To zwykły fantasy kebab, ale nie smakuje jak pies zmielony z budą. Po drodze widocznie autorom coś gdzieś kliknęło. Jest mniej postaci, są lepiej zarysowane, mamy satysfakcjonujący punkt kulminacyjny i autentycznie jestem ciekaw co będzie dalej. Nie polecam osobom, które nie mają czasu i ochoty na rzeczy słabe i przeciętne.
To zwykły fantasy kebab, ale nie smakuje jak pies zmielony z budą. Po drodze widocznie autorom coś gdzieś kliknęło. Jest mniej postaci, są lepiej zarysowane, mamy satysfakcjonujący punkt kulminacyjny i autentycznie jestem ciekaw co będzie dalej. Nie polecam osobom, które nie mają czasu i ochoty na rzeczy słabe i przeciętne.
Raistlin, pan Czarnej Wieży Palanthas, knuje niecny plan. Nie panowania nad światem szuka, ani nie bogactwa, czy chwały. Jedyne czego pragnie, to moc. Moc równa bogom. W tym celu będzie potrzebował kapłanki, która umożliwi mu wejście na płaszczyznę bogów i rzucenie wyzwania jednemu z nich. Akurat taka, bardzo zagubiona kapłanka, trafia się w Palanthas.
Lady Crysania, czyli rzeczona kapłanka, chce pomóc Raistlinowi. Uważa, że w czarodzieju jest jeszcze dobro. W tym celu prosi Tasa o odnalezienie Bupu - krasnoludki żlebowej, w stosunku do której mag potrafił być miły i uczynny. Być może przypomnienie mu tych okruchów dobroci, pozwoli wrócić mu na drogę światła.
W podróży ma jej towarzyszyć też Caramon. Wojownik minionych czasów, który się roztył i rozpił (głównie z powodu miłości do swojego brata) poprowadzi kapłankę w podróż w czasie, aby znaleźć tam odpowiedzi na swoje pytania.
Czy podróż w czasie do ery króla-kapłana umożliwi spełnienie się planów Raistlinia? A może to Caramon i lady Crysania spełnią swoje plany? Jedno jest pewne, każda księga magiczna traktująca o podróżach w czasie, mówi wyraźnie: żadnych kenderów!
Oj dobrze było wrócić do świata Smoczej Lancy. Przypomnieć sobie wydarzenia z Kronik, a jednocześnie zawitać w czasach Kataklizmu. Uwielbiam opowieści magii i miecza, a w szczególności rodem z DnD, ze względu na różnorodność postaci, obszerny świat z urozmaiceniem ras i profesji bohaterów. Czas na kolejny tom.
Raistlin, pan Czarnej Wieży Palanthas, knuje niecny plan. Nie panowania nad światem szuka, ani nie bogactwa, czy chwały. Jedyne czego pragnie, to moc. Moc równa bogom. W tym celu będzie potrzebował kapłanki, która umożliwi mu wejście na płaszczyznę bogów i rzucenie wyzwania jednemu z nich. Akurat taka, bardzo zagubiona kapłanka, trafia się w Palanthas.
Pierwszy tom Legend które mają na przybliżyć co się działo z Raistlinem i Caramonem po wojnie Lancy.
Bliźniacy poszli swoimi drogami - Caramon nie umie sobie poradzić z porzuceniem przez brata, Raistlin zaś snuje plany które można nazwać bardzo ambitnymi. Jego machinacje obejmują także brata oraz kapłankę Paladine - Crysanie.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie ale jakoś specjalnie nie porywa - owszem - dostajemy pewnego rodzaju przemianę Caramona, poznajemy jeszcze lepiej Raista ale nie ma tu nic co by sprawiło, że powiesz - O WOW.
Już będą w połowie tomu drugiego mogę powiedzieć iż wydaje się on zdecydowanie ciekawszy.
Jednakże jest to całkiem przyjemne, leciutkie fantasy w świecie D&D.
Pierwszy tom Legend które mają na przybliżyć co się działo z Raistlinem i Caramonem po wojnie Lancy.
Bliźniacy poszli swoimi drogami - Caramon nie umie sobie poradzić z porzuceniem przez brata, Raistlin zaś snuje plany które można nazwać bardzo ambitnymi. Jego machinacje obejmują także brata oraz kapłankę Paladine - Crysanie.
Wspominając ze sporym sentymentem stare, sprzed dekad właściwie, lektury postanowiłem odświeżyć sobie doznania literackie młodych lat.
