Jestem niereformowalnym szowinistą. Co oznacza, że kobiety kocham i uwielbiam, są moją religią... wszak nie sposób być porządnym szowinistą nie owijając swego losu wokół tych pięknych, nielogicznych i jakże wspaniałych istot! Lubię literaturę, która w ciekawy sposób feminizuje pewne tematy - powieścią, która pasuje mi do tej kategorii jest właśnie Pieśń dla Arbonne. Mamy tutaj matriarchalne królestwo w szowinistycznym świecie. Trochę naiwna to wizja, w której kobiety nie tkają intryg ale kulturę i oświecenie - naiwna, ale przecież piękna. Być rycerzem w takiej krainie: marzenie prawdziwego mężczyzny! ;-)
Serce drgnęło parę razy w trakcie lektury. Przyjemna książka, raczej ponad przeciętne stany. Niby wszystko już było, ale owe wszystko można przecież opowiedzieć w ciut inny sposób, inaczej rozmieszczając mocne i słabe punkty historii. Oceniam z pamięci, książka czytana dawno, dawno temu, odnaleziona teraz w trakcie wiosennych porządków ;-)
Jestem niereformowalnym szowinistą. Co oznacza, że kobiety kocham i uwielbiam, są moją religią... wszak nie sposób być porządnym szowinistą nie owijając swego losu wokół tych pięknych, nielogicznych i jakże wspaniałych istot! Lubię literaturę, która w ciekawy sposób feminizuje pewne tematy - powieścią, która pasuje mi do tej kategorii jest właśnie Pieśń dla Arbonne. Mamy...
Z twórczością Guya Gabriela Kaya jest ten problem, że fabuła jego książek nie skupia się na pojedynczej postaci, rzadko kiedy (a przynajmniej ja jeszcze nie spotkałam) bohaterom towarzyszy wyraźny wątek miłosny, a wydarzenia rozgrywają się na tak wielu poziomach równocześnie, że akcja gdzieś się rozmywa. Dla mnie osobiście nie są to minusy, ale mam wrażenie, że to przez te elementy książki tego autora nie są zbyt popularne. Dodatkowo można powiedzieć, że opisy okładkowe (zwłaszcza tych z serii dwóch księżyców) są bardzo enigmatyczne i nie oddają bogactwa, jakie kryje się w prozie Kaya.
A tym bogactwem w przypadku "Pieśni dla Arbonne" jest kompleksowa, pięknie opowiedziana historia o dwóch krainach, stojących ze sobą w sprzeczności pod względem ideałów, bóstw i obyczajów. Wydarzenia opisywane są niespiesznie, z dużym ładunkiem emocjonalnym, mnóstwo jest w fabule statycznych scen, ale też sporo zaskoczeń i tajemnica, która wyjaśnia się pod sam koniec.
Autor w swoich książkach opiera się na naszej kulturze i wydarzeniach historycznych, dlatego z obawą czytałam o planowanej religijnej krucjacie wojowników górskiej północy przeciwko słabej krainie południa, rozśpiewanej, kultywującej dworską miłość i w dodatku rządzonej przez kobietę (herezja!). Z pewnym zaskoczeniem też odkryłam, że jedną z głównych postaci w tej książce jest przedstawiciel przyszłych najeźdźców - fascynujące było obserwować jego losy i kim się staje w ostatecznej rozgrywce.
Końcowe rozdziały oczywiście wyciskają z oczu łzy ;) Mnie osobiście styl tego autora bardzo odpowiada i polecam jego książki każdemu :)
Z twórczością Guya Gabriela Kaya jest ten problem, że fabuła jego książek nie skupia się na pojedynczej postaci, rzadko kiedy (a przynajmniej ja jeszcze nie spotkałam) bohaterom towarzyszy wyraźny wątek miłosny, a wydarzenia rozgrywają się na tak wielu poziomach równocześnie, że akcja gdzieś się rozmywa. Dla mnie osobiście nie są to minusy, ale mam wrażenie, że to przez te...
Łagodnie rzecz ujmując - nie wciągnęło mnie. Oddam właścicielowi z ulgą, ale i lekkimi wyrzutami sumienia, bo od dawna nie trafiła mi się książka, którą porzuciłam zanim dobrnęłam do 40 strony.
Łagodnie rzecz ujmując - nie wciągnęło mnie. Oddam właścicielowi z ulgą, ale i lekkimi wyrzutami sumienia, bo od dawna nie trafiła mi się książka, którą porzuciłam zanim dobrnęłam do 40 strony.
Dobra książka, która mogłaby być znakomitą, gdyby nie pewne braki, trudne do uchwycenia na pierwszy rzut oka. Niby wszystko jest na swoim miejscu: momentami wciągająca akcja nie pozwalająca oderwać się od lektury, wysublimowany, kwiecisty język z przebłyskami humoru i ironii, baśniowy klimat nawiązujący do dawnej Prowansji i Langwedocji oraz przyjemni bohaterowie, w tym, o dziwo, znośny główny bohater.
Brakuje jednak rozwinięcia pewnych wątków i pogłębienia psychologicznego motywów działania bohaterów. Przemyśleń i rozważań różnych postaci jest w tej książce dużo, jednak odnoszę wrażenie, że nie dotykają one zawsze istoty sprawy.
