Głównym bohaterem książki „Ekwatoria” Patricka Devilleʼa jest Pierre Savorgnan de Brazza, który spędził w Afryce całe swoje dorosłe życie.
Był on francusko-włoskim badaczem i odkrywcą Afryki Centralnej. Na jego cześć stolica Konga nosi nazwę Brazzaville. W latach 70. XIX w. badał bieg rzeki Ogowe. Kolejną dekadę spędził nad Kongo. Zyskał przydomek „Ojca Niewolników”.
Burzliwe dzieje Brazzy mamy szansę poznać dzięki tej książce. Pisarz analizuje mechanizmy rządzące dawną i współczesną sceną zmagań o dominację na globalnym Południu – mechanizmy rywalizacji, w którą zaangażowani byli przedstawiciele różnych narodów i grup etnicznych.
Co chwilę przenosi nas z drugiej połowy XIX w. do początku XXI w. Dynamicznie przemieszcza się w czasie i przestrzeni.
Autor wyprawia się do krajów, które są w większości pozbawione marszrut oferowanych przez biura podróży.
Przed samą śmiercią Brazza ponownie wyruszył do Konga, by zbadać zarzuty o nieludzkim traktowaniu tubylców przez Europejczyków. Zmarł w Afryce Zachodniej, próbując wrócić do rodziny.
Książka ta łączy cechy zapisków historii, podróży i autobiografii. Deville jest autorem wymagającym. W krótkich, kilkustronicowych rozdziałach zamyka setki wątków, tropów, postaci. Miesza prawdę z fikcją. Zwodzi, kusi, a przy tym urzeka niezwykłą plastycznością opisu, tym samym niektórych zniechęci do czytania, ale mimo to polecam
Ps. Dodatkowy plus dla autora tej książki, który w kilku rozdziałach wspomniał o wyprawie Józefa Konrada Korzeniowskiego (Joseph Conrad) do Afryki między innymi szlakiem Brazzy.
Głównym bohaterem książki „Ekwatoria” Patricka Devilleʼa jest Pierre Savorgnan de Brazza, który spędził w Afryce całe swoje dorosłe życie.
Był on francusko-włoskim badaczem i odkrywcą Afryki Centralnej. Na jego cześć stolica Konga nosi nazwę Brazzaville. W latach 70. XIX w. badał bieg rzeki Ogowe. Kolejną dekadę spędził nad Kongo. Zyskał przydomek „Ojca...
Największą zaletą tego typu tekstów jest to, że chce się zgłębiać opisane w nich historie i zwiększać swoją wiedzę o tych miejscach, ludziach i wydarzeniach.
Po raz kolejny dzięki autorowi poznać można postaci o niebagatelnym znaczeniu dla rozwoju (lub upadku) danego regionu, o których powszechna, popularna Historia już zapomniała.
Narracja charakterystyczna dla autora - wątki historyczne przeplatane z autobiograficznymi, które - choć zbędne - nadają całości specyficznego, deville'owskiego sznytu.
Opowieść nieco pobieżna, niektóre historie mogłyby być rozwinięte, ale cała opowieść na tym nie traci, a wzmaga ciekawość związaną z tymi niedomówieniami (niedopisaniami?).
Świetna, mocna, prawdziwa.
Największą zaletą tego typu tekstów jest to, że chce się zgłębiać opisane w nich historie i zwiększać swoją wiedzę o tych miejscach, ludziach i wydarzeniach.
Po raz kolejny dzięki autorowi poznać można postaci o niebagatelnym znaczeniu dla rozwoju (lub upadku) danego regionu, o których powszechna, popularna Historia już zapomniała.
Narracja charakterystyczna dla autora -...
Pasjonują mnie odkrycia geograficzne, eksploracja białych plam na mapie świata.Z tym większą ciekawością rozpocząłem lekturę ,,Ekwatorii,, Patricka Deville.
