Całkiem zgrabna groteska o współczesnej Polsce. Swobodne przeskoki między patosem starożytnego Rzymu a atmosferą speluny mafijnej. Wszystko to oczami lekko podupadłego inteligenta uwikłanego, często wbrew sobie, w główne wydarzenia. Zabieg Rylskiego opisującego Gaponię jako faceta podobnego z wyglądu do niego (autora) daje do myślenia.
Całkiem zgrabna groteska o współczesnej Polsce. Swobodne przeskoki między patosem starożytnego Rzymu a atmosferą speluny mafijnej. Wszystko to oczami lekko podupadłego inteligenta uwikłanego, często wbrew sobie, w główne wydarzenia. Zabieg Rylskiego opisującego Gaponię jako faceta podobnego z wyglądu do niego (autora) daje do myślenia.
Zbierałem się, żeby napisać tą recenzję jeszcze w trakcie czytania. Wynotowywałem fragmenty, cytaty, układałem zdania w głowie. Chciałem uczynić zadość, chciałem oddać honor, tak satysfakcjonująco jak jestem w stanie, czyli w najlepszym razie średnio. Niemniej, próbę muszę podjąć.
Zacznę od rzeczy być może najmniej ciekawej, w kontekście książki, ale mnie zajmującej, zapewne znacznie bardziej niż powinna. Otóż, wejdę na stronę główną i przeczytam o tym co napisał Żulczyk, na wyborczej wywiad z Twardochem, który wielce dowcipnie docina Dehnelowi, gdzie indziej wywiad z Dehnelem, który wielce zabawnie puentuje Twarodcha. Czternaście notek na fejsie o najnowszej książce Orbitowskiego. Olga Tokarczuk która cośtam. Małecki. Laureaci Nike. Kościeliskich.
A gdzieś tam, na marginesie zdarzeń, siedział Marian Pilot i pisał swoje książki, siedział Eustachy Rylski i pisał swoje książki. Pilot już nie siedzi, bo umarł, Rylski też nie będzie siedział wiecznie. A wszyscy uprzednio wzmiankowani, wszyscy poprzednio wspomniani, mogliby i jednemu i drugiemu buty wiązać. Terminować, jak mawiał znajomy garncarz, śpiąc na sianie przez 10 lat. Nie będę o tym dyskutował, mam tego pewność. Na bibliotecznej wlepce cztery pieczątki, pierwsza z 2018 roku. Co oznacza, że jedną z najlepszych, a być może, najlepszą książkę tego dziwnego i zimnego kraju przeczytały w ciągu 6 lat cztery osoby. Zostanę, jak w blasku, jeżeli nie z mądrością, to z przygnębieniem.
Więc wróćmy do rzeczy trudniejszych do określenia, czyli samej książki. Jest piękna i totalna. Gdyby ją przeczytali, gdyby ją zrozumieli, tamci inni, być może bieg wydarzeń by zawrócił, choć mam na to małe nadzieje, należę, również cytując, do tej szerszej grupy ludzi rozmyślających nad światem, którzy nie widzą w nim większej nadziei. Czytamy o miejscu w którym będziemy może nie za dekadę, ale być może, niestety, niewiele później. Ani razu (znamienne!) w tekście nie pojawia się ani Polska, ani polskie, jeżeli się pojawia to przegapiłem, ale ten brak jest widoczny często, to pominięcie nie jest przypadkowe. Ale ta opowieść jest tak prawdziwa jak gorzka, ten upadek, ta cicha katastrofa na wszystkich poziomach, a właściwie już jej echo, bo w opowieść wchodzimy już na samym jej końcu ( a może kolejnym początku? jaka w ogóle jest różnica). Czytam te zdania chłodne, przemyślane, każde z nich skończone i zamknięte, nie da się tam nawet przestawić przecinka, gdyby, gdyby takie zdanie to był nóż, przecinałby powietrze na zgłoski. Czytam, jak nie ma różnicy pomiędzy sprawiedliwością i niesprawiedliwością, jak cały naród ogarnia duch czasu,, jak spotwornieje każda władza, jak zmęczony i bez nadziei potrafi być terror, jak ta biomasa pomiędzy Odrą (martwą i chłodną) a Bugiem (dzikim i spokojnym) biega tam i z powrotem w takiej karuzeli przemocy i zniechęcenia. Myślę, że wszystko to nas jeszcze czeka. Może to przetrwam, może na szczęście nie zdążę. A przecież to tylko fragment, jest tam o snach, relacjach, marzeniach, klęskach, o tym, że ofiara ma sens tylko wtedy kiedy jest niewinna, jest o rytuałach przemocy, wszystko o czym czytam (coraz rzadziej, tamci wygrali w końcu, ostatecznie zniechętniałem) na stronach gazet papierowych i binarnych. To już nawet nie jest epilog, to jest nekrolog. Notowałem sobie jakiś cytat do wypisania, problem z tym był taki, że każdy rozdział mi ten cytat podmieniał, świetne było zastępowane tylko prze jeszcze lepsze. Na koniec wypada mi przeprosić, że nie byłem o tej książce w stanie napisać jeszcze ładniej, jedni by powiedzieli, materia ma swoje granice, drudzy, wyżej d..y nie podskoczysz. No to cytat:
"- Miał Pan jakiś zły sen? - zapytała pani Maria nakrywając do obiadu.
- A skąd to pytanie pani Mario?
- Bo powiedział Pan, że teraz nawet sny nie są dobre.
(...)
- Nie narzekam.
- A sen?
- Jak to sen, pani Mario - wskazał psa - jemu też czasami coś się śni.
- Ale on swego snu nam nie opowie.
- Ja też nie."
Zbierałem się, żeby napisać tą recenzję jeszcze w trakcie czytania. Wynotowywałem fragmenty, cytaty, układałem zdania w głowie. Chciałem uczynić zadość, chciałem oddać honor, tak satysfakcjonująco jak jestem w stanie, czyli w najlepszym razie średnio. Niemniej, próbę muszę podjąć.
Zacznę od rzeczy być może najmniej ciekawej, w kontekście książki, ale mnie zajmującej,...
Studium upadku wielkiej postaci, starzejącego się i coraz bardziej schorowanego Dona, któremu jego władza nad knajacką międzynarodówką (powierzona mu przez nieznanych demiurgów autorytarnego a nienazwanego europejskiego państwa) dała wpierw niemal nieograniczone moce satrapy, a teraz powoli choć widomie wymyka się z rąk. To, na co starzejący się dyktator cierpi, to jakiś rodzaj uwiądu wszelkich mocy życiowych prócz ciała, które to właśnie w sposób spotworniały się wyolbrzymia i wyraża. Jego zaś zniknięcie (i nie wie nikt: żyje li ów mocarz czy już zgoła nie?) daje wszelkiej maści mydłkom i szumowinom okazję, by w tym bezkrólewiu samemu stać się kimś.
Nieco na uboczu tego układu (państwotwórczego, bo w powieści to postać kluczowa) pozostaje cień Dona i jego zaufany “kamerdyner” - Gaponia, który w nowych już czasach sam stara się biernie przetrwać dziejowe zamieszanie na uboczu - w pensjonacie na Podlasiu. A przecież znajdą się i takie siły, które kilkakrotnie się o niego upomną aż po wielki finał, gdy to przyjdzie mu odegrać jedną jeszcze ważną społecznie (i kultowo/kulturowo) rolę…
Odkryć tu nie ma, bo powiedzieć, że władza demoralizuje, że dyktatura demoralizuje, a jeszcze i otacza się szumowinami ludzkimi wszelkiej maści, to nie odkryć nic nowego. I Rylski kuli ani prochu tu nie wymyśla. Błądzi za to opłotkami jak przetrącony prorok i swym głosem “jurodiwego” opowiada nam i o naszej nieomal dokonanej “rewolucji”. Umiejętnie wplata tu wątek ofiary i ofiarnego kozła i… jak dosłownie go rozumie! Rewolucja (nawet taka przaśno-parchata) jak zwykle ma tendencję do pożerania swych gorliwych sług.
Cholera, styl Mistrza Rylskiego uważam za jeden z najlepszych wśród współczesnych rodzimych autorów. Polszczyzna mistrzowska w każdej frazie, a przy tym nie nadymająca się swą wielkością; to już jeden z ostatnich, co tak “poloneza wodzi”... I fajnie jeszcze, że Eustachy Rylski, to jeden z wciąż tak “moich” autorów; ze średnią ocen każdej książki poniżej 7 i oszałamiającą liczbą 43 fanów na LC. Właśnie dlatego rozumiem i popieram wszystkich tych, którzy nisko książkę ocenili i skrytykowali; to po prostu nie była książka dla nich. To tylko jakiś niszowy Pisarz dla jakichś swoich czytelniczych świrów…
Interpretacja audio (nie “przeczytanie”, nie “lektura”) Krzysztofa Gosztyły arcymistrzowska! Taką też wersję tej książki więc polecam!
Studium upadku wielkiej postaci, starzejącego się i coraz bardziej schorowanego Dona, któremu jego władza nad knajacką międzynarodówką (powierzona mu przez nieznanych demiurgów autorytarnego a nienazwanego europejskiego państwa) dała wpierw niemal nieograniczone moce satrapy, a teraz powoli choć widomie wymyka się z rąk. To, na co starzejący się dyktator cierpi, to jakiś...
Moje pierwsze spotkanie z Eustachym Rylskim. Barkowy styl. Z początku naprawdę ciężko się czytało, ale jestem zaprawiony w bojach, więc dałem radę :) . Treściowo skojarzyła mi się z powieścią "Czarne słońce" Jakuba Żulczyka, oraz miejscami, zwłaszcza na końcu, z Karierą prokuratora Żółcia" Romana Giertycha (z tym, że tu zamiast hipercynika w roli głównej - Dyzma), ale ta jest napisana - pardon - miejscami dużo mętniej.. To bez wątpienia utwór wybitny. Albo i nie. Kurczę, ależ mam ambiwalentne odczucia... Zakończenie jednak mi się podobało, uśmiechnąłem się z tej stacyjki kolejowej w Hannie (to wieś obok mojej, gdzie, oczywiście, czegoś takiego nie ma).
Moje pierwsze spotkanie z Eustachym Rylskim. Barkowy styl. Z początku naprawdę ciężko się czytało, ale jestem zaprawiony w bojach, więc dałem radę :) . Treściowo skojarzyła mi się z powieścią "Czarne słońce" Jakuba Żulczyka, oraz miejscami, zwłaszcza na końcu, z Karierą prokuratora Żółcia" Romana Giertycha (z tym, że tu zamiast hipercynika w roli głównej - Dyzma), ale ta...
