Niezły pomysł - fatalne wykonanie.
Brakuje mi rozwinięcia wątku polskiego.
W ogóle mam poczucie jakby autor mnóstwo wątków zaznaczył i rozpoczął a dowiózł ze dwa może trzy.
Niezły pomysł - fatalne wykonanie.
Brakuje mi rozwinięcia wątku polskiego.
W ogóle mam poczucie jakby autor mnóstwo wątków zaznaczył i rozpoczął a dowiózł ze dwa może trzy.
Druga przeczytana przeze mnie książka Romualda Pawlaka po Rycerzu bezkonnym i w porównaniu do niego znacznie lepsza. Spójna historia, znośny wątek romansowy, oryginalny zamysł i ciekawie przedstawienie wątku wojennego. Od siebie polecam. 7/10.
Druga przeczytana przeze mnie książka Romualda Pawlaka po Rycerzu bezkonnym i w porównaniu do niego znacznie lepsza. Spójna historia, znośny wątek romansowy, oryginalny zamysł i ciekawie przedstawienie wątku wojennego. Od siebie polecam. 7/10.
Historia podboju którego nie było. Książka ta zostawia mnie w rozkroku. Bo z jednej strony sporo tu świetnych momentów, ale z drugiej, nie bardzo wiadomo po co to wszystko.
Po kolei. Koncepcja świata alternatywnego bardzo elegancka, przemyślana, bez zarzutu. Na dodatek sporo tu nawiązań do naszej rzeczywistości, ale nie prostackich przełożeń, a właśnie modulowanych nawiązań (np. szarża Kozietulskiego, Asarpay, Wojtyła i zamach). Dwa, rzecz napisana jest dynamicznie, językiem warsztatowo nienagannym, wyjątkowo przyjemnym w obcowaniu. Trzy, postacie również nakreślone umiejętnie, z głębią zależną od planu na którym występują. Cztery, opis rzeczywistości plastyczny, naturalny, historycznie i kulturowo stosowny. Pięć, batalistyka wyważona, w normie. Narracja wojenna nie narzuca się powieści w sposób przesadny. Jedyny zarzut, który mi przychodzi do głowy, to nadmierna lakoniczność, wręcz asceza w prezentowaniu wydarzeń.
Czyli cała konstrukcja, narracja, mięso powieści, jest w najwyższym gatunku. I kompletnie nie mam pojęcia po co to wszystko.
Żeby opowiedzieć odrobinę pogmatwaną, romansową historię w trudnych czasach, z której nic specjalnego nie wynika? Bo to właściwie powtórnie opowiedziana historia Skrzetuskiego i Kurcewiczówny. Choć oczywiście nie dosłownie, a nawet przewrotnie. Druga rzecz to wizje. Coś tam mówią o przyszłości. No i co z tego? Po co to? Co z tego ma wyniknąć? Dla głównego wątku fabularnego wystarczyłyby znacznie krótsze i inaczej podane. Ich obszerność i szczegółowość powinna do czegoś prowadzić. Według mnie, nie prowadzi do niczego. Spowodowało to u mnie frustrujące wrażenie, że cała powieść jest bardzo szerokim, bogato przygotowanym intro, świetnie zawiązującym akcję przed głównymi wydarzeniami. Których niestety nie ma, bo dalej jest słowo "Koniec". I jeśli jesteśmy przy okazji rzeczy których nie rozumiem, to kocówka z Andagoyą jest zupełnie od czapy, nie znajduję dla niej żadnego umocowania.
Podsumowując, Inne okręty oparte są na niezłym pomyśle, jednak nie wyzyskują potencjału jakie ten dawał. Pozostają solidnym, sprawnie napisanym czytadłem.
Wysłuchałem w bardzo dobrej interpretacji Marcina Popczyńskiego.
6,5/10
Historia podboju którego nie było. Książka ta zostawia mnie w rozkroku. Bo z jednej strony sporo tu świetnych momentów, ale z drugiej, nie bardzo wiadomo po co to wszystko.
Po kolei. Koncepcja świata alternatywnego bardzo elegancka, przemyślana, bez zarzutu. Na dodatek sporo tu nawiązań do naszej rzeczywistości, ale nie prostackich przełożeń, a właśnie modulowanych...
Gdybym nie czytał ksìążek do końca, to po pierwszym rozdziale zwyczajnie zakończył czytanie innych okrętów.
Zwodniczy opis książki zasugerował mi alternatywną wersję znanej konkwisty, jednak była ona tylko tłem dla opowiadanych w książce historii.
Dobrnąłem do końca, ale dostałem coś zupełnie innego niż się spodziewałem.
Gdybym nie czytał ksìążek do końca, to po pierwszym rozdziale zwyczajnie zakończył czytanie innych okrętów.
Zwodniczy opis książki zasugerował mi alternatywną wersję znanej konkwisty, jednak była ona tylko tłem dla opowiadanych w książce historii.
Dobrnąłem do końca, ale dostałem coś zupełnie innego niż się spodziewałem.
Kiedy równo dwa lata temu przeczytałem pierwszą wersję "Innych okrętów" Romka Pawlaka, byłem zarazem oczarowany (bardzo mocno), jak i rozczarowany (troszeczkę) opowiedzianą w powieści historią. Dlatego, kiedy tylko Romek Pawlak zapowiedział, że możliwe jest ukazanie się nowej wersji książki, zacząłem zacierać ręce. Zwłaszcza, że ze słów autora wynikało, że to, co mi w historii Pedra de Manjarresa przeszkadzało i rozczarowało, zostało usunięte lub poprawione. Ale do tego wrócę za chwilkę, bo teraz wypadałoby tym, którzy jeszcze nie zetknęli się z "Innymi okrętami", przybliżyć pokrótce zarys fabuły.
Przede wszystkim, akcja powieści rozgrywa się w czasach hiszpańskich prób podboju imperium Inków, gdzieś w latach sześćdziesiątych XVI wieku. Dlaczego prób? Bo to historia alternatywna, w której wyprawa Pizarra, za sprawą zwykłego pecha i zbiegu okoliczności, kończy się spektakularną klęską konkwistadorów i w rezultacie wzmocnieniem inkaskiego imperium. Mniej więcej dwadzieścia lat po śmierci Pizarry, Hiszpanie podejmują kolejną próbę – Cristobal Vaca de Andegoya zbiera dużo większe, niż Pizarra, siły i ponownie dokonuje najazdu na Inków. Na tle tych właśnie zmagań są przedstawione losy głównego bohatera powieści, de Manjarresa, który chcąc uratować z terenów ogarniętych wojną swoją ukochaną, Asarpay, jest co chwila wplątywany w rozgrywane przez obie walczące strony przeróżne intrygi.
Tych, którym się wydaje, że to kolejna książka z super-bohaterem typu "zabili go i uciekł" muszę rozczarować. Pedro nie jest genialnym fechmistrzem, ani strategiem, ani nie ma zręczności jaguara. Jest za to na wskroś normalnym, typowym dla tamtego okresu Hiszpanem. Ma zupełnie typową dla ludzi tamtego okresu moralność - w dodatku jest XVI-wiecznym marynarzem i, ze wszystkimi tego konsekwencjami, zachowuje się jak na takiego marynarza przystało. Nie jest też jakoś przesadnie mądry czy inteligentny - o otaczającym go świecie wie tyle, co i inni przybyli do Nowego Świata Europejczycy, a jak się z czasem okazuje, chwilami nawet mniej. Jedynym z dwóch wyróżników Pedra na tle innych rodaków i zarazem jedyną rzeczą dającą mu siłę do walki z przeciwieństwami losu jest uczucie, którym wbrew wszelkim konwenansom obdarzył czystej krwi Indiankę. Uczucie tak wielkie, że z czasem zmieni jego stosunek do siebie samego, świata i innych ludzi. Drugą cechą szczególną są wizje, które za sprawą podanego mu narkotyku, zaczynają pojawiać się w jego głowie w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Wizje świata przyszłości, których Pedro zrozumieć nie może i co do których ma wątpliwości, czy to tylko narkotyczne majaki, czy też to zsyłane przez Boga proroctwa. A jeśli to drugie, to czy na pewno się spełnią.
Teraz rozczaruję tych, którzy po poprzednim akapicie myślą, że "Inne okręty" to jakieś nudne romansidło z typowym facetem-średniakiem na wiecznym haju w roli głównej. W książce dzieje się bardzo dużo - jest wojna, a więc są bitwy, potyczki i zasadzki, są walki w miejskich zaułkach, w zdradliwych górach i w deszczowych lasach, są burdy w portowych knajpach, jest też wpadanie w niewolę i ucieczki z niej. Do tego obecne są wszędzie polityka, religia i chęć szybkiego wzbogacenia się, przez które intrygi mnożą się i nawarstwiają sprawiając, że po obu stronach konfliktu ciężko jest stwierdzić, kto swój, a kto wróg.
Ktoś mógłby zapytać, a co z elementem fantastycznym, czyli z alternatywną historią? Zatem śpieszę zapewnić, że opisana w powieści alternatywna historia świata jest jedną z najspójniejszych i najlogiczniej skonstruowanych alternatywnych historii, z jakimi się spotkałem i to nie tylko wśród twórczości rodzimych autorów. Wzajemna sieć powiązań i zależności pomiędzy aspektami politycznymi, socjologicznymi, kulturowymi, militarnymi, gospodarczymi, religijnymi i wszystkimi innymi jest tak pełna i realistyczna, że mogłaby być prawdziwą historią. Już sam polski mikro-wątek fabuły, czyli sprzymierzenia się Zygmunta Augusta z Turkami, pokazuje, na ile dojrzalsza od wizji innych autorów jest wizja Romka Pawlaka. Nie ma tu huraoptymizmu i popadania w skrajność typowego dla innych tego typu historii alternatywnych, jest za to brudna polityka i walka o wpływy, którą wygrać może tylko najsilniejszy, najbardziej bezwzględny i elastyczny gracz.
Pewnie parę osób zaczyna się teraz zastanawiać, czy ta książka ma w ogóle jakieś wady. Oczywiście, że ma. Na szczęście jest ich dużo mniej niż w starym wydaniu powieści, bowiem autor usunął z fabuły nic nie wnoszące (poza zamieszaniem) wątki, w zamian dodając nowe, wyraźnie poprawiające jakość i głębię opowieści. W moim odczuciu, największymi wadami nowego wydania powieści pozostają wizje nękające Pedra, a zwłaszcza ta najdłuższa z nich. Ale, co muszę podkreślić z całą swoją stukilogramową stanowczością, pozostaną onewadami tylko i wyłącznie wtedy, jeśli nigdy nie pojawi się kontynuacja rozpoczętej w "Innych okrętach" historii... A więc, moi drodzy, kupujcie i czytajcie – nie pozwólmy Leszczyńskiemu zniknąć z kart alternatywnej historii!
Jako, że zawsze oceniam książki w skali 1-10, tym razem też tak zrobię. Stara wersja powieści dostała u mnie 8 na 10 możliwych punktów. Nowej, bez żadnego wahania i z ogromną nadzieją na więcej, daję 9 na 10. Ten jeden, brakujący do 10 punkcik, zabrałem za dwie ostatnie, zarwane przez książkę noce...
(recenzja pierwotnie ukazała się na Szortal.com)
Inne Inne okręty?
Hubert Przybylski
Kiedy równo dwa lata temu przeczytałem pierwszą wersję "Innych okrętów" Romka Pawlaka, byłem zarazem oczarowany (bardzo mocno), jak i rozczarowany (troszeczkę) opowiedzianą w powieści historią. Dlatego, kiedy tylko Romek Pawlak zapowiedział, że możliwe jest ukazanie się nowej wersji...
książkę dostałam kiedyś w gratisie, lubię odległe cywilizacje. nie najgorszy pomysł, choć i tak od początku nieco naiwny i schematyczny, im dalej w las entuzjazm gasł (zamach na papieża czy jakoś tak szczególnie mi przekreślił tą książkę) ja wiem, że miało być o inkach, ale tam jest ich najmniej, lubiący przygodę i odniesienia historyczne proszę bardzo najbardziej mi się podobała 1 cz. książki ostatnich parudziesięciu stron nie doczytałam, choć czyta się dość przyjemnie i szybko.
książkę dostałam kiedyś w gratisie, lubię odległe cywilizacje. nie najgorszy pomysł, choć i tak od początku nieco naiwny i schematyczny, im dalej w las entuzjazm gasł (zamach na papieża czy jakoś tak szczególnie mi przekreślił tą książkę) ja wiem, że miało być o inkach, ale tam jest ich najmniej, lubiący przygodę i odniesienia historyczne proszę bardzo najbardziej mi się...
Książki o historii alternatywnej są płodnym tematem dla coraz szerszego grona autorów. Przyznam, że lubię ten gatunek literacki, choć bardzo rzadko po niego sięgam. Moimi ulubionymi pozycjami w tym rodzaju są dwie książki Marcina Wolskiego: "Wallenrod" i "Mocarstwo" - obydwie skupiające się na alternatywnej wizji Polski w której nasza Ojczyzna podpisała pakt z Niemcami i ramie w ramie ruszają na wschód (uwaga spojler!), by potem silna i niepodległa Rzeczpospolita była prawdziwym mocarstwem (koniec spojlera) – ah, jakie to było by piękne. Drugim autorem z naszego rodzimego podwórka który swoich sił próbuje w tym gatunku jest Romuald Pawlak - twórca dziś recenzowanej książki.
Romuald Pawlak jest autorem wszechstronnym. Swoimi książkami udowodnił, że nie zamyka się tylko w jednym gatunku literatury, ale w wielu z nich czuje się bardzo dobrze. Jest twórcą kilku książek fantastycznych miedzy innymi: "Czarem i smokiem", "Wilcza krew, smoczego ognia". Pisuje także dla młodszego czytelnika - "Czapka Holmesa". W swoim dorobku ma również powieść historyczną - "Cabezano. Król karłów" (muszę ją przeczytać) oraz obyczajową - "Póki pies nas nie rozłączy". Ale to historia alternatywna jest tym od czego autor zaczynał swoją przygodę z powieściami i to właśnie "Inne Okręty" są pierwszą wydaną przez niego książką.
"Inne Okręty" pozwalają przenieść się czytelnikowi do czasów konkwistadorów i podboju obecnej Ameryki Łacińskiej przez Europejczyków. Lecz tu wszystko potoczyło się inaczej niż znamy to z kart historii. Pierwsza próba kolonizacji Inków kończy się klęską, Francisco Pizarro ginie w bitwie pod Saran, a jego oddziały zostają pokonane. Jedynie garstka konkwistadorów osiedla się na wybrzeżu. Jednak są oni skazani na łaskę potężnego Inki i jego narodu. Lecz tam gdzie mieszkają Hiszpanie krążą pogłoski, że w ich ojczyźnie tworzy się wielka armada która ma za zadanie pomścić klęskę Pizarra i pokonać Inków, skolonizować ich terytoria, a ich wykorzystywać jako niewolników.
Cała wyżej opisana historia jest jedynie tłem dla głównych wydarzeń książki i losów głównego bohatera - Pedra de Manjarres, hiszpańskiego kapitana jednej z karaweli który po wybuchu wojny ma do stracenia znacznie więcej niż inni jego towarzysze. W jednym z Inkaskich miast przebywa jego ukochana - Asarpay. Co gorsza kobieta jest rodowitą Indianką, a wojna może uczynić z niej jedną z tysięcy hiszpańskich niewolnic. Pedro pełen obaw o swoją ukochaną wyrusza w najtrudniejszą w życiu podróż w głąb krainy Inków by ją ratować.
Sama ksiażka jest naprawdę dobrze napisana i odpowiada na pytanie:
Reszta recenzji na blogu:
http://ksiazkiwpajeczynie.blogspot.com/2015/02/co-by-byo-gdyby-kon-pizzara-sie-potkna.html
Książki o historii alternatywnej są płodnym tematem dla coraz szerszego grona autorów. Przyznam, że lubię ten gatunek literacki, choć bardzo rzadko po niego sięgam. Moimi ulubionymi pozycjami w tym rodzaju są dwie książki Marcina Wolskiego: "Wallenrod" i "Mocarstwo" - obydwie skupiające się na alternatywnej wizji Polski w której nasza Ojczyzna podpisała pakt z Niemcami i...
Bardzo dziwna książka, którą trudno ocenić jednoznacznie w kategorii dobra czy słaba. Na tę książkę wpadłem przypadkiem, będąc na wczasach wszedłem do księgarni w poszukiwaniu czegoś do czytania w czasie smażenia się na plaży. Moją uwagę przykuła fajna okładka i recenzja zamieszczona na ostatniej stronie. Jakoż że lubię historię a pozycji przygodowych dotyczących państwa Inków jest niewiele uznałem że będzie to fajna odskocznia od kryminałów i horrorów które ostatnio przerabiałem.
Romuald Pawlak w swojej książce nieźle namieszał, wywracając bieg historii do góry nogami. Wyznaczył własny bieg wydarzeń od momentu gdy Francisco Pizarro nie podbija państwa Inków lecz ginie w bitwie pod Saran. Hiszpanie szykują się do nowej inwazji na państwo Inków w 20 lat po śmierci Pizarra.
W cały ten wojenny chaos świetnie wpisany jest wątek miłosny, niczym z Sienkiewiczowskiej trylogii. Główni bohaterowie Hiszpański kapitan marynarz i młoda Indianka darzący się wielkim uczuciem, próbują przeżyć wojenną zawieruchę która wciąga ich w samo sedno toczących się walk.
Autor w swej książce umieszcza też wątek polski, niejaki Leszczyński wraz ze swoim oddziałem walczy u boku Hiszpanów w tej chrześcijańskiej krucjacie przeciwko Inkom.
Tak mniej więcej przedstawia się motyw przewodni Książki "Inne okręty", ja jednak oczekiwałem czegoś więcej. Pan Pawlak bardzo szeroko opisuje miejsca akcji, co może trochę nużyć czytelnika. Opisy walk niezwykle dokładne,przeżuty wojsk z lewej flanki na prawą z prawej do centrum itp. nieco męczą. Natomiast co do nawiązania historycznego na które liczyłem to istne seiens fiction, no i jeszcze jak dla mnie zbyt mała ilośc dialogów między bohaterami.
Podsumowując, pomysł na ksiązkę bardzo fajny, realizacja średnia, czegoś mi brakowało, czegoś co pozwala zapamiętać ksiązkę na dłużej, jednakże każdy czytelnik ma inne oczekiwania a więc i opinnie mogą być rożne.
