Nie jestem obiektywny :) Okładka prześladowała mnie od zapowiedzi widzianej gdzieś w okolicach 1991 - udało się nadrobić w 2026. Nastawienie na szlam - przyjemne rozczarowanie. Plusik za niespodziewanie gorzki, ludzki elemencik wrzucony na finał.
Nie jestem obiektywny :) Okładka prześladowała mnie od zapowiedzi widzianej gdzieś w okolicach 1991 - udało się nadrobić w 2026. Nastawienie na szlam - przyjemne rozczarowanie. Plusik za niespodziewanie gorzki, ludzki elemencik wrzucony na finał.
Piąta książeczka horrorowa od pana HAKa którą przyszło mi przeczytać - tym razem mamy pełnoprawny horror gdzie próbny odwiert budzi do życia uśpionego od milionów lat stwora atakującego mackami wszystko co żywe. Podobno to on wykończył dinozaury! Chowa się pod ziemią i nocą żre ludzi i zwierzęta za pomocą wstrzykujących rozpuszczające wnętrzności enzymy wypustek. Najpierw wykańcza pojedyncze osoby w małych brytyjskich wioskach a potem już tysiące ludzi w miasteczku, a na koniec mocno wyrośnięty bierze się za Londyn.
Mamy tu typowy animal/monster attack gdzie bohaterowie najpierw kminią przez pół książki z czym walczą a na koniec muszą się wybrać do leża smoka, żeby go ubić - bardzo to przypomina klasyki filmowe typu Them! czy Aliens. Typowo dla autora poznajemy wielu bohaterów żeby po kilku stronach zeszli widowiskowo z tego świata - do połowy książki mamy nawet bardzo stonowane jak dla niego sceny seksu i seksualnej przemocy ale potem HAK zdecydowanie się rozpędza. Czyta się szybciutko jak ktoś lubi takie klimaty i można się wyrobić na luzie w jeden dzień.
Piąta książeczka horrorowa od pana HAKa którą przyszło mi przeczytać - tym razem mamy pełnoprawny horror gdzie próbny odwiert budzi do życia uśpionego od milionów lat stwora atakującego mackami wszystko co żywe. Podobno to on wykończył dinozaury! Chowa się pod ziemią i nocą żre ludzi i zwierzęta za pomocą wstrzykujących rozpuszczające wnętrzności enzymy wypustek. Najpierw...
Czytałem w podstawówce, ponad 30 lat temu ale do tej pory pamiętam większość fabuły. Emocje i rosnące napięcie w początkowej części książki były niepowtarzalne. W tamtych czasach tylko film Alien zrobił na mnie podobne wrażenie. Fajnie by było w sumie obejrzeć ekranizację tej książki w wykonaniu Scott-a lub Cameron-a. Dla mnie 10/10 XD
Czytałem w podstawówce, ponad 30 lat temu ale do tej pory pamiętam większość fabuły. Emocje i rosnące napięcie w początkowej części książki były niepowtarzalne. W tamtych czasach tylko film Alien zrobił na mnie podobne wrażenie. Fajnie by było w sumie obejrzeć ekranizację tej książki w wykonaniu Scott-a lub Cameron-a. Dla mnie 10/10 XD
Początek książki był naprawdę bardzo dobry , ale później gdy nadchodzi druga połowa i pewna postać umiera , a główny bohater nawiązuję współpracę z pewną dziennikarką zaczęło robić się coraz gorzej. A ten cały wątek miłosny był tak beznadziejny i niesmaczny , że masakra
Początek książki był naprawdę bardzo dobry , ale później gdy nadchodzi druga połowa i pewna postać umiera , a główny bohater nawiązuję współpracę z pewną dziennikarką zaczęło robić się coraz gorzej. A ten cały wątek miłosny był tak beznadziejny i niesmaczny , że masakra
Naprawdę fajny, mocny, wariacki klimat. Dobrze się czytało, sporo frajdy i odjechanych pomysłów. Knight wydał niestety bardzo mało, ale każda jego książka jest warta lektury.
Naprawdę fajny, mocny, wariacki klimat. Dobrze się czytało, sporo frajdy i odjechanych pomysłów. Knight wydał niestety bardzo mało, ale każda jego książka jest warta lektury.
Przeczytałem tą powieść w dwa dni. Nie mogę powiedzieć, by było to jakieś arcydzieło literatury. Jest to bardzo typowy i przewidywalny horror. Jednak znakomicie się czyta.
Przeczytałem tą powieść w dwa dni. Nie mogę powiedzieć, by było to jakieś arcydzieło literatury. Jest to bardzo typowy i przewidywalny horror. Jednak znakomicie się czyta.
Nie rozumiem niskich ocen tej książki. Czytając horror z lat 90. należy spodziewać się no cóż... horroru z lat 90. Ja się dobrze bawiłam przy tej książce i z czystym sumieniem mogę polecić fanom gatunku.
Nie rozumiem niskich ocen tej książki. Czytając horror z lat 90. należy spodziewać się no cóż... horroru z lat 90. Ja się dobrze bawiłam przy tej książce i z czystym sumieniem mogę polecić fanom gatunku.
Czytając książki z Phantom Press horror przyzwyczaiłem się, że prawie każdą napisał Smith :) Przy mackach nie zwróciłem uwagi co do autora i w trakcie czytania wydawała mi się za dobra jak na Smitha. Co za zaskoczenie gdy okazało się, że to książka Knighta, który wg mnie ma z reguły lepsze książki od G. N. S. ;)
"Macki" z początku były dosyć nieprzewidywalne, byłem ciekawy co wylazło z odwiertu, jak się potoczy akcja. Dalej już nie było tak dobrze, czyli tradycyjny schemat zastosowany w setkach ksiazek - coś atakuje ludzi i dane miasto, rozprzestrzenia się, kwarantanna, ratowanie swiata, zwycięska walka i oczywiście otwarta furtka na możliwe przyszłe części czyli "czy aby na pewno zwycięska" ;) wszystko przeplatane scenami seksu. W pewnym momencie czytania coś w tekście / opisie / fabule (już nie pamiętam co dokładnie) skojarzyło mi się z Lovecraftem. Oczywiście nie porównuję obydwóch autorów a powyższe skojarzenie trwało dosłownie sekundę ;)
"Macki" to dobry horror klasy B, na sobotni wieczór w sam raz. Czytało się przyjemnie i szybko ale raczej już bym do niej nie wrócił :)
Czytając książki z Phantom Press horror przyzwyczaiłem się, że prawie każdą napisał Smith :) Przy mackach nie zwróciłem uwagi co do autora i w trakcie czytania wydawała mi się za dobra jak na Smitha. Co za zaskoczenie gdy okazało się, że to książka Knighta, który wg mnie ma z reguły lepsze książki od G. N. S. ;)
"Macki" z początku były dosyć nieprzewidywalne, byłem...
Każdy z nas na swoje ulubione dania i potrawy - dla jednych to zupa pomidorowa, ktoś inny lubi schabowego czy golonkę. Jednak większość (ja się do nich zaliczam) lubi od czasu do czasu skonsumować coś taniego, odstraszającego swym składem i sposobem produkcji, ale jednocześnie całkiem smacznego. Mam tu na myśli np: paprykarz, pasztet czy parówki. I właśnie takim "paprykarzem" były dla mnie "Macki" Harry'ego Knighta :)
Fabuła jest oczywiście bardzo oklepana - wskutek dość kontrowersyjnych działań człowieka budzi się pradawna, pozaziemska istota, która łaknie krwi, a jak wiadomo najlepiej smakuje ta ludzka. Zaczyna siać terror, pożogę i śmierć. Naturalnie, jak to w B-klasowych dziełach mamy:
✓ głównego bohatera - maczo, który przy okazji jest jurnym ogierem 😀
✓ masę zupełnie randomowych postaci, które giną w najróżniejsze sposoby po maksymalnie 1-2 stronach
✓ bardzo spłycony i błyskawiczny finał
Mimo sztampowości, która momentami aż kipi ze stron "Macek" muszę przyznać, że bawiłem się przednio! Takie pozycje to idealny odmóżdżacz na długie jesienne wieczory, a niektóre pomysły i opisy zawarte w tej krótkiej książeczce sprawiają, że pod nosem pojawia się uśmiech :)
Każdy z nas na swoje ulubione dania i potrawy - dla jednych to zupa pomidorowa, ktoś inny lubi schabowego czy golonkę. Jednak większość (ja się do nich zaliczam) lubi od czasu do czasu skonsumować coś taniego, odstraszającego swym składem i sposobem produkcji, ale jednocześnie całkiem smacznego. Mam tu na myśli np: paprykarz, pasztet czy parówki. I właśnie takim...
Moja wysoka ocena wynika z tego, że dostałem dokładnie to czego oczekiwałem. Książka z czasów gdzie królowało Archiwum X. Paperbacowa okładka w której grafika jest o niebo lepsza od tych dostępnych dzisiaj.
Historia początkowo intryguje potem jest nieco słabiej ale nie można się znudzić gdyż fabuła dosłownie pędzi. Napewno wrócę do autora. Szczęśliwie dla mnie to wydania z pantompress można kupić tanio, choć posiadają wiele błędów mają to coś co było na początku lat 90tych. Książka na 1-2 dni więc jeśli masz wolny dzień a twój mózg chce wyprostować zwoje to enjoy.
