Kolejna książka z półki pożyczkowego wstydu to "Trzy Siostry" Susan Mallery, która przybyła do mnie od Magdalenardo. Wreszcie będę mogła oddać :)
Na urokliwej wyspie Blackberry stoją trzy wiktoriańskie domy zwane Trzema Siostrami. Do środkowego wprowadziła się właśnie Andi Gordon, która z dala od swego dotychczasowego środowiska zamierza zapomnieć o tym, że narzeczony porzucił ją przed ołtarzem! Po dziesięciu latach związku stwierdził, że nie jest gotowy. Żenujące było to, co zrobił później...
Z czasem Andi nawiązuje bliższą relację z mieszkanką prawego domu - Boston King, artystką zmagającą się ze śmiercią synka. Ucierpiało na tym jej małżeństwo, bo niby są razem, ale rozmijają się w kojeniu bólu, każde robi to na swój sposób, samotnie. Czy prośba Andi pomoże sąsiadce uleczyć duszę? Czy Boston i Zeke odnajdą jeszcze siebie?
Do tego duetu dołącza również Deanna Phillips z domu po lewej, która mając męża wciąż w delegacjach, sama wychowuje pięć córek. Jednak jej życie nie jest idyllą, bowiem rysy, które się pojawiły, powiększają się a kobieta popada w nerwicę natręctw. Małżeństwo rozpada się z powodu wzajemnych pretensji i jej apodyktyczności; Deanna ma wrażenie, że nawet córki jej nie chcą w swoim życiu...
Między sąsiadkami rodzi się nić porozumienia, żeby nie było zbyt sielankowo to ich problemy nawarstwiają się, bywają chwile załamania i rozbicia. A kiedy do worka wydarzeń dorzucimy zachowanie mężczyzn, to robi się niezły ambaras. Czasami bohaterom naprawdę trudno się porozumieć. Autorka poruszyła tą historią bardzo dużo realnych problemów: trauma po utracie dziecka, syndrom dziecka alkoholika, porzucenie w tak podniosłej chwili jaką jest ślub, wewnętrzny przymus do bycia ideałem, samotne rodzicielstwo, adaptacja w nowej społeczności, stawanie się kobietą.
Na urokliwej wyspie, w trzech kolorowych dziewiętnastowiecznych domach wcale nie jest tak kolorowo jak się początkowo wydaje. Ich mieszkańcy to zwykli ludzie, którzy doświadczają różnych emocji, zaś Susan Mallery potrafiła ich schematyczne zachowania czy wydarzenia z ich życia opisać w ciekawy i intrygujący sposób. Czy w każdym z domów zapanuje szczęście i miłość? Czy może muszą szukać go gdzieś daleko...?
Podsumowując - "Trzy Siostry" to historia o przyjaźni, trudnych relacjach damsko-męskich, pustce w sercu, bolesnej przeszłości oraz tkwieniu w skorupie. Opowieść o samotności, bólu, tęsknocie, goryczy, skatowanej duszy ukrytej za murem niedostępności, potrzebie poczucia bezpieczeństwa, samookaleczeniu, a przede wszystkim o nadziei, która obecna w życiu każdego człowieka powinna rosnąć wraz z każdym krokiem zmierzania do upragnionego celu.
Kolejna książka z półki pożyczkowego wstydu to "Trzy Siostry" Susan Mallery, która przybyła do mnie od Magdalenardo. Wreszcie będę mogła oddać :)
Na urokliwej wyspie Blackberry stoją trzy wiktoriańskie domy zwane Trzema Siostrami. Do środkowego wprowadziła się właśnie Andi Gordon, która z dala od swego dotychczasowego środowiska zamierza zapomnieć o tym, że narzeczony...
Jedna z najciekawszych powieści obyczajowych jakie czytałam, bardzo podobała mi się historia trzech kobiet, które zamieszkały obok siebie, ich problemy, tragedie życiowe. Książkę pochłonęłam jednym tchem. Fantastyczne w powieściach obyczajowych jest to, że większość z opisanych historii może wydarzyć się w realnym świecie, wiele z nich można odnieść do swojego życia. Ogromnie obie cenię ich mądrość dlatego bardzo polecam Wam tę powieść, a przy okazji twórczość moich ulubienic Diany Chamberlain, Jodi Picoult i Maeve Haran.
"Trzy siostry" to nazwa trzech domów, wybudowanych na wyspie, w jednym mieszka Boston, młoda mężatka o artystycznej duszy, która pół roku wcześniej straciła maleńkiego synka, nie potrafi się podnieść po tej tragedii. Jej bezradny mąż sięga coraz częściej po alkohol, a ona wciąż rysuje portrety synka i nie potrafi pójść do przodu, przez co ich małżeństwo jest mocno zagrożone. A ona ani razu nie zapłakała nad zmarłym synkiem...
W drugim domu mieszka Deanna, mężatka, z piątką córek, która stała się intruzem we własnym domu. Trudno ją początkowo polubić, jest apodyktyczna, nad wszystkim musi mieć kontrolę, stosuje rygorystyczne metody wychowawcze, mnóstwa rzeczy zakazując swoim córkom, przez co i mąż, i dzieci się jej boją, i coraz bardziej oddalają od niej.
Deanna miała matkę alkoholiczkę, w domu zawsze było brudno, nie było co jeść, matka znęcała się nad nią, aż do dnia, gdy złamała jej rękę i opieka społ. odebrała Deannę matce, przekazując ją pod opiekę wujostwu. Na dzień dobry dziewczynka usłyszała, że zostanie u nich pod warunkiem, że będzie bardzo grzeczna i robiła to co jej każą. Tak oto stała się dziewczynką idealną. Niestety przeniosło się to na jej dorosłe zycie, wciaż stara się być idealną żoną i matką, i dziwi się, że rodzina nie docenia jej starań, tego, że zawsze ubrania są starannie złożone, jedzą wyłącznie zdrową żywność, że sama piecze chleb i gotuje, dba o dzieci i męża. Długo nie może zrozumieć dlaczego rodzina tak ma jej dosyć. Gdy sytuacja staje się nie do zniesienia, a u Deanny rozwija się nerwica natręctw połączona z atakami paniki, postanawia pójść po pomoc i sprawić, by jej rodzina znów była kochającą się rodziną.
Powieść rozpoczyna się, gdy do trzeciego, mocno zaniedbanego domu wprowadza się Andi, młoda lekarka pediatra, którą niedawno porzucił przed ołtarzem narzeczony, a konkretnie nie zjawił się na ślubie.
Andi traktowana przez rodzinę jako czarna owca, ofiara losu, bo jak śmiała zostać "tylko" pediatrą, podczas, gdy jej rodzeństwo i rodzice są wybitnymi lekarzami i naukowcami. Matka na każdym kroku jej to wypomina, dlatego gdy czara goryczy sie przelewa po niedoszłym ślubie, Andi pod wpływem impulsu kupuje dom na wyspie.
Dom wymaga kapitalnego remontu, czego podejmuje się mąż Boston ze swoim szwagrem, którzy mają firmę budowlaną. Ów szwagier, Wade od razu wpada w oko Andi, która jeszcze niedawno zarzekała się zostać singielką. Ale serce kieruje się swoim rozumem. Niestety i tu pojawią się przeszkody, o czym doczytacie same :)
Gorąco polecam lekturę, to mądra powieść, oj parę razy popłakalam się na niej razem z którąś z bohaterek.
Jedna z najciekawszych powieści obyczajowych jakie czytałam, bardzo podobała mi się historia trzech kobiet, które zamieszkały obok siebie, ich problemy, tragedie życiowe. Książkę pochłonęłam jednym tchem. Fantastyczne w powieściach obyczajowych jest to, że większość z opisanych historii może wydarzyć się w realnym świecie, wiele z nich można odnieść do swojego życia....
Przyjemna opowieść zarówno na letnie, jak zimowe wieczory. Banalne historie z happy endem, ale czyż nie o to chodzi w rozrywce. To nie jest wybitna literatury, co nie zmniejsza przyjemność z czytania i podążania za bohaterami. Lekka, miła, choć czasem o trudnych relacjach.
Przyjemna opowieść zarówno na letnie, jak zimowe wieczory. Banalne historie z happy endem, ale czyż nie o to chodzi w rozrywce. To nie jest wybitna literatury, co nie zmniejsza przyjemność z czytania i podążania za bohaterami. Lekka, miła, choć czasem o trudnych relacjach.
Bardzo fajna książka, wciągająca opowiada o 3 kobietach które są sąsiadami. Pokazuje tez jacy potrafią być mężczyźni oraz zawsze czeka rycerz na białym koniu.
Bardzo fajna książka, wciągająca opowiada o 3 kobietach które są sąsiadami. Pokazuje tez jacy potrafią być mężczyźni oraz zawsze czeka rycerz na białym koniu.
Powieść „Trzy siostry” Susan Mallery była dla mnie miłym zaskoczeniem.
Książka ta porusza ważne problemy (utrata dziecka, porzucenie przed ołtarzem, problemy małżeńskie…) jednak w magiczny, jedynie sobie znany sposób potrafi obrócić każdą sytuację pełną lęku i smutku w balsam dla serca.
Trzy kompletnie różne kobiety zaczyna łączyć przyjaźń, w piękny sposób ukazuje, że człowiek jest w stanie znieść naprawdę wiele cierpienia i przeciwności losu. Bo w życiu ważne jest, by nie zapomnieć o tym co naprawdę cenne: o rodzinie i przyjaźni.
Trzy siostry” polecam przede wszystkim osobom, które przepadają za obyczajówkami albo po prostu chciałyby nieco się odprężyć.
Powieść „Trzy siostry” Susan Mallery była dla mnie miłym zaskoczeniem.
Książka ta porusza ważne problemy (utrata dziecka, porzucenie przed ołtarzem, problemy małżeńskie…) jednak w magiczny, jedynie sobie znany sposób potrafi obrócić każdą sytuację pełną lęku i smutku w balsam dla serca.
Trzy kompletnie różne kobiety zaczyna łączyć przyjaźń, w piękny sposób ukazuje, że...
Niezwykle przyjemna lektura. Z pozoru ta powieść wydaje się być lekkim, wakacyjnym czytadłem, ot zwykłą obyczajówka do czytania w hamaku lub na plaży. jednak autorce udało się tu poruszyć problemy znacznie bardziej poważne: syndrom dziecka alkoholika, negatywne konsekwencje nadmiernej chęci kontrolowania wszystkiego wokół, rozpaczy po stracie dziecka i konieczności przejścia całego procesu związanego z żałobą. I choć przytoczone tu problemy wydają się być z gatunku tych najcięższych, książka napisana jest w sposób, który sprawia, że po prostu miło się ją czyta.
Bo w gruncie rzeczy to opowieść optymistyczna. O sile przyjaźni, o tym, że zawsze można zacząć wszystko od nowa i o tym, jak bardzo potrzeba jest nam drugiego człowieka obok.
Choć nie byłam przekonana do tej powieści, bo myślałam, ze będzie ona zbyt błaha, teraz cieszę się, że po nią sięgnęłam. Lektura zafundowała mi mnóstwo emocji i dostarczyła tematu do przemyśleń. Przede wszystkim jednak przypomniała, że należy doceniać to, co mamy,a le nie bać się tego, co przyniesie życie. bo nawet z najgłębszego dołka można się podnieść.
Niezwykle przyjemna lektura. Z pozoru ta powieść wydaje się być lekkim, wakacyjnym czytadłem, ot zwykłą obyczajówka do czytania w hamaku lub na plaży. jednak autorce udało się tu poruszyć problemy znacznie bardziej poważne: syndrom dziecka alkoholika, negatywne konsekwencje nadmiernej chęci kontrolowania wszystkiego wokół, rozpaczy po stracie dziecka i konieczności...
Powieść o przyjaźni trzech kobiet, które mieszkają obok siebie. Andi trafia na wyspę po tym jak porzucił ją narzeczony w dniu ślubu przed ołtarzem, Boston opłakuje śmierć swojego malutkiego synka i Deanna, na której charakter wpłynęła toksyczna matka. Wszystkie panie mocno się zaprzyjaźniają i byłoby całkiem fajnie gdyby nie to,że książka jest tak przewidywalna, że aż odbiera chęć czytania.
Powieść o przyjaźni trzech kobiet, które mieszkają obok siebie. Andi trafia na wyspę po tym jak porzucił ją narzeczony w dniu ślubu przed ołtarzem, Boston opłakuje śmierć swojego malutkiego synka i Deanna, na której charakter wpłynęła toksyczna matka. Wszystkie panie mocno się zaprzyjaźniają i byłoby całkiem fajnie gdyby nie to,że książka jest tak przewidywalna, że aż...
Tytułowe trzy siostry to trzy domy położone na wzgórzu na małej wyspie Blackberry, gdzie wszyscy mieszkańcy się znają i wiodą spokojne życie. Każdy dom zamieszkuje inna kobieta.
Andi, kiedy narzeczony nie pojawił się przy ołtarzu, postanowiła obrócić życie o 180 stopni, sprzedała wszystko i kupiła dom, który zastała w opłakanym stanie. Boston to artystka, która po śmierci synka jedynie umie malować jego portrety i się w tym zatraca. A trzeci dom zamieszkuje Deanna, matka piątki dzieci, u której perfekcja dominuje w każdym elemencie życia.
Czy kobiety się polubią i będą jak te trzy siostry ze wzgórza?
Piękna, ciepła i zarazem dotykających ważnych aspektów życia książka. Ważne żeby przy sobie mieć bliskich, kochających i rozumnych ludzi a wtedy można podnieść się z najgorszego upadku.
Tytułowe trzy siostry to trzy domy położone na wzgórzu na małej wyspie Blackberry, gdzie wszyscy mieszkańcy się znają i wiodą spokojne życie. Każdy dom zamieszkuje inna kobieta.
Andi, kiedy narzeczony nie pojawił się przy ołtarzu, postanowiła obrócić życie o 180 stopni, sprzedała wszystko i kupiła dom, który zastała w opłakanym stanie. Boston to artystka, która po śmierci...
Wielu osobom Wydawnictwo HarperCollins może nie być znane, ale zaręczam, że warto zapoznać się z ofertą książkową proponowaną przez nie. Współpracuję od jakiegoś czasu z tym wydawnictwem i muszę przyznać, że każda książka, którą miałam okazję otrzymać do recenzji okazywała się trafiona w dziesiątkę. To chyba trudna sztuka by w ofercie znajdowały się same bestsellery.
"Trzy siostry" to godna polecenia powieść. Na jej przykładzie możemy zobaczyć, że wcześniej czy później zza chmur wyjdzie słońce, a nawet największe problemy wyblakną lub całkowicie znikną ustępując miejsca szczęściu.
Akcja zaczyna się w momencie gdy Andi postanawia zmienić swoje życie. By zapomnieć o przeszłości postanawia wyjechać. Kupuje zrujnowany dom na pięknej wyspie, postanawia go wyremontować i otworzyć gabinet lekarski. Podziwiam ją. Naprawdę. Wiele kobiet w jej sytuacji zamknęło by się w sobie, nie miało ochoty na życie. Przede wszystkim byłoby im wstyd, że zostały porzucone przed ołtarzem (byłby to wstyd zupełnie irracjonalny, brak jakiejkolwiek winy to sprawa oczywista).
Andi poznaje swoje sąsiadki. To kobiety, tak jak ona doświadczone przez życie. Boston trudno pogodzić się ze śmiercią półrocznego synka, w swój sposób przeżywa żałobę. Oddala się od mężem. Ona szuka ucieczki w malarstwie- on w alkoholu. Czy uda im się do siebie dotrzeć?
Deanna to kobieta silna. Matka pięciu córek, szczęśliwa żona. Tak wydaje się boku. Nasza bohaterka dąży do ideału, nie zważając na nic. Nie zdaje sobie sprawy, że swoim zachowaniem rani bliskich.. Mało kto wie, że na teraźniejszość wielki wpływ miała przeszłość i traumatyczne wydarzenia jakie Deanne przeżyła jako mała dziewczynka.
Czy naszym bohaterkom uda się ułożyć życie i skosztować szczęścia? Sprawdźcie.
Książkę czyta się szybko, jest bardzo wiele interesujących wątków. Nie potrafiłabym zdecydować, który najbardziej do mnie "trafił", wzruszył. Wiem jedno- z chciałabym przeczytać inne powieści tej autorki (mam nadzieję, że powstaną).
Tytuł brzmi dwuznacznie. Musicie wiedzieć, że Trzy Siostry to między innymi nazwy domów. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że może to być określenie przyjaźni bohaterek.
To taki lek na całe zło...
Wielu osobom Wydawnictwo HarperCollins może nie być znane, ale zaręczam, że warto zapoznać się z ofertą książkową proponowaną przez nie. Współpracuję od jakiegoś czasu z tym wydawnictwem i muszę przyznać, że każda książka, którą miałam okazję otrzymać do recenzji okazywała się trafiona w dziesiątkę. To chyba trudna sztuka by w ofercie znajdowały się same bestsellery.
"Trzy...
Tytuł powieści Mallery jest nieco mylący. Powieść - II tom serii Wyspa Blackberry opowiada nie o damach złączonych więzami krwi i mających wspólnych rodziców a o trzech domach i ich mieszkankach. Trzech kobietach, które wiele dzieli ale i coś łączy. Wszystkie nie mogą mówić o sobie, że są szczęśliwe. One są raczej na życiowych zakrętach, mają dość skomplikowaną sytuację rodzinno-uczuciową i muszą uporać się z poważnymi problemami. Muszą zmienić nieco swoje życie, ułożyć je po części od nowa, bo inaczej nigdy nie odetchną pełną piersią.
Wyspa Blackberry - a konkretnie jej wzgórze. Na nim trzy domy wybudowane po sąsiedzku obok siebie w stylu wiktoriańskim. Zamieszkały w nich trzy kobiety w podobnym wieku. Każda z nich ma swoje problemy. Życie każdej z nich nie jest bajką. Między nimi nawiązują się sąsiedzkie więzi mimo, że każda z nich jest diametralnie inną osobą.
Andi przeprowadziła się z miasta, właściwie to z niego uciekła po tym jak przed ołtarzem po dziesięciu latach bycia parą zostawił ją niedoszły mąż. Andi postanawia ułożyć sobie życie na nowo w kupionym i odremontowanym domu. Tu chce przyjmować swoich małych pacjentów, a w głębi jej serca płonie mały płomyczek nadziei, że może tu znajdzie kogoś kto ją bezwarunkowo pokocha i z kim założy rodzinę.
Boston jest niezwykle zdolną malarką. Mieszka wraz z mężem i boryka się z olbrzymią traumą po śmierci malutkiego synka Liama. Nie może pogodzić się z jego odejściem, nie chce kolejnego dziecka, odtrąca męża i coraz mocniej na swoją zgubę otula się całunem żałoby.
Deanna jest żoną i mamą pięciu córeczek. Po traumatycznym dzieciństwie chce być w swoich rolach perfekcyjna. Owszem dochodzi w tym do mistrzostwa, ale po drodze traci dobre relacje z mężem i dziećmi. Jej małżeństwo wisi na włosku, a jej córki czują do mamy odrazę. Czy jest ratunek dla tej gromadki?
Tylko z pozoru ta książka to jedna z wielu lektur, które są napisane dla kobiet. Ta opowieść ma sobie coś wyjątkowego. Ma jakąś niezbadaną moc, która od samego początku mocno i trwale przykuwa uwagę czytelnika. Jest ona dość łatwa w odbiorze, czyta się lekko i niesamowicie wciąga w fabułę. Właśnie fabuła! Nie zawaham się i napiszę z pełnym przekonaniem, że ją napisało samo życie. Tu wszystko jest tak namacalnie realne, prawdziwe, nieidealne. Takie wyrwane normalnemu życiu. Bohaterki są nieidealne, zwyczajne, mają wady, kłopoty i znajdują nić porozumienia. Każda z nich musi walczyć z czymś, co stoi na drodze szczęściu. Nie są to jakieś nieistotne i banalne problemy. I życie nie daje im taryfy ulgowej.
Andi musi nauczyć się żyć bez obciążania otoczenia winą za postępowanie byłego narzeczonego. Musi uwierzyć w siebie i otworzyć się na świat. Boston musi odżyć po śmierci dziecka. Jej życie nie może być jedną wielką żałobą. Nieutulona w żalu mama musi zrozumieć, że nie tylko ona straciła synka, ale również jej mąż. I musi wziąć się w garść by nie stracić i jego. Samotność w małżeństwie nie służy związkowi, a niszczy go niczym tornado.
I wreszcie Deanna. Bohaterka, którą najmniej polubiłam, która miałam ochotę potrząsnąć, a w której (niestety!) odnalazłam coś z siebie. Perfekcjonizm, idealność to wada i to spora wada.
Sąsiadki tak różne zbliżają się do siebie. Rodzą się bliższe relacje. Czy przeształcą się w prawdziwą przyjaźń?
Powieść "Trzy siostry" to książka o nadziei, przyjaźni i prawdziwym życiu. To lektura, która wyzwala w czytającym wiele przeróżnych emocji. Jest czas na współczucie, łzy, śmiech. Można się też zezłościć, skrytykować. I obowiązkowo czuje się kobiecą solidarność. Były momenty, że odczuwałam troszkę żalu, że nie mogę dołaczyć do kółka bohaterek, być czwartą w tym teamie. Wśród takich sąsiadek byłoby mi dobrze, znalazłabym pokrewne dusze i kogoś, komu mogłabym wyrzucić z serca co mnie nurtuje i męczy. Morał z książki? Życie nie jest usłane różami, ale od czego przyjaciele, silna wola i dusza kobieca, które wiele zniesie i wiele potrafi?
Ta książka daje energetycznego kopa i potwierdza tezę, że zawsze znajdzie się jakiejś wyjście z sytuacji.
Tytuł powieści Mallery jest nieco mylący. Powieść - II tom serii Wyspa Blackberry opowiada nie o damach złączonych więzami krwi i mających wspólnych rodziców a o trzech domach i ich mieszkankach. Trzech kobietach, które wiele dzieli ale i coś łączy. Wszystkie nie mogą mówić o sobie, że są szczęśliwe. One są raczej na życiowych zakrętach, mają dość skomplikowaną sytuację...
Urocza, malownicza sceneria. Najwyższe wzgórze wyspy Blackberry Island (swoją drogą śliczna nazwa!), a na nim trzy dziewiętnastowieczne, dwupiętrowe domy, zwane Trzema Siostrami. W tym cudownym, spokojnym, niemal idyllicznym miejscu mieszkają trzy zwyczajne kobiety, z pozoru niczym się nie wyróżniające, a jednak zmierzające się z własnymi demonami.
Uwaga: nie martwcie się, że spojleruję, bo o tym co napiszę niżej dowiecie się z kilku pierwszych stron książki, a jest to istotne, by zrozumieć co mnie tak urzekło w tej pozycji :)
W domu po prawej stronie, tym z witrażowymi oknami z niebieskoszarą ramą mieszkała wraz z mężem malarka Boston, w idealnie odnowionym domu po lewej stronie żyła Deanna wraz z mężem i pięcioma córkami. W środkowym, bardzo zniszczonym domu właśnie osiedliła się Andi, chcąca zacząć życie na nowo lekarz pediatra. Andi celowo wybrała to miejsce na budowanie nowego życia, myśląc, że spokój tego miejsca automatycznie przejdzie na nią. Bohaterka jednak szybko przekonuje się, że nie tylko ona zmaga się ze zmorą przeszłości, a obiektywnie rzecz ujmując fakt porzucenia jej w przededniu ślubu, nie jest wcale tym najgorszym, co mogłoby ją spotkać. A już na pewno jej życie jest mniej zagmatwane niż życie jej najbliższych sąsiadek. Na wyspie Blackberry z pewnością nie jest nudno i nie zawsze jest błogo i beztrosko.
Na pół roku przed przeprowadzką Andi do jednego z domu Trzech Sióstr jej sąsiadkę Boston spotyka niewyobrażalna tragedia, kobieta traci półrocznego synka. Kompletnie nie potrafi sobie z tym poradzić. Zamyka się tylko w swej skorupie nie potrafiąc w pełni przeżyć żałoby. Nie potrafi dogadać się z mężem, który przecież też cierpi i potrzebuje żony. Jedynym ukojeniem dla Boston jest malowanie portretów syna, zupełnie tak, jakby tym ciągłym malowaniem jego postaci sprawiała, że dziecko wciąż było przy niej. Druga z sąsiadek Andi - Deanna sprawia wrażenie idealnej pani domu, matki i żony. Zawsze nieskazitelnie ubrana, z wypielęgnowaną fryzurą i perfekcyjnym makijażem. Znana jest z tego, że wszystko musi mieć swój porządek i ład, wszystko powinno być zaplanowane i skrupulatnie przestrzegane, punkt po punkcie. To się tyczy w szczególności wychowywania córek, prowadzenia domu, jak i samego małżeństwa. A jednak Deanna przeżywa katusze, gdyż we własnym domu czuje się jak intruz. Dzieci za nią nie przepadają, coraz bardziej się dystansują, mąż nie rozumie i nie wspiera....
Te trzy, tak zupełnie różne, kobiety wkrótce połączy przyjaźń. Wcale nie prosta, bo przecież każda z nich zmaga się z własnymi problemami, które wcale nie są łatwe. Na drodze do szczęścia spotykają wiele przeszkód, nieporozumień, a do tego emocje nie zawsze są zgodne z tym co podpowiada rozsądek. Czy uda im się odnaleźć szczęście? Czy uda im się pokonać słabości i problemy? Oj droga do celu nie będzie łatwa....
