O psach, kotach i aniołach

Okładka książki O psach, kotach i aniołach
Jan Strzałka Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie publicystyka literacka, eseje
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
8308038514
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup O psach, kotach i aniołach w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

O psach, kotach i aniołach



książek na półce przeczytane 175 napisanych opinii 71

Oceny książki O psach, kotach i aniołach

Średnia ocen
6,5 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2304
2041

Na półkach: , , ,

Piękna książka o miłości ludzi do zwierząt. Wypowiedzi sławnych osób o swoich i nieswoich pupilach. Niektóre opowieści wręcz fascynujące, inne bardzo ciekawe, jeszcze inne dobre. Bardzo podobała mi się wypowiedź Olgi Tokarczuk i ks. Twardowskiego. Jednak serce moje bezapelacyjnie podbił Stanisław Tym. Polecam lekturę zwierzolubom.

Piękna książka o miłości ludzi do zwierząt. Wypowiedzi sławnych osób o swoich i nieswoich pupilach. Niektóre opowieści wręcz fascynujące, inne bardzo ciekawe, jeszcze inne dobre. Bardzo podobała mi się wypowiedź Olgi Tokarczuk i ks. Twardowskiego. Jednak serce moje bezapelacyjnie podbił Stanisław Tym. Polecam lekturę zwierzolubom.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

158 użytkowników ma tytuł O psach, kotach i aniołach na półkach głównych
  • 100
  • 58
51 użytkowników ma tytuł O psach, kotach i aniołach na półkach dodatkowych
  • 33
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki O psach, kotach i aniołach

Inne książki autora

Okładka książki Kłocz. Autobiografia Jan Andrzej Kłoczowski OP, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Ocena 7,5
Kłocz. Autobiografia Jan Andrzej Kłoczowski OP, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Okładka książki Dwie siekierki, czyli autobiografia na 77-lecie Jan Andrzej Kłoczowski OP, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Ocena 0,0
Dwie siekierki, czyli autobiografia na 77-lecie Jan Andrzej Kłoczowski OP, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Okładka książki Wspólna obecność. Korespondencja Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego z Anną i Jerzym Turowiczami Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Jan Strzałka, Jerzy Turowicz
Ocena 8,8
Wspólna obecność. Korespondencja Julii Hartwig i Artura Międzyrzeckiego z Anną i Jerzym Turowiczami Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Jan Strzałka, Jerzy Turowicz
Okładka książki Stąd do nieba. Ostatnie przesłanie. Rozmowy z Arturem Sporniakiem i Janem Strzałką Joachim Badeni OP, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Ocena 8,0
Stąd do nieba. Ostatnie przesłanie. Rozmowy z Arturem Sporniakiem i Janem Strzałką Joachim Badeni OP, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Okładka książki Boskie Oko, czyli po co człowiekowi religia Joachim Badeni OP, Jan Andrzej Kłoczowski OP, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Ocena 7,1
Boskie Oko, czyli po co człowiekowi religia Joachim Badeni OP, Jan Andrzej Kłoczowski OP, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Okładka książki Płoną koty w Biłgoraju Janusz Palikot, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Ocena 5,6
Płoną koty w Biłgoraju Janusz Palikot, Artur Sporniak, Jan Strzałka
Jan Strzałka
Jan Strzałka
Krytyk literacki, publikuje w „Polityce” i dodatku książkowym „Tygodnika Powszechnego”. Studiował teatrologię i polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 1988 roku pracuje w "Tygodniku Powszechnym", gdzie publikował m.in. reportaże z byłych republik radzieckich, ogarniętej wojną Czeczenii oraz wywiady z rosyjskimi obrońcami praw człowieka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cela. Odpowiedź na zespół Downa Anna Sobolewska
Cela. Odpowiedź na zespół Downa
Anna Sobolewska