Cóż - pamięć mnie nie zawiodła. Naiwne, miejscami wręcz głupiutkie, jednak emanujące tym klimatem rasowej, twardej fantastyki i solidnej przygody.
Trylogia Blizniaków jest bardzo typowa dla książek z uniwersum Dragonlance. Inne tytuły posiadają czasem czegoś mniej, czasem nieco więcej - większość trzyma jednak podobny poziom. Poziom przeciętnego warsztatu, czerstwego najczęściej humoru, naiwnego dobra i tym podobnych. Dla mnie, osoby, która zgłębiała ten świat nastolatkiem będąc ma to swój niewątpliwy urok. Dla kogoś kto w czasach swej dorosłości sięgnie po tę książkę uroku będzie niewiele i tym samym wszystkie, liczne, wady lektury będą kłuć w oczy.
Jeśli ktoś uważa się na zjadacza fantastyki powinna być to względnie strawna lektura, no i wypada w końcu "liznąć" uniwersum Dragonlance. Inni - cóż, raczej szybko się znużą.
Wspominając ze sporym sentymentem stare, sprzed dekad właściwie, lektury postanowiłem odświeżyć sobie doznania literackie młodych lat.
Cóż - pamięć mnie nie zawiodła. Naiwne, miejscami wręcz głupiutkie, jednak emanujące tym klimatem rasowej, twardej fantastyki i solidnej przygody.
Trylogia Blizniaków jest bardzo typowa dla książek z uniwersum Dragonlance. Inne tytuły...
Do Legend i świata Dragonlance wróciłem po 25 latach od kiedy to po raz pierwszy przeczytałem sagę.
Wojna lancy została już zakończona, wszystko powoli zaczyna wracać do normalności. Niestety nie wszyscy potrafią odnaleźć się w nowym świecie. Caramon nękany poczuciem winy i skutkami toksycznej więzi z bratem nie daje sobie rady z swoją własną psychiką. Zaczyna doświadczać stanów depresyjnych, a próbując radzić sobie z tym stanem sprowadza na siebie opłakane skutki.
Pomimo tego, że głównym kreatorem fabuły jest Raistlin to Caramon i jego próba naprawienia ran przeszłości i przede wszystkim uleczenia swojej psychiki jest głównym bohaterem.
Książka całkiem dobra, ale nie jest to już wesoła przygoda z "Kronik", a historia wewnętrznej przemiany i prawdy o braterskiej relacji, która z każdym tomem zaczyna robić się coraz mroczniejsza.
Ciekawe uzupełnienie kronik, chociaż fabuła momentami za bardzo naciągana.
Do Legend i świata Dragonlance wróciłem po 25 latach od kiedy to po raz pierwszy przeczytałem sagę.
Wojna lancy została już zakończona, wszystko powoli zaczyna wracać do normalności. Niestety nie wszyscy potrafią odnaleźć się w nowym świecie. Caramon nękany poczuciem winy i skutkami toksycznej więzi z bratem nie daje sobie rady z swoją własną psychiką. Zaczyna doświadczać...
„Czas bliźniaków”, choć z okładki dosyć niepozorna, tak treść na wagę złota.
Książka przywiązała mnie do siebie na cały dzień i ani myślała puścić, póki jej nie skończę. Sprawne opisy oraz wciągający świat zapewnia doskonałą rozrywkę. Wydarzenia rozgrywają się we właściwym tempie, nie ma tu zbędnych wątków.
Oczarowały mnie rozdziały poświęcone Tasslehoffi, ponieważ okraszone były humorem i całkiem innym spojrzeniem na świat. To samo wywołał Bertrem — estetyk —, który jest cudowną postacią umilającą czas śpiewaniem.
Budowa zdań oraz przejścia z jednego wątku do drugiego to piękna i płynna robota. W książce jak dla mnie zabrakło większej ilości rozdziałów poświęconych Crysanii i Raistlinowi. Nie bardzo przypadła mi też do gustu relacja Raistlina z Caramonem. Caramon posługiwał się nazbyt przesłodzonymi tekstami w stosunku do brata, choć tak naprawdę wcale nie starał się go zrozumieć.
Bohaterowie cudowni i niepowtarzalni na swój sposób. Każdemu przyświecał inny cel i wszystkie zostały przepięknie ukazane w dążeniu do niego.
