"Obsydianowe Serce. Część 1" - Zawiłość Intryg Przesłonięta Zagubionym Sensem
Ju Honisch w "Obsydianowym Sercu. Część 1" wprowadza czytelnika w spisek bezładnych intryg, które zdają się dryfować w mieliznach chaotycznej narracji.
Monachium, to miasto, gdzie nienaganne maniery i styl kryją podłoża podstępu. W tej odrealnionej rzeczywistości, spiskowcy-patrioci kradną tajemniczy zwój, który przypuszczalnie ma moc odmienić losy świata. Prawda jest jednak tłamszona pod ciężarem niezrozumiałych wątków, które wręcz próbują utopić całą opowieść w labiryncie chaotycznych relacji.
Zapowiedziany jako romantyczny spektakl epoki romantyzmu, "Obsydianowe Serce" niestety nie potrafi dostarczyć prawdziwego emocjonalnego zaangażowania. Postacie wydają się być jednowymiarowe, a ich decyzje nie do końca zrozumiałe. Chociaż w tle widnieje obietnica płomiennych miłości, to sama narracja przypomina raczej suche liście zmęczonego jesiennego drzewa.
W międzyczasie, Honisch stara się zrównoważyć potężne moce i okrucieństwo z romantycznym zafascynowaniem. Niestety, w tym chaosie, sens opowieści traci się w gąszczu niewyjaśnionych symboli i nierozwiązanych wątków.
"Obsydianowe Serce. Część 1" próbuje stworzyć wielowarstwową opowieść, ale zamiast tego tonie w morzu niejasności. To zawiła, zagubiona próba, która nie spełnia obietnicy swego tytułu.
Ocena: 3/10
"Obsydianowe Serce. Część 1" - Zawiłość Intryg Przesłonięta Zagubionym Sensem
Ju Honisch w "Obsydianowym Sercu. Część 1" wprowadza czytelnika w spisek bezładnych intryg, które zdają się dryfować w mieliznach chaotycznej narracji.
Monachium, to miasto, gdzie nienaganne maniery i styl kryją podłoża podstępu. W tej odrealnionej rzeczywistości, spiskowcy-patrioci kradną...
Po 160 stronach poddałam się. Język, jakim jest ta książka napisana jest tak potwornie infantylny. Pełno porównań zupełnie zbędnych. Nie dało się chociaż sam pomysł ma potencjał i można z tego było stworzyć coś fajnego. Jedyne co w tej książce jest fajne to okładka.
Po 160 stronach poddałam się. Język, jakim jest ta książka napisana jest tak potwornie infantylny. Pełno porównań zupełnie zbędnych. Nie dało się chociaż sam pomysł ma potencjał i można z tego było stworzyć coś fajnego. Jedyne co w tej książce jest fajne to okładka.
Według okładki:
Fascynujące postacie i akcja, która osiąga wbijający w fotel punkt kulminacyjny. Obsydianowe serce łączy to co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce.
Tanya Huff
Najlepszy hotel w Monachium. Damy i gentlemani, nienaganne maniery i styl. A pod blichtrem wyższych sfer – starcie sił, których istnienia nie uznaje oświecone społeczeństwo.
Spiskowcy-patrioci kradną zwój, którego moc pozwala zmienić rzeczywistość. Jednak potężny artefakt znika... Na poszukiwania ruszają oficerowie bawarskiego króla oraz mistrzowie wiedzy tajemnej. I nie tylko oni – także tajemnicze Sí – istoty, o których wspominają tylko gusła oraz równie zagadkowe, kościelne Bractwo Światła. Czy z mocą artefaktu odmienią świat na obraz własnej, okrutnej wyobraźni?
Bezwzględna, bezpardonowa walka zrodzi wielkie tragedie... i płomienną miłość. Zbliża się zmierzch wieku rozumu. Rodzi się nowa epoka – romantyzm.
***
Akcja książki dzieje się w Monachium, stolicy Królestwa Bawarii, gdzie bale, spotkania towarzyskie i tajemne pojedynki to codzienność. Opowieść rozpoczyna się spotkaniem niemal wagi państwowej, gdzie dyskutuje się o tajemnym artefakcie, który został ukradziony, a który ma ogromne znaczenie dla losów świata.
Zadanie odnalezienia rękopisu, bo to o niego chodzi, trafia w ręce trzech dżentelmenów (... i kobiety), którzy za cenę własnego życia postanawiają go odnaleźć.
***
Opowieść dość ciekawa, ale nie aż tak jak się na początku spodziewałam. Całość kręci się wokół kilku wątków, które wydają nam się nie związane ze sobą.
PO PIERWSZE: wątek panny Corrisande Jarrencourt, jej przyzwoitki i służącej,
DRUGI: wątek dżentelmenów: podporucznika Udolfa von Görenczy, podporucznika Asko von Orvena i pułkownika Delacroix
TRZECI: śpiewaczki operowej Cerise Denglot i jej tajemniczego wielbiciela.
Niby powinno się to wydawać ciekawe i w ogóle, ale czasami jest to zbyt długie. Wątki przeplatają się ze sobą, niestety czasami nie wiadomo o co chodzi
Książka oczywiście nie jest beznadziejna, ale na te 450 stron, akcji może było 100. Reszta to niepotrzebne wydłużanie, powieść bez tego byłaby ciekawsza, troszkę krótsza, ale prawdopodobnie lepsza.
Jedną z "fajniejszych" rzeczy było pokazanie tamtejszej mentalności. Mężczyzn uczono, aby nigdy nie obrazili damy albo żeby ona nie czuła się niekomfortowo. Pokazanie, że dżentelmeni odgrywają ważną rolę w społeczeństwie. Kobiety ukazane są jako damy, które mają się rumienić i uśmiechać, nie pokazywać po sobie, że coś im się nie podoba, lub że nie chcą z kimś rozmawiać.
Według okładki:
Fascynujące postacie i akcja, która osiąga wbijający w fotel punkt kulminacyjny. Obsydianowe serce łączy to co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce.
Tanya Huff
Najlepszy hotel w Monachium. Damy i gentlemani, nienaganne maniery i styl. A pod blichtrem wyższych sfer – starcie sił, których istnienia nie uznaje oświecone...
Kolejna książka która do połowy jest o czymś innym a od połowy staje się zupełnie inną książką. I to od tej drugiej połowy należy tę książkę oceniać. Bo z nudnej i wkurzającej książki robi się naprawdę ciekawa i pełna zwrotów akcji, trudnych do przewidzenia. Największym plusem w niej jest to, że nie ma określonych postaci które byłyby jednoznacznie dobre, jednoznacznie ważniejsze od innych i jednoznacznie silne lub słabe. Autorka potrafi kreować postaci księży na pewnych siebie i zdających się wszechpotężnymi i wszechwiedzącymi a potem nagle zburzyć tę wizję w jedną stronę.
Kolejna książka która do połowy jest o czymś innym a od połowy staje się zupełnie inną książką. I to od tej drugiej połowy należy tę książkę oceniać. Bo z nudnej i wkurzającej książki robi się naprawdę ciekawa i pełna zwrotów akcji, trudnych do przewidzenia. Największym plusem w niej jest to, że nie ma określonych postaci które byłyby jednoznacznie dobre, jednoznacznie...
Jest to powieść o polowaniu na mroczną istotę nie z tego świata w dziewiętnastowiecznym hotelu. Pomyślcie tylko, jaki potencjał tkwił w tym pomyśle. Mogła wyjść na prawdę perełka ze świetną, wciągającą fabułą, wartką akcją, ładunkiem emocji i niepowtarzalnym klimatem. Szkoda tylko, że pomysł ten został kompletnie zaprzepaszczony. Jak na ironię, książka autorki pochodzącej z Niemiec, jest strasznie chaotyczna i trudno przez większą część czasu połapać się kto jest kim. Zawiodłam się prawie na każdym aspekcie: od bohaterów zaczynając, na fabule i stylu pisarki kończąc.Usprawiedliwić ten stan rzeczy może tylko fakt, że jest to debiut i może w następnej części Pani Honisch naprawi swoje błędy. Oby... bo pomysł, jak wspominałam, na prawdę ciekawy :)
Jest to powieść o polowaniu na mroczną istotę nie z tego świata w dziewiętnastowiecznym hotelu. Pomyślcie tylko, jaki potencjał tkwił w tym pomyśle. Mogła wyjść na prawdę perełka ze świetną, wciągającą fabułą, wartką akcją, ładunkiem emocji i niepowtarzalnym klimatem. Szkoda tylko, że pomysł ten został kompletnie zaprzepaszczony. Jak na ironię, książka autorki pochodzącej...
Nawiązując do opinii jednego z czytelników, książka świetnie się prezentuje na półce. Jeśli chodzi o zawartość... Nie jest tak źle. Owszem, sięgając po tę książkę spodziewałem się chyba czegoś innego. A może nie tyle innego co czegoś "bardziej". Mam tu na myśli "dozę czarnego humoru i szczyptę steampunku". Humor owszem jest, ale jakoś bardziej blady i jedyna szczypta steampunku jaką znalazłem znajduje się na okładce. Kolokwialnie mówiąc trochę napaliłem się na to, ale pozostaje mi tylko spoglądanie na okładkę. Może w drugiej części coś z tego będzie.
Książkę chyba bardziej można zaliczyć do gatunku urban fantasy mających miejsce w XIX wieku. Osobiście nie przepadam za tym gatunkiem, ale niemiecka pisarka na tyle sprawnie prowadzi historię, że książkę czyta się nawet przyjemnie. Mówię "nawet" ponieważ niekiedy styl za bardzo kojarzy mi się z literaturą XIX-wieczną. Panowie są bohaterscy, panny cnotliwe itp. Pierwotnie chyba miało być to wyśmianie pewnych wówczas panujących konwenansów. Ale im więcej stron miałem za sobą odnosiłem wrażenie, że Ju Honisch trochę się pogubiła. To co miało być na żarty i wyśmiewane, z czasem stawało się jak najbardziej poważne. Panowie na prawdę są bohaterami a kobiety to mdlące istoty.
Mimo wszystko nie jest źle. Czyta się się to szybko, rozdziały są krótkie przez co nie męczą, historia wprawdzie jakich wiele, ale sprawnie napisana. Dałbym 5 gwiazdek, ale za okładkę i opanowanie sztuki sprzedaży przez wydawcę dokładam jeszcze jedną.
Nawiązując do opinii jednego z czytelników, książka świetnie się prezentuje na półce. Jeśli chodzi o zawartość... Nie jest tak źle. Owszem, sięgając po tę książkę spodziewałem się chyba czegoś innego. A może nie tyle innego co czegoś "bardziej". Mam tu na myśli "dozę czarnego humoru i szczyptę steampunku". Humor owszem jest, ale jakoś bardziej blady i jedyna szczypta...
Szczerze? Słabo.
Skusiła mnie przecena i okładka, a także opis. Co do opisu- aniu tu gotyku, ani steampunku, a już na pewno nie ma czarnego humoru.
Nuda. Jeżeli już ktoś jednak kupił tą książkę to proponuję się przemęczyć do drugiej części - tam przynajmniej coś się dzieje...
Szczerze? Słabo.
Skusiła mnie przecena i okładka, a także opis. Co do opisu- aniu tu gotyku, ani steampunku, a już na pewno nie ma czarnego humoru.
Nuda. Jeżeli już ktoś jednak kupił tą książkę to proponuję się przemęczyć do drugiej części - tam przynajmniej coś się dzieje...
Okładka książki „wita” nas informacją, że jest to powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku. Humor jest. Czarny? Niekoniecznie. Steampunk - chyba za mała szczypta, żebym ją "posmakowała" ale to nie szkodzi. Nie jest źle.