Osią książki jest próba konfrontacji dwóch znakomitych podróżników swej epoki a mianowicie Henrego Mortona Stanleya oraz Pierra Savorgnana de Brazzy. Pierwszy z nich to autor słynnego powiedzenia -,,Doktor Livingstone? Jak mniemam?,,- ,które padło po odnalezieniu uznanego za zaginionego jednego z pionierów eksploracji Afryki - Davida Livingstona.
Drugim bohaterem jest ogólnie mniej znany badacz dorzecza Konga oraz dziewiczych terenów Gabonu i Angoli.
Temat jak dla mnie bardzo ciekawy ,materiał na pasjonujące godziny z lekturą. Tym większe moje rozczarowanie po ,,przebrnięciu,, przez tą pozycję.
Autor podążając śladami obu postaci odwiedza miasta afrykańskie a współczesność ,którą opisuje nie wnosi nic nowego do opowieści, nie wciąga a tylko rozbija ogólna narrację a to przeskakiwanie między XIX a XXI wiekiem irytuje i przeszkadza.
Uważam ,że skupienie się tylko na historii , osiągnięciach i losach licznych wypraw obu podróżników wyszło by książce tylko na lepsze.
Ale to tylko moja opinia ....
Pasjonują mnie odkrycia geograficzne, eksploracja białych plam na mapie świata.Z tym większą ciekawością rozpocząłem lekturę ,,Ekwatorii,, Patricka Deville.
Osią książki jest próba konfrontacji dwóch znakomitych podróżników swej epoki a mianowicie Henrego Mortona Stanleya oraz Pierra Savorgnana de Brazzy. Pierwszy z nich to autor słynnego powiedzenia -,,Doktor Livingstone?...
Wymowa książki Devilla jest podobna do "Wytępić całe to bydło" Svena Lindqvista. Ludobójstwo nie zaczęło się w Europie w XX wieku, tylko wcześniej w koloniach, gdzie biały człowiek zaniósł "oświecenie" i "kulturę". Deville tworzy prozę eklektyczną i erudycyjną: trochę powieść autobiograficzną, trochę historyczną, trochę esej. Mocna, oryginalna proza.
Wymowa książki Devilla jest podobna do "Wytępić całe to bydło" Svena Lindqvista. Ludobójstwo nie zaczęło się w Europie w XX wieku, tylko wcześniej w koloniach, gdzie biały człowiek zaniósł "oświecenie" i "kulturę". Deville tworzy prozę eklektyczną i erudycyjną: trochę powieść autobiograficzną, trochę historyczną, trochę esej. Mocna, oryginalna...
Fascynuje mnie fascynacja Patricka Deville XVIII i XIX-wiecznymi awanturnikami – członkami jednego z ostatnich pokoleń odkrywców, którzy faktycznie mieli jeszcze coś do odkrycia; ludźmi, którym nie było pisane siedzenie w domu i pławienie się w luksusach, lecz pociągał ich zew nieodkrytej jeszcze natury. Takich białych plam na mapie było coraz mniej, stąd może wręcz desperacka chęć, aby ruszyć w nieznane i zapisać się na kartach Historii. Trudno się nie oprzeć wrażeniu, że bohaterowie wybierani przez francuskiego autora to mniej znani – a właściwie zepchnięci na boczny tor przez ogrom Historii – awanturnicy (w ich przypadku jest to idealnie pasujące określenie, uwierzcie mi), których losy są nie mniej ciekawe od tych przewijających się w najogólniejszych opracowaniach historycznych. Deville już kiedyś zachwycił mnie opowieścią o Williamie Walkerze, o którym oczywiście wcześniej nie słyszałem ani słowa. Podobnie jest było z Brazzą – bohaterem "Ekwatorii".