Moja wysoka ocena wynika z tego, że dostałem dokładnie to czego oczekiwałem. Książka z czasów gdzie królowało Archiwum X. Paperbacowa okładka w której grafika jest o niebo lepsza od tych dostępnych dzisiaj.
Historia początkowo intryguje potem jest nieco słabiej ale nie można się znudzić gdyż fabuła dosłownie pędzi. Napewno wrócę do autora. Szczęśliwie dla mnie to wydania...
Wstęp
Harry Adam Knight to pseudonim australijskiego pisarza Johna Brosnana. Pisał w latach 90. XX wieku. To horror klasy B ukazujący wizję zagłady, za którą odpowiada coś nieznanego ludzkości. Anna Thomas z grupą przyjaciół bierze udział w proteście odbywającym się na terenie firmy NIREX, gdzie trwają prace wiertnicze. Mają one na celu stworzenie miejsca na składowanie odpadów radioaktywnych. Odkryta zostaje tam włóknista masa niewiadomego pochodzenia. Nie powstrzymuje to jednak zarządu firmy przed dalszymi pracami. Dochodzi do tragedii. Z głębi ziemi wypływa czarna maź, która ma właściwości żrącego kwasu. Wielu protestujących ginie w strasznych męczarniach. Sprawa zostaje wyciszona, a za przyczynę wypadku obwiniani są uczestnicy protestu, którzy rzekomo doprowadzili do wybuchu na terenie prac wiertniczych. Zeznania nielicznych świadków, którzy przeżyli są bagatelizowane przez władze. Wersja oficjalna znacznie odbiega do tego, co naprawdę wydarzyło się na terenie budowy.
Anna Thomas, autorka powieści dla dzieci, nie może otrząsnąć się po przeżyciach w czasie protestu na budowie. Jej lęk jest dodatkowo potęgowany przez wydarzenia, które mają miejsce w okolicznym miasteczku. Ludzie twierdzą, że atakują ich dziwne, czarne robaki lub węże, czyhające na ludzi pod osłoną nocy. Clive Thomas, który jest epidemiologiem, zostaje wezwany na miejsce dziwnego wypadku. Widzi stado krów, z których została tylko skóra zawierająca ogromną ilość krzemionki. Zwierzęta zostały pozbawione wszystkich organów wewnętrznych. Doktor Thomas ma zbadać sprawę. Niedługo później to samo spotyka mieszkańców miasteczka Harpenden. Z ludzi zostają same sztywne skorupy. Doktor Thomas twierdzi, że na skutek ugryzienia do ciał ofiar dostaje się tajemniczy jad o właściwościach nieznanego enzymu, który rozpuszcza tkankę organiczną. Jednak nikt nie zna jego pochodzenia… Przypadki dziwnych śmierci zaczynają pojawiać się w kolejnych miastach, a wszystko wskazuje na to, że tajemnicze macki dotarły do Londynu…
Atak na Londyn
Dziennikarka Robin Carey cudem przeżywa spotkanie z mackami. Udaje jej się zdobyć fragment czarnej masy. Próbkę dostarcza do laboratorium Clive’a Thomasa. Epidemiolog odkrywa, że komórki macki nie zawierają DNA, a ich struktura nie przypomina niczego znanego w świecie nauki. Thomas wysnuwa wiosek, że ten organizm nie pochodzi z Ziemi. Twierdzi, że macki to tylko część o wiele większego, tajemniczego organizmu. Oczywiście w świecie nauki nikt mu nie wierzy. Zaczyna być postrzegany jako szalony naukowiec, któremu jasność umysłu mąci niedawna tragedia osobista. Zostaje zawieszony przez przełożonych i ma zakaz głoszenia swoich teorii, by nie wywoływać większej paniki. Thomas i Robin na własną rękę próbują rozwiązać zagadkę, by zapobiec zagładzie ludzkości, w którą nikt oprócz nich nie wierzy.
Gdy tajemnicze macki docierają do Londynu władze nie mogą już ukrywać faktu, że Anglia została zaatakowana przez nieznanego potwora. Zaczynają skłaniać się ku teorii, że macki były przez miliony lat uśpione pod ziemią, a na skutek odwiertu wydostały się na powierzchnię. Wielu naukowców zaczyna wierzyć także w „kosmiczną” teorię doktora Clive’a Thomasa. Póki ofiarami padali ludzie z mniejszych miasteczek, sprawa była wyciszana i nie podejmowano prób walki z nieznanym. Teraz zaatakowana została stolica. Miasto jest zniszczone, giną setki ludzi: „W ciągu kilku godzin serce jednego z największych miast świata, naukowe i administracyjne centrum Brytanii zostało zniszczone.” Doktor Thomas zostaje przywrócony na stanowisko i z innymi naukowcami szuka sposobu, by pokonać macki. Postanawiają wykorzystać do walki broń, która oficjalnie przestała istnieć lata temu. Thomas wraz z grupą wojskowych udaje się do podziemi londyńskiego metra, gdzie zagnieździł się tajemniczy organizm. Czy uda się pokonać stwora? Czy broń okaże się skuteczna? Przeczytajcie!
Podsumowanie
Horror „Macki” autorstwa Harry’ego Adama Knighta to powieść kategorii B, którą przeczytałam jednym tchem, w jeden wieczór. To trzeci horror tego autora, w którym ludzkość mierzy się z czymś dotychczas nieznanym nauce. W „Fungusie” były to szybko rozprzestrzeniające się grzyby, w „Tunelu” ludzie padali ofiarami zmodyfikowanych genetycznie ludzkich pasożytów. Tym razem autor stworzył fabułę, gdzie przyczyną śmierci i paniki wśród mieszkańców Anglii są tajemnicze macki, które wydostały się z głębin ziemi. Wizja tego, że to kosmiczne stwory zaatakowały Londyn przypadła mi do gustu. Nie ma tutaj rozbudowanej fabuły: coś zabija ludzi, podjęta jest próba walki z nieznanym. Do bohaterów tego horroru nie należy się za bardzo przyzwyczajać – ludzie giną tu masowo, prawie na każdej stronie. Sama liczyłam, że bohaterem tej powieści będzie ktoś zupełnie inny. Postacie nie są bardzo mocno zarysowane, niektóre wątki są przewidywalne.
Akcja jest wartka, wszystko dość szybko w powieści się rozwija. Autor doskonale ukazał opieszałość władz w obliczu nagłego zagrożenia. Póki ofiarami padali mieszkańcy mniejszych miasteczek, władze bagatelizowały cały problem, twierdząc, że jest to przejściowe. Jednak, gdy zagrożenie sięgnęło stolicy, zaczęto podejmować działania, by pokonać tajemnicze macki. Najpierw jednak wszyscy musieli uświadomić sobie czym one są i jakie stanowią zagrożenie. Postać bohaterskiego epidemiologa mającego szaloną teorię odnośnie pochodzenia stworów pojawiła się już w innych powieściach autora. Opisy ataku na ludzi są przerażające. Sam pomysł stworzenia nieznanego organizmu, który zabija ludzi w bardzo specyficzny sposób działa na wyobraźnię czytelnika. Po tej lekturze można obawiać się wszelkich ukąszeń i omijać dziwne robaki i węże szerokim łukiem. Horror jest dla tych, którzy lubią tajemnice, opisy zagłady miast i wizje okrutnej, masowej śmierci setek istnień ludzkich. Nie jest to powieść wymagająca, ale stanowi doskonały przerywnik pomiędzy lekturami bardziej ambitnymi. Polecam miłośnikom mocnych i krwawych opisów.
Wstęp
Harry Adam Knight to pseudonim australijskiego pisarza Johna Brosnana. Pisał w latach 90. XX wieku. To horror klasy B ukazujący wizję zagłady, za którą odpowiada coś nieznanego ludzkości. Anna Thomas z grupą przyjaciół bierze udział w proteście odbywającym się na terenie firmy NIREX, gdzie trwają prace wiertnicze. Mają one na celu stworzenie miejsca na składowanie...
Banalny HORROR o oklepanej fabule. Pozaziemski stwór przebywający w głębi ziemi przez miliony lat, który po obudzeniu przez ludzi, atakuje ich i zabija, ani nie straszy, ani zbytnio nie ciekawi. Czytając zastanawiamy się CZEGO SIĘ TU BAĆ? Historia jednowątkowa, która szybko się toczy. Brak jakichkolwiek wątków pobocznych, poza jednym epizodem romansowym. Akcja książki bardzo przewidywalna. Bohaterzy przedstawieni bardzo płytko i powierzchownie, przez całą historię pozostają dla czytelnika całkowicie obojętni. Może spokojnie zjeść ich straszący STWÓR i nie odczujemy żadnej straty. Jedynym plusem książki jest to, że napisana jest dość dobrym językiem, dzięki czemu nieźle się ją czyta. Podsumowując jest to horror tylko klasy C.
NIE POLECAM!
Banalny HORROR o oklepanej fabule. Pozaziemski stwór przebywający w głębi ziemi przez miliony lat, który po obudzeniu przez ludzi, atakuje ich i zabija, ani nie straszy, ani zbytnio nie ciekawi. Czytając zastanawiamy się CZEGO SIĘ TU BAĆ? Historia jednowątkowa, która szybko się toczy. Brak jakichkolwiek wątków pobocznych, poza jednym epizodem romansowym. Akcja książki...
