Szukając jakiejś książki w zimowym klimacie, której jeszcze bym nie czytał, przeglądając półki, pudła i szuflady, natrafiłem w końcu na zapomnianą, od lat zbierającą kurz parodię „Narnii”. No dobra, w sumie może, czemu nie. Dobre nie będzie, ale zimowe i odmóżdżające, a czasem trzeba wyluzować. No i właśnie książka taka jest – zimowa i odmóżdżająca. Parodia w stylu parodii kinowych, z głupim, fizjologicznym dowcipem, ale i całkiem nieźle napisana. Wartości literackich, artystycznych i jakichkolwiek innych nie macie co tu szukać, ale jednak niewybredne obśmiewanie „Narnii” potrafi być momentami zabawne.
Historia opowiada losy rodzeństwa Perversie – Pici, Zuzki, Ediego i Wygódki – które zostaje sprzedane przez swoich rodziców na eksperymenty medyczne, pewnemu podejrzanemu Profesorowi. Dzieci w większości są tępe, pozbawione instynktu samozachowawczego albo o wprost samobójczych skłonnościach. Jak inaczej uwierzyliby w czasach obecnych, że trwa druga wojna światowa a Londyn jest bombardowany? Tylko Edi ma co nieco w głowie, ale jemu charakterem i moralnością bliżej jest do Profesora, niż rodzeństwa. I to on stara się nakłonić swoje rodzeństwo nie tylko by zrozumiało, co naprawdę czeka ich w tym przybytku, ale i do ucieczki.
Pewnego dnia, kryjąc się przed kolejnymi eksperymentami Profesora, Wygódka – nie pytajcie dlaczego się tak nazywa – ukrywa się w szafie, gdzie zjada kostkę cukru znalezioną w hipisowskim wdzianku i nagle trafia do Blarnii, zimowej krainy, gdzie spotyka szatana. A nie, czekajcie, to jednak nie szatan, tylko faun, zdarza się. Faun, Tuman, jest typkiem podejrzanym, ale ośmioletnia dziewczynka pchana swoim samobójczym instynktem, udaje się z nim do jego domostwa pełnego książek o kidnapingu i podejrzanych, serwowanych jej specyfików, które mają ją otumanić. Tak odkrywa prawdę o tej krainie, rządzonej przez pewną ladacznicę, ale… No właśnie, dlaczego ta władczyni chce informacji o takich ludzkich dzieciach? I co będzie, jak dzieciaki Perversie trafią do Blarnii?
Szukając jakiejś książki w zimowym klimacie, której jeszcze bym nie czytał, przeglądając półki, pudła i szuflady, natrafiłem w końcu na zapomnianą, od lat zbierającą kurz parodię „Narnii”. No dobra, w sumie może, czemu nie. Dobre nie będzie, ale zimowe i odmóżdżające, a czasem trzeba wyluzować. No i właśnie książka taka jest – zimowa...
Czy często zdarza Wam się DNF? Przyznaję, że ja porzucam książki ekstremalnie rzadko, ale będzie trzeba to zmienić. Szkoda mi czasu na słabe lektury, gdy tyle innych czeka. Dzisiaj o moim ostatnim DNFie, czyli "Opowieściach z Blarnii" - tak Blarnii. Jest to parodia "Opowieści z Narnii".
Uwielbiam parodie! Te filmowe mogłabym oglądać w kółko, a moim top jest "Poznaj moich Spartan", i liczyłam że i przy książkowej będę się równie dobrze bawić, tym bardziej, że kiedyś czytałam parodię "Zmierzchu" ("Zmrok") i nie była zła. Jak bardzo się przeliczyłam wiem tylko ja. Zacznijmy może od tego, że nie mogłam się pozbyć z głowy filmowej parodii i czytając wyobraźnia podsuwała mi tamtych bohaterów. Okazuje, się, że na początku właśnie to ratowało "Opowieści z Blarnii", bo gdy tylko się otrząsnęłam ze skojarzenia z filmem, dotarło do mnie co mam przed oczami. Było tam kilka żartów, z których się szczerze uśmiałam, ale cała reszta była zwyczajnie żenująca, a ja potrzebowałam co kilka rozdziałów odpocząć, bo przestawałam trawić ten tekst. I jakby było mało, że książka próbowała być zabawna, a wyszła żałosna, autor postanowił tam jeszcze wsadzić dialogi narratora z bohaterami, np. poganiane ich itd. Nie dałam rady, moje zdrowie psychiczne jest ważniejsze. Zostanę przy filmie - "Wielkie kino" i tak to już na zawsze będzie dla mnie jedyna akceptowalna parodia "Opowieści z Narnii", nawet jeśli też ma gorsze momenty.
Moja ocena 1/10 - DNF
Czy często zdarza Wam się DNF? Przyznaję, że ja porzucam książki ekstremalnie rzadko, ale będzie trzeba to zmienić. Szkoda mi czasu na słabe lektury, gdy tyle innych czeka. Dzisiaj o moim ostatnim DNFie, czyli "Opowieściach z Blarnii" - tak Blarnii. Jest to parodia "Opowieści z Narnii".
Uwielbiam parodie! Te filmowe mogłabym oglądać w kółko, a moim top jest "Poznaj moich...
Jezusie Nazaryjski i Lordzie Voldemorcie.
Co za badziew. Co za męka. Co za koszmar. W całym swoim życiu nie czytałam tak żenującej, nędznej, pozbawionej absolutnie wszystkiego, kretyńskiej książki. Tylko moja wrodzona upartość kazała mi dotrwać do końca, bo nigdy nie odpuszczam książek. A ten "twór" powinno się zmielić i jak najszybciej o nim zapomnieć.
Dno.
Jezusie Nazaryjski i Lordzie Voldemorcie.
Co za badziew. Co za męka. Co za koszmar. W całym swoim życiu nie czytałam tak żenującej, nędznej, pozbawionej absolutnie wszystkiego, kretyńskiej książki. Tylko moja wrodzona upartość kazała mi dotrwać do końca, bo nigdy nie odpuszczam książek. A ten "twór" powinno się zmielić i jak najszybciej o nim zapomnieć.
Dno.
Opowieści z Blarnii to zupełnie nie moja bajka. Okropnie mnie ta książka wymęczyła. Tytuł nieprzypadkowo nawiązuje do słynnej książki C.K. Lewisa Opowieści z Narnii, Blarnia to taka sparodiowana Narnia. Jest czwórka dzieciaków, tajemne przejście w szafie i czarownica. Nie ma lwa, jest za to kot. Poza tym wszystkie postacie są ostro porąbane, zaczynając od ich imion: Picia, Zuzka, Edi i Wygódka, a kończąc na ich zachowaniu. Picia jest świrem, Edi socjopatą, Zuzka niezbyt rozgarniętą, anemiczną postacią, robiącą przeważnie tło dla reszty, a najmłodsza Wygódka, to wariatka o skłonnościach samobójczych.
Rodzeństwo trafia do domu starego profesora, ponieważ rodzice “wypożyczyli” ich na eksperymenty medyczne. I dalej fabuła toczy się podobnie jak w oryginalnych opowieściach, ale jednak zupełnie inaczej. Wchodzą do szafy, ale nie wiadomo, czy to przejście do Blarnii jest prawdziwe, bo akurat w tej szafie profesor trzyma halucynogenne narkotyki. Niewykluczone więc, że cała przygoda w Blarnii to tylko majaki. Czarownica jest grubym kanibalem pożerającą wszystko i wszystkich dookoła i zamieniającą ludzi w watę cukrową, którą zima powstrzymuje przed roztopieniem. A Aslan został zmieniony w kota Astmę, który jest właściwie bezsilny wobec tego całego szaleństwa.
Absurd goni absurd
Po pierwszych paru stronach wrażenie absurdu było tak duże, że zastanawiałam się co autor brał w trakcie pisania, żeby połączyć te wszystkie wydarzenia w jednym wątku i jak mu się to udało, że nie czuć w treści przesytu. Michael Gerber bezlitośnie wyśmiewa i parodiuje najbardziej oczywiste uproszczenia i skróty fabularne Opowieści z Narnii takie jak łatwowierność oryginalnego rodzeństwa, niedociągnięcia postaci i wątków, skróty myślowe Lewisa oraz same przygody.
Po kilkudziestu stronach dopadło mnie jednak znużenie i zniechęcenie. Kolejne absurdy zaczęły mnie męczyć i trudno mi było nawet czytać tę książkę dla samej przyjemności czytania. Nie wiem nawet właściwie dlaczego. Czy to przez styl autora, czy przez samą ideę powieści – parodii, która często przekracza czwartą ścianę i zwraca się bezpośrednio do czytelnika.
Dla smakoszy
Nigdy nie czytałam niczego podobnego do Blarnii, ale już wiem, że już raczej nie sięgnę po nic, co by ją przypominało. Taki eksperyment pisarski może i był ciekawy na raz, ale nie więcej. To nie jest książka dla mnie. Nie jest to też książka dla dzieci. Trudno byłoby im zrozumieć jej analogie i strukturę. Inna rzecz, że częste sugestie seksualne niekoniecznie się dla dzieci nadają. Ale wiem, że to niewielkie dziełko Gerbera może się jednak podobać. Uwielbia ją na przykład moja przyjaciółka, która mi zresztą ją pożyczyła. Może to kwestia tego, że do mnie nie trafia absurdalny humor, którym Opowieści z Blarnii są wypełnione po brzegi. Może to tylko dla smakoszy.