Na przykład nie przekonuje mnie kreacja Galberta de Garsenc. To byłby materiał na świetnego antagonistę, jednak został on przedstawiony bardzo płasko. Tylko nienawiść wobec odmiennej religii i kobiecych rządów stałaby za inwazją Arbonne? Zbyt banalny powód dla takiego wytrawnego gracza w politykę, którym miał być Galbert. Dlaczego był tak okrutny dla własnych synów? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Kolejna rzecz - Aelis. Jej przesadna duma i chęć zemsty doprowadziła do waśni między Bertranem a Urte na ponad dwie dekady.
Sam Bertran, kreowany na błyskotliwego księcia-trubadura, też był nieco papierowy. Podobnie Urte.
Stosunkowo najlepiej wypadł pod tym względem Blaise.
Trochę denerwował mnie również dosyć wyświechtany koncept kontrastu między złym, surowym, okrutnym i męskim Gorhaut a dobrą, zgodną (na pozór) i kobiecą Arbonne.
Wyrafinowany język również wydawał mi się miejscami niepotrzebny - przerostem formy nad treścią. względnie maskowaniem wspomnianych przeze mnie niedostatków.
Dobra książka, która mogłaby być znakomitą, gdyby nie pewne braki, trudne do uchwycenia na pierwszy rzut oka. Niby wszystko jest na swoim miejscu: momentami wciągająca akcja nie pozwalająca oderwać się od lektury, wysublimowany, kwiecisty język z przebłyskami humoru i ironii, baśniowy klimat nawiązujący do dawnej Prowansji i Langwedocji oraz przyjemni bohaterowie, w tym, o...
Kolejna książka Kaya, która mnie urzekła :) Piękna, liryczna opowieść o średniowiecznej Prowansji, o lojalności, odpowiedzialności i zaufaniu.
Arbonne, krainie trubadurów i dwornej miłości, grozi niebezpieczeństwo - sąsiadujący z nią Gorhaut, nietolerancyjny i szowinistyczny, szykuje się do inwazji. Narracja prowadzona jest z perspektywy uciekiniera/najemnika z Gorhaut, który początkowo traktuje mieszkańców Arbonne z lekceważeniem (jeśli nie wzgardą), stopniowo jednak przekonuje się, że nie wszystko w co wierzył jest prawdziwe, a mądrość i siła nie są przypisane do jednej tylko płci.
Subtelna, magiczna baśń dla dorosłych, mocno osadzona w historii Francji.
Cała opinia: http://nanikowy.blogspot.com/2016/01/piesn-dla-arbonne-guy-gavriel-kay.html
Kolejna książka Kaya, która mnie urzekła :) Piękna, liryczna opowieść o średniowiecznej Prowansji, o lojalności, odpowiedzialności i zaufaniu.
Arbonne, krainie trubadurów i dwornej miłości, grozi niebezpieczeństwo - sąsiadujący z nią Gorhaut, nietolerancyjny i szowinistyczny, szykuje się do inwazji. Narracja prowadzona jest z perspektywy uciekiniera/najemnika z Gorhaut,...
Po przebrnięciu przez prolog, książka (choć miejscami przewidywalna) bardzo mnie wciągnęła. Spodobał mi się styl pisania autora – barwny i nieraz ironiczny, co niezmiennie przywołuje uśmiech na moje usta. Zakończenie wolałabym inne, ale dzięki takiemu książka zyskała na realistyczności, jak wcześniej wspomniała w swojej opinii Jola.
Jest tutaj wszystko co powinno być w dobrym high fantasy – alternatywny świat, królestwa, polityka, walki, miłość i odrobina magii. Polecam.
Po przebrnięciu przez prolog, książka (choć miejscami przewidywalna) bardzo mnie wciągnęła. Spodobał mi się styl pisania autora – barwny i nieraz ironiczny, co niezmiennie przywołuje uśmiech na moje usta. Zakończenie wolałabym inne, ale dzięki takiemu książka zyskała na realistyczności, jak wcześniej wspomniała w swojej opinii Jola.
Jest tutaj wszystko co powinno być w...
Jedna z niewielu książek, których nie jestem w stanie skończyć. Może trzeba mu dać drugie podejście. Pierwsze na pewno spalone. Męczący język, powolna fabuła, zdecydowanie nie wciąga.
Jedna z niewielu książek, których nie jestem w stanie skończyć. Może trzeba mu dać drugie podejście. Pierwsze na pewno spalone. Męczący język, powolna fabuła, zdecydowanie nie wciąga.
To nie jest Kay w najwyższej formie. Styl pisarza jest bardzo charakterystyczny, toteż na dłuższą metę może trochę męczyć. Jednocześnie Pieśń nie dorównuje genialnym "Sarantyńskiej mozaice", "Tiganie" czy "Lwom Al-Rassanu". Interesująca lektura, ale znać, że to początki Kaya.
To nie jest Kay w najwyższej formie. Styl pisarza jest bardzo charakterystyczny, toteż na dłuższą metę może trochę męczyć. Jednocześnie Pieśń nie dorównuje genialnym "Sarantyńskiej mozaice", "Tiganie" czy "Lwom Al-Rassanu". Interesująca lektura, ale znać, że to początki Kaya.
Liryczna powieść wypełniona magią. O kobietach, mężczyznach i zderzeniu różnych kultur. Napisana bardzo przyjemnym językiem, z cudownymi opisami i inteligentnymi dialogami. Dałam się jej zaczarować.
Liryczna powieść wypełniona magią. O kobietach, mężczyznach i zderzeniu różnych kultur. Napisana bardzo przyjemnym językiem, z cudownymi opisami i inteligentnymi dialogami. Dałam się jej zaczarować.
