Jak dotąd jest to najlepszy tom. Bunt w instytucie Xaviera został przedstawiony w bardzo angażujący sposób. Potem historia zmienia się w kryminał i nadal czyta się ją z zaciekawieniem. Minusem jest ostatnia opowieść w tym tomie, która wydała mi się nudnym zapychaczem.
Jak dotąd jest to najlepszy tom. Bunt w instytucie Xaviera został przedstawiony w bardzo angażujący sposób. Potem historia zmienia się w kryminał i nadal czyta się ją z zaciekawieniem. Minusem jest ostatnia opowieść w tym tomie, która wydała mi się nudnym zapychaczem.
Lepiej niż w poprzednich odcinkach autorstwa Morrisona, ale dalej mocno przeciętnie i raczej słabo niż dobrze. New X-Men to jedna z najgorszych serii w całej historii X-Men i zdania nie zmienię. Jedyne co mi się podoba to momentami bardziej bezpośrednie i ostrzejsze dialogi, jakby seria chciała iść z duchem czasu i "dorosnąć". Niewiele daje się jednak uratować z kiepskiego scenariusza i słabych pomysłów Morrisona. X-Men we wszystkich seriach z lat 00-04 to najgorsze co mogło się przytrafić.
Lepiej niż w poprzednich odcinkach autorstwa Morrisona, ale dalej mocno przeciętnie i raczej słabo niż dobrze. New X-Men to jedna z najgorszych serii w całej historii X-Men i zdania nie zmienię. Jedyne co mi się podoba to momentami bardziej bezpośrednie i ostrzejsze dialogi, jakby seria chciała iść z duchem czasu i "dorosnąć". Niewiele daje się jednak uratować z kiepskiego...
Każdy, kto miał do czynienia z dwoma poprzednimi częściami serii, doskonale wie, że Grant Morrison to synonim wysokiej jakości historii. Początkowe tomy były niebywale intrygujące, angażujące i zachwycające. Nie inaczej jest w przypadku New X-Men: Bunt w Instytucie Xaviera #3 (zbierającej materiały publikowane pierwotnie w New X-Men #134-#145). Pod twardą oprawą znajdziemy dobrze rozpisany i przemyślany scenariusz, świetnie wykreowanych bohaterów, liczne zwroty fabularne, zaskakujące wydarzenia (włącznie ze śmiercią kluczowych postaci), różnorakie dramaty i lekki humor. Wszystko to podane jest w typowo dynamicznej otoczce komiksów superbohaterskich, dzięki czemu całość czyta się bardzo szybko i z niekłamaną przyjemnością.
Morrison skupia się tutaj nie tylko na tytułowym „buncie” nastolatków, ale również z wielką pieczołowitością rozwija inne ciekawe wątki. Pokazuje on między innymi bliskie relacje Scotta i Emmy Frost co potęguje jej spór z Jean Grey. Wszystko to prowadzi do kolejnych manifestacji mocy Phoenix, które coraz ciężej jest Jean okiełznać. Świetnie prezentuje się również wątek mutanta Xorna, który większość swojego życia spędził w niewoli, a teraz swoje przykre doświadczenia wykorzystuje do pomocy zagubionym nastolatkom. Jest to tylko część poruszonych tutaj tematów, które szczelnie wypełniają kolejne strony albumu i co do których nie można mieć żadnych jakościowych zastrzeżeń.
Inaczej sprawa prezentuje się w przypadku oprawy graficznej komiksu. Za rysunki opowiada tutaj grupa artystów: Frank Quitely, Phil Jimenez, Chris Bachalo i Keron Grant. Jak to zwykle bywa w zbiorach prac różnych twórców, ich jakość prezentuje różnoraki poziom. Oczywiście bezsprzecznie błyszczy tutaj komiksowa sztuka Quitely’a, który najlepiej oddaje klimat „mutantów” i najmocniej przykuwa wzrok odbiorcy. Najsłabiej zaś (ocena subiektywna) prezentują się prace Chrisa Bachalo, który postawił tutaj na trochę zbyt kreskówkowy styl.
