Uff, mocna książka. Problem z rozprzestrzenianiem się wirusa HIV zwykle kojarzymy z kwestiami takimi jak aktywność seksualna, czy narkomania, a tu mamy historię, która poszła w zupełnie inną stronę (i to jeszcze opisuje prawdziwe w tamtym czasie i regionie zjawisko). Przykro się to czytało, ale nie dało się odwrócić wzroku i odłożyć tej książki na bok.
Uff, mocna książka. Problem z rozprzestrzenianiem się wirusa HIV zwykle kojarzymy z kwestiami takimi jak aktywność seksualna, czy narkomania, a tu mamy historię, która poszła w zupełnie inną stronę (i to jeszcze opisuje prawdziwe w tamtym czasie i regionie zjawisko). Przykro się to czytało, ale nie dało się odwrócić wzroku i odłożyć tej książki na bok.
Pierwsza styczność z tym autorem. Cóż to była za karuzela sprzecznych uczuć, w zasadzie nawet teraz nie wiem co myślę o tej książce. Z całą pewnością styl autora jest ciekawy i przystępny, historia wioski i dziadka wciąga, a kolejne wydarzenia to wywołują mnóstwo sprzecznych uczuć. Na koniec i tak jestem pozytywnie zaskoczona i zainteresuje się innymi książkami autora.
Pierwsza styczność z tym autorem. Cóż to była za karuzela sprzecznych uczuć, w zasadzie nawet teraz nie wiem co myślę o tej książce. Z całą pewnością styl autora jest ciekawy i przystępny, historia wioski i dziadka wciąga, a kolejne wydarzenia to wywołują mnóstwo sprzecznych uczuć. Na koniec i tak jestem pozytywnie zaskoczona i zainteresuje się innymi książkami autora.
Wciągająca, niesamowicie ciekawa. Napisana typowym chińskim stylem ale jako ktoś, kto rzadko sięga po powieści - bardzo dobra i przyjemna do czytania, mimo że porusza trudne tematy i osadzona jest w ciężkim dla Chin, a zwłaszcza dla mieszkańców wsi okresie. Śmierć, chciwość, relacje rodzinne, realia historyczne i życie na wsi
Wciągająca, niesamowicie ciekawa. Napisana typowym chińskim stylem ale jako ktoś, kto rzadko sięga po powieści - bardzo dobra i przyjemna do czytania, mimo że porusza trudne tematy i osadzona jest w ciężkim dla Chin, a zwłaszcza dla mieszkańców wsi okresie. Śmierć, chciwość, relacje rodzinne, realia historyczne i życie na wsi
Niewielka miejscowość, która zyskuje rozgłos za sprawą wybuchu epidemii AIDS wskutek wielokrotnego, a zarazem niesterylnego poboru krwi jej mieszkańców. Wioska Ding przypomina osadę przeklętych z wyrokami rychłej śmierci. Szaleństwo masowych zgonów nie omija ojca oraz jego synów, których zza grobu obserwuje wnuk i uważnie przygląda się ich postępowaniu w obliczu narastających antagonizmów wewnątrz wsi.
Yan Lianke powierza fabułę powieści ludziom obarczanym największą odpowiedzialnością za upiorne oblicze oczekujących na śmierć, co nie znaczy, aby pomijał jednostkowe losy pozostałych mieszkańców wioski Ding. Spojrzenie na epidemię oczami wielu osób pozwala dostrzec różnorodność, a niekiedy skrajność postaw wobec choroby oraz pozostałego życia. Pokrewieństwo ojca i synów nie stanowi o rodzinnym przywiązaniu, skoro każdy z bohaterów wyznaje inne wartości, zaś podejmowane przez nich decyzje dowodzą odmiennych granic moralności w dobie wyniszczającej gorączki. Masowe zgony nie przeszkadzają jednemu w bogaceniu się na ludzkiej krzywdzie. Własna niedola usprawiedliwia małżeństwo drugiego z umierającą żoną kuzyna. Z kolei targające ojcem wyrzuty sumienia zmuszają go do poszukiwania sposobów zadośćuczynienia chorym za sprowadzone nieszczęście.
Przypomnienie światu o wyludnieniu zapomnianej wioski stanowi pretekst do krytyki władz chińskich, które pod pozorem pojedynczych, a zarazem znikomych dobrodziejstw w postaci trumien dla umierających lub racji żywnościowych, stygmatyzują ofiary epidemii i próbują odżegnywać się od odpowiedzialności za zbrodniczy proceder na szeroką skalę. Na długo zapamiętam tę powieść, albowiem nie mogłem pohamować emocji z powodu zbiorowej tragedii, która wylewa się strumieniami z historii o pozbawieniu człowieka cząstki życia z każdą kroplą odebranej mu krwi.
Niewielka miejscowość, która zyskuje rozgłos za sprawą wybuchu epidemii AIDS wskutek wielokrotnego, a zarazem niesterylnego poboru krwi jej mieszkańców. Wioska Ding przypomina osadę przeklętych z wyrokami rychłej śmierci. Szaleństwo masowych zgonów nie omija ojca oraz jego synów, których zza grobu obserwuje wnuk i uważnie przygląda się ich postępowaniu w obliczu...
to chyba pierwszy raz, kiedy literatura azjatycka tak bardzo mnie zmęczyła, ilością powtórzeń, dziwnymi, niezbyt sympatycznymi bohaterami, których działania i motywacje zupełnie nie są jasne, konfudującą narracją. z ulgą skończyłam.
to chyba pierwszy raz, kiedy literatura azjatycka tak bardzo mnie zmęczyła, ilością powtórzeń, dziwnymi, niezbyt sympatycznymi bohaterami, których działania i motywacje zupełnie nie są jasne, konfudującą narracją. z ulgą skończyłam.
Po „Sen wioski Ding” sięgnęłam skuszona poleceniem pod postem na jednej z grup internetowych, dotyczącym moich ukochanych „Stu lat samotności”. Miał być realizm magiczny, miał być klimat i błyskotliwość pisarska autora. Niestety, niczego takiego nie znalazłam w tej książce. Sięgnęłam po nią, nie czytając nawet krótkiej recenzji czy opisu, żeby się nie sugerować. Jednak po ok 60 stronach postanowiłam przynajmniej przeczytać krótką notkę, żeby mieć jakiekolwiek odniesienie.
Książka opowiada o degeneracji małej społeczności jednej z chińskich wiosek, spowodowanej epidemią AIDS. Niestety według mnie jest po prostu nudna, bohaterowie płascy i bezpłciowi, historia ciągnie się bez polotu, a styl, w którym autor co chwilę powtarza to samo zdanie po kilka razy, niestrawny. Dobrnęłam do końca mocno się męcząc. Zdecydowanie nie moja bajka i nie moja bańka 😖
Po „Sen wioski Ding” sięgnęłam skuszona poleceniem pod postem na jednej z grup internetowych, dotyczącym moich ukochanych „Stu lat samotności”. Miał być realizm magiczny, miał być klimat i błyskotliwość pisarska autora. Niestety, niczego takiego nie znalazłam w tej książce. Sięgnęłam po nią, nie czytając nawet krótkiej recenzji czy opisu, żeby się nie sugerować. Jednak po...
„Jak zachwyca, skoro nie zachwyca…”
Pierwsze strony książki zapowiadały ciekawą fabułę i interesująca problematykę. Przez moment myślałem, że będzie to chiński odpowiednik „Dżumy” Camus’a i „Folwarku zwierzęcego” Orwell’a. Niestety książka okazała się nudna, niewciągająca z bogatymi opisami przyrody, która miały chyba za zadanie być literackim lustrem emocji i przeżyć lokalnej społeczności. Trzymając się tego środka wyrazu moje odczucia względem treści byłby odzwierciedlone gęstą i ciemną mgłą…
Jako że każda zaczęta i nieskończona przeze mnie książka staje się osobistym literackim wyrzutem sumienia dobrnąłem do jej końca zupełnie bez satysfakcji… ale też i bez sił…
Nie polecam!
„Jak zachwyca, skoro nie zachwyca…”
Pierwsze strony książki zapowiadały ciekawą fabułę i interesująca problematykę. Przez moment myślałem, że będzie to chiński odpowiednik „Dżumy” Camus’a i „Folwarku zwierzęcego” Orwell’a. Niestety książka okazała się nudna, niewciągająca z bogatymi opisami przyrody, która miały chyba za zadanie być literackim lustrem emocji i przeżyć...
Piękna i brutalnie szczera opowieść o ludziach - o ich postawach i próbach charakteru w obliczu epidemii nieznanej choroby i nieuchronnej śmierci, o korzystaniu z krótkiego czasu, jaki im pozostał, zderzeniu tradycji z nowym, ale niekoniecznie lepszym światem i ludzi dzierżących władzę ze zwykłym szarym obywatelem, który jak zawsze nie ma w tym starciu szans i zdany jest tylko na siebie. Nie mogę zliczyć, jak wiele razy czułam się bezsilna czytając tę książkę i jak dopingowałam niektórym jej bohaterom w ich niełatwej drodze przez resztę życia, jakie się w nich tliło. Aż ciężko uwierzyć, że coś takiego mogło się zdążyć naprawdę i to całkiem przecież niedawno.