Kupiony przypadkowo dosłownie za kilka złotych audiobook staje się jedną z kilku najważniejszych książek, które poznałem.
"Blask" jest połączeniem ciepła "Doliny Muminków w listopadzie " z horrorem "Roku 1984".
Kupiony przypadkowo dosłownie za kilka złotych audiobook staje się jedną z kilku najważniejszych książek, które poznałem.
"Blask" jest połączeniem ciepła "Doliny Muminków w listopadzie " z horrorem "Roku 1984".
"Blask" dosłownie wyczerpał mnie emocjonalnie. Mam wrażenie, że pozornie wyrafinowana forma i bogactwo słownictwa to tylko pretekst po to, żeby, mówiąc kolokwialnie, "ulżyć sobie". Treść niestety nie wykracza poza toksyczne narzekanie, które, myślę sobie, zyskałaby na autentyczności i na jakiejś Prawdzie, gdyby po prostu zastąpiła te wszystkie językowe ozdobniki najzwyklejszymi wulgaryzmami.
"Blask" czyta się wyjątkowo nieprzyjemnie ponieważ w zasadzie każde zdanie stara się zaprezentować coś w rodzaju zaskakującego napięcia:
"Dwie kadencje w Zgromadzeniu Narodowym minęły im w cieniu państwa mającego się, niestety, coraz lepiej".
Tego rodzaju zdań jest w "Blasku" multum. Zamiast zamykać sprawę zdania te mnożą szereg uciążliwych, męczących pytań: "dlaczego 'w cieniu'?", "dlaczego 'niestety'?"... Kolejny przykład:
"Ojciec wzięty konstruktor lotniczy i matka pianistka, a do tego zasobna willa w prestiżowej części miasta i nieznajomość bied, jakie każdego z nas nękały, czyniły z niego szefa".
Zupełnie nie rozumiem, jak jedno (uprzywilejowane pochodzenie) koniecznie łączy się z drugim (bycie szefem). Ostatni przykład:
"I chociaż trzej pozostali stanowili obiekt kpin z powodu jałowości swoich poczynań, to tylko Gaponia obrywał nawet wtedy, gdy popadał w bezczynność."
Ponownie nie koniecznie widzę, jakim sposobem "obrywanie" ma miejsce pomimo "bezczynności"...
Styl Rylskiego ująłbym jako naznaczony poharatanym malkontenctwem, który z nieznanych mi powodów odmawia sobie korzystania z prostszych środków. Równocześnie postaci "Blasku" zupełnie nie posiadają własnego głosu (każdy wysławia się identycznym językiem, co narrator), co według mnie uniemożliwia identyfikację z ich indywidualną psychologią.
Powieść antypatyczna
"Blask" dosłownie wyczerpał mnie emocjonalnie. Mam wrażenie, że pozornie wyrafinowana forma i bogactwo słownictwa to tylko pretekst po to, żeby, mówiąc kolokwialnie, "ulżyć sobie". Treść niestety nie wykracza poza toksyczne narzekanie, które, myślę sobie, zyskałaby na autentyczności i na jakiejś Prawdzie, gdyby po prostu zastąpiła te wszystkie językowe...
Po tej książce nie można się prześlizgnąć. W zdania, w frazy w słowa, trzeba się wczytywać. Nikiedy dwókrotnie. Nikiedy należy sie wrócić akapit lub dwa. Dla tych, którym się udaja przebrnąć, przez tą ornamentalną polszczyznę, nagroda jest wielka.
Paralele do wpółczesnej sytuacji społecznej i politycznej pewnego znacznego kraju Europy środkowo-wschodnie, aż nazbyt wyraźne. Dla jednych lektura więc staje sie zarzewiem rechotu, dla innych refleksji, dla innych zapewne oburzenia, innych zadowolenia. Dla mnie osobiście jedna z najlepszych polskich powieści ostatnich lat.
Po tej książce nie można się prześlizgnąć. W zdania, w frazy w słowa, trzeba się wczytywać. Nikiedy dwókrotnie. Nikiedy należy sie wrócić akapit lub dwa. Dla tych, którym się udaja przebrnąć, przez tą ornamentalną polszczyznę, nagroda jest wielka.
Paralele do wpółczesnej sytuacji społecznej i politycznej pewnego znacznego kraju Europy środkowo-wschodnie, aż nazbyt wyraźne....
Ogromne rozczarowanie. Najsłabsza powieść Rylskiego. Ni to polityczny pamflet, ni to antyutopia. Nieznośna maniera języka i żenująca fabuła. Wszystko mozolne, bez finezji, polotu, dowcipu i żaru. Z pretensjami do profetyzmu i topornym moralizatorstwem. Jakby napisane na zamówienie i za karę. I to zdumiewające odkrycie, że ludzie władzy są zdemoralizowani, a lud chamski, dziki i okrutny... Orwell to to nie jest. Tyle lat czekania, a dostaliśmy klasycznego zakalca.
Ogromne rozczarowanie. Najsłabsza powieść Rylskiego. Ni to polityczny pamflet, ni to antyutopia. Nieznośna maniera języka i żenująca fabuła. Wszystko mozolne, bez finezji, polotu, dowcipu i żaru. Z pretensjami do profetyzmu i topornym moralizatorstwem. Jakby napisane na zamówienie i za karę. I to zdumiewające odkrycie, że ludzie władzy są zdemoralizowani, a lud chamski,...
A gdyby tak powiedzieć ludowi, że jest wspaniały, że winni są inni, i że złość, którą lud czuje, może, a nawet powinien na tych innych wyładować? Ku chwale ojczyzny, rzecz jasna. Zapanowałby chaos. Rozpasanie. Przemoc. Dyktatura kafarokształtnej odmiany samców alfa, spuszczonych ze smyczy przez samców... No nie, nie beta. Omega!
BLASK Rylskiego to myślowy eksperyment dziejący się w Polsce naszych czasów, albo bliskiej przyszłości. Rylski, rękami niejakiego Dona i jego przydupasowego kumpla Gaponi sięga po władzę i dla zgrywy (albo zemsty) wycofuje się w cień, by z tylnego siedzenia obserwować jak "powstały z kolan" naród sieje destrukcję w przyrodzie, strukturze społecznej, edukacji oraz wszędzie indziej, dokąd sięgają jego prymitywne, niczym nie ograniczone łapska. Ba, naród ten wybiera się nawet na wojnę, po to by bronić swoich (czyli najbardziej europejskich z europejskich) wartości. Przed kim naród oraz inni przedstawiciele Międzymorza wartości bronić będą? Przed samą Europą - gejami, feministkami i wegetarianami.
Czytało mi się to z tchem tym bardziej zapartym, im dalej było mi w lekturę. Bo wbrew pozorom nie jest to opowieść o jednym życiowym nieudaczniku, lecz historia o wielu, bardzo wielu nieudołkach. O całym nieudolnym narodzie.
A gdyby tak powiedzieć ludowi, że jest wspaniały, że winni są inni, i że złość, którą lud czuje, może, a nawet powinien na tych innych wyładować? Ku chwale ojczyzny, rzecz jasna. Zapanowałby chaos. Rozpasanie. Przemoc. Dyktatura kafarokształtnej odmiany samców alfa, spuszczonych ze smyczy przez samców... No nie, nie beta. Omega!
BLASK Rylskiego to myślowy eksperyment...
RYLSKI NIE JEST DLA WSZYSTKICH
To nie jest jakieś dzielenie, jakaś pyszałkowatość, jakieś wywyższanie się. To jest wniosek z faktów, że żadna z jego 12 pozycji na LC nie osiągnęła nawet 7 gwiazdek (najwyżej oceniona 6,89, aktualnie omawiana 6,54), i że ma zaledwie 36 fanów i 1141 czytelników.
Jestem jednym z tych 36 fanów, a dałem jego utworom 10, 4x8 oraz 7. Teraz, po pięciu latach milczenia, mam przyjemność ponownie rozkoszować się jego językiem i stylem.
Nim pociągnę ten temat wyjaśnijmy temat i tytuł. Walka o V RP, po zmierzchu autorytarnej IV. I na kluczowe pytanie - dlaczego naród dał się omamić? - odpowiada bohater utworu, najbardziej zaufany człowiek odchodzącego władcy (s.434 e-book):
„..– Przeżyliśmy przygodę życia, my, zdawało się, trwale odłączeni od przygód – mówił Gaponia, stukając kulawym stolikiem o posadzkę. – Odłączeni od męskich przyjaźni, romansów, sportów, pijatyk, podróży. Los podsunął nam szansę, a my w rewanżu podsunęliśmy szansę narodowi. Jakkolwiek to źle wam zabrzmi, byliśmy ostatnimi inteligentami w otchłani cwaniactwa, grubiaństwa, bezrefleksyjności po obu stronach barykady.
– Jak wam się to udało? – zapytała młoda kobieta o nieładnej, bladej, mądrej twarzy. – Jeżeli się udało.
– Obiecaliśmy wszystko. Nie pamięta pani?
– Nie można obiecać wszystkiego.
– Obiecaliśmy coś więcej niż życie. Coś więcej niż szare, zwyczajne, przewidywalne, poczciwe lub niepoczciwe życie. Obiecaliśmy blask…”
O tytule jeszcze będzie, lecz wróćmy do języka, bo zabolał mnie zarzut manieryczności i niska ocena (3/6) cenionej przeze mnie Justyny Sobolewskiej na: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1760588,1,recenzja-ksiazki-eustachy-rylski-blask.read
„….Wyszukane słownictwo, archaizmy, wysoki ton mieszają się z wulgarnością w rozbuchanych popisach stylistycznych. Wszystko to sprawia wrażenie manieryczności, która prowadzi na manowce. W tym morzu sztuczności uderzają co pewien czas bardzo trafne sformułowania i analizy stanu społeczeństwa. Choćby takie, że naród pod dyktaturą w pewnym momencie przestaje jej potrzebować, bo sam się żywi nienawiścią….”