Na początku myślałam, że główną bohaterką jest Andi, i autorka skupi się na jej życiorysie i jej problemach, a jej sąsiadki to tylko dodatek. Szybko przekonałam się, że każda z tych postaci jest tak samo ważna. Drugą moją myślą było to, że to książka, która ma na celu pokazać, że... nigdy nie jest tak źle... że nie mogłoby być gorzej (żart)... z czym nie można sobie poradzić, choć sprawy czasem przyjmują naprawdę dramatyczny obrót. To jednak książka o czymś innym. W pewnym sensie o miłości, miłości prawdziwej - bezwarunkowej i ponad wszystkim, ale to jednak książka przede wszystkim o PRZYJAŹNI. Wyjątkowej! Szczerej, opartej o zaufanie i "przynależność". Bardzo trudnej, bo zmagającej się z wieloma trudnościami, różnicami poglądów, stylu bycia i życia, a jednak pięknej, czystej i prawdziwej. Powyżej nie wymieniłam wszystkich spraw, z którymi muszą zmierzyć się te trzy kobiety, można powiedzieć, że wszystko im się wali, a jednak (choć początki były bardzo trudne) mają siebie i dzielnie się wspierają.
Jestem absolutnie oczarowana! Co z tego, że książka jest do granic możliwości przewidywalna, że to powielony schemat, że występujące w niej wątki wielokrotnie powtarzany... to wszystko nie ważne! Sposób w jaki autorka opowiada tę historię jest cudowny. Możemy poczuć się jak Andi, która trafia w nieznane, nowe miejsce i zaczyna budować swoje nowe życie - poznaje sąsiadów i innych mieszkańców wyspy, "wchodzi" w tą małomiasteczkową społeczność, integruje się. Łatwo zaprzyjaźnia się z sympatyczną Boston i bardzo ostrożnie otwiera przed Deanną, która wszystkich bierze na dystans i często stwarza pozory. Tu jest wszystko to co w powieściach obyczajowych lubię najbardziej - ciekawe postaci, bagaż doświadczeń, cała lawina niesamowitych zdarzeń, specyficzny klimat małego miasteczka, cała gama uczuć, walka z przeciwnościami losu, miłość, przyjaźń i radzenie sobie z trudnościami i przeciwnościami losu... Uwielbiam takie historie, które rzeczywiście mogłyby się wydarzyć naprawdę. Gdzie można wczuć się w rolę bohaterek, a po zamknięciu książki cieszyć się, że mnie to nie dotyczy, że mnie to nie dotyczy, że ja tak po prostu mogę (i jestem) być szczęśliwa.
Nie przypominam sobie, żebym czytała kiedyś książkę, w której problem utraty małego dziecka jest tak bardzo wyeksponowany, gdzie pokazano proces oswajania się ze stratą i powrót do dalszego życia. Oczywiście każdy człowiek radzi ze śmiercią inaczej, ale tu pokazane są dwa punkty widzenia i .... to naprawdę daje do myślenia. To przykre, że w takich chwilach bywa, że jesteśmy z kimś, tkwimy w związku opartym na miłości, a mimo to nie możemy się porozumieć. Czujemy się samotni, nierozumiani i przez to jeszcze bardziej nieszczęśliwi. Oczy otworzyła mi też historia Deanny (której na początku szczerze nie cierpiałam!) , która chciała tylko być najlepszą żoną i matką. Chciała, żeby jej rodzina nigdy nie cierpiała z powodu głodu i brudu. Chciała być idealna i tak się w tym wszystkim zapętliła, że nie widziała zupełnie nic poza kolejnymi punktami dnia, które koniecznie trzeba zrealizować. Nie rozumiała potrzeb dzieci i męża, uważała, że wszystko robi doskonale, tym bardziej ogarniała ją złość i żałość, że tego nie doceniają. Czytając o jej relacjach z dziewczynkami nie raz płakałam... Kurczę, cieszę że nigdy nie miałam obsesji sprzątania, zdrowego żywienia, żelaznych zasad wychowawczych (nie mylić z konsekwencją). Zdecydowanie ważniejsza jest dla mnie zawsze rozmowa. Nawet jeśli jest to dzień powszedni, zegar wybija godzinę pierwszą w nocy, a ja wiem, że Kornelia powinna już dawno spać... wiem, że to nie w porządku, ale nie zamieniłabym tych naszych wspólnych chwil na nic innego. Nic nie jest dla mnie ważniejsze. Cieszę, że nigdy nie byłam Deanną... O jej rodzinnych relacjach mogłabym pisać i pisać, a przecież każdy wątek tej powieści jest godny uwagi i wart przemyśleń... a wydawało by się, że to taka zwykła, jedna z wielu powieść!
Ups... trochę mi się popłynęło....
Urocza, malownicza sceneria. Najwyższe wzgórze wyspy Blackberry Island (swoją drogą śliczna nazwa!), a na nim trzy dziewiętnastowieczne, dwupiętrowe domy, zwane Trzema Siostrami. W tym cudownym, spokojnym, niemal idyllicznym miejscu mieszkają trzy zwyczajne kobiety, z pozoru niczym się nie wyróżniające, a jednak zmierzające się z własnymi demonami.
Uwaga: nie martwcie się,...
Andi, po tym jak przed ołtarzem porzucił ją narzeczony, odcina się od dotychczasowego życia i wyprowadza się na wyspę. Kupuje tam zabytkowy, zrujnowany dom, postanawia w nim zamieszkać i otworzyć swój prywatny gabinet pediatryczny. Do momentu zakończenia remontu pracuje w miejscowej przychodni. Dom Andi jest jednym z trzech umiejscowionych na wzgórzu. Sąsiaduje z domem Boston – artystki, malarki, mężatki będącej na rozdrożu oraz Deanny – perfekcyjnej pani domu, żyjącej według zasad, które nie wszystkim się podobają. Matki pięciu dziewczynek. Mężatki, której mąż pracuje poza domem, dlatego wszystko jest na jej głowie. Pewnego dna kobieta zauważa, że życie wymyka się jej z rąk. Najstarsza, dwunastoletnia córka w ogóle z nią nie rozmawia, młodsze się jej boją, a mąż coraz częściej myśli o rozstaniu.
Siłą rzeczy wszystkie trzy kobiety się zaprzyjaźniają, chociaż z początku przychodzi im to z trudem. Coraz częściej się spotykają przy lampce wina i wylewają wszystkie swoje żale. Bardzo im to pomaga.
Książka „Trzy siostry” poruszyła mnie do głębi. Niektóre problemy w niej poruszane są mi bardzo bliskie. Utrata dziecka, bunt nastolatka, nadmierna nerwowość w stosunku do rodziny. To wszystko nie jest mi obce. To książka niosąca w sobie bardzo duży ładunek emocji. Traktuje o pięknej miłości, która pokonuje nawet najtrudniejsze wyzwania i przeciwności losu. O niezrozumieniu się i oddalani się od siebie, a także o samotności we dwoje. O strachu przed szczerością i rozmową na tematy, które nas bolą. Ale także o przezwyciężaniu własnych słabości, traumy, wychodzeniu z niemożliwego. O tym jak czuje się ktoś, kogo się nie docenia tylko dlatego, że odważył się przeciwstawić rodzinie i robi to, co lubi.
Czytając tę książkę bardzo często była poirytowana i zła. Te trzy kobiety są na życiowym zakręcie. Towarzyszy im rozgoryczenie, rezygnacja, smutek i bezradność a one nie robią nic żeby to zmienić. Na szczęście do czasu. Nie raz uroniłam łzę czytając ją, ale jak można się nie wzruszyć przy takiej lekturze. „Trzy siostry” czyta się szybko, z największą przyjemnością. W myśl zasady – jeszcze jeden rozdział i nawet nie wiesz kiedy kończysz całą książkę.
Lektura ta udowadnia nam, że nie należy się poddawać. Trzeba walczyć o swoją rodzinę, o siebie, o swoje marzenia. Nie warto się poświęcać w całości innym trzeba pomyśleć też o sobie a wtedy wszystko się ułoży.
Andi, po tym jak przed ołtarzem porzucił ją narzeczony, odcina się od dotychczasowego życia i wyprowadza się na wyspę. Kupuje tam zabytkowy, zrujnowany dom, postanawia w nim zamieszkać i otworzyć swój prywatny gabinet pediatryczny. Do momentu zakończenia remontu pracuje w miejscowej przychodni. Dom Andi jest jednym z trzech umiejscowionych na wzgórzu. Sąsiaduje z domem...
Życie nigdy nie było usłane różami. Na każdej drodze czeka przeszkoda- mniejsza bądź większa, którą musimy pokonać. Ile jesteśmy w stanie przyjąć na swoje barki nim dosięgnie nas klęska? Poczucie porażki? Niechęć do jakiegokolwiek funkcjonowania? Jak sobie z tym poradzić?
Zazdrość to najgorsza cecha u człowieka. Zawsze się znajdzie moment w życiu każdego z nas, że komuś czegoś zazdrościmy. A to, że inni nie mają żadnych problemów na głowie, są szczęśliwym małżeństwem z gromadką cudownych dzieci, nie ma między nimi zgrzytów, krzyków, ani bicia. Zdarza się jednak, że nasze domysły nie zawsze są trafne. Niektórzy mogą mieć w życiu nawet o wiele gorzej od nas samych, nie żyjemy z każdym i nie jesteśmy w stanie tego najzupełniej sprawdzić, widzimy tylko to co chcą nam pokazać, a pod przykrywką może się kryć bardzo złamane i pokaleczone serce. Zabierając się za powieść ,,Trzy siostry" wiedziałam, że każda z bohaterek otworzy przede mną swe drzwi i przedstawi swoje życie. Więc czy chcemy dalej podążać tymi ścieżkami? Poznawać ich ból, cierpienie, niepowodzenia, częste zgrzyty, wspomnienia? Czy jesteśmy w stanie przyjąć ich z otwartymi ramionami i wysłuchać ich historii? Czy odważysz się zagłębić w ich opowieść, która sprowadziła je na to same miejsce?
Zawsze się zastanawiam jak najlepiej opisać wam daną książkę, która wzbudziła moje zainteresowanie czy chociażby sympatię, która zaintrygowała, zszokowała, zaskoczyła, lub zdenerwowała. Siadam przed komputerem i pisze, często skreślam, poprawiam, zmieniam koncepcje. Czasami zdarza się tak, że w głowie natłok myśli, a na papierze brak jakiegokolwiek zdania, jednak gdy w końcu sobie wszystko poukładam wiem jak dalej funkcjonować. Bohaterki także zboczyły z tej utartej ścieżki, na ich drogach pojawiły się przeszkody, które muszą pokonać, niektóre z nich nie chcą się ruszyć z miejsca, inne zmieniają wszystko wokół siebie, a jeszcze inne trzymają się gorliwie swojego postanowienia bo robią wszystko tak jak trzeba. Zwyczajne kobiety ze zwykłymi problemami codziennego życia. Uwielbiam takie historie, prawdziwe, przejmujące, chwytające za serce. Opowieść nie wyróżniająca się na tle innych powieści, ale posiada w sobie pewien charakter, siłę, która wybija ją na piedestał innych historii.
Książka jest bardzo ciekawa, interesująca, a zarazem lekka. Szybko się ją czyta, podoba mi się to, że każda z bohaterek ma czynny udział w opowiadaniu swojej historii, to dopełnia powieść jako całość, a także pozwala czytelnikowi poznać charakter, osobowość, problemy życia danej postaci. Czułam się jakby każda z nich otwierała przede mną swoje drzwi i ochoczo wpuszczała do swojego świata, stałam sobie na uboczu, mogłam spokojnie zaglądać do życia każdej z kobiet, słyszałam ich wspólne rozmowy, żale, smutki, cieszyłam się za każdym razem, kiedy widziały światełko w tunelu. Bohaterowie są świetnie wykreowani, barwni, prawdziwi, nie są doskonali, z bagażem doświadczeń, opowiadają o zwykłym codziennym życiu, które nie zawsze jest łatwe do pokonania. Fabuła doskonale skonstruowana, zachwyca pod każdym względem. Jednym zdaniem to powieść z którą warto się zapoznać. Skusisz się? Gorąco polecam.
Życie nigdy nie było usłane różami. Na każdej drodze czeka przeszkoda- mniejsza bądź większa, którą musimy pokonać. Ile jesteśmy w stanie przyjąć na swoje barki nim dosięgnie nas klęska? Poczucie porażki? Niechęć do jakiegokolwiek funkcjonowania? Jak sobie z tym poradzić?
Zazdrość to najgorsza cecha u człowieka. Zawsze się znajdzie moment w życiu każdego z nas, że komuś...
Powieść czyta się lekko i przyjemnie na pewno, a bohaterki od razu wzbudzają naszą sympatię i to bez faworyzowania którejkolwiek z nich… i bynajmniej nie są chodzącymi ideałami o anielskiej cierpliwości czy usposobieniu.
Całość jest przesympatyczna nawet jeśli momentami dość przewidywalna, jak to w tego typu książkach bywa. Choć nie jest to jakaś wada.
Przedstawiona przez autorkę historia nie jest bajkową sielanką w różowych barwach. Mamy za to cały wachlarz zwyczajnych codziennych spraw i relacji oraz towarzyszących im emocji. Sporo miejsca tez poświęca po prostu przyjaźni tak marginalnie czasami w życiu traktowanej a przecież tak niezwykle ważnej.
Trzy siostry to naprawdę wspaniała i niezwykle skuteczna odskocznia od codziennej „szarpaniny”, bieganiny, kłopotów itp.
I o dziwo pozwala nabrać lekkiego dystansu do swoich spraw, bo jak się okazuje to o czym piszą i to co nam się przydarza jest czasami bardzo podobne.
Warto złapać choć kilka minut dziennie na tę lekturę, nawet pomiędzy myciem okien a pieczeniem wielkanocnego mazurka – lub zamiast
Powieść czyta się lekko i przyjemnie na pewno, a bohaterki od razu wzbudzają naszą sympatię i to bez faworyzowania którejkolwiek z nich… i bynajmniej nie są chodzącymi ideałami o anielskiej cierpliwości czy usposobieniu.
Całość jest przesympatyczna nawet jeśli momentami dość przewidywalna, jak to w tego typu książkach bywa. Choć nie jest to jakaś wada.
"...życie wcale nie musi być łatwe... przede wszystkim chodzi o to, żeby żyć. Żyć tak naprawdę."
Powieść obyczajowa mająca dużą moc przykuwania uwagi czytelnika i wciągania go w historie trzech kobiet znajdujących się w dramatycznym momencie życia. Książka bardzo wzrusza i nakłania do wielu przemyśleń. Czyta się ją z niezwykłą lekkością, trudno się od niej oderwać, a wykreowaną przez autorkę rzeczywistość cechuje bogactwo uczuć, koloryt obrazu i zrozumienie ludzkich pragnień. Bohaterki świetnie sprofilowane, posiadające wyraziste cechy, dalekie od doskonałości, jednakże szybko wzbudzające nasze zainteresowanie oraz sympatię. Wręcz identyfikujemy się z ich porażkami, rozgoryczeniem, rezygnacją i bólem, współczujemy im, ale również staramy się popchnąć ku odzyskaniu równowagi duchowej, określeniu własnej tożsamości oraz wspomóc w pokonaniu życiowych problemów. Fabuła przyciąga intrygującymi zdarzeniami, ciekawymi sytuacjami, zaskakującymi zwrotami akcji. Dialogi naturalne i pełne pogłębionych odniesień do różnorodnych aspektów scenariuszy ludzkich losów. A do tego bardzo porywająca narracja, która współtworzy barwny i ciepły klimat powieści. Po takie książki chciałabym sięgać jak najczęściej, dostarczają bardzo dużą satysfakcję czytelniczą. Bo wszystko tu ze sobą współgra i świetnie komponuje się w przekazywanej treści. Bez względu na jakie natrafimy w swoim życiu labirynty uczuć i losowych zdarzeń, co nas spotka i co sami sprowokujemy, nie powinniśmy wątpić w umiejętność wybaczenia samemu sobie, tracić zaufania do drugiego człowieka, nadziei na szczęśliwe życie, wiary we własne możliwości stawienia czoła najtrudniejszym nawet wyzwaniom.
Andi, Boston i Deanna, to główne bohaterki powieści, charakteryzujące się zupełnie odmiennymi osobowościami i mające za sobą różnorodne doświadczenia życiowe. Spotykają się na pięknej wyspie "Trzy siostry", a ich drogi krzyżują się w bardzo trudnym okresie dla każdej z nich. Andi, pediatra, porzucona przez narzeczonego, przeprowadza się z dużego miasta do małego miasteczka, aby tam zacząć nowy etap życia, przestać spełniać cudze oczekiwania, a skoncentrować się na własnych pragnieniach i marzeniach. Boston, malarka, mająca wielką pustkę w sercu, wraz z mężem, każde na swój sposób, opłakują śmierć synka. Deanna, matka pięciu córeczek, przeżywająca kryzys małżeński, a wszystko nad czym pracowała przez kilkanaście lat, o co się starała, straciło swój blask i sens, dążenie do ideału i perfekcjonizm stały się jej obsesjami i ogromnymi obciążeniami. Kobiety stopniowo pozwalają sobie na zmiany w życiu, próbują odzyskać ufność i pewność, pogodzić się z tragedią, pozwolić sobie na niedoskonałość. Jak potoczą się ich dalsze losy? Czy Andi, Boston i Deanna okażą się dla siebie wsparciem, połączy je prawdziwa przyjaźń? Będą potrafiły zaakceptować własne ułomności i ograniczenia? Rozwiązać nawarstwiające się przez wiele lat problemy i przeszkody życiowe? Odciąć się skutecznie od demonów przeszłości uniemożliwiających pójście na przód? Znaleźć swoje miejsce na ziemi, satysfakcję, miłość i szczęście?
bookendorfina.blogspot.com
"...życie wcale nie musi być łatwe... przede wszystkim chodzi o to, żeby żyć. Żyć tak naprawdę."
Powieść obyczajowa mająca dużą moc przykuwania uwagi czytelnika i wciągania go w historie trzech kobiet znajdujących się w dramatycznym momencie życia. Książka bardzo wzrusza i nakłania do wielu przemyśleń. Czyta się ją z niezwykłą lekkością, trudno się od niej oderwać, a...
Istnieją takie powieści, które przede wszystkim traktują o przyjaźni między kobietami, są przeznaczone dla kobiet i pozwalają im utożsamić się z życiowymi meandrami literackich bohaterek.
Do tego rodzaju powieści obyczajowych, po które chętnie sięgają panie, mogę zaliczyć książkę amerykańskiej pisarki Susan Mallery, pt. "Trzy siostry".
W urokliwej okolicy, do której chętnie przyjeżdżają turyści, na Blackberry Island znajduje się wzgórze zwane Trzema Siostrami. Z dala od zgiełku nowoczesnego Seattle, żyją mieszkańcy małej społeczności. Wśród nich typowe amerykańskie rodziny zmagające się z codziennością, przeżywające radości i smutki, z którymi każdy z nas ma do czynienia na co dzień.
Na wzgórzu stoją trzy domy zbudowane w stylu królowej Anny Stuart.
Dwa z nich prezentują się dość okazale i cieszą oko. Jeden nadaje się do kapitalnego remontu i tylko człowiek z wyobraźnią może dojrzeć w nim ogromny potencjał oraz ukryte piękno. Działa renowacji podejmuje się Andi Gordon, która przybywa do Blackberry Island w poszukiwaniu nowego życia. Pod wpływem impulsu decyduje się na kupno domu w fatalnej kondycji, która niewiele odbiega od jej stanu ducha. Andi została porzucona przed ołtarzem, na oczach trzech setek gości weselnych. Przyszły mąż, z którym żyła w związku od dziesięciu lat, okazał się niedojrzałym partnerem. Młoda kobieta postanowiła zacząć swoje życie na nowo, wyremontować dom i otworzyć praktykę lekarską na wyspie. Jako pediatra ma szansę na karierę w małej społeczności, w której mieszkają rodziny z dziećmi. Renowacja domu i plany na przyszłość pochłaniają Andi oraz pozwalają jej zapomnieć o tym, że w rodzinie utalentowanych i utytułowanych lekarzy traktowana jest jak "czarna owca", ponieważ nie robi międzynarodowej kariery, poświęcając się mało znaczącej (w mniemaniu rodziców kobiety) pediatrii. Tak więc młoda lekarka ma wiele do przemyślenia, ma nadzieję na pozytywne zmiany, tym bardziej że pracami budowlanymi kieruje przystojny Wade.
Powoli nawiązuje pierwsze kontakty sąsiedzkie. W jednym z budynków na wzgórzu Trzech Sióstr mieszka idealna pani domu, Deanna Phillips, której jedynym pragnieniem jest posiadanie perfekcyjnego domu i nienagannie funkcjonującej rodziny. Tymczasem kobieta, na pozór wyniosła i zasadnicza, nie radzi sobie z własnymi problemami, których początku należy upatrywać w jej skomplikowanym dzieciństwie. W wyniku wielu przeciwności mąż i dzieci odsuwają się od Deanny.
Drugą sąsiadką przyszłej lekarki rodzinnej na wyspie jest Boston King. Ona również boryka się z trudną przeszłością. Nie może poradzić sobie z bólem po stracie dziecka. I chociaż ma kochającego męża oraz duży talent malarski, zupełnie zatraciła się w rozpaczy. Małżonkowie muszą odbudować swoje relacje i spróbować żyć od nowa.
Wspólne cierpienie, nieszczęścia i codzienne perypetie z czasem połączą więzami przyjaźni trzy kobiety. Los sprawi, że mimo dzielących je różnic potrafią one wyzwolić w sobie siłę, by wspólnie walczyć o zmiany w życiu.
"Trzy siostry" to opowieść o sile przyjaźni i przetrwaniu ludzkich kryzysów. Dobrze napisana powieść o ludziach, którzy szukają bliskości i zrozumienia. Charakteryzuje się prostym językiem, umiejętnie wplecionym humorem i dużą dozą ciepła, które docenią z pewnością wszystkie czytelniczki. Proste czynności, zwykłe sytuacje i ludzkie nieszczęścia powodują, że bardzo łatwo możemy utożsamiać się z poszczególnymi bohaterkami. Ich życiowe historie bawią, smucą, złoszczą i wzruszają. To lektura, która daje przyjemność czytania. Czytelniczki z pewnością znajdą w niej cząstkę siebie i poczują ulgę, ponieważ książka ma szczęśliwe zakończenie.
Celowo wskazuję kobiety jako odbiorców docelowych tej powieści, gdyż to one w pełni docenią emocje targające bohaterami, ogólny serdeczny nastrój i kobiecy styl pisania autorki. Inteligentny humor, naturalne dialogi i ogólnie pozytywne przesłanie dopełniają całości.
Drogie Panie, czasem "ciepła woda i kawa" mogą wystarczyć, aby na nowo czuć się szczęśliwym człowiekiem. Jeśli dodacie do tego zestawu książkę, która przeniesie was na wyspę pełną stokrotek, gdzie będziecie mogły zapisać się na degustację win z okolicznych winnic i podziwiać zachód słońca nad oceanem, uzyskacie receptę na przyjemności. Czego życzę wszystkim wraz ze zbliżająca się wiosną.
Istnieją takie powieści, które przede wszystkim traktują o przyjaźni między kobietami, są przeznaczone dla kobiet i pozwalają im utożsamić się z życiowymi meandrami literackich bohaterek.
Do tego rodzaju powieści obyczajowych, po które chętnie sięgają panie, mogę zaliczyć książkę amerykańskiej pisarki Susan Mallery, pt. "Trzy siostry".
W urokliwej okolicy, do której chętnie...
Bardzo wakacyjna okładka i nazwisko autorki, która kojarzyła mi się raczej z lekkimi lekturami obiecywały przyjemną obyczajówkę. Za jej sprawą wpuściłam do swojego domu mnóstwo słońca i łez wzruszenia. Dlaczego?
Tytułowe Trzy Siostry to stare, stojące obok siebie wiktoriańskie domy na wyspie Blackberry. Zamieszkują je trzy zupełnie różne kobiety, każda z nich ma jakieś życiowe problemy, z którymi sobie nie radzi. Andi dopiero się tutaj wprowadziła po tym gdy narzeczony porzucił ją przed ołtarzem. Deanna to perfekcjonistka. W domu rządzi twardą ręką i wszystko musi być po jej myśli. Boston niedawno straciła ukochanego synka. Wraz ze swoim mężem kompletnie się rozsypali.
Ktoś mógłby zarzucić tej książce banalność. Myślę jednak, że ciepłe promienie słońca wydobywające się z kartek szybko przekonają go do siebie. To trzy historie, prawdopodobne wydarzenia, które przecież mogłoby spotkać każdego z nas. Chyba to mnie w tak mocno urzekło. Nie znajdziemy tutaj wyidealizowanej bajki. Szczęście zależy od nas samych i tylko dzięki ogromnym chęciom i dążeniu do celu jesteśmy w stanie odnieść długo wyczekiwany sukces. Książka w piękny sposób opowiada o małżeństwie i związkach. Przypomina, że potrzeba dużo pracy i zaangażowania z obu stron aby zbudować coś naprawdę trwałego. Jak widzicie doszukałam się w niej wielu przesłań i głębszego dna.
To też opowieść o przyjaźni, pomiędzy zupełnie różnymi ludźmi. Bohaterowie nie są papierowi. To osoby z krwi i kości z którymi chętnie bym się zapoznała. Najbardziej urzekła mnie Boston. Jej historia wywołała u mnie wiele łez i ogromne wzruszenie. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić wam tę historię chociażby na dzisiejszy Dzień Kobiet.