Jeśli zaś chodzi o same rodzime wydanie, to prezentuje się ono wyśmienicie. Na początku na czytelnika czeka przypomnienie wydarzeń z poprzednich części, a na końcu zaś umieszczono zarówno alternatywne okładki, jak i krótką prezentację powstawania niektórych rysunków. Całość wydana na świetnej jakości papierze kredowym z doskonałym tłumaczeniem.
Każdy, kto miał do czynienia z dwoma poprzednimi częściami serii, doskonale wie, że Grant Morrison to synonim wysokiej jakości historii. Początkowe tomy były niebywale intrygujące, angażujące i zachwycające. Nie inaczej jest w przypadku New X-Men: Bunt w Instytucie Xaviera #3 (zbierającej materiały publikowane pierwotnie w New X-Men #134-#145). Pod twardą oprawą znajdziemy...
Kiedy Grant Morrison weźmie się za jakąś komiksową serię, jedno jest pewne – nudno nie będzie. Szkot dał nam między innymi uznawany za jeden z najlepszych albumów superhero w historii „Batman. Azyl Arkham”, czy też dziwaczny i pokręcony, ale również niezwykle hipnotyzujący „Doom Patrol”. Kiedy więc powierzono mu prowadzenie „New X-Men”, można było spodziewać się fajerwerków. Zeszyty zebrane w tomach numer jeden i dwa udowodniły, że decyzja Marvela była dobra – run Morrisona, choć nie rewolucyjny, faktycznie jest godny uwagi.
Nauki Charlesa Xaviera, choć pozornie uniwersalne, nie trafiają do każdego z uczniów. Niektórzy z nich zaczynają kwestionować metody wychowawcze lidera X-Men i szukać własnej ścieżki, w czym nie ma niczego złego, dopóki młodzi mutanci nie stosują przemocy i nie sięgają po narkotyki. W Instytucie Xaviera dochodzi ponadto do morderstwa – podejrzanym jest każdy, a do czasu wykrycia sprawcy nikt nie może opuścić posiadłości. Tymczasem Logan poszukuje odpowiedzi na temat własnej przeszłości, eksplorując w tym celu temat projektu „Broń”.
Uczniowie szkoły prowadzonej przez Profesora X najczęściej byli przedstawiani jako dzieciaki, które są wdzięczne mentorowi za wzięcie ich pod swoje skrzydła. Tymczasem Grant Morrison pokazał ich z zupełnie innej strony, znacząco rozbudowując młodych mutantów pod względem charakterologicznym. Studenci mają w końcu wątpliwości i chcą podążać własną ścieżką, zamiast tylko słuchać nauczycieli. Do buntu predysponuje ich ponadto wiek – okres „burzy i naporu” ma swoje prawa i widać to w poczynaniach protagonistów. Morrisonowi udało się wiarygodnie przedstawić, w jaki sposób w głowie kogoś zdolnego rodzi się idea oporu, jak myśl o złamaniu obowiązujących zasad staje się atrakcyjna, a rzeczy zakazane zaczynają coraz bardziej kusić. To ciekawy motyw i wydaje się w sumie dość dziwne, że jest tak rzadko eksploatowany w tych komiksach spod znaku „X”, których akcja toczy się w Instytucie Xaviera.
Młodzi i mniej znani mutanci to jedno, ale Morrison nie zaniedbuje też starej gwardii. Na uwagę zasługuje zwłaszcza świetne poprowadzenie konfliktu między Jean Grey-Summers a Emmą Frost, który prowadzi zresztą do dość zaskakujących wydarzeń. Autor doskonale rozgrywa napięcie panujące między obiema paniami, którego katalizatorem jest nie kto inny, jak mąż pierwszej z nich, czyli Scott Summers. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać na motyw odrobinę telenowelowy, ale ostatecznie kwestia zdrady niecielesnej jawi się naprawdę interesująco. Bo czy w przypadku telepatii można w ogóle mówić o cudzołóstwie? Kwestia moralności w umysłowych kontaktach nie jest czymś, co dostajemy w komiksach o X-Menach zbyt często, prawda? Dlatego tym bardziej wypada docenić zasygnalizowany przez Morrisona problem, który choć nadal służy w znacznej mierze rozrywce, to prowokuje przy okazji rozmyślania natury etycznej.
