20 stron, tyle udało mi się przebrnąć.
W życiu nie spotkałem się z książką podróżniczą, gdzie autor przede wszystkim skupia się na JA JA JA, jak gdyby Wietnam miał być tylko tłem tej przygody. Język jakim operuje Pan Meller to poziom YTobowych "podróżników" jakich mamy teraz na pęczki, dodając do tego niewybredne wrzutki typu "wypieprzyć budzik przez okno" polecałbym książkę bardziej miłośnikom podróży z TikToka niż rzeczywistych poszukiwaczy podróżniczych doznań.
Szerze odradzam. Szkoda czasu i pieniędzy by wspierać "podróżnika" z wybujałym ego.
20 stron, tyle udało mi się przebrnąć.
W życiu nie spotkałem się z książką podróżniczą, gdzie autor przede wszystkim skupia się na JA JA JA, jak gdyby Wietnam miał być tylko tłem tej przygody. Język jakim operuje Pan Meller to poziom YTobowych "podróżników" jakich mamy teraz na pęczki, dodając do tego niewybredne wrzutki typu "wypieprzyć budzik przez okno" polecałbym...
Jedyna książka, którą zabrałam ze sobą w podróż do Wietnamu, co było – jak się okazało niestety już na miejscu – głupim pomysłem. Zważywszy, że leciałam tam wyłącznie z bagażem podręcznym, wybierając lekturę, nie powinnam była poprzestawać na okładkowym opisie, obiecującym pasjonującą opowieść o „Wietnamie nieznanym”. W efekcie targałam przez ponad dwa tygodnie na plecach ciężką cegłę, która już po pierwszym rozdziale wkurzyła mnie tak bardzo, że tylko wzgląd na dobro planety sprawił, że nie spuściłam jej z nurtem Rzeki Czerwonej.
Całość przeczytałam po powrocie do Polski (skoro już to przetargałam przez pół świata, to przeczytam…). Odbiór trochę się poprawił, jednak nadal nie uważam, aby była to pozycja dzięki której człowiek, który nie ma pojęcia o Wietnamie, a jednak tam jedzie, jakkolwiek się ubogacił. Czemu? Wyłożę to w punktach.
1. Rzeczywistość, którą opisuje Meller to rzeczywistość sprzed około dziesięciu lat. W Europie to sporo, w Azji, a zwłaszcza w Wietnamie to kosmicznie dużo. Zarówno jeśli chodzi o ichnią inflację, jak i całą resztę. Wietnam naprawdę się rozwija, pod każdym względem.
2. Meller, jak to Meller, lubi Mellera. Dużo go w tej książce, oj dużo. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet więcej niż Wietnamu. Czujcie się ostrzeżeni.
3. Wietnam opisywany w tej książce to w dużej mierze Wietnam ludzi, którzy przebywają tam nie dlatego, że postanowili się tam przeprowadzić na stałe, ale dlatego, że z jakichś przyczyn akurat ten kraj chwilowo (słowo „chwilowo” jest tu kluczowe) im pasuje. Bo jest tani, bo ma świetne warunki do uprawiania kitesurfingu, bo można tam otworzyć szkołę kitesurfingu, w której uczyć będą się głównie obcokrajowcy, którzy wybiorą ją dlatego, że Wietnam jest tani. I tak dalej, i tak dalej. Jeśli chcecie poczytać o Europejczykach, ewentualnie Amerykanach, którzy postanowili jakiś czas pomieszkać w Wietnamie, ta książka jest dla Was. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o Wietnamczykach, szukajcie dalej.
4. Autor uwielbia śmieszkować. Niestety jego poczucie humoru nie jest w najlepszym stylu i bywa podszyte pogardą. A to (nie raz, i nie dwa) przetłumaczy niedoskonałą angielszczyznę Wietnamczyków (nie ma to jak doskonała angielszczyzna Polaka w osobie Andrzeja Mellera, nieprawdaż) tak: „taksiówka? (…) tylko cidzieści dolalów! Dobla tlawka i tanie luchanko.” (zrywacie boki? Nie? Dziwne, naprawdę). A to użyje wobec niezbyt (zdaniem autora) urodziwej wietnamskiej kobiety określenia „paskuda” lub nazwie agresywnego, owszem, Wietnamczyka, „troglodytą”. Takie dowcipasy.
Czemu w to brnęłam? Pewnie dlatego, że współczesnej literatury w języku polskim o Wietnamie mamy tyle, co kot napłakał. Poza tym im w tę książkę dalej, tym lepiej. Więcej faktów, więcej historii i wietnamskich realiów, a mniej Mellera. Mając już jako takie pojęcie o tym kraju, byłam w stanie odsiać ziarna od plew i wyłapać smakowite kąski (a parę się ich w tej książce znalazło, przyznaję). Niewątpliwie jest to przede wszystkim opowieść o Wietnamie okiem Andrzeja Mellera – zatem głównie dla fanów tego ostatniego. Prawdy o życiu w tym kraju nie ma tam jakoś bardzo dużo, jednak coś tam można wyszperać. Na bezrybiu i rak ryba, mawiali.
Jedyna książka, którą zabrałam ze sobą w podróż do Wietnamu, co było – jak się okazało niestety już na miejscu – głupim pomysłem. Zważywszy, że leciałam tam wyłącznie z bagażem podręcznym, wybierając lekturę, nie powinnam była poprzestawać na okładkowym opisie, obiecującym pasjonującą opowieść o „Wietnamie nieznanym”. W efekcie targałam przez ponad dwa tygodnie na plecach...
Mam mieszane odczucia. Dla mnie dość chaotyczna. Mamy tu trochę historii, polityki, życia turysty który gościł tam kilka lat, parę faktów o kulturze (ale z góry mówię jest ich nie wiele).
Liczyłam na większą wiedzę odnośnie samej kultury.
Dla mnie była za mała różnorodność bohaterów obcokrajowców, nie wiem czy to przypadek, ale większość z nich to osoby w średnim wieku rozwodnicy z dość specyficznym podejściem do życia: „dziś jestem tu jutro kto wie”.
Nie podobały mi się drwiące komentarze np. o statusie materialnym pracownicy w małej fabryce sosu rybowego.
Długo zajęło mi przyzwyczajenie się do stylu autora.
Mam mieszane odczucia. Dla mnie dość chaotyczna. Mamy tu trochę historii, polityki, życia turysty który gościł tam kilka lat, parę faktów o kulturze (ale z góry mówię jest ich nie wiele).
Liczyłam na większą wiedzę odnośnie samej kultury.
Dla mnie była za mała różnorodność bohaterów obcokrajowców, nie wiem czy to przypadek, ale większość z nich to osoby w średnim wieku...
Na fali reminiscencji niedawnego pobytu w Azji południowo-wschodniej sięgam po wydaną w 2016 roku temu książkę Andrzeja Mellera, który ze swoją żoną Eleonorą mieszkał w Wietnamie kilka lat. Zbiór opowieści z długiej podróży jest może troszkę zdezaktualizowany i niepozbawiony wad, ale to jedna z nielicznych pozycji na naszym rynku wydawniczym na temat kraju, który bardzo powoli wyrasta na sporą turystyczną atrakcję dla Polaków.
Książka jest niestety trochę nierówna, mam wrażenie, że jej druga część jest znacznie ciekawsza niż początek. Autor, jak dla mnie czasami za bardzo skupia się na opisach przygód z półświatkiem, różnych obyczajowych perypetii, czy odlotów napotkanych osób. Z drugiej strony są w niej zawarte zajmujące i wciągające relacje z takich miejsc, jak Sa Pa, Hoi An, My Son czy Hanoi, bardzo przystępna analiza specyficznego ustroju kraju, w którym komunistyczna ideologia przeplata się z kapitalizmem, krótka opowieść o historii Wietnamu z uwzględnieniem wojen indochińskich oraz opis obyczajów mieszkańców, które mogą być zaskakujące dla osób przybywających z innych zakątków globu.
Na fali reminiscencji niedawnego pobytu w Azji południowo-wschodniej sięgam po wydaną w 2016 roku temu książkę Andrzeja Mellera, który ze swoją żoną Eleonorą mieszkał w Wietnamie kilka lat. Zbiór opowieści z długiej podróży jest może troszkę zdezaktualizowany i niepozbawiony wad, ale to jedna z nielicznych pozycji na naszym rynku wydawniczym na temat kraju, który bardzo...
Zawsze, kiedy otwieram kolejną książkę wydaje mi się, że to już było. Z samolotu widać zachmurzone niebo, a po wyjściu bucha rozgrzanym powietrzem. Czytam dalej - może coś się pojawi za zakrętem i tym razem znajduję zdecydowanie szybko. Autor ma o czym pisać, świetnie poznany kraj i jego mieszkańcy, tradycje, kultura dnia codziennego, jego historia, która, choć mogłoby się wydawać nam znajoma, to okazuje się, że w trakcie lektury poznajemy ją od nowa. Inne, dokładne, humanitarne i szczególne zrozumienie Wietnamu autor opisuje w bardzo ciekawy sposób.
Powoli zdaję sobie sprawę, że w Wietnamie toczy się życie równoległe do tego fasadowego, komunistycznego ładu bez sacrum. Za billboardami z wujkiem Ho, defiladami w Dzień Zwycięstwa, zjazdami partii i policją polityczną tętni prawdziwe, tradycyjne życie kraju, pełne legend, bóstw, wróżb i duchów. Wietnamczycy mocno wierzą w duchy, tym bardziej też mocniej ufają znachorkom i wróżkom niż partyjnym kacykom. (str. 285)
Trudno się spodziewać, że Wietnam może okazać się aż tak ciekawy. Przejawy turystycznej atrakcyjności to jedno, a opowieści o ludziach i spojrzenie mieszkańców
to drugie.
Omijając na drodze rozlewiska oleju z milionów silników, obserwowałem smutne chłoporobotnicze slumsy. Zakład koło zakładu, remont przylepiony do remontu, stuletnie betoniarki, zdezelowane silniki i maszyny, złomowiska autobusów i radzieckich ciężarówek, lombardy pełne zastawionych skuterów i "masaże" - burdele dla ubogich poutykane w tym niebotycznym syfie. Wśród apokaliptycznej scenerii powalonych rdzą ogrodzeń stoiska z pieczoną kaczką, grillowaną kukurydzą, sokiem z trzciny cukrowej i bagietkami banh mi. Kapitalizm w komunizmie. (str. 153)
Książka napisana jednym tchnieniem i jednym oddechem, gdyby nie znaki interpunkcyjne byłaby monotonna. A jednak... Każda historia rozmówcy, każde dzieje rodziny i każda historia o wojnie oraz różnych czasach tego kraju nie pozwala odłożyć lektury na bok. Książka wciąga czytelnika, jak wzburzona woda Atlantyku na wysokości Trójkąta Bermudzkiego. Niesłychane, ile ludzie muszą przeżyć i jaka jest ich karma, przeznaczenie. Co ich spotkało, spotyka i co ich jeszcze czeka na drodze życiowej. Książka staje sie narzędziem, za pośrednictwem którego dowiadujemy się ile jest prawd i jaki dla społeczności regionalnych maja wymiar. Świetny autorski język, bogactwo słowa jest szczególną oraz edukacyjną zaletą tej profesjonalnej lektury.
Książka może stanowić pewnego rodzaju dokument. Tu i teraz, kiedyś
i w przyszłości, dokładność opisów i nielekceważenie szczegółów stanowi barwne podłoże
do opisania historii widzianej oczyma ludzi, którzy tam żyją.
Agata Kosmalska, Dookoła Świata
Zawsze, kiedy otwieram kolejną książkę wydaje mi się, że to już było. Z samolotu widać zachmurzone niebo, a po wyjściu bucha rozgrzanym powietrzem. Czytam dalej - może coś się pojawi za zakrętem i tym razem znajduję zdecydowanie szybko. Autor ma o czym pisać, świetnie poznany kraj i jego mieszkańcy, tradycje, kultura dnia codziennego, jego historia, która, choć mogłoby się...
Czołem, nie ma hien. Wietnam jakiego nie znacie - Andrzeja Mellera, to opis Wietnamu na podstawie subiektywnych przeżyć i przygód kraju, w którym mieszkał wraz z żoną Rosjanką.
Uważam, że każdy podróżnik przedstawia w większym lub mniejszym stopniu kraj, który zwiedzał, subiektywnie. Tylko naukowcy starają się przedstawić jakiś kraj z daleko posuniętym obiektywizmem. O ile mieszkali dłużej w danym kraju, nie da się uniknąć choćby odrobinę subiektywizmu.
Mimo wszystko z tej książki można dowiedzieć się, jak żyje się w Wietnamie, przypomnieć sobie wojne w Wietnamie
i znowu dojść do wniosku, że główną przyczyną wojen jest walka ZSRR o zachowanie ustroju komunistycznego, a przede wszystkim wpływy na światową politykę, a z drugiej strony o zachowanie ustroju kapitalistycznego i wpływy na świat walczą Stany Zjednoczone.
Te oba państwa robią to przy pomocy biedniejszych, słabo uzbrojonych krajów siejąc swoje,, wolnościowe hasła" i zarabiając na dostarczaniu broni. Niestety tak jest po dzień dzisiejszy, tylko nazwa jednego z państw jest inna.
O ile coś mnie denerwuje w tej książce, to to, że autor cytuje wypowiedzi niektórych Wietnamczyków stosując ,,dziecinny" język polski. Oznacza to dla mnie, że ci Wietnamczycy znają w mniejszym lub większym stopniu nasz język, tylko mają problem z wymową. Uważam, że wystarczyłoby napisać, że ta osoba stara się mówić po polsku, ale ma problem z wymową. Przez zastosowanie tego typu zmieniania języka, wypowiedź staje się infantylna i odnoszę wrażenie, że autor wyśmiewa się z tych ludzi i nie ma do nich szacunku. Może to źle interpretuję.
Tak, czy inaczej książkę przeczytałam z zainteresowaniem, bo właściwie dostałam ją w prezencie. Nie żałuję i polecam tę lekturę, a dla osób, które tak, jak ja pierwszy raz czytają książkę podróżniczą o Wietnamie polecam ją, ponieważ czyta się ją łatwo i czasami spotyka się tu opisy zabawnych przygód. Chociaż życie w Wietnamie do łatwych nie należy.