Bardzo wakacyjna okładka i nazwisko autorki, która kojarzyła mi się raczej z lekkimi lekturami obiecywały przyjemną obyczajówkę. Za jej sprawą wpuściłam do swojego domu mnóstwo słońca i łez wzruszenia. Dlaczego?
Tytułowe Trzy Siostry to stare, stojące obok siebie wiktoriańskie domy na wyspie Blackberry. Zamieszkują je trzy zupełnie różne kobiety, każda z nich ma jakieś...
Susan Mallery to autorka znana min. z serii ,,Słodkie słówka", z którą zapoznałam się kilka lat temu i bardzo miło wspominam. Z tego też powodu postanowiłam sprawdzić, jak spodobają mi się ,,Trzy Siostry".
Trzy kobiety. Boston. Andi. Deanna. Trzy domy. Trzy Siostry. Mówiąc wprost, akcja toczy się na Blackberry Island. Boston to malarka, która od pół roku nie może skupić się na niczym innym, malując portrety jednej osoby. Czy uda jej się dojść do siebie? Andi po 10-letnim związku z Mattem, którzy porzucił ją bez żadnych wyjaśnień przed ołtarzem postanawia zmienić swoje życie. Kupuje środkowy dom, popadający w ruinę i postanawia doprowadzić go do stanu używalności. Podobnie jak swoje życie. Deanna to perfekcjonistka, mająca męża oraz 5 córek, które z każdym dniem coraz bardziej się od niej oddalają. Nie potrafią znieść zasad, panujących w domu, oczekując za każdym razem przyjazdów ojca. Czy ta rodzina ma jeszcze szansę na pojednanie?
Muszę przyznać, że bardzo lubię książki obyczajowe z wątkiem miłosnym, czy romantycznym. Korzystając z dnia wyjazdowego postanowiłam zabrać ze sobą ,,Trzy Siostry", pozycję niezwykle złożoną w swej prostocie, a jednocześnie zmuszającą czytelnika do myślenia i oceny, która nie zawsze pokrywa się z tym, z czym mierzą się główni bohaterowie. Powiem szczerze, że najmniej polubiłam Deannę, tę jej chorobliwą skłonność do kontrolowania wszystkiego. Zawsze nienagannie ubrana, wyważona. Okazuje się jednak, że za tym wszystkim kryje się niezwykle złożona przeszłość.
Każda z bohaterek skrywa w sobie niezabliźnione rany. Każda z nich pragnie miłości, tylko najpierw muszą pokochać siebie, wybaczyć sytuacje, na które nie miały wpływu. Dać sobie pomóc. Czy wyspa Trzech Sióstr stanie się miejscem, gdzie na nowo rozkwitnie przyjaźń, a kobiety dadzą sobie szansę na miłość? Przekonajcie się sami. To niezwykle ciepła opowieść, którą przeczytacie w kilka godzin. Ba, Wy ją pochłoniecie.
Susan Mallery to autorka znana min. z serii ,,Słodkie słówka", z którą zapoznałam się kilka lat temu i bardzo miło wspominam. Z tego też powodu postanowiłam sprawdzić, jak spodobają mi się ,,Trzy Siostry".
Trzy kobiety. Boston. Andi. Deanna. Trzy domy. Trzy Siostry. Mówiąc wprost, akcja toczy się na Blackberry Island. Boston to malarka, która od pół roku nie może skupić...
Czasami robimy wielki krok w tył i nie możemy tego naprawić. Cofamy się coraz bardziej, aż zdajemy sobie sprawę z tego, ile straciliśmy. I pewnego dnia coś w nas pęka, coś powoduje morze łez, krzyki w środku nocy, trzęsące się ciało… coś, co doprowadza nas do ogromnej rozpaczy i tęsknoty za tym, co utracone. Co zrobić w takiej sytuacji?
Tytułowe trzy siostry to trzy domy na wzgórzu na wyspie Blackberry Island w stylu królowej Anny z dziewiętnastego wieku. Te domy musiały być naprawdę piękne! Właścicielkami tych architektonicznych cudów są trzy kobiety, całkowicie od siebie różne: Deanna i Boston, które mają problemy natury małżeńskiej, oraz Andi – nowa sąsiadka. Ich kłopoty, nie tylko sercowe, są spowodowane ostatnimi nieprzyjemnymi wydarzeniami. Deanna jest chora na zespół natręctw, a jej apodyktyczność i chęć kontroli wszystkiego psuje więzy rodzinne. Boston wraz z mężem niedawno stracili synka w wyniku nieuleczalnej choroby. Natomiast Andi została porzucona przez swojego narzeczonego w kościele przy trzystu parach oczu. Mają dziewczyny problemy, co nie?
Bohaterki to duży atut tej powieści. Są tak różne, że wydaje się aż niemożliwe, aby się zaprzyjaźniły. Okazuje się, iż wspólnie przeżywane troki są w stanie zbudować wyjątkową wieź miedzy tymi kobietami. Więź, która zapewne przetrwa jeszcze niejeden ludzki dramat. Ich historie są pełne bólu i cierpienia. Prawdziwe wyciskacze łez. Tak… sama poryczałam się na końcu, bo przypomniały mi się moje smutne wspomnienia. Musiałam więc odłożyć lekturę na później i się pozbierać. Jestem zdziwiona, że ta książka tak na mnie zadziałała, bo w życiu bym się tego po niej nie spodziewała. Ot, dobra obyczajówka, z którą naprawdę miło spędziłam czas. A tu takie zaskoczenie! Chyba jestem zbyt sentymentalna…
Fabuła jest dość interesująca. Trzy kobiety, trzy problemy, jakie trzeba rozwiązać, i to jak najszybciej. Życie na rozstaju dróg nie jest proste, a każda z bohaterek właśnie na takim skrzyżowaniu stoi. Książkę czyta się naprawdę szybko, wszystko pędzi w zatrważającym tempie.
Czasami potrzebna jest odrobina melancholii, aby móc odprężyć się przed szybkim skokiem w przód. Bo kiedy jedna z kobiet rusza na podbój świata, drugą wspiera ją z lampką wina i kalorycznymi ciasteczkami u boku.
Jak poradzą sobie Deanna, Boston i Andi? Czy dadzą sobie rade z kłodami na drodze? Czy ich rodziny zaakceptuje je takimi jakimi są? A może wszystko się popsuje, a szczęśliwe zakończenie to tylko bajka?
Czasami robimy wielki krok w tył i nie możemy tego naprawić. Cofamy się coraz bardziej, aż zdajemy sobie sprawę z tego, ile straciliśmy. I pewnego dnia coś w nas pęka, coś powoduje morze łez, krzyki w środku nocy, trzęsące się ciało… coś, co doprowadza nas do ogromnej rozpaczy i tęsknoty za tym, co utracone. Co zrobić w takiej sytuacji?
Istnieją na świecie trzy rodzaje przyjaźni – męska, kobieca i mieszana. Przyjaźń męska jest łatwa – idzie się na piwo, ogląda wspólnie mecze, jak jest problem to omawia się go w pięć minut, bo nie wypada im dłużej paplać o nieprzyjemnych sprawach. Kobieca przyjaźń jest trudna – afery, zazdrość, kłótnie towarzyszą jej na każdym kroku. Często bywa tak, że przyjaciółkami zostają kobiety, które z początku wręcz się nienawidzą, ale los tak toczy ich życiem, że w końcu ta niechęć jest naturalnie przełamywana i zamienia się w przywiązanie.
Mężczyzn łączy piłka nożna, wspólna młodość, muzyka, komiksy, skoki ze spadochronu i książki o tematyce raczej fantastycznej. Kobiety natomiast łączą problemy; to właśnie płacząc przy butelce wina zawiązują się przyjaźnie, które trwają lata. Facetom nie potrzeba zwierzania się, w przeciwieństwie do kobiet. Każda z nas ma zapewne jedną bliską przyjaciółkę, której może powiedzieć wszystko, bez potrzeby dodawania: „ale nikomu o tym nie mów!.”
Susan Mallery napisała książkę o kobiecej przyjaźni; zwykła obyczajówka, którą czyta się lekko, przyjemnie i szybko. Idealna powieść na coraz to cieplejsze wieczory, którą można potem pożyczyć swojej przyjaciółce i pogadać o niej przy butelce wina.
Andi, Boston i Deanna to trzy różne typy kobiet. Na zdrowy rozum nikt by nie pomyślał, że tak odmienne charaktery mogą się zaprzyjaźnić. Boston i Deanna były sąsiadkami od lat, jednak ich podejście do życia było tak diametralnie różne, że nigdy nie wyszły poza utarte ramy koleżeńskości „zapłotowej”. Ot, krótkie przywitanie, zapytanie o zdrowie i każda chowała się we własnym domu. Pewnego lata na wyspę, na której mieszkały, przybyła Andi, młoda lekarka z pokaleczonym sercem, którego nie dało się zszyć żadną nicią chirurgiczną; narzeczony zostawił ją przed ołtarzem, tłumacząc, że nie jest pewny, czy chce być jej mężem. Pomijając fakt, że byli razem dziesięć lat, warto dodać, że ledwo kilka tygodni później wziął ślub ze swoją asystentką – cóż, na ten ślub był gotowy.
Już pierwszego popołudnia Andi poznała Boston, której imię pasowało do zawodu, była bowiem malarką a malarka o pospolitym imieniu jak Jane czy Anna nie byłaby taka wspaniała i awangardowa, jak ta nazywająca się Boston, prawda?
Boston miała męża i niedawno straciła półroczne dziecko, co mocno przeżywała. Przez jej żal i smutek, małżeństwo zaczęło się rozpadać a ona w żaden sposób nie mogła sprawić, by podniszczone fundamenty ich związku na nowo się zlepiły. Zazdrościła mieszkającej obok Deannie, która miała męża i piątkę – aż piątkę a ona nie mogła mieć nawet jednego – dzieci, wszystkie płci pięknej. Nie wiedziała, że córki i ich ojciec żywią do sąsiadki wielką urazę za jej zachowanie i absolutne rządy w domu. Dziewczynki nie mogły jeść niczego kupionego w sklepie, nie mogły prosić o dokładkę obiadu, nie mogły przynieść ze szkoły gorszej oceny; za wszystko były karane w sposób bezwzględny i systematyczny, chociaż przyznać trzeba, że Deanna nigdy nie podniosła głosu ani nie uderzyła żadnej z nich. Po prostu wydawała polecenie jak żołnierz na poligonie a każde nieposłuszeństwo było w odpowiedni sposób karane.
Muszę przyznać, że Deanna od samego początku działała mi na nerwy i dziwię się, że ktokolwiek mógłby taką kobietę polubić. Kibicowałam jej mężowi, żeby zdecydował się ją zostawić, wziąć dziewczynki i odjechać w stronę zachodzącego słońca a ona mogłaby zostać i dyrygować sama sobą lub przekwalifikować się na kaprala w wojsku.
„Trzy siostry” pokazuje jednak, że trudno jest zrozumieć dlaczego lubimy daną osobę; niekiedy jest ona wredna, sarkastyczna, nie potrafi się zachować w towarzystwie a jednak z jakiegoś dziwnego, irracjonalnego powodu lubimy ją i lgniemy do niej. Przyjaźń otacza nas kokonem bezpieczeństwa, sprawia, że czujemy się dla kogoś wyjątkowi, z wszystkimi naszymi wadami i zaletami.
Przy okazji tej recenzji mogę rzec coś jeszcze o przyjaźni damsko-męskiej. Dla mnie taka przyjaźń zawsze, prędzej czy później, idzie w parze z miłością. I jeśli przyjaźnią się ludzie, którzy są razem, to jest to dodatkowy atut związku. Przyjaciel mężem? Idealne rozwiązanie, bo przyjaźń jest dużo trwalsza niż zakochanie czy zauroczenie i osobiście sądzę, że najpiękniejsze miłości nie rodzą się z pożądania, ale z przyjaźni właśnie.
Wracając do kwestii przyjaźni pomiędzy kobietami – prawdziwą, tą jedyną przyjaciółkę traktuje się z czasem jak siostrę, z wszelkimi tego plusami i minusami. Bo w każdej przyjaźni zdarzają się lepsze i gorsze dni, zdarzają się sprzeczki i kłótnie. Ale tak jak w rodzeństwie łączy krew i pochodzenie, tak w przyjaźni łączy ta niewidzialna, nienazwana do końca nić. Życzę i sobie i wam wszystkim takiej bliskości jaką znalazły bohaterki „Trzech sióstr”i zachęcam do przeczytania książki, bo warto. Może dzięki niej dostrzeżemy przyjaciółkę w osobie, która na pierwszy rzut oka wydaje się niezwykle "twarda", ale tak naprawdę potrzebuje naszej przyjaźni i naszego ciepła.
Bo przyjaźń, moi drodzy, można znaleźć u całkiem niespodziewanej osoby.
Istnieją na świecie trzy rodzaje przyjaźni – męska, kobieca i mieszana. Przyjaźń męska jest łatwa – idzie się na piwo, ogląda wspólnie mecze, jak jest problem to omawia się go w pięć minut, bo nie wypada im dłużej paplać o nieprzyjemnych sprawach. Kobieca przyjaźń jest trudna – afery, zazdrość, kłótnie towarzyszą jej na każdym kroku. Często bywa tak, że przyjaciółkami...
Andi Gordon z dnia na dzień porzuca swoje dotychczasowe życie. Nie odwraca się za siebie, tym bardziej, że jeszcze chwilę temu miała zostać najszczęśliwszą kobietą na świecie. Tak jednak nie stało się. Młoda lekarka pediatrii zostaje wystawiona przed ołtarzem. Spontanicznie podejmuje decyzję o wyjeździe ze Seattle. Kupuje opuszczony, dość mocno zaniedbany dom. Nie zastanawiając się długo, postanawia go odrestaurować, wprowadzić się, a co więcej, na parterze planuje otworzyć gabinet lekarski z własną praktyką. Nowy rozdział w życiu, nie może brzmieć piękniej? Jednak Andi czeka długa droga. Nie łatwo jest jej się pozbierać po ostatnich wydarzeniach. Nie potrafi zrozumieć nagłej decyzji narzeczonego. Co więcej, Andi nie znajduje wsparcia wśród rodziny. Zwłaszcza matka wywiera na nią presję, próbując wmówić swojej córce, że kierunek pediatryczny nie jest dla niej odpowiedni. Sugeruje, że powinna ukierunkować się na coś ambitniejszego, ponieważ ją na to stać, a dwa, przecież jej najbliższa rodzina zajmuje wysokie stanowiska lekarskie, dlaczego ma być gorsza? Andi, więc wbrew pozorom pozostaje ze wszystkim sama. Czuje, że ten dom, okolica jest dobrym wyborem. Kiedy odświeży dom, w jej wnętrzu zapanuje spokój i wyciszenie. Jak bardzo się jednak myli. Na swej drodze niebawem spotka miejscowego przystojniaka, a na dodatek stanu wolnego. Czy Wade poza kontakty czysto zawodowe, pokaże się Andi z innej, wrażliwej strony?
Tuż za płotem, Andi ma przyjemność poznać swoją pierwszą sąsiadkę, Boston, która z miejsca okazuje się sympatyczną kobietą. Maluje tkaniny dla projektantów mody, rysuje, jednakże obsesyjnie, wręcz namiętnie powraca do jednego tematu swoich prac, portretu małego dziecka. Jego podobizny zajmują wszelkie pomieszczenia jej domu. Co więcej, Boston z pozorów wydaje się szczęśliwą mężatką, która ma poukładane w głowie, ale również w życiu prywatnym. Później jednak okazuje się, że tak do końca to nie jest. Boston oraz jej mąż zmagają się z traumą po śmierci swojego długo oczekiwanego synka. Nie potrafią pogodzić się z jego odejściem, a zwłaszcza Boston, która namiętnie oddaje się pasji jego malowania, szkicowania. Powtarza sobie jak mantrę, że rysowanie chłopca daje jej ukojenie, ma wrażenie, że synek jest przy niej obecny duchem. On powstał w jej ciele, a za pomocą rysunku wskrzesza go w swoim sercu. Jej mąż, Zeke w tym samym czasie ucieka do kieliszka. Byle rozmowa kończy się kłótnią. Czy istnieje szansa na to, aby małżonkowie powrócili do siebie w pełnym znaczeniu tego słowa? Czy oni tego pragną, odzyskać siebie i raz jeszcze zbudować na nowo szczęście, radość oraz niegdyś łączącą ich bliskość? Czy nauczą się rozmawiać o dręczących ich emocjach?
Deanna Phillips, trzecia sąsiadka na wyspie Blackberry Island – ma piątkę dzieci, prowadzi sklep z rękodziełem. Jest jednak osobą oschłą, nieufną, zgryźliwą i nie skorą do rozmów i kontaktów. Kobieta jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, jak oceniają ją inni. Pod rodzinnym dachem stwarza pozory szczęścia, radości. Z całego serca pragnie, aby każdy był zadowolony oraz spełniony. Wkłada wiele wysiłku w wychowanie oraz nadmierną troskę o bliskich. Nie widzi jednak tego, że mąż jej ma serdecznie dość. Na rękę są mu wyjazdy służbowe oraz rzadkie wizyty w domu. Najstarsza córka również niechętnie spogląda na matkę, traktuje ją jak własnego wroga. Deanna obawia się, że wkrótce pozostałe córki zbuntują się przeciwko niej. Ta jednak nie ma najmniejszego pojęcia, co zrobić, aby własna rodzina ją zauważyła i polubiła. Mąż wyrzuca jej apodyktyczność, surowe wychowanie, sztuczne opanowanie. Podkreśla, że dla żony liczą się wyłącznie pozory, to, w jaki sposób odbierają i mówią o niej inni. Ważna jest dla niej reputacja, pochlebstwa. Ustala zasady i podporządkowuje do nich członków rodziny. Z czasem Deanna staje się dla wszystkich nieznośna. Kontroluje, usilnie narzuca swoje zdanie nie licząc się z czyimś głosem. Dzieci się jej boją. Mąż jej unika. Liczą się pozory, bo rzeczywistość nie interesuje Deanny. Przez długi jednak czas kobieta nie potrafi pojąć, co jest nie tak, co robi źle. Myśli, że kieruje się absolutnym dobrem względem rodziny, ale niestety to wszystko przynosi odwrotny skutek, przez co wszyscy cierpią. Co więcej, Deanna odkrywa, że zmaga się z poważnym urazem z lat dzieciństwa, które rzutuje na jej obecne życie. Dodatkowo, nerwica natręctw doprowadza jej ciało do rozpaczy. Czy Deanna zrozumie, w czym popełnia podstawowy błąd? Czy uda jej się przekonać do siebie córki oraz męża i na nowo staną się pełną, szczęśliwą rodziną?
Okazuje się, że wbrew temu, co ludzie widzą oraz chcieliby doglądnąć, życie trzech różnych sąsiadek jest tylko wymysłem wyobrażeń pobocznych obserwatorów. Rzeczywistość zupełnie inaczej wygląda, wcale nie tak kolorowo i przyjemnie.
Z czasem trzy kobiety dostrzegą, że łączy ich coś wspólnego. Zaprzyjaźnią się, odkrywając w sobie wewnętrznie drzemiącą siłę i głęboki potencjał na to, że można stanąć mocno na nogi i dokonać jeszcze czegoś wielkiego oraz ważnego dla nich samych. To właśnie dzięki wspólnym rozmowom, przebywaniu w swoim towarzystwie, trzy początkowo zupełnie obce dla siebie kobiety poznają się na tym, że warto się trzymać razem, radzić się, polegać na sobie i w każdej sytuacji wspierać.
Powieść ta pokazuje, jak wielu z nas egzystuje w sposób, jaki naprawdę nie istnieje. Staramy się być tacy, jak tego pragniemy, jak inni od nas tego oczekują, jak dążymy do idealizmu. Niechętnie wychylamy się z własnych twardych skorup. Poszukujemy pochlebstwa, aprobaty, akceptacji. Tymczasem los płata przeróżne figle, nie pytając nas o zgodę. Po prostu się dzieje. Dzięki jednak przyjaźni, można raz jeszcze sięgnąć gwiazd z nieba, poczuć szczęście, uśmiechnąć się i zawalczyć o najważniejsze dla nas wartości. Bo głównie w nas samych jest sporo mocy, a przyjaciele tylko wydobywają z nas tę wiarę, prowadząc ku lepszemu.
Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem HarperCollins :)
Andi Gordon z dnia na dzień porzuca swoje dotychczasowe życie. Nie odwraca się za siebie, tym bardziej, że jeszcze chwilę temu miała zostać najszczęśliwszą kobietą na świecie. Tak jednak nie stało się. Młoda lekarka pediatrii zostaje wystawiona przed ołtarzem. Spontanicznie podejmuje decyzję o wyjeździe ze Seattle. Kupuje opuszczony, dość mocno zaniedbany dom. Nie...
"Kiedy człowiek wie, że innym też się nie wiedzie, od razu lżej mu na duszy. Bo nie on jeden, jak to się ładnie mówi, z trudem wykuwa swój los." ( cyt. s. 231 )
Jak wskazuje tytuł najnowszej książki autorstwa Susan Mallery, czytelnik będzie miał do czynienia z trzema siostrami, ale w tym przypadku słowo "siostra'" ma zupełnie inne znaczenie. "Trzy siostry" to nic innego jak trzy wspaniałe domy zlokalizowane na wyspie Blackberry Island. Żeby było jeszcze ciekawiej stoją obok siebie na najwyższym szczycie wyspy. Każdy z nich ma swoich lokatorów, chociaż środkowy został kupiony dopiero jakiś czas temu. Właścicielką nieruchomości stała się Andi Gordon. Kilka dni temu została porzucona przed ołtarzem przez ukochanego po dziesięciu latach związku. Na oczach rodziców oraz gości w liczbie trzystu. Z zawodu jest lekarzem - pediatrą. I właśnie z jej zawodem, a raczej ze specjalizacją nie mogą pogodzić się rodzice Andi, którzy również ukończyli studia medyczne i mogą szczycić się sławą. Uważają, że stać ich córkę na więcej. Z tej też przyczyny relacje na linii rodzice-córka nie należą do najlepszych.
Od kilku już lat w jednym z domów mieszka Deanna Philips, żona oraz matka piątki cudownych dziewczynek. Można by rzec, że jest perfekcyjną panią domu. Jeśli chodzi o sposób wychowywania dzieci, tutaj też ma swoje zasady. Ta "idealność" doprowadza do ogromnego kryzysu w jej małżeństwie. W zastraszającym tempie zacierają się również więzi łączące matkę z córkami.
Ich sąsiadką jest Boston King. Kobieta z duszą artystki o bardzo pozytywnej osobowości. Obecnie przechodzi najgorsze chwile w swoim życiu. Śmierć własnego dziecka dla każdej matki jest osobistą tragedią. Boston przeżywa ją na swój sposób, którego nie potrafi zaakceptować Zake, jej mąż. Sam coraz częściej zagląda do kieliszka.
Trzy domu, trzy kobiety i trzy zupełnie inne historie. Ale jest coś co je ze sobą łączy. Mamy w nich do czynienia z problemami, z którymi zmagają się książkowe bohaterki. Żadna nie może powiedzieć, że wiedzie szczęśliwe życie z dala od trosk i zmartwień. I właśnie te problemy zbliżają do siebie Andi, Boston i Deanne. Może na początku ich relacje nie należały do przyjacielskich, ale z czasem doszły do wniosku, że świetnie czują się w swoim towarzystwie. Kto lepiej zrozumie kobietę, jak nie druga kobieta.
W książce mamy styczność z przeciwnościami losu różnego kalibru. Począwszy od porzucenia przez ukochaną osobę, śmierć dziecka po trudne dzieciństwo, które miało ogromny wpływ na dorosłe już życie. No właśnie, życie pisze różne scenariusze. Potem każdy z nas musi się z nim zapoznać. Tylko co wtedy, gdy chcemy wnieść do niego poprawki, a jest to bardzo trudne, albo wręcz niewykonalne? Pisarka jednak udowadnia, że można to zrobić. Zwykła rozmowa z drugą osobą jest jednym ze sposobów. Rodząca się przyjaźń między kobietami dodała im odwagi, aby dokonać zmian, które sprawiły, że ich doczesność odmieniła się na lepsze.
Jeśli chodzi o kreację bohaterek, pisarka zrobiła to w sposób fantastyczny. Każda wniosła do książki coś innego. Andi, inteligentna i bardzo sympatyczna pani doktor. Jej podejściem do dzieci zostałam oczarowana. Oby jak najwięcej było takich lekarzy. Boston, to szalona artystka z mnóstwem pomysłów. Walczy z bólem i tęsknotą. Wierzyłam bardzo, że i do niej uśmiechnie się w końcu szczęście. Deanna, zawsze elegancko ubrana, z nienagannym makijażem. Moje pierwsze wrażenie nie było pozytywne, ale po głębszym poznaniu fajna z niej kobitka. Tak w skrócie można je scharakteryzować. Ale żeby nie było, w książce mamy do czynienia również z bohaterami płci męskiej. I nie mam tutaj na myśli tylko mężów Boston i Deanny. Pojawi się ktoś jeszcze...z pewną bardzo seksowną częścią ciała :-)
Jestem miłośniczką książek, w których napotykamy różną gamę emocji. W trakcie lektury Trzech sióstr natrafić można na sytuacje, które rozbawią. Inne z kolei wzruszą i zasmucą. Pojawią się również i takie momenty, które nami wstrząsną i zmuszą do refleksji. Całość czyta się lekko, a akcja toczy się miarowo. Pisarka przedstawiła w sposób konkretny i spójny losy trzech kobiet, które pragną szczęścia i miłości.