Mnie akurat ten prowokacyjny styl odpowiada, bo jak mają rozmawiać „ostatni inteligenci” z np. prymitywnymi, „napakowanymi naziolami” czy prostytutką nie rozumiejącą słowa „profesja”?? Ale de gustibus non est disputandum, a całą recenzję warto przeczytać. „Blask” to alegoryczna political fiction, a głównego bohatera przedstawia autor powieści w rozmowie z Aleksandrą Pawlicką na: https://www.newsweek.pl/polska/eustachy-rylski-opowiada-newsweekowi-o-swojej-najnowszej-ksiazce/7mpv0w0
„…Gaponia to groteskowy introwertyk i mizantrop, w nierozwiązywalnym sporze z jakimkolwiek czynem. Konformista nieodnoszący z tego żadnych korzyści. Niby pierwszy po wodzu, ale bez władzy, a nawet jej atrybutów. Prześladowany od zarania przez dwa nieszczęścia: mądrość i wrażliwość, które nieuzbrojone w to, co czyni życie znośnym – tężyznę, zdrowie, urodę, seksapil czy choćby jakiś talent – zostaje zdegradowany do roli ludzkiego śmiecia. Może dlatego przylgnął do zła, które go nieustannie wydaje ordynarnemu życiu. To coś więcej niż lęk, to trwoga…”
Gaponia czyta Turgieniewa, a najciekawiej pisze o tym Tomasz Miłkowski na: https://trybuna.info/tag/eustachy-rylski/
„….Gaponia trawi czas na lekturze „Zapisków myśliwego” Iwana Turgieniewa. Czyta je po cichu, ale także czyta na głos domownikom pensjonatu. Nie bierze do rąk innych książek, których w pensjonacie nie brakuje. To nie może być przypadek.
Dlaczego wybór pada właśnie na ten zbiór opowiadań Turgieniewa z roku 1852, będący forpocztą zniesienia poddaństwa w imperium rosyjskim. Jednak trudno przypuszczać, aby to był motyw przesądzający o włożeniu „Zapisków myśliwego” w ręce głównego bohatera powieści. To raczej tchnący z ich kart powiew pochwały natury, trwającej w swoim niepodważalnym majestacie. W czasach destrukcji więzi społecznych i degradacji natury, odwołanie do obrazu trwającego w swej doskonałości piękna pełni rolę odtrutki. Jest w tym niewypowiedziane wprost przekonanie, że tylko wielka sztuka, wielka literatura są w stanie ocalić świat…”
Gorąco polecam całą recenzję, którą Miłkowski kończy słowami:
„….Pisarz najwyraźniej przestrzega czytelników przed nadmiernym optymizmem, który mogłyby wzniecić „Zapiski myśliwego”. W „Epilogu” pojawi się sugestywna scena z maluchem, potomkiem Gaponi, który zagapia się jak ojciec. Maluch postrzega wysoko w niebie blask. Może to być obietnica lepszego życia. Ale może to być blask uwodzicielski, który osłania trwającą na posterunku niegodziwość.”
Obiecanki cacanki, na trupie złożonej ofiary!!!
Recenzenci pomijają istotny, piękny wątek miłosny, nadzieje Gaponia na miłość prostytutki (s.212):
„…Bo w świecie jego wyobraźni to się nie mieściło. Pomysł, że mógłby być po ludzku szczęśliwy u boku młodej ponętnej kobiety, jak wielu innych przecież, nierozważających wyjątkowości takiego stanu, wydał mu się niedorzeczny. Przekonanie o własnej nieatrakcyjności, groteskowości wręcz..”
Wyrażałem swoją opinię o Rylskim sześciokrotnie, więc, wobec cytowanych recenzji, dzisiaj odpuszczam wymądrzanie się, kwitując lekturę odzywką Jerzego Dobrowolskiego: „DLA MNIE BOMBA!!”. Miejscami trudna, wymagająca uwagi ze względu na ilość i jakość aluzji, ale bomba!! Oczywiście 10/10
PS Na ozdobę jeszcze perełka, jak z Witkacego (s.22):
„….tak ugrzęzła w nienawiści wobec wszystkiego, co nią nie było, że na inną nienawiść, niechęci nie wspominając, miejsca już brakowało..”
RYLSKI NIE JEST DLA WSZYSTKICH
To nie jest jakieś dzielenie, jakaś pyszałkowatość, jakieś wywyższanie się. To jest wniosek z faktów, że żadna z jego 12 pozycji na LC nie osiągnęła nawet 7 gwiazdek (najwyżej oceniona 6,89, aktualnie omawiana 6,54), i że ma zaledwie 36 fanów i 1141 czytelników.
Jestem jednym z tych 36 fanów, a ...
To była niezwykle trudna lektura. Zbawiennym okazał się fakt że "Blask" zdecydowałam się wysłuchać w formie audiobooka. Interpretacja Krzysztofa Gosztyły, jak zwykle ukazująca pełnię kunsztu aktorskiego tego lektora, kazała mi skupić uwagę na treści i dotrwać do końca tej historii.
Najnowsza powieść Eustachego Rylskiego to wizja Polski w niedalekiej przyszłości choć pewnie czytelnicy odnajdą w tej opowieści wiele zjawisk i problemów z którymi nasz kraj mierzy się już od jakiegoś czasu. Można byłoby nawet pokusić się na początku książki o przypis że "wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń nie jest przypadkowe"
Polska to chyląca się ku upadkowi dyktatura gdzie rządzą partykularne interesy a narzędziami sprawowania kontroli nad obywatelami jest gwałt i przemoc. Nie ma zasad, nie ma praw jest za to chaos, brutalność i dziesiątkująca mieszkańców zaraza.
Główny bohater Fabian Grabowski, zwany Gaponią to postać niezwykle dwuznaczna. Prawa ręka dyktatora który odsunięty od władzy zaszywa się na Podlasiu (odmalowanych w książce jako prawdziwy raj na ziemi) nie jest bezwolną marionetką. Zaczyna rozumieć popełnione błędy, narastają w nim wątpliwości, budzą się wyrzuty sumienia. Z oddali obserwuje kraj który stacza się w przepaść i stara się uratować go przed upadkiem. Zakulisowe rozmowy, działanie ponad prawem, godzenie sprzecznych interesów sprawia że pojawia się szansa na nowy początek. Ten jednak potrzebuje ofiar a Gaponia wydaje się idealnym kandydatem na kozła ofiarnego.
Książka aż kipi od odwołań do obecnej sytuacji politycznej. Dodajmy że odwołań niezwykle trafnych i momentami dosłownych. Liryczny język przeplata się z ordynarnymi bluzgami a opisane sytuacje uświadczają czytelnika w przekonaniu że polityka to brudna gra gdzie nie ma miejsca na ideały i górnolotne hasła.
Od ponad dwóch lat odcięłam się (na ile oczywiście jest to możliwe) od tego co się dzieje w naszym kraju. Mierzi mnie wielka polityka, gra o stołki, kolesiostwo i afery zamiatane pd dywan. Przestałam oglądać telewizję i to pozwala mi w dużej mierze omijać szerokim łukiem te "mądre" gadające głowy. "Blask" zaś znowu mnie przeniósł do tego świata z którego się świadomie wycofałam. Dlatego ta lektura była dla mnie tak trudna i ledwo udało mi się wytrwać do końca.
Z chęcią przeczytam inne powieści Eustachego Rylskiego bo autor ma niezwykły zmysł obserwacji i piękny styl. "Blask" to jednak nie była lektura dla mnie.
To była niezwykle trudna lektura. Zbawiennym okazał się fakt że "Blask" zdecydowałam się wysłuchać w formie audiobooka. Interpretacja Krzysztofa Gosztyły, jak zwykle ukazująca pełnię kunsztu aktorskiego tego lektora, kazała mi skupić uwagę na treści i dotrwać do końca tej historii.
Najnowsza powieść Eustachego Rylskiego to wizja Polski w niedalekiej przyszłości choć...
„Umarł król, niech żyje król”
Gdy umiera dyktator zapanowuje chaos i walka o władzę.
Autor zaprezentował nam alegoryczną political-fiction. Znika Don, dyktator fikcyjnego państwa polskiego i zapanowuje chaos nie tylko w polityce. W chaos popada przyroda, a ludzie umierają na dziwną zarazę. Uczestniczymy w tych wydarzeniach z tylnych rzędów. Głównym bohaterem jest Fabian Grabowski zwany Gaponią, który był cieniem dyktatora i jego powiernikiem. Dziwna jest to postać, samotnik, cynik, egocentryk. Przez ostatnie lata przebywał wraz z dyktatorem z dala od stolicy i tam zostaje po jego zniknięciu. Był przez lata cieniem i wykonawcą jego woli, świecił blaskiem odbitym ,a jego wartość jako człowieka była określona przez wartość dyktatora. Kim się staje po jego zniknięciu? Czy włączy się w walkę o władzę? Czy to nie on zostanie największym przegranym?
Bardzo ciekawe studium władzy i walki o nią, Jak zwykle u tego autora wspaniały język i wnikliwa charakterystyka postaci.
Polecam
„Umarł król, niech żyje król”
Gdy umiera dyktator zapanowuje chaos i walka o władzę.
Autor zaprezentował nam alegoryczną political-fiction. Znika Don, dyktator fikcyjnego państwa polskiego i zapanowuje chaos nie tylko w polityce. W chaos popada przyroda, a ludzie umierają na dziwną zarazę. Uczestniczymy w tych wydarzeniach z tylnych rzędów. Głównym bohaterem jest Fabian...
Eustachy Rylski to dla mnie zawsze możliwość obcowania ze wspaniałą polszczyzną, długie rozbudowane zdania pozwalają nieśpiesznie zagłębiać się w dość mroczne treści, a nawet i nieco przerażające tym razem.
Niestety bohaterowie "Blasku" zdają się wyglądać z ekranów telewizorów, ich wypowiedzi słyszane są w radiu, czytam je w prasie. Niby to u Rylskiego nie nasz kraj, a jednak nasz; Don kogoś nam przypomina, inni politycy także, przedstawione realia to może zaledwie preludium tego, co może się zdarzyć.
Moją sympatię budzi Fabian Grabowski, Gaponia, mizantrop, trochę cynik, wielbiciel czytanych bez ustanku "Zapisków myśliwego" Turgieniewa. Piękne są opisy jego pobytu w pensjonacie Wrzos nad Bugiem, kontemplowanie przyrody, spacery z psem, rozmowy przy kominku.
Proza Rylskiego nieodmiennie mnie zachwyca, choć tym razem wdarł się też niepokój.
Kto widzi mrok, kto blask?
Eustachy Rylski to dla mnie zawsze możliwość obcowania ze wspaniałą polszczyzną, długie rozbudowane zdania pozwalają nieśpiesznie zagłębiać się w dość mroczne treści, a nawet i nieco przerażające tym razem.
Niestety bohaterowie "Blasku" zdają się wyglądać z ekranów telewizorów, ich wypowiedzi słyszane są w radiu, czytam je w prasie. Niby to u Rylskiego nie nasz kraj, a...
