Kryminaół z psychiatrykiem w tle.
Czy człowiek porażony prądem może byc ofiara mordercy?
Czy jego śmierć ma powiązanie z innymi zgonami sprzed lat?
O tym jest ta książka. Mocna, szczególnie rozdziały o Tworkach. To taki psychiatryk koło Pruszkowa. Ponury i tajemniczy. Nawet nie chciałbym go zwiedzić.
A zbrodzień i jego motywy? Na końcu książki....
Polecam
Kryminaół z psychiatrykiem w tle.
Czy człowiek porażony prądem może byc ofiara mordercy?
Czy jego śmierć ma powiązanie z innymi zgonami sprzed lat?
O tym jest ta książka. Mocna, szczególnie rozdziały o Tworkach. To taki psychiatryk koło Pruszkowa. Ponury i tajemniczy. Nawet nie chciałbym go zwiedzić.
A zbrodzień i jego motywy? Na końcu książki....
Polecam
Naprawdę mrocznie, surowo, z dobrze skonstruowaną fabułą,szalenie mi się podobało, ale , niestety, muszę się zgodzić z jedną z Przedmówczyń, że "Niestety jest wiele niedociągnięć. Fatalna redakcja i korekta. Mnóstwo błędów stylistycznych."
Po pierwsze- maniera dopowiadania ("Traviatę" Giuseppe Verdiego- a znacie inną?, Ryśka Riedla z zespołu Dżem, Toscę Giacomo Pucciniego), "miał podkoszulkę" - podkoszulek!,
disco polo - powiew świeżości po latach komunizmu? A punk rock, Jarocin, czy choćby Republika - nie istnieli?
10.000 zł za godzinę to był łakomy kąsek - przed denominacją to była złotówka.
a to literówka: jesteś w sanie sobie kupić", a to ort- "wywarzanie drzwi",
(o wyjątkowo zadbanym mężczyźnie) : "Zadała sobie pytanie, ile czasu musi spędzać rano na toalecie" - litości, obśmiałem się jak norka. "Na porannej toalecie"! tu wyszło zastanawianie się, ile pan przystojniak siedzi na klopie :)
"i pawlacz w przedpokoju obity drewnianymi listwami"- to ma swoją nazwę, boazeria...
Również rozbawiło mnie "Znaleźliśmy w śmietniku KRZESŁO z pani odciskami palców" :) Przestępczyni dla zatarcia śladów wywala komuś krzesło z domu.
Złapanemu 15-letniemu kieszonkowcowi "komunistyczne władze dały wybór-iść do pierdla albo psychiatryka"- łoj, nie za ostro?
1 na 100 klientów robi sobie tatuaż korony i napis KING - poważnie? Teraz, w salonach tatuażu? Może za komuny, pod celą- tak...
"Nawet nie wiecie, ile musiałem się namęczyć, aby ponacinać jej wargi sromowe małym nożykiem" - czemuż? To była jakaś żelazna dama?
"że lata temu musiał być nie lada ułomkiem" - kompletne odwrócenie powiedzenia i jego sensu, powinno być : musiał nie być ułomkiem, albo być nie lada osiłkiem,
No i ci dochodzeniowcy wyjaśniający osobom przesłuchiwanym szczegóły śledztwa, zeznań innych osób - jakże to częste w filmach, książkach kryminalnych. I chyba jakże nieprawdziwe.
Naprawdę mrocznie, surowo, z dobrze skonstruowaną fabułą,szalenie mi się podobało, ale , niestety, muszę się zgodzić z jedną z Przedmówczyń, że "Niestety jest wiele niedociągnięć. Fatalna redakcja i korekta. Mnóstwo błędów stylistycznych."
Po pierwsze- maniera dopowiadania ("Traviatę" Giuseppe Verdiego- a znacie inną?, Ryśka Riedla z zespołu Dżem, Toscę Giacomo...
Trup ściele się gęsto, intryga ciekawa, trochę za dużo bohaterów:) Ocenę obniżyłam za błędy merytoryczne - ta sama osoba jest raz Matyldą, a raz Martą, stwierdzenie "jesteś policjantką w prokuraturze" oraz nieprawidłowy cytat z Ryśka Riedla "samotność to wielka trwoga" zamiast "samotność to taka straszna trwoga" .
Trup ściele się gęsto, intryga ciekawa, trochę za dużo bohaterów:) Ocenę obniżyłam za błędy merytoryczne - ta sama osoba jest raz Matyldą, a raz Martą, stwierdzenie "jesteś policjantką w prokuraturze" oraz nieprawidłowy cytat z Ryśka Riedla "samotność to wielka trwoga" zamiast "samotność to taka straszna trwoga" .
Wojciech Kulawski - „Poza granicą szaleństwa”
Bardzo interesujący kryminał, a właściwie seria kryminałów. „Poza granicą szaleństwa” jest czwartą książką z tej serii. Przeczytałam wszystkie. Ciekawe, nieźle poprowadzone wątki, dobra akcja i sympatyczni bohaterowie, nawet ci z rozmaitymi wadami. Niestety zabrakło dobrej korekty. W tekście znalazłam dwa błędy ortograficzne! – „sąduje” i „wywarzyć” (parę razy powtórzone!). Do tego koszmarny zwrot „ubrała rękawiczki”, „ubrała bransoletkę” (wystąpił też w poprzednich książkach tego cyklu) co nieco zmniejszyło pozytywne wrażenie z lektury. Pomyłki z imionami postaci też się zdarzały – asystentka Wioletty raz nosi imię Matylda, a raz Marta. No i jeszcze błędy stylistyczne. Szkoda, bo ogólne wrażenie z lektury jest pozytywne i chciałabym jeszcze spotkać się z tymi bohaterami. Bez błędów.
Wojciech Kulawski - „Poza granicą szaleństwa”
Bardzo interesujący kryminał, a właściwie seria kryminałów. „Poza granicą szaleństwa” jest czwartą książką z tej serii. Przeczytałam wszystkie. Ciekawe, nieźle poprowadzone wątki, dobra akcja i sympatyczni bohaterowie, nawet ci z rozmaitymi wadami. Niestety zabrakło dobrej korekty. W tekście znalazłam dwa błędy ortograficzne! –...
"Poza granicą szaleństwa" to zdecydowanie moja ulubiona część z serii "Kryminały Warszawskie". Wciągająca, ciekawa, trzymająca w napięciu, spójna i dobrze napisana. Na dodatek rozwiązują się w niej pewne otwarte niewyjaśnione kwestie z poprzednich części. Zdecydowanie polecam, szczególnie miłośnikom kryminałów. ;)
"Poza granicą szaleństwa" to zdecydowanie moja ulubiona część z serii "Kryminały Warszawskie". Wciągająca, ciekawa, trzymająca w napięciu, spójna i dobrze napisana. Na dodatek rozwiązują się w niej pewne otwarte niewyjaśnione kwestie z poprzednich części. Zdecydowanie polecam, szczególnie miłośnikom kryminałów. ;)
Trzeba przyznać, że wciągająca fabuła - zaczynająca się jak zwykły kryminał, aby potem sięgać do historii sprzed wielu lat - autor nie przedłużał, ale też i nie przeładowywał akcją, żeby nie męczyć czytelnika.
Trzeba przyznać, że wciągająca fabuła - zaczynająca się jak zwykły kryminał, aby potem sięgać do historii sprzed wielu lat - autor nie przedłużał, ale też i nie przeładowywał akcją, żeby nie męczyć czytelnika.
Kryminały uwielbiam właściwie od zawsze, więc gdy dostałam propozycję zrecenzowania czegoś nowego z tego gatunku, chętnie się tego podjęłam. Wprawdzie czas epidemii jakoś w moim przypadku nie sprzyja czytaniu, ale naprawdę dobra książka broni się sama. Niezależnie od warunków.
Warszawska policja znajduje ciało porażonego przez prąd mężczyzny. Wiele wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, lecz sekcja zwłok ujawnia pewien niepokojący szczegół. Wkrótce pod kołami tramwaju ginie tancerka walcząca o odzyskanie opieki nad córką. Odnaleziona przy niej figurka boga Min kieruje dochodzenie na zupełnie nowe tory. To jednak dopiero początek serii tajemniczych zabójstw, których z pozoru nic nie łączy. Czy to możliwe, by miały coś wspólnego z eksperymentem przeprowadzanym w szpitalu psychiatrycznym i morderstwem sprzed 30 lat?
Początkowo imiona i nazwiska bohaterów trochę mi się mieszały, ale z czasem udało mi się ogarnąć sytuację. Wprawdzie wciąż pojawiał się ktoś nowy i nawet autorowi zdarzały się pomyłki, ale ostatecznie mnogość postaci wyszła tej powieści na dobre. Dzięki nim wątków było tutaj na tyle dużo, by móc wciąż czymś zaskakiwać czytelnika i skutecznie przyciągać jego uwagę, nie powodując jednocześnie poczucia przytłoczenia nadmiarem informacji.
Cały czas coś się działo, więc nie nudziłam się ani przez chwilę. Chociaż funkcjonariusze odkrywali nowe tropy, niewiadomych stale przybywało, a niemal wszystkie pytania pozostawały bez odpowiedzi. Autor do samego końca utrzymywał mnie w niepewności, podsycając ciekawość każdym, nawet najmniejszym strzępkiem informacji. Do ostatnich stron nie wiedziałam, kto za tym wszystkim stał i co nim kierowało. Takiego obrotu sytuacji zupełnie się nie spodziewałam, a to dla mnie olbrzymi plus. Kiedy udaje mi się domyślić wszystkiego już w połowie tekstu, odbiera mi to całą przyjemność z czytania kryminału.
Bohaterowie zostali wykreowani bardzo realistycznie. Funkcjonariuszom policji daleko do ideału, mają swoje wady, a błędy i życiowe upadki również nie są im obce. Dzięki nim bez problemu wczułam się w tę opowieść, a Tymon Foltyński, Rafał Trygar i Marzena Gibała szybko zyskali sobie moją sympatię. Było mi wręcz szkoda kończyć czytanie i chętnie sięgnęłabym po kolejną historię z ich udziałem.
"Poza granicą szaleństwa" to bardzo dobry polski kryminał, w którym nie brak silnych emocji, a trup ściele się gęsto. Wojciech Kulawski umiejętnie buduje akcję, trzymając czytelnika w napięciu i niepewności od początku powieści aż do jej ostatnich stron. Prowadzi go pewnie przez skomplikowaną, wielowątkową fabułę, by wreszcie zaskoczyć emocjonującym finałem. Mimo drobnych potknięć (imiona i interpunkcja), książka zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Miłośnikom kryminalnych historii szczerze polecam!
ogrodksiazek.blogspot.com
Kryminały uwielbiam właściwie od zawsze, więc gdy dostałam propozycję zrecenzowania czegoś nowego z tego gatunku, chętnie się tego podjęłam. Wprawdzie czas epidemii jakoś w moim przypadku nie sprzyja czytaniu, ale naprawdę dobra książka broni się sama. Niezależnie od warunków.
Warszawska policja znajduje ciało porażonego przez prąd mężczyzny. Wiele wskazuje na...
Bardzo lubię kryminały. Uwielbiam w nich te tajemnicze zagadki, które trzeba rozwikłać wraz z bohaterami. Częste zwroty akcji, elementy historii układające się w całość czy nieoczekiwany finał to coś, czego oczekuję w tego typu literaturze. Chętnie zatem sięgnęłam po „Poza granicą szaleństwa” spodziewając się wciągającej lektury. Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu tej powieści?