I niech nikogo nie odstrasza fakt, że jest to kolejna przyjemna obyczajówka, która nic nowego nie wniesie do mojego życia. Z każdej książki można wysnuć wnioski, które w przyszłości mogą być dla nas wskazówkami.
"Kiedy człowiek wie, że innym też się nie wiedzie, od razu lżej mu na duszy. Bo nie on jeden, jak to się ładnie mówi, z trudem wykuwa swój los." ( cyt. s. 231 )
Jak wskazuje tytuł najnowszej książki autorstwa Susan Mallery, czytelnik będzie miał do czynienia z trzema siostrami, ale w tym przypadku słowo "siostra'" ma zupełnie inne znaczenie. "Trzy siostry" to nic innego...
„Życie jest jak trąbka w orkiestrze jazzowej. Jeśli nic w nią nie tchniesz, nic z niej nie wyjdzie” – mawiał Louis Armstrong. Niestety w przypadku niektórych ludzi można odnieść wrażenie, że wyłącznie dają, poświęcają się, składają swoje marzenia w ofierze, a jednak nic nie wynagradza ich za takie postępowanie. Część z nich dale postępuje tak samo, kierując się wiarą w lepsze jutro i przekonaniem, że dobro powraca. Część natomiast coraz częściej odczuwa wątpliwości, a nawet frustrację, zaś ich dobroć zamienia się w obsesję, agresję, nienawiść do otoczenia.
Którą z tych postaw prezentują bohaterki wspaniałej powieści, której akcja rozgrywa się na malowniczej wyspie Blackberry Island, niedaleko Seattle? Przekonamy się o tym sięgając po książkę, w której przejrzeć się można, niczym w lustrze, która budzi emocje, wzrusza, motywuje do działania i przekonuje, jak pięknym uczuciem może być przyjaźń. Powieść „Trzy siostry” autorstwa Susan Mallery, opublikowana nakładem wydawnictwa HarperCollins, to – wbrew tytułowi – opowieść o trzech kobietach, których bynajmniej nie łączą więzy krwi oraz o trzech wiktoriańskich domach, stojących nad zatoką Puget. Każda z bohaterek jest inna, każda ma swoje tęsknoty, marzenia, każda też zmaga się ze swoimi demonami…
Co robi kobieta, kiedy narzeczony porzuca ją w dniu ślubu, nie zjawiając się w kościele, zaś po upokorzeniu, na jakie ją naraził, tłumaczy się brakiem gotowości do małżeństwa? Jeśli uwzględnimy fakt, iż owa para była ze sobą dziesięć lat, zaś mężczyzna trzy tygodnie po zerwaniu poślubił w Las Vegas swoją recepcjonistkę nie dziwi fakt, iż podjęte przez opuszczoną kobietę decyzje, mogą być dość irracjonalne. Tak właśnie postrzega zachowanie Andi jej rodzina, nie znajdując wytłumaczenia dla przeprowadzki na małą wyspę, kupna zrujnowanego domu i planów otwarcia praktyki lekarskiej. Zresztą zachowanie kobiety zawsze było przedmiotem dyskusji i nieporozumień, bowiem lekarz pediatra wydaje się bliskim Andi zawodem mało ambitnym. Ona jednak kocha dzieci i nie ma zamiaru kierować się wytycznymi innych, chce wziąć sprawy w swoje ręce i z deklaracją trzymania się z dala od mężczyzn, usiłuje rozpocząć nowe, lepsze życie. Do czasu otwarcia własnego gabinetu planuje współpracować z miejscowym lekarzem, unikając również placu budowy, w jaki zmienił się jej dom. Nie znaczy to, że nie ma okazji podpatrywać wykonawcy remontu w pracy – Wade, jako przystojny wdowiec budzi emocje u płci pięknej na całej wyspie, nic zatem dziwnego, że również Andi poddaje się jego męskiemu urokowi. On jednak, w trosce o dobro nastoletniej córki, nie chce się z nikim wiązać. Dlatego też, kiedy romans z Andi zamienia się w coś poważniejszego, on zaczyna się wycofywać.
Boston jest malarką, niezwykle utalentowaną i wrażliwą kobietą, dotkniętą wielką tragedią. Niedawno straciła dziecko – chory na serce, sześciomiesięczny synek zmarł na jej rękach, zaś ona nie potrafi się z tym pogodzić, uparcie odtwarzając jego postać na setkach obrazów i szkiców. Jej mąż, nie mogąc dotrzeć do Boston, nie mogąc cierpieć wraz z nią, swój ból koi coraz większymi dawkami alkoholu. Przynajmniej do momentu, kiedy prowadząc samochód pod wpływem, powoduje wypadek. To wydarzenie staje się kolejnym punktem przełomowym w związku pary, niestety nie poprawia on komunikacji pomiędzy małżonkami. Mimo iż kochają się, nie potrafią być już ze sobą, a cieniem na ich szczęściu staje się osobista tragedia, której nie potrafią przeżywać wspólnie.
(...)
Pełna treść recenzji znajduje się na stronie:http://qulturaslowa.blogspot.com/2016/02/susan-mallery-trzy-siostry.html
„Życie jest jak trąbka w orkiestrze jazzowej. Jeśli nic w nią nie tchniesz, nic z niej nie wyjdzie” – mawiał Louis Armstrong. Niestety w przypadku niektórych ludzi można odnieść wrażenie, że wyłącznie dają, poświęcają się, składają swoje marzenia w ofierze, a jednak nic nie wynagradza ich za takie postępowanie. Część z nich dale postępuje tak samo, kierując się wiarą w...
Andi zostaje porzucona przez narzeczonego pod ołtarzem po wspólnych dziesięciu latach. Po tym nieprzyjemnym zdarzeniu postanawia wyprowadzić się ze Seattle i wyrusza na wyspę Blackberry, aby zamieszać w jednej z "trzech sióstr" - wiktoriańskim domu położonym w pobliżu dwóch podobnych, dzięki czemu zyskały takie przydomki. Jej sąsiadkami okazują się być dwie jakże różne kobiety: Boston, utalentowana malarka, która od śmierci swojego synka ma problem z malowaniem czego innego, oprócz portretów dziecka i Deanna, perfekcyjna pani domu wychowująca pięć córek, które mają jej szczerze dość...
Na pierwszy rzut oka kobiety nie mają nic wspólnego, jednak ich domy, a konkretniej ich przydomki, sprawią, że połączy je wielka przyjaźń. Przyjaźń, która otworzy im oczy na wiele spraw i pomoże przetrwać najgorsze momenty i wyjść z dołków.
Autorka porusza wiele trudnych tematów, w dużej mierze nawiązujących do problemów rodzinnych. Są to m.in. problemy z relacjami rodzic-dziecko, które dotykają wiele rodzin.
Kobietom ciężko się uporać z własnymi problemami, ale nie mają oporów żeby pomagać sobie nawzajem. W końcu każda z nich w pewnym stopniu otworzy się dla reszty i zgodzi się na próbę pomocy, jednak czy nie będzie za późno?
Książka napisana jest w sposób prosty i łatwy w odbiorze. Przyjemnie się ją czyta i dość szybko. Jest to jednak powieść dostarczająca czytelnikom wielu sprzecznych emocji. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na bohaterów, których autorka bardzo dobrze wykreowała. Nie są to postacie bez wyraźnej osobowości, czy historii.
Uważam, że "Trzy Siostry" to książka warta przeczytania! Wydaje mi się, że tę powieść można polecić wszystkim, bo każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Andi zostaje porzucona przez narzeczonego pod ołtarzem po wspólnych dziesięciu latach. Po tym nieprzyjemnym zdarzeniu postanawia wyprowadzić się ze Seattle i wyrusza na wyspę Blackberry, aby zamieszać w jednej z "trzech sióstr" - wiktoriańskim domu położonym w pobliżu dwóch podobnych, dzięki czemu zyskały takie przydomki. Jej sąsiadkami okazują się być dwie jakże różne...
Gdy sięgnęłam po Trzy Siostry Susan Mallery stwierdziłam, że już bardzo dawno nie czytałam, ot takiej zwyklej współczesnej obyczajówki. A szkoda, bowiem czasami natrafiamy na książkę, która akurat w tym, a nie innym momencie życia jest nam bardzo potrzebna do pojmowania pewnych niejasności; tego, czego nie rozumiemy lub nie chcemy do siebie dopuścić. Nagle jednak wszystko ku zdziwieniu staje się łatwe i klarowne. Przeciwności losu przecież spotykają każdego z nas. Pytanie jednak brzmi, czy potrafimy sobie z nimi poradzić.
Nazwa Trzech Sióstr odnosi się do trzech dziewiętnastowiecznych domów stojących obok siebie na wzgórzu na Backberry Island nad zatoką Puget. Porzucona przed ołtarzem, w dodatku po dziesięcioletnim związku, Andi Gordon postanawia radykalnie zmienić swoje życie i wyjechać ze Seattle. Zainwestowała wszystkie swoje oszczędności w kupno domu, który widziała dwa razy, w dodatku w mieście, w którym zdarzyło jej się spędzić może z 72 godziny. To środkowy dom na wzgórzu, bardzo zaniedbany, ruina, rudera, ale Andi widzi w nim potencjał, w dodatku pragnie zamieszkać na piętrze, a na parterze otworzyć klinikę dla dzieci. Młoda kobieta jest pediatrą, ale nie ma wygórowanych ambicji naukowych w dziedzinie medycyny jak jej rodzice i rodzeństwo. Chce po prostu pomagać dzieciom. To wszystko. Andi uznała, że doprowadzenie domu do użyteczności, pomoże jej samej pozbierać się po ostatnich przeżyciach. To wyzwanie, doszła jednak do wniosku, że dom to nie facet, można śmiało się w nim zakochać (s.7).
Obok domu Andi stoją dwa domy, zamieszkałe i zadbane. Pierwszą sąsiadkę jaką poznaje jest ta z domu po prawej - Boston King, malarka. Jej mąż Zeke King wraz ze swoim bratem Wade mają firmę remontową i zostali zatrudnieni do przeróbek w domu Andi. Okazuje się, że nad wszystkim będzie czuwał przystojny Wade, samotny ojciec Carrie. Deanna Phillips to perfekcjonistka z idealnie uporządkowanego domu po lewej. Wraz z mężem Collinem, którego praca polega na rozjazdach, wychowują pięć córek.
Nie tylko Andi przeżywa wewnętrzne rozterki. Boston i Zeke nie mogą się pogodzić ze stratą synka sześć miesięcy wcześniej. Każde z nich inaczej przeżywa ów ból: Boston bez przerwy maluje Liama, a Zeke ucieka w alkohol. Podziały również istnieją w rodzinie Deanny. Collin ma dość życia pod dyktando, dyrygowaniem nim i dziewczynkami, apodyktyczności żony, wydawanym poleceniom, dążeniom do perfekcyjności. Deanna na początku nie rozumie o co chodzi mężowi. Boli się samotności, tego, co ludzie powiedzą, zawsze dążyła do tego, aby jej rodzina była idealna i zadowolona: jedzenie tylko przez nią przygotowane, dietetyczne i ekologiczne, oglądanie w telewizji tylko edukacyjnych programów, ład i porządek w domu. Innymi słowy rygor i życie pod dyktando. Gnębi się również jeszcze czymś innym.
Każda z kobiet chce pozbyć się balastu, ciężaru przeszłości. Nie zawsze jest to jednak łatwe do wykonania. Drogi tych trzech kobiet, sąsiadek, jednak łączą się. Kobiety poznają się bliżej, znikają zadawnione między Boston i Deanną animozje i obojętność, pojawia się zaufanie, szacunek i przyjaźń. Każda z nich musi rozprawić się z przeszłością, dać zezwolenie na zgodę, że tak się stało, a nie inaczej i wyjść naprzeciw przyszłości.
Trzy siostry to też opowieść, w której oprócz romansu, znajdziemy wątki rodzinne. Stosunki z mężami, jakie mają Boston i Deanny nie układają się najlepiej. Gdzieś zostają zatracone bliskość i swobodny kontakt. Wade również ucieka przed Andi. Deanna w dodatku ma kłopot z porozumieniem się z córkami, zwłaszcza z najstarszą dwunastoletnią Madison. Zaczyna wątpić w to czy ją kochają, czy jej się, aby nie boją. Susan Mallery bardzo ładnie skomponowała historię zwykłych, przeciętnych kobiet, które pogubiły się na skutek wydarzeń z przeszłości. Pragną jednak odnalezienia właściwej drogi. To powieść, która nie tylko absorbuje czytelnika, ale momentami również wzrusza i śmieszy, dzięki dowcipnym dialogom. Miłość zawsze czyni cuda.
Warto nadmienić na koniec, że Susan Mallery napisała serię książek, której bohaterami są mieszkańcy Backberry Island. Trzy siostry to cześć druga, po Barefoot Season, zaś trzecia to Evening Stars.
Gdy sięgnęłam po Trzy Siostry Susan Mallery stwierdziłam, że już bardzo dawno nie czytałam, ot takiej zwyklej współczesnej obyczajówki. A szkoda, bowiem czasami natrafiamy na książkę, która akurat w tym, a nie innym momencie życia jest nam bardzo potrzebna do pojmowania pewnych niejasności; tego, czego nie rozumiemy lub nie chcemy do siebie dopuścić. Nagle jednak wszystko...
Ludzie różnie reagują w obliczu tragedii. Jedni postanawiają zmienić wszystko, inni przelewają emocje na papier lub udają, że nic się nie stało. Często można znaleźć w tych zachowaniach wspólny mianownik — cichą chęć wydostania z rozpaczy…
Niedawno zaczęłam przygodę z powieściami typowo obyczajowymi. Susan Mallery nie była mi wcześniej znana, jednak postanowiłam dać jej szansę. Opis książki bardzo mnie zaciekawił, okładka całkiem mi się spodobała. Utrzymana w ciepłych barwach, tchnąca optymizmem i spokojem. Zabrałam się do czytania i przyznam, że lektura mocno mnie wciągnęła. Wystarczyły dwa wieczory, abym ją skończyła. Nie jest to lektura górnolotna, ale taka, która troszeczkę wzruszy i poprawi humor. Bardzo dobra rozrywka, odskocznia po ciężkim dniu. Moja rada jest taka, aby za „Trzy siostry” wziąć się spokojnie. Nawet, gdy nastrój jest kiepski. Gwarantuję, że naprawdę miło spędzicie czas. Susan Mallery swoją książką troszkę mnie wsparła w trudnym momencie, gdy musiałam czymś zająć myśli. Udało jej się to wspaniale!
Narzeczony Andi porzuca ją przed ołtarzem. Upokorzona kobieta kupuje zaniedbany dom mieszczący się na malutkiej wyspie Blackberry, zamierza zmienić otoczenie i porzucić złe wspomnienia. W tym czasie jej nowe sąsiadki, Boston i Deanna również zmagają się z problemami. Boston, utalentowana plastyczka, nadal nie doszła do siebie po śmierci malutkiego synka. Jej mąż, Zeke, topi smutki w alkoholu. Natomiast Deanna jest tak pochłonięta dbaniem o perfekcję, że zapomina o potrzebach męża i córek. Nadal goni ją widmo nieszczęśliwego dzieciństwa. Andi zaprzyjaźnia się z kobietami i powoli zaczyna otwierać na miłość, gdy poznaje szwagra Boston…
Przyznam, że na początku spodziewałam się przede wszystkim wtórności. Fakt, opis wydał się ciekawy, ale miałam wrażenie, iż już gdzieś to czytałam. Zawsze podchodzę do wszystkiego z rezerwą, a wówczas spotyka mnie miła niespodzianką. Tak było i tym razem. Susan Mallory zdecydowanie zauroczyła mnie tą opowieścią o trzech kobietach próbujących poskładać swoje życia. Fakt, nie jest to oryginalne. Jednak zapałałam szczerą sympatią do roztrzepanej Andi, melancholijnej Boston i zasadniczej Deanny. Każda z bohaterek jest inna, co pomaga lepiej wczuć się w ich historie. Zwłaszcza, że narracja jest prowadzona w trzeciej osobie. Gwarantuję — nikt się nie pogubi.
Styl pisania Mallery jest po prostu przyjemny. Nie ma tutaj górnolotnych słów, ciągnących się w nieskończoność opisów. Za to pojawiają się całkiem dowcipne dialogi. Autorka wiele miejsca poświęca życiu wewnętrznemu bohaterów. Najbardziej ujęła mnie Deanna, według mnie właśnie ta postać została stworzona najlepiej. Powierzchownie wredna, egoistyczna, a w rzeczywistości zraniona i goniona przez demony przeszłości. Doszłam do wniosku, że wśród nas żyje mnóstwo takich osób. Próbujących pokonać lęk poprzez ranienie bliskich, nawet to nieumyślne. To bardzo interesująco poprowadzony wątek.
Nie ma tutaj wątków, których nie da się przewidzieć. Jednak myślę, że to taki konkretny czynnik służący odprężeniu. Razem z bohaterkami przeżywamy ich problemy, jednak w głębi duszy czujemy, iż wszystko dobrze się skończy. A przyjaźń, która się między nimi rodzi wzbudza ciekawość i chęć czytania kolejnych stron. Nie obejrzałam się, a już doszłam do połowy książki. „Trzy siostry” to powieść urocza, ale bynajmniej nie przesłodzona. Tytuł nawiązuje nie tylko do domów stojących na wzgórzu — to też wspaniałe nawiązanie do kobiet, bardzo różnych charakterami, jednak potrafiących wspierać się nawzajem w tych trudnych momentach. Sama chciałabym spotkać takie osoby na swojej drodze.
„Trzy siostry” polecam przede wszystkim osobom, które przepadają za obyczajówkami albo po prostu chciałyby nieco się odprężyć. Mnie się to udało i z przyjemnością sięgnę po inne powieści Susan Mallery. Szczególnie wtedy, gdy spadną na mnie jakieś kłopoty. Wówczas, mam nadzieję, znowu skutecznie poprawię sobie nastrój.
× www.majuskula.blogspot.com ×
Ludzie różnie reagują w obliczu tragedii. Jedni postanawiają zmienić wszystko, inni przelewają emocje na papier lub udają, że nic się nie stało. Często można znaleźć w tych zachowaniach wspólny mianownik — cichą chęć wydostania z rozpaczy…
Niedawno zaczęłam przygodę z powieściami typowo obyczajowymi. Susan Mallery nie była mi wcześniej...
Czasami w naszym życiu dzieje się coś niespodziewanie. Coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ani zatrzymać. Bohaterki książki Susan Mallery pt. „Trzy Siostry” właśnie znalazły się na jednym z takich życiowych zakrętów. Każda z nich przeżywa inny problem.
„Była bardzo rozżalona. Dlaczego tak jest? Za każdym razem, kiedy wydaje jej się, że wszystko się układa, okazuje się, że jest odwrotnie. Po prostu katastrofa, jak teraz. Może to jakieś przesłanie? Znak, że ma zwyczajnie się poddać i spakować walizki? Kto wie…”
Andi właśnie została porzucona przed ołtarzem. Była ze swoim narzeczonym przez 10 lat, a on postanowił porzucić ją właśnie w dniu ślubu. Zaszokowana całą tą sytuacją, postanawia przeprowadzić się na wyspę Blackberry i zamieszkać w jednym ze słynnych domów – Trzech Sióstr. Każdy z tych domów ma wyjątkową tradycję i w każdym mieszka inna rodzina. Boston jest malarką tkanin, choć w wolnych chwilach lubi również malować portrety, malować i szkicować. Jednak od śmierci synka ciężko jest jej malować coś innego jak właśnie jego, małego Liama. Deanna pracuje w sklepie, uczy scrapbookingu i patchworku, a ponadto wychowuje pięć córek…
Chociaż sąsiadki nie od zawsze dobrze się dogadują, Trzy Siostry jednak do czegoś zobowiązują i z czasem między kobietami narodzi się prawdziwa przyjaźń, która pomoże przezwyciężyć ich problemy.
„Czyli bardzo niedobrze, bo z tego, co usłyszałam, wynika, że przechlapane mamy wszystkie. Żadna z nas nie ma łatwo.”
Powieść Susan Mallery porusza wiele problemów rodzinnych. Dla Andi, porzucenie przez Matta było wielkim zaskoczeniem, bo skoro byli ze sobą tak długo, to chyba powinni być szczęśliwi. Los jej jednak napisał innych scenariusz. Przeprowadzka do Blackberry Island ma być dla niej „czasem, który leczy rany”. Postanowiła sobie także, że już nigdy nie zaufa żadnemu mężczyźnie, a na wyspie całkowicie poświęci się praktyce lekarskiej – pediatrii, i po prostu będzie szczęśliwa. Tylko, czy rzeczywiście okaże się to możliwe? Podobnie Boston i Deanna nie mają łatwo. Chociaż obje są mężatkami, od jakiegoś czasu mają spore problemy ze swoimi mężami… Prawdopodobnie to właśnie przyjaźń „podniesie je na nogi” i pozwoli wrócić do prawdziwego, szczęśliwego życia.
„Trzy Siostry” to książka, która dostarcza wielu emocji. Wraz z bohaterkami przeżywamy to, co one czują. Autorka doskonale wykreowała każdą z nich. Ich losy, niekiedy przerażające i pełne współczucia, innym razem napełnione szczęściem i chwilami wzruszeń, opisane są bardzo autentycznie. Tych bohaterek po prostu nie da się nie lubić. Choć czasami zachowują się trochę „nielogicznie”, to jednak, po przeczytaniu całości, wszystkie wzbudzają równą sympatię.
Ogólnie powieść jest bardzo lekka, czyta się ją szybko i swobodnie, jednak jednego mi w niej zabrakło… Miejscami jest trochę przewidywalna, jak to w powieściach obyczajowych bywa. Zabrakło mi jakiegoś „Wow!”, nagłego, niespodziewanego zwrotu akcji. A tutaj wszystko toczy się gładko. Pomimo tego, że przyjaciółki mają różne swoje problemy, to wszystko jednak jest za bardzo stonowane i nie wybiega poza standard… Pewnie właśnie dlatego rzadko sięgam po powieści obyczajowe; bo z reguły wszystkie są podobne. Samo życie. Ale, żeby ta recenzja nie została odebrana źle – to tylko kwestia gustu. Jeśli ktoś lubi powieści obyczajowe z wątkami erotycznymi to ta książka z pewnością mu się podoba. Na chłodniejsze, nużące wieczory idealna; można z nią odpocząć po stresującym dniu w pracy.
„Porządny pocałunek może sprawić, że kobieta na jakiś czas zapomina o problemach dnia codziennego.”
Podsumowując, dawno nie czytałam żadnej powieści obyczajowej, dlatego „Trzy Siostry” były dla mnie dość pozytywnym powrotem do tego gatunku. Podczas czytania na mojej twarzy pojawił się zarówno uśmiech, płacz, jak i nawet chwilami złość… na każdą z bohaterek. Bo żadna nie była idealna. Ale ostatecznie polubiłam je wszystkie. I niestety, czuję niedosyt po zakończeniu… Jest szczęśliwe zakończenie, ale brakuje czegoś jeszcze. Zresztą… przeczytajcie sami i przekonajcie się!
Czasami w naszym życiu dzieje się coś niespodziewanie. Coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ani zatrzymać. Bohaterki książki Susan Mallery pt. „Trzy Siostry” właśnie znalazły się na jednym z takich życiowych zakrętów. Każda z nich przeżywa inny problem.
„Była bardzo rozżalona. Dlaczego tak jest? Za każdym razem, kiedy wydaje jej się, że wszystko się układa,...
Andi,Boston i Danny to silne kobiety,które niestety źle doświadczył los.Każda z nich ma mnóstwo problemów i słabości,które ograniczają je w byciu szczęśliwymi kobietami.
W powieści najbardziej zainteresowała mnie postać Andi jej otwartość i siła w dążeniu do szczęśliwego życia.Bohaterka pokazuję,iż wystarczy zrobić pierwszy krok do zmiany,a wszystko zacznie się układać po naszej myśli
W pewien sposób ta powieść ukazuję, że po burzy przychodzi słońce,że czasami trzeba upaść, otrzeć łzy i powstać niczym feniks z popiołu.Może czasami trzeba poczuć czym jest rozczarowanie i smutek by wynieść wnioski zamknąć pewien etap.Ruszyć do przodu po "nowe" bo zazwyczaj to co nowe to lepsze.
Idealna książka dla kobiet,która właśnie teraz zaczynają swoje życie od nowa.Pamiętajmy złe doświadczenia nas kształtują.
Andi,Boston i Danny to silne kobiety,które niestety źle doświadczył los.Każda z nich ma mnóstwo problemów i słabości,które ograniczają je w byciu szczęśliwymi kobietami.
W powieści najbardziej zainteresowała mnie postać Andi jej otwartość i siła w dążeniu do szczęśliwego życia.Bohaterka pokazuję,iż wystarczy zrobić pierwszy krok do zmiany,a wszystko zacznie się układać...
Interesujący romans.
Interesujący romans.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka z półki pożyczkowego wstydu to "Trzy Siostry" Susan Mallery, która przybyła do mnie od Magdalenardo. Wreszcie będę mogła oddać :)
Na urokliwej wyspie Blackberry stoją trzy wiktoriańskie domy zwane Trzema Siostrami. Do środkowego wprowadziła się właśnie Andi Gordon, która z dala od swego dotychczasowego środowiska zamierza zapomnieć o tym, że narzeczony porzucił ją przed ołtarzem! Po dziesięciu latach związku stwierdził, że nie jest gotowy. Żenujące było to, co zrobił później...
