O tym jak jeden kolega z drugim kolegą, wspominali szkolne czasy nad butelką whisky.
Ta książka jest jak fala wspomnień płynących niepowstrzymanym strumieniem, chaotycznych, mieszających się ze sobą, wpadających na siebie, nie zawsze łączących się w jakiś logiczny ciąg zdarzeń.
Jest to w jakimś stopniu krytyka tradycyjnego modelu edukacji, który próbując hodować perfekcyjnych dorosłych, tłamsi w młodych ludziach indywidualność, wciskając ich w ciasne ramy wąsko pojętej normalności i budząc lęk przed odstawaniem od innych w jakiejkolwiek dziedzinie, w jakikolwiek sposób - czy to pozytywny, czy negatywny. Pokazuje też, że tego typu postawa prowadzi ludzi do oportunizmu, obojętności i biernego godzenia się na zło dookoła, a to bywa równie (a może bardziej?) destrukcyjne jak aktywna agresja.
O tym jak jeden kolega z drugim kolegą, wspominali szkolne czasy nad butelką whisky.
Ta książka jest jak fala wspomnień płynących niepowstrzymanym strumieniem, chaotycznych, mieszających się ze sobą, wpadających na siebie, nie zawsze łączących się w jakiś logiczny ciąg zdarzeń.
Jest to w jakimś stopniu krytyka tradycyjnego modelu edukacji, który próbując hodować...
To opowieść z perspektywy 10 lat, jak wyglądało życie w szkole, a zwłaszcza pewien szczególny okres. Wychowawczyni narratora chciała, żeby jej klasa była idealna, równa, świetna. Kto nie pasował, musiał się dostosować albo odpaść. I to odpadanie wyglądało bardzo różnie, ale Królowa Matka zawsze miała czyste ręce. Niektórzy uczniowie zmienili szkołę, inni... nie przeżyli. Narrator rozważa śmierć swojego kolegi z perspektywy teraz już dorosłego człowieka, który niechcący postanowił przepracować traumy z przeszłości. Przypadkowo z najmniej lubianym wtedy znajomym z klasy (nazywa go nawet swoim antagonistą).
Z jednej strony pokazuje to, jak funkcjonują niektóre szkoły, klasy, nauczyciele. Z drugiej pokazuje mechanizmy społeczne działające w grupach (tych narzuconych i wybranych, tych z nauczycielami i ze znajomymi). Z trzeciej jeszcze pokazuje, jak wygląda patrzenie na pewne wydarzenia po latach i że niektóre z nich zostają z człowiekiem na zawsze.
Czemu nie wyższa ocena? Bo powieść jest nieco chaotyczna, co mi trochę przeszkadzało w odbiorze. Mimo to chyba rozumiem ten zabieg, to trochę jak strumień świadomości. Książka na pewno warta przeczytania (150 stron, ja przeczytałam w jedno popołudnie) dla osób związanych ze szkołą - nauczycieli (jest też pozytywna postać w książce!), rodziców, uczniów. Żeby pozwolić sobie na zastanowienie.
To opowieść z perspektywy 10 lat, jak wyglądało życie w szkole, a zwłaszcza pewien szczególny okres. Wychowawczyni narratora chciała, żeby jej klasa była idealna, równa, świetna. Kto nie pasował, musiał się dostosować albo odpaść. I to odpadanie wyglądało bardzo różnie, ale Królowa Matka zawsze miała czyste ręce. Niektórzy uczniowie zmienili szkołę, inni... nie przeżyli....
Z pozoru gładka, może i nudna. ALE to nieprawda. Po wczytaniu się widać drugie dno. Szkoła, z pozoru jak każda inna, jednak nie jest dobrym i bezpiecznym miejscem. Wychowawczyni zamiast wychowywać, pozwalać dorastać, szkoli, sieje ferment, knuje i obraca przyjaciół przeciwko sobie. Boją się jej nawet rodzice, choć na szczęście nie wszyscy. Szkoła to zakład hodowli umysłów posłusznych, idealnych, w normie. Wszystko, co "inne", w mniejszości, indywidualne i butne jest niszczone, wymazywane. Zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Jeden chłopiec kończy życie będąc wykluczony przez grupę przyjaciół i napietnowany przez wychowawczynię, lubiana nauczycielka angielskiego traci etat w szkole i opuszcza owe miasto. Byłby z tego dobry kryminał. Myślę, że osoby, które bardzo źle oceniają te krótką książkę (ma potencjał na coś o wiele dłuższego) są trochę jak ta wychowawczyni. Nie potrafią współodczuwać, rozumieć innych, w ogóle odczuwać pozytywnych emocji. Albo po prostu mieli słodkopierdzące dorastanie bez refleksji. Tę krótką pozycję powinni czytać rodzice i nauczyciele. Ci bardziej kumaci coś z niej wyciągną i wdrożą zmiany, jeżeli będą potrzebne.
Z pozoru gładka, może i nudna. ALE to nieprawda. Po wczytaniu się widać drugie dno. Szkoła, z pozoru jak każda inna, jednak nie jest dobrym i bezpiecznym miejscem. Wychowawczyni zamiast wychowywać, pozwalać dorastać, szkoli, sieje ferment, knuje i obraca przyjaciół przeciwko sobie. Boją się jej nawet rodzice, choć na szczęście nie wszyscy. Szkoła to zakład hodowli umysłów...
Narrator (Tymon) po dziesięciu latach wraca do swojej miejscowości. Odwiedza stare zakamarki. Niektóre miejsca uległy zmianie, inne zniknęły. Czasami pojawiło się coś nowego. Chłopak wspomina swe szkolne lata i "idealną" szkołę, w której nikt nie mógł odstawać od reszty uczniów. Ani w zachowaniu, ani w nauce. Zakładu (szkoły) pilnowała lub otaczała opieką, jak kto woli, Królowa Matka. Nauczycielka o władzy większej niż sam dyrektor. Tylko Lara-Flara, anglistka jest wspominana z rozrzewnieniem, jako jedyna nie bała się być sobą.
"Hodowla" to gorzka opowieść o szkole i dorastaniu. To także obraz polskiego małomiasteczkowego społeczeństwa pełnego zaściankowych uprzedzeń, gdzie młodzież jest hodowana a nie wychowywana i edukowana.
Narrator (Tymon) po dziesięciu latach wraca do swojej miejscowości. Odwiedza stare zakamarki. Niektóre miejsca uległy zmianie, inne zniknęły. Czasami pojawiło się coś nowego. Chłopak wspomina swe szkolne lata i "idealną" szkołę, w której nikt nie mógł odstawać od reszty uczniów. Ani w zachowaniu, ani w nauce. Zakładu (szkoły) pilnowała lub otaczała opieką, jak kto woli,...
„A czego uczono nas? Co tak naprawdę wynieśliśmy ze szkoły?
Nie wychylać się.
Nie wystawać ponad szereg.
Nie wyróżniać się niczym i w niczym, czego się od ciebie nie wymaga”.
Myślę, że nikt z nas nie chciałby być w takiej szkole, gdzie panuje totalny terror, a uczniowie są zastraszani. Uczniowie w tej szkole doświadczają przemoc, panują rygorystyczne zasady, a w tym wszystkim ze sobą rywalizują. Szczerze mówiąc, zawiodłam się na tej historii, iż w ogóle nie przeżyłam tych wszystkich emocji, na jakie liczyłam. Wydaję mi się, że miałam za duże oczekiwania wobec tej historii, bo po przeczytaniu nie myślałam o niej aż tak bardzo, jak wymagałam. Hodowla bardzo mnie rozczarowała i nie wiem, czy sięgnę po inne tytuły Katarzyny Ryrych.
„A czego uczono nas? Co tak naprawdę wynieśliśmy ze szkoły?
Nie wychylać się.
Nie wystawać ponad szereg.
Nie wyróżniać się niczym i w niczym, czego się od ciebie nie wymaga”.
Myślę, że nikt z nas nie chciałby być w takiej szkole, gdzie panuje totalny terror, a uczniowie są zastraszani. Uczniowie w tej szkole doświadczają przemoc, panują rygorystyczne...
"Hodowla" to opowieść o dorastaniu, buncie, który temu towarzyszy, trudnych wyborach oraz ich konsekwencjach.
Autorka opisała w tym utworze szkołę, która zamiast wspierać, wskazywać młodym ludziom dobre drogi i przygotowywać ich do życia, uczy obłudy, cwaniactwa i nietolerancji.
Jest to powieść psychologiczno -obyczajowa, adresowana do młodzieży stojącej u wrót dorosłości i do dorosłych.
Już na wstępie autorka podkreśla, że:
"Wszelkie podobieństwo do osób lub wydarzeń jest niezamierzone, jednak ... jeśli ktoś rozpozna w tej historii siebie, to znaczy, że sobie na to zasłużył."
Uproszczenie elementów świata przedstawionego polegające na niedookreśleniu czasu i miejsca ukazanych zdarzeń, nadaje tej historii wymiar uniwersalny.
Powieści nie czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, nie tylko ze względu na ważną i poważną tematykę, ale także z powodu specyficznego sposobu skonstruowania fabuły i narracji.
Fabuła nie toczy się linearnie, uzupełnia ją sporo retrospekcji i dygresji. Narratorem jest doktorant socjologii Tymon, który po 10. latach nieobecności, odwiedza miasteczko, w którym dorastał i uczęszczał do szkoły średniej. Ta szkoła to właśnie tytułowa Hodowla, nazywana przez uczniów Zakładem.
Snuje się opowieść o grupie nastolatków w okresie dojrzewania, pierwszych miłościach i przyjaźniach "na zawsze", rozczarowaniach i gorzkich doświadczeniach. Dla nich to czas odkrywania świata dorosłych, poznawania siebie, podkreślania własnej odrębności. Ale szkoła, od której tak wiele zależy, nie wychowuje i nie wspiera.
Ich wychowawczyni zwana Królową Matką jest mistrzynią obłudy i podcinania skrzydeł. Zamiast scalać zespół klasowy umiejętnie rozbija go na mniejsze grupy.
