. Pasjonujące...
Zgadzam się z większością opinii, że zakończenie przebija resztę. Akcja pod koniec książki zdecydowanie przyspiesza, a takiego rozwiązania w ogóle się nie spodziewałam.
Co do reszty książki, powinna zadowolić kobiece serca spragnione miłości i czułości opisanych na kartach powieści ;) Szczerze? Mnie się to podobało, zwłaszcza postać Bursztynowego Żurawia, który łączy w sobie cechy psychologa, masażysty, kochanka oraz uzdrowiciela duszy i ciała - generalnie, połączenie tych pozytywnych cech człowieka, które tworzą ideał mężczyzny :)
Uniwersum przedstawione trochę chaotycznie i czasami się gubiłam, ale nie przeszkadzało to na tyle, aby zaczynać lekturę jeszcze raz.
A teraz zabieram się za drugi tom :)
Zgadzam się z większością opinii, że zakończenie przebija resztę. Akcja pod koniec książki zdecydowanie przyspiesza, a takiego rozwiązania w ogóle się nie spodziewałam.
Co do reszty książki, powinna zadowolić kobiece serca spragnione miłości i czułości opisanych na kartach powieści ;) Szczerze? Mnie się to podobało, zwłaszcza postać Bursztynowego Żurawia, który łączy w...
Przy takich książkach cieszę się że serię zaczęłam od środka. Szczerze mówiąc przeczytałam całą serie o Valdemarze i żadna książka nie była tak ciężka jak ta obawiam się że kolejne części gryfów tez nie będą lepsze...Pomysł historii nawet fajny ale momentami miałam wrażenie że była pisana na siłę. Z całej książki najlepsze było zakończenie. Prawdę mówiąc spodziewałam się więcej po Pani Lackey.
Przy takich książkach cieszę się że serię zaczęłam od środka. Szczerze mówiąc przeczytałam całą serie o Valdemarze i żadna książka nie była tak ciężka jak ta obawiam się że kolejne części gryfów tez nie będą lepsze...Pomysł historii nawet fajny ale momentami miałam wrażenie że była pisana na siłę. Z całej książki najlepsze było zakończenie. Prawdę mówiąc spodziewałam się...
Fajna powieść wprawdzie o wojnie ale nie skonstruowana tylko na niej ale również na głównych bohaterach. Wojna to tylko dalsze tło dla postaci. polecam.
Fajna powieść wprawdzie o wojnie ale nie skonstruowana tylko na niej ale również na głównych bohaterach. Wojna to tylko dalsze tło dla postaci. polecam.
Zdecydowanie zbyt wiele niepotrzebnych i nic nie wnoszących do treści dialogów. Momentami nużąco wręcz naiwna. Męczący był także przedłużający się motyw kopulacji gryfów i zawiłości z tym związanych. Mam wrażenie, że zdecydowanie 3/4 książki o wojnie traktuje o jakiś mało wyrafinowanych krotochwilach zamiast o właśnie wojnie. Rozumiem dlaczego tak wiele osób oceniło wysoko tę książkę - ostatnie 70 str. zdecydowanie może przeważyć na szali opinię o niej. Jednak ja oceniam całość i więcej niż dobra nie jestem w stanie dać, a to i tak już jest ocena z profitem, jako że zakończenie jest naprawdę fenomenalne i trzyma w napięciu. Czego nie można niestety powiedzieć o pozostałych 280 stronach.
Wątek romantyczny Bursztynowego Żurawia jest ciekawy i poruszający. Postacie Vikteriena i Aubriego dodają smaczku. Niestety w fabule nie ma równowagi dobra i zła - przeważają ckliwie, uczynne postacie - co po prostu na dłużą metę nudne. Dużym minusem, który utrudniał wizualizację i osadzenie charakterów, był fakt, że poszczególne rasy nie zostały sprecyzowane. A więc o tym, że hetarsi to jaszczurki dowiadujemy się przypadkiem na samym końcu, i to prawdopodobnie tylko i wyłącznie dlatego, że autorzy chcieli uniknąć namnażających się powtórzeń.
Gdyby nie zakończenie książka była by może niżej niż przeciętna. Ale to obietnica na dobrą kontynuację, która mam szczerą nadzieję, zostanie utrzymana w konwencji ostatnich partii tomu.