Piękna i brutalnie szczera opowieść o ludziach - o ich postawach i próbach charakteru w obliczu epidemii nieznanej choroby i nieuchronnej śmierci, o korzystaniu z krótkiego czasu, jaki im pozostał, zderzeniu tradycji z nowym, ale niekoniecznie lepszym światem i ludzi dzierżących władzę ze zwykłym szarym obywatelem, który jak zawsze nie ma w tym starciu szans i zdany jest...
Gdyby ktoś nie wiedział, że historia ta, inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, mógłby pomyśleć sobie, że czyta powieść fantasy gdzie ludzie sprzedają krew wampirom. Niestety, ale okazuje się, że to naprawdę się wydarzyło. I pół biedy gdyby ten proceder był wykonywany profesjonalnie, ale nie był i nie chodzi już nawet o to, że krew była pobierana w hurtowych ilościach (nawet dwa razy tego samego dnia od jednej osoby), ale przede wszystkim o to, że odbywało się to, bez zachowania jakiejkolwiek higieny i sterylności (przy pomocy jednej igły obsługiwano po kilka osób), a stąd do rozprzestrzenienia się śmiertelnej zarazy zostaje już tylko niewielki krok. Mimo całej tej apokalipsy, która spadła na wioskę Ding, do końca odbywa się walka o władzę, mimo iż powoli i tak nie było już kim rządzić. Krótko mówiąc: powieść ta, to kameralna, a jednocześnie globalna opowieść o społeczności, która musi zginąć. I o imperatywie umierania, który tutaj łączy się z tym, co bolesne za życia – z zawłaszczaniem, przemocą, upokorzeniem i co w tym wszystkim najbardziej irracjonalne - dążeniem do władzy.
Gdyby ktoś nie wiedział, że historia ta, inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, mógłby pomyśleć sobie, że czyta powieść fantasy gdzie ludzie sprzedają krew wampirom. Niestety, ale okazuje się, że to naprawdę się wydarzyło. I pół biedy gdyby ten proceder był wykonywany profesjonalnie, ale nie był i nie chodzi już nawet o to, że krew była pobierana w hurtowych ilościach...
Dająca do myślenia, oryginalna, smutna i zarazem bardzo wciągająca. Pokazuje jak niewiele trzeba, by człowiek sięgnął moralnego dna. Akcja sprzedawania krwi budzi skojarzenia z akcją szpryc na wirusa z 2020. Byle zarobić - człowiek pozostaje na ostatnim miejscu, gdy na horyzoncie pojawia się tzw. mamona. Polecam z całego serca, Yan Lianke to pisarz z najwyższej półki.
Dająca do myślenia, oryginalna, smutna i zarazem bardzo wciągająca. Pokazuje jak niewiele trzeba, by człowiek sięgnął moralnego dna. Akcja sprzedawania krwi budzi skojarzenia z akcją szpryc na wirusa z 2020. Byle zarobić - człowiek pozostaje na ostatnim miejscu, gdy na horyzoncie pojawia się tzw. mamona. Polecam z całego serca, Yan Lianke to pisarz z najwyższej półki.
Książka bezwzględnie katastroficzna; o katastrofie AIDS, o katastrofie chciwości, o katastrofie bycia razem. O tym, że każdemu samemu jest ciężko, ale pod czyjąś władzą potrafi być jeszcze gorzej. Wreszcie o tragizmie ludzkiej natury.
Władza korumpuje, a każdy akt nieodpowiedzialności pozostaje w praktyce bezkarny, bo w tak małej społeczności jak ta powieściowa mało kto ma odwagę mścić się nieanonimowo na swoich oprawcach, choć akty zemsty mają oczywiście miejsce. Jednym z owoców takiej vendetty jest sam narrator - dziecko głównego szwarccharakteru, które częstuje nas narracją z zaświatów, bo zostało otrute w imię odpłaty za doznane krzywdy. Gdyby tego wszystkiego było mało, to Lianke jeszcze pokazuje nam, że na swoją własną zgubę lubimy autoorganizację, szukanie kapitana, lubimy, gdy ktoś nadzoruje i przewodzi, a pechowo pchają się do tego psychopaci i samoluby. (Jak i w prawdziwym życiu). Każdym atomem mego ciała czuję natomiast satysfakcję z rozwiązania, które autor proponuje - utnij władzy głowę, póki sięgasz jej do szyi. Jeżeli „Sen wioski Ding” jest metaforą Chin, to niestety moment ten Chińczycy dawno przespali.
Doceniam Lianke za to, że jest taki antyorwellowski – tu wielki brat nie ciśnie się nawet za lodówkę i w szprychy roweru; ludność interesuje regionalnych prominentów tylko doraźnie jako pasywny żywiciel oraz jako publiczność, która nie szczędzi aplauzu i zazdrosnych spojrzeń. Powieść jest też doskonałym obrazem tej piętrowej konstrukcji zwanej władzą; ukazuje, jak od pewnego momentu wszystko dzieje się już bez udziału ludzi, perpetuum mobile chciwości z nieskończonym paliwem i samopomnażającymi się pieniędzmi.
Książka bezwzględnie katastroficzna; o katastrofie AIDS, o katastrofie chciwości, o katastrofie bycia razem. O tym, że każdemu samemu jest ciężko, ale pod czyjąś władzą potrafi być jeszcze gorzej. Wreszcie o tragizmie ludzkiej natury.
Władza korumpuje, a każdy akt nieodpowiedzialności pozostaje w praktyce bezkarny, bo w tak małej społeczności jak ta powieściowa mało kto ma...
Yan Lianke to mistrz literackiej hiperboli i niedopowiedzeń, regularnie balansujący na krawędzi chińskiej cenzury.
Dotychczas mając w planie jego „Czteroksiąg”, przeczytałem raczej rozczarowujące „Kroniki Eksplozji”, w których poziom odrealnienia i absurdu w opisie systemu komunistycznego wyskoczył poza tolerowaną przez mnie skalę. „Sen wioski Ding” to już jednak zupełnie nowe rozdanie, w którym wszystkie karty zdają się być na swoim miejscu, tworząc specyficzną antybaśń.
Lianke każe nam śnić koszmar na jawie. W onirycznych objęciach staje się on bowiem paradoksalnie jeszcze bardziej prawdziwy. Trzeba przyznać, że nagromadzenie środków artystycznych, aby oddać zgrozę epidemii AIDS na chińskiej prowincji, nie zaburza warstwy fabularnej, a jedynie potęguje wydźwięk, który pozostaje w uszach długo po lekturze. To przypowieść o ludzkiej zachłanności i głupocie, o społecznej znieczulicy pod państwową egidą. I o tym, że to wszystko w końcu nieuchronnie szlag trafić musi.
Mam jednak dwie poważne uwagi. Książce na dobre wyszłoby gruntowne odchudzenie, bo w pewnym momencie wpada w spiralę powtarzających się schematów. Po wtóre natomiast uwiera w tekście kanciasta i naiwna narracja, ale skoro Wergiliuszem jest tu martwe dziecko, to chyba trzeba wziąć ową narrację w litościwy nawias.
Przeczytać w każdym razie warto, bo formalnie to eksperyment wysokiej próby. Tylko że pozostawia podobny niesmak jak medyczne doświadczenia na zwierzętach.
Yan Lianke to mistrz literackiej hiperboli i niedopowiedzeń, regularnie balansujący na krawędzi chińskiej cenzury.
Dotychczas mając w planie jego „Czteroksiąg”, przeczytałem raczej rozczarowujące „Kroniki Eksplozji”, w których poziom odrealnienia i absurdu w opisie systemu komunistycznego wyskoczył poza tolerowaną przez mnie skalę. „Sen wioski Ding” to już jednak zupełnie...
Fikcyjna wieś Ding i jej mieszkańcy są bohaterami wspanialej powieści Yana Lianke. Jest ona jednak oparta na faktach: na początku lat 90-tych XX w. w chińskiej prowincji Henan namówiono tysiące biednych chłopów do sprzedaży krwi. Organizatorzy procederu używali wiele razy tych samych igieł i wacików, nie robili testów na obecność HIV. Efektem była epidemia AIDS.
Dawno nie czytałam książki, która z jednej strony przedstawia problem społeczny i analizuje mechanizmy władzy, a przy tym jest tak pełna poezji i niesamowitych onirycznych opisów, głównie snów i lęków głównego bohatera. "Ludzie z Ding, jak liście z wiekowego drzewa, najpierw zmarnieją, potem pożółkną, wreszcie z szelestem jeden po drugim opadną na ziemię. Wystarczy podmuch wiatru, by zdmuchnąć liść jak wioskę Ding. By zdmuchnąć wioskę Ding jak liść."