Podobać się może to, jak płynnie Grant Morrison porusza się między różnymi konwencjami. W pierwszej części mamy do czynienia z młodzieżowym dramatem egzystencjalnym (nie jest to jednak płytkie „teen drama”), w drugiej do głosu dochodzi klasyczny kryminał, a ostatni akt to już czysta akcja. I właśnie ten najbardziej sensacyjny segment jest przy okazji najsłabszym elementem omawianego albumu. Historia osnuta wokół projektu stworzenia superżołnierzy (vide Wolverine jako Broń X i Fantomex jako Broń XIII) jest zwyczajnie mało angażująca. Opowieść, w której Logan może w końcu poznać własną przeszłość nie niesie z sobą takiego ciężaru, jakiego można się było spodziewać. Brak tu przede wszystkim przytłaczającego klimatu charakterystycznego dla znakomitej miniserii „Broń X”, autorstwa Barry'ego Windsora-Smitha. Szkoda, że nie poszło to w tę stronę. Najwidoczniej nie można mieć wszystkiego.
Pod względem graficznym album prezentuje się w znacznej mierze dobrze. Podobać mogą się na przykład rysunki Franka Quitely'ego. Jego charakterystyczna kreska ciekawie wizualizuje świat przedstawiony, nadając mu ostrości. Jak zwykle w przypadku tego artysty niektórzy będą pewnie mieli problemy z odbiorem twarzy bohaterów – te są specyficzne i często do siebie podobne, momentami można nawet odnieść wrażenie, że wszystkie postaci cierpią na tę samą chorobę genetyczną. Taka jednak jest kreska Szkota – kto ją lubi, temu te rzeczy przeszkadzać nie będą. Co do pozostałych artystów – jeden zeszyt Kerona Granta to po prostu dobra robota, a odcinki rysowane przez Phila Jimeneza także sprawiają wrażenie rzetelnie rozplanowanych i profesjonalnych. Zastrzeżenia mam jedynie do prac Chrisa Bachalo. Te są zwyczajnie niechlujne i chaotyczne – ich oglądanie nie sprawia większej przyjemności, zwłaszcza że czasami trzeba się bardzo uważnie przyjrzeć, by domyślić się, czego dany kadr w ogóle dotyczy.
Całkiem możliwe, że trzeci tom „New X-Men” w interpretacji Granta Morrisona jest najciekawszym z dotychczas wydanych albumów tego runu. Bardzo dobrze widać, że Szkot czuje się jak ryba w wodzie w tak różnorodnej i stwarzającej wiele możliwości serii, ma bowiem okazję dać upust swojej wyobraźni (choć nie w takim stopniu, jak przy okazji „Doom Patrolu”) i rzucić na postaci mutantów z Domu Pomysłów nowe światło. To bez dwóch zdań jedno z najciekawszych podejść do X-Menów, szkoda więc, że powoli zbliżamy się do końca tej inkarnacji „New X-Men” (album zbiorczy numer cztery będzie ostatni), mam jednak nadzieję, że finał okaże się przynajmniej tak dobry, jak tom omówiony powyżej.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2021/01/new-x-men-tom-3-bunt-w-instytucie.html
oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal. Wpis z 10. 11. 2020 - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3807979952558037
Kiedy Grant Morrison weźmie się za jakąś komiksową serię, jedno jest pewne – nudno nie będzie. Szkot dał nam między innymi uznawany za jeden z najlepszych albumów superhero w historii „Batman. Azyl Arkham”, czy też dziwaczny i pokręcony, ale również niezwykle hipnotyzujący „Doom Patrol”. Kiedy więc powierzono mu prowadzenie „New X-Men”, można było spodziewać się...
