Sięgnęłam po tę książkę z powodu skrajnych opinii czytelników na jej temat. Chciałam się przekonać, po której stronie bym swoją opinię umieściła po lekturze.
Środowisko opisywane w książce było, a teraz jest mi jeszcze bardziej obce. Cioty i geje, nim nie poznałam tematu dzięki lekturze "Lubiewa",wydawali mi się po prostu ludźmi o innej orientacji seksualnej i tyle. Bez oceniania, bez stygmatyzowania. Teraz, kiedy przeczytałam książkę, zmieniło się moje postrzeganie tych ludzi. Mam mieszane odczucia. Zastanawiam się, skąd w człowieku bierze się potrzeba doświadczania ohydy, na przykład zlizywanie z podlogi ludzkich szczyn i czerpanie z tego satysfakcji seksualnej. Czy można przyjąć, że to potrzeba naturalna? Jeśli naturalna, to dlaczego niepowszechna? Albo inne pytanie: Dlaczego rozmówcy autora nie poszukują miłości I bliskości z jednym partnerem a wciąż polują na nowych Orfeuszów pijanych, narażając się nie tylko na choroby, ale i na pobicie, czasem śmierć? Co ich pcha na te nocne pikiety? Najprostsza odpowiedź to pewnie zaspokajanie potrzeby adrenaliny, ale nie wydaje mi się to odpowiedzią poprawną. Nie znalazłam w książce dość jasnej odpowiedzi. Wydają się mi smutno zadowoleni z życia. Nie rodzi się więc we mnie współczucie, nawet nie ludzka solidarność. Nie potrafię sprecyzować swojego stanowiska. Widzę, że definicja czlowieczenstwa jest szersza niż myślałam. Oni nie potrzebują mnie, ja nie potrzebuję ich, choć żyjemy na tej samej planecie i nazywamy siebie ludźmi.
Podobał mi się za to sposób prowadzenia narracji.
Sięgnęłam po tę książkę z powodu skrajnych opinii czytelników na jej temat. Chciałam się przekonać, po której stronie bym swoją opinię umieściła po lekturze.
Środowisko opisywane w książce było, a teraz jest mi jeszcze bardziej obce. Cioty i geje, nim nie poznałam tematu dzięki lekturze "Lubiewa",wydawali mi się po prostu ludźmi o innej orientacji seksualnej i tyle. Bez...
Zrobiłem sobie mały powrót do korzeni z twórczością Witkowskiego i sięgnąłem po jedną z jego pierwszych książek. Pod kątem formy nie jest może szczególnie zaskakująca, w zasadzie dostałem to czego się spodziewałem i coś co na łamach powieści Witkowskiego przewija się nieustannie, czyli cioty i luje.
Ale tym razem mamy tu podział na dwie wyraźne części - geograficzne i historyczne. Bo to z jednej strony opowieść o homoseksualnym Wrocławiu, o jego zaułkach, parkach, barach, z drugiej zaś Michaśka rusza do Lubiewa, czyli "pasa dzikich plaż rozciągających się na odcinku kilkunastu kilometrów pomiędzy Międzyzdrojami a Świnoujściem", gdzie cioty przyjeżdżają na wakacje i próbują poderwać lujków (czyli heteroseksualnych mężczyzn). Na gruncie historycznym to opowieść o homoseksualizmie w czasach PRL, ale też o czasach teraźniejszych (no dobra pierwsze wydanie to 2005 rok) i o tym jak geje się odnaleźli po transformacji ustrojowej.
U Witkowskiego przewija się cała galeria rozmaitych postaci. Zresztą, jak zrozumiałem, tak powstał później "Wielki atlas ciot polskich", czyli komiksowa adaptacja "Lubiewa". Poznajemy te cioty, wysłuchujemy ich opowieści, czytamy o ich przygodach (w końcu to powieść przygodowo-obyczajowa). Ba, nawet poznajemy różne "gatunki ciot", są cioty pobożne, parkowe itd. Zresztą warto zauważyć, że Witkowski w swojej powieści, schodzi do czeluści ciotowskiego świata. To też motyw, który nie spodobał się "Gazet Wyborcz" (jak mawiają bohaterowie książki), że cioty i geje to trochę inne kategorie homoseksualizmu, że Witkowskiego nie interesują geje z klasy średniej, które spotykają się w barach, lecz grając trochę na nostalgicznej nucie, interesują go cioty sponiewierane przez los, biedne, z rozrzewnieniem wspominające PRL. Ten rozdźwięk jest też widoczny na plażach Lubiewa, gdzie spotykają się dwa pokolenia gejów nie potrafiące znaleźć wspólnego języka.
To w zasadzie monografia całej ciotowskiej kultury w czasach PRL, bo zobaczymy jak to się odbywało w parkach, koszarach, jak się podrywało, ale też jak mogły się kończyć takie historie. To cały anturaż obejmujący słownictwo jakim wypowiadają się bohaterowie książki, piosenki, które śpiewają, gesty, mimikę, papierosy, które palą. Miał to być "ciotowski Dekameron", ale w sumie trudno nie odnieść wrażenia, że przechadzamy się tu po różnych kręgach piekła.
Jak wspomniałem, no kojarzę autora z innych powieści, więc w sumie tutaj mógłbym napisać to co dawniej, że jest zabawnie i humorystycznie, że jest obrzydliwie i wulgarnie, że w sumie to mimo wszystko lubię ten styl i co jakiś czas mam dziwną potrzebę do niego wrócić i poczytać o ciotach oraz lujkach, że Witkowski potrafi pokazać, że jest pisarzem inteligentnym, oczytanym, że trochę filmów w życiu obejrzał. Mimo, że jest to tematyka dość specyficzna i totalnie nie w moich klimatach, to u Michaśki zawsze jest ciekawie.
Zrobiłem sobie mały powrót do korzeni z twórczością Witkowskiego i sięgnąłem po jedną z jego pierwszych książek. Pod kątem formy nie jest może szczególnie zaskakująca, w zasadzie dostałem to czego się spodziewałem i coś co na łamach powieści Witkowskiego przewija się nieustannie, czyli cioty i luje.
Ale tym razem mamy tu podział na dwie wyraźne części - geograficzne i...
Bardzo dobry bezkompromisowy i boleśnie szczery opis skrywanego brudu, okròcieństwa i ohydy tęczowej społeczności. Tej ktòra na codzień raczy nas fałszywym uśmiechem i opowieściami o artystach, wrażliwości, miłości i homo-celebrytach. Wielkie brawa dla autora za odwagę!!!
Bardzo dobry bezkompromisowy i boleśnie szczery opis skrywanego brudu, okròcieństwa i ohydy tęczowej społeczności. Tej ktòra na codzień raczy nas fałszywym uśmiechem i opowieściami o artystach, wrażliwości, miłości i homo-celebrytach. Wielkie brawa dla autora za odwagę!!!
Kolejna książka, którą czytam jest specyficzna i kierowana do szczególnego czytelnika. Ten temat trzeba poprostu lubić i zrozumieć, żeby nie było to niesmaczne. Osobiście myślę, że to książka genialna ale jej genialność zrozumieją geje oraz osoby związane z tym środowiskiem. Ale polecam, polecam być gotowym na hardcorowe historie :)
Kolejna książka, którą czytam jest specyficzna i kierowana do szczególnego czytelnika. Ten temat trzeba poprostu lubić i zrozumieć, żeby nie było to niesmaczne. Osobiście myślę, że to książka genialna ale jej genialność zrozumieją geje oraz osoby związane z tym środowiskiem. Ale polecam, polecam być gotowym na hardcorowe historie :)
Jest spora szansa, że będę teraz głosić herezje jak ostatni ignorant, co się nie umiał poznać na geniuszu i zbyt płytko patrzy, ale jestem tylko nieoczytanym plebejuszem bez gustu, to może mi wolno.
