rozwiń zwiń
grendella

Profil użytkownika: grendella

Nie podano miasta Kobieta
Status Czytelniczka
Aktywność 7 lata temu
283
Książek na półce
przeczytane
520
Książek
w biblioteczce
47
Opinii
757
Polubień
opinii
Nie podano
miasta
Kobieta
Dodane| Nie dodano
Strony www:
Ta użytkowniczka nie posiada opisu konta.

Opinie


Na półkach:

Z okładki polskiego wydania "Rossa Poldarka" spogląda na nas chmurnym wzrokiem Aidan Turner i jest to spojrzenie, któremu trudno się oprzeć i wyobrazić sobie tytułowego bohatera powieści inaczej. Ross to mężczyzna z przeszłością, który jako angielski kapitan wraca z wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych do rodzimej Kornwalii, by przekonać się, że jego ojciec zmarł, rodzima posiadłość jest w ruinie, a ukochana właśnie zaręczyła się z jego bliskim kuzynem. Lekko nie jest. Spodziewałam się, że główny bohater będzie walczył o ukochaną, ale nie, usuwa się w cień, koncentrując energię na stopniowym odbudowywaniu majątku. Na miłosne rozterki najlepsza praca. Zubożały dziedzic kosi, zasiewa, naprawia płoty, planuje na nowo otworzyć dawno zamkniętą kopalnię, a w międzyczasie tańczy menueta, ogląda walki kogutów i sporo pije. Daleko mu do rozpieszczonego, odzianego w wytworne stroje, paniątka z wyższych sfer. Nie jest szczególnie sympatyczny, bywa porywczy i uparty, ale jest też zdeterminowany, by przy okazji odbudowy swojej pozycji poprawić los innych, odporny na plotki i niespecjalnie wrażliwy na puste społeczne konwenanse.

XVIII-wieczna prowincjonalna Kornwalia nie jest krainą mlekiem i miodem płynącą. Życie jest tu surowe, uzależnione od cen wydobywanej w kopalniach cyny. Granica między ubogim szlachcicem a pracującymi na niego górnikami i dzierżawcami ziemi jest wprawdzie widoczna, ale niestabilna. O bankructwo i degradację społeczną nietrudno. Kornwalijscy panowie jadają wprawdzie wykwintne potrawy z pięknej porcelany, ale pasjonują ich też plebejskie rozrywki, jak walka kogutów. Z kolei biedota, której los jest naprawdę trudny, pod wpływem równościowych idei z Ameryki i Francji, zaczyna zastanawiać się, czy na pewno musi tak być. Rossowi czasem bliżej do swoich podwładnych, nie waha się wstawić w sądzie za jednym z nich, przygarnia 13-letnią obdartą Demelzę, która pod jego dachem wyrasta na pełną życia i energii młodą kobietę i w końcu, dość przewidywalnie, staje jego żoną, ale nie czyni tego z jakichś głębszych pobudek ideologicznych. Jest przyzwoity, pragmatyczny i nawet jego związek z Demelzą nie jest przedstawiony jako szczególnie romantyczny. Ross poślubia ją, bo ma gdzieś opinie innych i bo tak należy zrobić, ale nie jest szaleńczo zakochany. Uczucie między twym dwojgiem rodzi się później, ale czy przetrwa?

Nie ukrywam, że właśnie Demelza, przeciwieństwo bladolicej, uduchowionej Elizabeth, pierwszej miłości Rossa, zainteresowała mnie najbardziej. Dziewczyna wyciągnięta z wiejskiej chaty, pełna życia i umorusana ziemią, która awansuje społecznie dzięki małżeństwu. Nie sposób odmówić jej witalności i żywej inteligencji, ma być lekarstwem Rossa na uczucie beznadziejnie ulokowane w Elizabeth i na razie wydają się być szczęśliwi. Wychodzi zwycięsko z pierwszej konfrontacji z wyżej urodzonymi od siebie, zjednuje ich urodą i otwartością, ale czy może być tak łatwo? Zobaczymy, następna część 12-tomowej sagi Winstona Grahama, zatytułowany jest właśnie jej imieniem.