Dzień dobry, moje kochane Moliki! 🤍 Jak Wasze samopoczucie? Rodzice zazwyczaj zachwycają się swoimi dziećmi, twierdząc, że są one najmądrzejsze i najpiękniejsze – i wcale mnie to nie dziwi. Rodzice Cecylki też podkreślają jej wyjątkowość, która nie tylko mnie rozczuliła, lecz także nauczyła patrzeć na innych ludzi poza stereotypami. „Cela" to prawdziwa historia o rodzicielstwie naznaczonym zespołem Downa, który przewraca życie rodziny do góry nogami. Jest to publikacja poruszająca, pełna ciepła i empatii, a zarazem niezwykle potrzebna – zwraca bowiem uwagę na potrzeby osób z niepełnosprawnościami i jednocześnie uświadamia, że ludzie zmagający się z niepełnosprawnością są takimi samymi ludźmi jak my, osoby zdrowe. „Czy można jednak, nie popadając w fałsz ani sentymentalizm, przekazać dziecku z niepełnosprawnością nasze własne poczucie, że zespół Downa nie musi być rodzajem degradacji, tylko wyróżnieniem?". Tytuł: „Cela. Odpowiedź na zespół Downa" Autorka: Anna Sobolewska Wydawnictwo: @wydawnictwo_wab Moja ocena: 7/10 Autorka opisuje życie dziewczynki, a następnie nastolatki i kobiety, ale przy tym także losy całej rodziny, która uczestniczyła w tym procesie, ukazane z perspektywy ich otoczenia. Podziwiam wszystkich rodziców i opiekunów dzieci z niepełnosprawnościami, w tym również rodziców Celi, a zwłaszcza jej mamę – panią Anię, która, wychowując Celę oraz jej starszą o siedemnaście lat siostrę, aktywnie uczestniczyła w świecie nauki. Autorka na łamach książki przytacza słowa i myśli innych rodziców oraz naukowców z dziedziny pedagogiki, m.in. Janusza Korczaka, co – w mojej opinii – znacząco wzbogaca treść książki. Koncentruje się na opisie codziennego życia rodziny, ukazując istotne aspekty jej funkcjonowania w sytuacji, gdy jednym z jej członków jest dziecko z niepełnosprawnością. Szczególnie zainteresował mnie wątek szkoły integracyjnej, ponieważ w książce wyraźnie położono nacisk na kwestie edukacyjne. Zabrakło mi jednak miejscami bardziej emocjonalnego komentarza do opisywanych doświadczeń. Niekiedy odnoszę wrażenie, że rzeczywistość życia z zespołem Downa bywa idealizowana przez panią Anię, choć nie da się ukryć, że wiąże się ona z licznymi wyzwaniami. Autorka pokazuje także, jak wiele – jako społeczeństwu – brakuje nam w zakresie zrozumienia „inności”. Książka stanowi więc apel o tolerancję, akceptację i empatię, ponie-waż to one mogą sprawić, że wszystkim będzie się lepiej żyło. Publikację uzupełniają liczne fotografie oraz piękne rysunki autorstwa Celi. #współpracareklamowa #współpracabarterowa
Inspiracyjnymkrokiem Ciepielak-Kantorowicz - awatar Inspiracyjnymkrokiem Ciepielak-Kantorowicz
ocenił na 7 3 miesiące temu
Już nic nie muszę Stefania Grodzieńska
Już nic nie muszę
Stefania Grodzieńska
Stefania Grodzieńska (1914-2010), kobieta wielu zawodów, m. in. tancerka, aktorka, pisarka satyryczna, konferansjerka, będąc już w mocno starszym wieku, odpowiada na pytania Beaty Kęczkowskiej. Robi to z lekkością, dowcipnie, ciepło i ciekawie. Opowiada o swoim dzieciństwie i bogatej karierze na przestrzeni 80 lat; o życiu rodzinnym, mężu, też artyście Jerzym Jurandocie oraz córce Joannie. Wspomina kontakty przyjacielskie, koleżeńskie i zawodowe z największymi polskimi artystami scen teatralnych i kabaretowych oraz sławnymi pisarzami, m.in. bardzo ciepłą relację z Janem Brzechwą. Przypomina zmieniające się warunki pracy w różnych latach oraz przytacza mnóstwo zabawnych, skrzących się humorem, anegdot ze sfer artystycznych. Książka zawiera też próbki talentu Stefanii Grodzieńskiej w postaci tekstów satyrycznych, nieprzeparcie śmiesznych, wznoszących się na wysoki poziom absurdu i abstrakcji. O ile nie do końca trafiły do mnie opowiastki o karpiu w wannie i małym dziecku to podobała mi się niezwykle niemal magiczna historyjka o radiu i śmiałam się głośno z „Przygody w samolocie” (s. 79-81) czy tekstu „Małżeństwo i szosa” (s. 107-108). Cudowny jest także system selekcji narzeczonych w „Mężu dla naszej córki” (s. 58-64). Cenię Artystkę dodatkowo za zwracanie uwagi na błędy językowe, szczególnie czynionych przez ludzi pióra i tych, których język jest narzędziem w życiu zawodowym oraz jej zagorzałe poparcie dla stosowania feminatywów. Mam nadzieję, że udało się Stefanii Grodzieńskiej zrealizować pragnienie „żeby do ostatniej chwili dla moich kochanych był ze mnie choć najmniejszy pożytek. Więc chcę umrzeć zdrowo. O to proszę” (s. 89) Spędziłam dużo przyjemnych chwil na spacerach z audiobookiem w wykonaniu Blanki Kutyłowskiej, chociaż z początku trudno mi było przyzwyczaić się do jej głosu i interpretacji. Ale im dalej, tym było lepiej. Warto też wziąć do ręki wersję papierową książki ze względu na zamieszczone w niej zdjęcia. Polecam.