Pierre Savorgnan de Brazza to jeden z przykładów ludzi, którym zabrakło odrobiny szczęścia do tego, aby jego nazwisko pojawiało się na testach w liceum – pozostała mu w zamian za to epizodyczna sława i nadzieja, że ktoś taki jak Patrick Deville kiedyś zechce przyjrzeć się jego żywotowi i opowiedzieć o nim szerszej publiczności. A przecież nie jest to postać całkowicie anonimowa, czego dowiodła wielka awantura związana z przeniesieniem zwłok niniejszego Brazzy z Algierii do Brazzaville w Kongu (nazwa miasta jest oczywiście nieprzypadkowa). To zresztą zachęciło francuskiego pisarza do napisania "Ekwatorii" i możemy mu być za to wdzięczni – tak żywiołowo napisanej ni to biografii, ni to powieści nie czytałem od dawna.
Nie ma sensu streszczać, kim był Brazza, bo właśnie po to powstała "Ekwatoria", ale napomknę to i owo w celu zachęcenia względnie zainteresowanych czytelników. W drugiej połowie XIX wieku największą fascynacją była dzika Afryka, a szczególnie bujna rzeka Kongo, której źródła wciąż nie odnaleziono. Swoje buty na tej niedostępnej ziemi ubrudził już choćby David Livingstone, a kolejnych kandydatów było wielu. Brazza był jednym z nich i wspomniany przeze mnie pech sprawił, że nie on, lecz Henry Stanley wypowiedział słynne słowa "Dr. Livingstone, I presume?". Ileż Brazza dałby za to, aby to on natknął się na wysuszonego, niedołężnego syna marnotrawnego brytyjskich odkryć. Chociaż mimo wszystko jego wyprawa nie okazała się totalną porażką, jego los można uznać za tragiczny – a dlaczego tak było? Odsyłam już do "Ekwatorii", ponieważ Patrick Deville w charakterystycznym dla siebie stylu sprawił, że od lektury nie można się oderwać.
Charakterystycznie dla siebie, bo nieomal chaotycznie, opowiada o swoim „podopiecznym” – jednak już w recenzji "Pura Vida" uspokajałem, że jest to chaos kontrolowany i z premedytacją zaplanowany. Ponownie nie jest to sucha i klasyczna do bólu biografia, która skupia się na jednej postaci; Patrick Deville patrzy na Brazzę jak na wydarzenie, które nastąpiło jako efekt przeszłości i ma swoje konsekwencje po dziś dzień. Nie sposób w takim przypadku nie odnieść się do tego, co działo się wcześniej na terenie Afryki Centralnej, do której włosko-francuski podróżnik ostatecznie trafił. Nie sposób również opowiadać o nim bez relacji z protestów związanych z przewiezieniem jego szczątków do Konga. Patrick Deville opowiada o tym wszystkim, wydawałoby się że bez ładu i składu, aby pokazać, jak bardzo tragiczną postacią był Pierre Savorgnan de Brazza. Nie da się zrozumieć jego historii bez świadomości, z jaką zapalczywością gnał przez kongijskie lasy, gdy marchewki skrobał mu Henry Stanley, jego największy rywal wśród eksploratorów Afryki. Nie da się również spojrzeć na Brazzę, nie znając powodów, dla których jego postać współcześnie budzi wielkie kontrowersje. Nasz bohater dążył przede wszystkim do zaanonsowania wielkich odkryć i nie miał złych zamiarów – wręcz przeciwnie, prezentował wielką sympatię do tubylczych ludów i nawet nosił przydomek Ojców Niewolników, gdyż potrafił ot tak zwrócić im wolność. Tylko że jego odkrycia przyczyniły się również do szybkiej kolonizacji Konga, a w rezultacie – do nagłego wzrostu niewolnictwa. Gdyby nie przytaczane przez Deville’a obszerne – można byłoby powiedzieć, że jak na biografię jednego człowieka, zbyt obszerne – minibiografie poprzedników, współtowarzyszy, rywali i następców Brazzy, ciężko byłoby zrozumieć znaczenie tej postaci. Wielki nacisk na ten aspekt lubię sobie tłumaczyć tym, że jest to efektem literackiej wrażliwości autora na świadomość, że największy wpływ na jednostkę mają inni ludzie. Bez tej obszernej otoczki wydaje mi się, że nie zrozumiałbym tragizmu Brazzy.