Takiego dramatycznie postępującego zniechęcenia do książki to nie miałam już dawno. Początek jeszcze rokował nadzieje i nawet mnie to momentami bawiło, ogólnie dobrej myśli byłam. Bywają tu oczywiście dobre momenty, zabawne i/lub błyskotliwe, ale całość jest jednak bardzo monotonna i po jakimś czasie zaczyna bardzo męczyć i nużyć, i coraz bardziej mi doskwierało, że to tak donikąd nie dąży, że tu o nic nie chodzi, że nie mam pojęcia po co Witkowski właściwie mi to wszystko opowiada. No ileż można tak w kółko o jednym i tym samym, tylko w różnych dekoracjach? Otóż można przez ponad 400 stron, ja zaczynałam mieć dość tak jakoś po stu kilku. Nie pojmuję, czemu to koniecznie musi być tak cholernie długie, wszystkie historyjki mi się zlały w jeden maz, wszyscy bohaterowie połączyli w jednego. Nie widzę w tym sensu. Gdyby nie to, że boję się wygłaszać tak kategoryczne sądy, napisałabym, że ma tu miejsce klasyczna biegunka słów przy obstrukcji treści. Ale cii, nie napisałam tego, nikt nie widział, ja się przecież nie znam, idźmy dalej.
A jako że jestem dumnym przedstawicielem nieoczytanego plebsu bez gustu, nie wyłapałam większości tropów literackich, które tam podobno są w dużych ilościach, więc tego aspektu też nie mogę docenić (a podejrzewam, że mogłabym się trochę lepiej bawić, gdybym wyłapywała).
Ja rozumiem, że nie każda książka musi być standardową fabułką, ze wstępem, rozwinięciem, punktem kulminacyjnym, zakończeniem i bohaterami, których da się odróżnić od siebie (niestety akurat takie wolę). Ale bym chciała, żeby w niej o coś chodziło i żeby to było jednak coś więcej, niż kontrowersyjny temat i popisywanie się własną elokwencją.
Jest spora szansa, że będę teraz głosić herezje jak ostatni ignorant, co się nie umiał poznać na geniuszu i zbyt płytko patrzy, ale jestem tylko nieoczytanym plebejuszem bez gustu, to może mi wolno.
Takiego dramatycznie postępującego zniechęcenia do książki to nie miałam już dawno. Początek jeszcze rokował nadzieje i nawet mnie to momentami bawiło, ogólnie dobrej myśli...
Bardzo mieszanie odczucia. Pierwsza księga naprawdę niezła, potem zdarzają się też nieco lepsze przypowieści (o Diance czy Jantarce), ale druga księga generalnie lawiruje stylistycznie i merytorycznie pomiędzy czymś a'la Wattpad a blogiem z Oneta z okolic 2010 roku. Góra jednostronicowe "rozdzialiki" naprawdę nic nie wnoszą. Dekameron? Bez przesady z tymi pompatycznymi porównaniami, kurczę, ciężko to nawet zestawić z rzetelnym reportażem. Papier jednak nie wszystko uszlachetnia.
Bardzo mieszanie odczucia. Pierwsza księga naprawdę niezła, potem zdarzają się też nieco lepsze przypowieści (o Diance czy Jantarce), ale druga księga generalnie lawiruje stylistycznie i merytorycznie pomiędzy czymś a'la Wattpad a blogiem z Oneta z okolic 2010 roku. Góra jednostronicowe "rozdzialiki" naprawdę nic nie wnoszą. Dekameron? Bez przesady z tymi pompatycznymi...
W tym roku podszedłem po raz bodaj trzeci. Za każdym razem, gdy zaczynam książkę Witkowskiego jestem zachwycony językiem (lub rozbawiony) i podekscytowany, ale jej nie kończę. Skończyło się jak zawsze. Jego teksty w ogóle ze mną nie pozostają na dłużej.
W tym roku podszedłem po raz bodaj trzeci. Za każdym razem, gdy zaczynam książkę Witkowskiego jestem zachwycony językiem (lub rozbawiony) i podekscytowany, ale jej nie kończę. Skończyło się jak zawsze. Jego teksty w ogóle ze mną nie pozostają na dłużej.
Nie do końca rozumiem zachwytu nad tą książką. Zakładam, że w czasie, kiedy została wydana, wzbudzała kontrowersje i stąd duże nią zainteresowanie i nominacje do wielu nagród, ale... czy ja wiem, czy jest się czym zachwycać? Przyznaję, że czyta się ją dobrze, jest napisana lekkim stylem. Ciekawie też jest poznać zupełnie inny świat, z którym nie mam do czynienia, a który istnieje tuż obok. Po tej książce na pewno trochę inaczej będę patrzeć na różne miejsca we Wrocławiu, co do których nie miałam pojęcia, jaką funkcję pełniły w tym "innym świecie". A tak poza tym? Książka niewiele wnosi, czyta się ją dla samego czytania. Pełna jest dosadnych, wręcz obleśnych momentów, które - ponownie, nic nie wnoszą i są chyba tylko po to, żeby zszokować. Być może książka próbowała być zabawna, ale ja tego nie odczułam, najwyraźniej nie trafiła w moje poczucie humoru. Uważam, że nazywanie jej "ciotowskim Dekameronem" jest wręcz obrazą dla "Dekameronu", to jest zupełnie inny (o wiele niższy) poziom literatury. I czy "Lubiewo" powinno w ogóle stać w kategorii literatury pięknej? To pozostawiam bez odpowiedzi. Nie poleciłabym tej książki do czytania, jest dużo więcej bardziej wartościowych, a też poruszających tematy życia "na marginesie społecznym" (że tak to nazwę).
Nie do końca rozumiem zachwytu nad tą książką. Zakładam, że w czasie, kiedy została wydana, wzbudzała kontrowersje i stąd duże nią zainteresowanie i nominacje do wielu nagród, ale... czy ja wiem, czy jest się czym zachwycać? Przyznaję, że czyta się ją dobrze, jest napisana lekkim stylem. Ciekawie też jest poznać zupełnie inny świat, z którym nie mam do czynienia, a który...
Nie wiem co autor chciał osiągnąć pisząc tą książkę. Rozumiem, że ten problem dotyczy pewne grono i szanuję. Rozumiem też, że autor też wywodzi się z tej części społeczności LGBT. Nie mam nic przeciwko pisaniu takich książek, ale temat i historie w żaden sposób mnie nie poruszyły. Oprócz tego jak domniemam sama książka zapewne wraz z jej wydaniem stała się kontrowersyjna uzyskała pewnie taki a nie inny rozgłos. Owszem język książki nie jest jakiś tragiczny, ale wg. mnie temat w niej poruszony dotyczy jakiejś społeczności, która zdaję sobie sprawę istniała od zawsze. Zatem tematycznie książka w żaden sposób mnie nie zainteresowała. Doczytałem ją do jakiejś 200 strony i odpuściłem.
Nie wiem co autor chciał osiągnąć pisząc tą książkę. Rozumiem, że ten problem dotyczy pewne grono i szanuję. Rozumiem też, że autor też wywodzi się z tej części społeczności LGBT. Nie mam nic przeciwko pisaniu takich książek, ale temat i historie w żaden sposób mnie nie poruszyły. Oprócz tego jak domniemam sama książka zapewne wraz z jej wydaniem stała się kontrowersyjna...
chodzą słuchy, że na plaży w lubiewie na gołkę można się kąpać. zacne, oryginalne czytadło, chociaż wielokrotnie doświadczałam przebodźcowania za sprawą, choć krótkich, to tak licznych historii, które właściwie były do siebie podobne. chociaż to też cecha wspólna literatury po 1989, ten przepych. lubiewo nazwałabym gawędą wielogłosową. albo lepiej, rodzinnymi opowieściami przy wigilijnym stole, jak to za PRLu dobrze się żyło, bo młodzi wtedy byliśmy (glory days by bruce springsteen plays in the background). tylko że tutaj ciocia jest ciotą, a wujek też ciota (bo luje głosu nie mają). także polecam tę książeczkę na tematyczny prezent świąteczny.
ps. za imitatio dziękuję duchowi, który dwadzieścia lat temu w michaśkę wstąpił.
chodzą słuchy, że na plaży w lubiewie na gołkę można się kąpać. zacne, oryginalne czytadło, chociaż wielokrotnie doświadczałam przebodźcowania za sprawą, choć krótkich, to tak licznych historii, które właściwie były do siebie podobne. chociaż to też cecha wspólna literatury po 1989, ten przepych. lubiewo nazwałabym gawędą wielogłosową. albo lepiej, rodzinnymi opowieściami...