Z czasem Andi nawiązuje bliższą relację z mieszkanką prawego domu - Boston King, artystką zmagającą się ze śmiercią synka. Ucierpiało na tym jej małżeństwo, bo niby są razem, ale rozmijają się w kojeniu bólu, każde robi to na swój sposób, samotnie. Czy prośba Andi pomoże sąsiadce uleczyć duszę? Czy Boston i Zeke odnajdą jeszcze siebie?
Do tego duetu dołącza również Deanna Phillips z domu po lewej, która mając męża wciąż w delegacjach, sama wychowuje pięć córek. Jednak jej życie nie jest idyllą, bowiem rysy, które się pojawiły, powiększają się a kobieta popada w nerwicę natręctw. Małżeństwo rozpada się z powodu wzajemnych pretensji i jej apodyktyczności; Deanna ma wrażenie, że nawet córki jej nie chcą w swoim życiu...
Między sąsiadkami rodzi się nić porozumienia, żeby nie było zbyt sielankowo to ich problemy nawarstwiają się, bywają chwile załamania i rozbicia. A kiedy do worka wydarzeń dorzucimy zachowanie mężczyzn, to robi się niezły ambaras. Czasami bohaterom naprawdę trudno się porozumieć. Autorka poruszyła tą historią bardzo dużo realnych problemów: trauma po utracie dziecka, syndrom dziecka alkoholika, porzucenie w tak podniosłej chwili jaką jest ślub, wewnętrzny przymus do bycia ideałem, samotne rodzicielstwo, adaptacja w nowej społeczności, stawanie się kobietą.
Na urokliwej wyspie, w trzech kolorowych dziewiętnastowiecznych domach wcale nie jest tak kolorowo jak się początkowo wydaje. Ich mieszkańcy to zwykli ludzie, którzy doświadczają różnych emocji, zaś Susan Mallery potrafiła ich schematyczne zachowania czy wydarzenia z ich życia opisać w ciekawy i intrygujący sposób. Czy w każdym z domów zapanuje szczęście i miłość? Czy może muszą szukać go gdzieś daleko...?
Podsumowując - "Trzy Siostry" to historia o przyjaźni, trudnych relacjach damsko-męskich, pustce w sercu, bolesnej przeszłości oraz tkwieniu w skorupie. Opowieść o samotności, bólu, tęsknocie, goryczy, skatowanej duszy ukrytej za murem niedostępności, potrzebie poczucia bezpieczeństwa, samookaleczeniu, a przede wszystkim o nadziei, która obecna w życiu każdego człowieka powinna rosnąć wraz z każdym krokiem zmierzania do upragnionego celu.
Kolejna książka z półki pożyczkowego wstydu to "Trzy Siostry" Susan Mallery, która przybyła do mnie od Magdalenardo. Wreszcie będę mogła oddać :)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa urokliwej wyspie Blackberry stoją trzy wiktoriańskie domy zwane Trzema Siostrami. Do środkowego wprowadziła się właśnie Andi Gordon, która z dala od swego dotychczasowego środowiska zamierza zapomnieć o tym, że narzeczony...
Jedna z najciekawszych powieści obyczajowych jakie czytałam, bardzo podobała mi się historia trzech kobiet, które zamieszkały obok siebie, ich problemy, tragedie życiowe. Książkę pochłonęłam jednym tchem. Fantastyczne w powieściach obyczajowych jest to, że większość z opisanych historii może wydarzyć się w realnym świecie, wiele z nich można odnieść do swojego życia. Ogromnie obie cenię ich mądrość dlatego bardzo polecam Wam tę powieść, a przy okazji twórczość moich ulubienic Diany Chamberlain, Jodi Picoult i Maeve Haran.
"Trzy siostry" to nazwa trzech domów, wybudowanych na wyspie, w jednym mieszka Boston, młoda mężatka o artystycznej duszy, która pół roku wcześniej straciła maleńkiego synka, nie potrafi się podnieść po tej tragedii. Jej bezradny mąż sięga coraz częściej po alkohol, a ona wciąż rysuje portrety synka i nie potrafi pójść do przodu, przez co ich małżeństwo jest mocno zagrożone. A ona ani razu nie zapłakała nad zmarłym synkiem...
W drugim domu mieszka Deanna, mężatka, z piątką córek, która stała się intruzem we własnym domu. Trudno ją początkowo polubić, jest apodyktyczna, nad wszystkim musi mieć kontrolę, stosuje rygorystyczne metody wychowawcze, mnóstwa rzeczy zakazując swoim córkom, przez co i mąż, i dzieci się jej boją, i coraz bardziej oddalają od niej.
Deanna miała matkę alkoholiczkę, w domu zawsze było brudno, nie było co jeść, matka znęcała się nad nią, aż do dnia, gdy złamała jej rękę i opieka społ. odebrała Deannę matce, przekazując ją pod opiekę wujostwu. Na dzień dobry dziewczynka usłyszała, że zostanie u nich pod warunkiem, że będzie bardzo grzeczna i robiła to co jej każą. Tak oto stała się dziewczynką idealną. Niestety przeniosło się to na jej dorosłe zycie, wciaż stara się być idealną żoną i matką, i dziwi się, że rodzina nie docenia jej starań, tego, że zawsze ubrania są starannie złożone, jedzą wyłącznie zdrową żywność, że sama piecze chleb i gotuje, dba o dzieci i męża. Długo nie może zrozumieć dlaczego rodzina tak ma jej dosyć. Gdy sytuacja staje się nie do zniesienia, a u Deanny rozwija się nerwica natręctw połączona z atakami paniki, postanawia pójść po pomoc i sprawić, by jej rodzina znów była kochającą się rodziną.
Powieść rozpoczyna się, gdy do trzeciego, mocno zaniedbanego domu wprowadza się Andi, młoda lekarka pediatra, którą niedawno porzucił przed ołtarzem narzeczony, a konkretnie nie zjawił się na ślubie.
Andi traktowana przez rodzinę jako czarna owca, ofiara losu, bo jak śmiała zostać "tylko" pediatrą, podczas, gdy jej rodzeństwo i rodzice są wybitnymi lekarzami i naukowcami. Matka na każdym kroku jej to wypomina, dlatego gdy czara goryczy sie przelewa po niedoszłym ślubie, Andi pod wpływem impulsu kupuje dom na wyspie.
Dom wymaga kapitalnego remontu, czego podejmuje się mąż Boston ze swoim szwagrem, którzy mają firmę budowlaną. Ów szwagier, Wade od razu wpada w oko Andi, która jeszcze niedawno zarzekała się zostać singielką. Ale serce kieruje się swoim rozumem. Niestety i tu pojawią się przeszkody, o czym doczytacie same :)
Gorąco polecam lekturę, to mądra powieść, oj parę razy popłakalam się na niej razem z którąś z bohaterek.
Jedna z najciekawszych powieści obyczajowych jakie czytałam, bardzo podobała mi się historia trzech kobiet, które zamieszkały obok siebie, ich problemy, tragedie życiowe. Książkę pochłonęłam jednym tchem. Fantastyczne w powieściach obyczajowych jest to, że większość z opisanych historii może wydarzyć się w realnym świecie, wiele z nich można odnieść do swojego życia....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemna opowieść zarówno na letnie, jak zimowe wieczory. Banalne historie z happy endem, ale czyż nie o to chodzi w rozrywce. To nie jest wybitna literatury, co nie zmniejsza przyjemność z czytania i podążania za bohaterami. Lekka, miła, choć czasem o trudnych relacjach.
Przyjemna opowieść zarówno na letnie, jak zimowe wieczory. Banalne historie z happy endem, ale czyż nie o to chodzi w rozrywce. To nie jest wybitna literatury, co nie zmniejsza przyjemność z czytania i podążania za bohaterami. Lekka, miła, choć czasem o trudnych relacjach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo fajna książka, wciągająca opowiada o 3 kobietach które są sąsiadami. Pokazuje tez jacy potrafią być mężczyźni oraz zawsze czeka rycerz na białym koniu.
Bardzo fajna książka, wciągająca opowiada o 3 kobietach które są sąsiadami. Pokazuje tez jacy potrafią być mężczyźni oraz zawsze czeka rycerz na białym koniu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść „Trzy siostry” Susan Mallery była dla mnie miłym zaskoczeniem.
Książka ta porusza ważne problemy (utrata dziecka, porzucenie przed ołtarzem, problemy małżeńskie…) jednak w magiczny, jedynie sobie znany sposób potrafi obrócić każdą sytuację pełną lęku i smutku w balsam dla serca.
Trzy kompletnie różne kobiety zaczyna łączyć przyjaźń, w piękny sposób ukazuje, że człowiek jest w stanie znieść naprawdę wiele cierpienia i przeciwności losu. Bo w życiu ważne jest, by nie zapomnieć o tym co naprawdę cenne: o rodzinie i przyjaźni.
Trzy siostry” polecam przede wszystkim osobom, które przepadają za obyczajówkami albo po prostu chciałyby nieco się odprężyć.
Powieść „Trzy siostry” Susan Mallery była dla mnie miłym zaskoczeniem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ta porusza ważne problemy (utrata dziecka, porzucenie przed ołtarzem, problemy małżeńskie…) jednak w magiczny, jedynie sobie znany sposób potrafi obrócić każdą sytuację pełną lęku i smutku w balsam dla serca.
Trzy kompletnie różne kobiety zaczyna łączyć przyjaźń, w piękny sposób ukazuje, że...
Niezwykle przyjemna lektura. Z pozoru ta powieść wydaje się być lekkim, wakacyjnym czytadłem, ot zwykłą obyczajówka do czytania w hamaku lub na plaży. jednak autorce udało się tu poruszyć problemy znacznie bardziej poważne: syndrom dziecka alkoholika, negatywne konsekwencje nadmiernej chęci kontrolowania wszystkiego wokół, rozpaczy po stracie dziecka i konieczności przejścia całego procesu związanego z żałobą. I choć przytoczone tu problemy wydają się być z gatunku tych najcięższych, książka napisana jest w sposób, który sprawia, że po prostu miło się ją czyta.
Bo w gruncie rzeczy to opowieść optymistyczna. O sile przyjaźni, o tym, że zawsze można zacząć wszystko od nowa i o tym, jak bardzo potrzeba jest nam drugiego człowieka obok.
Choć nie byłam przekonana do tej powieści, bo myślałam, ze będzie ona zbyt błaha, teraz cieszę się, że po nią sięgnęłam. Lektura zafundowała mi mnóstwo emocji i dostarczyła tematu do przemyśleń. Przede wszystkim jednak przypomniała, że należy doceniać to, co mamy,a le nie bać się tego, co przyniesie życie. bo nawet z najgłębszego dołka można się podnieść.
Niezwykle przyjemna lektura. Z pozoru ta powieść wydaje się być lekkim, wakacyjnym czytadłem, ot zwykłą obyczajówka do czytania w hamaku lub na plaży. jednak autorce udało się tu poruszyć problemy znacznie bardziej poważne: syndrom dziecka alkoholika, negatywne konsekwencje nadmiernej chęci kontrolowania wszystkiego wokół, rozpaczy po stracie dziecka i konieczności...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść o przyjaźni trzech kobiet, które mieszkają obok siebie. Andi trafia na wyspę po tym jak porzucił ją narzeczony w dniu ślubu przed ołtarzem, Boston opłakuje śmierć swojego malutkiego synka i Deanna, na której charakter wpłynęła toksyczna matka. Wszystkie panie mocno się zaprzyjaźniają i byłoby całkiem fajnie gdyby nie to,że książka jest tak przewidywalna, że aż odbiera chęć czytania.
Powieść o przyjaźni trzech kobiet, które mieszkają obok siebie. Andi trafia na wyspę po tym jak porzucił ją narzeczony w dniu ślubu przed ołtarzem, Boston opłakuje śmierć swojego malutkiego synka i Deanna, na której charakter wpłynęła toksyczna matka. Wszystkie panie mocno się zaprzyjaźniają i byłoby całkiem fajnie gdyby nie to,że książka jest tak przewidywalna, że aż...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytułowe trzy siostry to trzy domy położone na wzgórzu na małej wyspie Blackberry, gdzie wszyscy mieszkańcy się znają i wiodą spokojne życie. Każdy dom zamieszkuje inna kobieta.
Andi, kiedy narzeczony nie pojawił się przy ołtarzu, postanowiła obrócić życie o 180 stopni, sprzedała wszystko i kupiła dom, który zastała w opłakanym stanie. Boston to artystka, która po śmierci synka jedynie umie malować jego portrety i się w tym zatraca. A trzeci dom zamieszkuje Deanna, matka piątki dzieci, u której perfekcja dominuje w każdym elemencie życia.
Czy kobiety się polubią i będą jak te trzy siostry ze wzgórza?
Piękna, ciepła i zarazem dotykających ważnych aspektów życia książka. Ważne żeby przy sobie mieć bliskich, kochających i rozumnych ludzi a wtedy można podnieść się z najgorszego upadku.
Tytułowe trzy siostry to trzy domy położone na wzgórzu na małej wyspie Blackberry, gdzie wszyscy mieszkańcy się znają i wiodą spokojne życie. Każdy dom zamieszkuje inna kobieta.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAndi, kiedy narzeczony nie pojawił się przy ołtarzu, postanowiła obrócić życie o 180 stopni, sprzedała wszystko i kupiła dom, który zastała w opłakanym stanie. Boston to artystka, która po śmierci...
Wielu osobom Wydawnictwo HarperCollins może nie być znane, ale zaręczam, że warto zapoznać się z ofertą książkową proponowaną przez nie. Współpracuję od jakiegoś czasu z tym wydawnictwem i muszę przyznać, że każda książka, którą miałam okazję otrzymać do recenzji okazywała się trafiona w dziesiątkę. To chyba trudna sztuka by w ofercie znajdowały się same bestsellery.
"Trzy siostry" to godna polecenia powieść. Na jej przykładzie możemy zobaczyć, że wcześniej czy później zza chmur wyjdzie słońce, a nawet największe problemy wyblakną lub całkowicie znikną ustępując miejsca szczęściu.
Akcja zaczyna się w momencie gdy Andi postanawia zmienić swoje życie. By zapomnieć o przeszłości postanawia wyjechać. Kupuje zrujnowany dom na pięknej wyspie, postanawia go wyremontować i otworzyć gabinet lekarski. Podziwiam ją. Naprawdę. Wiele kobiet w jej sytuacji zamknęło by się w sobie, nie miało ochoty na życie. Przede wszystkim byłoby im wstyd, że zostały porzucone przed ołtarzem (byłby to wstyd zupełnie irracjonalny, brak jakiejkolwiek winy to sprawa oczywista).
Andi poznaje swoje sąsiadki. To kobiety, tak jak ona doświadczone przez życie. Boston trudno pogodzić się ze śmiercią półrocznego synka, w swój sposób przeżywa żałobę. Oddala się od mężem. Ona szuka ucieczki w malarstwie- on w alkoholu. Czy uda im się do siebie dotrzeć?
Deanna to kobieta silna. Matka pięciu córek, szczęśliwa żona. Tak wydaje się boku. Nasza bohaterka dąży do ideału, nie zważając na nic. Nie zdaje sobie sprawy, że swoim zachowaniem rani bliskich.. Mało kto wie, że na teraźniejszość wielki wpływ miała przeszłość i traumatyczne wydarzenia jakie Deanne przeżyła jako mała dziewczynka.
Czy naszym bohaterkom uda się ułożyć życie i skosztować szczęścia? Sprawdźcie.
Książkę czyta się szybko, jest bardzo wiele interesujących wątków. Nie potrafiłabym zdecydować, który najbardziej do mnie "trafił", wzruszył. Wiem jedno- z chciałabym przeczytać inne powieści tej autorki (mam nadzieję, że powstaną).
Tytuł brzmi dwuznacznie. Musicie wiedzieć, że Trzy Siostry to między innymi nazwy domów. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że może to być określenie przyjaźni bohaterek.
To taki lek na całe zło...
Wielu osobom Wydawnictwo HarperCollins może nie być znane, ale zaręczam, że warto zapoznać się z ofertą książkową proponowaną przez nie. Współpracuję od jakiegoś czasu z tym wydawnictwem i muszę przyznać, że każda książka, którą miałam okazję otrzymać do recenzji okazywała się trafiona w dziesiątkę. To chyba trudna sztuka by w ofercie znajdowały się same bestsellery.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Trzy...
„Trzy siostry” Susan Mallery
Polecam tą książkę do czytania w tramwaju i w kolejce do kasy na zakupach, albo na poczcie albo chwilkę przed snem.
Książka jest z gatunku ...
więcej na http://smakuje.blox.pl/2016/04/23-kwietnia-8211-Swiatowy-Dzien-Ksiazki.html
„Trzy siostry” Susan Mallery
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam tą książkę do czytania w tramwaju i w kolejce do kasy na zakupach, albo na poczcie albo chwilkę przed snem.
Książka jest z gatunku ...
więcej na http://smakuje.blox.pl/2016/04/23-kwietnia-8211-Swiatowy-Dzien-Ksiazki.html
Tytuł powieści Mallery jest nieco mylący. Powieść - II tom serii Wyspa Blackberry opowiada nie o damach złączonych więzami krwi i mających wspólnych rodziców a o trzech domach i ich mieszkankach. Trzech kobietach, które wiele dzieli ale i coś łączy. Wszystkie nie mogą mówić o sobie, że są szczęśliwe. One są raczej na życiowych zakrętach, mają dość skomplikowaną sytuację rodzinno-uczuciową i muszą uporać się z poważnymi problemami. Muszą zmienić nieco swoje życie, ułożyć je po części od nowa, bo inaczej nigdy nie odetchną pełną piersią.
Wyspa Blackberry - a konkretnie jej wzgórze. Na nim trzy domy wybudowane po sąsiedzku obok siebie w stylu wiktoriańskim. Zamieszkały w nich trzy kobiety w podobnym wieku. Każda z nich ma swoje problemy. Życie każdej z nich nie jest bajką. Między nimi nawiązują się sąsiedzkie więzi mimo, że każda z nich jest diametralnie inną osobą.
Andi przeprowadziła się z miasta, właściwie to z niego uciekła po tym jak przed ołtarzem po dziesięciu latach bycia parą zostawił ją niedoszły mąż. Andi postanawia ułożyć sobie życie na nowo w kupionym i odremontowanym domu. Tu chce przyjmować swoich małych pacjentów, a w głębi jej serca płonie mały płomyczek nadziei, że może tu znajdzie kogoś kto ją bezwarunkowo pokocha i z kim założy rodzinę.
Boston jest niezwykle zdolną malarką. Mieszka wraz z mężem i boryka się z olbrzymią traumą po śmierci malutkiego synka Liama. Nie może pogodzić się z jego odejściem, nie chce kolejnego dziecka, odtrąca męża i coraz mocniej na swoją zgubę otula się całunem żałoby.
Deanna jest żoną i mamą pięciu córeczek. Po traumatycznym dzieciństwie chce być w swoich rolach perfekcyjna. Owszem dochodzi w tym do mistrzostwa, ale po drodze traci dobre relacje z mężem i dziećmi. Jej małżeństwo wisi na włosku, a jej córki czują do mamy odrazę. Czy jest ratunek dla tej gromadki?
Tylko z pozoru ta książka to jedna z wielu lektur, które są napisane dla kobiet. Ta opowieść ma sobie coś wyjątkowego. Ma jakąś niezbadaną moc, która od samego początku mocno i trwale przykuwa uwagę czytelnika. Jest ona dość łatwa w odbiorze, czyta się lekko i niesamowicie wciąga w fabułę. Właśnie fabuła! Nie zawaham się i napiszę z pełnym przekonaniem, że ją napisało samo życie. Tu wszystko jest tak namacalnie realne, prawdziwe, nieidealne. Takie wyrwane normalnemu życiu. Bohaterki są nieidealne, zwyczajne, mają wady, kłopoty i znajdują nić porozumienia. Każda z nich musi walczyć z czymś, co stoi na drodze szczęściu. Nie są to jakieś nieistotne i banalne problemy. I życie nie daje im taryfy ulgowej.
Andi musi nauczyć się żyć bez obciążania otoczenia winą za postępowanie byłego narzeczonego. Musi uwierzyć w siebie i otworzyć się na świat. Boston musi odżyć po śmierci dziecka. Jej życie nie może być jedną wielką żałobą. Nieutulona w żalu mama musi zrozumieć, że nie tylko ona straciła synka, ale również jej mąż. I musi wziąć się w garść by nie stracić i jego. Samotność w małżeństwie nie służy związkowi, a niszczy go niczym tornado.
I wreszcie Deanna. Bohaterka, którą najmniej polubiłam, która miałam ochotę potrząsnąć, a w której (niestety!) odnalazłam coś z siebie. Perfekcjonizm, idealność to wada i to spora wada.
Sąsiadki tak różne zbliżają się do siebie. Rodzą się bliższe relacje. Czy przeształcą się w prawdziwą przyjaźń?
Powieść "Trzy siostry" to książka o nadziei, przyjaźni i prawdziwym życiu. To lektura, która wyzwala w czytającym wiele przeróżnych emocji. Jest czas na współczucie, łzy, śmiech. Można się też zezłościć, skrytykować. I obowiązkowo czuje się kobiecą solidarność. Były momenty, że odczuwałam troszkę żalu, że nie mogę dołaczyć do kółka bohaterek, być czwartą w tym teamie. Wśród takich sąsiadek byłoby mi dobrze, znalazłabym pokrewne dusze i kogoś, komu mogłabym wyrzucić z serca co mnie nurtuje i męczy. Morał z książki? Życie nie jest usłane różami, ale od czego przyjaciele, silna wola i dusza kobieca, które wiele zniesie i wiele potrafi?
Ta książka daje energetycznego kopa i potwierdza tezę, że zawsze znajdzie się jakiejś wyjście z sytuacji.
Tytuł powieści Mallery jest nieco mylący. Powieść - II tom serii Wyspa Blackberry opowiada nie o damach złączonych więzami krwi i mających wspólnych rodziców a o trzech domach i ich mieszkankach. Trzech kobietach, które wiele dzieli ale i coś łączy. Wszystkie nie mogą mówić o sobie, że są szczęśliwe. One są raczej na życiowych zakrętach, mają dość skomplikowaną sytuację...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUrocza, malownicza sceneria. Najwyższe wzgórze wyspy Blackberry Island (swoją drogą śliczna nazwa!), a na nim trzy dziewiętnastowieczne, dwupiętrowe domy, zwane Trzema Siostrami. W tym cudownym, spokojnym, niemal idyllicznym miejscu mieszkają trzy zwyczajne kobiety, z pozoru niczym się nie wyróżniające, a jednak zmierzające się z własnymi demonami.
Uwaga: nie martwcie się, że spojleruję, bo o tym co napiszę niżej dowiecie się z kilku pierwszych stron książki, a jest to istotne, by zrozumieć co mnie tak urzekło w tej pozycji :)
W domu po prawej stronie, tym z witrażowymi oknami z niebieskoszarą ramą mieszkała wraz z mężem malarka Boston, w idealnie odnowionym domu po lewej stronie żyła Deanna wraz z mężem i pięcioma córkami. W środkowym, bardzo zniszczonym domu właśnie osiedliła się Andi, chcąca zacząć życie na nowo lekarz pediatra. Andi celowo wybrała to miejsce na budowanie nowego życia, myśląc, że spokój tego miejsca automatycznie przejdzie na nią. Bohaterka jednak szybko przekonuje się, że nie tylko ona zmaga się ze zmorą przeszłości, a obiektywnie rzecz ujmując fakt porzucenia jej w przededniu ślubu, nie jest wcale tym najgorszym, co mogłoby ją spotkać. A już na pewno jej życie jest mniej zagmatwane niż życie jej najbliższych sąsiadek. Na wyspie Blackberry z pewnością nie jest nudno i nie zawsze jest błogo i beztrosko.
Na pół roku przed przeprowadzką Andi do jednego z domu Trzech Sióstr jej sąsiadkę Boston spotyka niewyobrażalna tragedia, kobieta traci półrocznego synka. Kompletnie nie potrafi sobie z tym poradzić. Zamyka się tylko w swej skorupie nie potrafiąc w pełni przeżyć żałoby. Nie potrafi dogadać się z mężem, który przecież też cierpi i potrzebuje żony. Jedynym ukojeniem dla Boston jest malowanie portretów syna, zupełnie tak, jakby tym ciągłym malowaniem jego postaci sprawiała, że dziecko wciąż było przy niej. Druga z sąsiadek Andi - Deanna sprawia wrażenie idealnej pani domu, matki i żony. Zawsze nieskazitelnie ubrana, z wypielęgnowaną fryzurą i perfekcyjnym makijażem. Znana jest z tego, że wszystko musi mieć swój porządek i ład, wszystko powinno być zaplanowane i skrupulatnie przestrzegane, punkt po punkcie. To się tyczy w szczególności wychowywania córek, prowadzenia domu, jak i samego małżeństwa. A jednak Deanna przeżywa katusze, gdyż we własnym domu czuje się jak intruz. Dzieci za nią nie przepadają, coraz bardziej się dystansują, mąż nie rozumie i nie wspiera....