Bardzo dziwna książka, którą trudno ocenić jednoznacznie w kategorii dobra czy słaba. Na tę książkę wpadłem przypadkiem, będąc na wczasach wszedłem do księgarni w poszukiwaniu czegoś do czytania w czasie smażenia się na plaży. Moją uwagę przykuła fajna okładka i recenzja zamieszczona na ostatniej stronie. Jakoż że lubię historię a pozycji przygodowych dotyczących państwa...
Brat domagał się o parę słów o tej powieści, co skusiło mnie do dość szybkiego jej przeczytania. Książka nieco mnie rozczarowała. Wprawdzie czytało się ją całkiem nieźle, co niestety nie zmienia faktu, że mnie nie porwała. Brak w niej wątków, których rozstrzygnięcia wypatrywałabym z niecierpliwością. Wątek romansowy miał swój urok, jednak wątki batalistyczne nie sprawiły, bym oczami wyobraźni widziała burzone mury i konne szarże, które miały miejsce. Na uwagę zasługuje na pewno alternatywna wizja podboju inkaskiego państwa przez hiszpańskie mocarstwo. Niestety przewijające się wizje, których doświadcza główny bohater, tylko utrudniają lekturę. Zastanawia mnie natomiast tytuł tej książki, bo wątków marynistycznych w zasadzie brakuje a i tytułowe okręty pojawiają się sporadycznie. Nawet się o nich zbyt wiele nie wspomina. Książka szuka nowego domku, nie wrócę do niej na pewno.
Brat domagał się o parę słów o tej powieści, co skusiło mnie do dość szybkiego jej przeczytania. Książka nieco mnie rozczarowała. Wprawdzie czytało się ją całkiem nieźle, co niestety nie zmienia faktu, że mnie nie porwała. Brak w niej wątków, których rozstrzygnięcia wypatrywałabym z niecierpliwością. Wątek romansowy miał swój urok, jednak wątki batalistyczne nie sprawiły,...
Podbój imperium Inków, niezależnie od punktu widzenia dotyczącego tego dramatycznego przecież wydarzenia w dziejach Ameryki Południowej, do dziś porusza wyobraźnie, pisarzy, historyków i publicystów wielu pokoleń. Nawet z perspektywy tak odległej jak Polska, zdobycie tak ogromnego i zaawansowanego technologicznie, architektonicznie i społecznie imperium przez garstkę awanturniczych i chyba lekko szalonych hiszpańskich konkwistadorów, wydaje się zgoła niemożliwe i fascynujące. Na kanwie tego wydarzenia powstała powieść Romualda Pawlaka „Inne okręty”, alternatywna wizja znanej wszystkim historii, dość znacznie różniąca się od prawdziwych wydarzeń tego okresu. Koń hiszpańskiego dowódcy Francisco Pizzarro potyka się w czasie walki, zabijając jeźdźca, a podbój indiańskiego państwa nigdy się nie dokonuje.
Mija dwadzieścia lat, hiszpańscy królowie nie rezygnują łatwo z ogromnych bogactw i możliwości jakie zapewnia Nowy Świat. Rozpoczyna się kolejna zbrojna ekspedycja, o wiele liczniejsza, lepiej zorganizowana, uzbrojona i zmotywowana.
TYM RAZEM PODBÓJ MOŻE SIĘ UDAĆ!!!!
Wśród wojennej zawieruchy, szczęku mieczy, krwawych pogańskich obrzędów, armatnich salw, na styku dwóch jakże odmiennych światów, kwitnie zakazana MIŁOŚĆ. Wbrew wszystkim i wszystkiemu łączy ona dowódcę hiszpańskiej karaweli Pedro de Manjarresa, oraz młodą indiankę Asarpay. Jedyną szansa ocalenia jest uczucia jest ucieczka przez ogarnięte wojenną pożogą terytorium, wraz ze świadomością iż złapanie ich przez którąś ze stron oznacza automatycznie śmierć.
ZACZYNA SIĘ DRAMATYCZNY WYŚCIG Z CZASEM, WALKA O OCALENIE ŻYCIA I TEGO, CO DLA NICH NAJWAŻNIEJSZE…
To bardzo dobrze napisana, urzekająca stylem, literackim kunsztem, niezwykle i plastycznym i przestrzennym widzeniem świata przygodowa powieść. Książka może nie poraża dynamizmem i gwałtownymi zwrotami akcji, lecz dzięki swoistemu klimatowi, nasyconej tajemnicą aurze i świeżości, wciąga i intryguje od początku do końca.
Wielowątkowe, barwne, widziane z różnych perspektyw (i dziejące się w różnych przedziałach czasowych) spojrzenie na toczącą się kolonizacje Ameryki nie pozwala nam się nudzić. Ciekawym, choć nieco egzotycznym akcentem jest udział w tym przedsięwzięciu polskich żołnierzy, szukających na końcu świata sławy i bogactwa.
To opowieść o wielowymiarowej miłości, wojnie, trudnych wyborach i poświęceniu. Obietnicach, których moc zdolna jest pokonać nawet czas…
Oderwij się na chwilę od codzienności, poczuj wspaniały, niepowtarzalny i urzekający świat powieści Romualda Pawlaka.
Tu wszystko jest możliwe…..
„ A co by było, gdyby koń Pizzara się potknął?”
Podbój imperium Inków, niezależnie od punktu widzenia dotyczącego tego dramatycznego przecież wydarzenia w dziejach Ameryki Południowej, do dziś porusza wyobraźnie, pisarzy, historyków i publicystów wielu pokoleń. Nawet z perspektywy tak odległej jak Polska, zdobycie tak ogromnego i zaawansowanego technologicznie,...
Amerykę odkrył Kolumb. Majów podbili Aztekowie. Azteków Cortes. Inków zaś Pizarro. Choć nie, przepraszam. XVI wiek, Saran, stu europejczyków przeciwko wielotysięcznej indiańskiej armii. To jedno potknięcie, przewrócenie konia Pizarra. Klęska. Kilka lat później Indianie szykują się do wojny. Hiszpanie również. Miedzy tym kapitan Pedro de Manjarres i Aspary – Indianka dziwnie obeznana z językiem, nawiązująca kontakty z cudzoziemcami, jak jakiś… szpieg. W tle gubernator de Andagoya, ojciec San Lucar, generał Leszczyński. Łączy ich jedno: przygoda.
Główne postacie plus te epizodyczne i akcja nam się nawiązuje, powoli nabiera tępa, przyśpiesza… W końcu nie zauważamy nic poza dżunglą, kolejnymi planami gubernatora, indiańskimi wierzeniami… po prostu wsiąkamy. Choć jakby spojrzeć na to ze strony technicznej, nie mamy szans. Jesteśmy skazani na znudzenie i myśli „Co? Znowu to samo?!”. Pan Romuald nie pokazuje nam nic nowego. Walka, przygody, a w tle miłość. Miłość, która chce wepchnąć się na pierwszy plan i której w pewnym momencie się to udaje.
Jedyne co odróżnia tę pozycje od innych czytadeł to miejsce akcji. Tu na wierzch wychodzi moja słabość – Ameryka Południowa. Amazonka, dżungla – nie umiem przejść obok tego obojętnie, dlatego z zapałem przewracałam kolejne kartki, pożerałam opisy, przed oczyma miałam obraz świątyń Inków, nadbrzeżne porty Hiszpanów. Autor zastosował również ciekawy zabieg literacki, historie kapitana de Manjarresa i gubernatora de Andagoya przedstawiane są oddzielnie, stykają się dopiero w połowie książki, choć wbrew wątpliwości powiązane są ze sobą już wcześniej. Między tym jest kilka wątków pobocznych m. in. Papieża Aleksandra czy kilku Polaków walczących o kawałek ziemi w Nowym Świecie, które ładnie uzupełniają całość powieści, dają uczucie pełności.
Jednak mimo tych zalet nie da się nie zauważyć braków w fabule, jej szablonowości. Mimo, że ciekawie napisana, powieść wiele traci. Postacie, choć całkiem dobrze zarysowane nie są w pełni przedstawione. Brakuje tego wejścia w głąb bohatera.
Książka jest zaliczana do fantasty. Jednak bardziej przypomina romans, dlatego nie radzę podchodzić do niej z nastawieniem na wampiry, magiczne moce, zaklęcia, klątwy. Raczej jako takiego „zapychacza”, czytadła dobrego na deszczowe dni.
Widziałam masę opinii, które twierdziły, że jest beznadziejna i może dlatego, że nie za dużo od niej wymagałam, nie zawiodłam się. Bo „Inne okręty” to nie jest jakaś ambitna powieść, tylko kilka godzin dobrej zabawy.
Amerykę odkrył Kolumb. Majów podbili Aztekowie. Azteków Cortes. Inków zaś Pizarro. Choć nie, przepraszam. XVI wiek, Saran, stu europejczyków przeciwko wielotysięcznej indiańskiej armii. To jedno potknięcie, przewrócenie konia Pizarra. Klęska. Kilka lat później Indianie szykują się do wojny. Hiszpanie również. Miedzy tym kapitan Pedro de Manjarres i Aspary – Indianka...
Mimo iż nie jestem jakimś zapalonym historykiem to czasami lubie poczytać sobie o czasach bardzo odległych naszej epoce. Książka Romualda Pawlaka zabiera nas w podróż do krain Indian, którzy już nie długo nie będą już wiedli bardzo spokojnego życia. Główny bohater Pedro de Manjarres Hiszpan o polskich korzeniach wypływa w podróż do Tumbez, gdzie ma zamiar handlować z Indianami. Jako kupiec ma bardzo dobre kontakty z rdzennymi mieszkańcami, a nawet zakochał się w pewnej pięknej Indiance. Jak się okazuje do Tumbez docierają hiszpańscy konkwistadorzy. Rozpoczyna się krwawa wojna, ale losy potoczą się w tej opowieści inaczej niż mówią o tym fakty historyczne.
Inne okręty to moje drugie spotkanie z twórczością Romualda Pawlaka i muszę stwierdzić, że powieści obyczajowe o życiu zwykłych ludzi ("Póki pies nas nie rozłączy") bardziej pasują mi do tego autora. Książka ta to przedstawienie dobrego pomysłu autora jednak niestety nie do końca była to pasjonująca i wciągająca historia. Muszę przyznać z przykrością, że książka odrobinę mnie męczyła. Jest to kolejna książka, w której mamy do czynienia z wątkiem miłosnym, którego losy zależne są od działań otaczających ich ludzi. Gdy sięgałam po tę książkę miałam nadzieje poczytać przynajmniej o porywających scenach batalistycznych, o jakiś przełomowych momentach w czasie bitwy, a tu klops wszystko non stop było takie samo, nudne i schematyczne.
Bohaterowie co tu dużo mówić nie byli zbyt charakterystycznymi postaciami i trudno mi w tym momencie powiedzieć coś na ich temat. Żadna z nich nie wyróżniała się niczym szczególnym. Jedyne co może zaskoczyć to udział Polskich oddziałów w inwazji na Inków i co za tym idzie przez moment widać, ze autor miał wielki przypływ weny twórczej, ponieważ akurat ten fragment był niespodziewanie dopracowany.
Książki nie wpisuję na czarną listę i może kiedyś jeszcze po nią sięgnę. Jednak osoby, którym nie jest bliska ta tematyka nie mogą oczekiwać jakiegoś górnolotnego dzieła. Zapraszam do dzielenia się wrażeniami ;].
ksiazkimolaksiazkowegoxp.blogspot.com
Mimo iż nie jestem jakimś zapalonym historykiem to czasami lubie poczytać sobie o czasach bardzo odległych naszej epoce. Książka Romualda Pawlaka zabiera nas w podróż do krain Indian, którzy już nie długo nie będą już wiedli bardzo spokojnego życia. Główny bohater Pedro de Manjarres Hiszpan o polskich korzeniach wypływa w podróż do Tumbez, gdzie ma zamiar handlować z...
Czasami zdarza się, że sugerujemy się tytułem i oczekujemy od książki czegoś innego, nastawiamy się na jedno, otrzymujemy drugie. Znacie to uczucie? No właśnie. Ja tak miałam z książką „Inne okręty”, nie wiem dlaczego nastawiłam się na książkę która będzie swego rodzaju przewodnikiem po flocie wojennej. Przyznaję, nie przeczytałam opisu wydawcy, bo wtedy wiedziałabym czego oczekiwać. I pewnie oczekiwałabym jeszcze więcej.
Okres podbojów geograficznych Ameryki Środkowej to rzadki motyw, czy to w literaturze czy w filmie. O ile kilka filmów o tej tematyce mogłabym wymienić, natomiast jest to prawdopodobnie jedna z pierwszych książek, która nie jest traktatem naukowym a która zabiera mnie do nowego świata, abym była świadkiem wydarzeń, które na zawsze zmienią losy świata, teoretycznie w sposób Malo spektakularny, bez wybuchów, bez grzybów nuklearnych eksplozji, ale odbiją się echem w najdalszych zakątkach globy przecież. Dla mnie to już jest ogromny plus. Oryginalność, bo czasami mamy wrażenie że ostatnio chociażby zalewa nas fala wampirów, lub powieści których akcja dzieje się w średniowieczu, w Europie. A są inne miejsca, inne epoki które przecież warto poznać. Toteż gdy uświadomiłam sobie o czym ta książka opowiada byłam zachwycona, chociaż i pełna obaw gdyż nie jest to łatwy okres, proste wydarzenia. Wokół kolonizacji Nowego Świata wyrosło wiele legend, funkcjonuje wiele nieprawdziwych opinii i naprawdę trzeba mieć dużą wiedzę i sporą odwagę by się zmierzyć z tą tematyką.
Moim zdaniem autor doskonale się wywiązał z tego zadania, książka jest ciekawa wciągająca oraz co ważne jeśli chodzi o tak zwany pierwszy rzut oka, jest intrygująca, okładka przyciąga wzrok, kusi swoją prostotą i ową tajemniczą aurą. To tak przy okazji ostatnich dyskusji o okładkach.
Obiektywnie książka jest powieścią idealną, oryginalny temat poruszony w ciekawy sposób, ciekawe watki, wciągająca fabuła, wszystko to osadzone w bardzo interesującym okresie historycznym, tak now właśnie, ale ja mam ALE. Teraz czas na mój subiektywny osób, bo książka mimo tych wszystkich cech, które czynią ją dobrą receptą na spędzenie czasu mnie nie zachwyciła, nie sprawiła, że czytałam ją z wypiekami na twarzy, nie zżyłam się z bohaterami, obojętnie śledziłam ich losy. Bez cienia zaangażowania. Nie potrafię wytłumaczyć tego zjawiska. Po prostu nie zaskoczyły trybiki, nie zadziałała chemia. Na pewno zrobię jeszcze jedno podejście do tej książki, bo być może to kwestia złego okresu w moim życiu, ponieważ temat wart jest zgłębienia.
Czasami zdarza się, że sugerujemy się tytułem i oczekujemy od książki czegoś innego, nastawiamy się na jedno, otrzymujemy drugie. Znacie to uczucie? No właśnie. Ja tak miałam z książką „Inne okręty”, nie wiem dlaczego nastawiłam się na książkę która będzie swego rodzaju przewodnikiem po flocie wojennej. Przyznaję, nie przeczytałam opisu wydawcy, bo wtedy wiedziałabym czego...
Co by było, gdyby koń Pizarra się potknął? Takie intrygujące pytania stawia nam Romuald Pawlak w powieści „Inne Okręty”, której drugie wydanie pojawiło się niedawno na rynku.
Historia upadku imperiów Azteków i Inków od wieków fascynuje historyków. I nic dziwnego. Dwa wielkie imperia amerykańskie o niezwykłych osiągnięciach w dziedzinach inżynierii czy administracji zostały zniszczone przez garstki awanturników i zwykłych bandytów. Zainteresowanie podsycają dodatkowo tajemnice obu tych ludów, których dziedzictwo w dużej mierze zniszczyli konkwistadorzy.
Co by było, gdyby koń Pizarra się potknął? Takie intrygujące pytania stawia nam Romuald Pawlak w powieści „Inne Okręty”, której drugie wydanie pojawiło się niedawno na rynku.
Historia upadku imperiów Azteków i Inków od wieków fascynuje historyków. I nic dziwnego. Dwa wielkie imperia amerykańskie o niezwykłych osiągnięciach w dziedzinach inżynierii czy administracji zostały...
"Inne okręty" Romualda Pawlaka to powieść z pogranicza fikcji i mitu. Cała fabuła oparta jest na stwierdzeniu: "Co by było, gdyby...".
Akcja toczy się w państwie Inków, którzy wbrew prawdziwej historii są godnym przeciwnikiem hiszpańskich konkwistadorów. Najeźdźcy mają wielki problem z podbiciem złotodajnej krainy.
Na okładce powieści czytamy: "Wojna i honor, miłość i zdrada oraz niesamowite opisy walk to składowe wyjątkowej podróży w głąb alternatywnej historii upadku Imperium Inków!".
Po tym opisie miałam nadzieję przeczytać książkę, która będzie wspaniałą lekturą dla każdego. Niestety okazuje się, że tak nie jest. Z całej książki aktualne są tylko wojna i opisy walk.
Chociaż wątek miłosny rozpoczyna i kończy całą literacką podróż, to jest go niezmiernie mało pośród obszernych opisów zawieruchy wojennej. Tworzy zaledwie tło i uzasadnienie dla poczynań głównego bohatera Pedro de Manjarresa. Większość fabuły skupia się na bitwach i sztuce wojennej, co jest raczej nużące dla osób, których nie interesuje ten temat.
Na dodatek żadna z postaci nie przejawia choćby w skromnym stopniu honoru, o którym mowa w opisie. Każde działanie sprzeczne z moralnością i wiernością przyjaciołom, dowódcom czy władcom jest tłumaczone wyższą koniecznością spowodowaną okolicznościami lub strachem. Gdzie w takim postępowaniu można znaleźć reklamowany honor? Raczej nigdzie...
W bardzo wielu miejscach autor urywa opowiadanie dosłownie w pół słowa i przenosi czytelnika w odległe miejsce. Raz nawet w środku powieści następuje wielowiekowy przeskok czasowy. Znajdujemy się nagle bez powodu w zupełnie innym świecie. Jedynie terytorium kraju łączy obie opowiadane historie. O wiele zgrabniej byłoby zamieścić tę wyrwaną z kontekstu prawie współczesną historię kraju Inków na samym końcu powieści jako epilog.
Nadmierna ilość wielokropków i urwanych słów po pewnym czasie zaczyna drażnić. Całość ratuje wspaniały język i lekkość pióra pisarza. Powieść byłaby bardziej pociągająca dla szerszego grona odbiorców, gdyby rozbudowane zostały bardziej pozostałe wątki opowieści.