Harry Adam Knight to pseudonim John Brosnana, autora Inwazji Opponaksów i trylogii Władcy niebios należącej do fantastyki. Wraz z Leroy Kettle napisał postapokaliptyczny horror Macki, który został u nas wydany przez wydawnictwo Phantom Press w latach dziewięćdziesiątych. Sięgając po niego kiedyś nie nastawiałem się na nic odkrywczego, ale pozostawił po sobie miłe wspomnienia. Chciałem znów przekonać się, czy znów takie wrażenie będę miał po powtórnej lekturze albo może wyjdzie z tego przeciętniak do jakich będzie można go zaliczyć.
Podczas odwiertu dochodzi do dziwnego odkrycia, ale postanawiają wznowić pracę i dochodzi do tragedii. Po tym fakcie zaczynają dziać się dziwne rzeczy, które lokalna policja nie potrafi wyjaśnić. Na miejsce zostaje skierowany doktor Clive Thomas w celu ustalenia przyczyny i pomocy policji w wyjaśnieniach.
Sięgając po Macki spodziewałem się pojawienia się jakiegoś potwora, który terroryzuje mieszkańców. Historia rozpoczyna się od scen odwiertu jakie prowadzi firma w celu składowania na większych głębokościach materiałów promieniotwórczych. Kiedy dochodzi do tragedii i opisów skutków wiedziałem, że opowieść ruszy z kopyta do przodu. Początkowo nie wiadomo z czym będziemy mieli do czynienia, bo bardziej autor skupia się na postaciach jakie pojawiają się na kartach książki. Zostajemy wciągnięci w wir obowiązków, badań i relacji pomiędzy bohaterami. Wraz z rozwojem akcji zostajemy uraczeni dziwnymi wydarzeniami jakie spotykają mieszkańców. Autor tworzy historie o walce ludzi z wężami lub robakami jak podają świadkowie, lecz czekamy na ostateczne odkrycie prawdy, które powoduje straszne konsekwencje dla mieszkańców Londynu. Czytając Macki nie można odnieść wrażenia, że przypomina dobry film klasy b, gdzie bohaterowie toczą bitwy z nieznanym stworem jaki pojawia się. Dlatego przez cały czas nie brakuje makabrycznych scen i ciekawych pomysłów jeśli chodzi o zróżnicowane zgonów ofiar. Opisanych dość dobrze i ze krwawymi szczegółami. Zresztą po takiej historii można tego oczekiwać i niektóre zagrywki w celu wzbudzenia strachu lub odczucia obrzydliwości wypadły znakomicie. Nieraz występujące pulpowe zagrania jakie stosuje autor nie przeszkadzają, a nawet dodają grozy sytuacji w jakich znajdują się mieszkańcy atakowanych miejsc. Nikt nie jest bezpieczny, bo śmierć może czyhać na wszystkich. Klimat niebezpieczeństwa czającego się niedaleko wywołuje pełne napięcia oczekiwanie na atak i atmosferę grozy. Niczego nie świadomi ludzie zostają skonfrontowani z zagrożeniem i czekałem z niecierpliwością na możliwość przeczytania o tych starciach.
Same postacie jakie tutaj spotykamy są nieźle nakreśleni, ale większości czasu robią wrażenie pospolitych. Zabrakło mi w nich większej dawki głębi i popracowania nad nimi przez autora, aby były bardziej ciekawe. Z nich wszystkich lepiej wypadł główny bohater, który chce odkryć prawdę i powstrzymać zagrożenie. Postać skrojona według wzorca i wypadająca dobrze na tle tutaj występujących. Pozostałe postacie najczęściej mają do odegrania przewidzianą przez autora rolę w historii i nic poza tym. Jedne robią przeciętne wrażenie, wprowadzani na chwilę lub pojawiają się od czasu do czasu. Zabrakło mi w nich lepszego nakreślenia pod względem charakteru lub nadania im wyróżniających cech. Pomimo tego wypadają znacznie lepiej niż przypuszczałem, nie są drętwe jak drewno, papierowe i nieciekawe. Jak na postacie z pulpowego horroru klasy b lub animal attacku wypadają znacznie lepiej niż sądziłem. Jeśli chodzi o relacje pomiędzy bohaterami są niezłe jak na taką powieść. Dialogi nie są irytujące, jakieś koślawe i pełne zgrzytów jak można było spodziewać się. Wypadają po prostu dobrze.
Książka Macki jest próbą przedstawienia wizji zagłady Londynu po niefortunnym pojawieniu się zagrożenia i walki z nim na wszelkie sposoby. Od samego początku czuć klimat niepewności i pojawiającego się strachu mieszkańców, którzy nieświadomi niczego zostają zaatakowani. Autor podobny pomysł wykorzystał już wcześniej w jednym ze swoich innych horrorów. W Mackach jak nazwa sama wskazuje głównymi przeciwnikami są wszędobylskie i pojawiające się macki pożerające ludzi. Obraz zagrożenia początkowo dawkowany jest sporadycznie, aby w drugiej części skupić się wraz z rozwojem akcji na ukazaniu zagłady Londynu, które zostało opisane barwnie i z polotem. Dlatego książka jest połączeniem horroru, powieści katastroficznej i nie brakuje w niej nawet lekkiego tła obyczajowego na dalszym planie. Z tego wszystkiego zostało skompletowana historia, która od samego początku wciąga i czyta się szybko. Jednak czuć tutaj klimat horrorów klasy b, animal attack i pojawiającej się pulpy w krwawych opisach jakie stosuje autor. Same pomysły dotyczące makabrycznych uniformów lub innych jeszcze bardziej makabrycznych dodatków wzbogacających historie podobały mi się. Dużym atutem jest akcja poprowadzona błyskawicznie do przodu, która nie zwalnia ani na chwilę. Wydarzenia toczą się wartko do przodu bez zatrzymywania się i dlatego nie uświadczymy nudy. Samo zakończenie jakie dostałem jest dobrym przykładem jak można napisać i nie zepsuć niczego w nim. Książka nie kończy się raptownie lub nie dostałem finału napisanego po łebkach, ale stanowi dopełnienie całej historii jaką stworzył autor.
Po książkę Macki sięgnąłem już kilka razy wcześniej i postanowiłem zmierzyć się z nią ponownie nie mając za wielkich oczekiwań wobec niej. Poprzednio pozostawiła po sobie dobre wrażenie i miło czytało się. Obecnie nic nie zmieniło się jeśli chodzi o moje odczucia wobec niej, bo nadal to kawał dobrego horroru katastroficznego z panoszącym się stworem i walką ludzi o przeżycie. Mająca swoje mankamenty jeśli chodzi o lepsze zarysowanie sylwetek postaci które wtedy można było polubić i kibicować im w czasie konfrontacji z mackami. Z pozoru prosta historia o atakujących mackach, lecz napisana w taki sposób, że czyta się świetnie. Stanowi miłą odskocznie po czymś wymagającym lub cięższego kalibru. Jak na horror klasy b i zarazem wchodzący w pulpowe zagrania stosowane przez autora, do którego można ją zaliczyć została napisana sprawnie, bez pojawiających się zgrzytów i męczących fragmentów. Dlatego nie nudziłem się podczas czytania i wciągnęła mnie wizja ogarniętego niebezpieczeństwem Londynu. Sam klimat jaki pojawia się wzbudza strach, niepewność i atmosferę grozy. Czyta się świetnie i na wieczór lub góra dwa nadaje się znakomicie. Przyjemnie można spędzić przy niej czas i dobrze bawić się przy wzięciu pod uwagę, że ma nie tylko wzbudzić grozę, zaszokować obrzydliwością, dzięki krwawym scenom, ale również dostarczyć rozrywki podczas czytania. Nie żałuje czasu poświęconego na przeczytanie i chętnie przypomnę sobie inne książki autora.
Macki to pozycja dla każdego maniaka horrorów klasy b, nawet pulpowych i krwawych konfrontacji ludzi ze stworami , zwierzętami lub potworami jakie stają mu na drodze. Autor napisał dobry i krwawy horror o podłożu katastroficznym, któremu warto dać szansę i samemu przekonać się co Harry Adam Knight przygotował dla czytelnika.
Harry Adam Knight to pseudonim John Brosnana, autora Inwazji Opponaksów i trylogii Władcy niebios należącej do fantastyki. Wraz z Leroy Kettle napisał postapokaliptyczny horror Macki, który został u nas wydany przez wydawnictwo Phantom Press w latach dziewięćdziesiątych. Sięgając po niego kiedyś nie nastawiałem się na nic odkrywczego, ale pozostawił po sobie miłe...
Łaaaj, no rewelacja ! Harry Adam Knight sięga po lovecraftopodobne kosmiczne monstrum ze świetnym dla pulp horroru efektem.