Oto co o niej mówi narrator:
***
"Wiedziała (Królowa Matka), jak zasiać ferment, gdyby na uniwersytetach istniały wydziały fermentologii stosowanej, z pewnością miałaby szansę na fotel dziekana."
***
Wspomniana wychowawczyni- hodowczyni, otacza się dziewczętami, które donoszą jej o wszystkim, co dzieje się w klasie podczas i po lekcjach (po zkończeniu edukacji, dziewczęta pełniące funkcję "uszu i oczu" Królowej Matki, zostają zatrudnione w bankach lub urzędach).
Dzięki znajomościom z prominentnymi mieszkańcami miasteczka Królowa Matka ma w szkole władzę większą niż dyrektor. Jeśli któryś z wychowanków nie spełnia jej wymagań i oczekiwań jest usuwany/a z placówki lub wykluczany, izolowany, traktowany przez rówieśników jak powietrze. Dla niepokornych nauczycieli nie ma po wakacjach etatu w szkole. Z Królową Matką boją się również zadzierać rodzice uczniów.
Tymon, który jako student zgłębił tajniki socjologii, tak mówi o sytuacji, w jakiej znaleźli się wtedy on i jego rówieśnicy kształcący się w Zakładzie:
***
"A przecież powinniśmy się byli czegoś nauczyć (...).
Wyszlachetnieć. Stać się kimś. Nauczyć się wyrażać własne zdanie.
Tymczasem, niby policyjne psy, trafiliśmy na szkolenie.
Nie rusz, zostań, bierz go. Atakuj, bo jest inny. Zabij. Albowiem (...) ośmielił się wychylić."
***
Nie ma w tych słowach ani trochę przesady. Niektóre historie opowiedziane w książce kończą się, niestety, tragicznie.
Polecam lekturę tej niełatwej powieści. Uważam ją za ważną i znaczącą, taką która nie pudruje rzeczywistości.
Powinien przeczytać ją każdy nauczyciel i rodzic dorastającego nastolatka.
Odejmuję 1 punkt za wulgaryzmy, których jak dla mnie, było nieco zbyt wiele.
Uważam, że książka może spełniać warunki listopadowego wyzwania. Jest poruszająca i niepokojąca. Ukazuje szkolny mobbing, inicjowany przez wychowawczynię, prześladujacą uczniów, którzy - według niej - "psują" jej klasę. To ona pociąga za sznurki, zastrasza pozostałych i nakłania ich do prześladowań rówieśnika. Dwóch nastolatków płaci za to życiem. Nauczyciele i dyrektor bezczynnie przyglądają się poczynaniom Królowej Matki.
Mamy tu obraz szkoły opresyjnej, do podobnej miałam kiedyś nieprzyjemność uczęszczać.
Przeczytane w ramach wyzwania czytelniczego na listopad.
"Hodowla" to opowieść o dorastaniu, buncie, który temu towarzyszy, trudnych wyborach oraz ich konsekwencjach.
Autorka opisała w tym utworze szkołę, która zamiast wspierać, wskazywać młodym ludziom dobre drogi i przygotowywać ich do życia, uczy obłudy, cwaniactwa i nietolerancji.
Jest to powieść psychologiczno -obyczajowa, adresowana do młodzieży stojącej u wrót dorosłości i...
To jedna z kolejnych pozycji dla wszystkich.
Jak dziecko, dzieci potrafią patrzeć w przyszłość? Jak potrafią dostosować się do sytuacji? Tylko, czy tak trzeba? Czy tak musi być?
Obserwuj, patrz i słuchaj, wyciągaj wnioski. Czy za beztroskim uśmiechem, drogimi ciucha mi na topie i gadżetami są szczęśliwi młodzi ludzie?
Czytałam różne opinie o tej książce i nie zgadzam się z tak niską oceną. Chyba niektórzy nie patrzyli "szeroko otwartymi oczami".
To jedna z kolejnych pozycji dla wszystkich.
Jak dziecko, dzieci potrafią patrzeć w przyszłość? Jak potrafią dostosować się do sytuacji? Tylko, czy tak trzeba? Czy tak musi być?
Obserwuj, patrz i słuchaj, wyciągaj wnioski. Czy za beztroskim uśmiechem, drogimi ciucha mi na topie i gadżetami są szczęśliwi młodzi ludzie?
Czytałam różne opinie o tej książce i nie zgadzam się...
Zachęcił mnie opis, który w żaden sposób nie odnosi się do książki. Historia nudna, bohaterowie nieciekawi, a przy tym często się gubiłam gdzie w danym momencie historii jesteśmy. Szkoda, bo Lato nad Rodos bardzo mi się podobało i tą książkę polecam.
Zachęcił mnie opis, który w żaden sposób nie odnosi się do książki. Historia nudna, bohaterowie nieciekawi, a przy tym często się gubiłam gdzie w danym momencie historii jesteśmy. Szkoda, bo Lato nad Rodos bardzo mi się podobało i tą książkę polecam.
Co wybierasz: żyć komfortowo czy być wolnym? Za jedno i drugie musisz zapłacić. Co jesteś w stanie poświęcić?
Małe miasteczko i bycie innym. Ciężka sprawa, szczególnie gdy jesteś nastolatkiem.
Co wybierasz: żyć komfortowo czy być wolnym? Za jedno i drugie musisz zapłacić. Co jesteś w stanie poświęcić?
Małe miasteczko i bycie innym. Ciężka sprawa, szczególnie gdy jesteś nastolatkiem.
"Wszelkie podobieństwo do osób lub wydarzeń jest niezamierzone". Totalne kłamstwo na dzień dobry.
Książka niestety pokazuje całą prawdę o polskim szkolnictwie. Wyścig szczurów, kolesiostwo/protekcje, "LGBT". Że niby tak było w starym ustroju.
Książka krótka, ale mocna. Pytanie można zadać ew o jej aktualność, czy oby na pewno takich "matek" już nie ma nigdzie? Czy "gumowe uszy" jeszcze mają rację bytu? Czy szklane drzwi i kamery są rozwiązaniem na cokolwiek?
Książka faktycznie potencjalnie o niczym, ale jej treść jest "między wierszami", zostawia same pytania, a nie daje odpowiedzi. Czy oby na pewno problemy poruszane przez autorkę umarły razem ze starym systemem?
"Wszelkie podobieństwo do osób lub wydarzeń jest niezamierzone". Totalne kłamstwo na dzień dobry.
Książka niestety pokazuje całą prawdę o polskim szkolnictwie. Wyścig szczurów, kolesiostwo/protekcje, "LGBT". Że niby tak było w starym ustroju.
Książka krótka, ale mocna. Pytanie można zadać ew o jej aktualność, czy oby na pewno takich "matek" już nie ma nigdzie? Czy "gumowe...
Bardzo mainstreamowa i w sumie nie zaskakująca absolutnie niczym. Jedyny plus tej książki jest taki, że jak bardzo bardzo się postaramy to można delikatnie poczuć czasy szkoły średniej. Mimo wszystko pozycja po prostu słaba.
Bardzo mainstreamowa i w sumie nie zaskakująca absolutnie niczym. Jedyny plus tej książki jest taki, że jak bardzo bardzo się postaramy to można delikatnie poczuć czasy szkoły średniej. Mimo wszystko pozycja po prostu słaba.
Mało kto z nas lubił szkołę, jednakże nie każdy ma tak złe wspomnienia z nią związane. Bohater książki już jako dorosły wraca do miejscowości, w której się wychował i gdzie chodził do szkoły nazywanej Zakładem. W Zakładzie postrachem była Królowa Matka, która jako wychowawczyni nie tolerowała żadnych złych zachowań ani ocen. Wszystko co złe było zamiatane pod dywan, a każdy przejaw indywidualności był tłumiony.
Książka dość krótka, pouczająca, ale też wymagająca przemyśleń i czytania pomiędzy wierszami.
Mi osobiście nie przypadła do gustu.
Mało kto z nas lubił szkołę, jednakże nie każdy ma tak złe wspomnienia z nią związane. Bohater książki już jako dorosły wraca do miejscowości, w której się wychował i gdzie chodził do szkoły nazywanej Zakładem. W Zakładzie postrachem była Królowa Matka, która jako wychowawczyni nie tolerowała żadnych złych zachowań ani ocen. Wszystko co złe było zamiatane pod dywan, a każdy...
Wiek nastoletni nie jest łatwy. Przechodzenie z dzieciństwa w dorosłość to skomplikowany i często bolesny proces. Jaki on będzie i jaka dorosłość się z niego wyłoni, w dużym stopniu zależy od szkoły.
Prawie nikt nie wspomina swojej szkoły z sympatią. Do wyjątków nie należy główny bohater „Hodowli”, Tymon, młody doktorant socjologii. Po dziesięciu latach zjawia się w miasteczku, w którym spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Odbywa swego rodzaju podróż „sentymentalną”, podczas której wspomina szkolne lata. Wyraz sentymentalny jest w cudzysłowie, bo Tymon sentymentem miasteczka nie darzy. Nie spodziewał się nawet, że kiedykolwiek tu wróci, ale przeszłość nie daje mu o sobie zapomnieć.
Ta przeszłość, od której Tymon nie może uciec, to przede wszystkim szkoła, zwana przez niego Zakładem. Na pierwszy rzut oka miejsce wyjątkowe – wylęgarnia talentów, uczniów doskonałych, „pracowitych, ambitnych, posłusznych”. Nad ich nieskazitelnością czuwa wychowawczyni, Królowa Matka. Ma swoje metody pracy z uczniem: „Masz wziąć udział w konkursie na szopkę i go wygrać”, „Masz przystąpić do olimpiady chemicznej i znaleźć się w finale” – od jej decyzji nie ma odwołania. Królowa Matka hoduje geniuszy, nie przebierając w środkach: kto nie przystaje do stworzonego przez nią modelu ucznia doskonałego, ponosi karę.
W klasie Królowej Matki nie ma miejsca na samodzielne myślenie, na indywidualność, spontaniczność – zastępuje je posłuszeństwo. Jak w prawdziwym zakładzie z taśmy produkcyjnej zejść mają egzemplarze identyczne, pozbawione własnej osobowości, uległe. Młodzież bywa jednak niepokorna, zdarzają się wyskoki typowe dla nastolatków. Królowa Matka skrzętnie zamiata je pod dywan, ucząc swoich geniuszy cwaniactwa, obłudy, donosicielstwa, knucia intryg i innych umiejętności „współpracy” z ludźmi władzy.