Warszawska policja zajmuje się sprawą śmierci Grzegorza Rosy. Wygląda na to, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Sytuacja zmienia się, gdy patolog sądowy odkrywa nacięcie na narządach płciowych denata. Niedługo później pod kołami tramwaju ginie pewna tancerka. Policjanci pod przywództwem Franciszka Dylika przeglądają akta sprzed lat w poszukiwaniu powiązań z obecnymi zgonami. Z czasem okazuje się, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, niż się wydawało i skrywa wyjątkowo mroczne tajemnice...
„Poza granicą szaleństwa” wciąga od pierwszej strony. Zaczyna się dość tajemniczo i w związku z tym intryguje na samym starcie, co oczywiście, zasługuje na plus. Następnie dowiadujemy się, że w całą sprawę zamieszanych jest wiele osób z pozoru nie powiązanych ze sobą. Tutaj można się nieco zgubić. Bohaterów jest naprawdę sporo, co trochę przeszkadzało mi w odbiorze i zbijało z tropu. W ostateczności udało mi się jednak odnaleźć w sytuacji i z czasem wszystko zaczęło nabierać większego sensu, a zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło.
Miałam momenty, kiedy chciałam tę książkę odłożyć na półkę. Czasami odnosiłam wrażenie, że akcja zwalnia i nie odczuwałam aż takiej radości z czytania. Z drugiej strony jest sporo fragmentów, które bardzo mnie zaciekawiły i sprawiły, że trudno było mi się oderwać. Autor zastosował tutaj ciekawy zabieg, który zachęca czytelnika do dalszej lektury. Mianowicie chodzi o krótkie rozdziały posiadające zakończenia wymagające dalszego wyjaśnienia. Na dodatek teraźniejszość przeplata się z retrospekcją, w której również jest sporo niewiadomych. Uważam, że jest to świetne rozwiązanie w przypadku kryminału stającego się dzięki temu intrygującą lekturą.
Czytanie „Poza granicą szaleństwa” było dla mnie świetną rozrywką. Cieszę się, że miałam okazję poznać twórczość pana Wojciecha i pewnie sięgnę po jego inne książki. Tę natomiast polecam miłośnikom kryminału. Myślę, że będziecie usatysfakcjonowani wyborem.
Bardzo lubię kryminały. Uwielbiam w nich te tajemnicze zagadki, które trzeba rozwikłać wraz z bohaterami. Częste zwroty akcji, elementy historii układające się w całość czy nieoczekiwany finał to coś, czego oczekuję w tego typu literaturze. Chętnie zatem sięgnęłam po „Poza granicą szaleństwa” spodziewając się wciągającej lektury. Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu tej...
Po pierwsze: bardzo dobry kryminał. Wciągająca fabuła, wyraziste postacie, dobry język.
Niestety jest wiele niedociągnięć. Fatalna redakcja i korekta. Mnóstwo błędów stylistycznych. Brak wyraźnie zaznaczonych dialogów (czasem dwie wypowiedzi zaczynają się od jednego myślnika). Używanie niepoprawnych zwrotów typu "ubrała rękawiczki", co mnie szczególnie drażni. Widać, że to self-publishing.
A co najważniejsze: to jest kontynuacja serii, o czym nikt nie raczy wspomnieć. Nawet podczas recenzji tej i poprzednich książek. Nie jest to nawet wspomniane na okładce. Tymczasem to bardzo ważna informacja, bowiem fabułą ściśle wiąże się z wcześniejszymi historiami. Przez to miałam z początku problem z wgryzieniem się w akcję.
Po pierwsze: bardzo dobry kryminał. Wciągająca fabuła, wyraziste postacie, dobry język.
Niestety jest wiele niedociągnięć. Fatalna redakcja i korekta. Mnóstwo błędów stylistycznych. Brak wyraźnie zaznaczonych dialogów (czasem dwie wypowiedzi zaczynają się od jednego myślnika). Używanie niepoprawnych zwrotów typu "ubrała rękawiczki", co mnie szczególnie drażni. Widać, że to...
Pewnie duża część z Was słyszała o efekcie zwanym Efektem Motyla. Zakłada on, że trzepot skrzydeł motyla może wywołać wichurę w całkowicie innym miejscu. Brzmi to trochę absurdalnie, ale jest metaforą, która według mojej opinii, ma w sobie wiele prawdy. Każda, nawet ta najmniejsza decyzja, może przynieść całkowicie niepożądane i nieprzewidziane skutki. Wszyscy wiemy, że to nasze decyzje doprowadzają nas do danej sytuacji. Jednakże zazwyczaj skupiamy się na tych poważnych, wielkich wyborach. Zapominamy o tym przy tych podejmowanych codziennie. A to może one tak naprawdę zdeterminowały nasze życie. Co o tym sądzicie?
Wszystko się zaczyna od znalezienia ciała mężczyzny w nowym, jeszcze niedokończonym domu. Coś, co miało dać bezpieczeństwo, nowe możliwości i może nowe życie, okazało się zabójcze. Wszystko wskazuje, że mężczyznę życia pozbawił prąd. Jednak sekcja zwłok sprawia, że ta teoria zostaje postawiona pod wielkim znakiem zapytania. Sprawę, która zaczyna wyglądać na morderstwo, ma rozwiązać trójka policjantów pod wodzą nowego prokuratora. Zwykły przypadek zaczyna prowadzić policjantów do przeszłości, ale również i przyszłości, a to wszystko przeplatają ich osobiste problemy. Jak naprawdę zginął mężczyzna? Co odkryją policjanci? Jak potoczy się ich życie osobiste?
Kryminały czytam bardzo rzadko, jednak nie wynika to z faktu, że ich nie lubię. Po prostu nie jest to do końca mój gatunek, który mogę zawsze i wszędzie czytać. Potrzebuję do tego odpowiedniego nastroju i przede wszystkim czasu, żebym nie musiała odstawiać książki na półkę ze względu na obowiązki. Choć prawda jest taka, że musiałabym raczej odroczyć obowiązki na rzecz książki. Lecz teraz po bardzo długiej przerwie wróciłam do czytania i postanowiłam zapoznać się z "Poza granicą szaleństwa". Mam dogłębne zaufanie do polskich autorów kryminałów i fantastyki, dlatego byłam przekonana, że powieść przypadnie mi do gustu i dokładnie tak było. Czemu?
Przede wszystkim styl – zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Pod prawie każdym względem był dopracowany, więc czułam to uczucie pełni, ale przy tym pisarz popisał się lekkim piórem. Jest to połączenie, które zawsze cenię. Dostaję warstwę kunsztu literackiego, ale nie ginę też w zbyt trudnym lub zawiłym dla mnie języku. Dzięki temu w pewnym momencie całkowicie przepadłam i tak naprawdę momentalnie przeczytałam "Poza granicą szaleństwa". Przyznam, że potrzebowałam na to trochę czasu, ale jak już się odnalazłam, to całkowicie oddałam swoją duszę tej historii.
Cała opowieść składa się z wielu wątków, dlatego uważam, że każdy czytelnik znalazłby jakiś, który zainteresowałby go. Oczywiście ja z zamiłowaniem do psychologii w szczególności zaintrygowałam się aspektem szpitala psychiatrycznego, ale tutaj nie chcę zbyt dużo mówić, by nie zdradzać zbyt fabuły. Co nie zmienia faktu, że ta wielowątkowość pozwoliła mi spojrzeć na świat wykreowany w książce w panoramiczny sposób i z zafascynowaniem obserwować, jak po kolei będą rozwijać się różne wątki. To wszystko napędzała wartka akcja. Jestem z siebie dumna, ponieważ w dużej mierze przewidziałam zakończenie. Może niedokładnie całe rozwiązania tych wszystkich tajemnic, ale wystarczająco by się tym szczycić. I w tym przypadku nie uważam, żeby była to wada. Może i nie miałam elementu zaskoczenia, ale za to jeszcze z większą pasją przekręcałam stronę za stroną. Chciałam wiedzieć, na ile mam rację. Ile z tego wszystkiego, co sama wymyśliłam, odnajdzie swoje ujście w zakończeniu.
Warto też zwrócić uwagę na bohaterów. Było ich naprawdę wiele i bez bicia przyznam się, że ich imiona i nazwiska wywoływały w mojej głowie totalny zamęt. Jakbym miała podać jakąś naprawdę istotną wadę, to prawdopodobnie zdecydowałabym się właśnie na tę. Ze względu na mnogość postaci nie były one perfekcyjnie wykreowane, ale stanowczo wystarczająco, by ich polubić, utożsamić się z nimi i przede wszystkim kibicować im w rozwiązywaniu zagadki i zawirowaniach w życiu osobistym. Tymona, czyli jednego z policjantów, bardzo polubiłam za czystą dobroć i lojalność wobec przyjaciół. Zachowywał przy tym poczucie humoru i mimo że był zarozumiały, to widziałam w tym pewnego rodzaju piękno. Taki uśmiech do wad dobrego przyjaciela. Za to niestety Marzena wywoływała we mnie pokłady irytacji. Była tak bardzo zapatrzona w siebie i przy tym jeszcze wyrachowana, że całkowicie jej nie akceptuję. Za to moją ulubioną postacią okazał się Tryger. Jego spojrzenie na świat po prostu wywołuje we mnie zaciekawienie i rozbawienie. Bez wątpienia ma problem, który może niszczyć mu życie, ale i tak brnie do przodu. Za to szanuję i fikcyjnych bohaterów, i realnych ludzi.
"Poza granicą szaleństwa" okazało się dla mnie wyśmienitą powieścią, ponieważ dostałam olbrzymią dawkę rozrywki i zaspokojenie swoich potrzeb rozwiązywania tajemnic. Nie mam dużych wymagań, co do kryminałów, a ten stanowczo był ponad nie. Dlatego polecam każdemu czytelnikowi. Bez znaczenia, czy akurat chce zmienić swój ulubiony gatunek, czy jest wytrawnym koneserem kryminałów.
Pewnie duża część z Was słyszała o efekcie zwanym Efektem Motyla. Zakłada on, że trzepot skrzydeł motyla może wywołać wichurę w całkowicie innym miejscu. Brzmi to trochę absurdalnie, ale jest metaforą, która według mojej opinii, ma w sobie wiele prawdy. Każda, nawet ta najmniejsza decyzja, może przynieść całkowicie niepożądane i nieprzewidziane skutki. Wszyscy wiemy, że to...
Wojciech Kulawski nie jest debiutantem na rynku wydawniczym, jednak to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Co wniósł w moje życie czytelnika najnowszy tytuł napisany przez Kulawskiego "Poza granicą szaleństwa"?
Warszawska policja rozpoczyna śledztwo w sprawie zgonu Grzegorza Rosy, który został poparzony po dłuższym kontakcie z prądem na terenie swojej posesji. Jednak wątpliwość funkcjonariuszy co do przypadkowości tego zdarzenia budzi fakt, że na ciele denata zostają odnalezione nacięcia przy genitaliach. Śledztwo prowadzą Marzena Gibała, Tymon Foltyński oraz Rafał Trygar a towarzyszy im nowy prokurator - Franciszek Dylik, którego zresztą nie darzą sympatią.
Karolina Martens to tancerka w klasie S standardu, dotychczas zadbana, elegancka. Jednak jej życiowy plan posypał się z chwilą, gdy mąż odebrał jej córkę udowadniając w sądzie uzależnienie Karoliny od amfetaminy. Próbując odzyskać Gabrysię, oddaje ostatni oddech a przy jej ciele policja znajduje niecodzienną figurkę.