"Ekwatoria" jest przepełniona smaczkami i „spontanicznymi” epizodami, które sprawiają, że do końca nie wiadomo, czym Patrick Deville jeszcze nas zaskoczy. Spodziewam się, że podobnej książki jeszcze nie czytaliście, a jeśli znacie już "Pura Vida", to wiecie, czego się spodziewać, i zdziwiłbym się, jeśli jeszcze nie przeczytaliście książki o człowieku zwącym się Pierre Savorgnan de Brazza, tragicznym awanturniku. Ciekawi mnie jedno – kogo jeszcze francuski geniusz odkopie z annałów Historii i pokaże czytelnikowi? Ja czekam zafascynowany na kolejną porcję.
Recenzja ukazała się na portalu www.gloskultury.pl
Fascynuje mnie fascynacja Patricka Deville XVIII i XIX-wiecznymi awanturnikami – członkami jednego z ostatnich pokoleń odkrywców, którzy faktycznie mieli jeszcze coś do odkrycia; ludźmi, którym nie było pisane siedzenie w domu i pławienie się w luksusach, lecz pociągał ich zew nieodkrytej jeszcze natury. Takich białych plam na mapie było coraz mniej, stąd może wręcz...
Dzisiaj gdy gatunek reportażu nieco spowszedniał, czy może nawet zwulgaryzował się (czasami można odnieść wrażenie, że kolejne reportaże powstają według dość podobnego przepisu), pozycja Patricka Deville'a jest czymś świeżym,inrygującym, intelektualnie stymulującym do dalszych dociekań. Przypominająca miejscami pisarstwo Svena Lindqvista, odnaleźć tu też można ducha prozy Kapuścińskiego (byłby z tej książki bardzo zadowolony), któremu szczególnie zależało by reportaż, literatura faktu była w pełni również -nomen omen-piękna. Choć bazą, motywem przewodnim książki (i niejako pretekstem do podróży dla autora) jest postać Brazzy (któż go dzisiaj pamięta poza Francją, a i tego nie jestem pewien),Deville jak przystało na wielkiego erudytę (tak, tak czasami wrażenie obcowania z jakąś ksiażką Umberto Eco również byłoby na miejscu) zabiera nas na kontynent afrykański (i nie tylko), w podróż przez historię, gatunki literackie. Czego tu nie ma: esej historyczny, reportaż, impresje podróżne, biografie równoległe, a nawet wątki autobiograficzne. Deville w kolejnych krótkich rozdzialikach miesza gatunki literackie, miejsca, postacie, epoki, na porządku dziennym mamy retrospekcje, na kilku stronach, w obrębie jednego rodziału, możemy mieć do czynienia z obserwacjami z ulicznego karnawału w Luandzie, krótką relacją z wojny domowej w Angoli, o pobycie tamże (i okolicach) Stanleya i jego dalszych peregrynacjach, i rozważania na temat istoty kolonializmu, a na koniec mini wywiad z byłym przywódcą partyzantów MPLA...Wszystko to z wyczuciem formy, w pełni świadomie, tworzące spójną i logiczną całość. Świetna literatura, wciągająca, z duża dozą poczucia humoru.
Dzisiaj gdy gatunek reportażu nieco spowszedniał, czy może nawet zwulgaryzował się (czasami można odnieść wrażenie, że kolejne reportaże powstają według dość podobnego przepisu), pozycja Patricka Deville'a jest czymś świeżym,inrygującym, intelektualnie stymulującym do dalszych dociekań. Przypominająca miejscami pisarstwo Svena Lindqvista, odnaleźć tu też można ducha prozy...
