Nie mam pewności czy to fantastyka, czy realizm magiczny, Jak na książkę dla młodego czytelnika za dużo wątków. Dla starszego za infantylna. Dotrwałem do końca, ale bez większej przyjemności.
Nie mam pewności czy to fantastyka, czy realizm magiczny, Jak na książkę dla młodego czytelnika za dużo wątków. Dla starszego za infantylna. Dotrwałem do końca, ale bez większej przyjemności.
Przede wszystkim przesada. Rozumiem że książka jest z gatunku fantastycznych, ale skoro duża część fabuły dzieje się w prawdziwym świecie, to jednak warto byłoby zachować chociaż cień realiów. A tu mamy miasteczko w Anglii, które ma własne prawo, własną edukację, własną komunikację itd. To niestety trochę uwiera już na samym początku czytania książki. Opowieść nadrabia przyzwoitym językiem i tajemnicą, która wciąga czytelnika. Niestety mnie nie aż na tyle bym miał sięgnąć po kolejną część.
Przede wszystkim przesada. Rozumiem że książka jest z gatunku fantastycznych, ale skoro duża część fabuły dzieje się w prawdziwym świecie, to jednak warto byłoby zachować chociaż cień realiów. A tu mamy miasteczko w Anglii, które ma własne prawo, własną edukację, własną komunikację itd. To niestety trochę uwiera już na samym początku czytania książki. Opowieść nadrabia...
„Miasteczko Rotherweird” Andrew Caldecotta to książka, która wywołuje ambiwalentne emocje i łatwo może zdezorientować czytelnika. Jest to historia, która rozgrywa się w osobliwym, odciętym od reszty świata mieście, pełnym tajemnic, zagadek i specyficznych bohaterów. Problemem, który pojawia się już na początku, jest skomplikowana fabuła – liczba wątków i postaci jest tak duża, że naprawdę nietrudno się w niej zgubić. Niejednokrotnie miałam wrażenie, że gubię się w meandrach intryg, nie do końca wiedząc, kto jest kim i jaki ma wpływ na całość wydarzeń.
Choć postacie są dość barwne i różnorodne, ich mnogość nie pomaga w budowaniu przejrzystości opowieści. W niektórych momentach zbyt częste przeskakiwanie z jednej perspektywy do drugiej powoduje chaos, a rozwój wątków wydaje się mało spójny. To sprawia, że lektura staje się wymagająca i zamiast wciągać, zmusza do ciągłego skupiania się na szczegółach, co niekoniecznie przekłada się na satysfakcję z czytania.
Książka była reklamowana jako „Harry Potter dla dorosłych”, co wydaje mi się całkowicie chybione. Owszem, znajdziemy tu elementy fantastyczne, tajemnicze moce i ukryte sekrety, ale ton i sposób prowadzenia narracji różnią się diametralnie od lekkiego, wciągającego stylu J.K. Rowling. Miasteczko Rotherweird jest bardziej mroczne, zawiłe i pełne historii, które nie zawsze łatwo się przyswaja.
Trudno mi jednoznacznie ocenić, czy książka mi się podobała. Z jednej strony cenię jej oryginalność i atmosferę tajemnicy, którą autor zręcznie buduje, ale z drugiej, sposób prowadzenia fabuły i nadmiar wątków sprawiają, że trudno w pełni zanurzyć się w świecie Rotherweird. Brakowało mi momentów, które naprawdę wciągnęłyby mnie w wir wydarzeń. Ostatecznie, książka pozostawia uczucie pewnej dezorientacji – nie wiem, czy poleciłabym ją komuś, kto szuka angażującej i klarownej opowieści, ale jeśli ktoś lubi skomplikowane i tajemnicze światy, to Miasteczko Rotherweird może okazać się ciekawym wyzwaniem.
„Miasteczko Rotherweird” Andrew Caldecotta to książka, która wywołuje ambiwalentne emocje i łatwo może zdezorientować czytelnika. Jest to historia, która rozgrywa się w osobliwym, odciętym od reszty świata mieście, pełnym tajemnic, zagadek i specyficznych bohaterów. Problemem, który pojawia się już na początku, jest skomplikowana fabuła – liczba wątków i postaci jest tak...
Dla czego miasteczko Rotherweird jest jedyne w swoim rodzaju? Przede wszystkim jest samodzielne, i nikt z zewnątrz się do nich nie wtrąca. Jest jeden szczegół.. Nie można odwoływać się do przeszłości.. Pewnego dnia ich spokoj zostaje zakłócony.. Do miasta przybywa bogaty Slickstone i wszystko się zmienia..
#WYZWANIE LC2024
Wrzesień
Dla czego miasteczko Rotherweird jest jedyne w swoim rodzaju? Przede wszystkim jest samodzielne, i nikt z zewnątrz się do nich nie wtrąca. Jest jeden szczegół.. Nie można odwoływać się do przeszłości.. Pewnego dnia ich spokoj zostaje zakłócony.. Do miasta przybywa bogaty Slickstone i wszystko się zmienia..
Po opisie, okładce i opiniach spodziewałam się czegoś świetnego i się zawiodłam. Nawet nie skończyłam czytać(może to się zmieni), bo po prostu to jak jest napisana mnie odpycha i nie mogę się przemóc, żeby to skończyć.
Po opisie, okładce i opiniach spodziewałam się czegoś świetnego i się zawiodłam. Nawet nie skończyłam czytać(może to się zmieni), bo po prostu to jak jest napisana mnie odpycha i nie mogę się przemóc, żeby to skończyć.
Zdaje się, że sporą grupę czytelników zwiodła szufladka z napisem "fantasy", do której wrzucono tę powieść, pewnie dlatego, że co ma wyraźną etykietę, to łatwo się sprzedaje. Tymczasem to oczywiście jest fantasy, tyle że... nie jest. No jest, ale autorowi chyba nie o to chodziło, a użył takiej scenografii, bo - patrz wyżej. Fantastyczna czy nie, to książka o prawdzie i jej ukrywaniu, i o tym, jak ukrywanie prawdy dusi, niszczy i skarla to, co w prawdzie mogłoby rosnąć i kwitnąć. Prawda was wyzwoli, chciałoby się rzec za Biblią. I dlatego (nie z powodu Biblii, o niej nie ma w tekście mowy) warto czytać Caldecotta.
Zdaje się, że sporą grupę czytelników zwiodła szufladka z napisem "fantasy", do której wrzucono tę powieść, pewnie dlatego, że co ma wyraźną etykietę, to łatwo się sprzedaje. Tymczasem to oczywiście jest fantasy, tyle że... nie jest. No jest, ale autorowi chyba nie o to chodziło, a użył takiej scenografii, bo - patrz wyżej. Fantastyczna czy nie, to książka o prawdzie i jej...
Dobra i interesująca książka ale wymaga mocnej woli aby dotrwać do jej końca. Autor pisze o niej w posłowiu „…nie wpasowuje się w żaden znany gatunek, w świecie, w którym zapanowała nadmierna moda na klasyfikację…”. No, trochę zajechał bo jest to może nieco odmienne, ale po prostu – fantasy. Aby podążać za treścią trzeba ją czytać bardzo uważnie. Plusem jest to, że nie ma dłużyzn a postacie są żywe. Minusem – chyba jednak tłumaczenie. Zdarzało mi się przeczytać coś świetnego po angielsku co w wersji polskiej nie miało tego błysku. I właśnie błysku, wciągającego czytelnika w naprawdę interesujący świat i jego bohaterów, tej książce brakuje. Jeżeli lubicie fantastykę – polecam. Książka jest ciekawa, po zakończeniu nadal będziecie nieco zdezorientowani (czym jest fioletowa plama na dzwonnicy?), ale wymaga od was sporej cierpliwości.
Dobra i interesująca książka ale wymaga mocnej woli aby dotrwać do jej końca. Autor pisze o niej w posłowiu „…nie wpasowuje się w żaden znany gatunek, w świecie, w którym zapanowała nadmierna moda na klasyfikację…”. No, trochę zajechał bo jest to może nieco odmienne, ale po prostu – fantasy. Aby podążać za treścią trzeba ją czytać bardzo uważnie. Plusem jest to, że nie ma...
Inność najlepiej zwalcza się usuwając ją z zasięgu wzroku. Wykluczenie, izolacja, a nawet brutalniejsze narzędzia stosowano od wieków. Tak jest też w przypadku opowieści o tajemniczym miasteczku Rotherweird, do którego zostają zesłane dzieci przejawiające niezwykłe moce. Królowa Maria Tudor, gorliwa katoliczka, która do historii przeszła jako Krwawa Maria, skazuje dwanaścioro dzieci na wydalenie z Londynu i osadzeniu na prowincji. Niektórzy uważali ich za pomiot szatana, inni za niezwykłe istoty. Wszyscy, którzy o nich wiedzieli mieli świadomość, że należy je szanować i traktować z obawą, dlatego zesłanie wydawało się najlepszym wyjściem.
Z dziwnych wydarzeń z 1558 roku przenosimy się do czasów współczesnych, aby odkryć, że dziwne miejsce zesłania nadal istnieje. Po prawie 500 latach niewielka miejscowość rządzi się swoimi prawami. Jest to coś na wzór państwa w państwie. Rotherweird w żaden sposób nikomu nie podlega. Mało tego: niewiele osób wie o jego istnieniu, trudno je znaleźć. Społeczność jest zamknięta. Pewnego dnia trafia do niego nauczyciel historii współczesnej, który wbrew ostrzeżeniom władz miasta zaczyna się interesować jego historią. W tym samym czasie do Rotherweird przyjeżdża tajemniczy miliarder wywołujący sensację. Wszyscy zastanawiają się, po co tu przybył i czego chce. Dwaj nowi przybysze zaczynają szperać w przeszłości miasta. Ich odkrycia są zaskakujące i okazują się być niebezpieczny wyścig z czasem, a konsekwencje mogą być apokaliptyczne. Poznawanie przeszłości jest tu jak chodzenie po linie bez zabezpieczeń. To właśnie dzięki nim możemy poznać zadziwiające tajemnice miasta. Poznajemy niezwykłą szkołę, odkrywamy gromadę zaczarowanych zwierząt, wchodzimy w mroczne uliczki, dwulicowych bohaterów. Każdy odgrywa tu jakąś rolę. Wydaje się, że w Rotherweird każdy mieszkaniec ma przypisane miejsce i wie, jaki jest zakres jego obowiązków. Zgromadzeni w dziwne bractwa lub cechy tworzą kolejne autonomiczne byty chroniące się przed wpływami władz miasta.
Jonah Oblong i sir Veronal Slickstone stopniowo ujawniają coraz więcej mrocznych wydarzeń, aby dowiedzieć się prawdy o miasteczku i połączyć przeszłość z teraźniejszością, zrozumieć wiele dziwnych rzeczy dziejących się tu. Każdy z nich ma w tym inny interes, dlatego muszą ścigać się też ze sobą. Nie są świadomi, że odkrycie prawdy będzie niosło zadziwiające konsekwencje nie tylko dla nich, ale też i dla mieszkańców Rotherweird.
„Powrót Wyntera” sięga w przeszłość jeszcze dalej. Mamy tu klimat badań naukowych prowadzonych przez mnicha, akcję ze znanych już czasów oraz współczesność, w której zaczynają dziać się dziwne rzeczy, pojawiać zadziwiające znaki. Andrew Coldecott po raz kolejny zabiera czytelnika w świat intryg i spisków, podsuwając mu co kilka stron wskazówki, nowe fakty i zmuszając do analizowania strzępków informacji, które trafiają do prowadzących śledztwo bohaterów. Drugi tom jest bardziej rozbudowany nie tylko pod względem ilości stron, ale też pojawiających się wątków. Mamy tu spojrzenie na większą ilość wydarzeń, więcej różnorodnych czasów. Odkrywamy, że wydarzenia z IX i X wieku mają duży wpływ na teraźniejszość całego miasteczka. Cały czas odczuwamy, że nad tym miejscem wisi jakaś zasłona tajemniczości, po której opadnięciu już nic nie będzie takie samo. Andrew Coldecott wodzi czytelnika za nos wprowadzając nowe wątki, spowalniając i przyspieszając akcję, burząc ciąg logiczny wydarzeń, zabierając nas w światy różnorodnych cechów czy gildii.
Autor zabiera nas nie tylko w świat bogatych wydarzeń, zachwycających opisów, ale też w całkiem spore grono bohaterów, których losy wzajemnie się przeplatają. Pokazuje jak pozornie niemające ze sobą nic wspólnego postaci wpływają na swoje losy. Każdy bohater ma tu określoną rolę i wyrazistą osobowość.
Andrew Coldecott zabiera nas do świata mrocznych historii, w których nie zabraknie zadziwiających istot i niezwykłych wydarzeń. „Rotherweird” to zaskakujący cykl, którego nie da się przypisać do jednego gatunku. Na plan pierwszy wysuwa się tu kryminał z fantasy. Snuta opowieść rozwija się powoli, aby czytelnik miał czas na oswojenie się i przeanalizowanie wielu wydarzeń. Andrew Coldecott umiejętnie buduje akcje, jego pióro jest lekkie, dzięki czemu mimo objętości książki czyta się naprawdę szybko.
Inność najlepiej zwalcza się usuwając ją z zasięgu wzroku. Wykluczenie, izolacja, a nawet brutalniejsze narzędzia stosowano od wieków. Tak jest też w przypadku opowieści o tajemniczym miasteczku Rotherweird, do którego zostają zesłane dzieci przejawiające niezwykłe moce. Królowa Maria Tudor, gorliwa katoliczka, która do historii przeszła jako Krwawa Maria, skazuje...
Przedziwna książka. Nie polubiłam się z nią chociaż przeczytałam ją całą. Niby wiem o co w niej chodzi a z drugiej strony nie mam pojęcia. Na pewno nie sięgnę po kolejną część, mam dosyć.
Przedziwna książka. Nie polubiłam się z nią chociaż przeczytałam ją całą. Niby wiem o co w niej chodzi a z drugiej strony nie mam pojęcia. Na pewno nie sięgnę po kolejną część, mam dosyć.
Porównanie tej książki do Harry'ego Pottera jest moim zdaniem porównaniem tak uproszczonym, że w żaden sposób nie oddaje jej charakteru. Powieść ma niewiele wspólnego z cyklem o czarodziejach poza samym gatunkiem fantasy i faktem, że fabuła toczy się w Wielkiej Brytanii.
Miasteczko Rotherweird jest powieścią znacznie bardziej przypominającą dobry kryminał, niż powieść przygodową. Nawet zakończenie odbywa się w stylu Agathy Christie poprzez zebranie wszystkich bohaterów w jednym miejscu i podsumowanie fabuły.
Z jednej strony jest to świetnie skonstruowany obraz odciętego od świata miasteczka, za którego istnieniem kryje się tajemnicza i magiczna przeszłość. Z drugiej strony jest to łamigłówka podsuwająca czytelnikowi kolejne elementy układanki w celu rozwikłania tej tajemnicy. Wszystkie postaci są barwne i wielowymiarowe. Każda z nich ma swoją rolę do odegrania i znaczenie dla rozwiązania zagadki.
Zdecydowanie polecam każdemu fanowi fantasy, zagadek kryminalnych, jak również literatury lekkiej i zabawnej jednocześnie.