Opowieści z Blarnii to zupełnie nie moja bajka. Okropnie mnie ta książka wymęczyła. Tytuł nieprzypadkowo nawiązuje do słynnej książki C.K. Lewisa Opowieści z Narnii, Blarnia to taka sparodiowana Narnia. Jest czwórka dzieciaków, tajemne przejście w szafie i czarownica. Nie ma lwa, jest za to kot. Poza tym wszystkie postacie są ostro porąbane, zaczynając od ich imion: Picia,...
Niestety, odłożyłam tę książkę już po pierwszym rozdziale. Bo cóż to za parodia, skoro mnie nie śmieszy, a usypia. Sprawdziły się słowa z okładki „nikomu nie potrzebna”. Zgadzam się w stu procentach. Żart nie był nawet na poziomie Terry’ego Pratcheta. Wiem, to zdanie dla niektórych zakrawa na bluźnierstwo, cóż pocznę, że ten angielski pisarz bawi mnie z rzadka. Zatem z ulgą odłożyłam, po co się męczyć, jeśli w kolejce czeka tyle ciekawszych lektur.
Niestety, odłożyłam tę książkę już po pierwszym rozdziale. Bo cóż to za parodia, skoro mnie nie śmieszy, a usypia. Sprawdziły się słowa z okładki „nikomu nie potrzebna”. Zgadzam się w stu procentach. Żart nie był nawet na poziomie Terry’ego Pratcheta. Wiem, to zdanie dla niektórych zakrawa na bluźnierstwo, cóż pocznę, że ten angielski pisarz bawi mnie z rzadka. Zatem z ulgą...
Mega ! Mega, mega i jeszcze raz mega ! Już dawno się tak nie uśmiałam. Nie wierzę, że to piszę ale lepsza niż ta "prawdziwa". Szybko się czyta. Zasługuje na miano najśmieszniejszej książki przeczytanej przeze mnie w tym roku. Rewelacja. Polecam wszystkim, którzy chcą się trochę rozerwać. Zdecydowanie warto. Nie będziecie żałować ;)
Mega ! Mega, mega i jeszcze raz mega ! Już dawno się tak nie uśmiałam. Nie wierzę, że to piszę ale lepsza niż ta "prawdziwa". Szybko się czyta. Zasługuje na miano najśmieszniejszej książki przeczytanej przeze mnie w tym roku. Rewelacja. Polecam wszystkim, którzy chcą się trochę rozerwać. Zdecydowanie warto. Nie będziecie żałować ;)
Olaboga... czegoś takiego nie trzymałam chyba NIGDY w rękach. Az wstyd przyznać że posiadam to we własnej bibliotece. Chyba jednak będę musiała dać mężowi do rozpalania w piecu żeby nikt nie zobaczył że to mam. Jest to JEDYNA książka którą odłożyłam po przeczytaniu zaledwie 18 stron. Gdybym miała jeszcze te 18 lat może, podkreślam MOŻE (!!) bym przebrnęła bo nie byłoby mi tak szkoda czasu , którego dziś przy dzieciach już tak nie mam...Mam nadzieję że autor nie zarobił za dużo na tej książce :/
Olaboga... czegoś takiego nie trzymałam chyba NIGDY w rękach. Az wstyd przyznać że posiadam to we własnej bibliotece. Chyba jednak będę musiała dać mężowi do rozpalania w piecu żeby nikt nie zobaczył że to mam. Jest to JEDYNA książka którą odłożyłam po przeczytaniu zaledwie 18 stron. Gdybym miała jeszcze te 18 lat może, podkreślam MOŻE (!!) bym przebrnęła bo nie byłoby mi...
Nie myślałam, że z książką tak małych gabarytów, bo format a5 i raptem dwieście stron z hakiem, będę się męczyć ponad tydzień no ale patrząc na jej treść to bardziej wyczyn... wstydem za to jest przyznanie się, że w ogóle miałam to coś w rękach.
Masa zbędnych wulgaryzmów, kloacznych żartów oraz czarnego humoru na bardzo niskim poziomie. Beznadziejne dialogi, jeszcze gorsi i kiepsko poprowadzeni bohaterowie, wszelkie opisy wręcz tragiczne. Miała być parodia a wyszedł syf.
Nie myślałam, że z książką tak małych gabarytów, bo format a5 i raptem dwieście stron z hakiem, będę się męczyć ponad tydzień no ale patrząc na jej treść to bardziej wyczyn... wstydem za to jest przyznanie się, że w ogóle miałam to coś w rękach.
Masa zbędnych wulgaryzmów, kloacznych żartów oraz czarnego humoru na bardzo niskim poziomie. Beznadziejne dialogi, jeszcze gorsi i...
Tak się zastanawiam, czy w ogóle "to coś" zasługuje na miano nazwania go książką. Pisać, żeby pisać? Bez ładu, składu, sensu i... wszystkiego? To ma śmieszyć?!
Rozprowadzić to w takim nakładzie, cieszyć się stosunkowo dużą sprzedażą i zarabiać na czymś takim???
Boże mój drogi, wiem, że na tym świecie wiele rzeczy jest możliwych, ale, że... no zwyczajnie
BRAK SŁÓW!!!
Czytelniku!
NAWET NIE TYKAJ TEGO Z PÓŁKI!
BRAK SŁÓW
Tak się zastanawiam, czy w ogóle "to coś" zasługuje na miano nazwania go książką. Pisać, żeby pisać? Bez ładu, składu, sensu i... wszystkiego? To ma śmieszyć?!
Rozprowadzić to w takim nakładzie, cieszyć się stosunkowo dużą sprzedażą i zarabiać na czymś takim???
Boże mój drogi, wiem, że na tym świecie wiele rzeczy jest możliwych, ale, że... no zwyczajnie
BRAK...
Jest to najgorsza książka jaką czytałam, naprawdę. Nawet kiepski "Barry Trotter" tego samego autora przy "Opowieściach..." jest arcydziełem. Humor oparty na wulgaryzmach czy prostackich żarcikach plus skoki w fabule za którymi ja nie mogłam nadążyć. Na szczęście bardzo szybko zapomniałam jaki w ogóle był sens głównego wątku. Zniszczyć, spalić, przerobić na wiór!
Jest to najgorsza książka jaką czytałam, naprawdę. Nawet kiepski "Barry Trotter" tego samego autora przy "Opowieściach..." jest arcydziełem. Humor oparty na wulgaryzmach czy prostackich żarcikach plus skoki w fabule za którymi ja nie mogłam nadążyć. Na szczęście bardzo szybko zapomniałam jaki w ogóle był sens głównego wątku. Zniszczyć, spalić, przerobić na...
Miałam ochotę przeczytać rozluźniającą książkę, przy której się trochę pośmieję. Zaufałam wydawcy, zaufałam opiniom. Zwiodła mnie okładka i wyraźne parodystyczne nawiązanie do znanej powieści. Szczerze żałuję. Nikt nie zwróci mi czasu poświęconego na lekturę.
Po kilku pierwszych stronach czytanie stało się dla mnie horrorem, uświadomiłam sobie bowiem, że muszę dobrnąć do zakończenia. Przerażająca świadomość. Dosłownie czołgałam się przez kolejne strony w koszmarnych bólach, od czasu do czasu wpełzając na minę, która rozrzucała wokoło umartwione członki mojego ciała.
To co dawało mi siłę by na powrót się pozbierać, to fakt, że tłumacz dał radę i dobrze wykonał te niewątpliwie niewdzięczne zadanie. Sądzę jednak, że mógł nie oszczędzać czytelników i nie łagodzić podtytułu, zostawiając go takim jakim jest w oryginale: Kłamliwa dziwka w szafie. Może wtedy niektórym włączyłaby się czerwona lampka w głowie i nie kupiliby książek swoim pociechom? Bo z całą pewnością książka dla dzieci to nie jest, lecz raczej jak sugeruje autor dla „dziecinnych”. Czyli takich dorosłych, których bawi fekalne poczucie humoru wypływające z zapchanego klozetu.
Autor – łaskawca - informuje nas o wykorzystaniu w książce Cenzorwizji – dzięki której brzydkie wyrazy nie będą widoczne. Świadomość, że po książkę sięgną pewnie młodociani fani Narnii, hamuje nieco jego np. lubieżne i analne zapędy językowe. Cenzorwizja ma zabezpieczyć niewinne oczy czytelnika przed zobaczeniem tego, czego nie powinien zobaczyć – w tej sytuacji uważam, że mechanizm nie funkcjonuje sprawnie, ponieważ większość tekstu powinna być niewidoczna.