Jak ja lubię te długie, wielokrotnie złożone zdania, które dźwięczą, niczym kryształ. Precyzyjne, logiczne, bez jednego zbędnego słowa! Tę powieść Eustachego Rylskiego czyta się trochę ze zjeżonym włosem, ale zarazem fantastycznie.
Tak, to political fiction, ale tak wspaniale i sprytnie osadzona w naszej rzeczywistości – polskiej, europejskiej i światowej po trochu. Stąd to jeżenie włosa i gęsia skórka. Postaci wzięte wprost z nas, z tego, co widzimy dookoła. Oto Don, wódz, któremu nie chce się rządzić, ale chce mieć władzę. Dlatego usuwa się na rubieże, w zakola dzikiej przyrody. Oto Gaponia – cień cienia, świecący światłem odbitym. Oto ministrowie niczym niezarządzający i którym to akurat nie przeszkadza. A jeszcze ci prezydenci, premierzy, sędziowie… W każdej postaci znajdziemy fragmenty osób, które znamy i które decydują o naszym życiu, o tym, co jemy, czytamy, oglądamy. I są to, niestety, te najgorsze fragmenty. Liczy się tylko władza. Wszystko jedno, nad czym, nad kim. Urzędnicy rządowi i partyjni nadają sobie coraz to nowe tytuły, co niczego nie zmienia.
Pisarz daje nam bardzo nieprzyjemną, bezlitosną i okrutnie celną diagnozę kraju, w którym żyjemy. Nie oszczędza też naszych sąsiadów, „taktownie” czy raczej „strategicznie” milczących wobec tego, co się w kraju nad Wisłą dzieje. Kilkakrotnie miałam ochotę zakrzyknąć: Tak, tak to właśnie jest! Niby jesteśmy z Europy środkowej, ale nogami wciąż stoimy we wschodniej (świetne przykłady podstaw historii i literatury pięknej). Znakomita jest metafora wolności – od wszystkiego, co niszczy każde społeczeństwo. Wolność jest jak woda, niedająca żadnego oparcia. Ta "wolność" okazała się dyktaturą.
I tylko się boję, by jakiś kolejny kandydat na dyktatora nie przeczytał powieści i nie wykorzystał recepty, jakiej użył Don. Czyli: „Kruche jest nasze istnienie i najczęściej byle jakie. Od trwogi do trwogi. Ale upływać może w mroku lub blasku. Obiecuję wam blask”.
Jak ja lubię te długie, wielokrotnie złożone zdania, które dźwięczą, niczym kryształ. Precyzyjne, logiczne, bez jednego zbędnego słowa! Tę powieść Eustachego Rylskiego czyta się trochę ze zjeżonym włosem, ale zarazem fantastycznie.
Tak, to political fiction, ale tak wspaniale i sprytnie osadzona w naszej rzeczywistości – polskiej, europejskiej i światowej po trochu. Stąd...
Eustachy Rylski, autor pięciu powieści, trzech zbiorów opowiadań, pięciu dramatów i zbioru esejów, a przy okazji laureat Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza (2005) i Nagrody Literackiej m.st. Warszawy powrócił ze swoją najnowszą powieścią „Blask”.
Głównym bohaterem książki jest Fabian Gaponia – poplecznik i najbliższy współpracownik Dona, niefrasobliwego dyktatora drapieżnego i upadającego państwa. Gdy Don znika, naród popada w chaos i tonie w morzu demoralizacji. Krajem zaczynają wstrząsać fale pogróżek oraz drastycznych represji, których ofiarą padają jednostki stojące w opozycji do chorej rzeczywistości. Przemoc, gwałt i likwidacja wrogów zacierają granice między tym co właściwe, a tym co moralnie niedopuszczalne. Pękają racjonalne tamy, ze słowników znikają takie słowa jak sprawiedliwość, rozsądek i uniewinnienie. Zwierzęce instynkty biorą górę nad człowieczeństwem. W tej ponurej rzeczywistości, Gaponia, pierwszorzędny cynik i groteskowy introwertyk, zaczyna wewnętrzną analizę otoczenia. Utrata stanowczości i przejawy sumienia zostają szybko odkryte, czego efektem jest odsunięcie od władzy. Gaponi nie zostanie nic innego, niż wplątanie w związek z prostytutką i trwanie gdzieś na uboczu cywilizacji w całkowitej bierności. Naród nie pozwoli mu jednak o sobie zapomnieć, wszak potrzebuje ofiary.
Rylski kreuje alegoryczny obraz kraju zniewolonego. W jego państwie nadal funkcjonuje parlament, prawo, sądownictwo, a nawet rząd, mimo, iż piastują one funkcje wyłącznie reprezentacyjne. Tym, który dzierży faktyczną władzę jest dyktator. Choć pełni on w utworze rolę marginalną, jest dyskretny i szybko przestaje istnieć, wisi nad społecznością niczym demon z batem. Deprawuje rzeczywistość bardziej, niż gdyby stał na czele i pojawiał się na każdym wiecu. „Blask” jest więc ostrzeżeniem, znakiem drogowym wskazującym realną groźbę. Gdy nieumiejętne rządzenie, manipulacje, łapówki i konflikty narastają, wszystko może potoczyć się według czarnego scenariusza. Kraj zepchnięty na krawędź losu, wcale nie musi sam się ozdrowić, zawsze bowiem znajdzie się zgraja frustratów i bandytów, którzy będą chcieli wykorzystać to dla własnej korzyści. A lud? Lud wciąż potrzebuje swoich igrzysk. I choć autor sugeruje, że odpowiednia ofiara powinna zatrzymać machinę zła, realny świat wcale może nie być tak łasy na to proste antidotum.
„Blask” to przypowieść o rozkładzie, przemocy i okrucieństwie państwa. Czytelna metafora naszej polskiej rzeczywistości. Rylski w swoim indywidualnym stylu, miesza pełne subtelności opisy miłosnych uniesień z brutalnością otoczenia. Przeplata sytuacyjny liryzm ze zdziczeniem i agresją. Nie boi się stylistycznych eksperymentów, zanurza nas w świat, w którym obowiązuje inny wyznacznik poprawnej polszczyzny. Jego słownik jest bogaty, a przy tym nieszablonowy. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że te formalne wybiegi pełnią rolę zasłony tego, czego pisarzowi nie udało się odpowiednio opracować. Najnowsza książka autora „Obok Julii” tonie bowiem w narracyjnej bylejakości. Państwo Rylskiego wygląda jak kraina z delirycznego koszmaru. To nie oniryzm czy magia unoszą się nad kartkami książki, lecz opary alkoholu kipiące z umysłu pijanego człowieka. Trochę przypomina to jednocześnie chorą i elegancką propagandę utworzoną na rzecz opozycji, nie zaś twórczy obraz przyszłości. Choć finezyjna to proza, jest po prostu przekombinowana, za bardzo skondensowana, a przy tym oparta na niejasnych przesłankach. Rzadko kiedy polityka idzie w parze ze sztuką wyższych lotów i „Blask” doskonale to zdanie potwierdza.
Recenzja ukazała się na stronie https://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2018/06/recenzja-blask-eustachy-rylski.html
Eustachy Rylski, autor pięciu powieści, trzech zbiorów opowiadań, pięciu dramatów i zbioru esejów, a przy okazji laureat Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza (2005) i Nagrody Literackiej m.st. Warszawy powrócił ze swoją najnowszą powieścią „Blask”.
Głównym bohaterem książki jest Fabian Gaponia – poplecznik i najbliższy współpracownik Dona, niefrasobliwego dyktatora...
Czymże zatem jest „BLASK”? Niewątpliwie powieścią nieszablonową i alegoryczną. To abstrakcyjna powieść, która w swej powściągliwości krzyku kieruje czytelnika w zapowiedź czegoś radykalnego, nieuniknionego, na co nie znajdziemy lekarstwa ani otuchy. Mimo jednak beznadziei jaka wyłania się z powieści Rylskiego, powieść sama w sobie takową nie jest. To przewrotny obraz „społeczeństwa bez sensu” – w którym sens winien zobaczyć sam czytelnik.
Więcej na http://www.bookparadise.pl/2018/06/blask-eustachy-rylski.html
Czymże zatem jest „BLASK”? Niewątpliwie powieścią nieszablonową i alegoryczną. To abstrakcyjna powieść, która w swej powściągliwości krzyku kieruje czytelnika w zapowiedź czegoś radykalnego, nieuniknionego, na co nie znajdziemy lekarstwa ani otuchy. Mimo jednak beznadziei jaka wyłania się z powieści Rylskiego, powieść sama w sobie takową nie jest. To przewrotny obraz...
Tak jak połykałem dotąd Rylskiego ze smakiem (uważam go za najlepszego polskiego prozaika), tak przy "Blasku" męczyłem się. Za dużo fajerwerków formalnych, które wiodą w ślepą myślowo uliczkę. No i Polska jak z pijanego koszmaru szefostwa "Wyborczej". Albo jak z tegoż szefostwa chciejstwa, którym uzasadniają swój zawód z powodu utraconej władzy i monopolu na rację. Inaczej mówiąc, wygląda tak, jakby niezależny dotąd myślowo pisarz postanowił powalczyć o Nike (która już dawno mu się należała choćby za "Warunek" albo za "Na grobli") i zaczął jechać stereotypem jak w Newsweeka, Wyborczej, Polityki... Żałosne. Choć, oczywiście, robi to finezyjnie i w swoim niepowtarzalnym stylu, którego jednak jest chyba za dużo i w zbyt wielkiej się tu zgromadził kondensacji. Za dużo Rylskiego w Rylskim plus niepotrzebne dosmaczenie Michnikiem. Trója z plusem.
Tak jak połykałem dotąd Rylskiego ze smakiem (uważam go za najlepszego polskiego prozaika), tak przy "Blasku" męczyłem się. Za dużo fajerwerków formalnych, które wiodą w ślepą myślowo uliczkę. No i Polska jak z pijanego koszmaru szefostwa "Wyborczej". Albo jak z tegoż szefostwa chciejstwa, którym uzasadniają swój zawód z powodu utraconej władzy i monopolu na rację. Inaczej...
Całkiem zgrabna groteska o współczesnej Polsce. Swobodne przeskoki między patosem starożytnego Rzymu a atmosferą speluny mafijnej. Wszystko to oczami lekko podupadłego inteligenta uwikłanego, często wbrew sobie, w główne wydarzenia. Zabieg Rylskiego opisującego Gaponię jako faceta podobnego z wyglądu do niego (autora) daje do myślenia.