"Lubiewo" było zachwalane i wychwalane i ktoś mi mocno powieść polecał. Chyba w sumie mocno się nią rozczarowałem. I z takiego oto powodu. Odniosłem bowiem wrażenie, że autor nie tyle chciał opowiedzieć jakieś historie, ile zaszokować nas trochę i tym samym zyskać rozgłos. Konstrukcyjnie - rzecz beznadziejna. Językowo - OK, miejscami nawet nowatorska, odkrywcza. Lecz moim zdaniem, znacznie lepiej byłoby, jeśli by Witkowski napisał konsekwentnie reportaż.
"Lubiewo" było zachwalane i wychwalane i ktoś mi mocno powieść polecał. Chyba w sumie mocno się nią rozczarowałem. I z takiego oto powodu. Odniosłem bowiem wrażenie, że autor nie tyle chciał opowiedzieć jakieś historie, ile zaszokować nas trochę i tym samym zyskać rozgłos. Konstrukcyjnie - rzecz beznadziejna. Językowo - OK, miejscami nawet nowatorska, odkrywcza. Lecz moim...
Na stronach tej książki nie ma żadnej historii, to tylko zlepek brudnych, brzydkich i nieciekawych obrazków.
Nie ma w niej nic kontrowersyjnego ani zaskakującego. Zdziwiło mnie jedynie to, że ten twór znajduję sie na liście lektur, że był nagradzany i tłumaczony.
Widocznie jestem ignorantką i nie zrozumiałam.
Jednak z opinii na LC wynika, że wiele osób poległo w trakcie czytania i rzuciło tym w kąt, a więc nie jestem sama.
Na stronach tej książki nie ma żadnej historii, to tylko zlepek brudnych, brzydkich i nieciekawych obrazków.
Nie ma w niej nic kontrowersyjnego ani zaskakującego. Zdziwiło mnie jedynie to, że ten twór znajduję sie na liście lektur, że był nagradzany i tłumaczony.
Widocznie jestem ignorantką i nie zrozumiałam.
Jednak z opinii na LC wynika, że wiele osób poległo w trakcie...
Bardzo dobra książka. Świetny język, szczypta ironii, autoironii, mnóstwo humoru. Tematyka zupełnie mi obca ale z ciekawością śledzę wątki, które przybliżają mi świat osób nieheteroseksualnych, zaplątanych w smutne historie swoich osobowości i preferencji. Warto przeczytać.
Bardzo dobra książka. Świetny język, szczypta ironii, autoironii, mnóstwo humoru. Tematyka zupełnie mi obca ale z ciekawością śledzę wątki, które przybliżają mi świat osób nieheteroseksualnych, zaplątanych w smutne historie swoich osobowości i preferencji. Warto przeczytać.
Fantazja, rozpusta i socjolekt queerowego mikrokosmosu przełomu wieków w formie atlasu-kroniki jak Polska długa i szeroka, utkane z opowieści barwnych i pełnych niesamowitości. Powieść równie perwersyjna i wulgarna co urocza. Witkowski zagląda też w cień tego rozedrganego świata, gdzie znaleźć można seksoholizm, nędzę i przede wszystkim przemoc pod różnymi postaciami, ale co ważne nie jest ona romantyzowana ani upiększona. Tak samo z resztą jak całe polskie, ówczesne "ciotostwo" - "Lubiewo" chwyta znikający świat długo marginalizowanej mniejszości i niszy takim jakim był.
Fantazja, rozpusta i socjolekt queerowego mikrokosmosu przełomu wieków w formie atlasu-kroniki jak Polska długa i szeroka, utkane z opowieści barwnych i pełnych niesamowitości. Powieść równie perwersyjna i wulgarna co urocza. Witkowski zagląda też w cień tego rozedrganego świata, gdzie znaleźć można seksoholizm, nędzę i przede wszystkim przemoc pod różnymi postaciami, ale...
Na początek zacytuję fragment opisu książki:
„"Lubiewo" stało się jedną z najżywiej i najszerzej komentowanych książek literatury polskiej po 1989 roku. W latach 2005-2006 ukazało się 5 wydań powieści, audiobook oraz "złota edycja" w opracowaniu Karola Radziszewskiego. Wspólnie z Piotrem Gruszczyńskim przygotowana została także sceniczna wersja powieści na zamówienie TR Warszawa. Lubiewo znalazło się w Finale NIKE 2006, zostało nominowane do Paszportów "Polityki" 2005, Fenomenów "Przekroju" 2005, Nagrody Literackiej Gdynia 2006 oraz otrzymało Nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek 2006. W latach 2006-2007 powieść ukaże się w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji, Czechach, Finlandii, na Litwie i Ukrainie.”
I to jest najbardziej obrzydliwe w tej książce, wcale nie wszechobecne obciąganie i ruch*nie w śmierdzących szczynami szaletach, ale właśnie to, że książka o takiej treści została uznana najlepszą książkę festiwalu w Gdyni i dostała nominację do Nike, a ponadto przypisano jej jakąś niezwykłą wagę.
Sięgając po nią nie spodziewałem się łatwych tematów, albo poprawności, niemniej osoby, które piszą o tej książce „arcydzieło”, tudzież mówią o jakimś drugim dnie, czy o jakiejś głębi, chyba nie potrafią czytać ze zrozumieniem, ewentualnie są głęboko zaburzone. Zasadniczo autor przedstawia „podboje seksualne” tak zwanych ciot i nic więcej. Nie ma tu ani głębi, ani fabuły, ani pogłębienia psychologicznego przedstawionych postaci. I to wcale nie jest najgorsze w tej książce. Najważniejsze jest pytanie czy to były tylko podboje seksualne? Odpowiedź brzmi: nie! Autor niejednokrotnie opisuje molestowanie i gwałty, tyle tylko, że na heteroseksualnych mężczyznach, którzy „oczywiście” nie powinni się skarżyć, ani protestować. Autor stwarza pozory, że jego bohaterowie/bohaterki to takie nieco ekscentryczne, ale zasadniczo całkiem niegroźne, a wręcz sympatyczne, zabawne i ciepłe osoby, jednak de facto to przestępcy seksualni. Jestem bardzo ciekaw jak zostałaby przyjęta powieść, w której autor przedstawiałby mężczyzn obnażających się przed kobietami, ganiających za nimi po parku nocą, seryjnych gwałcicieli, krzywdzących kobiety, jako sympatycznych, zabawnych, całkiem nieszkodliwych jegomości, którzy przy kawusi opowiadają jak dokonywali swoich zbrodni? Czy taką powieść również wyniesionoby na piedestał, nadano aurę arcydzieła o niezwykłej głębi, czy raczej okrzykniętoby ją mizoginistyczną szmirą, nawołującą do przemocy wobec kobiet? Myślę, że to drugie, ale jeśli sprawa dotyczy heteroseksualnych mężczyzn, to jest to jak widać absolutnie akceptowalne, a nawet nowatorskie, odważne i świeże.
Moim zdaniem nagradzanie tej książki i przypisywanie jej atrybutów arcydzieła jest skandaliczne. Na miejscu jury wstydziłbym się takiej decyzji. Jak widać po ilości pochlebnych komentarzy i nagród relatywizowanie zła w środowisku literackim ma się całkiem dobrze.
Na początek zacytuję fragment opisu książki:
„"Lubiewo" stało się jedną z najżywiej i najszerzej komentowanych książek literatury polskiej po 1989 roku. W latach 2005-2006 ukazało się 5 wydań powieści, audiobook oraz "złota edycja" w opracowaniu Karola Radziszewskiego. Wspólnie z Piotrem Gruszczyńskim przygotowana została także sceniczna wersja powieści na zamówienie TR...
Pretensjonalna w każdej literze. Nadrabiająca formą i chcąca bulwersować, a w konsekwencji brzydko zestarzała się jak wyeksploatowana seksworkerka.
Opowieści o… No właśnie, o kim? Albo o czym? Chyba dążenie ku libertyńskim (co by to dla autora nie znaczyło) ideałom opierające się na wysokiej tolerancji i wolności obyczajowej. Natomiast jakby zapomniano o podstawowej składowej nurtu, czyli pierwiastku poznawczym, gdyż nie wyłapałem żadnej idei w tym przekazie.
