rozwiń zwiń

Msza Święta. Jej znaczenie, korzyści, obrzędy i sposoby słuchania

Okładka książki Msza Święta. Jej znaczenie, korzyści, obrzędy i sposoby słuchania
Feliks Cozel TJ Wydawnictwo: Te Deum Sp. z o. o. religia
245 str. 4 godz. 5 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-01
Liczba stron:
245
Czas czytania
4 godz. 5 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389345943
Średnia ocen

                8,5 8,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Msza Święta. Jej znaczenie, korzyści, obrzędy i sposoby słuchania w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Msza Święta. Jej znaczenie, korzyści, obrzędy i sposoby słuchania

Średnia ocen
8,5 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
151
121

Na półkach: , ,

Nie bardzo rozumiem zarzuty, które stawia się tej książce. Wytyka się jej banalność i oczywistość. Otóż gdyby zrobić eksperyment i przepytać katolików z prawd zawartych w niej, prawdopodobnie 90 procent test by oblała. Począwszy od pytania o definicję Mszy Świętej, określenia: spotkanie, wieczerza, nabożeństwo, uczta czy tak popularne: celebracja Eucharystii są zwyczajnie błędne i nie definiują tego czym jest Msza Święta. Z tej książki dowiemy się nie tylko czym ona jest, ale także poznamy dokładnie i w szczegółach cały jej przebieg i sens. Poznamy też jak najlepiej Mszy Świętej słuchać, oczywiście dotyczy to Mszy Łacińskich. Ks. Feliks Cozel miał niewiarygodny dar wyjaśniania prawd wiary katolickiej, dzisiaj tacy kapłani są rzadkością.

Nie bardzo rozumiem zarzuty, które stawia się tej książce. Wytyka się jej banalność i oczywistość. Otóż gdyby zrobić eksperyment i przepytać katolików z prawd zawartych w niej, prawdopodobnie 90 procent test by oblała. Począwszy od pytania o definicję Mszy Świętej, określenia: spotkanie, wieczerza, nabożeństwo, uczta czy tak popularne: celebracja Eucharystii są zwyczajnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