Trzeci tom „New X-Men” pokazuje nam w zasadzie jedną rzecz – że niemal każda nowa postać od Morrisona to wkur… znaczy wybitnie drażniąca, irytująca kreacja, której nie da się lubić. Stworzonego przez niego Quentina Quire’a akurat lubię – acz chyba bardziej za sprawą późniejszych komiksów o nim od innych twórców – ale wszystkie one sprawiają wrażenie skrojonych według jednego schematu – schematu, który zresztą wydaje się być tu stosowany coraz mocniej do głównych postaci. Pomysł na pierwszą z dwóch zapełniających ten album historii jest fajny i fajnie ugryziony (okej, może to że każda strona konfliktu ma swoje racje to też żadne novum, ale to jednak zawsze dobrze wypada), całość czyta się bardzo dobrze, a i lubię to, że Xavier nie jest tu kryształowy, bo dla mnie to zawsze był podejrzany typek, niemniej nadal odczuwam w tej serii pewną powierzchowność, gdy Morrison rzuca nam w twarz mocne wątki i wydarzenia, których reperkusje powinny być gigantyczne, a potem bierze się za coś innego, nie ukazując tak naprawdę tego, co powinno być sednem opowieści.
W szkole Xaviera dochodzi do swoistego buntu. Quentin Quire, swoisty geniusz, mutant omega, telepata, przeżywa kryzys tożsamości po tym, jak odkrył, że został adoptowany. A kryzys przeradza się w bunt, który ma jeden cel: sprawić, by ludzie znów bali się mutantów. Za wzór stawia sobie Magneto, a napędzany narkotykami, wraz ze swoją bandą, gotów jest wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. I nie, nie boi się zabijać. Charlesowi oczywiście się to nie podoba, chociaż zawsze nakłaniał uczniów do kroczenia własną drogą i realizacji marzeń, obawia się też co taki wewnętrzny problem w jego szkole może spowodować. Sytuacja staje się coraz trudniejsza, a jakby tego było mało w placówce dochodzi do morderstwa…
Trzeci tom „New X-Men” pokazuje nam w zasadzie jedną rzecz – że niemal każda nowa postać od Morrisona to wkur… znaczy wybitnie drażniąca, irytująca kreacja, której nie da się lubić. Stworzonego przez niego Quentina Quire’a akurat lubię – acz chyba bardziej za sprawą późniejszych komiksów o nim od innych twórców – ale wszystkie one sprawiają wrażenie...
Jak dotąd jest to najlepszy tom. Bunt w instytucie Xaviera został przedstawiony w bardzo angażujący sposób. Potem historia zmienia się w kryminał i nadal czyta się ją z zaciekawieniem. Minusem jest ostatnia opowieść w tym tomie, która wydała mi się nudnym zapychaczem.
Jak dotąd jest to najlepszy tom. Bunt w instytucie Xaviera został przedstawiony w bardzo angażujący sposób. Potem historia zmienia się w kryminał i nadal czyta się ją z zaciekawieniem. Minusem jest ostatnia opowieść w tym tomie, która wydała mi się nudnym zapychaczem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLepiej niż w poprzednich odcinkach autorstwa Morrisona, ale dalej mocno przeciętnie i raczej słabo niż dobrze. New X-Men to jedna z najgorszych serii w całej historii X-Men i zdania nie zmienię. Jedyne co mi się podoba to momentami bardziej bezpośrednie i ostrzejsze dialogi, jakby seria chciała iść z duchem czasu i "dorosnąć". Niewiele daje się jednak uratować z kiepskiego scenariusza i słabych pomysłów Morrisona. X-Men we wszystkich seriach z lat 00-04 to najgorsze co mogło się przytrafić.
Lepiej niż w poprzednich odcinkach autorstwa Morrisona, ale dalej mocno przeciętnie i raczej słabo niż dobrze. New X-Men to jedna z najgorszych serii w całej historii X-Men i zdania nie zmienię. Jedyne co mi się podoba to momentami bardziej bezpośrednie i ostrzejsze dialogi, jakby seria chciała iść z duchem czasu i "dorosnąć". Niewiele daje się jednak uratować z kiepskiego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażdy, kto miał do czynienia z dwoma poprzednimi częściami serii, doskonale wie, że Grant Morrison to synonim wysokiej jakości historii. Początkowe tomy były niebywale intrygujące, angażujące i zachwycające. Nie inaczej jest w przypadku New X-Men: Bunt w Instytucie Xaviera #3 (zbierającej materiały publikowane pierwotnie w New X-Men #134-#145). Pod twardą oprawą znajdziemy dobrze rozpisany i przemyślany scenariusz, świetnie wykreowanych bohaterów, liczne zwroty fabularne, zaskakujące wydarzenia (włącznie ze śmiercią kluczowych postaci), różnorakie dramaty i lekki humor. Wszystko to podane jest w typowo dynamicznej otoczce komiksów superbohaterskich, dzięki czemu całość czyta się bardzo szybko i z niekłamaną przyjemnością.