Mikila - awatar Mikila
oceniła na 6 1 rok temu
Kłania się PRL Stefania Grodzieńska
Kłania się PRL
Stefania Grodzieńska
Po „Kawałkach żeńskich, męskich i nijakich” jest to drugi zbiór felietonów Grodzieńskiej jaki przeczytałem i spodobał mi się jeszcze bardziej niż wspomniane „Kawałki”. Autorka rewelacyjnie sprawdza się w krótkich formach jak felietony i skecze, ma świetne poczucie humoru, błyskotliwy dowcip i świetne wyczucie komizmu sytuacyjnego. Jest też doskonałą obserwatorką, potrafi swoje spostrzeżenia i refleksje zamknąć w opisywanej sytuacji, nawet jeśli teoretycznie nic na to nie wskazuje. Niestety nie mam odniesienia jako takiego, Grodzieńska opisuje PRL, twór absolutnie mi nie znany jako, że urodziłem się pod koniec lat osiemdziesiątych. Tyle mojego co obejrzę w filmie albo podsłucham wśród rodziny, która wówczas żyła. I tu akurat wszyscy mówią z Grodzieńską wspólnym głosem (a może Grodzieńska z nimi?). Autorka wyśmiewa ale nie obraża, ma zdrowy dystans do otaczającej rzeczywistości ale zwłaszcza ma go do siebie. Nie popada w skrajności, nie szarżuje, nie popada w megalomanię, nie kombinuje. Nie sposób wymieniać tu felietonów, które mi się spodobały bo bym musiał wypisać prawie wszystkie. Ale znalazłem w tej książce kilka perełek, które ubawiły mnie do łez – „Na urlopie”, „Osobiste książki zażaleń”, „Sklep ze spekulacją”, „Lesio”, „W czterech zdaniach” czy cykl „Urzędowe”. Choćby dla nich warto było ten zbiór przeczytać, ale na szczęście to tylko wierzchołek góry lodowej tych wspaniałości jakie w książce popełniła autorka. Zdecydowanie polecam. Inteligentna rozrywka, idealna na poprawę nastroju.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 9 10 lat temu
Humor w genach Hanna Zborowska z Kobuszewskich
Humor w genach
Hanna Zborowska z Kobuszewskich
Hanna Zborowska z Kobuszewskich w zabawny, jak na tytuł książki przystało, opisała swoje dorastanie. Hania to nietuzinkowa osóbka, skora do psot, odkrywania świata, przekraczania granic. To kobieta o niepohamowanej energii i ciekawości życia, niepokorna, uparta w swoich postanowieniach. Hania lubiła empirycznie sprawdzać i doświadczać, co często miało skomplikowane konsekwencje, niemniej nie zrażała się łatwo. Szukająca przygód, ciekawska, poszukująca sensacji w sprawach niezrozumiałych, zwłaszcza kiedy były dla niej zakazane. Zakochana najpierw w swoim młodszym braciszku Jasiu, potem w nauczycielce i wreszcie w Rudym, który będzie przewijał się w jej życiu niejednokrotnie. Z początku urwiska, utrapienie matki, znajduje swoją pasję i misję życiową, kończy studia i staje się stateczną naukowczynią. Życie Hanny przypadło na lata międzywojnia i po II Wojnie Światowej. Przez pryzmat swoich przeżyć poznajemy Warszawę począwszy od Bródna i Śródmieścia, by podczas wojny przenieść się na Pragę. Dowiadujemy się, że na lato jeździło się do Strugi, która to dzisiaj jest częścią Marek pod Warszawą, a kiedyś była miejscem odpoczynku letniego dla Warszawiaków. Autorka napisała swoje wspomnienia z humorem, czułością i miłością do swojej rodziny. Warto zatopić się w ten świat opisany przez autorkę, dać się ponieść jej wybrykom, uroczym wariactwom, urzekającym pomysłom i oddaniu.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 7 3 lata temu
Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Joanna Szczęsna
Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny
Joanna Szczęsna Anna Bikont