Fikcyjna wieś Ding i jej mieszkańcy są bohaterami wspanialej powieści Yana Lianke. Jest ona jednak oparta na faktach: na początku lat 90-tych XX w. w chińskiej prowincji Henan namówiono tysiące biednych chłopów do sprzedaży krwi. Organizatorzy procederu używali wiele razy tych samych igieł i wacików, nie robili testów na obecność HIV. Efektem była epidemia AIDS.
Dawno nie...
Dogłębnie wzruszająca w swojej beznadziejności książka o mieszkańcach małej wioski w chińskiej prowincji. Autor snuje opowieść o tym jak nieznana epidemia, początkowo zwana gorączką spowodowała śmierć większości ludności w wiosce. Jest to przepiękna opowieść o ludzkiej naturze, tak mocno różniącej się od siebie. Z jednej strony zachłanność tak wielka, że ojciec chciał zabić swojego syna, a z drugiej strony miłość tak olbrzymia, że nawet pomimo śmiertelnej choroby kochankowie postanawiają walczyć o swój związek. A wszystko dzieje się w wiosce śmierci, wyludnionej przez epidemię AIDS. Dla pięknych domów i lepszego statusu mieszkańcy zdecydowali się na sprzedaż krwi, drogo za to zapłacili. Książka jest niesamowita, na długo pozostanie ze mną, polecam.
Dogłębnie wzruszająca w swojej beznadziejności książka o mieszkańcach małej wioski w chińskiej prowincji. Autor snuje opowieść o tym jak nieznana epidemia, początkowo zwana gorączką spowodowała śmierć większości ludności w wiosce. Jest to przepiękna opowieść o ludzkiej naturze, tak mocno różniącej się od siebie. Z jednej strony zachłanność tak wielka, że ojciec chciał zabić...
Przerost treści nad formą. Serio. Musiałam kawałkować.
I nie mogę przestać myśleć o tym -i jest to moja zagadka życia numer jeden-jak to się dzieje że piękno to coś co zbawia świat jest efektem ubocznym zrzucania uczciwie przeżytej traumy.
I pomyśleć że wychowałam się na tych rozciamkanych rosyjskich pisarzach a trzeba pójść dalej na wschód okazuje się żeby literatura zmieniła kaliber na taki bardziej pierdolut magnum.
Przerost treści nad formą. Serio. Musiałam kawałkować.
I nie mogę przestać myśleć o tym -i jest to moja zagadka życia numer jeden-jak to się dzieje że piękno to coś co zbawia świat jest efektem ubocznym zrzucania uczciwie przeżytej traumy.
I pomyśleć że wychowałam się na tych rozciamkanych rosyjskich pisarzach a trzeba pójść dalej na wschód okazuje się żeby literatura...
Jest to moje pierwsze zetknięcie z literaturą Dalekiego Wschodu, ale i na pewno nie ostatnie. Ta powieść to po prostu coś innego, nieopisanego, która wdrąża się swoją niby banalną, mistyczną, spirytualistyczną, gorzką, ironiczną, tragiczną, groteskową historią prosto w czytelnika. Sen wioski Ding to mocne doświadczenie, niesamowite wręcz i jakże inne od zachodniej literatury. Prawdziwa pobudzająca uczta wyobraźni.
Jest to moje pierwsze zetknięcie z literaturą Dalekiego Wschodu, ale i na pewno nie ostatnie. Ta powieść to po prostu coś innego, nieopisanego, która wdrąża się swoją niby banalną, mistyczną, spirytualistyczną, gorzką, ironiczną, tragiczną, groteskową historią prosto w czytelnika. Sen wioski Ding to mocne doświadczenie, niesamowite wręcz i jakże inne od zachodniej...
Fascynująca i przejmująca opowieść o chińskiej wsi, aczkolwiek także o głupocie, chciwości, zawiści i śmierci, która wskutek tego zbiera żniwo w wiosce. A wszystko to w konsekwencji niepohamowanej chęci ucieczki od nędzy, wzbogacenia się albo zdobycia władzy. Tragiczna historia opowiedziana jest w onirycznym stylu, jakby łagodnością i czułością autor chciał wynagrodzić czytelnikowi drastyczność przedstawionych zdarzeń. Niesamowicie dojmująca proza.
Fascynująca i przejmująca opowieść o chińskiej wsi, aczkolwiek także o głupocie, chciwości, zawiści i śmierci, która wskutek tego zbiera żniwo w wiosce. A wszystko to w konsekwencji niepohamowanej chęci ucieczki od nędzy, wzbogacenia się albo zdobycia władzy. Tragiczna historia opowiedziana jest w onirycznym stylu, jakby łagodnością i czułością autor chciał wynagrodzić...
Nie podejmuję się ująć w słowa tego, jak bardzo cenię tę książkę w każdym aspekcie.
Może tylko to, że autor opisując zacofaną wioskę gdzieś w ChRL, opisuje mechanizmy rządzące wszystkimi ludźmi tego świata. I to jest straszne, przerażajace…
Wielkie brawa autor, wielkie brawa tłumacz.
Jest to dopiero druga książka w mojej biblioteczce którą oceniam 10/10.
Nie podejmuję się ująć w słowa tego, jak bardzo cenię tę książkę w każdym aspekcie.
Może tylko to, że autor opisując zacofaną wioskę gdzieś w ChRL, opisuje mechanizmy rządzące wszystkimi ludźmi tego świata. I to jest straszne, przerażajace…
Wielkie brawa autor, wielkie brawa tłumacz.
Jest to dopiero druga książka w mojej biblioteczce którą oceniam 10/10.
Nie jest to łatwa lektura, ale na pewno bardzo wartościowa. Mnóstwo w niej Chin, w takim sensie, że jest to pod wieloma względami doskonale źródło wiedzy o kulturze, zwyczajach i społeczeństwie.
Nie jest to łatwa lektura, ale na pewno bardzo wartościowa. Mnóstwo w niej Chin, w takim sensie, że jest to pod wieloma względami doskonale źródło wiedzy o kulturze, zwyczajach i społeczeństwie.
Niezwykle bolesna lecz w równym stopniu piękna książka. Lianke opowiada o tragedii, jaką była epidemia AIDS w Chinach z lat 90., o nieudolności i cynizmie rządu, chciwości żerującej nawet na śmierci, ludzkich postawach w obliczu zbliżającego się nieuchronnie końca. I przede wszystkim: o niezwykłej sile miłości potrafiącej wybuchnąć przeciwko wszystkiemu i wszystkim w nawet najbardziej niesprzyjających warunkach. Wszystko to, co przyziemne i naturalistycznie dosłowne jest artystycznie przetworzone za pomocą poetycko-onirycznej estetyki.
„- To nie ma sensu. Życie nie ma sensu - powiedziała. Wujek pociągnął jeszcze mocniej. - Faktycznie nie ma sensu. Dopiero kiedy przeżyje się dzień, ten dzień zaczyna coś znaczyć.”
„Co sobie pożyjemy. to nasze - odpowiedział wujek. - Życie jest piękne. Mamy co jeść, mamy gdzie mieszkać, jak zgłodniejemy, możemy sobie w kuchni usmażyć placki, jak nam się zachce pić, to przyrządzimy sobie wody z cukrem. Jak nam będzie tęskno do ludzi, to możemy wybrać się do wsi na plotki. Jak za tobą zatęsknię, to mogę pogłaskać cię po twarzy, całować twoje wargi, a jak poczuję wiesz co, to możemy jeszcze tego...”
„Władze powinny coś im powiedzieć. Powinny coś dla nich zrobić. Co to za władze, które nic nie mówią ani nic nie robią i nic ich nie obchodzi.”
Dodatkowo, Lianke napisał jedno z najpiękniejszych posłowi:
„Teraz czas na was, czytelnicy i specjaliści. Możecie mówić, co wam ślina na język przyniesie. Możecie nawet tą śliną napluć na moją powieść. Tak czy inaczej, ja z czystym sumieniem zapewniam wszystkich razem i każdego z osobna: Upływ czasu, Pocałunki Lenina i Sen wioski Ding pisałem sercem i życiem. Jeśli nie chcecie, nie czytajcie Upływu, nie czytajcie Pocałunków, nie czytajcie Snu.
Jeśli jednak czytacie, wiedzcie, że włożyłem w nie wszystko, co miałem najlepszego, i nie mam sobie nic do zarzucenia względem was. Jedyne, co mnie niepokoi, to to, że nie mogę do tego radosnego świata dołożyć od siebie odrobiny radości, a zamiast tego sprawiam wam moją powieścią ból. Za to was przepraszam.
Przepraszam każdego, w kim moja książka wywołała cierpienie.”
Niezwykle bolesna lecz w równym stopniu piękna książka. Lianke opowiada o tragedii, jaką była epidemia AIDS w Chinach z lat 90., o nieudolności i cynizmie rządu, chciwości żerującej nawet na śmierci, ludzkich postawach w obliczu zbliżającego się nieuchronnie końca. I przede wszystkim: o niezwykłej sile miłości potrafiącej wybuchnąć przeciwko wszystkiemu i wszystkim w nawet...