"Pieśń dla Arbonne" to moje trzecie spotkanie z twórczynią Guy G. Kay'a. Książka, ta to moje trzecie spotkanie i było ono miłe. Jeśli ktoś czytał "Tiganę" i "Lwy Al-Rassanu" to ta pozycja także mu się spodoba.
A jak mógłbym zachęcić pozostałych, nieczytających jeszcze Kay'a, do przeczytania? Ano w ten sposób, że powieść potrafi wciągnąć. Czytelnicy Kay'a mogą doszukiwać się pewnego klucza/schematu i dlatego daję 7/10. Troszkę więcej spodziewałem się po końcu. Patrząc jednak obiektywnie: jeśli nie czytaliście Kay'a to spodoba się Wam bardziej. Mnie było trudniej zaskoczyć ponieważ dopiero co przeczytałem pozostałe książki. Ale nie powinno tylko o to chodzić, choć ocenę wystawiam taką jak wystawiam - lepsze są "Lwy" =P . No! Nie czytajcie już tej opinii tylko weźcie tę książkę do ręki i dajcie się wciągnąć w opowieść o żądzy władzy, miłości, pożądaniu, waleczności, a wszystko z tajemnicą w tle...
"Pieśń dla Arbonne" to moje trzecie spotkanie z twórczynią Guy G. Kay'a. Książka, ta to moje trzecie spotkanie i było ono miłe. Jeśli ktoś czytał "Tiganę" i "Lwy Al-Rassanu" to ta pozycja także mu się spodoba.
A jak mógłbym zachęcić pozostałych, nieczytających jeszcze Kay'a, do przeczytania? Ano w ten sposób, że powieść potrafi wciągnąć. Czytelnicy Kay'a mogą doszukiwać...
Kolejna bardzo dobra książka Kaya. I jak wszystkie, nie da się od niej oderwać. Jedyne, co mi się nie podobało, to zakończenie (chodzi mi o jeden mariaż "z rozsądku", ci co czytali, będą wiedzieć, o kogo chodzi). Chociaż muszę uczciwie przyznać, że było dużo bardziej realistyczne i dopasowane do wymogów tamtych czasów, niż takie, jakie by podyktowała moja romantyczna dusza :)
Kolejna bardzo dobra książka Kaya. I jak wszystkie, nie da się od niej oderwać. Jedyne, co mi się nie podobało, to zakończenie (chodzi mi o jeden mariaż "z rozsądku", ci co czytali, będą wiedzieć, o kogo chodzi). Chociaż muszę uczciwie przyznać, że było dużo bardziej realistyczne i dopasowane do wymogów tamtych czasów, niż takie, jakie by podyktowała moja romantyczna dusza...
Moim trwającym już trzy lata wakacyjnym zwyczajem jest przeczytanie jednej książki Cejrowskiego i Kay'a właśnie. Obaj ci autorzy piszą znakomite książki, którymi mogę delektować się w letnie dni. „Tigana” i „Lwy Al-Rassanu” są, co prawda odrobinę lepsze od „Pieśni dla Arbonne”, ale i tak wspaniale się ją czyta.
Wiele lat temu dwaj najpotężniejsi książęta, panujący na ziemiach stanowiących część matriarchalnej, cywilizowanej krainy Arbonne, popadli w konflikt. Szlachetny trubadur Bertran de Talair i Urte de Miraval żywią wobec siebie nienawiść, której źródłem stała się dawno temu kobieta. Na północy leży patriarchalne i wojownicze Gorhaut, mieszkańcy którego wyznają wiarę w boga Corannosa, a włada nimi zepsuty do szpiku kości król Ademar, marzący o podbojach. Wkrótce, wzajemne uprzedzenia, nienawiść i intrygi, doprowadzą do krwawego starcia pomiędzy dwiema kulturami.
„Pieśń dla Arbonne” jest pasjonującą, opartą na kulturze trubadurów powieścią, której czytanie sprawia prawdziwą przyjemność. Zawiera wszystkie charakterystyczne dla prozy Kaya elementy począwszy od nieprzewidywalnej, panoramicznej fabuły dotyczącej krwawego zderzenia dwóch odrębnych kultur, a skończywszy na wspaniale wykreowanych bohaterach. To właśnie w tych powieściach spotkałam się z najbardziej fascynującymi postaciami kobiecymi, jakie poznałam dzięki książkom. Choć historiami wymyślonymi przez Kaya rządzą te same reguły, to każda fascynuje równie mocno. W „Pieśni dla Arbonne” duże wrażenie robią miejsca akcji; bezwzględne dla kobiet, surowo przestrzegające praw Gorhaut, mistyczna wyspa bogini Rian, a także czarująca kraina Arbonne z Dworem Miłości, trubadurami i tworzonymi przez nich cudownymi pieśniami.
Bez wątpienia mogę zaliczyć „Pieśń dla Arbonne” do gatunku fantasy umiejscowionego w realiach średniowiecznych, choć na próżno szukać tu typowych elementów fantastycznych. Z tego względu powinna spodobać się wszystkim miłośnikom literatury. To po prostu bardzo dobra powieść. Polecam!
Moim trwającym już trzy lata wakacyjnym zwyczajem jest przeczytanie jednej książki Cejrowskiego i Kay'a właśnie. Obaj ci autorzy piszą znakomite książki, którymi mogę delektować się w letnie dni. „Tigana” i „Lwy Al-Rassanu” są, co prawda odrobinę lepsze od „Pieśni dla Arbonne”, ale i tak wspaniale się ją czyta.
Wiele lat temu dwaj najpotężniejsi książęta, panujący na...
Kolejna dobra książka, Kay`a.