Zdecydowanie zbyt wiele niepotrzebnych i nic nie wnoszących do treści dialogów. Momentami nużąco wręcz naiwna. Męczący był także przedłużający się motyw kopulacji gryfów i zawiłości z tym związanych. Mam wrażenie, że zdecydowanie 3/4 książki o wojnie traktuje o jakiś mało wyrafinowanych krotochwilach zamiast o właśnie wojnie. Rozumiem dlaczego tak wiele osób oceniło wysoko...
Zakończenie miazga ale reszta... Niby wojna a taktyki, strategii czy w ogóle scen bitewnych tyle co nic... Może ja czegoś nie rozumiem lub coś do mnie nie dotarło ale czytając (słuchając :D) tę książkę miałem wrażenie, że w całej akcji chodzi głównie o emancypację gryfów.... A to kompletnie nie o to chodzi w literaturze mającej ambicje poruszac tematykę wojenną... Do tego wszystkiego kreacja universum praktycznie żadna... Mimo wszystko 8 gwiazdek. Za zakończenie.
Zakończenie miazga ale reszta... Niby wojna a taktyki, strategii czy w ogóle scen bitewnych tyle co nic... Może ja czegoś nie rozumiem lub coś do mnie nie dotarło ale czytając (słuchając :D) tę książkę miałem wrażenie, że w całej akcji chodzi głównie o emancypację gryfów.... A to kompletnie nie o to chodzi w literaturze mającej ambicje poruszac tematykę wojenną... Do tego...
Świetna książka fantasy. I tom trylogii o Skandranonie. Szczerze powiem że Christopher Paolini ze swoim "Eragonem" może się schować. W moim odczuciu ta książka jest trzy razy lepsza. Podobało mi się spojrzenie z dwóch stron na daną sytuację oraz przeplatanie scen powietrznych bitew z życiem w obozie. Po za tym ta książka to świat magów, uzdrowicieli, gryfów i innych magicznych stworzeń oraz postaci czyli wszystko to co kocha prawdziwy fan fantasy.
Świetna książka fantasy. I tom trylogii o Skandranonie. Szczerze powiem że Christopher Paolini ze swoim "Eragonem" może się schować. W moim odczuciu ta książka jest trzy razy lepsza. Podobało mi się spojrzenie z dwóch stron na daną sytuację oraz przeplatanie scen powietrznych bitew z życiem w obozie. Po za tym ta książka to świat magów, uzdrowicieli, gryfów i innych...
Do Czarnego gryfa, pierwszego tomu Wojen Magów Mercedes Lackey zabierałam się dwa razy. Za pierwszym razem odłożyłam książkę, bo nie miałam siły na dłuższe cykle czy - w tym przypadku - trylogie. Jednakże niedługo potem wróciłam do powieści.
Akcja Czarnego gryfa rozgrywa się w świecie, który już czytelnikom przybliżałam, z tym, że jest to odległa przeszłość w stosunku do książek, które omawiałam wcześniej. Bohaterem, tytułowym czarnym gryfem, jest Skandranon (dla przyjaciół Skan), walczący w armii Urtho, Maga Ciszy. ÓW czarnoksiężnik, wraz ze stworzonymi przez siebie gryfami i innymi sprzymierzeńcami stawiał czoła złemu Ma'arowi, który powoli przejmował władzę nad całą krainą. Wojska Urtho zostały ostatecznie okrążone i podjęły próbę ucieczki przed ostatecznym atakiem.
Prócz wątków wojennych, których nie ma aż tak wiele, jest masa wątków z życia w obozie armii Urtho. Jego podkomendni nie byli jednorodną grupą, stanowili zlepek kultur i ras, wciąż kłócących się między sobą i starających się jakoś przetrwać całe zamieszanie. Ciekawą postacią był Bursztynowy Żuraw, który - poza głupim imieniem - był postacią bardzo miłą, tolerancyjną i często niosącą ukojenie w rozterkach oraz dobre rady swoim przyjaciołom. Skan był gryfem silnym i dumnym, nie pozbawionym narcyzmu. Ponadto, pomimo swojej popularności - a może przez nią - był także irytujący i zamknięty w sobie. Jednakże dla tej garstki prawdziwych przyjaciół gotów był zrobić wszystko niezależnie od ceny, jaką musiałby zapłacić. Podobała mi się też postać Zhaneel, gryficy odrzucanej przez współziomków z powodu jej niewielkich rozmiarów. Okazała się jednak mieć wielką determinację i siłę woli, za co ją bardzo polubiłam.