Sądząc po "Rossie Poldarku", dalsze powieści dadzą nam to, czego możemy się spodziewać po sadze rodzinnej – zmiennych perypetii rodu Poldarków, ich wzlotów i upadków, finansowych tarapatów i sukcesów, miłosnych przygód na tle przemian historycznych i społecznych. Winston Graham nie zaskoczył mnie może specjalnie rozwiązaniami fabularnymi, ale przemawia do mnie jego realistyczne pióro doprawione szczyptą komizmu, szlachta w przybrudzonych koronkach i brodzący w błocie górnicy. Przede wszystkim jednak przemawia do mnie jego wizja Kornwalii, targanej wiatrem, tonącej w mgle i deszczu, skalistej i nieprzystępnej, jakże różnej od soczyście zielonej Anglii z powieści Jane Austen. Takie otoczenie aż prosi się o słodko-gorzką opowieść, w której smutek i melancholia przeplatają się z drobnymi uśmiechami losu. I na pewno dam tej opowieści szansę.

Z okładki polskiego wydania "Rossa Poldarka" spogląda na nas chmurnym wzrokiem Aidan Turner i jest to spojrzenie, któremu trudno się oprzeć i wyobrazić sobie tytułowego bohatera powieści inaczej. Ross to mężczyzna z przeszłością, który jako angielski kapitan wraca z wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych do rodzimej Kornwalii, by przekonać się, że jego ojciec zmarł,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Dawno, dawno temu J.R.R. Tolkien napisał porywającą opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem, pełną elfów, krasnoludów i hobbitów, kładąc podwaliny gatunku, który znalazł tysiące miłośników. Wielu próbowało go naśladować, wielu stworzyło własne światy, wielu wpłynęło na rozwój fantasy. I choć fantasy doczekało się swoich własnych opracowań, choć napisano o tym gatunku niejedną pracę magisterską, to nadal często postrzegany jest jako literatura niewymagająca, oferująca głównie ucieczkę od rzeczywistości, taka, z której się wraz z wiekiem wyrasta.

Autorzy nagradzani prestiżowymi nagrodami, takimi jak Booker, czy Pulitzer, na ogół trzymają się od fantasy z daleka. Smoki rzadko wkraczają na obce im terytorium literatury wysokiej. Elfy i krasnoludy nie są dobrymi znajomymi Noblistów. Fakt ten nie powstrzymał jednak Kazuo Ishiguro, który ze swoją najnowszą powieścią, przekroczył niewidzialną granicę, sięgając po konwencję fantasy i umieszczając akcję "Pogrzebanego Olbrzyma" w czasach (mniej więcej) króla Artura, kiedy "[w]iększość pozostawionych przez Rzymian dróg uległa już wówczas zniszczeniu i pozarastała często bezpowrotnie. Nad moczarami i rzekami unosiły się lodowate opary, w których świetnie czuły się ogry, wciąż zamieszkujące te ziemie" [1]

Nad ziemiami unosi się również tajemnicza mgła, z powodu której mieszkańcy nie pamiętają swych wspomnień - mgła niepamięci. To przez nią mieszkańcy Brytanii pamiętają niewiele ze swego wspólnego życia, przez nią również koegzystencja pomiędzy wrogimi sobie plemionami Brytów i Saksonów jest możliwa. Mgła niepamięci pochłaniająca wspomnienia dobre i złe - błogosławieństwo to, czy przekleństwo?