Arbonne to kraina trubadurów i pieśniarzy, to kraj gdzie jest Bóg- Kobieta i to kobieta zasiada na tronie. Taki obraz nie podoba sie sąsiedniej krainie, gdzie jest Bog - Mężczyzna, a wladca mężczyzną - cóż kilka scen pokazuje, ze kobiety traktowal w sposób podmiotowy...postanawia podbic sasiedni kraj ( a moze to nie on, tylko jego duchowy przywódca? ) ale odeszlam od gł watku, dlaczego warto przeczytac "Pieśń dla Arbonne" ? Fabuła bardzo dobra, uczucia, "problemy rodzinne" cóż mogłabym rzucac hasełkami, ale sadze, ze jesli ktos lubi czytac fantastyke utrzymana w klimacie sredniowiecza - to niewatpliwie powinien sięgnąć po tą pozycję.
Kolejna dobra książka, Kay`a.
Arbonne to kraina trubadurów i pieśniarzy, to kraj gdzie jest Bóg- Kobieta i to kobieta zasiada na tronie. Taki obraz nie podoba sie sąsiedniej krainie, gdzie jest Bog - Mężczyzna, a wladca mężczyzną - cóż kilka scen pokazuje, ze kobiety traktowal w sposób podmiotowy...postanawia podbic sasiedni kraj ( a moze to nie on, tylko jego duchowy...
"Pieśń dla Arbonne" nie jest może powieścią „wielką”, ale jest, bez wątpienia, powieścią napisaną sprawnie i z polotem, wciągającą czytelnika w wir wydarzeń. Jest co prawda historią nieco przewidywalną, ale zdarza jej się czasem skręcać na mniej utarte szlaki. Mówiąc krótko, opowieść Kaya o rządzonej przez kobietę Arbonne, pacyfistycznej, mlekiem i miodem płynącej krainie, której nieszczęściem jest to, że graniczy z militarystycznym, patriarchalnym księstwem Gorhaut, mającym chrapkę na jej płodne pola i winnice, czytałam z prawdziwą przyjemnością.
Nad Arbonne unosi się więc widmo zewnętrznego zagrożenia, choć nie jest to jej jedyny problem. Od wewnątrz trawi ją bowiem wojna podjazdowa prowadzona przez dwóch najsilniejszych wielmożów, u której źródeł leży namiętny romans jednego z nich, Bertrana de Talair, z żoną drugiego, Urtego de Miraval. Aelis, bohaterka całego zamieszania dawno już wprawdzie nie żyje, zmarła przy porodzie nieślubnego dziecka, którego losy poznajemy dopiero pod koniec opowieści, ale obaj panowie szczerze się nienawidzą i robią wszystko, aby utrudnić sobie nawzajem życie.
Chociaż nad Arbonne wiszą dwa księżyce, nie sposób nie skojarzyć jej z XII-wieczną Prowansją, a pięknej czarnowłosej Alienor, kobiety świadomej swego uroku i siły oddziaływania na mężczyzn, z Eleonorą Akwitańską. Dwór i jednej i drugiej to mekka trubadurów i minstreli, miejsce, gdzie kwitnie muzyka i poezja, gdzie rodzi się pojęcie miłości dworskiej (tak przynajmniej na ogół uważamy, bo precyzyjnie mówiąc termin ten został po raz pierwszy użyty ponad 700 lat później). I choć w "Pieśni dla Arbonne", pojawiają się mężczyźni, zarówno okrutni, jak i szlachetni, to czytając ma się wrażenie, że to nie oni są tu głównymi sprawcami zdarzeń. Że wprawdzie toczą te swoje wojny, ale tak naprawdę nie to jest ważne. Ważna jest miłość, niekoniecznie usankcjonowana małżeństwem. Ważne są kobiety, które dzierżą prawdziwą polityczną władzę. I ważne są pieśni, które czasem mogą prowadzić do spełnionej miłości, czasem do zdrady, kiedy indziej do wojny. Główną jednak ich siłą jest to, że ocalają od zapomnienia. Jak książki.
Kay nie tworzy swojego świata z niczego, jest za to mistrzem przetwarzania faktów i realiów historycznych na użytek opowiadanych przez niego historii. Traktuje je dość swobodnie i właśnie dzięki temu bohaterowie, a zwłaszcza bohaterki są bliższe współczesnym czytelnikom. I choć nie jest to opowieść specjalnie oryginalna, to jest w niej jakiś czar. Są w niej i krwawe opisy walk na turniejach, i momenty liryczne, i jakaś zaduma. Wszystko to sprawia, że "Pieśń dla Arbonne" czyta się lekko i miło. A może to ja mam słabość do trubadurów i trubadurek i nie oceniam obiektywnie? Nie wiem. Wiem za to, że sięgnę po inne powieści Kaya, gdy będę potrzebowała odprężenia. A biorąc pod uwagę moją jesienno-zimową apatię i chandrę, nastąpi to pewnie wkrótce.
"Pieśń dla Arbonne" nie jest może powieścią „wielką”, ale jest, bez wątpienia, powieścią napisaną sprawnie i z polotem, wciągającą czytelnika w wir wydarzeń. Jest co prawda historią nieco przewidywalną, ale zdarza jej się czasem skręcać na mniej utarte szlaki. Mówiąc krótko, opowieść Kaya o rządzonej przez kobietę Arbonne, pacyfistycznej, mlekiem i miodem płynącej krainie,...