Porównanie tej książki do Harry'ego Pottera jest moim zdaniem porównaniem tak uproszczonym, że w żaden sposób nie oddaje jej charakteru. Powieść ma niewiele wspólnego z cyklem o czarodziejach poza samym gatunkiem fantasy i faktem, że fabuła toczy się w Wielkiej Brytanii.
Miasteczko Rotherweird jest powieścią znacznie bardziej przypominającą dobry kryminał, niż powieść...
Nie miałam okazji wcześniej nawet widzieć tej pozycji, zatem kiedy sięgnęłam po „Miasteczko Rotherweird” myślałam, że mam do czynienia z klasyczną fantastyką. Tymczasem otrzymałam nie tylko wspomnianą już fantastykę, ale też i mrożący krew w żyłach kryminał, który zaskoczył mnie i zaciekawił do tego stopnia, że na pewno sięgnę po drugi tom.
W 1558 roku dwanaścioro dzieci, posiadających niewiarygodne talenty zostało wydalonych do zapomnianego miasta Rotherweird przez samą królową angielską. Niektórzy uważali ich za pomiot szatana, inni za objawienie, a każdy, który wiedział o nich, wiedział też, że należy ich szanować i traktować z respektem i obawą.
Kilkaset, a dokładnie czterysta pięćdziesiąt lat później miasteczko Rotherweird nadal istnieje i ma się bardzo dobrze, mimo odizolowania od Anglii. W Rotherweird istnieje jedna, bardzo stara zasada – pod żadnym pozorem nie należy dociekać przeszłości i szukać informacji o historii miasteczka.
Jonah Oblong i sir Veronal Slickstone przybywając do miasta mają zupełnie inne plany. Nauczyciel historii współczesnej oraz miliarder pragną dowiedzieć się prawdy o miasteczku i połączyć przeszłość z teraźniejszością. Każdy z nich robi to z zupełnie innego powodu, co prowadzi do wyścigu z czasem oraz ze sobą nawzajem.
Żaden z nich nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji, jakie poniosą nie tylko oni, ale też miasteczko, kiedy prawda Rotherweird ujrzy światło dzienne.
Apokalipsa nadchodzi.
„Miasteczko Rotherweird” to zupełnie zaskakująca historia, której nie da się przypisać do jednego gatunku. W tej książce mamy totalny mix gatunkowy, ale wszystko to jest naprawdę dobrze powiązane i wciąga od pierwszej strony. Szczerze? Przeczytałam ponad sześćset stron w takim tempie, że nawet się o to nie podejrzewałam.
Historia przedstawiona w „Miasteczku Rotherweird” rozwija się bardzo powoli, co wcale nie jest jej ujmą. Poznajemy całą opowieść, bohaterów i ich kontakty pomału, przez co nie da się tutaj pogubić. Wszystko przychodzi w swoim czasie i jest to jak najbardziej okej. W fantastyce wiele razy spotkałam się z tym, że autorzy rzucają nas na głęboką wodę i w pewnym momencie czytelnik zaczyna się gubić kto jest kim i co się dzieje. Tutaj tego nie ma, co uważam za duży plus.
Pióro autora jest lekkie, a książkę, choć jest pokaźna czyta się naprawdę szybko. W zasadzie to mam wrażenie, że przepłynęłam przez nią bez żadnego sztormu. Gładko i prosto. Fakt, momentami Caldecott prowadzi nas za rączkę przez fabułę, ale odczułam to raczej jako wycieczkę po muzeum, w którym przewodnik opowiada o danym eksponacie. Wszystko to sprawiło, że czytanie „Miasteczka Rotherweird” było naprawdę ciekawą przygodą.
Wiadomo, że każdy będzie miał swojego bohatera, któremu będzie kibicował w dążeniu do celu. Końcem końców, rozwiązanie historii miasteczka okazuje się być wcale nie takie łatwe, jak można myśleć. Kłania się tutaj stara prawda: jak coś jest w przeszłości, to niech tam zostanie na wieki. Historia zazwyczaj nie jest pozytywna, a tutaj... cóż, nie jest także bezpieczna dla mieszkańców.
„Miasteczko Rotherweird” to zdecydowanie pozycja, którą Wam polecam. Jeżeli szukacie wszystkiego po trochu w książkach to tutaj znajdziecie zarówno fantastykę, jak i kryminał czy powieść historyczno - detektywistyczną. Wszystko to, jest połączone w sposób ciekawy i przystępny dla każdego rodzaju czytelnika. Z niecierpliwością czekam na drugi tom tej opowieści, bo zakończenie wywołało wiele pytań, które autor zostawił bez odpowiedzi. Polecam
Nie miałam okazji wcześniej nawet widzieć tej pozycji, zatem kiedy sięgnęłam po „Miasteczko Rotherweird” myślałam, że mam do czynienia z klasyczną fantastyką. Tymczasem otrzymałam nie tylko wspomnianą już fantastykę, ale też i mrożący krew w żyłach kryminał, który zaskoczył...
„Nie poznasz granicy między magią, a rzeczywistością
dopóki jej nie przekroczysz”.
Nigdy nie sądziłam po ponad 20 latach, że przeczytam coś lepszego niż seria Pani Rowling. Przez niemal ćwierć wieku przygody małego czarodzieja nie schodziły z listy bestsellerów. Wychowało się na nich całe pokolenie dzieci, a film jeszcze bardziej utwierdził w przekonaniu, że Harry to ikona zagranicznej fantastyki dla młodych ludzi.
Dziś mimo tego, że nadal uważam, że Potter jest świetny, rzadziej już do niego wracam ze względu na wiek (oczywiście mój, a nie Harry’ego:-)) Nie tak dawno otrzymałam nowy newsletter od Wydawnictwa Zysk i S-ka, a w nim wpadła mi w oczy pozycja Powrót Wyntera.Opis mnie skusił i pomyślałam, że muszę tę publikację przeczytać. Z opisu wynikało, jednak, że to kolejna część jakiejś mi nieznanej książki i tak dowiedziałam się, o pozycji lepszej od Harry’ego Miasteczko Rotherweid. Postanowiłam zacząć od tomu pierwszego i muszę napisać, że to prawdziwa petarda. Na odwrocie publikacji jest napisane, że to Harry Potter dla dorosłych, ale moim zdaniem Pan Caldecott stworzył coś lepszego nie tylko dla nas, ale i dla młodych czytelników.
Fabuła książki opowiada o tajemniczym miasteczku. Dwanaścioro niezwykłych dzieci ze względu na swoje zdolności zostaje wygnanych przez królową Marię Tudor z Londynu i osadzonych w miasteczku Rotherweird. Cała rzecz ma miejsce w roku 1558. Przenosimy się w czasy współczesne i okazuje się, że to osobliwe miejsce nadal istnieje. Ponad 450 lat później niewielka miejscowość rządzi się swoim prawem, nie podlega nikomu, oraz jest niezwykle trudna do odnalezienia. Pewnego dnia do miasta przybywa nowy nauczyciel historii współczesnej, który wbrew ostrzeżeniom władz miasta zaczyna się interesować jego historią. W tym samym czasie do miejscowości przyjeżdża także tajemniczy miliarder, który wywołuje niemałą sensację. Nikt nie wie, kim jest ani czego chce… Obaj panowie zaczynają grzebać w przeszłości lokalnej społeczności, to co odkrywają, rozpoczyna niebezpieczny wyścig z czasem, a konsekwencje mogą być apokaliptyczne.
W pozycji tej odnajdujemy nie tylko osobliwą miejscowości oraz głębokie tajemnice, ale także oryginalną szkołę, całe mnóstwo historii, gromadę zaczarowanych zwierząt, mroczne uliczki skrywające tajemnice, oraz niejednoznacznych bohaterów. Nikt nie jest tym, za kogo się podaje, nie wiadomo kto jest naprawdę zły a kto dobry. Teraźniejszość miesza się z tym co było tworząc wspaniałą akcję, która trzyma w napięciu do ostatniej strony.
Czy faktycznie jest to Harry Potter dla dorosłych? Moim zdaniem to dużo lepsza publikacja. Książka posiada wspaniałe opisy, mocno rozbudowane wydarzenia, wciągające zagadki, wartką akcję, oraz intrygujących bohaterów. Dzieło to byłoby wspaniałą ekranizacją, która moim zdaniem przyciągnęłaby tłumy.
Pierwszy raz spotkałam się z twórczością Pana Caldecotta. Miasteczko Rotherweid to tom pierwszy opowieści o niezwykłych ludziach, którzy są samowystarczalni w magicznym i ekscentrycznym mieście. Już czekam na tom drugi Powrót Wyntera, który jest rewelacyjną nowością w tym miesiącu. Bezsprzecznie uważam, że jeśli chodzi o literaturę fantastyczną, dla starszych i młodszych publikacja Pisarza jest jak do tej pory najlepszą w tym roku. Nie sądziłam, że pochłonie mnie coś jeszcze w podobnym tonie jak Harry Potter, ale się myliłam. Pozycja o magicznym miasteczku z przeszłością to historia, która musi znaleźć się na półce wszystkich miłośników fantastyki, a także fanów jak dotąd bezkonkurencyjnego chłopca z blizną na czole. Pan Caldecott stworzył świat, który może być problemem dla serii Pani Rowling.
„Nie poznasz granicy między magią, a rzeczywistością
dopóki jej nie przekroczysz”.
Nigdy nie sądziłam po ponad 20 latach, że przeczytam coś lepszego niż seria Pani Rowling. Przez niemal ćwierć wieku przygody małego czarodzieja nie schodziły z listy bestsellerów. Wychowało się na nich całe pokolenie dzieci, a film jeszcze bardziej utwierdził w przekonaniu, że Harry to...
Nie lubię nie kończyć rozpoczętych historii: seriali, gier, filmowych czy książkowych cyklów. Niemniej "Miasteczko Rotherweird" pokonało mnie na tyle, że nie będę kontynuował przygody z jego oryginalnymi mieszkańcami.
Sama książka była dokładnie taka jak drugi człon nazwy tej mieściny: dziwna. Nie da się ukryć, że zarówno wydawnictwo, jak i tłumacz i redaktor zrobili tu kawał dobrej roboty. Ba, autor również zabłysnął mnogością oryginalnych pomysłów, dobrze poprowadzonymi opisami, ciekawymi postaciami... Wspomniałem o mnogości pomysłów? Tak, tych było tu zdecydowanie zbyt dużo. Niektóre wydawały się niezgrabnie upchnięte nogą, byle tylko wpasowasować je do tego małego i ciasnego świata. Gdyby zabrać 1/3 pomysłów i twistów fabularnych, może wyglądałoby to lepiej, oczywiście w kontekście pierwszego tomu. Nie wątpię, że w kolejnym to wszystko nabiera większego sensu, ale na tym etapie mnie to przytłoczyło.
Jeszcze małą uwaga: o ile napisałem, że wydawnictwo zrobiło tu dobrą robotę (samo wydanie jest świetne i dobrze prezentuje się na półce), tak szerokość akapitów, a raczej zamienienie tekstu w wąskie kolumny tekstu i sztuczne zwiększanie objętości książki wola o pomstę do nieba.
Nie lubię nie kończyć rozpoczętych historii: seriali, gier, filmowych czy książkowych cyklów. Niemniej "Miasteczko Rotherweird" pokonało mnie na tyle, że nie będę kontynuował przygody z jego oryginalnymi mieszkańcami.
Sama książka była dokładnie taka jak drugi człon nazwy tej mieściny: dziwna. Nie da się ukryć, że zarówno wydawnictwo, jak i tłumacz i redaktor zrobili tu...
Jedno z większych książkowych rozczarowań. Jednocześnie było tu napakowane tak wiele elementów, a mimo wszystko, w końcowym podsumowaniu, nie znalazłem nic, co by mnie bardziej przekonało, wciągnęło. Dokończyłem bardziej z poczucia obowiązku, bo książek się nie porzuca, ale bijcie mnie, torturujcie, a za Chiny nie powiem wam, o co tu dokładnie chodziło.
Jedno z większych książkowych rozczarowań. Jednocześnie było tu napakowane tak wiele elementów, a mimo wszystko, w końcowym podsumowaniu, nie znalazłem nic, co by mnie bardziej przekonało, wciągnęło. Dokończyłem bardziej z poczucia obowiązku, bo książek się nie porzuca, ale bijcie mnie, torturujcie, a za Chiny nie powiem wam, o co tu dokładnie chodziło.
Dawno nie czytałam książki z tak nieprzemyślaną fabułą, do której autor chciał wrzucić wszystko, a tak naprawdę nie zdołał niczym zainteresować. To, co ma być apokaliptyczne w ogóle nie wzbudza grozy, to, co ma być śmieszne jest żenujące, a to, co jest naprawdę intrygujące, nie jest przez autora rozwinięte.
Niby byłaby to dobra historia o etyce, moralności, może o magii, z nawiązaniem do historii Anglii, ale to wszystko jeden wielki bełkot rozciągnięty na ponad 600 stron.
Pełną recenzję można przeczytać na blogu Redhead in Wonderland:
https://redhead-in-wonderland.blogspot.com/2021/07/miasteczko-rotherweird.html
Dawno nie czytałam książki z tak nieprzemyślaną fabułą, do której autor chciał wrzucić wszystko, a tak naprawdę nie zdołał niczym zainteresować. To, co ma być apokaliptyczne w ogóle nie wzbudza grozy, to, co ma być śmieszne jest żenujące, a to, co jest naprawdę intrygujące, nie jest przez autora rozwinięte.
Niby byłaby to dobra historia o etyce, moralności, może o magii,...
Miasteczko Rotherweird. Odcięte od świata, rządzące się swoimi prawami.
Dwanaścioro wyjątkowych dzieci, niesamowite moce, dwoje „obcych” którzy doprowadzą do niesamowitych wydarzeń.
Pragnienie mocy tworzenia równej boskiej.
To się nie może dobrze skończyć.
Zacznę od tego, że już dawno „wyleczyłam” się z kupowania książek, bo na okładce jest porównanie do innych powieści. Zazwyczaj nie ma to żadnego związku i jest zwyczajnie szkodliwe. Więc jak przeczytałam, że Miasteczko Rotherweird to Harry Potter dla dorosłych, zignorowałam to totalnie, co jak się okazało wyszło mi na dobre.
Bo ta powieść z Harrym Potterem nie ma NIC wspólnego.
Akcja powieści rozgrywa się w tytułowym Miasteczku Rotherweird, miejscu gdzie w 1558 roku dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych jak na ich wiek zostaje wygnanych przez angielską królową. Tam się uczą, rozwijają i… dokonują niesamowitych odkryć, które mogą zmienić świat dookoła.
Mijają lata, do miasteczka przyjeżdża nowy nauczyciel z zewnątrz i milioner, który kupuje i postanawia odrestaurować pałac. To co początkowo wydaje się być zbiegiem okoliczności, szybko przestaje nim być. Zagadka rodzi kolejną zagadkę, akcja się zagęszcza, klimat robi coraz bardziej mroczny.
I zanim się człowiek obejrzy, już totalnie dał się pochłonąć wyjątkowemu klimatowi powieści.