Miejscem akcji jest pewien uroczy hotel dla wyższych sfer znajdujący się w XIX – wiecznym Monachium. Sama akcja, natomiast, obraca się wokół skradzionego zwoju, którego moc pozwala zmienić rzeczywistość. Celem naszych uroczych bohaterów jest oczywiście odzyskanie potężnego artefaktu. I tutaj zaczynają się schody. Nikt nie wie gdzie ów zwój został schowany, a w poszukiwaniach przeszkadza nam tajemnicza istota, pojawiająca się i znikająca jak cień (dosłownie). Magia choć widoczna i istniejąca jest prawie tematem tabu, którego raczej się nie podejmuje jeżeli nie jest to konieczne, aczkolwiek przezornie „talizman na czary-mary” nie zaszkodzi posiadać.
Tajemnic jak na jeden hotel jest dość sporo. Mamy tutaj śpiewaczkę o wątpliwych obyczajach, tajemniczego adoratora, damę szukającą dobrze usytuowanego męża, ukrywającą skrzętnie nie tylko swój wiek ale nadzwyczajne zdolności w spinaniu się czy rzucaniu nożem – dość celnie nawet. Spotykamy również pobożnych mnichów używających sztuk tajemnych – powszechnie uznawanych za grzeszne – ale czego się nie robi w imię Stwórcy oraz pułkownika o dość osobliwym spojrzeniu i ciekawej przeszłości. Baśniowych istot też nie zabraknie, zwane w książce Feyonami bądź Si, o których ludzie wiedzą bardzo mało, nawet za mało. Każdy z bohaterów jest barwny, dobrze opisany, posiada własny, indywidualny charakter. Akcja w książce jest ciekawa, przewaga opisów nad dialogami wcale nie przeszkadza, a same dialogi są bardzo dobrze zbudowane. Autorka sprzedaje nam pełne lekkiego humoru sytuacje, głównie na poziomie relacji damsko-męskich. Ach, przyjemnie i z uśmiechem na twarzy było czytać, jak to lekko widoczna kobieca kostka, wywołuje skok ciśnienia u dżentelmenów, a chęć objęcia wystraszonej damy była wręcz wewnętrzną „walką” moralną. Wychowana w innych czasach jestem naprawdę przekonana, że tak właśnie bywało w świecie dobrych obyczajów, wyuczonej etykiety i wpajanych zachowań.
Moja osoba poleca tę pozycję. Może lektura nie wybitna, ale na deszczowy dzień jak znalazł.
Okładka książki „wita” nas informacją, że jest to powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku. Humor jest. Czarny? Niekoniecznie. Steampunk - chyba za mała szczypta, żebym ją "posmakowała" ale to nie szkodzi. Nie jest źle.
Miejscem akcji jest pewien uroczy hotel dla wyższych sfer znajdujący się w XIX – wiecznym Monachium. Sama akcja, natomiast, obraca się...
Nawet przyjemna książka, można zarzucić tylko brak tego czegoś co odróżniłoby ją od sterty innych czytadeł oraz spis postaci niesamowicie irytujący.
Zachęta bijąca z okładki "romans, steampunk coś tam coś tam" z perspektywy czasu można ocenić jako super zabieg marketingowy, niekoniecznie mający odzwierciedlenie we wnętrzu.
Napisana strasznie rozwlekle, ale za razem lekko, dzięki czemu się nie dłuży.
Postacie ciekawe, ale można było tak z nich, jak z całej historii wycisnąć o wiele więcej.
Można przeczytać, ale nie trzeba, osobiście nie żałuję.
Nawet przyjemna książka, można zarzucić tylko brak tego czegoś co odróżniłoby ją od sterty innych czytadeł oraz spis postaci niesamowicie irytujący.
Zachęta bijąca z okładki "romans, steampunk coś tam coś tam" z perspektywy czasu można ocenić jako super zabieg marketingowy, niekoniecznie mający odzwierciedlenie we wnętrzu.
Napisana strasznie rozwlekle, ale za razem lekko,...
Ciekawa, rozwijająca się akcja ze strony na stronę...Coraz więcej tajemnic ma dosłownie wciągającą moc, by zagłębić się coraz bardziej i bardziej oraz by odkryć, kto jest kim i jakie ma powiązania z całą tą historią..... Razi tylko dosyć mała ilość dialogów, akcja bardziej toczy się w opisie, niż między bohaterami... Przy końcówce robi się bardzo ciekawie oraz trochę namiętnie.... Przeskakująca akcja z rozdziału na rozdział może wprowadzać dezorientacje z powodu nie powiązania jednego z drugim... Książka kończy się w tak ciekawym momencie, że aż żal nie przeczytać kolejnej części by dowiedzieć się jak ta cała sprawa się zakończy.... Polecam...
Ciekawa, rozwijająca się akcja ze strony na stronę...Coraz więcej tajemnic ma dosłownie wciągającą moc, by zagłębić się coraz bardziej i bardziej oraz by odkryć, kto jest kim i jakie ma powiązania z całą tą historią..... Razi tylko dosyć mała ilość dialogów, akcja bardziej toczy się w opisie, niż między bohaterami... Przy końcówce robi się bardzo ciekawie oraz trochę...
Po raz kolejny daje o sobie znać denerwująca maniera Fabryki Słów do sztucznego dzielenia książki na dwie części. Tej akurat pozycji wspomniany zabieg bardzo zaszkodził - akcja rozkręca się na dobre dopiero pod koniec książki!
Ciekawie wykreowany świat, ale fabuła niezbyt porywająca. Jednym słowem - nic specjalnego. Mam nadzieję, że zmienię zdanie po przeczytaniu części drugiej.
Po raz kolejny daje o sobie znać denerwująca maniera Fabryki Słów do sztucznego dzielenia książki na dwie części. Tej akurat pozycji wspomniany zabieg bardzo zaszkodził - akcja rozkręca się na dobre dopiero pod koniec książki!
Ciekawie wykreowany świat, ale fabuła niezbyt porywająca. Jednym słowem - nic specjalnego. Mam nadzieję, że zmienię zdanie po przeczytaniu części...
Jestem mile zaskoczona tą książka. Wciągnęła mnie tak że zapomniałam o całym świecie (a w szczególności o sesji i zbliżającym się egzaminie). Nie jest to książka "z górnej półki", jedynie miłe czytadełko. Ale miło przy niej upływa czas. Zabieram się za drugą część! :)
Jestem mile zaskoczona tą książka. Wciągnęła mnie tak że zapomniałam o całym świecie (a w szczególności o sesji i zbliżającym się egzaminie). Nie jest to książka "z górnej półki", jedynie miłe czytadełko. Ale miło przy niej upływa czas. Zabieram się za drugą część! :)
Zachęcająca okładka i kuszący opis-i to by było na tyle. Tak szybko jak poczułam ekscytacje gdy ujrzałam ją w miejskiej bibliotece tak równie szybko zawiodłam się na tej pozycji. Akcja dla mnie była momentami tak nużąca, że musiałam motywować się by ją dokończyć.
Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku? Hmhmhm przyznam szczerze,że nie doszukałam się zarówno czarnego humoru a tym bardziej steampunku. Jeden niezaprzeczalny plus to pięknie rozpoczynające się rozdziały:) Myślę, że wielu czytelnikom przypadnie do gustu choć w mój kompletnie autorka nie trafiła;)
Zachęcająca okładka i kuszący opis-i to by było na tyle. Tak szybko jak poczułam ekscytacje gdy ujrzałam ją w miejskiej bibliotece tak równie szybko zawiodłam się na tej pozycji. Akcja dla mnie była momentami tak nużąca, że musiałam motywować się by ją dokończyć.
Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku? Hmhmhm przyznam szczerze,że nie doszukałam się...
Szczerze powiem, że według mnie "Obsydianowe serce 1" to nic specjalnego. Nie rozumiem tej całej wspaniałości, jaką dopisują jej niektórzy czytelnicy. Może to starość mnie dopadła, może zawiniły gotyckie klimaty, w które kompletnie nie potrafiłam się wczuć, a może po prostu czytałam lepsze historie... Nie wiem.
Ta opowieść była czasem wyrwanym z życia i przepuszczonym między palcami.
Szczerze powiem, że według mnie "Obsydianowe serce 1" to nic specjalnego. Nie rozumiem tej całej wspaniałości, jaką dopisują jej niektórzy czytelnicy. Może to starość mnie dopadła, może zawiniły gotyckie klimaty, w które kompletnie nie potrafiłam się wczuć, a może po prostu czytałam lepsze historie... Nie wiem.
Ta opowieść była czasem wyrwanym z życia i przepuszczonym...
Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku.
Oj tak. Skusiło mnie to. I - przepadłam. Po prostu - podbito mi serduszko z miejsca, pokochałam ten twór i przepadłam z kretesem w obsydianowym świecie. Rewelacyjna, lekka, i zabawna (tak, miłośnikom czarnego humoru miejscami pociekną łezki), sympatyczna i wciągająca. Bohaterowie są przejrzyści, logicznie zbudowani, a ich motywy - doskonale oddają klimat epoki, w jakiej są umieszczeni. W ogóle, klimat jest dokładnie taki, jak lubię. Wciąga.
No i 'powieść gotycka' w tym momencie to faktycznie, coś z prawdziwego zdarzenia,a nie kilka panienek, kilkunastu samców z gołymi klatami i rozważania, z którym się przespać... tak, piję do współczesnych 'powieści gotyckich dla nastolatek' - tu tego nie ma. tu jest moralizatorska postawa, moralność i wyższa kultura śmietanki towarzyskiej Monachium ;)
Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku.
Oj tak. Skusiło mnie to. I - przepadłam. Po prostu - podbito mi serduszko z miejsca, pokochałam ten twór i przepadłam z kretesem w obsydianowym świecie. Rewelacyjna, lekka, i zabawna (tak, miłośnikom czarnego humoru miejscami pociekną łezki), sympatyczna i wciągająca. Bohaterowie są przejrzyści, logicznie...
Całe szczęście, hasło promujące książkę, zupełnie nie pokrywa się z jej treścią. Nie jest ona łzawym romansidłem, a wciagającą powieścią fantasy, którą czyta się z zapartym tchem. Postaci są ciekawe, każda jest inna. Mimo że, cała powieść rozgrywa się w jednym miejscu, w hotelu, na brak akcji nie ma co narzekać.
Mam nadzieję, że część 2 nie zburzy mojej pozytywnej opinii.
Całe szczęście, hasło promujące książkę, zupełnie nie pokrywa się z jej treścią. Nie jest ona łzawym romansidłem, a wciagającą powieścią fantasy, którą czyta się z zapartym tchem. Postaci są ciekawe, każda jest inna. Mimo że, cała powieść rozgrywa się w jednym miejscu, w hotelu, na brak akcji nie ma co narzekać.
Mam nadzieję, że część 2 nie zburzy mojej pozytywnej opinii.
Niesamowicie wciągająca opowieść. Czytelnik nie ma czasu się nudzić. Do tego jeszcze galeria nietuzinkowych postaci, w których perypetie łatwo się "wczuć" m.in. za sprawą bogatego aczkolwiek prostego języka autorki. Na każdym kroku odkrywamy nowe tajemnice i zanurzamy się głębiej w świat przesiąknięty niezwykłym klimatem. Polecam!
Niesamowicie wciągająca opowieść. Czytelnik nie ma czasu się nudzić. Do tego jeszcze galeria nietuzinkowych postaci, w których perypetie łatwo się "wczuć" m.in. za sprawą bogatego aczkolwiek prostego języka autorki. Na każdym kroku odkrywamy nowe tajemnice i zanurzamy się głębiej w świat przesiąknięty niezwykłym klimatem. Polecam!
To z pewnością nie jest książka dla wszystkich. Po pierwsze, trzeba być miłośnikiem literatury z XIX wieku, by nie zirytować się przegadaniem. Chwilami Serce dorównuje niemal pod tym względem powieściom Dumasa. Po drugie, nie należy brać zbyt poważnie opisu z tylnej okładki, alternatywny XIX wiek jeszcze nie czyni steampunku, chyba że krynolina+magia= steampunk zawsze. No i trzeba mieć odpowiednie poczucie humoru.