Zabawna, pozornie bulwersująca. Za dużo w niej freudowskiego „libido” i „tanatos”. Widoczne też zatrzymanie się w którejś z wcześniejszych faz rozwojowych określonych przez twórcę psychoanalizy XD
Pretensjonalna w każdej literze. Nadrabiająca formą i chcąca bulwersować, a w konsekwencji brzydko zestarzała się jak wyeksploatowana seksworkerka.
Opowieści o… No właśnie, o kim? Albo o czym? Chyba dążenie ku libertyńskim (co by to dla autora nie znaczyło) ideałom opierające się na wysokiej tolerancji i wolności obyczajowej. Natomiast jakby zapomniano o podstawowej...
Nikt jeszcze tak barwnie i soczyście nie odmalował Środowiska gejowskiego w Polsce od lat 60-tych i 70-tych aż po rok 2000, jak Michał Witkowski. Bez koloryzowania, bez poprawności politycznej czy światopoglądowej. Odkrył nam kartę dotąd mocno zakrytą i obrosłą stekami mitów. Kartę pod tytułem "Jak funkcjonowali geje w opisywanych latach ciemnej Komuny? Ano tak . . . . . . . . . . . . ! I tu mógłbym puścić spojler soczyście tak niecenzuralny jak niepopularny aż do porzygu wszelkiej maści bigotów i tabuizatorów naszego życia społecznego. Michał zdziera całą tą pleśń mitów i bajek i pokazuje nam jak było i jak ewoluowało, a nadto jak jest obecnie w środowisku gejów miast wielkich i prowincjonalnych. Dzięki wielkie mu za to. I Dziękuję Mu za to i jako Gej i jako Człowiek - Obywatel Polski. Nie Polski A,B czy C. Tylko Polski. Bo nie ma gorszych i lepszych. Równych i Równiejszych czy gównianych i bardziej gównianych ludzi. Wszyscy mamy podobne nałogi i popędy. Ale ponad to jesteśmy godni Miłości. Choćby miała ona być tylko ułudą młodego ciała heteroseksualnego wojaka powołanego do służby w koszarach na Dolnym Śląsku i wyposzczonego z braku ukochanej przez długie miesiące, a którego lędźwiom chce ulżyć pragnący "Świętej pały naszej powszedniej" równie spragniony gej wystający godzinami pod murami jednostki w nadziei na ciut słodyczy miłosnej od owego wojaka dającego się wyciągnąć na lujowanie.
Nikt jeszcze tak barwnie i soczyście nie odmalował Środowiska gejowskiego w Polsce od lat 60-tych i 70-tych aż po rok 2000, jak Michał Witkowski. Bez koloryzowania, bez poprawności politycznej czy światopoglądowej. Odkrył nam kartę dotąd mocno zakrytą i obrosłą stekami mitów. Kartę pod tytułem "Jak funkcjonowali geje w opisywanych latach ciemnej Komuny? Ano tak . . . . . ....
Po tym jak zauroczył mnie „Drwal” całkowicie przepadłam za twórczością Witkowskiego i wielką przyjemnością dawkuję ją sobie co jakiś czas. Wprawdzie do wspomnianego wyżej „ideału” zbliżyło się tylko najnowsze „Tango” – czyli michaśkowy kryminał retro, ale próbuję, smakuję, poszukuję nadal. Tym razem przyszedł czas na kultowe „Lubiewo” w nowej rozszerzonej wersji. Wiele o tej książce słyszałam i sporo po niej sobie obiecywałam. Tym bardziej, że Lubiewo leży po sąsiedzku z Międzyzdrojami, więc może i „Lubiewo” padnie niedaleko od „Drwala”? Niestety, to był zbyt duży skrót myślowy.
Sądziłam, że przeczytam powieść mającą rozbudowaną fabułę w „charakternym” stylu Michaśki, z elementami komicznymi, które rozbawiają, aż po głośny śmiech, lecz tymczasem „Lubiewo” okazało się mieć raczej charakter reportażu, mającego na celu przedstawienie szerszemu gronu tajemniczego, pikantnego i kontrowersyjnego środowiska homoseksualistów aż od czasów PRLu. Przy czym największą uwagę autor poświęca najbliższej sobie (gdyż do nich należy) grupie „ciot”.
Książka składa się więc z luźnych opowieści bądź też rozmów między Michaśką a jej kumpelami-ciotkami. Tematyka – czy może raczej MONOtematyka – dotyczy oczywiście barwnego, wyuzdanego życia „nocnego”, gdzie luj ściele się gęsto, a chuć bucha z rozgrzanego… narządu przyczyniającego się do nierządu. Dziewczyny wspominają stare dobre i niedobre czasy z rozbawieniem, z sentymentem i z tęsknotą. Były wtedy przecież młode, pełne optymizmu i świat stał przed nimi otworem...
C.D.: https://czytany-blog.blogspot.com/
Po tym jak zauroczył mnie „Drwal” całkowicie przepadłam za twórczością Witkowskiego i wielką przyjemnością dawkuję ją sobie co jakiś czas. Wprawdzie do wspomnianego wyżej „ideału” zbliżyło się tylko najnowsze „Tango” – czyli michaśkowy kryminał retro, ale próbuję, smakuję, poszukuję nadal. Tym razem przyszedł czas na kultowe „Lubiewo” w nowej rozszerzonej wersji. Wiele o...
Pierwsza część obrzydliwa, smrodliwa, spocona, definitywnie mnie zaintrygowała, pierwszy raz wstydziłem się powiedzieć komuś co czytam, autor przedstawił świat grubiańsko naturalny - bieda i rzeczywistość vs pragnienia i oczekiwania. Jeśli odcedzić całą kontrowersję to historia jest nadal interesująca i przedstawia wartość samą w sobie.
Druga cześć niestety rzuca czytelnika na płytką wodę ejakulatu z dmuchanym krokodylem, niby to samo na podobnych motywach ale jednak sielska atmosfera i wakacyjny klimat narzuca marzycielski ton który do mnie już tak bardzo nie trafia.
Ocenę wystawiam głownie za świetną zabawę podczas lektury. Gorąco polecam każdemu.
Pierwsza część obrzydliwa, smrodliwa, spocona, definitywnie mnie zaintrygowała, pierwszy raz wstydziłem się powiedzieć komuś co czytam, autor przedstawił świat grubiańsko naturalny - bieda i rzeczywistość vs pragnienia i oczekiwania. Jeśli odcedzić całą kontrowersję to historia jest nadal interesująca i przedstawia wartość samą w sobie.
Nie wiem, co powiedzieć. Sięgnęłam po tę książkę po "Drwalu", którego czytałam z dużą przyjemnością i z rozbawieniem. Polubiłam narratora Michała-Michaśkę.
Natomiast "Lubiewo" chwilami powodowało u mnie zażenowanie, a nawet obrzydzenie wywołane naturalistycznymi obrazami ludzkiej fizjologii.
Nie wiem, co powiedzieć. Sięgnęłam po tę książkę po "Drwalu", którego czytałam z dużą przyjemnością i z rozbawieniem. Polubiłam narratora Michała-Michaśkę.
Natomiast "Lubiewo" chwilami powodowało u mnie zażenowanie, a nawet obrzydzenie wywołane naturalistycznymi obrazami ludzkiej fizjologii.
nie oceniam , nie dałam rady czytać , ale wysłuchałam
nie oceniam , nie dałam rady czytać , ale wysłuchałam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSięgnęłam po tę książkę z powodu skrajnych opinii czytelników na jej temat. Chciałam się przekonać, po której stronie bym swoją opinię umieściła po lekturze.