Książka rozwija się powoli, ale dla mnie nie jest to wada. Jest w niej sporo bohaterów, wiec doceniłam dłuższy wstęp, który pozwolił mi zapamiętać kto jest kim w tej historii. A ta jest wyjątkowo ciekawa, intrygująca i wciągająca.
Nic tu nie jest oczywiste, a kilka wątków, które wydają się nie mieć ze sobą związku, zaczyna się łączyć z zaskakującym skutkiem.
Jest tu sporo ciekawych elementów, ale najważniejszym chyba jest dążenie do zdobycia mocy równej bogu, do pragnienia nieograniczonej władzy i potęgi. Był to fascynujący obraz deprawacji i dążenia do celu wszelkimi sposobami, nie patrząc na koszty i krzywdy wyrządzone innym.
Książka to taki mix gatunkowy, bowiem mamy tu mieszankę powieści historycznej, przygodowej, wątki kryminalne i elementy fantastyczne. Wszystko to jednak łączy się ze sobą zaskakująco płynnie i pozwala na zanurzenie się w niesamowitym klimacie Miasteczka Rotherweird i wkręcić w losy jego bohaterów.
A tych jest w powieści sporo, a każdy odgrywa ważną rolę.
Swoich bohaterów autor kreśli w bardzo dobry sposób, pozwala poznać ich motywacje i dążenia, mamy możliwość polubić ich, bądź wręcz przeciwnie, ale co ważne, każda z postaci potrafiła wywołać we mnie różnorakie emocje. Jednym kibicowałam, innym życzyłam rychłego upadku. Ale wobec żadnej z postaci nie pozostałam obojętna.
Czym dalej, tym bardziej zagęszczała się atmosfera, tym mroczniejszy robił się klimat i ciężko było wyczuć jak definitywnie zakończy się ta przygoda, kto będzie górą, a kto dozna porażki.
Byłam zaskoczona niektórymi rozwiązaniami, ale było to zaskoczenie pozytywne, doceniałam pomysłowość autora i kierunek w jakim poprowadził fabułę.
Również styl pana Caldecott przypadł mi do gustu, a książkę czytało mi się wyjątkowo płynie, bez znudzenia czy przestojów.
Jak oceniam Miasteczko Rotherweird?
Dla mnie to świetna powieść, nieszablonowa, wciągająca, intrygująca.
Podobały mi się wszystkie jej elementy, wszystkie wątki, dałam się wciągnąć w tą zaskakująco mroczną opowieść i spędziłam z nią świetnie czas.
Moje Czytanie, czyli czytelniczy miszmasz
Miasteczko Rotherweird. Odcięte od świata, rządzące się swoimi prawami.
Dwanaścioro wyjątkowych dzieci, niesamowite moce, dwoje „obcych” którzy doprowadzą do niesamowitych wydarzeń.
Pragnienie mocy tworzenia równej boskiej.
To się nie może dobrze skończyć.
Zacznę od tego, że już dawno „wyleczyłam” się z kupowania książek, bo na okładce jest porównanie do innych powieści....
Czytałam ją bardzo po kawałku z braku czasu, jednak nie miałam nigdy problemu z ponownym wciągnięciem się w fabułę, jak niektórzy piszą. Faktem jest, że dość długo akcja się nie zagęszcza, to jednak sam klimat tego miasteczka i ciekawe postacie, które je zaludniają sprawiały, że czytało się przyjemnie. Miałam tylko początkowo problem z zapamiętaniem kto jest kim, zwłaszcza wśród mężczyzn z nazwiskiem na F :D no ale to wina przerywania lektury.
Końcówka książki jest mega wciągająca, wszystkie elementy łamigłówki wskakują na swoje miejsce i aż chce się czytać kolejną część :) Fajne jest to, że w sumie wiele już wiemy z obserwacji odkryć każdej z postaci, o których nie mają pojęcia pozostałe ,a jednak jakoś nie wpadłam sama na rozwiązanie.
Czytałam ją bardzo po kawałku z braku czasu, jednak nie miałam nigdy problemu z ponownym wciągnięciem się w fabułę, jak niektórzy piszą. Faktem jest, że dość długo akcja się nie zagęszcza, to jednak sam klimat tego miasteczka i ciekawe postacie, które je zaludniają sprawiały, że czytało się przyjemnie. Miałam tylko początkowo problem z zapamiętaniem kto jest kim, zwłaszcza...
Do tej książki przyciągnęła mnie okładka a potem opis. Stwierdziłam, że warto spróbować. I szczerze? Nie mam pojęcia co mam zrobić z tą historią. Postaram się ją w jakiś sensowny sposób przedstawić.
W 1558 r. królowa angielska postanawia wygnać dwanaścioro dzieci o niewiarygodnych talentach do Rotherweird. Tyle dowiadujemy się na początku książki. Co jakiś czas narracja powraca do 1558 r.
Tymczasem przenosimy się do współczesności. Jonah Oblong jest nauczycielem historii, zostaje zwolniony z pracy i dostaje propozycję nauczania historii najnowszej w Rotherweird. Dziwi go ta propozycja. Dlaczego? Rotherweird jest najbardziej tajemniczym miasteczkiem w Anglii – jego historia jest nieznana, nie ma o nim żadnych wzmianek historycznych, ludzie z zewnątrz nie mają do niego wstępu, miasteczko jest całkowicie niezależne od władzy angielskiej i co najważniejsze – nie wolno badać historii tego miasta. Oblong decyduje się na pracę w tym tajemniczym miejscu. Nie tylko on jest nowym mieszkańcem miasteczka – zostaje nim również sir Veronal Slickstone, który zamieszkał w starym pałacu. Slickstone po pojawieniu się w miasteczku zaczyna budzić podejrzenia mieszkańców, okazuje się wpływowym człowiekiem z tajemnicami a dodatkowo zaczyna grzebać w historii miasteczka.
Może na tym skończymy to co dzieje się w książce. Sama historia ma potencjał, nawet spory. Ale coś mi tu nie gra w tej książce, na tyle, że będąc w połowie (a książka ma ponad 600 str.) modliłam się żeby już ją skończyć. Mamy tu ogromną ilość bohaterów, przy tej grubości książki liczyłam na to, że jakoś ich poznamy – niestety nie. Wbrew pozorom nie potrafię wskazać, kto tu jest głównym bohaterem, bo co chwile kto inny jest narratorem i czasami ciężko stwierdzić kto nim jest. Sama akcja wlecze się topornie, momentami miałam wrażenie, że po raz któryś czytam to samo, że to już było.
Dla mnie nie była to dobra książka. Zdecydowanie coś poszło nie tak i mimo moich szczerych chęci – nie podobało mi się to co przeczytałam. Raczej Wam jej nie polecam.
Do tej książki przyciągnęła mnie okładka a potem opis. Stwierdziłam, że warto spróbować. I szczerze? Nie mam pojęcia co mam zrobić z tą historią. Postaram się ją w jakiś sensowny sposób przedstawić.
W 1558 r. królowa angielska postanawia wygnać dwanaścioro dzieci o niewiarygodnych talentach do Rotherweird. Tyle dowiadujemy się na początku książki. Co jakiś czas narracja...
Zabiorę was dziś do miasteczka Rotherwerid. Drugi człon nazwy wyjątkowo przykuł moją uwagę i zachęcił mnie do przeczytania, pomimo że widziałam umiarkowane opinie, bo "werid" w języku angielskim oznacza dziwny, a ja uwielbiam dziwność.
Fabuła
Tytułowe miasteczko Rotherwerid to bardzo tajemnicze miejsce. Jego mieszkańcy świadomie izolują się od reszty Anglii. Są samowystarczalni i, z zasady, nie wpuszczają obcych. Dwójka ludzi z zewnątrz przenika do wnętrza Rotherwerid. Miliarder sir Veronal Silckstone, który kupuje i remontuje miejski pałac, oraz Jonah Oblong, który zostaje zatrudniony jako nauczyciel historii. Przybysze nie do końca respektują zasady panujące w w tym dziwnym miejscu. Łamią najważniejszą z nich, czyli zakaz badania lokalnej historii. Czy rozszyfrują co było zalążkiem powstania Rotherwerid i dlaczego miasto ma tak wyjątkowe przywileje.
Muszą cofnąć się daleko w przeszłość, bo aż do XVI w. i dwunastki wybitnych dzieci. Przypadek, wyjątkowe warunki, a może złe moce zawładnęły tym miejscem.
"Miasteczko Rotherwerid" ma elementy powieści fantastycznej, kryminalnej, historycznej i przygodowej. Na kartach książki dużo się dzieje. Skaczemy pomiędzy wydarzeniami teraźniejszymi i tymi z przeszłości. Bywa tajemniczo i niebezpiecznie.
"Miasteczko Rotherwerid" to mogłaby być bardzo dobra książka, ale jej bolączką są bohaterowie.
Jest ich bardzo dużo. Właściwie sam fakt mnogości bohaterów nie jest wadą, ale trzeba wykonać ogrom pracy, żeby się czytelnikowi nie mylili. Autor poświęcił czas na przedstawienie sir Slickstonea i Jonah Oblong'a, ale już zabrakło czasu na mieszkańców Rotherwerid i okolic. Pojawia się tłum ludzi, a ich nazwiska nie kojarzą się z niczym. Żeby zorientować się, czy pan X to nauczyciel, karczmarz, a może bezdomny musiałam cofać się do spisu postaci. Tak, przygotowano coś takiego. Wygląda to jak przy dramatach: Pan Z – burmistrz, Pani Z – żona burmistrza Z itd. Jest to jakieś rozwiązanie, ale dość uciążliwe dla czytelnika. Tym bardziej, kiedy czyta się ebooka.
Podsumowanie
W powieści "Miasteczko Rotherwerid" podobał mi się koncept i arogancka atmosfera tego miejsca. Niestety, wachlarz kompletnie bezbarwnych postaci, do których nie byłam w stanie się przywiązać, a nawet z trudem je rozróżniałam, odgonił mój początkowy entuzjazm i przywiał podmuch nudy.
Zabiorę was dziś do miasteczka Rotherwerid. Drugi człon nazwy wyjątkowo przykuł moją uwagę i zachęcił mnie do przeczytania, pomimo że widziałam umiarkowane opinie, bo "werid" w języku angielskim oznacza dziwny, a ja uwielbiam dziwność.
Fabuła
Tytułowe miasteczko Rotherwerid to bardzo tajemnicze miejsce. Jego mieszkańcy świadomie izolują się od reszty Anglii. Są...
Moim osobistym wyznacznikiem jakości książki jest fakt, że czytając przenoszę się w świat bohaterów, że „jeszcze jeden rozdział i idę spać”, a potem jest jeszcze jeden i kolejny, że mogę wstać niewyspana, ale szczęśliwa, że udało mi się poznać zakończenie historii. Czy tak się stało, kiedy czytałam „Miasteczko Rotherweird”? Niestety nie ☹ Nie tylko nie przeniosłam się do miasteczka, ale również śmiertelnie się wynudziłam. Gdyby nie fakt, że książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta i zobligowana byłam, żeby ją przeczytać, odłożyłabym ją pewnie po jakiejś 1/3.
To miał być ponoć taki „Harry Potter” dla dorosłych. Cóż…albo ktoś, kto to powiedział nigdy nie czytał Harry’ego, albo odebrał go zupełnie inaczej niż 99% czytelników i wielbicieli, do których i ja się zaliczam.
Miasteczko Rotherweird jest miasteczkiem innym niż wszystkie. Bardzo nie lubi obcych, a już na pewno żaden przyjezdny nie ma prawa zostać w nim na noc. Najważniejszą zasadą miasteczka jest to, że nie bada się jego historii. W szkole uczy się tylko historii współczesnej, a wszystkie wzmianki o Rotherweird zostały zniszczone. Kto jest nieposłuszny i sprzeciwia się zasadom, zostaje z miasteczka wydalony. Szkoła w Rotherweird potrzebuje nowego nauczyciela historii, poprzedni nie był posłuszny. Etat zostaje zaproponowany Jonahowi Oblongowi z zastrzeżeniem, żeby nie grzebać w przeszłości miasteczka. W Rotherweird zjawia się również miliarder Veronal Slickstone, który kupuje pałac i jest niezwykle ciekawski, za nic ma prawa obowiązujące w miasteczku, sam sobie jest panem i ustala swoje własne zasady.
Na pierwszy rzut oka widać, że Rotherweird wygląda jak przeniesione z innej epoki. Nie ma tam samochodów, dotrzeć tam można tylko omnibusem i ludzie są jacyś dziwni. Niby zwykli, prości, a przejawiający niezwykłe zdolności. Kim są mieszkańcy?
W roku 1558 dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych jak na ich wiek zostaje wygnanych przez królową do miasteczka. Dzieci były wyjątkowe, i wszyscy byli pewni, że trzeba je traktować z respektem i obawą.
I wiecie co? Niewiele więcej tak naprawdę mogę powiedzieć o treści. Pomysł na fabułę był świetny, realizacja niestety do bani. Nadmiar bohaterów, żadnego nie udało się dobrze poznać, chaos w treści, powodowało, że skupienie było ponad moje siły. Wiele razy gubiłam się w treści, nie wiedziałam o czym, o kim czytam. Nie polubiliśmy się z autorem, nie jestem zainteresowana innymi pozycjami z jego dorobku. Wy musicie ocenić sami. Nie zniechęcam, nie zachęcam.
Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
Moim osobistym wyznacznikiem jakości książki jest fakt, że czytając przenoszę się w świat bohaterów, że „jeszcze jeden rozdział i idę spać”, a potem jest jeszcze jeden i kolejny, że mogę wstać niewyspana, ale szczęśliwa, że udało mi się poznać zakończenie historii. Czy tak się stało, kiedy czytałam „Miasteczko Rotherweird”? Niestety nie ☹ Nie tylko nie przeniosłam się do...
Na prawdę nie rozumiem negatywnych komentarzy do tej książki. Moim zdaniem jest ona napisana bardzo ciekawie, a wykreowany równoległy świat fantastyczny jest ciekawy.
Drzewo mieszania gatunków to punkt kulminacyjny książki. A zły bohater jest tak opisany, że do końca nie wiadomo jak cała powieść ma się skończyć. Dla mnie była to pozycja wciągająca i bardzo ciekawa.
A co do porównania z Harrym Potterem, to nie ma żadnego i nie wiem co za bałwan mógł tak napisać opisując książkę. To tylko ujmuje temu jak jest ona napisana i jakie aspekty fantastyczne i obyczajowe są w niej poruszone!
Na prawdę nie rozumiem negatywnych komentarzy do tej książki. Moim zdaniem jest ona napisana bardzo ciekawie, a wykreowany równoległy świat fantastyczny jest ciekawy.
Drzewo mieszania gatunków to punkt kulminacyjny książki. A zły bohater jest tak opisany, że do końca nie wiadomo jak cała powieść ma się skończyć. Dla mnie była to pozycja wciągająca i bardzo ciekawa.
"Harry Potter dla dorosłych!" na okładce książki dla młodzieży - w wydawnictwie Zysk i S-ja pracują idioci..
A co do książki. Czytało się bardzo przyjemnie; bardzo fajnie napisana.. Ale fabuła nie urywa.
"Harry Potter dla dorosłych!" na okładce książki dla młodzieży - w wydawnictwie Zysk i S-ja pracują idioci..