Wiercenia podziemne w Anglii zakończyły się katastrofą - z ziemi wytrysła straszliwie żrąca substancja. Większość obecnych na miejscu ludzi ginie w straszliwych męczarniach. To jednak dopiero początek koszmaru. Wkrótce w niedalekiej miejscowości policja dokonuje makabrycznego odkrycia, tajemnicza siła zamienia żywych ludzi w coś na kształt wydmuszek, puste skorupy, pozbawione wszelkich susbtancji - kości, mięśni czy wnętrzności (kapitalny pomysł !). Świadkowie mówią o wydostających się spod ziemi tajemniczych czarnych wężach lub robakach atakujących wszystko, co żywe.
Po kilku dniach zaatakowana zostaje kolejna miejscowość. Widoczny jest kierunek, w którym przesuwa się zagrożenie - to Londyn. Wkrótce koszmar rozpętuje się w londynskim metrze.
Grupa śmiałków schodzi do zrujnowanych podziemi, w samobójczej misji powstrzymania ataków.
Przyznam szczerze, że tytuł "Macki" wydawał się naprawdę mało zajmujący. Przed oczyma stawał kolejny animal horror, tym razem może z osmiornicami ? Tym większe zaskoczenie. Powieść Knighta jest świetna - to wzorowy przykład udanego pulp horroru. Sceny grozy są częste i odpowiednio makabryczne, wyobraźnia autora wciąż zaskakuje (pomysł z ludźmi wydmuszkami - arcydzieło).
Naturalnie postaci są papierowe do bólu a ich zachowania niezbyt racjonalne, ale przecież nie dla pogłębionych portretów psychologicznych czyta się pulpę. Pulpę czyta się dla eskapistycznej zabawy, dla szybkiej grozy, dla dreszczu odrzydzenia, w końcu dla momentów grand guignolowego rozbawienia. W "Mackach" Knight wykonuje swe zadanie celująco. Niektórych scen pozazdrościłby autorowi sam Guy N. Smith (rozpadająca się głowa podglądacza i, chyba najobrzydliwsza, nb. pulpowo nieunikniona , scena z mackami atakującymi siedzącego w toalecie mężczyznę).
"Macki" są warsztatowo rzetelnie napisane. Styl jest sprawny i potoczysty, a fabuła rozwija się przemyślanie i w odpowiednim tempie. Pulpa, ale w naprawdę dobrym gatunku - 8/10
Łaaaj, no rewelacja ! Harry Adam Knight sięga po lovecraftopodobne kosmiczne monstrum ze świetnym dla pulp horroru efektem.
Wiercenia podziemne w Anglii zakończyły się katastrofą - z ziemi wytrysła straszliwie żrąca substancja. Większość obecnych na miejscu ludzi ginie w straszliwych męczarniach. To jednak dopiero początek koszmaru. Wkrótce w niedalekiej miejscowości...
Wystawiam ocenę bardzo dobrą, ale książkę czytałem ok. 20 lat temu i może to być mgliste wspomnienie. Może nie była wcale tak dobra.
W dzieciństwie pochłaniałem mnóstwo horrorów i moja ocena może być nieadekwatna do oceny, którą bym wystawił teraz.
Wystawiam ocenę bardzo dobrą, ale książkę czytałem ok. 20 lat temu i może to być mgliste wspomnienie. Może nie była wcale tak dobra.
W dzieciństwie pochłaniałem mnóstwo horrorów i moja ocena może być nieadekwatna do oceny, którą bym wystawił teraz.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że autor inspirował się tu japońskimi produkcjami spod znaku hentai, co szczególnie widać w finale. Ale sama książka raczej słaba i nie zapadająca nawet w pamięć.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że autor inspirował się tu japońskimi produkcjami spod znaku hentai, co szczególnie widać w finale. Ale sama książka raczej słaba i nie zapadająca nawet w pamięć.
Macki do złudzenia przypominają mi inną książkę Knighta a mianowicie "Fungus". Ogólnie autor pisze dość schematycznie. Ponownie mamy dzielnego naukowca który musi się zmierzyć z czymś co zostaje przypadkowo odkryte/rozbudzone przez nieuważne wiercenia w ziemi. Tym czymś są tytułowe macki, które atakują spod powierzchni ziemi opanowując coraz to większe tereny wliczając w to Londyn, gdzie toczy się większość akcji.
Powieść czyta się szybko i bezboleśnie. Dostałem wszystko to czego się po autorze spodziewałem. Czyli prostej fabuły,seksu i ciekawych ludzkich zgonów.
Macki do złudzenia przypominają mi inną książkę Knighta a mianowicie "Fungus". Ogólnie autor pisze dość schematycznie. Ponownie mamy dzielnego naukowca który musi się zmierzyć z czymś co zostaje przypadkowo odkryte/rozbudzone przez nieuważne wiercenia w ziemi. Tym czymś są tytułowe macki, które atakują spod powierzchni ziemi opanowując coraz to większe tereny wliczając w to...
Podróż do wnętrza ziemi to jedno z tych dziecięcych marzeń, które nigdy się nie spełnią. Tak, jak te o pracy którą kochasz lub słodkim piesku, który nie sika po kątach. Z wypiekami na twarzy pochłaniasz podziemny świat wykreowany przez Verne. Ogromne rośliny, rajski klimat i prehistoryczne stwory. Ale przychodzi czas, kiedy analizujesz swoje pragnienia sprzed lat. Spoglądając na nie chłodniejszym okiem widzisz, że miały wiele wad: nauczyciele zarabiają grosze, sklepowa użera się z pijakami, a policjanta nikt nie lubi. A czy zastanawiałeś się kiedyś, co przemilczał Verne? Dzięki "Mackom" będziesz lepszy od Chucka Norrisa. Nie zejdziesz do wnętrza ziemi. To wnętrze ziemi przyjdzie do ciebie.
Horrory klasy B to stały element mojego życia. Już jako dziecko w wieku przedszkolnym oglądałam namiętnie wszystkie, które puszczali na Jedynce. Później sięgnęłam po książki. Teraz je zbieram, traktując jako inwestycję w przyszłość mojej rodziny. Będę je kiedyś czytać dzieciom do snu. Cóż, nie oczekuje się od kogoś, kto w wieku lat pięciu znał na pamięć "Wejście smoka", żeby miał w domu wszystkie sezony "Troskliwych misiów"... Mózg mam zatruty i w stanie rozkładu. I właśnie dlatego nie mogłam się oprzeć, kiedy na sklepowej półce zobaczyłam "Macki".
Poszukiwacze krwi i flaków mogą być zawiedzeni, szczególnie, jeśli lektura "Ślimaków" już dawno za nimi. Ale grzecznie też nie jest - Knight wymyślił bardzo ciekawy sposób uśmiercania. Przypominało mi to trochę żerowanie pająków - wypijasz środek, zostawiając skorupkę. Oczywiście rozsypanie w drobny mak teściowej lub osiedlowej plotkary może być przyjemne. Jednak kiedy sekundę po usłyszeniu donośnego chrupnięcia odkrywasz, że właśnie STŁUKŁEŚ psa śpiącego na środku dywanu i właśnie stoisz W NIM, zabawa przestaje być śmieszna. Oj tak, to będzie jeden z moich ulubionych motywów...
Macki" czyta się od razu od deski do deski - Knight ma lekkie pióro, postacie oczywiście są sztampowe i przewidywalne, ale nie infantylne i irytujące - a to duży sukces. Trup ściele się gęsto, ale spokojnie można sobie coś przegryźć w czasie lektury - tutaj obrzydliwość jest tylko członkiem chóru. Pierwsze skrzypce gra wartka akcja. W swojej kategorii "Macki" to prawdziwy majstersztyk. Tak pod względem pomysłu, jak i realizacji. Aż dziwne, że nie udało mi się namierzyć filmu...
Podróż do wnętrza ziemi to jedno z tych dziecięcych marzeń, które nigdy się nie spełnią. Tak, jak te o pracy którą kochasz lub słodkim piesku, który nie sika po kątach. Z wypiekami na twarzy pochłaniasz podziemny świat wykreowany przez Verne. Ogromne rośliny, rajski klimat i prehistoryczne stwory. Ale przychodzi czas, kiedy analizujesz swoje pragnienia sprzed lat....
w sumie książka nie jest zła ale jak się czyta o tych molekułach i cząsteczkach jakiś tam, to to nie jest ani trochę ciekawe...najciekawsze były ataki tychże macek na ludzi a te chemiczne pogaduchy są odstręczające!
w sumie książka nie jest zła ale jak się czyta o tych molekułach i cząsteczkach jakiś tam, to to nie jest ani trochę ciekawe...najciekawsze były ataki tychże macek na ludzi a te chemiczne pogaduchy są odstręczające!
Nie jestem obiektywny :) Okładka prześladowała mnie od zapowiedzi widzianej gdzieś w okolicach 1991 - udało się nadrobić w 2026. Nastawienie na szlam - przyjemne rozczarowanie. Plusik za niespodziewanie gorzki, ludzki elemencik wrzucony na finał.
Nie jestem obiektywny :) Okładka prześladowała mnie od zapowiedzi widzianej gdzieś w okolicach 1991 - udało się nadrobić w 2026. Nastawienie na szlam - przyjemne rozczarowanie. Plusik za niespodziewanie gorzki, ludzki elemencik wrzucony na finał.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiąta książeczka horrorowa od pana HAKa którą przyszło mi przeczytać - tym razem mamy pełnoprawny horror gdzie próbny odwiert budzi do życia uśpionego od milionów lat stwora atakującego mackami wszystko co żywe. Podobno to on wykończył dinozaury! Chowa się pod ziemią i nocą żre ludzi i zwierzęta za pomocą wstrzykujących rozpuszczające wnętrzności enzymy wypustek. Najpierw wykańcza pojedyncze osoby w małych brytyjskich wioskach a potem już tysiące ludzi w miasteczku, a na koniec mocno wyrośnięty bierze się za Londyn.