Biografia pisana z zachowaną chronologią faktograficzną, z referencyjnymi wierszami, fotografiami , tym schematem kompendium ale jednak podskórnie wyczuwa się inną konwencję, w lekkim intencjonalnym rozedrgani u na rzecz pochyłu do snucia mieszaną techniką, tą reporterską i po trosze techniką fabularyzacji. I w tym jeszcze siła słowa publicystycznego autorskiego duetu: oszczędnego, precyzyjnego jak w wierszach Szymborskiej. Skrojono ten tekst-dokument rozdziałami o tytułach zwierających esencjonalne zdarzenia tego wyjątkowego życia, bo ten spis tytułów stanowi już sam w sobie jego biogram. Publikacja jest drugą tych autorek edycją wzbogaconą, w rok śmierci noblistki w wydawnictwie Znak, aby wpisać się na listę biografów noblistki w miejscu pierwszym, zanim nie zacznie się licznie zapełniać, wszak błyskotliwość intelektualna tej poezji niejednego pokusi aby na nowo odkrywać to życie, aby znaleźć niechby po części : jak, skąd, dlaczego. Jak ułożyć biografię osoby nobilitowanej, która w tej materii milczy, odrzuca każdą zachętę do odsłony swojego życia zasłaniając się własną osobliwą argumentacją, że mówienie o sobie zuboża, okrada „zasoby wewnętrzne” jedyny walor jaki się w sekrecie nosi. Niełatwo poskładać strzępy informacji z relacji przyjaciół, znajomych, z dossier noblistki ( dokument filmowy Larsa Helandera, Katarzyny Kolendy-Zalewskiej, kroniki filmowe, fotografie medialne… ), z jej spuścizny literackiej, z dedukcji, charakterystycznej dla osobowości Anny Bikont wyrobionej profilem zawodowym… bez konfrontacji z osobą, której to wszytko dotyczy. Ale autorki poszły na całość własną taktyką, napisały w zarysie to co się zdobyło i dały do przeczytania ( skorygowania) Szymborskiej, bardzo taktownie, ona wreszcie padła ofiarą tego podstępu. Zwykle biografia odpryskiem odmalowuje tła: polityczno-historyczne, artystyczne, społeczne, egzystencjonalne… jakby scenografie na scenie życia na której gra swoją rolę osoba opisywana. Tak i w danym przypadku jak w panoptikum w zamyśle autorek jest rzut na Zakopane, Kórnik wielkopolski, Toruń i Kraków, każdy w innym czasie historycznym. Zakopane w przełomie wieku XIX i XX wieku kiedy było magnesem dla elit artystyczno-naukowych, i tych wszystkich o wątłym zdrowiu ściąganych dla zapobiegliwości w górskie klimaty. Tak i Wincenty Szymborski z wykształcenia administrator, przeprowadza się w bezpieczne zakopiańskie rewiry (podatny na gruźlice), znajduje pracę jako zarządca u pryncypała hrabiego Zamoyskiego, tam też wieku 47 lat spotyka miłość życia. Późnożeństwo jest domeną jej klanu rodzinnego ( dziadek po stronie miecza). Kiedy po latach Szymborska z sentymentu notorycznie odwiedza Zakopane, nieraz spojrzy na restauracyjkę w Kuźnicach gdzie stał jej rodzinny dom , na dwór Władysława Zamoyskiego właściciela dóbr tatrzańskich w przełomie wieków u którego pracował przez 30 lat jej ojciec ( w ich domu był kult Zamoyskiego) , lub na willę zakopiańską kolegi jej ojca Franciszka Kosińskiego, albo z przypadku właziła do knajpy Kir, której właściciel w ramach wdzięczności pokoleniowej dziękował za odsprzedaż przez jej ojca jego dziadkowi grunt, na którym wyrósł ten rodzinny biznes. Miejsca naznaczone jej sagą rodzinną, niektóre mające status historyczny. Niezatarte były uroki wielkopolszczyzny, odbierane jeszcze niepełną świadomością, ( była małym dzieckiem) gdzie przyszła na świat, te swojskie sielskie klimaty i plenery; jezioro, las, łąki. I pierwszy jej w byt w formule życia mieszczańskiego w Toruniu, do piątego roku życia, który już wyłapywał co nieco. A potem Kraków przedwojenny i w awersie powojenny. Czym on się różnił dla lat adolescencji i młodzieńczości. Jak bardzo wciska się zakreślona przez autorki aura życia inteligencji ziemiańskiej w Krakowie w dekadzie przedwojennej, wypisz wymaluj klisza zbytkowego statusu zachodniego w drugiej połowie XX wieku. W afirmacji subkulturowej była pogoń za wzorcami z kina i idololatrią, za modą łamiącą konwenanse (żaboty, gorsety do lamusa) jak sukienki do kolan z paskiem dla ekspresji seksapilu, był lans i szpan w manifestacji pozycji w hierarchii społecznej ( bryczki z zaprzęgiem pary koni i automobile, apartamenty wielopokojowe z imitacją łazienek, aneks z wanną…).Były spacery w parku Jordana z obfitością atrakcji na łonie natury, na Błoniach, po Plantach nawet dziedziniec Wawelu był miejscem dziecięcych igraszek. Były prywatne elementarne szkoły z wysokim poziomem edukacji, katolickie licea z dyscypliną ubioru niejako logo przynależności, Zamiast kawiarni cukiernie z delicjami ( Splendide, Maurizio, Piasecki…) lodami. Nie było w umysłach