Wróć na stronę książki

Oceny książki Czarny Gryf

Średnia ocen
6,9 / 10
158 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
224
222

Na półkach:

Miłość, przyjaźń, wzajemne zaufanie, ale równocześnie niebezpieczeństwo, zdrada i obawa o każdą kolejną chwilę. to wszystko okraszone magią, nutką analizy psychologicznej i z wojną w tle. Do tego gryfy (ale nie tylko) w roli głównych bohaterów i jest historia doskonała. Do ideału brakuje chyba tylko elfów…
Tak w skrócie można by podsumować tę powieść.
Lubię ją właśnie ze względu na tę różnorodność, choć musiałabym się poważnie zastanowić co sprawiło, że zaczęłam do niej wracać. Może to, o czym już wspomniałam, a może coś innego?
Jedno jest pewne… każde spotkanie z bohaterami kolejnych tomów jest niezwykłą przygodą i często odkrywam na kartach coś nowego. A nie jest to proste, gdy cykl zna się od „dziestu” lat.
Czy Wy znajdziecie tu coś dla siebie? Wierzę, że tak…

Miłość, przyjaźń, wzajemne zaufanie, ale równocześnie niebezpieczeństwo, zdrada i obawa o każdą kolejną chwilę. to wszystko okraszone magią, nutką analizy psychologicznej i z wojną w tle. Do tego gryfy (ale nie tylko) w roli głównych bohaterów i jest historia doskonała. Do ideału brakuje chyba tylko elfów…
Tak w skrócie można by podsumować tę powieść.
Lubię ją właśnie ze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
151
35

Na półkach:

Jak wspomniał ktoś inny, jest to chyba jedyna książka w której gryf jest głównym bohaterem. Samo to w moich oczach jest wielkim plusem, szczególnie że wydano ją w 1997r! Można by powiedzieć, że od tego czasu, „Czarny Gryf” powinien stać się swoistą klasyką, od której kolejne pokolenia autorów będą próbowały czerpać… tu zaczynają się problemy.
Tak jak moty gryfa stanowiącego główną postać jest spoko, tak cała reszta… no po prostu leży. Pierwszy rozdział wydawał się być wyjątkowo obiecujący. Potem było zaś tylko gorzej.
„Wojna pokazana od innej strony” głosi opis. Serio? To nie jest wojna. To jest brazylijska telenowela kręcona w wojskowym obozie. Bohaterowie zamiast robienia czegokolwiek by ją skończyć, chodzą jedynie do masażysty, który w oczach ich armii postrzegany jest jako jednoosobowa agencja towarzyska.
Jesteśmy bombardowani masą terminów, z czego żaden nie jest wyjaśniany w jasny sposób, dzięki czemu po przeczytaniu nadal nie wiem które z nich oznaczały zawody, a które rasy. Najbardziej bolą mnie „makkary” (mam nadzieję, że dobrze to napisałem), bo ciągle nie wiem czym one właściwie były. Generalnie, opisy leżą chyba że przechodzimy do przemyśleń pana Bursztynowego Żurawia albo opisów anatomii gryfów.
Ze względu na wiek książki, nie będę oceniał charakteru bohaterów, ani niespecjalnej złożoności antagonistów. Są jacy są, w tamtych czasach ciężko było o cokolwiek lepszego. Jednak osobowość Skanadrona… błagam, naprawdę? Przez całą książkę wszyscy opisują go jako babiarza, cwaniaka i takiego gryfiego Jamesa Bonda. Problem w tym, że pamiętam maksymalnie jeden fragment, w którym rzeczywiście się tak zachowywał. W pozostałych jest po prostu…pusty.
Motyw Zhaneel i krzyżówek gryfów jest całkiem spoko, poza tym że jest przewidywalny w opór. Stanowi przeciwieństwo do tego głównego maga – Urtho, który w momentach w których powinien dać komuś po pysku, zachowuje spokój i melancholię.
Pora na cream de la cream – Bursztynowego Żurawia. Ten pan, nie dość że posiadający magiczną moc masarzu, aparycję Ibisza i niezachwiany spokój, jest również najmądrzejszą istotą pokazanego świata. Zawsze rzuci jakimś mądrym morałem, zawsze dopomoże, wyrecytuje cytat, za przeproszeniem, z dupy, wyglądający tak jakby cały dialog dążył właśnie do wypowiedzenia tych słów. Prowadzi ten swój namiot masażystów, przy czym przez całą powieść przyjmuje cztery ważne postacie. Cztery z nich idą do niego z intencją pobaraszkowania. Świetne wojsko.
Akcja biegnie z niesamowitą prędkością, rzecz jasna w momentach w których biegnie, a przez większość książki stoi. Powieść zaczyna się z rozmachem, następnie wlecze się by zakończyć się nieoczywistym i niejasnym zakończeniem. Wróg zostaje pokonany w sposób, który mógłby zostać wykorzystany nawet na początku książki. Nic nie trzyma się kupy, ale otrzymujemy ckliwą scenę gdzie bohaterowie żegnają się, a Żuraw wygłasza swoje morały.
Chciałbym dać „Czarnemu Gryfowi” wyższą ocenę, ale nie umiem, już i tak zawyżyłem swoją opinię. To jest po prostu smutne, że autorzy nie wiedzieli o czym chcą pisać.

Jak wspomniał ktoś inny, jest to chyba jedyna książka w której gryf jest głównym bohaterem. Samo to w moich oczach jest wielkim plusem, szczególnie że wydano ją w 1997r! Można by powiedzieć, że od tego czasu, „Czarny Gryf” powinien stać się swoistą klasyką, od której kolejne pokolenia autorów będą próbowały czerpać… tu zaczynają się problemy.
Tak jak moty gryfa...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
614
385

Na półkach: , , , ,

Jedyny (szukałem i innego nie znalazłem) wydany w Polsce cykl, w którym gryfy są jednymi z głównych bohaterów.

EDIT: A jednak znalazłem cykl, gdzie również są gryfy, "Wojna Lotosowa" Co prawda nie jako główny bohater a towarzysz i jednak Czarny Gryf jest dużo lepszy.

Jedyny (szukałem i innego nie znalazłem) wydany w Polsce cykl, w którym gryfy są jednymi z głównych bohaterów.

EDIT: A jednak znalazłem cykl, gdzie również są gryfy, "Wojna Lotosowa" Co prawda nie jako główny bohater a towarzysz i jednak Czarny Gryf jest dużo lepszy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to