Ta książka boli. I pojawia się paradoks, bo jednocześnie czaruje od pierwszych zdań - niezwykle liryczny język splata się z tragizmem, podłości ludzkie z istotą człowieczeństwa. Jednocześnie jest wielką afirmacją chęci (prze)życia. To jeden z przykładów, gdzie jesteś ciekawy, co będzie dalej i pędzisz do przodu, a jednocześnie żal się z lekturą rozstawać. "Przerażający wdzięk" - tak pisze jedna z recenzentek na okładce i jest to prawda. Co zrobić z przeprosinami autora z Posłowia? Jak sobie z tym poradzić? Mnie ta powieść "przeczołgała". Są też charakterystyczne dla autora elementy humoru, np. Opracowanych przez włodarzy 7 reguł życia i co mają robić pokolenia wstecz. Polecam to arcydzieło, bo mocno chwyta za gardło i nie puszcza.
Ta książka boli. I pojawia się paradoks, bo jednocześnie czaruje od pierwszych zdań - niezwykle liryczny język splata się z tragizmem, podłości ludzkie z istotą człowieczeństwa. Jednocześnie jest wielką afirmacją chęci (prze)życia. To jeden z przykładów, gdzie jesteś ciekawy, co będzie dalej i pędzisz do przodu, a jednocześnie żal się z lekturą rozstawać. "Przerażający...
Ta książka z pewnością zasługuje na wyższą ocenę. Jednak czytanie po nocach z dłuuugimi przerwami nie sprzyjało, a szkoda. Myślę, że jest godna polecenia, czuć w niej mocno ten charakterystyczny, spokojny wschodni styl pisania. Będę chciała na pewno przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora.
Ta książka z pewnością zasługuje na wyższą ocenę. Jednak czytanie po nocach z dłuuugimi przerwami nie sprzyjało, a szkoda. Myślę, że jest godna polecenia, czuć w niej mocno ten charakterystyczny, spokojny wschodni styl pisania. Będę chciała na pewno przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora.
Sfabularyzowana opowieść o epidemii AIDS będącego następstwem bumu na sprzedaż krwi w Chinach. Najciekawszym elementem książki jest opis wierzeń i tradycji związanych ze śmiercią, która w wiosce Ding staje się chlebem powszednim.
Sfabularyzowana opowieść o epidemii AIDS będącego następstwem bumu na sprzedaż krwi w Chinach. Najciekawszym elementem książki jest opis wierzeń i tradycji związanych ze śmiercią, która w wiosce Ding staje się chlebem powszednim.
To druga powieść Yana Lianke, którą przeczytałem i jest to równie porażająca lektura jak Kroniki Eksplozji. Obraz chińskiej prowincji, jaki przedstawia autor wciąż w krzywym zwierciadle satyry i groteski to znakomita literatura zabarwiona surrealizmem i jednocześnie pełna drastycznych szczegółów. Tym razem chodzi o problem AIDS, która to choroba w Chinach dotyka całych regionów. Szczególnie w latach 90. plaga ta przybierała ogromne rozmiary dziesiątkując całe wsie. Powieść odnosi się do tych wydarzeń poprzez przedstawienie tragicznych losów wioski Ding choć uczynione jest to formie literackiego opisu mającego postać jakiejś ponurej dystopii: grupa zarażonych mieszkańców Ding zostaje oddzielona od reszty lokalnej społeczności i w budynku dawnej szkoły skazana jest właściwie tylko na oczekiwanie śmierci. Okrutny realizm splata się tu z onirycznymi widzeniami, przerysowana surrealistyczny klimat tworzy poczucie koszmarnego snu. Yan Lianke proponuje czytelnikowi pasjonującą lekturę, która przemawia mocnymi środkami wyrazu. Choćby ciekawy eksperyment w postaci pierwszoosobowej narracji powierzonej zmarłemu. 12-letni Quiang, choć syn i wnuk głównych bohaterów nie bierze udziału w wydarzeniach opisywanych przez siebie. Jest tylko obserwatorem, jak gdyby z tamtego świata. Widziana z tej perspektywy rzeczywistość wydaje się jeszcze okrutniejsza.
To druga powieść Yana Lianke, którą przeczytałem i jest to równie porażająca lektura jak Kroniki Eksplozji. Obraz chińskiej prowincji, jaki przedstawia autor wciąż w krzywym zwierciadle satyry i groteski to znakomita literatura zabarwiona surrealizmem i jednocześnie pełna drastycznych szczegółów. Tym razem chodzi o problem AIDS, która to choroba w Chinach dotyka całych...
Mam na jednej z domowych półek cztery tomy chińskiego noblisty Mo Yana, a przeczytana jedna tylko z nich. Coś mi się zdaje, że podobny los czeka książki pana Lianke, nota bene, sądząc po tej jednej, podobne do moyanowych klimatem, nastrojem, atmosferą, przy czym Lianke idzie dużo dalej niż Mo Yan w tym dziele portretowania świata ohydnego.
A atmosfera ta, jak łatwo się po takim wstępie domyślić, jest trudna do zniesienia. Nie dość, że treścią Snu jest coś potwornego, to jeszcze owa potworność bardzo szybko staje się dla bohaterów codzienną oczywistością, znoszoną jeśli nie ze spokojem, to przynajmniej z rezygnacją. Nie sposób tego czytać bez przygnębienia. Proszę mi wierzyć, ja nie szukam lektur łatwych i przyjemnych, lecz są jakieś granice, poza którymi mamy do czynienia nie z literaturą, lecz czymś w rodzaju samookaleczania. Nie wiem, jak można pisać coś takiego i nie wyskoczyć oknem w połowie...
Patrząc z innej strony - rzecz napisana jest świetnie, przetłumaczona genialnie, i zapewne da się wyczytać z tych kart jakieś przesłanie. Albo raczej alegorię, baśń (potworną, ale jednak baśń) o Chinach, o dzisiejszym Państwie Środka już zniszczonym przez maoistyczny komunizm, a teraz niszczonym przez znowu narzucony z góry krwiożerczy kapitalizm, który zabija i tak już ledwo żywych ludzi, i zabija kraj, ziemię, przyrodę, stosunki międzyludzkie i kulturę.
Być może dla mentalności chińskiej tematyka powieści nie jest rażąca ani depresyjna, mn. dlatego warto wiedzieć, jak pisze Lianke. No to ja już wiem. Chyba mi wystarczy.
Mam na jednej z domowych półek cztery tomy chińskiego noblisty Mo Yana, a przeczytana jedna tylko z nich. Coś mi się zdaje, że podobny los czeka książki pana Lianke, nota bene, sądząc po tej jednej, podobne do moyanowych klimatem, nastrojem, atmosferą, przy czym Lianke idzie dużo dalej niż Mo Yan w tym dziele portretowania świata ohydnego.
A atmosfera ta, jak łatwo się po...
Ech... trudna to dla mnie książka, więc ocenę pozostawię bez gwiazdek. Brak wymiernej oceny nie świadczy o tym, że książka jest tak słaba, a bardziej o tym, że nie potrafię zdecydować ile gwiazdek miałabym jej dać. Z jednej strony książka jest świetnie napisana, dobrze się ją czyta i formalnie nie mam jej nic do zarzucenia. A z drugiej strony, jej ciężar właściwy jest tak ogromny, że co parę stron musiałam od niej odpocząć. Być może taki efekt przytłoczenia jest zamierzony, bardzo możliwe, że autor w ten sposób oddał w powieści to, co zamierzał, pokazał jak funkcjonują Chiny, jak czują się w nich ludzie, jakie są tam zależności społeczne i z czym Chińczycy muszą mierzyć się każdego dnia. Nie sądzę, żeby chodziło w tej książce o pokazanie epidemii Aids, a raczej o funkcjonowanie w państwie i społeczności. O wyborach, relacjach, ludziach w kraju, w którym łatwo się nie żyje. O tym, jak trudno jest żyć. Cóż... czy to jest genialna literatura? Być może. A jednocześnie tak ciężka, że teraz trzeba mi jakiegoś oczyszczenia, bo czuję się zatruta. I dlatego bez gwiazdek, bo jednoznaczna ocena przewyższa moje możliwości.
Ech... trudna to dla mnie książka, więc ocenę pozostawię bez gwiazdek. Brak wymiernej oceny nie świadczy o tym, że książka jest tak słaba, a bardziej o tym, że nie potrafię zdecydować ile gwiazdek miałabym jej dać. Z jednej strony książka jest świetnie napisana, dobrze się ją czyta i formalnie nie mam jej nic do zarzucenia. A z drugiej strony, jej ciężar właściwy jest tak...
Uff, mocna książka. Problem z rozprzestrzenianiem się wirusa HIV zwykle kojarzymy z kwestiami takimi jak aktywność seksualna, czy narkomania, a tu mamy historię, która poszła w zupełnie inną stronę (i to jeszcze opisuje prawdziwe w tamtym czasie i regionie zjawisko). Przykro się to czytało, ale nie dało się odwrócić wzroku i odłożyć tej książki na bok.