Czołem, nie ma hien. Wietnam jakiego nie znacie - Andrzeja Mellera, to opis Wietnamu na podstawie subiektywnych przeżyć i przygód kraju, w którym mieszkał wraz z żoną Rosjanką.
Uważam, że każdy podróżnik przedstawia w większym lub mniejszym stopniu kraj, który zwiedzał, subiektywnie. Tylko naukowcy starają się przedstawić jakiś kraj z daleko posuniętym obiektywizmem. O ile...
Piszę z perspektywy osoby, która spędziła w Wietnamie ponad 3 lata. Największym minusem "Czołem, nie ma hien" to problemy ze spójnością:
- do mniej więcej 1/3 książki nie zostaje wytłumaczone, dlaczego autor żyje wśród rosyjskojęzycznej wspólnoty (powód: ze względu na żonę Rosjankę);
- jak (chyba) każdy wie, Wietnam jest krajem o bardzo ograniczonej wolności osobistej i z faktem tym autor prawie w ogóle się nie rozprawia;
- choć od paru lat Wietnam doświadcza potężny boom turystyczny według statystyk prawie 95% (sic!) podróżnych nie zamierza do Wietnamu wrócić... Autor nie oferuje zbyt wielu elementów pozwalających zrozumieć tak miażdżąco niski poziom satysfakcji turystów;
- Meller opisuje Wietnamczyków w sposób powierzchowny i odnoszę wrażenie, że po prostu zadowolił się lokalnym wydaniem sztucznego uśmiechu;
- na przestrzeni całej książki nie do końca wiadomo, czy jest to książka bardziej o autorze czy o Wietnamie.
Książka raczej nie udana.
Piszę z perspektywy osoby, która spędziła w Wietnamie ponad 3 lata. Największym minusem "Czołem, nie ma hien" to problemy ze spójnością:
- do mniej więcej 1/3 książki nie zostaje wytłumaczone, dlaczego autor żyje wśród rosyjskojęzycznej wspólnoty (powód: ze względu na żonę Rosjankę);
- jak (chyba) każdy wie, Wietnam jest krajem o bardzo...
Książka złapała mnie na lep chwytliwego tytułu. Zabierając się za nią nie wiedziałem kto to jest Andrzej Meller, nie wiedziałem że był korespondentem wojennym oraz synem dawnego ministra spraw zagranicznych. To wszystko sobie sprawdziłem potem, jak już przekonałem się, że facet całkiem fajnie pisze a książka wciąga mnie coraz bardziej. To reportaż o Wietnamie, w którym spędził dwa i pół roku, w ramach większej wyprawy przez Azję. Przejechał go tam i z powrotem na trzydziestoletnim japońskim motocyklu, pomieszkując w małych mieszkankach i pokoikach i wcinając wietnamskie specjały sprzedawane na ulicznych straganach, ucząc się języka, przyswajając kulturę i obserwując życie Wietnamczyków.
Przypadł mi w tej książce do gustu prosty, momentami dosadny język i pisanie o takich zwyczajnych sprawach, co daje chyba całkiem realny obraz tego kraju, daleki od wyobrażeń z turystycznych folderów. To bardzo specyficzny kraj, zróżnicowany religijne i narodowościowo. Jak chyba większość na Dalekim Wschodzie z mojego punktu widzenia trochę fascynujący a trochę odstraszający. Szybko się rozwija, staje się turystycznym rajem ale wciąż tajna policja potrafi tam "zniknąć" człowieka, który ośmieli się skrytykować partię komunistyczną a turysta może tam zostać napadnięty i okradziony w biały dzień.
Spodobało mi się przedstawienie międzynarodowej "legii cudzoziemskiej" składającej się z przeróżnych luzaków, rozbitków życiowych, obieżyświatów, kitesurferów ściągających do Wietnamu w poszukiwaniu szczęścia, dobrych wiatrów i salonów masażu sami domyślcie się jakiego.
Ciekawa książka, taka, hmm... Niewysilona. Dużo ciekawych informacji, trochę refleksji, trochę humoru. Do tego sporo przemyconych informacji historycznych, co zawsze lubię.
Książka złapała mnie na lep chwytliwego tytułu. Zabierając się za nią nie wiedziałem kto to jest Andrzej Meller, nie wiedziałem że był korespondentem wojennym oraz synem dawnego ministra spraw zagranicznych. To wszystko sobie sprawdziłem potem, jak już przekonałem się, że facet całkiem fajnie pisze a książka wciąga mnie coraz bardziej. To reportaż o Wietnamie, w którym...
Ciekawa książka o "Wietnamie, jakiego nie znamy". Trochę stereotypowych rzeczy, które są „przestarzałe”.
Pisana z humorem.
Wietnam okiem europejczyka, historie napotkanych przez autora obcokrajowców tam mieszkających. Wietnam ich oczyma. Nie pokazuje obrazu współczesnego kraju.
Podróżnik nie znajdzie tu praktycznych porad co robić, a czego nie. To nie jest przewodnik po kraju, który ostatnimi czasy jest chętnie wybierany przez urlopowiczów. Pod tym kątem może rozczarowywać.
Ciekawa książka o "Wietnamie, jakiego nie znamy". Trochę stereotypowych rzeczy, które są „przestarzałe”.
Pisana z humorem.
Wietnam okiem europejczyka, historie napotkanych przez autora obcokrajowców tam mieszkających. Wietnam ich oczyma. Nie pokazuje obrazu współczesnego kraju.
Podróżnik nie znajdzie tu praktycznych porad co robić, a czego nie. To nie jest przewodnik po...
Bardzo lubię literaturę podróżniczą. A do sięgnięcia po książkę Andrzeja Mellera skłoniło mnie pytanie, które zadałam sama sobie – co tak naprawdę wiem o Wietnamie?
Wietnam, Socjalistyczna Republika Wietnamu − państwo w Azji Południowo-Wschodniej, położone na Półwyspie Indochińskim i graniczące z Chińską Republiką Ludową, Laosem i Kambodżą. Posiadając liczbę ludności ponad 90 mln jest piętnastym co do wielkości populacji państwem świata. Stolica Hanoi. Tyle mówi nam krótka informacja wyszukana w Google. Ale zapytajmy pierwszego lepszego Polaka co wie o wietnamskiej kulturze. Bo przecież w Polsce jest tyle Wietnamczyków. Chociaż prawda jest taka, że przeciętny Kowalski nie odróżni mieszkańca Wietnamu od Chińczyka czy Koreańczyka. Zresztą Azjaci również nie rozróżniają Europejczyków.
Andrzej Meller jest dziennikarzem-reportażystą, specjalizuje się w tematyce blisko- i środkowowschodniej. Stale współpracuje z "Tygodnikiem Powszechnym". W 2008 r. był korespondentem "TP" podczas wojny w Gruzji. Czyli w sumie jest tam, gdzie coś się dzieje.
W Wietnamie przez około dwa lata przebywał wraz ze swoją partnerką. Można by rzec, że od poszewki poznał zwyczaje i życie Wietnamczyków. Poznał zarówno te wszystkie jasne strony tego kraju, jak i ciemne. Ze śmiechem opowiada o drobnych machlojkach, dziwactwach ale też podziwia ogromny trud i pracę przy odbudowie kraju. Rysuje mam obraz życzliwych i otwartych ludzi, chociaż spotykał na swej drodze również cwaniaczków i złodziei. Był świadkiem niejednej bójki kończącej się śmiercią. Ale opisuje również tą drugą stronę. Mamy tu całkowitą samowolkę policji, jej brutalność. Srogi reżim każe każdego, kto choć słowem skrytykuje rządzących. Korupcja na porządku dziennym.
Czytając książkę cały czas miałam wrażenie jakbym siedziała z autorem przy kawie i słuchała jego opowieści. Nie mamy tu chronologicznej ciągłości. Meller skacze z tematu na temat, jakby opisywał to, co mu akurat się przypomniało. Ta opowieść toczy się spokojnie, leniwie. W jednym miejscu czytałam o perypetiach z współlokatorami, w innym mam kawałek historii a w jeszcze innym miejscu dziennikarz zachwyca się widokiem albo wdaje się w filozoficzne dysputy.
Książkę czytało się mi szybko. Zaciekawiła mnie, bo przyznam się, że do tej pory jakoś nie wpadło mi w rękę nic o Wietnamie. Świetnym dodatkiem są ciekawe, kolorowe zdjęcia z pobytu w tym kraju. Idealnie wpasowuje się w literaturę podróżnicza. Polecam wszystkim miłośnikom dalekich podróży.
Bardzo lubię literaturę podróżniczą. A do sięgnięcia po książkę Andrzeja Mellera skłoniło mnie pytanie, które zadałam sama sobie – co tak naprawdę wiem o Wietnamie?
Wietnam, Socjalistyczna Republika Wietnamu − państwo w Azji Południowo-Wschodniej, położone na Półwyspie Indochińskim i graniczące z Chińską Republiką Ludową, Laosem i Kambodżą. Posiadając liczbę ludności ponad...
Średnia, przedstawia Wietnam z konkretnego punktu widzenia co jest zarówno zaletą jak i wadą, przeczytalam ja przed przyjazdem do Wietnamu i dowiedziałam się z niej o wiele mniej niż bym chciała
Średnia, przedstawia Wietnam z konkretnego punktu widzenia co jest zarówno zaletą jak i wadą, przeczytalam ja przed przyjazdem do Wietnamu i dowiedziałam się z niej o wiele mniej niż bym chciała
W książce Andrzeja Mellera nie przeczytamy, jak Wietnam wyglądał kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu z relacji napotkanych Wietnamczyków, ostatecznie osobników kulturowo i społecznie przynależących do kraju od dziesiątek lat. Autor bardziej polega na opinii przybyszów, z którymi łatwo wchodzi w interakcje, a którzy najczęściej widzą otoczenie przez pryzmat swojego zajęcia bądź sytuacji jaka zmusiła ich do opuszczenia rodzimego kraju. Stąd też o kwestiach historycznych, przeobrażeniach podzielonego kraju, działaniach wojennych i ogólnej sytuacji geopolitycznej dowiemy się z ust samego Andrzeja Mellera, jako dziennikarza, korespondenta wojennego. Dlatego całość jest przeplatana wstawkami z kart historii Wietnamu opowiadanymi przez człowieka Zachodu, a ciekawiej byłoby poznać zdanie autochtonów, zmierzyć się z ich spojrzeniem, odczuciami, choćby były one podyktowane propagandom wylewająca się z wietnamskich mediów.
W książce Andrzeja Mellera nie przeczytamy, jak Wietnam wyglądał kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu z relacji napotkanych Wietnamczyków, ostatecznie osobników kulturowo i społecznie przynależących do kraju od dziesiątek lat. Autor bardziej polega na opinii przybyszów, z którymi łatwo wchodzi w interakcje, a którzy najczęściej widzą otoczenie przez pryzmat swojego...
Z Wietnamu wróciłem ponad rok temu. Niestety muszę przyznać, że ,,Czołem. Nie ma hien" to pozycja dosyć przeciętna. Jak dla mnie trochę za mało tego Wietnamu w książce o Wietnamie. Wydaje mi się, że na to, jak postrzega się dany kraj bardzo duży wpływ mają osoby, którymi się otacza, z którymi się obcuje itp. I tutaj na doświadczenia pana Mellera wpływały osoby, nierzadko balansujące na granicy bardzo specyficznego światka - lekkomyślni surferzy, miłośnicy marihuany, mikro przedsiębiorcy. O ile może to w jakimś stopniu oddawać specyfikę Mui Ne, o tyle zabrakło wiele, aby ta książka nie zniekształcała obrazu Wietnamu. A może to ja mam ten obraz zniekształcowy? I tu jest właśnie ta pułapka.
Z Wietnamu wróciłem ponad rok temu. Niestety muszę przyznać, że ,,Czołem. Nie ma hien" to pozycja dosyć przeciętna. Jak dla mnie trochę za mało tego Wietnamu w książce o Wietnamie. Wydaje mi się, że na to, jak postrzega się dany kraj bardzo duży wpływ mają osoby, którymi się otacza, z którymi się obcuje itp. I tutaj na doświadczenia pana Mellera wpływały osoby, nierzadko...
Miło było poczuć wszystkimi zmysłami wietnamski patchwork „pozszywany” przez Pana Andrzzeja Mellera. Najpierw doświadczamy poranku w Wietnamie:
„Azjatycki poranek zaczyna się znacznie wcześniej niż europejski, bo potem zrobi się upał nie do wytrzymania lub spadnie deszcz i będzie lać przez parę godzin. Należy więc skorzystać z dobrodziejstwa chłodu suchego nieba. Na prowincji też czuć ten pęd do wykorzystania początku dnia, ale jednak tam życie toczy się bardziej leniwie. W mieście, zwłaszcza takim jak Sajgon, trzeba gnać do celu. Jeżeli się go ma”.
Zaskakuje Da Lat, „mały Paryż”, którego infrastruktura „zmienia miasto w coś na kształt wietnamskiego Disneylandu na miarę komunistycznych możliwości”. Jednocześnie miasto to może być kojarzone z Festiwalem Kwiatów, koleją linową, Doliną Miłości, Jeziorem Westchnień czy wodospadami Słonia i Tygrysa.
Poznajemy Też Tomasza Tokarza z Nysy (Tommy Bachata) – mistrza deski, znanego nie tylko wśród surferów, właściciela kultowego barku i nauczyciela tańca. Później Jeffa, kręgarza z Massachusetts, który w ramach zadośćuczynienia (za czasy wojenne) i terapii zespołu stresu pourazowego wrócił do Wietnamu by leczyć „kręgosłupy Wietnamczykom wiecznie zgiętym przy sieciach i na polach ryżowych”. A w końcu postać oraz dokonania Kazimierza Kwatkowskiego – pochodzącego z Lublina architekta i konserwatora.
Odkrywamy zwyczaje noworoczne, obrzędy religijne, tradycyjne wierzenia i przesądy, a także smaki wietnamskiej kuchni. Trudno nie doświadczyć namacalnych i duchowych pozostałości wojny. Miała miejsce pół wieku temu, a jej konsekwencje będą widoczne jeszcze przez wiele lat.