Trudno nazwać szkołę, do której chodził Tymon, kuźnią „doskonałych” charakterów, ale paradoksalnie nauki przekazywane przez Królową Matkę okazują się przydatne. Uczennice, które pilnie jej słuchały i wiernie służyły, w dorosłym życiu osiągnęły sukces, a przeciwnicy – Maciek, Lara-Flara i inni mniej pokorni – ponieśli klęskę. Brzmi to gorzko, ale w dzisiejszym świecie, opartym na nieuczciwych grach, dobrze radzi sobie ten, kto wie, z kim trzymać.
Wspomniany Maciek to cichy buntownik, czarna owca w szkolnej hodowli. Na jego przykładzie poznajemy mechanizmy wykluczenia z grupy. Jest to podwójne wykluczenie. Królowa Matka tępi Maćka, bo jest „plamą na nieskazitelnej bieli”. Zmanipulowani i skażeni jej naukami szkolni koledzy stopniowo odrzucają go, bo jest inny. Maciek zostaje zepchnięty na margines szkolnego i towarzyskiego życia. Dla nastolatka wykluczenie z grupy rówieśniczej, wzmocnione poczuciem odmienności, bywa zabójcze.
Druga z wymienionych osób to Lara-Flara, nauczycielka angielskiego, przeciwieństwo Królowej Matki, wymagająca, lecz sprawiedliwa „nie znosiła lizusów, podobnie jak tępiła krętaczy”. Nauczycielka idealna, ale nie w Zakładzie, mieszkanka małego miasteczka, ale niepoddająca się panującym w nim zasadom. Podobnie jak Maciek Lara-Flara nie przystaje do społeczności, w której żyje. Jej koniec łatwo przewidzieć.
Akcja „Hodowli” rozgrywa się w szkole, w niewielkim mieście, na początku naszego stulecia, ale problemy w niej poruszane są uniwersalne. Nieprzypadkowo miejscem spotkań uczniów Królowej Matki jest cmentarz z Grobem Nieznanego Żołnierza, pomnikiem „ludzi, którzy dawno temu zostali rozstrzelani za to, że chcieli po prostu pozostać sobą. Wiedzieli, że ryzykują życiem, a jednak bardziej cenili sobie wolność. Być może z tego powodu – stwierdza Tymon – byli bliscy nam, nastoletnim buntownikom, poddanym obróbce w Zakładzie, ocenianym, obserwowanym. Szlifowanym za pomocą uwag, rozmów wychowawczych, rządzonym i dzielonym. A w ostateczności słabym i zagubionym...”
Ludzie dokonują wyborów niezależnie od czasu i miejsca, w którym przyszło im żyć. Muszą decydować: iść z prądem czy pod prąd; pozostać wiernym sobie i – w powszechnym przekonaniu – stracić czy sprzedać duszę i zyskać; przyznać się do swojej inności czy wmieszać w tłum; stać po stronie tego, kto rozdaje karty, czy ująć się za tym, który odstaje od reszty. Z jednej strony odpowiedź jest jasna. Każdy chciałyby być wolny, prawy i szlachetny, ale z drugiej strony… wybory kształtuje rzeczywistość. Niejeden z nas na swojej drodze spotkał posłusznych wychowanków Królowej Matki.
„Hodowla” to dobra, sprawnie napisana powieść psychologiczno-obyczajowa, zarówno dla starszej młodzieży, jak i dorosłych. Mimo że narracja jest niespieszna, a akcja pozbawiona spektakularnych wydarzeń, książka wciąga. Autorka umiejętnie ją skonstruowała: główny bohater i jednocześnie narrator książki, Tymon, to socjolog, ale sprawia wrażenie detektywa, który – początkowo sam, a potem w rozmowie ze szkolnym adwersarzem – stopniowo odkrywa przed czytelnikiem ciemne strony współczesnej szkoły i małomiasteczkowej społeczności. Warto przeczytać.
http://www.polskanapiechote.waw.pl/do-poduszki
Wiek nastoletni nie jest łatwy. Przechodzenie z dzieciństwa w dorosłość to skomplikowany i często bolesny proces. Jaki on będzie i jaka dorosłość się z niego wyłoni, w dużym stopniu zależy od szkoły.
Prawie nikt nie wspomina swojej szkoły z sympatią. Do wyjątków nie należy główny bohater „Hodowli”, Tymon, młody doktorant...
Tymon, obecnie doktorant socjologii, przyjeżdża do rodzinnego miasteczka położonego gdzieś na zapyziałej prowincji. Chcąc nie chcąc ożywają wspomnienia, a zwłaszcza te związane z Zakładem, czyli szkołą średnią. Nauczyciele, koledzy i koleżanki z klasy, najbliższa paczka, z którą spotykało się w wąwozie, paliło papierosy, popijało tanie wino. I jeszcze Królowa Matka – wychowawczyni, której zależało wyłącznie na sukcesie klasy, jak najlepszych wynikach – a nie na ludziach. Tych młodych, niedojrzałych, wchodzących dopiero w dorosłość. I jest jeszcze Lara Flara – oryginalna nauczycielka języka angielskiego, jedyna sprawiedliwa w gronie pedagogicznym. Rozumie młodych, pomaga, ale jednocześnie uczy, że jeśli jest działanie to jest i konsekwencja, i że aby coś zrozumieć, niekiedy trzeba się sparzyć. Jednocześnie przekazuje, że w tym środowisku warto być przyzwoitym. Lara Flara nie rozdaje kart jak Królowa Matka, nie szuka haków, nie zamiata trudnych spraw pod dywan.
Książka niby niepozorna. Mniejszego formatu, około 160 stron. Narracja bardzo oszczędna, ale za to esencjonalna. Porusza tak wiele spraw, pokazuje mnóstwo ludzi w różnych sytuacjach – często kontrowersyjnych. Specyficzna narracja Katarzyny Ryrych. Niekiedy trzeba na chwilę wrócić, bo trochę pogubiło się w rzeczywistości, która akurat tutaj miesza teraźniejszość z przeszłością. Bo osoby z „teraz” niechcący zaplątały się z młodymi sprzed lat, zgubił się wątek, zmieniła perspektywa. Ale tak się może zdarzyć, zwłaszcza wtedy, gdy czytanie jest bardzo zaangażowane, gdy „wchodzi” się wręcz w bohatera albo emocjonalnie przeżywa jego porażki. Już autorka zadbała o emocje czytelnika. Złość, może nawet wściekłość, mieszają się z niedowierzaniem, że takie coś mogło się wydarzyć, a być może i się wydarzyło. I nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że przerysowane, nieprawdopodobne, gdybym przed kilku laty nie była przypadkowym świadkiem rozmowy dwóch młodych ludzi z pierwszego roku studiów, którzy wspominali swoje liceum. Sceny podobne do tych z „Hodowli”. W pewnym liceum młoda przewodnicząca samorządu szkolnego na uroczystości rozdania świadectw klasom maturalnym zamiast przygotowanego przemówienia – laurki, odważyła się powiedzieć zebranym gościom, rodzicom, nauczycielom, urzędnikom, jaka naprawdę jest ich szkoła. I ciekawa jestem dziś, jak potoczyło się życie tamtych młodych ludzi, których też ktoś próbował „hodować”.
Lektura dla dojrzałego czytelnika – ku przestrodze i ku refleksji. Pewnie i dla rodziców i nauczycieli – również ku przestrodze i ku refleksji. Można doczepić się przekleństw, scen, w których alkohol leje się strumieniami – ale mądry czytelnik wyciągnie z tej książki to, co wartościowe. Stąd też lektura nie dla każdego.
Tymon, obecnie doktorant socjologii, przyjeżdża do rodzinnego miasteczka położonego gdzieś na zapyziałej prowincji. Chcąc nie chcąc ożywają wspomnienia, a zwłaszcza te związane z Zakładem, czyli szkołą średnią. Nauczyciele, koledzy i koleżanki z klasy, najbliższa paczka, z którą spotykało się w wąwozie, paliło papierosy, popijało tanie wino. I jeszcze Królowa Matka –...
"Hodowla" Katarzyny Ryrych zaskoczyła mnie zupełnie, bo z recenzji w LC wywnioskowałam, że będzie to klasyczna antyutopia o szkole. Tymczasem jest to owszem powieść o szkole, ale takiej, jaką pamięta być może niejeden z nas. Całość ma charakter wspomnienia bohatera, który będąc dorosłym mężczyzną przyjechał do swojego rodzinnego miasteczka i odtwarza w rozmowie z dawnym kolegą przeżycia z czasów pobytu w liceum, które jest właśnie tytułową hodowlą. Chłopcy byli bowiem wychowankami chorobliwie ambitnej Królowej Matki, która kontrolowała każdy aspekt życia swoich uczniów, chcąc stworzyć z nich osobniki doskonałe, czyli absolutnie posłuszne, ścigające się w walce o wyniki w nauce i laury olimpijskie oraz niczym się nieróżniące. Pobyt w tej placówce dla każdego skończył się źle: musieli zrezygnować ze swoich poglądów, sprzedać się mentalnie, albo udawać kogoś kim nie są. Wszelkie przejawy buntu były tłumione i skończyły się tragicznie.
To poruszająca książka o tym, jak szkoła niszczy indywidualność i spontaniczność młodego człowieka i o tym, jak wielkiej siły wymaga sprzeciwienie się narzuconym formom i jak wielką cenę trzeba zapłacić za bycie wolnym. Aż się prosi, aby odczytać tę niewielką książeczkę w kontekście walki z totalitaryzmem i wszelkimi formami zniewolenia.
Na uwagę zasługuje także świetny styl autorki. Książka napisana jest starannym, prawdziwie literackim językiem, a atmosfera niepokoju i duszności prowincjonalnego miasteczka uchwycona została bardzo umiejętnie. Moje pierwsze zetknięcie z prozą pani Ryrych uważam za wyjątkowo udane i proszę o więcej.