Nazwisko twórcy owej tortury nieprzypadkowo budzi skojarzenia z popularną papką dla niemowląt. Fakt ten jest najlepszym komentarzem do tej książki. Łudzimy się, że kupujemy coś zdrowego i smacznego, lekkostrawnego, jak zapewniają reklamy, czyli ulegamy dobrze rozkręconej kampanii ogłupiającej. Gdy już odkręcimy słoiczek i dostaniemy w twarz skumulowaną pod nakrętką wonią, zaczyna się nam robić niedobrze na myśl, że będzie to ktoś musiał zjeść. Niestety - zdrowe – więc bezlitośnie pchamy w niewinne dziecię zjadliwą papkę, ogólnie wywołując na jego buźce kwaśne grymasy. Zjadliwy posmak pozostaje na długo. Dokładnie tak samo jest z parodią Opowieści z Narni.
Blarnia Gerbera niewiele ma w sobie z magicznej krainy, mimo to autor kurczowo trzyma się szkieletu pierwowzoru. Czwórkę rodzeństwa: Picię, Zuzkę, Ediego i Wygódkę o sugestywnym nazwisku Perversie poznajmy w momencie, gdy zostają oni wypożyczeni przez rodziców do eksperymentów medycznych, które przeprowadza Zły Profesor. Najmłodsza z pociech o nieszczęsnym (dla autora) przydomku Wygódka, ze względu na podobieństwo do pakistańskiego właściciela sklepu tytoniowego, przyrodnia siostra pozostałej trójki, szukając konia w szafie trafia do Blarnii. Koniec końców trafiają tam wszyscy i postanawiają zawładnąć krainą pełną, równie jak oni, pokręconych mieszkańców. Dokładnie jak w oryginale Edi spotyka Niemałą Czarownicę (która poprzez zwiększanie swoich gabarytów, powiększa swoją strefę wpływu, nie pogardzi więc ucztą w postaci równoległego świata), Wygódka spotyka pionowego fauna Tumana, który jako jedyny faun prawiczek jest zagrożony utratą certyfikatu. Bobry, a właściwie bobrzyce lesbijki, wychowujące dzieci z drewna, doprowadzają naszych antybohaterów do Astmy. Spotykają także Mikusia, bezrobotnego pijaczynę, od którego otrzymują ciekawe dary, np. Picia dostaje gumową kość, którą zabija Wściekłego Warka (yorka nie wilka). Jest i spotkanie przy Kamiennej Wannie, koniec wiecznej zimy spowodowany kłopotami Czarownicy z Urzędem Skarbowym, Tandetna i Tandetniejsza Magia oraz uśmiercenie wstydem Astmy.
Dzieci określone są mianem córek i synów Atoma i Steve’a, czyli pary homoseksualnej, która zastąpiła Adama i Ewę, trochę na złość przeciwnikom małżeństw tej samej płci. Ogólnie cała czwórka dzieciaków jest obarczona niezidentyfikowaną, ciężką chorobą psychiczną. Wygódka natomiast jest przykładem nie tylko ociężałości psychicznej ale i motorycznej, co objawia się w jej zdolnościach samodestrukcyjnych. Bohaterowie oryginału ociekali słodyczą i patosem, ale uczynienie z nich nierozgarniętych, tępych półgłówków, wrzuconych w kocioł żałosnych i idiotycznych (nieśmiesznych) sytuacji jest po prostu niesmaczne. Pisarz ma ewidentny pociąg do fekaliów, wszelkich możliwych płynów ustrojowych, bezpodstawnej przemocy…Zdecydowanie nie chcę się dowiedzieć, jak funkcjonuje umysł tego człowieka.
Na plus „dzieła” przemawiają pojawiające się liczne odniesienia do innych utworów. W poskromieniu rodzeństwa, Profesorowi, pomaga gosposia Makbet, zmywająca usilnie niewidzialną krew z rąk. Oprócz tego mamy peron 9 i ¾ , faun odgrywa Króliczka z Alicji w Krainie Czarów (za co zastaje upominany i nastraszony prawami autorskimi). Blarnia tak w ogóle graniczy z Oz, Śródziemiem i Bujdostanem. Gerber wykorzystuje również przesąd, w który wierzy mama Ludwiczka - koty liżą masło, i jak pamiętamy, można od tego umrzeć. Niemała Czarownica, swoją różdżką na baterie zamienia mieszkańców krainy w rzeźby z lukru, które częściowo, m. in. biedny Tuman, zostają skonsumowane przez Ediego. Czytając ten fragment nie sposób nie skojarzyć go z Jasiem i Małgosią.
Pod koniec książki (ale jakie są realne szanse, że ktoś tam dotrze?) zauważamy, że Gerber jest jednak rasowym parodystą, ma wyczulony zmysł obserwacji, potrafi wychwytywać absurdy naszej rzeczywistości i wpleść je (tak wpleść!! I to subtelnie!!) w treść parodii. Mamy liczne odniesienia do kondycji chrześcijaństwa i chrześcijańskich wartości (wyznawcy Astmy to prymitywna, agresywna banda, hołdująca podziałom i bogactwu materialnemu), ludzkiej natury i jej ograniczeniach (władza, walka, siła), mechanizmów władzy, potędze manipulacji. Symboliczna ślepota mieszkańców Blarnii, pokazuje, jak trudno jest zobaczyć prawdę, którą ma się pod samym nosem, jak trudno jest zrozumieć bezpośrednie przesłanie Astmy, bez zbędnych interpretacji. Astma, mały sierściuch, to zdecydowanie najlepiej skonstruowana i najsympatyczniejsza postać w książce. W akcie desperacji przybiera postać kota, by nieść swoje przesłanie pozbawione przemocy. Jako lew budziłby bowiem respekt, ale i skłaniałby do zabijania, czym się brzydzi. Nikt go nie rozumie, jest załamany i zmęczony ciągłymi zmartwychwstaniami, które nikogo niczego nie uczą. Nawet dzieci szantażują go zdjęciami z kąpieli….i świat nadal stoi w miejscu.
Jest w tej książce parę scen działających na wyobraźnię w kojący sposób, nawet budzących uśmiech na ustach. Ale zbyt ich mało, można je policzyć na palcach jednej dłoni. Parodia powinna być błyskotliwa, pełna trafnych uwag, nawiązań, zdrowego szyderstwa.
Zamiast tego, to co nam zaoferowano jest żałosne, wulgarne i płytkie. Po prostu przeładowany bełkot. Autor nie odpuszcza nawet jednego akapitu, każda strona puchnie od przegięcia, najeżona absurdami. Taka ilość jest męcząca. Czytając skupiamy się na każdej scenie z osobna i jej absurdach, a nie na treści. Poza tym autor próbuje nawiązać więź z czytelnikiem poprzez ciągłe komentarze odautorskie, które pewnie w zamierzeniu miały wywoływać salwy śmiechu. Błędy logiczne tekstu zaznacza sam, np. rodzeństwo upomina Wygódkę, że akurat w tej scenie jest nieprzytomna, więc nie powinna się odzywać. Z książki dowiadujemy się np. że „ten bajzel” ma mieć określoną liczbę stron według wydawcy, więc autor popędza bohaterów by robili, to co trzeba i jak najszybciej zakończyli swoje przygody np. upomina Ediego by wszedł do szafy, a nie skakał przez okno. Na dokładkę Wydawnictwo MAG pokusiło się o trochę literówek, co jest wspaniałym ukoronowaniem i dopełnieniem treści.
Nie jest dla mnie obrazoburstwem parodiowanie jakiejkolwiek książki. Nie ma takiej świętości, której nie można by zdrowo obśmiać. Trzeba to jednak zrobić umiejętnie. W ten sposób, można stworzyć zupełnie antonimiczne dzieło, godne uwagi i zapamiętania. Dlatego nie mam do Gerbera pretensji o to, że sparodiował Narnię, ale o sposób, w jaki to zrobił. Kompletnie bez ładu i składu. Zdecydowanie lepiej na tym tle wychodzą zombiowe mashupy. Gnijące Żywe Trupy w tym wykonaniu mają przynajmniej jakiś polot i sens. Opowieści z Blarni to zapis jakiegoś chorego, pokręcanego zjazdu naćpanego nastolatka. To, że napisze się kilka słów o cyckach, gównie i prochach, nazwie się Mikołaja - Cipołajem, wykropkuje się wulgaryzmy, nie uczyni z jakiegoś tekstu dobrej parodii.
Nie porywa, a męczy, nie bawi, ale zohydza. Polecam tylko tym, którzy dosłownie chcą zabić czas.
Kłamliwa dziwka w szafie i kropka /Opowieści z Blarnii. Lewa Ladacznica i Stara Szafa - Michael Gerber/
Miałam ochotę przeczytać rozluźniającą książkę, przy której się trochę pośmieję. Zaufałam wydawcy, zaufałam opiniom. Zwiodła mnie okładka i wyraźne parodystyczne nawiązanie do znanej...
Nie ocenia się książki po okładce, jakież to prawdziwe. Kupiłam ze względu na okładkę w antykwariacie (na szczęście nie była droga). Miała być zabawna ale nie była, nieudana parodia Narnii.
Nie ocenia się książki po okładce, jakież to prawdziwe. Kupiłam ze względu na okładkę w antykwariacie (na szczęście nie była droga). Miała być zabawna ale nie była, nieudana parodia Narnii.
Tak głupie, że aż śmieszy. Jeżeli chcesz się przekonać jak ośmieszyć książkę C. S. Lewisa, nie pozostawiając na niej suchej nitki, to ta książka jest dla ciebie.