Jednakże, pomimo niedociągnięć powieści, polecam ją osobom lubującym się w strategiach wojen podjazdowych i oblężniczych, a także miłośnikom starożytnych kultur Ameryki Południowej.
"Inne okręty" Romualda Pawlaka to powieść z pogranicza fikcji i mitu. Cała fabuła oparta jest na stwierdzeniu: "Co by było, gdyby...".
Akcja toczy się w państwie Inków, którzy wbrew prawdziwej historii są godnym przeciwnikiem hiszpańskich konkwistadorów. Najeźdźcy mają wielki problem z podbiciem złotodajnej krainy.
Na okładce powieści czytamy: "Wojna i honor, miłość...
W Państwie Inków nastała wojna domowa ,a osłabione po niej było bardzo łatwym celem dla najeźdźców. Francisco Pizarro podstępem wymordował władcę Atahualpę i szlachtę Inkaską. Hiszpanie w ciągu kilku lat opanowali imperium Inków. Tak było na prawdę ,ale co by się stało gdyby oddział Pizarra poległ w starciu z Indianami ? Romuald Pawlak puszcza wodzę fantazji w powieści "Inne okręty" i zabiera czytelnika do Państwa ,które nie poddało się Hiszpanom.
Francisco Pizarro poległ w bitwie pod Saran i tylko nieliczni Europejczycy osiedlają się na wybrzeżu ,a Inkowie są nadzwyczaj odporni na wpływy zachodniej cywilizacji. Hiszpanie szykują się do kolejnej próby podboju Nowego Świata. Pedro de Manjarres jest kapitanem hiszpańskiej karaweli i wyrusza w głąb Państwa Inków w poszukiwaniu ukochanej Indianki ,Asarpay. W ciągu podróży wpada w ręce Indian ,poznaje nowe fakty o swoich znajomych i odkrywa pewien dar ,który pomaga mu w różnych sytuacjach. W tym czasie zaczyna się wojna mogąca rozdzielić go z ukochaną...
Bardzo się bałam tej książki. Myślałam ,że wiele dat ,zawiłych nazw i nudnych opisów utrudni mi lekturę. Jednak rozczarowałam się pozytywnie. "Inne okręty" zostały napisane lekkim językiem i choć pojawiały się obce mi nazwy ,nietrudne było domyśleć się ich znaczenia. Alternatywna wizja Pana Pawlaka jest przedstawiana głównie przez trzy postacie ,co umożliwia nam poznanie trzech różnych punktów widzenia. Wiemy co ludzie z innych środowisk myślą o podboju i dlaczego.
Fabuła jest bardzo ciekawa ,nie posiada zbędnych opisów. Cały czas coś się dzieje i trzyma czytelnika w napięciu. Interesujący jest wątek wizji przyszłości jakie miewa de Manjarres ,aczkolwiek czasem nie rozumiałam co mają wspólnego z dziejącą się akcją ,a autor nie postarał się dostatecznie by mi to wytłumaczyć. Niektórym może się też nie spodobać urywanie wątków w dość ciekawych momentach i przechodzenie do następnego. Pomimo tego "Inne okręty" zrobiły na mnie dość pozytywne wrażenie. Zostawiły po sobie chęć do przeczytania o dalszych losach kapitana i jego ukochanej ,które niestety nie zostały napisane. Choć zawsze bardziej interesowali mnie Indianie z Ameryki Północnej to po tej książce nabrałam ochoty na bliższe poznanie kultur z południowego kontynentu. Polecam wszystkim miłośnikom podróży w czasie i po świecie :)
W Państwie Inków nastała wojna domowa ,a osłabione po niej było bardzo łatwym celem dla najeźdźców. Francisco Pizarro podstępem wymordował władcę Atahualpę i szlachtę Inkaską. Hiszpanie w ciągu kilku lat opanowali imperium Inków. Tak było na prawdę ,ale co by się stało gdyby oddział Pizarra poległ w starciu z Indianami ? Romuald Pawlak puszcza wodzę fantazji w powieści...
Napisanie recenzji tej książki było dla mnie niezmiernie trudne, gdyż ciężko mi się odnaleźć w tematyce spekulacji historycznej pomimo to czytało się ją całkiem przyjemnie.
Wszystko wychodzi od pytania "Co by było gdyby koń Pizarra się potknął?". Właśnie co by było? Historia zapewne potoczyła by się nieco innym torem. W tej wersji po pierwszej przegranej walce konkwistadorów pod wodzą Francisca Pizzarra Inkowie stali się wyjątkowo nieprzychylni namolnym próbą nawracania oraz europejskim imigrantom.
Przygoda zaczyna się w chwili gdy hiszpański kapitan Pedro de Manjarres przybija do brzegu Tumbez w kraju Inków. Ważne jest dla niego nie tylko dostarczenie towarów, w tym kukurydzy, jak również odwiedzenie swojej miłości Indianki Asarpay. Chce ją namówić by razem uciekli do Panamy. Niedługo rozpocznie się wojna, która brutalną siłą może rozdzielić dwójkę kochanków. Wracając od ukochanej Pedro zostaje napadnięty przez Inków, którzy sądzą że jest on hiszpańskim szpiegiem. Chcąc zdobyć informacje pojąc go zielem prawdy, które sprawia ,że naglą go dziwne wizje przeszłości. On cudem unika śmierci i chce oddalić się od tego nieprzyjaznego lądu, lecz jego ukochana znika...
Od teraz rozpoczyna się przygoda o śmierć i życie oraz miłość i wolność.
Romuald Pawlak jest autorem m.in. Czarem i smokiem, jak i wilczej krwi, smoczego ognia oraz Czapki Holmesa za którą został nominowany do nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek oraz nagrody im. Kornela Makuszyńskiego.
Książka ta wymaga lekkiej znajomości historii świat , lepiej zrozumieć ten tekst. Polecam ją głównie przez wysoko rozwinięty język oraz stylistykę powieści i wspaniałe opisy miejsc.
Pozycja obowiązkowa dla miłośnika historii oraz opowieści co by było gdyby ,a jednocześnie. gdzie najważniejszą rolę odgrywają zwykli ludzie.
Napisanie recenzji tej książki było dla mnie niezmiernie trudne, gdyż ciężko mi się odnaleźć w tematyce spekulacji historycznej pomimo to czytało się ją całkiem przyjemnie.
Wszystko wychodzi od pytania "Co by było gdyby koń Pizarra się potknął?". Właśnie co by było? Historia zapewne potoczyła by się nieco innym torem. W tej wersji po pierwszej przegranej walce...
Pierwsza próba podboju państwa Inków przez Francisco Pizarro zakończyła się klęską. Konkwistadorzy zostali krwawo odparci i tylko nieliczni Hiszpanie zdecydowali się osiedlić się na brzegach nowo odkrytych terenów. Inkowie tylko i wyłącznie na niewielkich i wyznaczonych terenach tolerowali obecność tych ,,innych”. Niestrudzeni Hiszpanie postanawiają jeszcze raz spróbować opanować ,,nowe” terenu. Wielka i dobrze uzbrojona armia wyrusza na podbój państwa Inków. Ludzie są zdeterminowani , kieruje nimi wola walki i chęć zdobycia bogactwa. Hiszpanom towarzyszy również oddział polskiej Konnicy pod dowództwem Ignacego Leszczyńskiego.
Wiedzący o zbliżającej się wojnie kapitan statku ,,Gwiazda” Pedro de Manjarres postanawia zabrać z niebezpiecznych terenów swoją ukochaną -Indiankę Asarpay. Jednak nie zdąża na czas i oprócz kontynuowania poszukiwań musi stawić czoło nowym wojennym realiom. Czy uda mu się odnaleźć ukochaną? Czy obojgu uda się przeżyć? Czy Inkom uda się obronić swoje tereny przed najeźdźcami? Jak potoczą się losy polskiego oddziału?
,,Inne okręty” to pasjonująca i barwna opowieść. Historia o próbie podboju państwa Inków, delikatnie zmieniona przez autora. Dla miłośników historii oraz osób które lubią poznawać kulturę innych narodów jest to idealna pozycja.
Książka oprócz historycznych wątków zaciekawia również historią miłosną trochę w stylu ,,Romeo i Julii”. Tylko, że zamiast dwóch zwaśnionych rodów mamy dwie ścierające się ze sobą kultury. Dwoje zakochanych w sobie ludzi których miłość zaskakuję . Nie tyle z powodu intensywności uczuć co z powodu różnic kulturowych. Hiszpanom nie mieściło się w głowie by jedne z nich mógł zakochać się w Indiance. Najczęstsze opinie jakie spotykał dotyczyły tego że ta ,,dzikuska” na pewno czymś go zaczarowała, rzuciła na niego jakiś urok. I taka miłość się nie zdarza.
Największym atutem ,,Innych okrętów” jest niewątpliwie styl Romualda Pawlaka. Urzeka on czytelnika językiem którym się posługuję, barwnymi opisami, rozbudowanymi porównaniami.
W książce przeszkadzała mi jedna rzecz- brak dynamiki. Nie było wartkiej akcji, zaskakujących momentów czy też zwrotów akcji.
Barwna i zaciekawiająca swoją fabułą książka jest idealną pozycją dla wszystkich tych którzy lubią poznawać inne kultury oraz dla wszystkich pasjonatów historii.
Książkę otrzymałam wydawnictwa Erica za co bardzo serdecznie dziękuję!
Pierwsza próba podboju państwa Inków przez Francisco Pizarro zakończyła się klęską. Konkwistadorzy zostali krwawo odparci i tylko nieliczni Hiszpanie zdecydowali się osiedlić się na brzegach nowo odkrytych terenów. Inkowie tylko i wyłącznie na niewielkich i wyznaczonych terenach tolerowali obecność tych ,,innych”. Niestrudzeni Hiszpanie postanawiają jeszcze raz spróbować...
Książka zaintrygowała mnie najbardziej pytaniem postawionym przez autora, a widocznym już na okładce "A co by było gdyby koń Pizzara się potknął?".
Jest to wersja alternatywna historii podboju Imperium Inków. Swojego czasu byłam zafascynowana wielkimi kulturami Ameryki Południowej więc po książkę sięgnęłam bardzo chętnie. Musze się przyznać, że wcześniej nie spotkałam się z żadną książką tego autora więc nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać.
"Inne okręty" miło mnie zaskoczyły. Jest to historia kapitana hiszpańskiego okrętu, który przypłynął do Ameryki kierowany żądzą złota, ale poznawszy urodziwą, mądrą Indiankę marzy już tylko o życiu u boku ukochanej. Choć na początku fabuła nieco się dłużyła to chwilę później już porwały mnie losy kapitana de Manjarresa i Asarpay. Z wielką przyjemnością śledziłam wątek ucieczki zakochanych i nagle spotkał mnie niestety zawód. Czekałam na kolejne ich perypetie podczas wędrówki przez kontynent, a tu wszystko zostało pominięte przez autora. Następnym razem spotykamy ich już daleko od miejsca, w którym ich zostawiliśmy. Szkoda, bo mogłaby to być bardzo ciekawa opowieść.
Odniosłam wrażenie jakby pisarz chciał nam przedstawić bardzo dużo w bardzo, krótkim czasie. I to najbardziej uderzyło mnie w tej powieści. Powtórzę się, ale naprawdę szkoda, bo gdyby Pawlak bardziej rozwinął niektóre wątki wyszłaby mu naprawdę świetna powieść, o zdecydowanie większej objętości. Zabrakło mi również opisów imperium inkaskiego ,choćby bardziej szczegółowego opisu miast zdobywanych przez gubernatora Andagoyę .
Nie zrozumcie mnie źle. Nie mówię, że książka jest zła. Jestem dość daleka od tej opinii. Wzięłam pod uwagę, że "Inne okręty" to debiut powieściowy Pawlaka. I jako taki jest bardzo dobry. Lekki styl i piękny język sprawiały ,że od książki nie potrafiłam się oderwać. Z przyjemnością pozwoliłam autorowi zabrać się do czasów kiedy rdzenni mieszkańcu Ameryki walczyli o swoje ziemie z najeźdźcami. Bardzo podoba mi się wątek polski , który Pawlak umieścił w swojej książce. W armii Andagoyi walczy polska konnica pod dowództwem Ignacego Leszczyńskiego. Oczywiście Leszczyński przy okazji załatwia własne sprawy, czyli szuka idealnego miejsca na założenie polskiej osady. W wizji de Manjarresa odnajdujemy również papieża -Polaka, pochodzącego z protektoratu Małopolskiego, a dokładniej z Krakowa (skądś to znamy, prawda ?).
Powiem szczerze, bardzo lubię książki przedstawiające alternatywne wizje różnych wydarzeń dlatego "Inne okręty" wydały mi się powieścią wartą przeczytania. Czy się zawiodłam? Nie, spodziewałam się bowiem przyjemnej lektury z ciekawą fabułą i to otrzymałam. I choć wydaje się , że autor nie w pełni wykorzystał potencjał jak dał mu temat powieści to i tak książkę uważam za godną polecenia
Źródło recenzji : http://moniczyta.blogspot.com/2011/08/inne-okrety-inna-historia.html
Książka zaintrygowała mnie najbardziej pytaniem postawionym przez autora, a widocznym już na okładce "A co by było gdyby koń Pizzara się potknął?".
Jest to wersja alternatywna historii podboju Imperium Inków. Swojego czasu byłam zafascynowana wielkimi kulturami Ameryki Południowej więc po książkę sięgnęłam bardzo chętnie. Musze się przyznać, że wcześniej nie spotkałam się...
Gdy ta książka trafiła w moje ręce bardzo się ucieszyłam, gdyż nigdy nic jeszcze o państwie Inków nie czytałam.
. . . i to chyba tyle moich zachwytów nad tą pozycją. Nie powiem, że się przy niej nudziłam, bo dość szybko się "czytała". Jednak nie wiem dlaczego, pomimo, że przeczytałam ją wczoraj do tej pory nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś fragmentu który mnie oczarował, mną zawładnął.
Niby coś się działo, ale historie są pourywane, zaczynają się lub kończą na połowie słowa.
No przykro mi to nie dla mnie. Możliwe, że to "za wysoka literatura" jak dla mnie?
Gdy ta książka trafiła w moje ręce bardzo się ucieszyłam, gdyż nigdy nic jeszcze o państwie Inków nie czytałam.
. . . i to chyba tyle moich zachwytów nad tą pozycją. Nie powiem, że się przy niej nudziłam, bo dość szybko się "czytała". Jednak nie wiem dlaczego, pomimo, że przeczytałam ją wczoraj do tej pory nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś fragmentu który mnie oczarował,...
Czy wam też się zdarza mieć uprzedzenia do jakiegoś rodzaju literatury? Mi bardzo często. Wszyscy wokół pewnie już wiedzą, że nie lubię obyczajówek i romansów. Jako człowiek kochający fantastykę lubię, gdy magia jest wplatana grubymi nićmi w karty powieści, albo gdy akcja pędzi jak szalona, a te dwa rodzaje nie dostarczają mi, ani jednego, ani drugiego. Robię jednak wszystko, by cokolwiek zmienić w moim stosunku do nich. Tak samo jest z polskimi autorami. Często zastanawiam się, skąd wzięła się ta niechęć. Może przeszkadza mi fakt, że wydarzenia dzieją się w Polsce, albo to, że autorzy chcą naśladować styl zagranicznych pisarzy. Teraz nadeszła chwila prawdy, bowiem przyszedł czas, żeby przeczytać powieść "Inne Okręty" Romualda Pawlaka.
Pisarz ma już na swoim koncie kilka książek m. in. "Czasem i Smokiem", "Wilcza Krew, Smoczy Ogień", czy też "Armia Ślepców". Napisał także "Miłek z Czarnego Lasu" - książkę dla dzieci, za którą dostał nagrodę Polskiej Sekcji IBBY, a także coś dla młodzieży - "Czapka Holmesa". Autor ma w swoim dorobku także powieści historyczne i obyczajowe, więc można śmiało przypuszczać, że jest uzdolniony wszechgatunkowo.
Okładka "Innych Okrętów" w niczym mnie nie zainteresowała. Czarne tło, rysunek jakiegoś żołnierza, kawałki żelaza ubrudzone krwią, a to wszystko w kolorach złoto-żółto-pomarańczowo-czerwonych. Do tego tytuł utrzymany w tej samej stylistyce.
Pierwsze, na co zwracam uwagę to tytuł książki. Od razu przyszło mi na myśl, że autor zapewne będzie opowiadał o tym, jak dawniej wyglądały statki, czy może o bitwach morskich. Gdyby nie okładka rozmyślałabym też, iż może zechce nas zapoznać z okrętami przyszłości, jednak obrazek wyraźnie wskazywał, że nie ma o tym mowy.
Nie lubię, gdy okładki są zdobione (zwłaszcza z przodu!) jakimiś mottami, hasłami, krótkimi wypowiedziami innych pisarzy, czy czymkolwiek innym. Tu, małym druczkiem, utrzymanym w tej samej kolorystyce, co reszta, pojawia się zdanie: "Co by było, gdyby koń Pizzara się potknął?". To zagadnienie sprawiło, że już wiedziałam w jakiej epoce i gdzie na świecie będzie się toczyć historia, którą mam w ręku. Będzie to czas kolonizacji Ameryki. Dzikie, nieprzebyte puszcze, indianie... Western to to chyba jeszcze nie jest, lecz historia zapowiada się ciekawie.
Pierwsza próba podboju państwa Inków kończy się klęską. Francisco Pizzaro ginie, a konkwistadorzy zostają pokonani. Tylko nieliczni europejczycy osiedlają się na wybrzeżu. Z Hiszpanii wyrusza potężny oddział, by zniszczyć wrogów i zapanować nad Nowym Światem.
Głównym bohaterem powieści jest Pedro de Manjarres. To kapitan hiszpańskiej karaweli, zwykły handlarz. Człowiek ten chętnie odwiedza Amerykę, gdyż tam, w jednym z inkańskich miast, jest jego kobieta, indianka imieniem Asarpay. Mężczyzna obawia się wojny, gdyż może ona rozdzielić ich na zawsze. Właśnie z tego powodu przeżywa niezapomniane przygody w Ameryce Środkowej.
Zanim zaczęłam czytać książkę, najbardziej spodziewałam się opowieści o przygodach europejczyków w nowym świecie. Myślałam, że spotkam barwne opisy kultury i zwyczajów indiańskich, porównane z tymi naszymi, a także zapoznam się z dzikimi, naturalnymi krajobrazami Meksyku. Spodziewałam się krwawych bitew i tortur, przemocy.
A co dostałam?
Otóż Romuald Pawlak poczęstował mnie jedną z historii, jakich nie znoszę. Tak, popełnił błąd i dostarczył mi romansidło. Żeby jeszcze było mało, to romansidło bez uczuć. To, co przeczytałam skojarzyło mi się z pewną bajką dla dzieci, której od najmłodszych lat nienawidziłam z całego serca.