Środowisko opisywane w książce było, a teraz jest mi jeszcze bardziej obce. Cioty i geje, nim nie poznałam tematu dzięki lekturze "Lubiewa",wydawali mi się po prostu ludźmi o innej orientacji seksualnej i tyle. Bez oceniania, bez stygmatyzowania. Teraz, kiedy przeczytałam książkę, zmieniło się moje postrzeganie tych ludzi. Mam mieszane odczucia. Zastanawiam się, skąd w człowieku bierze się potrzeba doświadczania ohydy, na przykład zlizywanie z podlogi ludzkich szczyn i czerpanie z tego satysfakcji seksualnej. Czy można przyjąć, że to potrzeba naturalna? Jeśli naturalna, to dlaczego niepowszechna? Albo inne pytanie: Dlaczego rozmówcy autora nie poszukują miłości I bliskości z jednym partnerem a wciąż polują na nowych Orfeuszów pijanych, narażając się nie tylko na choroby, ale i na pobicie, czasem śmierć? Co ich pcha na te nocne pikiety? Najprostsza odpowiedź to pewnie zaspokajanie potrzeby adrenaliny, ale nie wydaje mi się to odpowiedzią poprawną. Nie znalazłam w książce dość jasnej odpowiedzi. Wydają się mi smutno zadowoleni z życia. Nie rodzi się więc we mnie współczucie, nawet nie ludzka solidarność. Nie potrafię sprecyzować swojego stanowiska. Widzę, że definicja czlowieczenstwa jest szersza niż myślałam. Oni nie potrzebują mnie, ja nie potrzebuję ich, choć żyjemy na tej samej planecie i nazywamy siebie ludźmi.
Podobał mi się za to sposób prowadzenia narracji.
Sięgnęłam po tę książkę z powodu skrajnych opinii czytelników na jej temat. Chciałam się przekonać, po której stronie bym swoją opinię umieściła po lekturze.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚrodowisko opisywane w książce było, a teraz jest mi jeszcze bardziej obce. Cioty i geje, nim nie poznałam tematu dzięki lekturze "Lubiewa",wydawali mi się po prostu ludźmi o innej orientacji seksualnej i tyle. Bez...
Doceniam pomysł na narrację, jednak lektura była dla mnie bardzo wymagająca i momentami męcząca. Zdecydowanie nie była to łatwa ani przyjemna książka.
A 3/k1/4/2026
Doceniam pomysł na narrację, jednak lektura była dla mnie bardzo wymagająca i momentami męcząca. Zdecydowanie nie była to łatwa ani przyjemna książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA 3/k1/4/2026
Zrobiłem sobie mały powrót do korzeni z twórczością Witkowskiego i sięgnąłem po jedną z jego pierwszych książek. Pod kątem formy nie jest może szczególnie zaskakująca, w zasadzie dostałem to czego się spodziewałem i coś co na łamach powieści Witkowskiego przewija się nieustannie, czyli cioty i luje.
Ale tym razem mamy tu podział na dwie wyraźne części - geograficzne i historyczne. Bo to z jednej strony opowieść o homoseksualnym Wrocławiu, o jego zaułkach, parkach, barach, z drugiej zaś Michaśka rusza do Lubiewa, czyli "pasa dzikich plaż rozciągających się na odcinku kilkunastu kilometrów pomiędzy Międzyzdrojami a Świnoujściem", gdzie cioty przyjeżdżają na wakacje i próbują poderwać lujków (czyli heteroseksualnych mężczyzn). Na gruncie historycznym to opowieść o homoseksualizmie w czasach PRL, ale też o czasach teraźniejszych (no dobra pierwsze wydanie to 2005 rok) i o tym jak geje się odnaleźli po transformacji ustrojowej.
U Witkowskiego przewija się cała galeria rozmaitych postaci. Zresztą, jak zrozumiałem, tak powstał później "Wielki atlas ciot polskich", czyli komiksowa adaptacja "Lubiewa". Poznajemy te cioty, wysłuchujemy ich opowieści, czytamy o ich przygodach (w końcu to powieść przygodowo-obyczajowa). Ba, nawet poznajemy różne "gatunki ciot", są cioty pobożne, parkowe itd. Zresztą warto zauważyć, że Witkowski w swojej powieści, schodzi do czeluści ciotowskiego świata. To też motyw, który nie spodobał się "Gazet Wyborcz" (jak mawiają bohaterowie książki), że cioty i geje to trochę inne kategorie homoseksualizmu, że Witkowskiego nie interesują geje z klasy średniej, które spotykają się w barach, lecz grając trochę na nostalgicznej nucie, interesują go cioty sponiewierane przez los, biedne, z rozrzewnieniem wspominające PRL. Ten rozdźwięk jest też widoczny na plażach Lubiewa, gdzie spotykają się dwa pokolenia gejów nie potrafiące znaleźć wspólnego języka.
To w zasadzie monografia całej ciotowskiej kultury w czasach PRL, bo zobaczymy jak to się odbywało w parkach, koszarach, jak się podrywało, ale też jak mogły się kończyć takie historie. To cały anturaż obejmujący słownictwo jakim wypowiadają się bohaterowie książki, piosenki, które śpiewają, gesty, mimikę, papierosy, które palą. Miał to być "ciotowski Dekameron", ale w sumie trudno nie odnieść wrażenia, że przechadzamy się tu po różnych kręgach piekła.
Jak wspomniałem, no kojarzę autora z innych powieści, więc w sumie tutaj mógłbym napisać to co dawniej, że jest zabawnie i humorystycznie, że jest obrzydliwie i wulgarnie, że w sumie to mimo wszystko lubię ten styl i co jakiś czas mam dziwną potrzebę do niego wrócić i poczytać o ciotach oraz lujkach, że Witkowski potrafi pokazać, że jest pisarzem inteligentnym, oczytanym, że trochę filmów w życiu obejrzał. Mimo, że jest to tematyka dość specyficzna i totalnie nie w moich klimatach, to u Michaśki zawsze jest ciekawie.
Zrobiłem sobie mały powrót do korzeni z twórczością Witkowskiego i sięgnąłem po jedną z jego pierwszych książek. Pod kątem formy nie jest może szczególnie zaskakująca, w zasadzie dostałem to czego się spodziewałem i coś co na łamach powieści Witkowskiego przewija się nieustannie, czyli cioty i luje.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle tym razem mamy tu podział na dwie wyraźne części - geograficzne i...
Bardzo dobry bezkompromisowy i boleśnie szczery opis skrywanego brudu, okròcieństwa i ohydy tęczowej społeczności. Tej ktòra na codzień raczy nas fałszywym uśmiechem i opowieściami o artystach, wrażliwości, miłości i homo-celebrytach. Wielkie brawa dla autora za odwagę!!!
Bardzo dobry bezkompromisowy i boleśnie szczery opis skrywanego brudu, okròcieństwa i ohydy tęczowej społeczności. Tej ktòra na codzień raczy nas fałszywym uśmiechem i opowieściami o artystach, wrażliwości, miłości i homo-celebrytach. Wielkie brawa dla autora za odwagę!!!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka, którą czytam jest specyficzna i kierowana do szczególnego czytelnika. Ten temat trzeba poprostu lubić i zrozumieć, żeby nie było to niesmaczne. Osobiście myślę, że to książka genialna ale jej genialność zrozumieją geje oraz osoby związane z tym środowiskiem. Ale polecam, polecam być gotowym na hardcorowe historie :)
Kolejna książka, którą czytam jest specyficzna i kierowana do szczególnego czytelnika. Ten temat trzeba poprostu lubić i zrozumieć, żeby nie było to niesmaczne. Osobiście myślę, że to książka genialna ale jej genialność zrozumieją geje oraz osoby związane z tym środowiskiem. Ale polecam, polecam być gotowym na hardcorowe historie :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest spora szansa, że będę teraz głosić herezje jak ostatni ignorant, co się nie umiał poznać na geniuszu i zbyt płytko patrzy, ale jestem tylko nieoczytanym plebejuszem bez gustu, to może mi wolno.
Takiego dramatycznie postępującego zniechęcenia do książki to nie miałam już dawno. Początek jeszcze rokował nadzieje i nawet mnie to momentami bawiło, ogólnie dobrej myśli byłam. Bywają tu oczywiście dobre momenty, zabawne i/lub błyskotliwe, ale całość jest jednak bardzo monotonna i po jakimś czasie zaczyna bardzo męczyć i nużyć, i coraz bardziej mi doskwierało, że to tak donikąd nie dąży, że tu o nic nie chodzi, że nie mam pojęcia po co Witkowski właściwie mi to wszystko opowiada. No ileż można tak w kółko o jednym i tym samym, tylko w różnych dekoracjach? Otóż można przez ponad 400 stron, ja zaczynałam mieć dość tak jakoś po stu kilku. Nie pojmuję, czemu to koniecznie musi być tak cholernie długie, wszystkie historyjki mi się zlały w jeden maz, wszyscy bohaterowie połączyli w jednego. Nie widzę w tym sensu. Gdyby nie to, że boję się wygłaszać tak kategoryczne sądy, napisałabym, że ma tu miejsce klasyczna biegunka słów przy obstrukcji treści. Ale cii, nie napisałam tego, nikt nie widział, ja się przecież nie znam, idźmy dalej.