Jestem niereformowalnym szowinistą. Co oznacza, że kobiety kocham i uwielbiam, są moją religią... wszak nie sposób być porządnym szowinistą nie owijając swego losu wokół tych pięknych, nielogicznych i jakże wspaniałych istot! Lubię literaturę, która w ciekawy sposób feminizuje pewne tematy - powieścią, która pasuje mi do tej kategorii jest właśnie Pieśń dla Arbonne. Mamy tutaj matriarchalne królestwo w szowinistycznym świecie. Trochę naiwna to wizja, w której kobiety nie tkają intryg ale kulturę i oświecenie - naiwna, ale przecież piękna. Być rycerzem w takiej krainie: marzenie prawdziwego mężczyzny! ;-)
Serce drgnęło parę razy w trakcie lektury. Przyjemna książka, raczej ponad przeciętne stany. Niby wszystko już było, ale owe wszystko można przecież opowiedzieć w ciut inny sposób, inaczej rozmieszczając mocne i słabe punkty historii. Oceniam z pamięci, książka czytana dawno, dawno temu, odnaleziona teraz w trakcie wiosennych porządków ;-)
Jestem niereformowalnym szowinistą. Co oznacza, że kobiety kocham i uwielbiam, są moją religią... wszak nie sposób być porządnym szowinistą nie owijając swego losu wokół tych pięknych, nielogicznych i jakże wspaniałych istot! Lubię literaturę, która w ciekawy sposób feminizuje pewne tematy - powieścią, która pasuje mi do tej kategorii jest właśnie Pieśń dla Arbonne. Mamy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ twórczością Guya Gabriela Kaya jest ten problem, że fabuła jego książek nie skupia się na pojedynczej postaci, rzadko kiedy (a przynajmniej ja jeszcze nie spotkałam) bohaterom towarzyszy wyraźny wątek miłosny, a wydarzenia rozgrywają się na tak wielu poziomach równocześnie, że akcja gdzieś się rozmywa. Dla mnie osobiście nie są to minusy, ale mam wrażenie, że to przez te elementy książki tego autora nie są zbyt popularne. Dodatkowo można powiedzieć, że opisy okładkowe (zwłaszcza tych z serii dwóch księżyców) są bardzo enigmatyczne i nie oddają bogactwa, jakie kryje się w prozie Kaya.
A tym bogactwem w przypadku "Pieśni dla Arbonne" jest kompleksowa, pięknie opowiedziana historia o dwóch krainach, stojących ze sobą w sprzeczności pod względem ideałów, bóstw i obyczajów. Wydarzenia opisywane są niespiesznie, z dużym ładunkiem emocjonalnym, mnóstwo jest w fabule statycznych scen, ale też sporo zaskoczeń i tajemnica, która wyjaśnia się pod sam koniec.
Autor w swoich książkach opiera się na naszej kulturze i wydarzeniach historycznych, dlatego z obawą czytałam o planowanej religijnej krucjacie wojowników górskiej północy przeciwko słabej krainie południa, rozśpiewanej, kultywującej dworską miłość i w dodatku rządzonej przez kobietę (herezja!). Z pewnym zaskoczeniem też odkryłam, że jedną z głównych postaci w tej książce jest przedstawiciel przyszłych najeźdźców - fascynujące było obserwować jego losy i kim się staje w ostatecznej rozgrywce.
Końcowe rozdziały oczywiście wyciskają z oczu łzy ;) Mnie osobiście styl tego autora bardzo odpowiada i polecam jego książki każdemu :)
Z twórczością Guya Gabriela Kaya jest ten problem, że fabuła jego książek nie skupia się na pojedynczej postaci, rzadko kiedy (a przynajmniej ja jeszcze nie spotkałam) bohaterom towarzyszy wyraźny wątek miłosny, a wydarzenia rozgrywają się na tak wielu poziomach równocześnie, że akcja gdzieś się rozmywa. Dla mnie osobiście nie są to minusy, ale mam wrażenie, że to przez te...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŁagodnie rzecz ujmując - nie wciągnęło mnie. Oddam właścicielowi z ulgą, ale i lekkimi wyrzutami sumienia, bo od dawna nie trafiła mi się książka, którą porzuciłam zanim dobrnęłam do 40 strony.
Łagodnie rzecz ujmując - nie wciągnęło mnie. Oddam właścicielowi z ulgą, ale i lekkimi wyrzutami sumienia, bo od dawna nie trafiła mi się książka, którą porzuciłam zanim dobrnęłam do 40 strony.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra książka, która mogłaby być znakomitą, gdyby nie pewne braki, trudne do uchwycenia na pierwszy rzut oka. Niby wszystko jest na swoim miejscu: momentami wciągająca akcja nie pozwalająca oderwać się od lektury, wysublimowany, kwiecisty język z przebłyskami humoru i ironii, baśniowy klimat nawiązujący do dawnej Prowansji i Langwedocji oraz przyjemni bohaterowie, w tym, o dziwo, znośny główny bohater.
Brakuje jednak rozwinięcia pewnych wątków i pogłębienia psychologicznego motywów działania bohaterów. Przemyśleń i rozważań różnych postaci jest w tej książce dużo, jednak odnoszę wrażenie, że nie dotykają one zawsze istoty sprawy.
Na przykład nie przekonuje mnie kreacja Galberta de Garsenc. To byłby materiał na świetnego antagonistę, jednak został on przedstawiony bardzo płasko. Tylko nienawiść wobec odmiennej religii i kobiecych rządów stałaby za inwazją Arbonne? Zbyt banalny powód dla takiego wytrawnego gracza w politykę, którym miał być Galbert. Dlaczego był tak okrutny dla własnych synów? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Kolejna rzecz - Aelis. Jej przesadna duma i chęć zemsty doprowadziła do waśni między Bertranem a Urte na ponad dwie dekady.