To, co najbardziej jest dla mnie widoczne, a jednocześnie najcenniejsze w patchworkowej opowieści o Wietnamie, to szacunek Autora dla mieszkańców tego kraju.
Miło było poczuć wszystkimi zmysłami wietnamski patchwork „pozszywany” przez Pana Andrzzeja Mellera. Najpierw doświadczamy poranku w Wietnamie:
„Azjatycki poranek zaczyna się znacznie wcześniej niż europejski, bo potem zrobi się upał nie do wytrzymania lub spadnie deszcz i będzie lać przez parę godzin. Należy więc skorzystać z dobrodziejstwa chłodu suchego nieba. Na...
W ciekawy sposób przedstawione losy różnych ludzi mieszkających w Wietnamie, oraz przybliżenie historii samego kraju. Są jednak rozdziały, które trochę się nużą i najlepiej było by je pominąć...
W ciekawy sposób przedstawione losy różnych ludzi mieszkających w Wietnamie, oraz przybliżenie historii samego kraju. Są jednak rozdziały, które trochę się nużą i najlepiej było by je pominąć...
„Spoglądam na ziemię i zastanawiam się, jak opisać ten wietnamski patchwork.”
Z takimi myślami bił się autor, lądując w kwietniu 2013 roku w mieście Ho Chi Minh, wątpiąc w swoje możliwości i zdolności. Zupełnie niepotrzebnie. Był przecież reporterem i dziennikarzem z dorobkiem, więc przelewanie myśli na papier nie było dla niego „novum”. Do tego podróżnikiem, często lądującym w bardzo niebezpiecznych, z licznymi konfliktami wojennymi, miejscach. A to ochroniło go przed popadnięciem w skrajności w odbiorze nieznanej, otaczającej go rzeczywistości. Wyposażony w różne doświadczenia mógł odwoływać się do kontekstów i porównań nawiązujących do innych podróży, uzupełniając obraz Wietnamu. Co zresztą czynił. Nie bał się używać przy tym języka kolokwialnego, zwłaszcza w tych momentach, które wymagały natychmiastowej, błyskawicznej reakcji, a słownictwo było tego napięcia wyrazem. Zdarzały się więc i takie zdania oddające grozę wydarzeń niemalże sensacyjno-kryminalnych – „Dobiegamy do parkingu, odpalamy motory i spierdalamy na pełnej piździe”. W końcu autorem był mężczyzna niepokorny, który potrafił być bardzo asertywny i czuły na punkcie cwaniactwa, korupcji i podbijanych cen. Ale te mocne i przykre akcenty nie przesłaniały piękna poznawanego kraju. Wręcz podkreślał – „Nie chcę zapamiętać Wietnamu źle przez takie pojedyncze wredne osobniki, które psują obraz fantastycznego kraju”. Ale najbardziej ucieszyłam się z mapki umieszczonej na wewnętrznej stronie tytułowej okładki. Mogłam razem z autorem wędrować osobistymi szlakami po kraju do najciekawszych jego miejsc. Niekoniecznie znanych, ale na pewno mniej znanych lub, jak głosi podtytuł książki, nieznanych zupełnie. Dla mnie, oprócz znajomości komunistycznego ustroju i echa wojny amerykańsko-wietnamskiej, w całości nowych. Wszystko w tej opowieści było dla mnie odkryciem.
Nietypowym również w przekazie.
Tutaj, w odróżnieniu od wcześniej czytanych opowieści podróżniczych, kraj poznawałam przede wszystkim poprzez opowieści ludzi z otoczenia autora. Osób, z którymi mieszkał, które poznawał, zaprzyjaźniał się lub stykał się w swoich wypadach w głąb kraju, bo zależało mu, „żeby zobaczyć prawdziwy, prowincjonalny Wietnam omijany przez backpackerów wiedzionych za rękę przez przewodnik Lonely Planet”. To pogmatwane, pokręcone, trudne i zdeterminowane przez ustrój, a przez to przeciekawe, losy Wietnamczyków i ludności napływowej opowiadały o kraju, w którym przyszło im się toczyć do końca życia lub przez jakiś czas. Miłośników sportów wodnych, a wśród nich polskich nomadów kajta. Autor nie zapomniał i o innych akcentach polonijnych napotykanych w podróży, a które zjednały nam przychylność Wietnamczyków. Obcokrajowców wybierających Wietnam na szczęśliwe, leniwe, wygodne życie. Turystów zaglądających do niego dla wypoczynku, z których najliczniejszymi byli Rosjanie, a których język stał się bardziej komunikacyjnym niż angielski. Czy biznesmenów bezproblemowo rozwijających dochodowe interesy.
Raj dla autsajderów!
Dokładnie tak chciałoby się krzyknąć, by zaraz zadać pytanie – a gdzie ten opresyjny komunizm? Właściwie w początkowych rozdziałach nie było o nim mowy, dając ułudę raju. Autor odkrywał go powoli w miarę zdobywania zaufania poznawanych ludzi, opisując skutki społeczne i jednostkowe, których przedstawiciele mówili o sobie – „Na wojnę zmarnowałem młodość. Na więzienie i kołchoz wiek średni”. I chociaż każdy rozdział tętnił gwarem wielu osób, to z tego pozornego chaosu zawsze wyłaniał się temat przewodni, odmienny od poruszanych w pozostałych. Jego zapowiedzią było motto umieszczane pod tytułem rozdziału. Najbardziej spodobało mi się to: "Ludzie mówią, że czas mija. Czas mówi, że to ludzie mijają." W ten sposób przedstawił różnorodność Wietnamu od strony każdej dziedziny życia – zwykłej egzystencji w mieście i na wsi, obyczajów, języka, którego krótkie zasady wymowy i ortografii umieścił na końcu książki, wierzeń, kulinariów, którego zapachy unosiły się niemal nad każdą stroną opowieści z glutaminianem sodu jako powszechną „przyprawą” w roli głównej, ubioru, mniejszości narodowych i religijnych, szeroko pojętej kultury, przestępczości, rozrywek (również tych nielegalnych), kształcenia i wychowania, z którego najbardziej spodobała mi się powszechna praktyka wspólnych wyjść dziadków z wnukami do księgarń, by, usiadłszy pod regałami, poczytać książki i pooglądać albumy i komiksy. Marzą mi się takie zwyczaje w Polsce.
Ale, ale!
W miarę poznawania Wietnamu poprzez życie jego mieszkańców, powoli ulatniał się obraz beztroskiego raju. Zaczęły pojawiać się tematy trudniejsze – handel dziećmi, prostytucja, korupcja, opresje komunistów wobec opozycji, wszechobecna indoktrynacja, by w ostatnich rozdziałach pokazać temat najbardziej bolesny – wojny amerykańsko-wietnamskiej i wojen indochińskich, których skutki widać na ulicach do dzisiaj w postaci powykręcanych przez chorobę „dzieci Agenta Orange” – skutek użycia broni chemicznej przez US Army. To w tej części wyłuskałam pozycję konieczną do przeczytania wietnamskiego autora Bao Ninha „Smutek wojny”, kiedy autor opowiadał o niej podczas zwiedzania kilometrów podziemnych tuneli wydrążonych dla ochrony przed bombami partyzantów i miejscowej ludności. Autor tą tematyką nie chciał wprowadzać mnie w smutne rejony historii Wietnamu i depresyjny klimat wojny. Przede wszystkim chciał uzmysłowić mi „wyjątkowo silny charakter, pomysłowość i pracowitość narodu, wśród których” żył prawie trzy lata.
Faktycznie to barwny, różnorodny kraj o skomplikowanej i trudnej przeszłości.
Ale przez pokazanie go poprzez ludzkie, konkretne historie, jakby mnie obcy, bardziej zrozumiały, bo po prostu ludzki z jego szczęśliwościami, problemami i smutkami. W tym wymiarze tak podobnych do nas samych. Całości opowieści dopełniały wkładki z licznymi zdjęciami.
A skąd ten niczego niemówiący tytuł reportaży? Przecież w Wietnamie nie ma hien! Odkrywanie tej humorystycznej zagadki pozostawiam innym czytelnikom.
Bo i humoru w tej opowieści również sporo!
http://naostrzuksiazki.pl/
„Spoglądam na ziemię i zastanawiam się, jak opisać ten wietnamski patchwork.”
Z takimi myślami bił się autor, lądując w kwietniu 2013 roku w mieście Ho Chi Minh, wątpiąc w swoje możliwości i zdolności. Zupełnie niepotrzebnie. Był przecież reporterem i dziennikarzem z dorobkiem, więc przelewanie myśli na papier nie było dla niego „novum”. Do tego podróżnikiem, często...
Po książkę sięgnęłam zainteresowana Wietnamem i nie rozczarowałam się. Autor "oprowadza" czytelnika po kraju od południa na północ zarówno poprzez turystyczne atrakcje jak i mniej znane miejsca na mapie Wietnamu. Przytacza historie poznanych ludzi jednak nie są one przytłaczające. Opowiada także o własnych doświadczeniach, zmaganiach z wietnamskimi drogami, językiem, ludźmi. Historie czasem zabawne, a czasem wprowadzające zadumę nad historią i obecnym światem konsumpcjonizmu. Polecam.
Po książkę sięgnęłam zainteresowana Wietnamem i nie rozczarowałam się. Autor "oprowadza" czytelnika po kraju od południa na północ zarówno poprzez turystyczne atrakcje jak i mniej znane miejsca na mapie Wietnamu. Przytacza historie poznanych ludzi jednak nie są one przytłaczające. Opowiada także o własnych doświadczeniach, zmaganiach z wietnamskimi drogami, językiem,...
Książka w stylu "pojechałem gdzieś daleko i teraz wam to opiszę". Niestety nie książka nie porywa. Co więcej męczy, a zapowiadała się lepiej. Szkoda.:(
Książka w stylu "pojechałem gdzieś daleko i teraz wam to opiszę". Niestety nie książka nie porywa. Co więcej męczy, a zapowiadała się lepiej. Szkoda.:(
Wietnam to miejsce postrzegane w Polsce bardzo różnie. Dla niektórych jest symbolem kraju trzeciego świata, innym kojarzy się z nie tak dawną wojną, a jeszcze innym z kurczakiem w panierce. Dla mnie to od dawna wymarzony cel podróży, gdzie w łatwy sposób można połączyć klimat Dalekiego Wschodu z wypoczynkiem na plaży i bogatym dziedzictwem kulturalnym. Kiedyś niedostępny, dziś na wyciągnięcie ręki. I myślę, że ta książka była ważnym etapem planowania wyprawy, którą odbędę, mam nadzieję, już niedługo.
Narratorem, głównym bohaterem i autorem tego wyjątkowego reportażu jest Polak, który wraz z partnerką postanowił zamieszkać w okolicach Sajgonu, kiedy ich portfele świeciły pustkami. Wybrał go trochę ze względu na niskie ceny, a trochę ze względu na specyficzną atmosferę. Co zastał? Nie tylko dobrych, pogodnych ludzi i tropikalne słońce, ale też propozycje taniego seksu na każdym kroku, ulewne monsunowe deszcze i miejscowych, którzy na kilometr wyczują naiwnego obcokrajowca i spróbują go oszukać. Andrzej Meller w dowcipny sposób pokazuje wiele różnych oblicz Wietnamu, jego piękne i brzydkie strony i ciekawostki, jakich próżno szukać w przewodniku.
Autor dysponuje lekkim piórem i fenomenalnym poczuciem humoru, a ponadto fakty kluczowe dla zrozumienia specyfiki Wietnamu objaśnia w zrozumiały i ciekawy sposób. Myślę, że chętnie posłuchałabym jeszcze wielu innych jego opowieści o podróżach i że nie raz pękałabym przy nich ze śmiechu albo drżała ze strachu, a takie wrażenie miałam po raz pierwszy, czytając tego typu książkę. W ogóle nie przeszkadza mi to, że w niektórych rozdziałach Meller skupia się na losach ekspatów z różnych stron świata. Opisuje ich przez pryzmat miejscowej kultury i pokazuje, że takie jednostki też stają się po jakimś czasie ważną częścią społeczności. Poza tym, proporcje są naprawdę dobrze wyważone - czytelnik dostaje zarówno porywający opis największych atrakcji turystycznych, zabawne anegdoty z życia statystycznego Wietnamczyka, rzetelne informacje dotyczące historii i współczesnej sytuacji Wietnamu, dużo wskazówek, co zjeść na miejscu i dodatek w postaci Europejczyków i Amerykanów, którzy postanowili tam zarzucić kotwicę. Widać też, że dwa i pół roku wystarczyły Autorowi, żeby zżyć się z tym krajem cuchnącym rybnym sosem.
Jaki jest mój wniosek? Jadę. Zapewne dam się oszukać miejscowym, nie raz będę marszczyć nos i przerazi mnie ruch uliczny wykraczający poza prawa logiki i fizyki. Może jedynie zastanowię się, czy wypożyczenie samochodu, żeby przejechać trasę z Sajgonu do Hanoi to na pewno dobry pomysł. Ale Wietnam nieznany nie zniechęcił mnie ani trochę do samej podróży.
Wietnam to miejsce postrzegane w Polsce bardzo różnie. Dla niektórych jest symbolem kraju trzeciego świata, innym kojarzy się z nie tak dawną wojną, a jeszcze innym z kurczakiem w panierce. Dla mnie to od dawna wymarzony cel podróży, gdzie w łatwy sposób można połączyć klimat Dalekiego Wschodu z wypoczynkiem na plaży i bogatym dziedzictwem kulturalnym. Kiedyś niedostępny,...
Ostatnio nie miałam szczęścia do książek o tematyce azjatyckiej, więc do tego skądinąd dużego tomu podeszłam raczej sceptycznie, nastawiona raczej na nudnawe dłużyzny i płytkie refleksje o odmienności kulturowej. A tu proszę - zaskoczenie. I to zaskoczenie od pierwszej strony.
