O panu Tralalińskim

Okładka książki O panu Tralalińskim
Julian Tuwim Wydawnictwo: Zielona Sowa literatura dziecięca
10 str. 10 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2000-01-01
Liczba stron:
10
Czas czytania
10 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7220-260-5
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 / 00:00
Reklama

Kup O panu Tralalińskim w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki O panu Tralalińskim

Średnia ocen
7,1 / 10
86 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2841
2751

Na półkach: ,

"O panu Tralalińskim" Juliana Tuwima to wiersz, który od pokoleń bawi i uczy dzieci. To pełna humoru i absurdalnych sytuacji opowieść o panu Tralalińskim, który wraz ze swoją rodziną i sąsiadami oddaje się radosnemu "tralalińskowaniu".

"O panu Tralalińskim" Juliana Tuwima to wiersz, który od pokoleń bawi i uczy dzieci. To pełna humoru i absurdalnych sytuacji opowieść o panu Tralalińskim, który wraz ze swoją rodziną i sąsiadami oddaje się radosnemu "tralalińskowaniu".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

153 użytkowników ma tytuł O panu Tralalińskim na półkach głównych
  • 149
  • 4
37 użytkowników ma tytuł O panu Tralalińskim na półkach dodatkowych
  • 15
  • 6
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki O panu Tralalińskim

