Nie martw się, cukierku!

Okładka książki Nie martw się, cukierku!
Waldemar Cichoń Wydawnictwo: Żwakowskie Cykl: Kot Cukierek (tom 2) literatura dziecięca
64 str. 1 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Cykl:
Kot Cukierek (tom 2)
Data wydania:
2018-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-01
Liczba stron:
64
Czas czytania
1 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394351861
Średnia ocen

                8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie martw się, cukierku! w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nie martw się, cukierku!

Średnia ocen
8,2 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1112
490

Na półkach:

Książka przeczytana wspólnie z dziewięcioletnią córką w ramach codziennej nauki czytania. Druga część nie różni się znacząco od pierwszej. Mamy tutaj głównego bohatera, kota Cukierka który jest ciekawy świata przez co pakuje się w tarapaty. Jest to książeczka bardzo ciepła z dużą dawką humoru, ilustracje w niej zawarte są świetne.

Książka przeczytana wspólnie z dziewięcioletnią córką w ramach codziennej nauki czytania. Druga część nie różni się znacząco od pierwszej. Mamy tutaj głównego bohatera, kota Cukierka który jest ciekawy świata przez co pakuje się w tarapaty. Jest to książeczka bardzo ciepła z dużą dawką humoru, ilustracje w niej zawarte są świetne.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

207 użytkowników ma tytuł Nie martw się, cukierku! na półkach głównych
  • 172
  • 31
  • 4
39 użytkowników ma tytuł Nie martw się, cukierku! na półkach dodatkowych
  • 11
  • 8
  • 6
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Nie martw się, cukierku!

