rozwiń zwiń

My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5

Okładka książki My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5
Kōhei Horikoshi Wydawnictwo: Waneko Cykl: My Hero Academia (tom 5) komiksy
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
My Hero Academia (tom 5)
Tytuł oryginału:
僕のヒーローアカデミア
Data wydania:
2018-08-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-08-01
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380963511
Tłumacz:
Karolina Dwornik
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5



książek na półce przeczytane 1760 napisanych opinii 1209

Oceny książki My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5

Średnia ocen
7,9 / 10
157 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1822
968

Na półkach: , , ,

Turnieje walk z Dragon Ball przyzwyczaiły mnie do dłużyzn i częściowej nudy - tego tutaj nie ma. Mamy szybkie, dynamiczne i w miarę krótkie jak na shounena walki. Bardzo smaczne.

Pogadanki przed i po pogłębiają profile naszych bohaterów; przy okazji mam możliwość przeczytać najdziwniejsze użycie gwary, jakie do tej pory w mandze widziałam [ni to śląski, ni małopolski. taka dziwna małpiatka z tego]. I powolne dojrzewanie do swoich mocy, chociaż są połączeniem umiejek rodziców.

Biedny Bakugo, tak feralnie jego walki się kończą.

Turnieje walk z Dragon Ball przyzwyczaiły mnie do dłużyzn i częściowej nudy - tego tutaj nie ma. Mamy szybkie, dynamiczne i w miarę krótkie jak na shounena walki. Bardzo smaczne.

Pogadanki przed i po pogłębiają profile naszych bohaterów; przy okazji mam możliwość przeczytać najdziwniejsze użycie gwary, jakie do tej pory w mandze widziałam [ni to śląski, ni małopolski. taka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

350 użytkowników ma tytuł My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5 na półkach głównych
  • 258
  • 87
  • 5
175 użytkowników ma tytuł My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5 na półkach dodatkowych
  • 89
  • 37
  • 23
  • 12
  • 6
  • 5
  • 3

Tagi i tematy do książki My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5

Inne książki autora

Kōhei Horikoshi
Kōhei Horikoshi
Kōhei Horikoshi to japońska mangaka pochodząca z Prefektury Aichi. Na swoim koncie ma 3 serie shounenów: Ōmagadoki Dōbutsuen, Barrage, oraz najświeższą - Boku no Hero Academia. Wszystkie są lub były publikowane na łamach Weekly Shōnen Jump.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