Tak głupie, że aż śmieszy. Jeżeli chcesz się przekonać jak ośmieszyć książkę C. S. Lewisa, nie pozostawiając na niej suchej nitki, to ta książka jest dla ciebie.
To było straszne. Moje oczy krwawiły, palce odpadły od dotykania tej książki, a mózg (z wyobraźnią) zamienił się w galaretowatą papkę. Poprzedni stan rzeczy przywróciła mi inna książka - "Atlas Chmur", która zdawała się być miodem na usta.
Michael Gerber tą książką się tylko ośmieszył. Pisał to jak był pijany?
Po przeczytaniu tej książki czułam się gorzej, niż gdyby trawiła mnie gorączka podczas biegu maratońskiego sprintem na Mount Everest.
MG uważał, że swoimi dopiskami, durnym humorem i ciągnącą się jak gacie babki Zdzisi akcją uda mu się zdobyć sławę - racja, zdobył sławę. Sławę idioty.
Żal mi drzew z których zrobiono kartki, aby wydrukować te książkę.
To było straszne. Moje oczy krwawiły, palce odpadły od dotykania tej książki, a mózg (z wyobraźnią) zamienił się w galaretowatą papkę. Poprzedni stan rzeczy przywróciła mi inna książka - "Atlas Chmur", która zdawała się być miodem na usta.
Michael Gerber tą książką się tylko ośmieszył. Pisał to jak był pijany?
Po przeczytaniu tej książki czułam się gorzej, niż gdyby...
Żałosna pisanina, która teoretycznie ma śmieszyć, w praktyce przypominała mi równie żałosne opowiastki Philipiuka o pewnym degeneracie, niewiele lepszym od panów z podrzędnego baru "Pod Latającym Kuflem i Obitą Mordą". Wróc. Wędrowycz przy tym to szczyt intelektualnej powieści, geniusz autora i odkrycie na nowo literatury. Co nie zmienia faktu, że tak jedno jak i drugie wrzucone zostało przeze mnie do jednego worka ze 'Z(a)mierzchem', wywiezione za miasto i zakopane, zacementowane i zaminowane.
Coś dodać jeszcze?
A tak. Dodam.
Omijajcie szerokim łukiem, chyba że bawi was grafomania gimnazjalistki, która naczytała się modnych ostatnio 'paranormal romance' i sądzi, że jest 'światowej sławy aŁtoreczkom', która pomiędzy kolejnymi 'pikantnymi' opisami 'seksu' wali rozważania natury 'fioletownego albo bardziej fioletownego koloru swojej sókięki' - mniej więcej tej sam poziom umysłowy. Albo i bardziej żałosny.
Nie, nie polecam. Negatywna ocena wręcz.
Żałosna pisanina, która teoretycznie ma śmieszyć, w praktyce przypominała mi równie żałosne opowiastki Philipiuka o pewnym degeneracie, niewiele lepszym od panów z podrzędnego baru "Pod Latającym Kuflem i Obitą Mordą". Wróc. Wędrowycz przy tym to szczyt intelektualnej powieści, geniusz autora i odkrycie na nowo literatury. Co nie zmienia faktu, że tak jedno jak i drugie...
Odnośnie opisu - hmm, chodzi zapewne np. o podtytuł, który brzmieć miał podobno "Kłamliwa dziw*a w szafie", a zmieniony został na, o ile dobrze pamiętam, "Lewa ladacznica [...]". Książka żałosna, sama nie wiem, czy nie gorsza od tych wszystkich Zmierzchów, "Pamiętników Wampirów", nawet może od innych Greyów. Parodia powinna być błyskotliwa, szydercza, ironiczna, obfitująca w trafne uwagi i nawiązania. Na to liczyłam, więc zaczęłam czytać z pełnią entuzjazmu. Niestety, to "dzieło" jest natomiast płytkie, wulgarne, prostackie, pozbawione polotu, humoru, a nawet i sensu. Nawet nie pamiętam, czy to skończyłam, czy dałam sobie spokój po kilkudziesięciu stronach, ale raczej to drugie. Mam wrażenie, że człeczyna, który to napisał, miał aspiracje zostać komikiem, ale każdy występ kończył się wygwizdaniem przez publiczność i unikami przed pomidorami, więc trzeba było coś napisać, aby nie być skonfrontowanym z odbiorcą oko w oko. Prawda to czy nie, na nieszczęście pisarczyk znalazł jakiegoś idiotę, który mu to wydał...
Odnośnie opisu - hmm, chodzi zapewne np. o podtytuł, który brzmieć miał podobno "Kłamliwa dziw*a w szafie", a zmieniony został na, o ile dobrze pamiętam, "Lewa ladacznica [...]". Książka żałosna, sama nie wiem, czy nie gorsza od tych wszystkich Zmierzchów, "Pamiętników Wampirów", nawet może od innych Greyów. Parodia powinna być błyskotliwa, szydercza, ironiczna, obfitująca...
To właśnie od tej książki zaczęła się moja fascynacja Michaelem Gerberem :) Wypatrzyłem "Opowieści z Blarnii" na półce w hipermarkecie krótko po kinowej premierze pierwszej części filmu na podstawie powieści C. S. Lewisa. Zaryzykowałem i nigdy nie żałowałem wydanych pieniędzy. Gerber to geniusz parodii. Zmienia oryginalną historię w taki sposób, że nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Sprowadza ukochanych bohaterów dzieciństwa do roli przyziemnych tępaków, używających wulgaryzmów i myślących tylko o seksie. Dzięki temu cała opowieść staje się bardziej wiarygodna. Kiedy czyta się "Harry'ego Pottera", aż trudno uwierzyć, że nastolatki potrafią być aż tak grzeczne. Nawet nie uprawiają pettingu. Rzadko kiedy powiedzą coś brzydkiego, są wiecznie uprzejmi i inteligentni. Postacie z książek Gerbera to ludzie z krwi i kości, nie wyidealizowane Hermiony, Aslany, Petery i Łucje. Takie książki o wiele fajniej się czyta. Podobnych powieści jest oczywiście sporo, ale to Gerber trafia do mnie najbardziej, bo potrafi wcisnąć pomiędzy te wszystkie wulgaryzmy i seksualne odzywki parę mądrych zdań, które brzmią niemal jak sentencje, złote myśli. Widać, że autor jest bardzo inteligentny. Fabuła jest nielogiczna, "ale geniusz nie dba o logikę" ;D Celnie wyśmiewa głupawe zwroty akcji, luki fabularne, a także bezsensowność akcji "Harry'ego Pottera" i "Opowieści z Narnii". Szkoda, że tylko 4 jego książki ukazały się w Polsce :C
To właśnie od tej książki zaczęła się moja fascynacja Michaelem Gerberem :) Wypatrzyłem "Opowieści z Blarnii" na półce w hipermarkecie krótko po kinowej premierze pierwszej części filmu na podstawie powieści C. S. Lewisa. Zaryzykowałem i nigdy nie żałowałem wydanych pieniędzy. Gerber to geniusz parodii. Zmienia oryginalną historię w taki sposób, że nie mogę powstrzymać się...
Bardzo słaba książka epatująca głupkowatym humorem, wzbudzającym litość tudzież zażenowanie. Zupełnie jak w amerykańskiej, niskobudżetowej komedii dla ćwierćinteligentów. Nie polecam.
Bardzo słaba książka epatująca głupkowatym humorem, wzbudzającym litość tudzież zażenowanie. Zupełnie jak w amerykańskiej, niskobudżetowej komedii dla ćwierćinteligentów. Nie polecam.
Litości, Gerberowi powinni zakazać pisania! Bo jedyne co wychodzi spod jego pióra to żałosne, ośmieszające go, wymęczone historyjki. Być może atrakcyjne dla rynku, ale szczerze mówię - nie warto tracić pieniędzy ani tym bardziej czasu.
Litości, Gerberowi powinni zakazać pisania! Bo jedyne co wychodzi spod jego pióra to żałosne, ośmieszające go, wymęczone historyjki. Być może atrakcyjne dla rynku, ale szczerze mówię - nie warto tracić pieniędzy ani tym bardziej czasu.
Nie zainteresowała mnie.
Nie zainteresowała mnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBLA BLA BLA O DZIECIAKACH I LADACZNICY
Szukając jakiejś książki w zimowym klimacie, której jeszcze bym nie czytał, przeglądając półki, pudła i szuflady, natrafiłem w końcu na zapomnianą, od lat zbierającą kurz parodię „Narnii”. No dobra, w sumie może, czemu nie. Dobre nie będzie, ale zimowe i odmóżdżające, a czasem trzeba wyluzować. No i właśnie książka taka jest – zimowa i odmóżdżająca. Parodia w stylu parodii kinowych, z głupim, fizjologicznym dowcipem, ale i całkiem nieźle napisana. Wartości literackich, artystycznych i jakichkolwiek innych nie macie co tu szukać, ale jednak niewybredne obśmiewanie „Narnii” potrafi być momentami zabawne.