Rastlin jest niezwykle oryginalną postacią, z niecierpliwością wyczekiwałam każdego rozdziału poświęconego jego osobie. W trzecim tomie tak mnie, zaskoczył, że miałam go ochotę spoliczkować, a mimo to nadal żywię do niego sentyment. Crysania była troszkę naiwna, jednak zdobyła moją sympatię czystą miłością, jaką żywiła wobec Rastlina. Później to uczucie tylko pogłębia się, z każdą przewracaną stroną. Na koniec robi mi się jej okropnie szkoda, nie zasłużyła na taki los...
Przeczytałam wszystkie tomy i oczekiwałam nieco innego zakończenia trylogii, jednak nadal była ona porywającą i zdecydowanie udana. (Ubolewam nad tym brutalnie zniszczonym związkiem...)
Cykl Legendy spowodował, iż musiałam po prostu, musiałam obejrzeć wszystkie rosyjskie sztuki teatralne, jakie wyszły na jej podstawie. Raczej nie muszę pisać, jaką miałam z tego zabawę, a zwłaszcza podziwianie aktora, który grał Rastlina.
Polecam wszystkim, trylogia na długo pozostanie w moich wspomnieniach.
„Czas bliźniaków”, choć z okładki dosyć niepozorna, tak treść na wagę złota.
Książka przywiązała mnie do siebie na cały dzień i ani myślała puścić, póki jej nie skończę. Sprawne opisy oraz wciągający świat zapewnia doskonałą rozrywkę. Wydarzenia rozgrywają się we właściwym tempie, nie ma tu zbędnych wątków.
Świetna powieść czasów szkolnych. Trylogię o bliźniakach uważam za jedną z najlepszych - obok czteroksięgu "Kronik" Dragonlance - serii fantasy, jaka kiedykolwiek powstała. Przygoda, ciekawe postacie, niepowtarzalny klimat, doskonale, prosto napisana. Minusów nie ma.
Świetna powieść czasów szkolnych. Trylogię o bliźniakach uważam za jedną z najlepszych - obok czteroksięgu "Kronik" Dragonlance - serii fantasy, jaka kiedykolwiek powstała. Przygoda, ciekawe postacie, niepowtarzalny klimat, doskonale, prosto napisana. Minusów nie ma.
Kolejny tom o bliźniakach...
Wciąż zachwycałam się nad Raistlinem. Właśnie o to zawsze kłóciłyśmy się z koleżanką, która też czytała DragonLance. Ona uważała, że lepszy jest Caramon i nie znosiła Raistlina, a ja na odwrót.
Ogólnie książka bardzo fajna i ciekawa, ale z perspektywy czasu, jak o niej myślę, teraz raczej nie zachwyciłaby mnie aż tak bardzo jak kiedyś...
Kolejny tom o bliźniakach...
Wciąż zachwycałam się nad Raistlinem. Właśnie o to zawsze kłóciłyśmy się z koleżanką, która też czytała DragonLance. Ona uważała, że lepszy jest Caramon i nie znosiła Raistlina, a ja na odwrót.
Ogólnie książka bardzo fajna i ciekawa, ale z perspektywy czasu, jak o niej myślę, teraz raczej nie zachwyciłaby mnie aż tak bardzo jak kiedyś...
Fabuła chociaż rozbudowana i w głównych punktach przemyślana, poza nimi zaczyna się wlec i ślimaczyć, a niektóre zdarzenia wydają się być na siłę powodowane. Przez to chwilami czułam się, jakbym czytała fundamenty scenariusza do jakiegoś starego, amerykańskiego filmu klasy C. Wypada tu także przypomnieć, że książka została po raz pierwszy wydana w 1986 roku, a ówczesne standardy i realia nieco różniły się od obecnych. Znalazłam także całą masę błędów składniowych i powtórzeń. Momentami miałam wręcz wrażenie, że poza przetłumaczeniem z angielskiego nie dokonano żadnej korekty tekstu, która czyniłaby tekst bardziej zrozumiałym dla ludzi przyzwyczajonych do polskich zasad gramatyki.
Fabuła chociaż rozbudowana i w głównych punktach przemyślana, poza nimi zaczyna się wlec i ślimaczyć, a niektóre zdarzenia wydają się być na siłę powodowane. Przez to chwilami czułam się, jakbym czytała fundamenty scenariusza do jakiegoś starego, amerykańskiego filmu klasy C. Wypada tu także przypomnieć, że książka została po raz pierwszy wydana w 1986 roku, a ówczesne...