My Hero Academia - Akademia Bohaterów #4 Kōhei Horikoshi
My Hero Academia - Akademia Bohaterów #4
Kōhei Horikoshi
Tom czwarty mangi pokazuje, że ma jednak więcej wspólnego z historiami o sztukach walki niż typowo superbohaterskimi seriami. Niczym w „Naruto” tom ten poświęcony jest wyłącznie zawodom, które w pewnym momencie przechodzą w serię pojedynków. Czy jednak tutaj też jest to okazja do zaprezentowania charakterów i umiejętności bohaterów? Izuku musi zebrać drużyną w celu wzięcia udziału w grupowym etapie zawodów. Tylko w ten sposób może dostać się do kolejnego etapu, którym będą pojedynki. Etap zawodów grupowych jest dobrą okazją do pokazanie umiejętności poszczególnych postaci i tego jak ze sobą współpracują. Niestety przez nadmiar postaci dochodzi do chaosu i ciężko się zorientować kto ma jaką motywację. Na dodatek rozwiązanie pewnego problemu to trochę deus ex machina, co dla mnie stanowi dosyć leniwe scenopisarstwo. Ciekawsze są pojedynki. Tutaj już jest więcej czasu na skupienie się na poszczególnych postaciach. Bardzo dobrze wypada starcie Izuku z Hitoshim. Czytelnik dostaje wgląd w psychikę zarówno jednego, jak i drugiego, dzięki czemu nie są to wyłącznie papierowe postacie. Gdzie w tle zostaje też przedstawiona przeszłość Todorokiego. Okazuje się, że miał dosyć tragiczną przeszłość, a jego obecna sytuacja też jest ciężka. Niestety trochę rozczarowują rysunki. Sceny zawodów grupowych są bardzo chaotyczne i gdyby nie komentarze poszczególnych postaci, to nie wiedziałbym co się dzieje w poszczególnych scenach. Na dodatek bohaterowie są zbyt podobni do siebie i poza najbardziej charakterystycznymi postaciami ciężko kogoś rozpoznać. Tom jest dosyć nierówny. Druga połowa jest o wiele lepsza od dosyć chaotycznego początku. Ogólnie jednak jestem raczej na tak.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 6 2 lata temu
My Hero Academia - Akademia Bohaterów #6 Kōhei Horikoshi
My Hero Academia - Akademia Bohaterów #6
Kōhei Horikoshi
Wątek Festiwalu ciągnący się przez kilka ostatnich tomów był dla mnie dosyć męczący. O wiele bardziej obiecująco zapowiadał się kolejny tom z nowym przeciwnikiem na horyzoncie. Czy rzeczywiście jest tak interesująco? Młodzi bohaterowie muszą zacząć odbywać praktyki pod okiem mentorów. Izuku decyduje się na Gran Torino, dawnego nauczyciela All Mighta. W tym samym czasie w okolicy zaczyna grasować Zabójca Bohaterów. Niestety wątek nauki nie porwał mnie. Początek z wymyślaniem pseudonimów wydał mi się strasznie infantylny. Z kolei wątek Gran Torino był zbyt dużym zapożyczeniem z postaci Yody z filmu „Imperium kontratakuje”, a sama filozofia walki do mnie nie przemówiła. O wiele ciekawsi wydali mi się mentorzy innych uczniów, ale tych pokazano jedynie w telegraficznym skrócie. Ciekawy jest wątek Zabójcy Bohaterów. Ten złoczyńca ma całkiem interesującą motywację, odmienną od tego co reprezentują inni przestępcy. O wiele bliżej mu w jego działalności do… superbohaterów. Pod względem graficznym nie ma tu niestety żadnych nowości w porównaniu z poprzednimi tomami. Nie pojawiają się żadne nowe wymyślne kostiumy, ale za to sceny akcji są bardzo ładnie narysowane. Niestety ten tom mnie nie wciągnął fabułą. Doceniam jednak pomysł na nowego antagonistę i liczę, że dobrze zostanie rozwinięty w kolejnych odsłonach.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 6 11 miesięcy temu
Aniołowie zbrodni #1 Sanada Makoto
Aniołowie zbrodni #1
Sanada Makoto Nazuka Kudan