Świat, w którym żyli owi bohaterowie pełen był magii, niezwykłych stworzeń i barwnych kultur rządzących się swoimi prawami. Różnil się od świata, jaki poznaliśmy w książkach o heroldach z Valdemaru, ten był ogarnięty wojną, która zdawała się zmierzać nieubłaganie ku końcowi. Polecam szczególnie fantastom, młodzieży i tym, którzy lubią gryfy. Chociaż te stworzenia często goszczą na kartach powieści fantasy, to rzadko grają pierwsze skrzypce
Do Czarnego gryfa, pierwszego tomu Wojen Magów Mercedes Lackey zabierałam się dwa razy. Za pierwszym razem odłożyłam książkę, bo nie miałam siły na dłuższe cykle czy - w tym przypadku - trylogie. Jednakże niedługo potem wróciłam do powieści.
Akcja Czarnego gryfa rozgrywa się w świecie, który już czytelnikom przybliżałam, z tym, że jest to odległa przeszłość w stosunku do...
Z obszernego cyklu Valdemaru najbardziej magiczna i samodzielna trylogia. Fascynujący świat, genialne postacie o barwnych i żywych charakterach, można się zanurzyć w fantastyce i nie przytomnieć cały dzień.
Z obszernego cyklu Valdemaru najbardziej magiczna i samodzielna trylogia. Fascynujący świat, genialne postacie o barwnych i żywych charakterach, można się zanurzyć w fantastyce i nie przytomnieć cały dzień.
Rewelacyjna książka, moja pierwsza, jeśli chodzi o twórczość M.Lackey, pełna magii, seksu, wyważenia, nierealny świat jest taki rzeczywisty i dopracowany!
Rewelacyjna książka, moja pierwsza, jeśli chodzi o twórczość M.Lackey, pełna magii, seksu, wyważenia, nierealny świat jest taki rzeczywisty i dopracowany!
Miłość, przyjaźń, wzajemne zaufanie, ale równocześnie niebezpieczeństwo, zdrada i obawa o każdą kolejną chwilę. to wszystko okraszone magią, nutką analizy psychologicznej i z wojną w tle. Do tego gryfy (ale nie tylko) w roli głównych bohaterów i jest historia doskonała. Do ideału brakuje chyba tylko elfów…
Tak w skrócie można by podsumować tę powieść.
Lubię ją właśnie ze względu na tę różnorodność, choć musiałabym się poważnie zastanowić co sprawiło, że zaczęłam do niej wracać. Może to, o czym już wspomniałam, a może coś innego?
Jedno jest pewne… każde spotkanie z bohaterami kolejnych tomów jest niezwykłą przygodą i często odkrywam na kartach coś nowego. A nie jest to proste, gdy cykl zna się od „dziestu” lat.
Czy Wy znajdziecie tu coś dla siebie? Wierzę, że tak…
Miłość, przyjaźń, wzajemne zaufanie, ale równocześnie niebezpieczeństwo, zdrada i obawa o każdą kolejną chwilę. to wszystko okraszone magią, nutką analizy psychologicznej i z wojną w tle. Do tego gryfy (ale nie tylko) w roli głównych bohaterów i jest historia doskonała. Do ideału brakuje chyba tylko elfów…
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak w skrócie można by podsumować tę powieść.
Lubię ją właśnie ze...
Jak wspomniał ktoś inny, jest to chyba jedyna książka w której gryf jest głównym bohaterem. Samo to w moich oczach jest wielkim plusem, szczególnie że wydano ją w 1997r! Można by powiedzieć, że od tego czasu, „Czarny Gryf” powinien stać się swoistą klasyką, od której kolejne pokolenia autorów będą próbowały czerpać… tu zaczynają się problemy.
Tak jak moty gryfa stanowiącego główną postać jest spoko, tak cała reszta… no po prostu leży. Pierwszy rozdział wydawał się być wyjątkowo obiecujący. Potem było zaś tylko gorzej.