Sam Bertran, kreowany na błyskotliwego księcia-trubadura, też był nieco papierowy. Podobnie Urte.
Stosunkowo najlepiej wypadł pod tym względem Blaise.
Trochę denerwował mnie również dosyć wyświechtany koncept kontrastu między złym, surowym, okrutnym i męskim Gorhaut a dobrą, zgodną (na pozór) i kobiecą Arbonne.
Wyrafinowany język również wydawał mi się miejscami niepotrzebny - przerostem formy nad treścią. względnie maskowaniem wspomnianych przeze mnie niedostatków.
Dobra książka, która mogłaby być znakomitą, gdyby nie pewne braki, trudne do uchwycenia na pierwszy rzut oka. Niby wszystko jest na swoim miejscu: momentami wciągająca akcja nie pozwalająca oderwać się od lektury, wysublimowany, kwiecisty język z przebłyskami humoru i ironii, baśniowy klimat nawiązujący do dawnej Prowansji i Langwedocji oraz przyjemni bohaterowie, w tym, o...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka Kaya, która mnie urzekła :) Piękna, liryczna opowieść o średniowiecznej Prowansji, o lojalności, odpowiedzialności i zaufaniu.
Arbonne, krainie trubadurów i dwornej miłości, grozi niebezpieczeństwo - sąsiadujący z nią Gorhaut, nietolerancyjny i szowinistyczny, szykuje się do inwazji. Narracja prowadzona jest z perspektywy uciekiniera/najemnika z Gorhaut, który początkowo traktuje mieszkańców Arbonne z lekceważeniem (jeśli nie wzgardą), stopniowo jednak przekonuje się, że nie wszystko w co wierzył jest prawdziwe, a mądrość i siła nie są przypisane do jednej tylko płci.
Subtelna, magiczna baśń dla dorosłych, mocno osadzona w historii Francji.
Cała opinia: http://nanikowy.blogspot.com/2016/01/piesn-dla-arbonne-guy-gavriel-kay.html
Kolejna książka Kaya, która mnie urzekła :) Piękna, liryczna opowieść o średniowiecznej Prowansji, o lojalności, odpowiedzialności i zaufaniu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toArbonne, krainie trubadurów i dwornej miłości, grozi niebezpieczeństwo - sąsiadujący z nią Gorhaut, nietolerancyjny i szowinistyczny, szykuje się do inwazji. Narracja prowadzona jest z perspektywy uciekiniera/najemnika z Gorhaut,...
Po przebrnięciu przez prolog, książka (choć miejscami przewidywalna) bardzo mnie wciągnęła. Spodobał mi się styl pisania autora – barwny i nieraz ironiczny, co niezmiennie przywołuje uśmiech na moje usta. Zakończenie wolałabym inne, ale dzięki takiemu książka zyskała na realistyczności, jak wcześniej wspomniała w swojej opinii Jola.
Jest tutaj wszystko co powinno być w dobrym high fantasy – alternatywny świat, królestwa, polityka, walki, miłość i odrobina magii. Polecam.
Po przebrnięciu przez prolog, książka (choć miejscami przewidywalna) bardzo mnie wciągnęła. Spodobał mi się styl pisania autora – barwny i nieraz ironiczny, co niezmiennie przywołuje uśmiech na moje usta. Zakończenie wolałabym inne, ale dzięki takiemu książka zyskała na realistyczności, jak wcześniej wspomniała w swojej opinii Jola.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest tutaj wszystko co powinno być w...
Jedna z niewielu książek, których nie jestem w stanie skończyć. Może trzeba mu dać drugie podejście. Pierwsze na pewno spalone. Męczący język, powolna fabuła, zdecydowanie nie wciąga.
Jedna z niewielu książek, których nie jestem w stanie skończyć. Może trzeba mu dać drugie podejście. Pierwsze na pewno spalone. Męczący język, powolna fabuła, zdecydowanie nie wciąga.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie jest Kay w najwyższej formie. Styl pisarza jest bardzo charakterystyczny, toteż na dłuższą metę może trochę męczyć. Jednocześnie Pieśń nie dorównuje genialnym "Sarantyńskiej mozaice", "Tiganie" czy "Lwom Al-Rassanu". Interesująca lektura, ale znać, że to początki Kaya.
To nie jest Kay w najwyższej formie. Styl pisarza jest bardzo charakterystyczny, toteż na dłuższą metę może trochę męczyć. Jednocześnie Pieśń nie dorównuje genialnym "Sarantyńskiej mozaice", "Tiganie" czy "Lwom Al-Rassanu". Interesująca lektura, ale znać, że to początki Kaya.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudowna książka napisana przez bardzo inteligentnego i zdolnego pisarza. Polecam! :)
Cudowna książka napisana przez bardzo inteligentnego i zdolnego pisarza. Polecam! :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLiryczna powieść wypełniona magią. O kobietach, mężczyznach i zderzeniu różnych kultur. Napisana bardzo przyjemnym językiem, z cudownymi opisami i inteligentnymi dialogami. Dałam się jej zaczarować.
Liryczna powieść wypełniona magią. O kobietach, mężczyznach i zderzeniu różnych kultur. Napisana bardzo przyjemnym językiem, z cudownymi opisami i inteligentnymi dialogami. Dałam się jej zaczarować.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Pieśń dla Arbonne" to moje trzecie spotkanie z twórczynią Guy G. Kay'a. Książka, ta to moje trzecie spotkanie i było ono miłe. Jeśli ktoś czytał "Tiganę" i "Lwy Al-Rassanu" to ta pozycja także mu się spodoba.