Uff, mocna książka. Problem z rozprzestrzenianiem się wirusa HIV zwykle kojarzymy z kwestiami takimi jak aktywność seksualna, czy narkomania, a tu mamy historię, która poszła w zupełnie inną stronę (i to jeszcze opisuje prawdziwe w tamtym czasie i regionie zjawisko). Przykro się to czytało, ale nie dało się odwrócić wzroku i odłożyć tej książki na bok.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza styczność z tym autorem. Cóż to była za karuzela sprzecznych uczuć, w zasadzie nawet teraz nie wiem co myślę o tej książce. Z całą pewnością styl autora jest ciekawy i przystępny, historia wioski i dziadka wciąga, a kolejne wydarzenia to wywołują mnóstwo sprzecznych uczuć. Na koniec i tak jestem pozytywnie zaskoczona i zainteresuje się innymi książkami autora.
Pierwsza styczność z tym autorem. Cóż to była za karuzela sprzecznych uczuć, w zasadzie nawet teraz nie wiem co myślę o tej książce. Z całą pewnością styl autora jest ciekawy i przystępny, historia wioski i dziadka wciąga, a kolejne wydarzenia to wywołują mnóstwo sprzecznych uczuć. Na koniec i tak jestem pozytywnie zaskoczona i zainteresuje się innymi książkami autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWciągająca, niesamowicie ciekawa. Napisana typowym chińskim stylem ale jako ktoś, kto rzadko sięga po powieści - bardzo dobra i przyjemna do czytania, mimo że porusza trudne tematy i osadzona jest w ciężkim dla Chin, a zwłaszcza dla mieszkańców wsi okresie. Śmierć, chciwość, relacje rodzinne, realia historyczne i życie na wsi
Wciągająca, niesamowicie ciekawa. Napisana typowym chińskim stylem ale jako ktoś, kto rzadko sięga po powieści - bardzo dobra i przyjemna do czytania, mimo że porusza trudne tematy i osadzona jest w ciężkim dla Chin, a zwłaszcza dla mieszkańców wsi okresie. Śmierć, chciwość, relacje rodzinne, realia historyczne i życie na wsi
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiewielka miejscowość, która zyskuje rozgłos za sprawą wybuchu epidemii AIDS wskutek wielokrotnego, a zarazem niesterylnego poboru krwi jej mieszkańców. Wioska Ding przypomina osadę przeklętych z wyrokami rychłej śmierci. Szaleństwo masowych zgonów nie omija ojca oraz jego synów, których zza grobu obserwuje wnuk i uważnie przygląda się ich postępowaniu w obliczu narastających antagonizmów wewnątrz wsi.
Yan Lianke powierza fabułę powieści ludziom obarczanym największą odpowiedzialnością za upiorne oblicze oczekujących na śmierć, co nie znaczy, aby pomijał jednostkowe losy pozostałych mieszkańców wioski Ding. Spojrzenie na epidemię oczami wielu osób pozwala dostrzec różnorodność, a niekiedy skrajność postaw wobec choroby oraz pozostałego życia. Pokrewieństwo ojca i synów nie stanowi o rodzinnym przywiązaniu, skoro każdy z bohaterów wyznaje inne wartości, zaś podejmowane przez nich decyzje dowodzą odmiennych granic moralności w dobie wyniszczającej gorączki. Masowe zgony nie przeszkadzają jednemu w bogaceniu się na ludzkiej krzywdzie. Własna niedola usprawiedliwia małżeństwo drugiego z umierającą żoną kuzyna. Z kolei targające ojcem wyrzuty sumienia zmuszają go do poszukiwania sposobów zadośćuczynienia chorym za sprowadzone nieszczęście.
Przypomnienie światu o wyludnieniu zapomnianej wioski stanowi pretekst do krytyki władz chińskich, które pod pozorem pojedynczych, a zarazem znikomych dobrodziejstw w postaci trumien dla umierających lub racji żywnościowych, stygmatyzują ofiary epidemii i próbują odżegnywać się od odpowiedzialności za zbrodniczy proceder na szeroką skalę. Na długo zapamiętam tę powieść, albowiem nie mogłem pohamować emocji z powodu zbiorowej tragedii, która wylewa się strumieniami z historii o pozbawieniu człowieka cząstki życia z każdą kroplą odebranej mu krwi.
Niewielka miejscowość, która zyskuje rozgłos za sprawą wybuchu epidemii AIDS wskutek wielokrotnego, a zarazem niesterylnego poboru krwi jej mieszkańców. Wioska Ding przypomina osadę przeklętych z wyrokami rychłej śmierci. Szaleństwo masowych zgonów nie omija ojca oraz jego synów, których zza grobu obserwuje wnuk i uważnie przygląda się ich postępowaniu w obliczu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toto chyba pierwszy raz, kiedy literatura azjatycka tak bardzo mnie zmęczyła, ilością powtórzeń, dziwnymi, niezbyt sympatycznymi bohaterami, których działania i motywacje zupełnie nie są jasne, konfudującą narracją. z ulgą skończyłam.
to chyba pierwszy raz, kiedy literatura azjatycka tak bardzo mnie zmęczyła, ilością powtórzeń, dziwnymi, niezbyt sympatycznymi bohaterami, których działania i motywacje zupełnie nie są jasne, konfudującą narracją. z ulgą skończyłam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo „Sen wioski Ding” sięgnęłam skuszona poleceniem pod postem na jednej z grup internetowych, dotyczącym moich ukochanych „Stu lat samotności”. Miał być realizm magiczny, miał być klimat i błyskotliwość pisarska autora. Niestety, niczego takiego nie znalazłam w tej książce. Sięgnęłam po nią, nie czytając nawet krótkiej recenzji czy opisu, żeby się nie sugerować. Jednak po ok 60 stronach postanowiłam przynajmniej przeczytać krótką notkę, żeby mieć jakiekolwiek odniesienie.
Książka opowiada o degeneracji małej społeczności jednej z chińskich wiosek, spowodowanej epidemią AIDS. Niestety według mnie jest po prostu nudna, bohaterowie płascy i bezpłciowi, historia ciągnie się bez polotu, a styl, w którym autor co chwilę powtarza to samo zdanie po kilka razy, niestrawny. Dobrnęłam do końca mocno się męcząc. Zdecydowanie nie moja bajka i nie moja bańka 😖
Po „Sen wioski Ding” sięgnęłam skuszona poleceniem pod postem na jednej z grup internetowych, dotyczącym moich ukochanych „Stu lat samotności”. Miał być realizm magiczny, miał być klimat i błyskotliwość pisarska autora. Niestety, niczego takiego nie znalazłam w tej książce. Sięgnęłam po nią, nie czytając nawet krótkiej recenzji czy opisu, żeby się nie sugerować. Jednak po...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Jak zachwyca, skoro nie zachwyca…”
Pierwsze strony książki zapowiadały ciekawą fabułę i interesująca problematykę. Przez moment myślałem, że będzie to chiński odpowiednik „Dżumy” Camus’a i „Folwarku zwierzęcego” Orwell’a. Niestety książka okazała się nudna, niewciągająca z bogatymi opisami przyrody, która miały chyba za zadanie być literackim lustrem emocji i przeżyć lokalnej społeczności. Trzymając się tego środka wyrazu moje odczucia względem treści byłby odzwierciedlone gęstą i ciemną mgłą…
Jako że każda zaczęta i nieskończona przeze mnie książka staje się osobistym literackim wyrzutem sumienia dobrnąłem do jej końca zupełnie bez satysfakcji… ale też i bez sił…
Nie polecam!
„Jak zachwyca, skoro nie zachwyca…”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze strony książki zapowiadały ciekawą fabułę i interesująca problematykę. Przez moment myślałem, że będzie to chiński odpowiednik „Dżumy” Camus’a i „Folwarku zwierzęcego” Orwell’a. Niestety książka okazała się nudna, niewciągająca z bogatymi opisami przyrody, która miały chyba za zadanie być literackim lustrem emocji i przeżyć...
Piękna i brutalnie szczera opowieść o ludziach - o ich postawach i próbach charakteru w obliczu epidemii nieznanej choroby i nieuchronnej śmierci, o korzystaniu z krótkiego czasu, jaki im pozostał, zderzeniu tradycji z nowym, ale niekoniecznie lepszym światem i ludzi dzierżących władzę ze zwykłym szarym obywatelem, który jak zawsze nie ma w tym starciu szans i zdany jest tylko na siebie. Nie mogę zliczyć, jak wiele razy czułam się bezsilna czytając tę książkę i jak dopingowałam niektórym jej bohaterom w ich niełatwej drodze przez resztę życia, jakie się w nich tliło. Aż ciężko uwierzyć, że coś takiego mogło się zdążyć naprawdę i to całkiem przecież niedawno.