„Wojna pokazana od innej strony” głosi opis. Serio? To nie jest wojna. To jest brazylijska telenowela kręcona w wojskowym obozie. Bohaterowie zamiast robienia czegokolwiek by ją skończyć, chodzą jedynie do masażysty, który w oczach ich armii postrzegany jest jako jednoosobowa agencja towarzyska.
Jesteśmy bombardowani masą terminów, z czego żaden nie jest wyjaśniany w jasny sposób, dzięki czemu po przeczytaniu nadal nie wiem które z nich oznaczały zawody, a które rasy. Najbardziej bolą mnie „makkary” (mam nadzieję, że dobrze to napisałem), bo ciągle nie wiem czym one właściwie były. Generalnie, opisy leżą chyba że przechodzimy do przemyśleń pana Bursztynowego Żurawia albo opisów anatomii gryfów.
Ze względu na wiek książki, nie będę oceniał charakteru bohaterów, ani niespecjalnej złożoności antagonistów. Są jacy są, w tamtych czasach ciężko było o cokolwiek lepszego. Jednak osobowość Skanadrona… błagam, naprawdę? Przez całą książkę wszyscy opisują go jako babiarza, cwaniaka i takiego gryfiego Jamesa Bonda. Problem w tym, że pamiętam maksymalnie jeden fragment, w którym rzeczywiście się tak zachowywał. W pozostałych jest po prostu…pusty.
Motyw Zhaneel i krzyżówek gryfów jest całkiem spoko, poza tym że jest przewidywalny w opór. Stanowi przeciwieństwo do tego głównego maga – Urtho, który w momentach w których powinien dać komuś po pysku, zachowuje spokój i melancholię.
Pora na cream de la cream – Bursztynowego Żurawia. Ten pan, nie dość że posiadający magiczną moc masarzu, aparycję Ibisza i niezachwiany spokój, jest również najmądrzejszą istotą pokazanego świata. Zawsze rzuci jakimś mądrym morałem, zawsze dopomoże, wyrecytuje cytat, za przeproszeniem, z dupy, wyglądający tak jakby cały dialog dążył właśnie do wypowiedzenia tych słów. Prowadzi ten swój namiot masażystów, przy czym przez całą powieść przyjmuje cztery ważne postacie. Cztery z nich idą do niego z intencją pobaraszkowania. Świetne wojsko.
Akcja biegnie z niesamowitą prędkością, rzecz jasna w momentach w których biegnie, a przez większość książki stoi. Powieść zaczyna się z rozmachem, następnie wlecze się by zakończyć się nieoczywistym i niejasnym zakończeniem. Wróg zostaje pokonany w sposób, który mógłby zostać wykorzystany nawet na początku książki. Nic nie trzyma się kupy, ale otrzymujemy ckliwą scenę gdzie bohaterowie żegnają się, a Żuraw wygłasza swoje morały.
Chciałbym dać „Czarnemu Gryfowi” wyższą ocenę, ale nie umiem, już i tak zawyżyłem swoją opinię. To jest po prostu smutne, że autorzy nie wiedzieli o czym chcą pisać.
Jak wspomniał ktoś inny, jest to chyba jedyna książka w której gryf jest głównym bohaterem. Samo to w moich oczach jest wielkim plusem, szczególnie że wydano ją w 1997r! Można by powiedzieć, że od tego czasu, „Czarny Gryf” powinien stać się swoistą klasyką, od której kolejne pokolenia autorów będą próbowały czerpać… tu zaczynają się problemy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak jak moty gryfa...
Jedyny (szukałem i innego nie znalazłem) wydany w Polsce cykl, w którym gryfy są jednymi z głównych bohaterów.
EDIT: A jednak znalazłem cykl, gdzie również są gryfy, "Wojna Lotosowa" Co prawda nie jako główny bohater a towarzysz i jednak Czarny Gryf jest dużo lepszy.
Jedyny (szukałem i innego nie znalazłem) wydany w Polsce cykl, w którym gryfy są jednymi z głównych bohaterów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEDIT: A jednak znalazłem cykl, gdzie również są gryfy, "Wojna Lotosowa" Co prawda nie jako główny bohater a towarzysz i jednak Czarny Gryf jest dużo lepszy.