Fabuła nie jest zbyt oryginalna, ileż to razy czytaliśmy o skradzionych artefaktach, które w niepowołanych rękach mogą zniszczyć świat? Zamiast lochów, zamków i gościńców akcja rozgrywa się w eleganckim hotelu w Monachium, a bohaterowie, choć barwni, także są mało typowi.
Mamy tu bawarskich oficerów, brytyjskiego agenta, diwę operową, maga, pannę na wydaniu i feyony, a także przyzwoitkę, pokojówkę z ambicjami i inkwizytorów. Wszystkich łączy jeden cel, choć część daje się wciągnąć w intrygę przypadkowo, część zaś załatwia przy okazji swoje własne sprawy. nie stanowią zwartej drużyny, a relacje wewnątrz grupy są równie ważne jak artefakt.
Bohaterów jest wielu, ale dzięki objętości powieści każdy z nich ma swoje 5 minut. Niemal wszyscy zostali bardzo dobrze scharakteryzowani i opisani, wyjątek to inkwizytorzy. Ojciec Emmanuel i jego kompanii są przerysowani, wręcz groteskowi, przyznam że nie budzili mej sympatii. Ile można czytać o sadystach w służbie Boga?
Podobało mi się i na pewno sięgnę po drugi tom, jak tylko skończę obecną listę lektur.
To z pewnością nie jest książka dla wszystkich. Po pierwsze, trzeba być miłośnikiem literatury z XIX wieku, by nie zirytować się przegadaniem. Chwilami Serce dorównuje niemal pod tym względem powieściom Dumasa. Po drugie, nie należy brać zbyt poważnie opisu z tylnej okładki, alternatywny XIX wiek jeszcze nie czyni steampunku, chyba że krynolina+magia= steampunk zawsze. No i...
Po pierwsze- niesamowita okładka! Po prostu mnie urzekła!
Po drugie: wybitnie wykreowane postacie! Płytkości u nich nie uświadczysz, a czytać będziesz o nich z czystym zainteresowaniem!
No i po trzecie, sama historia przedstawiona w książce- cudowna! Wszystko pięknie składa się w całość, wydarzenia poruszające, tylko chce się czytać dalej! A historia zakończona w takim momencie... Och, Jezu! Moją ciekawość podsyciło to do granic, i tylko czekam, aż wpadnie mi w ręce druga część.
Polecam, polecam, po trzykroć- Polecam!
Po pierwsze- niesamowita okładka! Po prostu mnie urzekła!
Po drugie: wybitnie wykreowane postacie! Płytkości u nich nie uświadczysz, a czytać będziesz o nich z czystym zainteresowaniem!
No i po trzecie, sama historia przedstawiona w książce- cudowna! Wszystko pięknie składa się w całość, wydarzenia poruszające, tylko chce się czytać dalej! A historia zakończona w takim...
Rok 1865, Europa. Spowodowana eksplozją demograficzną rewolucja przemysłowa kwitnie. Manufaktury przekształcane są masowo w fabryki, do których ciągnie ludność ze wsi i miasteczek. Ludzkość poznała już dobrobyt maszyn parowych i elektryczności. Od wielu lat można już podróżować koleją, trwa budowa Kanału Sueskiego. Ujmując krócej – triumf nauki i rozumu ludzkiego, wiek wielkich wynalazków, ogromnych przemian na tle gospodarczym, społecznym, kulturalnym, naukowym.
Ludzkość nie podejrzewa równoległego istnienia istot zwanych feyonami, lub też sí, bohaterów podań i legend irlandzkich o niezbadanych mocach. Sidhe żywią się krwią, lecz nie przypominają wampirów w większym stopniu. Są istotami żywymi, a więc nie wstają z grobów, nie umierają od osikowego kołka i nie przeszkadza im święcona woda. Dokucza im jedynie światło słoneczne, choć nie jest w stanie ich zabić – w przeciwieństwie do żelaza. Ich populacja jest jednak tak niewielka, że nie rzucają się w oczy przeciętnemu obywatelowi.
Monachium. Do hotelu Nymphenburg, najlepszego w mieście, przybywa Corrisande Anthea Jarrencourt, młoda dama pragnąca odnaleźć odpowiednią partię w środowisku burgundzkich salonów. Dziewczyna ma jeszcze w pamięci zranioną dumę przez zerwane zaręczyny [co sprawiło, że jej niedoszły małżonek „w nieszczęśliwym wypadku” rozstał się ze światem] i pragnie jak najszybciej pozbyć się tego piętna. Pomóc ma jej przy tym Mrs Eliza Parslow, wdowa, przyzwoitka dziewczyny, w towarzystwie przedstawiana jako jej ciotka – kobieta do przesady strzegąca cnoty swojej podopiecznej. Jej przeciwwagą jest pokojówka Corrisande, Marie-Jeanette Bouchard – młoda dziewczyna, córka słynnej kurtyzany, która w przyszłości zamierza przyćmić sławę matki.
Błyskotliwy plan znalezienia bogatego kawalera spala jednak na panewce, gdy w pokoju Corrisande pojawia się bezimienny feyon, przemieszczający się pod postacią cienia. Młoda kobieta pada zemdlona, przynajmniej tak wydaje się postronnemu obserwatorowi. Jednak historia opowiedziana przybyłym, gdy była nieprzytomna, szwoleżerom, rzuca na sprawę inne światło – dziewczyna ma niezwykle rzadki, wręcz niespotykany dar wyczuwania sí. Później dowiaduje się również, że owa mroczna istota o [tytułowym] sercu mrocznym jak obsydian, odnalazła w niej swoją życiową partnerkę.
„Obsydianowe serce” to świetnie napisany koktajl powieści gotyckiej, fantasy i czarnego humoru idealnie odnajdujący się w realiach dziewiętnastego wieku. Intryga dotycząca zaginionego manuskryptu o nieznanej nikomu treści momentami schodzi na dalszy plan, gdy autorka na piedestał wysnuwa kreowanie pary antynomicznej [swoistego Yin i Yang, demonicznego i niewinnego bieguna] reprezentowanej przez Wiatrochoda oraz dziewiczą Corrisande [wolałam uniknąć sformułowania „niewinną”, gdyż czytelnik bardzo szybko się zorientuje, że umiejętności rzucania nożem, czy też kradzieży kieszonkowej niewinności jej nie przydają]. Momentami wręcz nie mogłam uniknąć skojarzeń ze sztandarowym dla gatunku powieści gotyckiej „Mnichem” M. G. Lewisa, w której niewinna Antonia, nieporadnie broniona przez Lorenza, w końcu wpada w lubieżne łapy mnicha Ambrosia. Czy taki sam los czeka Corrisande? Cóż, tego dowiem się po lekturze tomu drugiego.
Sama postać Wiatrochoda – posiadacza tytułowego obsydianowego serca - przywołuje romantyczne skojarzenia z bohaterem wykreowanym przez Gastona Leroux, szerszej publiczności znanemu zapewne z musicalu „Upiór w operze”, istoty [nie-człowieka], który upodobał sobie młodą kobietę wmawiając sobie, że ich podobieństwa [umiłowanie muzyki i śpiew - Christiny Dae i Upiora; feyon Wiatrochód i Corrisande, która okazuje się być… Nie, to musicie odkryć sami] stają się tym, co połączy ich na wieczność. W chwili porażki [lecz nie tej ostatecznej] cienia chciałam mu przypisać fragment kwestii Upiora z musicalu: „All the phantom asked of was you”.
Skoro już wspomniałam o klimacie operowym, ciężko pominąć Cérise Denglot, primadonnę, śpiewaczkę operową, która współpracuje ze szwoleżerami przy poszukiwaniu cennego zwoju oraz ujęciu groźnego Feyona. I warto ująć, że jak typowa primadonna, posiada moralność podwórkowej kotki oraz unosi się jak paw, choć nie jest jedyną gwiazdą tego formatu na świecie.
„Obsydianowe serce”, debiutancka powieść Ju Honisch, przyciągnęła mój wzrok przecudowną, pełną zębatek okładką momentalnie przywołującą skojarzenia z „cywilizacją pary”, jak zaczęłam się o rewolucji przemysłowej wyrażać po obejrzeniu anime „Steamboy”. Książka wydana jest na szarym, momentalnie sprawiającym wrażenie zbyt cienkiego, papierze. Mimo wszystko jego zapach połączony wraz z tuszem drukarskim i świetnie opowiedzianą historią są receptą na zarwaną noc.
Rok 1865, Europa. Spowodowana eksplozją demograficzną rewolucja przemysłowa kwitnie. Manufaktury przekształcane są masowo w fabryki, do których ciągnie ludność ze wsi i miasteczek. Ludzkość poznała już dobrobyt maszyn parowych i elektryczności. Od wielu lat można już podróżować koleją, trwa budowa Kanału Sueskiego. Ujmując krócej – triumf nauki i rozumu ludzkiego, wiek...
Plusów jest wiele: fabuła, wielobarwne postaci, bardzo przyjemna atmosfera, która często nie występuje w takich książkach, niespodziewane zwroty akcji, interesujące wątki poboczne odgrywające rolę doprawiania, szerokie wykorzystanie materiałów i wiele innych.
Choroby niestety też są: szybkie bicie (kołatanie) serca, brak poczucia czasu, bezsenność przy czytaniu, płytki oddech bądź problemy z oddechem, zmiana priorytetu skupione na czytaniu, depresja przy końcu częsci 1. spowodowana urwaniem się historii czego lekiem jest część 2.
Plusów jest wiele: fabuła, wielobarwne postaci, bardzo przyjemna atmosfera, która często nie występuje w takich książkach, niespodziewane zwroty akcji, interesujące wątki poboczne odgrywające rolę doprawiania, szerokie wykorzystanie materiałów i wiele innych.
Choroby niestety też są: szybkie bicie (kołatanie) serca, brak poczucia czasu, bezsenność przy czytaniu, płytki...
Absolutnie szczerze i bezlitośnie - zwyczajnie się zawiodłam. Na podstawie opisu z tylnej okładki, oprawy graficznej i wreszcie przeczytanych opinii oczekiwałam skomplikowanej historii bardzo mocno osadzonej w klimatach steampunku i to prawdopodobnie jest przyczyną mej zguby, bowiem powieść niewiele ma z tym nurtem wspólnego. W zasadzie nic. A nastawiłam się tak entuzjastycznie... Nic dziwnego, że czuję zawód. W istocie odniosłam wrażenie, że gdyby nie otoczka magii i tajemnic, książka mogłaby być romansem z aferą kryminalną jako luźnym punktem przewodnim.
Amanci głównej bohaterki? Są! Jeden "dobry", drugi "zły"? Jest! Tajemnica "złego"? Jest! Tajemnica dziewczyny? Jest! Dość oklepany schemat, w miarę zgrabnie ujęty w dziewiętnastowieczne okowy wychowania, zdarzało mi się jednak czytać o wiele lepsze powieści umiejscowione w tych czasach i jasno mówiące o sobie "tak, jestem romansidłem!". Sęk w tym, że autorka nie oddała atmosfery, jaka wówczas panowała, a przynajmniej ja jej nie odczułam. Opisy otocznia są raczej skąpo dawkowane, nad czym wielce ubolewam - nie samymi dialogami i akcją czytelnik żyje, zwłaszcza taka fanka typowo Sienkiewiczowskiej twórczości, co ja. Choć z drugiej strony to i lepiej, gdyż styl jest raczej przyciężki i bez większych wyrzutów sumienia kilkakrotnie złapałam się na tym, że bezmyślnie przerzuciłam stronę bez przeczytania jej, a jedynie przesunąwszy wzrokiem w poszukiwaniu jakiegoś frapującego wydarzenia, ponieważ wynurzenia osób dramatu i ich wewnętrzne monologi zwyczajnie mnie nudziły.
