Wróć na stronę książki

Oceny książki Blask

Średnia ocen
6,4 / 10
88 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
973
734

Na półkach: ,

Całkiem zgrabna groteska o współczesnej Polsce. Swobodne przeskoki między patosem starożytnego Rzymu a atmosferą speluny mafijnej. Wszystko to oczami lekko podupadłego inteligenta uwikłanego, często wbrew sobie, w główne wydarzenia. Zabieg Rylskiego opisującego Gaponię jako faceta podobnego z wyglądu do niego (autora) daje do myślenia.

Całkiem zgrabna groteska o współczesnej Polsce. Swobodne przeskoki między patosem starożytnego Rzymu a atmosferą speluny mafijnej. Wszystko to oczami lekko podupadłego inteligenta uwikłanego, często wbrew sobie, w główne wydarzenia. Zabieg Rylskiego opisującego Gaponię jako faceta podobnego z wyglądu do niego (autora) daje do myślenia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
161
158

Na półkach:

Zbierałem się, żeby napisać tą recenzję jeszcze w trakcie czytania. Wynotowywałem fragmenty, cytaty, układałem zdania w głowie. Chciałem uczynić zadość, chciałem oddać honor, tak satysfakcjonująco jak jestem w stanie, czyli w najlepszym razie średnio. Niemniej, próbę muszę podjąć.
Zacznę od rzeczy być może najmniej ciekawej, w kontekście książki, ale mnie zajmującej, zapewne znacznie bardziej niż powinna. Otóż, wejdę na stronę główną i przeczytam o tym co napisał Żulczyk, na wyborczej wywiad z Twardochem, który wielce dowcipnie docina Dehnelowi, gdzie indziej wywiad z Dehnelem, który wielce zabawnie puentuje Twarodcha. Czternaście notek na fejsie o najnowszej książce Orbitowskiego. Olga Tokarczuk która cośtam. Małecki. Laureaci Nike. Kościeliskich.
A gdzieś tam, na marginesie zdarzeń, siedział Marian Pilot i pisał swoje książki, siedział Eustachy Rylski i pisał swoje książki. Pilot już nie siedzi, bo umarł, Rylski też nie będzie siedział wiecznie. A wszyscy uprzednio wzmiankowani, wszyscy poprzednio wspomniani, mogliby i jednemu i drugiemu buty wiązać. Terminować, jak mawiał znajomy garncarz, śpiąc na sianie przez 10 lat. Nie będę o tym dyskutował, mam tego pewność. Na bibliotecznej wlepce cztery pieczątki, pierwsza z 2018 roku. Co oznacza, że jedną z najlepszych, a być może, najlepszą książkę tego dziwnego i zimnego kraju przeczytały w ciągu 6 lat cztery osoby. Zostanę, jak w blasku, jeżeli nie z mądrością, to z przygnębieniem.
Więc wróćmy do rzeczy trudniejszych do określenia, czyli samej książki. Jest piękna i totalna. Gdyby ją przeczytali, gdyby ją zrozumieli, tamci inni, być może bieg wydarzeń by zawrócił, choć mam na to małe nadzieje, należę, również cytując, do tej szerszej grupy ludzi rozmyślających nad światem, którzy nie widzą w nim większej nadziei. Czytamy o miejscu w którym będziemy może nie za dekadę, ale być może, niestety, niewiele później. Ani razu (znamienne!) w tekście nie pojawia się ani Polska, ani polskie, jeżeli się pojawia to przegapiłem, ale ten brak jest widoczny często, to pominięcie nie jest przypadkowe. Ale ta opowieść jest tak prawdziwa jak gorzka, ten upadek, ta cicha katastrofa na wszystkich poziomach, a właściwie już jej echo, bo w opowieść wchodzimy już na samym jej końcu ( a może kolejnym początku? jaka w ogóle jest różnica). Czytam te zdania chłodne, przemyślane, każde z nich skończone i zamknięte, nie da się tam nawet przestawić przecinka, gdyby, gdyby takie zdanie to był nóż, przecinałby powietrze na zgłoski. Czytam, jak nie ma różnicy pomiędzy sprawiedliwością i niesprawiedliwością, jak cały naród ogarnia duch czasu,, jak spotwornieje każda władza, jak zmęczony i bez nadziei potrafi być terror, jak ta biomasa pomiędzy Odrą (martwą i chłodną) a Bugiem (dzikim i spokojnym) biega tam i z powrotem w takiej karuzeli przemocy i zniechęcenia. Myślę, że wszystko to nas jeszcze czeka. Może to przetrwam, może na szczęście nie zdążę. A przecież to tylko fragment, jest tam o snach, relacjach, marzeniach, klęskach, o tym, że ofiara ma sens tylko wtedy kiedy jest niewinna, jest o rytuałach przemocy, wszystko o czym czytam (coraz rzadziej, tamci wygrali w końcu, ostatecznie zniechętniałem) na stronach gazet papierowych i binarnych. To już nawet nie jest epilog, to jest nekrolog. Notowałem sobie jakiś cytat do wypisania, problem z tym był taki, że każdy rozdział mi ten cytat podmieniał, świetne było zastępowane tylko prze jeszcze lepsze. Na koniec wypada mi przeprosić, że nie byłem o tej książce w stanie napisać jeszcze ładniej, jedni by powiedzieli, materia ma swoje granice, drudzy, wyżej d..y nie podskoczysz. No to cytat:
"- Miał Pan jakiś zły sen? - zapytała pani Maria nakrywając do obiadu.
- A skąd to pytanie pani Mario?
- Bo powiedział Pan, że teraz nawet sny nie są dobre.
(...)
- Nie narzekam.
- A sen?
- Jak to sen, pani Mario - wskazał psa - jemu też czasami coś się śni.
- Ale on swego snu nam nie opowie.
- Ja też nie."