A co do książki. Czytało się bardzo przyjemnie; bardzo fajnie napisana.. Ale fabuła nie urywa.
W jednej z najdalszych i najbardziej ukrytych dolin Anglii w 1558 roku jest niewielka osada. W tamtym momencie nikt nie przypuszcza jak potoczy się ich historia i jakich niezwykłych wydarzeń mieszkańcy Miasteczka Rotherweird będą świadkami! Zapraszam na recenzję powieści Andrew Caldecotta!
Link do pełnej recenzji: http://wielokropek.com/2020/05/miasteczko-rotherweird-recenzja/
Link do bloga: https://wielokropek.com/
Link do instagrama: https://www.instagram.com/wielo_kropek/
Link do facebooka: https://www.facebook.com/wkropek/
W jednej z najdalszych i najbardziej ukrytych dolin Anglii w 1558 roku jest niewielka osada. W tamtym momencie nikt nie przypuszcza jak potoczy się ich historia i jakich niezwykłych wydarzeń mieszkańcy Miasteczka Rotherweird będą świadkami! Zapraszam na recenzję powieści Andrew Caldecotta!
Już dawno się tak nie wymęczyłam przy książce. „Miasteczko Rotherweird” sprawiło mi ogromną trudność, bo opis tak bardzo zachęcający, niestety nie miał nic wspólnego z fabułą książki.
Jedyny plus tej historii, to samo miasteczko. Opisy jakie stworzył autor były ciekawe, ale zaraz po nich pojawiały się dialogi, i bohaterowie historii, którzy to wrażenie rujnowali.
Tylko ten plus w fabule, zachęcający opis i okładka przemawiają by po nią sięgnąć, ale czy była warta mojego czasu? Myślę, że gdyby to nie była książka do recenzji, to odłożyłabym ją po jakichś 80 stronach.
Praktycznie od samego początku nie czułam tej historii. Bezbarwni bohaterowie, ten pomysł na fabułę - który mógłby być naprawdę ciekawy - oraz cała masa bezsensownych dialogów. Dawno nie natrafiłam na książkę, która nie potrafiłaby wzbudzić we mnie emocji, jedyna jaka zdołała się ujawnić - to frustracja.
Ostatnie strony czytałam już na siłę, gdyż taka masa bohaterów, a brak im jakiegokolwiek charakteru. Nawet dwa różne zakończenia tej książki, nie zachwyciły mnie, gdyż autor kompletnie je spartaczył. A gdzie te 12 niesamowite dzieciaki z historii, zapytacie? To odpowiadam, że występują tam epizodycznie.
Niestety to nie było dobre spotkanie, i mimo iż skończyłam tą książkę czytać zaledwie wczoraj, to i tak niewiele już z niej pamiętam. Nawet, gdy pojawiały się fantastyczne momenty, nie wzbudziły mojego zachwytu. To było po prostu złe. Autor miał dobry pomysł, ale z wykonaniem i przeniesienie tego już na papier ogromny trud. Osobiście nie polecam.
Już dawno się tak nie wymęczyłam przy książce. „Miasteczko Rotherweird” sprawiło mi ogromną trudność, bo opis tak bardzo zachęcający, niestety nie miał nic wspólnego z fabułą książki.
Jedyny plus tej historii, to samo miasteczko. Opisy jakie stworzył autor były ciekawe, ale zaraz po nich pojawiały się dialogi, i bohaterowie historii, którzy to wrażenie...
Harry Potter dla dorosłych - takim mianem określa się książkę "Miasteczko Rotherweird" Andrew Caldecotta od @zysk_wydawnictwo. Ja - zagorzała fanka czarodzieja z Hoghwartu - nie mogłam więc nie sięgnąć po tę pozycję, aby sprawdzić, czy rzeczywiście można ją porównać do książek o Harrym. Zaraz Wam powiem, co się okazało. Ale najpierw kilka słów o fabule. Historia zaczyna się w 1558 roku, kiedy to 12 dzieci o nadzwyczajnych umiejętnościach zostaje wygnanych przez królową do miasteczka Rotherweird. Wszyscy podchodzą do nich z dużą obawą oraz respektem, mając ich za szatańskie nasienie. Opowieść toczy się dalej 450 lat później. Miasteczko w dalszym ciągu istnieje, ale jest odizolowane, a wstęp do niego mają tylko nieliczni. Zaproszenie do Rotherweird otrzymują nauczyciel historii oraz miliarder sir Veronal Slickstone. Ten pierwszy ma nauczać, zaś drugi ma w planach odnowienie zrujnowanego Pałacu. Goście chcą dowiedzieć się jakie powiązanie ma przeszłość miasteczka z teraźniejszością. Ta ciekawość nie wychodzi im jednak na dobre. Książka jest po pierwsze bardzo gruba. I nie przeszkadzałoby mi to, gdyby była naprawdę ciekawa. W tym przypadku jest tu jednak "na dwa razy". Spora ilość dziwnych bohaterów sprawiła, że trochę ciężko było mi ich kojarzyć podczas czytania. Przydługie, delikatnie mówiąc, opisy, również trochę przeszkadzały mi w płynnym odbiorze kluczowych treści. I chociaż samą fabułę oceniam na bardzo dobrą, to jednak całość wyszła autorowi dość topornie. Nie mogę powiedzieć, że męczyłam się, czytając "Miasteczko Rotherweird", ale do moich ulubionych tej książki niestety zaliczyć nie mogę. A jeśli chodzi o porównanie jej do Harrego Pottera, to moim zdaniem ta pozycja nie jest ani trochę podobna do książek J.K.Rowling. Cóż mogę Wam powiedzieć na koniec mojego wywodu? Myślę, że warto sięgnąć po tę lekturę i przekonać się osobiście, czy Wam ona odpowiada.
Harry Potter dla dorosłych - takim mianem określa się książkę "Miasteczko Rotherweird" Andrew Caldecotta od @zysk_wydawnictwo. Ja - zagorzała fanka czarodzieja z Hoghwartu - nie mogłam więc nie sięgnąć po tę pozycję, aby sprawdzić, czy rzeczywiście można ją porównać do książek o Harrym. Zaraz Wam powiem, co się okazało. Ale najpierw kilka słów o fabule. Historia zaczyna się...
Wiele razy obiecywałem sobie, że nie dam się zmanipulować reklamami książek czy niebywale 'pochlebnymi' opiniami innych autorów. No i po raz kolejny stało się... Sięgnąłem po 'Miasteczko Rotherweird' skuszony słowami 'Harry Potter dla dorosłych' czy 'Brytyjski czarny humor'. Nie ukrywam, że uwielbiam brytyjską literaturę, a Harry Potter to książki mojego dzieciństwa. Niestety spędziłem nad książką ponad 2 tygodnie i męczyłem się niemiłosiernie.
'Miasteczko Rotherweird' to historia o niezależnym miasteczku w Wielkiej Brytanii, którego historia sięga XVI w. kiedy to dwanaścioro wybitnie utalentowanych dzieci zostaje ukrytych tam przed królową. Od tego momentu pod okiem nauczyciela Sir Henry'ego rozwija swoje talenty. Wszystko szło dobrze do momentu aż pojawił się bardzo zły człowiek chcący przejąć umiejętności dzieci.
Obecnie miasteczko świetnie prosperuje, mieszkańcy mają zakaz śledzenia i badania historii miasteczka, a obcy są ledwie tolerowani. Jak możemy się dowiedzieć z książki w miasteczku konkurują ze sobą dwie wieże - północna i południowa, które tak na prawdę odpowiadają za najnowsza technologię w Wielkiej Brytanii, a inne firmy podpisują się pod ich wynalazkami. Kolejnym dziwnym elementem są imiona bohaterów. Jak się okazuje mieszkańcy Rotherweird nie noszą zwyczajnych imion jak John, Mike czy Lucy. Mamy za to Fenguina, Ferensena, Hieronymusa i Orelię.
Przybycie do miasteczka nowego nauczyciela historii i zbiegające się w czasie przybycie bogatego i ekscentrycznego mężczyzny napędzają wydarzenia historii. Wydarzenia przeplatają się od XVI w do teraźniejszości, a spora część książki dzieje się w 'Straconej mili', równoległej rzeczywistości, do której można wejść przez specjalną płytkę.
I tutaj w zasadzie zaczyna się mój problem z książką. Sposób pisania, słaba ekspozycja postaci i chaotyczne opisy sprawiły, że w moim odczuciu historia działa się cały czas w średniowieczu. Co kilkanaście stron musiałem sobie uświadamiać na nowo, że główna oś fabularna toczy się w teraźniejszości. To jest chyba właśnie największy zarzut do książki. Dodatkowo autor zaserwował nam dość zawiłą fabułę z bardzo słabym zakończeniem, wręcz rozczarowującym i bardzo słabo napisanymi postaciami. Osoby występujące w książce zamiast bawić irytowały, fabuła zamiast wciągać i oczarować odrzucała. I jeśli chodzi o samo zakończenie, tutaj mamy aż dwa. Co więcej, ani jedno nie jest wystarczająco wyczerpujące. To dość ciekawe, bo książka ma prawie 800 stron, a autorowi nie udało się nadać postaciom charakteru. Muszę przyznać, że ostatnie 300 stron czytałem bardzo na siłę żeby skończyć książkę jak najszybciej. Niestety cierpię na przypadłość, która nie pozwala mi odłożyć rozpoczętej książki, nawet jeżeli ta jest słaba...
Podsumowując, zamiast świetnej zabawy na jaką liczyłem zderzyłem się ze ścianą.
Dla mnie książka bardzo słaba jak na potencjał, który obiecywała.
Wiele razy obiecywałem sobie, że nie dam się zmanipulować reklamami książek czy niebywale 'pochlebnymi' opiniami innych autorów. No i po raz kolejny stało się... Sięgnąłem po 'Miasteczko Rotherweird' skuszony słowami 'Harry Potter dla dorosłych' czy 'Brytyjski czarny humor'. Nie ukrywam, że uwielbiam brytyjską literaturę, a Harry Potter to książki mojego dzieciństwa....
Małe miasto, ukryte w dolinie, odizolowane od reszty Anglii od czasów Elżbiety I.
Hermetyczne, niezależne od władz angielskich. Rządzi się własnymi historycznymi prawami.
Mieszkańcy zobowiązani są do przestrzegania tylko jednego warunku - nikomu nie wolno badać ani przeszłości miasta ani historii swojej własnej rodziny.
Aż tu nagle cała sytuacja ulega zmianie, za sprawą pojawienia się dwóch osób "z zewnątrz" - nowego nauczyciela historii oraz pewnego ekscentrycznego milionera, który kupuje i rozpoczyna remont pałacu, do tej pory zamkniętego "na głucho". Zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a ukrywane do tej pory tajemnice wychodzą na światło dzienne.
Fenomenalna i bardzo wciągająca książka. Niesamowite pole do popisu dla Tima Burtona.
Małe miasto, ukryte w dolinie, odizolowane od reszty Anglii od czasów Elżbiety I.
Hermetyczne, niezależne od władz angielskich. Rządzi się własnymi historycznymi prawami.
Mieszkańcy zobowiązani są do przestrzegania tylko jednego warunku - nikomu nie wolno badać ani przeszłości miasta ani historii swojej własnej rodziny.
Aż tu nagle cała sytuacja ulega zmianie, za sprawą...
Książki takie jak ta zawsze mnie przyciągały. To coś z mroczną histori, pokaźną ilością stron oraz zagadką. Taką, która nie tylko wciąga, ale sprawia, że powoli zaczyna nas przerażać. Mówiąc szczerze, na coś takiego właśnie czekałam !
Jest rok 1558.
Dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych zostaje wygnanych przez królową do Rotherweird. Niektórzy uważają je za wyjątkowe , inni za pomiot szatana. Jednak wszyscy zgodnie uznają, że trzeba je traktować z respektami i lekką obawą.
450 lat później.
Miasteczko Rotherweird nadal istnieje choć odizolowane od reszty Anglii. I nadal jest one rządzone historycznym prawem oraz jednym warunkiem, który wszyscy mają przestrzegać : absolutnie nikomu nie wolno badać przeszłości tego miasteczka.
Do miasteczka przybywa dwóch nowych gości: pierwszy jest nauczycielem historii w miejscowej szkole, a drugi to tajemniczy miliarder sir Veronal Slickstone, który planuje odnowić zrujnowany Pałac.
Kierowani różnymi motywami obaj starają się połączyć przeszłość z teraźniejszością, aż w końcu zaczynają wyścig z czasem oraz ze sobą nawzajem. Konsekwencje będą zabójcze i apokaliptyczne....
Przyznam się szczerze, że nawet bardzo spodobała mi się ta powieść. Pomimo naprawdę obszerności tej książki czyta się ją dośc szybko i przyjemnie. Dostajemy tu fabułę, która jest dość nowa, ma w sobie dużo świeżości jak na ten gatunek. Historia tu stworzona jest ciekawa i wciągająca, troszkę zahacza mi o motyw science fiction.
Postaci, które tu mamy są trochę dziwaczne co nadaje troszkę nadnaturalności tej historii. Książka wzbogacona jest także dość specyficznymi ilustracjami, ale moim zdaniem ndają one całej fabule tajemniczości.
Podsumowując:
Sięgając po tę powieść musicie być nastawieni na dość specyficzną i momentami może ciężką w odbiorze historię, ale jeśli chcecie znać moje zdanie to warto się w nią zagłębić.
Książka i jej historia są ciekawe i fascynujące i ja ją Wam polecam!
Mimo wszystko!
Książki takie jak ta zawsze mnie przyciągały. To coś z mroczną histori, pokaźną ilością stron oraz zagadką. Taką, która nie tylko wciąga, ale sprawia, że powoli zaczyna nas przerażać. Mówiąc szczerze, na coś takiego właśnie czekałam !
Jest rok 1558.
Dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych zostaje wygnanych przez królową do Rotherweird. Niektórzy uważają je za...
Interesująca książka, której na początku trzeba poświęcić bardzo dużo uwagi, by odnaleźć się w przedstawionym świecie ze sporą ilością bohaterów, którzy nazywają się dziwnie i często na tą samą literę. Przyznam, że do połowy książki bardzo często zdarzało mi się wracać do pierwszych stron, żeby przypomnieć sobie kto skrywa się za konkretnym nazwiskiem. Często też z powodu dziwnego układu zdań gubiłam się w fabule. Moja aklimatyzacja trwała bardzo długo, ale kiedy już się dokonała mogłam cieszyć się z książki i zaangażować się w los postaci. Zakończyłam książkę, ze świadomością, że przeczytałam dobrą fantastykę.
Interesująca książka, której na początku trzeba poświęcić bardzo dużo uwagi, by odnaleźć się w przedstawionym świecie ze sporą ilością bohaterów, którzy nazywają się dziwnie i często na tą samą literę. Przyznam, że do połowy książki bardzo często zdarzało mi się wracać do pierwszych stron, żeby przypomnieć sobie kto skrywa się za konkretnym nazwiskiem. Często też z powodu...
Nie mam pewności czy to fantastyka, czy realizm magiczny, Jak na książkę dla młodego czytelnika za dużo wątków. Dla starszego za infantylna. Dotrwałem do końca, ale bez większej przyjemności.