"Hodowla" Katarzyny Ryrych zaskoczyła mnie zupełnie, bo z recenzji w LC wywnioskowałam, że będzie to klasyczna antyutopia o szkole. Tymczasem jest to owszem powieść o szkole, ale takiej, jaką pamięta być może niejeden z nas. Całość ma charakter wspomnienia bohatera, który będąc dorosłym mężczyzną przyjechał do swojego rodzinnego miasteczka i odtwarza w rozmowie z dawnym...
tymon razem z przyjaciółmi chodzi do Zakładu (tak nazywa się tutaj szkołę) i to do najlepszej klasy, jego wychowawczynią jest Królowa Matka (kobieta, która uważa że każdy powinien być idealny)
wspomnienia z kilku lat nauki w Zakładzie przeplatają się z terazniejszością - tymon jest doktorantem socjologii i przyjeżdża do rodzinnego miasteczka z sentymentalną wizytą...
nie chcąc zdradzać zbyt wiele powiem tylko, że książka ta ukazuje to co robi z nami szkoła i edukacja: one zabijają w nas indywidualizm, marzenia nieskończoną wiarę w nasze możliwości, a uczą dopasowania, średniości i niewybijanie się przed innymi
polecam!!!
króciutka książka, ale jakże prawdziwa
tymon razem z przyjaciółmi chodzi do Zakładu (tak nazywa się tutaj szkołę) i to do najlepszej klasy, jego wychowawczynią jest Królowa Matka (kobieta, która uważa że każdy powinien być idealny)
wspomnienia z kilku lat nauki w Zakładzie przeplatają się z terazniejszością - tymon jest doktorantem socjologii i przyjeżdża do rodzinnego...
Książka ta podobała mi się,lecz dużo się tam dzieje, Dużo opisów, dużo przekleństw, dużo palenia i picia,a jest to literatura młodzieżowa,więc jest to ewidentny błąd tej książki. Sama książka jest dobra,lecz nie polecałabym jej dla młodzieży, bo przecież powinniśmy się kierować książką i w ogóle,a w książce przekleństwa, palenie i picie alkoholu to ma być kierowanie się? Może są tam poruszone tematy młodzieżowe,ale czytać,aby znaleźć jakoś 3 sytuacje młodzieżowe w całej książce.Jest to poruszone,a sama hodowla, przedstawiona jest praktycznie na samym końcu.Trudno też było mi się połapać kiedy,co się dzieje,ponieważ było połączenie przeszłości z teraźniejszością i chwilowo przyszłością.
Książka ta podobała mi się,lecz dużo się tam dzieje, Dużo opisów, dużo przekleństw, dużo palenia i picia,a jest to literatura młodzieżowa,więc jest to ewidentny błąd tej książki. Sama książka jest dobra,lecz nie polecałabym jej dla młodzieży, bo przecież powinniśmy się kierować książką i w ogóle,a w książce przekleństwa, palenie i picie alkoholu to ma być kierowanie się?...
Oto okładka powieści Katarzyny Ryrych "Hodowla".
Okładka niepokojąca, niepokojąca treść.
Trochę trudno było mi poskładać puzzle,
które pochodziły z dwóch układanek: teraźniejszej i dawnej.
Narrator rzuca kolejne kawałki, nie dbając ani o zgodność chronologiczną,
ani przyzwoity język, ani o to, co czytelnik z tego zrozumie.
Widać, że temat męczący dla samego narratora.
A jest nim młody doktorant Tymon,
który po 10 latach nieobecności
przyjeżdża do rodzinnego miasta.
I rozdrapuje stare rany.
Nieplanowane spotkanie z dawnym kolegą z klasy
zmienia się w wywlekanie szkolnych brudów z przeszłości.
Nie była to lektura łatwa, lekka i przyjemna.
Z każdym kolejnym kawałkiem coraz bardziej czułam, że te puzzle cuchną.
Niby nic drastycznego się nie działo, a dla niektórych bohaterów skutki były tragiczne.
Nic drastycznego?
A może po prostu nie widać wszystkiego?
Może Tymon wszystkiego jeszcze nie powiedział?
Po co w ogóle wrócił do miasta?
Co takiego zdarzyło się w jego liceum, że nie daje mu to spokoju aż do dziś?
A liceum było najlepsze.
I klasa była najlepsza!
Ale.... "Nieważne, czy byłeś naprawdę w czymś dobry. Jeśli nie miałeś mundurka, byłeś zerem."
Spójrzmy jeszcze raz na okładkę.
Niepokoi...
Wszyscy szarzy.
Wszyscy jednacy.
W jednakowych pozycjach.
Wszyscy?
Odwróćmy książkę "do góry nogami".
Teraz przeraża!
"Tamtego dnia po raz pierwszy przyszło mi do głowy słowo "hodowla". Bo czym innym byliśmy?
Czym innym mieliśmy być, jeśli nie hodowlą idealnych osobników, pracowitych, ambitnych, posłusznych,
funkcjonujących jak jeden sprawny, niezawodny organizm?
Jak mrówki, jak pszczoły w ulu, jak ławica ryb.
A na czele stała Królowa Matka, wszechwiedząca, kontrolująca wszystko i wszystkich (...)."
Muszę tę książkę przeczytać jeszcze raz.
Spokojnie poskładać wszystko w jedną opowieść zranionego człowieka.
Choć to nie on tu był najbardziej zraniony, nie on.
Oto okładka powieści Katarzyny Ryrych "Hodowla".
Okładka niepokojąca, niepokojąca treść.
Trochę trudno było mi poskładać puzzle,
które pochodziły z dwóch układanek: teraźniejszej i dawnej.
Narrator rzuca kolejne kawałki, nie dbając ani o zgodność chronologiczną,
ani przyzwoity język, ani o to, co czytelnik z tego zrozumie.
Widać, że temat męczący dla samego narratora.
Podchodziłam do tej pozycji z niepewnością, a jednak naprawdę pozytywne mnie zaskoczyła. Polska odpowiedź na "13 powodów" i "Stowarzyszenie umarłych poetów", w dodatku mniej łzawa, za to na korzyść (bolesnej) prawdziwości. Szkoła w dzisiejszych czasach niewiele ma wspólnego z bezgrzesznymi latami, naiwnością i nieświadomością prawdy o świecie. Wyścig szczurów rozpoczyna się coraz wcześniej, napędzany przez ambicje rodziców i nauczycieli. Presja rodzi coraz większe napięcie, a stres najłatwiej rozładować na odmieńcu. W końcu każdy biały kruk prędzej czy później zostaje zadziobany przez swoich czarnych pobratymców. Albo po prostu zaszczuty.
Podchodziłam do tej pozycji z niepewnością, a jednak naprawdę pozytywne mnie zaskoczyła. Polska odpowiedź na "13 powodów" i "Stowarzyszenie umarłych poetów", w dodatku mniej łzawa, za to na korzyść (bolesnej) prawdziwości. Szkoła w dzisiejszych czasach niewiele ma wspólnego z bezgrzesznymi latami, naiwnością i nieświadomością prawdy o świecie. Wyścig szczurów rozpoczyna się...
Katarzyna Ryrych "Hodowla" – to niewielka objętościowo książka, licząca 160 stron. Zaciekawił mnie jej opis, który znalazłam. Czytelniczą grupą odbiorców jest młodzież, ale ... niejednokrotnie przekonałam się, że warto po taką literaturę sięgać bez względu na wiek.
Dziesięć lat wcześniej Tymon (Monty) skończył szkołę (Zakład). Teraz wrócił do rodzinnego miasteczka, w odwiedziny, spontanicznie. Spotkanie z dawnym sąsiadem skłoniła obu do wspomnień o wydarzeniach i ludziach z czasów szkolnych.
Wychowawczyni – Królowa Matka (matematyka) – wydawało jej się, że wie wszystko. Uczniowie jej klasy (hodowli) musieli być najlepsi. Uwagi w dzienniku nie wchodziły w grę (zdarzyła się jedna). Wszystko co złe było "zamiatane pod dywan". Karała, ale nie bezpośrednio.
Szanowali i lubili tylko jedną nauczycielkę – Larę-Flarę (język angielski). Za to, że była normalna i sprawiedliwa.
Nie byli aniołami. Jak to młodzi ludzie (... "nastoletni buntownicy, poddawani obróbce w Zakładzie, oceniani, obserwowani ..."(str.36). Ten, kto nie pasowała do całości ... odchodził ... w taki lub inny sposób. Klasa dzieliła się na "my" i "one" oraz "tamci".
"(...)Czym innym mieliśmy być, jeśli nie hodowlą idealnych osobników, pracowitych, ambitnych, posłusznych, fukcjonujących jak jeden sprawny, niezawodny organizm?"(str.102)
Książka o samotności człowieka, który tylko udaje, że jest super i ma przyjaciół. I nie chodzi mi tylko o głównego bohatera tej smutnej książki. O życiu w miejscu, gdzie za bycie innym płaci się najwyższą cenę, niezależnie od wieku. O prawdzie, która może być niebezpieczna.
Po przeczytaniu dochodzę do wniosku, że każdy odnajdzie w bohaterach jakąś cząstkę siebie.
Lektura daje do myślenia.
Katarzyna Ryrych "Hodowla" – to niewielka objętościowo książka, licząca 160 stron. Zaciekawił mnie jej opis, który znalazłam. Czytelniczą grupą odbiorców jest młodzież, ale ... niejednokrotnie przekonałam się, że warto po taką literaturę sięgać bez względu na wiek.
Dziesięć lat wcześniej Tymon (Monty) skończył szkołę (Zakład). Teraz wrócił do rodzinnego miasteczka, w...
O tym jak jeden kolega z drugim kolegą, wspominali szkolne czasy nad butelką whisky.
Ta książka jest jak fala wspomnień płynących niepowstrzymanym strumieniem, chaotycznych, mieszających się ze sobą, wpadających na siebie, nie zawsze łączących się w jakiś logiczny ciąg zdarzeń.