"Kimże jesteś? Czymże jesteś? Swoją prawdziwą 'ja' czy upragnioną? Aniołem czy ofiarą?" Zdarzało mi się niekiedy sięgnąć po mangę internetową, jednak nigdy nie miałam szczególnej okazji, by przeczytać jakąkolwiek w całości w formie fizycznej. Ostatnio udało mi się jednak nabyć pełną serię pod tytułem „Aniołowie Zbrodni”, którą kilka lat temu obejrzałam w formie animowanej. Pierwszy tom ukazał się w 2016 roku w Japonii, a na polskie półki trafił w 2018 nakładem wydawnictwa Waneko. Pozycja bazuje na grze komputerowej o tej samej nazwie: jednym z jej producentów był Makoto Sanada – autor scenariusza do powstałej później wersji mangowej. Autorem rysunków jest z kolei Kudan Naduka. W piwnicy dziwnego budynku budzi się Rachel Gardner. Trzynastolatka, której ostatnim wspomnieniem jest przybycie do szpitala na terapię w związku z tragicznymi wydarzeniami, jakich była świadkiem. Nie wie, gdzie się znajduje, więc iść może wyłącznie przed siebie. Komputer zbiera o niej podstawowe informacje, ściany zdobią zagmatwane cytaty, a wszystkiemu przygląda się sztuczny, niemalże papierowy księżyc za oknem. Po wejściu do windy nadany zostaje przerażający komunikat. Staje się ofiarą – jedyną możliwością ucieczki jest przemierzanie kolejnych pięter tak, by uniknąć zamordowania przez ich rezydentów. Wkrótce jednak odkrywa, że… tak naprawdę chce umrzeć. W odniesieniu do anime związanego z tą mangą, pierwsza część serii pokrywa materiał mniej więcej do połowy drugiego odcinka. Akcja zaczyna się bardzo dynamicznie, pierwszy atak następuje raptem po kilkunastu stronach, a ucieczka pełna jest napięcia. Umiejętnie wprowadzono tajemnicę, niepewność, nie sposób przewidzieć dalszych losów głównej bohaterki. Psychopatyczny morderca z piętra B6 jest przy tym w moim odczuciu bardziej przerażający niż swój animowany odpowiednik, a zagubiona dziewczynka wydaje się być dużo bardziej przestraszona od pierwszych stron niż ekranowa Rachel. Wprawdzie większość materiału pokrywa się z wersją anime, jednak manga wprowadza kilka unikalnych informacji. Można się tu bliżej przyjrzeć chociażby przeszłości doktora Danny’ego oraz poznać genezę jego obsesji, jak również treść zamazanej wiadomości ukrytej na piętrze B5. Pojawiają się także notki od autora, w których nakreśla on etapy pracy nad powstałą wcześniej grą, jej pierwotnymi wersjami, rozwijanymi pomysłami – co stanowi dość ciekawy dodatek do całej opowieści. Podobnie jest w przypadku samej okładki: pod obwolutą kryją się dodatkowe panele komiksu, które mają dużo bardziej komediowy wydźwięk. Rysunki są bardzo udane i szczerze powiedziawszy podobają mi się nawet bardziej niż kreska wykorzystana w anime. Klimat jest tu zdecydowanie gęstszy, a niektóre plansze wręcz przerażające – szczególnie, że tekstury rysunków dodają im głębi, której zabrakło w dość płaskich pomieszczeniach animacji. Również charakter postaci lepiej został oddany w ich wyglądzie: Rachel wydaje się być jeszcze bardziej niewinna w obliczu spotkań z kolejnymi mordercami, którzy wręcz ociekają szaleństwem. Rzuca mi się przy tym w oczy fakt, że historia ta miejscami traci w swej czarno-białej odsłonie. Nie sposób przykładowo skojarzyć, co oznacza fraza „Moje oko jest jak aleksandryt”, skoro realnie nie można dostrzec jego koloru. Pomijając jednak ten drobiazg, całość wypada wizualnie naprawdę świetnie. „Aniołowie Zbrodni #1” stanowią całkiem udany wstęp do opowieści, który przyciąga uwagę dużo bardziej niż pierwszy odcinek serii animowanej. Mimo tego mam wrażenie, że to pozycja raczej dla osób, które już kojarzą ten pokręcony świat z anime bądź gry i darzą go szczerą sympatią. W przeciwnym razie tempo może być odrobinę zbyt szybkie, by dobrze zorientować się we wszystkim. Odradzałabym ją również tym, którzy nie lubią, gdy historia opiera się w głównej mierze na domysłach, a chłodną logikę zastępuje symbolizm. Mi osobiście przypada ona dzięki temu do gustu, dzięki czemu pierwsza część zyskuje ocenę 8/10.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na 8 2 lata temu