Morrison skupia się tutaj nie tylko na tytułowym „buncie” nastolatków, ale również z wielką pieczołowitością rozwija inne ciekawe wątki. Pokazuje on między innymi bliskie relacje Scotta i Emmy Frost co potęguje jej spór z Jean Grey. Wszystko to prowadzi do kolejnych manifestacji mocy Phoenix, które coraz ciężej jest Jean okiełznać. Świetnie prezentuje się również wątek mutanta Xorna, który większość swojego życia spędził w niewoli, a teraz swoje przykre doświadczenia wykorzystuje do pomocy zagubionym nastolatkom. Jest to tylko część poruszonych tutaj tematów, które szczelnie wypełniają kolejne strony albumu i co do których nie można mieć żadnych jakościowych zastrzeżeń.
Inaczej sprawa prezentuje się w przypadku oprawy graficznej komiksu. Za rysunki opowiada tutaj grupa artystów: Frank Quitely, Phil Jimenez, Chris Bachalo i Keron Grant. Jak to zwykle bywa w zbiorach prac różnych twórców, ich jakość prezentuje różnoraki poziom. Oczywiście bezsprzecznie błyszczy tutaj komiksowa sztuka Quitely’a, który najlepiej oddaje klimat „mutantów” i najmocniej przykuwa wzrok odbiorcy. Najsłabiej zaś (ocena subiektywna) prezentują się prace Chrisa Bachalo, który postawił tutaj na trochę zbyt kreskówkowy styl.
Jeśli zaś chodzi o same rodzime wydanie, to prezentuje się ono wyśmienicie. Na początku na czytelnika czeka przypomnienie wydarzeń z poprzednich części, a na końcu zaś umieszczono zarówno alternatywne okładki, jak i krótką prezentację powstawania niektórych rysunków. Całość wydana na świetnej jakości papierze kredowym z doskonałym tłumaczeniem.
https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-komiksu-new-x-men-bunt-w-instytucie-xaviera-3/
Każdy, kto miał do czynienia z dwoma poprzednimi częściami serii, doskonale wie, że Grant Morrison to synonim wysokiej jakości historii. Początkowe tomy były niebywale intrygujące, angażujące i zachwycające. Nie inaczej jest w przypadku New X-Men: Bunt w Instytucie Xaviera #3 (zbierającej materiały publikowane pierwotnie w New X-Men #134-#145). Pod twardą oprawą znajdziemy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy Grant Morrison weźmie się za jakąś komiksową serię, jedno jest pewne – nudno nie będzie. Szkot dał nam między innymi uznawany za jeden z najlepszych albumów superhero w historii „Batman. Azyl Arkham”, czy też dziwaczny i pokręcony, ale również niezwykle hipnotyzujący „Doom Patrol”. Kiedy więc powierzono mu prowadzenie „New X-Men”, można było spodziewać się fajerwerków. Zeszyty zebrane w tomach numer jeden i dwa udowodniły, że decyzja Marvela była dobra – run Morrisona, choć nie rewolucyjny, faktycznie jest godny uwagi.
Nauki Charlesa Xaviera, choć pozornie uniwersalne, nie trafiają do każdego z uczniów. Niektórzy z nich zaczynają kwestionować metody wychowawcze lidera X-Men i szukać własnej ścieżki, w czym nie ma niczego złego, dopóki młodzi mutanci nie stosują przemocy i nie sięgają po narkotyki. W Instytucie Xaviera dochodzi ponadto do morderstwa – podejrzanym jest każdy, a do czasu wykrycia sprawcy nikt nie może opuścić posiadłości. Tymczasem Logan poszukuje odpowiedzi na temat własnej przeszłości, eksplorując w tym celu temat projektu „Broń”.