Jest to w jakimś stopniu krytyka tradycyjnego modelu edukacji, który próbując hodować perfekcyjnych dorosłych, tłamsi w młodych ludziach indywidualność, wciskając ich w ciasne ramy wąsko pojętej normalności i budząc lęk przed odstawaniem od innych w jakiejkolwiek dziedzinie, w jakikolwiek sposób - czy to pozytywny, czy negatywny. Pokazuje też, że tego typu postawa prowadzi ludzi do oportunizmu, obojętności i biernego godzenia się na zło dookoła, a to bywa równie (a może bardziej?) destrukcyjne jak aktywna agresja.
O tym jak jeden kolega z drugim kolegą, wspominali szkolne czasy nad butelką whisky.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka jest jak fala wspomnień płynących niepowstrzymanym strumieniem, chaotycznych, mieszających się ze sobą, wpadających na siebie, nie zawsze łączących się w jakiś logiczny ciąg zdarzeń.
Jest to w jakimś stopniu krytyka tradycyjnego modelu edukacji, który próbując hodować...
To opowieść z perspektywy 10 lat, jak wyglądało życie w szkole, a zwłaszcza pewien szczególny okres. Wychowawczyni narratora chciała, żeby jej klasa była idealna, równa, świetna. Kto nie pasował, musiał się dostosować albo odpaść. I to odpadanie wyglądało bardzo różnie, ale Królowa Matka zawsze miała czyste ręce. Niektórzy uczniowie zmienili szkołę, inni... nie przeżyli. Narrator rozważa śmierć swojego kolegi z perspektywy teraz już dorosłego człowieka, który niechcący postanowił przepracować traumy z przeszłości. Przypadkowo z najmniej lubianym wtedy znajomym z klasy (nazywa go nawet swoim antagonistą).
Z jednej strony pokazuje to, jak funkcjonują niektóre szkoły, klasy, nauczyciele. Z drugiej pokazuje mechanizmy społeczne działające w grupach (tych narzuconych i wybranych, tych z nauczycielami i ze znajomymi). Z trzeciej jeszcze pokazuje, jak wygląda patrzenie na pewne wydarzenia po latach i że niektóre z nich zostają z człowiekiem na zawsze.
Czemu nie wyższa ocena? Bo powieść jest nieco chaotyczna, co mi trochę przeszkadzało w odbiorze. Mimo to chyba rozumiem ten zabieg, to trochę jak strumień świadomości. Książka na pewno warta przeczytania (150 stron, ja przeczytałam w jedno popołudnie) dla osób związanych ze szkołą - nauczycieli (jest też pozytywna postać w książce!), rodziców, uczniów. Żeby pozwolić sobie na zastanowienie.
To opowieść z perspektywy 10 lat, jak wyglądało życie w szkole, a zwłaszcza pewien szczególny okres. Wychowawczyni narratora chciała, żeby jej klasa była idealna, równa, świetna. Kto nie pasował, musiał się dostosować albo odpaść. I to odpadanie wyglądało bardzo różnie, ale Królowa Matka zawsze miała czyste ręce. Niektórzy uczniowie zmienili szkołę, inni... nie przeżyli....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ pozoru gładka, może i nudna. ALE to nieprawda. Po wczytaniu się widać drugie dno. Szkoła, z pozoru jak każda inna, jednak nie jest dobrym i bezpiecznym miejscem. Wychowawczyni zamiast wychowywać, pozwalać dorastać, szkoli, sieje ferment, knuje i obraca przyjaciół przeciwko sobie. Boją się jej nawet rodzice, choć na szczęście nie wszyscy. Szkoła to zakład hodowli umysłów posłusznych, idealnych, w normie. Wszystko, co "inne", w mniejszości, indywidualne i butne jest niszczone, wymazywane. Zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Jeden chłopiec kończy życie będąc wykluczony przez grupę przyjaciół i napietnowany przez wychowawczynię, lubiana nauczycielka angielskiego traci etat w szkole i opuszcza owe miasto. Byłby z tego dobry kryminał. Myślę, że osoby, które bardzo źle oceniają te krótką książkę (ma potencjał na coś o wiele dłuższego) są trochę jak ta wychowawczyni. Nie potrafią współodczuwać, rozumieć innych, w ogóle odczuwać pozytywnych emocji. Albo po prostu mieli słodkopierdzące dorastanie bez refleksji. Tę krótką pozycję powinni czytać rodzice i nauczyciele. Ci bardziej kumaci coś z niej wyciągną i wdrożą zmiany, jeżeli będą potrzebne.
Z pozoru gładka, może i nudna. ALE to nieprawda. Po wczytaniu się widać drugie dno. Szkoła, z pozoru jak każda inna, jednak nie jest dobrym i bezpiecznym miejscem. Wychowawczyni zamiast wychowywać, pozwalać dorastać, szkoli, sieje ferment, knuje i obraca przyjaciół przeciwko sobie. Boją się jej nawet rodzice, choć na szczęście nie wszyscy. Szkoła to zakład hodowli umysłów...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNarrator (Tymon) po dziesięciu latach wraca do swojej miejscowości. Odwiedza stare zakamarki. Niektóre miejsca uległy zmianie, inne zniknęły. Czasami pojawiło się coś nowego. Chłopak wspomina swe szkolne lata i "idealną" szkołę, w której nikt nie mógł odstawać od reszty uczniów. Ani w zachowaniu, ani w nauce. Zakładu (szkoły) pilnowała lub otaczała opieką, jak kto woli, Królowa Matka. Nauczycielka o władzy większej niż sam dyrektor. Tylko Lara-Flara, anglistka jest wspominana z rozrzewnieniem, jako jedyna nie bała się być sobą.
"Hodowla" to gorzka opowieść o szkole i dorastaniu. To także obraz polskiego małomiasteczkowego społeczeństwa pełnego zaściankowych uprzedzeń, gdzie młodzież jest hodowana a nie wychowywana i edukowana.
Narrator (Tymon) po dziesięciu latach wraca do swojej miejscowości. Odwiedza stare zakamarki. Niektóre miejsca uległy zmianie, inne zniknęły. Czasami pojawiło się coś nowego. Chłopak wspomina swe szkolne lata i "idealną" szkołę, w której nikt nie mógł odstawać od reszty uczniów. Ani w zachowaniu, ani w nauce. Zakładu (szkoły) pilnowała lub otaczała opieką, jak kto woli,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„A czego uczono nas? Co tak naprawdę wynieśliśmy ze szkoły?
Nie wychylać się.
Nie wystawać ponad szereg.
Nie wyróżniać się niczym i w niczym, czego się od ciebie nie wymaga”.
Myślę, że nikt z nas nie chciałby być w takiej szkole, gdzie panuje totalny terror, a uczniowie są zastraszani. Uczniowie w tej szkole doświadczają przemoc, panują rygorystyczne zasady, a w tym wszystkim ze sobą rywalizują. Szczerze mówiąc, zawiodłam się na tej historii, iż w ogóle nie przeżyłam tych wszystkich emocji, na jakie liczyłam. Wydaję mi się, że miałam za duże oczekiwania wobec tej historii, bo po przeczytaniu nie myślałam o niej aż tak bardzo, jak wymagałam. Hodowla bardzo mnie rozczarowała i nie wiem, czy sięgnę po inne tytuły Katarzyny Ryrych.
#Hodowla#kłamstwo#rywalizacja#manipulacja#literaturamłodzieżowa#problemymłodzieży#strach#przemoc#szkoła#zemsta
http://bookaholicandwriter.blogspot.com/2023/04/hodowla-katarzyna-ryrych-recenzja-autor.html
https://www.instagram.com/p/C0sGEC_tR_8/?igshid=ODhhZWM5NmIwOQ==
https://twitter.com/Bookaholic22er/status/1733974919141089645?t=prLeqVuNoUkDZ6BElL5zig&s=19
„A czego uczono nas? Co tak naprawdę wynieśliśmy ze szkoły?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wychylać się.
Nie wystawać ponad szereg.
Nie wyróżniać się niczym i w niczym, czego się od ciebie nie wymaga”.
Myślę, że nikt z nas nie chciałby być w takiej szkole, gdzie panuje totalny terror, a uczniowie są zastraszani. Uczniowie w tej szkole doświadczają przemoc, panują rygorystyczne...
"Hodowla" to opowieść o dorastaniu, buncie, który temu towarzyszy, trudnych wyborach oraz ich konsekwencjach.
Autorka opisała w tym utworze szkołę, która zamiast wspierać, wskazywać młodym ludziom dobre drogi i przygotowywać ich do życia, uczy obłudy, cwaniactwa i nietolerancji.
Jest to powieść psychologiczno -obyczajowa, adresowana do młodzieży stojącej u wrót dorosłości i do dorosłych.
Już na wstępie autorka podkreśla, że:
"Wszelkie podobieństwo do osób lub wydarzeń jest niezamierzone, jednak ... jeśli ktoś rozpozna w tej historii siebie, to znaczy, że sobie na to zasłużył."
Uproszczenie elementów świata przedstawionego polegające na niedookreśleniu czasu i miejsca ukazanych zdarzeń, nadaje tej historii wymiar uniwersalny.
Powieści nie czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, nie tylko ze względu na ważną i poważną tematykę, ale także z powodu specyficznego sposobu skonstruowania fabuły i narracji.
Fabuła nie toczy się linearnie, uzupełnia ją sporo retrospekcji i dygresji. Narratorem jest doktorant socjologii Tymon, który po 10. latach nieobecności, odwiedza miasteczko, w którym dorastał i uczęszczał do szkoły średniej. Ta szkoła to właśnie tytułowa Hodowla, nazywana przez uczniów Zakładem.
Snuje się opowieść o grupie nastolatków w okresie dojrzewania, pierwszych miłościach i przyjaźniach "na zawsze", rozczarowaniach i gorzkich doświadczeniach. Dla nich to czas odkrywania świata dorosłych, poznawania siebie, podkreślania własnej odrębności. Ale szkoła, od której tak wiele zależy, nie wychowuje i nie wspiera.
Ich wychowawczyni zwana Królową Matką jest mistrzynią obłudy i podcinania skrzydeł. Zamiast scalać zespół klasowy umiejętnie rozbija go na mniejsze grupy.