Nie wiem czemu ten tom tak mi się podobał. W pewnym momencie tak się wciągnęłam, że nie zauważyłam jak szybko upłynął mi czas. Mroczna sylwetka Raistlina jest kapitalna, choć zdarzały mi się momenty, że miałam ochotę przyłożyć mu w nos. I oczywiście to oczekiwanie, czy jego uczucie jest prawdziwe, czy tylko udawane. Sam pomysł na tom był świetny. Powrót do przeszłości, nie sądziłam, że ujrzę w tej serii taki wątek. Co mnie zaskoczyło? Na pewno Caramon. Kto by pomyślał, że stanie się tym kim się stał. Przez to niestety stracił w moich oczach i będzie się musiał postarać, abym na nowo go polubiła. Tas jak zawsze niesamowity i zabawny, bez niego z pewnością nie wyszłoby tak jak wyszło. Już się nie mogę doczekać kolejnego tomu.
Nie wiem czemu ten tom tak mi się podobał. W pewnym momencie tak się wciągnęłam, że nie zauważyłam jak szybko upłynął mi czas. Mroczna sylwetka Raistlina jest kapitalna, choć zdarzały mi się momenty, że miałam ochotę przyłożyć mu w nos. I oczywiście to oczekiwanie, czy jego uczucie jest prawdziwe, czy tylko udawane. Sam pomysł na tom był świetny. Powrót do przeszłości, nie...
No cóż, jeśli chodzi o fabułę... Jest dość przewidywalna, ale dająca się przeczytać. Po zakończeniu Wojny Lancy na Krynn powrócił pokój i powoli wszystko wracało do ładu. No, prawie wszystko. Raistlin został głównym złym, poza Kitiarą, która skupiła wokół siebie niedobitki armii Królowej Ciemności, Takhisis. Co więcej mag, teraz noszący czarne szaty, miał plan zrzucenia owej królowej z tronu i zajęcia jej miejsca. W tym celu udał się w czasie do dni tuż przed Katalkizmem żeby móc się uczyć od wielkiego maga Fistandantilusa. W pogoń za nim podążają: zakochana w Raistlinie Crysania, kapłanka Paladine'a i Caramon wraz z Tasem (choć ten drugi raczej przez przypadek).
No cóż, nie zapowiadało się jakoś szczególnie fantastycznie porywająco. I nie było, naprawdę, porywające. Książka co prawda trzymała się kupy, ale to dość nieprzyjemna kupa.
Opowieść po prostu nudzi i nuży. Tylko fanatycy Dragonlance i wielcy fani Raistlina mogą przebyć odmęty tych kartek z taniego papieru, zadrukowanych dość drobną czcionką. Po kilkunastu stronach musiałam robić przerwy, bo oczy zaczynały piec, a głowa opadała sennie.
W zasadzie książka jest o tym, że jeśli coś robi się z miłości, to na pewno skutki będą dobre, co jak dla mnie jest nieco naciągane. Jest też o poznawaniu siebie i ogólnie o walce dobra ze złem. Zło owo uosabia tutaj Raistlin, czarodziej Czarnych Szat (wcześniej był nautralny), którego nie można tak jednoznacznie wsadzić do szufladki "be, niecacy". Dobro ma jeszcze bardziej dziwnych reprezentantów - kapłankę, która tak się zagapiła na niebiosa, że wlazłaby w pokrzywy i nie zauważyłaby tego (przy czym zakochała się w najgorszej wredocie dostępnej w tym świecie), wojownika, który się rozpił i, przodkowie!, kendera. Tak, drużyna co się zowie. A przez większość książki to kender ma najwięcej rozumku.
Jak pisałam wcześniej, książka li i jedynie dla hardkorowych fanów Dragonlance. Niby nic nie mam do niej, w końcu przeczytałam i przeżyłam, ale jak o niej pomyślę, to chce mi się spać...
Więcej na
http://luincaerherbata.blogspot.com/2011/02/47-czas-blizniakow-margaret-weis-tracy.html
No cóż, jeśli chodzi o fabułę... Jest dość przewidywalna, ale dająca się przeczytać. Po zakończeniu Wojny Lancy na Krynn powrócił pokój i powoli wszystko wracało do ładu. No, prawie wszystko. Raistlin został głównym złym, poza Kitiarą, która skupiła wokół siebie niedobitki armii Królowej Ciemności, Takhisis. Co więcej mag, teraz noszący czarne szaty, miał plan zrzucenia...
To zwykły fantasy kebab, ale nie smakuje jak pies zmielony z budą. Po drodze widocznie autorom coś gdzieś kliknęło. Jest mniej postaci, są lepiej zarysowane, mamy satysfakcjonujący punkt kulminacyjny i autentycznie jestem ciekaw co będzie dalej. Nie polecam osobom, które nie mają czasu i ochoty na rzeczy słabe i przeciętne.