dorastających świadomości zagrożenia ( kiedy nazizm w sąsiedztwie wzbierał w siły a psychoza wojny weszła tuz przed jej wybuchem), była radość i swawola i uciecha z byle czego. Gdy się wnika wizualizacją w tamto międzywojenne krakowskie życie, ujmuje rzecz, ze ten okres w świadomości wykreował się fałszywie, a był ł to okres dostatku i standardu dla warstwy średniej jak na owe czasy, radości dziecięco-młodzieńczej, okres kina, idoli, wszelkich zabaw w każdej scenerii, były banalizm marzeń jak dzisiaj : bycie gwiazdą, kobietą wampem, lub innym typem gwiazdorstwa lub fanfaronady jak obecnie celebryctwo. Wojenny Kraków to okres cezury, życie w niepewności , w ostrożności w konspiracji. Tajne komplety, robienie czegokolwiek dla egzystencji najlepiej w dziedzinie nie zagrożonej wywózką, unikanie miejsc publicznych kiedy czas łapanek, rewizji, obław. I te rojenia o wolności które było jak chimera, kiedy codzienność dostarczała dowody na brak nadziei. I w tej aurze iluzji, po pięciu latach skradł się drugi totalitaryzm wypychając ten bardziej krwiożerczy, i rozlewał się inną taktyką i obietnicą. Kraków powojenny to lizanie ran, głód na kulturę ( poranek literacki w Starym Teatrze tuż po wyzwoleniu z recytacją wierszy Miłosza, Przybosia, Adama Włodka…), euforia pokoju i inna świadomość polityczna, inna egzystencja. Świat literacki dostał w prezencie kamienicę na Krupniczej 22, literaci bez dachu nad głową ale z zapałem i weną, zapełnili ten gmach w kohabitacji, a dyskretne oko dyktatu władzy miało wejrzenie na całość zarodka krakowskiej inteligencji twórczej. Tam też, po mariażu z Adamem Włodkiem z Radziwiłłowskiej przeniosła się Szymborska, do męża, który zajmował poddasze oficyny. To on był pierwszym czytelnikiem jej wierszy, pierwszym jej mentorem i korektorem , połączyła ich wspólna pasja i zapewne podobny stosunek do spraw egzystencjonalnych , w awersji do sybarytyzmu. A atrakcyjna Szymborska mimo staropanieństwa wszak miała 26 lat, wpadała w oko niejednemu. Czy tylko to złudne zauroczenie poniosło ich do ołtarza, bo ten związek okazał się krótkotrwały, zaledwie pięć lat. Czy prawdziwą jest argumentacja Szymborskiej, że „Adam był taki naturalny i a kobieta przy nim nie musiała niczego udawać”, aczkolwiek wybrzmiewa ona jej dyplomacją. Jakby znikąd spadł przywilej i łaska pomieszkiwać obok: Andrzejewskiego, Gałczyńskiego, Szaniawskiego, Różewicza, Kisielewskiego, Słomczyńskiego,… którzy wkrótce staną się trzonem elity literackiej. Twórczy umysł nie schlebia próżności i nudzie, to małe mieszkanko Szymborskiej i Włodka stało otworem dla wszystkich: odbywały się notorycznie herbatki, spotkania, konkursy, gry literackie, zabawy w żywe obrazy lub scenki rodzajowe. Nie przeszkadzały toalety wspólne na korytarzach, dochodzące zapachy ze stołówki, jakiś rozkwit grzyba ściennego, a sam budynek bez dozoru i remontu marniał i i chylił się ku stanowi nieużyteczności. Ale domeną Krupniczej 22 było życie towarzyskie, śmiano się i bawiono jakby odrabiano stracony czas. Byli młodzi i kreatywni, wizja rodziny była zmyta wizją własnej samorealizacji i dzieła. Gdzieś tam w tle skończył się pluralizm partyjny (PPS z PPR), nowa ideologia wchodziła siłą indoktrynacji wszędzie, wstawiając swoje reguły w życiu codziennym. Z butami wszedł stalinizm, okres fanatyzmu i apoteozy jego ideologią, nikt nie dostrzegał patologii i toksyny tego systemu, wręcz on tak lepko ściągał ku sobie akolitów. Szymborska za przykładem mężem weszła w grono partii, stała się członkiem i agitatorką w swoich wierszach. Dla nich, młodego małżeństwa zmiana zasad egzystencjonalnych : zmiana własności prywatnej na rzecz własności ogółu, odgórny tryb zarządzania wszystkim, plany rozwoju bez racjonalizmu a pełne utopii, były bez znaczenia i wydźwięku. Faworyzowali kult władzy bez głębszej analizy historycznej, nawet ten socrealizm w aspekcie kultury (wszystko w imię ideologii), nie był aż taką przeszkodą. Jeszcze nie widziano skutków tej ekspansji, trzeźwość myślenia zacierana była