Oto co o niej mówi narrator:
***
"Wiedziała (Królowa Matka), jak zasiać ferment, gdyby na uniwersytetach istniały wydziały fermentologii stosowanej, z pewnością miałaby szansę na fotel dziekana."
***
Wspomniana wychowawczyni- hodowczyni, otacza się dziewczętami, które donoszą jej o wszystkim, co dzieje się w klasie podczas i po lekcjach (po zkończeniu edukacji, dziewczęta pełniące funkcję "uszu i oczu" Królowej Matki, zostają zatrudnione w bankach lub urzędach).
Dzięki znajomościom z prominentnymi mieszkańcami miasteczka Królowa Matka ma w szkole władzę większą niż dyrektor. Jeśli któryś z wychowanków nie spełnia jej wymagań i oczekiwań jest usuwany/a z placówki lub wykluczany, izolowany, traktowany przez rówieśników jak powietrze. Dla niepokornych nauczycieli nie ma po wakacjach etatu w szkole. Z Królową Matką boją się również zadzierać rodzice uczniów.
Tymon, który jako student zgłębił tajniki socjologii, tak mówi o sytuacji, w jakiej znaleźli się wtedy on i jego rówieśnicy kształcący się w Zakładzie:
***
"A przecież powinniśmy się byli czegoś nauczyć (...).
Wyszlachetnieć. Stać się kimś. Nauczyć się wyrażać własne zdanie.
Tymczasem, niby policyjne psy, trafiliśmy na szkolenie.
Nie rusz, zostań, bierz go. Atakuj, bo jest inny. Zabij. Albowiem (...) ośmielił się wychylić."
***
Nie ma w tych słowach ani trochę przesady. Niektóre historie opowiedziane w książce kończą się, niestety, tragicznie.
Polecam lekturę tej niełatwej powieści. Uważam ją za ważną i znaczącą, taką która nie pudruje rzeczywistości.
Powinien przeczytać ją każdy nauczyciel i rodzic dorastającego nastolatka.
Odejmuję 1 punkt za wulgaryzmy, których jak dla mnie, było nieco zbyt wiele.
Uważam, że książka może spełniać warunki listopadowego wyzwania. Jest poruszająca i niepokojąca. Ukazuje szkolny mobbing, inicjowany przez wychowawczynię, prześladujacą uczniów, którzy - według niej - "psują" jej klasę. To ona pociąga za sznurki, zastrasza pozostałych i nakłania ich do prześladowań rówieśnika. Dwóch nastolatków płaci za to życiem. Nauczyciele i dyrektor bezczynnie przyglądają się poczynaniom Królowej Matki.
Mamy tu obraz szkoły opresyjnej, do podobnej miałam kiedyś nieprzyjemność uczęszczać.
Przeczytane w ramach wyzwania czytelniczego na listopad.
"Hodowla" to opowieść o dorastaniu, buncie, który temu towarzyszy, trudnych wyborach oraz ich konsekwencjach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka opisała w tym utworze szkołę, która zamiast wspierać, wskazywać młodym ludziom dobre drogi i przygotowywać ich do życia, uczy obłudy, cwaniactwa i nietolerancji.
Jest to powieść psychologiczno -obyczajowa, adresowana do młodzieży stojącej u wrót dorosłości i...
Nie mam żadnych odczuć czy przemyśleń
Nie mam żadnych odczuć czy przemyśleń
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jedna z kolejnych pozycji dla wszystkich.
Jak dziecko, dzieci potrafią patrzeć w przyszłość? Jak potrafią dostosować się do sytuacji? Tylko, czy tak trzeba? Czy tak musi być?
Obserwuj, patrz i słuchaj, wyciągaj wnioski. Czy za beztroskim uśmiechem, drogimi ciucha mi na topie i gadżetami są szczęśliwi młodzi ludzie?
Czytałam różne opinie o tej książce i nie zgadzam się z tak niską oceną. Chyba niektórzy nie patrzyli "szeroko otwartymi oczami".
To jedna z kolejnych pozycji dla wszystkich.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak dziecko, dzieci potrafią patrzeć w przyszłość? Jak potrafią dostosować się do sytuacji? Tylko, czy tak trzeba? Czy tak musi być?
Obserwuj, patrz i słuchaj, wyciągaj wnioski. Czy za beztroskim uśmiechem, drogimi ciucha mi na topie i gadżetami są szczęśliwi młodzi ludzie?
Czytałam różne opinie o tej książce i nie zgadzam się...
Zachęcił mnie opis, który w żaden sposób nie odnosi się do książki. Historia nudna, bohaterowie nieciekawi, a przy tym często się gubiłam gdzie w danym momencie historii jesteśmy. Szkoda, bo Lato nad Rodos bardzo mi się podobało i tą książkę polecam.
Zachęcił mnie opis, który w żaden sposób nie odnosi się do książki. Historia nudna, bohaterowie nieciekawi, a przy tym często się gubiłam gdzie w danym momencie historii jesteśmy. Szkoda, bo Lato nad Rodos bardzo mi się podobało i tą książkę polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo wybierasz: żyć komfortowo czy być wolnym? Za jedno i drugie musisz zapłacić. Co jesteś w stanie poświęcić?
Małe miasteczko i bycie innym. Ciężka sprawa, szczególnie gdy jesteś nastolatkiem.
Co wybierasz: żyć komfortowo czy być wolnym? Za jedno i drugie musisz zapłacić. Co jesteś w stanie poświęcić?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMałe miasteczko i bycie innym. Ciężka sprawa, szczególnie gdy jesteś nastolatkiem.
"Wszelkie podobieństwo do osób lub wydarzeń jest niezamierzone". Totalne kłamstwo na dzień dobry.
Książka niestety pokazuje całą prawdę o polskim szkolnictwie. Wyścig szczurów, kolesiostwo/protekcje, "LGBT". Że niby tak było w starym ustroju.
Książka krótka, ale mocna. Pytanie można zadać ew o jej aktualność, czy oby na pewno takich "matek" już nie ma nigdzie? Czy "gumowe uszy" jeszcze mają rację bytu? Czy szklane drzwi i kamery są rozwiązaniem na cokolwiek?
Książka faktycznie potencjalnie o niczym, ale jej treść jest "między wierszami", zostawia same pytania, a nie daje odpowiedzi. Czy oby na pewno problemy poruszane przez autorkę umarły razem ze starym systemem?
"Wszelkie podobieństwo do osób lub wydarzeń jest niezamierzone". Totalne kłamstwo na dzień dobry.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka niestety pokazuje całą prawdę o polskim szkolnictwie. Wyścig szczurów, kolesiostwo/protekcje, "LGBT". Że niby tak było w starym ustroju.
Książka krótka, ale mocna. Pytanie można zadać ew o jej aktualność, czy oby na pewno takich "matek" już nie ma nigdzie? Czy "gumowe...
Bardzo mainstreamowa i w sumie nie zaskakująca absolutnie niczym. Jedyny plus tej książki jest taki, że jak bardzo bardzo się postaramy to można delikatnie poczuć czasy szkoły średniej. Mimo wszystko pozycja po prostu słaba.
Bardzo mainstreamowa i w sumie nie zaskakująca absolutnie niczym. Jedyny plus tej książki jest taki, że jak bardzo bardzo się postaramy to można delikatnie poczuć czasy szkoły średniej. Mimo wszystko pozycja po prostu słaba.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProsta, poruszająca i dająca do myślenia opowieść o trudach dojrzewania w szkole, która krępuje i ogranicza. Warte uwagi.
Prosta, poruszająca i dająca do myślenia opowieść o trudach dojrzewania w szkole, która krępuje i ogranicza. Warte uwagi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMało kto z nas lubił szkołę, jednakże nie każdy ma tak złe wspomnienia z nią związane. Bohater książki już jako dorosły wraca do miejscowości, w której się wychował i gdzie chodził do szkoły nazywanej Zakładem. W Zakładzie postrachem była Królowa Matka, która jako wychowawczyni nie tolerowała żadnych złych zachowań ani ocen. Wszystko co złe było zamiatane pod dywan, a każdy przejaw indywidualności był tłumiony.
Książka dość krótka, pouczająca, ale też wymagająca przemyśleń i czytania pomiędzy wierszami.
Mi osobiście nie przypadła do gustu.
Mało kto z nas lubił szkołę, jednakże nie każdy ma tak złe wspomnienia z nią związane. Bohater książki już jako dorosły wraca do miejscowości, w której się wychował i gdzie chodził do szkoły nazywanej Zakładem. W Zakładzie postrachem była Królowa Matka, która jako wychowawczyni nie tolerowała żadnych złych zachowań ani ocen. Wszystko co złe było zamiatane pod dywan, a każdy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://www.polskanapiechote.waw.pl/do-poduszki
Wiek nastoletni nie jest łatwy. Przechodzenie z dzieciństwa w dorosłość to skomplikowany i często bolesny proces. Jaki on będzie i jaka dorosłość się z niego wyłoni, w dużym stopniu zależy od szkoły.
Prawie nikt nie wspomina swojej szkoły z sympatią. Do wyjątków nie należy główny bohater „Hodowli”, Tymon, młody doktorant socjologii. Po dziesięciu latach zjawia się w miasteczku, w którym spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Odbywa swego rodzaju podróż „sentymentalną”, podczas której wspomina szkolne lata. Wyraz sentymentalny jest w cudzysłowie, bo Tymon sentymentem miasteczka nie darzy. Nie spodziewał się nawet, że kiedykolwiek tu wróci, ale przeszłość nie daje mu o sobie zapomnieć.
Ta przeszłość, od której Tymon nie może uciec, to przede wszystkim szkoła, zwana przez niego Zakładem. Na pierwszy rzut oka miejsce wyjątkowe – wylęgarnia talentów, uczniów doskonałych, „pracowitych, ambitnych, posłusznych”. Nad ich nieskazitelnością czuwa wychowawczyni, Królowa Matka. Ma swoje metody pracy z uczniem: „Masz wziąć udział w konkursie na szopkę i go wygrać”, „Masz przystąpić do olimpiady chemicznej i znaleźć się w finale” – od jej decyzji nie ma odwołania. Królowa Matka hoduje geniuszy, nie przebierając w środkach: kto nie przystaje do stworzonego przez nią modelu ucznia doskonałego, ponosi karę.