Mamy tu typowy animal/monster attack gdzie bohaterowie najpierw kminią przez pół książki z czym walczą a na koniec muszą się wybrać do leża smoka, żeby go ubić - bardzo to przypomina klasyki filmowe typu Them! czy Aliens. Typowo dla autora poznajemy wielu bohaterów żeby po kilku stronach zeszli widowiskowo z tego świata - do połowy książki mamy nawet bardzo stonowane jak dla niego sceny seksu i seksualnej przemocy ale potem HAK zdecydowanie się rozpędza. Czyta się szybciutko jak ktoś lubi takie klimaty i można się wyrobić na luzie w jeden dzień.
Piąta książeczka horrorowa od pana HAKa którą przyszło mi przeczytać - tym razem mamy pełnoprawny horror gdzie próbny odwiert budzi do życia uśpionego od milionów lat stwora atakującego mackami wszystko co żywe. Podobno to on wykończył dinozaury! Chowa się pod ziemią i nocą żre ludzi i zwierzęta za pomocą wstrzykujących rozpuszczające wnętrzności enzymy wypustek. Najpierw...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałem w podstawówce, ponad 30 lat temu ale do tej pory pamiętam większość fabuły. Emocje i rosnące napięcie w początkowej części książki były niepowtarzalne. W tamtych czasach tylko film Alien zrobił na mnie podobne wrażenie. Fajnie by było w sumie obejrzeć ekranizację tej książki w wykonaniu Scott-a lub Cameron-a. Dla mnie 10/10 XD
Czytałem w podstawówce, ponad 30 lat temu ale do tej pory pamiętam większość fabuły. Emocje i rosnące napięcie w początkowej części książki były niepowtarzalne. W tamtych czasach tylko film Alien zrobił na mnie podobne wrażenie. Fajnie by było w sumie obejrzeć ekranizację tej książki w wykonaniu Scott-a lub Cameron-a. Dla mnie 10/10 XD
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek książki był naprawdę bardzo dobry , ale później gdy nadchodzi druga połowa i pewna postać umiera , a główny bohater nawiązuję współpracę z pewną dziennikarką zaczęło robić się coraz gorzej. A ten cały wątek miłosny był tak beznadziejny i niesmaczny , że masakra
Początek książki był naprawdę bardzo dobry , ale później gdy nadchodzi druga połowa i pewna postać umiera , a główny bohater nawiązuję współpracę z pewną dziennikarką zaczęło robić się coraz gorzej. A ten cały wątek miłosny był tak beznadziejny i niesmaczny , że masakra
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAnimal horror, nic odkrywczego, w swoim gatunku spoko.
Animal horror, nic odkrywczego, w swoim gatunku spoko.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałam lata temu, a do tej pory pamiętam. Nie mogłam się oderwać od książki.
Czytałam lata temu, a do tej pory pamiętam. Nie mogłam się oderwać od książki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNaprawdę fajny, mocny, wariacki klimat. Dobrze się czytało, sporo frajdy i odjechanych pomysłów. Knight wydał niestety bardzo mało, ale każda jego książka jest warta lektury.
Naprawdę fajny, mocny, wariacki klimat. Dobrze się czytało, sporo frajdy i odjechanych pomysłów. Knight wydał niestety bardzo mało, ale każda jego książka jest warta lektury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzkoda , że Knight nie tworzy . Jego horrory miały fajny klimat . Krótkie książki ale wszystkie pamiętam . Czytałem je w na początku 90 lat
Szkoda , że Knight nie tworzy . Jego horrory miały fajny klimat . Krótkie książki ale wszystkie pamiętam . Czytałem je w na początku 90 lat
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem tą powieść w dwa dni. Nie mogę powiedzieć, by było to jakieś arcydzieło literatury. Jest to bardzo typowy i przewidywalny horror. Jednak znakomicie się czyta.
Przeczytałem tą powieść w dwa dni. Nie mogę powiedzieć, by było to jakieś arcydzieło literatury. Jest to bardzo typowy i przewidywalny horror. Jednak znakomicie się czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie rozumiem niskich ocen tej książki. Czytając horror z lat 90. należy spodziewać się no cóż... horroru z lat 90. Ja się dobrze bawiłam przy tej książce i z czystym sumieniem mogę polecić fanom gatunku.
Nie rozumiem niskich ocen tej książki. Czytając horror z lat 90. należy spodziewać się no cóż... horroru z lat 90. Ja się dobrze bawiłam przy tej książce i z czystym sumieniem mogę polecić fanom gatunku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając książki z Phantom Press horror przyzwyczaiłem się, że prawie każdą napisał Smith :) Przy mackach nie zwróciłem uwagi co do autora i w trakcie czytania wydawała mi się za dobra jak na Smitha. Co za zaskoczenie gdy okazało się, że to książka Knighta, który wg mnie ma z reguły lepsze książki od G. N. S. ;)
"Macki" z początku były dosyć nieprzewidywalne, byłem ciekawy co wylazło z odwiertu, jak się potoczy akcja. Dalej już nie było tak dobrze, czyli tradycyjny schemat zastosowany w setkach ksiazek - coś atakuje ludzi i dane miasto, rozprzestrzenia się, kwarantanna, ratowanie swiata, zwycięska walka i oczywiście otwarta furtka na możliwe przyszłe części czyli "czy aby na pewno zwycięska" ;) wszystko przeplatane scenami seksu. W pewnym momencie czytania coś w tekście / opisie / fabule (już nie pamiętam co dokładnie) skojarzyło mi się z Lovecraftem. Oczywiście nie porównuję obydwóch autorów a powyższe skojarzenie trwało dosłownie sekundę ;)
"Macki" to dobry horror klasy B, na sobotni wieczór w sam raz. Czytało się przyjemnie i szybko ale raczej już bym do niej nie wrócił :)
Czytając książki z Phantom Press horror przyzwyczaiłem się, że prawie każdą napisał Smith :) Przy mackach nie zwróciłem uwagi co do autora i w trakcie czytania wydawała mi się za dobra jak na Smitha. Co za zaskoczenie gdy okazało się, że to książka Knighta, który wg mnie ma z reguły lepsze książki od G. N. S. ;)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Macki" z początku były dosyć nieprzewidywalne, byłem...
Każdy z nas na swoje ulubione dania i potrawy - dla jednych to zupa pomidorowa, ktoś inny lubi schabowego czy golonkę. Jednak większość (ja się do nich zaliczam) lubi od czasu do czasu skonsumować coś taniego, odstraszającego swym składem i sposobem produkcji, ale jednocześnie całkiem smacznego. Mam tu na myśli np: paprykarz, pasztet czy parówki. I właśnie takim "paprykarzem" były dla mnie "Macki" Harry'ego Knighta :)
Fabuła jest oczywiście bardzo oklepana - wskutek dość kontrowersyjnych działań człowieka budzi się pradawna, pozaziemska istota, która łaknie krwi, a jak wiadomo najlepiej smakuje ta ludzka. Zaczyna siać terror, pożogę i śmierć. Naturalnie, jak to w B-klasowych dziełach mamy:
✓ głównego bohatera - maczo, który przy okazji jest jurnym ogierem 😀
✓ masę zupełnie randomowych postaci, które giną w najróżniejsze sposoby po maksymalnie 1-2 stronach
✓ bardzo spłycony i błyskawiczny finał
Mimo sztampowości, która momentami aż kipi ze stron "Macek" muszę przyznać, że bawiłem się przednio! Takie pozycje to idealny odmóżdżacz na długie jesienne wieczory, a niektóre pomysły i opisy zawarte w tej krótkiej książeczce sprawiają, że pod nosem pojawia się uśmiech :)
Każdy z nas na swoje ulubione dania i potrawy - dla jednych to zupa pomidorowa, ktoś inny lubi schabowego czy golonkę. Jednak większość (ja się do nich zaliczam) lubi od czasu do czasu skonsumować coś taniego, odstraszającego swym składem i sposobem produkcji, ale jednocześnie całkiem smacznego. Mam tu na myśli np: paprykarz, pasztet czy parówki. I właśnie takim...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoja wysoka ocena wynika z tego, że dostałem dokładnie to czego oczekiwałem. Książka z czasów gdzie królowało Archiwum X. Paperbacowa okładka w której grafika jest o niebo lepsza od tych dostępnych dzisiaj.
Historia początkowo intryguje potem jest nieco słabiej ale nie można się znudzić gdyż fabuła dosłownie pędzi. Napewno wrócę do autora. Szczęśliwie dla mnie to wydania z pantompress można kupić tanio, choć posiadają wiele błędów mają to coś co było na początku lat 90tych. Książka na 1-2 dni więc jeśli masz wolny dzień a twój mózg chce wyprostować zwoje to enjoy.