Nie mam pewności czy to fantastyka, czy realizm magiczny, Jak na książkę dla młodego czytelnika za dużo wątków. Dla starszego za infantylna. Dotrwałem do końca, ale bez większej przyjemności.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzede wszystkim przesada. Rozumiem że książka jest z gatunku fantastycznych, ale skoro duża część fabuły dzieje się w prawdziwym świecie, to jednak warto byłoby zachować chociaż cień realiów. A tu mamy miasteczko w Anglii, które ma własne prawo, własną edukację, własną komunikację itd. To niestety trochę uwiera już na samym początku czytania książki. Opowieść nadrabia przyzwoitym językiem i tajemnicą, która wciąga czytelnika. Niestety mnie nie aż na tyle bym miał sięgnąć po kolejną część.
Przede wszystkim przesada. Rozumiem że książka jest z gatunku fantastycznych, ale skoro duża część fabuły dzieje się w prawdziwym świecie, to jednak warto byłoby zachować chociaż cień realiów. A tu mamy miasteczko w Anglii, które ma własne prawo, własną edukację, własną komunikację itd. To niestety trochę uwiera już na samym początku czytania książki. Opowieść nadrabia...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Miasteczko Rotherweird” Andrew Caldecotta to książka, która wywołuje ambiwalentne emocje i łatwo może zdezorientować czytelnika. Jest to historia, która rozgrywa się w osobliwym, odciętym od reszty świata mieście, pełnym tajemnic, zagadek i specyficznych bohaterów. Problemem, który pojawia się już na początku, jest skomplikowana fabuła – liczba wątków i postaci jest tak duża, że naprawdę nietrudno się w niej zgubić. Niejednokrotnie miałam wrażenie, że gubię się w meandrach intryg, nie do końca wiedząc, kto jest kim i jaki ma wpływ na całość wydarzeń.
Choć postacie są dość barwne i różnorodne, ich mnogość nie pomaga w budowaniu przejrzystości opowieści. W niektórych momentach zbyt częste przeskakiwanie z jednej perspektywy do drugiej powoduje chaos, a rozwój wątków wydaje się mało spójny. To sprawia, że lektura staje się wymagająca i zamiast wciągać, zmusza do ciągłego skupiania się na szczegółach, co niekoniecznie przekłada się na satysfakcję z czytania.
Książka była reklamowana jako „Harry Potter dla dorosłych”, co wydaje mi się całkowicie chybione. Owszem, znajdziemy tu elementy fantastyczne, tajemnicze moce i ukryte sekrety, ale ton i sposób prowadzenia narracji różnią się diametralnie od lekkiego, wciągającego stylu J.K. Rowling. Miasteczko Rotherweird jest bardziej mroczne, zawiłe i pełne historii, które nie zawsze łatwo się przyswaja.
Trudno mi jednoznacznie ocenić, czy książka mi się podobała. Z jednej strony cenię jej oryginalność i atmosferę tajemnicy, którą autor zręcznie buduje, ale z drugiej, sposób prowadzenia fabuły i nadmiar wątków sprawiają, że trudno w pełni zanurzyć się w świecie Rotherweird. Brakowało mi momentów, które naprawdę wciągnęłyby mnie w wir wydarzeń. Ostatecznie, książka pozostawia uczucie pewnej dezorientacji – nie wiem, czy poleciłabym ją komuś, kto szuka angażującej i klarownej opowieści, ale jeśli ktoś lubi skomplikowane i tajemnicze światy, to Miasteczko Rotherweird może okazać się ciekawym wyzwaniem.
„Miasteczko Rotherweird” Andrew Caldecotta to książka, która wywołuje ambiwalentne emocje i łatwo może zdezorientować czytelnika. Jest to historia, która rozgrywa się w osobliwym, odciętym od reszty świata mieście, pełnym tajemnic, zagadek i specyficznych bohaterów. Problemem, który pojawia się już na początku, jest skomplikowana fabuła – liczba wątków i postaci jest tak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to#WYZWANIE LC2024
Wrzesień
Dla czego miasteczko Rotherweird jest jedyne w swoim rodzaju? Przede wszystkim jest samodzielne, i nikt z zewnątrz się do nich nie wtrąca. Jest jeden szczegół.. Nie można odwoływać się do przeszłości.. Pewnego dnia ich spokoj zostaje zakłócony.. Do miasta przybywa bogaty Slickstone i wszystko się zmienia..
#WYZWANIE LC2024
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWrzesień
Dla czego miasteczko Rotherweird jest jedyne w swoim rodzaju? Przede wszystkim jest samodzielne, i nikt z zewnątrz się do nich nie wtrąca. Jest jeden szczegół.. Nie można odwoływać się do przeszłości.. Pewnego dnia ich spokoj zostaje zakłócony.. Do miasta przybywa bogaty Slickstone i wszystko się zmienia..
Po opisie, okładce i opiniach spodziewałam się czegoś świetnego i się zawiodłam. Nawet nie skończyłam czytać(może to się zmieni), bo po prostu to jak jest napisana mnie odpycha i nie mogę się przemóc, żeby to skończyć.
Po opisie, okładce i opiniach spodziewałam się czegoś świetnego i się zawiodłam. Nawet nie skończyłam czytać(może to się zmieni), bo po prostu to jak jest napisana mnie odpycha i nie mogę się przemóc, żeby to skończyć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdaje się, że sporą grupę czytelników zwiodła szufladka z napisem "fantasy", do której wrzucono tę powieść, pewnie dlatego, że co ma wyraźną etykietę, to łatwo się sprzedaje. Tymczasem to oczywiście jest fantasy, tyle że... nie jest. No jest, ale autorowi chyba nie o to chodziło, a użył takiej scenografii, bo - patrz wyżej. Fantastyczna czy nie, to książka o prawdzie i jej ukrywaniu, i o tym, jak ukrywanie prawdy dusi, niszczy i skarla to, co w prawdzie mogłoby rosnąć i kwitnąć. Prawda was wyzwoli, chciałoby się rzec za Biblią. I dlatego (nie z powodu Biblii, o niej nie ma w tekście mowy) warto czytać Caldecotta.
Zdaje się, że sporą grupę czytelników zwiodła szufladka z napisem "fantasy", do której wrzucono tę powieść, pewnie dlatego, że co ma wyraźną etykietę, to łatwo się sprzedaje. Tymczasem to oczywiście jest fantasy, tyle że... nie jest. No jest, ale autorowi chyba nie o to chodziło, a użył takiej scenografii, bo - patrz wyżej. Fantastyczna czy nie, to książka o prawdzie i jej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra i interesująca książka ale wymaga mocnej woli aby dotrwać do jej końca. Autor pisze o niej w posłowiu „…nie wpasowuje się w żaden znany gatunek, w świecie, w którym zapanowała nadmierna moda na klasyfikację…”. No, trochę zajechał bo jest to może nieco odmienne, ale po prostu – fantasy. Aby podążać za treścią trzeba ją czytać bardzo uważnie. Plusem jest to, że nie ma dłużyzn a postacie są żywe. Minusem – chyba jednak tłumaczenie. Zdarzało mi się przeczytać coś świetnego po angielsku co w wersji polskiej nie miało tego błysku. I właśnie błysku, wciągającego czytelnika w naprawdę interesujący świat i jego bohaterów, tej książce brakuje. Jeżeli lubicie fantastykę – polecam. Książka jest ciekawa, po zakończeniu nadal będziecie nieco zdezorientowani (czym jest fioletowa plama na dzwonnicy?), ale wymaga od was sporej cierpliwości.
Dobra i interesująca książka ale wymaga mocnej woli aby dotrwać do jej końca. Autor pisze o niej w posłowiu „…nie wpasowuje się w żaden znany gatunek, w świecie, w którym zapanowała nadmierna moda na klasyfikację…”. No, trochę zajechał bo jest to może nieco odmienne, ale po prostu – fantasy. Aby podążać za treścią trzeba ją czytać bardzo uważnie. Plusem jest to, że nie ma...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toInność najlepiej zwalcza się usuwając ją z zasięgu wzroku. Wykluczenie, izolacja, a nawet brutalniejsze narzędzia stosowano od wieków. Tak jest też w przypadku opowieści o tajemniczym miasteczku Rotherweird, do którego zostają zesłane dzieci przejawiające niezwykłe moce. Królowa Maria Tudor, gorliwa katoliczka, która do historii przeszła jako Krwawa Maria, skazuje dwanaścioro dzieci na wydalenie z Londynu i osadzeniu na prowincji. Niektórzy uważali ich za pomiot szatana, inni za niezwykłe istoty. Wszyscy, którzy o nich wiedzieli mieli świadomość, że należy je szanować i traktować z obawą, dlatego zesłanie wydawało się najlepszym wyjściem.
Z dziwnych wydarzeń z 1558 roku przenosimy się do czasów współczesnych, aby odkryć, że dziwne miejsce zesłania nadal istnieje. Po prawie 500 latach niewielka miejscowość rządzi się swoimi prawami. Jest to coś na wzór państwa w państwie. Rotherweird w żaden sposób nikomu nie podlega. Mało tego: niewiele osób wie o jego istnieniu, trudno je znaleźć. Społeczność jest zamknięta. Pewnego dnia trafia do niego nauczyciel historii współczesnej, który wbrew ostrzeżeniom władz miasta zaczyna się interesować jego historią. W tym samym czasie do Rotherweird przyjeżdża tajemniczy miliarder wywołujący sensację. Wszyscy zastanawiają się, po co tu przybył i czego chce. Dwaj nowi przybysze zaczynają szperać w przeszłości miasta. Ich odkrycia są zaskakujące i okazują się być niebezpieczny wyścig z czasem, a konsekwencje mogą być apokaliptyczne. Poznawanie przeszłości jest tu jak chodzenie po linie bez zabezpieczeń. To właśnie dzięki nim możemy poznać zadziwiające tajemnice miasta. Poznajemy niezwykłą szkołę, odkrywamy gromadę zaczarowanych zwierząt, wchodzimy w mroczne uliczki, dwulicowych bohaterów. Każdy odgrywa tu jakąś rolę. Wydaje się, że w Rotherweird każdy mieszkaniec ma przypisane miejsce i wie, jaki jest zakres jego obowiązków. Zgromadzeni w dziwne bractwa lub cechy tworzą kolejne autonomiczne byty chroniące się przed wpływami władz miasta.
Jonah Oblong i sir Veronal Slickstone stopniowo ujawniają coraz więcej mrocznych wydarzeń, aby dowiedzieć się prawdy o miasteczku i połączyć przeszłość z teraźniejszością, zrozumieć wiele dziwnych rzeczy dziejących się tu. Każdy z nich ma w tym inny interes, dlatego muszą ścigać się też ze sobą. Nie są świadomi, że odkrycie prawdy będzie niosło zadziwiające konsekwencje nie tylko dla nich, ale też i dla mieszkańców Rotherweird.
„Powrót Wyntera” sięga w przeszłość jeszcze dalej. Mamy tu klimat badań naukowych prowadzonych przez mnicha, akcję ze znanych już czasów oraz współczesność, w której zaczynają dziać się dziwne rzeczy, pojawiać zadziwiające znaki. Andrew Coldecott po raz kolejny zabiera czytelnika w świat intryg i spisków, podsuwając mu co kilka stron wskazówki, nowe fakty i zmuszając do analizowania strzępków informacji, które trafiają do prowadzących śledztwo bohaterów. Drugi tom jest bardziej rozbudowany nie tylko pod względem ilości stron, ale też pojawiających się wątków. Mamy tu spojrzenie na większą ilość wydarzeń, więcej różnorodnych czasów. Odkrywamy, że wydarzenia z IX i X wieku mają duży wpływ na teraźniejszość całego miasteczka. Cały czas odczuwamy, że nad tym miejscem wisi jakaś zasłona tajemniczości, po której opadnięciu już nic nie będzie takie samo. Andrew Coldecott wodzi czytelnika za nos wprowadzając nowe wątki, spowalniając i przyspieszając akcję, burząc ciąg logiczny wydarzeń, zabierając nas w światy różnorodnych cechów czy gildii.
Autor zabiera nas nie tylko w świat bogatych wydarzeń, zachwycających opisów, ale też w całkiem spore grono bohaterów, których losy wzajemnie się przeplatają. Pokazuje jak pozornie niemające ze sobą nic wspólnego postaci wpływają na swoje losy. Każdy bohater ma tu określoną rolę i wyrazistą osobowość.
Andrew Coldecott zabiera nas do świata mrocznych historii, w których nie zabraknie zadziwiających istot i niezwykłych wydarzeń. „Rotherweird” to zaskakujący cykl, którego nie da się przypisać do jednego gatunku. Na plan pierwszy wysuwa się tu kryminał z fantasy. Snuta opowieść rozwija się powoli, aby czytelnik miał czas na oswojenie się i przeanalizowanie wielu wydarzeń. Andrew Coldecott umiejętnie buduje akcje, jego pióro jest lekkie, dzięki czemu mimo objętości książki czyta się naprawdę szybko.
Inność najlepiej zwalcza się usuwając ją z zasięgu wzroku. Wykluczenie, izolacja, a nawet brutalniejsze narzędzia stosowano od wieków. Tak jest też w przypadku opowieści o tajemniczym miasteczku Rotherweird, do którego zostają zesłane dzieci przejawiające niezwykłe moce. Królowa Maria Tudor, gorliwa katoliczka, która do historii przeszła jako Krwawa Maria, skazuje...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzedziwna książka. Nie polubiłam się z nią chociaż przeczytałam ją całą. Niby wiem o co w niej chodzi a z drugiej strony nie mam pojęcia. Na pewno nie sięgnę po kolejną część, mam dosyć.
Przedziwna książka. Nie polubiłam się z nią chociaż przeczytałam ją całą. Niby wiem o co w niej chodzi a z drugiej strony nie mam pojęcia. Na pewno nie sięgnę po kolejną część, mam dosyć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPorównanie tej książki do Harry'ego Pottera jest moim zdaniem porównaniem tak uproszczonym, że w żaden sposób nie oddaje jej charakteru. Powieść ma niewiele wspólnego z cyklem o czarodziejach poza samym gatunkiem fantasy i faktem, że fabuła toczy się w Wielkiej Brytanii.
Miasteczko Rotherweird jest powieścią znacznie bardziej przypominającą dobry kryminał, niż powieść przygodową. Nawet zakończenie odbywa się w stylu Agathy Christie poprzez zebranie wszystkich bohaterów w jednym miejscu i podsumowanie fabuły.
Z jednej strony jest to świetnie skonstruowany obraz odciętego od świata miasteczka, za którego istnieniem kryje się tajemnicza i magiczna przeszłość. Z drugiej strony jest to łamigłówka podsuwająca czytelnikowi kolejne elementy układanki w celu rozwikłania tej tajemnicy. Wszystkie postaci są barwne i wielowymiarowe. Każda z nich ma swoją rolę do odegrania i znaczenie dla rozwiązania zagadki.
Zdecydowanie polecam każdemu fanowi fantasy, zagadek kryminalnych, jak również literatury lekkiej i zabawnej jednocześnie.