Któż to nie pamięta historii Pocahontas? To jedna z najpopularniejszych bajek, a przynajmniej wśród dziewcząt. Wojna w Nowym Świecie, europejski więzień, indiańska kobieta, zakazana miłość i obowiązkowo szczęśliwe zakończenie. Tyle razy leciała w telewizji, że w końcu nawet ja ją obejrzałam, jednak nie przypadła mi do gustu. Tak to była z bajeczkami Disney'a i tymi o Barbie. Może rzeczywiście jestem szalona, albo to tylko kwestia mojego gustu, ale tak zostało mi do dnia dzisiejszego. Nie zmieniłam się wiele.
Jak już wspomniałam, książka to taka inna wersja Pocahontas. Zastanawia mnie tylko to, w której z nich było więcej akcji, romantyzmu i krwawych scen. Postacie też wydawały mi się lekko przerysowane, tak jak nadzwyczaj dobry i pobożny klecha, San Lucar, czy okrutny, pełen przemocy gubernator, dowódca wojska Hiszpańskiego.
"Teraz dyndali na szubienicach.
Leżeli w stosach - poćwiartowani.
W popiołach ognisk - jakby żywcem paleni."
To jeden z najbardziej drastycznych opisów, na jaki natrafiłam, albo po prostu nie miałam szczęścia. Na pierwszy rzut oka widać, że autor reprezentuje górną półkę, jeśli chodzi o styl, jednak ta książka po prostu mnie przynudzała. Opisy wojny nie były nawet w połowie tak dobre, jak u Bernarda Cornwella. Narracja trzecioosobowa sprawiła, że książkę czytało mi się lekko i szybko, jednak uczucia i opisy pozostawiały wiele do życzenia.
Zawiodłam się na tej książce. Dostałam od niej to, czego nie chciałam. Nie dowiedziałam się niczego ciekawego z historii, czy kultury ludów indiańskich. Z przyjemnych tematów autor nie zrobił niczego ciekawego. Jedyne, czym się popisał, to fakt, że ma dobry warsztat i oryginalne pomysły. Ja za to zyskałam kolejny powód, by nie lubić polskich autorów.
Czy wam też się zdarza mieć uprzedzenia do jakiegoś rodzaju literatury? Mi bardzo często. Wszyscy wokół pewnie już wiedzą, że nie lubię obyczajówek i romansów. Jako człowiek kochający fantastykę lubię, gdy magia jest wplatana grubymi nićmi w karty powieści, albo gdy akcja pędzi jak szalona, a te dwa rodzaje nie dostarczają mi, ani jednego, ani drugiego. Robię jednak...
Romuald Pawlak jest autorem wielu książek fantastycznych. Jest właścicielem pewnego szalonego psa, wielbicielem historii i marzycielem. Mimo to, nie słyszałam o tym autorze, a tym bardziej nie czytałam jego książek. Pewnego dnia, wybrałam tę pozycję, jednak miałam pewne obawy zanim zaczęłam czytać. Po pierwsze okładka i opis naprowadziły mnie na słowo - wojna. Nie lubię czytać o wojnie, o tym jak się zabijają tylko po to, aby zdobyć jakieś terytorium. Po drugie, historia. Wspominałam kiedyś, że jej nie lubię? Nie? To już wiecie. :) Czy moje obawy zostały rozwiane? O tym dalej...
Pedro de Manjares, kapitan hiszpańskiej karaweli przybywa do Tumbez. Interesy, pieniądze i... Asarpay, Indianka, w której jest zakochany. Pedro chce, aby jego kobieta wróciła z nim do Panamy, chociaż sam wie, co ostatnio się stało, gdy ona tam była. Asarpay odmówiła mu i zaczęli się kłócić. De Manjares, zły i zawiedziony, wracając wieczorem na statek zostaje napadnięty przez tubylców, a gdy następnego dnia idzie do Asarpay, kobieta siedząca obok jej mieszkania, mówi, ze poszła w góry, do Cajas. Bohater dostaje przewodnika od swojego przyjaciela, który ma doprowadzić go do ukochanej. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem.. Przewodnik ginie w górach, Pedro zostaje złapany przez Indian i przybywa do ich obozu, gdzie dostaje wizji, przez napój który podali mu kapłani. A tam.. spotyka Asarpay. Nie myślcie, drodzy czytelnicy, że na tym historia się kończy... Jeszcze długa droga przed wami. Czy de Manjares ucieknie ze swoją kobietą? Jak potoczą się ich losy? Kto wygra wojnę? Zapraszam Was do lektury...:)
Autor zaciekawił mnie na samym początku barwnym językiem i ciekawym pomysłem na książkę. Jednak już pod koniec części pierwszej zaczęłam się nudzić, odkładałam książkę, myślałam o wszystkim tylko nie o świecie przedstawionym przez Romualda Pawlaka. Przez kilka dni przekonywałam sama siebie do tej książki i czytałam ją na siłę. Naprawdę miałam ochotę ją odłożyć i więcej po nią nie sięgać. Stwierdziłam jednak, że warto przekonać się jak zakończy się ta powieść i pod koniec części trzeciej, od tej książki nikt nie mógł mnie od niej oderwać. Wspomnę o tym, że lektura ta jest podzielona na cztery części, w tym dwanaście rozdziałów.
W książce nie spotkamy szybkich zwrotów akcji i raczej też się nie pośmiejemy. Czytałam tę powieść ze względu na wątek miłosny Asarpay i de Manjaresa. Właściwie tylko to mnie jakoś zaciekawiło..
''Inne okręty'' jest książką, dla osób, które dobrze się czują, w tematach związanych z wojną, historią. Lektura ta nie wywarła na mnie ogromnego wrażenia i tak jak szybko przyszła tak szybko o niej zapomnę. Starałam się napisać coś o niej pozytywnego, ale chyba nie mogę już więcej. Po prostu nie lubię tego typu książek. Podsumowując, jeśli jesteś fanem Pawlaka lub też lubisz tego typu książki, sięgnij po nią. :)
Romuald Pawlak jest autorem wielu książek fantastycznych. Jest właścicielem pewnego szalonego psa, wielbicielem historii i marzycielem. Mimo to, nie słyszałam o tym autorze, a tym bardziej nie czytałam jego książek. Pewnego dnia, wybrałam tę pozycję, jednak miałam pewne obawy zanim zaczęłam czytać. Po pierwsze okładka i opis naprowadziły mnie na słowo - wojna. Nie lubię...
Na lekcjach historii nieraz poruszany był temat podbojów Europejczyków terenów, znajdujących się „za oceanem” w XV wieku, kiedy to przez przypadek Krzysztof Kolumb trafił do zupełnie innego świata, niż planował. W wyniku tego odkrycia, mieszkańcy Europy zyskali wiele nowych towarów, przypraw i kosztowności, o których istnieniu dotychczas nie mieli pojęcia. Jednak te działania i przymusowa kolonizacja posiada znacznie więcej minusów niż plusów. Mieszkańcy Europy na ziemiach Indian poczuli się niemal jak stali bywalcy, zagrabiając sobie terytoria, na których żyła dotychczas rdzenna ludność. Przymusowe nakłanianie do wierzenia w miłosiernego Boga, który pomagał oprawcom, zmuszanie do niewoli i niszczenie dotychczasowego dobytku – niewątpliwie Indianie na skutek odkrycia ich istnienia przez Europejczyków, stracili wiele. Za każdym razem dziwi mnie, że Hiszpanie, którzy głównie działali na tym kontynencie, dziwili się, iż czerwonoskórzy walczyli o swoją wolność, nie poddając się woli nieprzyjaciół. Ci „ucywilizowani” dążyli tylko do śmierci napotkanych osób i uważali się za lepszych, głównie dlatego, że posiadali broń, ubranie i prawa, które mogli wykorzystywać. „Inne okręty” Romualda Pawlaka to właśnie opowieść o losach kolonistów, zmieniających oblicze nieznanej dotąd Ameryki.
Romuald Pawlak przenosi czytelników na tereny dzisiejszej Ameryki, gdzie Inkowie zaciekle walczą o własne prawa i możliwość życia tak, jak żyli zanim pojawili się Europejczycy. Pierwsza próba podboju ich państwa kończy się fiaskiem, bowiem rdzenni mieszkańcy nie myślą nawet o poddaniu się woli nowych przybyszów. Inkowie nie pragną poznać szczegółów zachodniej cywilizacji ani też przeznaczyć czas na poznanie Boga białych ludzi. Nieliczni oprawcy postanawiają zamieszkać na wybrzeżu, wierząc, że z czasem ich wpływy rozrosną się. Z Hiszpanii wyrusza potężna armada, której przeznaczeniem jest zniszczyć wrogów i zadecydować, kto dalej będzie rządził Nowym Światem. Pedro de Manjarres, kapitan hiszpańskiej karaweli, szczególnie obawia się zbliżającej wojny – w jednym z inkaskich miast pozostawił swoją ukochaną Indiankę Asarpay, z którą wiąże plany na przyszłość. Hiszpan jest świadomy tego, że zbliżająca się bitwa może zmienić wiele w ich życiu. Wraz z kapitanem napływają rządni przygód i bogactwa polscy szlachcice, którzy również przyczynią się do podboju państwa Inków. De Manjarres postanawia walczyć o swoją miłość, pragnąc odnaleźć Asarpay. Jednak próbując to zrobić, odkrywa w sobie niezwykły dar: potrafi przewidzieć przyszłość.
„Inne okręty” to pierwsza powieść Romualda Pawlaka, która została wydana w 2003 roku przez Agencję Wydawniczą RUNA. Niedawno wydanie zostało wznowione przez Instytut Wydawniczy ERICA. Sam autor głównie specjalizuje się w tworzeniu fantastyki, a w swoim dorobku ma również książki dla dzieci i powieść obyczajową. Recenzowana przeze mnie pozycja to lektura o tematyce historycznej. Autor porusza intrygujący temat, jakim jest walka Inków z pewnymi swoich racji Europejczykami, którzy są w stanie zrobić niemal wszystko, aby chronić swoich praw. Przyznam, że niemal od samego początku dałam wciągnąć się w intrygującą historię o miłości i przyjaźni, ale też i zarazem o niezrozumiałej nienawiści i dążeniu do zyskania bogactwa za wszelką cenę. Razem z bohaterami tejże książki możemy obserwować zmianę otoczenia i nastawienia ludzi, którzy momentalnie zaczynają myśleć jedynie o własnym przetrwaniu. Pewni własnych racji Hiszpanie, nie spodziewający się żadnego oporu ze strony Inków, tworzą obraz materialistów i ludzi, postępujących wbrew wpajanym przez Boga zasadom. Interesujące jest również nastawienie Indian, którzy walczą, praktycznie nie mając broni, widocznej u Europejczyków. Nie myśleli chociażby na chwilę o tym, aby zaprzestać swych działań i pozwolić, aby ich ojczyznę nawiedziły rządy brutali. Wojna toczona pomiędzy ludźmi na pewien sposób obytymi, znającymi świat nieco bardziej niż nieprzyjaciele, i Inkami, którzy wierzą tylko w to, co widzą, jest brutalna, ale też i imponująca. Zwłaszcza, że na tych terenach można dojrzeć miłość rodem z bajki „Pocahontas” – Hiszpan zakochuje się w pięknej Indiance i nie pozwala jej odejść – nawet jeśli za swój wybór miałby przypłacić życiem.
Romuald Pawlak posiada lekki styl, który spowodował, że z trudnością odkładałam tę książkę chociażby na chwilę. Kolejne strony przemykały mi pomiędzy palcami, a przygody dzielnych Europejczyków nieraz miałam przed oczami, widząc jak dokonują trudnych wyborów. Opisy zaprezentowane w „Innych okrętach” potrafią pobudzić wyobraźnię czytelnika i spowodować, że odbiorca czuje się tak, jakby występował w centrum wydarzeń. Dialogi pomiędzy bohaterami idealnie wprowadzają nas do świata, gdzie wszystko jest możliwe, i otwierają drzwi do spraw, które niemal od samego początku intrygują. Bohaterowie zostali wykreowani w sposób godny uwagi – nie sposób pomylić żadną z postaci, bowiem każda z nich posiada odrębne cechy, wyróżniające ją z tłumu. Niekiedy w całości brakowało mi nieco większej spójności – nieraz w natłoku myśli można było nieco pogubić się w akcji. Również czasami żałowałam, iż autor nie dokańczał niektórych wydarzeń – podczas ucieczki Pedro i Asarpay wystąpiła luka w ich życiu, która niestety nie została niczym zapełniona. Jednak pomimo wszystko czytając „Inne okręty” bawiłam się znakomicie. W lekturze nie brakuje przygód, niebezpieczeństwa czyhającego na każdym kroku oraz przede wszystkim miłości, która sprawia, że na tle krwawych walk można znaleźć iskierkę czegoś, co rozbudza pozytywne emocje.
„Inne okręty” niewątpliwie trafią w gust osób, które interesują się historią, połączoną z ciekawą przygodą i wątkiem miłosnym. Owa książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Romualda Pawlaka i mam nadzieję, że w bliskiej przyszłości będę miała okazję przeczytać więcej jego powieści. Powieść polecam, w dalszym ciągu widząc oczyma wyobraźni zgrozę niczego winnych Indian.
Na lekcjach historii nieraz poruszany był temat podbojów Europejczyków terenów, znajdujących się „za oceanem” w XV wieku, kiedy to przez przypadek Krzysztof Kolumb trafił do zupełnie innego świata, niż planował. W wyniku tego odkrycia, mieszkańcy Europy zyskali wiele nowych towarów, przypraw i kosztowności, o których istnieniu dotychczas nie mieli pojęcia. Jednak te...
Pisanie tej recenzji było dla mnie naprawdę trudne. Każdy z nas ma czasem takie chwile, kiedy książka mu się podobała ale jednocześnie nie jest do niej przekonany i pozycja pana Pawlaka jest dla mnie taką właśnie lekturą.
"Co by było gdyby koń Pizarra się potknął?" zapytuje autor i puszcza wodze fantazji pozwalając historii potoczyć się innym torem. Hiszpanie od wielu lat koegzystują z Indianami na skrawku ziemi wydzielonym przez inkaskie imperium, cały czas gromadząc siły potrzebne do podbicia Inki. Kiedy w końcu nadchodzi wojna, Pedro de Manjarres i jego indiańska kochanka znajdują się w centrum wydarzeń.
Cudowny, niczym nie ograniczony potencjał. Pisząc od nowa historię, wplatając w nią fikcyjne postaci można stworzyć dzieło, którego czytelnik długo nie zapomni. O którym będzie opowiadał znajomym. Do przeczytania którego będzie namawiał. Zaserwować odbiorcy prawdziwy "el condor pasa"... można też zagmatwać fabułę i otworzyć wiele furtek.
W całej powieści było wiele momentów, kiedy wzbijałam się w przestworza unoszona przez piękny język i styl Pawlaka, aby... aby nagle stwierdzić z żalem, że mój lot właśnie się skończył. Autor przywodził mi na myśl ptaka z lękiem wysokości: dopóki nie odkryje, że się wzbija, lot przebiega spokojnie, potem jest już tylko paniczne łopotanie skrzydłami, byle tylko wylądować... Pawlakowy, potencjalnie cudowny "el condor pasa" owocuje natomiast nieco dziwnymi przeskokami w fabule. Przykład? Asarpay i De Manjarresowi udaje się uciec z pewnego miejsca - suspence zbudowany zostaje po mistrzowsku, jednak kondor właśnie odkrył, że się wzbił wysoko i... kiedy ich spotkałam następnym razem byli już daleko od tego miejsca, a Pawlak przemilczał ich przygody. A przecież tyle mogło się wydarzyć!
De Manjarres ma wizje przyszłości bliższej i bardzo odległej, te wizje wciągają niczym trąba powietrzna, ale... jesteśmy nadal w Kansas (czy właściwie gdzieś w Andach). De Manjarres zaś, podróżując samotnie po owładniętych wojną górach, nie dość, że przemierza ogromne odległości nadspodziewanie szybko, to jeszcze najwyraźniej jest kłopoto-odporny.
Spodziewałam się czegoś naprawdę wielkiego, wspaniałej powieści przygodowej, opisów kwitnącego Imperium Inków, może nawet podróży w czasie żeby te wizje odległej przyszłości jakoś powiązać z fabułą (a można było!), ale już na pewno alternatywnej historii, w której koń Pizarra się potknął. Dostałam to ostatnie. Całkiem nieźle podane, ale mogło być nieco lepiej.
Kiedy jednak przypomnę sobie półki w księgarniach uginające się pod wampirzo-wilkołaczo-anielskimi sagami, które pod względem językowym nie dorastają Pawlakowi do pięt, kiedy pomyślę o "powieściach o miłości" z piękną parą w namiętnym uścisku na różowych okładkach, których autorzy pewnie nawet nie wiedzą, że Pizarro miał konia, a galeon zapewne uważają za część garderoby... nagle "el condor pasa" przestaje być aż tak istotne. Książka Pawlaka wymaga myślenia, wiedzy ogólnej pozwalającej wychwycić subtelne różnice w historii, chociażby Polski, wplecione w fabułę.
Podsumowując: może Pawlak nie wykorzystał w pełni potencjału, ale stworzył piękną pod względem językowym i stylistycznym powieść, którą polecam daleko bardziej, niż tanie wampirze paperbacki.
ksiazkawmiescie.blogspot.com
Pisanie tej recenzji było dla mnie naprawdę trudne. Każdy z nas ma czasem takie chwile, kiedy książka mu się podobała ale jednocześnie nie jest do niej przekonany i pozycja pana Pawlaka jest dla mnie taką właśnie lekturą.
"Co by było gdyby koń Pizarra się potknął?" zapytuje autor i puszcza wodze fantazji pozwalając historii potoczyć się innym torem. Hiszpanie od wielu lat...
Niezły pomysł - fatalne wykonanie.
Brakuje mi rozwinięcia wątku polskiego.
W ogóle mam poczucie jakby autor mnóstwo wątków zaznaczył i rozpoczął a dowiózł ze dwa może trzy.
Niezły pomysł - fatalne wykonanie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBrakuje mi rozwinięcia wątku polskiego.
W ogóle mam poczucie jakby autor mnóstwo wątków zaznaczył i rozpoczął a dowiózł ze dwa może trzy.
Druga przeczytana przeze mnie książka Romualda Pawlaka po Rycerzu bezkonnym i w porównaniu do niego znacznie lepsza. Spójna historia, znośny wątek romansowy, oryginalny zamysł i ciekawie przedstawienie wątku wojennego. Od siebie polecam. 7/10.