Bohaterowie? Irytujący. Corrisande to niby taka twarda babka (w dodatku los nie poskąpił jej ciekawego, niekoniecznie legalnego życia), ale kiedy doszło co do czego, zachowuje się jak przerażone dziecko. Ktoś może powiedzieć, że powody ku temu ma, lecz wg mnie nie zostały one dostatecznie mocno podkreślone - zwłaszcza przy twardym, przebiegłym charakterze, jaki nam autorka sugerowała. Cerise doprowadzała mnie do szału, sposób jej myślenia kojarzył mi się z rozkapryszoną dziewczynką, jedną z tych, które w porządnie wychowanych ludziach wywołują niższe instynkty spod znaku "zaraz przetrzepię jej skórę". Nie pojmuję, jak Delacroix mógł się w niej niegdyś zakochać, wygląda raczej na typa, który nie znosi arogancji tego rodzaju i przy tym od razu umie poznać się na ludziach, a więc i na owych rozpuszczonych dziewczętach. Sam pułkownik nie wzbudził we mnie głębokich uczuć, nie jest zbyt skomplikowanym osobnikiem i to być może zaważyło na mej ulotnej sympatii do niego - nie został wypłycony przekombinowaniem. Asko von Orven jednocześnie śmieszył i denerwował mnie swoim przywiązaniem do dobrych manier; zwłaszcza na początku było to zabawne, lecz później stało się męczące, zwłaszcza, że Honish jakby zapomniała, że miał on odgrywać rolę ułożonego i uprzejmego - wbrew swemu przekonaniu o konieczności bycia uprzejmym, cywilizowanym dżentelmenem dziwnie często zachowywał się porywczo, wedle ówczesnych zasad - niemal grubiańsko. Ponadto zaczął się u mnie odzywać feminizm, który pogłębiał się z każdą myślą oficera o domniemanej kruchości płci pięknej (niech by tylko spróbował do mnie z takim tekstem wyskoczyć), zaś to przekonanie było tak silne, że Asko wypadł w moich oczach na zwyczajnego debila nieumiejącego poszerzyć swych horyzontów, ba!, uparcie odmawiającego ich przesunięcia. Zakonnikom kilkakrotnie udało się doprowadzić mnie na skraj wrzenia swymi obłąkańczymi, fanatycznymi teoriami i zasłanianiem własnego okrucieństwa i żądzy władzy Bogiem i religią, jednak przede wszystkim mnie nudzili. Graf Apard stanowi zagadkę, która jednak mnie nie fascynuje. W zasadzie postaci, które mi się podobały, są trzy, co jest kiepskim wynikiem przy stosunkowo ich sporej liczbie. Udolf von Görenczy, bo był tak uroczo, zwyczajnie, prostacko żołnierski, Eliza, bo jest idealnym odzwierciedleniem przyzwoitki, Marie-Jeanette, bo pomysł córki dążącej do przewyższenia kunsztu matki w najstarszym zawodzie świata wydał mi się jednocześnie tak absurdalny, tak śmieszny i tak niesmaczny, że nie mogłam tej dziewczyny nie polubić.
Fabuła początkowo wydała mi się strasznie zagmatwana i w zasadzie bez sensu, pozbawiona łączącego poszczególne wydarzenia spoiwa, bo było w niej po prostu za dużo zbiegów okoliczności, zbyt wiele przypadków, zbyt wiele działań na chybił-trafił. Sam pomysł rękopisu wydaje mi się nieodgadniony, czy może raczej potraktowany po macoszemu - tyle o nim gadają, a w istocie czytelnik nie ma pojęcia, o co chodzi i to nie jest tajemnicze, a jedynie irytujące. Również obsydianowy cień, choć dość interesujący jako magiczne stworzenie, wydaje mi się włożony w opowieść bez głębszego sensu - skąd się do diabła wziął w tym hotelu, dlaczego "drużyna rękopisu" uznała, że ów zaprowadzi ich do poszukiwanego przedmiotu i dlaczego myślenie i zachowanie wydały mi się bezgranicznie zwierzęco-idiotyczne, skoro jest tak potężny, groźny i przebiegły?
Werdykt? Lektura na raz, dla zwyczajnego odprężenia, pod warunkiem, że czytelnik nie będzie się zbytnio zagłębiał w świat Ju Honish.
Absolutnie szczerze i bezlitośnie - zwyczajnie się zawiodłam. Na podstawie opisu z tylnej okładki, oprawy graficznej i wreszcie przeczytanych opinii oczekiwałam skomplikowanej historii bardzo mocno osadzonej w klimatach steampunku i to prawdopodobnie jest przyczyną mej zguby, bowiem powieść niewiele ma z tym nurtem wspólnego. W zasadzie nic. A nastawiłam się tak...
Wiecie, co Wam powiem? Ta książka diabelnie dobrze wygląda na półce. I na tym kończą się jej zalety.
No, ale po kolei.
Sam jestem sobie winny. Kusiła mnie ta okładka. Oj, kusiła. Jak tylko wyszedł pierwszy tom, to czaiłem się dookoła niego w księgarni. Fajna modelka w steampunkowym wdzianku, świetny projekt okładki z toną steampunkowych bajerów - zapowiadał się rzadka i jakże wyśmienita uczta. Dodatkowo na okładce trafiły się takie słowa jak „gotycka”, „czarny humor” i „szczypta steampunku”.
Czego chcieć więcej?
Zignorowałem więc fakt, że gdy pierwszy tom trafiał w moje ręce to usłyszałem jakoby książka była polecana jako „podobna do Bezdusznej”. Już wtedy powinny zapalić się ostrzegawcze lampki, bo choć Bezduszną lubię, to żadne z niej arcydzieło, a "Obsydianowe serce" może być podobne akurat w miejscach, które do gustu mi nie przypadły. To był pierwszy błąd. Drugim było zbagatelizowanie strasznie wyświechtanych i niepokojących haseł na tyle okładki, takich jak: "łączy to, co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce"
Wpakowałem jednak książkę do torby wybierając się w długą drogę powrotną do domku.
Byłem ostrzeżony i pretensje mogę mieć jedynie do siebie.
Fabuła zapowiadała się całkiem apetycznie: koniec dziewiętnastego wieku, ekskluzywny hotel, intryga, pradawny manuskrypt o ogromnej mocy i walka o to, by go posiąść. Do tego, zdawało się, całkiem interesujące postacie jak młoda panna z tajemnicą, banda oryginalnych wojaków, mroczny przystojniak niebędący człowiekiem itp. No i styl pozwalający połykać stronę za stroną.
Udławiłem się niestety fabułą, postaciami, a styl ledwo dawał radę, jako woda do popicia tej papki.
Fabuła okazała się straszliwie sztampowa i przewidywalna – jednym słowem ziewałem i zgadywałem z 95% skutecznością, co wydarzy się na następnych stronach. Postacie były wyraziste niczym naturalnych rozmiarów wycinanki z kolorowego kartonu - większość z nich zachowywała się naiwnie albo kiczowato i do tego była przewidywalna jak fabuła. W pewnym momencie heroiczna głupota w ich wydaniu sięgała niebios i naprawdę zastanawiałem się czy to przypadkiem nie parodia literatury przygodowej. A gdy bohaterowie zaczynali wygłaszać swoje kwestię, to nie musieli ich kończyć bym wiedział, co chcieli powiedzieć. Do tego ich motywacja była skomplikowana jak budowa cepa i tłumaczona w porażająco prosty i łopatologiczny sposób.
Choć główna bohaterka z całej tej hałastry wydawała się najmądrzejsza to autorka nie splamił jej choćby krztyną oryginalności. Może doszła do wniosku, że nie pasowałaby wtedy do intrygi? Bo ta wraz ze swoimi uczestnikami wzbudziła we mnie jedynie politowanie. Prosiłoby się też o tchnięcie choć odrobiny życia w miejsce akcji, bo miałem nieodparte wrażenie, że bohaterowie są w hotelu sami i musieliby chyb go rozwalić całkowicie, by autorka czuł za zasadne wprowadzić ich w interakcję z szerszym otoczeniem.
Styl nie ratował niestety całości - poprawny, ale dla mnie szary i bez życia.
I ostatni zarzut – to ma ponad 800 stron! Grafomania czystej próby.
Plus taki, że szybko się czyta i tylko to utrzymało mnie przy tej książce – przy obu jej tomach (sic!).
Bym zapomniał: steampunku starczyło tam jedynie na okładkę.
Przyznam jednak, że jeżeli spojrzeć na to, jako na romans, to może wszystkie moje zarzuty okażą się bezzasadne. Nie dam głowy, choć wątpię. Nie czytałem wiele romansów, ale te, które czytałem wydawały mi się jednak o wiele sensowniejsze. Rozterki i uczucia bohaterów godne gimnazjum i początku szkoły średniej były rozciągane na kilka nawet stron i ledwo powstrzymywałem się od szybkiego przewracania kartek.
Zostawiam ocenę tej książki Wam, drogie czytelniczki, bo jest ona kierowana do Was. Każdemu facetowi czytanie jej odradzam z ręką na sercu, ale polecam pooglądanie okładki, bo fajna jest i już.
__________________________________________________
opinia napisana po lekturze obu tomów
http://slowami-po-sladach.blogspot.com/2012/01/obsydianowe-serce-ju-honisch.html
Wiecie, co Wam powiem? Ta książka diabelnie dobrze wygląda na półce. I na tym kończą się jej zalety.
No, ale po kolei.
Sam jestem sobie winny. Kusiła mnie ta okładka. Oj, kusiła. Jak tylko wyszedł pierwszy tom, to czaiłem się dookoła niego w księgarni. Fajna modelka w steampunkowym wdzianku, świetny projekt okładki z toną steampunkowych bajerów - zapowiadał się rzadka i...
Być może jestem ignorantką, ale sięgnęłam po „Obsydianowe serce” autorstwa Ju Honich, ponieważ spodobała mi się okładka. Zamieszczona na niej była także informacja „Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku”. Nie miałam wampirzego (bladego) pojęcia o co chodziło i właściwie cały czas nie jestem tego świadoma. Nawet nigdy przez myśl mi nie przeszło, żeby to sprawdzić. Cały czas jednak jestem o jeden krok przed wami. Wiem jak wygląda powieść napisana w ten sposób. Sadystycznie zapowiem jeszcze, że dawno nie czytałam tak dobrej książki. Było warto zarwać kilka nocy.
„Obsydianowe serce łączy to, co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce”. W ten sposób książkę komentuje Tanya Huff. Chociaż nie wiem kim jest ta kobieta, przyznaję jej rację. Autorka we wspaniały sposób zbiera najlepsze elementy obu gatunków, aby spektakularnie stworzyć niezwykłą fabułę. Bieg historii nadaje doskonała akcja i świetnie wykreowani bohaterowie.
Akcja toczy się w XVIII wiecznym Monachium, a precyzując – w luksusowym hotelu. Znika bowiem tajemniczy artefakt, który posiada ogromną moc. Pozwala zmienić rzeczywistość. Na poszukiwania zaginionego rękopisu wyruszają dzielni of
nocnycien.blogspot.com
Recenzja: Obsydianowe serce Ju Honisch
Być może jestem ignorantką, ale sięgnęłam po „Obsydianowe serce” autorstwa Ju Honich, ponieważ spodobała mi się okładka. Zamieszczona na niej była także informacja „Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku”. Nie miałam wampirzego (bladego) pojęcia o co chodziło i właściwie...
"Obsydianowe Serce. Część 1" - Zawiłość Intryg Przesłonięta Zagubionym Sensem
Ju Honisch w "Obsydianowym Sercu. Część 1" wprowadza czytelnika w spisek bezładnych intryg, które zdają się dryfować w mieliznach chaotycznej narracji.
Monachium, to miasto, gdzie nienaganne maniery i styl kryją podłoża podstępu. W tej odrealnionej rzeczywistości, spiskowcy-patrioci kradną tajemniczy zwój, który przypuszczalnie ma moc odmienić losy świata. Prawda jest jednak tłamszona pod ciężarem niezrozumiałych wątków, które wręcz próbują utopić całą opowieść w labiryncie chaotycznych relacji.