Porównanie tej książki do Harry'ego Pottera jest moim zdaniem porównaniem tak uproszczonym, że w żaden sposób nie oddaje jej charakteru. Powieść ma niewiele wspólnego z cyklem o czarodziejach poza samym gatunkiem fantasy i faktem, że fabuła toczy się w Wielkiej Brytanii.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiasteczko Rotherweird jest powieścią znacznie bardziej przypominającą dobry kryminał, niż powieść...
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2022/04/miasteczko-rotherweird-andrew-caldecott.html
Nie miałam okazji wcześniej nawet widzieć tej pozycji, zatem kiedy sięgnęłam po „Miasteczko Rotherweird” myślałam, że mam do czynienia z klasyczną fantastyką. Tymczasem otrzymałam nie tylko wspomnianą już fantastykę, ale też i mrożący krew w żyłach kryminał, który zaskoczył mnie i zaciekawił do tego stopnia, że na pewno sięgnę po drugi tom.
W 1558 roku dwanaścioro dzieci, posiadających niewiarygodne talenty zostało wydalonych do zapomnianego miasta Rotherweird przez samą królową angielską. Niektórzy uważali ich za pomiot szatana, inni za objawienie, a każdy, który wiedział o nich, wiedział też, że należy ich szanować i traktować z respektem i obawą.
Kilkaset, a dokładnie czterysta pięćdziesiąt lat później miasteczko Rotherweird nadal istnieje i ma się bardzo dobrze, mimo odizolowania od Anglii. W Rotherweird istnieje jedna, bardzo stara zasada – pod żadnym pozorem nie należy dociekać przeszłości i szukać informacji o historii miasteczka.
Jonah Oblong i sir Veronal Slickstone przybywając do miasta mają zupełnie inne plany. Nauczyciel historii współczesnej oraz miliarder pragną dowiedzieć się prawdy o miasteczku i połączyć przeszłość z teraźniejszością. Każdy z nich robi to z zupełnie innego powodu, co prowadzi do wyścigu z czasem oraz ze sobą nawzajem.
Żaden z nich nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji, jakie poniosą nie tylko oni, ale też miasteczko, kiedy prawda Rotherweird ujrzy światło dzienne.
Apokalipsa nadchodzi.
„Miasteczko Rotherweird” to zupełnie zaskakująca historia, której nie da się przypisać do jednego gatunku. W tej książce mamy totalny mix gatunkowy, ale wszystko to jest naprawdę dobrze powiązane i wciąga od pierwszej strony. Szczerze? Przeczytałam ponad sześćset stron w takim tempie, że nawet się o to nie podejrzewałam.
Historia przedstawiona w „Miasteczku Rotherweird” rozwija się bardzo powoli, co wcale nie jest jej ujmą. Poznajemy całą opowieść, bohaterów i ich kontakty pomału, przez co nie da się tutaj pogubić. Wszystko przychodzi w swoim czasie i jest to jak najbardziej okej. W fantastyce wiele razy spotkałam się z tym, że autorzy rzucają nas na głęboką wodę i w pewnym momencie czytelnik zaczyna się gubić kto jest kim i co się dzieje. Tutaj tego nie ma, co uważam za duży plus.
Pióro autora jest lekkie, a książkę, choć jest pokaźna czyta się naprawdę szybko. W zasadzie to mam wrażenie, że przepłynęłam przez nią bez żadnego sztormu. Gładko i prosto. Fakt, momentami Caldecott prowadzi nas za rączkę przez fabułę, ale odczułam to raczej jako wycieczkę po muzeum, w którym przewodnik opowiada o danym eksponacie. Wszystko to sprawiło, że czytanie „Miasteczka Rotherweird” było naprawdę ciekawą przygodą.
Wiadomo, że każdy będzie miał swojego bohatera, któremu będzie kibicował w dążeniu do celu. Końcem końców, rozwiązanie historii miasteczka okazuje się być wcale nie takie łatwe, jak można myśleć. Kłania się tutaj stara prawda: jak coś jest w przeszłości, to niech tam zostanie na wieki. Historia zazwyczaj nie jest pozytywna, a tutaj... cóż, nie jest także bezpieczna dla mieszkańców.
„Miasteczko Rotherweird” to zdecydowanie pozycja, którą Wam polecam. Jeżeli szukacie wszystkiego po trochu w książkach to tutaj znajdziecie zarówno fantastykę, jak i kryminał czy powieść historyczno - detektywistyczną. Wszystko to, jest połączone w sposób ciekawy i przystępny dla każdego rodzaju czytelnika. Z niecierpliwością czekam na drugi tom tej opowieści, bo zakończenie wywołało wiele pytań, które autor zostawił bez odpowiedzi. Polecam
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2022/04/miasteczko-rotherweird-andrew-caldecott.html
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie miałam okazji wcześniej nawet widzieć tej pozycji, zatem kiedy sięgnęłam po „Miasteczko Rotherweird” myślałam, że mam do czynienia z klasyczną fantastyką. Tymczasem otrzymałam nie tylko wspomnianą już fantastykę, ale też i mrożący krew w żyłach kryminał, który zaskoczył...
„Nie poznasz granicy między magią, a rzeczywistością
dopóki jej nie przekroczysz”.
Nigdy nie sądziłam po ponad 20 latach, że przeczytam coś lepszego niż seria Pani Rowling. Przez niemal ćwierć wieku przygody małego czarodzieja nie schodziły z listy bestsellerów. Wychowało się na nich całe pokolenie dzieci, a film jeszcze bardziej utwierdził w przekonaniu, że Harry to ikona zagranicznej fantastyki dla młodych ludzi.
Dziś mimo tego, że nadal uważam, że Potter jest świetny, rzadziej już do niego wracam ze względu na wiek (oczywiście mój, a nie Harry’ego:-)) Nie tak dawno otrzymałam nowy newsletter od Wydawnictwa Zysk i S-ka, a w nim wpadła mi w oczy pozycja Powrót Wyntera.Opis mnie skusił i pomyślałam, że muszę tę publikację przeczytać. Z opisu wynikało, jednak, że to kolejna część jakiejś mi nieznanej książki i tak dowiedziałam się, o pozycji lepszej od Harry’ego Miasteczko Rotherweid. Postanowiłam zacząć od tomu pierwszego i muszę napisać, że to prawdziwa petarda. Na odwrocie publikacji jest napisane, że to Harry Potter dla dorosłych, ale moim zdaniem Pan Caldecott stworzył coś lepszego nie tylko dla nas, ale i dla młodych czytelników.
Fabuła książki opowiada o tajemniczym miasteczku. Dwanaścioro niezwykłych dzieci ze względu na swoje zdolności zostaje wygnanych przez królową Marię Tudor z Londynu i osadzonych w miasteczku Rotherweird. Cała rzecz ma miejsce w roku 1558. Przenosimy się w czasy współczesne i okazuje się, że to osobliwe miejsce nadal istnieje. Ponad 450 lat później niewielka miejscowość rządzi się swoim prawem, nie podlega nikomu, oraz jest niezwykle trudna do odnalezienia. Pewnego dnia do miasta przybywa nowy nauczyciel historii współczesnej, który wbrew ostrzeżeniom władz miasta zaczyna się interesować jego historią. W tym samym czasie do miejscowości przyjeżdża także tajemniczy miliarder, który wywołuje niemałą sensację. Nikt nie wie, kim jest ani czego chce… Obaj panowie zaczynają grzebać w przeszłości lokalnej społeczności, to co odkrywają, rozpoczyna niebezpieczny wyścig z czasem, a konsekwencje mogą być apokaliptyczne.
W pozycji tej odnajdujemy nie tylko osobliwą miejscowości oraz głębokie tajemnice, ale także oryginalną szkołę, całe mnóstwo historii, gromadę zaczarowanych zwierząt, mroczne uliczki skrywające tajemnice, oraz niejednoznacznych bohaterów. Nikt nie jest tym, za kogo się podaje, nie wiadomo kto jest naprawdę zły a kto dobry. Teraźniejszość miesza się z tym co było tworząc wspaniałą akcję, która trzyma w napięciu do ostatniej strony.
Czy faktycznie jest to Harry Potter dla dorosłych? Moim zdaniem to dużo lepsza publikacja. Książka posiada wspaniałe opisy, mocno rozbudowane wydarzenia, wciągające zagadki, wartką akcję, oraz intrygujących bohaterów. Dzieło to byłoby wspaniałą ekranizacją, która moim zdaniem przyciągnęłaby tłumy.
Pierwszy raz spotkałam się z twórczością Pana Caldecotta. Miasteczko Rotherweid to tom pierwszy opowieści o niezwykłych ludziach, którzy są samowystarczalni w magicznym i ekscentrycznym mieście. Już czekam na tom drugi Powrót Wyntera, który jest rewelacyjną nowością w tym miesiącu. Bezsprzecznie uważam, że jeśli chodzi o literaturę fantastyczną, dla starszych i młodszych publikacja Pisarza jest jak do tej pory najlepszą w tym roku. Nie sądziłam, że pochłonie mnie coś jeszcze w podobnym tonie jak Harry Potter, ale się myliłam. Pozycja o magicznym miasteczku z przeszłością to historia, która musi znaleźć się na półce wszystkich miłośników fantastyki, a także fanów jak dotąd bezkonkurencyjnego chłopca z blizną na czole. Pan Caldecott stworzył świat, który może być problemem dla serii Pani Rowling.
„Nie poznasz granicy między magią, a rzeczywistością
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo todopóki jej nie przekroczysz”.
Nigdy nie sądziłam po ponad 20 latach, że przeczytam coś lepszego niż seria Pani Rowling. Przez niemal ćwierć wieku przygody małego czarodzieja nie schodziły z listy bestsellerów. Wychowało się na nich całe pokolenie dzieci, a film jeszcze bardziej utwierdził w przekonaniu, że Harry to...
Nie lubię nie kończyć rozpoczętych historii: seriali, gier, filmowych czy książkowych cyklów. Niemniej "Miasteczko Rotherweird" pokonało mnie na tyle, że nie będę kontynuował przygody z jego oryginalnymi mieszkańcami.
Sama książka była dokładnie taka jak drugi człon nazwy tej mieściny: dziwna. Nie da się ukryć, że zarówno wydawnictwo, jak i tłumacz i redaktor zrobili tu kawał dobrej roboty. Ba, autor również zabłysnął mnogością oryginalnych pomysłów, dobrze poprowadzonymi opisami, ciekawymi postaciami... Wspomniałem o mnogości pomysłów? Tak, tych było tu zdecydowanie zbyt dużo. Niektóre wydawały się niezgrabnie upchnięte nogą, byle tylko wpasowasować je do tego małego i ciasnego świata. Gdyby zabrać 1/3 pomysłów i twistów fabularnych, może wyglądałoby to lepiej, oczywiście w kontekście pierwszego tomu. Nie wątpię, że w kolejnym to wszystko nabiera większego sensu, ale na tym etapie mnie to przytłoczyło.
Jeszcze małą uwaga: o ile napisałem, że wydawnictwo zrobiło tu dobrą robotę (samo wydanie jest świetne i dobrze prezentuje się na półce), tak szerokość akapitów, a raczej zamienienie tekstu w wąskie kolumny tekstu i sztuczne zwiększanie objętości książki wola o pomstę do nieba.
Nie lubię nie kończyć rozpoczętych historii: seriali, gier, filmowych czy książkowych cyklów. Niemniej "Miasteczko Rotherweird" pokonało mnie na tyle, że nie będę kontynuował przygody z jego oryginalnymi mieszkańcami.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama książka była dokładnie taka jak drugi człon nazwy tej mieściny: dziwna. Nie da się ukryć, że zarówno wydawnictwo, jak i tłumacz i redaktor zrobili tu...
Jedno z większych książkowych rozczarowań. Jednocześnie było tu napakowane tak wiele elementów, a mimo wszystko, w końcowym podsumowaniu, nie znalazłem nic, co by mnie bardziej przekonało, wciągnęło. Dokończyłem bardziej z poczucia obowiązku, bo książek się nie porzuca, ale bijcie mnie, torturujcie, a za Chiny nie powiem wam, o co tu dokładnie chodziło.
Jedno z większych książkowych rozczarowań. Jednocześnie było tu napakowane tak wiele elementów, a mimo wszystko, w końcowym podsumowaniu, nie znalazłem nic, co by mnie bardziej przekonało, wciągnęło. Dokończyłem bardziej z poczucia obowiązku, bo książek się nie porzuca, ale bijcie mnie, torturujcie, a za Chiny nie powiem wam, o co tu dokładnie chodziło.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie czytałam książki z tak nieprzemyślaną fabułą, do której autor chciał wrzucić wszystko, a tak naprawdę nie zdołał niczym zainteresować. To, co ma być apokaliptyczne w ogóle nie wzbudza grozy, to, co ma być śmieszne jest żenujące, a to, co jest naprawdę intrygujące, nie jest przez autora rozwinięte.
Niby byłaby to dobra historia o etyce, moralności, może o magii, z nawiązaniem do historii Anglii, ale to wszystko jeden wielki bełkot rozciągnięty na ponad 600 stron.
Pełną recenzję można przeczytać na blogu Redhead in Wonderland:
https://redhead-in-wonderland.blogspot.com/2021/07/miasteczko-rotherweird.html
Dawno nie czytałam książki z tak nieprzemyślaną fabułą, do której autor chciał wrzucić wszystko, a tak naprawdę nie zdołał niczym zainteresować. To, co ma być apokaliptyczne w ogóle nie wzbudza grozy, to, co ma być śmieszne jest żenujące, a to, co jest naprawdę intrygujące, nie jest przez autora rozwinięte.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiby byłaby to dobra historia o etyce, moralności, może o magii,...
Miasteczko Rotherweird. Odcięte od świata, rządzące się swoimi prawami.
Dwanaścioro wyjątkowych dzieci, niesamowite moce, dwoje „obcych” którzy doprowadzą do niesamowitych wydarzeń.
Pragnienie mocy tworzenia równej boskiej.
To się nie może dobrze skończyć.
Zacznę od tego, że już dawno „wyleczyłam” się z kupowania książek, bo na okładce jest porównanie do innych powieści. Zazwyczaj nie ma to żadnego związku i jest zwyczajnie szkodliwe. Więc jak przeczytałam, że Miasteczko Rotherweird to Harry Potter dla dorosłych, zignorowałam to totalnie, co jak się okazało wyszło mi na dobre.
Bo ta powieść z Harrym Potterem nie ma NIC wspólnego.
Akcja powieści rozgrywa się w tytułowym Miasteczku Rotherweird, miejscu gdzie w 1558 roku dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych jak na ich wiek zostaje wygnanych przez angielską królową. Tam się uczą, rozwijają i… dokonują niesamowitych odkryć, które mogą zmienić świat dookoła.
Mijają lata, do miasteczka przyjeżdża nowy nauczyciel z zewnątrz i milioner, który kupuje i postanawia odrestaurować pałac. To co początkowo wydaje się być zbiegiem okoliczności, szybko przestaje nim być. Zagadka rodzi kolejną zagadkę, akcja się zagęszcza, klimat robi coraz bardziej mroczny.
I zanim się człowiek obejrzy, już totalnie dał się pochłonąć wyjątkowemu klimatowi powieści.