Historia opowiada losy rodzeństwa Perversie – Pici, Zuzki, Ediego i Wygódki – które zostaje sprzedane przez swoich rodziców na eksperymenty medyczne, pewnemu podejrzanemu Profesorowi. Dzieci w większości są tępe, pozbawione instynktu samozachowawczego albo o wprost samobójczych skłonnościach. Jak inaczej uwierzyliby w czasach obecnych, że trwa druga wojna światowa a Londyn jest bombardowany? Tylko Edi ma co nieco w głowie, ale jemu charakterem i moralnością bliżej jest do Profesora, niż rodzeństwa. I to on stara się nakłonić swoje rodzeństwo nie tylko by zrozumiało, co naprawdę czeka ich w tym przybytku, ale i do ucieczki.
Pewnego dnia, kryjąc się przed kolejnymi eksperymentami Profesora, Wygódka – nie pytajcie dlaczego się tak nazywa – ukrywa się w szafie, gdzie zjada kostkę cukru znalezioną w hipisowskim wdzianku i nagle trafia do Blarnii, zimowej krainy, gdzie spotyka szatana. A nie, czekajcie, to jednak nie szatan, tylko faun, zdarza się. Faun, Tuman, jest typkiem podejrzanym, ale ośmioletnia dziewczynka pchana swoim samobójczym instynktem, udaje się z nim do jego domostwa pełnego książek o kidnapingu i podejrzanych, serwowanych jej specyfików, które mają ją otumanić. Tak odkrywa prawdę o tej krainie, rządzonej przez pewną ladacznicę, ale… No właśnie, dlaczego ta władczyni chce informacji o takich ludzkich dzieciach? I co będzie, jak dzieciaki Perversie trafią do Blarnii?
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2025/12/opowiesci-z-blarnii-michael-gerber.html
BLA BLA BLA O DZIECIAKACH I LADACZNICY
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzukając jakiejś książki w zimowym klimacie, której jeszcze bym nie czytał, przeglądając półki, pudła i szuflady, natrafiłem w końcu na zapomnianą, od lat zbierającą kurz parodię „Narnii”. No dobra, w sumie może, czemu nie. Dobre nie będzie, ale zimowe i odmóżdżające, a czasem trzeba wyluzować. No i właśnie książka taka jest – zimowa...
Czy często zdarza Wam się DNF? Przyznaję, że ja porzucam książki ekstremalnie rzadko, ale będzie trzeba to zmienić. Szkoda mi czasu na słabe lektury, gdy tyle innych czeka. Dzisiaj o moim ostatnim DNFie, czyli "Opowieściach z Blarnii" - tak Blarnii. Jest to parodia "Opowieści z Narnii".
Uwielbiam parodie! Te filmowe mogłabym oglądać w kółko, a moim top jest "Poznaj moich Spartan", i liczyłam że i przy książkowej będę się równie dobrze bawić, tym bardziej, że kiedyś czytałam parodię "Zmierzchu" ("Zmrok") i nie była zła. Jak bardzo się przeliczyłam wiem tylko ja. Zacznijmy może od tego, że nie mogłam się pozbyć z głowy filmowej parodii i czytając wyobraźnia podsuwała mi tamtych bohaterów. Okazuje, się, że na początku właśnie to ratowało "Opowieści z Blarnii", bo gdy tylko się otrząsnęłam ze skojarzenia z filmem, dotarło do mnie co mam przed oczami. Było tam kilka żartów, z których się szczerze uśmiałam, ale cała reszta była zwyczajnie żenująca, a ja potrzebowałam co kilka rozdziałów odpocząć, bo przestawałam trawić ten tekst. I jakby było mało, że książka próbowała być zabawna, a wyszła żałosna, autor postanowił tam jeszcze wsadzić dialogi narratora z bohaterami, np. poganiane ich itd. Nie dałam rady, moje zdrowie psychiczne jest ważniejsze. Zostanę przy filmie - "Wielkie kino" i tak to już na zawsze będzie dla mnie jedyna akceptowalna parodia "Opowieści z Narnii", nawet jeśli też ma gorsze momenty.
Moja ocena 1/10 - DNF
Czy często zdarza Wam się DNF? Przyznaję, że ja porzucam książki ekstremalnie rzadko, ale będzie trzeba to zmienić. Szkoda mi czasu na słabe lektury, gdy tyle innych czeka. Dzisiaj o moim ostatnim DNFie, czyli "Opowieściach z Blarnii" - tak Blarnii. Jest to parodia "Opowieści z Narnii".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam parodie! Te filmowe mogłabym oglądać w kółko, a moim top jest "Poznaj moich...
Jezusie Nazaryjski i Lordzie Voldemorcie.
Co za badziew. Co za męka. Co za koszmar. W całym swoim życiu nie czytałam tak żenującej, nędznej, pozbawionej absolutnie wszystkiego, kretyńskiej książki. Tylko moja wrodzona upartość kazała mi dotrwać do końca, bo nigdy nie odpuszczam książek. A ten "twór" powinno się zmielić i jak najszybciej o nim zapomnieć.
Dno.
Jezusie Nazaryjski i Lordzie Voldemorcie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo za badziew. Co za męka. Co za koszmar. W całym swoim życiu nie czytałam tak żenującej, nędznej, pozbawionej absolutnie wszystkiego, kretyńskiej książki. Tylko moja wrodzona upartość kazała mi dotrwać do końca, bo nigdy nie odpuszczam książek. A ten "twór" powinno się zmielić i jak najszybciej o nim zapomnieć.
Dno.
Co to było??? Nędzna parodia.
Co to było??? Nędzna parodia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieści z Blarnii to zupełnie nie moja bajka. Okropnie mnie ta książka wymęczyła. Tytuł nieprzypadkowo nawiązuje do słynnej książki C.K. Lewisa Opowieści z Narnii, Blarnia to taka sparodiowana Narnia. Jest czwórka dzieciaków, tajemne przejście w szafie i czarownica. Nie ma lwa, jest za to kot. Poza tym wszystkie postacie są ostro porąbane, zaczynając od ich imion: Picia, Zuzka, Edi i Wygódka, a kończąc na ich zachowaniu. Picia jest świrem, Edi socjopatą, Zuzka niezbyt rozgarniętą, anemiczną postacią, robiącą przeważnie tło dla reszty, a najmłodsza Wygódka, to wariatka o skłonnościach samobójczych.
Rodzeństwo trafia do domu starego profesora, ponieważ rodzice “wypożyczyli” ich na eksperymenty medyczne. I dalej fabuła toczy się podobnie jak w oryginalnych opowieściach, ale jednak zupełnie inaczej. Wchodzą do szafy, ale nie wiadomo, czy to przejście do Blarnii jest prawdziwe, bo akurat w tej szafie profesor trzyma halucynogenne narkotyki. Niewykluczone więc, że cała przygoda w Blarnii to tylko majaki. Czarownica jest grubym kanibalem pożerającą wszystko i wszystkich dookoła i zamieniającą ludzi w watę cukrową, którą zima powstrzymuje przed roztopieniem. A Aslan został zmieniony w kota Astmę, który jest właściwie bezsilny wobec tego całego szaleństwa.
Absurd goni absurd
Po pierwszych paru stronach wrażenie absurdu było tak duże, że zastanawiałam się co autor brał w trakcie pisania, żeby połączyć te wszystkie wydarzenia w jednym wątku i jak mu się to udało, że nie czuć w treści przesytu. Michael Gerber bezlitośnie wyśmiewa i parodiuje najbardziej oczywiste uproszczenia i skróty fabularne Opowieści z Narnii takie jak łatwowierność oryginalnego rodzeństwa, niedociągnięcia postaci i wątków, skróty myślowe Lewisa oraz same przygody.
Po kilkudziestu stronach dopadło mnie jednak znużenie i zniechęcenie. Kolejne absurdy zaczęły mnie męczyć i trudno mi było nawet czytać tę książkę dla samej przyjemności czytania. Nie wiem nawet właściwie dlaczego. Czy to przez styl autora, czy przez samą ideę powieści – parodii, która często przekracza czwartą ścianę i zwraca się bezpośrednio do czytelnika.
Dla smakoszy
Nigdy nie czytałam niczego podobnego do Blarnii, ale już wiem, że już raczej nie sięgnę po nic, co by ją przypominało. Taki eksperyment pisarski może i był ciekawy na raz, ale nie więcej. To nie jest książka dla mnie. Nie jest to też książka dla dzieci. Trudno byłoby im zrozumieć jej analogie i strukturę. Inna rzecz, że częste sugestie seksualne niekoniecznie się dla dzieci nadają. Ale wiem, że to niewielkie dziełko Gerbera może się jednak podobać. Uwielbia ją na przykład moja przyjaciółka, która mi zresztą ją pożyczyła. Może to kwestia tego, że do mnie nie trafia absurdalny humor, którym Opowieści z Blarnii są wypełnione po brzegi. Może to tylko dla smakoszy.