Zapowiedziany jako romantyczny spektakl epoki romantyzmu, "Obsydianowe Serce" niestety nie potrafi dostarczyć prawdziwego emocjonalnego zaangażowania. Postacie wydają się być jednowymiarowe, a ich decyzje nie do końca zrozumiałe. Chociaż w tle widnieje obietnica płomiennych miłości, to sama narracja przypomina raczej suche liście zmęczonego jesiennego drzewa.
W międzyczasie, Honisch stara się zrównoważyć potężne moce i okrucieństwo z romantycznym zafascynowaniem. Niestety, w tym chaosie, sens opowieści traci się w gąszczu niewyjaśnionych symboli i nierozwiązanych wątków.
"Obsydianowe Serce. Część 1" próbuje stworzyć wielowarstwową opowieść, ale zamiast tego tonie w morzu niejasności. To zawiła, zagubiona próba, która nie spełnia obietnicy swego tytułu.
Ocena: 3/10
"Obsydianowe Serce. Część 1" - Zawiłość Intryg Przesłonięta Zagubionym Sensem
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJu Honisch w "Obsydianowym Sercu. Część 1" wprowadza czytelnika w spisek bezładnych intryg, które zdają się dryfować w mieliznach chaotycznej narracji.
Monachium, to miasto, gdzie nienaganne maniery i styl kryją podłoża podstępu. W tej odrealnionej rzeczywistości, spiskowcy-patrioci kradną...
Po 160 stronach poddałam się. Język, jakim jest ta książka napisana jest tak potwornie infantylny. Pełno porównań zupełnie zbędnych. Nie dało się chociaż sam pomysł ma potencjał i można z tego było stworzyć coś fajnego. Jedyne co w tej książce jest fajne to okładka.
Po 160 stronach poddałam się. Język, jakim jest ta książka napisana jest tak potwornie infantylny. Pełno porównań zupełnie zbędnych. Nie dało się chociaż sam pomysł ma potencjał i można z tego było stworzyć coś fajnego. Jedyne co w tej książce jest fajne to okładka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoim zdaniem cała historia została niepotrzebnie i dosyć sztucznie podzielona na dwa tomy.
Moim zdaniem cała historia została niepotrzebnie i dosyć sztucznie podzielona na dwa tomy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWedług okładki:
Fascynujące postacie i akcja, która osiąga wbijający w fotel punkt kulminacyjny. Obsydianowe serce łączy to co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce.
Tanya Huff
Najlepszy hotel w Monachium. Damy i gentlemani, nienaganne maniery i styl. A pod blichtrem wyższych sfer – starcie sił, których istnienia nie uznaje oświecone społeczeństwo.
Spiskowcy-patrioci kradną zwój, którego moc pozwala zmienić rzeczywistość. Jednak potężny artefakt znika... Na poszukiwania ruszają oficerowie bawarskiego króla oraz mistrzowie wiedzy tajemnej. I nie tylko oni – także tajemnicze Sí – istoty, o których wspominają tylko gusła oraz równie zagadkowe, kościelne Bractwo Światła. Czy z mocą artefaktu odmienią świat na obraz własnej, okrutnej wyobraźni?
Bezwzględna, bezpardonowa walka zrodzi wielkie tragedie... i płomienną miłość. Zbliża się zmierzch wieku rozumu. Rodzi się nowa epoka – romantyzm.
***
Akcja książki dzieje się w Monachium, stolicy Królestwa Bawarii, gdzie bale, spotkania towarzyskie i tajemne pojedynki to codzienność. Opowieść rozpoczyna się spotkaniem niemal wagi państwowej, gdzie dyskutuje się o tajemnym artefakcie, który został ukradziony, a który ma ogromne znaczenie dla losów świata.
Zadanie odnalezienia rękopisu, bo to o niego chodzi, trafia w ręce trzech dżentelmenów (... i kobiety), którzy za cenę własnego życia postanawiają go odnaleźć.
***
Opowieść dość ciekawa, ale nie aż tak jak się na początku spodziewałam. Całość kręci się wokół kilku wątków, które wydają nam się nie związane ze sobą.
PO PIERWSZE: wątek panny Corrisande Jarrencourt, jej przyzwoitki i służącej,
DRUGI: wątek dżentelmenów: podporucznika Udolfa von Görenczy, podporucznika Asko von Orvena i pułkownika Delacroix
TRZECI: śpiewaczki operowej Cerise Denglot i jej tajemniczego wielbiciela.
Niby powinno się to wydawać ciekawe i w ogóle, ale czasami jest to zbyt długie. Wątki przeplatają się ze sobą, niestety czasami nie wiadomo o co chodzi
Książka oczywiście nie jest beznadziejna, ale na te 450 stron, akcji może było 100. Reszta to niepotrzebne wydłużanie, powieść bez tego byłaby ciekawsza, troszkę krótsza, ale prawdopodobnie lepsza.
Jedną z "fajniejszych" rzeczy było pokazanie tamtejszej mentalności. Mężczyzn uczono, aby nigdy nie obrazili damy albo żeby ona nie czuła się niekomfortowo. Pokazanie, że dżentelmeni odgrywają ważną rolę w społeczeństwie. Kobiety ukazane są jako damy, które mają się rumienić i uśmiechać, nie pokazywać po sobie, że coś im się nie podoba, lub że nie chcą z kimś rozmawiać.
Według okładki:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFascynujące postacie i akcja, która osiąga wbijający w fotel punkt kulminacyjny. Obsydianowe serce łączy to co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce.
Tanya Huff
Najlepszy hotel w Monachium. Damy i gentlemani, nienaganne maniery i styl. A pod blichtrem wyższych sfer – starcie sił, których istnienia nie uznaje oświecone...
Jak dla mnie pierwsza część jest wciągająca i zachęciła mnie do sięgnięcia po drugą.
Jak dla mnie pierwsza część jest wciągająca i zachęciła mnie do sięgnięcia po drugą.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka która do połowy jest o czymś innym a od połowy staje się zupełnie inną książką. I to od tej drugiej połowy należy tę książkę oceniać. Bo z nudnej i wkurzającej książki robi się naprawdę ciekawa i pełna zwrotów akcji, trudnych do przewidzenia. Największym plusem w niej jest to, że nie ma określonych postaci które byłyby jednoznacznie dobre, jednoznacznie ważniejsze od innych i jednoznacznie silne lub słabe. Autorka potrafi kreować postaci księży na pewnych siebie i zdających się wszechpotężnymi i wszechwiedzącymi a potem nagle zburzyć tę wizję w jedną stronę.
Kolejna książka która do połowy jest o czymś innym a od połowy staje się zupełnie inną książką. I to od tej drugiej połowy należy tę książkę oceniać. Bo z nudnej i wkurzającej książki robi się naprawdę ciekawa i pełna zwrotów akcji, trudnych do przewidzenia. Największym plusem w niej jest to, że nie ma określonych postaci które byłyby jednoznacznie dobre, jednoznacznie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to powieść o polowaniu na mroczną istotę nie z tego świata w dziewiętnastowiecznym hotelu. Pomyślcie tylko, jaki potencjał tkwił w tym pomyśle. Mogła wyjść na prawdę perełka ze świetną, wciągającą fabułą, wartką akcją, ładunkiem emocji i niepowtarzalnym klimatem. Szkoda tylko, że pomysł ten został kompletnie zaprzepaszczony. Jak na ironię, książka autorki pochodzącej z Niemiec, jest strasznie chaotyczna i trudno przez większą część czasu połapać się kto jest kim. Zawiodłam się prawie na każdym aspekcie: od bohaterów zaczynając, na fabule i stylu pisarki kończąc.Usprawiedliwić ten stan rzeczy może tylko fakt, że jest to debiut i może w następnej części Pani Honisch naprawi swoje błędy. Oby... bo pomysł, jak wspominałam, na prawdę ciekawy :)
http://swiatinny.blogspot.com/2015/06/ju-honisch-obsydianowe-serce-cz1.html
Jest to powieść o polowaniu na mroczną istotę nie z tego świata w dziewiętnastowiecznym hotelu. Pomyślcie tylko, jaki potencjał tkwił w tym pomyśle. Mogła wyjść na prawdę perełka ze świetną, wciągającą fabułą, wartką akcją, ładunkiem emocji i niepowtarzalnym klimatem. Szkoda tylko, że pomysł ten został kompletnie zaprzepaszczony. Jak na ironię, książka autorki pochodzącej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNawiązując do opinii jednego z czytelników, książka świetnie się prezentuje na półce. Jeśli chodzi o zawartość... Nie jest tak źle. Owszem, sięgając po tę książkę spodziewałem się chyba czegoś innego. A może nie tyle innego co czegoś "bardziej". Mam tu na myśli "dozę czarnego humoru i szczyptę steampunku". Humor owszem jest, ale jakoś bardziej blady i jedyna szczypta steampunku jaką znalazłem znajduje się na okładce. Kolokwialnie mówiąc trochę napaliłem się na to, ale pozostaje mi tylko spoglądanie na okładkę. Może w drugiej części coś z tego będzie.
Książkę chyba bardziej można zaliczyć do gatunku urban fantasy mających miejsce w XIX wieku. Osobiście nie przepadam za tym gatunkiem, ale niemiecka pisarka na tyle sprawnie prowadzi historię, że książkę czyta się nawet przyjemnie. Mówię "nawet" ponieważ niekiedy styl za bardzo kojarzy mi się z literaturą XIX-wieczną. Panowie są bohaterscy, panny cnotliwe itp. Pierwotnie chyba miało być to wyśmianie pewnych wówczas panujących konwenansów. Ale im więcej stron miałem za sobą odnosiłem wrażenie, że Ju Honisch trochę się pogubiła. To co miało być na żarty i wyśmiewane, z czasem stawało się jak najbardziej poważne. Panowie na prawdę są bohaterami a kobiety to mdlące istoty.
Mimo wszystko nie jest źle. Czyta się się to szybko, rozdziały są krótkie przez co nie męczą, historia wprawdzie jakich wiele, ale sprawnie napisana. Dałbym 5 gwiazdek, ale za okładkę i opanowanie sztuki sprzedaży przez wydawcę dokładam jeszcze jedną.
Nawiązując do opinii jednego z czytelników, książka świetnie się prezentuje na półce. Jeśli chodzi o zawartość... Nie jest tak źle. Owszem, sięgając po tę książkę spodziewałem się chyba czegoś innego. A może nie tyle innego co czegoś "bardziej". Mam tu na myśli "dozę czarnego humoru i szczyptę steampunku". Humor owszem jest, ale jakoś bardziej blady i jedyna szczypta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzczerze? Słabo.
Skusiła mnie przecena i okładka, a także opis. Co do opisu- aniu tu gotyku, ani steampunku, a już na pewno nie ma czarnego humoru.
Nuda. Jeżeli już ktoś jednak kupił tą książkę to proponuję się przemęczyć do drugiej części - tam przynajmniej coś się dzieje...
Szczerze? Słabo.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkusiła mnie przecena i okładka, a także opis. Co do opisu- aniu tu gotyku, ani steampunku, a już na pewno nie ma czarnego humoru.
Nuda. Jeżeli już ktoś jednak kupił tą książkę to proponuję się przemęczyć do drugiej części - tam przynajmniej coś się dzieje...
Stała akcja, w miarę płaskie postacie, lecz mimo tego przyjemnie się to czyta. Niestety brak w tym reklamowanego steampunku.
Stała akcja, w miarę płaskie postacie, lecz mimo tego przyjemnie się to czyta. Niestety brak w tym reklamowanego steampunku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://365ksiazek.blogspot.com/2014/04/a-gdzie-ten-steampunk-obsydianowe-serce.html
http://365ksiazek.blogspot.com/2014/04/a-gdzie-ten-steampunk-obsydianowe-serce.html
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOkładka książki „wita” nas informacją, że jest to powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku. Humor jest. Czarny? Niekoniecznie. Steampunk - chyba za mała szczypta, żebym ją "posmakowała" ale to nie szkodzi. Nie jest źle.