Książka rozwija się powoli, ale dla mnie nie jest to wada. Jest w niej sporo bohaterów, wiec doceniłam dłuższy wstęp, który pozwolił mi zapamiętać kto jest kim w tej historii. A ta jest wyjątkowo ciekawa, intrygująca i wciągająca.
Nic tu nie jest oczywiste, a kilka wątków, które wydają się nie mieć ze sobą związku, zaczyna się łączyć z zaskakującym skutkiem.
Jest tu sporo ciekawych elementów, ale najważniejszym chyba jest dążenie do zdobycia mocy równej bogu, do pragnienia nieograniczonej władzy i potęgi. Był to fascynujący obraz deprawacji i dążenia do celu wszelkimi sposobami, nie patrząc na koszty i krzywdy wyrządzone innym.
Książka to taki mix gatunkowy, bowiem mamy tu mieszankę powieści historycznej, przygodowej, wątki kryminalne i elementy fantastyczne. Wszystko to jednak łączy się ze sobą zaskakująco płynnie i pozwala na zanurzenie się w niesamowitym klimacie Miasteczka Rotherweird i wkręcić w losy jego bohaterów.
A tych jest w powieści sporo, a każdy odgrywa ważną rolę.
Swoich bohaterów autor kreśli w bardzo dobry sposób, pozwala poznać ich motywacje i dążenia, mamy możliwość polubić ich, bądź wręcz przeciwnie, ale co ważne, każda z postaci potrafiła wywołać we mnie różnorakie emocje. Jednym kibicowałam, innym życzyłam rychłego upadku. Ale wobec żadnej z postaci nie pozostałam obojętna.
Czym dalej, tym bardziej zagęszczała się atmosfera, tym mroczniejszy robił się klimat i ciężko było wyczuć jak definitywnie zakończy się ta przygoda, kto będzie górą, a kto dozna porażki.
Byłam zaskoczona niektórymi rozwiązaniami, ale było to zaskoczenie pozytywne, doceniałam pomysłowość autora i kierunek w jakim poprowadził fabułę.
Również styl pana Caldecott przypadł mi do gustu, a książkę czytało mi się wyjątkowo płynie, bez znudzenia czy przestojów.
Jak oceniam Miasteczko Rotherweird?
Dla mnie to świetna powieść, nieszablonowa, wciągająca, intrygująca.
Podobały mi się wszystkie jej elementy, wszystkie wątki, dałam się wciągnąć w tą zaskakująco mroczną opowieść i spędziłam z nią świetnie czas.
Moje Czytanie, czyli czytelniczy miszmasz
Miasteczko Rotherweird. Odcięte od świata, rządzące się swoimi prawami.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDwanaścioro wyjątkowych dzieci, niesamowite moce, dwoje „obcych” którzy doprowadzą do niesamowitych wydarzeń.
Pragnienie mocy tworzenia równej boskiej.
To się nie może dobrze skończyć.
Zacznę od tego, że już dawno „wyleczyłam” się z kupowania książek, bo na okładce jest porównanie do innych powieści....
Czytałam ją bardzo po kawałku z braku czasu, jednak nie miałam nigdy problemu z ponownym wciągnięciem się w fabułę, jak niektórzy piszą. Faktem jest, że dość długo akcja się nie zagęszcza, to jednak sam klimat tego miasteczka i ciekawe postacie, które je zaludniają sprawiały, że czytało się przyjemnie. Miałam tylko początkowo problem z zapamiętaniem kto jest kim, zwłaszcza wśród mężczyzn z nazwiskiem na F :D no ale to wina przerywania lektury.
Końcówka książki jest mega wciągająca, wszystkie elementy łamigłówki wskakują na swoje miejsce i aż chce się czytać kolejną część :) Fajne jest to, że w sumie wiele już wiemy z obserwacji odkryć każdej z postaci, o których nie mają pojęcia pozostałe ,a jednak jakoś nie wpadłam sama na rozwiązanie.
Czytałam ją bardzo po kawałku z braku czasu, jednak nie miałam nigdy problemu z ponownym wciągnięciem się w fabułę, jak niektórzy piszą. Faktem jest, że dość długo akcja się nie zagęszcza, to jednak sam klimat tego miasteczka i ciekawe postacie, które je zaludniają sprawiały, że czytało się przyjemnie. Miałam tylko początkowo problem z zapamiętaniem kto jest kim, zwłaszcza...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo tej książki przyciągnęła mnie okładka a potem opis. Stwierdziłam, że warto spróbować. I szczerze? Nie mam pojęcia co mam zrobić z tą historią. Postaram się ją w jakiś sensowny sposób przedstawić.
W 1558 r. królowa angielska postanawia wygnać dwanaścioro dzieci o niewiarygodnych talentach do Rotherweird. Tyle dowiadujemy się na początku książki. Co jakiś czas narracja powraca do 1558 r.
Tymczasem przenosimy się do współczesności. Jonah Oblong jest nauczycielem historii, zostaje zwolniony z pracy i dostaje propozycję nauczania historii najnowszej w Rotherweird. Dziwi go ta propozycja. Dlaczego? Rotherweird jest najbardziej tajemniczym miasteczkiem w Anglii – jego historia jest nieznana, nie ma o nim żadnych wzmianek historycznych, ludzie z zewnątrz nie mają do niego wstępu, miasteczko jest całkowicie niezależne od władzy angielskiej i co najważniejsze – nie wolno badać historii tego miasta. Oblong decyduje się na pracę w tym tajemniczym miejscu. Nie tylko on jest nowym mieszkańcem miasteczka – zostaje nim również sir Veronal Slickstone, który zamieszkał w starym pałacu. Slickstone po pojawieniu się w miasteczku zaczyna budzić podejrzenia mieszkańców, okazuje się wpływowym człowiekiem z tajemnicami a dodatkowo zaczyna grzebać w historii miasteczka.
Może na tym skończymy to co dzieje się w książce. Sama historia ma potencjał, nawet spory. Ale coś mi tu nie gra w tej książce, na tyle, że będąc w połowie (a książka ma ponad 600 str.) modliłam się żeby już ją skończyć. Mamy tu ogromną ilość bohaterów, przy tej grubości książki liczyłam na to, że jakoś ich poznamy – niestety nie. Wbrew pozorom nie potrafię wskazać, kto tu jest głównym bohaterem, bo co chwile kto inny jest narratorem i czasami ciężko stwierdzić kto nim jest. Sama akcja wlecze się topornie, momentami miałam wrażenie, że po raz któryś czytam to samo, że to już było.
Dla mnie nie była to dobra książka. Zdecydowanie coś poszło nie tak i mimo moich szczerych chęci – nie podobało mi się to co przeczytałam. Raczej Wam jej nie polecam.
Do tej książki przyciągnęła mnie okładka a potem opis. Stwierdziłam, że warto spróbować. I szczerze? Nie mam pojęcia co mam zrobić z tą historią. Postaram się ją w jakiś sensowny sposób przedstawić.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW 1558 r. królowa angielska postanawia wygnać dwanaścioro dzieci o niewiarygodnych talentach do Rotherweird. Tyle dowiadujemy się na początku książki. Co jakiś czas narracja...
Zabiorę was dziś do miasteczka Rotherwerid. Drugi człon nazwy wyjątkowo przykuł moją uwagę i zachęcił mnie do przeczytania, pomimo że widziałam umiarkowane opinie, bo "werid" w języku angielskim oznacza dziwny, a ja uwielbiam dziwność.
Fabuła
Tytułowe miasteczko Rotherwerid to bardzo tajemnicze miejsce. Jego mieszkańcy świadomie izolują się od reszty Anglii. Są samowystarczalni i, z zasady, nie wpuszczają obcych. Dwójka ludzi z zewnątrz przenika do wnętrza Rotherwerid. Miliarder sir Veronal Silckstone, który kupuje i remontuje miejski pałac, oraz Jonah Oblong, który zostaje zatrudniony jako nauczyciel historii. Przybysze nie do końca respektują zasady panujące w w tym dziwnym miejscu. Łamią najważniejszą z nich, czyli zakaz badania lokalnej historii. Czy rozszyfrują co było zalążkiem powstania Rotherwerid i dlaczego miasto ma tak wyjątkowe przywileje.
Muszą cofnąć się daleko w przeszłość, bo aż do XVI w. i dwunastki wybitnych dzieci. Przypadek, wyjątkowe warunki, a może złe moce zawładnęły tym miejscem.
"Miasteczko Rotherwerid" ma elementy powieści fantastycznej, kryminalnej, historycznej i przygodowej. Na kartach książki dużo się dzieje. Skaczemy pomiędzy wydarzeniami teraźniejszymi i tymi z przeszłości. Bywa tajemniczo i niebezpiecznie.
"Miasteczko Rotherwerid" to mogłaby być bardzo dobra książka, ale jej bolączką są bohaterowie.
Jest ich bardzo dużo. Właściwie sam fakt mnogości bohaterów nie jest wadą, ale trzeba wykonać ogrom pracy, żeby się czytelnikowi nie mylili. Autor poświęcił czas na przedstawienie sir Slickstonea i Jonah Oblong'a, ale już zabrakło czasu na mieszkańców Rotherwerid i okolic. Pojawia się tłum ludzi, a ich nazwiska nie kojarzą się z niczym. Żeby zorientować się, czy pan X to nauczyciel, karczmarz, a może bezdomny musiałam cofać się do spisu postaci. Tak, przygotowano coś takiego. Wygląda to jak przy dramatach: Pan Z – burmistrz, Pani Z – żona burmistrza Z itd. Jest to jakieś rozwiązanie, ale dość uciążliwe dla czytelnika. Tym bardziej, kiedy czyta się ebooka.
Podsumowanie
W powieści "Miasteczko Rotherwerid" podobał mi się koncept i arogancka atmosfera tego miejsca. Niestety, wachlarz kompletnie bezbarwnych postaci, do których nie byłam w stanie się przywiązać, a nawet z trudem je rozróżniałam, odgonił mój początkowy entuzjazm i przywiał podmuch nudy.
Zabiorę was dziś do miasteczka Rotherwerid. Drugi człon nazwy wyjątkowo przykuł moją uwagę i zachęcił mnie do przeczytania, pomimo że widziałam umiarkowane opinie, bo "werid" w języku angielskim oznacza dziwny, a ja uwielbiam dziwność.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFabuła
Tytułowe miasteczko Rotherwerid to bardzo tajemnicze miejsce. Jego mieszkańcy świadomie izolują się od reszty Anglii. Są...
Moim osobistym wyznacznikiem jakości książki jest fakt, że czytając przenoszę się w świat bohaterów, że „jeszcze jeden rozdział i idę spać”, a potem jest jeszcze jeden i kolejny, że mogę wstać niewyspana, ale szczęśliwa, że udało mi się poznać zakończenie historii. Czy tak się stało, kiedy czytałam „Miasteczko Rotherweird”? Niestety nie ☹ Nie tylko nie przeniosłam się do miasteczka, ale również śmiertelnie się wynudziłam. Gdyby nie fakt, że książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta i zobligowana byłam, żeby ją przeczytać, odłożyłabym ją pewnie po jakiejś 1/3.
To miał być ponoć taki „Harry Potter” dla dorosłych. Cóż…albo ktoś, kto to powiedział nigdy nie czytał Harry’ego, albo odebrał go zupełnie inaczej niż 99% czytelników i wielbicieli, do których i ja się zaliczam.
Miasteczko Rotherweird jest miasteczkiem innym niż wszystkie. Bardzo nie lubi obcych, a już na pewno żaden przyjezdny nie ma prawa zostać w nim na noc. Najważniejszą zasadą miasteczka jest to, że nie bada się jego historii. W szkole uczy się tylko historii współczesnej, a wszystkie wzmianki o Rotherweird zostały zniszczone. Kto jest nieposłuszny i sprzeciwia się zasadom, zostaje z miasteczka wydalony. Szkoła w Rotherweird potrzebuje nowego nauczyciela historii, poprzedni nie był posłuszny. Etat zostaje zaproponowany Jonahowi Oblongowi z zastrzeżeniem, żeby nie grzebać w przeszłości miasteczka. W Rotherweird zjawia się również miliarder Veronal Slickstone, który kupuje pałac i jest niezwykle ciekawski, za nic ma prawa obowiązujące w miasteczku, sam sobie jest panem i ustala swoje własne zasady.
Na pierwszy rzut oka widać, że Rotherweird wygląda jak przeniesione z innej epoki. Nie ma tam samochodów, dotrzeć tam można tylko omnibusem i ludzie są jacyś dziwni. Niby zwykli, prości, a przejawiający niezwykłe zdolności. Kim są mieszkańcy?
W roku 1558 dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych jak na ich wiek zostaje wygnanych przez królową do miasteczka. Dzieci były wyjątkowe, i wszyscy byli pewni, że trzeba je traktować z respektem i obawą.
I wiecie co? Niewiele więcej tak naprawdę mogę powiedzieć o treści. Pomysł na fabułę był świetny, realizacja niestety do bani. Nadmiar bohaterów, żadnego nie udało się dobrze poznać, chaos w treści, powodowało, że skupienie było ponad moje siły. Wiele razy gubiłam się w treści, nie wiedziałam o czym, o kim czytam. Nie polubiliśmy się z autorem, nie jestem zainteresowana innymi pozycjami z jego dorobku. Wy musicie ocenić sami. Nie zniechęcam, nie zachęcam.
Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
Moim osobistym wyznacznikiem jakości książki jest fakt, że czytając przenoszę się w świat bohaterów, że „jeszcze jeden rozdział i idę spać”, a potem jest jeszcze jeden i kolejny, że mogę wstać niewyspana, ale szczęśliwa, że udało mi się poznać zakończenie historii. Czy tak się stało, kiedy czytałam „Miasteczko Rotherweird”? Niestety nie ☹ Nie tylko nie przeniosłam się do...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa prawdę nie rozumiem negatywnych komentarzy do tej książki. Moim zdaniem jest ona napisana bardzo ciekawie, a wykreowany równoległy świat fantastyczny jest ciekawy.
Drzewo mieszania gatunków to punkt kulminacyjny książki. A zły bohater jest tak opisany, że do końca nie wiadomo jak cała powieść ma się skończyć. Dla mnie była to pozycja wciągająca i bardzo ciekawa.
A co do porównania z Harrym Potterem, to nie ma żadnego i nie wiem co za bałwan mógł tak napisać opisując książkę. To tylko ujmuje temu jak jest ona napisana i jakie aspekty fantastyczne i obyczajowe są w niej poruszone!
Na prawdę nie rozumiem negatywnych komentarzy do tej książki. Moim zdaniem jest ona napisana bardzo ciekawie, a wykreowany równoległy świat fantastyczny jest ciekawy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDrzewo mieszania gatunków to punkt kulminacyjny książki. A zły bohater jest tak opisany, że do końca nie wiadomo jak cała powieść ma się skończyć. Dla mnie była to pozycja wciągająca i bardzo ciekawa.
A co do...
"Harry Potter dla dorosłych!" na okładce książki dla młodzieży - w wydawnictwie Zysk i S-ja pracują idioci..
A co do książki. Czytało się bardzo przyjemnie; bardzo fajnie napisana.. Ale fabuła nie urywa.