Te trzy, tak zupełnie różne, kobiety wkrótce połączy przyjaźń. Wcale nie prosta, bo przecież każda z nich zmaga się z własnymi problemami, które wcale nie są łatwe. Na drodze do szczęścia spotykają wiele przeszkód, nieporozumień, a do tego emocje nie zawsze są zgodne z tym co podpowiada rozsądek. Czy uda im się odnaleźć szczęście? Czy uda im się pokonać słabości i problemy? Oj droga do celu nie będzie łatwa....
Na początku myślałam, że główną bohaterką jest Andi, i autorka skupi się na jej życiorysie i jej problemach, a jej sąsiadki to tylko dodatek. Szybko przekonałam się, że każda z tych postaci jest tak samo ważna. Drugą moją myślą było to, że to książka, która ma na celu pokazać, że... nigdy nie jest tak źle... że nie mogłoby być gorzej (żart)... z czym nie można sobie poradzić, choć sprawy czasem przyjmują naprawdę dramatyczny obrót. To jednak książka o czymś innym. W pewnym sensie o miłości, miłości prawdziwej - bezwarunkowej i ponad wszystkim, ale to jednak książka przede wszystkim o PRZYJAŹNI. Wyjątkowej! Szczerej, opartej o zaufanie i "przynależność". Bardzo trudnej, bo zmagającej się z wieloma trudnościami, różnicami poglądów, stylu bycia i życia, a jednak pięknej, czystej i prawdziwej. Powyżej nie wymieniłam wszystkich spraw, z którymi muszą zmierzyć się te trzy kobiety, można powiedzieć, że wszystko im się wali, a jednak (choć początki były bardzo trudne) mają siebie i dzielnie się wspierają.
Jestem absolutnie oczarowana! Co z tego, że książka jest do granic możliwości przewidywalna, że to powielony schemat, że występujące w niej wątki wielokrotnie powtarzany... to wszystko nie ważne! Sposób w jaki autorka opowiada tę historię jest cudowny. Możemy poczuć się jak Andi, która trafia w nieznane, nowe miejsce i zaczyna budować swoje nowe życie - poznaje sąsiadów i innych mieszkańców wyspy, "wchodzi" w tą małomiasteczkową społeczność, integruje się. Łatwo zaprzyjaźnia się z sympatyczną Boston i bardzo ostrożnie otwiera przed Deanną, która wszystkich bierze na dystans i często stwarza pozory. Tu jest wszystko to co w powieściach obyczajowych lubię najbardziej - ciekawe postaci, bagaż doświadczeń, cała lawina niesamowitych zdarzeń, specyficzny klimat małego miasteczka, cała gama uczuć, walka z przeciwnościami losu, miłość, przyjaźń i radzenie sobie z trudnościami i przeciwnościami losu... Uwielbiam takie historie, które rzeczywiście mogłyby się wydarzyć naprawdę. Gdzie można wczuć się w rolę bohaterek, a po zamknięciu książki cieszyć się, że mnie to nie dotyczy, że mnie to nie dotyczy, że ja tak po prostu mogę (i jestem) być szczęśliwa.
Nie przypominam sobie, żebym czytała kiedyś książkę, w której problem utraty małego dziecka jest tak bardzo wyeksponowany, gdzie pokazano proces oswajania się ze stratą i powrót do dalszego życia. Oczywiście każdy człowiek radzi ze śmiercią inaczej, ale tu pokazane są dwa punkty widzenia i .... to naprawdę daje do myślenia. To przykre, że w takich chwilach bywa, że jesteśmy z kimś, tkwimy w związku opartym na miłości, a mimo to nie możemy się porozumieć. Czujemy się samotni, nierozumiani i przez to jeszcze bardziej nieszczęśliwi. Oczy otworzyła mi też historia Deanny (której na początku szczerze nie cierpiałam!) , która chciała tylko być najlepszą żoną i matką. Chciała, żeby jej rodzina nigdy nie cierpiała z powodu głodu i brudu. Chciała być idealna i tak się w tym wszystkim zapętliła, że nie widziała zupełnie nic poza kolejnymi punktami dnia, które koniecznie trzeba zrealizować. Nie rozumiała potrzeb dzieci i męża, uważała, że wszystko robi doskonale, tym bardziej ogarniała ją złość i żałość, że tego nie doceniają. Czytając o jej relacjach z dziewczynkami nie raz płakałam... Kurczę, cieszę że nigdy nie miałam obsesji sprzątania, zdrowego żywienia, żelaznych zasad wychowawczych (nie mylić z konsekwencją). Zdecydowanie ważniejsza jest dla mnie zawsze rozmowa. Nawet jeśli jest to dzień powszedni, zegar wybija godzinę pierwszą w nocy, a ja wiem, że Kornelia powinna już dawno spać... wiem, że to nie w porządku, ale nie zamieniłabym tych naszych wspólnych chwil na nic innego. Nic nie jest dla mnie ważniejsze. Cieszę, że nigdy nie byłam Deanną... O jej rodzinnych relacjach mogłabym pisać i pisać, a przecież każdy wątek tej powieści jest godny uwagi i wart przemyśleń... a wydawało by się, że to taka zwykła, jedna z wielu powieść!
Ups... trochę mi się popłynęło....
Urocza, malownicza sceneria. Najwyższe wzgórze wyspy Blackberry Island (swoją drogą śliczna nazwa!), a na nim trzy dziewiętnastowieczne, dwupiętrowe domy, zwane Trzema Siostrami. W tym cudownym, spokojnym, niemal idyllicznym miejscu mieszkają trzy zwyczajne kobiety, z pozoru niczym się nie wyróżniające, a jednak zmierzające się z własnymi demonami.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwaga: nie martwcie się,...
Andi, po tym jak przed ołtarzem porzucił ją narzeczony, odcina się od dotychczasowego życia i wyprowadza się na wyspę. Kupuje tam zabytkowy, zrujnowany dom, postanawia w nim zamieszkać i otworzyć swój prywatny gabinet pediatryczny. Do momentu zakończenia remontu pracuje w miejscowej przychodni. Dom Andi jest jednym z trzech umiejscowionych na wzgórzu. Sąsiaduje z domem Boston – artystki, malarki, mężatki będącej na rozdrożu oraz Deanny – perfekcyjnej pani domu, żyjącej według zasad, które nie wszystkim się podobają. Matki pięciu dziewczynek. Mężatki, której mąż pracuje poza domem, dlatego wszystko jest na jej głowie. Pewnego dna kobieta zauważa, że życie wymyka się jej z rąk. Najstarsza, dwunastoletnia córka w ogóle z nią nie rozmawia, młodsze się jej boją, a mąż coraz częściej myśli o rozstaniu.
Siłą rzeczy wszystkie trzy kobiety się zaprzyjaźniają, chociaż z początku przychodzi im to z trudem. Coraz częściej się spotykają przy lampce wina i wylewają wszystkie swoje żale. Bardzo im to pomaga.
Książka „Trzy siostry” poruszyła mnie do głębi. Niektóre problemy w niej poruszane są mi bardzo bliskie. Utrata dziecka, bunt nastolatka, nadmierna nerwowość w stosunku do rodziny. To wszystko nie jest mi obce. To książka niosąca w sobie bardzo duży ładunek emocji. Traktuje o pięknej miłości, która pokonuje nawet najtrudniejsze wyzwania i przeciwności losu. O niezrozumieniu się i oddalani się od siebie, a także o samotności we dwoje. O strachu przed szczerością i rozmową na tematy, które nas bolą. Ale także o przezwyciężaniu własnych słabości, traumy, wychodzeniu z niemożliwego. O tym jak czuje się ktoś, kogo się nie docenia tylko dlatego, że odważył się przeciwstawić rodzinie i robi to, co lubi.
Czytając tę książkę bardzo często była poirytowana i zła. Te trzy kobiety są na życiowym zakręcie. Towarzyszy im rozgoryczenie, rezygnacja, smutek i bezradność a one nie robią nic żeby to zmienić. Na szczęście do czasu. Nie raz uroniłam łzę czytając ją, ale jak można się nie wzruszyć przy takiej lekturze. „Trzy siostry” czyta się szybko, z największą przyjemnością. W myśl zasady – jeszcze jeden rozdział i nawet nie wiesz kiedy kończysz całą książkę.
Lektura ta udowadnia nam, że nie należy się poddawać. Trzeba walczyć o swoją rodzinę, o siebie, o swoje marzenia. Nie warto się poświęcać w całości innym trzeba pomyśleć też o sobie a wtedy wszystko się ułoży.
Andi, po tym jak przed ołtarzem porzucił ją narzeczony, odcina się od dotychczasowego życia i wyprowadza się na wyspę. Kupuje tam zabytkowy, zrujnowany dom, postanawia w nim zamieszkać i otworzyć swój prywatny gabinet pediatryczny. Do momentu zakończenia remontu pracuje w miejscowej przychodni. Dom Andi jest jednym z trzech umiejscowionych na wzgórzu. Sąsiaduje z domem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻycie nigdy nie było usłane różami. Na każdej drodze czeka przeszkoda- mniejsza bądź większa, którą musimy pokonać. Ile jesteśmy w stanie przyjąć na swoje barki nim dosięgnie nas klęska? Poczucie porażki? Niechęć do jakiegokolwiek funkcjonowania? Jak sobie z tym poradzić?
Zazdrość to najgorsza cecha u człowieka. Zawsze się znajdzie moment w życiu każdego z nas, że komuś czegoś zazdrościmy. A to, że inni nie mają żadnych problemów na głowie, są szczęśliwym małżeństwem z gromadką cudownych dzieci, nie ma między nimi zgrzytów, krzyków, ani bicia. Zdarza się jednak, że nasze domysły nie zawsze są trafne. Niektórzy mogą mieć w życiu nawet o wiele gorzej od nas samych, nie żyjemy z każdym i nie jesteśmy w stanie tego najzupełniej sprawdzić, widzimy tylko to co chcą nam pokazać, a pod przykrywką może się kryć bardzo złamane i pokaleczone serce. Zabierając się za powieść ,,Trzy siostry" wiedziałam, że każda z bohaterek otworzy przede mną swe drzwi i przedstawi swoje życie. Więc czy chcemy dalej podążać tymi ścieżkami? Poznawać ich ból, cierpienie, niepowodzenia, częste zgrzyty, wspomnienia? Czy jesteśmy w stanie przyjąć ich z otwartymi ramionami i wysłuchać ich historii? Czy odważysz się zagłębić w ich opowieść, która sprowadziła je na to same miejsce?
Zawsze się zastanawiam jak najlepiej opisać wam daną książkę, która wzbudziła moje zainteresowanie czy chociażby sympatię, która zaintrygowała, zszokowała, zaskoczyła, lub zdenerwowała. Siadam przed komputerem i pisze, często skreślam, poprawiam, zmieniam koncepcje. Czasami zdarza się tak, że w głowie natłok myśli, a na papierze brak jakiegokolwiek zdania, jednak gdy w końcu sobie wszystko poukładam wiem jak dalej funkcjonować. Bohaterki także zboczyły z tej utartej ścieżki, na ich drogach pojawiły się przeszkody, które muszą pokonać, niektóre z nich nie chcą się ruszyć z miejsca, inne zmieniają wszystko wokół siebie, a jeszcze inne trzymają się gorliwie swojego postanowienia bo robią wszystko tak jak trzeba. Zwyczajne kobiety ze zwykłymi problemami codziennego życia. Uwielbiam takie historie, prawdziwe, przejmujące, chwytające za serce. Opowieść nie wyróżniająca się na tle innych powieści, ale posiada w sobie pewien charakter, siłę, która wybija ją na piedestał innych historii.
Książka jest bardzo ciekawa, interesująca, a zarazem lekka. Szybko się ją czyta, podoba mi się to, że każda z bohaterek ma czynny udział w opowiadaniu swojej historii, to dopełnia powieść jako całość, a także pozwala czytelnikowi poznać charakter, osobowość, problemy życia danej postaci. Czułam się jakby każda z nich otwierała przede mną swoje drzwi i ochoczo wpuszczała do swojego świata, stałam sobie na uboczu, mogłam spokojnie zaglądać do życia każdej z kobiet, słyszałam ich wspólne rozmowy, żale, smutki, cieszyłam się za każdym razem, kiedy widziały światełko w tunelu. Bohaterowie są świetnie wykreowani, barwni, prawdziwi, nie są doskonali, z bagażem doświadczeń, opowiadają o zwykłym codziennym życiu, które nie zawsze jest łatwe do pokonania. Fabuła doskonale skonstruowana, zachwyca pod każdym względem. Jednym zdaniem to powieść z którą warto się zapoznać. Skusisz się? Gorąco polecam.
Życie nigdy nie było usłane różami. Na każdej drodze czeka przeszkoda- mniejsza bądź większa, którą musimy pokonać. Ile jesteśmy w stanie przyjąć na swoje barki nim dosięgnie nas klęska? Poczucie porażki? Niechęć do jakiegokolwiek funkcjonowania? Jak sobie z tym poradzić?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZazdrość to najgorsza cecha u człowieka. Zawsze się znajdzie moment w życiu każdego z nas, że komuś...
Powieść czyta się lekko i przyjemnie na pewno, a bohaterki od razu wzbudzają naszą sympatię i to bez faworyzowania którejkolwiek z nich… i bynajmniej nie są chodzącymi ideałami o anielskiej cierpliwości czy usposobieniu.
Całość jest przesympatyczna nawet jeśli momentami dość przewidywalna, jak to w tego typu książkach bywa. Choć nie jest to jakaś wada.
Przedstawiona przez autorkę historia nie jest bajkową sielanką w różowych barwach. Mamy za to cały wachlarz zwyczajnych codziennych spraw i relacji oraz towarzyszących im emocji. Sporo miejsca tez poświęca po prostu przyjaźni tak marginalnie czasami w życiu traktowanej a przecież tak niezwykle ważnej.
Trzy siostry to naprawdę wspaniała i niezwykle skuteczna odskocznia od codziennej „szarpaniny”, bieganiny, kłopotów itp.
I o dziwo pozwala nabrać lekkiego dystansu do swoich spraw, bo jak się okazuje to o czym piszą i to co nam się przydarza jest czasami bardzo podobne.
Warto złapać choć kilka minut dziennie na tę lekturę, nawet pomiędzy myciem okien a pieczeniem wielkanocnego mazurka – lub zamiast
Powieść czyta się lekko i przyjemnie na pewno, a bohaterki od razu wzbudzają naszą sympatię i to bez faworyzowania którejkolwiek z nich… i bynajmniej nie są chodzącymi ideałami o anielskiej cierpliwości czy usposobieniu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałość jest przesympatyczna nawet jeśli momentami dość przewidywalna, jak to w tego typu książkach bywa. Choć nie jest to jakaś wada.
Przedstawiona przez...
"...życie wcale nie musi być łatwe... przede wszystkim chodzi o to, żeby żyć. Żyć tak naprawdę."
Powieść obyczajowa mająca dużą moc przykuwania uwagi czytelnika i wciągania go w historie trzech kobiet znajdujących się w dramatycznym momencie życia. Książka bardzo wzrusza i nakłania do wielu przemyśleń. Czyta się ją z niezwykłą lekkością, trudno się od niej oderwać, a wykreowaną przez autorkę rzeczywistość cechuje bogactwo uczuć, koloryt obrazu i zrozumienie ludzkich pragnień. Bohaterki świetnie sprofilowane, posiadające wyraziste cechy, dalekie od doskonałości, jednakże szybko wzbudzające nasze zainteresowanie oraz sympatię. Wręcz identyfikujemy się z ich porażkami, rozgoryczeniem, rezygnacją i bólem, współczujemy im, ale również staramy się popchnąć ku odzyskaniu równowagi duchowej, określeniu własnej tożsamości oraz wspomóc w pokonaniu życiowych problemów. Fabuła przyciąga intrygującymi zdarzeniami, ciekawymi sytuacjami, zaskakującymi zwrotami akcji. Dialogi naturalne i pełne pogłębionych odniesień do różnorodnych aspektów scenariuszy ludzkich losów. A do tego bardzo porywająca narracja, która współtworzy barwny i ciepły klimat powieści. Po takie książki chciałabym sięgać jak najczęściej, dostarczają bardzo dużą satysfakcję czytelniczą. Bo wszystko tu ze sobą współgra i świetnie komponuje się w przekazywanej treści. Bez względu na jakie natrafimy w swoim życiu labirynty uczuć i losowych zdarzeń, co nas spotka i co sami sprowokujemy, nie powinniśmy wątpić w umiejętność wybaczenia samemu sobie, tracić zaufania do drugiego człowieka, nadziei na szczęśliwe życie, wiary we własne możliwości stawienia czoła najtrudniejszym nawet wyzwaniom.
Andi, Boston i Deanna, to główne bohaterki powieści, charakteryzujące się zupełnie odmiennymi osobowościami i mające za sobą różnorodne doświadczenia życiowe. Spotykają się na pięknej wyspie "Trzy siostry", a ich drogi krzyżują się w bardzo trudnym okresie dla każdej z nich. Andi, pediatra, porzucona przez narzeczonego, przeprowadza się z dużego miasta do małego miasteczka, aby tam zacząć nowy etap życia, przestać spełniać cudze oczekiwania, a skoncentrować się na własnych pragnieniach i marzeniach. Boston, malarka, mająca wielką pustkę w sercu, wraz z mężem, każde na swój sposób, opłakują śmierć synka. Deanna, matka pięciu córeczek, przeżywająca kryzys małżeński, a wszystko nad czym pracowała przez kilkanaście lat, o co się starała, straciło swój blask i sens, dążenie do ideału i perfekcjonizm stały się jej obsesjami i ogromnymi obciążeniami. Kobiety stopniowo pozwalają sobie na zmiany w życiu, próbują odzyskać ufność i pewność, pogodzić się z tragedią, pozwolić sobie na niedoskonałość. Jak potoczą się ich dalsze losy? Czy Andi, Boston i Deanna okażą się dla siebie wsparciem, połączy je prawdziwa przyjaźń? Będą potrafiły zaakceptować własne ułomności i ograniczenia? Rozwiązać nawarstwiające się przez wiele lat problemy i przeszkody życiowe? Odciąć się skutecznie od demonów przeszłości uniemożliwiających pójście na przód? Znaleźć swoje miejsce na ziemi, satysfakcję, miłość i szczęście?
bookendorfina.blogspot.com
"...życie wcale nie musi być łatwe... przede wszystkim chodzi o to, żeby żyć. Żyć tak naprawdę."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść obyczajowa mająca dużą moc przykuwania uwagi czytelnika i wciągania go w historie trzech kobiet znajdujących się w dramatycznym momencie życia. Książka bardzo wzrusza i nakłania do wielu przemyśleń. Czyta się ją z niezwykłą lekkością, trudno się od niej oderwać, a...
Istnieją takie powieści, które przede wszystkim traktują o przyjaźni między kobietami, są przeznaczone dla kobiet i pozwalają im utożsamić się z życiowymi meandrami literackich bohaterek.
Do tego rodzaju powieści obyczajowych, po które chętnie sięgają panie, mogę zaliczyć książkę amerykańskiej pisarki Susan Mallery, pt. "Trzy siostry".
W urokliwej okolicy, do której chętnie przyjeżdżają turyści, na Blackberry Island znajduje się wzgórze zwane Trzema Siostrami. Z dala od zgiełku nowoczesnego Seattle, żyją mieszkańcy małej społeczności. Wśród nich typowe amerykańskie rodziny zmagające się z codziennością, przeżywające radości i smutki, z którymi każdy z nas ma do czynienia na co dzień.
Na wzgórzu stoją trzy domy zbudowane w stylu królowej Anny Stuart.
Dwa z nich prezentują się dość okazale i cieszą oko. Jeden nadaje się do kapitalnego remontu i tylko człowiek z wyobraźnią może dojrzeć w nim ogromny potencjał oraz ukryte piękno. Działa renowacji podejmuje się Andi Gordon, która przybywa do Blackberry Island w poszukiwaniu nowego życia. Pod wpływem impulsu decyduje się na kupno domu w fatalnej kondycji, która niewiele odbiega od jej stanu ducha. Andi została porzucona przed ołtarzem, na oczach trzech setek gości weselnych. Przyszły mąż, z którym żyła w związku od dziesięciu lat, okazał się niedojrzałym partnerem. Młoda kobieta postanowiła zacząć swoje życie na nowo, wyremontować dom i otworzyć praktykę lekarską na wyspie. Jako pediatra ma szansę na karierę w małej społeczności, w której mieszkają rodziny z dziećmi. Renowacja domu i plany na przyszłość pochłaniają Andi oraz pozwalają jej zapomnieć o tym, że w rodzinie utalentowanych i utytułowanych lekarzy traktowana jest jak "czarna owca", ponieważ nie robi międzynarodowej kariery, poświęcając się mało znaczącej (w mniemaniu rodziców kobiety) pediatrii. Tak więc młoda lekarka ma wiele do przemyślenia, ma nadzieję na pozytywne zmiany, tym bardziej że pracami budowlanymi kieruje przystojny Wade.
Powoli nawiązuje pierwsze kontakty sąsiedzkie. W jednym z budynków na wzgórzu Trzech Sióstr mieszka idealna pani domu, Deanna Phillips, której jedynym pragnieniem jest posiadanie perfekcyjnego domu i nienagannie funkcjonującej rodziny. Tymczasem kobieta, na pozór wyniosła i zasadnicza, nie radzi sobie z własnymi problemami, których początku należy upatrywać w jej skomplikowanym dzieciństwie. W wyniku wielu przeciwności mąż i dzieci odsuwają się od Deanny.
Drugą sąsiadką przyszłej lekarki rodzinnej na wyspie jest Boston King. Ona również boryka się z trudną przeszłością. Nie może poradzić sobie z bólem po stracie dziecka. I chociaż ma kochającego męża oraz duży talent malarski, zupełnie zatraciła się w rozpaczy. Małżonkowie muszą odbudować swoje relacje i spróbować żyć od nowa.
Wspólne cierpienie, nieszczęścia i codzienne perypetie z czasem połączą więzami przyjaźni trzy kobiety. Los sprawi, że mimo dzielących je różnic potrafią one wyzwolić w sobie siłę, by wspólnie walczyć o zmiany w życiu.
"Trzy siostry" to opowieść o sile przyjaźni i przetrwaniu ludzkich kryzysów. Dobrze napisana powieść o ludziach, którzy szukają bliskości i zrozumienia. Charakteryzuje się prostym językiem, umiejętnie wplecionym humorem i dużą dozą ciepła, które docenią z pewnością wszystkie czytelniczki. Proste czynności, zwykłe sytuacje i ludzkie nieszczęścia powodują, że bardzo łatwo możemy utożsamiać się z poszczególnymi bohaterkami. Ich życiowe historie bawią, smucą, złoszczą i wzruszają. To lektura, która daje przyjemność czytania. Czytelniczki z pewnością znajdą w niej cząstkę siebie i poczują ulgę, ponieważ książka ma szczęśliwe zakończenie.
Celowo wskazuję kobiety jako odbiorców docelowych tej powieści, gdyż to one w pełni docenią emocje targające bohaterami, ogólny serdeczny nastrój i kobiecy styl pisania autorki. Inteligentny humor, naturalne dialogi i ogólnie pozytywne przesłanie dopełniają całości.
Drogie Panie, czasem "ciepła woda i kawa" mogą wystarczyć, aby na nowo czuć się szczęśliwym człowiekiem. Jeśli dodacie do tego zestawu książkę, która przeniesie was na wyspę pełną stokrotek, gdzie będziecie mogły zapisać się na degustację win z okolicznych winnic i podziwiać zachód słońca nad oceanem, uzyskacie receptę na przyjemności. Czego życzę wszystkim wraz ze zbliżająca się wiosną.
Istnieją takie powieści, które przede wszystkim traktują o przyjaźni między kobietami, są przeznaczone dla kobiet i pozwalają im utożsamić się z życiowymi meandrami literackich bohaterek.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo tego rodzaju powieści obyczajowych, po które chętnie sięgają panie, mogę zaliczyć książkę amerykańskiej pisarki Susan Mallery, pt. "Trzy siostry".
W urokliwej okolicy, do której chętnie...
Bardzo wakacyjna okładka i nazwisko autorki, która kojarzyła mi się raczej z lekkimi lekturami obiecywały przyjemną obyczajówkę. Za jej sprawą wpuściłam do swojego domu mnóstwo słońca i łez wzruszenia. Dlaczego?
Tytułowe Trzy Siostry to stare, stojące obok siebie wiktoriańskie domy na wyspie Blackberry. Zamieszkują je trzy zupełnie różne kobiety, każda z nich ma jakieś życiowe problemy, z którymi sobie nie radzi. Andi dopiero się tutaj wprowadziła po tym gdy narzeczony porzucił ją przed ołtarzem. Deanna to perfekcjonistka. W domu rządzi twardą ręką i wszystko musi być po jej myśli. Boston niedawno straciła ukochanego synka. Wraz ze swoim mężem kompletnie się rozsypali.
Ktoś mógłby zarzucić tej książce banalność. Myślę jednak, że ciepłe promienie słońca wydobywające się z kartek szybko przekonają go do siebie. To trzy historie, prawdopodobne wydarzenia, które przecież mogłoby spotkać każdego z nas. Chyba to mnie w tak mocno urzekło. Nie znajdziemy tutaj wyidealizowanej bajki. Szczęście zależy od nas samych i tylko dzięki ogromnym chęciom i dążeniu do celu jesteśmy w stanie odnieść długo wyczekiwany sukces. Książka w piękny sposób opowiada o małżeństwie i związkach. Przypomina, że potrzeba dużo pracy i zaangażowania z obu stron aby zbudować coś naprawdę trwałego. Jak widzicie doszukałam się w niej wielu przesłań i głębszego dna.