Miejscem akcji jest pewien uroczy hotel dla wyższych sfer znajdujący się w XIX – wiecznym Monachium. Sama akcja, natomiast, obraca się wokół skradzionego zwoju, którego moc pozwala zmienić rzeczywistość. Celem naszych uroczych bohaterów jest oczywiście odzyskanie potężnego artefaktu. I tutaj zaczynają się schody. Nikt nie wie gdzie ów zwój został schowany, a w poszukiwaniach przeszkadza nam tajemnicza istota, pojawiająca się i znikająca jak cień (dosłownie). Magia choć widoczna i istniejąca jest prawie tematem tabu, którego raczej się nie podejmuje jeżeli nie jest to konieczne, aczkolwiek przezornie „talizman na czary-mary” nie zaszkodzi posiadać.
Tajemnic jak na jeden hotel jest dość sporo. Mamy tutaj śpiewaczkę o wątpliwych obyczajach, tajemniczego adoratora, damę szukającą dobrze usytuowanego męża, ukrywającą skrzętnie nie tylko swój wiek ale nadzwyczajne zdolności w spinaniu się czy rzucaniu nożem – dość celnie nawet. Spotykamy również pobożnych mnichów używających sztuk tajemnych – powszechnie uznawanych za grzeszne – ale czego się nie robi w imię Stwórcy oraz pułkownika o dość osobliwym spojrzeniu i ciekawej przeszłości. Baśniowych istot też nie zabraknie, zwane w książce Feyonami bądź Si, o których ludzie wiedzą bardzo mało, nawet za mało. Każdy z bohaterów jest barwny, dobrze opisany, posiada własny, indywidualny charakter. Akcja w książce jest ciekawa, przewaga opisów nad dialogami wcale nie przeszkadza, a same dialogi są bardzo dobrze zbudowane. Autorka sprzedaje nam pełne lekkiego humoru sytuacje, głównie na poziomie relacji damsko-męskich. Ach, przyjemnie i z uśmiechem na twarzy było czytać, jak to lekko widoczna kobieca kostka, wywołuje skok ciśnienia u dżentelmenów, a chęć objęcia wystraszonej damy była wręcz wewnętrzną „walką” moralną. Wychowana w innych czasach jestem naprawdę przekonana, że tak właśnie bywało w świecie dobrych obyczajów, wyuczonej etykiety i wpajanych zachowań.
Moja osoba poleca tę pozycję. Może lektura nie wybitna, ale na deszczowy dzień jak znalazł.
Okładka książki „wita” nas informacją, że jest to powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku. Humor jest. Czarny? Niekoniecznie. Steampunk - chyba za mała szczypta, żebym ją "posmakowała" ale to nie szkodzi. Nie jest źle.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiejscem akcji jest pewien uroczy hotel dla wyższych sfer znajdujący się w XIX – wiecznym Monachium. Sama akcja, natomiast, obraca się...
Nawet przyjemna książka, można zarzucić tylko brak tego czegoś co odróżniłoby ją od sterty innych czytadeł oraz spis postaci niesamowicie irytujący.
Zachęta bijąca z okładki "romans, steampunk coś tam coś tam" z perspektywy czasu można ocenić jako super zabieg marketingowy, niekoniecznie mający odzwierciedlenie we wnętrzu.
Napisana strasznie rozwlekle, ale za razem lekko, dzięki czemu się nie dłuży.
Postacie ciekawe, ale można było tak z nich, jak z całej historii wycisnąć o wiele więcej.
Można przeczytać, ale nie trzeba, osobiście nie żałuję.
Nawet przyjemna książka, można zarzucić tylko brak tego czegoś co odróżniłoby ją od sterty innych czytadeł oraz spis postaci niesamowicie irytujący.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZachęta bijąca z okładki "romans, steampunk coś tam coś tam" z perspektywy czasu można ocenić jako super zabieg marketingowy, niekoniecznie mający odzwierciedlenie we wnętrzu.
Napisana strasznie rozwlekle, ale za razem lekko,...
Ciekawa, rozwijająca się akcja ze strony na stronę...Coraz więcej tajemnic ma dosłownie wciągającą moc, by zagłębić się coraz bardziej i bardziej oraz by odkryć, kto jest kim i jakie ma powiązania z całą tą historią..... Razi tylko dosyć mała ilość dialogów, akcja bardziej toczy się w opisie, niż między bohaterami... Przy końcówce robi się bardzo ciekawie oraz trochę namiętnie.... Przeskakująca akcja z rozdziału na rozdział może wprowadzać dezorientacje z powodu nie powiązania jednego z drugim... Książka kończy się w tak ciekawym momencie, że aż żal nie przeczytać kolejnej części by dowiedzieć się jak ta cała sprawa się zakończy.... Polecam...
Ciekawa, rozwijająca się akcja ze strony na stronę...Coraz więcej tajemnic ma dosłownie wciągającą moc, by zagłębić się coraz bardziej i bardziej oraz by odkryć, kto jest kim i jakie ma powiązania z całą tą historią..... Razi tylko dosyć mała ilość dialogów, akcja bardziej toczy się w opisie, niż między bohaterami... Przy końcówce robi się bardzo ciekawie oraz trochę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo raz kolejny daje o sobie znać denerwująca maniera Fabryki Słów do sztucznego dzielenia książki na dwie części. Tej akurat pozycji wspomniany zabieg bardzo zaszkodził - akcja rozkręca się na dobre dopiero pod koniec książki!
Ciekawie wykreowany świat, ale fabuła niezbyt porywająca. Jednym słowem - nic specjalnego. Mam nadzieję, że zmienię zdanie po przeczytaniu części drugiej.
Po raz kolejny daje o sobie znać denerwująca maniera Fabryki Słów do sztucznego dzielenia książki na dwie części. Tej akurat pozycji wspomniany zabieg bardzo zaszkodził - akcja rozkręca się na dobre dopiero pod koniec książki!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawie wykreowany świat, ale fabuła niezbyt porywająca. Jednym słowem - nic specjalnego. Mam nadzieję, że zmienię zdanie po przeczytaniu części...
Jestem mile zaskoczona tą książka. Wciągnęła mnie tak że zapomniałam o całym świecie (a w szczególności o sesji i zbliżającym się egzaminie). Nie jest to książka "z górnej półki", jedynie miłe czytadełko. Ale miło przy niej upływa czas. Zabieram się za drugą część! :)
Jestem mile zaskoczona tą książka. Wciągnęła mnie tak że zapomniałam o całym świecie (a w szczególności o sesji i zbliżającym się egzaminie). Nie jest to książka "z górnej półki", jedynie miłe czytadełko. Ale miło przy niej upływa czas. Zabieram się za drugą część! :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZachęcająca okładka i kuszący opis-i to by było na tyle. Tak szybko jak poczułam ekscytacje gdy ujrzałam ją w miejskiej bibliotece tak równie szybko zawiodłam się na tej pozycji. Akcja dla mnie była momentami tak nużąca, że musiałam motywować się by ją dokończyć.
Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku? Hmhmhm przyznam szczerze,że nie doszukałam się zarówno czarnego humoru a tym bardziej steampunku. Jeden niezaprzeczalny plus to pięknie rozpoczynające się rozdziały:) Myślę, że wielu czytelnikom przypadnie do gustu choć w mój kompletnie autorka nie trafiła;)
Zachęcająca okładka i kuszący opis-i to by było na tyle. Tak szybko jak poczułam ekscytacje gdy ujrzałam ją w miejskiej bibliotece tak równie szybko zawiodłam się na tej pozycji. Akcja dla mnie była momentami tak nużąca, że musiałam motywować się by ją dokończyć.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku? Hmhmhm przyznam szczerze,że nie doszukałam się...
Szczerze powiem, że według mnie "Obsydianowe serce 1" to nic specjalnego. Nie rozumiem tej całej wspaniałości, jaką dopisują jej niektórzy czytelnicy. Może to starość mnie dopadła, może zawiniły gotyckie klimaty, w które kompletnie nie potrafiłam się wczuć, a może po prostu czytałam lepsze historie... Nie wiem.
Ta opowieść była czasem wyrwanym z życia i przepuszczonym między palcami.
Szczerze powiem, że według mnie "Obsydianowe serce 1" to nic specjalnego. Nie rozumiem tej całej wspaniałości, jaką dopisują jej niektórzy czytelnicy. Może to starość mnie dopadła, może zawiniły gotyckie klimaty, w które kompletnie nie potrafiłam się wczuć, a może po prostu czytałam lepsze historie... Nie wiem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa opowieść była czasem wyrwanym z życia i przepuszczonym...
Nie wiem czy przebrnę przez 2 część,ta mnie wystarczająco zmęczyła.
Nie wiem czy przebrnę przez 2 część,ta mnie wystarczająco zmęczyła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku.
Oj tak. Skusiło mnie to. I - przepadłam. Po prostu - podbito mi serduszko z miejsca, pokochałam ten twór i przepadłam z kretesem w obsydianowym świecie. Rewelacyjna, lekka, i zabawna (tak, miłośnikom czarnego humoru miejscami pociekną łezki), sympatyczna i wciągająca. Bohaterowie są przejrzyści, logicznie zbudowani, a ich motywy - doskonale oddają klimat epoki, w jakiej są umieszczeni. W ogóle, klimat jest dokładnie taki, jak lubię. Wciąga.
No i 'powieść gotycka' w tym momencie to faktycznie, coś z prawdziwego zdarzenia,a nie kilka panienek, kilkunastu samców z gołymi klatami i rozważania, z którym się przespać... tak, piję do współczesnych 'powieści gotyckich dla nastolatek' - tu tego nie ma. tu jest moralizatorska postawa, moralność i wyższa kultura śmietanki towarzyskiej Monachium ;)
Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOj tak. Skusiło mnie to. I - przepadłam. Po prostu - podbito mi serduszko z miejsca, pokochałam ten twór i przepadłam z kretesem w obsydianowym świecie. Rewelacyjna, lekka, i zabawna (tak, miłośnikom czarnego humoru miejscami pociekną łezki), sympatyczna i wciągająca. Bohaterowie są przejrzyści, logicznie...
Całe szczęście, hasło promujące książkę, zupełnie nie pokrywa się z jej treścią. Nie jest ona łzawym romansidłem, a wciagającą powieścią fantasy, którą czyta się z zapartym tchem. Postaci są ciekawe, każda jest inna. Mimo że, cała powieść rozgrywa się w jednym miejscu, w hotelu, na brak akcji nie ma co narzekać.
Mam nadzieję, że część 2 nie zburzy mojej pozytywnej opinii.
Całe szczęście, hasło promujące książkę, zupełnie nie pokrywa się z jej treścią. Nie jest ona łzawym romansidłem, a wciagającą powieścią fantasy, którą czyta się z zapartym tchem. Postaci są ciekawe, każda jest inna. Mimo że, cała powieść rozgrywa się w jednym miejscu, w hotelu, na brak akcji nie ma co narzekać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam nadzieję, że część 2 nie zburzy mojej pozytywnej opinii.
Niesamowicie wciągająca opowieść. Czytelnik nie ma czasu się nudzić. Do tego jeszcze galeria nietuzinkowych postaci, w których perypetie łatwo się "wczuć" m.in. za sprawą bogatego aczkolwiek prostego języka autorki. Na każdym kroku odkrywamy nowe tajemnice i zanurzamy się głębiej w świat przesiąknięty niezwykłym klimatem. Polecam!