Całkiem zgrabna groteska o współczesnej Polsce. Swobodne przeskoki między patosem starożytnego Rzymu a atmosferą speluny mafijnej. Wszystko to oczami lekko podupadłego inteligenta uwikłanego, często wbrew sobie, w główne wydarzenia. Zabieg Rylskiego opisującego Gaponię jako faceta podobnego z wyglądu do niego (autora) daje do myślenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbierałem się, żeby napisać tą recenzję jeszcze w trakcie czytania. Wynotowywałem fragmenty, cytaty, układałem zdania w głowie. Chciałem uczynić zadość, chciałem oddać honor, tak satysfakcjonująco jak jestem w stanie, czyli w najlepszym razie średnio. Niemniej, próbę muszę podjąć.
Zacznę od rzeczy być może najmniej ciekawej, w kontekście książki, ale mnie zajmującej, zapewne znacznie bardziej niż powinna. Otóż, wejdę na stronę główną i przeczytam o tym co napisał Żulczyk, na wyborczej wywiad z Twardochem, który wielce dowcipnie docina Dehnelowi, gdzie indziej wywiad z Dehnelem, który wielce zabawnie puentuje Twarodcha. Czternaście notek na fejsie o najnowszej książce Orbitowskiego. Olga Tokarczuk która cośtam. Małecki. Laureaci Nike. Kościeliskich.
A gdzieś tam, na marginesie zdarzeń, siedział Marian Pilot i pisał swoje książki, siedział Eustachy Rylski i pisał swoje książki. Pilot już nie siedzi, bo umarł, Rylski też nie będzie siedział wiecznie. A wszyscy uprzednio wzmiankowani, wszyscy poprzednio wspomniani, mogliby i jednemu i drugiemu buty wiązać. Terminować, jak mawiał znajomy garncarz, śpiąc na sianie przez 10 lat. Nie będę o tym dyskutował, mam tego pewność. Na bibliotecznej wlepce cztery pieczątki, pierwsza z 2018 roku. Co oznacza, że jedną z najlepszych, a być może, najlepszą książkę tego dziwnego i zimnego kraju przeczytały w ciągu 6 lat cztery osoby. Zostanę, jak w blasku, jeżeli nie z mądrością, to z przygnębieniem.
Więc wróćmy do rzeczy trudniejszych do określenia, czyli samej książki. Jest piękna i totalna. Gdyby ją przeczytali, gdyby ją zrozumieli, tamci inni, być może bieg wydarzeń by zawrócił, choć mam na to małe nadzieje, należę, również cytując, do tej szerszej grupy ludzi rozmyślających nad światem, którzy nie widzą w nim większej nadziei. Czytamy o miejscu w którym będziemy może nie za dekadę, ale być może, niestety, niewiele później. Ani razu (znamienne!) w tekście nie pojawia się ani Polska, ani polskie, jeżeli się pojawia to przegapiłem, ale ten brak jest widoczny często, to pominięcie nie jest przypadkowe. Ale ta opowieść jest tak prawdziwa jak gorzka, ten upadek, ta cicha katastrofa na wszystkich poziomach, a właściwie już jej echo, bo w opowieść wchodzimy już na samym jej końcu ( a może kolejnym początku? jaka w ogóle jest różnica). Czytam te zdania chłodne, przemyślane, każde z nich skończone i zamknięte, nie da się tam nawet przestawić przecinka, gdyby, gdyby takie zdanie to był nóż, przecinałby powietrze na zgłoski. Czytam, jak nie ma różnicy pomiędzy sprawiedliwością i niesprawiedliwością, jak cały naród ogarnia duch czasu,, jak spotwornieje każda władza, jak zmęczony i bez nadziei potrafi być terror, jak ta biomasa pomiędzy Odrą (martwą i chłodną) a Bugiem (dzikim i spokojnym) biega tam i z powrotem w takiej karuzeli przemocy i zniechęcenia. Myślę, że wszystko to nas jeszcze czeka. Może to przetrwam, może na szczęście nie zdążę. A przecież to tylko fragment, jest tam o snach, relacjach, marzeniach, klęskach, o tym, że ofiara ma sens tylko wtedy kiedy jest niewinna, jest o rytuałach przemocy, wszystko o czym czytam (coraz rzadziej, tamci wygrali w końcu, ostatecznie zniechętniałem) na stronach gazet papierowych i binarnych. To już nawet nie jest epilog, to jest nekrolog. Notowałem sobie jakiś cytat do wypisania, problem z tym był taki, że każdy rozdział mi ten cytat podmieniał, świetne było zastępowane tylko prze jeszcze lepsze. Na koniec wypada mi przeprosić, że nie byłem o tej książce w stanie napisać jeszcze ładniej, jedni by powiedzieli, materia ma swoje granice, drudzy, wyżej d..y nie podskoczysz. No to cytat:
"- Miał Pan jakiś zły sen? - zapytała pani Maria nakrywając do obiadu.
- A skąd to pytanie pani Mario?
- Bo powiedział Pan, że teraz nawet sny nie są dobre.
(...)
- Nie narzekam.
- A sen?
- Jak to sen, pani Mario - wskazał psa - jemu też czasami coś się śni.
- Ale on swego snu nam nie opowie.
- Ja też nie."
Zbierałem się, żeby napisać tą recenzję jeszcze w trakcie czytania. Wynotowywałem fragmenty, cytaty, układałem zdania w głowie. Chciałem uczynić zadość, chciałem oddać honor, tak satysfakcjonująco jak jestem w stanie, czyli w najlepszym razie średnio. Niemniej, próbę muszę podjąć.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznę od rzeczy być może najmniej ciekawej, w kontekście książki, ale mnie zajmującej,...
Studium upadku wielkiej postaci, starzejącego się i coraz bardziej schorowanego Dona, któremu jego władza nad knajacką międzynarodówką (powierzona mu przez nieznanych demiurgów autorytarnego a nienazwanego europejskiego państwa) dała wpierw niemal nieograniczone moce satrapy, a teraz powoli choć widomie wymyka się z rąk. To, na co starzejący się dyktator cierpi, to jakiś rodzaj uwiądu wszelkich mocy życiowych prócz ciała, które to właśnie w sposób spotworniały się wyolbrzymia i wyraża. Jego zaś zniknięcie (i nie wie nikt: żyje li ów mocarz czy już zgoła nie?) daje wszelkiej maści mydłkom i szumowinom okazję, by w tym bezkrólewiu samemu stać się kimś.
Nieco na uboczu tego układu (państwotwórczego, bo w powieści to postać kluczowa) pozostaje cień Dona i jego zaufany “kamerdyner” - Gaponia, który w nowych już czasach sam stara się biernie przetrwać dziejowe zamieszanie na uboczu - w pensjonacie na Podlasiu. A przecież znajdą się i takie siły, które kilkakrotnie się o niego upomną aż po wielki finał, gdy to przyjdzie mu odegrać jedną jeszcze ważną społecznie (i kultowo/kulturowo) rolę…
Odkryć tu nie ma, bo powiedzieć, że władza demoralizuje, że dyktatura demoralizuje, a jeszcze i otacza się szumowinami ludzkimi wszelkiej maści, to nie odkryć nic nowego. I Rylski kuli ani prochu tu nie wymyśla. Błądzi za to opłotkami jak przetrącony prorok i swym głosem “jurodiwego” opowiada nam i o naszej nieomal dokonanej “rewolucji”. Umiejętnie wplata tu wątek ofiary i ofiarnego kozła i… jak dosłownie go rozumie! Rewolucja (nawet taka przaśno-parchata) jak zwykle ma tendencję do pożerania swych gorliwych sług.
Cholera, styl Mistrza Rylskiego uważam za jeden z najlepszych wśród współczesnych rodzimych autorów. Polszczyzna mistrzowska w każdej frazie, a przy tym nie nadymająca się swą wielkością; to już jeden z ostatnich, co tak “poloneza wodzi”... I fajnie jeszcze, że Eustachy Rylski, to jeden z wciąż tak “moich” autorów; ze średnią ocen każdej książki poniżej 7 i oszałamiającą liczbą 43 fanów na LC. Właśnie dlatego rozumiem i popieram wszystkich tych, którzy nisko książkę ocenili i skrytykowali; to po prostu nie była książka dla nich. To tylko jakiś niszowy Pisarz dla jakichś swoich czytelniczych świrów…
Interpretacja audio (nie “przeczytanie”, nie “lektura”) Krzysztofa Gosztyły arcymistrzowska! Taką też wersję tej książki więc polecam!
Studium upadku wielkiej postaci, starzejącego się i coraz bardziej schorowanego Dona, któremu jego władza nad knajacką międzynarodówką (powierzona mu przez nieznanych demiurgów autorytarnego a nienazwanego europejskiego państwa) dała wpierw niemal nieograniczone moce satrapy, a teraz powoli choć widomie wymyka się z rąk. To, na co starzejący się dyktator cierpi, to jakiś...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje pierwsze spotkanie z Eustachym Rylskim. Barkowy styl. Z początku naprawdę ciężko się czytało, ale jestem zaprawiony w bojach, więc dałem radę :) . Treściowo skojarzyła mi się z powieścią "Czarne słońce" Jakuba Żulczyka, oraz miejscami, zwłaszcza na końcu, z Karierą prokuratora Żółcia" Romana Giertycha (z tym, że tu zamiast hipercynika w roli głównej - Dyzma), ale ta jest napisana - pardon - miejscami dużo mętniej.. To bez wątpienia utwór wybitny. Albo i nie. Kurczę, ależ mam ambiwalentne odczucia... Zakończenie jednak mi się podobało, uśmiechnąłem się z tej stacyjki kolejowej w Hannie (to wieś obok mojej, gdzie, oczywiście, czegoś takiego nie ma).
Moje pierwsze spotkanie z Eustachym Rylskim. Barkowy styl. Z początku naprawdę ciężko się czytało, ale jestem zaprawiony w bojach, więc dałem radę :) . Treściowo skojarzyła mi się z powieścią "Czarne słońce" Jakuba Żulczyka, oraz miejscami, zwłaszcza na końcu, z Karierą prokuratora Żółcia" Romana Giertycha (z tym, że tu zamiast hipercynika w roli głównej - Dyzma), ale ta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKupiony przypadkowo dosłownie za kilka złotych audiobook staje się jedną z kilku najważniejszych książek, które poznałem.
"Blask" jest połączeniem ciepła "Doliny Muminków w listopadzie " z horrorem "Roku 1984".