Głównym bohaterem książki „Ekwatoria” Patricka Devilleʼa jest Pierre Savorgnan de Brazza, który spędził w Afryce całe swoje dorosłe życie.
Był on francusko-włoskim badaczem i odkrywcą Afryki Centralnej. Na jego cześć stolica Konga nosi nazwę Brazzaville. W latach 70. XIX w. badał bieg rzeki Ogowe. Kolejną dekadę spędził nad Kongo. Zyskał przydomek „Ojca Niewolników”.
Burzliwe dzieje Brazzy mamy szansę poznać dzięki tej książce. Pisarz analizuje mechanizmy rządzące dawną i współczesną sceną zmagań o dominację na globalnym Południu – mechanizmy rywalizacji, w którą zaangażowani byli przedstawiciele różnych narodów i grup etnicznych.
Co chwilę przenosi nas z drugiej połowy XIX w. do początku XXI w. Dynamicznie przemieszcza się w czasie i przestrzeni.
Autor wyprawia się do krajów, które są w większości pozbawione marszrut oferowanych przez biura podróży.
Przed samą śmiercią Brazza ponownie wyruszył do Konga, by zbadać zarzuty o nieludzkim traktowaniu tubylców przez Europejczyków. Zmarł w Afryce Zachodniej, próbując wrócić do rodziny.
Książka ta łączy cechy zapisków historii, podróży i autobiografii. Deville jest autorem wymagającym. W krótkich, kilkustronicowych rozdziałach zamyka setki wątków, tropów, postaci. Miesza prawdę z fikcją. Zwodzi, kusi, a przy tym urzeka niezwykłą plastycznością opisu, tym samym niektórych zniechęci do czytania, ale mimo to polecam
Ps. Dodatkowy plus dla autora tej książki, który w kilku rozdziałach wspomniał o wyprawie Józefa Konrada Korzeniowskiego (Joseph Conrad) do Afryki między innymi szlakiem Brazzy.
Głównym bohaterem książki „Ekwatoria” Patricka Devilleʼa jest Pierre Savorgnan de Brazza, który spędził w Afryce całe swoje dorosłe życie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBył on francusko-włoskim badaczem i odkrywcą Afryki Centralnej. Na jego cześć stolica Konga nosi nazwę Brazzaville. W latach 70. XIX w. badał bieg rzeki Ogowe. Kolejną dekadę spędził nad Kongo. Zyskał przydomek „Ojca...
Największą zaletą tego typu tekstów jest to, że chce się zgłębiać opisane w nich historie i zwiększać swoją wiedzę o tych miejscach, ludziach i wydarzeniach.
Po raz kolejny dzięki autorowi poznać można postaci o niebagatelnym znaczeniu dla rozwoju (lub upadku) danego regionu, o których powszechna, popularna Historia już zapomniała.
Narracja charakterystyczna dla autora - wątki historyczne przeplatane z autobiograficznymi, które - choć zbędne - nadają całości specyficznego, deville'owskiego sznytu.
Opowieść nieco pobieżna, niektóre historie mogłyby być rozwinięte, ale cała opowieść na tym nie traci, a wzmaga ciekawość związaną z tymi niedomówieniami (niedopisaniami?).
Świetna, mocna, prawdziwa.
Największą zaletą tego typu tekstów jest to, że chce się zgłębiać opisane w nich historie i zwiększać swoją wiedzę o tych miejscach, ludziach i wydarzeniach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo raz kolejny dzięki autorowi poznać można postaci o niebagatelnym znaczeniu dla rozwoju (lub upadku) danego regionu, o których powszechna, popularna Historia już zapomniała.
Narracja charakterystyczna dla autora -...
Pasjonują mnie odkrycia geograficzne, eksploracja białych plam na mapie świata.Z tym większą ciekawością rozpocząłem lekturę ,,Ekwatorii,, Patricka Deville.