Druga przeczytana przeze mnie książka Romualda Pawlaka po Rycerzu bezkonnym i w porównaniu do niego znacznie lepsza. Spójna historia, znośny wątek romansowy, oryginalny zamysł i ciekawie przedstawienie wątku wojennego. Od siebie polecam. 7/10.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka mocno przeciętna. Bohaterowie mocno nijacy. Wątki fantasy zrobione na doczepkę i bez sensu.
Książka mocno przeciętna. Bohaterowie mocno nijacy. Wątki fantasy zrobione na doczepkę i bez sensu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jest niesamowite, że w XXI wieku dalej pisze się tak przesiąknięte kolonializmem książki. Dodatkowo o kolonializmie.
To jest niesamowite, że w XXI wieku dalej pisze się tak przesiąknięte kolonializmem książki. Dodatkowo o kolonializmie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria podboju którego nie było. Książka ta zostawia mnie w rozkroku. Bo z jednej strony sporo tu świetnych momentów, ale z drugiej, nie bardzo wiadomo po co to wszystko.
Po kolei. Koncepcja świata alternatywnego bardzo elegancka, przemyślana, bez zarzutu. Na dodatek sporo tu nawiązań do naszej rzeczywistości, ale nie prostackich przełożeń, a właśnie modulowanych nawiązań (np. szarża Kozietulskiego, Asarpay, Wojtyła i zamach). Dwa, rzecz napisana jest dynamicznie, językiem warsztatowo nienagannym, wyjątkowo przyjemnym w obcowaniu. Trzy, postacie również nakreślone umiejętnie, z głębią zależną od planu na którym występują. Cztery, opis rzeczywistości plastyczny, naturalny, historycznie i kulturowo stosowny. Pięć, batalistyka wyważona, w normie. Narracja wojenna nie narzuca się powieści w sposób przesadny. Jedyny zarzut, który mi przychodzi do głowy, to nadmierna lakoniczność, wręcz asceza w prezentowaniu wydarzeń.
Czyli cała konstrukcja, narracja, mięso powieści, jest w najwyższym gatunku. I kompletnie nie mam pojęcia po co to wszystko.
Żeby opowiedzieć odrobinę pogmatwaną, romansową historię w trudnych czasach, z której nic specjalnego nie wynika? Bo to właściwie powtórnie opowiedziana historia Skrzetuskiego i Kurcewiczówny. Choć oczywiście nie dosłownie, a nawet przewrotnie. Druga rzecz to wizje. Coś tam mówią o przyszłości. No i co z tego? Po co to? Co z tego ma wyniknąć? Dla głównego wątku fabularnego wystarczyłyby znacznie krótsze i inaczej podane. Ich obszerność i szczegółowość powinna do czegoś prowadzić. Według mnie, nie prowadzi do niczego. Spowodowało to u mnie frustrujące wrażenie, że cała powieść jest bardzo szerokim, bogato przygotowanym intro, świetnie zawiązującym akcję przed głównymi wydarzeniami. Których niestety nie ma, bo dalej jest słowo "Koniec". I jeśli jesteśmy przy okazji rzeczy których nie rozumiem, to kocówka z Andagoyą jest zupełnie od czapy, nie znajduję dla niej żadnego umocowania.
Podsumowując, Inne okręty oparte są na niezłym pomyśle, jednak nie wyzyskują potencjału jakie ten dawał. Pozostają solidnym, sprawnie napisanym czytadłem.
Wysłuchałem w bardzo dobrej interpretacji Marcina Popczyńskiego.
6,5/10
Historia podboju którego nie było. Książka ta zostawia mnie w rozkroku. Bo z jednej strony sporo tu świetnych momentów, ale z drugiej, nie bardzo wiadomo po co to wszystko.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo kolei. Koncepcja świata alternatywnego bardzo elegancka, przemyślana, bez zarzutu. Na dodatek sporo tu nawiązań do naszej rzeczywistości, ale nie prostackich przełożeń, a właśnie modulowanych...
Gdybym nie czytał ksìążek do końca, to po pierwszym rozdziale zwyczajnie zakończył czytanie innych okrętów.
Zwodniczy opis książki zasugerował mi alternatywną wersję znanej konkwisty, jednak była ona tylko tłem dla opowiadanych w książce historii.
Dobrnąłem do końca, ale dostałem coś zupełnie innego niż się spodziewałem.
Gdybym nie czytał ksìążek do końca, to po pierwszym rozdziale zwyczajnie zakończył czytanie innych okrętów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZwodniczy opis książki zasugerował mi alternatywną wersję znanej konkwisty, jednak była ona tylko tłem dla opowiadanych w książce historii.
Dobrnąłem do końca, ale dostałem coś zupełnie innego niż się spodziewałem.
(recenzja pierwotnie ukazała się na Szortal.com)
Inne Inne okręty?
Hubert Przybylski
Kiedy równo dwa lata temu przeczytałem pierwszą wersję "Innych okrętów" Romka Pawlaka, byłem zarazem oczarowany (bardzo mocno), jak i rozczarowany (troszeczkę) opowiedzianą w powieści historią. Dlatego, kiedy tylko Romek Pawlak zapowiedział, że możliwe jest ukazanie się nowej wersji książki, zacząłem zacierać ręce. Zwłaszcza, że ze słów autora wynikało, że to, co mi w historii Pedra de Manjarresa przeszkadzało i rozczarowało, zostało usunięte lub poprawione. Ale do tego wrócę za chwilkę, bo teraz wypadałoby tym, którzy jeszcze nie zetknęli się z "Innymi okrętami", przybliżyć pokrótce zarys fabuły.
Przede wszystkim, akcja powieści rozgrywa się w czasach hiszpańskich prób podboju imperium Inków, gdzieś w latach sześćdziesiątych XVI wieku. Dlaczego prób? Bo to historia alternatywna, w której wyprawa Pizarra, za sprawą zwykłego pecha i zbiegu okoliczności, kończy się spektakularną klęską konkwistadorów i w rezultacie wzmocnieniem inkaskiego imperium. Mniej więcej dwadzieścia lat po śmierci Pizarry, Hiszpanie podejmują kolejną próbę – Cristobal Vaca de Andegoya zbiera dużo większe, niż Pizarra, siły i ponownie dokonuje najazdu na Inków. Na tle tych właśnie zmagań są przedstawione losy głównego bohatera powieści, de Manjarresa, który chcąc uratować z terenów ogarniętych wojną swoją ukochaną, Asarpay, jest co chwila wplątywany w rozgrywane przez obie walczące strony przeróżne intrygi.
Tych, którym się wydaje, że to kolejna książka z super-bohaterem typu "zabili go i uciekł" muszę rozczarować. Pedro nie jest genialnym fechmistrzem, ani strategiem, ani nie ma zręczności jaguara. Jest za to na wskroś normalnym, typowym dla tamtego okresu Hiszpanem. Ma zupełnie typową dla ludzi tamtego okresu moralność - w dodatku jest XVI-wiecznym marynarzem i, ze wszystkimi tego konsekwencjami, zachowuje się jak na takiego marynarza przystało. Nie jest też jakoś przesadnie mądry czy inteligentny - o otaczającym go świecie wie tyle, co i inni przybyli do Nowego Świata Europejczycy, a jak się z czasem okazuje, chwilami nawet mniej. Jedynym z dwóch wyróżników Pedra na tle innych rodaków i zarazem jedyną rzeczą dającą mu siłę do walki z przeciwieństwami losu jest uczucie, którym wbrew wszelkim konwenansom obdarzył czystej krwi Indiankę. Uczucie tak wielkie, że z czasem zmieni jego stosunek do siebie samego, świata i innych ludzi. Drugą cechą szczególną są wizje, które za sprawą podanego mu narkotyku, zaczynają pojawiać się w jego głowie w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Wizje świata przyszłości, których Pedro zrozumieć nie może i co do których ma wątpliwości, czy to tylko narkotyczne majaki, czy też to zsyłane przez Boga proroctwa. A jeśli to drugie, to czy na pewno się spełnią.
Teraz rozczaruję tych, którzy po poprzednim akapicie myślą, że "Inne okręty" to jakieś nudne romansidło z typowym facetem-średniakiem na wiecznym haju w roli głównej. W książce dzieje się bardzo dużo - jest wojna, a więc są bitwy, potyczki i zasadzki, są walki w miejskich zaułkach, w zdradliwych górach i w deszczowych lasach, są burdy w portowych knajpach, jest też wpadanie w niewolę i ucieczki z niej. Do tego obecne są wszędzie polityka, religia i chęć szybkiego wzbogacenia się, przez które intrygi mnożą się i nawarstwiają sprawiając, że po obu stronach konfliktu ciężko jest stwierdzić, kto swój, a kto wróg.
Ktoś mógłby zapytać, a co z elementem fantastycznym, czyli z alternatywną historią? Zatem śpieszę zapewnić, że opisana w powieści alternatywna historia świata jest jedną z najspójniejszych i najlogiczniej skonstruowanych alternatywnych historii, z jakimi się spotkałem i to nie tylko wśród twórczości rodzimych autorów. Wzajemna sieć powiązań i zależności pomiędzy aspektami politycznymi, socjologicznymi, kulturowymi, militarnymi, gospodarczymi, religijnymi i wszystkimi innymi jest tak pełna i realistyczna, że mogłaby być prawdziwą historią. Już sam polski mikro-wątek fabuły, czyli sprzymierzenia się Zygmunta Augusta z Turkami, pokazuje, na ile dojrzalsza od wizji innych autorów jest wizja Romka Pawlaka. Nie ma tu huraoptymizmu i popadania w skrajność typowego dla innych tego typu historii alternatywnych, jest za to brudna polityka i walka o wpływy, którą wygrać może tylko najsilniejszy, najbardziej bezwzględny i elastyczny gracz.
Pewnie parę osób zaczyna się teraz zastanawiać, czy ta książka ma w ogóle jakieś wady. Oczywiście, że ma. Na szczęście jest ich dużo mniej niż w starym wydaniu powieści, bowiem autor usunął z fabuły nic nie wnoszące (poza zamieszaniem) wątki, w zamian dodając nowe, wyraźnie poprawiające jakość i głębię opowieści. W moim odczuciu, największymi wadami nowego wydania powieści pozostają wizje nękające Pedra, a zwłaszcza ta najdłuższa z nich. Ale, co muszę podkreślić z całą swoją stukilogramową stanowczością, pozostaną onewadami tylko i wyłącznie wtedy, jeśli nigdy nie pojawi się kontynuacja rozpoczętej w "Innych okrętach" historii... A więc, moi drodzy, kupujcie i czytajcie – nie pozwólmy Leszczyńskiemu zniknąć z kart alternatywnej historii!
Jako, że zawsze oceniam książki w skali 1-10, tym razem też tak zrobię. Stara wersja powieści dostała u mnie 8 na 10 możliwych punktów. Nowej, bez żadnego wahania i z ogromną nadzieją na więcej, daję 9 na 10. Ten jeden, brakujący do 10 punkcik, zabrałem za dwie ostatnie, zarwane przez książkę noce...
(recenzja pierwotnie ukazała się na Szortal.com)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toInne Inne okręty?
Hubert Przybylski
Kiedy równo dwa lata temu przeczytałem pierwszą wersję "Innych okrętów" Romka Pawlaka, byłem zarazem oczarowany (bardzo mocno), jak i rozczarowany (troszeczkę) opowiedzianą w powieści historią. Dlatego, kiedy tylko Romek Pawlak zapowiedział, że możliwe jest ukazanie się nowej wersji...
książkę dostałam kiedyś w gratisie, lubię odległe cywilizacje. nie najgorszy pomysł, choć i tak od początku nieco naiwny i schematyczny, im dalej w las entuzjazm gasł (zamach na papieża czy jakoś tak szczególnie mi przekreślił tą książkę) ja wiem, że miało być o inkach, ale tam jest ich najmniej, lubiący przygodę i odniesienia historyczne proszę bardzo najbardziej mi się podobała 1 cz. książki ostatnich parudziesięciu stron nie doczytałam, choć czyta się dość przyjemnie i szybko.
książkę dostałam kiedyś w gratisie, lubię odległe cywilizacje. nie najgorszy pomysł, choć i tak od początku nieco naiwny i schematyczny, im dalej w las entuzjazm gasł (zamach na papieża czy jakoś tak szczególnie mi przekreślił tą książkę) ja wiem, że miało być o inkach, ale tam jest ich najmniej, lubiący przygodę i odniesienia historyczne proszę bardzo najbardziej mi się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł bardzo ciekawy. Niestety realizacja mnie nie przekonuje. Lekki zawód, ale napisane dość solidnie.
Pomysł bardzo ciekawy. Niestety realizacja mnie nie przekonuje. Lekki zawód, ale napisane dość solidnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążki o historii alternatywnej są płodnym tematem dla coraz szerszego grona autorów. Przyznam, że lubię ten gatunek literacki, choć bardzo rzadko po niego sięgam. Moimi ulubionymi pozycjami w tym rodzaju są dwie książki Marcina Wolskiego: "Wallenrod" i "Mocarstwo" - obydwie skupiające się na alternatywnej wizji Polski w której nasza Ojczyzna podpisała pakt z Niemcami i ramie w ramie ruszają na wschód (uwaga spojler!), by potem silna i niepodległa Rzeczpospolita była prawdziwym mocarstwem (koniec spojlera) – ah, jakie to było by piękne. Drugim autorem z naszego rodzimego podwórka który swoich sił próbuje w tym gatunku jest Romuald Pawlak - twórca dziś recenzowanej książki.
Romuald Pawlak jest autorem wszechstronnym. Swoimi książkami udowodnił, że nie zamyka się tylko w jednym gatunku literatury, ale w wielu z nich czuje się bardzo dobrze. Jest twórcą kilku książek fantastycznych miedzy innymi: "Czarem i smokiem", "Wilcza krew, smoczego ognia". Pisuje także dla młodszego czytelnika - "Czapka Holmesa". W swoim dorobku ma również powieść historyczną - "Cabezano. Król karłów" (muszę ją przeczytać) oraz obyczajową - "Póki pies nas nie rozłączy". Ale to historia alternatywna jest tym od czego autor zaczynał swoją przygodę z powieściami i to właśnie "Inne Okręty" są pierwszą wydaną przez niego książką.
"Inne Okręty" pozwalają przenieść się czytelnikowi do czasów konkwistadorów i podboju obecnej Ameryki Łacińskiej przez Europejczyków. Lecz tu wszystko potoczyło się inaczej niż znamy to z kart historii. Pierwsza próba kolonizacji Inków kończy się klęską, Francisco Pizarro ginie w bitwie pod Saran, a jego oddziały zostają pokonane. Jedynie garstka konkwistadorów osiedla się na wybrzeżu. Jednak są oni skazani na łaskę potężnego Inki i jego narodu. Lecz tam gdzie mieszkają Hiszpanie krążą pogłoski, że w ich ojczyźnie tworzy się wielka armada która ma za zadanie pomścić klęskę Pizarra i pokonać Inków, skolonizować ich terytoria, a ich wykorzystywać jako niewolników.
Cała wyżej opisana historia jest jedynie tłem dla głównych wydarzeń książki i losów głównego bohatera - Pedra de Manjarres, hiszpańskiego kapitana jednej z karaweli który po wybuchu wojny ma do stracenia znacznie więcej niż inni jego towarzysze. W jednym z Inkaskich miast przebywa jego ukochana - Asarpay. Co gorsza kobieta jest rodowitą Indianką, a wojna może uczynić z niej jedną z tysięcy hiszpańskich niewolnic. Pedro pełen obaw o swoją ukochaną wyrusza w najtrudniejszą w życiu podróż w głąb krainy Inków by ją ratować.
Sama ksiażka jest naprawdę dobrze napisana i odpowiada na pytanie:
Reszta recenzji na blogu:
http://ksiazkiwpajeczynie.blogspot.com/2015/02/co-by-byo-gdyby-kon-pizzara-sie-potkna.html
Książki o historii alternatywnej są płodnym tematem dla coraz szerszego grona autorów. Przyznam, że lubię ten gatunek literacki, choć bardzo rzadko po niego sięgam. Moimi ulubionymi pozycjami w tym rodzaju są dwie książki Marcina Wolskiego: "Wallenrod" i "Mocarstwo" - obydwie skupiające się na alternatywnej wizji Polski w której nasza Ojczyzna podpisała pakt z Niemcami i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dziwna książka, którą trudno ocenić jednoznacznie w kategorii dobra czy słaba. Na tę książkę wpadłem przypadkiem, będąc na wczasach wszedłem do księgarni w poszukiwaniu czegoś do czytania w czasie smażenia się na plaży. Moją uwagę przykuła fajna okładka i recenzja zamieszczona na ostatniej stronie. Jakoż że lubię historię a pozycji przygodowych dotyczących państwa Inków jest niewiele uznałem że będzie to fajna odskocznia od kryminałów i horrorów które ostatnio przerabiałem.
Romuald Pawlak w swojej książce nieźle namieszał, wywracając bieg historii do góry nogami. Wyznaczył własny bieg wydarzeń od momentu gdy Francisco Pizarro nie podbija państwa Inków lecz ginie w bitwie pod Saran. Hiszpanie szykują się do nowej inwazji na państwo Inków w 20 lat po śmierci Pizarra.
W cały ten wojenny chaos świetnie wpisany jest wątek miłosny, niczym z Sienkiewiczowskiej trylogii. Główni bohaterowie Hiszpański kapitan marynarz i młoda Indianka darzący się wielkim uczuciem, próbują przeżyć wojenną zawieruchę która wciąga ich w samo sedno toczących się walk.
Autor w swej książce umieszcza też wątek polski, niejaki Leszczyński wraz ze swoim oddziałem walczy u boku Hiszpanów w tej chrześcijańskiej krucjacie przeciwko Inkom.
Tak mniej więcej przedstawia się motyw przewodni Książki "Inne okręty", ja jednak oczekiwałem czegoś więcej. Pan Pawlak bardzo szeroko opisuje miejsca akcji, co może trochę nużyć czytelnika. Opisy walk niezwykle dokładne,przeżuty wojsk z lewej flanki na prawą z prawej do centrum itp. nieco męczą. Natomiast co do nawiązania historycznego na które liczyłem to istne seiens fiction, no i jeszcze jak dla mnie zbyt mała ilośc dialogów między bohaterami.
Podsumowując, pomysł na ksiązkę bardzo fajny, realizacja średnia, czegoś mi brakowało, czegoś co pozwala zapamiętać ksiązkę na dłużej, jednakże każdy czytelnik ma inne oczekiwania a więc i opinnie mogą być rożne.