To też opowieść o przyjaźni, pomiędzy zupełnie różnymi ludźmi. Bohaterowie nie są papierowi. To osoby z krwi i kości z którymi chętnie bym się zapoznała. Najbardziej urzekła mnie Boston. Jej historia wywołała u mnie wiele łez i ogromne wzruszenie. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić wam tę historię chociażby na dzisiejszy Dzień Kobiet.
Bardzo wakacyjna okładka i nazwisko autorki, która kojarzyła mi się raczej z lekkimi lekturami obiecywały przyjemną obyczajówkę. Za jej sprawą wpuściłam do swojego domu mnóstwo słońca i łez wzruszenia. Dlaczego?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytułowe Trzy Siostry to stare, stojące obok siebie wiktoriańskie domy na wyspie Blackberry. Zamieszkują je trzy zupełnie różne kobiety, każda z nich ma jakieś...
Susan Mallery to autorka znana min. z serii ,,Słodkie słówka", z którą zapoznałam się kilka lat temu i bardzo miło wspominam. Z tego też powodu postanowiłam sprawdzić, jak spodobają mi się ,,Trzy Siostry".
Trzy kobiety. Boston. Andi. Deanna. Trzy domy. Trzy Siostry. Mówiąc wprost, akcja toczy się na Blackberry Island. Boston to malarka, która od pół roku nie może skupić się na niczym innym, malując portrety jednej osoby. Czy uda jej się dojść do siebie? Andi po 10-letnim związku z Mattem, którzy porzucił ją bez żadnych wyjaśnień przed ołtarzem postanawia zmienić swoje życie. Kupuje środkowy dom, popadający w ruinę i postanawia doprowadzić go do stanu używalności. Podobnie jak swoje życie. Deanna to perfekcjonistka, mająca męża oraz 5 córek, które z każdym dniem coraz bardziej się od niej oddalają. Nie potrafią znieść zasad, panujących w domu, oczekując za każdym razem przyjazdów ojca. Czy ta rodzina ma jeszcze szansę na pojednanie?
Muszę przyznać, że bardzo lubię książki obyczajowe z wątkiem miłosnym, czy romantycznym. Korzystając z dnia wyjazdowego postanowiłam zabrać ze sobą ,,Trzy Siostry", pozycję niezwykle złożoną w swej prostocie, a jednocześnie zmuszającą czytelnika do myślenia i oceny, która nie zawsze pokrywa się z tym, z czym mierzą się główni bohaterowie. Powiem szczerze, że najmniej polubiłam Deannę, tę jej chorobliwą skłonność do kontrolowania wszystkiego. Zawsze nienagannie ubrana, wyważona. Okazuje się jednak, że za tym wszystkim kryje się niezwykle złożona przeszłość.
Każda z bohaterek skrywa w sobie niezabliźnione rany. Każda z nich pragnie miłości, tylko najpierw muszą pokochać siebie, wybaczyć sytuacje, na które nie miały wpływu. Dać sobie pomóc. Czy wyspa Trzech Sióstr stanie się miejscem, gdzie na nowo rozkwitnie przyjaźń, a kobiety dadzą sobie szansę na miłość? Przekonajcie się sami. To niezwykle ciepła opowieść, którą przeczytacie w kilka godzin. Ba, Wy ją pochłoniecie.
Susan Mallery to autorka znana min. z serii ,,Słodkie słówka", z którą zapoznałam się kilka lat temu i bardzo miło wspominam. Z tego też powodu postanowiłam sprawdzić, jak spodobają mi się ,,Trzy Siostry".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzy kobiety. Boston. Andi. Deanna. Trzy domy. Trzy Siostry. Mówiąc wprost, akcja toczy się na Blackberry Island. Boston to malarka, która od pół roku nie może skupić...
Czasami robimy wielki krok w tył i nie możemy tego naprawić. Cofamy się coraz bardziej, aż zdajemy sobie sprawę z tego, ile straciliśmy. I pewnego dnia coś w nas pęka, coś powoduje morze łez, krzyki w środku nocy, trzęsące się ciało… coś, co doprowadza nas do ogromnej rozpaczy i tęsknoty za tym, co utracone. Co zrobić w takiej sytuacji?
Tytułowe trzy siostry to trzy domy na wzgórzu na wyspie Blackberry Island w stylu królowej Anny z dziewiętnastego wieku. Te domy musiały być naprawdę piękne! Właścicielkami tych architektonicznych cudów są trzy kobiety, całkowicie od siebie różne: Deanna i Boston, które mają problemy natury małżeńskiej, oraz Andi – nowa sąsiadka. Ich kłopoty, nie tylko sercowe, są spowodowane ostatnimi nieprzyjemnymi wydarzeniami. Deanna jest chora na zespół natręctw, a jej apodyktyczność i chęć kontroli wszystkiego psuje więzy rodzinne. Boston wraz z mężem niedawno stracili synka w wyniku nieuleczalnej choroby. Natomiast Andi została porzucona przez swojego narzeczonego w kościele przy trzystu parach oczu. Mają dziewczyny problemy, co nie?
Bohaterki to duży atut tej powieści. Są tak różne, że wydaje się aż niemożliwe, aby się zaprzyjaźniły. Okazuje się, iż wspólnie przeżywane troki są w stanie zbudować wyjątkową wieź miedzy tymi kobietami. Więź, która zapewne przetrwa jeszcze niejeden ludzki dramat. Ich historie są pełne bólu i cierpienia. Prawdziwe wyciskacze łez. Tak… sama poryczałam się na końcu, bo przypomniały mi się moje smutne wspomnienia. Musiałam więc odłożyć lekturę na później i się pozbierać. Jestem zdziwiona, że ta książka tak na mnie zadziałała, bo w życiu bym się tego po niej nie spodziewała. Ot, dobra obyczajówka, z którą naprawdę miło spędziłam czas. A tu takie zaskoczenie! Chyba jestem zbyt sentymentalna…
Fabuła jest dość interesująca. Trzy kobiety, trzy problemy, jakie trzeba rozwiązać, i to jak najszybciej. Życie na rozstaju dróg nie jest proste, a każda z bohaterek właśnie na takim skrzyżowaniu stoi. Książkę czyta się naprawdę szybko, wszystko pędzi w zatrważającym tempie.
Czasami potrzebna jest odrobina melancholii, aby móc odprężyć się przed szybkim skokiem w przód. Bo kiedy jedna z kobiet rusza na podbój świata, drugą wspiera ją z lampką wina i kalorycznymi ciasteczkami u boku.
Jak poradzą sobie Deanna, Boston i Andi? Czy dadzą sobie rade z kłodami na drodze? Czy ich rodziny zaakceptuje je takimi jakimi są? A może wszystko się popsuje, a szczęśliwe zakończenie to tylko bajka?
Czasami robimy wielki krok w tył i nie możemy tego naprawić. Cofamy się coraz bardziej, aż zdajemy sobie sprawę z tego, ile straciliśmy. I pewnego dnia coś w nas pęka, coś powoduje morze łez, krzyki w środku nocy, trzęsące się ciało… coś, co doprowadza nas do ogromnej rozpaczy i tęsknoty za tym, co utracone. Co zrobić w takiej sytuacji?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytułowe trzy siostry to trzy domy...
Istnieją na świecie trzy rodzaje przyjaźni – męska, kobieca i mieszana. Przyjaźń męska jest łatwa – idzie się na piwo, ogląda wspólnie mecze, jak jest problem to omawia się go w pięć minut, bo nie wypada im dłużej paplać o nieprzyjemnych sprawach. Kobieca przyjaźń jest trudna – afery, zazdrość, kłótnie towarzyszą jej na każdym kroku. Często bywa tak, że przyjaciółkami zostają kobiety, które z początku wręcz się nienawidzą, ale los tak toczy ich życiem, że w końcu ta niechęć jest naturalnie przełamywana i zamienia się w przywiązanie.
Mężczyzn łączy piłka nożna, wspólna młodość, muzyka, komiksy, skoki ze spadochronu i książki o tematyce raczej fantastycznej. Kobiety natomiast łączą problemy; to właśnie płacząc przy butelce wina zawiązują się przyjaźnie, które trwają lata. Facetom nie potrzeba zwierzania się, w przeciwieństwie do kobiet. Każda z nas ma zapewne jedną bliską przyjaciółkę, której może powiedzieć wszystko, bez potrzeby dodawania: „ale nikomu o tym nie mów!.”
Susan Mallery napisała książkę o kobiecej przyjaźni; zwykła obyczajówka, którą czyta się lekko, przyjemnie i szybko. Idealna powieść na coraz to cieplejsze wieczory, którą można potem pożyczyć swojej przyjaciółce i pogadać o niej przy butelce wina.
Andi, Boston i Deanna to trzy różne typy kobiet. Na zdrowy rozum nikt by nie pomyślał, że tak odmienne charaktery mogą się zaprzyjaźnić. Boston i Deanna były sąsiadkami od lat, jednak ich podejście do życia było tak diametralnie różne, że nigdy nie wyszły poza utarte ramy koleżeńskości „zapłotowej”. Ot, krótkie przywitanie, zapytanie o zdrowie i każda chowała się we własnym domu. Pewnego lata na wyspę, na której mieszkały, przybyła Andi, młoda lekarka z pokaleczonym sercem, którego nie dało się zszyć żadną nicią chirurgiczną; narzeczony zostawił ją przed ołtarzem, tłumacząc, że nie jest pewny, czy chce być jej mężem. Pomijając fakt, że byli razem dziesięć lat, warto dodać, że ledwo kilka tygodni później wziął ślub ze swoją asystentką – cóż, na ten ślub był gotowy.
Już pierwszego popołudnia Andi poznała Boston, której imię pasowało do zawodu, była bowiem malarką a malarka o pospolitym imieniu jak Jane czy Anna nie byłaby taka wspaniała i awangardowa, jak ta nazywająca się Boston, prawda?
Boston miała męża i niedawno straciła półroczne dziecko, co mocno przeżywała. Przez jej żal i smutek, małżeństwo zaczęło się rozpadać a ona w żaden sposób nie mogła sprawić, by podniszczone fundamenty ich związku na nowo się zlepiły. Zazdrościła mieszkającej obok Deannie, która miała męża i piątkę – aż piątkę a ona nie mogła mieć nawet jednego – dzieci, wszystkie płci pięknej. Nie wiedziała, że córki i ich ojciec żywią do sąsiadki wielką urazę za jej zachowanie i absolutne rządy w domu. Dziewczynki nie mogły jeść niczego kupionego w sklepie, nie mogły prosić o dokładkę obiadu, nie mogły przynieść ze szkoły gorszej oceny; za wszystko były karane w sposób bezwzględny i systematyczny, chociaż przyznać trzeba, że Deanna nigdy nie podniosła głosu ani nie uderzyła żadnej z nich. Po prostu wydawała polecenie jak żołnierz na poligonie a każde nieposłuszeństwo było w odpowiedni sposób karane.
Muszę przyznać, że Deanna od samego początku działała mi na nerwy i dziwię się, że ktokolwiek mógłby taką kobietę polubić. Kibicowałam jej mężowi, żeby zdecydował się ją zostawić, wziąć dziewczynki i odjechać w stronę zachodzącego słońca a ona mogłaby zostać i dyrygować sama sobą lub przekwalifikować się na kaprala w wojsku.
„Trzy siostry” pokazuje jednak, że trudno jest zrozumieć dlaczego lubimy daną osobę; niekiedy jest ona wredna, sarkastyczna, nie potrafi się zachować w towarzystwie a jednak z jakiegoś dziwnego, irracjonalnego powodu lubimy ją i lgniemy do niej. Przyjaźń otacza nas kokonem bezpieczeństwa, sprawia, że czujemy się dla kogoś wyjątkowi, z wszystkimi naszymi wadami i zaletami.
Przy okazji tej recenzji mogę rzec coś jeszcze o przyjaźni damsko-męskiej. Dla mnie taka przyjaźń zawsze, prędzej czy później, idzie w parze z miłością. I jeśli przyjaźnią się ludzie, którzy są razem, to jest to dodatkowy atut związku. Przyjaciel mężem? Idealne rozwiązanie, bo przyjaźń jest dużo trwalsza niż zakochanie czy zauroczenie i osobiście sądzę, że najpiękniejsze miłości nie rodzą się z pożądania, ale z przyjaźni właśnie.
Wracając do kwestii przyjaźni pomiędzy kobietami – prawdziwą, tą jedyną przyjaciółkę traktuje się z czasem jak siostrę, z wszelkimi tego plusami i minusami. Bo w każdej przyjaźni zdarzają się lepsze i gorsze dni, zdarzają się sprzeczki i kłótnie. Ale tak jak w rodzeństwie łączy krew i pochodzenie, tak w przyjaźni łączy ta niewidzialna, nienazwana do końca nić. Życzę i sobie i wam wszystkim takiej bliskości jaką znalazły bohaterki „Trzech sióstr”i zachęcam do przeczytania książki, bo warto. Może dzięki niej dostrzeżemy przyjaciółkę w osobie, która na pierwszy rzut oka wydaje się niezwykle "twarda", ale tak naprawdę potrzebuje naszej przyjaźni i naszego ciepła.
Bo przyjaźń, moi drodzy, można znaleźć u całkiem niespodziewanej osoby.
Istnieją na świecie trzy rodzaje przyjaźni – męska, kobieca i mieszana. Przyjaźń męska jest łatwa – idzie się na piwo, ogląda wspólnie mecze, jak jest problem to omawia się go w pięć minut, bo nie wypada im dłużej paplać o nieprzyjemnych sprawach. Kobieca przyjaźń jest trudna – afery, zazdrość, kłótnie towarzyszą jej na każdym kroku. Często bywa tak, że przyjaciółkami...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAndi Gordon z dnia na dzień porzuca swoje dotychczasowe życie. Nie odwraca się za siebie, tym bardziej, że jeszcze chwilę temu miała zostać najszczęśliwszą kobietą na świecie. Tak jednak nie stało się. Młoda lekarka pediatrii zostaje wystawiona przed ołtarzem. Spontanicznie podejmuje decyzję o wyjeździe ze Seattle. Kupuje opuszczony, dość mocno zaniedbany dom. Nie zastanawiając się długo, postanawia go odrestaurować, wprowadzić się, a co więcej, na parterze planuje otworzyć gabinet lekarski z własną praktyką. Nowy rozdział w życiu, nie może brzmieć piękniej? Jednak Andi czeka długa droga. Nie łatwo jest jej się pozbierać po ostatnich wydarzeniach. Nie potrafi zrozumieć nagłej decyzji narzeczonego. Co więcej, Andi nie znajduje wsparcia wśród rodziny. Zwłaszcza matka wywiera na nią presję, próbując wmówić swojej córce, że kierunek pediatryczny nie jest dla niej odpowiedni. Sugeruje, że powinna ukierunkować się na coś ambitniejszego, ponieważ ją na to stać, a dwa, przecież jej najbliższa rodzina zajmuje wysokie stanowiska lekarskie, dlaczego ma być gorsza? Andi, więc wbrew pozorom pozostaje ze wszystkim sama. Czuje, że ten dom, okolica jest dobrym wyborem. Kiedy odświeży dom, w jej wnętrzu zapanuje spokój i wyciszenie. Jak bardzo się jednak myli. Na swej drodze niebawem spotka miejscowego przystojniaka, a na dodatek stanu wolnego. Czy Wade poza kontakty czysto zawodowe, pokaże się Andi z innej, wrażliwej strony?
Tuż za płotem, Andi ma przyjemność poznać swoją pierwszą sąsiadkę, Boston, która z miejsca okazuje się sympatyczną kobietą. Maluje tkaniny dla projektantów mody, rysuje, jednakże obsesyjnie, wręcz namiętnie powraca do jednego tematu swoich prac, portretu małego dziecka. Jego podobizny zajmują wszelkie pomieszczenia jej domu. Co więcej, Boston z pozorów wydaje się szczęśliwą mężatką, która ma poukładane w głowie, ale również w życiu prywatnym. Później jednak okazuje się, że tak do końca to nie jest. Boston oraz jej mąż zmagają się z traumą po śmierci swojego długo oczekiwanego synka. Nie potrafią pogodzić się z jego odejściem, a zwłaszcza Boston, która namiętnie oddaje się pasji jego malowania, szkicowania. Powtarza sobie jak mantrę, że rysowanie chłopca daje jej ukojenie, ma wrażenie, że synek jest przy niej obecny duchem. On powstał w jej ciele, a za pomocą rysunku wskrzesza go w swoim sercu. Jej mąż, Zeke w tym samym czasie ucieka do kieliszka. Byle rozmowa kończy się kłótnią. Czy istnieje szansa na to, aby małżonkowie powrócili do siebie w pełnym znaczeniu tego słowa? Czy oni tego pragną, odzyskać siebie i raz jeszcze zbudować na nowo szczęście, radość oraz niegdyś łączącą ich bliskość? Czy nauczą się rozmawiać o dręczących ich emocjach?
Deanna Phillips, trzecia sąsiadka na wyspie Blackberry Island – ma piątkę dzieci, prowadzi sklep z rękodziełem. Jest jednak osobą oschłą, nieufną, zgryźliwą i nie skorą do rozmów i kontaktów. Kobieta jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, jak oceniają ją inni. Pod rodzinnym dachem stwarza pozory szczęścia, radości. Z całego serca pragnie, aby każdy był zadowolony oraz spełniony. Wkłada wiele wysiłku w wychowanie oraz nadmierną troskę o bliskich. Nie widzi jednak tego, że mąż jej ma serdecznie dość. Na rękę są mu wyjazdy służbowe oraz rzadkie wizyty w domu. Najstarsza córka również niechętnie spogląda na matkę, traktuje ją jak własnego wroga. Deanna obawia się, że wkrótce pozostałe córki zbuntują się przeciwko niej. Ta jednak nie ma najmniejszego pojęcia, co zrobić, aby własna rodzina ją zauważyła i polubiła. Mąż wyrzuca jej apodyktyczność, surowe wychowanie, sztuczne opanowanie. Podkreśla, że dla żony liczą się wyłącznie pozory, to, w jaki sposób odbierają i mówią o niej inni. Ważna jest dla niej reputacja, pochlebstwa. Ustala zasady i podporządkowuje do nich członków rodziny. Z czasem Deanna staje się dla wszystkich nieznośna. Kontroluje, usilnie narzuca swoje zdanie nie licząc się z czyimś głosem. Dzieci się jej boją. Mąż jej unika. Liczą się pozory, bo rzeczywistość nie interesuje Deanny. Przez długi jednak czas kobieta nie potrafi pojąć, co jest nie tak, co robi źle. Myśli, że kieruje się absolutnym dobrem względem rodziny, ale niestety to wszystko przynosi odwrotny skutek, przez co wszyscy cierpią. Co więcej, Deanna odkrywa, że zmaga się z poważnym urazem z lat dzieciństwa, które rzutuje na jej obecne życie. Dodatkowo, nerwica natręctw doprowadza jej ciało do rozpaczy. Czy Deanna zrozumie, w czym popełnia podstawowy błąd? Czy uda jej się przekonać do siebie córki oraz męża i na nowo staną się pełną, szczęśliwą rodziną?
Okazuje się, że wbrew temu, co ludzie widzą oraz chcieliby doglądnąć, życie trzech różnych sąsiadek jest tylko wymysłem wyobrażeń pobocznych obserwatorów. Rzeczywistość zupełnie inaczej wygląda, wcale nie tak kolorowo i przyjemnie.
Z czasem trzy kobiety dostrzegą, że łączy ich coś wspólnego. Zaprzyjaźnią się, odkrywając w sobie wewnętrznie drzemiącą siłę i głęboki potencjał na to, że można stanąć mocno na nogi i dokonać jeszcze czegoś wielkiego oraz ważnego dla nich samych. To właśnie dzięki wspólnym rozmowom, przebywaniu w swoim towarzystwie, trzy początkowo zupełnie obce dla siebie kobiety poznają się na tym, że warto się trzymać razem, radzić się, polegać na sobie i w każdej sytuacji wspierać.
Powieść ta pokazuje, jak wielu z nas egzystuje w sposób, jaki naprawdę nie istnieje. Staramy się być tacy, jak tego pragniemy, jak inni od nas tego oczekują, jak dążymy do idealizmu. Niechętnie wychylamy się z własnych twardych skorup. Poszukujemy pochlebstwa, aprobaty, akceptacji. Tymczasem los płata przeróżne figle, nie pytając nas o zgodę. Po prostu się dzieje. Dzięki jednak przyjaźni, można raz jeszcze sięgnąć gwiazd z nieba, poczuć szczęście, uśmiechnąć się i zawalczyć o najważniejsze dla nas wartości. Bo głównie w nas samych jest sporo mocy, a przyjaciele tylko wydobywają z nas tę wiarę, prowadząc ku lepszemu.
Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem HarperCollins :)
Andi Gordon z dnia na dzień porzuca swoje dotychczasowe życie. Nie odwraca się za siebie, tym bardziej, że jeszcze chwilę temu miała zostać najszczęśliwszą kobietą na świecie. Tak jednak nie stało się. Młoda lekarka pediatrii zostaje wystawiona przed ołtarzem. Spontanicznie podejmuje decyzję o wyjeździe ze Seattle. Kupuje opuszczony, dość mocno zaniedbany dom. Nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Kiedy człowiek wie, że innym też się nie wiedzie, od razu lżej mu na duszy. Bo nie on jeden, jak to się ładnie mówi, z trudem wykuwa swój los." ( cyt. s. 231 )
Jak wskazuje tytuł najnowszej książki autorstwa Susan Mallery, czytelnik będzie miał do czynienia z trzema siostrami, ale w tym przypadku słowo "siostra'" ma zupełnie inne znaczenie. "Trzy siostry" to nic innego jak trzy wspaniałe domy zlokalizowane na wyspie Blackberry Island. Żeby było jeszcze ciekawiej stoją obok siebie na najwyższym szczycie wyspy. Każdy z nich ma swoich lokatorów, chociaż środkowy został kupiony dopiero jakiś czas temu. Właścicielką nieruchomości stała się Andi Gordon. Kilka dni temu została porzucona przed ołtarzem przez ukochanego po dziesięciu latach związku. Na oczach rodziców oraz gości w liczbie trzystu. Z zawodu jest lekarzem - pediatrą. I właśnie z jej zawodem, a raczej ze specjalizacją nie mogą pogodzić się rodzice Andi, którzy również ukończyli studia medyczne i mogą szczycić się sławą. Uważają, że stać ich córkę na więcej. Z tej też przyczyny relacje na linii rodzice-córka nie należą do najlepszych.
Od kilku już lat w jednym z domów mieszka Deanna Philips, żona oraz matka piątki cudownych dziewczynek. Można by rzec, że jest perfekcyjną panią domu. Jeśli chodzi o sposób wychowywania dzieci, tutaj też ma swoje zasady. Ta "idealność" doprowadza do ogromnego kryzysu w jej małżeństwie. W zastraszającym tempie zacierają się również więzi łączące matkę z córkami.
Ich sąsiadką jest Boston King. Kobieta z duszą artystki o bardzo pozytywnej osobowości. Obecnie przechodzi najgorsze chwile w swoim życiu. Śmierć własnego dziecka dla każdej matki jest osobistą tragedią. Boston przeżywa ją na swój sposób, którego nie potrafi zaakceptować Zake, jej mąż. Sam coraz częściej zagląda do kieliszka.
Trzy domu, trzy kobiety i trzy zupełnie inne historie. Ale jest coś co je ze sobą łączy. Mamy w nich do czynienia z problemami, z którymi zmagają się książkowe bohaterki. Żadna nie może powiedzieć, że wiedzie szczęśliwe życie z dala od trosk i zmartwień. I właśnie te problemy zbliżają do siebie Andi, Boston i Deanne. Może na początku ich relacje nie należały do przyjacielskich, ale z czasem doszły do wniosku, że świetnie czują się w swoim towarzystwie. Kto lepiej zrozumie kobietę, jak nie druga kobieta.
W książce mamy styczność z przeciwnościami losu różnego kalibru. Począwszy od porzucenia przez ukochaną osobę, śmierć dziecka po trudne dzieciństwo, które miało ogromny wpływ na dorosłe już życie. No właśnie, życie pisze różne scenariusze. Potem każdy z nas musi się z nim zapoznać. Tylko co wtedy, gdy chcemy wnieść do niego poprawki, a jest to bardzo trudne, albo wręcz niewykonalne? Pisarka jednak udowadnia, że można to zrobić. Zwykła rozmowa z drugą osobą jest jednym ze sposobów. Rodząca się przyjaźń między kobietami dodała im odwagi, aby dokonać zmian, które sprawiły, że ich doczesność odmieniła się na lepsze.
Jeśli chodzi o kreację bohaterek, pisarka zrobiła to w sposób fantastyczny. Każda wniosła do książki coś innego. Andi, inteligentna i bardzo sympatyczna pani doktor. Jej podejściem do dzieci zostałam oczarowana. Oby jak najwięcej było takich lekarzy. Boston, to szalona artystka z mnóstwem pomysłów. Walczy z bólem i tęsknotą. Wierzyłam bardzo, że i do niej uśmiechnie się w końcu szczęście. Deanna, zawsze elegancko ubrana, z nienagannym makijażem. Moje pierwsze wrażenie nie było pozytywne, ale po głębszym poznaniu fajna z niej kobitka. Tak w skrócie można je scharakteryzować. Ale żeby nie było, w książce mamy do czynienia również z bohaterami płci męskiej. I nie mam tutaj na myśli tylko mężów Boston i Deanny. Pojawi się ktoś jeszcze...z pewną bardzo seksowną częścią ciała :-)
Jestem miłośniczką książek, w których napotykamy różną gamę emocji. W trakcie lektury Trzech sióstr natrafić można na sytuacje, które rozbawią. Inne z kolei wzruszą i zasmucą. Pojawią się również i takie momenty, które nami wstrząsną i zmuszą do refleksji. Całość czyta się lekko, a akcja toczy się miarowo. Pisarka przedstawiła w sposób konkretny i spójny losy trzech kobiet, które pragną szczęścia i miłości.