(Uwaga, spoiluję nawet zakończenie).
Podstawowy problem, jaki mam z tą książką, jest taki, że drzemie w niej niewykorzystany potencjał. Z jednej strony toczy się wojna, z drugiej – clou powieści stanowią konflikty mające miejsce wewnątrz obozu maga Urtho. Paradoksalnie taki zabieg bardzo mi się podoba, ponieważ nie dość, że na nim też można oprzeć porządną historię, to jeszcze autor ma okazję, by ukazać psychologię bohaterów. W kontekście tego ostatniego świetnie mi się czytało dialogi, a już szczególnie konwersację Bursztynowego Żurawia z gryfsokolicą Zhaneel, która to konwersacja – jak na tanie fantasy – została poprowadzona w sposób mistrzowski. Mogłaby się nawet znaleźć w tytule jakiegoś bardziej cenionego autora i pewnie nie zauważyłbym różnicy!
Co więc zawiodło? Mianowicie to, że owszem, są konflikty, ale często nie poświęcono im należytej uwagi. Czy mówiąc wprost – niektóre potraktowano cholernie płytko. Na przykład wspomniana już Zhaneel – poniżana przez dowódcę i mająca w związku z tym duże problemy z samoakceptacją – raptem w kolejnej scenie ze swoim udziałem pokazuje, że odtąd nie ma ani chwili zwątpienia i nic nie jest jej straszne. W tym kontekście razi też jednowymiarowość postaci. Otóż konflikty w obozie Urtho biorą się głównie stąd, że działają na jej niekorzyść trzy postacie. I z samym tym pomysłem nie widzę problemu, tylko jak go rozwiązano – jednej z tych postaci wyperswadowano, że postępuje źle, i po rozmowie z Bursztynowym Żurawiem się nawraca, a pozostali, jak się później okaże, cały czas po kryjomu współpracowali z przywódcą tego „złego” obozu. Tak.
Ponadto w opowieści zdarzają się błędy logiczne (jedne z postaci w pewnym momencie pomagają Skandranonowi, mimo że nie zarysowano wyraźnego powodu, dla którego miałyby to robić), a zakończenie uważam wręcz za żałosne. Tu zatrzymajmy się na chwilę, bo trzeba wyjaśnić. Otóż w pewnym momencie Urtho zostaje otruty, i to w taki sposób, że znajduje się praktycznie na skraju śmierci. Co wtedy robi? Nawiązuje magiczne połączenie z przywódcą „złego” obozu (mogłem coś pomylić, bo książkę czytałem kilka lat temu) i w trakcie rozmowy udaje mu się sprowokować go do popełnienia samobójstwa (sic!!!). Będąc, podkreślam, na skraju śmierci.
Głupota tej sceny to jedno. O wiele większym problemem jest to, że kompletnie niszczy ona zawieszenie niewiary, ponieważ czyni fabułę niewiarygodną już u samych podstaw. Bo skoro wystarczyło zrobić to, co zrobił Urtho, to na co była ta cała wojna?
Ostatnio zamówiłem sobie drugi tom, gdyż ogólnie bardzo lubię czytać o stworzeniach fantastycznych. Jeśli jednak chodzi o fabułę, to po tanim fantasy wiele się nie spodziewam. Tylko szkoda mi takiej pozycji jak „Czarny Gryf”, bo tak jak wspomniałem na początku, potencjał był przeogromny. Problem polegał na tym, że autorzy albo nie umieli, albo nie chcieli, albo nie mieli czasu go wykorzystać.
(Uwaga, spoiluję nawet zakończenie).
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodstawowy problem, jaki mam z tą książką, jest taki, że drzemie w niej niewykorzystany potencjał. Z jednej strony toczy się wojna, z drugiej – clou powieści stanowią konflikty mające miejsce wewnątrz obozu maga Urtho. Paradoksalnie taki zabieg bardzo mi się podoba, ponieważ nie dość, że na nim też można oprzeć porządną historię, to...
Cały cykl "Valdemar" to dla mnie takie czytadło i romansidło fantasy, które wszakże broni się świetnie wykreowanym światem, z różnorodnymi nacjami i rasami inteligentnych stworzeń. Autorka pisze głównie dla kobiet, choć znam tez i mężczyzn, którzy się z tym cyklem polubili. Ogólnie książka dobra, ale nic ponadto - należy ją traktować jak źródło rozrywki, ale nie oczekiwałabym zbytnich fajerwerków.