A jak mógłbym zachęcić pozostałych, nieczytających jeszcze Kay'a, do przeczytania? Ano w ten sposób, że powieść potrafi wciągnąć. Czytelnicy Kay'a mogą doszukiwać się pewnego klucza/schematu i dlatego daję 7/10. Troszkę więcej spodziewałem się po końcu. Patrząc jednak obiektywnie: jeśli nie czytaliście Kay'a to spodoba się Wam bardziej. Mnie było trudniej zaskoczyć ponieważ dopiero co przeczytałem pozostałe książki. Ale nie powinno tylko o to chodzić, choć ocenę wystawiam taką jak wystawiam - lepsze są "Lwy" =P . No! Nie czytajcie już tej opinii tylko weźcie tę książkę do ręki i dajcie się wciągnąć w opowieść o żądzy władzy, miłości, pożądaniu, waleczności, a wszystko z tajemnicą w tle...
"Pieśń dla Arbonne" to moje trzecie spotkanie z twórczynią Guy G. Kay'a. Książka, ta to moje trzecie spotkanie i było ono miłe. Jeśli ktoś czytał "Tiganę" i "Lwy Al-Rassanu" to ta pozycja także mu się spodoba.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA jak mógłbym zachęcić pozostałych, nieczytających jeszcze Kay'a, do przeczytania? Ano w ten sposób, że powieść potrafi wciągnąć. Czytelnicy Kay'a mogą doszukiwać...
Jak bardzo kobiety i mężczyźni mogą się różnić? Jak bardzo może to wszystko zniszczyć?
Jak bardzo kobiety i mężczyźni mogą się różnić? Jak bardzo może to wszystko zniszczyć?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna bardzo dobra książka Kaya. I jak wszystkie, nie da się od niej oderwać. Jedyne, co mi się nie podobało, to zakończenie (chodzi mi o jeden mariaż "z rozsądku", ci co czytali, będą wiedzieć, o kogo chodzi). Chociaż muszę uczciwie przyznać, że było dużo bardziej realistyczne i dopasowane do wymogów tamtych czasów, niż takie, jakie by podyktowała moja romantyczna dusza :)
Kolejna bardzo dobra książka Kaya. I jak wszystkie, nie da się od niej oderwać. Jedyne, co mi się nie podobało, to zakończenie (chodzi mi o jeden mariaż "z rozsądku", ci co czytali, będą wiedzieć, o kogo chodzi). Chociaż muszę uczciwie przyznać, że było dużo bardziej realistyczne i dopasowane do wymogów tamtych czasów, niż takie, jakie by podyktowała moja romantyczna dusza...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoim trwającym już trzy lata wakacyjnym zwyczajem jest przeczytanie jednej książki Cejrowskiego i Kay'a właśnie. Obaj ci autorzy piszą znakomite książki, którymi mogę delektować się w letnie dni. „Tigana” i „Lwy Al-Rassanu” są, co prawda odrobinę lepsze od „Pieśni dla Arbonne”, ale i tak wspaniale się ją czyta.
Wiele lat temu dwaj najpotężniejsi książęta, panujący na ziemiach stanowiących część matriarchalnej, cywilizowanej krainy Arbonne, popadli w konflikt. Szlachetny trubadur Bertran de Talair i Urte de Miraval żywią wobec siebie nienawiść, której źródłem stała się dawno temu kobieta. Na północy leży patriarchalne i wojownicze Gorhaut, mieszkańcy którego wyznają wiarę w boga Corannosa, a włada nimi zepsuty do szpiku kości król Ademar, marzący o podbojach. Wkrótce, wzajemne uprzedzenia, nienawiść i intrygi, doprowadzą do krwawego starcia pomiędzy dwiema kulturami.
„Pieśń dla Arbonne” jest pasjonującą, opartą na kulturze trubadurów powieścią, której czytanie sprawia prawdziwą przyjemność. Zawiera wszystkie charakterystyczne dla prozy Kaya elementy począwszy od nieprzewidywalnej, panoramicznej fabuły dotyczącej krwawego zderzenia dwóch odrębnych kultur, a skończywszy na wspaniale wykreowanych bohaterach. To właśnie w tych powieściach spotkałam się z najbardziej fascynującymi postaciami kobiecymi, jakie poznałam dzięki książkom. Choć historiami wymyślonymi przez Kaya rządzą te same reguły, to każda fascynuje równie mocno. W „Pieśni dla Arbonne” duże wrażenie robią miejsca akcji; bezwzględne dla kobiet, surowo przestrzegające praw Gorhaut, mistyczna wyspa bogini Rian, a także czarująca kraina Arbonne z Dworem Miłości, trubadurami i tworzonymi przez nich cudownymi pieśniami.
Bez wątpienia mogę zaliczyć „Pieśń dla Arbonne” do gatunku fantasy umiejscowionego w realiach średniowiecznych, choć na próżno szukać tu typowych elementów fantastycznych. Z tego względu powinna spodobać się wszystkim miłośnikom literatury. To po prostu bardzo dobra powieść. Polecam!
Moim trwającym już trzy lata wakacyjnym zwyczajem jest przeczytanie jednej książki Cejrowskiego i Kay'a właśnie. Obaj ci autorzy piszą znakomite książki, którymi mogę delektować się w letnie dni. „Tigana” i „Lwy Al-Rassanu” są, co prawda odrobinę lepsze od „Pieśni dla Arbonne”, ale i tak wspaniale się ją czyta.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiele lat temu dwaj najpotężniejsi książęta, panujący na...