propagandą i demagogią. Kiedy doszło do pierwszych spięć a potem odwilży, oczy się przecierały, świadomość stanu rzeczy wracała z impetem. Zagrożeniem dla autokracji była zawsze inteligencja, jej siła werbalna i publicystyczna. Dlatego rzucono całą metodologie agenturalną na Krupniczą, donosy stały się narzędziem kontroli i wyrazem lojalności, czysty ideologicznie życiorys był walorem. Podpisy elity literackiej ( Szymborska ) pod petycją w wyrazie potępienia kościoła w sfingowanej aferze kleru krakowskiego w 1953 roku, był świadectwem posłuszeństwo i dyscypliny. Stalinizm był apogeum indoktrynacji i despotyzmu i dyktatury, po odwilży, z roku na rok ten potencjał spadał, nonkonformizm zataczał szersze kręgi, skutkiem czego Szymborska zrzekła się członkostwa, w Solidarności z Kołakowskim jako jedna z 12-stu powiększyła listę bezpartyjnych literatów, manifestując sprzeciw wobec systemowi. Tym samym stała się figurantką, inwigilowaną. Dumą Krakowa po wojnie w kontekście publicystyki były: „Życie Literackie” i „ Tygodnik Powszechny” tygodniki z nakładem ogólnokrajowym oba o profilu kulturalno- społecznym, pierwszy skłaniał się ku publicystyki literackiej drugi w nurcie religijnym, aczkolwiek nie do końca. Pierwszy był miejscem angażu Szymborskiej spędziła w redakcji 15 lat, w funkcji szefa działu poezji, potem prowadząc rubrykę Poczty Literackiej, gdzie humorem i ironią zajęła się interpretacją nadesłanej amatorszczyzny w wierszu i próbkach prozy. Naczelnym redaktorem był Machejek, a jego stylizacja pisania nazwana jako machejkizmem, przybrała stygmat pustej frazeologii, bełkotu komunistycznego w podtekście agitacji, stylizacji wybitnie tendencyjnej przy braku treści logicznej. W początkach demokracji i w 1900 roku pismo musiało pędem następstw zakończyć swoją żywotność i zatrzeć zły ślad po sobie. Zycie w aglomeracja Krakowskiej, jako pokłosie dyktatu komunizmu nie było łatwe, w kontekście rezydowania na przekładzie Szymborskiej z jednej klaustrofobii przechodziło siew drugą. Po 15-stu latach zamętu na Krupniczej otrzymała przy rogu 18-tego Stycznia i Nowowiejskiej fabrykat komunizmu, ciasny nieegzystencjalny metraż, z osobną kuchnia i łazienką, jako symptomat progresu. I tak to była nobilitacja gdzie głód mieszkaniowy osiągał szczyt, a rodziny pokoleniowe ocierały się o siebie w jednym wspólnym mieszkaniu. Po Noblu zdobyła się na większy rozmach w postaci mieszkania dwupokojowego, a i tak powściągliwy wobec zasobów jakimi już dysponowała, widać, ze materializm nie był jej po drodze. Ale poszła dalej za luksusem w jej mniemaniu , aby sprostać po- noblowskiej pańszczyźnie zatrudniła sekretarza, młodego, chłonnego na wiedzę humanistyczną studenta, który pełnił swoje obowiązki aż do jej odejścia. Autorki bardzo sugestywni podsyłają odbiorcy obraz tamtych czasów w aspekcie kultury. Dominowała telewizja, jedno-programowa ale znakomite seriale: Colombo, Niewolnica Izaura, Dynastia…wymiatały z ulic tłumy. Szymborska sama nie lubiła snobistycznego teatru, zachwycała się tym czym zwyczajny szary człowiek z krwi i kości , dobrym kinem, dobrą pop muzyką ( Ella Fitzgerald), książką każdego rodzaju i wcale nie w afirmacji literatury pięknej, wakacjami w górach po sezonie, wypadem za granicę ale nie fanaberyjnym zwiedzaniem muzeów i architektury minionych epok danej kultury. Lubiła się fotografować przy egzotycznych nazwach miejsc, zbierała pocztówki ale nie dla snobistycznej kolekcji, ale dla obdarowywania nimi w zmodyfikowanej formie w postaci wyklejanek, wszystkim swoim znajomym. Te nowe czasy w konkurencji wolnorynkowej, pozwalały korzystać ze wszystkich dóbr, ale wszelkie dobra materialne, przepych, inwestycje, pomnażanie kapitału… to całe powinowactwo kapitalizmu nie było jej domeną, jak w każdym niemal środowiska artystycznym, gdzie sztuka ( w danym przypadku poezja) jest sensem i apriori. Anna Bikont i Joanna Szczęsna w tej biografii sprytnie uciekają od źródeł determinacji takiego wariantu kobiecego życia, gdzie macierzyństwo