"Harry Potter dla dorosłych!" na okładce książki dla młodzieży - w wydawnictwie Zysk i S-ja pracują idioci..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA co do książki. Czytało się bardzo przyjemnie; bardzo fajnie napisana.. Ale fabuła nie urywa.
W jednej z najdalszych i najbardziej ukrytych dolin Anglii w 1558 roku jest niewielka osada. W tamtym momencie nikt nie przypuszcza jak potoczy się ich historia i jakich niezwykłych wydarzeń mieszkańcy Miasteczka Rotherweird będą świadkami! Zapraszam na recenzję powieści Andrew Caldecotta!
Link do pełnej recenzji: http://wielokropek.com/2020/05/miasteczko-rotherweird-recenzja/
Link do bloga: https://wielokropek.com/
Link do instagrama: https://www.instagram.com/wielo_kropek/
Link do facebooka: https://www.facebook.com/wkropek/
W jednej z najdalszych i najbardziej ukrytych dolin Anglii w 1558 roku jest niewielka osada. W tamtym momencie nikt nie przypuszcza jak potoczy się ich historia i jakich niezwykłych wydarzeń mieszkańcy Miasteczka Rotherweird będą świadkami! Zapraszam na recenzję powieści Andrew Caldecotta!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLink do pełnej recenzji:...
Już dawno się tak nie wymęczyłam przy książce. „Miasteczko Rotherweird” sprawiło mi ogromną trudność, bo opis tak bardzo zachęcający, niestety nie miał nic wspólnego z fabułą książki.
Jedyny plus tej historii, to samo miasteczko. Opisy jakie stworzył autor były ciekawe, ale zaraz po nich pojawiały się dialogi, i bohaterowie historii, którzy to wrażenie rujnowali.
Tylko ten plus w fabule, zachęcający opis i okładka przemawiają by po nią sięgnąć, ale czy była warta mojego czasu? Myślę, że gdyby to nie była książka do recenzji, to odłożyłabym ją po jakichś 80 stronach.
Praktycznie od samego początku nie czułam tej historii. Bezbarwni bohaterowie, ten pomysł na fabułę - który mógłby być naprawdę ciekawy - oraz cała masa bezsensownych dialogów. Dawno nie natrafiłam na książkę, która nie potrafiłaby wzbudzić we mnie emocji, jedyna jaka zdołała się ujawnić - to frustracja.
Ostatnie strony czytałam już na siłę, gdyż taka masa bohaterów, a brak im jakiegokolwiek charakteru. Nawet dwa różne zakończenia tej książki, nie zachwyciły mnie, gdyż autor kompletnie je spartaczył. A gdzie te 12 niesamowite dzieciaki z historii, zapytacie? To odpowiadam, że występują tam epizodycznie.
Niestety to nie było dobre spotkanie, i mimo iż skończyłam tą książkę czytać zaledwie wczoraj, to i tak niewiele już z niej pamiętam. Nawet, gdy pojawiały się fantastyczne momenty, nie wzbudziły mojego zachwytu. To było po prostu złe. Autor miał dobry pomysł, ale z wykonaniem i przeniesienie tego już na papier ogromny trud. Osobiście nie polecam.
Już dawno się tak nie wymęczyłam przy książce. „Miasteczko Rotherweird” sprawiło mi ogromną trudność, bo opis tak bardzo zachęcający, niestety nie miał nic wspólnego z fabułą książki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedyny plus tej historii, to samo miasteczko. Opisy jakie stworzył autor były ciekawe, ale zaraz po nich pojawiały się dialogi, i bohaterowie historii, którzy to wrażenie...
Harry Potter dla dorosłych - takim mianem określa się książkę "Miasteczko Rotherweird" Andrew Caldecotta od @zysk_wydawnictwo. Ja - zagorzała fanka czarodzieja z Hoghwartu - nie mogłam więc nie sięgnąć po tę pozycję, aby sprawdzić, czy rzeczywiście można ją porównać do książek o Harrym. Zaraz Wam powiem, co się okazało. Ale najpierw kilka słów o fabule. Historia zaczyna się w 1558 roku, kiedy to 12 dzieci o nadzwyczajnych umiejętnościach zostaje wygnanych przez królową do miasteczka Rotherweird. Wszyscy podchodzą do nich z dużą obawą oraz respektem, mając ich za szatańskie nasienie. Opowieść toczy się dalej 450 lat później. Miasteczko w dalszym ciągu istnieje, ale jest odizolowane, a wstęp do niego mają tylko nieliczni. Zaproszenie do Rotherweird otrzymują nauczyciel historii oraz miliarder sir Veronal Slickstone. Ten pierwszy ma nauczać, zaś drugi ma w planach odnowienie zrujnowanego Pałacu. Goście chcą dowiedzieć się jakie powiązanie ma przeszłość miasteczka z teraźniejszością. Ta ciekawość nie wychodzi im jednak na dobre. Książka jest po pierwsze bardzo gruba. I nie przeszkadzałoby mi to, gdyby była naprawdę ciekawa. W tym przypadku jest tu jednak "na dwa razy". Spora ilość dziwnych bohaterów sprawiła, że trochę ciężko było mi ich kojarzyć podczas czytania. Przydługie, delikatnie mówiąc, opisy, również trochę przeszkadzały mi w płynnym odbiorze kluczowych treści. I chociaż samą fabułę oceniam na bardzo dobrą, to jednak całość wyszła autorowi dość topornie. Nie mogę powiedzieć, że męczyłam się, czytając "Miasteczko Rotherweird", ale do moich ulubionych tej książki niestety zaliczyć nie mogę. A jeśli chodzi o porównanie jej do Harrego Pottera, to moim zdaniem ta pozycja nie jest ani trochę podobna do książek J.K.Rowling. Cóż mogę Wam powiedzieć na koniec mojego wywodu? Myślę, że warto sięgnąć po tę lekturę i przekonać się osobiście, czy Wam ona odpowiada.
Harry Potter dla dorosłych - takim mianem określa się książkę "Miasteczko Rotherweird" Andrew Caldecotta od @zysk_wydawnictwo. Ja - zagorzała fanka czarodzieja z Hoghwartu - nie mogłam więc nie sięgnąć po tę pozycję, aby sprawdzić, czy rzeczywiście można ją porównać do książek o Harrym. Zaraz Wam powiem, co się okazało. Ale najpierw kilka słów o fabule. Historia zaczyna się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna okładka. Zachęcający opis. I na tym się kończy to co dobre.
Piękna okładka. Zachęcający opis. I na tym się kończy to co dobre.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiele razy obiecywałem sobie, że nie dam się zmanipulować reklamami książek czy niebywale 'pochlebnymi' opiniami innych autorów. No i po raz kolejny stało się... Sięgnąłem po 'Miasteczko Rotherweird' skuszony słowami 'Harry Potter dla dorosłych' czy 'Brytyjski czarny humor'. Nie ukrywam, że uwielbiam brytyjską literaturę, a Harry Potter to książki mojego dzieciństwa. Niestety spędziłem nad książką ponad 2 tygodnie i męczyłem się niemiłosiernie.
'Miasteczko Rotherweird' to historia o niezależnym miasteczku w Wielkiej Brytanii, którego historia sięga XVI w. kiedy to dwanaścioro wybitnie utalentowanych dzieci zostaje ukrytych tam przed królową. Od tego momentu pod okiem nauczyciela Sir Henry'ego rozwija swoje talenty. Wszystko szło dobrze do momentu aż pojawił się bardzo zły człowiek chcący przejąć umiejętności dzieci.
Obecnie miasteczko świetnie prosperuje, mieszkańcy mają zakaz śledzenia i badania historii miasteczka, a obcy są ledwie tolerowani. Jak możemy się dowiedzieć z książki w miasteczku konkurują ze sobą dwie wieże - północna i południowa, które tak na prawdę odpowiadają za najnowsza technologię w Wielkiej Brytanii, a inne firmy podpisują się pod ich wynalazkami. Kolejnym dziwnym elementem są imiona bohaterów. Jak się okazuje mieszkańcy Rotherweird nie noszą zwyczajnych imion jak John, Mike czy Lucy. Mamy za to Fenguina, Ferensena, Hieronymusa i Orelię.
Przybycie do miasteczka nowego nauczyciela historii i zbiegające się w czasie przybycie bogatego i ekscentrycznego mężczyzny napędzają wydarzenia historii. Wydarzenia przeplatają się od XVI w do teraźniejszości, a spora część książki dzieje się w 'Straconej mili', równoległej rzeczywistości, do której można wejść przez specjalną płytkę.
I tutaj w zasadzie zaczyna się mój problem z książką. Sposób pisania, słaba ekspozycja postaci i chaotyczne opisy sprawiły, że w moim odczuciu historia działa się cały czas w średniowieczu. Co kilkanaście stron musiałem sobie uświadamiać na nowo, że główna oś fabularna toczy się w teraźniejszości. To jest chyba właśnie największy zarzut do książki. Dodatkowo autor zaserwował nam dość zawiłą fabułę z bardzo słabym zakończeniem, wręcz rozczarowującym i bardzo słabo napisanymi postaciami. Osoby występujące w książce zamiast bawić irytowały, fabuła zamiast wciągać i oczarować odrzucała. I jeśli chodzi o samo zakończenie, tutaj mamy aż dwa. Co więcej, ani jedno nie jest wystarczająco wyczerpujące. To dość ciekawe, bo książka ma prawie 800 stron, a autorowi nie udało się nadać postaciom charakteru. Muszę przyznać, że ostatnie 300 stron czytałem bardzo na siłę żeby skończyć książkę jak najszybciej. Niestety cierpię na przypadłość, która nie pozwala mi odłożyć rozpoczętej książki, nawet jeżeli ta jest słaba...
Podsumowując, zamiast świetnej zabawy na jaką liczyłem zderzyłem się ze ścianą.
Dla mnie książka bardzo słaba jak na potencjał, który obiecywała.
Wiele razy obiecywałem sobie, że nie dam się zmanipulować reklamami książek czy niebywale 'pochlebnymi' opiniami innych autorów. No i po raz kolejny stało się... Sięgnąłem po 'Miasteczko Rotherweird' skuszony słowami 'Harry Potter dla dorosłych' czy 'Brytyjski czarny humor'. Nie ukrywam, że uwielbiam brytyjską literaturę, a Harry Potter to książki mojego dzieciństwa....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMałe miasto, ukryte w dolinie, odizolowane od reszty Anglii od czasów Elżbiety I.
Hermetyczne, niezależne od władz angielskich. Rządzi się własnymi historycznymi prawami.
Mieszkańcy zobowiązani są do przestrzegania tylko jednego warunku - nikomu nie wolno badać ani przeszłości miasta ani historii swojej własnej rodziny.
Aż tu nagle cała sytuacja ulega zmianie, za sprawą pojawienia się dwóch osób "z zewnątrz" - nowego nauczyciela historii oraz pewnego ekscentrycznego milionera, który kupuje i rozpoczyna remont pałacu, do tej pory zamkniętego "na głucho". Zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a ukrywane do tej pory tajemnice wychodzą na światło dzienne.
Fenomenalna i bardzo wciągająca książka. Niesamowite pole do popisu dla Tima Burtona.
Małe miasto, ukryte w dolinie, odizolowane od reszty Anglii od czasów Elżbiety I.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHermetyczne, niezależne od władz angielskich. Rządzi się własnymi historycznymi prawami.
Mieszkańcy zobowiązani są do przestrzegania tylko jednego warunku - nikomu nie wolno badać ani przeszłości miasta ani historii swojej własnej rodziny.
Aż tu nagle cała sytuacja ulega zmianie, za sprawą...
Książki takie jak ta zawsze mnie przyciągały. To coś z mroczną histori, pokaźną ilością stron oraz zagadką. Taką, która nie tylko wciąga, ale sprawia, że powoli zaczyna nas przerażać. Mówiąc szczerze, na coś takiego właśnie czekałam !
Jest rok 1558.
Dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych zostaje wygnanych przez królową do Rotherweird. Niektórzy uważają je za wyjątkowe , inni za pomiot szatana. Jednak wszyscy zgodnie uznają, że trzeba je traktować z respektami i lekką obawą.
450 lat później.
Miasteczko Rotherweird nadal istnieje choć odizolowane od reszty Anglii. I nadal jest one rządzone historycznym prawem oraz jednym warunkiem, który wszyscy mają przestrzegać : absolutnie nikomu nie wolno badać przeszłości tego miasteczka.
Do miasteczka przybywa dwóch nowych gości: pierwszy jest nauczycielem historii w miejscowej szkole, a drugi to tajemniczy miliarder sir Veronal Slickstone, który planuje odnowić zrujnowany Pałac.
Kierowani różnymi motywami obaj starają się połączyć przeszłość z teraźniejszością, aż w końcu zaczynają wyścig z czasem oraz ze sobą nawzajem. Konsekwencje będą zabójcze i apokaliptyczne....
Przyznam się szczerze, że nawet bardzo spodobała mi się ta powieść. Pomimo naprawdę obszerności tej książki czyta się ją dośc szybko i przyjemnie. Dostajemy tu fabułę, która jest dość nowa, ma w sobie dużo świeżości jak na ten gatunek. Historia tu stworzona jest ciekawa i wciągająca, troszkę zahacza mi o motyw science fiction.
Postaci, które tu mamy są trochę dziwaczne co nadaje troszkę nadnaturalności tej historii. Książka wzbogacona jest także dość specyficznymi ilustracjami, ale moim zdaniem ndają one całej fabule tajemniczości.
Podsumowując:
Sięgając po tę powieść musicie być nastawieni na dość specyficzną i momentami może ciężką w odbiorze historię, ale jeśli chcecie znać moje zdanie to warto się w nią zagłębić.
Książka i jej historia są ciekawe i fascynujące i ja ją Wam polecam!
Mimo wszystko!
Książki takie jak ta zawsze mnie przyciągały. To coś z mroczną histori, pokaźną ilością stron oraz zagadką. Taką, która nie tylko wciąga, ale sprawia, że powoli zaczyna nas przerażać. Mówiąc szczerze, na coś takiego właśnie czekałam !
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest rok 1558.
Dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych zostaje wygnanych przez królową do Rotherweird. Niektórzy uważają je za...
Interesująca książka, której na początku trzeba poświęcić bardzo dużo uwagi, by odnaleźć się w przedstawionym świecie ze sporą ilością bohaterów, którzy nazywają się dziwnie i często na tą samą literę. Przyznam, że do połowy książki bardzo często zdarzało mi się wracać do pierwszych stron, żeby przypomnieć sobie kto skrywa się za konkretnym nazwiskiem. Często też z powodu dziwnego układu zdań gubiłam się w fabule. Moja aklimatyzacja trwała bardzo długo, ale kiedy już się dokonała mogłam cieszyć się z książki i zaangażować się w los postaci. Zakończyłam książkę, ze świadomością, że przeczytałam dobrą fantastykę.
Interesująca książka, której na początku trzeba poświęcić bardzo dużo uwagi, by odnaleźć się w przedstawionym świecie ze sporą ilością bohaterów, którzy nazywają się dziwnie i często na tą samą literę. Przyznam, że do połowy książki bardzo często zdarzało mi się wracać do pierwszych stron, żeby przypomnieć sobie kto skrywa się za konkretnym nazwiskiem. Często też z powodu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to