W klasie Królowej Matki nie ma miejsca na samodzielne myślenie, na indywidualność, spontaniczność – zastępuje je posłuszeństwo. Jak w prawdziwym zakładzie z taśmy produkcyjnej zejść mają egzemplarze identyczne, pozbawione własnej osobowości, uległe. Młodzież bywa jednak niepokorna, zdarzają się wyskoki typowe dla nastolatków. Królowa Matka skrzętnie zamiata je pod dywan, ucząc swoich geniuszy cwaniactwa, obłudy, donosicielstwa, knucia intryg i innych umiejętności „współpracy” z ludźmi władzy.
Trudno nazwać szkołę, do której chodził Tymon, kuźnią „doskonałych” charakterów, ale paradoksalnie nauki przekazywane przez Królową Matkę okazują się przydatne. Uczennice, które pilnie jej słuchały i wiernie służyły, w dorosłym życiu osiągnęły sukces, a przeciwnicy – Maciek, Lara-Flara i inni mniej pokorni – ponieśli klęskę. Brzmi to gorzko, ale w dzisiejszym świecie, opartym na nieuczciwych grach, dobrze radzi sobie ten, kto wie, z kim trzymać.
Wspomniany Maciek to cichy buntownik, czarna owca w szkolnej hodowli. Na jego przykładzie poznajemy mechanizmy wykluczenia z grupy. Jest to podwójne wykluczenie. Królowa Matka tępi Maćka, bo jest „plamą na nieskazitelnej bieli”. Zmanipulowani i skażeni jej naukami szkolni koledzy stopniowo odrzucają go, bo jest inny. Maciek zostaje zepchnięty na margines szkolnego i towarzyskiego życia. Dla nastolatka wykluczenie z grupy rówieśniczej, wzmocnione poczuciem odmienności, bywa zabójcze.
Druga z wymienionych osób to Lara-Flara, nauczycielka angielskiego, przeciwieństwo Królowej Matki, wymagająca, lecz sprawiedliwa „nie znosiła lizusów, podobnie jak tępiła krętaczy”. Nauczycielka idealna, ale nie w Zakładzie, mieszkanka małego miasteczka, ale niepoddająca się panującym w nim zasadom. Podobnie jak Maciek Lara-Flara nie przystaje do społeczności, w której żyje. Jej koniec łatwo przewidzieć.
Akcja „Hodowli” rozgrywa się w szkole, w niewielkim mieście, na początku naszego stulecia, ale problemy w niej poruszane są uniwersalne. Nieprzypadkowo miejscem spotkań uczniów Królowej Matki jest cmentarz z Grobem Nieznanego Żołnierza, pomnikiem „ludzi, którzy dawno temu zostali rozstrzelani za to, że chcieli po prostu pozostać sobą. Wiedzieli, że ryzykują życiem, a jednak bardziej cenili sobie wolność. Być może z tego powodu – stwierdza Tymon – byli bliscy nam, nastoletnim buntownikom, poddanym obróbce w Zakładzie, ocenianym, obserwowanym. Szlifowanym za pomocą uwag, rozmów wychowawczych, rządzonym i dzielonym. A w ostateczności słabym i zagubionym...”
Ludzie dokonują wyborów niezależnie od czasu i miejsca, w którym przyszło im żyć. Muszą decydować: iść z prądem czy pod prąd; pozostać wiernym sobie i – w powszechnym przekonaniu – stracić czy sprzedać duszę i zyskać; przyznać się do swojej inności czy wmieszać w tłum; stać po stronie tego, kto rozdaje karty, czy ująć się za tym, który odstaje od reszty. Z jednej strony odpowiedź jest jasna. Każdy chciałyby być wolny, prawy i szlachetny, ale z drugiej strony… wybory kształtuje rzeczywistość. Niejeden z nas na swojej drodze spotkał posłusznych wychowanków Królowej Matki.
„Hodowla” to dobra, sprawnie napisana powieść psychologiczno-obyczajowa, zarówno dla starszej młodzieży, jak i dorosłych. Mimo że narracja jest niespieszna, a akcja pozbawiona spektakularnych wydarzeń, książka wciąga. Autorka umiejętnie ją skonstruowała: główny bohater i jednocześnie narrator książki, Tymon, to socjolog, ale sprawia wrażenie detektywa, który – początkowo sam, a potem w rozmowie ze szkolnym adwersarzem – stopniowo odkrywa przed czytelnikiem ciemne strony współczesnej szkoły i małomiasteczkowej społeczności. Warto przeczytać.
http://www.polskanapiechote.waw.pl/do-poduszki
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiek nastoletni nie jest łatwy. Przechodzenie z dzieciństwa w dorosłość to skomplikowany i często bolesny proces. Jaki on będzie i jaka dorosłość się z niego wyłoni, w dużym stopniu zależy od szkoły.
Prawie nikt nie wspomina swojej szkoły z sympatią. Do wyjątków nie należy główny bohater „Hodowli”, Tymon, młody doktorant...
Tymon, obecnie doktorant socjologii, przyjeżdża do rodzinnego miasteczka położonego gdzieś na zapyziałej prowincji. Chcąc nie chcąc ożywają wspomnienia, a zwłaszcza te związane z Zakładem, czyli szkołą średnią. Nauczyciele, koledzy i koleżanki z klasy, najbliższa paczka, z którą spotykało się w wąwozie, paliło papierosy, popijało tanie wino. I jeszcze Królowa Matka – wychowawczyni, której zależało wyłącznie na sukcesie klasy, jak najlepszych wynikach – a nie na ludziach. Tych młodych, niedojrzałych, wchodzących dopiero w dorosłość. I jest jeszcze Lara Flara – oryginalna nauczycielka języka angielskiego, jedyna sprawiedliwa w gronie pedagogicznym. Rozumie młodych, pomaga, ale jednocześnie uczy, że jeśli jest działanie to jest i konsekwencja, i że aby coś zrozumieć, niekiedy trzeba się sparzyć. Jednocześnie przekazuje, że w tym środowisku warto być przyzwoitym. Lara Flara nie rozdaje kart jak Królowa Matka, nie szuka haków, nie zamiata trudnych spraw pod dywan.
Książka niby niepozorna. Mniejszego formatu, około 160 stron. Narracja bardzo oszczędna, ale za to esencjonalna. Porusza tak wiele spraw, pokazuje mnóstwo ludzi w różnych sytuacjach – często kontrowersyjnych. Specyficzna narracja Katarzyny Ryrych. Niekiedy trzeba na chwilę wrócić, bo trochę pogubiło się w rzeczywistości, która akurat tutaj miesza teraźniejszość z przeszłością. Bo osoby z „teraz” niechcący zaplątały się z młodymi sprzed lat, zgubił się wątek, zmieniła perspektywa. Ale tak się może zdarzyć, zwłaszcza wtedy, gdy czytanie jest bardzo zaangażowane, gdy „wchodzi” się wręcz w bohatera albo emocjonalnie przeżywa jego porażki. Już autorka zadbała o emocje czytelnika. Złość, może nawet wściekłość, mieszają się z niedowierzaniem, że takie coś mogło się wydarzyć, a być może i się wydarzyło. I nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że przerysowane, nieprawdopodobne, gdybym przed kilku laty nie była przypadkowym świadkiem rozmowy dwóch młodych ludzi z pierwszego roku studiów, którzy wspominali swoje liceum. Sceny podobne do tych z „Hodowli”. W pewnym liceum młoda przewodnicząca samorządu szkolnego na uroczystości rozdania świadectw klasom maturalnym zamiast przygotowanego przemówienia – laurki, odważyła się powiedzieć zebranym gościom, rodzicom, nauczycielom, urzędnikom, jaka naprawdę jest ich szkoła. I ciekawa jestem dziś, jak potoczyło się życie tamtych młodych ludzi, których też ktoś próbował „hodować”.
Lektura dla dojrzałego czytelnika – ku przestrodze i ku refleksji. Pewnie i dla rodziców i nauczycieli – również ku przestrodze i ku refleksji. Można doczepić się przekleństw, scen, w których alkohol leje się strumieniami – ale mądry czytelnik wyciągnie z tej książki to, co wartościowe. Stąd też lektura nie dla każdego.
Tymon, obecnie doktorant socjologii, przyjeżdża do rodzinnego miasteczka położonego gdzieś na zapyziałej prowincji. Chcąc nie chcąc ożywają wspomnienia, a zwłaszcza te związane z Zakładem, czyli szkołą średnią. Nauczyciele, koledzy i koleżanki z klasy, najbliższa paczka, z którą spotykało się w wąwozie, paliło papierosy, popijało tanie wino. I jeszcze Królowa Matka –...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Hodowla" Katarzyny Ryrych zaskoczyła mnie zupełnie, bo z recenzji w LC wywnioskowałam, że będzie to klasyczna antyutopia o szkole. Tymczasem jest to owszem powieść o szkole, ale takiej, jaką pamięta być może niejeden z nas. Całość ma charakter wspomnienia bohatera, który będąc dorosłym mężczyzną przyjechał do swojego rodzinnego miasteczka i odtwarza w rozmowie z dawnym kolegą przeżycia z czasów pobytu w liceum, które jest właśnie tytułową hodowlą. Chłopcy byli bowiem wychowankami chorobliwie ambitnej Królowej Matki, która kontrolowała każdy aspekt życia swoich uczniów, chcąc stworzyć z nich osobniki doskonałe, czyli absolutnie posłuszne, ścigające się w walce o wyniki w nauce i laury olimpijskie oraz niczym się nieróżniące. Pobyt w tej placówce dla każdego skończył się źle: musieli zrezygnować ze swoich poglądów, sprzedać się mentalnie, albo udawać kogoś kim nie są. Wszelkie przejawy buntu były tłumione i skończyły się tragicznie.
To poruszająca książka o tym, jak szkoła niszczy indywidualność i spontaniczność młodego człowieka i o tym, jak wielkiej siły wymaga sprzeciwienie się narzuconym formom i jak wielką cenę trzeba zapłacić za bycie wolnym. Aż się prosi, aby odczytać tę niewielką książeczkę w kontekście walki z totalitaryzmem i wszelkimi formami zniewolenia.