Kakegurui - Szał Hazardu tom 1 Homura Kawamoto
Kakegurui - Szał Hazardu tom 1
Homura Kawamoto Toru Naomura
To tak jakby efekt motyla, że moje dotychczasowe ruchy, każde relacje, wydarzenia, zespoły danych i licznych powiązań, czyli wszystko to, co od jakichś dwóch lub trzech tygodni Wszechświat planował z najmniejszą, fundamentalną wręcz dokładnością dla egzystencji mojej osoby, sprowadzały się do doświadczenia pewnego Uniwersum w anime, a potem mangi, na podstawie, której ono powstało. Zresztą prawdopodobieństwo w tym Świecie popkultury odgrywa niezwykłą rolę, oj i to nie małą! Mogę to porównać do sytuacji, w której nie mam absolutnie żadnego wpływu na to, że natrafię w tym w tym momencie na ów tytuł i jego piękne Uniwersum, które okaże się absolutną rewelacją, zarówno w medium mangowym oraz jako serial anime. To tak jakby dużo więcej niż przeznaczenie z perspektywy fana i geeka. Wszechświat żyje, jest naszym sprawcą i obserwatorem, a jak widać również słucha naszych podświadomych potrzeb i pasji. Jest niczym wytrawny hazardzista, tak jak pewna produkcja anime i jej komiksowe źródło, o którym to już za chwile, do którego wszystko to co piszę w tym wywodzie się po prostu odnosi, jakby było mu przeznaczone. Zanim dostałem w swoje ręce tą właśnie dedykowaną mi przez ,, bawiące się w kotka i myszkę z inteligentnym życiem prawdopodobieństwo Wszechświata" książkę, a właściwie graficzną opowieść w konwencji japońskiej stylistyki i techniki, czyli mangi, najpierw wchłonąłem pierwszy sezon jego serialowej adaptacji, którą okazało się anime ,,Kakegurui. Szał hazardu". To tytuł, który - mówiąc dość delikatnie i bardzo, bardzo łopatologicznie - okazał się na tyle dla mnie prosty, ale tak pochłaniający i rewelacyjny, iż obecnie stanowi on jedną z ważniejszych pozycji w Kanonie moich ulubionych niekonwencjonalnych serii animacji, i to w których główną rolę odgrywają oszałamiająco dobrze nakreślone i mega zakręcone żeńskie postaci, co dla takiego wielbiciela typowych ,,akcyjniaków dla samców alfa", jak ja, zetknięcie się z ,,Kakeguri” było czymś niespodziewanym, ot prawie że uderzeniem jakiegoś archanielskiego objawienia. Los bierze moje pasje dalej w swoje ręce, kierując mą uwagę – no, chwała mu za to – do mangi, która dała serialowi jakiekolwiek podstawy by powstał! Tak, to ,,Szału Hazardu”, jednakże zanim przejdę dalej warto o samym anime tego Uniwersum napisać coś jeszcze: wydawać by się mogło z pierwszego punktu widzenia tej miałkiej hazardowej jego tematyki, iż mimo młodego wieku postaci, a także dość ograniczonego miejsca, w którym rozgrywa się akcja w tymże Świecie, po seansach 12 odcinków jego pierwszego sezonu, ,,Kakegurui” można śmiało uznać ze jeden z najbardziej intensywnych, zaskakująco dobrych w kreację napięcia w swojej niszy gatunkowej i tej namacalnej atmosfery potężnych emocji, produkcję w konwencji japońskiej animacji jaką kiedykolwiek widziałem! I tak też się dzieje, tak przedstawia się tu sytuacja, nie inaczej! Nie zdradzając zbyt wiele, w elitarnej szkole, w której ,,Szał Hazardu” faktycznie daje o sobie znać, gdzie blichtr, pozycja społeczna, gra o życie na granicy ryzyka i niszczenia pojęcia tego, iż tabu istnieje zawsze i dalej powino być tym czym jest, gdzie liczą się