Jest wartko, barwnie, miejscami - dosłownie i w przenośni - wręcz krwisto, a opis codzienności Mellera i jego żony w wietnamskim raju trzyma w napięciu. Naprawdę, nie przesadzam: wyprawa na targ po jedzenie, wyprawa na obiad do przydrożnego "lokalu", nauka wietnamskiego, kolejne przeprowadzki i wycieczki - to wszystko okraszone jest taką ilością szczegółów "lokalnego kolorytu", że niemal czuć zapach przypraw i słychać szum palm.
I żeby nie było: Meller to nie pierwszy lepszy backpacker, który daje się omamić białemu piaskowi i lazurowej wodzie. Autor w swojej opowieści poświęca sporo miejsca realiom życia w - było nie było - komunistycznym kraju, począwszy od zalewu wszelkiej maści rosyjskich przedstawicieli półświatka, reminiscencjom wojennym i związaną z nimi traumą, przez skorumpowaną policję, handel narkotykami i wreszcie, jak się zdaje, wszechobecną tendencję do okradania i oszukiwania przybyszów z Zachodu.
Ku mojemu dużemu zdziwieniu nawet język autora pasuje do charakteru tej opowieści. Te zdarzające się wulgaryzmy, ten bezpretensjonalny, trochę sensacyjny, a trochę gawędziarski styl stanowi zaskakujące dopełnienie tej ciekawej opowieści o latach spędzonych w Wietnamie.
Wiele wskazuje na to, że "Czołem, czołem, nie ma hien" jest najlepszą polską książką o Wietnamie.
Ostatnio nie miałam szczęścia do książek o tematyce azjatyckiej, więc do tego skądinąd dużego tomu podeszłam raczej sceptycznie, nastawiona raczej na nudnawe dłużyzny i płytkie refleksje o odmienności kulturowej. A tu proszę - zaskoczenie. I to zaskoczenie od pierwszej strony.
Jest wartko, barwnie, miejscami - dosłownie i w przenośni - wręcz krwisto, a opis codzienności...
A mnie się książka podobała.
Zapoznałam się wcześniej z opiniami o książce, które nie były zbyt pochlebne, ale z braku lepszych współczesnych pozycji o Wietnamie zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, czego absolutnie nie żałuje.
Autor mieszkał kilka lat w południowej części Wietnamu i opisuje swoje doświadczenia związane z mieszkańcami tego kraju. Oczywiście, jako typowy ekspat, ma do czynienia głównie z innymi obcokrajowcami, dlatego jego historie uwzględniają głównie doświadczenia obcokrajowcami z Wietnamczykami, a nie do końca tłumaczą sposobu myślenia czy zachowań samych Wietnamczyków. Mimo wszystko uważam książkę za bardzo informatywną, a pomiędzy wersami można dowiedzieć się mnóstwo o typowych zachowaniach spotykanych w Wietnamie, oraz dużo o interesujących miejscach. Wszystko poprzeplatane ciekawymi opowieściami, które bardzo gładko się czyta. Mnie osobiście bardzo podobał się styl pisania autora, "na luzaka", czułam się jakby znajomy opowiadał mi o ciekawym kraju przy spotkaniu na piwie. Myślę zresztą, że sama zresztą wybrałabym się na piwo z autorem.
Polecam przed wyjazdem do Wietnamu, można się bardzo dużo dowiedzieć o kraju.
A mnie się książka podobała.
Zapoznałam się wcześniej z opiniami o książce, które nie były zbyt pochlebne, ale z braku lepszych współczesnych pozycji o Wietnamie zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, czego absolutnie nie żałuje.
Autor mieszkał kilka lat w południowej części Wietnamu i opisuje swoje doświadczenia związane z mieszkańcami tego kraju. Oczywiście,...
Bardzo dobra książka - czytelnik otrzymuje idealnie wyważoną ilość informacji o życiu codziennym w Wietnamie, polityce i ustroju tego państwa, obyczajach, a także emigrantach z Europy, Azji, czy Ameryk, którzy tam żyją. Ponadto na stronach przewija się trochę historii Wietnamu, dzięki czemu łatwiej jest zrozumieć zagadnienia dotyczące kolonizacji tego kraju przez Francuzów, a przez to także wojen indochińskich, jak i popularnej wojny wietnamskiej.
Po prostu w tej książce mamy wszystkie podstawowe informacje, potrzebne na początek bliższej znajomości z Wietnamem.
PS: A tak ode mnie muszę przyznać, że uśmiałam się przy historiach związanych z językiem wietnamskim, który jest językiem tonalnym. Chyba najgorzej jest właśnie, gdy myślisz, że wypowiadasz proste słowo, a w rzeczywistości inaczej zaakcentowane oznacza coś złego, niekulturalnego, a człowiek nie ma pojęcia, że właśnie kogoś obraża :D
Bardzo dobra książka - czytelnik otrzymuje idealnie wyważoną ilość informacji o życiu codziennym w Wietnamie, polityce i ustroju tego państwa, obyczajach, a także emigrantach z Europy, Azji, czy Ameryk, którzy tam żyją. Ponadto na stronach przewija się trochę historii Wietnamu, dzięki czemu łatwiej jest zrozumieć zagadnienia dotyczące kolonizacji tego kraju przez Francuzów,...
Okazało się, że niewiele wiem o Wietnamie, nie to, że uważałam się za speca w tym temacie. Lektura książki jednak w pewien sposób mnie zaskoczyła. Mam nadzieje, że jest to Wietnam jakiego nie poznam, pełen degrengolady, alkoholu i prostytucji.
Okazało się, że niewiele wiem o Wietnamie, nie to, że uważałam się za speca w tym temacie. Lektura książki jednak w pewien sposób mnie zaskoczyła. Mam nadzieje, że jest to Wietnam jakiego nie poznam, pełen degrengolady, alkoholu i prostytucji.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony, książka jest dobrze napisana, przyjemnie się ją czyta, w głowie zostaje sporo wiedzy - czy raczej ciekawostek; a to trochę o historii Wietnamu, a to o ludziach, trochę o kuchni i pogodzie - nie jest to pogłębiona analiza, ale to raczej plus dla kogoś, kto szybko i łatwo chce się czegoś dowiedzieć o tym kraju. Minusem, jak dla mnie, jest osoba narratora/bohatera, który działa mi na nerwy. Po pierwsze: pisaniem niepotrzebnym rzeczy o sobie (co kogo, oprócz jego narzeczonej, obchodzi, że gdy odbywał kurs medytacji to ustalili, że długie spojrzenie oznacza "kocham cię"?), po drugie, udawaną - na moje oko - pruderią (och, jak go i narzeczoną oburzyło, gdy okazało się, że w salonie, gdzie Ela robi sobie paznokcie, oferują również masaż erotyczny - takie oburzenie mógłby odczuwać mieszkaniec prowincjonalnego miasteczka, który nigdy nie wyjechał poza granice swojego województwa, a nie obieżyświat i korespondent wojenny). Po trzecie wreszcie, pan Meller zdaje się Wietnamczyków i Wietnamu nie lubić (między wierszami można zresztą wyczytać, że znalazł się tam głównie na skutek problemów finansowych). A to kraj i ludzie, których da się pokochać. I tak pan Meller na przykład dość często ściąga na siebie kłopoty - na przykład wtedy, gdy zamiast dwóch złotych na polskie za kawę policzyli mu z siedem (a o cenę nie spytał wcześniej), więc wykrzykuje Wietnamczykom, że są oszustami, aż puszczają im nerwy i musi, z narzeczoną, uciekać. Sytuacja finansowa pana Mellera, czytamy na końcu książki, uległa poprawie i razem z narzeczoną mógł Wietnam opuścić. Dobrze dla pana Mellera, a dla Wietnamu mała szkoda.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony, książka jest dobrze napisana, przyjemnie się ją czyta, w głowie zostaje sporo wiedzy - czy raczej ciekawostek; a to trochę o historii Wietnamu, a to o ludziach, trochę o kuchni i pogodzie - nie jest to pogłębiona analiza, ale to raczej plus dla kogoś, kto szybko i łatwo chce się czegoś dowiedzieć o tym kraju. Minusem, jak dla mnie,...
Bardzo nierówna książka Andrzeja Mellera o jego życiu w Wietnamie. Trochę tu reportażu, trochę książki podróżniczej, a i fragmenty historyczne się znajdą. Ciekawsze momenty zostały przeplecione z 'zapchaj rozdziałami' niemalże przepisanymi z encyklepedii.
Mimo wszystko nie spisałam jej na straty i dosyć chętnie jeździłam motorem po stronach książki z autorem.
Bardzo nierówna książka Andrzeja Mellera o jego życiu w Wietnamie. Trochę tu reportażu, trochę książki podróżniczej, a i fragmenty historyczne się znajdą. Ciekawsze momenty zostały przeplecione z 'zapchaj rozdziałami' niemalże przepisanymi z encyklepedii.
Mimo wszystko nie spisałam jej na straty i dosyć chętnie jeździłam motorem po stronach książki z autorem.
Książkę zabrałem ze sobą w podróż do Wietnamu, by lepiej zrozumieć kraj, który przemierzam i by na co dzień konfrontować własne wrażenia z obserwacjami kogoś, kto spędził w Wietnamie kilka lat.
Niestety jako towarzysz podróży książka sprawdziła się średnio. Nie, nie dlatego, że przy swoich 400 stronach stanowiła spore obciążenie plecaka. Kłopotem okazała się dosyć uboga jak na autora tak długo żyjącego w Wietnamie treść opowieści. A. Meller wypełnia karty książki głównie historiami postaci, które jak on i jego żona przybyły do Wietnamu z różnych zakątków globu: Rosji, USA, Francji, Ukrainy, Australii czy Polski i osiadły – często w związkach z wietnamskimi partnerami – w osadach turystycznych na południowym wybrzeżu kraju.
To nie są postaci tuzinkowe – każda z nich ma ciekawy życiorys i interesujące motywacje wyboru Wietnamu jako miejsca życia. Jednak spodziewałem się więcej dowiedzieć o samym Wietnamie i Wietnamczykach, niż o europejskich „rozbitkach” i „uciekinierach”, którzy tu wylądowali i wiodą życie gdzieś na przecięciu dróg turystów i miejscowych. Powtarzające się rozmowy z kilkoma wietnamskimi sąsiadami autora również nie zaspokajają głodu informacji o tym fascynującym i zróżnicowanym kraju.
Meller wprawdzie zabiera nas także na wycieczki poza miejsce zamieszkania – na płaskowyż w środkowej części kraju (Da Lat), do Sajgonu, w Deltę Mekongu czy do Hanoi. Jednak te rozdziały nie dają wiele więcej informacji czy wrażeń niż to, co można znaleźć w części „kontekstowej” każdego lepszego przewodnika typu Rough Guide czy Footprint. Nawet ciekawe wątki – związane ze współczesną polityką w kraju czy kwestiami etnicznymi (Wietnam jest bardzo silnie zróżnicowany etnicznie i religijnie) są potraktowane dosyć powierzchownie.
Jest jeszcze jedna rzecz, która drażni w trakcie lektury. A. Meller ma styl „walącego prosto z mostu” reportera-zabijaki, który lubi opowieści z podróży doprawić a to przekleństwem, a to pikantnymi wątkami nt. życia prostytutek w Wietnamie, a to opisami bójek i awantur. Można spojrzeć na to różnie. Z jednej strony, to ubarwia opowieść, nadaje jej klimat osobistej relacji z przygód globtrotera, przez co książkę czyta się szybko i lekko. Ale niestety po przeczytaniu całości budzi się we mnie podejrzenie, że to także sposób maskowania dość tanimi chwytami braku istotniejszych treści czy mocnego reporterskiego i literackiego warsztatu.
Bez poczucia zmarnowanego czasu, ale i bez cienia żalu zostawiłem w przeddzień wylotu przeczytany egzemplarz w hostelowym pokoiku w Hanoi. Może trafi w ręce kogoś z Polski, komu bardziej przypadnie do gustu.
Książkę zabrałem ze sobą w podróż do Wietnamu, by lepiej zrozumieć kraj, który przemierzam i by na co dzień konfrontować własne wrażenia z obserwacjami kogoś, kto spędził w Wietnamie kilka lat.
Niestety jako towarzysz podróży książka sprawdziła się średnio. Nie, nie dlatego, że przy swoich 400 stronach stanowiła spore obciążenie plecaka. Kłopotem okazała się dosyć uboga jak...
Czytanie tej pozycji książkowej to jak przedzieranie się Amerykanów przez wietnamską dżunglę w czasie wojny. Ciężko było a i tak bez sukcesu. Jednym słowem - nie porwała mnie ta opowieść. Nie przypadł mi do gustu styl. Jakieś takie chaotyczne to było,jakby napisane momentami na kolanie. Jeszcze bym zrozumiał gdyby to była typowa powieść drogi, coś jakby pamiętnik - no to faktycznie, piszemy chaotycznie, w emocjach po danym dniu. Tutaj każdy akapit to były dla mnie kolejne "krzaki" do przejścia. Chociaż trafiały się nawet całkiem nieźle napisane "polanki" tekstowe, które czytałem z zaciekawieniem i przyjemnością ale niewiele tego było.
Muszę jednak przyznać, że można sobie wyrobić jako takie zdanie o współczesnym Wietnamie i Wietnamczykach po przeczytaniu całości, poznać trochę lokalnych ciekawostek ale są one poukrywane w tekście jak partyzanci Vietkongu. Bo same przygody autora jakoś mnie nie wciągały.
Czytanie tej pozycji książkowej to jak przedzieranie się Amerykanów przez wietnamską dżunglę w czasie wojny. Ciężko było a i tak bez sukcesu. Jednym słowem - nie porwała mnie ta opowieść. Nie przypadł mi do gustu styl. Jakieś takie chaotyczne to było,jakby napisane momentami na kolanie. Jeszcze bym zrozumiał gdyby to była typowa powieść drogi, coś jakby pamiętnik - no to...
Przyjemnie się czyta, ale niewiele informacji o samym Wietnamie. Ciekawe historie.
Przyjemnie się czyta, ale niewiele informacji o samym Wietnamie. Ciekawe historie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa zbieranina wietnamskich opowieści aczkolwiek bucowatość i poczucie wyższości autora w połowie książki zaczynała mnie męczyć.