Inne książki autora

Waldemar Cichoń
Waldemar Cichoń
Waldemar Cichoń, czyli tata Marcela, a od jakiegoś czasu także tata Macieja. Przyszedł na świat w roku, w którym Richard Nixon ustąpił ze stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych, otworzono Port Północny w Gdańsku, została założona Budka Suflera, a Polska została brązowym medalistą Mistrzostw Świata w piłce nożnej pokonując Brazylię 1:0. Trudno powiedzieć, jaki te wydarzenia miały wpływ na przyszłe losy chłopaka z Tychów, jednak jakiś mieć musiały. Bo niby dlaczego nie? W dzieciństwie tata Marcela nade wszystko uwielbiał czytać. To były czasy, kiedy nikomu nie śniło się jeszcze o Internecie, grach komputerowych i 100 kanałach w telewizji, więc książki były jedną z niewielu dostępnych rozrywek. Tata Marcela czytał średnio trzy książki na tydzień. Dwa razy w tygodniu szedł więc pieszo do biblioteki położonej na sąsiednim osiedlu. Kiedy ksiązka, którą wypożyczył zapowiadała się ciekawie, tata Marcela nie mógł się doczekać, kiedy zacznie czytać, więc czytał idąc. Zaczytany systematycznie rozbijał nos o latarnie, a raz o mało nie wpadł pod samochód. Dochodziło do tego, że mama taty Marcela musiała go w wakacje zmuszać do wychodzenia na podwórko. Na niewiele się to zdało, bo tata Marcela wychodził na podwórko z książką ukrytą pod ubraniem. Czasem się udawało, jeśli jednak mamina kontrola wykryła, tata Marcela ratował się czytając książki pod kołdrą przy świetle latarki. Pisać tata Marcela zaczął stosunkowo późno. Oczywiście, w szkole pisał wypracowania, ale oprócz nauczycieli nikt ich nie czytał, więc to się chyba nie liczy. Potem poszedł na studia, skończył dziennikarstwo i zaczął pisać do gazet. Robił to przez całkiem długi okres swojego życia. Książki zaczął pisać jeszcze później. Dziś tata Marcela nie jest już dziennikarzem – pracuje w Instytucie Technik Innowacyjnych EMAG w Katowicach, gdzie zajmuje się wydawnictwami, promocją i reklamą oraz, jak mawiają jego złośliwi koledzy, sprawami z pogranicza magii i rzeczy nadprzyrodzonych. A książki pisze w tzw. międzyczasie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rany Julek! O tym, jak Julian Tuwim został poetą Agnieszka Frączek
Rany Julek! O tym, jak Julian Tuwim został poetą
Agnieszka Frączek Joanna Rusinek
Odwiedź mnie także na mojej stronie, będzie mi bardzo miło Cię ugościć http://kwyrloczka.pl/2026/01/01/o-tym-jak-lobuzowal-tuwim-agnieszka-fraczek-rany-julek-o-tym-jak-julian-tuwim-zostal-poeta/ RANY JULEK! Czyli kolejna odsłona biografii dla dzieci. W tym przypadku, moim skromnym zdaniem, dosyć udana. Na pewno bardziej udana niż historia o Marii Skłodowskiej-Curie. Tyle że to jest akurat moja opinia, a ja jestem już duża i książki dla dzieci nie są dla mnie. To, co było w Julku urzekające – zabawne opowieści i wierszowane wtrącenia – kompletnie nie znalazło uznania u Nasturcji i podobno u reszty klasy również, z paroma jedynie wyjątkami. W mojej ocenie wszystko tu zagrało. Prawdziwe historie z życia Juliana Tuwima – bo o nim właśnie mowa. Zdaje się, że zapomniałam wspomnieć wcześniej o tym drobiazgu. Trzeba przyznać, że miał jako dziecko bardzo oryginalne pomysły i zainteresowania, które zaprowadziły go do równie ciekawej dorosłości. Jedno jedynie mnie zastanawia: czemu nie wspomniano w całej książeczce, że mały Julek był Żydem? Jakby ta część jego życia była dziwnie wstydliwa i niewygodna, aby ujawniać ją małym polskim dzieciakom. Mam też świadomość, że skoro do mnie to wszystko tak przemawia, niestety dla dzieci będzie najprawdopodobniej zbyt skomplikowane, ciut za chaotyczne. Mieszanina stylów – pisanie raz wierszem, żeby zaraz potem powrócić do prozy w połączeniu z rymowanymi przypisami – może stanowić problem, jeśli nie czyta się jeszcze zbyt dobrze. Interpretacje tekstów wierszowanych niekoniecznie muszą być jasne i czytelnie wiązać się z fabułą – w głowie dziecka, oczywiście. To, co mnie właśnie bawiło, sprawiało, że do samego końca nie nudziłam się ani przez moment, małym czytelnikom mogło właśnie sprawiać największą trudność. SŁÓW KILKA O WYDANIU Książkę, przynajmniej tę naszą, wydawnictwa Literatura ilustrowała Joanna Rusinek. Nie jest to akurat mój ideał ilustracji. Myślę, że miały one wpasować się w czasy przedwojenne i to nawet się udało. Dzieci chyba jednak tego tak nie widzą, chociaż Nasturcja uważa, że były one najlepsze z całej książki.
Kwyrloczka - awatar Kwyrloczka
oceniła na 7 3 miesiące temu
Kapelusz Pani Wrony Danuta Parlak
Kapelusz Pani Wrony
Danuta Parlak Iwona Cała
„Kapelusz Pani Wrony” to zbiór czterech opowiadań ze zwierzętami w rolach głównych. W pierwszym z nich ktoś Pani Wronie kradnie kapelusz, przez który jest bardzo rozpoznawalna w lesie. Zwierzęta zachodzą w głowę, gdzie też mógł on się podziać. W końcu w akcję poszukiwawczą zostaje zaangażowany leśny detektyw niedźwiedź Barnaba. Szybko dochodzi do rozwiązania tej frapującej wszystkich zagadki, ale mimo to kapelusz nie wraca do prawowitej właścicielki. W drugim opowiadaniu poznajemy w ogrodzie Wystraszka spod paproci. To dziwny stworek, który boi się absolutnie wszystkiego. Gdy po ogrodzie rozchodzi się wieść, że grasuje w nim Straszny Stwór Wystraszek jest jeszcze bardziej przerażony. Niestety przychodzi mu się z nim zmierzyć. I dziwnym zbiegiem okoliczności udaje mu się pokonać Stwora. W trzeciej historii poznajemy NIC. Nic, które ma bardzo