To zwykły fantasy kebab, ale nie smakuje jak pies zmielony z budą. Po drodze widocznie autorom coś gdzieś kliknęło. Jest mniej postaci, są lepiej zarysowane, mamy satysfakcjonujący punkt kulminacyjny i autentycznie jestem ciekaw co będzie dalej. Nie polecam osobom, które nie mają czasu i ochoty na rzeczy słabe i przeciętne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRaistlin, pan Czarnej Wieży Palanthas, knuje niecny plan. Nie panowania nad światem szuka, ani nie bogactwa, czy chwały. Jedyne czego pragnie, to moc. Moc równa bogom. W tym celu będzie potrzebował kapłanki, która umożliwi mu wejście na płaszczyznę bogów i rzucenie wyzwania jednemu z nich. Akurat taka, bardzo zagubiona kapłanka, trafia się w Palanthas.
Lady Crysania, czyli rzeczona kapłanka, chce pomóc Raistlinowi. Uważa, że w czarodzieju jest jeszcze dobro. W tym celu prosi Tasa o odnalezienie Bupu - krasnoludki żlebowej, w stosunku do której mag potrafił być miły i uczynny. Być może przypomnienie mu tych okruchów dobroci, pozwoli wrócić mu na drogę światła.
W podróży ma jej towarzyszyć też Caramon. Wojownik minionych czasów, który się roztył i rozpił (głównie z powodu miłości do swojego brata) poprowadzi kapłankę w podróż w czasie, aby znaleźć tam odpowiedzi na swoje pytania.
Czy podróż w czasie do ery króla-kapłana umożliwi spełnienie się planów Raistlinia? A może to Caramon i lady Crysania spełnią swoje plany? Jedno jest pewne, każda księga magiczna traktująca o podróżach w czasie, mówi wyraźnie: żadnych kenderów!
Oj dobrze było wrócić do świata Smoczej Lancy. Przypomnieć sobie wydarzenia z Kronik, a jednocześnie zawitać w czasach Kataklizmu. Uwielbiam opowieści magii i miecza, a w szczególności rodem z DnD, ze względu na różnorodność postaci, obszerny świat z urozmaiceniem ras i profesji bohaterów. Czas na kolejny tom.
Raistlin, pan Czarnej Wieży Palanthas, knuje niecny plan. Nie panowania nad światem szuka, ani nie bogactwa, czy chwały. Jedyne czego pragnie, to moc. Moc równa bogom. W tym celu będzie potrzebował kapłanki, która umożliwi mu wejście na płaszczyznę bogów i rzucenie wyzwania jednemu z nich. Akurat taka, bardzo zagubiona kapłanka, trafia się w Palanthas.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLady Crysania,...
Pierwszy tom Legend które mają na przybliżyć co się działo z Raistlinem i Caramonem po wojnie Lancy.
Bliźniacy poszli swoimi drogami - Caramon nie umie sobie poradzić z porzuceniem przez brata, Raistlin zaś snuje plany które można nazwać bardzo ambitnymi. Jego machinacje obejmują także brata oraz kapłankę Paladine - Crysanie.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie ale jakoś specjalnie nie porywa - owszem - dostajemy pewnego rodzaju przemianę Caramona, poznajemy jeszcze lepiej Raista ale nie ma tu nic co by sprawiło, że powiesz - O WOW.
Już będą w połowie tomu drugiego mogę powiedzieć iż wydaje się on zdecydowanie ciekawszy.
Jednakże jest to całkiem przyjemne, leciutkie fantasy w świecie D&D.
Pierwszy tom Legend które mają na przybliżyć co się działo z Raistlinem i Caramonem po wojnie Lancy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBliźniacy poszli swoimi drogami - Caramon nie umie sobie poradzić z porzuceniem przez brata, Raistlin zaś snuje plany które można nazwać bardzo ambitnymi. Jego machinacje obejmują także brata oraz kapłankę Paladine - Crysanie.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie ale...
Wspominając ze sporym sentymentem stare, sprzed dekad właściwie, lektury postanowiłem odświeżyć sobie doznania literackie młodych lat.
Cóż - pamięć mnie nie zawiodła. Naiwne, miejscami wręcz głupiutkie, jednak emanujące tym klimatem rasowej, twardej fantastyki i solidnej przygody.