Uczniowie szkoły prowadzonej przez Profesora X najczęściej byli przedstawiani jako dzieciaki, które są wdzięczne mentorowi za wzięcie ich pod swoje skrzydła. Tymczasem Grant Morrison pokazał ich z zupełnie innej strony, znacząco rozbudowując młodych mutantów pod względem charakterologicznym. Studenci mają w końcu wątpliwości i chcą podążać własną ścieżką, zamiast tylko słuchać nauczycieli. Do buntu predysponuje ich ponadto wiek – okres „burzy i naporu” ma swoje prawa i widać to w poczynaniach protagonistów. Morrisonowi udało się wiarygodnie przedstawić, w jaki sposób w głowie kogoś zdolnego rodzi się idea oporu, jak myśl o złamaniu obowiązujących zasad staje się atrakcyjna, a rzeczy zakazane zaczynają coraz bardziej kusić. To ciekawy motyw i wydaje się w sumie dość dziwne, że jest tak rzadko eksploatowany w tych komiksach spod znaku „X”, których akcja toczy się w Instytucie Xaviera.
Młodzi i mniej znani mutanci to jedno, ale Morrison nie zaniedbuje też starej gwardii. Na uwagę zasługuje zwłaszcza świetne poprowadzenie konfliktu między Jean Grey-Summers a Emmą Frost, który prowadzi zresztą do dość zaskakujących wydarzeń. Autor doskonale rozgrywa napięcie panujące między obiema paniami, którego katalizatorem jest nie kto inny, jak mąż pierwszej z nich, czyli Scott Summers. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać na motyw odrobinę telenowelowy, ale ostatecznie kwestia zdrady niecielesnej jawi się naprawdę interesująco. Bo czy w przypadku telepatii można w ogóle mówić o cudzołóstwie? Kwestia moralności w umysłowych kontaktach nie jest czymś, co dostajemy w komiksach o X-Menach zbyt często, prawda? Dlatego tym bardziej wypada docenić zasygnalizowany przez Morrisona problem, który choć nadal służy w znacznej mierze rozrywce, to prowokuje przy okazji rozmyślania natury etycznej.
Podobać się może to, jak płynnie Grant Morrison porusza się między różnymi konwencjami. W pierwszej części mamy do czynienia z młodzieżowym dramatem egzystencjalnym (nie jest to jednak płytkie „teen drama”), w drugiej do głosu dochodzi klasyczny kryminał, a ostatni akt to już czysta akcja. I właśnie ten najbardziej sensacyjny segment jest przy okazji najsłabszym elementem omawianego albumu. Historia osnuta wokół projektu stworzenia superżołnierzy (vide Wolverine jako Broń X i Fantomex jako Broń XIII) jest zwyczajnie mało angażująca. Opowieść, w której Logan może w końcu poznać własną przeszłość nie niesie z sobą takiego ciężaru, jakiego można się było spodziewać. Brak tu przede wszystkim przytłaczającego klimatu charakterystycznego dla znakomitej miniserii „Broń X”, autorstwa Barry'ego Windsora-Smitha. Szkoda, że nie poszło to w tę stronę. Najwidoczniej nie można mieć wszystkiego.
Pod względem graficznym album prezentuje się w znacznej mierze dobrze. Podobać mogą się na przykład rysunki Franka Quitely'ego. Jego charakterystyczna kreska ciekawie wizualizuje świat przedstawiony, nadając mu ostrości. Jak zwykle w przypadku tego artysty niektórzy będą pewnie mieli problemy z odbiorem twarzy bohaterów – te są specyficzne i często do siebie podobne, momentami można nawet odnieść wrażenie, że wszystkie postaci cierpią na tę samą chorobę genetyczną. Taka jednak jest kreska Szkota – kto ją lubi, temu te rzeczy przeszkadzać nie będą. Co do pozostałych artystów – jeden zeszyt Kerona Granta to po prostu dobra robota, a odcinki rysowane przez Phila Jimeneza także sprawiają wrażenie rzetelnie rozplanowanych i profesjonalnych. Zastrzeżenia mam jedynie do prac Chrisa Bachalo. Te są zwyczajnie niechlujne i chaotyczne – ich oglądanie nie sprawia większej przyjemności, zwłaszcza że czasami trzeba się bardzo uważnie przyjrzeć, by domyślić się, czego dany kadr w ogóle dotyczy.