Na uwagę zasługuje także świetny styl autorki. Książka napisana jest starannym, prawdziwie literackim językiem, a atmosfera niepokoju i duszności prowincjonalnego miasteczka uchwycona została bardzo umiejętnie. Moje pierwsze zetknięcie z prozą pani Ryrych uważam za wyjątkowo udane i proszę o więcej.
"Hodowla" Katarzyny Ryrych zaskoczyła mnie zupełnie, bo z recenzji w LC wywnioskowałam, że będzie to klasyczna antyutopia o szkole. Tymczasem jest to owszem powieść o szkole, ale takiej, jaką pamięta być może niejeden z nas. Całość ma charakter wspomnienia bohatera, który będąc dorosłym mężczyzną przyjechał do swojego rodzinnego miasteczka i odtwarza w rozmowie z dawnym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tokróciutka książka, ale jakże prawdziwa
tymon razem z przyjaciółmi chodzi do Zakładu (tak nazywa się tutaj szkołę) i to do najlepszej klasy, jego wychowawczynią jest Królowa Matka (kobieta, która uważa że każdy powinien być idealny)
wspomnienia z kilku lat nauki w Zakładzie przeplatają się z terazniejszością - tymon jest doktorantem socjologii i przyjeżdża do rodzinnego miasteczka z sentymentalną wizytą...
nie chcąc zdradzać zbyt wiele powiem tylko, że książka ta ukazuje to co robi z nami szkoła i edukacja: one zabijają w nas indywidualizm, marzenia nieskończoną wiarę w nasze możliwości, a uczą dopasowania, średniości i niewybijanie się przed innymi
polecam!!!
króciutka książka, ale jakże prawdziwa
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo totymon razem z przyjaciółmi chodzi do Zakładu (tak nazywa się tutaj szkołę) i to do najlepszej klasy, jego wychowawczynią jest Królowa Matka (kobieta, która uważa że każdy powinien być idealny)
wspomnienia z kilku lat nauki w Zakładzie przeplatają się z terazniejszością - tymon jest doktorantem socjologii i przyjeżdża do rodzinnego...
Książka ta podobała mi się,lecz dużo się tam dzieje, Dużo opisów, dużo przekleństw, dużo palenia i picia,a jest to literatura młodzieżowa,więc jest to ewidentny błąd tej książki. Sama książka jest dobra,lecz nie polecałabym jej dla młodzieży, bo przecież powinniśmy się kierować książką i w ogóle,a w książce przekleństwa, palenie i picie alkoholu to ma być kierowanie się? Może są tam poruszone tematy młodzieżowe,ale czytać,aby znaleźć jakoś 3 sytuacje młodzieżowe w całej książce.Jest to poruszone,a sama hodowla, przedstawiona jest praktycznie na samym końcu.Trudno też było mi się połapać kiedy,co się dzieje,ponieważ było połączenie przeszłości z teraźniejszością i chwilowo przyszłością.
Książka ta podobała mi się,lecz dużo się tam dzieje, Dużo opisów, dużo przekleństw, dużo palenia i picia,a jest to literatura młodzieżowa,więc jest to ewidentny błąd tej książki. Sama książka jest dobra,lecz nie polecałabym jej dla młodzieży, bo przecież powinniśmy się kierować książką i w ogóle,a w książce przekleństwa, palenie i picie alkoholu to ma być kierowanie się?...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOto okładka powieści Katarzyny Ryrych "Hodowla".
Okładka niepokojąca, niepokojąca treść.
Trochę trudno było mi poskładać puzzle,
które pochodziły z dwóch układanek: teraźniejszej i dawnej.
Narrator rzuca kolejne kawałki, nie dbając ani o zgodność chronologiczną,
ani przyzwoity język, ani o to, co czytelnik z tego zrozumie.
Widać, że temat męczący dla samego narratora.
A jest nim młody doktorant Tymon,
który po 10 latach nieobecności
przyjeżdża do rodzinnego miasta.
I rozdrapuje stare rany.
Nieplanowane spotkanie z dawnym kolegą z klasy
zmienia się w wywlekanie szkolnych brudów z przeszłości.
Nie była to lektura łatwa, lekka i przyjemna.
Z każdym kolejnym kawałkiem coraz bardziej czułam, że te puzzle cuchną.
Niby nic drastycznego się nie działo, a dla niektórych bohaterów skutki były tragiczne.
Nic drastycznego?
A może po prostu nie widać wszystkiego?
Może Tymon wszystkiego jeszcze nie powiedział?
Po co w ogóle wrócił do miasta?
Co takiego zdarzyło się w jego liceum, że nie daje mu to spokoju aż do dziś?
A liceum było najlepsze.
I klasa była najlepsza!
Ale.... "Nieważne, czy byłeś naprawdę w czymś dobry. Jeśli nie miałeś mundurka, byłeś zerem."
Spójrzmy jeszcze raz na okładkę.
Niepokoi...
Wszyscy szarzy.
Wszyscy jednacy.
W jednakowych pozycjach.
Wszyscy?
Odwróćmy książkę "do góry nogami".
Teraz przeraża!
"Tamtego dnia po raz pierwszy przyszło mi do głowy słowo "hodowla". Bo czym innym byliśmy?
Czym innym mieliśmy być, jeśli nie hodowlą idealnych osobników, pracowitych, ambitnych, posłusznych,
funkcjonujących jak jeden sprawny, niezawodny organizm?
Jak mrówki, jak pszczoły w ulu, jak ławica ryb.
A na czele stała Królowa Matka, wszechwiedząca, kontrolująca wszystko i wszystkich (...)."
Muszę tę książkę przeczytać jeszcze raz.
Spokojnie poskładać wszystko w jedną opowieść zranionego człowieka.
Choć to nie on tu był najbardziej zraniony, nie on.
https://bajdocja.blogspot.com/2019/04/hodowla.html
Oto okładka powieści Katarzyny Ryrych "Hodowla".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkładka niepokojąca, niepokojąca treść.
Trochę trudno było mi poskładać puzzle,
które pochodziły z dwóch układanek: teraźniejszej i dawnej.
Narrator rzuca kolejne kawałki, nie dbając ani o zgodność chronologiczną,
ani przyzwoity język, ani o to, co czytelnik z tego zrozumie.
Widać, że temat męczący dla samego narratora.
A...
Podchodziłam do tej pozycji z niepewnością, a jednak naprawdę pozytywne mnie zaskoczyła. Polska odpowiedź na "13 powodów" i "Stowarzyszenie umarłych poetów", w dodatku mniej łzawa, za to na korzyść (bolesnej) prawdziwości. Szkoła w dzisiejszych czasach niewiele ma wspólnego z bezgrzesznymi latami, naiwnością i nieświadomością prawdy o świecie. Wyścig szczurów rozpoczyna się coraz wcześniej, napędzany przez ambicje rodziców i nauczycieli. Presja rodzi coraz większe napięcie, a stres najłatwiej rozładować na odmieńcu. W końcu każdy biały kruk prędzej czy później zostaje zadziobany przez swoich czarnych pobratymców. Albo po prostu zaszczuty.
Podchodziłam do tej pozycji z niepewnością, a jednak naprawdę pozytywne mnie zaskoczyła. Polska odpowiedź na "13 powodów" i "Stowarzyszenie umarłych poetów", w dodatku mniej łzawa, za to na korzyść (bolesnej) prawdziwości. Szkoła w dzisiejszych czasach niewiele ma wspólnego z bezgrzesznymi latami, naiwnością i nieświadomością prawdy o świecie. Wyścig szczurów rozpoczyna się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKatarzyna Ryrych "Hodowla" – to niewielka objętościowo książka, licząca 160 stron. Zaciekawił mnie jej opis, który znalazłam. Czytelniczą grupą odbiorców jest młodzież, ale ... niejednokrotnie przekonałam się, że warto po taką literaturę sięgać bez względu na wiek.
Dziesięć lat wcześniej Tymon (Monty) skończył szkołę (Zakład). Teraz wrócił do rodzinnego miasteczka, w odwiedziny, spontanicznie. Spotkanie z dawnym sąsiadem skłoniła obu do wspomnień o wydarzeniach i ludziach z czasów szkolnych.
Wychowawczyni – Królowa Matka (matematyka) – wydawało jej się, że wie wszystko. Uczniowie jej klasy (hodowli) musieli być najlepsi. Uwagi w dzienniku nie wchodziły w grę (zdarzyła się jedna). Wszystko co złe było "zamiatane pod dywan". Karała, ale nie bezpośrednio.
Szanowali i lubili tylko jedną nauczycielkę – Larę-Flarę (język angielski). Za to, że była normalna i sprawiedliwa.
Nie byli aniołami. Jak to młodzi ludzie (... "nastoletni buntownicy, poddawani obróbce w Zakładzie, oceniani, obserwowani ..."(str.36). Ten, kto nie pasowała do całości ... odchodził ... w taki lub inny sposób. Klasa dzieliła się na "my" i "one" oraz "tamci".
"(...)Czym innym mieliśmy być, jeśli nie hodowlą idealnych osobników, pracowitych, ambitnych, posłusznych, fukcjonujących jak jeden sprawny, niezawodny organizm?"(str.102)
Książka o samotności człowieka, który tylko udaje, że jest super i ma przyjaciół. I nie chodzi mi tylko o głównego bohatera tej smutnej książki. O życiu w miejscu, gdzie za bycie innym płaci się najwyższą cenę, niezależnie od wieku. O prawdzie, która może być niebezpieczna.
Po przeczytaniu dochodzę do wniosku, że każdy odnajdzie w bohaterach jakąś cząstkę siebie.
Lektura daje do myślenia.
Katarzyna Ryrych "Hodowla" – to niewielka objętościowo książka, licząca 160 stron. Zaciekawił mnie jej opis, który znalazłam. Czytelniczą grupą odbiorców jest młodzież, ale ... niejednokrotnie przekonałam się, że warto po taką literaturę sięgać bez względu na wiek.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziesięć lat wcześniej Tymon (Monty) skończył szkołę (Zakład). Teraz wrócił do rodzinnego miasteczka, w...