Jednym z najpopularniejszych motywów fantasy jest quest – wyprawa bohatera, który dzięki niej przechodzi jakąś przemianę. Nie zdziwiło mnie więc zupełnie, że Ishiguro, po niego sięgnął. Na wyprawę wyrusza tu para staruszków, Beatrice i Axl, mąż i żona, którzy bardzo się kochają i dbają o siebie najlepiej, jak potrafią, ale właściwie niewiele pamiętają ze swego wspólnego życia. Wiedzą, że mieli kiedyś syna, ale dlaczego ich opuścił i dokąd się udał? Nie potrafią odpowiedzieć, wyruszają więc w podróż, by go odszukać. Wędrują przez baśniową, spowitą mgłą krainę, starając się unikać niebezpieczeństw: złych ogrów, okrutnych ludzi, zdradliwych bagnisk. Spotykają ugryzionego przez fantastyczną istotę chłopca, niebezpiecznego wojownika, i w końcu Sir Gawaina, rycerza ze słynnego angielskiego romansu rycerskiego. Gdy okaże się, że źródłem mgły jest smoczyca Querig, jedni bohaterowie będą chcieli ją zabić, inni ocalić – którzy mają rację? Czy miłość Axla i Beatrice przetrwa, gdy przypomną sobie wszystkie szczegóły swojego wspólnego życia, czy będą potrafić patrzeć sobie w oczy? Jaka jest cena tych wspomnień? Czy warto pamiętać o wszystkim? Czy miłość wybacza wszystko?

To główne pytania, które przewijają się raz po raz na kartach powieści. Z jednej strony wspomnienia to coś niezmiernie ważnego, to one sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. Z drugiej, mogą nas przecież zniszczyć. Dotyczy to zarówno jednostek, takich jak Axl i Beatrice, jak i całych społeczeństw, czy narodów, które rodzą się na zgliszczach tych, które musiały odejść:

"Śmiem twierdzić, panie, że tak wygląda cały nasz kraj. Piękna zielona dolina, która cieszy oko na wiosnę. Ale wystarczy wbić łopatę w ziemię, by pod stokrotkami i jaskrami trafić na trupy. I nie mówię, panie tylko o tych, którym wyprawiono chrześcijański pogrzeb. W naszej ziemi leżą ofiary dawnych rzezi".

Mgła zapomnienia pozwala zapomnieć nie tylko o tych ofiarach, lecz również o chęci zemsty. Jednocześnie utrudnia leczenie ran, zawieszając nas w próżni pomiędzy nienawiścią, a wybaczeniem. Okropieństwa przeszłości można zepchnąć głęboko, ale dopiero konfrontacja z nimi może prawdziwie uleczyć. Choć nie jest to łatwa droga.

"Pogrzebany olbrzym" nie porywa tempem narracji, tu wszyscy poruszają się jak we mgle, przemawiają do siebie w sztuczny, teatralny, nużący wręcz, sposób. To bardziej przypowieść niż powieść fantasy, w której bohaterskie czyny zostają obdarte z pięknych szat, ukazując się w całym swym okrucieństwie i która, w przeciwieństwie do opowieści Tolkiena, nie oferuje pocieszenia. Pokonanie smoczycy Querig nie jest równoznaczne z pokonaniem Saurona, zamiast powszechnego pokoju zapanuje chaos. Olbrzyma można pogrzebać, ale kopiąc głębiej i tak się na niego natkniemy. Zbrodnie popełnione przed wiekami, owiane mityczną mgłą niepamięci, powtarzają się w innym czasie i innym miejscu. Nie ma przed nimi ucieczki, tak jak nie ma ucieczki przed ludzką naturą.

"Pogrzebany Olbrzym" to ważna książka, która we mnie utkwiła, choć nie udało mi się w niej zakochać. Łatwiej darzyć ją głębokim szacunkiem, niż płomiennym uczuciem.

---
[1] Kazuo Ishiguro, "Pogrzebany Olbrzym", przeł. Andrzej Szulc, Wydawnictwo Albatros, 2015, s. 9.
[2] Tamże, s. 240

---
Recenzja ukazała się wcześniej na blogu.