Opowieści z Blarnii to zupełnie nie moja bajka. Okropnie mnie ta książka wymęczyła. Tytuł nieprzypadkowo nawiązuje do słynnej książki C.K. Lewisa Opowieści z Narnii, Blarnia to taka sparodiowana Narnia. Jest czwórka dzieciaków, tajemne przejście w szafie i czarownica. Nie ma lwa, jest za to kot. Poza tym wszystkie postacie są ostro porąbane, zaczynając od ich imion: Picia,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, odłożyłam tę książkę już po pierwszym rozdziale. Bo cóż to za parodia, skoro mnie nie śmieszy, a usypia. Sprawdziły się słowa z okładki „nikomu nie potrzebna”. Zgadzam się w stu procentach. Żart nie był nawet na poziomie Terry’ego Pratcheta. Wiem, to zdanie dla niektórych zakrawa na bluźnierstwo, cóż pocznę, że ten angielski pisarz bawi mnie z rzadka. Zatem z ulgą odłożyłam, po co się męczyć, jeśli w kolejce czeka tyle ciekawszych lektur.
Niestety, odłożyłam tę książkę już po pierwszym rozdziale. Bo cóż to za parodia, skoro mnie nie śmieszy, a usypia. Sprawdziły się słowa z okładki „nikomu nie potrzebna”. Zgadzam się w stu procentach. Żart nie był nawet na poziomie Terry’ego Pratcheta. Wiem, to zdanie dla niektórych zakrawa na bluźnierstwo, cóż pocznę, że ten angielski pisarz bawi mnie z rzadka. Zatem z ulgą...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMega ! Mega, mega i jeszcze raz mega ! Już dawno się tak nie uśmiałam. Nie wierzę, że to piszę ale lepsza niż ta "prawdziwa". Szybko się czyta. Zasługuje na miano najśmieszniejszej książki przeczytanej przeze mnie w tym roku. Rewelacja. Polecam wszystkim, którzy chcą się trochę rozerwać. Zdecydowanie warto. Nie będziecie żałować ;)
Mega ! Mega, mega i jeszcze raz mega ! Już dawno się tak nie uśmiałam. Nie wierzę, że to piszę ale lepsza niż ta "prawdziwa". Szybko się czyta. Zasługuje na miano najśmieszniejszej książki przeczytanej przeze mnie w tym roku. Rewelacja. Polecam wszystkim, którzy chcą się trochę rozerwać. Zdecydowanie warto. Nie będziecie żałować ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajgorsza książka jaką kiedykolwiek czytałam, nic mi się w niej nie podobało...
Najgorsza książka jaką kiedykolwiek czytałam, nic mi się w niej nie podobało...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW każdym razie jest lepsza od "Barry'ego Trottera". I jestem naprawdę ciekawa, jak niektóre słowa brzmiały w oryginale ;)
W każdym razie jest lepsza od "Barry'ego Trottera". I jestem naprawdę ciekawa, jak niektóre słowa brzmiały w oryginale ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOlaboga... czegoś takiego nie trzymałam chyba NIGDY w rękach. Az wstyd przyznać że posiadam to we własnej bibliotece. Chyba jednak będę musiała dać mężowi do rozpalania w piecu żeby nikt nie zobaczył że to mam. Jest to JEDYNA książka którą odłożyłam po przeczytaniu zaledwie 18 stron. Gdybym miała jeszcze te 18 lat może, podkreślam MOŻE (!!) bym przebrnęła bo nie byłoby mi tak szkoda czasu , którego dziś przy dzieciach już tak nie mam...Mam nadzieję że autor nie zarobił za dużo na tej książce :/
Olaboga... czegoś takiego nie trzymałam chyba NIGDY w rękach. Az wstyd przyznać że posiadam to we własnej bibliotece. Chyba jednak będę musiała dać mężowi do rozpalania w piecu żeby nikt nie zobaczył że to mam. Jest to JEDYNA książka którą odłożyłam po przeczytaniu zaledwie 18 stron. Gdybym miała jeszcze te 18 lat może, podkreślam MOŻE (!!) bym przebrnęła bo nie byłoby mi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie myślałam, że z książką tak małych gabarytów, bo format a5 i raptem dwieście stron z hakiem, będę się męczyć ponad tydzień no ale patrząc na jej treść to bardziej wyczyn... wstydem za to jest przyznanie się, że w ogóle miałam to coś w rękach.
Masa zbędnych wulgaryzmów, kloacznych żartów oraz czarnego humoru na bardzo niskim poziomie. Beznadziejne dialogi, jeszcze gorsi i kiepsko poprowadzeni bohaterowie, wszelkie opisy wręcz tragiczne. Miała być parodia a wyszedł syf.
Nie myślałam, że z książką tak małych gabarytów, bo format a5 i raptem dwieście stron z hakiem, będę się męczyć ponad tydzień no ale patrząc na jej treść to bardziej wyczyn... wstydem za to jest przyznanie się, że w ogóle miałam to coś w rękach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMasa zbędnych wulgaryzmów, kloacznych żartów oraz czarnego humoru na bardzo niskim poziomie. Beznadziejne dialogi, jeszcze gorsi i...
BRAK SŁÓW
Tak się zastanawiam, czy w ogóle "to coś" zasługuje na miano nazwania go książką. Pisać, żeby pisać? Bez ładu, składu, sensu i... wszystkiego? To ma śmieszyć?!
Rozprowadzić to w takim nakładzie, cieszyć się stosunkowo dużą sprzedażą i zarabiać na czymś takim???
Boże mój drogi, wiem, że na tym świecie wiele rzeczy jest możliwych, ale, że... no zwyczajnie
BRAK SŁÓW!!!
Czytelniku!
NAWET NIE TYKAJ TEGO Z PÓŁKI!
BRAK SŁÓW
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak się zastanawiam, czy w ogóle "to coś" zasługuje na miano nazwania go książką. Pisać, żeby pisać? Bez ładu, składu, sensu i... wszystkiego? To ma śmieszyć?!
Rozprowadzić to w takim nakładzie, cieszyć się stosunkowo dużą sprzedażą i zarabiać na czymś takim???
Boże mój drogi, wiem, że na tym świecie wiele rzeczy jest możliwych, ale, że... no zwyczajnie
BRAK...
Jest to najgorsza książka jaką czytałam, naprawdę. Nawet kiepski "Barry Trotter" tego samego autora przy "Opowieściach..." jest arcydziełem. Humor oparty na wulgaryzmach czy prostackich żarcikach plus skoki w fabule za którymi ja nie mogłam nadążyć. Na szczęście bardzo szybko zapomniałam jaki w ogóle był sens głównego wątku. Zniszczyć, spalić, przerobić na wiór!
Jest to najgorsza książka jaką czytałam, naprawdę. Nawet kiepski "Barry Trotter" tego samego autora przy "Opowieściach..." jest arcydziełem. Humor oparty na wulgaryzmach czy prostackich żarcikach plus skoki w fabule za którymi ja nie mogłam nadążyć. Na szczęście bardzo szybko zapomniałam jaki w ogóle był sens głównego wątku. Zniszczyć, spalić, przerobić na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻałosna. Aż mnie skręca, kiedy o niej myślę. Marnotrawstwo pieniędzy, czasu, papieru, myśli.
Żałosna. Aż mnie skręca, kiedy o niej myślę. Marnotrawstwo pieniędzy, czasu, papieru, myśli.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKłamliwa dziwka w szafie i kropka /Opowieści z Blarnii. Lewa Ladacznica i Stara Szafa - Michael Gerber/
http://alicyawkrainieslow2.blogspot.com/2013/12/kamliwa-dziwka-w-szafie-i-kropka.html
Miałam ochotę przeczytać rozluźniającą książkę, przy której się trochę pośmieję. Zaufałam wydawcy, zaufałam opiniom. Zwiodła mnie okładka i wyraźne parodystyczne nawiązanie do znanej powieści. Szczerze żałuję. Nikt nie zwróci mi czasu poświęconego na lekturę.
Po kilku pierwszych stronach czytanie stało się dla mnie horrorem, uświadomiłam sobie bowiem, że muszę dobrnąć do zakończenia. Przerażająca świadomość. Dosłownie czołgałam się przez kolejne strony w koszmarnych bólach, od czasu do czasu wpełzając na minę, która rozrzucała wokoło umartwione członki mojego ciała.
To co dawało mi siłę by na powrót się pozbierać, to fakt, że tłumacz dał radę i dobrze wykonał te niewątpliwie niewdzięczne zadanie. Sądzę jednak, że mógł nie oszczędzać czytelników i nie łagodzić podtytułu, zostawiając go takim jakim jest w oryginale: Kłamliwa dziwka w szafie. Może wtedy niektórym włączyłaby się czerwona lampka w głowie i nie kupiliby książek swoim pociechom? Bo z całą pewnością książka dla dzieci to nie jest, lecz raczej jak sugeruje autor dla „dziecinnych”. Czyli takich dorosłych, których bawi fekalne poczucie humoru wypływające z zapchanego klozetu.
Autor – łaskawca - informuje nas o wykorzystaniu w książce Cenzorwizji – dzięki której brzydkie wyrazy nie będą widoczne. Świadomość, że po książkę sięgną pewnie młodociani fani Narnii, hamuje nieco jego np. lubieżne i analne zapędy językowe. Cenzorwizja ma zabezpieczyć niewinne oczy czytelnika przed zobaczeniem tego, czego nie powinien zobaczyć – w tej sytuacji uważam, że mechanizm nie funkcjonuje sprawnie, ponieważ większość tekstu powinna być niewidoczna.