I niech nikogo nie odstrasza fakt, że jest to kolejna przyjemna obyczajówka, która nic nowego nie wniesie do mojego życia. Z każdej książki można wysnuć wnioski, które w przyszłości mogą być dla nas wskazówkami.
"Kiedy człowiek wie, że innym też się nie wiedzie, od razu lżej mu na duszy. Bo nie on jeden, jak to się ładnie mówi, z trudem wykuwa swój los." ( cyt. s. 231 )
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak wskazuje tytuł najnowszej książki autorstwa Susan Mallery, czytelnik będzie miał do czynienia z trzema siostrami, ale w tym przypadku słowo "siostra'" ma zupełnie inne znaczenie. "Trzy siostry" to nic innego...
„Życie jest jak trąbka w orkiestrze jazzowej. Jeśli nic w nią nie tchniesz, nic z niej nie wyjdzie” – mawiał Louis Armstrong. Niestety w przypadku niektórych ludzi można odnieść wrażenie, że wyłącznie dają, poświęcają się, składają swoje marzenia w ofierze, a jednak nic nie wynagradza ich za takie postępowanie. Część z nich dale postępuje tak samo, kierując się wiarą w lepsze jutro i przekonaniem, że dobro powraca. Część natomiast coraz częściej odczuwa wątpliwości, a nawet frustrację, zaś ich dobroć zamienia się w obsesję, agresję, nienawiść do otoczenia.
Którą z tych postaw prezentują bohaterki wspaniałej powieści, której akcja rozgrywa się na malowniczej wyspie Blackberry Island, niedaleko Seattle? Przekonamy się o tym sięgając po książkę, w której przejrzeć się można, niczym w lustrze, która budzi emocje, wzrusza, motywuje do działania i przekonuje, jak pięknym uczuciem może być przyjaźń. Powieść „Trzy siostry” autorstwa Susan Mallery, opublikowana nakładem wydawnictwa HarperCollins, to – wbrew tytułowi – opowieść o trzech kobietach, których bynajmniej nie łączą więzy krwi oraz o trzech wiktoriańskich domach, stojących nad zatoką Puget. Każda z bohaterek jest inna, każda ma swoje tęsknoty, marzenia, każda też zmaga się ze swoimi demonami…
Co robi kobieta, kiedy narzeczony porzuca ją w dniu ślubu, nie zjawiając się w kościele, zaś po upokorzeniu, na jakie ją naraził, tłumaczy się brakiem gotowości do małżeństwa? Jeśli uwzględnimy fakt, iż owa para była ze sobą dziesięć lat, zaś mężczyzna trzy tygodnie po zerwaniu poślubił w Las Vegas swoją recepcjonistkę nie dziwi fakt, iż podjęte przez opuszczoną kobietę decyzje, mogą być dość irracjonalne. Tak właśnie postrzega zachowanie Andi jej rodzina, nie znajdując wytłumaczenia dla przeprowadzki na małą wyspę, kupna zrujnowanego domu i planów otwarcia praktyki lekarskiej. Zresztą zachowanie kobiety zawsze było przedmiotem dyskusji i nieporozumień, bowiem lekarz pediatra wydaje się bliskim Andi zawodem mało ambitnym. Ona jednak kocha dzieci i nie ma zamiaru kierować się wytycznymi innych, chce wziąć sprawy w swoje ręce i z deklaracją trzymania się z dala od mężczyzn, usiłuje rozpocząć nowe, lepsze życie. Do czasu otwarcia własnego gabinetu planuje współpracować z miejscowym lekarzem, unikając również placu budowy, w jaki zmienił się jej dom. Nie znaczy to, że nie ma okazji podpatrywać wykonawcy remontu w pracy – Wade, jako przystojny wdowiec budzi emocje u płci pięknej na całej wyspie, nic zatem dziwnego, że również Andi poddaje się jego męskiemu urokowi. On jednak, w trosce o dobro nastoletniej córki, nie chce się z nikim wiązać. Dlatego też, kiedy romans z Andi zamienia się w coś poważniejszego, on zaczyna się wycofywać.
Boston jest malarką, niezwykle utalentowaną i wrażliwą kobietą, dotkniętą wielką tragedią. Niedawno straciła dziecko – chory na serce, sześciomiesięczny synek zmarł na jej rękach, zaś ona nie potrafi się z tym pogodzić, uparcie odtwarzając jego postać na setkach obrazów i szkiców. Jej mąż, nie mogąc dotrzeć do Boston, nie mogąc cierpieć wraz z nią, swój ból koi coraz większymi dawkami alkoholu. Przynajmniej do momentu, kiedy prowadząc samochód pod wpływem, powoduje wypadek. To wydarzenie staje się kolejnym punktem przełomowym w związku pary, niestety nie poprawia on komunikacji pomiędzy małżonkami. Mimo iż kochają się, nie potrafią być już ze sobą, a cieniem na ich szczęściu staje się osobista tragedia, której nie potrafią przeżywać wspólnie.
(...)
Pełna treść recenzji znajduje się na stronie:http://qulturaslowa.blogspot.com/2016/02/susan-mallery-trzy-siostry.html
„Życie jest jak trąbka w orkiestrze jazzowej. Jeśli nic w nią nie tchniesz, nic z niej nie wyjdzie” – mawiał Louis Armstrong. Niestety w przypadku niektórych ludzi można odnieść wrażenie, że wyłącznie dają, poświęcają się, składają swoje marzenia w ofierze, a jednak nic nie wynagradza ich za takie postępowanie. Część z nich dale postępuje tak samo, kierując się wiarą w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAndi zostaje porzucona przez narzeczonego pod ołtarzem po wspólnych dziesięciu latach. Po tym nieprzyjemnym zdarzeniu postanawia wyprowadzić się ze Seattle i wyrusza na wyspę Blackberry, aby zamieszać w jednej z "trzech sióstr" - wiktoriańskim domu położonym w pobliżu dwóch podobnych, dzięki czemu zyskały takie przydomki. Jej sąsiadkami okazują się być dwie jakże różne kobiety: Boston, utalentowana malarka, która od śmierci swojego synka ma problem z malowaniem czego innego, oprócz portretów dziecka i Deanna, perfekcyjna pani domu wychowująca pięć córek, które mają jej szczerze dość...
Na pierwszy rzut oka kobiety nie mają nic wspólnego, jednak ich domy, a konkretniej ich przydomki, sprawią, że połączy je wielka przyjaźń. Przyjaźń, która otworzy im oczy na wiele spraw i pomoże przetrwać najgorsze momenty i wyjść z dołków.
Autorka porusza wiele trudnych tematów, w dużej mierze nawiązujących do problemów rodzinnych. Są to m.in. problemy z relacjami rodzic-dziecko, które dotykają wiele rodzin.
Kobietom ciężko się uporać z własnymi problemami, ale nie mają oporów żeby pomagać sobie nawzajem. W końcu każda z nich w pewnym stopniu otworzy się dla reszty i zgodzi się na próbę pomocy, jednak czy nie będzie za późno?
Książka napisana jest w sposób prosty i łatwy w odbiorze. Przyjemnie się ją czyta i dość szybko. Jest to jednak powieść dostarczająca czytelnikom wielu sprzecznych emocji. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na bohaterów, których autorka bardzo dobrze wykreowała. Nie są to postacie bez wyraźnej osobowości, czy historii.
Uważam, że "Trzy Siostry" to książka warta przeczytania! Wydaje mi się, że tę powieść można polecić wszystkim, bo każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Andi zostaje porzucona przez narzeczonego pod ołtarzem po wspólnych dziesięciu latach. Po tym nieprzyjemnym zdarzeniu postanawia wyprowadzić się ze Seattle i wyrusza na wyspę Blackberry, aby zamieszać w jednej z "trzech sióstr" - wiktoriańskim domu położonym w pobliżu dwóch podobnych, dzięki czemu zyskały takie przydomki. Jej sąsiadkami okazują się być dwie jakże różne...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy sięgnęłam po Trzy Siostry Susan Mallery stwierdziłam, że już bardzo dawno nie czytałam, ot takiej zwyklej współczesnej obyczajówki. A szkoda, bowiem czasami natrafiamy na książkę, która akurat w tym, a nie innym momencie życia jest nam bardzo potrzebna do pojmowania pewnych niejasności; tego, czego nie rozumiemy lub nie chcemy do siebie dopuścić. Nagle jednak wszystko ku zdziwieniu staje się łatwe i klarowne. Przeciwności losu przecież spotykają każdego z nas. Pytanie jednak brzmi, czy potrafimy sobie z nimi poradzić.
Nazwa Trzech Sióstr odnosi się do trzech dziewiętnastowiecznych domów stojących obok siebie na wzgórzu na Backberry Island nad zatoką Puget. Porzucona przed ołtarzem, w dodatku po dziesięcioletnim związku, Andi Gordon postanawia radykalnie zmienić swoje życie i wyjechać ze Seattle. Zainwestowała wszystkie swoje oszczędności w kupno domu, który widziała dwa razy, w dodatku w mieście, w którym zdarzyło jej się spędzić może z 72 godziny. To środkowy dom na wzgórzu, bardzo zaniedbany, ruina, rudera, ale Andi widzi w nim potencjał, w dodatku pragnie zamieszkać na piętrze, a na parterze otworzyć klinikę dla dzieci. Młoda kobieta jest pediatrą, ale nie ma wygórowanych ambicji naukowych w dziedzinie medycyny jak jej rodzice i rodzeństwo. Chce po prostu pomagać dzieciom. To wszystko. Andi uznała, że doprowadzenie domu do użyteczności, pomoże jej samej pozbierać się po ostatnich przeżyciach. To wyzwanie, doszła jednak do wniosku, że dom to nie facet, można śmiało się w nim zakochać (s.7).
Obok domu Andi stoją dwa domy, zamieszkałe i zadbane. Pierwszą sąsiadkę jaką poznaje jest ta z domu po prawej - Boston King, malarka. Jej mąż Zeke King wraz ze swoim bratem Wade mają firmę remontową i zostali zatrudnieni do przeróbek w domu Andi. Okazuje się, że nad wszystkim będzie czuwał przystojny Wade, samotny ojciec Carrie. Deanna Phillips to perfekcjonistka z idealnie uporządkowanego domu po lewej. Wraz z mężem Collinem, którego praca polega na rozjazdach, wychowują pięć córek.
Nie tylko Andi przeżywa wewnętrzne rozterki. Boston i Zeke nie mogą się pogodzić ze stratą synka sześć miesięcy wcześniej. Każde z nich inaczej przeżywa ów ból: Boston bez przerwy maluje Liama, a Zeke ucieka w alkohol. Podziały również istnieją w rodzinie Deanny. Collin ma dość życia pod dyktando, dyrygowaniem nim i dziewczynkami, apodyktyczności żony, wydawanym poleceniom, dążeniom do perfekcyjności. Deanna na początku nie rozumie o co chodzi mężowi. Boli się samotności, tego, co ludzie powiedzą, zawsze dążyła do tego, aby jej rodzina była idealna i zadowolona: jedzenie tylko przez nią przygotowane, dietetyczne i ekologiczne, oglądanie w telewizji tylko edukacyjnych programów, ład i porządek w domu. Innymi słowy rygor i życie pod dyktando. Gnębi się również jeszcze czymś innym.
Każda z kobiet chce pozbyć się balastu, ciężaru przeszłości. Nie zawsze jest to jednak łatwe do wykonania. Drogi tych trzech kobiet, sąsiadek, jednak łączą się. Kobiety poznają się bliżej, znikają zadawnione między Boston i Deanną animozje i obojętność, pojawia się zaufanie, szacunek i przyjaźń. Każda z nich musi rozprawić się z przeszłością, dać zezwolenie na zgodę, że tak się stało, a nie inaczej i wyjść naprzeciw przyszłości.
Trzy siostry to też opowieść, w której oprócz romansu, znajdziemy wątki rodzinne. Stosunki z mężami, jakie mają Boston i Deanny nie układają się najlepiej. Gdzieś zostają zatracone bliskość i swobodny kontakt. Wade również ucieka przed Andi. Deanna w dodatku ma kłopot z porozumieniem się z córkami, zwłaszcza z najstarszą dwunastoletnią Madison. Zaczyna wątpić w to czy ją kochają, czy jej się, aby nie boją. Susan Mallery bardzo ładnie skomponowała historię zwykłych, przeciętnych kobiet, które pogubiły się na skutek wydarzeń z przeszłości. Pragną jednak odnalezienia właściwej drogi. To powieść, która nie tylko absorbuje czytelnika, ale momentami również wzrusza i śmieszy, dzięki dowcipnym dialogom. Miłość zawsze czyni cuda.
Warto nadmienić na koniec, że Susan Mallery napisała serię książek, której bohaterami są mieszkańcy Backberry Island. Trzy siostry to cześć druga, po Barefoot Season, zaś trzecia to Evening Stars.
http://slowemmalowane.blogspot.com/2016/02/susan-mallery-trzy-siostry.html
Gdy sięgnęłam po Trzy Siostry Susan Mallery stwierdziłam, że już bardzo dawno nie czytałam, ot takiej zwyklej współczesnej obyczajówki. A szkoda, bowiem czasami natrafiamy na książkę, która akurat w tym, a nie innym momencie życia jest nam bardzo potrzebna do pojmowania pewnych niejasności; tego, czego nie rozumiemy lub nie chcemy do siebie dopuścić. Nagle jednak wszystko...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to× www.majuskula.blogspot.com ×
Ludzie różnie reagują w obliczu tragedii. Jedni postanawiają zmienić wszystko, inni przelewają emocje na papier lub udają, że nic się nie stało. Często można znaleźć w tych zachowaniach wspólny mianownik — cichą chęć wydostania z rozpaczy…
Niedawno zaczęłam przygodę z powieściami typowo obyczajowymi. Susan Mallery nie była mi wcześniej znana, jednak postanowiłam dać jej szansę. Opis książki bardzo mnie zaciekawił, okładka całkiem mi się spodobała. Utrzymana w ciepłych barwach, tchnąca optymizmem i spokojem. Zabrałam się do czytania i przyznam, że lektura mocno mnie wciągnęła. Wystarczyły dwa wieczory, abym ją skończyła. Nie jest to lektura górnolotna, ale taka, która troszeczkę wzruszy i poprawi humor. Bardzo dobra rozrywka, odskocznia po ciężkim dniu. Moja rada jest taka, aby za „Trzy siostry” wziąć się spokojnie. Nawet, gdy nastrój jest kiepski. Gwarantuję, że naprawdę miło spędzicie czas. Susan Mallery swoją książką troszkę mnie wsparła w trudnym momencie, gdy musiałam czymś zająć myśli. Udało jej się to wspaniale!
Narzeczony Andi porzuca ją przed ołtarzem. Upokorzona kobieta kupuje zaniedbany dom mieszczący się na malutkiej wyspie Blackberry, zamierza zmienić otoczenie i porzucić złe wspomnienia. W tym czasie jej nowe sąsiadki, Boston i Deanna również zmagają się z problemami. Boston, utalentowana plastyczka, nadal nie doszła do siebie po śmierci malutkiego synka. Jej mąż, Zeke, topi smutki w alkoholu. Natomiast Deanna jest tak pochłonięta dbaniem o perfekcję, że zapomina o potrzebach męża i córek. Nadal goni ją widmo nieszczęśliwego dzieciństwa. Andi zaprzyjaźnia się z kobietami i powoli zaczyna otwierać na miłość, gdy poznaje szwagra Boston…
Przyznam, że na początku spodziewałam się przede wszystkim wtórności. Fakt, opis wydał się ciekawy, ale miałam wrażenie, iż już gdzieś to czytałam. Zawsze podchodzę do wszystkiego z rezerwą, a wówczas spotyka mnie miła niespodzianką. Tak było i tym razem. Susan Mallory zdecydowanie zauroczyła mnie tą opowieścią o trzech kobietach próbujących poskładać swoje życia. Fakt, nie jest to oryginalne. Jednak zapałałam szczerą sympatią do roztrzepanej Andi, melancholijnej Boston i zasadniczej Deanny. Każda z bohaterek jest inna, co pomaga lepiej wczuć się w ich historie. Zwłaszcza, że narracja jest prowadzona w trzeciej osobie. Gwarantuję — nikt się nie pogubi.
Styl pisania Mallery jest po prostu przyjemny. Nie ma tutaj górnolotnych słów, ciągnących się w nieskończoność opisów. Za to pojawiają się całkiem dowcipne dialogi. Autorka wiele miejsca poświęca życiu wewnętrznemu bohaterów. Najbardziej ujęła mnie Deanna, według mnie właśnie ta postać została stworzona najlepiej. Powierzchownie wredna, egoistyczna, a w rzeczywistości zraniona i goniona przez demony przeszłości. Doszłam do wniosku, że wśród nas żyje mnóstwo takich osób. Próbujących pokonać lęk poprzez ranienie bliskich, nawet to nieumyślne. To bardzo interesująco poprowadzony wątek.
Nie ma tutaj wątków, których nie da się przewidzieć. Jednak myślę, że to taki konkretny czynnik służący odprężeniu. Razem z bohaterkami przeżywamy ich problemy, jednak w głębi duszy czujemy, iż wszystko dobrze się skończy. A przyjaźń, która się między nimi rodzi wzbudza ciekawość i chęć czytania kolejnych stron. Nie obejrzałam się, a już doszłam do połowy książki. „Trzy siostry” to powieść urocza, ale bynajmniej nie przesłodzona. Tytuł nawiązuje nie tylko do domów stojących na wzgórzu — to też wspaniałe nawiązanie do kobiet, bardzo różnych charakterami, jednak potrafiących wspierać się nawzajem w tych trudnych momentach. Sama chciałabym spotkać takie osoby na swojej drodze.
„Trzy siostry” polecam przede wszystkim osobom, które przepadają za obyczajówkami albo po prostu chciałyby nieco się odprężyć. Mnie się to udało i z przyjemnością sięgnę po inne powieści Susan Mallery. Szczególnie wtedy, gdy spadną na mnie jakieś kłopoty. Wówczas, mam nadzieję, znowu skutecznie poprawię sobie nastrój.
× www.majuskula.blogspot.com ×
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLudzie różnie reagują w obliczu tragedii. Jedni postanawiają zmienić wszystko, inni przelewają emocje na papier lub udają, że nic się nie stało. Często można znaleźć w tych zachowaniach wspólny mianownik — cichą chęć wydostania z rozpaczy…
Niedawno zaczęłam przygodę z powieściami typowo obyczajowymi. Susan Mallery nie była mi wcześniej...
Czasami w naszym życiu dzieje się coś niespodziewanie. Coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ani zatrzymać. Bohaterki książki Susan Mallery pt. „Trzy Siostry” właśnie znalazły się na jednym z takich życiowych zakrętów. Każda z nich przeżywa inny problem.
„Była bardzo rozżalona. Dlaczego tak jest? Za każdym razem, kiedy wydaje jej się, że wszystko się układa, okazuje się, że jest odwrotnie. Po prostu katastrofa, jak teraz. Może to jakieś przesłanie? Znak, że ma zwyczajnie się poddać i spakować walizki? Kto wie…”
Andi właśnie została porzucona przed ołtarzem. Była ze swoim narzeczonym przez 10 lat, a on postanowił porzucić ją właśnie w dniu ślubu. Zaszokowana całą tą sytuacją, postanawia przeprowadzić się na wyspę Blackberry i zamieszkać w jednym ze słynnych domów – Trzech Sióstr. Każdy z tych domów ma wyjątkową tradycję i w każdym mieszka inna rodzina. Boston jest malarką tkanin, choć w wolnych chwilach lubi również malować portrety, malować i szkicować. Jednak od śmierci synka ciężko jest jej malować coś innego jak właśnie jego, małego Liama. Deanna pracuje w sklepie, uczy scrapbookingu i patchworku, a ponadto wychowuje pięć córek…
Chociaż sąsiadki nie od zawsze dobrze się dogadują, Trzy Siostry jednak do czegoś zobowiązują i z czasem między kobietami narodzi się prawdziwa przyjaźń, która pomoże przezwyciężyć ich problemy.
„Czyli bardzo niedobrze, bo z tego, co usłyszałam, wynika, że przechlapane mamy wszystkie. Żadna z nas nie ma łatwo.”
Powieść Susan Mallery porusza wiele problemów rodzinnych. Dla Andi, porzucenie przez Matta było wielkim zaskoczeniem, bo skoro byli ze sobą tak długo, to chyba powinni być szczęśliwi. Los jej jednak napisał innych scenariusz. Przeprowadzka do Blackberry Island ma być dla niej „czasem, który leczy rany”. Postanowiła sobie także, że już nigdy nie zaufa żadnemu mężczyźnie, a na wyspie całkowicie poświęci się praktyce lekarskiej – pediatrii, i po prostu będzie szczęśliwa. Tylko, czy rzeczywiście okaże się to możliwe? Podobnie Boston i Deanna nie mają łatwo. Chociaż obje są mężatkami, od jakiegoś czasu mają spore problemy ze swoimi mężami… Prawdopodobnie to właśnie przyjaźń „podniesie je na nogi” i pozwoli wrócić do prawdziwego, szczęśliwego życia.
„Trzy Siostry” to książka, która dostarcza wielu emocji. Wraz z bohaterkami przeżywamy to, co one czują. Autorka doskonale wykreowała każdą z nich. Ich losy, niekiedy przerażające i pełne współczucia, innym razem napełnione szczęściem i chwilami wzruszeń, opisane są bardzo autentycznie. Tych bohaterek po prostu nie da się nie lubić. Choć czasami zachowują się trochę „nielogicznie”, to jednak, po przeczytaniu całości, wszystkie wzbudzają równą sympatię.
Ogólnie powieść jest bardzo lekka, czyta się ją szybko i swobodnie, jednak jednego mi w niej zabrakło… Miejscami jest trochę przewidywalna, jak to w powieściach obyczajowych bywa. Zabrakło mi jakiegoś „Wow!”, nagłego, niespodziewanego zwrotu akcji. A tutaj wszystko toczy się gładko. Pomimo tego, że przyjaciółki mają różne swoje problemy, to wszystko jednak jest za bardzo stonowane i nie wybiega poza standard… Pewnie właśnie dlatego rzadko sięgam po powieści obyczajowe; bo z reguły wszystkie są podobne. Samo życie. Ale, żeby ta recenzja nie została odebrana źle – to tylko kwestia gustu. Jeśli ktoś lubi powieści obyczajowe z wątkami erotycznymi to ta książka z pewnością mu się podoba. Na chłodniejsze, nużące wieczory idealna; można z nią odpocząć po stresującym dniu w pracy.
„Porządny pocałunek może sprawić, że kobieta na jakiś czas zapomina o problemach dnia codziennego.”
Podsumowując, dawno nie czytałam żadnej powieści obyczajowej, dlatego „Trzy Siostry” były dla mnie dość pozytywnym powrotem do tego gatunku. Podczas czytania na mojej twarzy pojawił się zarówno uśmiech, płacz, jak i nawet chwilami złość… na każdą z bohaterek. Bo żadna nie była idealna. Ale ostatecznie polubiłam je wszystkie. I niestety, czuję niedosyt po zakończeniu… Jest szczęśliwe zakończenie, ale brakuje czegoś jeszcze. Zresztą… przeczytajcie sami i przekonajcie się!
Czasami w naszym życiu dzieje się coś niespodziewanie. Coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ani zatrzymać. Bohaterki książki Susan Mallery pt. „Trzy Siostry” właśnie znalazły się na jednym z takich życiowych zakrętów. Każda z nich przeżywa inny problem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Była bardzo rozżalona. Dlaczego tak jest? Za każdym razem, kiedy wydaje jej się, że wszystko się układa,...
Andi,Boston i Danny to silne kobiety,które niestety źle doświadczył los.Każda z nich ma mnóstwo problemów i słabości,które ograniczają je w byciu szczęśliwymi kobietami.
W powieści najbardziej zainteresowała mnie postać Andi jej otwartość i siła w dążeniu do szczęśliwego życia.Bohaterka pokazuję,iż wystarczy zrobić pierwszy krok do zmiany,a wszystko zacznie się układać po naszej myśli
W pewien sposób ta powieść ukazuję, że po burzy przychodzi słońce,że czasami trzeba upaść, otrzeć łzy i powstać niczym feniks z popiołu.Może czasami trzeba poczuć czym jest rozczarowanie i smutek by wynieść wnioski zamknąć pewien etap.Ruszyć do przodu po "nowe" bo zazwyczaj to co nowe to lepsze.
Idealna książka dla kobiet,która właśnie teraz zaczynają swoje życie od nowa.Pamiętajmy złe doświadczenia nas kształtują.
Andi,Boston i Danny to silne kobiety,które niestety źle doświadczył los.Każda z nich ma mnóstwo problemów i słabości,które ograniczają je w byciu szczęśliwymi kobietami.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW powieści najbardziej zainteresowała mnie postać Andi jej otwartość i siła w dążeniu do szczęśliwego życia.Bohaterka pokazuję,iż wystarczy zrobić pierwszy krok do zmiany,a wszystko zacznie się układać...