Osią książki jest próba konfrontacji dwóch znakomitych podróżników swej epoki a mianowicie Henrego Mortona Stanleya oraz Pierra Savorgnana de Brazzy. Pierwszy z nich to autor słynnego powiedzenia -,,Doktor Livingstone? Jak mniemam?,,- ,które padło po odnalezieniu uznanego za zaginionego jednego z pionierów eksploracji Afryki - Davida Livingstona.
Drugim bohaterem jest ogólnie mniej znany badacz dorzecza Konga oraz dziewiczych terenów Gabonu i Angoli.
Temat jak dla mnie bardzo ciekawy ,materiał na pasjonujące godziny z lekturą. Tym większe moje rozczarowanie po ,,przebrnięciu,, przez tą pozycję.
Autor podążając śladami obu postaci odwiedza miasta afrykańskie a współczesność ,którą opisuje nie wnosi nic nowego do opowieści, nie wciąga a tylko rozbija ogólna narrację a to przeskakiwanie między XIX a XXI wiekiem irytuje i przeszkadza.
Uważam ,że skupienie się tylko na historii , osiągnięciach i losach licznych wypraw obu podróżników wyszło by książce tylko na lepsze.
Ale to tylko moja opinia ....
Pasjonują mnie odkrycia geograficzne, eksploracja białych plam na mapie świata.Z tym większą ciekawością rozpocząłem lekturę ,,Ekwatorii,, Patricka Deville.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOsią książki jest próba konfrontacji dwóch znakomitych podróżników swej epoki a mianowicie Henrego Mortona Stanleya oraz Pierra Savorgnana de Brazzy. Pierwszy z nich to autor słynnego powiedzenia -,,Doktor Livingstone?...
Wymowa książki Devilla jest podobna do "Wytępić całe to bydło" Svena Lindqvista. Ludobójstwo nie zaczęło się w Europie w XX wieku, tylko wcześniej w koloniach, gdzie biały człowiek zaniósł "oświecenie" i "kulturę". Deville tworzy prozę eklektyczną i erudycyjną: trochę powieść autobiograficzną, trochę historyczną, trochę esej. Mocna, oryginalna proza.
Wymowa książki Devilla jest podobna do "Wytępić całe to bydło" Svena Lindqvista. Ludobójstwo nie zaczęło się w Europie w XX wieku, tylko wcześniej w koloniach, gdzie biały człowiek zaniósł "oświecenie" i "kulturę". Deville tworzy prozę eklektyczną i erudycyjną: trochę powieść autobiograficzną, trochę historyczną, trochę esej. Mocna, oryginalna...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFascynuje mnie fascynacja Patricka Deville XVIII i XIX-wiecznymi awanturnikami – członkami jednego z ostatnich pokoleń odkrywców, którzy faktycznie mieli jeszcze coś do odkrycia; ludźmi, którym nie było pisane siedzenie w domu i pławienie się w luksusach, lecz pociągał ich zew nieodkrytej jeszcze natury. Takich białych plam na mapie było coraz mniej, stąd może wręcz desperacka chęć, aby ruszyć w nieznane i zapisać się na kartach Historii. Trudno się nie oprzeć wrażeniu, że bohaterowie wybierani przez francuskiego autora to mniej znani – a właściwie zepchnięci na boczny tor przez ogrom Historii – awanturnicy (w ich przypadku jest to idealnie pasujące określenie, uwierzcie mi), których losy są nie mniej ciekawe od tych przewijających się w najogólniejszych opracowaniach historycznych. Deville już kiedyś zachwycił mnie opowieścią o Williamie Walkerze, o którym oczywiście wcześniej nie słyszałem ani słowa. Podobnie jest było z Brazzą – bohaterem "Ekwatorii".