Moja wysoka ocena wynika z tego, że dostałem dokładnie to czego oczekiwałem. Książka z czasów gdzie królowało Archiwum X. Paperbacowa okładka w której grafika jest o niebo lepsza od tych dostępnych dzisiaj.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria początkowo intryguje potem jest nieco słabiej ale nie można się znudzić gdyż fabuła dosłownie pędzi. Napewno wrócę do autora. Szczęśliwie dla mnie to wydania...
Wstęp
Harry Adam Knight to pseudonim australijskiego pisarza Johna Brosnana. Pisał w latach 90. XX wieku. To horror klasy B ukazujący wizję zagłady, za którą odpowiada coś nieznanego ludzkości. Anna Thomas z grupą przyjaciół bierze udział w proteście odbywającym się na terenie firmy NIREX, gdzie trwają prace wiertnicze. Mają one na celu stworzenie miejsca na składowanie odpadów radioaktywnych. Odkryta zostaje tam włóknista masa niewiadomego pochodzenia. Nie powstrzymuje to jednak zarządu firmy przed dalszymi pracami. Dochodzi do tragedii. Z głębi ziemi wypływa czarna maź, która ma właściwości żrącego kwasu. Wielu protestujących ginie w strasznych męczarniach. Sprawa zostaje wyciszona, a za przyczynę wypadku obwiniani są uczestnicy protestu, którzy rzekomo doprowadzili do wybuchu na terenie prac wiertniczych. Zeznania nielicznych świadków, którzy przeżyli są bagatelizowane przez władze. Wersja oficjalna znacznie odbiega do tego, co naprawdę wydarzyło się na terenie budowy.
Anna Thomas, autorka powieści dla dzieci, nie może otrząsnąć się po przeżyciach w czasie protestu na budowie. Jej lęk jest dodatkowo potęgowany przez wydarzenia, które mają miejsce w okolicznym miasteczku. Ludzie twierdzą, że atakują ich dziwne, czarne robaki lub węże, czyhające na ludzi pod osłoną nocy. Clive Thomas, który jest epidemiologiem, zostaje wezwany na miejsce dziwnego wypadku. Widzi stado krów, z których została tylko skóra zawierająca ogromną ilość krzemionki. Zwierzęta zostały pozbawione wszystkich organów wewnętrznych. Doktor Thomas ma zbadać sprawę. Niedługo później to samo spotyka mieszkańców miasteczka Harpenden. Z ludzi zostają same sztywne skorupy. Doktor Thomas twierdzi, że na skutek ugryzienia do ciał ofiar dostaje się tajemniczy jad o właściwościach nieznanego enzymu, który rozpuszcza tkankę organiczną. Jednak nikt nie zna jego pochodzenia… Przypadki dziwnych śmierci zaczynają pojawiać się w kolejnych miastach, a wszystko wskazuje na to, że tajemnicze macki dotarły do Londynu…
Atak na Londyn
Dziennikarka Robin Carey cudem przeżywa spotkanie z mackami. Udaje jej się zdobyć fragment czarnej masy. Próbkę dostarcza do laboratorium Clive’a Thomasa. Epidemiolog odkrywa, że komórki macki nie zawierają DNA, a ich struktura nie przypomina niczego znanego w świecie nauki. Thomas wysnuwa wiosek, że ten organizm nie pochodzi z Ziemi. Twierdzi, że macki to tylko część o wiele większego, tajemniczego organizmu. Oczywiście w świecie nauki nikt mu nie wierzy. Zaczyna być postrzegany jako szalony naukowiec, któremu jasność umysłu mąci niedawna tragedia osobista. Zostaje zawieszony przez przełożonych i ma zakaz głoszenia swoich teorii, by nie wywoływać większej paniki. Thomas i Robin na własną rękę próbują rozwiązać zagadkę, by zapobiec zagładzie ludzkości, w którą nikt oprócz nich nie wierzy.
Gdy tajemnicze macki docierają do Londynu władze nie mogą już ukrywać faktu, że Anglia została zaatakowana przez nieznanego potwora. Zaczynają skłaniać się ku teorii, że macki były przez miliony lat uśpione pod ziemią, a na skutek odwiertu wydostały się na powierzchnię. Wielu naukowców zaczyna wierzyć także w „kosmiczną” teorię doktora Clive’a Thomasa. Póki ofiarami padali ludzie z mniejszych miasteczek, sprawa była wyciszana i nie podejmowano prób walki z nieznanym. Teraz zaatakowana została stolica. Miasto jest zniszczone, giną setki ludzi: „W ciągu kilku godzin serce jednego z największych miast świata, naukowe i administracyjne centrum Brytanii zostało zniszczone.” Doktor Thomas zostaje przywrócony na stanowisko i z innymi naukowcami szuka sposobu, by pokonać macki. Postanawiają wykorzystać do walki broń, która oficjalnie przestała istnieć lata temu. Thomas wraz z grupą wojskowych udaje się do podziemi londyńskiego metra, gdzie zagnieździł się tajemniczy organizm. Czy uda się pokonać stwora? Czy broń okaże się skuteczna? Przeczytajcie!
Podsumowanie
Horror „Macki” autorstwa Harry’ego Adama Knighta to powieść kategorii B, którą przeczytałam jednym tchem, w jeden wieczór. To trzeci horror tego autora, w którym ludzkość mierzy się z czymś dotychczas nieznanym nauce. W „Fungusie” były to szybko rozprzestrzeniające się grzyby, w „Tunelu” ludzie padali ofiarami zmodyfikowanych genetycznie ludzkich pasożytów. Tym razem autor stworzył fabułę, gdzie przyczyną śmierci i paniki wśród mieszkańców Anglii są tajemnicze macki, które wydostały się z głębin ziemi. Wizja tego, że to kosmiczne stwory zaatakowały Londyn przypadła mi do gustu. Nie ma tutaj rozbudowanej fabuły: coś zabija ludzi, podjęta jest próba walki z nieznanym. Do bohaterów tego horroru nie należy się za bardzo przyzwyczajać – ludzie giną tu masowo, prawie na każdej stronie. Sama liczyłam, że bohaterem tej powieści będzie ktoś zupełnie inny. Postacie nie są bardzo mocno zarysowane, niektóre wątki są przewidywalne.
Akcja jest wartka, wszystko dość szybko w powieści się rozwija. Autor doskonale ukazał opieszałość władz w obliczu nagłego zagrożenia. Póki ofiarami padali mieszkańcy mniejszych miasteczek, władze bagatelizowały cały problem, twierdząc, że jest to przejściowe. Jednak, gdy zagrożenie sięgnęło stolicy, zaczęto podejmować działania, by pokonać tajemnicze macki. Najpierw jednak wszyscy musieli uświadomić sobie czym one są i jakie stanowią zagrożenie. Postać bohaterskiego epidemiologa mającego szaloną teorię odnośnie pochodzenia stworów pojawiła się już w innych powieściach autora. Opisy ataku na ludzi są przerażające. Sam pomysł stworzenia nieznanego organizmu, który zabija ludzi w bardzo specyficzny sposób działa na wyobraźnię czytelnika. Po tej lekturze można obawiać się wszelkich ukąszeń i omijać dziwne robaki i węże szerokim łukiem. Horror jest dla tych, którzy lubią tajemnice, opisy zagłady miast i wizje okrutnej, masowej śmierci setek istnień ludzkich. Nie jest to powieść wymagająca, ale stanowi doskonały przerywnik pomiędzy lekturami bardziej ambitnymi. Polecam miłośnikom mocnych i krwawych opisów.
Wstęp
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHarry Adam Knight to pseudonim australijskiego pisarza Johna Brosnana. Pisał w latach 90. XX wieku. To horror klasy B ukazujący wizję zagłady, za którą odpowiada coś nieznanego ludzkości. Anna Thomas z grupą przyjaciół bierze udział w proteście odbywającym się na terenie firmy NIREX, gdzie trwają prace wiertnicze. Mają one na celu stworzenie miejsca na składowanie...
Banalny HORROR o oklepanej fabule. Pozaziemski stwór przebywający w głębi ziemi przez miliony lat, który po obudzeniu przez ludzi, atakuje ich i zabija, ani nie straszy, ani zbytnio nie ciekawi. Czytając zastanawiamy się CZEGO SIĘ TU BAĆ? Historia jednowątkowa, która szybko się toczy. Brak jakichkolwiek wątków pobocznych, poza jednym epizodem romansowym. Akcja książki bardzo przewidywalna. Bohaterzy przedstawieni bardzo płytko i powierzchownie, przez całą historię pozostają dla czytelnika całkowicie obojętni. Może spokojnie zjeść ich straszący STWÓR i nie odczujemy żadnej straty. Jedynym plusem książki jest to, że napisana jest dość dobrym językiem, dzięki czemu nieźle się ją czyta. Podsumowując jest to horror tylko klasy C.
NIE POLECAM!