Cały cykl "Valdemar" to dla mnie takie czytadło i romansidło fantasy, które wszakże broni się świetnie wykreowanym światem, z różnorodnymi nacjami i rasami inteligentnych stworzeń. Autorka pisze głównie dla kobiet, choć znam tez i mężczyzn, którzy się z tym cyklem polubili. Ogólnie książka dobra, ale nic ponadto - należy ją traktować jak źródło rozrywki, ale nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudowna książka, dzięki której rozpoczęła się moja pasja czytania. Historia o więziach, miłości, zaufaniu, misji, wierze we własne siły, determinacji i pomocy innym. Napisane od dość nietypowej strony, gdyż mimo że jest to pierwsza część trylogii Wojen Magów, większość świata poznajemy nie ze strony pola bitwy, ale obozu i ludzi (choć nie tylko) w nim żyjących. Pasjonujące zakończenie od którego nie sposób się oderwać.
Dzięki niej od zawsze, pomimo opisu trudów, wątpliwości z którymi związana jest ta praca, chciałam pomagać ludziom i zostać prawdziwym Kestra'chern ;)
Cudowna książka, dzięki której rozpoczęła się moja pasja czytania. Historia o więziach, miłości, zaufaniu, misji, wierze we własne siły, determinacji i pomocy innym. Napisane od dość nietypowej strony, gdyż mimo że jest to pierwsza część trylogii Wojen Magów, większość świata poznajemy nie ze strony pola bitwy, ale obozu i ludzi (choć nie tylko) w nim żyjących. Pasjonujące...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZgadzam się z większością opinii, że zakończenie przebija resztę. Akcja pod koniec książki zdecydowanie przyspiesza, a takiego rozwiązania w ogóle się nie spodziewałam.
Co do reszty książki, powinna zadowolić kobiece serca spragnione miłości i czułości opisanych na kartach powieści ;) Szczerze? Mnie się to podobało, zwłaszcza postać Bursztynowego Żurawia, który łączy w sobie cechy psychologa, masażysty, kochanka oraz uzdrowiciela duszy i ciała - generalnie, połączenie tych pozytywnych cech człowieka, które tworzą ideał mężczyzny :)
Uniwersum przedstawione trochę chaotycznie i czasami się gubiłam, ale nie przeszkadzało to na tyle, aby zaczynać lekturę jeszcze raz.
A teraz zabieram się za drugi tom :)
Zgadzam się z większością opinii, że zakończenie przebija resztę. Akcja pod koniec książki zdecydowanie przyspiesza, a takiego rozwiązania w ogóle się nie spodziewałam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo do reszty książki, powinna zadowolić kobiece serca spragnione miłości i czułości opisanych na kartach powieści ;) Szczerze? Mnie się to podobało, zwłaszcza postać Bursztynowego Żurawia, który łączy w...
Przy takich książkach cieszę się że serię zaczęłam od środka. Szczerze mówiąc przeczytałam całą serie o Valdemarze i żadna książka nie była tak ciężka jak ta obawiam się że kolejne części gryfów tez nie będą lepsze...Pomysł historii nawet fajny ale momentami miałam wrażenie że była pisana na siłę. Z całej książki najlepsze było zakończenie. Prawdę mówiąc spodziewałam się więcej po Pani Lackey.
Przy takich książkach cieszę się że serię zaczęłam od środka. Szczerze mówiąc przeczytałam całą serie o Valdemarze i żadna książka nie była tak ciężka jak ta obawiam się że kolejne części gryfów tez nie będą lepsze...Pomysł historii nawet fajny ale momentami miałam wrażenie że była pisana na siłę. Z całej książki najlepsze było zakończenie. Prawdę mówiąc spodziewałam się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFajna powieść wprawdzie o wojnie ale nie skonstruowana tylko na niej ale również na głównych bohaterach. Wojna to tylko dalsze tło dla postaci. polecam.