Niesamowicie wciągająca opowieść. Czytelnik nie ma czasu się nudzić. Do tego jeszcze galeria nietuzinkowych postaci, w których perypetie łatwo się "wczuć" m.in. za sprawą bogatego aczkolwiek prostego języka autorki. Na każdym kroku odkrywamy nowe tajemnice i zanurzamy się głębiej w świat przesiąknięty niezwykłym klimatem. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMyślałam, że w końcu znalazłam książkę bez wampira. Niestety przeliczyłam się :(
Myślałam, że w końcu znalazłam książkę bez wampira. Niestety przeliczyłam się :(
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo z pewnością nie jest książka dla wszystkich. Po pierwsze, trzeba być miłośnikiem literatury z XIX wieku, by nie zirytować się przegadaniem. Chwilami Serce dorównuje niemal pod tym względem powieściom Dumasa. Po drugie, nie należy brać zbyt poważnie opisu z tylnej okładki, alternatywny XIX wiek jeszcze nie czyni steampunku, chyba że krynolina+magia= steampunk zawsze. No i trzeba mieć odpowiednie poczucie humoru.
Fabuła nie jest zbyt oryginalna, ileż to razy czytaliśmy o skradzionych artefaktach, które w niepowołanych rękach mogą zniszczyć świat? Zamiast lochów, zamków i gościńców akcja rozgrywa się w eleganckim hotelu w Monachium, a bohaterowie, choć barwni, także są mało typowi.
Mamy tu bawarskich oficerów, brytyjskiego agenta, diwę operową, maga, pannę na wydaniu i feyony, a także przyzwoitkę, pokojówkę z ambicjami i inkwizytorów. Wszystkich łączy jeden cel, choć część daje się wciągnąć w intrygę przypadkowo, część zaś załatwia przy okazji swoje własne sprawy. nie stanowią zwartej drużyny, a relacje wewnątrz grupy są równie ważne jak artefakt.
Bohaterów jest wielu, ale dzięki objętości powieści każdy z nich ma swoje 5 minut. Niemal wszyscy zostali bardzo dobrze scharakteryzowani i opisani, wyjątek to inkwizytorzy. Ojciec Emmanuel i jego kompanii są przerysowani, wręcz groteskowi, przyznam że nie budzili mej sympatii. Ile można czytać o sadystach w służbie Boga?
Podobało mi się i na pewno sięgnę po drugi tom, jak tylko skończę obecną listę lektur.
To z pewnością nie jest książka dla wszystkich. Po pierwsze, trzeba być miłośnikiem literatury z XIX wieku, by nie zirytować się przegadaniem. Chwilami Serce dorównuje niemal pod tym względem powieściom Dumasa. Po drugie, nie należy brać zbyt poważnie opisu z tylnej okładki, alternatywny XIX wiek jeszcze nie czyni steampunku, chyba że krynolina+magia= steampunk zawsze. No i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo pierwsze- niesamowita okładka! Po prostu mnie urzekła!
Po drugie: wybitnie wykreowane postacie! Płytkości u nich nie uświadczysz, a czytać będziesz o nich z czystym zainteresowaniem!
No i po trzecie, sama historia przedstawiona w książce- cudowna! Wszystko pięknie składa się w całość, wydarzenia poruszające, tylko chce się czytać dalej! A historia zakończona w takim momencie... Och, Jezu! Moją ciekawość podsyciło to do granic, i tylko czekam, aż wpadnie mi w ręce druga część.
Polecam, polecam, po trzykroć- Polecam!
Po pierwsze- niesamowita okładka! Po prostu mnie urzekła!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo drugie: wybitnie wykreowane postacie! Płytkości u nich nie uświadczysz, a czytać będziesz o nich z czystym zainteresowaniem!
No i po trzecie, sama historia przedstawiona w książce- cudowna! Wszystko pięknie składa się w całość, wydarzenia poruszające, tylko chce się czytać dalej! A historia zakończona w takim...
Rok 1865, Europa. Spowodowana eksplozją demograficzną rewolucja przemysłowa kwitnie. Manufaktury przekształcane są masowo w fabryki, do których ciągnie ludność ze wsi i miasteczek. Ludzkość poznała już dobrobyt maszyn parowych i elektryczności. Od wielu lat można już podróżować koleją, trwa budowa Kanału Sueskiego. Ujmując krócej – triumf nauki i rozumu ludzkiego, wiek wielkich wynalazków, ogromnych przemian na tle gospodarczym, społecznym, kulturalnym, naukowym.
Ludzkość nie podejrzewa równoległego istnienia istot zwanych feyonami, lub też sí, bohaterów podań i legend irlandzkich o niezbadanych mocach. Sidhe żywią się krwią, lecz nie przypominają wampirów w większym stopniu. Są istotami żywymi, a więc nie wstają z grobów, nie umierają od osikowego kołka i nie przeszkadza im święcona woda. Dokucza im jedynie światło słoneczne, choć nie jest w stanie ich zabić – w przeciwieństwie do żelaza. Ich populacja jest jednak tak niewielka, że nie rzucają się w oczy przeciętnemu obywatelowi.
Monachium. Do hotelu Nymphenburg, najlepszego w mieście, przybywa Corrisande Anthea Jarrencourt, młoda dama pragnąca odnaleźć odpowiednią partię w środowisku burgundzkich salonów. Dziewczyna ma jeszcze w pamięci zranioną dumę przez zerwane zaręczyny [co sprawiło, że jej niedoszły małżonek „w nieszczęśliwym wypadku” rozstał się ze światem] i pragnie jak najszybciej pozbyć się tego piętna. Pomóc ma jej przy tym Mrs Eliza Parslow, wdowa, przyzwoitka dziewczyny, w towarzystwie przedstawiana jako jej ciotka – kobieta do przesady strzegąca cnoty swojej podopiecznej. Jej przeciwwagą jest pokojówka Corrisande, Marie-Jeanette Bouchard – młoda dziewczyna, córka słynnej kurtyzany, która w przyszłości zamierza przyćmić sławę matki.
Błyskotliwy plan znalezienia bogatego kawalera spala jednak na panewce, gdy w pokoju Corrisande pojawia się bezimienny feyon, przemieszczający się pod postacią cienia. Młoda kobieta pada zemdlona, przynajmniej tak wydaje się postronnemu obserwatorowi. Jednak historia opowiedziana przybyłym, gdy była nieprzytomna, szwoleżerom, rzuca na sprawę inne światło – dziewczyna ma niezwykle rzadki, wręcz niespotykany dar wyczuwania sí. Później dowiaduje się również, że owa mroczna istota o [tytułowym] sercu mrocznym jak obsydian, odnalazła w niej swoją życiową partnerkę.
„Obsydianowe serce” to świetnie napisany koktajl powieści gotyckiej, fantasy i czarnego humoru idealnie odnajdujący się w realiach dziewiętnastego wieku. Intryga dotycząca zaginionego manuskryptu o nieznanej nikomu treści momentami schodzi na dalszy plan, gdy autorka na piedestał wysnuwa kreowanie pary antynomicznej [swoistego Yin i Yang, demonicznego i niewinnego bieguna] reprezentowanej przez Wiatrochoda oraz dziewiczą Corrisande [wolałam uniknąć sformułowania „niewinną”, gdyż czytelnik bardzo szybko się zorientuje, że umiejętności rzucania nożem, czy też kradzieży kieszonkowej niewinności jej nie przydają]. Momentami wręcz nie mogłam uniknąć skojarzeń ze sztandarowym dla gatunku powieści gotyckiej „Mnichem” M. G. Lewisa, w której niewinna Antonia, nieporadnie broniona przez Lorenza, w końcu wpada w lubieżne łapy mnicha Ambrosia. Czy taki sam los czeka Corrisande? Cóż, tego dowiem się po lekturze tomu drugiego.
Sama postać Wiatrochoda – posiadacza tytułowego obsydianowego serca - przywołuje romantyczne skojarzenia z bohaterem wykreowanym przez Gastona Leroux, szerszej publiczności znanemu zapewne z musicalu „Upiór w operze”, istoty [nie-człowieka], który upodobał sobie młodą kobietę wmawiając sobie, że ich podobieństwa [umiłowanie muzyki i śpiew - Christiny Dae i Upiora; feyon Wiatrochód i Corrisande, która okazuje się być… Nie, to musicie odkryć sami] stają się tym, co połączy ich na wieczność. W chwili porażki [lecz nie tej ostatecznej] cienia chciałam mu przypisać fragment kwestii Upiora z musicalu: „All the phantom asked of was you”.
Skoro już wspomniałam o klimacie operowym, ciężko pominąć Cérise Denglot, primadonnę, śpiewaczkę operową, która współpracuje ze szwoleżerami przy poszukiwaniu cennego zwoju oraz ujęciu groźnego Feyona. I warto ująć, że jak typowa primadonna, posiada moralność podwórkowej kotki oraz unosi się jak paw, choć nie jest jedyną gwiazdą tego formatu na świecie.
„Obsydianowe serce”, debiutancka powieść Ju Honisch, przyciągnęła mój wzrok przecudowną, pełną zębatek okładką momentalnie przywołującą skojarzenia z „cywilizacją pary”, jak zaczęłam się o rewolucji przemysłowej wyrażać po obejrzeniu anime „Steamboy”. Książka wydana jest na szarym, momentalnie sprawiającym wrażenie zbyt cienkiego, papierze. Mimo wszystko jego zapach połączony wraz z tuszem drukarskim i świetnie opowiedzianą historią są receptą na zarwaną noc.
Rok 1865, Europa. Spowodowana eksplozją demograficzną rewolucja przemysłowa kwitnie. Manufaktury przekształcane są masowo w fabryki, do których ciągnie ludność ze wsi i miasteczek. Ludzkość poznała już dobrobyt maszyn parowych i elektryczności. Od wielu lat można już podróżować koleją, trwa budowa Kanału Sueskiego. Ujmując krócej – triumf nauki i rozumu ludzkiego, wiek...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPlusów jest wiele: fabuła, wielobarwne postaci, bardzo przyjemna atmosfera, która często nie występuje w takich książkach, niespodziewane zwroty akcji, interesujące wątki poboczne odgrywające rolę doprawiania, szerokie wykorzystanie materiałów i wiele innych.
Choroby niestety też są: szybkie bicie (kołatanie) serca, brak poczucia czasu, bezsenność przy czytaniu, płytki oddech bądź problemy z oddechem, zmiana priorytetu skupione na czytaniu, depresja przy końcu częsci 1. spowodowana urwaniem się historii czego lekiem jest część 2.
Plusów jest wiele: fabuła, wielobarwne postaci, bardzo przyjemna atmosfera, która często nie występuje w takich książkach, niespodziewane zwroty akcji, interesujące wątki poboczne odgrywające rolę doprawiania, szerokie wykorzystanie materiałów i wiele innych.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoroby niestety też są: szybkie bicie (kołatanie) serca, brak poczucia czasu, bezsenność przy czytaniu, płytki...
Absolutnie szczerze i bezlitośnie - zwyczajnie się zawiodłam. Na podstawie opisu z tylnej okładki, oprawy graficznej i wreszcie przeczytanych opinii oczekiwałam skomplikowanej historii bardzo mocno osadzonej w klimatach steampunku i to prawdopodobnie jest przyczyną mej zguby, bowiem powieść niewiele ma z tym nurtem wspólnego. W zasadzie nic. A nastawiłam się tak entuzjastycznie... Nic dziwnego, że czuję zawód. W istocie odniosłam wrażenie, że gdyby nie otoczka magii i tajemnic, książka mogłaby być romansem z aferą kryminalną jako luźnym punktem przewodnim.
Amanci głównej bohaterki? Są! Jeden "dobry", drugi "zły"? Jest! Tajemnica "złego"? Jest! Tajemnica dziewczyny? Jest! Dość oklepany schemat, w miarę zgrabnie ujęty w dziewiętnastowieczne okowy wychowania, zdarzało mi się jednak czytać o wiele lepsze powieści umiejscowione w tych czasach i jasno mówiące o sobie "tak, jestem romansidłem!". Sęk w tym, że autorka nie oddała atmosfery, jaka wówczas panowała, a przynajmniej ja jej nie odczułam. Opisy otocznia są raczej skąpo dawkowane, nad czym wielce ubolewam - nie samymi dialogami i akcją czytelnik żyje, zwłaszcza taka fanka typowo Sienkiewiczowskiej twórczości, co ja. Choć z drugiej strony to i lepiej, gdyż styl jest raczej przyciężki i bez większych wyrzutów sumienia kilkakrotnie złapałam się na tym, że bezmyślnie przerzuciłam stronę bez przeczytania jej, a jedynie przesunąwszy wzrokiem w poszukiwaniu jakiegoś frapującego wydarzenia, ponieważ wynurzenia osób dramatu i ich wewnętrzne monologi zwyczajnie mnie nudziły.