Piękna i brutalnie szczera opowieść o ludziach - o ich postawach i próbach charakteru w obliczu epidemii nieznanej choroby i nieuchronnej śmierci, o korzystaniu z krótkiego czasu, jaki im pozostał, zderzeniu tradycji z nowym, ale niekoniecznie lepszym światem i ludzi dzierżących władzę ze zwykłym szarym obywatelem, który jak zawsze nie ma w tym starciu szans i zdany jest...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdyby ktoś nie wiedział, że historia ta, inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, mógłby pomyśleć sobie, że czyta powieść fantasy gdzie ludzie sprzedają krew wampirom. Niestety, ale okazuje się, że to naprawdę się wydarzyło. I pół biedy gdyby ten proceder był wykonywany profesjonalnie, ale nie był i nie chodzi już nawet o to, że krew była pobierana w hurtowych ilościach (nawet dwa razy tego samego dnia od jednej osoby), ale przede wszystkim o to, że odbywało się to, bez zachowania jakiejkolwiek higieny i sterylności (przy pomocy jednej igły obsługiwano po kilka osób), a stąd do rozprzestrzenienia się śmiertelnej zarazy zostaje już tylko niewielki krok. Mimo całej tej apokalipsy, która spadła na wioskę Ding, do końca odbywa się walka o władzę, mimo iż powoli i tak nie było już kim rządzić. Krótko mówiąc: powieść ta, to kameralna, a jednocześnie globalna opowieść o społeczności, która musi zginąć. I o imperatywie umierania, który tutaj łączy się z tym, co bolesne za życia – z zawłaszczaniem, przemocą, upokorzeniem i co w tym wszystkim najbardziej irracjonalne - dążeniem do władzy.
Gdyby ktoś nie wiedział, że historia ta, inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, mógłby pomyśleć sobie, że czyta powieść fantasy gdzie ludzie sprzedają krew wampirom. Niestety, ale okazuje się, że to naprawdę się wydarzyło. I pół biedy gdyby ten proceder był wykonywany profesjonalnie, ale nie był i nie chodzi już nawet o to, że krew była pobierana w hurtowych ilościach...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPerełka w serii, jedna z najlepszych od PIWu.
Perełka w serii, jedna z najlepszych od PIWu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDająca do myślenia, oryginalna, smutna i zarazem bardzo wciągająca. Pokazuje jak niewiele trzeba, by człowiek sięgnął moralnego dna. Akcja sprzedawania krwi budzi skojarzenia z akcją szpryc na wirusa z 2020. Byle zarobić - człowiek pozostaje na ostatnim miejscu, gdy na horyzoncie pojawia się tzw. mamona. Polecam z całego serca, Yan Lianke to pisarz z najwyższej półki.
Dająca do myślenia, oryginalna, smutna i zarazem bardzo wciągająca. Pokazuje jak niewiele trzeba, by człowiek sięgnął moralnego dna. Akcja sprzedawania krwi budzi skojarzenia z akcją szpryc na wirusa z 2020. Byle zarobić - człowiek pozostaje na ostatnim miejscu, gdy na horyzoncie pojawia się tzw. mamona. Polecam z całego serca, Yan Lianke to pisarz z najwyższej półki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka bezwzględnie katastroficzna; o katastrofie AIDS, o katastrofie chciwości, o katastrofie bycia razem. O tym, że każdemu samemu jest ciężko, ale pod czyjąś władzą potrafi być jeszcze gorzej. Wreszcie o tragizmie ludzkiej natury.
Władza korumpuje, a każdy akt nieodpowiedzialności pozostaje w praktyce bezkarny, bo w tak małej społeczności jak ta powieściowa mało kto ma odwagę mścić się nieanonimowo na swoich oprawcach, choć akty zemsty mają oczywiście miejsce. Jednym z owoców takiej vendetty jest sam narrator - dziecko głównego szwarccharakteru, które częstuje nas narracją z zaświatów, bo zostało otrute w imię odpłaty za doznane krzywdy. Gdyby tego wszystkiego było mało, to Lianke jeszcze pokazuje nam, że na swoją własną zgubę lubimy autoorganizację, szukanie kapitana, lubimy, gdy ktoś nadzoruje i przewodzi, a pechowo pchają się do tego psychopaci i samoluby. (Jak i w prawdziwym życiu). Każdym atomem mego ciała czuję natomiast satysfakcję z rozwiązania, które autor proponuje - utnij władzy głowę, póki sięgasz jej do szyi. Jeżeli „Sen wioski Ding” jest metaforą Chin, to niestety moment ten Chińczycy dawno przespali.
Doceniam Lianke za to, że jest taki antyorwellowski – tu wielki brat nie ciśnie się nawet za lodówkę i w szprychy roweru; ludność interesuje regionalnych prominentów tylko doraźnie jako pasywny żywiciel oraz jako publiczność, która nie szczędzi aplauzu i zazdrosnych spojrzeń. Powieść jest też doskonałym obrazem tej piętrowej konstrukcji zwanej władzą; ukazuje, jak od pewnego momentu wszystko dzieje się już bez udziału ludzi, perpetuum mobile chciwości z nieskończonym paliwem i samopomnażającymi się pieniędzmi.
Książka bezwzględnie katastroficzna; o katastrofie AIDS, o katastrofie chciwości, o katastrofie bycia razem. O tym, że każdemu samemu jest ciężko, ale pod czyjąś władzą potrafi być jeszcze gorzej. Wreszcie o tragizmie ludzkiej natury.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWładza korumpuje, a każdy akt nieodpowiedzialności pozostaje w praktyce bezkarny, bo w tak małej społeczności jak ta powieściowa mało kto ma...
Yan Lianke to mistrz literackiej hiperboli i niedopowiedzeń, regularnie balansujący na krawędzi chińskiej cenzury.
Dotychczas mając w planie jego „Czteroksiąg”, przeczytałem raczej rozczarowujące „Kroniki Eksplozji”, w których poziom odrealnienia i absurdu w opisie systemu komunistycznego wyskoczył poza tolerowaną przez mnie skalę. „Sen wioski Ding” to już jednak zupełnie nowe rozdanie, w którym wszystkie karty zdają się być na swoim miejscu, tworząc specyficzną antybaśń.
Lianke każe nam śnić koszmar na jawie. W onirycznych objęciach staje się on bowiem paradoksalnie jeszcze bardziej prawdziwy. Trzeba przyznać, że nagromadzenie środków artystycznych, aby oddać zgrozę epidemii AIDS na chińskiej prowincji, nie zaburza warstwy fabularnej, a jedynie potęguje wydźwięk, który pozostaje w uszach długo po lekturze. To przypowieść o ludzkiej zachłanności i głupocie, o społecznej znieczulicy pod państwową egidą. I o tym, że to wszystko w końcu nieuchronnie szlag trafić musi.
Mam jednak dwie poważne uwagi. Książce na dobre wyszłoby gruntowne odchudzenie, bo w pewnym momencie wpada w spiralę powtarzających się schematów. Po wtóre natomiast uwiera w tekście kanciasta i naiwna narracja, ale skoro Wergiliuszem jest tu martwe dziecko, to chyba trzeba wziąć ową narrację w litościwy nawias.
Przeczytać w każdym razie warto, bo formalnie to eksperyment wysokiej próby. Tylko że pozostawia podobny niesmak jak medyczne doświadczenia na zwierzętach.
Yan Lianke to mistrz literackiej hiperboli i niedopowiedzeń, regularnie balansujący na krawędzi chińskiej cenzury.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDotychczas mając w planie jego „Czteroksiąg”, przeczytałem raczej rozczarowujące „Kroniki Eksplozji”, w których poziom odrealnienia i absurdu w opisie systemu komunistycznego wyskoczył poza tolerowaną przez mnie skalę. „Sen wioski Ding” to już jednak zupełnie...
Fikcyjna wieś Ding i jej mieszkańcy są bohaterami wspanialej powieści Yana Lianke. Jest ona jednak oparta na faktach: na początku lat 90-tych XX w. w chińskiej prowincji Henan namówiono tysiące biednych chłopów do sprzedaży krwi. Organizatorzy procederu używali wiele razy tych samych igieł i wacików, nie robili testów na obecność HIV. Efektem była epidemia AIDS.
Dawno nie czytałam książki, która z jednej strony przedstawia problem społeczny i analizuje mechanizmy władzy, a przy tym jest tak pełna poezji i niesamowitych onirycznych opisów, głównie snów i lęków głównego bohatera. "Ludzie z Ding, jak liście z wiekowego drzewa, najpierw zmarnieją, potem pożółkną, wreszcie z szelestem jeden po drugim opadną na ziemię. Wystarczy podmuch wiatru, by zdmuchnąć liść jak wioskę Ding. By zdmuchnąć wioskę Ding jak liść."
Fikcyjna wieś Ding i jej mieszkańcy są bohaterami wspanialej powieści Yana Lianke. Jest ona jednak oparta na faktach: na początku lat 90-tych XX w. w chińskiej prowincji Henan namówiono tysiące biednych chłopów do sprzedaży krwi. Organizatorzy procederu używali wiele razy tych samych igieł i wacików, nie robili testów na obecność HIV. Efektem była epidemia AIDS.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie...