Pierre Savorgnan de Brazza to jeden z przykładów ludzi, którym zabrakło odrobiny szczęścia do tego, aby jego nazwisko pojawiało się na testach w liceum – pozostała mu w zamian za to epizodyczna sława i nadzieja, że ktoś taki jak Patrick Deville kiedyś zechce przyjrzeć się jego żywotowi i opowiedzieć o nim szerszej publiczności. A przecież nie jest to postać całkowicie anonimowa, czego dowiodła wielka awantura związana z przeniesieniem zwłok niniejszego Brazzy z Algierii do Brazzaville w Kongu (nazwa miasta jest oczywiście nieprzypadkowa). To zresztą zachęciło francuskiego pisarza do napisania "Ekwatorii" i możemy mu być za to wdzięczni – tak żywiołowo napisanej ni to biografii, ni to powieści nie czytałem od dawna.
Nie ma sensu streszczać, kim był Brazza, bo właśnie po to powstała "Ekwatoria", ale napomknę to i owo w celu zachęcenia względnie zainteresowanych czytelników. W drugiej połowie XIX wieku największą fascynacją była dzika Afryka, a szczególnie bujna rzeka Kongo, której źródła wciąż nie odnaleziono. Swoje buty na tej niedostępnej ziemi ubrudził już choćby David Livingstone, a kolejnych kandydatów było wielu. Brazza był jednym z nich i wspomniany przeze mnie pech sprawił, że nie on, lecz Henry Stanley wypowiedział słynne słowa "Dr. Livingstone, I presume?". Ileż Brazza dałby za to, aby to on natknął się na wysuszonego, niedołężnego syna marnotrawnego brytyjskich odkryć. Chociaż mimo wszystko jego wyprawa nie okazała się totalną porażką, jego los można uznać za tragiczny – a dlaczego tak było? Odsyłam już do "Ekwatorii", ponieważ Patrick Deville w charakterystycznym dla siebie stylu sprawił, że od lektury nie można się oderwać.
Charakterystycznie dla siebie, bo nieomal chaotycznie, opowiada o swoim „podopiecznym” – jednak już w recenzji "Pura Vida" uspokajałem, że jest to chaos kontrolowany i z premedytacją zaplanowany. Ponownie nie jest to sucha i klasyczna do bólu biografia, która skupia się na jednej postaci; Patrick Deville patrzy na Brazzę jak na wydarzenie, które nastąpiło jako efekt przeszłości i ma swoje konsekwencje po dziś dzień. Nie sposób w takim przypadku nie odnieść się do tego, co działo się wcześniej na terenie Afryki Centralnej, do której włosko-francuski podróżnik ostatecznie trafił. Nie sposób również opowiadać o nim bez relacji z protestów związanych z przewiezieniem jego szczątków do Konga. Patrick Deville opowiada o tym wszystkim, wydawałoby się że bez ładu i składu, aby pokazać, jak bardzo tragiczną postacią był Pierre Savorgnan de Brazza. Nie da się zrozumieć jego historii bez świadomości, z jaką zapalczywością gnał przez kongijskie lasy, gdy marchewki skrobał mu Henry Stanley, jego największy rywal wśród eksploratorów Afryki. Nie da się również spojrzeć na Brazzę, nie znając powodów, dla których jego postać współcześnie budzi wielkie kontrowersje. Nasz bohater dążył przede wszystkim do zaanonsowania wielkich odkryć i nie miał złych zamiarów – wręcz przeciwnie, prezentował wielką sympatię do tubylczych ludów i nawet nosił przydomek Ojców Niewolników, gdyż potrafił ot tak zwrócić im wolność. Tylko że jego odkrycia przyczyniły się również do szybkiej kolonizacji Konga, a w rezultacie – do nagłego wzrostu niewolnictwa. Gdyby nie przytaczane przez Deville’a obszerne – można byłoby powiedzieć, że jak na biografię jednego człowieka, zbyt obszerne – minibiografie poprzedników, współtowarzyszy, rywali i następców Brazzy, ciężko byłoby zrozumieć znaczenie tej postaci. Wielki nacisk na ten aspekt lubię sobie tłumaczyć tym, że jest to efektem literackiej wrażliwości autora na świadomość, że największy wpływ na jednostkę mają inni ludzie. Bez tej obszernej otoczki wydaje mi się, że nie zrozumiałbym tragizmu Brazzy.