Bohaterowie? Irytujący. Corrisande to niby taka twarda babka (w dodatku los nie poskąpił jej ciekawego, niekoniecznie legalnego życia), ale kiedy doszło co do czego, zachowuje się jak przerażone dziecko. Ktoś może powiedzieć, że powody ku temu ma, lecz wg mnie nie zostały one dostatecznie mocno podkreślone - zwłaszcza przy twardym, przebiegłym charakterze, jaki nam autorka sugerowała. Cerise doprowadzała mnie do szału, sposób jej myślenia kojarzył mi się z rozkapryszoną dziewczynką, jedną z tych, które w porządnie wychowanych ludziach wywołują niższe instynkty spod znaku "zaraz przetrzepię jej skórę". Nie pojmuję, jak Delacroix mógł się w niej niegdyś zakochać, wygląda raczej na typa, który nie znosi arogancji tego rodzaju i przy tym od razu umie poznać się na ludziach, a więc i na owych rozpuszczonych dziewczętach. Sam pułkownik nie wzbudził we mnie głębokich uczuć, nie jest zbyt skomplikowanym osobnikiem i to być może zaważyło na mej ulotnej sympatii do niego - nie został wypłycony przekombinowaniem. Asko von Orven jednocześnie śmieszył i denerwował mnie swoim przywiązaniem do dobrych manier; zwłaszcza na początku było to zabawne, lecz później stało się męczące, zwłaszcza, że Honish jakby zapomniała, że miał on odgrywać rolę ułożonego i uprzejmego - wbrew swemu przekonaniu o konieczności bycia uprzejmym, cywilizowanym dżentelmenem dziwnie często zachowywał się porywczo, wedle ówczesnych zasad - niemal grubiańsko. Ponadto zaczął się u mnie odzywać feminizm, który pogłębiał się z każdą myślą oficera o domniemanej kruchości płci pięknej (niech by tylko spróbował do mnie z takim tekstem wyskoczyć), zaś to przekonanie było tak silne, że Asko wypadł w moich oczach na zwyczajnego debila nieumiejącego poszerzyć swych horyzontów, ba!, uparcie odmawiającego ich przesunięcia. Zakonnikom kilkakrotnie udało się doprowadzić mnie na skraj wrzenia swymi obłąkańczymi, fanatycznymi teoriami i zasłanianiem własnego okrucieństwa i żądzy władzy Bogiem i religią, jednak przede wszystkim mnie nudzili. Graf Apard stanowi zagadkę, która jednak mnie nie fascynuje. W zasadzie postaci, które mi się podobały, są trzy, co jest kiepskim wynikiem przy stosunkowo ich sporej liczbie. Udolf von Görenczy, bo był tak uroczo, zwyczajnie, prostacko żołnierski, Eliza, bo jest idealnym odzwierciedleniem przyzwoitki, Marie-Jeanette, bo pomysł córki dążącej do przewyższenia kunsztu matki w najstarszym zawodzie świata wydał mi się jednocześnie tak absurdalny, tak śmieszny i tak niesmaczny, że nie mogłam tej dziewczyny nie polubić.
Fabuła początkowo wydała mi się strasznie zagmatwana i w zasadzie bez sensu, pozbawiona łączącego poszczególne wydarzenia spoiwa, bo było w niej po prostu za dużo zbiegów okoliczności, zbyt wiele przypadków, zbyt wiele działań na chybił-trafił. Sam pomysł rękopisu wydaje mi się nieodgadniony, czy może raczej potraktowany po macoszemu - tyle o nim gadają, a w istocie czytelnik nie ma pojęcia, o co chodzi i to nie jest tajemnicze, a jedynie irytujące. Również obsydianowy cień, choć dość interesujący jako magiczne stworzenie, wydaje mi się włożony w opowieść bez głębszego sensu - skąd się do diabła wziął w tym hotelu, dlaczego "drużyna rękopisu" uznała, że ów zaprowadzi ich do poszukiwanego przedmiotu i dlaczego myślenie i zachowanie wydały mi się bezgranicznie zwierzęco-idiotyczne, skoro jest tak potężny, groźny i przebiegły?
Werdykt? Lektura na raz, dla zwyczajnego odprężenia, pod warunkiem, że czytelnik nie będzie się zbytnio zagłębiał w świat Ju Honish.
Absolutnie szczerze i bezlitośnie - zwyczajnie się zawiodłam. Na podstawie opisu z tylnej okładki, oprawy graficznej i wreszcie przeczytanych opinii oczekiwałam skomplikowanej historii bardzo mocno osadzonej w klimatach steampunku i to prawdopodobnie jest przyczyną mej zguby, bowiem powieść niewiele ma z tym nurtem wspólnego. W zasadzie nic. A nastawiłam się tak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiecie, co Wam powiem? Ta książka diabelnie dobrze wygląda na półce. I na tym kończą się jej zalety.
No, ale po kolei.
Sam jestem sobie winny. Kusiła mnie ta okładka. Oj, kusiła. Jak tylko wyszedł pierwszy tom, to czaiłem się dookoła niego w księgarni. Fajna modelka w steampunkowym wdzianku, świetny projekt okładki z toną steampunkowych bajerów - zapowiadał się rzadka i jakże wyśmienita uczta. Dodatkowo na okładce trafiły się takie słowa jak „gotycka”, „czarny humor” i „szczypta steampunku”.
Czego chcieć więcej?
Zignorowałem więc fakt, że gdy pierwszy tom trafiał w moje ręce to usłyszałem jakoby książka była polecana jako „podobna do Bezdusznej”. Już wtedy powinny zapalić się ostrzegawcze lampki, bo choć Bezduszną lubię, to żadne z niej arcydzieło, a "Obsydianowe serce" może być podobne akurat w miejscach, które do gustu mi nie przypadły. To był pierwszy błąd. Drugim było zbagatelizowanie strasznie wyświechtanych i niepokojących haseł na tyle okładki, takich jak: "łączy to, co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce"
Wpakowałem jednak książkę do torby wybierając się w długą drogę powrotną do domku.
Byłem ostrzeżony i pretensje mogę mieć jedynie do siebie.
Fabuła zapowiadała się całkiem apetycznie: koniec dziewiętnastego wieku, ekskluzywny hotel, intryga, pradawny manuskrypt o ogromnej mocy i walka o to, by go posiąść. Do tego, zdawało się, całkiem interesujące postacie jak młoda panna z tajemnicą, banda oryginalnych wojaków, mroczny przystojniak niebędący człowiekiem itp. No i styl pozwalający połykać stronę za stroną.
Udławiłem się niestety fabułą, postaciami, a styl ledwo dawał radę, jako woda do popicia tej papki.
Fabuła okazała się straszliwie sztampowa i przewidywalna – jednym słowem ziewałem i zgadywałem z 95% skutecznością, co wydarzy się na następnych stronach. Postacie były wyraziste niczym naturalnych rozmiarów wycinanki z kolorowego kartonu - większość z nich zachowywała się naiwnie albo kiczowato i do tego była przewidywalna jak fabuła. W pewnym momencie heroiczna głupota w ich wydaniu sięgała niebios i naprawdę zastanawiałem się czy to przypadkiem nie parodia literatury przygodowej. A gdy bohaterowie zaczynali wygłaszać swoje kwestię, to nie musieli ich kończyć bym wiedział, co chcieli powiedzieć. Do tego ich motywacja była skomplikowana jak budowa cepa i tłumaczona w porażająco prosty i łopatologiczny sposób.
Choć główna bohaterka z całej tej hałastry wydawała się najmądrzejsza to autorka nie splamił jej choćby krztyną oryginalności. Może doszła do wniosku, że nie pasowałaby wtedy do intrygi? Bo ta wraz ze swoimi uczestnikami wzbudziła we mnie jedynie politowanie. Prosiłoby się też o tchnięcie choć odrobiny życia w miejsce akcji, bo miałem nieodparte wrażenie, że bohaterowie są w hotelu sami i musieliby chyb go rozwalić całkowicie, by autorka czuł za zasadne wprowadzić ich w interakcję z szerszym otoczeniem.
Styl nie ratował niestety całości - poprawny, ale dla mnie szary i bez życia.
I ostatni zarzut – to ma ponad 800 stron! Grafomania czystej próby.
Plus taki, że szybko się czyta i tylko to utrzymało mnie przy tej książce – przy obu jej tomach (sic!).
Bym zapomniał: steampunku starczyło tam jedynie na okładkę.
Przyznam jednak, że jeżeli spojrzeć na to, jako na romans, to może wszystkie moje zarzuty okażą się bezzasadne. Nie dam głowy, choć wątpię. Nie czytałem wiele romansów, ale te, które czytałem wydawały mi się jednak o wiele sensowniejsze. Rozterki i uczucia bohaterów godne gimnazjum i początku szkoły średniej były rozciągane na kilka nawet stron i ledwo powstrzymywałem się od szybkiego przewracania kartek.
Zostawiam ocenę tej książki Wam, drogie czytelniczki, bo jest ona kierowana do Was. Każdemu facetowi czytanie jej odradzam z ręką na sercu, ale polecam pooglądanie okładki, bo fajna jest i już.
__________________________________________________
opinia napisana po lekturze obu tomów
http://slowami-po-sladach.blogspot.com/2012/01/obsydianowe-serce-ju-honisch.html
Wiecie, co Wam powiem? Ta książka diabelnie dobrze wygląda na półce. I na tym kończą się jej zalety.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo, ale po kolei.
Sam jestem sobie winny. Kusiła mnie ta okładka. Oj, kusiła. Jak tylko wyszedł pierwszy tom, to czaiłem się dookoła niego w księgarni. Fajna modelka w steampunkowym wdzianku, świetny projekt okładki z toną steampunkowych bajerów - zapowiadał się rzadka i...
nocnycien.blogspot.com
Recenzja: Obsydianowe serce Ju Honisch
Być może jestem ignorantką, ale sięgnęłam po „Obsydianowe serce” autorstwa Ju Honich, ponieważ spodobała mi się okładka. Zamieszczona na niej była także informacja „Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku”. Nie miałam wampirzego (bladego) pojęcia o co chodziło i właściwie cały czas nie jestem tego świadoma. Nawet nigdy przez myśl mi nie przeszło, żeby to sprawdzić. Cały czas jednak jestem o jeden krok przed wami. Wiem jak wygląda powieść napisana w ten sposób. Sadystycznie zapowiem jeszcze, że dawno nie czytałam tak dobrej książki. Było warto zarwać kilka nocy.
„Obsydianowe serce łączy to, co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce”. W ten sposób książkę komentuje Tanya Huff. Chociaż nie wiem kim jest ta kobieta, przyznaję jej rację. Autorka we wspaniały sposób zbiera najlepsze elementy obu gatunków, aby spektakularnie stworzyć niezwykłą fabułę. Bieg historii nadaje doskonała akcja i świetnie wykreowani bohaterowie.
Akcja toczy się w XVIII wiecznym Monachium, a precyzując – w luksusowym hotelu. Znika bowiem tajemniczy artefakt, który posiada ogromną moc. Pozwala zmienić rzeczywistość. Na poszukiwania zaginionego rękopisu wyruszają dzielni of
nocnycien.blogspot.com
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRecenzja: Obsydianowe serce Ju Honisch
Być może jestem ignorantką, ale sięgnęłam po „Obsydianowe serce” autorstwa Ju Honich, ponieważ spodobała mi się okładka. Zamieszczona na niej była także informacja „Powieść gotycka z dozą czarnego humoru i szczyptą steampunku”. Nie miałam wampirzego (bladego) pojęcia o co chodziło i właściwie...