Fajna powieść wprawdzie o wojnie ale nie skonstruowana tylko na niej ale również na głównych bohaterach. Wojna to tylko dalsze tło dla postaci. polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdecydowanie zbyt wiele niepotrzebnych i nic nie wnoszących do treści dialogów. Momentami nużąco wręcz naiwna. Męczący był także przedłużający się motyw kopulacji gryfów i zawiłości z tym związanych. Mam wrażenie, że zdecydowanie 3/4 książki o wojnie traktuje o jakiś mało wyrafinowanych krotochwilach zamiast o właśnie wojnie. Rozumiem dlaczego tak wiele osób oceniło wysoko tę książkę - ostatnie 70 str. zdecydowanie może przeważyć na szali opinię o niej. Jednak ja oceniam całość i więcej niż dobra nie jestem w stanie dać, a to i tak już jest ocena z profitem, jako że zakończenie jest naprawdę fenomenalne i trzyma w napięciu. Czego nie można niestety powiedzieć o pozostałych 280 stronach.
Wątek romantyczny Bursztynowego Żurawia jest ciekawy i poruszający. Postacie Vikteriena i Aubriego dodają smaczku. Niestety w fabule nie ma równowagi dobra i zła - przeważają ckliwie, uczynne postacie - co po prostu na dłużą metę nudne. Dużym minusem, który utrudniał wizualizację i osadzenie charakterów, był fakt, że poszczególne rasy nie zostały sprecyzowane. A więc o tym, że hetarsi to jaszczurki dowiadujemy się przypadkiem na samym końcu, i to prawdopodobnie tylko i wyłącznie dlatego, że autorzy chcieli uniknąć namnażających się powtórzeń.
Gdyby nie zakończenie książka była by może niżej niż przeciętna. Ale to obietnica na dobrą kontynuację, która mam szczerą nadzieję, zostanie utrzymana w konwencji ostatnich partii tomu.
Zdecydowanie zbyt wiele niepotrzebnych i nic nie wnoszących do treści dialogów. Momentami nużąco wręcz naiwna. Męczący był także przedłużający się motyw kopulacji gryfów i zawiłości z tym związanych. Mam wrażenie, że zdecydowanie 3/4 książki o wojnie traktuje o jakiś mało wyrafinowanych krotochwilach zamiast o właśnie wojnie. Rozumiem dlaczego tak wiele osób oceniło wysoko...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZakończenie miazga ale reszta... Niby wojna a taktyki, strategii czy w ogóle scen bitewnych tyle co nic... Może ja czegoś nie rozumiem lub coś do mnie nie dotarło ale czytając (słuchając :D) tę książkę miałem wrażenie, że w całej akcji chodzi głównie o emancypację gryfów.... A to kompletnie nie o to chodzi w literaturze mającej ambicje poruszac tematykę wojenną... Do tego wszystkiego kreacja universum praktycznie żadna... Mimo wszystko 8 gwiazdek. Za zakończenie.
Zakończenie miazga ale reszta... Niby wojna a taktyki, strategii czy w ogóle scen bitewnych tyle co nic... Może ja czegoś nie rozumiem lub coś do mnie nie dotarło ale czytając (słuchając :D) tę książkę miałem wrażenie, że w całej akcji chodzi głównie o emancypację gryfów.... A to kompletnie nie o to chodzi w literaturze mającej ambicje poruszac tematykę wojenną... Do tego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSporo ciekawych pomysłów, będących szczyptą polotu w nieco ospałym w tamtym czasie świecie fantasy.
Sporo ciekawych pomysłów, będących szczyptą polotu w nieco ospałym w tamtym czasie świecie fantasy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna książka fantasy. I tom trylogii o Skandranonie. Szczerze powiem że Christopher Paolini ze swoim "Eragonem" może się schować. W moim odczuciu ta książka jest trzy razy lepsza. Podobało mi się spojrzenie z dwóch stron na daną sytuację oraz przeplatanie scen powietrznych bitew z życiem w obozie. Po za tym ta książka to świat magów, uzdrowicieli, gryfów i innych magicznych stworzeń oraz postaci czyli wszystko to co kocha prawdziwy fan fantasy.