Dogłębnie wzruszająca w swojej beznadziejności książka o mieszkańcach małej wioski w chińskiej prowincji. Autor snuje opowieść o tym jak nieznana epidemia, początkowo zwana gorączką spowodowała śmierć większości ludności w wiosce. Jest to przepiękna opowieść o ludzkiej naturze, tak mocno różniącej się od siebie. Z jednej strony zachłanność tak wielka, że ojciec chciał zabić swojego syna, a z drugiej strony miłość tak olbrzymia, że nawet pomimo śmiertelnej choroby kochankowie postanawiają walczyć o swój związek. A wszystko dzieje się w wiosce śmierci, wyludnionej przez epidemię AIDS. Dla pięknych domów i lepszego statusu mieszkańcy zdecydowali się na sprzedaż krwi, drogo za to zapłacili. Książka jest niesamowita, na długo pozostanie ze mną, polecam.
Dogłębnie wzruszająca w swojej beznadziejności książka o mieszkańcach małej wioski w chińskiej prowincji. Autor snuje opowieść o tym jak nieznana epidemia, początkowo zwana gorączką spowodowała śmierć większości ludności w wiosce. Jest to przepiękna opowieść o ludzkiej naturze, tak mocno różniącej się od siebie. Z jednej strony zachłanność tak wielka, że ojciec chciał zabić...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzerost treści nad formą. Serio. Musiałam kawałkować.
I nie mogę przestać myśleć o tym -i jest to moja zagadka życia numer jeden-jak to się dzieje że piękno to coś co zbawia świat jest efektem ubocznym zrzucania uczciwie przeżytej traumy.
I pomyśleć że wychowałam się na tych rozciamkanych rosyjskich pisarzach a trzeba pójść dalej na wschód okazuje się żeby literatura zmieniła kaliber na taki bardziej pierdolut magnum.
Przerost treści nad formą. Serio. Musiałam kawałkować.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI nie mogę przestać myśleć o tym -i jest to moja zagadka życia numer jeden-jak to się dzieje że piękno to coś co zbawia świat jest efektem ubocznym zrzucania uczciwie przeżytej traumy.
I pomyśleć że wychowałam się na tych rozciamkanych rosyjskich pisarzach a trzeba pójść dalej na wschód okazuje się żeby literatura...
Kawał dobrej lektury, choć niełatwej w odbiorze. Warto po nią sięgnąć.
Kawał dobrej lektury, choć niełatwej w odbiorze. Warto po nią sięgnąć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Jeśli nie chcesz, nie czytaj, jeśli chcesz to przeczytaj". Książka trudna, rozdzierająca jednocześnie złudna jak sen. Polecam
"Jeśli nie chcesz, nie czytaj, jeśli chcesz to przeczytaj". Książka trudna, rozdzierająca jednocześnie złudna jak sen. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to moje pierwsze zetknięcie z literaturą Dalekiego Wschodu, ale i na pewno nie ostatnie. Ta powieść to po prostu coś innego, nieopisanego, która wdrąża się swoją niby banalną, mistyczną, spirytualistyczną, gorzką, ironiczną, tragiczną, groteskową historią prosto w czytelnika. Sen wioski Ding to mocne doświadczenie, niesamowite wręcz i jakże inne od zachodniej literatury. Prawdziwa pobudzająca uczta wyobraźni.
Jest to moje pierwsze zetknięcie z literaturą Dalekiego Wschodu, ale i na pewno nie ostatnie. Ta powieść to po prostu coś innego, nieopisanego, która wdrąża się swoją niby banalną, mistyczną, spirytualistyczną, gorzką, ironiczną, tragiczną, groteskową historią prosto w czytelnika. Sen wioski Ding to mocne doświadczenie, niesamowite wręcz i jakże inne od zachodniej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFascynująca i przejmująca opowieść o chińskiej wsi, aczkolwiek także o głupocie, chciwości, zawiści i śmierci, która wskutek tego zbiera żniwo w wiosce. A wszystko to w konsekwencji niepohamowanej chęci ucieczki od nędzy, wzbogacenia się albo zdobycia władzy. Tragiczna historia opowiedziana jest w onirycznym stylu, jakby łagodnością i czułością autor chciał wynagrodzić czytelnikowi drastyczność przedstawionych zdarzeń. Niesamowicie dojmująca proza.
Fascynująca i przejmująca opowieść o chińskiej wsi, aczkolwiek także o głupocie, chciwości, zawiści i śmierci, która wskutek tego zbiera żniwo w wiosce. A wszystko to w konsekwencji niepohamowanej chęci ucieczki od nędzy, wzbogacenia się albo zdobycia władzy. Tragiczna historia opowiedziana jest w onirycznym stylu, jakby łagodnością i czułością autor chciał wynagrodzić...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie podejmuję się ująć w słowa tego, jak bardzo cenię tę książkę w każdym aspekcie.
Może tylko to, że autor opisując zacofaną wioskę gdzieś w ChRL, opisuje mechanizmy rządzące wszystkimi ludźmi tego świata. I to jest straszne, przerażajace…
Wielkie brawa autor, wielkie brawa tłumacz.
Jest to dopiero druga książka w mojej biblioteczce którą oceniam 10/10.
Nie podejmuję się ująć w słowa tego, jak bardzo cenię tę książkę w każdym aspekcie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoże tylko to, że autor opisując zacofaną wioskę gdzieś w ChRL, opisuje mechanizmy rządzące wszystkimi ludźmi tego świata. I to jest straszne, przerażajace…
Wielkie brawa autor, wielkie brawa tłumacz.
Jest to dopiero druga książka w mojej biblioteczce którą oceniam 10/10.
Nie jest to łatwa lektura, ale na pewno bardzo wartościowa. Mnóstwo w niej Chin, w takim sensie, że jest to pod wieloma względami doskonale źródło wiedzy o kulturze, zwyczajach i społeczeństwie.
Nie jest to łatwa lektura, ale na pewno bardzo wartościowa. Mnóstwo w niej Chin, w takim sensie, że jest to pod wieloma względami doskonale źródło wiedzy o kulturze, zwyczajach i społeczeństwie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiezwykle bolesna lecz w równym stopniu piękna książka. Lianke opowiada o tragedii, jaką była epidemia AIDS w Chinach z lat 90., o nieudolności i cynizmie rządu, chciwości żerującej nawet na śmierci, ludzkich postawach w obliczu zbliżającego się nieuchronnie końca. I przede wszystkim: o niezwykłej sile miłości potrafiącej wybuchnąć przeciwko wszystkiemu i wszystkim w nawet najbardziej niesprzyjających warunkach. Wszystko to, co przyziemne i naturalistycznie dosłowne jest artystycznie przetworzone za pomocą poetycko-onirycznej estetyki.
„- To nie ma sensu. Życie nie ma sensu - powiedziała. Wujek pociągnął jeszcze mocniej. - Faktycznie nie ma sensu. Dopiero kiedy przeżyje się dzień, ten dzień zaczyna coś znaczyć.”
„Co sobie pożyjemy. to nasze - odpowiedział wujek. - Życie jest piękne. Mamy co jeść, mamy gdzie mieszkać, jak zgłodniejemy, możemy sobie w kuchni usmażyć placki, jak nam się zachce pić, to przyrządzimy sobie wody z cukrem. Jak nam będzie tęskno do ludzi, to możemy wybrać się do wsi na plotki. Jak za tobą zatęsknię, to mogę pogłaskać cię po twarzy, całować twoje wargi, a jak poczuję wiesz co, to możemy jeszcze tego...”
„Władze powinny coś im powiedzieć. Powinny coś dla nich zrobić. Co to za władze, które nic nie mówią ani nic nie robią i nic ich nie obchodzi.”
Dodatkowo, Lianke napisał jedno z najpiękniejszych posłowi:
„Teraz czas na was, czytelnicy i specjaliści. Możecie mówić, co wam ślina na język przyniesie. Możecie nawet tą śliną napluć na moją powieść. Tak czy inaczej, ja z czystym sumieniem zapewniam wszystkich razem i każdego z osobna: Upływ czasu, Pocałunki Lenina i Sen wioski Ding pisałem sercem i życiem. Jeśli nie chcecie, nie czytajcie Upływu, nie czytajcie Pocałunków, nie czytajcie Snu.
Jeśli jednak czytacie, wiedzcie, że włożyłem w nie wszystko, co miałem najlepszego, i nie mam sobie nic do zarzucenia względem was. Jedyne, co mnie niepokoi, to to, że nie mogę do tego radosnego świata dołożyć od siebie odrobiny radości, a zamiast tego sprawiam wam moją powieścią ból. Za to was przepraszam.
Przepraszam każdego, w kim moja książka wywołała cierpienie.”