Ciekawa zbieranina wietnamskich opowieści aczkolwiek bucowatość i poczucie wyższości autora w połowie książki zaczynała mnie męczyć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to20 stron, tyle udało mi się przebrnąć.
W życiu nie spotkałem się z książką podróżniczą, gdzie autor przede wszystkim skupia się na JA JA JA, jak gdyby Wietnam miał być tylko tłem tej przygody. Język jakim operuje Pan Meller to poziom YTobowych "podróżników" jakich mamy teraz na pęczki, dodając do tego niewybredne wrzutki typu "wypieprzyć budzik przez okno" polecałbym książkę bardziej miłośnikom podróży z TikToka niż rzeczywistych poszukiwaczy podróżniczych doznań.
Szerze odradzam. Szkoda czasu i pieniędzy by wspierać "podróżnika" z wybujałym ego.
20 stron, tyle udało mi się przebrnąć.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW życiu nie spotkałem się z książką podróżniczą, gdzie autor przede wszystkim skupia się na JA JA JA, jak gdyby Wietnam miał być tylko tłem tej przygody. Język jakim operuje Pan Meller to poziom YTobowych "podróżników" jakich mamy teraz na pęczki, dodając do tego niewybredne wrzutki typu "wypieprzyć budzik przez okno" polecałbym...
Jedyna książka, którą zabrałam ze sobą w podróż do Wietnamu, co było – jak się okazało niestety już na miejscu – głupim pomysłem. Zważywszy, że leciałam tam wyłącznie z bagażem podręcznym, wybierając lekturę, nie powinnam była poprzestawać na okładkowym opisie, obiecującym pasjonującą opowieść o „Wietnamie nieznanym”. W efekcie targałam przez ponad dwa tygodnie na plecach ciężką cegłę, która już po pierwszym rozdziale wkurzyła mnie tak bardzo, że tylko wzgląd na dobro planety sprawił, że nie spuściłam jej z nurtem Rzeki Czerwonej.
Całość przeczytałam po powrocie do Polski (skoro już to przetargałam przez pół świata, to przeczytam…). Odbiór trochę się poprawił, jednak nadal nie uważam, aby była to pozycja dzięki której człowiek, który nie ma pojęcia o Wietnamie, a jednak tam jedzie, jakkolwiek się ubogacił. Czemu? Wyłożę to w punktach.
1. Rzeczywistość, którą opisuje Meller to rzeczywistość sprzed około dziesięciu lat. W Europie to sporo, w Azji, a zwłaszcza w Wietnamie to kosmicznie dużo. Zarówno jeśli chodzi o ichnią inflację, jak i całą resztę. Wietnam naprawdę się rozwija, pod każdym względem.
2. Meller, jak to Meller, lubi Mellera. Dużo go w tej książce, oj dużo. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet więcej niż Wietnamu. Czujcie się ostrzeżeni.
3. Wietnam opisywany w tej książce to w dużej mierze Wietnam ludzi, którzy przebywają tam nie dlatego, że postanowili się tam przeprowadzić na stałe, ale dlatego, że z jakichś przyczyn akurat ten kraj chwilowo (słowo „chwilowo” jest tu kluczowe) im pasuje. Bo jest tani, bo ma świetne warunki do uprawiania kitesurfingu, bo można tam otworzyć szkołę kitesurfingu, w której uczyć będą się głównie obcokrajowcy, którzy wybiorą ją dlatego, że Wietnam jest tani. I tak dalej, i tak dalej. Jeśli chcecie poczytać o Europejczykach, ewentualnie Amerykanach, którzy postanowili jakiś czas pomieszkać w Wietnamie, ta książka jest dla Was. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o Wietnamczykach, szukajcie dalej.
4. Autor uwielbia śmieszkować. Niestety jego poczucie humoru nie jest w najlepszym stylu i bywa podszyte pogardą. A to (nie raz, i nie dwa) przetłumaczy niedoskonałą angielszczyznę Wietnamczyków (nie ma to jak doskonała angielszczyzna Polaka w osobie Andrzeja Mellera, nieprawdaż) tak: „taksiówka? (…) tylko cidzieści dolalów! Dobla tlawka i tanie luchanko.” (zrywacie boki? Nie? Dziwne, naprawdę). A to użyje wobec niezbyt (zdaniem autora) urodziwej wietnamskiej kobiety określenia „paskuda” lub nazwie agresywnego, owszem, Wietnamczyka, „troglodytą”. Takie dowcipasy.
Czemu w to brnęłam? Pewnie dlatego, że współczesnej literatury w języku polskim o Wietnamie mamy tyle, co kot napłakał. Poza tym im w tę książkę dalej, tym lepiej. Więcej faktów, więcej historii i wietnamskich realiów, a mniej Mellera. Mając już jako takie pojęcie o tym kraju, byłam w stanie odsiać ziarna od plew i wyłapać smakowite kąski (a parę się ich w tej książce znalazło, przyznaję). Niewątpliwie jest to przede wszystkim opowieść o Wietnamie okiem Andrzeja Mellera – zatem głównie dla fanów tego ostatniego. Prawdy o życiu w tym kraju nie ma tam jakoś bardzo dużo, jednak coś tam można wyszperać. Na bezrybiu i rak ryba, mawiali.
Jedyna książka, którą zabrałam ze sobą w podróż do Wietnamu, co było – jak się okazało niestety już na miejscu – głupim pomysłem. Zważywszy, że leciałam tam wyłącznie z bagażem podręcznym, wybierając lekturę, nie powinnam była poprzestawać na okładkowym opisie, obiecującym pasjonującą opowieść o „Wietnamie nieznanym”. W efekcie targałam przez ponad dwa tygodnie na plecach...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam mieszane odczucia. Dla mnie dość chaotyczna. Mamy tu trochę historii, polityki, życia turysty który gościł tam kilka lat, parę faktów o kulturze (ale z góry mówię jest ich nie wiele).
Liczyłam na większą wiedzę odnośnie samej kultury.
Dla mnie była za mała różnorodność bohaterów obcokrajowców, nie wiem czy to przypadek, ale większość z nich to osoby w średnim wieku rozwodnicy z dość specyficznym podejściem do życia: „dziś jestem tu jutro kto wie”.
Nie podobały mi się drwiące komentarze np. o statusie materialnym pracownicy w małej fabryce sosu rybowego.
Długo zajęło mi przyzwyczajenie się do stylu autora.
Mam mieszane odczucia. Dla mnie dość chaotyczna. Mamy tu trochę historii, polityki, życia turysty który gościł tam kilka lat, parę faktów o kulturze (ale z góry mówię jest ich nie wiele).
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLiczyłam na większą wiedzę odnośnie samej kultury.
Dla mnie była za mała różnorodność bohaterów obcokrajowców, nie wiem czy to przypadek, ale większość z nich to osoby w średnim wieku...
Na fali reminiscencji niedawnego pobytu w Azji południowo-wschodniej sięgam po wydaną w 2016 roku temu książkę Andrzeja Mellera, który ze swoją żoną Eleonorą mieszkał w Wietnamie kilka lat. Zbiór opowieści z długiej podróży jest może troszkę zdezaktualizowany i niepozbawiony wad, ale to jedna z nielicznych pozycji na naszym rynku wydawniczym na temat kraju, który bardzo powoli wyrasta na sporą turystyczną atrakcję dla Polaków.
Książka jest niestety trochę nierówna, mam wrażenie, że jej druga część jest znacznie ciekawsza niż początek. Autor, jak dla mnie czasami za bardzo skupia się na opisach przygód z półświatkiem, różnych obyczajowych perypetii, czy odlotów napotkanych osób. Z drugiej strony są w niej zawarte zajmujące i wciągające relacje z takich miejsc, jak Sa Pa, Hoi An, My Son czy Hanoi, bardzo przystępna analiza specyficznego ustroju kraju, w którym komunistyczna ideologia przeplata się z kapitalizmem, krótka opowieść o historii Wietnamu z uwzględnieniem wojen indochińskich oraz opis obyczajów mieszkańców, które mogą być zaskakujące dla osób przybywających z innych zakątków globu.
Na fali reminiscencji niedawnego pobytu w Azji południowo-wschodniej sięgam po wydaną w 2016 roku temu książkę Andrzeja Mellera, który ze swoją żoną Eleonorą mieszkał w Wietnamie kilka lat. Zbiór opowieści z długiej podróży jest może troszkę zdezaktualizowany i niepozbawiony wad, ale to jedna z nielicznych pozycji na naszym rynku wydawniczym na temat kraju, który bardzo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZawsze, kiedy otwieram kolejną książkę wydaje mi się, że to już było. Z samolotu widać zachmurzone niebo, a po wyjściu bucha rozgrzanym powietrzem. Czytam dalej - może coś się pojawi za zakrętem i tym razem znajduję zdecydowanie szybko. Autor ma o czym pisać, świetnie poznany kraj i jego mieszkańcy, tradycje, kultura dnia codziennego, jego historia, która, choć mogłoby się wydawać nam znajoma, to okazuje się, że w trakcie lektury poznajemy ją od nowa. Inne, dokładne, humanitarne i szczególne zrozumienie Wietnamu autor opisuje w bardzo ciekawy sposób.
Powoli zdaję sobie sprawę, że w Wietnamie toczy się życie równoległe do tego fasadowego, komunistycznego ładu bez sacrum. Za billboardami z wujkiem Ho, defiladami w Dzień Zwycięstwa, zjazdami partii i policją polityczną tętni prawdziwe, tradycyjne życie kraju, pełne legend, bóstw, wróżb i duchów. Wietnamczycy mocno wierzą w duchy, tym bardziej też mocniej ufają znachorkom i wróżkom niż partyjnym kacykom. (str. 285)
Trudno się spodziewać, że Wietnam może okazać się aż tak ciekawy. Przejawy turystycznej atrakcyjności to jedno, a opowieści o ludziach i spojrzenie mieszkańców
to drugie.
Omijając na drodze rozlewiska oleju z milionów silników, obserwowałem smutne chłoporobotnicze slumsy. Zakład koło zakładu, remont przylepiony do remontu, stuletnie betoniarki, zdezelowane silniki i maszyny, złomowiska autobusów i radzieckich ciężarówek, lombardy pełne zastawionych skuterów i "masaże" - burdele dla ubogich poutykane w tym niebotycznym syfie. Wśród apokaliptycznej scenerii powalonych rdzą ogrodzeń stoiska z pieczoną kaczką, grillowaną kukurydzą, sokiem z trzciny cukrowej i bagietkami banh mi. Kapitalizm w komunizmie. (str. 153)
Książka napisana jednym tchnieniem i jednym oddechem, gdyby nie znaki interpunkcyjne byłaby monotonna. A jednak... Każda historia rozmówcy, każde dzieje rodziny i każda historia o wojnie oraz różnych czasach tego kraju nie pozwala odłożyć lektury na bok. Książka wciąga czytelnika, jak wzburzona woda Atlantyku na wysokości Trójkąta Bermudzkiego. Niesłychane, ile ludzie muszą przeżyć i jaka jest ich karma, przeznaczenie. Co ich spotkało, spotyka i co ich jeszcze czeka na drodze życiowej. Książka staje sie narzędziem, za pośrednictwem którego dowiadujemy się ile jest prawd i jaki dla społeczności regionalnych maja wymiar. Świetny autorski język, bogactwo słowa jest szczególną oraz edukacyjną zaletą tej profesjonalnej lektury.
Książka może stanowić pewnego rodzaju dokument. Tu i teraz, kiedyś
i w przyszłości, dokładność opisów i nielekceważenie szczegółów stanowi barwne podłoże
do opisania historii widzianej oczyma ludzi, którzy tam żyją.
Agata Kosmalska, Dookoła Świata
Zawsze, kiedy otwieram kolejną książkę wydaje mi się, że to już było. Z samolotu widać zachmurzone niebo, a po wyjściu bucha rozgrzanym powietrzem. Czytam dalej - może coś się pojawi za zakrętem i tym razem znajduję zdecydowanie szybko. Autor ma o czym pisać, świetnie poznany kraj i jego mieszkańcy, tradycje, kultura dnia codziennego, jego historia, która, choć mogłoby się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzołem, nie ma hien. Wietnam jakiego nie znacie - Andrzeja Mellera, to opis Wietnamu na podstawie subiektywnych przeżyć i przygód kraju, w którym mieszkał wraz z żoną Rosjanką.
Uważam, że każdy podróżnik przedstawia w większym lub mniejszym stopniu kraj, który zwiedzał, subiektywnie. Tylko naukowcy starają się przedstawić jakiś kraj z daleko posuniętym obiektywizmem. O ile mieszkali dłużej w danym kraju, nie da się uniknąć choćby odrobinę subiektywizmu.
Mimo wszystko z tej książki można dowiedzieć się, jak żyje się w Wietnamie, przypomnieć sobie wojne w Wietnamie
i znowu dojść do wniosku, że główną przyczyną wojen jest walka ZSRR o zachowanie ustroju komunistycznego, a przede wszystkim wpływy na światową politykę, a z drugiej strony o zachowanie ustroju kapitalistycznego i wpływy na świat walczą Stany Zjednoczone.
Te oba państwa robią to przy pomocy biedniejszych, słabo uzbrojonych krajów siejąc swoje,, wolnościowe hasła" i zarabiając na dostarczaniu broni. Niestety tak jest po dzień dzisiejszy, tylko nazwa jednego z państw jest inna.
O ile coś mnie denerwuje w tej książce, to to, że autor cytuje wypowiedzi niektórych Wietnamczyków stosując ,,dziecinny" język polski. Oznacza to dla mnie, że ci Wietnamczycy znają w mniejszym lub większym stopniu nasz język, tylko mają problem z wymową. Uważam, że wystarczyłoby napisać, że ta osoba stara się mówić po polsku, ale ma problem z wymową. Przez zastosowanie tego typu zmieniania języka, wypowiedź staje się infantylna i odnoszę wrażenie, że autor wyśmiewa się z tych ludzi i nie ma do nich szacunku. Może to źle interpretuję.
Tak, czy inaczej książkę przeczytałam z zainteresowaniem, bo właściwie dostałam ją w prezencie. Nie żałuję i polecam tę lekturę, a dla osób, które tak, jak ja pierwszy raz czytają książkę podróżniczą o Wietnamie polecam ją, ponieważ czyta się ją łatwo i czasami spotyka się tu opisy zabawnych przygód. Chociaż życie w Wietnamie do łatwych nie należy.