Trylogia Blizniaków jest bardzo typowa dla książek z uniwersum Dragonlance. Inne tytuły posiadają czasem czegoś mniej, czasem nieco więcej - większość trzyma jednak podobny poziom. Poziom przeciętnego warsztatu, czerstwego najczęściej humoru, naiwnego dobra i tym podobnych. Dla mnie, osoby, która zgłębiała ten świat nastolatkiem będąc ma to swój niewątpliwy urok. Dla kogoś kto w czasach swej dorosłości sięgnie po tę książkę uroku będzie niewiele i tym samym wszystkie, liczne, wady lektury będą kłuć w oczy.
Jeśli ktoś uważa się na zjadacza fantastyki powinna być to względnie strawna lektura, no i wypada w końcu "liznąć" uniwersum Dragonlance. Inni - cóż, raczej szybko się znużą.
Wspominając ze sporym sentymentem stare, sprzed dekad właściwie, lektury postanowiłem odświeżyć sobie doznania literackie młodych lat.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCóż - pamięć mnie nie zawiodła. Naiwne, miejscami wręcz głupiutkie, jednak emanujące tym klimatem rasowej, twardej fantastyki i solidnej przygody.
Trylogia Blizniaków jest bardzo typowa dla książek z uniwersum Dragonlance. Inne tytuły...
Do Legend i świata Dragonlance wróciłem po 25 latach od kiedy to po raz pierwszy przeczytałem sagę.
Wojna lancy została już zakończona, wszystko powoli zaczyna wracać do normalności. Niestety nie wszyscy potrafią odnaleźć się w nowym świecie. Caramon nękany poczuciem winy i skutkami toksycznej więzi z bratem nie daje sobie rady z swoją własną psychiką. Zaczyna doświadczać stanów depresyjnych, a próbując radzić sobie z tym stanem sprowadza na siebie opłakane skutki.
Pomimo tego, że głównym kreatorem fabuły jest Raistlin to Caramon i jego próba naprawienia ran przeszłości i przede wszystkim uleczenia swojej psychiki jest głównym bohaterem.
Książka całkiem dobra, ale nie jest to już wesoła przygoda z "Kronik", a historia wewnętrznej przemiany i prawdy o braterskiej relacji, która z każdym tomem zaczyna robić się coraz mroczniejsza.
Ciekawe uzupełnienie kronik, chociaż fabuła momentami za bardzo naciągana.
Do Legend i świata Dragonlance wróciłem po 25 latach od kiedy to po raz pierwszy przeczytałem sagę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWojna lancy została już zakończona, wszystko powoli zaczyna wracać do normalności. Niestety nie wszyscy potrafią odnaleźć się w nowym świecie. Caramon nękany poczuciem winy i skutkami toksycznej więzi z bratem nie daje sobie rady z swoją własną psychiką. Zaczyna doświadczać...
„Czas bliźniaków”, choć z okładki dosyć niepozorna, tak treść na wagę złota.
Książka przywiązała mnie do siebie na cały dzień i ani myślała puścić, póki jej nie skończę. Sprawne opisy oraz wciągający świat zapewnia doskonałą rozrywkę. Wydarzenia rozgrywają się we właściwym tempie, nie ma tu zbędnych wątków.
Oczarowały mnie rozdziały poświęcone Tasslehoffi, ponieważ okraszone były humorem i całkiem innym spojrzeniem na świat. To samo wywołał Bertrem — estetyk —, który jest cudowną postacią umilającą czas śpiewaniem.
Budowa zdań oraz przejścia z jednego wątku do drugiego to piękna i płynna robota. W książce jak dla mnie zabrakło większej ilości rozdziałów poświęconych Crysanii i Raistlinowi. Nie bardzo przypadła mi też do gustu relacja Raistlina z Caramonem. Caramon posługiwał się nazbyt przesłodzonymi tekstami w stosunku do brata, choć tak naprawdę wcale nie starał się go zrozumieć.
Bohaterowie cudowni i niepowtarzalni na swój sposób. Każdemu przyświecał inny cel i wszystkie zostały przepięknie ukazane w dążeniu do niego.
Rastlin jest niezwykle oryginalną postacią, z niecierpliwością wyczekiwałam każdego rozdziału poświęconego jego osobie. W trzecim tomie tak mnie, zaskoczył, że miałam go ochotę spoliczkować, a mimo to nadal żywię do niego sentyment. Crysania była troszkę naiwna, jednak zdobyła moją sympatię czystą miłością, jaką żywiła wobec Rastlina. Później to uczucie tylko pogłębia się, z każdą przewracaną stroną. Na koniec robi mi się jej okropnie szkoda, nie zasłużyła na taki los...