A jako że jestem dumnym przedstawicielem nieoczytanego plebsu bez gustu, nie wyłapałam większości tropów literackich, które tam podobno są w dużych ilościach, więc tego aspektu też nie mogę docenić (a podejrzewam, że mogłabym się trochę lepiej bawić, gdybym wyłapywała).
Ja rozumiem, że nie każda książka musi być standardową fabułką, ze wstępem, rozwinięciem, punktem kulminacyjnym, zakończeniem i bohaterami, których da się odróżnić od siebie (niestety akurat takie wolę). Ale bym chciała, żeby w niej o coś chodziło i żeby to było jednak coś więcej, niż kontrowersyjny temat i popisywanie się własną elokwencją.
Jest spora szansa, że będę teraz głosić herezje jak ostatni ignorant, co się nie umiał poznać na geniuszu i zbyt płytko patrzy, ale jestem tylko nieoczytanym plebejuszem bez gustu, to może mi wolno.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTakiego dramatycznie postępującego zniechęcenia do książki to nie miałam już dawno. Początek jeszcze rokował nadzieje i nawet mnie to momentami bawiło, ogólnie dobrej myśli...
Dosadne, Pewne rzeczy można lepiej zrozumieć.
Dosadne, Pewne rzeczy można lepiej zrozumieć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo mieszanie odczucia. Pierwsza księga naprawdę niezła, potem zdarzają się też nieco lepsze przypowieści (o Diance czy Jantarce), ale druga księga generalnie lawiruje stylistycznie i merytorycznie pomiędzy czymś a'la Wattpad a blogiem z Oneta z okolic 2010 roku. Góra jednostronicowe "rozdzialiki" naprawdę nic nie wnoszą. Dekameron? Bez przesady z tymi pompatycznymi porównaniami, kurczę, ciężko to nawet zestawić z rzetelnym reportażem. Papier jednak nie wszystko uszlachetnia.
Bardzo mieszanie odczucia. Pierwsza księga naprawdę niezła, potem zdarzają się też nieco lepsze przypowieści (o Diance czy Jantarce), ale druga księga generalnie lawiruje stylistycznie i merytorycznie pomiędzy czymś a'la Wattpad a blogiem z Oneta z okolic 2010 roku. Góra jednostronicowe "rozdzialiki" naprawdę nic nie wnoszą. Dekameron? Bez przesady z tymi pompatycznymi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW tym roku podszedłem po raz bodaj trzeci. Za każdym razem, gdy zaczynam książkę Witkowskiego jestem zachwycony językiem (lub rozbawiony) i podekscytowany, ale jej nie kończę. Skończyło się jak zawsze. Jego teksty w ogóle ze mną nie pozostają na dłużej.
W tym roku podszedłem po raz bodaj trzeci. Za każdym razem, gdy zaczynam książkę Witkowskiego jestem zachwycony językiem (lub rozbawiony) i podekscytowany, ale jej nie kończę. Skończyło się jak zawsze. Jego teksty w ogóle ze mną nie pozostają na dłużej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie do końca rozumiem zachwytu nad tą książką. Zakładam, że w czasie, kiedy została wydana, wzbudzała kontrowersje i stąd duże nią zainteresowanie i nominacje do wielu nagród, ale... czy ja wiem, czy jest się czym zachwycać? Przyznaję, że czyta się ją dobrze, jest napisana lekkim stylem. Ciekawie też jest poznać zupełnie inny świat, z którym nie mam do czynienia, a który istnieje tuż obok. Po tej książce na pewno trochę inaczej będę patrzeć na różne miejsca we Wrocławiu, co do których nie miałam pojęcia, jaką funkcję pełniły w tym "innym świecie". A tak poza tym? Książka niewiele wnosi, czyta się ją dla samego czytania. Pełna jest dosadnych, wręcz obleśnych momentów, które - ponownie, nic nie wnoszą i są chyba tylko po to, żeby zszokować. Być może książka próbowała być zabawna, ale ja tego nie odczułam, najwyraźniej nie trafiła w moje poczucie humoru. Uważam, że nazywanie jej "ciotowskim Dekameronem" jest wręcz obrazą dla "Dekameronu", to jest zupełnie inny (o wiele niższy) poziom literatury. I czy "Lubiewo" powinno w ogóle stać w kategorii literatury pięknej? To pozostawiam bez odpowiedzi. Nie poleciłabym tej książki do czytania, jest dużo więcej bardziej wartościowych, a też poruszających tematy życia "na marginesie społecznym" (że tak to nazwę).
Nie do końca rozumiem zachwytu nad tą książką. Zakładam, że w czasie, kiedy została wydana, wzbudzała kontrowersje i stąd duże nią zainteresowanie i nominacje do wielu nagród, ale... czy ja wiem, czy jest się czym zachwycać? Przyznaję, że czyta się ją dobrze, jest napisana lekkim stylem. Ciekawie też jest poznać zupełnie inny świat, z którym nie mam do czynienia, a który...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZabawna książka, miejscami dość lekka. Przyjemnie się czytało bo autor posiada wybitne pióro, swadę i doskonały humor.
Zabawna książka, miejscami dość lekka. Przyjemnie się czytało bo autor posiada wybitne pióro, swadę i doskonały humor.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem co autor chciał osiągnąć pisząc tą książkę. Rozumiem, że ten problem dotyczy pewne grono i szanuję. Rozumiem też, że autor też wywodzi się z tej części społeczności LGBT. Nie mam nic przeciwko pisaniu takich książek, ale temat i historie w żaden sposób mnie nie poruszyły. Oprócz tego jak domniemam sama książka zapewne wraz z jej wydaniem stała się kontrowersyjna uzyskała pewnie taki a nie inny rozgłos. Owszem język książki nie jest jakiś tragiczny, ale wg. mnie temat w niej poruszony dotyczy jakiejś społeczności, która zdaję sobie sprawę istniała od zawsze. Zatem tematycznie książka w żaden sposób mnie nie zainteresowała. Doczytałem ją do jakiejś 200 strony i odpuściłem.
Nie wiem co autor chciał osiągnąć pisząc tą książkę. Rozumiem, że ten problem dotyczy pewne grono i szanuję. Rozumiem też, że autor też wywodzi się z tej części społeczności LGBT. Nie mam nic przeciwko pisaniu takich książek, ale temat i historie w żaden sposób mnie nie poruszyły. Oprócz tego jak domniemam sama książka zapewne wraz z jej wydaniem stała się kontrowersyjna...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚmieszne, zabawne czytadło
Śmieszne, zabawne czytadło
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻałuję, że - zniechęcony obiegowymi opiniami - tak długo zwlekałem z przeczytaniem tej książki. Jest warta każdej spędzonej nad nią minuty.
Żałuję, że - zniechęcony obiegowymi opiniami - tak długo zwlekałem z przeczytaniem tej książki. Jest warta każdej spędzonej nad nią minuty.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo za SHIT!
Kto temu czemuś nagrodę dał ?