Czołem, nie ma hien. Wietnam jakiego nie znacie - Andrzeja Mellera, to opis Wietnamu na podstawie subiektywnych przeżyć i przygód kraju, w którym mieszkał wraz z żoną Rosjanką.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUważam, że każdy podróżnik przedstawia w większym lub mniejszym stopniu kraj, który zwiedzał, subiektywnie. Tylko naukowcy starają się przedstawić jakiś kraj z daleko posuniętym obiektywizmem. O ile...
Książka raczej nie udana.
Piszę z perspektywy osoby, która spędziła w Wietnamie ponad 3 lata. Największym minusem "Czołem, nie ma hien" to problemy ze spójnością:
- do mniej więcej 1/3 książki nie zostaje wytłumaczone, dlaczego autor żyje wśród rosyjskojęzycznej wspólnoty (powód: ze względu na żonę Rosjankę);
- jak (chyba) każdy wie, Wietnam jest krajem o bardzo ograniczonej wolności osobistej i z faktem tym autor prawie w ogóle się nie rozprawia;
- choć od paru lat Wietnam doświadcza potężny boom turystyczny według statystyk prawie 95% (sic!) podróżnych nie zamierza do Wietnamu wrócić... Autor nie oferuje zbyt wielu elementów pozwalających zrozumieć tak miażdżąco niski poziom satysfakcji turystów;
- Meller opisuje Wietnamczyków w sposób powierzchowny i odnoszę wrażenie, że po prostu zadowolił się lokalnym wydaniem sztucznego uśmiechu;
- na przestrzeni całej książki nie do końca wiadomo, czy jest to książka bardziej o autorze czy o Wietnamie.
Książka raczej nie udana.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiszę z perspektywy osoby, która spędziła w Wietnamie ponad 3 lata. Największym minusem "Czołem, nie ma hien" to problemy ze spójnością:
- do mniej więcej 1/3 książki nie zostaje wytłumaczone, dlaczego autor żyje wśród rosyjskojęzycznej wspólnoty (powód: ze względu na żonę Rosjankę);
- jak (chyba) każdy wie, Wietnam jest krajem o bardzo...
Książka złapała mnie na lep chwytliwego tytułu. Zabierając się za nią nie wiedziałem kto to jest Andrzej Meller, nie wiedziałem że był korespondentem wojennym oraz synem dawnego ministra spraw zagranicznych. To wszystko sobie sprawdziłem potem, jak już przekonałem się, że facet całkiem fajnie pisze a książka wciąga mnie coraz bardziej. To reportaż o Wietnamie, w którym spędził dwa i pół roku, w ramach większej wyprawy przez Azję. Przejechał go tam i z powrotem na trzydziestoletnim japońskim motocyklu, pomieszkując w małych mieszkankach i pokoikach i wcinając wietnamskie specjały sprzedawane na ulicznych straganach, ucząc się języka, przyswajając kulturę i obserwując życie Wietnamczyków.
Przypadł mi w tej książce do gustu prosty, momentami dosadny język i pisanie o takich zwyczajnych sprawach, co daje chyba całkiem realny obraz tego kraju, daleki od wyobrażeń z turystycznych folderów. To bardzo specyficzny kraj, zróżnicowany religijne i narodowościowo. Jak chyba większość na Dalekim Wschodzie z mojego punktu widzenia trochę fascynujący a trochę odstraszający. Szybko się rozwija, staje się turystycznym rajem ale wciąż tajna policja potrafi tam "zniknąć" człowieka, który ośmieli się skrytykować partię komunistyczną a turysta może tam zostać napadnięty i okradziony w biały dzień.
Spodobało mi się przedstawienie międzynarodowej "legii cudzoziemskiej" składającej się z przeróżnych luzaków, rozbitków życiowych, obieżyświatów, kitesurferów ściągających do Wietnamu w poszukiwaniu szczęścia, dobrych wiatrów i salonów masażu sami domyślcie się jakiego.
Ciekawa książka, taka, hmm... Niewysilona. Dużo ciekawych informacji, trochę refleksji, trochę humoru. Do tego sporo przemyconych informacji historycznych, co zawsze lubię.
Książka złapała mnie na lep chwytliwego tytułu. Zabierając się za nią nie wiedziałem kto to jest Andrzej Meller, nie wiedziałem że był korespondentem wojennym oraz synem dawnego ministra spraw zagranicznych. To wszystko sobie sprawdziłem potem, jak już przekonałem się, że facet całkiem fajnie pisze a książka wciąga mnie coraz bardziej. To reportaż o Wietnamie, w którym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa książka o "Wietnamie, jakiego nie znamy". Trochę stereotypowych rzeczy, które są „przestarzałe”.
Pisana z humorem.
Wietnam okiem europejczyka, historie napotkanych przez autora obcokrajowców tam mieszkających. Wietnam ich oczyma. Nie pokazuje obrazu współczesnego kraju.
Podróżnik nie znajdzie tu praktycznych porad co robić, a czego nie. To nie jest przewodnik po kraju, który ostatnimi czasy jest chętnie wybierany przez urlopowiczów. Pod tym kątem może rozczarowywać.
Ciekawa książka o "Wietnamie, jakiego nie znamy". Trochę stereotypowych rzeczy, które są „przestarzałe”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPisana z humorem.
Wietnam okiem europejczyka, historie napotkanych przez autora obcokrajowców tam mieszkających. Wietnam ich oczyma. Nie pokazuje obrazu współczesnego kraju.
Podróżnik nie znajdzie tu praktycznych porad co robić, a czego nie. To nie jest przewodnik po...
Bardzo lubię literaturę podróżniczą. A do sięgnięcia po książkę Andrzeja Mellera skłoniło mnie pytanie, które zadałam sama sobie – co tak naprawdę wiem o Wietnamie?
Wietnam, Socjalistyczna Republika Wietnamu − państwo w Azji Południowo-Wschodniej, położone na Półwyspie Indochińskim i graniczące z Chińską Republiką Ludową, Laosem i Kambodżą. Posiadając liczbę ludności ponad 90 mln jest piętnastym co do wielkości populacji państwem świata. Stolica Hanoi. Tyle mówi nam krótka informacja wyszukana w Google. Ale zapytajmy pierwszego lepszego Polaka co wie o wietnamskiej kulturze. Bo przecież w Polsce jest tyle Wietnamczyków. Chociaż prawda jest taka, że przeciętny Kowalski nie odróżni mieszkańca Wietnamu od Chińczyka czy Koreańczyka. Zresztą Azjaci również nie rozróżniają Europejczyków.
Andrzej Meller jest dziennikarzem-reportażystą, specjalizuje się w tematyce blisko- i środkowowschodniej. Stale współpracuje z "Tygodnikiem Powszechnym". W 2008 r. był korespondentem "TP" podczas wojny w Gruzji. Czyli w sumie jest tam, gdzie coś się dzieje.
W Wietnamie przez około dwa lata przebywał wraz ze swoją partnerką. Można by rzec, że od poszewki poznał zwyczaje i życie Wietnamczyków. Poznał zarówno te wszystkie jasne strony tego kraju, jak i ciemne. Ze śmiechem opowiada o drobnych machlojkach, dziwactwach ale też podziwia ogromny trud i pracę przy odbudowie kraju. Rysuje mam obraz życzliwych i otwartych ludzi, chociaż spotykał na swej drodze również cwaniaczków i złodziei. Był świadkiem niejednej bójki kończącej się śmiercią. Ale opisuje również tą drugą stronę. Mamy tu całkowitą samowolkę policji, jej brutalność. Srogi reżim każe każdego, kto choć słowem skrytykuje rządzących. Korupcja na porządku dziennym.
Czytając książkę cały czas miałam wrażenie jakbym siedziała z autorem przy kawie i słuchała jego opowieści. Nie mamy tu chronologicznej ciągłości. Meller skacze z tematu na temat, jakby opisywał to, co mu akurat się przypomniało. Ta opowieść toczy się spokojnie, leniwie. W jednym miejscu czytałam o perypetiach z współlokatorami, w innym mam kawałek historii a w jeszcze innym miejscu dziennikarz zachwyca się widokiem albo wdaje się w filozoficzne dysputy.
Książkę czytało się mi szybko. Zaciekawiła mnie, bo przyznam się, że do tej pory jakoś nie wpadło mi w rękę nic o Wietnamie. Świetnym dodatkiem są ciekawe, kolorowe zdjęcia z pobytu w tym kraju. Idealnie wpasowuje się w literaturę podróżnicza. Polecam wszystkim miłośnikom dalekich podróży.
Bardzo lubię literaturę podróżniczą. A do sięgnięcia po książkę Andrzeja Mellera skłoniło mnie pytanie, które zadałam sama sobie – co tak naprawdę wiem o Wietnamie?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWietnam, Socjalistyczna Republika Wietnamu − państwo w Azji Południowo-Wschodniej, położone na Półwyspie Indochińskim i graniczące z Chińską Republiką Ludową, Laosem i Kambodżą. Posiadając liczbę ludności ponad...
Średnia, przedstawia Wietnam z konkretnego punktu widzenia co jest zarówno zaletą jak i wadą, przeczytalam ja przed przyjazdem do Wietnamu i dowiedziałam się z niej o wiele mniej niż bym chciała
Średnia, przedstawia Wietnam z konkretnego punktu widzenia co jest zarówno zaletą jak i wadą, przeczytalam ja przed przyjazdem do Wietnamu i dowiedziałam się z niej o wiele mniej niż bym chciała
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW książce Andrzeja Mellera nie przeczytamy, jak Wietnam wyglądał kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu z relacji napotkanych Wietnamczyków, ostatecznie osobników kulturowo i społecznie przynależących do kraju od dziesiątek lat. Autor bardziej polega na opinii przybyszów, z którymi łatwo wchodzi w interakcje, a którzy najczęściej widzą otoczenie przez pryzmat swojego zajęcia bądź sytuacji jaka zmusiła ich do opuszczenia rodzimego kraju. Stąd też o kwestiach historycznych, przeobrażeniach podzielonego kraju, działaniach wojennych i ogólnej sytuacji geopolitycznej dowiemy się z ust samego Andrzeja Mellera, jako dziennikarza, korespondenta wojennego. Dlatego całość jest przeplatana wstawkami z kart historii Wietnamu opowiadanymi przez człowieka Zachodu, a ciekawiej byłoby poznać zdanie autochtonów, zmierzyć się z ich spojrzeniem, odczuciami, choćby były one podyktowane propagandom wylewająca się z wietnamskich mediów.
C.D.
https://nakanapie.pl/recenzje/wietnam-po-polsku-czolem-nie-ma-hien-wietnam-jakiego-nie-znacie
W książce Andrzeja Mellera nie przeczytamy, jak Wietnam wyglądał kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu z relacji napotkanych Wietnamczyków, ostatecznie osobników kulturowo i społecznie przynależących do kraju od dziesiątek lat. Autor bardziej polega na opinii przybyszów, z którymi łatwo wchodzi w interakcje, a którzy najczęściej widzą otoczenie przez pryzmat swojego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ Wietnamu wróciłem ponad rok temu. Niestety muszę przyznać, że ,,Czołem. Nie ma hien" to pozycja dosyć przeciętna. Jak dla mnie trochę za mało tego Wietnamu w książce o Wietnamie. Wydaje mi się, że na to, jak postrzega się dany kraj bardzo duży wpływ mają osoby, którymi się otacza, z którymi się obcuje itp. I tutaj na doświadczenia pana Mellera wpływały osoby, nierzadko balansujące na granicy bardzo specyficznego światka - lekkomyślni surferzy, miłośnicy marihuany, mikro przedsiębiorcy. O ile może to w jakimś stopniu oddawać specyfikę Mui Ne, o tyle zabrakło wiele, aby ta książka nie zniekształcała obrazu Wietnamu. A może to ja mam ten obraz zniekształcowy? I tu jest właśnie ta pułapka.
Z Wietnamu wróciłem ponad rok temu. Niestety muszę przyznać, że ,,Czołem. Nie ma hien" to pozycja dosyć przeciętna. Jak dla mnie trochę za mało tego Wietnamu w książce o Wietnamie. Wydaje mi się, że na to, jak postrzega się dany kraj bardzo duży wpływ mają osoby, którymi się otacza, z którymi się obcuje itp. I tutaj na doświadczenia pana Mellera wpływały osoby, nierzadko...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiło było poczuć wszystkimi zmysłami wietnamski patchwork „pozszywany” przez Pana Andrzzeja Mellera. Najpierw doświadczamy poranku w Wietnamie:
„Azjatycki poranek zaczyna się znacznie wcześniej niż europejski, bo potem zrobi się upał nie do wytrzymania lub spadnie deszcz i będzie lać przez parę godzin. Należy więc skorzystać z dobrodziejstwa chłodu suchego nieba. Na prowincji też czuć ten pęd do wykorzystania początku dnia, ale jednak tam życie toczy się bardziej leniwie. W mieście, zwłaszcza takim jak Sajgon, trzeba gnać do celu. Jeżeli się go ma”.
Zaskakuje Da Lat, „mały Paryż”, którego infrastruktura „zmienia miasto w coś na kształt wietnamskiego Disneylandu na miarę komunistycznych możliwości”. Jednocześnie miasto to może być kojarzone z Festiwalem Kwiatów, koleją linową, Doliną Miłości, Jeziorem Westchnień czy wodospadami Słonia i Tygrysa.
Poznajemy Też Tomasza Tokarza z Nysy (Tommy Bachata) – mistrza deski, znanego nie tylko wśród surferów, właściciela kultowego barku i nauczyciela tańca. Później Jeffa, kręgarza z Massachusetts, który w ramach zadośćuczynienia (za czasy wojenne) i terapii zespołu stresu pourazowego wrócił do Wietnamu by leczyć „kręgosłupy Wietnamczykom wiecznie zgiętym przy sieciach i na polach ryżowych”. A w końcu postać oraz dokonania Kazimierza Kwatkowskiego – pochodzącego z Lublina architekta i konserwatora.