Kupiony przypadkowo dosłownie za kilka złotych audiobook staje się jedną z kilku najważniejszych książek, które poznałem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Blask" jest połączeniem ciepła "Doliny Muminków w listopadzie " z horrorem "Roku 1984".
Nudna.
Nudna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść antypatyczna
"Blask" dosłownie wyczerpał mnie emocjonalnie. Mam wrażenie, że pozornie wyrafinowana forma i bogactwo słownictwa to tylko pretekst po to, żeby, mówiąc kolokwialnie, "ulżyć sobie". Treść niestety nie wykracza poza toksyczne narzekanie, które, myślę sobie, zyskałaby na autentyczności i na jakiejś Prawdzie, gdyby po prostu zastąpiła te wszystkie językowe ozdobniki najzwyklejszymi wulgaryzmami.
"Blask" czyta się wyjątkowo nieprzyjemnie ponieważ w zasadzie każde zdanie stara się zaprezentować coś w rodzaju zaskakującego napięcia:
"Dwie kadencje w Zgromadzeniu Narodowym minęły im w cieniu państwa mającego się, niestety, coraz lepiej".
Tego rodzaju zdań jest w "Blasku" multum. Zamiast zamykać sprawę zdania te mnożą szereg uciążliwych, męczących pytań: "dlaczego 'w cieniu'?", "dlaczego 'niestety'?"... Kolejny przykład:
"Ojciec wzięty konstruktor lotniczy i matka pianistka, a do tego zasobna willa w prestiżowej części miasta i nieznajomość bied, jakie każdego z nas nękały, czyniły z niego szefa".
Zupełnie nie rozumiem, jak jedno (uprzywilejowane pochodzenie) koniecznie łączy się z drugim (bycie szefem). Ostatni przykład:
"I chociaż trzej pozostali stanowili obiekt kpin z powodu jałowości swoich poczynań, to tylko Gaponia obrywał nawet wtedy, gdy popadał w bezczynność."
Ponownie nie koniecznie widzę, jakim sposobem "obrywanie" ma miejsce pomimo "bezczynności"...
Styl Rylskiego ująłbym jako naznaczony poharatanym malkontenctwem, który z nieznanych mi powodów odmawia sobie korzystania z prostszych środków. Równocześnie postaci "Blasku" zupełnie nie posiadają własnego głosu (każdy wysławia się identycznym językiem, co narrator), co według mnie uniemożliwia identyfikację z ich indywidualną psychologią.
Powieść antypatyczna
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Blask" dosłownie wyczerpał mnie emocjonalnie. Mam wrażenie, że pozornie wyrafinowana forma i bogactwo słownictwa to tylko pretekst po to, żeby, mówiąc kolokwialnie, "ulżyć sobie". Treść niestety nie wykracza poza toksyczne narzekanie, które, myślę sobie, zyskałaby na autentyczności i na jakiejś Prawdzie, gdyby po prostu zastąpiła te wszystkie językowe...
Mój pierwszy Eustachy Rylski i na razie wystarczy. Nie przekonała mnie koncepcja tej książki, choć momentami było nie tak źle..
Mój pierwszy Eustachy Rylski i na razie wystarczy. Nie przekonała mnie koncepcja tej książki, choć momentami było nie tak źle..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo tej książce nie można się prześlizgnąć. W zdania, w frazy w słowa, trzeba się wczytywać. Nikiedy dwókrotnie. Nikiedy należy sie wrócić akapit lub dwa. Dla tych, którym się udaja przebrnąć, przez tą ornamentalną polszczyznę, nagroda jest wielka.
Paralele do wpółczesnej sytuacji społecznej i politycznej pewnego znacznego kraju Europy środkowo-wschodnie, aż nazbyt wyraźne. Dla jednych lektura więc staje sie zarzewiem rechotu, dla innych refleksji, dla innych zapewne oburzenia, innych zadowolenia. Dla mnie osobiście jedna z najlepszych polskich powieści ostatnich lat.
Po tej książce nie można się prześlizgnąć. W zdania, w frazy w słowa, trzeba się wczytywać. Nikiedy dwókrotnie. Nikiedy należy sie wrócić akapit lub dwa. Dla tych, którym się udaja przebrnąć, przez tą ornamentalną polszczyznę, nagroda jest wielka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toParalele do wpółczesnej sytuacji społecznej i politycznej pewnego znacznego kraju Europy środkowo-wschodnie, aż nazbyt wyraźne....
Ogromne rozczarowanie. Najsłabsza powieść Rylskiego. Ni to polityczny pamflet, ni to antyutopia. Nieznośna maniera języka i żenująca fabuła. Wszystko mozolne, bez finezji, polotu, dowcipu i żaru. Z pretensjami do profetyzmu i topornym moralizatorstwem. Jakby napisane na zamówienie i za karę. I to zdumiewające odkrycie, że ludzie władzy są zdemoralizowani, a lud chamski, dziki i okrutny... Orwell to to nie jest. Tyle lat czekania, a dostaliśmy klasycznego zakalca.
Ogromne rozczarowanie. Najsłabsza powieść Rylskiego. Ni to polityczny pamflet, ni to antyutopia. Nieznośna maniera języka i żenująca fabuła. Wszystko mozolne, bez finezji, polotu, dowcipu i żaru. Z pretensjami do profetyzmu i topornym moralizatorstwem. Jakby napisane na zamówienie i za karę. I to zdumiewające odkrycie, że ludzie władzy są zdemoralizowani, a lud chamski,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA gdyby tak powiedzieć ludowi, że jest wspaniały, że winni są inni, i że złość, którą lud czuje, może, a nawet powinien na tych innych wyładować? Ku chwale ojczyzny, rzecz jasna. Zapanowałby chaos. Rozpasanie. Przemoc. Dyktatura kafarokształtnej odmiany samców alfa, spuszczonych ze smyczy przez samców... No nie, nie beta. Omega!
BLASK Rylskiego to myślowy eksperyment dziejący się w Polsce naszych czasów, albo bliskiej przyszłości. Rylski, rękami niejakiego Dona i jego przydupasowego kumpla Gaponi sięga po władzę i dla zgrywy (albo zemsty) wycofuje się w cień, by z tylnego siedzenia obserwować jak "powstały z kolan" naród sieje destrukcję w przyrodzie, strukturze społecznej, edukacji oraz wszędzie indziej, dokąd sięgają jego prymitywne, niczym nie ograniczone łapska. Ba, naród ten wybiera się nawet na wojnę, po to by bronić swoich (czyli najbardziej europejskich z europejskich) wartości. Przed kim naród oraz inni przedstawiciele Międzymorza wartości bronić będą? Przed samą Europą - gejami, feministkami i wegetarianami.
Czytało mi się to z tchem tym bardziej zapartym, im dalej było mi w lekturę. Bo wbrew pozorom nie jest to opowieść o jednym życiowym nieudaczniku, lecz historia o wielu, bardzo wielu nieudołkach. O całym nieudolnym narodzie.
A gdyby tak powiedzieć ludowi, że jest wspaniały, że winni są inni, i że złość, którą lud czuje, może, a nawet powinien na tych innych wyładować? Ku chwale ojczyzny, rzecz jasna. Zapanowałby chaos. Rozpasanie. Przemoc. Dyktatura kafarokształtnej odmiany samców alfa, spuszczonych ze smyczy przez samców... No nie, nie beta. Omega!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBLASK Rylskiego to myślowy eksperyment...
RYLSKI NIE JEST DLA WSZYSTKICH
To nie jest jakieś dzielenie, jakaś pyszałkowatość, jakieś wywyższanie się. To jest wniosek z faktów, że żadna z jego 12 pozycji na LC nie osiągnęła nawet 7 gwiazdek (najwyżej oceniona 6,89, aktualnie omawiana 6,54), i że ma zaledwie 36 fanów i 1141 czytelników.
Jestem jednym z tych 36 fanów, a dałem jego utworom 10, 4x8 oraz 7. Teraz, po pięciu latach milczenia, mam przyjemność ponownie rozkoszować się jego językiem i stylem.
Nim pociągnę ten temat wyjaśnijmy temat i tytuł. Walka o V RP, po zmierzchu autorytarnej IV. I na kluczowe pytanie - dlaczego naród dał się omamić? - odpowiada bohater utworu, najbardziej zaufany człowiek odchodzącego władcy (s.434 e-book):
„..– Przeżyliśmy przygodę życia, my, zdawało się, trwale odłączeni od przygód – mówił Gaponia, stukając kulawym stolikiem o posadzkę. – Odłączeni od męskich przyjaźni, romansów, sportów, pijatyk, podróży. Los podsunął nam szansę, a my w rewanżu podsunęliśmy szansę narodowi. Jakkolwiek to źle wam zabrzmi, byliśmy ostatnimi inteligentami w otchłani cwaniactwa, grubiaństwa, bezrefleksyjności po obu stronach barykady.
– Jak wam się to udało? – zapytała młoda kobieta o nieładnej, bladej, mądrej twarzy. – Jeżeli się udało.
– Obiecaliśmy wszystko. Nie pamięta pani?
– Nie można obiecać wszystkiego.
– Obiecaliśmy coś więcej niż życie. Coś więcej niż szare, zwyczajne, przewidywalne, poczciwe lub niepoczciwe życie. Obiecaliśmy blask…”
O tytule jeszcze będzie, lecz wróćmy do języka, bo zabolał mnie zarzut manieryczności i niska ocena (3/6) cenionej przeze mnie Justyny Sobolewskiej na: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1760588,1,recenzja-ksiazki-eustachy-rylski-blask.read
„….Wyszukane słownictwo, archaizmy, wysoki ton mieszają się z wulgarnością w rozbuchanych popisach stylistycznych. Wszystko to sprawia wrażenie manieryczności, która prowadzi na manowce. W tym morzu sztuczności uderzają co pewien czas bardzo trafne sformułowania i analizy stanu społeczeństwa. Choćby takie, że naród pod dyktaturą w pewnym momencie przestaje jej potrzebować, bo sam się żywi nienawiścią….”