Inne książki autora

Julian Tuwim
Julian Tuwim
Polski poeta żydowskiego pochodzenia, pisarz, autor wodewili, skeczy, librett operetkowych i tekstów piosenek; jeden z najpopularniejszych poetów dwudziestolecia międzywojennego. Współzałożyciel kabaretu literackiego „Pod Picadorem” i grupy poetyckiej „Skamander”. Bliski współpracownik tygodnika „Wiadomości Literackie”. Tłumacz poezji rosyjskiej, francuskiej, niemieckiej oraz łacińskiej. Brat polskiej literatki i tłumaczki Ireny Tuwim, kuzyn aktora kabaretowego i piosenkarza Kazimierza „Lopka” Krukowskiego. Jego bratem stryjecznym był aktor Włodzimierz Boruński. Podpisywał się ponad czterdziestoma pseudonimami m.in. Oldlen, Tuvim, Schyzio Frenik, Jan Wim, Pikador, Roch Pekiński, Owóż, Czyliżem, Atoli, Wszak. Zadebiutował w 1911 przekładem na esperanto wierszy Leopolda Staffa. W roku 1913 miał miejsce jego właściwy debiut poetycki, wiersz Prośba opublikowany został w „Kurierze Warszawskim”. Utwór poeta podpisał inicjałami St. M., poznanej w 1912, swojej przyszłej żony Stefanii Marchwiówny. W 1916, z myślą rozpoczęcia studiów, przeniósł się do Warszawy. Studiował prawo i polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim (1916–1918), ukończył jedynie po jednym semestrze. W trakcie studiów rozpoczął współpracę z czasopismem Pro Arte et Studio. W 1916 roku powstał Skamander. 30 kwietnia 1919 poślubił Stefanię Marchew. W czasie wojny polsko-bolszewickiej pracował w Biurze Prasowym naczelnego wodza Józefa Piłsudskiego. W młodości inspirował się twórczością Leopolda Staffa (pisał o tym w swych pamiętnikach). Członek założyciel Związku Artystów i Kompozytorów Scenicznych (ZAiKS). W 1939 wyemigrował przez Rumunię, Włochy do Francji. Wspólnie z Janem Lechoniem, Antonim Słonimskim, Kazimierzem Wierzyńskim oraz Mieczysławem Grydzewskim (określanymi jako poeci satelici) spotykali się w paryskiej kawiarni Café de la Régence. W obliczu kapitulacji Francji (1940) i osobistego zagrożenia, Tuwim i Lechoń udali się przez Hiszpanię do Lizbony, a następnie do Rio de Janeiro, gdzie dołączył do nich Kazimierz Wierzyński. Ostatecznie wspólnie też wyjechali do Nowego Jorku, gdzie poeta mieszkał przez blisko pięć lat (1942–1946). Tuwim i Oskar Lange pisali dla pism „Nowa Polska” oraz „Robotnik”, natomiast Wierzyński i Lechoń utworzyli „Tygodnik Polski”. Z kolei Grydzewski wyjechał do Londynu, gdzie pozostał redaktorem naczelnym demokratyczno-liberalnego tygodnika „Wiadomości Polskie, Polityczne i Literackie”, a po wojnie „Wiadomości”, odpowiednika krajowych „Wiadomości Literackich”. Członkowie grupy poetyckiej „Skamander” stanowili pierwszą, wielką falę emigracji polskich literatów i poetów. W czasie okupacji niemieckiej całość twórczości Juliana Tuwima trafiła na niemieckie listy proskrypcyjne jako szkodliwa i niepożądana z przeznaczeniem do zniszczenia. Do Polski Tuwim wrócił w czerwcu 1946 roku i stał się osobą chronioną, adorowaną i uprzywilejowaną przez ówczesne władze. Został okrzyknięty poetą państwowym. W tym samym roku Tuwimowie adoptowali córkę Ewę. W latach 1947–1950 pełnił funkcję kierownika artystycznego Teatru Nowego. Po wojnie Tuwimowie otrzymali opuszczony dom w Aninie przy ul. Zorzy 19, gdzie mieszkali wraz z Ireną Tuwim (siostrą poety). Dom ten po śmierci Tuwima nabył Piotr Jaroszewicz. W ostatnich latach życia Tuwim stworzył niewiele wierszy; czasami tylko ulegał prośbom zaprzyjaźnionych redaktorów, potrzebujących wierszy na rocznicowe okazje. Pisał prywatnie (bez publikowania). Do końca zajmował się też tłumaczeniami i zbieraniem kuriozów literackich, które publikował w miesięczniku „Problemy” w cyklu „Cicer cum caule”. Był autorem tekstów kabaretowych, rewiowych i librecista oraz autor tekstów politycznych. Był współautorem i redaktorem pism literackich i satyrycznych (Skamander, Wiadomości Literackie, Cyrulik Warszawski). Tłumacz literatury rosyjskiej, m.in. Aleksandra Puszkina (Jeździec miedziany, Połtawa), Władimira Majakowskiego (Obłok w spodniach). Był autorem popularnych wierszy dla dzieci, m.in. Lokomotywa, Ptasie radio, Pan Hilary, Słoń Trąbalski, Bambo. Był bibliofilem i kolekcjonerem kuriozów (Czary i czarty polskie, Pegaz dęba, Cicer cum caule). Znany był ze swojego specyficznego humoru objawiającego się bystrością umysłu i świeżością. Świeżości tej szukał najczęściej w języku – głównym orężu modernizmu, a szczególnie postmodernizmu. Swe badania językowe rozpoczął od nauki esperanto jeszcze w latach gimnazjalnych. Tłumaczone na esperanto wiersze