Bardzo dziwna książka, którą trudno ocenić jednoznacznie w kategorii dobra czy słaba. Na tę książkę wpadłem przypadkiem, będąc na wczasach wszedłem do księgarni w poszukiwaniu czegoś do czytania w czasie smażenia się na plaży. Moją uwagę przykuła fajna okładka i recenzja zamieszczona na ostatniej stronie. Jakoż że lubię historię a pozycji przygodowych dotyczących państwa...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://my-fantastic-books.blogspot.com/2012/01/58-inne-okrety-recenzja.html
http://my-fantastic-books.blogspot.com/2012/01/58-inne-okrety-recenzja.html
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBrat domagał się o parę słów o tej powieści, co skusiło mnie do dość szybkiego jej przeczytania. Książka nieco mnie rozczarowała. Wprawdzie czytało się ją całkiem nieźle, co niestety nie zmienia faktu, że mnie nie porwała. Brak w niej wątków, których rozstrzygnięcia wypatrywałabym z niecierpliwością. Wątek romansowy miał swój urok, jednak wątki batalistyczne nie sprawiły, bym oczami wyobraźni widziała burzone mury i konne szarże, które miały miejsce. Na uwagę zasługuje na pewno alternatywna wizja podboju inkaskiego państwa przez hiszpańskie mocarstwo. Niestety przewijające się wizje, których doświadcza główny bohater, tylko utrudniają lekturę. Zastanawia mnie natomiast tytuł tej książki, bo wątków marynistycznych w zasadzie brakuje a i tytułowe okręty pojawiają się sporadycznie. Nawet się o nich zbyt wiele nie wspomina. Książka szuka nowego domku, nie wrócę do niej na pewno.
Brat domagał się o parę słów o tej powieści, co skusiło mnie do dość szybkiego jej przeczytania. Książka nieco mnie rozczarowała. Wprawdzie czytało się ją całkiem nieźle, co niestety nie zmienia faktu, że mnie nie porwała. Brak w niej wątków, których rozstrzygnięcia wypatrywałabym z niecierpliwością. Wątek romansowy miał swój urok, jednak wątki batalistyczne nie sprawiły,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„ A co by było, gdyby koń Pizzara się potknął?”
Podbój imperium Inków, niezależnie od punktu widzenia dotyczącego tego dramatycznego przecież wydarzenia w dziejach Ameryki Południowej, do dziś porusza wyobraźnie, pisarzy, historyków i publicystów wielu pokoleń. Nawet z perspektywy tak odległej jak Polska, zdobycie tak ogromnego i zaawansowanego technologicznie, architektonicznie i społecznie imperium przez garstkę awanturniczych i chyba lekko szalonych hiszpańskich konkwistadorów, wydaje się zgoła niemożliwe i fascynujące. Na kanwie tego wydarzenia powstała powieść Romualda Pawlaka „Inne okręty”, alternatywna wizja znanej wszystkim historii, dość znacznie różniąca się od prawdziwych wydarzeń tego okresu. Koń hiszpańskiego dowódcy Francisco Pizzarro potyka się w czasie walki, zabijając jeźdźca, a podbój indiańskiego państwa nigdy się nie dokonuje.
Mija dwadzieścia lat, hiszpańscy królowie nie rezygnują łatwo z ogromnych bogactw i możliwości jakie zapewnia Nowy Świat. Rozpoczyna się kolejna zbrojna ekspedycja, o wiele liczniejsza, lepiej zorganizowana, uzbrojona i zmotywowana.
TYM RAZEM PODBÓJ MOŻE SIĘ UDAĆ!!!!
Wśród wojennej zawieruchy, szczęku mieczy, krwawych pogańskich obrzędów, armatnich salw, na styku dwóch jakże odmiennych światów, kwitnie zakazana MIŁOŚĆ. Wbrew wszystkim i wszystkiemu łączy ona dowódcę hiszpańskiej karaweli Pedro de Manjarresa, oraz młodą indiankę Asarpay. Jedyną szansa ocalenia jest uczucia jest ucieczka przez ogarnięte wojenną pożogą terytorium, wraz ze świadomością iż złapanie ich przez którąś ze stron oznacza automatycznie śmierć.
ZACZYNA SIĘ DRAMATYCZNY WYŚCIG Z CZASEM, WALKA O OCALENIE ŻYCIA I TEGO, CO DLA NICH NAJWAŻNIEJSZE…
To bardzo dobrze napisana, urzekająca stylem, literackim kunsztem, niezwykle i plastycznym i przestrzennym widzeniem świata przygodowa powieść. Książka może nie poraża dynamizmem i gwałtownymi zwrotami akcji, lecz dzięki swoistemu klimatowi, nasyconej tajemnicą aurze i świeżości, wciąga i intryguje od początku do końca.
Wielowątkowe, barwne, widziane z różnych perspektyw (i dziejące się w różnych przedziałach czasowych) spojrzenie na toczącą się kolonizacje Ameryki nie pozwala nam się nudzić. Ciekawym, choć nieco egzotycznym akcentem jest udział w tym przedsięwzięciu polskich żołnierzy, szukających na końcu świata sławy i bogactwa.
To opowieść o wielowymiarowej miłości, wojnie, trudnych wyborach i poświęceniu. Obietnicach, których moc zdolna jest pokonać nawet czas…
Oderwij się na chwilę od codzienności, poczuj wspaniały, niepowtarzalny i urzekający świat powieści Romualda Pawlaka.
Tu wszystko jest możliwe…..
„ A co by było, gdyby koń Pizzara się potknął?”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodbój imperium Inków, niezależnie od punktu widzenia dotyczącego tego dramatycznego przecież wydarzenia w dziejach Ameryki Południowej, do dziś porusza wyobraźnie, pisarzy, historyków i publicystów wielu pokoleń. Nawet z perspektywy tak odległej jak Polska, zdobycie tak ogromnego i zaawansowanego technologicznie,...
Amerykę odkrył Kolumb. Majów podbili Aztekowie. Azteków Cortes. Inków zaś Pizarro. Choć nie, przepraszam. XVI wiek, Saran, stu europejczyków przeciwko wielotysięcznej indiańskiej armii. To jedno potknięcie, przewrócenie konia Pizarra. Klęska. Kilka lat później Indianie szykują się do wojny. Hiszpanie również. Miedzy tym kapitan Pedro de Manjarres i Aspary – Indianka dziwnie obeznana z językiem, nawiązująca kontakty z cudzoziemcami, jak jakiś… szpieg. W tle gubernator de Andagoya, ojciec San Lucar, generał Leszczyński. Łączy ich jedno: przygoda.
Główne postacie plus te epizodyczne i akcja nam się nawiązuje, powoli nabiera tępa, przyśpiesza… W końcu nie zauważamy nic poza dżunglą, kolejnymi planami gubernatora, indiańskimi wierzeniami… po prostu wsiąkamy. Choć jakby spojrzeć na to ze strony technicznej, nie mamy szans. Jesteśmy skazani na znudzenie i myśli „Co? Znowu to samo?!”. Pan Romuald nie pokazuje nam nic nowego. Walka, przygody, a w tle miłość. Miłość, która chce wepchnąć się na pierwszy plan i której w pewnym momencie się to udaje.
Jedyne co odróżnia tę pozycje od innych czytadeł to miejsce akcji. Tu na wierzch wychodzi moja słabość – Ameryka Południowa. Amazonka, dżungla – nie umiem przejść obok tego obojętnie, dlatego z zapałem przewracałam kolejne kartki, pożerałam opisy, przed oczyma miałam obraz świątyń Inków, nadbrzeżne porty Hiszpanów. Autor zastosował również ciekawy zabieg literacki, historie kapitana de Manjarresa i gubernatora de Andagoya przedstawiane są oddzielnie, stykają się dopiero w połowie książki, choć wbrew wątpliwości powiązane są ze sobą już wcześniej. Między tym jest kilka wątków pobocznych m. in. Papieża Aleksandra czy kilku Polaków walczących o kawałek ziemi w Nowym Świecie, które ładnie uzupełniają całość powieści, dają uczucie pełności.
Jednak mimo tych zalet nie da się nie zauważyć braków w fabule, jej szablonowości. Mimo, że ciekawie napisana, powieść wiele traci. Postacie, choć całkiem dobrze zarysowane nie są w pełni przedstawione. Brakuje tego wejścia w głąb bohatera.
Książka jest zaliczana do fantasty. Jednak bardziej przypomina romans, dlatego nie radzę podchodzić do niej z nastawieniem na wampiry, magiczne moce, zaklęcia, klątwy. Raczej jako takiego „zapychacza”, czytadła dobrego na deszczowe dni.
Widziałam masę opinii, które twierdziły, że jest beznadziejna i może dlatego, że nie za dużo od niej wymagałam, nie zawiodłam się. Bo „Inne okręty” to nie jest jakaś ambitna powieść, tylko kilka godzin dobrej zabawy.
Amerykę odkrył Kolumb. Majów podbili Aztekowie. Azteków Cortes. Inków zaś Pizarro. Choć nie, przepraszam. XVI wiek, Saran, stu europejczyków przeciwko wielotysięcznej indiańskiej armii. To jedno potknięcie, przewrócenie konia Pizarra. Klęska. Kilka lat później Indianie szykują się do wojny. Hiszpanie również. Miedzy tym kapitan Pedro de Manjarres i Aspary – Indianka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMimo iż nie jestem jakimś zapalonym historykiem to czasami lubie poczytać sobie o czasach bardzo odległych naszej epoce. Książka Romualda Pawlaka zabiera nas w podróż do krain Indian, którzy już nie długo nie będą już wiedli bardzo spokojnego życia. Główny bohater Pedro de Manjarres Hiszpan o polskich korzeniach wypływa w podróż do Tumbez, gdzie ma zamiar handlować z Indianami. Jako kupiec ma bardzo dobre kontakty z rdzennymi mieszkańcami, a nawet zakochał się w pewnej pięknej Indiance. Jak się okazuje do Tumbez docierają hiszpańscy konkwistadorzy. Rozpoczyna się krwawa wojna, ale losy potoczą się w tej opowieści inaczej niż mówią o tym fakty historyczne.
Inne okręty to moje drugie spotkanie z twórczością Romualda Pawlaka i muszę stwierdzić, że powieści obyczajowe o życiu zwykłych ludzi ("Póki pies nas nie rozłączy") bardziej pasują mi do tego autora. Książka ta to przedstawienie dobrego pomysłu autora jednak niestety nie do końca była to pasjonująca i wciągająca historia. Muszę przyznać z przykrością, że książka odrobinę mnie męczyła. Jest to kolejna książka, w której mamy do czynienia z wątkiem miłosnym, którego losy zależne są od działań otaczających ich ludzi. Gdy sięgałam po tę książkę miałam nadzieje poczytać przynajmniej o porywających scenach batalistycznych, o jakiś przełomowych momentach w czasie bitwy, a tu klops wszystko non stop było takie samo, nudne i schematyczne.
Bohaterowie co tu dużo mówić nie byli zbyt charakterystycznymi postaciami i trudno mi w tym momencie powiedzieć coś na ich temat. Żadna z nich nie wyróżniała się niczym szczególnym. Jedyne co może zaskoczyć to udział Polskich oddziałów w inwazji na Inków i co za tym idzie przez moment widać, ze autor miał wielki przypływ weny twórczej, ponieważ akurat ten fragment był niespodziewanie dopracowany.
Książki nie wpisuję na czarną listę i może kiedyś jeszcze po nią sięgnę. Jednak osoby, którym nie jest bliska ta tematyka nie mogą oczekiwać jakiegoś górnolotnego dzieła. Zapraszam do dzielenia się wrażeniami ;].
ksiazkimolaksiazkowegoxp.blogspot.com
Mimo iż nie jestem jakimś zapalonym historykiem to czasami lubie poczytać sobie o czasach bardzo odległych naszej epoce. Książka Romualda Pawlaka zabiera nas w podróż do krain Indian, którzy już nie długo nie będą już wiedli bardzo spokojnego życia. Główny bohater Pedro de Manjarres Hiszpan o polskich korzeniach wypływa w podróż do Tumbez, gdzie ma zamiar handlować z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami zdarza się, że sugerujemy się tytułem i oczekujemy od książki czegoś innego, nastawiamy się na jedno, otrzymujemy drugie. Znacie to uczucie? No właśnie. Ja tak miałam z książką „Inne okręty”, nie wiem dlaczego nastawiłam się na książkę która będzie swego rodzaju przewodnikiem po flocie wojennej. Przyznaję, nie przeczytałam opisu wydawcy, bo wtedy wiedziałabym czego oczekiwać. I pewnie oczekiwałabym jeszcze więcej.
Okres podbojów geograficznych Ameryki Środkowej to rzadki motyw, czy to w literaturze czy w filmie. O ile kilka filmów o tej tematyce mogłabym wymienić, natomiast jest to prawdopodobnie jedna z pierwszych książek, która nie jest traktatem naukowym a która zabiera mnie do nowego świata, abym była świadkiem wydarzeń, które na zawsze zmienią losy świata, teoretycznie w sposób Malo spektakularny, bez wybuchów, bez grzybów nuklearnych eksplozji, ale odbiją się echem w najdalszych zakątkach globy przecież. Dla mnie to już jest ogromny plus. Oryginalność, bo czasami mamy wrażenie że ostatnio chociażby zalewa nas fala wampirów, lub powieści których akcja dzieje się w średniowieczu, w Europie. A są inne miejsca, inne epoki które przecież warto poznać. Toteż gdy uświadomiłam sobie o czym ta książka opowiada byłam zachwycona, chociaż i pełna obaw gdyż nie jest to łatwy okres, proste wydarzenia. Wokół kolonizacji Nowego Świata wyrosło wiele legend, funkcjonuje wiele nieprawdziwych opinii i naprawdę trzeba mieć dużą wiedzę i sporą odwagę by się zmierzyć z tą tematyką.
Moim zdaniem autor doskonale się wywiązał z tego zadania, książka jest ciekawa wciągająca oraz co ważne jeśli chodzi o tak zwany pierwszy rzut oka, jest intrygująca, okładka przyciąga wzrok, kusi swoją prostotą i ową tajemniczą aurą. To tak przy okazji ostatnich dyskusji o okładkach.
Obiektywnie książka jest powieścią idealną, oryginalny temat poruszony w ciekawy sposób, ciekawe watki, wciągająca fabuła, wszystko to osadzone w bardzo interesującym okresie historycznym, tak now właśnie, ale ja mam ALE. Teraz czas na mój subiektywny osób, bo książka mimo tych wszystkich cech, które czynią ją dobrą receptą na spędzenie czasu mnie nie zachwyciła, nie sprawiła, że czytałam ją z wypiekami na twarzy, nie zżyłam się z bohaterami, obojętnie śledziłam ich losy. Bez cienia zaangażowania. Nie potrafię wytłumaczyć tego zjawiska. Po prostu nie zaskoczyły trybiki, nie zadziałała chemia. Na pewno zrobię jeszcze jedno podejście do tej książki, bo być może to kwestia złego okresu w moim życiu, ponieważ temat wart jest zgłębienia.
Czasami zdarza się, że sugerujemy się tytułem i oczekujemy od książki czegoś innego, nastawiamy się na jedno, otrzymujemy drugie. Znacie to uczucie? No właśnie. Ja tak miałam z książką „Inne okręty”, nie wiem dlaczego nastawiłam się na książkę która będzie swego rodzaju przewodnikiem po flocie wojennej. Przyznaję, nie przeczytałam opisu wydawcy, bo wtedy wiedziałabym czego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo by było, gdyby koń Pizarra się potknął? Takie intrygujące pytania stawia nam Romuald Pawlak w powieści „Inne Okręty”, której drugie wydanie pojawiło się niedawno na rynku.
Historia upadku imperiów Azteków i Inków od wieków fascynuje historyków. I nic dziwnego. Dwa wielkie imperia amerykańskie o niezwykłych osiągnięciach w dziedzinach inżynierii czy administracji zostały zniszczone przez garstki awanturników i zwykłych bandytów. Zainteresowanie podsycają dodatkowo tajemnice obu tych ludów, których dziedzictwo w dużej mierze zniszczyli konkwistadorzy.
Dalszy ciąg na: http://zpierwszejpolki.pl/romuald-pawlak-8211-8222inne-okrety8221-czyli-alternatywna-historia-imperium-inkow/
Co by było, gdyby koń Pizarra się potknął? Takie intrygujące pytania stawia nam Romuald Pawlak w powieści „Inne Okręty”, której drugie wydanie pojawiło się niedawno na rynku.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria upadku imperiów Azteków i Inków od wieków fascynuje historyków. I nic dziwnego. Dwa wielkie imperia amerykańskie o niezwykłych osiągnięciach w dziedzinach inżynierii czy administracji zostały...
"Inne okręty" Romualda Pawlaka to powieść z pogranicza fikcji i mitu. Cała fabuła oparta jest na stwierdzeniu: "Co by było, gdyby...".
Akcja toczy się w państwie Inków, którzy wbrew prawdziwej historii są godnym przeciwnikiem hiszpańskich konkwistadorów. Najeźdźcy mają wielki problem z podbiciem złotodajnej krainy.
Na okładce powieści czytamy: "Wojna i honor, miłość i zdrada oraz niesamowite opisy walk to składowe wyjątkowej podróży w głąb alternatywnej historii upadku Imperium Inków!".
Po tym opisie miałam nadzieję przeczytać książkę, która będzie wspaniałą lekturą dla każdego. Niestety okazuje się, że tak nie jest. Z całej książki aktualne są tylko wojna i opisy walk.
Chociaż wątek miłosny rozpoczyna i kończy całą literacką podróż, to jest go niezmiernie mało pośród obszernych opisów zawieruchy wojennej. Tworzy zaledwie tło i uzasadnienie dla poczynań głównego bohatera Pedro de Manjarresa. Większość fabuły skupia się na bitwach i sztuce wojennej, co jest raczej nużące dla osób, których nie interesuje ten temat.
Na dodatek żadna z postaci nie przejawia choćby w skromnym stopniu honoru, o którym mowa w opisie. Każde działanie sprzeczne z moralnością i wiernością przyjaciołom, dowódcom czy władcom jest tłumaczone wyższą koniecznością spowodowaną okolicznościami lub strachem. Gdzie w takim postępowaniu można znaleźć reklamowany honor? Raczej nigdzie...
W bardzo wielu miejscach autor urywa opowiadanie dosłownie w pół słowa i przenosi czytelnika w odległe miejsce. Raz nawet w środku powieści następuje wielowiekowy przeskok czasowy. Znajdujemy się nagle bez powodu w zupełnie innym świecie. Jedynie terytorium kraju łączy obie opowiadane historie. O wiele zgrabniej byłoby zamieścić tę wyrwaną z kontekstu prawie współczesną historię kraju Inków na samym końcu powieści jako epilog.