Przeczytałam wszystkie tomy i oczekiwałam nieco innego zakończenia trylogii, jednak nadal była ona porywającą i zdecydowanie udana. (Ubolewam nad tym brutalnie zniszczonym związkiem...)
Cykl Legendy spowodował, iż musiałam po prostu, musiałam obejrzeć wszystkie rosyjskie sztuki teatralne, jakie wyszły na jej podstawie. Raczej nie muszę pisać, jaką miałam z tego zabawę, a zwłaszcza podziwianie aktora, który grał Rastlina.
Polecam wszystkim, trylogia na długo pozostanie w moich wspomnieniach.
„Czas bliźniaków”, choć z okładki dosyć niepozorna, tak treść na wagę złota.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka przywiązała mnie do siebie na cały dzień i ani myślała puścić, póki jej nie skończę. Sprawne opisy oraz wciągający świat zapewnia doskonałą rozrywkę. Wydarzenia rozgrywają się we właściwym tempie, nie ma tu zbędnych wątków.
Oczarowały mnie rozdziały poświęcone Tasslehoffi, ponieważ...
Kolejna świetna książka ze stajni Dragonlance. Jedyny minus, to jak na mój gust, nieco zbyt mało bijatyk.
Kolejna świetna książka ze stajni Dragonlance. Jedyny minus, to jak na mój gust, nieco zbyt mało bijatyk.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna powieść czasów szkolnych. Trylogię o bliźniakach uważam za jedną z najlepszych - obok czteroksięgu "Kronik" Dragonlance - serii fantasy, jaka kiedykolwiek powstała. Przygoda, ciekawe postacie, niepowtarzalny klimat, doskonale, prosto napisana. Minusów nie ma.
Świetna powieść czasów szkolnych. Trylogię o bliźniakach uważam za jedną z najlepszych - obok czteroksięgu "Kronik" Dragonlance - serii fantasy, jaka kiedykolwiek powstała. Przygoda, ciekawe postacie, niepowtarzalny klimat, doskonale, prosto napisana. Minusów nie ma.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejny tom o bliźniakach...
Wciąż zachwycałam się nad Raistlinem. Właśnie o to zawsze kłóciłyśmy się z koleżanką, która też czytała DragonLance. Ona uważała, że lepszy jest Caramon i nie znosiła Raistlina, a ja na odwrót.
Ogólnie książka bardzo fajna i ciekawa, ale z perspektywy czasu, jak o niej myślę, teraz raczej nie zachwyciłaby mnie aż tak bardzo jak kiedyś...
Kolejny tom o bliźniakach...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWciąż zachwycałam się nad Raistlinem. Właśnie o to zawsze kłóciłyśmy się z koleżanką, która też czytała DragonLance. Ona uważała, że lepszy jest Caramon i nie znosiła Raistlina, a ja na odwrót.
Ogólnie książka bardzo fajna i ciekawa, ale z perspektywy czasu, jak o niej myślę, teraz raczej nie zachwyciłaby mnie aż tak bardzo jak kiedyś...
Fabuła chociaż rozbudowana i w głównych punktach przemyślana, poza nimi zaczyna się wlec i ślimaczyć, a niektóre zdarzenia wydają się być na siłę powodowane. Przez to chwilami czułam się, jakbym czytała fundamenty scenariusza do jakiegoś starego, amerykańskiego filmu klasy C. Wypada tu także przypomnieć, że książka została po raz pierwszy wydana w 1986 roku, a ówczesne standardy i realia nieco różniły się od obecnych. Znalazłam także całą masę błędów składniowych i powtórzeń. Momentami miałam wręcz wrażenie, że poza przetłumaczeniem z angielskiego nie dokonano żadnej korekty tekstu, która czyniłaby tekst bardziej zrozumiałym dla ludzi przyzwyczajonych do polskich zasad gramatyki.