Nazwisko twórcy owej tortury nieprzypadkowo budzi skojarzenia z popularną papką dla niemowląt. Fakt ten jest najlepszym komentarzem do tej książki. Łudzimy się, że kupujemy coś zdrowego i smacznego, lekkostrawnego, jak zapewniają reklamy, czyli ulegamy dobrze rozkręconej kampanii ogłupiającej. Gdy już odkręcimy słoiczek i dostaniemy w twarz skumulowaną pod nakrętką wonią, zaczyna się nam robić niedobrze na myśl, że będzie to ktoś musiał zjeść. Niestety - zdrowe – więc bezlitośnie pchamy w niewinne dziecię zjadliwą papkę, ogólnie wywołując na jego buźce kwaśne grymasy. Zjadliwy posmak pozostaje na długo. Dokładnie tak samo jest z parodią Opowieści z Narni.
Blarnia Gerbera niewiele ma w sobie z magicznej krainy, mimo to autor kurczowo trzyma się szkieletu pierwowzoru. Czwórkę rodzeństwa: Picię, Zuzkę, Ediego i Wygódkę o sugestywnym nazwisku Perversie poznajmy w momencie, gdy zostają oni wypożyczeni przez rodziców do eksperymentów medycznych, które przeprowadza Zły Profesor. Najmłodsza z pociech o nieszczęsnym (dla autora) przydomku Wygódka, ze względu na podobieństwo do pakistańskiego właściciela sklepu tytoniowego, przyrodnia siostra pozostałej trójki, szukając konia w szafie trafia do Blarnii. Koniec końców trafiają tam wszyscy i postanawiają zawładnąć krainą pełną, równie jak oni, pokręconych mieszkańców. Dokładnie jak w oryginale Edi spotyka Niemałą Czarownicę (która poprzez zwiększanie swoich gabarytów, powiększa swoją strefę wpływu, nie pogardzi więc ucztą w postaci równoległego świata), Wygódka spotyka pionowego fauna Tumana, który jako jedyny faun prawiczek jest zagrożony utratą certyfikatu. Bobry, a właściwie bobrzyce lesbijki, wychowujące dzieci z drewna, doprowadzają naszych antybohaterów do Astmy. Spotykają także Mikusia, bezrobotnego pijaczynę, od którego otrzymują ciekawe dary, np. Picia dostaje gumową kość, którą zabija Wściekłego Warka (yorka nie wilka). Jest i spotkanie przy Kamiennej Wannie, koniec wiecznej zimy spowodowany kłopotami Czarownicy z Urzędem Skarbowym, Tandetna i Tandetniejsza Magia oraz uśmiercenie wstydem Astmy.
Dzieci określone są mianem córek i synów Atoma i Steve’a, czyli pary homoseksualnej, która zastąpiła Adama i Ewę, trochę na złość przeciwnikom małżeństw tej samej płci. Ogólnie cała czwórka dzieciaków jest obarczona niezidentyfikowaną, ciężką chorobą psychiczną. Wygódka natomiast jest przykładem nie tylko ociężałości psychicznej ale i motorycznej, co objawia się w jej zdolnościach samodestrukcyjnych. Bohaterowie oryginału ociekali słodyczą i patosem, ale uczynienie z nich nierozgarniętych, tępych półgłówków, wrzuconych w kocioł żałosnych i idiotycznych (nieśmiesznych) sytuacji jest po prostu niesmaczne. Pisarz ma ewidentny pociąg do fekaliów, wszelkich możliwych płynów ustrojowych, bezpodstawnej przemocy…Zdecydowanie nie chcę się dowiedzieć, jak funkcjonuje umysł tego człowieka.
Na plus „dzieła” przemawiają pojawiające się liczne odniesienia do innych utworów. W poskromieniu rodzeństwa, Profesorowi, pomaga gosposia Makbet, zmywająca usilnie niewidzialną krew z rąk. Oprócz tego mamy peron 9 i ¾ , faun odgrywa Króliczka z Alicji w Krainie Czarów (za co zastaje upominany i nastraszony prawami autorskimi). Blarnia tak w ogóle graniczy z Oz, Śródziemiem i Bujdostanem. Gerber wykorzystuje również przesąd, w który wierzy mama Ludwiczka - koty liżą masło, i jak pamiętamy, można od tego umrzeć. Niemała Czarownica, swoją różdżką na baterie zamienia mieszkańców krainy w rzeźby z lukru, które częściowo, m. in. biedny Tuman, zostają skonsumowane przez Ediego. Czytając ten fragment nie sposób nie skojarzyć go z Jasiem i Małgosią.
Pod koniec książki (ale jakie są realne szanse, że ktoś tam dotrze?) zauważamy, że Gerber jest jednak rasowym parodystą, ma wyczulony zmysł obserwacji, potrafi wychwytywać absurdy naszej rzeczywistości i wpleść je (tak wpleść!! I to subtelnie!!) w treść parodii. Mamy liczne odniesienia do kondycji chrześcijaństwa i chrześcijańskich wartości (wyznawcy Astmy to prymitywna, agresywna banda, hołdująca podziałom i bogactwu materialnemu), ludzkiej natury i jej ograniczeniach (władza, walka, siła), mechanizmów władzy, potędze manipulacji. Symboliczna ślepota mieszkańców Blarnii, pokazuje, jak trudno jest zobaczyć prawdę, którą ma się pod samym nosem, jak trudno jest zrozumieć bezpośrednie przesłanie Astmy, bez zbędnych interpretacji. Astma, mały sierściuch, to zdecydowanie najlepiej skonstruowana i najsympatyczniejsza postać w książce. W akcie desperacji przybiera postać kota, by nieść swoje przesłanie pozbawione przemocy. Jako lew budziłby bowiem respekt, ale i skłaniałby do zabijania, czym się brzydzi. Nikt go nie rozumie, jest załamany i zmęczony ciągłymi zmartwychwstaniami, które nikogo niczego nie uczą. Nawet dzieci szantażują go zdjęciami z kąpieli….i świat nadal stoi w miejscu.
Jest w tej książce parę scen działających na wyobraźnię w kojący sposób, nawet budzących uśmiech na ustach. Ale zbyt ich mało, można je policzyć na palcach jednej dłoni. Parodia powinna być błyskotliwa, pełna trafnych uwag, nawiązań, zdrowego szyderstwa.
Zamiast tego, to co nam zaoferowano jest żałosne, wulgarne i płytkie. Po prostu przeładowany bełkot. Autor nie odpuszcza nawet jednego akapitu, każda strona puchnie od przegięcia, najeżona absurdami. Taka ilość jest męcząca. Czytając skupiamy się na każdej scenie z osobna i jej absurdach, a nie na treści. Poza tym autor próbuje nawiązać więź z czytelnikiem poprzez ciągłe komentarze odautorskie, które pewnie w zamierzeniu miały wywoływać salwy śmiechu. Błędy logiczne tekstu zaznacza sam, np. rodzeństwo upomina Wygódkę, że akurat w tej scenie jest nieprzytomna, więc nie powinna się odzywać. Z książki dowiadujemy się np. że „ten bajzel” ma mieć określoną liczbę stron według wydawcy, więc autor popędza bohaterów by robili, to co trzeba i jak najszybciej zakończyli swoje przygody np. upomina Ediego by wszedł do szafy, a nie skakał przez okno. Na dokładkę Wydawnictwo MAG pokusiło się o trochę literówek, co jest wspaniałym ukoronowaniem i dopełnieniem treści.
Nie jest dla mnie obrazoburstwem parodiowanie jakiejkolwiek książki. Nie ma takiej świętości, której nie można by zdrowo obśmiać. Trzeba to jednak zrobić umiejętnie. W ten sposób, można stworzyć zupełnie antonimiczne dzieło, godne uwagi i zapamiętania. Dlatego nie mam do Gerbera pretensji o to, że sparodiował Narnię, ale o sposób, w jaki to zrobił. Kompletnie bez ładu i składu. Zdecydowanie lepiej na tym tle wychodzą zombiowe mashupy. Gnijące Żywe Trupy w tym wykonaniu mają przynajmniej jakiś polot i sens. Opowieści z Blarni to zapis jakiegoś chorego, pokręcanego zjazdu naćpanego nastolatka. To, że napisze się kilka słów o cyckach, gównie i prochach, nazwie się Mikołaja - Cipołajem, wykropkuje się wulgaryzmy, nie uczyni z jakiegoś tekstu dobrej parodii.
Nie porywa, a męczy, nie bawi, ale zohydza. Polecam tylko tym, którzy dosłownie chcą zabić czas.
Kłamliwa dziwka w szafie i kropka /Opowieści z Blarnii. Lewa Ladacznica i Stara Szafa - Michael Gerber/
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://alicyawkrainieslow2.blogspot.com/2013/12/kamliwa-dziwka-w-szafie-i-kropka.html
Miałam ochotę przeczytać rozluźniającą książkę, przy której się trochę pośmieję. Zaufałam wydawcy, zaufałam opiniom. Zwiodła mnie okładka i wyraźne parodystyczne nawiązanie do znanej...
Kupiłem na wyprzedaży w tesco i żałuję. Piwo byłoby lepszym wyborem.