Odkrywamy zwyczaje noworoczne, obrzędy religijne, tradycyjne wierzenia i przesądy, a także smaki wietnamskiej kuchni. Trudno nie doświadczyć namacalnych i duchowych pozostałości wojny. Miała miejsce pół wieku temu, a jej konsekwencje będą widoczne jeszcze przez wiele lat.
To, co najbardziej jest dla mnie widoczne, a jednocześnie najcenniejsze w patchworkowej opowieści o Wietnamie, to szacunek Autora dla mieszkańców tego kraju.
Miło było poczuć wszystkimi zmysłami wietnamski patchwork „pozszywany” przez Pana Andrzzeja Mellera. Najpierw doświadczamy poranku w Wietnamie:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Azjatycki poranek zaczyna się znacznie wcześniej niż europejski, bo potem zrobi się upał nie do wytrzymania lub spadnie deszcz i będzie lać przez parę godzin. Należy więc skorzystać z dobrodziejstwa chłodu suchego nieba. Na...
W ciekawy sposób przedstawione losy różnych ludzi mieszkających w Wietnamie, oraz przybliżenie historii samego kraju. Są jednak rozdziały, które trochę się nużą i najlepiej było by je pominąć...
W ciekawy sposób przedstawione losy różnych ludzi mieszkających w Wietnamie, oraz przybliżenie historii samego kraju. Są jednak rozdziały, które trochę się nużą i najlepiej było by je pominąć...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Spoglądam na ziemię i zastanawiam się, jak opisać ten wietnamski patchwork.”
Z takimi myślami bił się autor, lądując w kwietniu 2013 roku w mieście Ho Chi Minh, wątpiąc w swoje możliwości i zdolności. Zupełnie niepotrzebnie. Był przecież reporterem i dziennikarzem z dorobkiem, więc przelewanie myśli na papier nie było dla niego „novum”. Do tego podróżnikiem, często lądującym w bardzo niebezpiecznych, z licznymi konfliktami wojennymi, miejscach. A to ochroniło go przed popadnięciem w skrajności w odbiorze nieznanej, otaczającej go rzeczywistości. Wyposażony w różne doświadczenia mógł odwoływać się do kontekstów i porównań nawiązujących do innych podróży, uzupełniając obraz Wietnamu. Co zresztą czynił. Nie bał się używać przy tym języka kolokwialnego, zwłaszcza w tych momentach, które wymagały natychmiastowej, błyskawicznej reakcji, a słownictwo było tego napięcia wyrazem. Zdarzały się więc i takie zdania oddające grozę wydarzeń niemalże sensacyjno-kryminalnych – „Dobiegamy do parkingu, odpalamy motory i spierdalamy na pełnej piździe”. W końcu autorem był mężczyzna niepokorny, który potrafił być bardzo asertywny i czuły na punkcie cwaniactwa, korupcji i podbijanych cen. Ale te mocne i przykre akcenty nie przesłaniały piękna poznawanego kraju. Wręcz podkreślał – „Nie chcę zapamiętać Wietnamu źle przez takie pojedyncze wredne osobniki, które psują obraz fantastycznego kraju”. Ale najbardziej ucieszyłam się z mapki umieszczonej na wewnętrznej stronie tytułowej okładki. Mogłam razem z autorem wędrować osobistymi szlakami po kraju do najciekawszych jego miejsc. Niekoniecznie znanych, ale na pewno mniej znanych lub, jak głosi podtytuł książki, nieznanych zupełnie. Dla mnie, oprócz znajomości komunistycznego ustroju i echa wojny amerykańsko-wietnamskiej, w całości nowych. Wszystko w tej opowieści było dla mnie odkryciem.
Nietypowym również w przekazie.
Tutaj, w odróżnieniu od wcześniej czytanych opowieści podróżniczych, kraj poznawałam przede wszystkim poprzez opowieści ludzi z otoczenia autora. Osób, z którymi mieszkał, które poznawał, zaprzyjaźniał się lub stykał się w swoich wypadach w głąb kraju, bo zależało mu, „żeby zobaczyć prawdziwy, prowincjonalny Wietnam omijany przez backpackerów wiedzionych za rękę przez przewodnik Lonely Planet”. To pogmatwane, pokręcone, trudne i zdeterminowane przez ustrój, a przez to przeciekawe, losy Wietnamczyków i ludności napływowej opowiadały o kraju, w którym przyszło im się toczyć do końca życia lub przez jakiś czas. Miłośników sportów wodnych, a wśród nich polskich nomadów kajta. Autor nie zapomniał i o innych akcentach polonijnych napotykanych w podróży, a które zjednały nam przychylność Wietnamczyków. Obcokrajowców wybierających Wietnam na szczęśliwe, leniwe, wygodne życie. Turystów zaglądających do niego dla wypoczynku, z których najliczniejszymi byli Rosjanie, a których język stał się bardziej komunikacyjnym niż angielski. Czy biznesmenów bezproblemowo rozwijających dochodowe interesy.
Raj dla autsajderów!
Dokładnie tak chciałoby się krzyknąć, by zaraz zadać pytanie – a gdzie ten opresyjny komunizm? Właściwie w początkowych rozdziałach nie było o nim mowy, dając ułudę raju. Autor odkrywał go powoli w miarę zdobywania zaufania poznawanych ludzi, opisując skutki społeczne i jednostkowe, których przedstawiciele mówili o sobie – „Na wojnę zmarnowałem młodość. Na więzienie i kołchoz wiek średni”. I chociaż każdy rozdział tętnił gwarem wielu osób, to z tego pozornego chaosu zawsze wyłaniał się temat przewodni, odmienny od poruszanych w pozostałych. Jego zapowiedzią było motto umieszczane pod tytułem rozdziału. Najbardziej spodobało mi się to: "Ludzie mówią, że czas mija. Czas mówi, że to ludzie mijają." W ten sposób przedstawił różnorodność Wietnamu od strony każdej dziedziny życia – zwykłej egzystencji w mieście i na wsi, obyczajów, języka, którego krótkie zasady wymowy i ortografii umieścił na końcu książki, wierzeń, kulinariów, którego zapachy unosiły się niemal nad każdą stroną opowieści z glutaminianem sodu jako powszechną „przyprawą” w roli głównej, ubioru, mniejszości narodowych i religijnych, szeroko pojętej kultury, przestępczości, rozrywek (również tych nielegalnych), kształcenia i wychowania, z którego najbardziej spodobała mi się powszechna praktyka wspólnych wyjść dziadków z wnukami do księgarń, by, usiadłszy pod regałami, poczytać książki i pooglądać albumy i komiksy. Marzą mi się takie zwyczaje w Polsce.
Ale, ale!
W miarę poznawania Wietnamu poprzez życie jego mieszkańców, powoli ulatniał się obraz beztroskiego raju. Zaczęły pojawiać się tematy trudniejsze – handel dziećmi, prostytucja, korupcja, opresje komunistów wobec opozycji, wszechobecna indoktrynacja, by w ostatnich rozdziałach pokazać temat najbardziej bolesny – wojny amerykańsko-wietnamskiej i wojen indochińskich, których skutki widać na ulicach do dzisiaj w postaci powykręcanych przez chorobę „dzieci Agenta Orange” – skutek użycia broni chemicznej przez US Army. To w tej części wyłuskałam pozycję konieczną do przeczytania wietnamskiego autora Bao Ninha „Smutek wojny”, kiedy autor opowiadał o niej podczas zwiedzania kilometrów podziemnych tuneli wydrążonych dla ochrony przed bombami partyzantów i miejscowej ludności. Autor tą tematyką nie chciał wprowadzać mnie w smutne rejony historii Wietnamu i depresyjny klimat wojny. Przede wszystkim chciał uzmysłowić mi „wyjątkowo silny charakter, pomysłowość i pracowitość narodu, wśród których” żył prawie trzy lata.
Faktycznie to barwny, różnorodny kraj o skomplikowanej i trudnej przeszłości.
Ale przez pokazanie go poprzez ludzkie, konkretne historie, jakby mnie obcy, bardziej zrozumiały, bo po prostu ludzki z jego szczęśliwościami, problemami i smutkami. W tym wymiarze tak podobnych do nas samych. Całości opowieści dopełniały wkładki z licznymi zdjęciami.
A skąd ten niczego niemówiący tytuł reportaży? Przecież w Wietnamie nie ma hien! Odkrywanie tej humorystycznej zagadki pozostawiam innym czytelnikom.
Bo i humoru w tej opowieści również sporo!
http://naostrzuksiazki.pl/
„Spoglądam na ziemię i zastanawiam się, jak opisać ten wietnamski patchwork.”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ takimi myślami bił się autor, lądując w kwietniu 2013 roku w mieście Ho Chi Minh, wątpiąc w swoje możliwości i zdolności. Zupełnie niepotrzebnie. Był przecież reporterem i dziennikarzem z dorobkiem, więc przelewanie myśli na papier nie było dla niego „novum”. Do tego podróżnikiem, często...
Po książkę sięgnęłam zainteresowana Wietnamem i nie rozczarowałam się. Autor "oprowadza" czytelnika po kraju od południa na północ zarówno poprzez turystyczne atrakcje jak i mniej znane miejsca na mapie Wietnamu. Przytacza historie poznanych ludzi jednak nie są one przytłaczające. Opowiada także o własnych doświadczeniach, zmaganiach z wietnamskimi drogami, językiem, ludźmi. Historie czasem zabawne, a czasem wprowadzające zadumę nad historią i obecnym światem konsumpcjonizmu. Polecam.
Po książkę sięgnęłam zainteresowana Wietnamem i nie rozczarowałam się. Autor "oprowadza" czytelnika po kraju od południa na północ zarówno poprzez turystyczne atrakcje jak i mniej znane miejsca na mapie Wietnamu. Przytacza historie poznanych ludzi jednak nie są one przytłaczające. Opowiada także o własnych doświadczeniach, zmaganiach z wietnamskimi drogami, językiem,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka w stylu "pojechałem gdzieś daleko i teraz wam to opiszę". Niestety nie książka nie porywa. Co więcej męczy, a zapowiadała się lepiej. Szkoda.:(
Książka w stylu "pojechałem gdzieś daleko i teraz wam to opiszę". Niestety nie książka nie porywa. Co więcej męczy, a zapowiadała się lepiej. Szkoda.:(
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWietnam to miejsce postrzegane w Polsce bardzo różnie. Dla niektórych jest symbolem kraju trzeciego świata, innym kojarzy się z nie tak dawną wojną, a jeszcze innym z kurczakiem w panierce. Dla mnie to od dawna wymarzony cel podróży, gdzie w łatwy sposób można połączyć klimat Dalekiego Wschodu z wypoczynkiem na plaży i bogatym dziedzictwem kulturalnym. Kiedyś niedostępny, dziś na wyciągnięcie ręki. I myślę, że ta książka była ważnym etapem planowania wyprawy, którą odbędę, mam nadzieję, już niedługo.
Narratorem, głównym bohaterem i autorem tego wyjątkowego reportażu jest Polak, który wraz z partnerką postanowił zamieszkać w okolicach Sajgonu, kiedy ich portfele świeciły pustkami. Wybrał go trochę ze względu na niskie ceny, a trochę ze względu na specyficzną atmosferę. Co zastał? Nie tylko dobrych, pogodnych ludzi i tropikalne słońce, ale też propozycje taniego seksu na każdym kroku, ulewne monsunowe deszcze i miejscowych, którzy na kilometr wyczują naiwnego obcokrajowca i spróbują go oszukać. Andrzej Meller w dowcipny sposób pokazuje wiele różnych oblicz Wietnamu, jego piękne i brzydkie strony i ciekawostki, jakich próżno szukać w przewodniku.
Autor dysponuje lekkim piórem i fenomenalnym poczuciem humoru, a ponadto fakty kluczowe dla zrozumienia specyfiki Wietnamu objaśnia w zrozumiały i ciekawy sposób. Myślę, że chętnie posłuchałabym jeszcze wielu innych jego opowieści o podróżach i że nie raz pękałabym przy nich ze śmiechu albo drżała ze strachu, a takie wrażenie miałam po raz pierwszy, czytając tego typu książkę. W ogóle nie przeszkadza mi to, że w niektórych rozdziałach Meller skupia się na losach ekspatów z różnych stron świata. Opisuje ich przez pryzmat miejscowej kultury i pokazuje, że takie jednostki też stają się po jakimś czasie ważną częścią społeczności. Poza tym, proporcje są naprawdę dobrze wyważone - czytelnik dostaje zarówno porywający opis największych atrakcji turystycznych, zabawne anegdoty z życia statystycznego Wietnamczyka, rzetelne informacje dotyczące historii i współczesnej sytuacji Wietnamu, dużo wskazówek, co zjeść na miejscu i dodatek w postaci Europejczyków i Amerykanów, którzy postanowili tam zarzucić kotwicę. Widać też, że dwa i pół roku wystarczyły Autorowi, żeby zżyć się z tym krajem cuchnącym rybnym sosem.
Jaki jest mój wniosek? Jadę. Zapewne dam się oszukać miejscowym, nie raz będę marszczyć nos i przerazi mnie ruch uliczny wykraczający poza prawa logiki i fizyki. Może jedynie zastanowię się, czy wypożyczenie samochodu, żeby przejechać trasę z Sajgonu do Hanoi to na pewno dobry pomysł. Ale Wietnam nieznany nie zniechęcił mnie ani trochę do samej podróży.
Wietnam to miejsce postrzegane w Polsce bardzo różnie. Dla niektórych jest symbolem kraju trzeciego świata, innym kojarzy się z nie tak dawną wojną, a jeszcze innym z kurczakiem w panierce. Dla mnie to od dawna wymarzony cel podróży, gdzie w łatwy sposób można połączyć klimat Dalekiego Wschodu z wypoczynkiem na plaży i bogatym dziedzictwem kulturalnym. Kiedyś niedostępny,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra lektura. Przed wyjazdem do Wietnamu warto przeczytać.
Dobra lektura. Przed wyjazdem do Wietnamu warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOstatnio nie miałam szczęścia do książek o tematyce azjatyckiej, więc do tego skądinąd dużego tomu podeszłam raczej sceptycznie, nastawiona raczej na nudnawe dłużyzny i płytkie refleksje o odmienności kulturowej. A tu proszę - zaskoczenie. I to zaskoczenie od pierwszej strony.