To jednak nie koniec. Policja wciąż znajduje ciała. Funkcjonariusze docierają do starych spraw, sprzed dwudziestu i trzydziestu lat, w których odnaleźli podobne motywy, czyli uszkodzenie intymnych miejsc na ciele. Niespodzianki kryją się w zabójstwie Ryszarda Widłaka oraz Anety Piekary a trop prowadzi do lat dziewięćdziesiątych i dwóch uczestniczek dziwnego eksperymentu w Szpitalu Tworkowskim w Pruszkowie.
Swoje tajemnice skrywają również sami policjanci - których świetnie opisał autor - jeden jest uzależniony a Marzena przeżyła dziwny "wypadek", po którym zapadła w śpiączkę. Stara się dowiedzieć, co wydarzyło się w izolatce, pod okiem profesora Stroińskiego. Niestety brakuje mi w tych wątkach informacji, ponieważ znajdują się w poprzedniej książce autora, której nie czytałam. Podobnie jak i historia poprzedniego prokuratora - Mariana Suskiego - nie znam szczegółów dotyczących utraty przez niego pracy, ale w "Poza granicą szaleństwa" śledzimy wnikliwie jego próby odzyskania stanowiska.
Na początku był chaos, mnóstwo obcych dla siebie bohaterów oraz "porwane" wątki. Dopiero z czasem, wraz z poznawaniem kolejnych kart, wszystko zaczyna mieć sens i Kulawski odkrywa przed nami przerażającą prawdę.
Fabułę poznajemy dwutorowo - teraźniejszość przeplata się z latami dziewięćdziesiątymi, kiedy to dwie kobiety pragnąc się wzbogacić, zgłaszają się do medycznego eksperymentu. Wprawdzie nie wszystko jest tak, jak im się wydaje, ale nie mają świadomości, jak te wydarzenia wpłyną na ich życie. Z Pruszkowa lat dziewięćdziesiątych przenosimy się do Egiptu, odwiedzamy też dom spokojnej starości, Paryż i więzienie; uczestniczymy również w spotkaniu tajemnej grupy, która niesie sobie pomoc oraz zaglądamy do domu osoby, która nie jest tą, za którą się podaje...
Kulawski miał niespotykany pomysł na kryminał, w którym połączył oryginalne wątki, uwikłał bohaterów w problemy, zastawił pułapki i poplątał wszystko, co tylko się dało - dzięki temu podczas lektury nie można się nudzić. Mózg czytelnika wciąż analizuje, porównuje i pragnie poskładać tę łamigłówkę w całość. Jednak nie jest to łatwe, za co należą się panu Wojciechowi brawa.
Finalne dzieło, czyli książka drukowana nie ustrzegła się jednak błędów - co jak mniemam, nie jest już winą twórcy - liczne potknięcia korekty mnie denerwowały: brakowało wyrazów w zdaniach, na końcu wyrazów znajdują się niewłaściwe litery, co wynika ze złej odmiany; pomylone imię bohaterki a przede wszystkim - znalazłam błąd ortograficzny. Szkoda, że coś takiego psuje wizję całości!
"Zwykła proza życia, której nie doceniamy, może być Everestem szczęścia." *
Podsumowując - "Poza granicą szaleństwa" to bardzo ciekawy i zróżnicowany w swoich wątkach kryminał, któremu autor nadał tajemnicze rysy. To opowieść nie tylko o poszukiwaniu sprawcy siejącego śmierć, ale również opowieść o bezsensownym życiu, marzeniach, utracie przyszłości czy wspomnieniach traumatycznej przeszłości. Początkowy natłok spraw i brak elementu, który je scala powoduje, że z jeszcze większą ochotą czytamy kolejne strony, na których policjanci nie nadążają ze zbieraniem trupów i próbami powiązań między postaciami. Niezwykła układanka, w którą czytelnik wpada jak w labirynt a kolejne wskazówki mają pomóc w wydostaniu się z niego. Zachęcam Was do zapoznania się z książką, która kusi tajemnicami, brutalną rzeczywistością, decydowaniem o życiu innych oraz kobiecą przebiegłością. Warto!
* W. Kulawski, "Poza granicą szaleństwa", Wydawnictwo CM, Warszawa 2019, s. 148
Wojciech Kulawski nie jest debiutantem na rynku wydawniczym, jednak to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Co wniósł w moje życie czytelnika najnowszy tytuł napisany przez Kulawskiego "Poza granicą szaleństwa"?
Warszawska policja rozpoczyna śledztwo w sprawie zgonu Grzegorza Rosy, który został poparzony po dłuższym kontakcie z prądem na terenie swojej posesji....
Ta książka, to bardzo dobry kryminał, w którym dopiero na koniec wyjaśnia się kto jest mordercą oraz kto jest kim tak naprawdę. I o to chodzi w dobrym kryminale - żeby nie odkryć już na samym początku kto zabija!
Kiedy ułożycie sobie w głowie ilość bohaterów, wielowątkowość oraz dwa czasy, w których dzieją się wydarzenia, wtedy już ogarniacie całość i wciągacie się w wir wydarzeń. Tak przynajmniej było ze mną ;)
A więc tak z grubsza: zgrany team policjantów - Trygar, Foltyński i Gibała prowadzą wraz z prokuratorem Dylikiem śledztwo w sprawie morderstwa mężczyzny porażonego prądem. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak podczas sekcji wychodzi na jaw, że denat ma delikatne nacięcie w okolicy narządów płciowych. I tym sposobem prokurator każe policjantom przekopać stare sprawy i poszukać podobnych spraw. Policjanci odnajdują jakieś podobne sprawy i zaczynają odwiedzać kolejne podejrzane osoby. Jednak pomimo przesłuchania kilku osób, śledztwo nie rusza za bardzo do przodu. A dodatkowo giną kolejne osoby, które niby nic nie łączy z pierwszym denatem, a jednak sprawy jakby były ze sobą połączone. Niełatwe zadanie mają policjanci. Tym bardziej, że policjanci nie przepadają za nowym prokuratorem. Woleli by pracować ze starym prokuratorem, którego ktoś pozbył się z prokuratury. Ale ten prowadzi swoje śledztwo w swojej prawie i chce wrócić do dawnej pracy. Przypłaci to wysoką ceną. A policjanci prowadząc śledztwo odkryją historię dwóch przyjaciółek, które chcąc zarobić kasę postanowiły w psychiatryku poddać się różnym testom.
Co łączy te dwie przyjaciółki z dawnych lat z teraźniejszymi morderstwami? Jak potoczy się współpraca policjantów z nowym prokuratorem i czy stary prokurator wróci na stare śmieci? No i przede wszystkim kto jest mordercą i dlaczego zabija te wszystkie osoby? Tego to już dowiecie się z książki, bo wszystkiego nie mogę zdradzić :)
Ta książka, to bardzo dobry kryminał, w którym dopiero na koniec wyjaśnia się kto jest mordercą oraz kto jest kim tak naprawdę. I o to chodzi w dobrym kryminale - żeby nie odkryć już na samym początku kto zabija!
Kiedy ułożycie sobie w głowie ilość bohaterów, wielowątkowość oraz dwa czasy, w których dzieją się wydarzenia, wtedy już ogarniacie całość i wciągacie się w wir...
Lubicie książki z dreszczykiem, które trzymają w napięciu do ostatniej strony? Jeśli tak, to koniecznie musicie zainteresować się najnowszą książką Wojciecha Kulawskiego. Ten rzeszowski prozaik tym razem pokusił się o napisanie kryminału, mimo iż sam zaznacza, że nie zamyka się w jednym gatunku literackim i bliskie mu są zarówno książki sensacyjne, jak i horror, science- fiction lub nawet literatura obyczajowa. "Poza granicą szaleństwa", bo właśnie ten tytuł chciałam wam przybliżyć, opisuje misternie skonstruowaną intrygę kryminalną, która niejednokrotnie zaskakuje czytelnika. Pewnego dnia warszawscy policjanci znajdują ciało Grzegorza Rosy. Wszystko wskazuje na to, że jego śmierć to nieszczęśliwy wypadek. Bardzo szybko jednak okazuje się, że to błędne założenie, bowiem patolog sądowy na ciele denata odnajdują dziwne nacięcia w dość osobliwym miejscu. Okazuje się jednak, że to dopiero początek i ta zbrodnia nie była odosobnionym przypadkiem... Tymon Foltyński, Rafał Trygar i Marzena Gibała pod dowództwem prokuratura Franciszka Dylika rozpoczynają śledztwo, które zaprowadzi ich do zbrodni popełnionych kilkudziesięciu lat temu. Akcja tej książki toczy się zatem dwutorowo - wydarzenia z przeszłości przeplatają się w niej z teraźniejszością, w której prowadzone jest śledztwo. To, co odkryją funkcjonariusze będzie bardziej makabryczne niż przypuszczali w najśmielszych wyobrażeniach... Ten kryminalny majstersztyk momentami wbija w fotel, zdecydowanie zaskakuje zakończeniem i powala czytelnika opisami tytułowego szaleństwa, którego tak na marginesie w tej książce jest sporo... Jaki związek z całym śledztwem będzie miała tajemnica aspirant Marzeny Gibały, którą skrupulatnie ukrywała przed całym światem? Jaką rolę będzie pełnił były prokurator Marian Susik, który szukając zemsty na swoim największym wrogu wyruszy w daleką i egzotyczną podróż? I kto tak naprawdę okaże się bardziej szalony? Musicie już doczytać sami, zachęcam Was do lektury!
https://mufloneks.blogspot.com/2020/02/poza-granica-szalenstwa.html
Lubicie książki z dreszczykiem, które trzymają w napięciu do ostatniej strony? Jeśli tak, to koniecznie musicie zainteresować się najnowszą książką Wojciecha Kulawskiego. Ten rzeszowski prozaik tym razem pokusił się o napisanie kryminału, mimo iż sam zaznacza, że nie zamyka się w jednym gatunku literackim i bliskie mu są zarówno książki sensacyjne, jak i horror, science-...
Nie bez przyczyny w tytule tego kryminału pojawia się "szaleństwo". Jest ono bowiem słowem kluczem do zgłębienia intrygi kryminalnej, oraz przede wszystkim, przyczynkiem do dyskusji na temat tego, kto tak naprawdę zasługuje na miano szaleńca. Cieszę się, że po raz kolejny mogę napisać, iż polski kryminał naprawdę dobrze się trzyma.
Wojciech Kulawski to mieszkaniec Rzeszowa, który pisanie traktuje jak przygodę życia. Pracuje w korporacji w branży IT, tańczy Tango Argentyńskie, Bachatę i Kizombę. Zadebiutował dwoma opowiadaniami w antologii "Przedświt". Jest laureatem licznych nagród i wyróżnień w konkursach literackich. Autor lubi różnorodność, dlatego eksperymentuje z horrorem, science - fiction, kryminałem oraz literaturą obyczajową, thrillerem i sensacją.
Wydawałoby się, że śmierć Grzegorza Rosy to wypadek. Do czasu aż warszawscy policjanci odnajdują na ciele denata dziwne nacięcia. Tymon Foltyński, Rafał Trygar i Marzena Gibała pod dowództwem prokuratura Franciszka Dylika wpadają na trop związku tej śmierci z zabójstwami sprzed kilkudziesięciu lat. Jak się okazuje, rzeczywistość jest bardziej makabryczna, niż można byłoby przypuszczać.