Kupiłem na wyprzedaży w tesco i żałuję. Piwo byłoby lepszym wyborem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ocenia się książki po okładce, jakież to prawdziwe. Kupiłam ze względu na okładkę w antykwariacie (na szczęście nie była droga). Miała być zabawna ale nie była, nieudana parodia Narnii.
Nie ocenia się książki po okładce, jakież to prawdziwe. Kupiłam ze względu na okładkę w antykwariacie (na szczęście nie była droga). Miała być zabawna ale nie była, nieudana parodia Narnii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak głupie, że aż śmieszy. Jeżeli chcesz się przekonać jak ośmieszyć książkę C. S. Lewisa, nie pozostawiając na niej suchej nitki, to ta książka jest dla ciebie.
Tak głupie, że aż śmieszy. Jeżeli chcesz się przekonać jak ośmieszyć książkę C. S. Lewisa, nie pozostawiając na niej suchej nitki, to ta książka jest dla ciebie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tona odmóżdżenie książka idealne :) pod żadnym pozorem nie podchodić do niej poważnie
na odmóżdżenie książka idealne :) pod żadnym pozorem nie podchodić do niej poważnie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo było straszne. Moje oczy krwawiły, palce odpadły od dotykania tej książki, a mózg (z wyobraźnią) zamienił się w galaretowatą papkę. Poprzedni stan rzeczy przywróciła mi inna książka - "Atlas Chmur", która zdawała się być miodem na usta.
Michael Gerber tą książką się tylko ośmieszył. Pisał to jak był pijany?
Po przeczytaniu tej książki czułam się gorzej, niż gdyby trawiła mnie gorączka podczas biegu maratońskiego sprintem na Mount Everest.
MG uważał, że swoimi dopiskami, durnym humorem i ciągnącą się jak gacie babki Zdzisi akcją uda mu się zdobyć sławę - racja, zdobył sławę. Sławę idioty.
Żal mi drzew z których zrobiono kartki, aby wydrukować te książkę.
To było straszne. Moje oczy krwawiły, palce odpadły od dotykania tej książki, a mózg (z wyobraźnią) zamienił się w galaretowatą papkę. Poprzedni stan rzeczy przywróciła mi inna książka - "Atlas Chmur", która zdawała się być miodem na usta.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMichael Gerber tą książką się tylko ośmieszył. Pisał to jak był pijany?
Po przeczytaniu tej książki czułam się gorzej, niż gdyby...
Żałosna pisanina, która teoretycznie ma śmieszyć, w praktyce przypominała mi równie żałosne opowiastki Philipiuka o pewnym degeneracie, niewiele lepszym od panów z podrzędnego baru "Pod Latającym Kuflem i Obitą Mordą". Wróc. Wędrowycz przy tym to szczyt intelektualnej powieści, geniusz autora i odkrycie na nowo literatury. Co nie zmienia faktu, że tak jedno jak i drugie wrzucone zostało przeze mnie do jednego worka ze 'Z(a)mierzchem', wywiezione za miasto i zakopane, zacementowane i zaminowane.
Coś dodać jeszcze?
A tak. Dodam.
Omijajcie szerokim łukiem, chyba że bawi was grafomania gimnazjalistki, która naczytała się modnych ostatnio 'paranormal romance' i sądzi, że jest 'światowej sławy aŁtoreczkom', która pomiędzy kolejnymi 'pikantnymi' opisami 'seksu' wali rozważania natury 'fioletownego albo bardziej fioletownego koloru swojej sókięki' - mniej więcej tej sam poziom umysłowy. Albo i bardziej żałosny.
Nie, nie polecam. Negatywna ocena wręcz.
Żałosna pisanina, która teoretycznie ma śmieszyć, w praktyce przypominała mi równie żałosne opowiastki Philipiuka o pewnym degeneracie, niewiele lepszym od panów z podrzędnego baru "Pod Latającym Kuflem i Obitą Mordą". Wróc. Wędrowycz przy tym to szczyt intelektualnej powieści, geniusz autora i odkrycie na nowo literatury. Co nie zmienia faktu, że tak jedno jak i drugie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI most have
I most have
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdnośnie opisu - hmm, chodzi zapewne np. o podtytuł, który brzmieć miał podobno "Kłamliwa dziw*a w szafie", a zmieniony został na, o ile dobrze pamiętam, "Lewa ladacznica [...]". Książka żałosna, sama nie wiem, czy nie gorsza od tych wszystkich Zmierzchów, "Pamiętników Wampirów", nawet może od innych Greyów. Parodia powinna być błyskotliwa, szydercza, ironiczna, obfitująca w trafne uwagi i nawiązania. Na to liczyłam, więc zaczęłam czytać z pełnią entuzjazmu. Niestety, to "dzieło" jest natomiast płytkie, wulgarne, prostackie, pozbawione polotu, humoru, a nawet i sensu. Nawet nie pamiętam, czy to skończyłam, czy dałam sobie spokój po kilkudziesięciu stronach, ale raczej to drugie. Mam wrażenie, że człeczyna, który to napisał, miał aspiracje zostać komikiem, ale każdy występ kończył się wygwizdaniem przez publiczność i unikami przed pomidorami, więc trzeba było coś napisać, aby nie być skonfrontowanym z odbiorcą oko w oko. Prawda to czy nie, na nieszczęście pisarczyk znalazł jakiegoś idiotę, który mu to wydał...
Odnośnie opisu - hmm, chodzi zapewne np. o podtytuł, który brzmieć miał podobno "Kłamliwa dziw*a w szafie", a zmieniony został na, o ile dobrze pamiętam, "Lewa ladacznica [...]". Książka żałosna, sama nie wiem, czy nie gorsza od tych wszystkich Zmierzchów, "Pamiętników Wampirów", nawet może od innych Greyów. Parodia powinna być błyskotliwa, szydercza, ironiczna, obfitująca...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to68 / 2007
68 / 2007
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo właśnie od tej książki zaczęła się moja fascynacja Michaelem Gerberem :) Wypatrzyłem "Opowieści z Blarnii" na półce w hipermarkecie krótko po kinowej premierze pierwszej części filmu na podstawie powieści C. S. Lewisa. Zaryzykowałem i nigdy nie żałowałem wydanych pieniędzy. Gerber to geniusz parodii. Zmienia oryginalną historię w taki sposób, że nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Sprowadza ukochanych bohaterów dzieciństwa do roli przyziemnych tępaków, używających wulgaryzmów i myślących tylko o seksie. Dzięki temu cała opowieść staje się bardziej wiarygodna. Kiedy czyta się "Harry'ego Pottera", aż trudno uwierzyć, że nastolatki potrafią być aż tak grzeczne. Nawet nie uprawiają pettingu. Rzadko kiedy powiedzą coś brzydkiego, są wiecznie uprzejmi i inteligentni. Postacie z książek Gerbera to ludzie z krwi i kości, nie wyidealizowane Hermiony, Aslany, Petery i Łucje. Takie książki o wiele fajniej się czyta. Podobnych powieści jest oczywiście sporo, ale to Gerber trafia do mnie najbardziej, bo potrafi wcisnąć pomiędzy te wszystkie wulgaryzmy i seksualne odzywki parę mądrych zdań, które brzmią niemal jak sentencje, złote myśli. Widać, że autor jest bardzo inteligentny. Fabuła jest nielogiczna, "ale geniusz nie dba o logikę" ;D Celnie wyśmiewa głupawe zwroty akcji, luki fabularne, a także bezsensowność akcji "Harry'ego Pottera" i "Opowieści z Narnii". Szkoda, że tylko 4 jego książki ukazały się w Polsce :C
To właśnie od tej książki zaczęła się moja fascynacja Michaelem Gerberem :) Wypatrzyłem "Opowieści z Blarnii" na półce w hipermarkecie krótko po kinowej premierze pierwszej części filmu na podstawie powieści C. S. Lewisa. Zaryzykowałem i nigdy nie żałowałem wydanych pieniędzy. Gerber to geniusz parodii. Zmienia oryginalną historię w taki sposób, że nie mogę powstrzymać się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTaki tam mózgojeb. :D
Taki tam mózgojeb. :D
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo słaba książka epatująca głupkowatym humorem, wzbudzającym litość tudzież zażenowanie. Zupełnie jak w amerykańskiej, niskobudżetowej komedii dla ćwierćinteligentów. Nie polecam.
Bardzo słaba książka epatująca głupkowatym humorem, wzbudzającym litość tudzież zażenowanie. Zupełnie jak w amerykańskiej, niskobudżetowej komedii dla ćwierćinteligentów. Nie polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa książka. Parodia Opowieści z Narnii.
Ciekawa książka. Parodia Opowieści z Narnii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLitości, Gerberowi powinni zakazać pisania! Bo jedyne co wychodzi spod jego pióra to żałosne, ośmieszające go, wymęczone historyjki. Być może atrakcyjne dla rynku, ale szczerze mówię - nie warto tracić pieniędzy ani tym bardziej czasu.
Litości, Gerberowi powinni zakazać pisania! Bo jedyne co wychodzi spod jego pióra to żałosne, ośmieszające go, wymęczone historyjki. Być może atrakcyjne dla rynku, ale szczerze mówię - nie warto tracić pieniędzy ani tym bardziej czasu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to