Świetna książka fantasy. I tom trylogii o Skandranonie. Szczerze powiem że Christopher Paolini ze swoim "Eragonem" może się schować. W moim odczuciu ta książka jest trzy razy lepsza. Podobało mi się spojrzenie z dwóch stron na daną sytuację oraz przeplatanie scen powietrznych bitew z życiem w obozie. Po za tym ta książka to świat magów, uzdrowicieli, gryfów i innych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo Czarnego gryfa, pierwszego tomu Wojen Magów Mercedes Lackey zabierałam się dwa razy. Za pierwszym razem odłożyłam książkę, bo nie miałam siły na dłuższe cykle czy - w tym przypadku - trylogie. Jednakże niedługo potem wróciłam do powieści.
Akcja Czarnego gryfa rozgrywa się w świecie, który już czytelnikom przybliżałam, z tym, że jest to odległa przeszłość w stosunku do książek, które omawiałam wcześniej. Bohaterem, tytułowym czarnym gryfem, jest Skandranon (dla przyjaciół Skan), walczący w armii Urtho, Maga Ciszy. ÓW czarnoksiężnik, wraz ze stworzonymi przez siebie gryfami i innymi sprzymierzeńcami stawiał czoła złemu Ma'arowi, który powoli przejmował władzę nad całą krainą. Wojska Urtho zostały ostatecznie okrążone i podjęły próbę ucieczki przed ostatecznym atakiem.
Prócz wątków wojennych, których nie ma aż tak wiele, jest masa wątków z życia w obozie armii Urtho. Jego podkomendni nie byli jednorodną grupą, stanowili zlepek kultur i ras, wciąż kłócących się między sobą i starających się jakoś przetrwać całe zamieszanie. Ciekawą postacią był Bursztynowy Żuraw, który - poza głupim imieniem - był postacią bardzo miłą, tolerancyjną i często niosącą ukojenie w rozterkach oraz dobre rady swoim przyjaciołom. Skan był gryfem silnym i dumnym, nie pozbawionym narcyzmu. Ponadto, pomimo swojej popularności - a może przez nią - był także irytujący i zamknięty w sobie. Jednakże dla tej garstki prawdziwych przyjaciół gotów był zrobić wszystko niezależnie od ceny, jaką musiałby zapłacić. Podobała mi się też postać Zhaneel, gryficy odrzucanej przez współziomków z powodu jej niewielkich rozmiarów. Okazała się jednak mieć wielką determinację i siłę woli, za co ją bardzo polubiłam.
Świat, w którym żyli owi bohaterowie pełen był magii, niezwykłych stworzeń i barwnych kultur rządzących się swoimi prawami. Różnil się od świata, jaki poznaliśmy w książkach o heroldach z Valdemaru, ten był ogarnięty wojną, która zdawała się zmierzać nieubłaganie ku końcowi. Polecam szczególnie fantastom, młodzieży i tym, którzy lubią gryfy. Chociaż te stworzenia często goszczą na kartach powieści fantasy, to rzadko grają pierwsze skrzypce
(http://luincaerherbata.blogspot.com/2012/10/164-czarny-gryf-mercedes-lackey-larry.html)
Do Czarnego gryfa, pierwszego tomu Wojen Magów Mercedes Lackey zabierałam się dwa razy. Za pierwszym razem odłożyłam książkę, bo nie miałam siły na dłuższe cykle czy - w tym przypadku - trylogie. Jednakże niedługo potem wróciłam do powieści.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja Czarnego gryfa rozgrywa się w świecie, który już czytelnikom przybliżałam, z tym, że jest to odległa przeszłość w stosunku do...
Z obszernego cyklu Valdemaru najbardziej magiczna i samodzielna trylogia. Fascynujący świat, genialne postacie o barwnych i żywych charakterach, można się zanurzyć w fantastyce i nie przytomnieć cały dzień.
Z obszernego cyklu Valdemaru najbardziej magiczna i samodzielna trylogia. Fascynujący świat, genialne postacie o barwnych i żywych charakterach, można się zanurzyć w fantastyce i nie przytomnieć cały dzień.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRewelacyjna książka, moja pierwsza, jeśli chodzi o twórczość M.Lackey, pełna magii, seksu, wyważenia, nierealny świat jest taki rzeczywisty i dopracowany!
Rewelacyjna książka, moja pierwsza, jeśli chodzi o twórczość M.Lackey, pełna magii, seksu, wyważenia, nierealny świat jest taki rzeczywisty i dopracowany!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to