Szaleństwa jest w tym kryminale sporo, ale szalony pomysł miał także sam Wojciech Kulawski przed którego wyobraźnią chylę czoło. Otóż autor zaserwował swoim czytelnikom misternie skonstruowaną intrygę kryminalną która oprócz tego, że kompletnie zaskakuje swoim rozwiązaniem to nijak dopatrzyć się w niej jakichkolwiek słabych punktów. A przecież nie jest łatwo połączyć ze sobą kilka wątków, scalić przeszłość z teraźniejszością i okrasić to wszystko głęboko skrywanym sekretem. Jestem pełna podziwu dla autora za taki kryminalny majstersztyk, dzięki któremu końcowy twist zwalił mnie z nóg.
Trzeba wspomnieć, że "Poza granicą szaleństwa" jest książką, w której akcja toczy się dwutorowo. Wydarzenia z przeszłości, z lat dziewięćdziesiątych, przeplatają się fabularnie z prowadzonym aktualnie śledztwem, odsłaniając bardzo powoli przed czytelnikiem tropy w kierunku jakich powinien podążać jego tok myślenia. Wszystkie sceny w szpitalu psychiatrycznym, jakie z wprawą opisuje autor, wywołują dreszcze na całym ciele. Aura tego miejsca i to, co się tam dzieje, zabarwione jest mocno psychodelicznym klimatem. A konsekwencje, jakie wywołują te wydarzenia w przyszłości są katastrofalne w skutkach, a co za tym idzie, niezwykle intrygujące dla odbiorcy.
"Poza granicą szaleństwa" to czwarta część serii autora, co niewątpliwie daje się wyczuć podczas jej lektury. I o ile fakt ten nie przeszkadza w odkrywaniu kolejnych elementów intrygi kryminalnej, o tyle w poznawaniu losów trójki śledczych i byłego prokuratora Mariana Suskiego, już tak, gdyż w zasadzie niezbędna jest znajomość tego, co wydarzyło się wcześniej, aby zrozumieć pobudki, jakimi owi bohaterowie się kierują. Mowa tutaj w szczególności o sekrecie aspirant Marzeny Gibały oraz o losach Suskiego, który musi zawalczyć o odzyskanie swojej utraconej pozycji. Autor co prawda nawiązuje do wydarzeń z przeszłości bohaterów, jednak poznanie całości ich historii byłoby znacznie lepsze.
Dziwię się, ze nazwisko Kulawski nie jest szeroko znane w kręgach sympatyków kryminalnych klimatów. Śmiem bowiem twierdzić, że warsztat i proza autora dorównują bestsellerowym polskim nazwiskom tworzącym w tym gatunku. Jestem niezwykle zaskoczona poziomem tej powieści, samym pomysłem na intrygę oraz jej rozwiązaniem, a także precyzją w solidnie skrojonych kreacjach psychologicznych policjantów.
Książka ta jest również w pewnej mierze opowieścią o wolności. Wolności rozumianej jako zerwanie z szeroko eksponowanym konsumpcjonizmem, jako życie bez z góry narzuconego sobie obowiązku. Koniecznie poznajcie "Poza granicą szaleństwa", gdyż niewątpliwie warto spędzić wolny czas z kryminałem Wojciecha Kulawskiego.
https://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Miłość to straszna broń".
Nie bez przyczyny w tytule tego kryminału pojawia się "szaleństwo". Jest ono bowiem słowem kluczem do zgłębienia intrygi kryminalnej, oraz przede wszystkim, przyczynkiem do dyskusji na temat tego, kto tak naprawdę zasługuje na miano szaleńca. Cieszę się, że po raz kolejny mogę napisać, iż polski kryminał naprawdę dobrze się trzyma.
Nieczęsto zdarza się, że książka autora, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, sprawia mi tak wiele radości. Naprawdę zaskoczyło mnie to, że trafiła w moje ręce tak dobra powieść. Już na samym początku dałam się wciągnąć w zgrabnie skomponowaną intrygę, a z każdym rozdziałem było tylko lepiej. To ogromny plus, bo w końcu gradacja emocji i napięcia to to, co przeważnie gwarantuje udany wieczór.
Akcja toczy się tu dwutorowo, a ja uwielbiam taki sposób prowadzenia historii. Mamy współczesne śledztwo, które za żadne skarby nie chce ruszyć z miejsca – policjanci kręcą się wokół niewiele mówiących poszlak, nijak nie potrafią połączyć śladów i osób. W międzyczasie zrobimy szybkie wypady do wczesnych lat dziewięćdziesiątych, by towarzyszyć dwóm młodym wiejskim dziewczynom, które udają się do szpitala psychiatrycznego, by trochę zarobić. Początkowo nic nam to nie mówi, więc błądzimy po omacku, próbując zrozumieć, co mają ze sobą wspólnego wszystkie wątki (trochę ich jest) i w jaki sposób autor wybrnął z dość zakręconej sytuacji – podpowiem, że udało mu się to wyśmienicie, choć postawił sobie poprzeczkę naprawdę wysoko.
Czytałam mnóstwo książek, w których autorzy decydowali się na ten sposób prowadzenia akcji, i muszę przyznać, że często szala przeważała na jedną ze stron – raz bardziej kusiła mnie teraźniejszość, a innym razem nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu wrócę w opowieści do przeszłości. W przypadku "Poza granicą szaleństwa" równowaga została zachowana – ani aktualność nie okazała się nudna, ani odniesienia do tego, co już się zdarzyło, nie ociekały sentymentalnym bełkotem. To lubię.
Bardzo podobali mi się bohaterowie tej powieści, szybko się z nimi zżyłam i mocno im kibicowałam. Każdy z nich jest inny, każdy ma jakąś swoją małą lub wielką tajemnicę i błahe bądź poważane kłopoty, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Prym wiedzie tu młoda, zgrabna i powabna policjantka – kompetentna i świetnie radząca sobie z problemami, które śledztwo stawia na jej drodze. Mamy też policjanta niestroniącego od alkoholu oraz takiego dobrego duszka czuwającego nad współpracownikami.
Powieść czyta się jednym tchem. Bardzo nie chciałam się odrywać od tej historii, bo byłam szalenie ciekawa, co się wydarzy, kto znów zginie – trup ściele się tu często i gęsto – do jakich wniosków dojdą nasi bohaterowie. Ostrego smaczku dodają tu turpistyczne opisy zwłok – miodzio, mówię Wam – autor się tu nie patyczkuje, nie oszczędza nas. Muszę tu zaznaczyć, że szczególnie ujął mnie sposób reagowania funkcjonariuszy na zło tego świata – być może Wam się nie spodoba, ale wydaje mi się, że jest bardzo adekwatny do poziomu absurdu, z którym musieli się mierzyć. Co robić, by nie zwariować? Sprawdźcie sami.
Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to pomylone nazwisko czy imię, brak kilku przecinków i budowa niektórych zdań – te wymagałby wygładzenia, by z lepszym efektem pełnić swoją funkcję. Na te małe niedociągnięcia przymykam jednak oko, ponieważ nie wpływają na jakość fabuły.
Jeśli jeszcze nie znacie prozy Wojciecha Kulawskiego, to proponuję zaryzykować i nadrobić. Mam nadzieję, że o autorze będzie się mówiło, a jego powieści zajmą szczególne miejsce na Waszych regałach. Na moim na pewno. Polecam ten kryminał z czystym sumieniem, bo to jedna z tych książek, dla których warto zarwać nockę.
Kryminał na poziomie
Nieczęsto zdarza się, że książka autora, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, sprawia mi tak wiele radości. Naprawdę zaskoczyło mnie to, że trafiła w moje ręce tak dobra powieść. Już na samym początku dałam się wciągnąć w zgrabnie skomponowaną intrygę, a z każdym rozdziałem było tylko lepiej. To ogromny plus, bo w końcu gradacja emocji i napięcia to...
Liczyłam na kawał dobrego rasowego kryminału i absolutnie się nie zawiodłam. Autor umiejętnie prowadzi nas po najgłębszych i najciemniejszych zakamarkach ludzkich serc i kuluarach policyjnej pracy, aby pokazać nam, że człowiek jest niewyobrażalnie skomplikowaną istotą, a życie niesie ze sobą wiele niespodzianek, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych.
CAŁA OPINIA W LINKU:
http://cyrysia.blogspot.com/2020/01/poza-granica-szalenstwa-wojciech_28.html
Liczyłam na kawał dobrego rasowego kryminału i absolutnie się nie zawiodłam. Autor umiejętnie prowadzi nas po najgłębszych i najciemniejszych zakamarkach ludzkich serc i kuluarach policyjnej pracy, aby pokazać nam, że człowiek jest niewyobrażalnie skomplikowaną istotą, a życie niesie ze sobą wiele niespodzianek, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych.
CAŁA OPINIA W...
Rok 2020 rozpoczęłam lekturą kryminału polskiego pisarza – Wojciecha Kulawskiego. „Poza granicą szaleństwa” to świetnie napisana historia śledztwa, które prowadzi trójka policjantów przy wsparciu prokuratora, za którym jednak nikt z nich nie przepada. Na nowo powstającym osiedlu, w jednym z jeszcze nie wykończonych domów, znalezione zostaje ciało Grzegorza Rosy. Mężczyzna zginął od porażenia prądem i początkowo nic nie wskazuje na to, aby w jego śmierć zaangażowane były osoby trzecie. Coś jednak detektywom nie daje spokoju, a wyniki sekcji zwłok potwierdzają ich podejrzenia. Na ciele denata znajdują dziwne nacięcie Jest to wskazówka, która rozpoczyna skomplikowane i pełne zaskakujących odkryć śledztwo. Policjanci muszą cofnąć się do spraw prowadzonych wiele lat wcześniej i okazuje się, że zabójstwo Rosy jest kolejną zbrodnią popełnioną przez tą samą osobę. Seryjny morderca działa od lat, a detektywi podejmują karkołomną walkę z czasem, aby jak najszybciej go ująć.
Akcja książki toczy się wielotorowo. Historię poznajemy z punktu widzenia różnych jej bohaterów, także przyszłych ofiar. Początkowo wydaje się, że poszczególne wydarzenia zupełnie się ze sobą nie łączą, jednak kolejne rozdziały przynoszą trudne do przewidzenia zwroty akcji i wszystkie elementy układanki powoli zaczynają do siebie pasować tworząc jeden obraz i rozwiązanie kryminalnej zagadki.
Książkę czyta się szybko, akcja jest wartka, wiele się dzieje. Trudno się oderwać, aż do samego końca, który jest kompletnie zaskakujący. Na początku jedynie przytłoczona byłam ilością pojawiających się bohaterów wymienianych z imienia i nazwiska – miałam wrażenie, że zbyt dużo naraz postaci jest wprowadzanych do fabuły.
Książkę bardzo polecam. Dobra lektura na długie, zimowe wieczory.
Rok 2020 rozpoczęłam lekturą kryminału polskiego pisarza – Wojciecha Kulawskiego. „Poza granicą szaleństwa” to świetnie napisana historia śledztwa, które prowadzi trójka policjantów przy wsparciu prokuratora, za którym jednak nikt z nich nie przepada. Na nowo powstającym osiedlu, w jednym z jeszcze nie wykończonych domów, znalezione zostaje ciało Grzegorza Rosy. Mężczyzna...
Kryminaół z psychiatrykiem w tle.
Czy człowiek porażony prądem może byc ofiara mordercy?
Czy jego śmierć ma powiązanie z innymi zgonami sprzed lat?
O tym jest ta książka. Mocna, szczególnie rozdziały o Tworkach. To taki psychiatryk koło Pruszkowa. Ponury i tajemniczy. Nawet nie chciałbym go zwiedzić.