Co za SHIT!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKto temu czemuś nagrodę dał ?
chodzą słuchy, że na plaży w lubiewie na gołkę można się kąpać. zacne, oryginalne czytadło, chociaż wielokrotnie doświadczałam przebodźcowania za sprawą, choć krótkich, to tak licznych historii, które właściwie były do siebie podobne. chociaż to też cecha wspólna literatury po 1989, ten przepych. lubiewo nazwałabym gawędą wielogłosową. albo lepiej, rodzinnymi opowieściami przy wigilijnym stole, jak to za PRLu dobrze się żyło, bo młodzi wtedy byliśmy (glory days by bruce springsteen plays in the background). tylko że tutaj ciocia jest ciotą, a wujek też ciota (bo luje głosu nie mają). także polecam tę książeczkę na tematyczny prezent świąteczny.
ps. za imitatio dziękuję duchowi, który dwadzieścia lat temu w michaśkę wstąpił.
chodzą słuchy, że na plaży w lubiewie na gołkę można się kąpać. zacne, oryginalne czytadło, chociaż wielokrotnie doświadczałam przebodźcowania za sprawą, choć krótkich, to tak licznych historii, które właściwie były do siebie podobne. chociaż to też cecha wspólna literatury po 1989, ten przepych. lubiewo nazwałabym gawędą wielogłosową. albo lepiej, rodzinnymi opowieściami...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Lubiewo" było zachwalane i wychwalane i ktoś mi mocno powieść polecał. Chyba w sumie mocno się nią rozczarowałem. I z takiego oto powodu. Odniosłem bowiem wrażenie, że autor nie tyle chciał opowiedzieć jakieś historie, ile zaszokować nas trochę i tym samym zyskać rozgłos. Konstrukcyjnie - rzecz beznadziejna. Językowo - OK, miejscami nawet nowatorska, odkrywcza. Lecz moim zdaniem, znacznie lepiej byłoby, jeśli by Witkowski napisał konsekwentnie reportaż.
"Lubiewo" było zachwalane i wychwalane i ktoś mi mocno powieść polecał. Chyba w sumie mocno się nią rozczarowałem. I z takiego oto powodu. Odniosłem bowiem wrażenie, że autor nie tyle chciał opowiedzieć jakieś historie, ile zaszokować nas trochę i tym samym zyskać rozgłos. Konstrukcyjnie - rzecz beznadziejna. Językowo - OK, miejscami nawet nowatorska, odkrywcza. Lecz moim...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa stronach tej książki nie ma żadnej historii, to tylko zlepek brudnych, brzydkich i nieciekawych obrazków.
Nie ma w niej nic kontrowersyjnego ani zaskakującego. Zdziwiło mnie jedynie to, że ten twór znajduję sie na liście lektur, że był nagradzany i tłumaczony.
Widocznie jestem ignorantką i nie zrozumiałam.
Jednak z opinii na LC wynika, że wiele osób poległo w trakcie czytania i rzuciło tym w kąt, a więc nie jestem sama.
Na stronach tej książki nie ma żadnej historii, to tylko zlepek brudnych, brzydkich i nieciekawych obrazków.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ma w niej nic kontrowersyjnego ani zaskakującego. Zdziwiło mnie jedynie to, że ten twór znajduję sie na liście lektur, że był nagradzany i tłumaczony.
Widocznie jestem ignorantką i nie zrozumiałam.
Jednak z opinii na LC wynika, że wiele osób poległo w trakcie...
Bardzo dobra książka. Świetny język, szczypta ironii, autoironii, mnóstwo humoru. Tematyka zupełnie mi obca ale z ciekawością śledzę wątki, które przybliżają mi świat osób nieheteroseksualnych, zaplątanych w smutne historie swoich osobowości i preferencji. Warto przeczytać.
Bardzo dobra książka. Świetny język, szczypta ironii, autoironii, mnóstwo humoru. Tematyka zupełnie mi obca ale z ciekawością śledzę wątki, które przybliżają mi świat osób nieheteroseksualnych, zaplątanych w smutne historie swoich osobowości i preferencji. Warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFantazja, rozpusta i socjolekt queerowego mikrokosmosu przełomu wieków w formie atlasu-kroniki jak Polska długa i szeroka, utkane z opowieści barwnych i pełnych niesamowitości. Powieść równie perwersyjna i wulgarna co urocza. Witkowski zagląda też w cień tego rozedrganego świata, gdzie znaleźć można seksoholizm, nędzę i przede wszystkim przemoc pod różnymi postaciami, ale co ważne nie jest ona romantyzowana ani upiększona. Tak samo z resztą jak całe polskie, ówczesne "ciotostwo" - "Lubiewo" chwyta znikający świat długo marginalizowanej mniejszości i niszy takim jakim był.
Fantazja, rozpusta i socjolekt queerowego mikrokosmosu przełomu wieków w formie atlasu-kroniki jak Polska długa i szeroka, utkane z opowieści barwnych i pełnych niesamowitości. Powieść równie perwersyjna i wulgarna co urocza. Witkowski zagląda też w cień tego rozedrganego świata, gdzie znaleźć można seksoholizm, nędzę i przede wszystkim przemoc pod różnymi postaciami, ale...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początek zacytuję fragment opisu książki:
„"Lubiewo" stało się jedną z najżywiej i najszerzej komentowanych książek literatury polskiej po 1989 roku. W latach 2005-2006 ukazało się 5 wydań powieści, audiobook oraz "złota edycja" w opracowaniu Karola Radziszewskiego. Wspólnie z Piotrem Gruszczyńskim przygotowana została także sceniczna wersja powieści na zamówienie TR Warszawa. Lubiewo znalazło się w Finale NIKE 2006, zostało nominowane do Paszportów "Polityki" 2005, Fenomenów "Przekroju" 2005, Nagrody Literackiej Gdynia 2006 oraz otrzymało Nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek 2006. W latach 2006-2007 powieść ukaże się w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji, Czechach, Finlandii, na Litwie i Ukrainie.”
I to jest najbardziej obrzydliwe w tej książce, wcale nie wszechobecne obciąganie i ruch*nie w śmierdzących szczynami szaletach, ale właśnie to, że książka o takiej treści została uznana najlepszą książkę festiwalu w Gdyni i dostała nominację do Nike, a ponadto przypisano jej jakąś niezwykłą wagę.
Sięgając po nią nie spodziewałem się łatwych tematów, albo poprawności, niemniej osoby, które piszą o tej książce „arcydzieło”, tudzież mówią o jakimś drugim dnie, czy o jakiejś głębi, chyba nie potrafią czytać ze zrozumieniem, ewentualnie są głęboko zaburzone. Zasadniczo autor przedstawia „podboje seksualne” tak zwanych ciot i nic więcej. Nie ma tu ani głębi, ani fabuły, ani pogłębienia psychologicznego przedstawionych postaci. I to wcale nie jest najgorsze w tej książce. Najważniejsze jest pytanie czy to były tylko podboje seksualne? Odpowiedź brzmi: nie! Autor niejednokrotnie opisuje molestowanie i gwałty, tyle tylko, że na heteroseksualnych mężczyznach, którzy „oczywiście” nie powinni się skarżyć, ani protestować. Autor stwarza pozory, że jego bohaterowie/bohaterki to takie nieco ekscentryczne, ale zasadniczo całkiem niegroźne, a wręcz sympatyczne, zabawne i ciepłe osoby, jednak de facto to przestępcy seksualni. Jestem bardzo ciekaw jak zostałaby przyjęta powieść, w której autor przedstawiałby mężczyzn obnażających się przed kobietami, ganiających za nimi po parku nocą, seryjnych gwałcicieli, krzywdzących kobiety, jako sympatycznych, zabawnych, całkiem nieszkodliwych jegomości, którzy przy kawusi opowiadają jak dokonywali swoich zbrodni? Czy taką powieść również wyniesionoby na piedestał, nadano aurę arcydzieła o niezwykłej głębi, czy raczej okrzykniętoby ją mizoginistyczną szmirą, nawołującą do przemocy wobec kobiet? Myślę, że to drugie, ale jeśli sprawa dotyczy heteroseksualnych mężczyzn, to jest to jak widać absolutnie akceptowalne, a nawet nowatorskie, odważne i świeże.
Moim zdaniem nagradzanie tej książki i przypisywanie jej atrybutów arcydzieła jest skandaliczne. Na miejscu jury wstydziłbym się takiej decyzji. Jak widać po ilości pochlebnych komentarzy i nagród relatywizowanie zła w środowisku literackim ma się całkiem dobrze.
Na początek zacytuję fragment opisu książki:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„"Lubiewo" stało się jedną z najżywiej i najszerzej komentowanych książek literatury polskiej po 1989 roku. W latach 2005-2006 ukazało się 5 wydań powieści, audiobook oraz "złota edycja" w opracowaniu Karola Radziszewskiego. Wspólnie z Piotrem Gruszczyńskim przygotowana została także sceniczna wersja powieści na zamówienie TR...
Wiele lat temu próbowałam słuchać. Bez powodzenia.