Mnie akurat ten prowokacyjny styl odpowiada, bo jak mają rozmawiać „ostatni inteligenci” z np. prymitywnymi, „napakowanymi naziolami” czy prostytutką nie rozumiejącą słowa „profesja”?? Ale de gustibus non est disputandum, a całą recenzję warto przeczytać. „Blask” to alegoryczna political fiction, a głównego bohatera przedstawia autor powieści w rozmowie z Aleksandrą Pawlicką na: https://www.newsweek.pl/polska/eustachy-rylski-opowiada-newsweekowi-o-swojej-najnowszej-ksiazce/7mpv0w0
„…Gaponia to groteskowy introwertyk i mizantrop, w nierozwiązywalnym sporze z jakimkolwiek czynem. Konformista nieodnoszący z tego żadnych korzyści. Niby pierwszy po wodzu, ale bez władzy, a nawet jej atrybutów. Prześladowany od zarania przez dwa nieszczęścia: mądrość i wrażliwość, które nieuzbrojone w to, co czyni życie znośnym – tężyznę, zdrowie, urodę, seksapil czy choćby jakiś talent – zostaje zdegradowany do roli ludzkiego śmiecia. Może dlatego przylgnął do zła, które go nieustannie wydaje ordynarnemu życiu. To coś więcej niż lęk, to trwoga…”
Gaponia czyta Turgieniewa, a najciekawiej pisze o tym Tomasz Miłkowski na: https://trybuna.info/tag/eustachy-rylski/
„….Gaponia trawi czas na lekturze „Zapisków myśliwego” Iwana Turgieniewa. Czyta je po cichu, ale także czyta na głos domownikom pensjonatu. Nie bierze do rąk innych książek, których w pensjonacie nie brakuje. To nie może być przypadek.
Dlaczego wybór pada właśnie na ten zbiór opowiadań Turgieniewa z roku 1852, będący forpocztą zniesienia poddaństwa w imperium rosyjskim. Jednak trudno przypuszczać, aby to był motyw przesądzający o włożeniu „Zapisków myśliwego” w ręce głównego bohatera powieści. To raczej tchnący z ich kart powiew pochwały natury, trwającej w swoim niepodważalnym majestacie. W czasach destrukcji więzi społecznych i degradacji natury, odwołanie do obrazu trwającego w swej doskonałości piękna pełni rolę odtrutki. Jest w tym niewypowiedziane wprost przekonanie, że tylko wielka sztuka, wielka literatura są w stanie ocalić świat…”
Gorąco polecam całą recenzję, którą Miłkowski kończy słowami:
„….Pisarz najwyraźniej przestrzega czytelników przed nadmiernym optymizmem, który mogłyby wzniecić „Zapiski myśliwego”. W „Epilogu” pojawi się sugestywna scena z maluchem, potomkiem Gaponi, który zagapia się jak ojciec. Maluch postrzega wysoko w niebie blask. Może to być obietnica lepszego życia. Ale może to być blask uwodzicielski, który osłania trwającą na posterunku niegodziwość.”
Obiecanki cacanki, na trupie złożonej ofiary!!!
Recenzenci pomijają istotny, piękny wątek miłosny, nadzieje Gaponia na miłość prostytutki (s.212):
„…Bo w świecie jego wyobraźni to się nie mieściło. Pomysł, że mógłby być po ludzku szczęśliwy u boku młodej ponętnej kobiety, jak wielu innych przecież, nierozważających wyjątkowości takiego stanu, wydał mu się niedorzeczny. Przekonanie o własnej nieatrakcyjności, groteskowości wręcz..”
Wyrażałem swoją opinię o Rylskim sześciokrotnie, więc, wobec cytowanych recenzji, dzisiaj odpuszczam wymądrzanie się, kwitując lekturę odzywką Jerzego Dobrowolskiego: „DLA MNIE BOMBA!!”. Miejscami trudna, wymagająca uwagi ze względu na ilość i jakość aluzji, ale bomba!! Oczywiście 10/10
PS Na ozdobę jeszcze perełka, jak z Witkacego (s.22):
„….tak ugrzęzła w nienawiści wobec wszystkiego, co nią nie było, że na inną nienawiść, niechęci nie wspominając, miejsca już brakowało..”
RYLSKI NIE JEST DLA WSZYSTKICH
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie jest jakieś dzielenie, jakaś pyszałkowatość, jakieś wywyższanie się. To jest wniosek z faktów, że żadna z jego 12 pozycji na LC nie osiągnęła nawet 7 gwiazdek (najwyżej oceniona 6,89, aktualnie omawiana 6,54), i że ma zaledwie 36 fanów i 1141 czytelników.
Jestem jednym z tych 36 fanów, a ...
To była niezwykle trudna lektura. Zbawiennym okazał się fakt że "Blask" zdecydowałam się wysłuchać w formie audiobooka. Interpretacja Krzysztofa Gosztyły, jak zwykle ukazująca pełnię kunsztu aktorskiego tego lektora, kazała mi skupić uwagę na treści i dotrwać do końca tej historii.
Najnowsza powieść Eustachego Rylskiego to wizja Polski w niedalekiej przyszłości choć pewnie czytelnicy odnajdą w tej opowieści wiele zjawisk i problemów z którymi nasz kraj mierzy się już od jakiegoś czasu. Można byłoby nawet pokusić się na początku książki o przypis że "wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń nie jest przypadkowe"
Polska to chyląca się ku upadkowi dyktatura gdzie rządzą partykularne interesy a narzędziami sprawowania kontroli nad obywatelami jest gwałt i przemoc. Nie ma zasad, nie ma praw jest za to chaos, brutalność i dziesiątkująca mieszkańców zaraza.
Główny bohater Fabian Grabowski, zwany Gaponią to postać niezwykle dwuznaczna. Prawa ręka dyktatora który odsunięty od władzy zaszywa się na Podlasiu (odmalowanych w książce jako prawdziwy raj na ziemi) nie jest bezwolną marionetką. Zaczyna rozumieć popełnione błędy, narastają w nim wątpliwości, budzą się wyrzuty sumienia. Z oddali obserwuje kraj który stacza się w przepaść i stara się uratować go przed upadkiem. Zakulisowe rozmowy, działanie ponad prawem, godzenie sprzecznych interesów sprawia że pojawia się szansa na nowy początek. Ten jednak potrzebuje ofiar a Gaponia wydaje się idealnym kandydatem na kozła ofiarnego.
Książka aż kipi od odwołań do obecnej sytuacji politycznej. Dodajmy że odwołań niezwykle trafnych i momentami dosłownych. Liryczny język przeplata się z ordynarnymi bluzgami a opisane sytuacje uświadczają czytelnika w przekonaniu że polityka to brudna gra gdzie nie ma miejsca na ideały i górnolotne hasła.
Od ponad dwóch lat odcięłam się (na ile oczywiście jest to możliwe) od tego co się dzieje w naszym kraju. Mierzi mnie wielka polityka, gra o stołki, kolesiostwo i afery zamiatane pd dywan. Przestałam oglądać telewizję i to pozwala mi w dużej mierze omijać szerokim łukiem te "mądre" gadające głowy. "Blask" zaś znowu mnie przeniósł do tego świata z którego się świadomie wycofałam. Dlatego ta lektura była dla mnie tak trudna i ledwo udało mi się wytrwać do końca.
Z chęcią przeczytam inne powieści Eustachego Rylskiego bo autor ma niezwykły zmysł obserwacji i piękny styl. "Blask" to jednak nie była lektura dla mnie.
To była niezwykle trudna lektura. Zbawiennym okazał się fakt że "Blask" zdecydowałam się wysłuchać w formie audiobooka. Interpretacja Krzysztofa Gosztyły, jak zwykle ukazująca pełnię kunsztu aktorskiego tego lektora, kazała mi skupić uwagę na treści i dotrwać do końca tej historii.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajnowsza powieść Eustachego Rylskiego to wizja Polski w niedalekiej przyszłości choć...
„Umarł król, niech żyje król”
Gdy umiera dyktator zapanowuje chaos i walka o władzę.
Autor zaprezentował nam alegoryczną political-fiction. Znika Don, dyktator fikcyjnego państwa polskiego i zapanowuje chaos nie tylko w polityce. W chaos popada przyroda, a ludzie umierają na dziwną zarazę. Uczestniczymy w tych wydarzeniach z tylnych rzędów. Głównym bohaterem jest Fabian Grabowski zwany Gaponią, który był cieniem dyktatora i jego powiernikiem. Dziwna jest to postać, samotnik, cynik, egocentryk. Przez ostatnie lata przebywał wraz z dyktatorem z dala od stolicy i tam zostaje po jego zniknięciu. Był przez lata cieniem i wykonawcą jego woli, świecił blaskiem odbitym ,a jego wartość jako człowieka była określona przez wartość dyktatora. Kim się staje po jego zniknięciu? Czy włączy się w walkę o władzę? Czy to nie on zostanie największym przegranym?
Bardzo ciekawe studium władzy i walki o nią, Jak zwykle u tego autora wspaniały język i wnikliwa charakterystyka postaci.
Polecam
„Umarł król, niech żyje król”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy umiera dyktator zapanowuje chaos i walka o władzę.
Autor zaprezentował nam alegoryczną political-fiction. Znika Don, dyktator fikcyjnego państwa polskiego i zapanowuje chaos nie tylko w polityce. W chaos popada przyroda, a ludzie umierają na dziwną zarazę. Uczestniczymy w tych wydarzeniach z tylnych rzędów. Głównym bohaterem jest Fabian...
Eustachy Rylski to dla mnie zawsze możliwość obcowania ze wspaniałą polszczyzną, długie rozbudowane zdania pozwalają nieśpiesznie zagłębiać się w dość mroczne treści, a nawet i nieco przerażające tym razem.
Niestety bohaterowie "Blasku" zdają się wyglądać z ekranów telewizorów, ich wypowiedzi słyszane są w radiu, czytam je w prasie. Niby to u Rylskiego nie nasz kraj, a jednak nasz; Don kogoś nam przypomina, inni politycy także, przedstawione realia to może zaledwie preludium tego, co może się zdarzyć.
Moją sympatię budzi Fabian Grabowski, Gaponia, mizantrop, trochę cynik, wielbiciel czytanych bez ustanku "Zapisków myśliwego" Turgieniewa. Piękne są opisy jego pobytu w pensjonacie Wrzos nad Bugiem, kontemplowanie przyrody, spacery z psem, rozmowy przy kominku.
Proza Rylskiego nieodmiennie mnie zachwyca, choć tym razem wdarł się też niepokój.
Kto widzi mrok, kto blask?
Eustachy Rylski to dla mnie zawsze możliwość obcowania ze wspaniałą polszczyzną, długie rozbudowane zdania pozwalają nieśpiesznie zagłębiać się w dość mroczne treści, a nawet i nieco przerażające tym razem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety bohaterowie "Blasku" zdają się wyglądać z ekranów telewizorów, ich wypowiedzi słyszane są w radiu, czytam je w prasie. Niby to u Rylskiego nie nasz kraj, a...