A zbrodzień i jego motywy? Na końcu książki....
Polecam
Kryminaół z psychiatrykiem w tle.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy człowiek porażony prądem może byc ofiara mordercy?
Czy jego śmierć ma powiązanie z innymi zgonami sprzed lat?
O tym jest ta książka. Mocna, szczególnie rozdziały o Tworkach. To taki psychiatryk koło Pruszkowa. Ponury i tajemniczy. Nawet nie chciałbym go zwiedzić.
A zbrodzień i jego motywy? Na końcu książki....
Polecam
Naprawdę mrocznie, surowo, z dobrze skonstruowaną fabułą,szalenie mi się podobało, ale , niestety, muszę się zgodzić z jedną z Przedmówczyń, że "Niestety jest wiele niedociągnięć. Fatalna redakcja i korekta. Mnóstwo błędów stylistycznych."
Po pierwsze- maniera dopowiadania ("Traviatę" Giuseppe Verdiego- a znacie inną?, Ryśka Riedla z zespołu Dżem, Toscę Giacomo Pucciniego), "miał podkoszulkę" - podkoszulek!,
disco polo - powiew świeżości po latach komunizmu? A punk rock, Jarocin, czy choćby Republika - nie istnieli?
10.000 zł za godzinę to był łakomy kąsek - przed denominacją to była złotówka.
a to literówka: jesteś w sanie sobie kupić", a to ort- "wywarzanie drzwi",
(o wyjątkowo zadbanym mężczyźnie) : "Zadała sobie pytanie, ile czasu musi spędzać rano na toalecie" - litości, obśmiałem się jak norka. "Na porannej toalecie"! tu wyszło zastanawianie się, ile pan przystojniak siedzi na klopie :)
"i pawlacz w przedpokoju obity drewnianymi listwami"- to ma swoją nazwę, boazeria...
Również rozbawiło mnie "Znaleźliśmy w śmietniku KRZESŁO z pani odciskami palców" :) Przestępczyni dla zatarcia śladów wywala komuś krzesło z domu.
Złapanemu 15-letniemu kieszonkowcowi "komunistyczne władze dały wybór-iść do pierdla albo psychiatryka"- łoj, nie za ostro?
1 na 100 klientów robi sobie tatuaż korony i napis KING - poważnie? Teraz, w salonach tatuażu? Może za komuny, pod celą- tak...
"Nawet nie wiecie, ile musiałem się namęczyć, aby ponacinać jej wargi sromowe małym nożykiem" - czemuż? To była jakaś żelazna dama?
"że lata temu musiał być nie lada ułomkiem" - kompletne odwrócenie powiedzenia i jego sensu, powinno być : musiał nie być ułomkiem, albo być nie lada osiłkiem,
No i ci dochodzeniowcy wyjaśniający osobom przesłuchiwanym szczegóły śledztwa, zeznań innych osób - jakże to częste w filmach, książkach kryminalnych. I chyba jakże nieprawdziwe.
Naprawdę mrocznie, surowo, z dobrze skonstruowaną fabułą,szalenie mi się podobało, ale , niestety, muszę się zgodzić z jedną z Przedmówczyń, że "Niestety jest wiele niedociągnięć. Fatalna redakcja i korekta. Mnóstwo błędów stylistycznych."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo pierwsze- maniera dopowiadania ("Traviatę" Giuseppe Verdiego- a znacie inną?, Ryśka Riedla z zespołu Dżem, Toscę Giacomo...
Trup ściele się gęsto, intryga ciekawa, trochę za dużo bohaterów:) Ocenę obniżyłam za błędy merytoryczne - ta sama osoba jest raz Matyldą, a raz Martą, stwierdzenie "jesteś policjantką w prokuraturze" oraz nieprawidłowy cytat z Ryśka Riedla "samotność to wielka trwoga" zamiast "samotność to taka straszna trwoga" .
Trup ściele się gęsto, intryga ciekawa, trochę za dużo bohaterów:) Ocenę obniżyłam za błędy merytoryczne - ta sama osoba jest raz Matyldą, a raz Martą, stwierdzenie "jesteś policjantką w prokuraturze" oraz nieprawidłowy cytat z Ryśka Riedla "samotność to wielka trwoga" zamiast "samotność to taka straszna trwoga" .
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWojciech Kulawski - „Poza granicą szaleństwa”
Bardzo interesujący kryminał, a właściwie seria kryminałów. „Poza granicą szaleństwa” jest czwartą książką z tej serii. Przeczytałam wszystkie. Ciekawe, nieźle poprowadzone wątki, dobra akcja i sympatyczni bohaterowie, nawet ci z rozmaitymi wadami. Niestety zabrakło dobrej korekty. W tekście znalazłam dwa błędy ortograficzne! – „sąduje” i „wywarzyć” (parę razy powtórzone!). Do tego koszmarny zwrot „ubrała rękawiczki”, „ubrała bransoletkę” (wystąpił też w poprzednich książkach tego cyklu) co nieco zmniejszyło pozytywne wrażenie z lektury. Pomyłki z imionami postaci też się zdarzały – asystentka Wioletty raz nosi imię Matylda, a raz Marta. No i jeszcze błędy stylistyczne. Szkoda, bo ogólne wrażenie z lektury jest pozytywne i chciałabym jeszcze spotkać się z tymi bohaterami. Bez błędów.
Wojciech Kulawski - „Poza granicą szaleństwa”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo interesujący kryminał, a właściwie seria kryminałów. „Poza granicą szaleństwa” jest czwartą książką z tej serii. Przeczytałam wszystkie. Ciekawe, nieźle poprowadzone wątki, dobra akcja i sympatyczni bohaterowie, nawet ci z rozmaitymi wadami. Niestety zabrakło dobrej korekty. W tekście znalazłam dwa błędy ortograficzne! –...
"Poza granicą szaleństwa" to zdecydowanie moja ulubiona część z serii "Kryminały Warszawskie". Wciągająca, ciekawa, trzymająca w napięciu, spójna i dobrze napisana. Na dodatek rozwiązują się w niej pewne otwarte niewyjaśnione kwestie z poprzednich części. Zdecydowanie polecam, szczególnie miłośnikom kryminałów. ;)
"Poza granicą szaleństwa" to zdecydowanie moja ulubiona część z serii "Kryminały Warszawskie". Wciągająca, ciekawa, trzymająca w napięciu, spójna i dobrze napisana. Na dodatek rozwiązują się w niej pewne otwarte niewyjaśnione kwestie z poprzednich części. Zdecydowanie polecam, szczególnie miłośnikom kryminałów. ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzeba przyznać, że wciągająca fabuła - zaczynająca się jak zwykły kryminał, aby potem sięgać do historii sprzed wielu lat - autor nie przedłużał, ale też i nie przeładowywał akcją, żeby nie męczyć czytelnika.
Trzeba przyznać, że wciągająca fabuła - zaczynająca się jak zwykły kryminał, aby potem sięgać do historii sprzed wielu lat - autor nie przedłużał, ale też i nie przeładowywał akcją, żeby nie męczyć czytelnika.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFajnie napisany kryminał. Spójna intryga, ciekawa akcja, zakręcona do końca. Bardzo fajnie się czytało. Polecam
Fajnie napisany kryminał. Spójna intryga, ciekawa akcja, zakręcona do końca. Bardzo fajnie się czytało. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMożna przeczytać
Dobrze napisany kryminał
Można przeczytać
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrze napisany kryminał
Niezwykle ciekawie skonstruowana intryga.Takich kryminałów chciałoby się więcej.Polecam.
Niezwykle ciekawie skonstruowana intryga.Takich kryminałów chciałoby się więcej.Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKryminały uwielbiam właściwie od zawsze, więc gdy dostałam propozycję zrecenzowania czegoś nowego z tego gatunku, chętnie się tego podjęłam. Wprawdzie czas epidemii jakoś w moim przypadku nie sprzyja czytaniu, ale naprawdę dobra książka broni się sama. Niezależnie od warunków.
Warszawska policja znajduje ciało porażonego przez prąd mężczyzny. Wiele wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, lecz sekcja zwłok ujawnia pewien niepokojący szczegół. Wkrótce pod kołami tramwaju ginie tancerka walcząca o odzyskanie opieki nad córką. Odnaleziona przy niej figurka boga Min kieruje dochodzenie na zupełnie nowe tory. To jednak dopiero początek serii tajemniczych zabójstw, których z pozoru nic nie łączy. Czy to możliwe, by miały coś wspólnego z eksperymentem przeprowadzanym w szpitalu psychiatrycznym i morderstwem sprzed 30 lat?
Początkowo imiona i nazwiska bohaterów trochę mi się mieszały, ale z czasem udało mi się ogarnąć sytuację. Wprawdzie wciąż pojawiał się ktoś nowy i nawet autorowi zdarzały się pomyłki, ale ostatecznie mnogość postaci wyszła tej powieści na dobre. Dzięki nim wątków było tutaj na tyle dużo, by móc wciąż czymś zaskakiwać czytelnika i skutecznie przyciągać jego uwagę, nie powodując jednocześnie poczucia przytłoczenia nadmiarem informacji.
Cały czas coś się działo, więc nie nudziłam się ani przez chwilę. Chociaż funkcjonariusze odkrywali nowe tropy, niewiadomych stale przybywało, a niemal wszystkie pytania pozostawały bez odpowiedzi. Autor do samego końca utrzymywał mnie w niepewności, podsycając ciekawość każdym, nawet najmniejszym strzępkiem informacji. Do ostatnich stron nie wiedziałam, kto za tym wszystkim stał i co nim kierowało. Takiego obrotu sytuacji zupełnie się nie spodziewałam, a to dla mnie olbrzymi plus. Kiedy udaje mi się domyślić wszystkiego już w połowie tekstu, odbiera mi to całą przyjemność z czytania kryminału.
Bohaterowie zostali wykreowani bardzo realistycznie. Funkcjonariuszom policji daleko do ideału, mają swoje wady, a błędy i życiowe upadki również nie są im obce. Dzięki nim bez problemu wczułam się w tę opowieść, a Tymon Foltyński, Rafał Trygar i Marzena Gibała szybko zyskali sobie moją sympatię. Było mi wręcz szkoda kończyć czytanie i chętnie sięgnęłabym po kolejną historię z ich udziałem.
"Poza granicą szaleństwa" to bardzo dobry polski kryminał, w którym nie brak silnych emocji, a trup ściele się gęsto. Wojciech Kulawski umiejętnie buduje akcję, trzymając czytelnika w napięciu i niepewności od początku powieści aż do jej ostatnich stron. Prowadzi go pewnie przez skomplikowaną, wielowątkową fabułę, by wreszcie zaskoczyć emocjonującym finałem. Mimo drobnych potknięć (imiona i interpunkcja), książka zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Miłośnikom kryminalnych historii szczerze polecam!
ogrodksiazek.blogspot.com
Kryminały uwielbiam właściwie od zawsze, więc gdy dostałam propozycję zrecenzowania czegoś nowego z tego gatunku, chętnie się tego podjęłam. Wprawdzie czas epidemii jakoś w moim przypadku nie sprzyja czytaniu, ale naprawdę dobra książka broni się sama. Niezależnie od warunków.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarszawska policja znajduje ciało porażonego przez prąd mężczyzny. Wiele wskazuje na...
Bardzo lubię kryminały. Uwielbiam w nich te tajemnicze zagadki, które trzeba rozwikłać wraz z bohaterami. Częste zwroty akcji, elementy historii układające się w całość czy nieoczekiwany finał to coś, czego oczekuję w tego typu literaturze. Chętnie zatem sięgnęłam po „Poza granicą szaleństwa” spodziewając się wciągającej lektury. Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu tej powieści?