zostało odrzucone z wyboru ( albo było niemożliwe o czym nie wiadomo). Co więcej sprawy serca, potraktowano w sposób oględny o ile nie zdawkowy. Jak sama poetka mówi w jej życiu było wiele miłości, a wymienia się tylko jej małżeństwo i konkubinat. W rzeczy samej ten wyrzut „wiele miłości” też jest pretensjonalny, bo nie sposób aby w środowisku literackim, tak hermetycznym i plotkarskim jak na Krupniczej, nie zauważono flirtu atrakcyjnej i inteligentnej kobiety. W tej kwestii wiele się przemilcza, nie docieka się osobliwości kobiecej, która z natury predysponowana jest do prokreacji i macierzyństwa. Gdzie prawda , a gdzie maska w tej materii. Idąc tą drogą analizy, sugestia kieruje w dzieciństwo gdzie są wszystkie zaczyny decyzyjności dorosłości. Jej „histeryczna miłość do ojca” pewnie coś stygmatyzuje, zapewne kamuflowana pretensja matki ( jej zgoda na małżeństwo wynikała ze strachu przed staropanieństwem z racji braku populacji męskiej po wojnie ) do losu, gdzie związek z jej strony wynikał bardziej z rozsądku i wygodnictwa niż z namiętności, rola ojca jako rodzica dojrzałego pod każdym względem i rodzica zbyt parenetycznego, poniekąd co skutkowało zaszczepem miłości do literatury. Szymborska nie wzbrania się za każdym razem aby wejść w takie rewiry tematyczne, sięgające esencji każdego życia jakby była to niedotykalna sfera tabu. Co wskazują jej wiersze, gdzie ponoć jest całe jej życie i myśli. Autorki nie podejmują tego wyzwania, zachowując stricto zasady w preparacji biografii jako dokumentu. Autorki omijają podszepty jakie idą z życia Szymborskiej . Być może znajomość z Adamem Włodkiem, gdzie ona jak i on w profesjach takich samych, o podobnej mentalności, gdzie umysły twórcze dla lepszej ekspresji potrzebują wzajemnego pasożytniczego żeru z symbiozy bliskiej relacji, została sfinalizowana małżeństwem z racji niezbyt oczywistych, ale na pewno zakończyło się fiaskiem bo uczucie Szymborskiej bezpowrotnie wygasło. Bo na tym polu bez żadnego żaru i oplotu, jest zgoda na przyjaźń bez zazdrości z Włodkiem, jest przyjaźń z jego następną partnerką, Ewą Lipską, nic więc nie przeszkadza w takich relacjach, i nic nie popycha do piołunu i żalu. Jej konkubinat w wieku już ustabilizowanym i przemyślanym, ze słynnym literatem krakowskim Kornelem Filipowiczem, wskazuje na podobny schemat relacji. To samo środowisko zawodowe, autorytet i afekt. I dopóki w tym świecie serce drga, związek żyje. Filipowicz, od młodości zwracał uwagę Szymborskiej, gdzie w tym środowisku literackim jej spojrzenie wyłapywało męską aparycję: wysoki, przystojny, modnie ubrany, miał nadto tą wartość dodaną po UJ (biologia) i o wrażliwości łaknącej pożywnego pokarmu ( sztuka-pisarstwo), był obiektem zainteresowania wielu kobiet. Jego żona wybitna awangardowa rzeźbiarka, malarka Maria Jarema ( wdg jej projektu stoi rzeźba Fortepian Chopina przy Franciszkańskiej 52 w Krakowie w scenerii Plant ) zmarła nieoczekiwanie w 1958 roku. Był wdowcem po konsolacji, los a na pewno sugestywne zabiegi, połączyły dwie pokrewne dusze. Ona zaangażowana była w sposób nawet ostentacyjny w cały świat partnera, co dowodzi jej emocji. Zasób faktograficzny, liczne odniesienia do wierszy, opinie znajomych i świata literackiego, są wystarczającym aby stanowić punkt wyjścia, fundament do własnej eksplikacji w aspekcie genezy; co w sobie niosła ta osobowość, że jej dzieło zadziwiło świat. Bo w tejże biografii nie ma odpowiedzi, niechby z przekory aby czytelnik doszedł sam do własnej konkluzji. Była pierwszą polska noblistką w dziedzinie poezji ( bo Miłosz pisał także prozę), noblistką wiersza białego. Wszak była zwyczajną, bez preferencji charakterologicznej pośrodku miedzy ekstrawertykiem a introwertykiem bo lubiła towarzystwo i odskocznię w samotność, W sposobie bycia i konsumpcji życie była pewna równowaga i szczerość, bo jeśli podróże to nie za wszelka cenę zwiedzanie, jeśli książka to nie tylko ta ambitna ale każdego rodzaju, jeżeli rozrywka kulturalna to łatwe w odbiorze kino niż refleksyjny