Więcej: http://gexe.pl/ksiazki/art/1644,czas-blizniakow
Fabuła chociaż rozbudowana i w głównych punktach przemyślana, poza nimi zaczyna się wlec i ślimaczyć, a niektóre zdarzenia wydają się być na siłę powodowane. Przez to chwilami czułam się, jakbym czytała fundamenty scenariusza do jakiegoś starego, amerykańskiego filmu klasy C. Wypada tu także przypomnieć, że książka została po raz pierwszy wydana w 1986 roku, a ówczesne...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem czemu ten tom tak mi się podobał. W pewnym momencie tak się wciągnęłam, że nie zauważyłam jak szybko upłynął mi czas. Mroczna sylwetka Raistlina jest kapitalna, choć zdarzały mi się momenty, że miałam ochotę przyłożyć mu w nos. I oczywiście to oczekiwanie, czy jego uczucie jest prawdziwe, czy tylko udawane. Sam pomysł na tom był świetny. Powrót do przeszłości, nie sądziłam, że ujrzę w tej serii taki wątek. Co mnie zaskoczyło? Na pewno Caramon. Kto by pomyślał, że stanie się tym kim się stał. Przez to niestety stracił w moich oczach i będzie się musiał postarać, abym na nowo go polubiła. Tas jak zawsze niesamowity i zabawny, bez niego z pewnością nie wyszłoby tak jak wyszło. Już się nie mogę doczekać kolejnego tomu.
Nie wiem czemu ten tom tak mi się podobał. W pewnym momencie tak się wciągnęłam, że nie zauważyłam jak szybko upłynął mi czas. Mroczna sylwetka Raistlina jest kapitalna, choć zdarzały mi się momenty, że miałam ochotę przyłożyć mu w nos. I oczywiście to oczekiwanie, czy jego uczucie jest prawdziwe, czy tylko udawane. Sam pomysł na tom był świetny. Powrót do przeszłości, nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednym tchem.
Jednym tchem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo cóż, jeśli chodzi o fabułę... Jest dość przewidywalna, ale dająca się przeczytać. Po zakończeniu Wojny Lancy na Krynn powrócił pokój i powoli wszystko wracało do ładu. No, prawie wszystko. Raistlin został głównym złym, poza Kitiarą, która skupiła wokół siebie niedobitki armii Królowej Ciemności, Takhisis. Co więcej mag, teraz noszący czarne szaty, miał plan zrzucenia owej królowej z tronu i zajęcia jej miejsca. W tym celu udał się w czasie do dni tuż przed Katalkizmem żeby móc się uczyć od wielkiego maga Fistandantilusa. W pogoń za nim podążają: zakochana w Raistlinie Crysania, kapłanka Paladine'a i Caramon wraz z Tasem (choć ten drugi raczej przez przypadek).
No cóż, nie zapowiadało się jakoś szczególnie fantastycznie porywająco. I nie było, naprawdę, porywające. Książka co prawda trzymała się kupy, ale to dość nieprzyjemna kupa.
Opowieść po prostu nudzi i nuży. Tylko fanatycy Dragonlance i wielcy fani Raistlina mogą przebyć odmęty tych kartek z taniego papieru, zadrukowanych dość drobną czcionką. Po kilkunastu stronach musiałam robić przerwy, bo oczy zaczynały piec, a głowa opadała sennie.
W zasadzie książka jest o tym, że jeśli coś robi się z miłości, to na pewno skutki będą dobre, co jak dla mnie jest nieco naciągane. Jest też o poznawaniu siebie i ogólnie o walce dobra ze złem. Zło owo uosabia tutaj Raistlin, czarodziej Czarnych Szat (wcześniej był nautralny), którego nie można tak jednoznacznie wsadzić do szufladki "be, niecacy". Dobro ma jeszcze bardziej dziwnych reprezentantów - kapłankę, która tak się zagapiła na niebiosa, że wlazłaby w pokrzywy i nie zauważyłaby tego (przy czym zakochała się w najgorszej wredocie dostępnej w tym świecie), wojownika, który się rozpił i, przodkowie!, kendera. Tak, drużyna co się zowie. A przez większość książki to kender ma najwięcej rozumku.
Jak pisałam wcześniej, książka li i jedynie dla hardkorowych fanów Dragonlance. Niby nic nie mam do niej, w końcu przeczytałam i przeżyłam, ale jak o niej pomyślę, to chce mi się spać...
Więcej na
http://luincaerherbata.blogspot.com/2011/02/47-czas-blizniakow-margaret-weis-tracy.html
No cóż, jeśli chodzi o fabułę... Jest dość przewidywalna, ale dająca się przeczytać. Po zakończeniu Wojny Lancy na Krynn powrócił pokój i powoli wszystko wracało do ładu. No, prawie wszystko. Raistlin został głównym złym, poza Kitiarą, która skupiła wokół siebie niedobitki armii Królowej Ciemności, Takhisis. Co więcej mag, teraz noszący czarne szaty, miał plan zrzucenia...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to