Jest wartko, barwnie, miejscami - dosłownie i w przenośni - wręcz krwisto, a opis codzienności Mellera i jego żony w wietnamskim raju trzyma w napięciu. Naprawdę, nie przesadzam: wyprawa na targ po jedzenie, wyprawa na obiad do przydrożnego "lokalu", nauka wietnamskiego, kolejne przeprowadzki i wycieczki - to wszystko okraszone jest taką ilością szczegółów "lokalnego kolorytu", że niemal czuć zapach przypraw i słychać szum palm.
I żeby nie było: Meller to nie pierwszy lepszy backpacker, który daje się omamić białemu piaskowi i lazurowej wodzie. Autor w swojej opowieści poświęca sporo miejsca realiom życia w - było nie było - komunistycznym kraju, począwszy od zalewu wszelkiej maści rosyjskich przedstawicieli półświatka, reminiscencjom wojennym i związaną z nimi traumą, przez skorumpowaną policję, handel narkotykami i wreszcie, jak się zdaje, wszechobecną tendencję do okradania i oszukiwania przybyszów z Zachodu.
Ku mojemu dużemu zdziwieniu nawet język autora pasuje do charakteru tej opowieści. Te zdarzające się wulgaryzmy, ten bezpretensjonalny, trochę sensacyjny, a trochę gawędziarski styl stanowi zaskakujące dopełnienie tej ciekawej opowieści o latach spędzonych w Wietnamie.
Wiele wskazuje na to, że "Czołem, czołem, nie ma hien" jest najlepszą polską książką o Wietnamie.
Ostatnio nie miałam szczęścia do książek o tematyce azjatyckiej, więc do tego skądinąd dużego tomu podeszłam raczej sceptycznie, nastawiona raczej na nudnawe dłużyzny i płytkie refleksje o odmienności kulturowej. A tu proszę - zaskoczenie. I to zaskoczenie od pierwszej strony.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest wartko, barwnie, miejscami - dosłownie i w przenośni - wręcz krwisto, a opis codzienności...
A mnie się książka podobała.
Zapoznałam się wcześniej z opiniami o książce, które nie były zbyt pochlebne, ale z braku lepszych współczesnych pozycji o Wietnamie zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, czego absolutnie nie żałuje.
Autor mieszkał kilka lat w południowej części Wietnamu i opisuje swoje doświadczenia związane z mieszkańcami tego kraju. Oczywiście, jako typowy ekspat, ma do czynienia głównie z innymi obcokrajowcami, dlatego jego historie uwzględniają głównie doświadczenia obcokrajowcami z Wietnamczykami, a nie do końca tłumaczą sposobu myślenia czy zachowań samych Wietnamczyków. Mimo wszystko uważam książkę za bardzo informatywną, a pomiędzy wersami można dowiedzieć się mnóstwo o typowych zachowaniach spotykanych w Wietnamie, oraz dużo o interesujących miejscach. Wszystko poprzeplatane ciekawymi opowieściami, które bardzo gładko się czyta. Mnie osobiście bardzo podobał się styl pisania autora, "na luzaka", czułam się jakby znajomy opowiadał mi o ciekawym kraju przy spotkaniu na piwie. Myślę zresztą, że sama zresztą wybrałabym się na piwo z autorem.
Polecam przed wyjazdem do Wietnamu, można się bardzo dużo dowiedzieć o kraju.
A mnie się książka podobała.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapoznałam się wcześniej z opiniami o książce, które nie były zbyt pochlebne, ale z braku lepszych współczesnych pozycji o Wietnamie zdecydowałam się na przeczytanie tej książki, czego absolutnie nie żałuje.
Autor mieszkał kilka lat w południowej części Wietnamu i opisuje swoje doświadczenia związane z mieszkańcami tego kraju. Oczywiście,...
Bardzo dobra książka - czytelnik otrzymuje idealnie wyważoną ilość informacji o życiu codziennym w Wietnamie, polityce i ustroju tego państwa, obyczajach, a także emigrantach z Europy, Azji, czy Ameryk, którzy tam żyją. Ponadto na stronach przewija się trochę historii Wietnamu, dzięki czemu łatwiej jest zrozumieć zagadnienia dotyczące kolonizacji tego kraju przez Francuzów, a przez to także wojen indochińskich, jak i popularnej wojny wietnamskiej.
Po prostu w tej książce mamy wszystkie podstawowe informacje, potrzebne na początek bliższej znajomości z Wietnamem.
PS: A tak ode mnie muszę przyznać, że uśmiałam się przy historiach związanych z językiem wietnamskim, który jest językiem tonalnym. Chyba najgorzej jest właśnie, gdy myślisz, że wypowiadasz proste słowo, a w rzeczywistości inaczej zaakcentowane oznacza coś złego, niekulturalnego, a człowiek nie ma pojęcia, że właśnie kogoś obraża :D
Bardzo dobra książka - czytelnik otrzymuje idealnie wyważoną ilość informacji o życiu codziennym w Wietnamie, polityce i ustroju tego państwa, obyczajach, a także emigrantach z Europy, Azji, czy Ameryk, którzy tam żyją. Ponadto na stronach przewija się trochę historii Wietnamu, dzięki czemu łatwiej jest zrozumieć zagadnienia dotyczące kolonizacji tego kraju przez Francuzów,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkazało się, że niewiele wiem o Wietnamie, nie to, że uważałam się za speca w tym temacie. Lektura książki jednak w pewien sposób mnie zaskoczyła. Mam nadzieje, że jest to Wietnam jakiego nie poznam, pełen degrengolady, alkoholu i prostytucji.
Okazało się, że niewiele wiem o Wietnamie, nie to, że uważałam się za speca w tym temacie. Lektura książki jednak w pewien sposób mnie zaskoczyła. Mam nadzieje, że jest to Wietnam jakiego nie poznam, pełen degrengolady, alkoholu i prostytucji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam mieszane uczucia. Z jednej strony, książka jest dobrze napisana, przyjemnie się ją czyta, w głowie zostaje sporo wiedzy - czy raczej ciekawostek; a to trochę o historii Wietnamu, a to o ludziach, trochę o kuchni i pogodzie - nie jest to pogłębiona analiza, ale to raczej plus dla kogoś, kto szybko i łatwo chce się czegoś dowiedzieć o tym kraju. Minusem, jak dla mnie, jest osoba narratora/bohatera, który działa mi na nerwy. Po pierwsze: pisaniem niepotrzebnym rzeczy o sobie (co kogo, oprócz jego narzeczonej, obchodzi, że gdy odbywał kurs medytacji to ustalili, że długie spojrzenie oznacza "kocham cię"?), po drugie, udawaną - na moje oko - pruderią (och, jak go i narzeczoną oburzyło, gdy okazało się, że w salonie, gdzie Ela robi sobie paznokcie, oferują również masaż erotyczny - takie oburzenie mógłby odczuwać mieszkaniec prowincjonalnego miasteczka, który nigdy nie wyjechał poza granice swojego województwa, a nie obieżyświat i korespondent wojenny). Po trzecie wreszcie, pan Meller zdaje się Wietnamczyków i Wietnamu nie lubić (między wierszami można zresztą wyczytać, że znalazł się tam głównie na skutek problemów finansowych). A to kraj i ludzie, których da się pokochać. I tak pan Meller na przykład dość często ściąga na siebie kłopoty - na przykład wtedy, gdy zamiast dwóch złotych na polskie za kawę policzyli mu z siedem (a o cenę nie spytał wcześniej), więc wykrzykuje Wietnamczykom, że są oszustami, aż puszczają im nerwy i musi, z narzeczoną, uciekać. Sytuacja finansowa pana Mellera, czytamy na końcu książki, uległa poprawie i razem z narzeczoną mógł Wietnam opuścić. Dobrze dla pana Mellera, a dla Wietnamu mała szkoda.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony, książka jest dobrze napisana, przyjemnie się ją czyta, w głowie zostaje sporo wiedzy - czy raczej ciekawostek; a to trochę o historii Wietnamu, a to o ludziach, trochę o kuchni i pogodzie - nie jest to pogłębiona analiza, ale to raczej plus dla kogoś, kto szybko i łatwo chce się czegoś dowiedzieć o tym kraju. Minusem, jak dla mnie,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo nierówna książka Andrzeja Mellera o jego życiu w Wietnamie. Trochę tu reportażu, trochę książki podróżniczej, a i fragmenty historyczne się znajdą. Ciekawsze momenty zostały przeplecione z 'zapchaj rozdziałami' niemalże przepisanymi z encyklepedii.
Mimo wszystko nie spisałam jej na straty i dosyć chętnie jeździłam motorem po stronach książki z autorem.
Bardzo nierówna książka Andrzeja Mellera o jego życiu w Wietnamie. Trochę tu reportażu, trochę książki podróżniczej, a i fragmenty historyczne się znajdą. Ciekawsze momenty zostały przeplecione z 'zapchaj rozdziałami' niemalże przepisanymi z encyklepedii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMimo wszystko nie spisałam jej na straty i dosyć chętnie jeździłam motorem po stronach książki z autorem.
Książkę zabrałem ze sobą w podróż do Wietnamu, by lepiej zrozumieć kraj, który przemierzam i by na co dzień konfrontować własne wrażenia z obserwacjami kogoś, kto spędził w Wietnamie kilka lat.
Niestety jako towarzysz podróży książka sprawdziła się średnio. Nie, nie dlatego, że przy swoich 400 stronach stanowiła spore obciążenie plecaka. Kłopotem okazała się dosyć uboga jak na autora tak długo żyjącego w Wietnamie treść opowieści. A. Meller wypełnia karty książki głównie historiami postaci, które jak on i jego żona przybyły do Wietnamu z różnych zakątków globu: Rosji, USA, Francji, Ukrainy, Australii czy Polski i osiadły – często w związkach z wietnamskimi partnerami – w osadach turystycznych na południowym wybrzeżu kraju.
To nie są postaci tuzinkowe – każda z nich ma ciekawy życiorys i interesujące motywacje wyboru Wietnamu jako miejsca życia. Jednak spodziewałem się więcej dowiedzieć o samym Wietnamie i Wietnamczykach, niż o europejskich „rozbitkach” i „uciekinierach”, którzy tu wylądowali i wiodą życie gdzieś na przecięciu dróg turystów i miejscowych. Powtarzające się rozmowy z kilkoma wietnamskimi sąsiadami autora również nie zaspokajają głodu informacji o tym fascynującym i zróżnicowanym kraju.
Meller wprawdzie zabiera nas także na wycieczki poza miejsce zamieszkania – na płaskowyż w środkowej części kraju (Da Lat), do Sajgonu, w Deltę Mekongu czy do Hanoi. Jednak te rozdziały nie dają wiele więcej informacji czy wrażeń niż to, co można znaleźć w części „kontekstowej” każdego lepszego przewodnika typu Rough Guide czy Footprint. Nawet ciekawe wątki – związane ze współczesną polityką w kraju czy kwestiami etnicznymi (Wietnam jest bardzo silnie zróżnicowany etnicznie i religijnie) są potraktowane dosyć powierzchownie.
Jest jeszcze jedna rzecz, która drażni w trakcie lektury. A. Meller ma styl „walącego prosto z mostu” reportera-zabijaki, który lubi opowieści z podróży doprawić a to przekleństwem, a to pikantnymi wątkami nt. życia prostytutek w Wietnamie, a to opisami bójek i awantur. Można spojrzeć na to różnie. Z jednej strony, to ubarwia opowieść, nadaje jej klimat osobistej relacji z przygód globtrotera, przez co książkę czyta się szybko i lekko. Ale niestety po przeczytaniu całości budzi się we mnie podejrzenie, że to także sposób maskowania dość tanimi chwytami braku istotniejszych treści czy mocnego reporterskiego i literackiego warsztatu.
Bez poczucia zmarnowanego czasu, ale i bez cienia żalu zostawiłem w przeddzień wylotu przeczytany egzemplarz w hostelowym pokoiku w Hanoi. Może trafi w ręce kogoś z Polski, komu bardziej przypadnie do gustu.
Książkę zabrałem ze sobą w podróż do Wietnamu, by lepiej zrozumieć kraj, który przemierzam i by na co dzień konfrontować własne wrażenia z obserwacjami kogoś, kto spędził w Wietnamie kilka lat.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety jako towarzysz podróży książka sprawdziła się średnio. Nie, nie dlatego, że przy swoich 400 stronach stanowiła spore obciążenie plecaka. Kłopotem okazała się dosyć uboga jak...
Czytanie tej pozycji książkowej to jak przedzieranie się Amerykanów przez wietnamską dżunglę w czasie wojny. Ciężko było a i tak bez sukcesu. Jednym słowem - nie porwała mnie ta opowieść. Nie przypadł mi do gustu styl. Jakieś takie chaotyczne to było,jakby napisane momentami na kolanie. Jeszcze bym zrozumiał gdyby to była typowa powieść drogi, coś jakby pamiętnik - no to faktycznie, piszemy chaotycznie, w emocjach po danym dniu. Tutaj każdy akapit to były dla mnie kolejne "krzaki" do przejścia. Chociaż trafiały się nawet całkiem nieźle napisane "polanki" tekstowe, które czytałem z zaciekawieniem i przyjemnością ale niewiele tego było.
Muszę jednak przyznać, że można sobie wyrobić jako takie zdanie o współczesnym Wietnamie i Wietnamczykach po przeczytaniu całości, poznać trochę lokalnych ciekawostek ale są one poukrywane w tekście jak partyzanci Vietkongu. Bo same przygody autora jakoś mnie nie wciągały.
Czytanie tej pozycji książkowej to jak przedzieranie się Amerykanów przez wietnamską dżunglę w czasie wojny. Ciężko było a i tak bez sukcesu. Jednym słowem - nie porwała mnie ta opowieść. Nie przypadł mi do gustu styl. Jakieś takie chaotyczne to było,jakby napisane momentami na kolanie. Jeszcze bym zrozumiał gdyby to była typowa powieść drogi, coś jakby pamiętnik - no to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to