Dawno, dawno temu J.R.R. Tolkien napisał porywającą opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem, pełną elfów, krasnoludów i hobbitów, kładąc podwaliny gatunku, który znalazł tysiące miłośników. Wielu próbowało go naśladować, wielu stworzyło własne światy, wielu wpłynęło na rozwój fantasy. I choć fantasy doczekało się swoich własnych opracowań, choć napisano o tym gatunku...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

ierwszą powieścią wydaną w ramach Projektu Szekspir jest „Przepaść czasu” pióra Jeanette Winterson – wielokrotnie nagradzanej brytyjskiej pisarki, zafascynowanej jak sama twierdzi „Zimową opowieścią” od wielu lat. Zauważmy od razu, że stanęła przed bardzo trudnym zadaniem, bo jako pierwsza autorka, opowiadająca Szekspira na nowo, będzie porównywana tylko i wyłącznie z angielskim bardem. Sytuacja Winterson kojarzy mi się też trochę z sytuacją rockmanów, nagrywających cover dobrze znanego, kochanego przez publiczność utworu. Z jednej strony nie da się uniknąć porównania z oryginałem, z drugiej oczekujemy świeżości, a jeszcze z innej mamy świadomość, że wykonawca covera mruga do nas okiem, przyznając jednocześnie, że sam jest fanem oryginału. Różnie bywa z coverami, czasem zyskują większą popularność niż pierwotne wersje. Czy nie tak było chociażby z „Knockin’ on Heaven’s Door” w aranżacji Guns N’ Roses? A jak będzie z „Przepaścią czasu” i „Zimową opowieścią”?

Pod względem fabuły Winterson nie odbiega zbyt mocno od oryginału. Na początku otrzymujemy zresztą jej streszczenie, a swoją własną wersję autorka określa mianem „nowej aranżacji”. Jeśli je przeczytamy, lub po prostu znamy treść sztuki, nie zaskoczą nas niektóre zwroty akcji. Natomiast jeśli tego nie zrobimy, to mam wrażenie, że niektóre rozwiązania fabularne mogą nam się wydać trochę naciągane. Wybór pozostawiam Wam, ja od znajomości oryginału uciec nie mogłam i ciekawa jestem odbioru tej powieści w oderwaniu od pierwowzoru. O ile jednak oś wydarzeń pozostaje podobna, zmieniają się realia.

Otoczony bogatym dworem, król Leontes staje się Leo, aroganckim i mizoginicznym finansistą zarządzającym funduszami hedgingowymi. Leo jest paranoicznie wręcz zazdrosny o żonę MiMi (Hermionę), nieco eteryczną lecz zmysłową, odnoszącą sukcesy, francuską piosenkarkę. MiMi jest w zaawansowanej ciąży. Leo posądza ją o zdradę i uznaje, że dzieckiem ojca jest jego najlepszy przyjaciel, Xeno (Poliksenes) – nieco marzycielski, introwertyczny projektant gier komputerowych. Zazdrość, gniew i obsesja Leo rozbijają ich w miarę spokojne życie w proch. Kiedy po porodzie decyduje się wykraść i porzucić maleńką Perditę, która będzie dorastać z dala od prawdziwych rodziców pod opieką dwóch przypadkowych mężczyzn w Nowej Bohemii, wzorowanej na Nowym Orleanie, zapoczątkowuje serię wydarzeń i przypadków, które nie mogą skończyć się szczęśliwie. A może jednak mogą?

Ciężko przenieść Szekspira do współczesnych czasów i napisać powieść na wskroś realistyczną. Kluczowy dla fabuły fakt, że Leo nie chce uwierzyć we własne ojcostwo w XXI wieku, gdy zwykły test DNA załatwiłby sprawę, wydaje się absurdalny. Winterson tworzy więc opowieść, która jest momentami bardzo naturalistyczna, brutalna wręcz, ale jednocześnie pozostaje przypowieścią, w której centrum pozostaje porzucone dziecko. Dziecko porzucone dosłownie, jak Perdita, lecz również metaforycznie, bo wszystkie kluczowe postaci są w pewnym sensie przez rodziców opuszczone – Leo i Xeno dorastają w internacie, MiMi również pochodzi z rozbitej rodziny – wszyscy są nieufni, jak dzikie zwierzęta, żadne nie jest predysponowane do historii z serii „i żyli długo i szczęśliwie”. Wszyscy też zawodzą swoje własne dzieci – czy któremukolwiek z nich uda się przerwać ten dziedziczony z pokolenia na pokolenie los?