Banalny HORROR o oklepanej fabule. Pozaziemski stwór przebywający w głębi ziemi przez miliony lat, który po obudzeniu przez ludzi, atakuje ich i zabija, ani nie straszy, ani zbytnio nie ciekawi. Czytając zastanawiamy się CZEGO SIĘ TU BAĆ? Historia jednowątkowa, która szybko się toczy. Brak jakichkolwiek wątków pobocznych, poza jednym epizodem romansowym. Akcja książki...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHarry Adam Knight to pseudonim John Brosnana, autora Inwazji Opponaksów i trylogii Władcy niebios należącej do fantastyki. Wraz z Leroy Kettle napisał postapokaliptyczny horror Macki, który został u nas wydany przez wydawnictwo Phantom Press w latach dziewięćdziesiątych. Sięgając po niego kiedyś nie nastawiałem się na nic odkrywczego, ale pozostawił po sobie miłe wspomnienia. Chciałem znów przekonać się, czy znów takie wrażenie będę miał po powtórnej lekturze albo może wyjdzie z tego przeciętniak do jakich będzie można go zaliczyć.
Podczas odwiertu dochodzi do dziwnego odkrycia, ale postanawiają wznowić pracę i dochodzi do tragedii. Po tym fakcie zaczynają dziać się dziwne rzeczy, które lokalna policja nie potrafi wyjaśnić. Na miejsce zostaje skierowany doktor Clive Thomas w celu ustalenia przyczyny i pomocy policji w wyjaśnieniach.
Sięgając po Macki spodziewałem się pojawienia się jakiegoś potwora, który terroryzuje mieszkańców. Historia rozpoczyna się od scen odwiertu jakie prowadzi firma w celu składowania na większych głębokościach materiałów promieniotwórczych. Kiedy dochodzi do tragedii i opisów skutków wiedziałem, że opowieść ruszy z kopyta do przodu. Początkowo nie wiadomo z czym będziemy mieli do czynienia, bo bardziej autor skupia się na postaciach jakie pojawiają się na kartach książki. Zostajemy wciągnięci w wir obowiązków, badań i relacji pomiędzy bohaterami. Wraz z rozwojem akcji zostajemy uraczeni dziwnymi wydarzeniami jakie spotykają mieszkańców. Autor tworzy historie o walce ludzi z wężami lub robakami jak podają świadkowie, lecz czekamy na ostateczne odkrycie prawdy, które powoduje straszne konsekwencje dla mieszkańców Londynu. Czytając Macki nie można odnieść wrażenia, że przypomina dobry film klasy b, gdzie bohaterowie toczą bitwy z nieznanym stworem jaki pojawia się. Dlatego przez cały czas nie brakuje makabrycznych scen i ciekawych pomysłów jeśli chodzi o zróżnicowane zgonów ofiar. Opisanych dość dobrze i ze krwawymi szczegółami. Zresztą po takiej historii można tego oczekiwać i niektóre zagrywki w celu wzbudzenia strachu lub odczucia obrzydliwości wypadły znakomicie. Nieraz występujące pulpowe zagrania jakie stosuje autor nie przeszkadzają, a nawet dodają grozy sytuacji w jakich znajdują się mieszkańcy atakowanych miejsc. Nikt nie jest bezpieczny, bo śmierć może czyhać na wszystkich. Klimat niebezpieczeństwa czającego się niedaleko wywołuje pełne napięcia oczekiwanie na atak i atmosferę grozy. Niczego nie świadomi ludzie zostają skonfrontowani z zagrożeniem i czekałem z niecierpliwością na możliwość przeczytania o tych starciach.
Same postacie jakie tutaj spotykamy są nieźle nakreśleni, ale większości czasu robią wrażenie pospolitych. Zabrakło mi w nich większej dawki głębi i popracowania nad nimi przez autora, aby były bardziej ciekawe. Z nich wszystkich lepiej wypadł główny bohater, który chce odkryć prawdę i powstrzymać zagrożenie. Postać skrojona według wzorca i wypadająca dobrze na tle tutaj występujących. Pozostałe postacie najczęściej mają do odegrania przewidzianą przez autora rolę w historii i nic poza tym. Jedne robią przeciętne wrażenie, wprowadzani na chwilę lub pojawiają się od czasu do czasu. Zabrakło mi w nich lepszego nakreślenia pod względem charakteru lub nadania im wyróżniających cech. Pomimo tego wypadają znacznie lepiej niż przypuszczałem, nie są drętwe jak drewno, papierowe i nieciekawe. Jak na postacie z pulpowego horroru klasy b lub animal attacku wypadają znacznie lepiej niż sądziłem. Jeśli chodzi o relacje pomiędzy bohaterami są niezłe jak na taką powieść. Dialogi nie są irytujące, jakieś koślawe i pełne zgrzytów jak można było spodziewać się. Wypadają po prostu dobrze.
Książka Macki jest próbą przedstawienia wizji zagłady Londynu po niefortunnym pojawieniu się zagrożenia i walki z nim na wszelkie sposoby. Od samego początku czuć klimat niepewności i pojawiającego się strachu mieszkańców, którzy nieświadomi niczego zostają zaatakowani. Autor podobny pomysł wykorzystał już wcześniej w jednym ze swoich innych horrorów. W Mackach jak nazwa sama wskazuje głównymi przeciwnikami są wszędobylskie i pojawiające się macki pożerające ludzi. Obraz zagrożenia początkowo dawkowany jest sporadycznie, aby w drugiej części skupić się wraz z rozwojem akcji na ukazaniu zagłady Londynu, które zostało opisane barwnie i z polotem. Dlatego książka jest połączeniem horroru, powieści katastroficznej i nie brakuje w niej nawet lekkiego tła obyczajowego na dalszym planie. Z tego wszystkiego zostało skompletowana historia, która od samego początku wciąga i czyta się szybko. Jednak czuć tutaj klimat horrorów klasy b, animal attack i pojawiającej się pulpy w krwawych opisach jakie stosuje autor. Same pomysły dotyczące makabrycznych uniformów lub innych jeszcze bardziej makabrycznych dodatków wzbogacających historie podobały mi się. Dużym atutem jest akcja poprowadzona błyskawicznie do przodu, która nie zwalnia ani na chwilę. Wydarzenia toczą się wartko do przodu bez zatrzymywania się i dlatego nie uświadczymy nudy. Samo zakończenie jakie dostałem jest dobrym przykładem jak można napisać i nie zepsuć niczego w nim. Książka nie kończy się raptownie lub nie dostałem finału napisanego po łebkach, ale stanowi dopełnienie całej historii jaką stworzył autor.
Po książkę Macki sięgnąłem już kilka razy wcześniej i postanowiłem zmierzyć się z nią ponownie nie mając za wielkich oczekiwań wobec niej. Poprzednio pozostawiła po sobie dobre wrażenie i miło czytało się. Obecnie nic nie zmieniło się jeśli chodzi o moje odczucia wobec niej, bo nadal to kawał dobrego horroru katastroficznego z panoszącym się stworem i walką ludzi o przeżycie. Mająca swoje mankamenty jeśli chodzi o lepsze zarysowanie sylwetek postaci które wtedy można było polubić i kibicować im w czasie konfrontacji z mackami. Z pozoru prosta historia o atakujących mackach, lecz napisana w taki sposób, że czyta się świetnie. Stanowi miłą odskocznie po czymś wymagającym lub cięższego kalibru. Jak na horror klasy b i zarazem wchodzący w pulpowe zagrania stosowane przez autora, do którego można ją zaliczyć została napisana sprawnie, bez pojawiających się zgrzytów i męczących fragmentów. Dlatego nie nudziłem się podczas czytania i wciągnęła mnie wizja ogarniętego niebezpieczeństwem Londynu. Sam klimat jaki pojawia się wzbudza strach, niepewność i atmosferę grozy. Czyta się świetnie i na wieczór lub góra dwa nadaje się znakomicie. Przyjemnie można spędzić przy niej czas i dobrze bawić się przy wzięciu pod uwagę, że ma nie tylko wzbudzić grozę, zaszokować obrzydliwością, dzięki krwawym scenom, ale również dostarczyć rozrywki podczas czytania. Nie żałuje czasu poświęconego na przeczytanie i chętnie przypomnę sobie inne książki autora.
Macki to pozycja dla każdego maniaka horrorów klasy b, nawet pulpowych i krwawych konfrontacji ludzi ze stworami , zwierzętami lub potworami jakie stają mu na drodze. Autor napisał dobry i krwawy horror o podłożu katastroficznym, któremu warto dać szansę i samemu przekonać się co Harry Adam Knight przygotował dla czytelnika.
Harry Adam Knight to pseudonim John Brosnana, autora Inwazji Opponaksów i trylogii Władcy niebios należącej do fantastyki. Wraz z Leroy Kettle napisał postapokaliptyczny horror Macki, który został u nas wydany przez wydawnictwo Phantom Press w latach dziewięćdziesiątych. Sięgając po niego kiedyś nie nastawiałem się na nic odkrywczego, ale pozostawił po sobie miłe...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkładka
stwór fajny
skąd
biblioteka
fabuła
Macki,atakują i pożerają ludzi
Moja opinia
Bardzo,miły horror.Dużo trupów,poszukiwania gniazda potworów.
Dla mnie miła lektura.
Okładka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tostwór fajny
skąd
biblioteka
fabuła
Macki,atakują i pożerają ludzi
Moja opinia
Bardzo,miły horror.Dużo trupów,poszukiwania gniazda potworów.
Dla mnie miła lektura.
Łaaaj, no rewelacja ! Harry Adam Knight sięga po lovecraftopodobne kosmiczne monstrum ze świetnym dla pulp horroru efektem.