Kolejna dobra książka, Kay`a.
Arbonne to kraina trubadurów i pieśniarzy, to kraj gdzie jest Bóg- Kobieta i to kobieta zasiada na tronie. Taki obraz nie podoba sie sąsiedniej krainie, gdzie jest Bog - Mężczyzna, a wladca mężczyzną - cóż kilka scen pokazuje, ze kobiety traktowal w sposób podmiotowy...postanawia podbic sasiedni kraj ( a moze to nie on, tylko jego duchowy przywódca? ) ale odeszlam od gł watku, dlaczego warto przeczytac "Pieśń dla Arbonne" ? Fabuła bardzo dobra, uczucia, "problemy rodzinne" cóż mogłabym rzucac hasełkami, ale sadze, ze jesli ktos lubi czytac fantastyke utrzymana w klimacie sredniowiecza - to niewatpliwie powinien sięgnąć po tą pozycję.
Kolejna dobra książka, Kay`a.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toArbonne to kraina trubadurów i pieśniarzy, to kraj gdzie jest Bóg- Kobieta i to kobieta zasiada na tronie. Taki obraz nie podoba sie sąsiedniej krainie, gdzie jest Bog - Mężczyzna, a wladca mężczyzną - cóż kilka scen pokazuje, ze kobiety traktowal w sposób podmiotowy...postanawia podbic sasiedni kraj ( a moze to nie on, tylko jego duchowy...
"Pieśń dla Arbonne" nie jest może powieścią „wielką”, ale jest, bez wątpienia, powieścią napisaną sprawnie i z polotem, wciągającą czytelnika w wir wydarzeń. Jest co prawda historią nieco przewidywalną, ale zdarza jej się czasem skręcać na mniej utarte szlaki. Mówiąc krótko, opowieść Kaya o rządzonej przez kobietę Arbonne, pacyfistycznej, mlekiem i miodem płynącej krainie, której nieszczęściem jest to, że graniczy z militarystycznym, patriarchalnym księstwem Gorhaut, mającym chrapkę na jej płodne pola i winnice, czytałam z prawdziwą przyjemnością.
Nad Arbonne unosi się więc widmo zewnętrznego zagrożenia, choć nie jest to jej jedyny problem. Od wewnątrz trawi ją bowiem wojna podjazdowa prowadzona przez dwóch najsilniejszych wielmożów, u której źródeł leży namiętny romans jednego z nich, Bertrana de Talair, z żoną drugiego, Urtego de Miraval. Aelis, bohaterka całego zamieszania dawno już wprawdzie nie żyje, zmarła przy porodzie nieślubnego dziecka, którego losy poznajemy dopiero pod koniec opowieści, ale obaj panowie szczerze się nienawidzą i robią wszystko, aby utrudnić sobie nawzajem życie.
Chociaż nad Arbonne wiszą dwa księżyce, nie sposób nie skojarzyć jej z XII-wieczną Prowansją, a pięknej czarnowłosej Alienor, kobiety świadomej swego uroku i siły oddziaływania na mężczyzn, z Eleonorą Akwitańską. Dwór i jednej i drugiej to mekka trubadurów i minstreli, miejsce, gdzie kwitnie muzyka i poezja, gdzie rodzi się pojęcie miłości dworskiej (tak przynajmniej na ogół uważamy, bo precyzyjnie mówiąc termin ten został po raz pierwszy użyty ponad 700 lat później). I choć w "Pieśni dla Arbonne", pojawiają się mężczyźni, zarówno okrutni, jak i szlachetni, to czytając ma się wrażenie, że to nie oni są tu głównymi sprawcami zdarzeń. Że wprawdzie toczą te swoje wojny, ale tak naprawdę nie to jest ważne. Ważna jest miłość, niekoniecznie usankcjonowana małżeństwem. Ważne są kobiety, które dzierżą prawdziwą polityczną władzę. I ważne są pieśni, które czasem mogą prowadzić do spełnionej miłości, czasem do zdrady, kiedy indziej do wojny. Główną jednak ich siłą jest to, że ocalają od zapomnienia. Jak książki.
Kay nie tworzy swojego świata z niczego, jest za to mistrzem przetwarzania faktów i realiów historycznych na użytek opowiadanych przez niego historii. Traktuje je dość swobodnie i właśnie dzięki temu bohaterowie, a zwłaszcza bohaterki są bliższe współczesnym czytelnikom. I choć nie jest to opowieść specjalnie oryginalna, to jest w niej jakiś czar. Są w niej i krwawe opisy walk na turniejach, i momenty liryczne, i jakaś zaduma. Wszystko to sprawia, że "Pieśń dla Arbonne" czyta się lekko i miło. A może to ja mam słabość do trubadurów i trubadurek i nie oceniam obiektywnie? Nie wiem. Wiem za to, że sięgnę po inne powieści Kaya, gdy będę potrzebowała odprężenia. A biorąc pod uwagę moją jesienno-zimową apatię i chandrę, nastąpi to pewnie wkrótce.
"Pieśń dla Arbonne" nie jest może powieścią „wielką”, ale jest, bez wątpienia, powieścią napisaną sprawnie i z polotem, wciągającą czytelnika w wir wydarzeń. Jest co prawda historią nieco przewidywalną, ale zdarza jej się czasem skręcać na mniej utarte szlaki. Mówiąc krótko, opowieść Kaya o rządzonej przez kobietę Arbonne, pacyfistycznej, mlekiem i miodem płynącej krainie,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to