Nadmierna ilość wielokropków i urwanych słów po pewnym czasie zaczyna drażnić. Całość ratuje wspaniały język i lekkość pióra pisarza. Powieść byłaby bardziej pociągająca dla szerszego grona odbiorców, gdyby rozbudowane zostały bardziej pozostałe wątki opowieści.
Jednakże, pomimo niedociągnięć powieści, polecam ją osobom lubującym się w strategiach wojen podjazdowych i oblężniczych, a także miłośnikom starożytnych kultur Ameryki Południowej.
"Inne okręty" Romualda Pawlaka to powieść z pogranicza fikcji i mitu. Cała fabuła oparta jest na stwierdzeniu: "Co by było, gdyby...".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja toczy się w państwie Inków, którzy wbrew prawdziwej historii są godnym przeciwnikiem hiszpańskich konkwistadorów. Najeźdźcy mają wielki problem z podbiciem złotodajnej krainy.
Na okładce powieści czytamy: "Wojna i honor, miłość...
W Państwie Inków nastała wojna domowa ,a osłabione po niej było bardzo łatwym celem dla najeźdźców. Francisco Pizarro podstępem wymordował władcę Atahualpę i szlachtę Inkaską. Hiszpanie w ciągu kilku lat opanowali imperium Inków. Tak było na prawdę ,ale co by się stało gdyby oddział Pizarra poległ w starciu z Indianami ? Romuald Pawlak puszcza wodzę fantazji w powieści "Inne okręty" i zabiera czytelnika do Państwa ,które nie poddało się Hiszpanom.
Francisco Pizarro poległ w bitwie pod Saran i tylko nieliczni Europejczycy osiedlają się na wybrzeżu ,a Inkowie są nadzwyczaj odporni na wpływy zachodniej cywilizacji. Hiszpanie szykują się do kolejnej próby podboju Nowego Świata. Pedro de Manjarres jest kapitanem hiszpańskiej karaweli i wyrusza w głąb Państwa Inków w poszukiwaniu ukochanej Indianki ,Asarpay. W ciągu podróży wpada w ręce Indian ,poznaje nowe fakty o swoich znajomych i odkrywa pewien dar ,który pomaga mu w różnych sytuacjach. W tym czasie zaczyna się wojna mogąca rozdzielić go z ukochaną...
Bardzo się bałam tej książki. Myślałam ,że wiele dat ,zawiłych nazw i nudnych opisów utrudni mi lekturę. Jednak rozczarowałam się pozytywnie. "Inne okręty" zostały napisane lekkim językiem i choć pojawiały się obce mi nazwy ,nietrudne było domyśleć się ich znaczenia. Alternatywna wizja Pana Pawlaka jest przedstawiana głównie przez trzy postacie ,co umożliwia nam poznanie trzech różnych punktów widzenia. Wiemy co ludzie z innych środowisk myślą o podboju i dlaczego.
Fabuła jest bardzo ciekawa ,nie posiada zbędnych opisów. Cały czas coś się dzieje i trzyma czytelnika w napięciu. Interesujący jest wątek wizji przyszłości jakie miewa de Manjarres ,aczkolwiek czasem nie rozumiałam co mają wspólnego z dziejącą się akcją ,a autor nie postarał się dostatecznie by mi to wytłumaczyć. Niektórym może się też nie spodobać urywanie wątków w dość ciekawych momentach i przechodzenie do następnego. Pomimo tego "Inne okręty" zrobiły na mnie dość pozytywne wrażenie. Zostawiły po sobie chęć do przeczytania o dalszych losach kapitana i jego ukochanej ,które niestety nie zostały napisane. Choć zawsze bardziej interesowali mnie Indianie z Ameryki Północnej to po tej książce nabrałam ochoty na bliższe poznanie kultur z południowego kontynentu. Polecam wszystkim miłośnikom podróży w czasie i po świecie :)
W Państwie Inków nastała wojna domowa ,a osłabione po niej było bardzo łatwym celem dla najeźdźców. Francisco Pizarro podstępem wymordował władcę Atahualpę i szlachtę Inkaską. Hiszpanie w ciągu kilku lat opanowali imperium Inków. Tak było na prawdę ,ale co by się stało gdyby oddział Pizarra poległ w starciu z Indianami ? Romuald Pawlak puszcza wodzę fantazji w powieści...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNapisanie recenzji tej książki było dla mnie niezmiernie trudne, gdyż ciężko mi się odnaleźć w tematyce spekulacji historycznej pomimo to czytało się ją całkiem przyjemnie.
Wszystko wychodzi od pytania "Co by było gdyby koń Pizarra się potknął?". Właśnie co by było? Historia zapewne potoczyła by się nieco innym torem. W tej wersji po pierwszej przegranej walce konkwistadorów pod wodzą Francisca Pizzarra Inkowie stali się wyjątkowo nieprzychylni namolnym próbą nawracania oraz europejskim imigrantom.
Przygoda zaczyna się w chwili gdy hiszpański kapitan Pedro de Manjarres przybija do brzegu Tumbez w kraju Inków. Ważne jest dla niego nie tylko dostarczenie towarów, w tym kukurydzy, jak również odwiedzenie swojej miłości Indianki Asarpay. Chce ją namówić by razem uciekli do Panamy. Niedługo rozpocznie się wojna, która brutalną siłą może rozdzielić dwójkę kochanków. Wracając od ukochanej Pedro zostaje napadnięty przez Inków, którzy sądzą że jest on hiszpańskim szpiegiem. Chcąc zdobyć informacje pojąc go zielem prawdy, które sprawia ,że naglą go dziwne wizje przeszłości. On cudem unika śmierci i chce oddalić się od tego nieprzyjaznego lądu, lecz jego ukochana znika...
Od teraz rozpoczyna się przygoda o śmierć i życie oraz miłość i wolność.
Romuald Pawlak jest autorem m.in. Czarem i smokiem, jak i wilczej krwi, smoczego ognia oraz Czapki Holmesa za którą został nominowany do nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek oraz nagrody im. Kornela Makuszyńskiego.
Książka ta wymaga lekkiej znajomości historii świat , lepiej zrozumieć ten tekst. Polecam ją głównie przez wysoko rozwinięty język oraz stylistykę powieści i wspaniałe opisy miejsc.
Pozycja obowiązkowa dla miłośnika historii oraz opowieści co by było gdyby ,a jednocześnie. gdzie najważniejszą rolę odgrywają zwykli ludzie.
Napisanie recenzji tej książki było dla mnie niezmiernie trudne, gdyż ciężko mi się odnaleźć w tematyce spekulacji historycznej pomimo to czytało się ją całkiem przyjemnie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWszystko wychodzi od pytania "Co by było gdyby koń Pizarra się potknął?". Właśnie co by było? Historia zapewne potoczyła by się nieco innym torem. W tej wersji po pierwszej przegranej walce...
Pierwsza próba podboju państwa Inków przez Francisco Pizarro zakończyła się klęską. Konkwistadorzy zostali krwawo odparci i tylko nieliczni Hiszpanie zdecydowali się osiedlić się na brzegach nowo odkrytych terenów. Inkowie tylko i wyłącznie na niewielkich i wyznaczonych terenach tolerowali obecność tych ,,innych”. Niestrudzeni Hiszpanie postanawiają jeszcze raz spróbować opanować ,,nowe” terenu. Wielka i dobrze uzbrojona armia wyrusza na podbój państwa Inków. Ludzie są zdeterminowani , kieruje nimi wola walki i chęć zdobycia bogactwa. Hiszpanom towarzyszy również oddział polskiej Konnicy pod dowództwem Ignacego Leszczyńskiego.
Wiedzący o zbliżającej się wojnie kapitan statku ,,Gwiazda” Pedro de Manjarres postanawia zabrać z niebezpiecznych terenów swoją ukochaną -Indiankę Asarpay. Jednak nie zdąża na czas i oprócz kontynuowania poszukiwań musi stawić czoło nowym wojennym realiom. Czy uda mu się odnaleźć ukochaną? Czy obojgu uda się przeżyć? Czy Inkom uda się obronić swoje tereny przed najeźdźcami? Jak potoczą się losy polskiego oddziału?
,,Inne okręty” to pasjonująca i barwna opowieść. Historia o próbie podboju państwa Inków, delikatnie zmieniona przez autora. Dla miłośników historii oraz osób które lubią poznawać kulturę innych narodów jest to idealna pozycja.
Książka oprócz historycznych wątków zaciekawia również historią miłosną trochę w stylu ,,Romeo i Julii”. Tylko, że zamiast dwóch zwaśnionych rodów mamy dwie ścierające się ze sobą kultury. Dwoje zakochanych w sobie ludzi których miłość zaskakuję . Nie tyle z powodu intensywności uczuć co z powodu różnic kulturowych. Hiszpanom nie mieściło się w głowie by jedne z nich mógł zakochać się w Indiance. Najczęstsze opinie jakie spotykał dotyczyły tego że ta ,,dzikuska” na pewno czymś go zaczarowała, rzuciła na niego jakiś urok. I taka miłość się nie zdarza.
Największym atutem ,,Innych okrętów” jest niewątpliwie styl Romualda Pawlaka. Urzeka on czytelnika językiem którym się posługuję, barwnymi opisami, rozbudowanymi porównaniami.
W książce przeszkadzała mi jedna rzecz- brak dynamiki. Nie było wartkiej akcji, zaskakujących momentów czy też zwrotów akcji.
Barwna i zaciekawiająca swoją fabułą książka jest idealną pozycją dla wszystkich tych którzy lubią poznawać inne kultury oraz dla wszystkich pasjonatów historii.
Książkę otrzymałam wydawnictwa Erica za co bardzo serdecznie dziękuję!
Pierwsza próba podboju państwa Inków przez Francisco Pizarro zakończyła się klęską. Konkwistadorzy zostali krwawo odparci i tylko nieliczni Hiszpanie zdecydowali się osiedlić się na brzegach nowo odkrytych terenów. Inkowie tylko i wyłącznie na niewielkich i wyznaczonych terenach tolerowali obecność tych ,,innych”. Niestrudzeni Hiszpanie postanawiają jeszcze raz spróbować...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka zaintrygowała mnie najbardziej pytaniem postawionym przez autora, a widocznym już na okładce "A co by było gdyby koń Pizzara się potknął?".
Jest to wersja alternatywna historii podboju Imperium Inków. Swojego czasu byłam zafascynowana wielkimi kulturami Ameryki Południowej więc po książkę sięgnęłam bardzo chętnie. Musze się przyznać, że wcześniej nie spotkałam się z żadną książką tego autora więc nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać.
"Inne okręty" miło mnie zaskoczyły. Jest to historia kapitana hiszpańskiego okrętu, który przypłynął do Ameryki kierowany żądzą złota, ale poznawszy urodziwą, mądrą Indiankę marzy już tylko o życiu u boku ukochanej. Choć na początku fabuła nieco się dłużyła to chwilę później już porwały mnie losy kapitana de Manjarresa i Asarpay. Z wielką przyjemnością śledziłam wątek ucieczki zakochanych i nagle spotkał mnie niestety zawód. Czekałam na kolejne ich perypetie podczas wędrówki przez kontynent, a tu wszystko zostało pominięte przez autora. Następnym razem spotykamy ich już daleko od miejsca, w którym ich zostawiliśmy. Szkoda, bo mogłaby to być bardzo ciekawa opowieść.
Odniosłam wrażenie jakby pisarz chciał nam przedstawić bardzo dużo w bardzo, krótkim czasie. I to najbardziej uderzyło mnie w tej powieści. Powtórzę się, ale naprawdę szkoda, bo gdyby Pawlak bardziej rozwinął niektóre wątki wyszłaby mu naprawdę świetna powieść, o zdecydowanie większej objętości. Zabrakło mi również opisów imperium inkaskiego ,choćby bardziej szczegółowego opisu miast zdobywanych przez gubernatora Andagoyę .
Nie zrozumcie mnie źle. Nie mówię, że książka jest zła. Jestem dość daleka od tej opinii. Wzięłam pod uwagę, że "Inne okręty" to debiut powieściowy Pawlaka. I jako taki jest bardzo dobry. Lekki styl i piękny język sprawiały ,że od książki nie potrafiłam się oderwać. Z przyjemnością pozwoliłam autorowi zabrać się do czasów kiedy rdzenni mieszkańcu Ameryki walczyli o swoje ziemie z najeźdźcami. Bardzo podoba mi się wątek polski , który Pawlak umieścił w swojej książce. W armii Andagoyi walczy polska konnica pod dowództwem Ignacego Leszczyńskiego. Oczywiście Leszczyński przy okazji załatwia własne sprawy, czyli szuka idealnego miejsca na założenie polskiej osady. W wizji de Manjarresa odnajdujemy również papieża -Polaka, pochodzącego z protektoratu Małopolskiego, a dokładniej z Krakowa (skądś to znamy, prawda ?).
Powiem szczerze, bardzo lubię książki przedstawiające alternatywne wizje różnych wydarzeń dlatego "Inne okręty" wydały mi się powieścią wartą przeczytania. Czy się zawiodłam? Nie, spodziewałam się bowiem przyjemnej lektury z ciekawą fabułą i to otrzymałam. I choć wydaje się , że autor nie w pełni wykorzystał potencjał jak dał mu temat powieści to i tak książkę uważam za godną polecenia
Źródło recenzji : http://moniczyta.blogspot.com/2011/08/inne-okrety-inna-historia.html
Książka zaintrygowała mnie najbardziej pytaniem postawionym przez autora, a widocznym już na okładce "A co by było gdyby koń Pizzara się potknął?".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to wersja alternatywna historii podboju Imperium Inków. Swojego czasu byłam zafascynowana wielkimi kulturami Ameryki Południowej więc po książkę sięgnęłam bardzo chętnie. Musze się przyznać, że wcześniej nie spotkałam się...
Gdy ta książka trafiła w moje ręce bardzo się ucieszyłam, gdyż nigdy nic jeszcze o państwie Inków nie czytałam.
. . . i to chyba tyle moich zachwytów nad tą pozycją. Nie powiem, że się przy niej nudziłam, bo dość szybko się "czytała". Jednak nie wiem dlaczego, pomimo, że przeczytałam ją wczoraj do tej pory nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś fragmentu który mnie oczarował, mną zawładnął.
Niby coś się działo, ale historie są pourywane, zaczynają się lub kończą na połowie słowa.
No przykro mi to nie dla mnie. Możliwe, że to "za wysoka literatura" jak dla mnie?
Gdy ta książka trafiła w moje ręce bardzo się ucieszyłam, gdyż nigdy nic jeszcze o państwie Inków nie czytałam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to. . . i to chyba tyle moich zachwytów nad tą pozycją. Nie powiem, że się przy niej nudziłam, bo dość szybko się "czytała". Jednak nie wiem dlaczego, pomimo, że przeczytałam ją wczoraj do tej pory nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś fragmentu który mnie oczarował,...
Czy wam też się zdarza mieć uprzedzenia do jakiegoś rodzaju literatury? Mi bardzo często. Wszyscy wokół pewnie już wiedzą, że nie lubię obyczajówek i romansów. Jako człowiek kochający fantastykę lubię, gdy magia jest wplatana grubymi nićmi w karty powieści, albo gdy akcja pędzi jak szalona, a te dwa rodzaje nie dostarczają mi, ani jednego, ani drugiego. Robię jednak wszystko, by cokolwiek zmienić w moim stosunku do nich. Tak samo jest z polskimi autorami. Często zastanawiam się, skąd wzięła się ta niechęć. Może przeszkadza mi fakt, że wydarzenia dzieją się w Polsce, albo to, że autorzy chcą naśladować styl zagranicznych pisarzy. Teraz nadeszła chwila prawdy, bowiem przyszedł czas, żeby przeczytać powieść "Inne Okręty" Romualda Pawlaka.
Pisarz ma już na swoim koncie kilka książek m. in. "Czasem i Smokiem", "Wilcza Krew, Smoczy Ogień", czy też "Armia Ślepców". Napisał także "Miłek z Czarnego Lasu" - książkę dla dzieci, za którą dostał nagrodę Polskiej Sekcji IBBY, a także coś dla młodzieży - "Czapka Holmesa". Autor ma w swoim dorobku także powieści historyczne i obyczajowe, więc można śmiało przypuszczać, że jest uzdolniony wszechgatunkowo.
Okładka "Innych Okrętów" w niczym mnie nie zainteresowała. Czarne tło, rysunek jakiegoś żołnierza, kawałki żelaza ubrudzone krwią, a to wszystko w kolorach złoto-żółto-pomarańczowo-czerwonych. Do tego tytuł utrzymany w tej samej stylistyce.
Pierwsze, na co zwracam uwagę to tytuł książki. Od razu przyszło mi na myśl, że autor zapewne będzie opowiadał o tym, jak dawniej wyglądały statki, czy może o bitwach morskich. Gdyby nie okładka rozmyślałabym też, iż może zechce nas zapoznać z okrętami przyszłości, jednak obrazek wyraźnie wskazywał, że nie ma o tym mowy.
Nie lubię, gdy okładki są zdobione (zwłaszcza z przodu!) jakimiś mottami, hasłami, krótkimi wypowiedziami innych pisarzy, czy czymkolwiek innym. Tu, małym druczkiem, utrzymanym w tej samej kolorystyce, co reszta, pojawia się zdanie: "Co by było, gdyby koń Pizzara się potknął?". To zagadnienie sprawiło, że już wiedziałam w jakiej epoce i gdzie na świecie będzie się toczyć historia, którą mam w ręku. Będzie to czas kolonizacji Ameryki. Dzikie, nieprzebyte puszcze, indianie... Western to to chyba jeszcze nie jest, lecz historia zapowiada się ciekawie.
Pierwsza próba podboju państwa Inków kończy się klęską. Francisco Pizzaro ginie, a konkwistadorzy zostają pokonani. Tylko nieliczni europejczycy osiedlają się na wybrzeżu. Z Hiszpanii wyrusza potężny oddział, by zniszczyć wrogów i zapanować nad Nowym Światem.
Głównym bohaterem powieści jest Pedro de Manjarres. To kapitan hiszpańskiej karaweli, zwykły handlarz. Człowiek ten chętnie odwiedza Amerykę, gdyż tam, w jednym z inkańskich miast, jest jego kobieta, indianka imieniem Asarpay. Mężczyzna obawia się wojny, gdyż może ona rozdzielić ich na zawsze. Właśnie z tego powodu przeżywa niezapomniane przygody w Ameryce Środkowej.