teatr, jeżeli pasja kolekcjonerstwa to nie snobizm drogich antyków tylko zwyczajność bibelotu, kiczowate gadżety, widokówki. Ceniła przyjaźń jako substytut wsparcia, którego brakło z racji pokrętności losu i bezdzietności, skromność, przeciętność, normalność i dyskrecję, jako relikt metody wychowawczej ojca. Stała z boku wobec świata i jego dziejów, jak spekulujący w myślach spektator, aby coś wyłapać i utrwalić. Brak rodziny dzietnej nie wybudzał w niej prozaicznych aktywności jak chociażby np. pogoń za pieniądzem aby wyścielić przyszłość potomstwu, czy fascynacji kulinarnych, zabiegania domowego… No więc gdzie szukać w tej zwyczajności geniuszu pisarstwa i jego symptomatu. Nic nie rodzi się z próżnego dzbana, samoistnie, dziedzictwo talentu i predyspozycji jest niemałym wkładem w sukces ale niewystarczającym nieraz w proporcji zbyt małym. Musi być pasja i zacięcie i rozkosz z robienia czegoś co się upodobało. Szymborską uwiodła matematyczna zabawa ze słowem , to „wyciąganie ze słownika tych odpowiednich …‘’ aby celnie stworzyć impresje, przekaz, aforyzm…i co jeszcze. A w tej zabawie słowem wariacja zestawień nie zna limitu i ten atrybut zabawy kosz , do którego wrzuca się co zapisano, aż do momentu kiedy na biurku zostanie ten ocalony skrawek z intuicji. Miniaturki w prozie były zbyt opisowe, rymy same w sobie się przejadły, a faktem jest że nie dla rymu tworzy się wariacje słowną ale dla przekazu myśli i i dla myślenia. Z drugiej strony nie łatwo zrobić konstrukcje takich zestawień, „rodników”, metafor schludnym, oszczędnym słowem, które poruszą ludzką wrażliwość bez przymusu i sugestii, im bardzie trudne tym bardziej ekscytujące. Tak jak Schultz w prozie poetyckiej, pod opisem malował metafizykę i mistycyzm rzeczywistości całą paletą barw- słów i metaforyzacją, tak Szymborska pod lakonizmem ujmuje prawdy w wierszach, które tak łatwo nie trzymają się w świadomości a kiedy wpadną w innej oprawie siedzą tronnie w jej zaułkach. To czytelnictwo od dzieciństwa najpierw delikatnie zaraża (Konopnicka, Verne’a ), im większe tym bardzie wchodzi w krew, Szymborska mając 14 lat przeczytała Dostojewskiego, mniej lub bardziej rozumiejąc meritum treści, potem szokujący Mann i Montaigne i Proust… Pod wrażeniem chce się pisać tak jak oni, dyskretnie, do szuflady, tylko obawa czy aby to na sprzedaż. Nieraz los tak pokieruje, że wpada się w środowisko jakże kongruentne z pasją, w którym jest weryfikacja i wzorzec i tendencje i szlif. W jakiej materii pisać staje się dylematem. Jej wiersze o doświadczeniu wojny padły w rywalizacji z ikonami tej tematyki : Różewiczem, Herbertem. Więc może po prostu o wszystkim, tudzież o nowym systemie który daje ślepą gwarancją pokoju. O wszystkim , „sprawach małych” których szarość życia nie dostrzega, i „tych wielkich ale z dystansu”, i swojej nowej wizji z przemyślenia. Konieczne jest to całe nienazwane akcesorium: przenikliwość intelektu, mądrość, asocjacja, wnikliwa percepcja które płynie w genach. I jeszcze zmysł selekcji, wyczucie z idące ze szlifu warsztatu pisarskiego. Czy koneksje przetarły drogę do Nobla ?. Czy to zasługa talentu szwedzkiego tłumacza Bodegarda, czy marketing Leonarda Neugera dyrektora Instytutu Slawistyki na Uniwersytecie Szwedzkim, czy świetne tłumaczenia Karla Dedeciusa, które zaowocowały przyznaniem Szymborskiej Nagrody Goethego? Jest regułą, ze najpierw ta drugorzędna pod względem prestiżu nagroda wysyła sygnał w świat o walorze dzieła, Tokarczuk za znakomite Bieguni przyznano The Man Booker International Prize, w przypadku Szymborskiej zadziałał ten sam schemat, Nobel po Nagrodzie Goethego wisiał w powietrzu. W sentencji w laudacji pogrzebowej „zostawiła sporo do myślenia” zawiera się sens życia i dorobek.
benek - awatar benek
ocenił na 10 1 rok temu

Cytaty z książki O psach, kotach i aniołach

Więcej
Jan Strzałka O psach, kotach i aniołach Zobacz więcej
Jan Strzałka O psach, kotach i aniołach Zobacz więcej
Jan Strzałka O psach, kotach i aniołach Zobacz więcej
Więcej