Staffa, a także Testament mój (Mia testamento) Juliusza Słowackiego i inne wiersze zostały opublikowane na łamach Esperantysty Polskiego (Pola Esperantisto). W późniejszych badaniach nad językiem tworzył neologizmy. Podobnie jak B. Leśmian, A. Wat i S. Młodożeniec, tworzył tak zwany język pozarozumowy (zaum), którego poznanie miało być aprioryczne i zgodne ze skojarzeniami każdego odbiorcy. Próby te wyraził w Słopiewniach. Poezja Tuwima uważana jest za jedną z najtrudniejszych ze względu na częste gry słów, zwielokrotnienia znaczeń jednego wyrazu poprzez inne, nie zawsze jasne podkreślenia niektórych słów w zdaniu jakby było ono niedokończone. Ogromna giętkość i błyskotliwość tego języka przyjmuje często koloryt humorystyczny, jak w Balu w Operze. Słowa przyjmują cechy opisywanej rzeczywistości (np. mistrzowsko zastosowana została rytmika i szelest polskich słów w Lokomotywie, przez co jest to wiersz-onomatopeja). Oprócz dzieł charakteryzujących się niebywałym pięknem i kulturą słowa, Julian Tuwim tworzył także wiersze pisane językiem potocznym, czy wprost wulgarnym (np. „Do prostego człowieka” czy „Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali”). Jedynym właścicielem autorskich praw majątkowych wszystkich utworów poety oraz jego siostry Ireny Tuwim-Stawińskiej jest Fundacja im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim, założona w 2006 r., przez córkę Tuwima Ewę Tuwim-Woźniak.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Chory kotek Stanisław Jachowicz
Chory kotek
Stanisław Jachowicz
Książeczka z PRL-u z serii ,,Poczytaj mi mamo ’’, bardzo stareńka z 1963 roku, mojej mamy oczywiście. Format prostokątny zachowany jeszcze przed zmianami z 1974 roku. Książeczka cienka, dobry druk. Ilustracje prześliczne dzięki Januszowi Grabiańskiemu, który włożył całe serce w te obrazki. Porównuję z wydaniem późniejszym z 1974 roku, w którym jako ilustrator produkowała się Maria Uszacka. Jej kolorowe malunki były dowcipne , z elementami prostego komiksu. Janusz Grabiański natomiast pokazał cały kunszt malarski. Też zabrzmiała u niego w obrazku nutka humoru w postaci zaleceń – recepty. Można się pośmiać. Moja mama pamięta tę serię ze swoich czasów. Podobno kosztowały kiedyś 1,50 zł i to była stała cena. Treść ta sama wierszowana, zabawna, proste rymy. Nadaje się również dla najmłodszych dzieci żłobkowych. Sam morał bajki polega na tym, aby się nie przejadać z łakomstwa, gdyż łatwo można się rozchorować jak przykładowy kotek, który potrzebował wizyty doktora. Bardzo zabawna książeczka. Pamiętam z dzieciństwa. W swoim czasie znałam na pamięć. Teraz moje maluchy zapoznają się z treścią. Moje starsze dzieciaki zaczęły porównywać wiersz do utworu z ,,Alicji w krainie czarów’’ Lewisa Carolla. Oczywiście zaczęły cytować : ,,Pan Lew był raz chory i leżał w łóżeczku, Więc przyszedł pan doktor: –Jak się masz, koteczku? –Niedobrze, lecz teraz na obiad jest pora – Rzekł Lew rozżalony i pożarł doktora ’’. Przyzwyczaiłam się do tego ,że przy tej serii zawsze dodadzą swoje 3 grosze. Jeżeli chcecie się dowiedzieć w jaki sposób był leczony nasz kotek, przeczytajcie sami. Polecam!
Anka - awatar Anka
oceniła na 8 1 rok temu
Elementarz Marian Falski
Elementarz
Marian Falski
[ocena wydania z 1950 roku] Kawał historii, morze wspomnień z lat, w których, aby obliczyć swój wiek, wystarczały mi jedynie palce u rąk... Dziwnie było sięgać po tę pozycję, w zupełnie innym wydaniu niż czytałam w dzieciństwie. Siedząc w czytelni i muskając pożółkłe kartki, nie wiedziałam, co otrzymam. Wersja z 1950 roku, z ilustracjami Tadeusza Gronowskiego, ma w sobie wiele uroku - starą, jeszcze międzywojenną składnię (pierwsze wydanie "Elementarza" zostało wprowadzone na rynek w 1910 roku), pięknie wykaligrafowane litery oraz przyjemne dla oka obrazki, choć ja osobiście wolę te, które wyszły spod ręki Grabiańskiego. Nie mniej jednak, obaj panowie sprawują się wybornie, uzupełniając swoim talentem, tekst Falskiego. A co do tekstu... O ile na początku składnia, wyrazy nie sprawiałyby trudności współczesnym dzieciom, tak w coraz bardziej zaawansowanych partiach tekstu, mogłyby napotkać kłopoty. Nie mniej walory edukacyjne książki są odczuwalne również dla starszego odbiorcy. Jedynym moim zarzutem, z którym nie miała nic wspólnego intencja autora, jest modyfikacja tekstu do czasów ówczesnych... Rok 1950... Stalinizacja pełną gębą...Towarzysz Bierut spogląda z portretu na czytelnika wraz z orzełkiem bez korony... Rosjanie to nasi życzliwi