Całkiem możliwe, że trzeci tom „New X-Men” w interpretacji Granta Morrisona jest najciekawszym z dotychczas wydanych albumów tego runu. Bardzo dobrze widać, że Szkot czuje się jak ryba w wodzie w tak różnorodnej i stwarzającej wiele możliwości serii, ma bowiem okazję dać upust swojej wyobraźni (choć nie w takim stopniu, jak przy okazji „Doom Patrolu”) i rzucić na postaci mutantów z Domu Pomysłów nowe światło. To bez dwóch zdań jedno z najciekawszych podejść do X-Menów, szkoda więc, że powoli zbliżamy się do końca tej inkarnacji „New X-Men” (album zbiorczy numer cztery będzie ostatni), mam jednak nadzieję, że finał okaże się przynajmniej tak dobry, jak tom omówiony powyżej.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2021/01/new-x-men-tom-3-bunt-w-instytucie.html
oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal. Wpis z 10. 11. 2020 - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3807979952558037
Kiedy Grant Morrison weźmie się za jakąś komiksową serię, jedno jest pewne – nudno nie będzie. Szkot dał nam między innymi uznawany za jeden z najlepszych albumów superhero w historii „Batman. Azyl Arkham”, czy też dziwaczny i pokręcony, ale również niezwykle hipnotyzujący „Doom Patrol”. Kiedy więc powierzono mu prowadzenie „New X-Men”, można było spodziewać się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMŚCIWI I NAĆPANI
Trzeci tom „New X-Men” pokazuje nam w zasadzie jedną rzecz – że niemal każda nowa postać od Morrisona to wkur… znaczy wybitnie drażniąca, irytująca kreacja, której nie da się lubić. Stworzonego przez niego Quentina Quire’a akurat lubię – acz chyba bardziej za sprawą późniejszych komiksów o nim od innych twórców – ale wszystkie one sprawiają wrażenie skrojonych według jednego schematu – schematu, który zresztą wydaje się być tu stosowany coraz mocniej do głównych postaci. Pomysł na pierwszą z dwóch zapełniających ten album historii jest fajny i fajnie ugryziony (okej, może to że każda strona konfliktu ma swoje racje to też żadne novum, ale to jednak zawsze dobrze wypada), całość czyta się bardzo dobrze, a i lubię to, że Xavier nie jest tu kryształowy, bo dla mnie to zawsze był podejrzany typek, niemniej nadal odczuwam w tej serii pewną powierzchowność, gdy Morrison rzuca nam w twarz mocne wątki i wydarzenia, których reperkusje powinny być gigantyczne, a potem bierze się za coś innego, nie ukazując tak naprawdę tego, co powinno być sednem opowieści.
W szkole Xaviera dochodzi do swoistego buntu. Quentin Quire, swoisty geniusz, mutant omega, telepata, przeżywa kryzys tożsamości po tym, jak odkrył, że został adoptowany. A kryzys przeradza się w bunt, który ma jeden cel: sprawić, by ludzie znów bali się mutantów. Za wzór stawia sobie Magneto, a napędzany narkotykami, wraz ze swoją bandą, gotów jest wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. I nie, nie boi się zabijać. Charlesowi oczywiście się to nie podoba, chociaż zawsze nakłaniał uczniów do kroczenia własną drogą i realizacji marzeń, obawia się też co taki wewnętrzny problem w jego szkole może spowodować. Sytuacja staje się coraz trudniejsza, a jakby tego było mało w placówce dochodzi do morderstwa…
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2025/05/new-x-men-4-bunt-w-instytucie-xaviera.html
MŚCIWI I NAĆPANI
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzeci tom „New X-Men” pokazuje nam w zasadzie jedną rzecz – że niemal każda nowa postać od Morrisona to wkur… znaczy wybitnie drażniąca, irytująca kreacja, której nie da się lubić. Stworzonego przez niego Quentina Quire’a akurat lubię – acz chyba bardziej za sprawą późniejszych komiksów o nim od innych twórców – ale wszystkie one sprawiają wrażenie...