Warszawska policja zajmuje się sprawą śmierci Grzegorza Rosy. Wygląda na to, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Sytuacja zmienia się, gdy patolog sądowy odkrywa nacięcie na narządach płciowych denata. Niedługo później pod kołami tramwaju ginie pewna tancerka. Policjanci pod przywództwem Franciszka Dylika przeglądają akta sprzed lat w poszukiwaniu powiązań z obecnymi zgonami. Z czasem okazuje się, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, niż się wydawało i skrywa wyjątkowo mroczne tajemnice...
„Poza granicą szaleństwa” wciąga od pierwszej strony. Zaczyna się dość tajemniczo i w związku z tym intryguje na samym starcie, co oczywiście, zasługuje na plus. Następnie dowiadujemy się, że w całą sprawę zamieszanych jest wiele osób z pozoru nie powiązanych ze sobą. Tutaj można się nieco zgubić. Bohaterów jest naprawdę sporo, co trochę przeszkadzało mi w odbiorze i zbijało z tropu. W ostateczności udało mi się jednak odnaleźć w sytuacji i z czasem wszystko zaczęło nabierać większego sensu, a zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło.
Miałam momenty, kiedy chciałam tę książkę odłożyć na półkę. Czasami odnosiłam wrażenie, że akcja zwalnia i nie odczuwałam aż takiej radości z czytania. Z drugiej strony jest sporo fragmentów, które bardzo mnie zaciekawiły i sprawiły, że trudno było mi się oderwać. Autor zastosował tutaj ciekawy zabieg, który zachęca czytelnika do dalszej lektury. Mianowicie chodzi o krótkie rozdziały posiadające zakończenia wymagające dalszego wyjaśnienia. Na dodatek teraźniejszość przeplata się z retrospekcją, w której również jest sporo niewiadomych. Uważam, że jest to świetne rozwiązanie w przypadku kryminału stającego się dzięki temu intrygującą lekturą.
Czytanie „Poza granicą szaleństwa” było dla mnie świetną rozrywką. Cieszę się, że miałam okazję poznać twórczość pana Wojciecha i pewnie sięgnę po jego inne książki. Tę natomiast polecam miłośnikom kryminału. Myślę, że będziecie usatysfakcjonowani wyborem.
Bardzo lubię kryminały. Uwielbiam w nich te tajemnicze zagadki, które trzeba rozwikłać wraz z bohaterami. Częste zwroty akcji, elementy historii układające się w całość czy nieoczekiwany finał to coś, czego oczekuję w tego typu literaturze. Chętnie zatem sięgnęłam po „Poza granicą szaleństwa” spodziewając się wciągającej lektury. Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu tej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo pierwsze: bardzo dobry kryminał. Wciągająca fabuła, wyraziste postacie, dobry język.
Niestety jest wiele niedociągnięć. Fatalna redakcja i korekta. Mnóstwo błędów stylistycznych. Brak wyraźnie zaznaczonych dialogów (czasem dwie wypowiedzi zaczynają się od jednego myślnika). Używanie niepoprawnych zwrotów typu "ubrała rękawiczki", co mnie szczególnie drażni. Widać, że to self-publishing.
A co najważniejsze: to jest kontynuacja serii, o czym nikt nie raczy wspomnieć. Nawet podczas recenzji tej i poprzednich książek. Nie jest to nawet wspomniane na okładce. Tymczasem to bardzo ważna informacja, bowiem fabułą ściśle wiąże się z wcześniejszymi historiami. Przez to miałam z początku problem z wgryzieniem się w akcję.
Po pierwsze: bardzo dobry kryminał. Wciągająca fabuła, wyraziste postacie, dobry język.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety jest wiele niedociągnięć. Fatalna redakcja i korekta. Mnóstwo błędów stylistycznych. Brak wyraźnie zaznaczonych dialogów (czasem dwie wypowiedzi zaczynają się od jednego myślnika). Używanie niepoprawnych zwrotów typu "ubrała rękawiczki", co mnie szczególnie drażni. Widać, że to...
Pewnie duża część z Was słyszała o efekcie zwanym Efektem Motyla. Zakłada on, że trzepot skrzydeł motyla może wywołać wichurę w całkowicie innym miejscu. Brzmi to trochę absurdalnie, ale jest metaforą, która według mojej opinii, ma w sobie wiele prawdy. Każda, nawet ta najmniejsza decyzja, może przynieść całkowicie niepożądane i nieprzewidziane skutki. Wszyscy wiemy, że to nasze decyzje doprowadzają nas do danej sytuacji. Jednakże zazwyczaj skupiamy się na tych poważnych, wielkich wyborach. Zapominamy o tym przy tych podejmowanych codziennie. A to może one tak naprawdę zdeterminowały nasze życie. Co o tym sądzicie?
Wszystko się zaczyna od znalezienia ciała mężczyzny w nowym, jeszcze niedokończonym domu. Coś, co miało dać bezpieczeństwo, nowe możliwości i może nowe życie, okazało się zabójcze. Wszystko wskazuje, że mężczyznę życia pozbawił prąd. Jednak sekcja zwłok sprawia, że ta teoria zostaje postawiona pod wielkim znakiem zapytania. Sprawę, która zaczyna wyglądać na morderstwo, ma rozwiązać trójka policjantów pod wodzą nowego prokuratora. Zwykły przypadek zaczyna prowadzić policjantów do przeszłości, ale również i przyszłości, a to wszystko przeplatają ich osobiste problemy. Jak naprawdę zginął mężczyzna? Co odkryją policjanci? Jak potoczy się ich życie osobiste?
Kryminały czytam bardzo rzadko, jednak nie wynika to z faktu, że ich nie lubię. Po prostu nie jest to do końca mój gatunek, który mogę zawsze i wszędzie czytać. Potrzebuję do tego odpowiedniego nastroju i przede wszystkim czasu, żebym nie musiała odstawiać książki na półkę ze względu na obowiązki. Choć prawda jest taka, że musiałabym raczej odroczyć obowiązki na rzecz książki. Lecz teraz po bardzo długiej przerwie wróciłam do czytania i postanowiłam zapoznać się z "Poza granicą szaleństwa". Mam dogłębne zaufanie do polskich autorów kryminałów i fantastyki, dlatego byłam przekonana, że powieść przypadnie mi do gustu i dokładnie tak było. Czemu?
Przede wszystkim styl – zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Pod prawie każdym względem był dopracowany, więc czułam to uczucie pełni, ale przy tym pisarz popisał się lekkim piórem. Jest to połączenie, które zawsze cenię. Dostaję warstwę kunsztu literackiego, ale nie ginę też w zbyt trudnym lub zawiłym dla mnie języku. Dzięki temu w pewnym momencie całkowicie przepadłam i tak naprawdę momentalnie przeczytałam "Poza granicą szaleństwa". Przyznam, że potrzebowałam na to trochę czasu, ale jak już się odnalazłam, to całkowicie oddałam swoją duszę tej historii.
Cała opowieść składa się z wielu wątków, dlatego uważam, że każdy czytelnik znalazłby jakiś, który zainteresowałby go. Oczywiście ja z zamiłowaniem do psychologii w szczególności zaintrygowałam się aspektem szpitala psychiatrycznego, ale tutaj nie chcę zbyt dużo mówić, by nie zdradzać zbyt fabuły. Co nie zmienia faktu, że ta wielowątkowość pozwoliła mi spojrzeć na świat wykreowany w książce w panoramiczny sposób i z zafascynowaniem obserwować, jak po kolei będą rozwijać się różne wątki. To wszystko napędzała wartka akcja. Jestem z siebie dumna, ponieważ w dużej mierze przewidziałam zakończenie. Może niedokładnie całe rozwiązania tych wszystkich tajemnic, ale wystarczająco by się tym szczycić. I w tym przypadku nie uważam, żeby była to wada. Może i nie miałam elementu zaskoczenia, ale za to jeszcze z większą pasją przekręcałam stronę za stroną. Chciałam wiedzieć, na ile mam rację. Ile z tego wszystkiego, co sama wymyśliłam, odnajdzie swoje ujście w zakończeniu.
Warto też zwrócić uwagę na bohaterów. Było ich naprawdę wiele i bez bicia przyznam się, że ich imiona i nazwiska wywoływały w mojej głowie totalny zamęt. Jakbym miała podać jakąś naprawdę istotną wadę, to prawdopodobnie zdecydowałabym się właśnie na tę. Ze względu na mnogość postaci nie były one perfekcyjnie wykreowane, ale stanowczo wystarczająco, by ich polubić, utożsamić się z nimi i przede wszystkim kibicować im w rozwiązywaniu zagadki i zawirowaniach w życiu osobistym. Tymona, czyli jednego z policjantów, bardzo polubiłam za czystą dobroć i lojalność wobec przyjaciół. Zachowywał przy tym poczucie humoru i mimo że był zarozumiały, to widziałam w tym pewnego rodzaju piękno. Taki uśmiech do wad dobrego przyjaciela. Za to niestety Marzena wywoływała we mnie pokłady irytacji. Była tak bardzo zapatrzona w siebie i przy tym jeszcze wyrachowana, że całkowicie jej nie akceptuję. Za to moją ulubioną postacią okazał się Tryger. Jego spojrzenie na świat po prostu wywołuje we mnie zaciekawienie i rozbawienie. Bez wątpienia ma problem, który może niszczyć mu życie, ale i tak brnie do przodu. Za to szanuję i fikcyjnych bohaterów, i realnych ludzi.
"Poza granicą szaleństwa" okazało się dla mnie wyśmienitą powieścią, ponieważ dostałam olbrzymią dawkę rozrywki i zaspokojenie swoich potrzeb rozwiązywania tajemnic. Nie mam dużych wymagań, co do kryminałów, a ten stanowczo był ponad nie. Dlatego polecam każdemu czytelnikowi. Bez znaczenia, czy akurat chce zmienić swój ulubiony gatunek, czy jest wytrawnym koneserem kryminałów.
Pewnie duża część z Was słyszała o efekcie zwanym Efektem Motyla. Zakłada on, że trzepot skrzydeł motyla może wywołać wichurę w całkowicie innym miejscu. Brzmi to trochę absurdalnie, ale jest metaforą, która według mojej opinii, ma w sobie wiele prawdy. Każda, nawet ta najmniejsza decyzja, może przynieść całkowicie niepożądane i nieprzewidziane skutki. Wszyscy wiemy, że to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWojciech Kulawski nie jest debiutantem na rynku wydawniczym, jednak to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Co wniósł w moje życie czytelnika najnowszy tytuł napisany przez Kulawskiego "Poza granicą szaleństwa"?
Warszawska policja rozpoczyna śledztwo w sprawie zgonu Grzegorza Rosy, który został poparzony po dłuższym kontakcie z prądem na terenie swojej posesji. Jednak wątpliwość funkcjonariuszy co do przypadkowości tego zdarzenia budzi fakt, że na ciele denata zostają odnalezione nacięcia przy genitaliach. Śledztwo prowadzą Marzena Gibała, Tymon Foltyński oraz Rafał Trygar a towarzyszy im nowy prokurator - Franciszek Dylik, którego zresztą nie darzą sympatią.