Jak ja lubię te długie, wielokrotnie złożone zdania, które dźwięczą, niczym kryształ. Precyzyjne, logiczne, bez jednego zbędnego słowa! Tę powieść Eustachego Rylskiego czyta się trochę ze zjeżonym włosem, ale zarazem fantastycznie.
Tak, to political fiction, ale tak wspaniale i sprytnie osadzona w naszej rzeczywistości – polskiej, europejskiej i światowej po trochu. Stąd to jeżenie włosa i gęsia skórka. Postaci wzięte wprost z nas, z tego, co widzimy dookoła. Oto Don, wódz, któremu nie chce się rządzić, ale chce mieć władzę. Dlatego usuwa się na rubieże, w zakola dzikiej przyrody. Oto Gaponia – cień cienia, świecący światłem odbitym. Oto ministrowie niczym niezarządzający i którym to akurat nie przeszkadza. A jeszcze ci prezydenci, premierzy, sędziowie… W każdej postaci znajdziemy fragmenty osób, które znamy i które decydują o naszym życiu, o tym, co jemy, czytamy, oglądamy. I są to, niestety, te najgorsze fragmenty. Liczy się tylko władza. Wszystko jedno, nad czym, nad kim. Urzędnicy rządowi i partyjni nadają sobie coraz to nowe tytuły, co niczego nie zmienia.
Pisarz daje nam bardzo nieprzyjemną, bezlitosną i okrutnie celną diagnozę kraju, w którym żyjemy. Nie oszczędza też naszych sąsiadów, „taktownie” czy raczej „strategicznie” milczących wobec tego, co się w kraju nad Wisłą dzieje. Kilkakrotnie miałam ochotę zakrzyknąć: Tak, tak to właśnie jest! Niby jesteśmy z Europy środkowej, ale nogami wciąż stoimy we wschodniej (świetne przykłady podstaw historii i literatury pięknej). Znakomita jest metafora wolności – od wszystkiego, co niszczy każde społeczeństwo. Wolność jest jak woda, niedająca żadnego oparcia. Ta "wolność" okazała się dyktaturą.
I tylko się boję, by jakiś kolejny kandydat na dyktatora nie przeczytał powieści i nie wykorzystał recepty, jakiej użył Don. Czyli: „Kruche jest nasze istnienie i najczęściej byle jakie. Od trwogi do trwogi. Ale upływać może w mroku lub blasku. Obiecuję wam blask”.
Jak ja lubię te długie, wielokrotnie złożone zdania, które dźwięczą, niczym kryształ. Precyzyjne, logiczne, bez jednego zbędnego słowa! Tę powieść Eustachego Rylskiego czyta się trochę ze zjeżonym włosem, ale zarazem fantastycznie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak, to political fiction, ale tak wspaniale i sprytnie osadzona w naszej rzeczywistości – polskiej, europejskiej i światowej po trochu. Stąd...
książka przerażajaca, swietna, choć nie bez wad, jak zwykle u rylskiego zdania absolutnie piękne i gorzka madrosc o czlowieku
książka przerażajaca, swietna, choć nie bez wad, jak zwykle u rylskiego zdania absolutnie piękne i gorzka madrosc o czlowieku
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEustachy Rylski, autor pięciu powieści, trzech zbiorów opowiadań, pięciu dramatów i zbioru esejów, a przy okazji laureat Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza (2005) i Nagrody Literackiej m.st. Warszawy powrócił ze swoją najnowszą powieścią „Blask”.
Głównym bohaterem książki jest Fabian Gaponia – poplecznik i najbliższy współpracownik Dona, niefrasobliwego dyktatora drapieżnego i upadającego państwa. Gdy Don znika, naród popada w chaos i tonie w morzu demoralizacji. Krajem zaczynają wstrząsać fale pogróżek oraz drastycznych represji, których ofiarą padają jednostki stojące w opozycji do chorej rzeczywistości. Przemoc, gwałt i likwidacja wrogów zacierają granice między tym co właściwe, a tym co moralnie niedopuszczalne. Pękają racjonalne tamy, ze słowników znikają takie słowa jak sprawiedliwość, rozsądek i uniewinnienie. Zwierzęce instynkty biorą górę nad człowieczeństwem. W tej ponurej rzeczywistości, Gaponia, pierwszorzędny cynik i groteskowy introwertyk, zaczyna wewnętrzną analizę otoczenia. Utrata stanowczości i przejawy sumienia zostają szybko odkryte, czego efektem jest odsunięcie od władzy. Gaponi nie zostanie nic innego, niż wplątanie w związek z prostytutką i trwanie gdzieś na uboczu cywilizacji w całkowitej bierności. Naród nie pozwoli mu jednak o sobie zapomnieć, wszak potrzebuje ofiary.
Rylski kreuje alegoryczny obraz kraju zniewolonego. W jego państwie nadal funkcjonuje parlament, prawo, sądownictwo, a nawet rząd, mimo, iż piastują one funkcje wyłącznie reprezentacyjne. Tym, który dzierży faktyczną władzę jest dyktator. Choć pełni on w utworze rolę marginalną, jest dyskretny i szybko przestaje istnieć, wisi nad społecznością niczym demon z batem. Deprawuje rzeczywistość bardziej, niż gdyby stał na czele i pojawiał się na każdym wiecu. „Blask” jest więc ostrzeżeniem, znakiem drogowym wskazującym realną groźbę. Gdy nieumiejętne rządzenie, manipulacje, łapówki i konflikty narastają, wszystko może potoczyć się według czarnego scenariusza. Kraj zepchnięty na krawędź losu, wcale nie musi sam się ozdrowić, zawsze bowiem znajdzie się zgraja frustratów i bandytów, którzy będą chcieli wykorzystać to dla własnej korzyści. A lud? Lud wciąż potrzebuje swoich igrzysk. I choć autor sugeruje, że odpowiednia ofiara powinna zatrzymać machinę zła, realny świat wcale może nie być tak łasy na to proste antidotum.
„Blask” to przypowieść o rozkładzie, przemocy i okrucieństwie państwa. Czytelna metafora naszej polskiej rzeczywistości. Rylski w swoim indywidualnym stylu, miesza pełne subtelności opisy miłosnych uniesień z brutalnością otoczenia. Przeplata sytuacyjny liryzm ze zdziczeniem i agresją. Nie boi się stylistycznych eksperymentów, zanurza nas w świat, w którym obowiązuje inny wyznacznik poprawnej polszczyzny. Jego słownik jest bogaty, a przy tym nieszablonowy. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że te formalne wybiegi pełnią rolę zasłony tego, czego pisarzowi nie udało się odpowiednio opracować. Najnowsza książka autora „Obok Julii” tonie bowiem w narracyjnej bylejakości. Państwo Rylskiego wygląda jak kraina z delirycznego koszmaru. To nie oniryzm czy magia unoszą się nad kartkami książki, lecz opary alkoholu kipiące z umysłu pijanego człowieka. Trochę przypomina to jednocześnie chorą i elegancką propagandę utworzoną na rzecz opozycji, nie zaś twórczy obraz przyszłości. Choć finezyjna to proza, jest po prostu przekombinowana, za bardzo skondensowana, a przy tym oparta na niejasnych przesłankach. Rzadko kiedy polityka idzie w parze ze sztuką wyższych lotów i „Blask” doskonale to zdanie potwierdza.
Recenzja ukazała się na stronie https://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2018/06/recenzja-blask-eustachy-rylski.html
Eustachy Rylski, autor pięciu powieści, trzech zbiorów opowiadań, pięciu dramatów i zbioru esejów, a przy okazji laureat Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza (2005) i Nagrody Literackiej m.st. Warszawy powrócił ze swoją najnowszą powieścią „Blask”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłównym bohaterem książki jest Fabian Gaponia – poplecznik i najbliższy współpracownik Dona, niefrasobliwego dyktatora...
Czymże zatem jest „BLASK”? Niewątpliwie powieścią nieszablonową i alegoryczną. To abstrakcyjna powieść, która w swej powściągliwości krzyku kieruje czytelnika w zapowiedź czegoś radykalnego, nieuniknionego, na co nie znajdziemy lekarstwa ani otuchy. Mimo jednak beznadziei jaka wyłania się z powieści Rylskiego, powieść sama w sobie takową nie jest. To przewrotny obraz „społeczeństwa bez sensu” – w którym sens winien zobaczyć sam czytelnik.
Więcej na http://www.bookparadise.pl/2018/06/blask-eustachy-rylski.html
Czymże zatem jest „BLASK”? Niewątpliwie powieścią nieszablonową i alegoryczną. To abstrakcyjna powieść, która w swej powściągliwości krzyku kieruje czytelnika w zapowiedź czegoś radykalnego, nieuniknionego, na co nie znajdziemy lekarstwa ani otuchy. Mimo jednak beznadziei jaka wyłania się z powieści Rylskiego, powieść sama w sobie takową nie jest. To przewrotny obraz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak jak połykałem dotąd Rylskiego ze smakiem (uważam go za najlepszego polskiego prozaika), tak przy "Blasku" męczyłem się. Za dużo fajerwerków formalnych, które wiodą w ślepą myślowo uliczkę. No i Polska jak z pijanego koszmaru szefostwa "Wyborczej". Albo jak z tegoż szefostwa chciejstwa, którym uzasadniają swój zawód z powodu utraconej władzy i monopolu na rację. Inaczej mówiąc, wygląda tak, jakby niezależny dotąd myślowo pisarz postanowił powalczyć o Nike (która już dawno mu się należała choćby za "Warunek" albo za "Na grobli") i zaczął jechać stereotypem jak w Newsweeka, Wyborczej, Polityki... Żałosne. Choć, oczywiście, robi to finezyjnie i w swoim niepowtarzalnym stylu, którego jednak jest chyba za dużo i w zbyt wielkiej się tu zgromadził kondensacji. Za dużo Rylskiego w Rylskim plus niepotrzebne dosmaczenie Michnikiem. Trója z plusem.
Tak jak połykałem dotąd Rylskiego ze smakiem (uważam go za najlepszego polskiego prozaika), tak przy "Blasku" męczyłem się. Za dużo fajerwerków formalnych, które wiodą w ślepą myślowo uliczkę. No i Polska jak z pijanego koszmaru szefostwa "Wyborczej". Albo jak z tegoż szefostwa chciejstwa, którym uzasadniają swój zawód z powodu utraconej władzy i monopolu na rację. Inaczej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to