niszczycielskie działanie i sprawia, że niemalże wszystko znika z ogrodu i w tych miejscach pojawia się właśnie ono, czyli NIC. Tu nic i tam nic, wszędzie nic. Aż tu pewnego dnia niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w ogrodzie na powrót można dostrzec wszystko to, co jakiś czas temu zwyczajnie zniknęło. Czyżby to magia? Ostatnia przygoda dotyczy bociana Mikołaja i to ją osobiście uważam za najbardziej ciekawą. Otóż bocian ten oświadcza swym rodzicom, że znalazł wybrankę swego serca. I uwierzcie mi nie byłoby, w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że została nią żaba Izabella. Czyż to nie zabawne? Przyznajcie sami? Jak zakończy się ta historia dowiedzcie się osobiście. Myślę, że zawarty w niej morał zaskoczy niejednego czytelnika. Polecam lekturę „Kapelusz Pani Wrony”, bo szkolna. I należałoby ją przeczytać. Ale szału nie ma…
Iska - awatar Iska
oceniła na 6 11 miesięcy temu
Psie troski Tom Justyniarski
Psie troski
Tom Justyniarski
Tom Justyniarski już od pierwszych stron niniejszej noweli, zwraca uwagę młodszym czytelnikom na niezwykłą relację, która może łączyć człowieka z jego czworonożnym przyjacielem. I nie trzeba być przy tym absurdalnie bogatym, nie liczy się ilość polubionych postów, liczba wyświetleń, czy rozmiar noszonych ubrań. W tej przyjaźni chodzi tylko i wyłącznie o szczerość okazywanego uczucia i dobro dla siebie nawzajem. A w zamian z całą pewnością otrzymamy niekiedy pobrudzony dywan, błotniste ślady łapek na świeżo umytej podłodze albo będziemy patrzeć na strużkę cieknącej śliny na widok naszej kolacji. Ale to nic, bo wybaczymy mu to wszystko. Bo to nasz najwierniejszy przyjaciel, z którym dzielimy każdy swój dzień i każdą troskę. "Psie troski, czyli o wielkiej przyjaźni na cztery łapy i dwa serca" to wspaniała lektura, która pokazuje jak zmienia się życie porzuconego w wigilijny wieczór psa, aż do momentu jego adopcji przez Adasia i jego rodzinę. W książce poruszany jest trudny temat bólu i cierpienia zadawanego zwierzętom przez ich poprzednich właścicieli. Apatia, strach przed ludźmi, wewnętrzny ból, który towarzyszy tym biednym psiakom każdego dnia. Tytułowa Betty, czyli ogromne psisko rasy bernardyn trafiła do wspaniałego domu z ogrodem, gdzie wiele czasu poświęca jej Adam wraz ze swoimi rodzicami. Jednak Betty nie jest skora do zabaw, posiłki spożywa tylko pod osłoną nocy, a jej zachowanie sprawia, że rodzina adopcyjna sama zadaje sobie liczne pytania. Czy aby wszystko robią rzeczywiście dobrze? Bardzo mi się podoba jak Justyniarski zwrócił uwagę na to, że zwierzęta oddają nam stokroć razy wiecej miłości, mają wspaniale wykształcone zmysły i nawet, gdy sytuacja jest bardzo trudna, są oni naszymi największymi sprzymierzeńcami. Autor pokazał w książce przemianę z zastraszonego, pachnącego schroniskiem i brakiem miłości psa - do uradowanego, szalonego bernardyna, który jedyne co teraz czuje to pokłady ciepła od swoich nowych właścicieli. I choć aktualnie panujący czas świąt nie jest najlepszym pomysłem na adopcję zwierzaka, tak postanowieniem noworocznym wcale nie musi być nasza zmiana wyglądu, diety czy regularne chodzenie na lekcje golfa. Naszym postanowieniem może być danie domu drugiej, pozostawionej samotnie istocie. Tak niewiele, a z całą pewnością będzie to najlepsza wersja "nowy rok, nowa ja" i dla nas i dla czworonoga. Wesołych Świąt!
Greettta - awatar Greettta
oceniła na 6 3 miesiące temu
Dziadek na huśtawce Renata Piątkowska
Dziadek na huśtawce
Renata Piątkowska
Mówi się, że rodzice są od wychowania, a dziadkowie od rozpieszczania. Zgodzicie się z tym stwierdzeniem? A co jeśli ktoś dziadka nie ma? Przecież życiu zdarzają się różne sytuacje. Poznajcie z nami książkę autorstwa Renaty Piątkowskiej pt. „Dziadek na huśtawce” z ilustracjami Artura Nowickiego. Pewnego dnia podczas zabawy Marcin zauważył, że w pokoju jego przyjaciela Witka nadal stoi pudełko wykonane własnoręcznie, które miał wręczyć dziadkowi jako prezent. Witek wyznaje, że nie miał pudełka komu podarować. Marcin wpada na genialny pomysł! Pozna Witka ze swoim sąsiadem, troszkę zwariowanym staruszkiem – Panem Teofilem. Jak pomyślał, tak też zrobił! Pan Teofil został obdarowany pudełkiem, chłopcy chętnie spędzali czas wraz z sąsiadem. Witek był uradowany! Zyskał dziadka (choć przyszywanego) oraz psa, o którym marzył. Bo Pan Teofil miał psa. I to nie o byle jakim imieniu. Warczysław Łobuzkiewicz– to brzmi dumnie! Pan Teofil uczył też chłopców odczytywania godzin na zegarku, robił im najlepsze „melaśniki”, był opoką w trudnych sytuacjach, oglądali razem chmury leżąc na trawie. Skonstruował i zawiesił dla chłopców na jabłonce huśtawkę, ale zanim dopuścił do niej dzieci sam huśtał się przez pół dnia. Grunt to bezpieczeństwo i sam musiał ją sprawdzić! Starszy Pan podzielił się z Witkiem historią swojego życia, wspólnie oglądali album ze zdjęciami i chłopiec przeżył niejedno zaskoczenie! Kolejnym szokiem było zobaczenie prawdziwej karety! I to w dziadkowej szopie. I tak oto między dzieckiem bez dziadka, i starszym mężczyzną bez wnuka zawiązała się niepowtarzalna nić. Samotność poszła w odstawkę. Nie chcemy Wam już więcej zdradzać. Sięgnijcie po tę niezwykle ciepłą, radosną opowieść.
Marta - awatar Marta
oceniła na 10 2 miesiące temu

Cytaty z książki Nie martw się, cukierku!

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nie martw się, cukierku!