Wiele lat temu próbowałam słuchać. Bez powodzenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPretensjonalna w każdej literze. Nadrabiająca formą i chcąca bulwersować, a w konsekwencji brzydko zestarzała się jak wyeksploatowana seksworkerka.
Opowieści o… No właśnie, o kim? Albo o czym? Chyba dążenie ku libertyńskim (co by to dla autora nie znaczyło) ideałom opierające się na wysokiej tolerancji i wolności obyczajowej. Natomiast jakby zapomniano o podstawowej składowej nurtu, czyli pierwiastku poznawczym, gdyż nie wyłapałem żadnej idei w tym przekazie.
Zabawna, pozornie bulwersująca. Za dużo w niej freudowskiego „libido” i „tanatos”. Widoczne też zatrzymanie się w którejś z wcześniejszych faz rozwojowych określonych przez twórcę psychoanalizy XD
Pretensjonalna w każdej literze. Nadrabiająca formą i chcąca bulwersować, a w konsekwencji brzydko zestarzała się jak wyeksploatowana seksworkerka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieści o… No właśnie, o kim? Albo o czym? Chyba dążenie ku libertyńskim (co by to dla autora nie znaczyło) ideałom opierające się na wysokiej tolerancji i wolności obyczajowej. Natomiast jakby zapomniano o podstawowej...
Dałem się nabrać , że to książka wybitna, podobnie jak Wojna Polsko Ruska. Lipa i tyle.
Dałem się nabrać , że to książka wybitna, podobnie jak Wojna Polsko Ruska. Lipa i tyle.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNikt jeszcze tak barwnie i soczyście nie odmalował Środowiska gejowskiego w Polsce od lat 60-tych i 70-tych aż po rok 2000, jak Michał Witkowski. Bez koloryzowania, bez poprawności politycznej czy światopoglądowej. Odkrył nam kartę dotąd mocno zakrytą i obrosłą stekami mitów. Kartę pod tytułem "Jak funkcjonowali geje w opisywanych latach ciemnej Komuny? Ano tak . . . . . . . . . . . . ! I tu mógłbym puścić spojler soczyście tak niecenzuralny jak niepopularny aż do porzygu wszelkiej maści bigotów i tabuizatorów naszego życia społecznego. Michał zdziera całą tą pleśń mitów i bajek i pokazuje nam jak było i jak ewoluowało, a nadto jak jest obecnie w środowisku gejów miast wielkich i prowincjonalnych. Dzięki wielkie mu za to. I Dziękuję Mu za to i jako Gej i jako Człowiek - Obywatel Polski. Nie Polski A,B czy C. Tylko Polski. Bo nie ma gorszych i lepszych. Równych i Równiejszych czy gównianych i bardziej gównianych ludzi. Wszyscy mamy podobne nałogi i popędy. Ale ponad to jesteśmy godni Miłości. Choćby miała ona być tylko ułudą młodego ciała heteroseksualnego wojaka powołanego do służby w koszarach na Dolnym Śląsku i wyposzczonego z braku ukochanej przez długie miesiące, a którego lędźwiom chce ulżyć pragnący "Świętej pały naszej powszedniej" równie spragniony gej wystający godzinami pod murami jednostki w nadziei na ciut słodyczy miłosnej od owego wojaka dającego się wyciągnąć na lujowanie.
Nikt jeszcze tak barwnie i soczyście nie odmalował Środowiska gejowskiego w Polsce od lat 60-tych i 70-tych aż po rok 2000, jak Michał Witkowski. Bez koloryzowania, bez poprawności politycznej czy światopoglądowej. Odkrył nam kartę dotąd mocno zakrytą i obrosłą stekami mitów. Kartę pod tytułem "Jak funkcjonowali geje w opisywanych latach ciemnej Komuny? Ano tak . . . . . ....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo tym jak zauroczył mnie „Drwal” całkowicie przepadłam za twórczością Witkowskiego i wielką przyjemnością dawkuję ją sobie co jakiś czas. Wprawdzie do wspomnianego wyżej „ideału” zbliżyło się tylko najnowsze „Tango” – czyli michaśkowy kryminał retro, ale próbuję, smakuję, poszukuję nadal. Tym razem przyszedł czas na kultowe „Lubiewo” w nowej rozszerzonej wersji. Wiele o tej książce słyszałam i sporo po niej sobie obiecywałam. Tym bardziej, że Lubiewo leży po sąsiedzku z Międzyzdrojami, więc może i „Lubiewo” padnie niedaleko od „Drwala”? Niestety, to był zbyt duży skrót myślowy.
Sądziłam, że przeczytam powieść mającą rozbudowaną fabułę w „charakternym” stylu Michaśki, z elementami komicznymi, które rozbawiają, aż po głośny śmiech, lecz tymczasem „Lubiewo” okazało się mieć raczej charakter reportażu, mającego na celu przedstawienie szerszemu gronu tajemniczego, pikantnego i kontrowersyjnego środowiska homoseksualistów aż od czasów PRLu. Przy czym największą uwagę autor poświęca najbliższej sobie (gdyż do nich należy) grupie „ciot”.
Książka składa się więc z luźnych opowieści bądź też rozmów między Michaśką a jej kumpelami-ciotkami. Tematyka – czy może raczej MONOtematyka – dotyczy oczywiście barwnego, wyuzdanego życia „nocnego”, gdzie luj ściele się gęsto, a chuć bucha z rozgrzanego… narządu przyczyniającego się do nierządu. Dziewczyny wspominają stare dobre i niedobre czasy z rozbawieniem, z sentymentem i z tęsknotą. Były wtedy przecież młode, pełne optymizmu i świat stał przed nimi otworem...
C.D.: https://czytany-blog.blogspot.com/
Po tym jak zauroczył mnie „Drwal” całkowicie przepadłam za twórczością Witkowskiego i wielką przyjemnością dawkuję ją sobie co jakiś czas. Wprawdzie do wspomnianego wyżej „ideału” zbliżyło się tylko najnowsze „Tango” – czyli michaśkowy kryminał retro, ale próbuję, smakuję, poszukuję nadal. Tym razem przyszedł czas na kultowe „Lubiewo” w nowej rozszerzonej wersji. Wiele o...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza część obrzydliwa, smrodliwa, spocona, definitywnie mnie zaintrygowała, pierwszy raz wstydziłem się powiedzieć komuś co czytam, autor przedstawił świat grubiańsko naturalny - bieda i rzeczywistość vs pragnienia i oczekiwania. Jeśli odcedzić całą kontrowersję to historia jest nadal interesująca i przedstawia wartość samą w sobie.
Druga cześć niestety rzuca czytelnika na płytką wodę ejakulatu z dmuchanym krokodylem, niby to samo na podobnych motywach ale jednak sielska atmosfera i wakacyjny klimat narzuca marzycielski ton który do mnie już tak bardzo nie trafia.
Ocenę wystawiam głownie za świetną zabawę podczas lektury. Gorąco polecam każdemu.
Pierwsza część obrzydliwa, smrodliwa, spocona, definitywnie mnie zaintrygowała, pierwszy raz wstydziłem się powiedzieć komuś co czytam, autor przedstawił świat grubiańsko naturalny - bieda i rzeczywistość vs pragnienia i oczekiwania. Jeśli odcedzić całą kontrowersję to historia jest nadal interesująca i przedstawia wartość samą w sobie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDruga cześć niestety rzuca...
Bezkompromisowa, prawdziwa, momentami szokująca i smutna....
Bezkompromisowa, prawdziwa, momentami szokująca i smutna....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem, co powiedzieć. Sięgnęłam po tę książkę po "Drwalu", którego czytałam z dużą przyjemnością i z rozbawieniem. Polubiłam narratora Michała-Michaśkę.
Natomiast "Lubiewo" chwilami powodowało u mnie zażenowanie, a nawet obrzydzenie wywołane naturalistycznymi obrazami ludzkiej fizjologii.
Nie wiem, co powiedzieć. Sięgnęłam po tę książkę po "Drwalu", którego czytałam z dużą przyjemnością i z rozbawieniem. Polubiłam narratora Michała-Michaśkę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNatomiast "Lubiewo" chwilami powodowało u mnie zażenowanie, a nawet obrzydzenie wywołane naturalistycznymi obrazami ludzkiej fizjologii.