wpływy i tak zwane ,,plecy” i wysoko uniesiona głowa oraz spoglądanie ,,z wysoka na niżej usytuowanych” jest ważniejsze niż edukacja, króluje nieskrywana lubieżność, podniecenie samym faktem zaryzykowania i oczekiwania na wynik (bo przecież o to w hazardzie chodzi). Tak to bardzo nietypowe podejście do życia nie tylko w szkole gdzie rozgrywa się akcja ,,Kakegurui", ale i poza jej murami - bo przecież hazard uczy umiejętności zachowania ,,pokerowej twarzy", tam gdzie do jest istotne, i to zawsze: w polityce i władzy wszelkiego kalibru. i szkoły. Nie ukrywam, doświadczyłem tu swego rodzaju sodomicznej i celowo hiperbolizowanej niekiedy w przekraczające górne granice intensywności emocje opowieści: historii o pędzeniu przez życie na granicy zalewania organizmu masą adrenaliny i kortyzolu, także dopaminy, gdzie ryzyko stoczenia się na dno jest tak samo wysokie jak zyskanie absolutnie wszystkiego: od bogactwa i powodzenia aż po stabilność u szczytu hierarchii żyjących hazardem uczniów. To bardzo odważnie opowiadana produkcja (zarówno anime oraz manga, tom 1), w której to określić ich bohaterów jako tych, którzy wyznają zasadę ,,bez ryzyka nie ma zabawy”, to zdecydowanie za mało. We wszystko to, w tę specyficzną opowieść wkrada się ta iskra nieprzewidywalności tego, co się za chwilę wydarzy i jak zareagują ,,pokerowe twarze” naszych postaci. Podsumowuje to nie lada dopracowana i w punkt dobrana do wszelakich aspektów budujących wyjątkowość ,,Kakegurui” w wersji anime szata graficzna, która jest tak wylewna, tak nadinterpretowywana, tak przesadzona i potężna w emocje, że ciśnienie skacze u oglądającego za każdym razem, gdy się ma styczność z takimi właśnie scenami. Oszałamiająca seria, której kolejne odcinki jeszcze przede mną, która przesadnie dobrze uwydatnia oszałamiające podejście twórców do tego czym jest hazard, co robi z umysłami osób i w jakich grupach społecznych zbiera największe żniwo. A co w takim razie z mangą? Tylko jedna w tej kwestii zostaje odpowiedź: już wiem z jakiego powodu samo anime okazało się tak pysznie dobre! Homura Kawamoto, Toru Naomura – zapamiętajmy te nazwiska. Dwójka ta to w Polsce nie aż tak jak w kraju kwitnącej wiśni czy ogólnie w kulturze azjatyckiej znani mangacy, autorzy mangowej i pierwotnej wersji Uniwersum ,,Szału Hazardu”; rzecz jasna twórcy zarówno omawianego tomu 1, jak i kolejnych z całego cyklu. Prosto i krótko: wykonali oni – choć to dopiero pilotowy tom serii – kapitalną robotę. Najciekawsze jest to, że oprócz równie kapitalnego wydania mangi, czyli budowy zewnętrznej i jakości druku oraz kartek wewnątrz tomu 1, gdzie okładki i grzbiet są wykonane i namalowane w seksowny i intensywny sposób (tak, rysunek Yumeko na przedzie, z podkreśleniem jej cudownych szkarłatnych oczu, naprawdę robi niezapomniane wrażenie!), mocno na plus zaznacza się ta fizyczna objętość komiksu: to nie 180 czy 200 stron, a prawie 240, a to przy tego rodzaju nieskomplikowanej, ale za to napakowanej w odpowiednie emocje, suspens i dynamikę fabule, ma spore znaczenie – im więcej, tym dla intensywności ,,hazardowego szału” lepiej; w ten sposób manga ma szansę rozkręcić się w odpowiedni sposób i zaspokoić pragnącego górno-granicznych emocji mangowego geeka tak, aby by można było odczuć satysfakcję z lektury z jednoczesnym ,,uzależnieniem się od chęci sięgnięcia po kolejny tom, i to jak najszybciej!”, jak to zresztą w hazardzie, tym razem czytelniczym bywa. Sam początek mangowego rozdania ,,Kakegurui” z początku wydaje się być leciutko ospały, wita nas za to wrażeniem obcowania z Światem tego tytułu