Karolina Martens to tancerka w klasie S standardu, dotychczas zadbana, elegancka. Jednak jej życiowy plan posypał się z chwilą, gdy mąż odebrał jej córkę udowadniając w sądzie uzależnienie Karoliny od amfetaminy. Próbując odzyskać Gabrysię, oddaje ostatni oddech a przy jej ciele policja znajduje niecodzienną figurkę.
To jednak nie koniec. Policja wciąż znajduje ciała. Funkcjonariusze docierają do starych spraw, sprzed dwudziestu i trzydziestu lat, w których odnaleźli podobne motywy, czyli uszkodzenie intymnych miejsc na ciele. Niespodzianki kryją się w zabójstwie Ryszarda Widłaka oraz Anety Piekary a trop prowadzi do lat dziewięćdziesiątych i dwóch uczestniczek dziwnego eksperymentu w Szpitalu Tworkowskim w Pruszkowie.
Swoje tajemnice skrywają również sami policjanci - których świetnie opisał autor - jeden jest uzależniony a Marzena przeżyła dziwny "wypadek", po którym zapadła w śpiączkę. Stara się dowiedzieć, co wydarzyło się w izolatce, pod okiem profesora Stroińskiego. Niestety brakuje mi w tych wątkach informacji, ponieważ znajdują się w poprzedniej książce autora, której nie czytałam. Podobnie jak i historia poprzedniego prokuratora - Mariana Suskiego - nie znam szczegółów dotyczących utraty przez niego pracy, ale w "Poza granicą szaleństwa" śledzimy wnikliwie jego próby odzyskania stanowiska.
Na początku był chaos, mnóstwo obcych dla siebie bohaterów oraz "porwane" wątki. Dopiero z czasem, wraz z poznawaniem kolejnych kart, wszystko zaczyna mieć sens i Kulawski odkrywa przed nami przerażającą prawdę.
Fabułę poznajemy dwutorowo - teraźniejszość przeplata się z latami dziewięćdziesiątymi, kiedy to dwie kobiety pragnąc się wzbogacić, zgłaszają się do medycznego eksperymentu. Wprawdzie nie wszystko jest tak, jak im się wydaje, ale nie mają świadomości, jak te wydarzenia wpłyną na ich życie. Z Pruszkowa lat dziewięćdziesiątych przenosimy się do Egiptu, odwiedzamy też dom spokojnej starości, Paryż i więzienie; uczestniczymy również w spotkaniu tajemnej grupy, która niesie sobie pomoc oraz zaglądamy do domu osoby, która nie jest tą, za którą się podaje...
Kulawski miał niespotykany pomysł na kryminał, w którym połączył oryginalne wątki, uwikłał bohaterów w problemy, zastawił pułapki i poplątał wszystko, co tylko się dało - dzięki temu podczas lektury nie można się nudzić. Mózg czytelnika wciąż analizuje, porównuje i pragnie poskładać tę łamigłówkę w całość. Jednak nie jest to łatwe, za co należą się panu Wojciechowi brawa.
Finalne dzieło, czyli książka drukowana nie ustrzegła się jednak błędów - co jak mniemam, nie jest już winą twórcy - liczne potknięcia korekty mnie denerwowały: brakowało wyrazów w zdaniach, na końcu wyrazów znajdują się niewłaściwe litery, co wynika ze złej odmiany; pomylone imię bohaterki a przede wszystkim - znalazłam błąd ortograficzny. Szkoda, że coś takiego psuje wizję całości!
"Zwykła proza życia, której nie doceniamy, może być Everestem szczęścia." *
Podsumowując - "Poza granicą szaleństwa" to bardzo ciekawy i zróżnicowany w swoich wątkach kryminał, któremu autor nadał tajemnicze rysy. To opowieść nie tylko o poszukiwaniu sprawcy siejącego śmierć, ale również opowieść o bezsensownym życiu, marzeniach, utracie przyszłości czy wspomnieniach traumatycznej przeszłości. Początkowy natłok spraw i brak elementu, który je scala powoduje, że z jeszcze większą ochotą czytamy kolejne strony, na których policjanci nie nadążają ze zbieraniem trupów i próbami powiązań między postaciami. Niezwykła układanka, w którą czytelnik wpada jak w labirynt a kolejne wskazówki mają pomóc w wydostaniu się z niego. Zachęcam Was do zapoznania się z książką, która kusi tajemnicami, brutalną rzeczywistością, decydowaniem o życiu innych oraz kobiecą przebiegłością. Warto!
* W. Kulawski, "Poza granicą szaleństwa", Wydawnictwo CM, Warszawa 2019, s. 148
Wojciech Kulawski nie jest debiutantem na rynku wydawniczym, jednak to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Co wniósł w moje życie czytelnika najnowszy tytuł napisany przez Kulawskiego "Poza granicą szaleństwa"?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarszawska policja rozpoczyna śledztwo w sprawie zgonu Grzegorza Rosy, który został poparzony po dłuższym kontakcie z prądem na terenie swojej posesji....
Ta książka, to bardzo dobry kryminał, w którym dopiero na koniec wyjaśnia się kto jest mordercą oraz kto jest kim tak naprawdę. I o to chodzi w dobrym kryminale - żeby nie odkryć już na samym początku kto zabija!
Kiedy ułożycie sobie w głowie ilość bohaterów, wielowątkowość oraz dwa czasy, w których dzieją się wydarzenia, wtedy już ogarniacie całość i wciągacie się w wir wydarzeń. Tak przynajmniej było ze mną ;)
A więc tak z grubsza: zgrany team policjantów - Trygar, Foltyński i Gibała prowadzą wraz z prokuratorem Dylikiem śledztwo w sprawie morderstwa mężczyzny porażonego prądem. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak podczas sekcji wychodzi na jaw, że denat ma delikatne nacięcie w okolicy narządów płciowych. I tym sposobem prokurator każe policjantom przekopać stare sprawy i poszukać podobnych spraw. Policjanci odnajdują jakieś podobne sprawy i zaczynają odwiedzać kolejne podejrzane osoby. Jednak pomimo przesłuchania kilku osób, śledztwo nie rusza za bardzo do przodu. A dodatkowo giną kolejne osoby, które niby nic nie łączy z pierwszym denatem, a jednak sprawy jakby były ze sobą połączone. Niełatwe zadanie mają policjanci. Tym bardziej, że policjanci nie przepadają za nowym prokuratorem. Woleli by pracować ze starym prokuratorem, którego ktoś pozbył się z prokuratury. Ale ten prowadzi swoje śledztwo w swojej prawie i chce wrócić do dawnej pracy. Przypłaci to wysoką ceną. A policjanci prowadząc śledztwo odkryją historię dwóch przyjaciółek, które chcąc zarobić kasę postanowiły w psychiatryku poddać się różnym testom.
Co łączy te dwie przyjaciółki z dawnych lat z teraźniejszymi morderstwami? Jak potoczy się współpraca policjantów z nowym prokuratorem i czy stary prokurator wróci na stare śmieci? No i przede wszystkim kto jest mordercą i dlaczego zabija te wszystkie osoby? Tego to już dowiecie się z książki, bo wszystkiego nie mogę zdradzić :)
https://zycnieumieracania.blogspot.com/2020/02/poza-granica-szalenstwa-wojciech.html
Ta książka, to bardzo dobry kryminał, w którym dopiero na koniec wyjaśnia się kto jest mordercą oraz kto jest kim tak naprawdę. I o to chodzi w dobrym kryminale - żeby nie odkryć już na samym początku kto zabija!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy ułożycie sobie w głowie ilość bohaterów, wielowątkowość oraz dwa czasy, w których dzieją się wydarzenia, wtedy już ogarniacie całość i wciągacie się w wir...
Lubicie książki z dreszczykiem, które trzymają w napięciu do ostatniej strony? Jeśli tak, to koniecznie musicie zainteresować się najnowszą książką Wojciecha Kulawskiego. Ten rzeszowski prozaik tym razem pokusił się o napisanie kryminału, mimo iż sam zaznacza, że nie zamyka się w jednym gatunku literackim i bliskie mu są zarówno książki sensacyjne, jak i horror, science- fiction lub nawet literatura obyczajowa. "Poza granicą szaleństwa", bo właśnie ten tytuł chciałam wam przybliżyć, opisuje misternie skonstruowaną intrygę kryminalną, która niejednokrotnie zaskakuje czytelnika. Pewnego dnia warszawscy policjanci znajdują ciało Grzegorza Rosy. Wszystko wskazuje na to, że jego śmierć to nieszczęśliwy wypadek. Bardzo szybko jednak okazuje się, że to błędne założenie, bowiem patolog sądowy na ciele denata odnajdują dziwne nacięcia w dość osobliwym miejscu. Okazuje się jednak, że to dopiero początek i ta zbrodnia nie była odosobnionym przypadkiem... Tymon Foltyński, Rafał Trygar i Marzena Gibała pod dowództwem prokuratura Franciszka Dylika rozpoczynają śledztwo, które zaprowadzi ich do zbrodni popełnionych kilkudziesięciu lat temu. Akcja tej książki toczy się zatem dwutorowo - wydarzenia z przeszłości przeplatają się w niej z teraźniejszością, w której prowadzone jest śledztwo. To, co odkryją funkcjonariusze będzie bardziej makabryczne niż przypuszczali w najśmielszych wyobrażeniach... Ten kryminalny majstersztyk momentami wbija w fotel, zdecydowanie zaskakuje zakończeniem i powala czytelnika opisami tytułowego szaleństwa, którego tak na marginesie w tej książce jest sporo... Jaki związek z całym śledztwem będzie miała tajemnica aspirant Marzeny Gibały, którą skrupulatnie ukrywała przed całym światem? Jaką rolę będzie pełnił były prokurator Marian Susik, który szukając zemsty na swoim największym wrogu wyruszy w daleką i egzotyczną podróż? I kto tak naprawdę okaże się bardziej szalony? Musicie już doczytać sami, zachęcam Was do lektury!
https://mufloneks.blogspot.com/2020/02/poza-granica-szalenstwa.html
Lubicie książki z dreszczykiem, które trzymają w napięciu do ostatniej strony? Jeśli tak, to koniecznie musicie zainteresować się najnowszą książką Wojciecha Kulawskiego. Ten rzeszowski prozaik tym razem pokusił się o napisanie kryminału, mimo iż sam zaznacza, że nie zamyka się w jednym gatunku literackim i bliskie mu są zarówno książki sensacyjne, jak i horror, science-...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Miłość to straszna broń".
Nie bez przyczyny w tytule tego kryminału pojawia się "szaleństwo". Jest ono bowiem słowem kluczem do zgłębienia intrygi kryminalnej, oraz przede wszystkim, przyczynkiem do dyskusji na temat tego, kto tak naprawdę zasługuje na miano szaleńca. Cieszę się, że po raz kolejny mogę napisać, iż polski kryminał naprawdę dobrze się trzyma.
Wojciech Kulawski to mieszkaniec Rzeszowa, który pisanie traktuje jak przygodę życia. Pracuje w korporacji w branży IT, tańczy Tango Argentyńskie, Bachatę i Kizombę. Zadebiutował dwoma opowiadaniami w antologii "Przedświt". Jest laureatem licznych nagród i wyróżnień w konkursach literackich. Autor lubi różnorodność, dlatego eksperymentuje z horrorem, science - fiction, kryminałem oraz literaturą obyczajową, thrillerem i sensacją.
Wydawałoby się, że śmierć Grzegorza Rosy to wypadek. Do czasu aż warszawscy policjanci odnajdują na ciele denata dziwne nacięcia. Tymon Foltyński, Rafał Trygar i Marzena Gibała pod dowództwem prokuratura Franciszka Dylika wpadają na trop związku tej śmierci z zabójstwami sprzed kilkudziesięciu lat. Jak się okazuje, rzeczywistość jest bardziej makabryczna, niż można byłoby przypuszczać.