Niezwykle bolesna lecz w równym stopniu piękna książka. Lianke opowiada o tragedii, jaką była epidemia AIDS w Chinach z lat 90., o nieudolności i cynizmie rządu, chciwości żerującej nawet na śmierci, ludzkich postawach w obliczu zbliżającego się nieuchronnie końca. I przede wszystkim: o niezwykłej sile miłości potrafiącej wybuchnąć przeciwko wszystkiemu i wszystkim w nawet...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka boli. I pojawia się paradoks, bo jednocześnie czaruje od pierwszych zdań - niezwykle liryczny język splata się z tragizmem, podłości ludzkie z istotą człowieczeństwa. Jednocześnie jest wielką afirmacją chęci (prze)życia. To jeden z przykładów, gdzie jesteś ciekawy, co będzie dalej i pędzisz do przodu, a jednocześnie żal się z lekturą rozstawać. "Przerażający wdzięk" - tak pisze jedna z recenzentek na okładce i jest to prawda. Co zrobić z przeprosinami autora z Posłowia? Jak sobie z tym poradzić? Mnie ta powieść "przeczołgała". Są też charakterystyczne dla autora elementy humoru, np. Opracowanych przez włodarzy 7 reguł życia i co mają robić pokolenia wstecz. Polecam to arcydzieło, bo mocno chwyta za gardło i nie puszcza.
Ta książka boli. I pojawia się paradoks, bo jednocześnie czaruje od pierwszych zdań - niezwykle liryczny język splata się z tragizmem, podłości ludzkie z istotą człowieczeństwa. Jednocześnie jest wielką afirmacją chęci (prze)życia. To jeden z przykładów, gdzie jesteś ciekawy, co będzie dalej i pędzisz do przodu, a jednocześnie żal się z lekturą rozstawać. "Przerażający...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka z pewnością zasługuje na wyższą ocenę. Jednak czytanie po nocach z dłuuugimi przerwami nie sprzyjało, a szkoda. Myślę, że jest godna polecenia, czuć w niej mocno ten charakterystyczny, spokojny wschodni styl pisania. Będę chciała na pewno przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora.
Ta książka z pewnością zasługuje na wyższą ocenę. Jednak czytanie po nocach z dłuuugimi przerwami nie sprzyjało, a szkoda. Myślę, że jest godna polecenia, czuć w niej mocno ten charakterystyczny, spokojny wschodni styl pisania. Będę chciała na pewno przeczytać jeszcze jakąś książkę tego autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoim zdaniem to najlepna książka Yana. Książka na nobla. Przejmująca. Uruchamiająca myślenie. Poetycka. Poruszająca. Czasem raniąca.
Moim zdaniem to najlepna książka Yana. Książka na nobla. Przejmująca. Uruchamiająca myślenie. Poetycka. Poruszająca. Czasem raniąca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSfabularyzowana opowieść o epidemii AIDS będącego następstwem bumu na sprzedaż krwi w Chinach. Najciekawszym elementem książki jest opis wierzeń i tradycji związanych ze śmiercią, która w wiosce Ding staje się chlebem powszednim.
Sfabularyzowana opowieść o epidemii AIDS będącego następstwem bumu na sprzedaż krwi w Chinach. Najciekawszym elementem książki jest opis wierzeń i tradycji związanych ze śmiercią, która w wiosce Ding staje się chlebem powszednim.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo druga powieść Yana Lianke, którą przeczytałem i jest to równie porażająca lektura jak Kroniki Eksplozji. Obraz chińskiej prowincji, jaki przedstawia autor wciąż w krzywym zwierciadle satyry i groteski to znakomita literatura zabarwiona surrealizmem i jednocześnie pełna drastycznych szczegółów. Tym razem chodzi o problem AIDS, która to choroba w Chinach dotyka całych regionów. Szczególnie w latach 90. plaga ta przybierała ogromne rozmiary dziesiątkując całe wsie. Powieść odnosi się do tych wydarzeń poprzez przedstawienie tragicznych losów wioski Ding choć uczynione jest to formie literackiego opisu mającego postać jakiejś ponurej dystopii: grupa zarażonych mieszkańców Ding zostaje oddzielona od reszty lokalnej społeczności i w budynku dawnej szkoły skazana jest właściwie tylko na oczekiwanie śmierci. Okrutny realizm splata się tu z onirycznymi widzeniami, przerysowana surrealistyczny klimat tworzy poczucie koszmarnego snu. Yan Lianke proponuje czytelnikowi pasjonującą lekturę, która przemawia mocnymi środkami wyrazu. Choćby ciekawy eksperyment w postaci pierwszoosobowej narracji powierzonej zmarłemu. 12-letni Quiang, choć syn i wnuk głównych bohaterów nie bierze udziału w wydarzeniach opisywanych przez siebie. Jest tylko obserwatorem, jak gdyby z tamtego świata. Widziana z tej perspektywy rzeczywistość wydaje się jeszcze okrutniejsza.
To druga powieść Yana Lianke, którą przeczytałem i jest to równie porażająca lektura jak Kroniki Eksplozji. Obraz chińskiej prowincji, jaki przedstawia autor wciąż w krzywym zwierciadle satyry i groteski to znakomita literatura zabarwiona surrealizmem i jednocześnie pełna drastycznych szczegółów. Tym razem chodzi o problem AIDS, która to choroba w Chinach dotyka całych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam na jednej z domowych półek cztery tomy chińskiego noblisty Mo Yana, a przeczytana jedna tylko z nich. Coś mi się zdaje, że podobny los czeka książki pana Lianke, nota bene, sądząc po tej jednej, podobne do moyanowych klimatem, nastrojem, atmosferą, przy czym Lianke idzie dużo dalej niż Mo Yan w tym dziele portretowania świata ohydnego.
A atmosfera ta, jak łatwo się po takim wstępie domyślić, jest trudna do zniesienia. Nie dość, że treścią Snu jest coś potwornego, to jeszcze owa potworność bardzo szybko staje się dla bohaterów codzienną oczywistością, znoszoną jeśli nie ze spokojem, to przynajmniej z rezygnacją. Nie sposób tego czytać bez przygnębienia. Proszę mi wierzyć, ja nie szukam lektur łatwych i przyjemnych, lecz są jakieś granice, poza którymi mamy do czynienia nie z literaturą, lecz czymś w rodzaju samookaleczania. Nie wiem, jak można pisać coś takiego i nie wyskoczyć oknem w połowie...
Patrząc z innej strony - rzecz napisana jest świetnie, przetłumaczona genialnie, i zapewne da się wyczytać z tych kart jakieś przesłanie. Albo raczej alegorię, baśń (potworną, ale jednak baśń) o Chinach, o dzisiejszym Państwie Środka już zniszczonym przez maoistyczny komunizm, a teraz niszczonym przez znowu narzucony z góry krwiożerczy kapitalizm, który zabija i tak już ledwo żywych ludzi, i zabija kraj, ziemię, przyrodę, stosunki międzyludzkie i kulturę.
Być może dla mentalności chińskiej tematyka powieści nie jest rażąca ani depresyjna, mn. dlatego warto wiedzieć, jak pisze Lianke. No to ja już wiem. Chyba mi wystarczy.
Mam na jednej z domowych półek cztery tomy chińskiego noblisty Mo Yana, a przeczytana jedna tylko z nich. Coś mi się zdaje, że podobny los czeka książki pana Lianke, nota bene, sądząc po tej jednej, podobne do moyanowych klimatem, nastrojem, atmosferą, przy czym Lianke idzie dużo dalej niż Mo Yan w tym dziele portretowania świata ohydnego.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA atmosfera ta, jak łatwo się po...
Ech... trudna to dla mnie książka, więc ocenę pozostawię bez gwiazdek. Brak wymiernej oceny nie świadczy o tym, że książka jest tak słaba, a bardziej o tym, że nie potrafię zdecydować ile gwiazdek miałabym jej dać. Z jednej strony książka jest świetnie napisana, dobrze się ją czyta i formalnie nie mam jej nic do zarzucenia. A z drugiej strony, jej ciężar właściwy jest tak ogromny, że co parę stron musiałam od niej odpocząć. Być może taki efekt przytłoczenia jest zamierzony, bardzo możliwe, że autor w ten sposób oddał w powieści to, co zamierzał, pokazał jak funkcjonują Chiny, jak czują się w nich ludzie, jakie są tam zależności społeczne i z czym Chińczycy muszą mierzyć się każdego dnia. Nie sądzę, żeby chodziło w tej książce o pokazanie epidemii Aids, a raczej o funkcjonowanie w państwie i społeczności. O wyborach, relacjach, ludziach w kraju, w którym łatwo się nie żyje. O tym, jak trudno jest żyć. Cóż... czy to jest genialna literatura? Być może. A jednocześnie tak ciężka, że teraz trzeba mi jakiegoś oczyszczenia, bo czuję się zatruta. I dlatego bez gwiazdek, bo jednoznaczna ocena przewyższa moje możliwości.
Ech... trudna to dla mnie książka, więc ocenę pozostawię bez gwiazdek. Brak wymiernej oceny nie świadczy o tym, że książka jest tak słaba, a bardziej o tym, że nie potrafię zdecydować ile gwiazdek miałabym jej dać. Z jednej strony książka jest świetnie napisana, dobrze się ją czyta i formalnie nie mam jej nic do zarzucenia. A z drugiej strony, jej ciężar właściwy jest tak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to