Zanim zaczęłam czytać książkę, najbardziej spodziewałam się opowieści o przygodach europejczyków w nowym świecie. Myślałam, że spotkam barwne opisy kultury i zwyczajów indiańskich, porównane z tymi naszymi, a także zapoznam się z dzikimi, naturalnymi krajobrazami Meksyku. Spodziewałam się krwawych bitew i tortur, przemocy.
A co dostałam?
Otóż Romuald Pawlak poczęstował mnie jedną z historii, jakich nie znoszę. Tak, popełnił błąd i dostarczył mi romansidło. Żeby jeszcze było mało, to romansidło bez uczuć. To, co przeczytałam skojarzyło mi się z pewną bajką dla dzieci, której od najmłodszych lat nienawidziłam z całego serca.
Któż to nie pamięta historii Pocahontas? To jedna z najpopularniejszych bajek, a przynajmniej wśród dziewcząt. Wojna w Nowym Świecie, europejski więzień, indiańska kobieta, zakazana miłość i obowiązkowo szczęśliwe zakończenie. Tyle razy leciała w telewizji, że w końcu nawet ja ją obejrzałam, jednak nie przypadła mi do gustu. Tak to była z bajeczkami Disney'a i tymi o Barbie. Może rzeczywiście jestem szalona, albo to tylko kwestia mojego gustu, ale tak zostało mi do dnia dzisiejszego. Nie zmieniłam się wiele.
Jak już wspomniałam, książka to taka inna wersja Pocahontas. Zastanawia mnie tylko to, w której z nich było więcej akcji, romantyzmu i krwawych scen. Postacie też wydawały mi się lekko przerysowane, tak jak nadzwyczaj dobry i pobożny klecha, San Lucar, czy okrutny, pełen przemocy gubernator, dowódca wojska Hiszpańskiego.
"Teraz dyndali na szubienicach.
Leżeli w stosach - poćwiartowani.
W popiołach ognisk - jakby żywcem paleni."
To jeden z najbardziej drastycznych opisów, na jaki natrafiłam, albo po prostu nie miałam szczęścia. Na pierwszy rzut oka widać, że autor reprezentuje górną półkę, jeśli chodzi o styl, jednak ta książka po prostu mnie przynudzała. Opisy wojny nie były nawet w połowie tak dobre, jak u Bernarda Cornwella. Narracja trzecioosobowa sprawiła, że książkę czytało mi się lekko i szybko, jednak uczucia i opisy pozostawiały wiele do życzenia.
Zawiodłam się na tej książce. Dostałam od niej to, czego nie chciałam. Nie dowiedziałam się niczego ciekawego z historii, czy kultury ludów indiańskich. Z przyjemnych tematów autor nie zrobił niczego ciekawego. Jedyne, czym się popisał, to fakt, że ma dobry warsztat i oryginalne pomysły. Ja za to zyskałam kolejny powód, by nie lubić polskich autorów.
Czy wam też się zdarza mieć uprzedzenia do jakiegoś rodzaju literatury? Mi bardzo często. Wszyscy wokół pewnie już wiedzą, że nie lubię obyczajówek i romansów. Jako człowiek kochający fantastykę lubię, gdy magia jest wplatana grubymi nićmi w karty powieści, albo gdy akcja pędzi jak szalona, a te dwa rodzaje nie dostarczają mi, ani jednego, ani drugiego. Robię jednak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRomuald Pawlak jest autorem wielu książek fantastycznych. Jest właścicielem pewnego szalonego psa, wielbicielem historii i marzycielem. Mimo to, nie słyszałam o tym autorze, a tym bardziej nie czytałam jego książek. Pewnego dnia, wybrałam tę pozycję, jednak miałam pewne obawy zanim zaczęłam czytać. Po pierwsze okładka i opis naprowadziły mnie na słowo - wojna. Nie lubię czytać o wojnie, o tym jak się zabijają tylko po to, aby zdobyć jakieś terytorium. Po drugie, historia. Wspominałam kiedyś, że jej nie lubię? Nie? To już wiecie. :) Czy moje obawy zostały rozwiane? O tym dalej...
Pedro de Manjares, kapitan hiszpańskiej karaweli przybywa do Tumbez. Interesy, pieniądze i... Asarpay, Indianka, w której jest zakochany. Pedro chce, aby jego kobieta wróciła z nim do Panamy, chociaż sam wie, co ostatnio się stało, gdy ona tam była. Asarpay odmówiła mu i zaczęli się kłócić. De Manjares, zły i zawiedziony, wracając wieczorem na statek zostaje napadnięty przez tubylców, a gdy następnego dnia idzie do Asarpay, kobieta siedząca obok jej mieszkania, mówi, ze poszła w góry, do Cajas. Bohater dostaje przewodnika od swojego przyjaciela, który ma doprowadzić go do ukochanej. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem.. Przewodnik ginie w górach, Pedro zostaje złapany przez Indian i przybywa do ich obozu, gdzie dostaje wizji, przez napój który podali mu kapłani. A tam.. spotyka Asarpay. Nie myślcie, drodzy czytelnicy, że na tym historia się kończy... Jeszcze długa droga przed wami. Czy de Manjares ucieknie ze swoją kobietą? Jak potoczą się ich losy? Kto wygra wojnę? Zapraszam Was do lektury...:)
Autor zaciekawił mnie na samym początku barwnym językiem i ciekawym pomysłem na książkę. Jednak już pod koniec części pierwszej zaczęłam się nudzić, odkładałam książkę, myślałam o wszystkim tylko nie o świecie przedstawionym przez Romualda Pawlaka. Przez kilka dni przekonywałam sama siebie do tej książki i czytałam ją na siłę. Naprawdę miałam ochotę ją odłożyć i więcej po nią nie sięgać. Stwierdziłam jednak, że warto przekonać się jak zakończy się ta powieść i pod koniec części trzeciej, od tej książki nikt nie mógł mnie od niej oderwać. Wspomnę o tym, że lektura ta jest podzielona na cztery części, w tym dwanaście rozdziałów.
W książce nie spotkamy szybkich zwrotów akcji i raczej też się nie pośmiejemy. Czytałam tę powieść ze względu na wątek miłosny Asarpay i de Manjaresa. Właściwie tylko to mnie jakoś zaciekawiło..
''Inne okręty'' jest książką, dla osób, które dobrze się czują, w tematach związanych z wojną, historią. Lektura ta nie wywarła na mnie ogromnego wrażenia i tak jak szybko przyszła tak szybko o niej zapomnę. Starałam się napisać coś o niej pozytywnego, ale chyba nie mogę już więcej. Po prostu nie lubię tego typu książek. Podsumowując, jeśli jesteś fanem Pawlaka lub też lubisz tego typu książki, sięgnij po nią. :)
Romuald Pawlak jest autorem wielu książek fantastycznych. Jest właścicielem pewnego szalonego psa, wielbicielem historii i marzycielem. Mimo to, nie słyszałam o tym autorze, a tym bardziej nie czytałam jego książek. Pewnego dnia, wybrałam tę pozycję, jednak miałam pewne obawy zanim zaczęłam czytać. Po pierwsze okładka i opis naprowadziły mnie na słowo - wojna. Nie lubię...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa lekcjach historii nieraz poruszany był temat podbojów Europejczyków terenów, znajdujących się „za oceanem” w XV wieku, kiedy to przez przypadek Krzysztof Kolumb trafił do zupełnie innego świata, niż planował. W wyniku tego odkrycia, mieszkańcy Europy zyskali wiele nowych towarów, przypraw i kosztowności, o których istnieniu dotychczas nie mieli pojęcia. Jednak te działania i przymusowa kolonizacja posiada znacznie więcej minusów niż plusów. Mieszkańcy Europy na ziemiach Indian poczuli się niemal jak stali bywalcy, zagrabiając sobie terytoria, na których żyła dotychczas rdzenna ludność. Przymusowe nakłanianie do wierzenia w miłosiernego Boga, który pomagał oprawcom, zmuszanie do niewoli i niszczenie dotychczasowego dobytku – niewątpliwie Indianie na skutek odkrycia ich istnienia przez Europejczyków, stracili wiele. Za każdym razem dziwi mnie, że Hiszpanie, którzy głównie działali na tym kontynencie, dziwili się, iż czerwonoskórzy walczyli o swoją wolność, nie poddając się woli nieprzyjaciół. Ci „ucywilizowani” dążyli tylko do śmierci napotkanych osób i uważali się za lepszych, głównie dlatego, że posiadali broń, ubranie i prawa, które mogli wykorzystywać. „Inne okręty” Romualda Pawlaka to właśnie opowieść o losach kolonistów, zmieniających oblicze nieznanej dotąd Ameryki.
Romuald Pawlak przenosi czytelników na tereny dzisiejszej Ameryki, gdzie Inkowie zaciekle walczą o własne prawa i możliwość życia tak, jak żyli zanim pojawili się Europejczycy. Pierwsza próba podboju ich państwa kończy się fiaskiem, bowiem rdzenni mieszkańcy nie myślą nawet o poddaniu się woli nowych przybyszów. Inkowie nie pragną poznać szczegółów zachodniej cywilizacji ani też przeznaczyć czas na poznanie Boga białych ludzi. Nieliczni oprawcy postanawiają zamieszkać na wybrzeżu, wierząc, że z czasem ich wpływy rozrosną się. Z Hiszpanii wyrusza potężna armada, której przeznaczeniem jest zniszczyć wrogów i zadecydować, kto dalej będzie rządził Nowym Światem. Pedro de Manjarres, kapitan hiszpańskiej karaweli, szczególnie obawia się zbliżającej wojny – w jednym z inkaskich miast pozostawił swoją ukochaną Indiankę Asarpay, z którą wiąże plany na przyszłość. Hiszpan jest świadomy tego, że zbliżająca się bitwa może zmienić wiele w ich życiu. Wraz z kapitanem napływają rządni przygód i bogactwa polscy szlachcice, którzy również przyczynią się do podboju państwa Inków. De Manjarres postanawia walczyć o swoją miłość, pragnąc odnaleźć Asarpay. Jednak próbując to zrobić, odkrywa w sobie niezwykły dar: potrafi przewidzieć przyszłość.
„Inne okręty” to pierwsza powieść Romualda Pawlaka, która została wydana w 2003 roku przez Agencję Wydawniczą RUNA. Niedawno wydanie zostało wznowione przez Instytut Wydawniczy ERICA. Sam autor głównie specjalizuje się w tworzeniu fantastyki, a w swoim dorobku ma również książki dla dzieci i powieść obyczajową. Recenzowana przeze mnie pozycja to lektura o tematyce historycznej. Autor porusza intrygujący temat, jakim jest walka Inków z pewnymi swoich racji Europejczykami, którzy są w stanie zrobić niemal wszystko, aby chronić swoich praw. Przyznam, że niemal od samego początku dałam wciągnąć się w intrygującą historię o miłości i przyjaźni, ale też i zarazem o niezrozumiałej nienawiści i dążeniu do zyskania bogactwa za wszelką cenę. Razem z bohaterami tejże książki możemy obserwować zmianę otoczenia i nastawienia ludzi, którzy momentalnie zaczynają myśleć jedynie o własnym przetrwaniu. Pewni własnych racji Hiszpanie, nie spodziewający się żadnego oporu ze strony Inków, tworzą obraz materialistów i ludzi, postępujących wbrew wpajanym przez Boga zasadom. Interesujące jest również nastawienie Indian, którzy walczą, praktycznie nie mając broni, widocznej u Europejczyków. Nie myśleli chociażby na chwilę o tym, aby zaprzestać swych działań i pozwolić, aby ich ojczyznę nawiedziły rządy brutali. Wojna toczona pomiędzy ludźmi na pewien sposób obytymi, znającymi świat nieco bardziej niż nieprzyjaciele, i Inkami, którzy wierzą tylko w to, co widzą, jest brutalna, ale też i imponująca. Zwłaszcza, że na tych terenach można dojrzeć miłość rodem z bajki „Pocahontas” – Hiszpan zakochuje się w pięknej Indiance i nie pozwala jej odejść – nawet jeśli za swój wybór miałby przypłacić życiem.
Romuald Pawlak posiada lekki styl, który spowodował, że z trudnością odkładałam tę książkę chociażby na chwilę. Kolejne strony przemykały mi pomiędzy palcami, a przygody dzielnych Europejczyków nieraz miałam przed oczami, widząc jak dokonują trudnych wyborów. Opisy zaprezentowane w „Innych okrętach” potrafią pobudzić wyobraźnię czytelnika i spowodować, że odbiorca czuje się tak, jakby występował w centrum wydarzeń. Dialogi pomiędzy bohaterami idealnie wprowadzają nas do świata, gdzie wszystko jest możliwe, i otwierają drzwi do spraw, które niemal od samego początku intrygują. Bohaterowie zostali wykreowani w sposób godny uwagi – nie sposób pomylić żadną z postaci, bowiem każda z nich posiada odrębne cechy, wyróżniające ją z tłumu. Niekiedy w całości brakowało mi nieco większej spójności – nieraz w natłoku myśli można było nieco pogubić się w akcji. Również czasami żałowałam, iż autor nie dokańczał niektórych wydarzeń – podczas ucieczki Pedro i Asarpay wystąpiła luka w ich życiu, która niestety nie została niczym zapełniona. Jednak pomimo wszystko czytając „Inne okręty” bawiłam się znakomicie. W lekturze nie brakuje przygód, niebezpieczeństwa czyhającego na każdym kroku oraz przede wszystkim miłości, która sprawia, że na tle krwawych walk można znaleźć iskierkę czegoś, co rozbudza pozytywne emocje.
„Inne okręty” niewątpliwie trafią w gust osób, które interesują się historią, połączoną z ciekawą przygodą i wątkiem miłosnym. Owa książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Romualda Pawlaka i mam nadzieję, że w bliskiej przyszłości będę miała okazję przeczytać więcej jego powieści. Powieść polecam, w dalszym ciągu widząc oczyma wyobraźni zgrozę niczego winnych Indian.
Na lekcjach historii nieraz poruszany był temat podbojów Europejczyków terenów, znajdujących się „za oceanem” w XV wieku, kiedy to przez przypadek Krzysztof Kolumb trafił do zupełnie innego świata, niż planował. W wyniku tego odkrycia, mieszkańcy Europy zyskali wiele nowych towarów, przypraw i kosztowności, o których istnieniu dotychczas nie mieli pojęcia. Jednak te...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2011/08/inne-okrety-romuald-pawlak.html
http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2011/08/inne-okrety-romuald-pawlak.html
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPisanie tej recenzji było dla mnie naprawdę trudne. Każdy z nas ma czasem takie chwile, kiedy książka mu się podobała ale jednocześnie nie jest do niej przekonany i pozycja pana Pawlaka jest dla mnie taką właśnie lekturą.
"Co by było gdyby koń Pizarra się potknął?" zapytuje autor i puszcza wodze fantazji pozwalając historii potoczyć się innym torem. Hiszpanie od wielu lat koegzystują z Indianami na skrawku ziemi wydzielonym przez inkaskie imperium, cały czas gromadząc siły potrzebne do podbicia Inki. Kiedy w końcu nadchodzi wojna, Pedro de Manjarres i jego indiańska kochanka znajdują się w centrum wydarzeń.
Cudowny, niczym nie ograniczony potencjał. Pisząc od nowa historię, wplatając w nią fikcyjne postaci można stworzyć dzieło, którego czytelnik długo nie zapomni. O którym będzie opowiadał znajomym. Do przeczytania którego będzie namawiał. Zaserwować odbiorcy prawdziwy "el condor pasa"... można też zagmatwać fabułę i otworzyć wiele furtek.
W całej powieści było wiele momentów, kiedy wzbijałam się w przestworza unoszona przez piękny język i styl Pawlaka, aby... aby nagle stwierdzić z żalem, że mój lot właśnie się skończył. Autor przywodził mi na myśl ptaka z lękiem wysokości: dopóki nie odkryje, że się wzbija, lot przebiega spokojnie, potem jest już tylko paniczne łopotanie skrzydłami, byle tylko wylądować... Pawlakowy, potencjalnie cudowny "el condor pasa" owocuje natomiast nieco dziwnymi przeskokami w fabule. Przykład? Asarpay i De Manjarresowi udaje się uciec z pewnego miejsca - suspence zbudowany zostaje po mistrzowsku, jednak kondor właśnie odkrył, że się wzbił wysoko i... kiedy ich spotkałam następnym razem byli już daleko od tego miejsca, a Pawlak przemilczał ich przygody. A przecież tyle mogło się wydarzyć!
De Manjarres ma wizje przyszłości bliższej i bardzo odległej, te wizje wciągają niczym trąba powietrzna, ale... jesteśmy nadal w Kansas (czy właściwie gdzieś w Andach). De Manjarres zaś, podróżując samotnie po owładniętych wojną górach, nie dość, że przemierza ogromne odległości nadspodziewanie szybko, to jeszcze najwyraźniej jest kłopoto-odporny.
Spodziewałam się czegoś naprawdę wielkiego, wspaniałej powieści przygodowej, opisów kwitnącego Imperium Inków, może nawet podróży w czasie żeby te wizje odległej przyszłości jakoś powiązać z fabułą (a można było!), ale już na pewno alternatywnej historii, w której koń Pizarra się potknął. Dostałam to ostatnie. Całkiem nieźle podane, ale mogło być nieco lepiej.
Kiedy jednak przypomnę sobie półki w księgarniach uginające się pod wampirzo-wilkołaczo-anielskimi sagami, które pod względem językowym nie dorastają Pawlakowi do pięt, kiedy pomyślę o "powieściach o miłości" z piękną parą w namiętnym uścisku na różowych okładkach, których autorzy pewnie nawet nie wiedzą, że Pizarro miał konia, a galeon zapewne uważają za część garderoby... nagle "el condor pasa" przestaje być aż tak istotne. Książka Pawlaka wymaga myślenia, wiedzy ogólnej pozwalającej wychwycić subtelne różnice w historii, chociażby Polski, wplecione w fabułę.
Podsumowując: może Pawlak nie wykorzystał w pełni potencjału, ale stworzył piękną pod względem językowym i stylistycznym powieść, którą polecam daleko bardziej, niż tanie wampirze paperbacki.
ksiazkawmiescie.blogspot.com
Pisanie tej recenzji było dla mnie naprawdę trudne. Każdy z nas ma czasem takie chwile, kiedy książka mu się podobała ale jednocześnie nie jest do niej przekonany i pozycja pana Pawlaka jest dla mnie taką właśnie lekturą.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Co by było gdyby koń Pizarra się potknął?" zapytuje autor i puszcza wodze fantazji pozwalając historii potoczyć się innym torem. Hiszpanie od wielu lat...