jako czymś bardzo dystyngowanym, pompatycznym, wytwornym i ultra-klasowym. Nie ukrywam, że do takiej estetyki samego miejsca i ukształtowania się hierarchii, która w niej panuje, a chodzi o eksplodujący zewsząd prestiż Prywatnej Akademii Hyakkao, w której wszystko to ma miejsce, intensywna akcja, ot tak z buta, od pierwszej do ostatniej kartki nie do końca pasuje. Autorzy mangi wprowadzili nas do tego młodzieżowego, skrytego przed rzeczywistością wymiaru hazardowej sodomy i gomory poprawnie: jest tu coś z Hitchcocka – tempo narracji, całej wylewności świata przedstawionego wzrasta odpowiednio i nie traci tempa tam, gdzie nie powinno. Stabilizatorem całości jest postać zakłócającej ,,święty” porządek hazardowej religii Akademii, Yumeko Jabami, która w placówce tej pojawia się po prostu nagle. Bez Yumeko nie było by niczego, co widzieliśmy w mandze, także w anime: wyzwala w ustawionym świecie hazardu potrzebny mu niepotrzebnie skrywany w gąszczu ,,akademickiej hierarchii” i pozornego porządku szał, tą dzikość i bestialskie wręcz pożądanie; jest osią fabuły i emocji – to od niej zależy tu cała historia, co w niniejszej mandze zostało podkreślone naprawdę dość wyraziście. O pannie Jabami można by rzec ,,jaka ona jest tajemnicza?! Jak trudno jest się przebić do jej wnętrza przez tą zewnętrzną słodką nastoletnią urodę i łagodne z pozoru oblicze i zrozumieć, co kryje się w jej prywatnym Ja, i co nią w ten sposób kieruje!”. Jednak tego samego nie można powiedzieć o fabule tomu: fakt, same rozgrywki, których zasady obrazowane są wizualnie na kadrach i tłumaczone w czytelny i klarowny na tyle, aby odpowiadało to tempie prezentowanej historii sposób, są intensywne, jednakże fabuła jest szybka, ale raczej jedynie jako lekko przewidywalna - to wtedy uwydatniają się same jej plusy. W większości jest ,,hazardowo", dziarsko, ale uważam że dość stabilnie: ta historia nie chce i nie musi za bardzo wyrywać się do przodu, nie zbaczać z kursu tej intensywnej na swój sposób hazardowej przygody i linii poznawania rzeczywistości tajemniczej Akademii z perspektywy Yumeko, której powód ,,zawitania” do jednej z ważniejszych placówek szkolnych w Japonii do końca nie jest znany. Nie dziwmy się temu, skoro prawie cała treść (jak na razie tomu 1) rozgrywa się wokół osoby Yumeko i wszystkiego tego, co po prostu sobą i swoją schematycznym ujęciem idei hazardu i nieszablonowym ukazywaniem w związku z tym emocji ,,rozsiewa” dookoła. I tak, najważniejsze dla czytelnika w Uniwersum Kakegurui, co tyczyć się powinno podobnego podejścia do treści tego Świata, które mamy w anime, powinno być nastawienie się nie na schematyczną, ale konkretną i stabilną oraz szybką fabułę, ale na nieprzewidywalne i nagłe hazardowe emocje, które dodatkowo o kilka stopni może zwiększyć nieprzewidywalna, niekiedy piekielnie agresywna, wręcz diabelska a innym razem potulna i zaskakująco cicha wspomniana już niniejszym postać Yumeko oraz towarzyszący jej Ryota, którego powinno się uznać za narratora w cyklu mang, co nie jest aż tak stricte oczywiste jak w przypadku serialu. Nie bawmy się w dziennikarzy, krytyków kultury masowej, bądźmy po prostu fanami – istotne jest to z perspektywy tomu 1 mangi ,,Szału Hazardu”, iż wydarzenia w nim prezentowane są proste, bez żadnej wyszukanej głębi i dramaturgii, i odpowiednio dynamiczne. Teoretycznie mamy do czynienia z szybką lekturą, w której większość zdarzeń, mniejszych i większych scen, zawsze owinięte jest wokół jakiejś gry. O dziwo nie możemy narzekać na nudę, gdyż przy rozgrywkach a’la ,,rasowe kasyna w Las Vegas" naszym