Tam, gdzie Szekspir zostawia miejsce dla interpretacji motywacji bohaterów, Winterson nadaje im głębię, sprawiając, że ich wybory i zachowania przestają być serią zbiegów okoliczności i stają się nieuchronnym skutkiem ich wcześniejszych doświadczeń. Największą siłą „Przepaści czasu” jest właśnie to, że Winterson re-interpretuje szekspirowskich bohaterów, zmuszając ich by nieśli bagaż swojego dzieciństwa i okresu dorastania, który okazuje się ciężkim brzemieniem. Odczytuje też na nowo relacje w toksycznym miłosnym trójkącie Leo-MiMi-Xeno, sprawiając, że motywy zazdrości Leo są bardziej zrozumiałe i wyraźniejsze niż w oryginale. Kwestionuje kult hipermęskości i wszechobecność kapitalistycznych wartości, w poruszający sposób dotyka problemu przemocy wobec kobiet. Jest w tej powieści scena brutalniejsza w swoim realizmie niż najbrutalniejsza odsłona Szekspira, której czytanie sprawiło mi autentyczny, fizyczny wręcz ból. Są również fragmenty liryczne, oszczędne w wyrazie, refleksyjne i eleganckie. Widać, że Winterson rzeczywiście nosiła w sobie „Zimową opowieść” na tyle długo, by nadać jej charakterystyczny dla siebie odcień.

„Przepaść czasu” to powieść, która rezonując z oryginałem Szekspira nie przestała być prozą charakterystyczną dla Jeanette Winterson, autorki nie stroniącej od trudnych pytań i często poruszającej tematy związane z tożsamością płciową i seksualnością (niekoniecznie hetero). Ten indywidualny rys jest bardzo czytelny w konstrukcji głównych postaci, których relacje podszyte są wzajemnym pożądaniem i seksualno-psychiczną fascynacją. W nowej aranżacji, „Zimowa opowieść” staje się opowieścią o tym, jak kolejne pokolenia starają się uleczyć rany wyniesione z przeszłości i o tym, jak ponoszą swoje własne klęski. Jest też opowieścią o utraconym dziecku, które zostało odzyskane – o drodze, którą przebyło bez udziału swoich rodziców, by stać się tym, kim jest.

Nie sposób poruszyć tu wszystkich kwestii związanych z tą powieścią, choćby tego jak tworzona przez Xeno gra komputerowa, również skupiająca się na poszukiwaniu zagubionego dziecka, odnosi się do prozy Winterson. Takich wewnętrznych i zewnętrznych aluzji jest tu sporo i myślę, że jednych będą fascynować, a dla innych wydadzą się zbędnym ozdobnikiem. Było nie było, podkreślają charakter całego projektu. A „Przepaść czasu” jest jego bardzo ciekawym i mocnym początkiem.

---
Recenzję zamieściłam wcześniej na moim blogu.

ierwszą powieścią wydaną w ramach Projektu Szekspir jest „Przepaść czasu” pióra Jeanette Winterson – wielokrotnie nagradzanej brytyjskiej pisarki, zafascynowanej jak sama twierdzi „Zimową opowieścią” od wielu lat. Zauważmy od razu, że stanęła przed bardzo trudnym zadaniem, bo jako pierwsza autorka, opowiadająca Szekspira na nowo, będzie porównywana tylko i wyłącznie z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Więcej opinii

Aktywność użytkownika grendella

z ostatnich 3 m-cy

Tu pojawią się powiadomienia związane z aktywnością użytkownika w serwisie


statystyki

W sumie
przeczytano
283
książki
Średnio w roku
przeczytane
17
książek
Opinie były
pomocne
757
razy
W sumie
wystawione
275
ocen ze średnią 6,6

Spędzone
na czytaniu
2 087
godzin
Dziennie poświęcane
na czytanie
21
minut
W sumie
dodane
0
cytatów
W sumie
dodane
0
książek [+ Dodaj]