Zbierałem się, żeby napisać tą recenzję jeszcze w trakcie czytania. Wynotowywałem fragmenty, cytaty, układałem zdania w głowie. Chciałem uczynić zadość, chciałem oddać honor, tak satysfakcjonująco jak jestem w stanie, czyli w najlepszym razie średnio. Niemniej, próbę muszę podjąć.
Zacznę od rzeczy być może najmniej ciekawej, w kontekście książki, ale mnie zajmującej,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
783
608

Na półkach: ,

Studium upadku wielkiej postaci, starzejącego się i coraz bardziej schorowanego Dona, któremu jego władza nad knajacką międzynarodówką (powierzona mu przez nieznanych demiurgów autorytarnego a nienazwanego europejskiego państwa) dała wpierw niemal nieograniczone moce satrapy, a teraz powoli choć widomie wymyka się z rąk. To, na co starzejący się dyktator cierpi, to jakiś rodzaj uwiądu wszelkich mocy życiowych prócz ciała, które to właśnie w sposób spotworniały się wyolbrzymia i wyraża. Jego zaś zniknięcie (i nie wie nikt: żyje li ów mocarz czy już zgoła nie?) daje wszelkiej maści mydłkom i szumowinom okazję, by w tym bezkrólewiu samemu stać się kimś.
Nieco na uboczu tego układu (państwotwórczego, bo w powieści to postać kluczowa) pozostaje cień Dona i jego zaufany “kamerdyner” - Gaponia, który w nowych już czasach sam stara się biernie przetrwać dziejowe zamieszanie na uboczu - w pensjonacie na Podlasiu. A przecież znajdą się i takie siły, które kilkakrotnie się o niego upomną aż po wielki finał, gdy to przyjdzie mu odegrać jedną jeszcze ważną społecznie (i kultowo/kulturowo) rolę…
Odkryć tu nie ma, bo powiedzieć, że władza demoralizuje, że dyktatura demoralizuje, a jeszcze i otacza się szumowinami ludzkimi wszelkiej maści, to nie odkryć nic nowego. I Rylski kuli ani prochu tu nie wymyśla. Błądzi za to opłotkami jak przetrącony prorok i swym głosem “jurodiwego” opowiada nam i o naszej nieomal dokonanej “rewolucji”. Umiejętnie wplata tu wątek ofiary i ofiarnego kozła i… jak dosłownie go rozumie! Rewolucja (nawet taka przaśno-parchata) jak zwykle ma tendencję do pożerania swych gorliwych sług.
Cholera, styl Mistrza Rylskiego uważam za jeden z najlepszych wśród współczesnych rodzimych autorów. Polszczyzna mistrzowska w każdej frazie, a przy tym nie nadymająca się swą wielkością; to już jeden z ostatnich, co tak “poloneza wodzi”... I fajnie jeszcze, że Eustachy Rylski, to jeden z wciąż tak “moich” autorów; ze średnią ocen każdej książki poniżej 7 i oszałamiającą liczbą 43 fanów na LC. Właśnie dlatego rozumiem i popieram wszystkich tych, którzy nisko książkę ocenili i skrytykowali; to po prostu nie była książka dla nich. To tylko jakiś niszowy Pisarz dla jakichś swoich czytelniczych świrów…
Interpretacja audio (nie “przeczytanie”, nie “lektura”) Krzysztofa Gosztyły arcymistrzowska! Taką też wersję tej książki więc polecam!

Studium upadku wielkiej postaci, starzejącego się i coraz bardziej schorowanego Dona, któremu jego władza nad knajacką międzynarodówką (powierzona mu przez nieznanych demiurgów autorytarnego a nienazwanego europejskiego państwa) dała wpierw niemal nieograniczone moce satrapy, a teraz powoli choć widomie wymyka się z rąk. To, na co starzejący się dyktator cierpi, to jakiś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to