Szaleństwa jest w tym kryminale sporo, ale szalony pomysł miał także sam Wojciech Kulawski przed którego wyobraźnią chylę czoło. Otóż autor zaserwował swoim czytelnikom misternie skonstruowaną intrygę kryminalną która oprócz tego, że kompletnie zaskakuje swoim rozwiązaniem to nijak dopatrzyć się w niej jakichkolwiek słabych punktów. A przecież nie jest łatwo połączyć ze sobą kilka wątków, scalić przeszłość z teraźniejszością i okrasić to wszystko głęboko skrywanym sekretem. Jestem pełna podziwu dla autora za taki kryminalny majstersztyk, dzięki któremu końcowy twist zwalił mnie z nóg.
Trzeba wspomnieć, że "Poza granicą szaleństwa" jest książką, w której akcja toczy się dwutorowo. Wydarzenia z przeszłości, z lat dziewięćdziesiątych, przeplatają się fabularnie z prowadzonym aktualnie śledztwem, odsłaniając bardzo powoli przed czytelnikiem tropy w kierunku jakich powinien podążać jego tok myślenia. Wszystkie sceny w szpitalu psychiatrycznym, jakie z wprawą opisuje autor, wywołują dreszcze na całym ciele. Aura tego miejsca i to, co się tam dzieje, zabarwione jest mocno psychodelicznym klimatem. A konsekwencje, jakie wywołują te wydarzenia w przyszłości są katastrofalne w skutkach, a co za tym idzie, niezwykle intrygujące dla odbiorcy.
"Poza granicą szaleństwa" to czwarta część serii autora, co niewątpliwie daje się wyczuć podczas jej lektury. I o ile fakt ten nie przeszkadza w odkrywaniu kolejnych elementów intrygi kryminalnej, o tyle w poznawaniu losów trójki śledczych i byłego prokuratora Mariana Suskiego, już tak, gdyż w zasadzie niezbędna jest znajomość tego, co wydarzyło się wcześniej, aby zrozumieć pobudki, jakimi owi bohaterowie się kierują. Mowa tutaj w szczególności o sekrecie aspirant Marzeny Gibały oraz o losach Suskiego, który musi zawalczyć o odzyskanie swojej utraconej pozycji. Autor co prawda nawiązuje do wydarzeń z przeszłości bohaterów, jednak poznanie całości ich historii byłoby znacznie lepsze.
Dziwię się, ze nazwisko Kulawski nie jest szeroko znane w kręgach sympatyków kryminalnych klimatów. Śmiem bowiem twierdzić, że warsztat i proza autora dorównują bestsellerowym polskim nazwiskom tworzącym w tym gatunku. Jestem niezwykle zaskoczona poziomem tej powieści, samym pomysłem na intrygę oraz jej rozwiązaniem, a także precyzją w solidnie skrojonych kreacjach psychologicznych policjantów.
Książka ta jest również w pewnej mierze opowieścią o wolności. Wolności rozumianej jako zerwanie z szeroko eksponowanym konsumpcjonizmem, jako życie bez z góry narzuconego sobie obowiązku. Koniecznie poznajcie "Poza granicą szaleństwa", gdyż niewątpliwie warto spędzić wolny czas z kryminałem Wojciecha Kulawskiego.
https://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
"Miłość to straszna broń".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie bez przyczyny w tytule tego kryminału pojawia się "szaleństwo". Jest ono bowiem słowem kluczem do zgłębienia intrygi kryminalnej, oraz przede wszystkim, przyczynkiem do dyskusji na temat tego, kto tak naprawdę zasługuje na miano szaleńca. Cieszę się, że po raz kolejny mogę napisać, iż polski kryminał naprawdę dobrze się trzyma.
Wojciech...
Kryminał na poziomie
Nieczęsto zdarza się, że książka autora, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, sprawia mi tak wiele radości. Naprawdę zaskoczyło mnie to, że trafiła w moje ręce tak dobra powieść. Już na samym początku dałam się wciągnąć w zgrabnie skomponowaną intrygę, a z każdym rozdziałem było tylko lepiej. To ogromny plus, bo w końcu gradacja emocji i napięcia to to, co przeważnie gwarantuje udany wieczór.
Akcja toczy się tu dwutorowo, a ja uwielbiam taki sposób prowadzenia historii. Mamy współczesne śledztwo, które za żadne skarby nie chce ruszyć z miejsca – policjanci kręcą się wokół niewiele mówiących poszlak, nijak nie potrafią połączyć śladów i osób. W międzyczasie zrobimy szybkie wypady do wczesnych lat dziewięćdziesiątych, by towarzyszyć dwóm młodym wiejskim dziewczynom, które udają się do szpitala psychiatrycznego, by trochę zarobić. Początkowo nic nam to nie mówi, więc błądzimy po omacku, próbując zrozumieć, co mają ze sobą wspólnego wszystkie wątki (trochę ich jest) i w jaki sposób autor wybrnął z dość zakręconej sytuacji – podpowiem, że udało mu się to wyśmienicie, choć postawił sobie poprzeczkę naprawdę wysoko.
Czytałam mnóstwo książek, w których autorzy decydowali się na ten sposób prowadzenia akcji, i muszę przyznać, że często szala przeważała na jedną ze stron – raz bardziej kusiła mnie teraźniejszość, a innym razem nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu wrócę w opowieści do przeszłości. W przypadku "Poza granicą szaleństwa" równowaga została zachowana – ani aktualność nie okazała się nudna, ani odniesienia do tego, co już się zdarzyło, nie ociekały sentymentalnym bełkotem. To lubię.
Bardzo podobali mi się bohaterowie tej powieści, szybko się z nimi zżyłam i mocno im kibicowałam. Każdy z nich jest inny, każdy ma jakąś swoją małą lub wielką tajemnicę i błahe bądź poważane kłopoty, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Prym wiedzie tu młoda, zgrabna i powabna policjantka – kompetentna i świetnie radząca sobie z problemami, które śledztwo stawia na jej drodze. Mamy też policjanta niestroniącego od alkoholu oraz takiego dobrego duszka czuwającego nad współpracownikami.
Powieść czyta się jednym tchem. Bardzo nie chciałam się odrywać od tej historii, bo byłam szalenie ciekawa, co się wydarzy, kto znów zginie – trup ściele się tu często i gęsto – do jakich wniosków dojdą nasi bohaterowie. Ostrego smaczku dodają tu turpistyczne opisy zwłok – miodzio, mówię Wam – autor się tu nie patyczkuje, nie oszczędza nas. Muszę tu zaznaczyć, że szczególnie ujął mnie sposób reagowania funkcjonariuszy na zło tego świata – być może Wam się nie spodoba, ale wydaje mi się, że jest bardzo adekwatny do poziomu absurdu, z którym musieli się mierzyć. Co robić, by nie zwariować? Sprawdźcie sami.
Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to pomylone nazwisko czy imię, brak kilku przecinków i budowa niektórych zdań – te wymagałby wygładzenia, by z lepszym efektem pełnić swoją funkcję. Na te małe niedociągnięcia przymykam jednak oko, ponieważ nie wpływają na jakość fabuły.
Jeśli jeszcze nie znacie prozy Wojciecha Kulawskiego, to proponuję zaryzykować i nadrobić. Mam nadzieję, że o autorze będzie się mówiło, a jego powieści zajmą szczególne miejsce na Waszych regałach. Na moim na pewno. Polecam ten kryminał z czystym sumieniem, bo to jedna z tych książek, dla których warto zarwać nockę.
Kryminał na poziomie
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNieczęsto zdarza się, że książka autora, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, sprawia mi tak wiele radości. Naprawdę zaskoczyło mnie to, że trafiła w moje ręce tak dobra powieść. Już na samym początku dałam się wciągnąć w zgrabnie skomponowaną intrygę, a z każdym rozdziałem było tylko lepiej. To ogromny plus, bo w końcu gradacja emocji i napięcia to...
Liczyłam na kawał dobrego rasowego kryminału i absolutnie się nie zawiodłam. Autor umiejętnie prowadzi nas po najgłębszych i najciemniejszych zakamarkach ludzkich serc i kuluarach policyjnej pracy, aby pokazać nam, że człowiek jest niewyobrażalnie skomplikowaną istotą, a życie niesie ze sobą wiele niespodzianek, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych.
CAŁA OPINIA W LINKU:
http://cyrysia.blogspot.com/2020/01/poza-granica-szalenstwa-wojciech_28.html
Liczyłam na kawał dobrego rasowego kryminału i absolutnie się nie zawiodłam. Autor umiejętnie prowadzi nas po najgłębszych i najciemniejszych zakamarkach ludzkich serc i kuluarach policyjnej pracy, aby pokazać nam, że człowiek jest niewyobrażalnie skomplikowaną istotą, a życie niesie ze sobą wiele niespodzianek, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCAŁA OPINIA W...
Rok 2020 rozpoczęłam lekturą kryminału polskiego pisarza – Wojciecha Kulawskiego. „Poza granicą szaleństwa” to świetnie napisana historia śledztwa, które prowadzi trójka policjantów przy wsparciu prokuratora, za którym jednak nikt z nich nie przepada. Na nowo powstającym osiedlu, w jednym z jeszcze nie wykończonych domów, znalezione zostaje ciało Grzegorza Rosy. Mężczyzna zginął od porażenia prądem i początkowo nic nie wskazuje na to, aby w jego śmierć zaangażowane były osoby trzecie. Coś jednak detektywom nie daje spokoju, a wyniki sekcji zwłok potwierdzają ich podejrzenia. Na ciele denata znajdują dziwne nacięcie Jest to wskazówka, która rozpoczyna skomplikowane i pełne zaskakujących odkryć śledztwo. Policjanci muszą cofnąć się do spraw prowadzonych wiele lat wcześniej i okazuje się, że zabójstwo Rosy jest kolejną zbrodnią popełnioną przez tą samą osobę. Seryjny morderca działa od lat, a detektywi podejmują karkołomną walkę z czasem, aby jak najszybciej go ująć.
Akcja książki toczy się wielotorowo. Historię poznajemy z punktu widzenia różnych jej bohaterów, także przyszłych ofiar. Początkowo wydaje się, że poszczególne wydarzenia zupełnie się ze sobą nie łączą, jednak kolejne rozdziały przynoszą trudne do przewidzenia zwroty akcji i wszystkie elementy układanki powoli zaczynają do siebie pasować tworząc jeden obraz i rozwiązanie kryminalnej zagadki.
Książkę czyta się szybko, akcja jest wartka, wiele się dzieje. Trudno się oderwać, aż do samego końca, który jest kompletnie zaskakujący. Na początku jedynie przytłoczona byłam ilością pojawiających się bohaterów wymienianych z imienia i nazwiska – miałam wrażenie, że zbyt dużo naraz postaci jest wprowadzanych do fabuły.
Książkę bardzo polecam. Dobra lektura na długie, zimowe wieczory.
Rok 2020 rozpoczęłam lekturą kryminału polskiego pisarza – Wojciecha Kulawskiego. „Poza granicą szaleństwa” to świetnie napisana historia śledztwa, które prowadzi trójka policjantów przy wsparciu prokuratora, za którym jednak nikt z nich nie przepada. Na nowo powstającym osiedlu, w jednym z jeszcze nie wykończonych domów, znalezione zostaje ciało Grzegorza Rosy. Mężczyzna...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to