głównym postaciom udziela się najwięcej emocji, ukazuje się przy tym ta ważna części ich osobowości – to jak postaci wypadną w ,,konflikcie przy stole" rzutuje na ich zachowanie w dalszej części historii, co udowadnia z kolei to, jak konsekwentnie w odpowiednim miejscu na osi fabuły nasi mangacy ustawili całą strukturę tudzież wątek gier hazardowych, jak i to czym niepisanym tak naprawdę hazard jest w rzeczywistości Akademii Hyakkaou. Grafika wszystko to, a także wiele innych aspektów, które przy omówieniu tej mangi także anime nakreśiłem, sądzę odpowiednio wydajnie tylko potwierdza: potrafi być ona ostra jak żyleta, niekiedy jednak przepełniona szarymi barwami, np. w kadrach z retrospekcjami, także nie sposób jej odmówić umiejętnego dostosowania się do szarpanych i bardzo energicznych, asymetrycznych kadrów na przestrzeni całego tomu, gdzie potrafi zalać czytelnika kreacjami bardzo ekspresyjnych sylwetek graczy podczas rozgrywek, w której aktywne są potężne, mięsiste kontury, z akcentami na oczy lub twarz. Yumeko Jabami to ,,szał hazardu”; to ta bezapelacyjnie bardzo indywidualna, znająca swoją wartość nastolatka ustawia całą rzeczywistość fabularną, jak i rzeczywistość hazardowej aktywności w Akademii do odpowiedniego pionu. Z ,,niby" potężnych członków Akademii robi zwykłe wycieruchy, ot pionki: to, jak ,,skończyła" z Meari i Yuriko zakrawa właśnie... na oryginalne tylko dla jej osobowości szaleństwo i potężną osobowość. Tak, szał równa się tu nie tylko emocje, ale i… skupienie! Musi on iść w parze z odpowiednym zimnem i wyrachowaniem, aby zawsze wyjść na swoje i być sobą tak jak się tego chce, tak jak to prezentuje Yumeko Jabami.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 1 rok temu
Wotakoi. Miłość jest trudna dla otaku #2  Fujita
Wotakoi. Miłość jest trudna dla otaku #2
Fujita
Ciąg dalszy codziennego - ale zdecydowanie nie szarego! - życia oryginalnej paczki przyjaciół. Nie ma tu wielkich wzlotów i upadków: Taro z Hanako kłócą się jak się kłócili, a Narumi i Hirotaka pozostają uroczy w odnajdywaniu się jako para. Do tego pojawia się młodszy brat Hirotaki, Naoya… ale nie, nic nie komplikuje. Wręcz przeciwnie. Choć zupełnie nie jest otaku. Do tego jest naiwny i niewinny jak małe dziecko, przez co Narumi czasem musi mu matkować. To naprawdę tylko i wyłącznie przeurocza, zabawna i ciepła historia o grupie przyjaciół, których połączyło hobby. Choć pojawiło się też trochę goryczy. Tym razem można było dowiedzieć się czegoś więcej o przeszłości Hirotaki. Nie była aż taka zła… ale klaruje się, dlaczego Hirotaka jest taki, a nie inny. Fakt, to od początku był ,,dziwny” dzieciak, przez co trochę… wyobcowany? Można powiedzieć, że - hej, ale w końcu dorósł, ma przyjaciół, nie porzucił hobby, a nawet zdobył dziewczynę, w której od dawna się kochał. Tylko że jeszcze dłuuuga droga przed nimi. I chwała za to, że choć nie będzie najprostsza, to przynajmniej obędzie się bez dram i problemów z dopy dla dramatyzmu… A problemy zdecydowanie mają. Bo choć na co dzień świetnie się dogadują, tak wciąż czuć między nimi jakąś ścianę i dystans. Wciąż potrzebują czasu, aby zrozumieć się nawzajem, to co czują i jak w ogóle widzą swój związek. Czy ,,zwykła” randka w tym pomoże? I czy w ogóle muszą iść na ,,zwykłą” randkę, skoro spędzają ze sobą sporo czasu w miejscach, które oboje lubią? Ale o tym to w następnym tomie… P.S. Mimika Narumi nadal wymiata.
TerraEpsilon - awatar TerraEpsilon
ocenił na 8 2 lata temu

Cytaty z książki My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki My Hero Academia - Akademia Bohaterów #5