Wiercenia podziemne w Anglii zakończyły się katastrofą - z ziemi wytrysła straszliwie żrąca substancja. Większość obecnych na miejscu ludzi ginie w straszliwych męczarniach. To jednak dopiero początek koszmaru. Wkrótce w niedalekiej miejscowości policja dokonuje makabrycznego odkrycia, tajemnicza siła zamienia żywych ludzi w coś na kształt wydmuszek, puste skorupy, pozbawione wszelkich susbtancji - kości, mięśni czy wnętrzności (kapitalny pomysł !). Świadkowie mówią o wydostających się spod ziemi tajemniczych czarnych wężach lub robakach atakujących wszystko, co żywe.
Po kilku dniach zaatakowana zostaje kolejna miejscowość. Widoczny jest kierunek, w którym przesuwa się zagrożenie - to Londyn. Wkrótce koszmar rozpętuje się w londynskim metrze.
Grupa śmiałków schodzi do zrujnowanych podziemi, w samobójczej misji powstrzymania ataków.
Przyznam szczerze, że tytuł "Macki" wydawał się naprawdę mało zajmujący. Przed oczyma stawał kolejny animal horror, tym razem może z osmiornicami ? Tym większe zaskoczenie. Powieść Knighta jest świetna - to wzorowy przykład udanego pulp horroru. Sceny grozy są częste i odpowiednio makabryczne, wyobraźnia autora wciąż zaskakuje (pomysł z ludźmi wydmuszkami - arcydzieło).
Naturalnie postaci są papierowe do bólu a ich zachowania niezbyt racjonalne, ale przecież nie dla pogłębionych portretów psychologicznych czyta się pulpę. Pulpę czyta się dla eskapistycznej zabawy, dla szybkiej grozy, dla dreszczu odrzydzenia, w końcu dla momentów grand guignolowego rozbawienia. W "Mackach" Knight wykonuje swe zadanie celująco. Niektórych scen pozazdrościłby autorowi sam Guy N. Smith (rozpadająca się głowa podglądacza i, chyba najobrzydliwsza, nb. pulpowo nieunikniona , scena z mackami atakującymi siedzącego w toalecie mężczyznę).
"Macki" są warsztatowo rzetelnie napisane. Styl jest sprawny i potoczysty, a fabuła rozwija się przemyślanie i w odpowiednim tempie. Pulpa, ale w naprawdę dobrym gatunku - 8/10
Łaaaj, no rewelacja ! Harry Adam Knight sięga po lovecraftopodobne kosmiczne monstrum ze świetnym dla pulp horroru efektem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiercenia podziemne w Anglii zakończyły się katastrofą - z ziemi wytrysła straszliwie żrąca substancja. Większość obecnych na miejscu ludzi ginie w straszliwych męczarniach. To jednak dopiero początek koszmaru. Wkrótce w niedalekiej miejscowości...
Wystawiam ocenę bardzo dobrą, ale książkę czytałem ok. 20 lat temu i może to być mgliste wspomnienie. Może nie była wcale tak dobra.
W dzieciństwie pochłaniałem mnóstwo horrorów i moja ocena może być nieadekwatna do oceny, którą bym wystawił teraz.
Wystawiam ocenę bardzo dobrą, ale książkę czytałem ok. 20 lat temu i może to być mgliste wspomnienie. Może nie była wcale tak dobra.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW dzieciństwie pochłaniałem mnóstwo horrorów i moja ocena może być nieadekwatna do oceny, którą bym wystawił teraz.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że autor inspirował się tu japońskimi produkcjami spod znaku hentai, co szczególnie widać w finale. Ale sama książka raczej słaba i nie zapadająca nawet w pamięć.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że autor inspirował się tu japońskimi produkcjami spod znaku hentai, co szczególnie widać w finale. Ale sama książka raczej słaba i nie zapadająca nawet w pamięć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMacki do złudzenia przypominają mi inną książkę Knighta a mianowicie "Fungus". Ogólnie autor pisze dość schematycznie. Ponownie mamy dzielnego naukowca który musi się zmierzyć z czymś co zostaje przypadkowo odkryte/rozbudzone przez nieuważne wiercenia w ziemi. Tym czymś są tytułowe macki, które atakują spod powierzchni ziemi opanowując coraz to większe tereny wliczając w to Londyn, gdzie toczy się większość akcji.
Powieść czyta się szybko i bezboleśnie. Dostałem wszystko to czego się po autorze spodziewałem. Czyli prostej fabuły,seksu i ciekawych ludzkich zgonów.
Macki do złudzenia przypominają mi inną książkę Knighta a mianowicie "Fungus". Ogólnie autor pisze dość schematycznie. Ponownie mamy dzielnego naukowca który musi się zmierzyć z czymś co zostaje przypadkowo odkryte/rozbudzone przez nieuważne wiercenia w ziemi. Tym czymś są tytułowe macki, które atakują spod powierzchni ziemi opanowując coraz to większe tereny wliczając w to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałam milion lat temu, jako nastolatka ;) Bardzo mi się wtedy podobało.
Czytałam milion lat temu, jako nastolatka ;) Bardzo mi się wtedy podobało.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodróż do wnętrza ziemi to jedno z tych dziecięcych marzeń, które nigdy się nie spełnią. Tak, jak te o pracy którą kochasz lub słodkim piesku, który nie sika po kątach. Z wypiekami na twarzy pochłaniasz podziemny świat wykreowany przez Verne. Ogromne rośliny, rajski klimat i prehistoryczne stwory. Ale przychodzi czas, kiedy analizujesz swoje pragnienia sprzed lat. Spoglądając na nie chłodniejszym okiem widzisz, że miały wiele wad: nauczyciele zarabiają grosze, sklepowa użera się z pijakami, a policjanta nikt nie lubi. A czy zastanawiałeś się kiedyś, co przemilczał Verne? Dzięki "Mackom" będziesz lepszy od Chucka Norrisa. Nie zejdziesz do wnętrza ziemi. To wnętrze ziemi przyjdzie do ciebie.
Horrory klasy B to stały element mojego życia. Już jako dziecko w wieku przedszkolnym oglądałam namiętnie wszystkie, które puszczali na Jedynce. Później sięgnęłam po książki. Teraz je zbieram, traktując jako inwestycję w przyszłość mojej rodziny. Będę je kiedyś czytać dzieciom do snu. Cóż, nie oczekuje się od kogoś, kto w wieku lat pięciu znał na pamięć "Wejście smoka", żeby miał w domu wszystkie sezony "Troskliwych misiów"... Mózg mam zatruty i w stanie rozkładu. I właśnie dlatego nie mogłam się oprzeć, kiedy na sklepowej półce zobaczyłam "Macki".
Poszukiwacze krwi i flaków mogą być zawiedzeni, szczególnie, jeśli lektura "Ślimaków" już dawno za nimi. Ale grzecznie też nie jest - Knight wymyślił bardzo ciekawy sposób uśmiercania. Przypominało mi to trochę żerowanie pająków - wypijasz środek, zostawiając skorupkę. Oczywiście rozsypanie w drobny mak teściowej lub osiedlowej plotkary może być przyjemne. Jednak kiedy sekundę po usłyszeniu donośnego chrupnięcia odkrywasz, że właśnie STŁUKŁEŚ psa śpiącego na środku dywanu i właśnie stoisz W NIM, zabawa przestaje być śmieszna. Oj tak, to będzie jeden z moich ulubionych motywów...
Macki" czyta się od razu od deski do deski - Knight ma lekkie pióro, postacie oczywiście są sztampowe i przewidywalne, ale nie infantylne i irytujące - a to duży sukces. Trup ściele się gęsto, ale spokojnie można sobie coś przegryźć w czasie lektury - tutaj obrzydliwość jest tylko członkiem chóru. Pierwsze skrzypce gra wartka akcja. W swojej kategorii "Macki" to prawdziwy majstersztyk. Tak pod względem pomysłu, jak i realizacji. Aż dziwne, że nie udało mi się namierzyć filmu...
Podróż do wnętrza ziemi to jedno z tych dziecięcych marzeń, które nigdy się nie spełnią. Tak, jak te o pracy którą kochasz lub słodkim piesku, który nie sika po kątach. Z wypiekami na twarzy pochłaniasz podziemny świat wykreowany przez Verne. Ogromne rośliny, rajski klimat i prehistoryczne stwory. Ale przychodzi czas, kiedy analizujesz swoje pragnienia sprzed lat....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka na 1-2 wieczory. Mniej mi zapadła w pamięć niż "Gen", ale mam słabość to wielkich potwór.
Książka na 1-2 wieczory. Mniej mi zapadła w pamięć niż "Gen", ale mam słabość to wielkich potwór.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTakie o. Dla fanów gatunku ;).
Takie o. Dla fanów gatunku ;).
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tow sumie książka nie jest zła ale jak się czyta o tych molekułach i cząsteczkach jakiś tam, to to nie jest ani trochę ciekawe...najciekawsze były ataki tychże macek na ludzi a te chemiczne pogaduchy są odstręczające!
w sumie książka nie jest zła ale jak się czyta o tych molekułach i cząsteczkach jakiś tam, to to nie jest ani trochę ciekawe...najciekawsze były ataki tychże macek na ludzi a te chemiczne pogaduchy są odstręczające!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to