przyjaciele, na wsi jest tylko jedno wspólne pole, a we wszelkich dziedzinach życia ludzie pracują dla dobra społeczeństwa... Późniejsze wydania (po 1989?) na szczęście nie mają już tak ważnych "bohaterów" umieszczonych na swoich kartach, a przynajmniej nie przypominam sobie, aby w mojej wersji z 2002 roku widniały owe wizerunki. Szkoda, że nawet "Elementarz" został wykorzystany do propagandy rządu ludowego. To nie jest pełnowartościowa książka Falskiego, dlatego musiałam odjąć gwiazdki. Po prostu, sięgając po tę pozycję, należy kierować się datą wydania i wybierać jak najpóźniejszą wersję. Ciekawe byłoby porównanie wszystkich wydań "Elementarza" i śledzenie modyfikacji w tekście [jak coś zaklepuję ten temat na pracę licencjacką albo magisterską].
najeżona_książkami - awatar najeżona_książkami
ocenił na 6 2 lata temu
Czerwony Kapturek Jacob Grimm
Czerwony Kapturek
Jacob Grimm Wilhelm Grimm
„Czerwony Kapturek” to jedna z tych historii, które zna się zanim przeczyta się je naprawdę – obecna w dzieciństwie jako opowieść szeptana przed snem, bajka z kasety, rysunek w przedszkolu, potem odczytywana na nowo w dorosłości, gdy wraca się do niej z własnym dzieckiem. I choć mogłoby się wydawać, że ta opowieść niczym już nie zaskoczy, to właśnie ta wersja – opatrzona ilustracjami Franceski Rossi – uderza ze zdwojoną siłą, bo pod dobrze znaną narracją czai się coś znacznie głębszego. Zaczyna się niewinnie, jak zawsze – dziewczynka z czerwonym kapturem na głowie wyrusza z koszykiem przez las do chorej babci, mama ostrzega, by nie zbaczać ze ścieżki, dziecko kiwa głową, las się zaczyna. I wtedy pojawia się on – wilk. Ten wilk nie przypomina jednak śmiesznych karykatur z telewizyjnych kreskówek, nie mruga figlarnie do widza. Jest prawdziwy, niepokojący, niebezpieczny. Jego oczy patrzą inaczej, jego uśmiech nie jest ciepły, tylko cyniczny. I choć historia biegnie znanym torem, dziecko, które patrzy na te ilustracje, wie – coś tu nie gra, coś tu się wydarzy, coś, przed czym nikt nie ostrzegł. Siła tej opowieści tkwi właśnie w tym balansie pomiędzy znanym schematem a emocjonalnym ładunkiem ukrytym pod powierzchnią, bo gdy wilk przebiera się za babcię, zaczyna się prawdziwy teatr. To nie jest już tylko bajka o nieposłuszeństwie i konsekwencjach – to opowieść o zaufaniu, o złudzeniu bezpieczeństwa, o tym, jak zło potrafi się przebrać, uśmiechać i zapraszać do rozmowy. Dziecko zadaje pytania, dziwi się, protestuje – jak to możliwe, że nikt nie zauważył? Czemu Kapturek dał się oszukać? Czemu nikt nie przyszedł wcześniej? I w tym wszystkim, w tych pytaniach i emocjach, zaczyna się prawdziwa wartość tej książki, bo nie jest to opowieść zakończona banalnym morałem o posłuszeństwie, tylko wielowarstwowa lekcja empatii, czujności, odwagi i refleksji. Ilustracje nie łagodzą przekazu – wręcz przeciwnie, wzmacniają go, dodają dramaturgii i zostają w pamięci. Czerwień Kapturka wybija się na tle ciemnego lasu, jak ostrzeżenie, jak krzyk, jak ślad, który nie znika. Postacie nie są jednowymiarowe – każda mina, każdy gest opowiada osobną historię, a sam tekst, choć prosty, nie infantylizuje. Jest rytmiczny, nieprzegadany, pozwala działać wyobraźni, nie zakładając z góry, że dziecko nie zrozumie. Właśnie to podejście – powaga wobec małego czytelnika – sprawia, że książka ta działa. Uczy nie poprzez dydaktyzm, ale przez przeżycie. Moje dziecko, mimo strachu, nie uciekło, nie zamknęło książki – przeciwnie, wracało do niej, opowiadało ją po swojemu, analizowało, wchodziło w dialog. Dla mnie jako dorosłej osoby ta wersja była też zaskakująco poruszająca, bo choć zakończenie wydaje się znane – przychodzi myśliwy, wszystko wraca na miejsce – to jednak pozostaje coś więcej. Ślad. Cień. Wilk nie znika całkowicie. On zostaje. W pytaniach, w oczach postaci, w naszej pamięci. Czerwony Kapturek już nigdy nie będzie tą samą dziewczynką, bo teraz wie. Że świat potrafi być piękny, ale i groźny. Że nie każdy, kto mówi przyjaźnie, ma dobre intencje. I że czasem nie da się wrócić do domu tak samo, jak się z niego wyszło. To wszystko sprawia, że ta książka – mimo że ubrana w klasyczne szaty baśni – staje się czymś więcej niż bajką do poduszki. Jest opowieścią o dojrzewaniu, o świadomości, o granicach, o czujności. Dla dziecka – przeżyciem. Dla dorosłego – przypomnieniem. A dla obojga – początkiem ważnej rozmowy.
Bob - awatar Bob
ocenił na 7 1 rok temu

Cytaty z książki O panu Tralalińskim

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki O panu Tralalińskim