"Ekwatoria" jest przepełniona smaczkami i „spontanicznymi” epizodami, które sprawiają, że do końca nie wiadomo, czym Patrick Deville jeszcze nas zaskoczy. Spodziewam się, że podobnej książki jeszcze nie czytaliście, a jeśli znacie już "Pura Vida", to wiecie, czego się spodziewać, i zdziwiłbym się, jeśli jeszcze nie przeczytaliście książki o człowieku zwącym się Pierre Savorgnan de Brazza, tragicznym awanturniku. Ciekawi mnie jedno – kogo jeszcze francuski geniusz odkopie z annałów Historii i pokaże czytelnikowi? Ja czekam zafascynowany na kolejną porcję.
Recenzja ukazała się na portalu www.gloskultury.pl
Fascynuje mnie fascynacja Patricka Deville XVIII i XIX-wiecznymi awanturnikami – członkami jednego z ostatnich pokoleń odkrywców, którzy faktycznie mieli jeszcze coś do odkrycia; ludźmi, którym nie było pisane siedzenie w domu i pławienie się w luksusach, lecz pociągał ich zew nieodkrytej jeszcze natury. Takich białych plam na mapie było coraz mniej, stąd może wręcz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDzisiaj gdy gatunek reportażu nieco spowszedniał, czy może nawet zwulgaryzował się (czasami można odnieść wrażenie, że kolejne reportaże powstają według dość podobnego przepisu), pozycja Patricka Deville'a jest czymś świeżym,inrygującym, intelektualnie stymulującym do dalszych dociekań. Przypominająca miejscami pisarstwo Svena Lindqvista, odnaleźć tu też można ducha prozy Kapuścińskiego (byłby z tej książki bardzo zadowolony), któremu szczególnie zależało by reportaż, literatura faktu była w pełni również -nomen omen-piękna. Choć bazą, motywem przewodnim książki (i niejako pretekstem do podróży dla autora) jest postać Brazzy (któż go dzisiaj pamięta poza Francją, a i tego nie jestem pewien),Deville jak przystało na wielkiego erudytę (tak, tak czasami wrażenie obcowania z jakąś ksiażką Umberto Eco również byłoby na miejscu) zabiera nas na kontynent afrykański (i nie tylko), w podróż przez historię, gatunki literackie. Czego tu nie ma: esej historyczny, reportaż, impresje podróżne, biografie równoległe, a nawet wątki autobiograficzne. Deville w kolejnych krótkich rozdzialikach miesza gatunki literackie, miejsca, postacie, epoki, na porządku dziennym mamy retrospekcje, na kilku stronach, w obrębie jednego rodziału, możemy mieć do czynienia z obserwacjami z ulicznego karnawału w Luandzie, krótką relacją z wojny domowej w Angoli, o pobycie tamże (i okolicach) Stanleya i jego dalszych peregrynacjach, i rozważania na temat istoty kolonializmu, a na koniec mini wywiad z byłym przywódcą partyzantów MPLA...Wszystko to z wyczuciem formy, w pełni świadomie, tworzące spójną i logiczną całość. Świetna literatura, wciągająca, z duża dozą poczucia humoru.
Dzisiaj gdy gatunek reportażu nieco spowszedniał, czy może nawet zwulgaryzował się (czasami można odnieść wrażenie, że kolejne reportaże powstają według dość podobnego przepisu), pozycja Patricka Deville'a jest czymś świeżym,inrygującym, intelektualnie stymulującym do dalszych dociekań. Przypominająca miejscami pisarstwo Svena Lindqvista, odnaleźć tu też można ducha prozy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to