44 użytkowników ma tytuł Msza Święta. Jej znaczenie, korzyści, obrzędy i sposoby słuchania na półkach głównych
  • 25
  • 17
  • 2
11 użytkowników ma tytuł Msza Święta. Jej znaczenie, korzyści, obrzędy i sposoby słuchania na półkach dodatkowych
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Feliks Cozel TJ
Feliks Cozel TJ
Profesor gimnazjum w Tarnopolu 1869-74, logiki w Starej Wsi 1879-82, religii i matematyki w Tarnopolu 1882-84, filozofii w Krakowie 1884-85, teologii moralnej w klasztorze Bazylianów w Dobromilu 1885-86, etyki w klasztorze we Lwowie 1886-87, teologii moralnej i dogmatycznej w Ławrowie 1887-88 i Krystynopolu 1888-90, religii i propedeutyki w Chyrowie 1890-92 oraz etyki w Tarnopolu 1892-93, misjonarz ludowy w Tarnopolu 1893-95, profesor teologii moralnej w Krakowie 1895-97, kaznodzieja w Tarnopolu 1897-99 i Nowym Sączy 1899-1901, pisarz i rekolekcjonista w Krakowie 1901-5, operariusz w Czerniowcach 1905-6, redaktor "Głosów Katolickich" w Krakowie 1904-5 i 1906-7, operariusz w Tarnopolu 1907-8, kapelan więzienia w Nowym Sączu 1908-1909, kaznodzieja w Czerniowcach 1909-11, pisarz w Krakowie 1911-13, operariusz w Czarniowcach 1913-14, Lwowie 1914-19 i Tarnopolu 1919-20, współpracownik Wydawnictwa Apostolstwa Modlitwy w Krakowie 1920-22, operariusz w Chyrowie 1922-23, Tarnopolu 1923-24 i Starej Wsi 1924-28. Autor wielu broszur i artykułów o tematyce religijnej i społecznej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Złota książeczka o praktyce pokory Dom Sans od św. Katarzyny
Złota książeczka o praktyce pokory
Dom Sans od św. Katarzyny
Te cytaty o św. Dominiku wedle obecnego doświadczenia odbieram w ten sposób, że św. Dominik bał się zrobić cokolwiek by wola innych nie ukazała się; nie wiadomo czy wola tych co go chcieli uszanować czy tych co go chcieli potępić. Działo się to nie poprzez jego fantazje a realną moc oddziaływania jego myśli z otoczeniem. Skąd taka intepretacja? Ponieważ wielu ludzi te rzecz może intepretować wedle własnego rozumienia a mogli św. Dominika zniewolić. Ten chciał więc okazać to jak tylko mógł i ukorzyć się przed złym duchem aby nie krzywdził miasta a dobremu pokazać, że nie jest to miasto które chciałby aby skrzywdzono. W Biblii jest napisane, że nie każdy ogłoszony i ten który głosi w imię Jezusa jest w raju (jako ciężar jego grzechów może zawadzić). A więc chciałbym zaznaczyć, że te książkę przeczytałem z trudem ale sam mam wątpliwości co do świętości św. Dominika a także Jezusa: ten bowiem składał obietnice a nie dotrzymywał ich co skutkowało karą. Kto więc w ten sposób postępuje w Ewangelii św. Mateusza? Sam napisał "nie obiecujcie" a obiecywał, więc nie stosował się chociaż do tej jednej reguły. Każda obietnica na nim ciążyła coraz mocniej. Podobnie mógł mieć ktoś, kto próbował jako adept zgłębić Biblię: św. Dominik lub inna osoba. Mistycznie jednak odczuwam potrzebę opisania tej rzeczy, nawet jeśli jest ona wiadoma: gdyż ciężar tego co czynił Jezus lub św. Dominik jest ogromny a każdy ich uczynek badany.
Czerniawski Czerniawski - awatar Czerniawski Czerniawski
ocenił na 10 1 rok temu
Spowiedź. Jaka powinna być i jak się do niej gotować? Feliks Cozel TJ
Spowiedź. Jaka powinna być i jak się do niej gotować?
Feliks Cozel TJ
Książka "Spowiedź. Jaką być powinna i jak się do niej przygotować" to kolejne wybitne dzieło ks. Feliksa Cozela. Każda książka tego autora trzyma niezwykle wysoki poziom. Każda jest niezwykle wartościowa. Każdą polecam bez zająknięcia się. Mógłbym się jeszcze tak rozchwytywać nad tą książką, ale chyba nie do końca na tym to polega. Napiszę więc trochę inaczej niż w przypadku pozostałych recenzji prac ks. Cozela... "Spowiedź" trudno się czyta. Nie dlatego, że jest napisana niezrozumiałym językiem - jest napisana bardzo przystępnym językiem. Tę książkę będzie się czytało trudno duszom wrażliwym. Zaczną Wami targać pytania: "czy ja jednak właściwie przygotowywuję się do spowiedzi?". Będziecie się zastanawiać, czy autor nie jest zbyt szorstki i nie przesadza. W obecnych czasach dużo się mówi o Bożym miłosierdziu, a tymczasem w książce ks. Feliksa Cozela tego miłosierdzia jest niewiele. Być może w obecnych czasach trochę zapominany, że Bóg potrafi być zarówno miłosierny, jak i sprawiedliwy i może tego miłosierdzia jest zbyt wiele? Zbyt wiele tłumaczenia sobie, że jakoś to będzie? Tymczasem Cozel pisze mocno, że będzie albo dobrze, albo źle. Taka właśnie refleksja przyszła mi podczas czytania tego dzieła. Ks. Feliks Cozel nie chce nas straszyć; to prawda - podaje przykłady - jednak robi to dla naszego dobra. "Spowiedź. Jaką być powinna i jak się do niej przygotować" to absolutnie lektura obowiązkowa dla każdego, kto poważnie traktuje swoją wiarę. prawepismo.salon24.pl
Marcin - awatar Marcin
ocenił na 10 4 miesiące temu
Tradycja kontra modernizm Louis Billot
Tradycja kontra modernizm
Louis Billot
Jeżeli ktoś czyta regularnie książki to około 250 stronicowa publikacja Louisa Billota „Tradycja kontra modernizm” nie zrobi na nim większego wrażenia. Gorzej, jeżeli nie interesuje się na co dzień zagadnieniami związanymi z teologią czy filozofią. W tym aspekcie książka wymaga skupienia podczas czytania, aby zrozumieć to co się czyta. Moim zdaniem „Tradycja kontra modernizm” jest trudniejsza w odbiorze niż „Sto lat modernizmu” Bourmauda. Pewnie dlatego, iż w kręgu moich zainteresowań nie leży ani teologia, ani filozofia. Oczywiście nie oznacza to, iż książka kardynała Billota nie jest wartościowa czy też nie można z niej nic wynieść. Zapewniam, iż czas przeznaczony na jej czytanie nie będzie czasem zmarnowanym. Książka jest podzielona jakby na dwie części: pierwsza, gdzie jest właśnie najwięcej treści związanych z teologią czy filozofią, zawiera odpowiedzi autora książki na modernistyczne rewelacje, jakie pojawiły się w czasie pisania książki. Druga część to obszerne fragmenty z dwóch publikacji modernisty o nazwisku Loisy. Ta część jest bardzo ciekawa, bowiem nawet „zwykli” katolicy mogą się złapać za głowę podczas czytania jawnych głupstw czy herezji, które prezentuje Loisy. Człowiek ten podważa np. fakt zmartwychwstania Chrystusa. Często pisze, że po śmierci Jezusa apostołowie zrobili to czy tamto (podkreśla fakt śmierci, a nie zmartwychwstania), podważa treść Ewangelii, a na koniec swoich wywodów podaje, iż to nie ma znaczenia czy ktoś jest katolikiem, protestantem czy muzułmaninem, bowiem na koniec i tak ma zatriumfować „jutrzenka owego dnia, w którym cała ludzkość wyznawać będzie jedną religię”. Widzimy zatem, iż będziemy tracić czas czytając właśnie modernistyczne książki, niż publikacje obrońców tradycyjnego katolicyzmu, do których niewątpliwie zalicza się kardynał Louis Billot. Mówiąc kolokwialnie, autor podejmując korespondencyjny pojedynek z modernistycznymi autorami, stara się udowodnić, iż doktryna katolicka nie jest wielbłądem. Z drugiej jednak strony czytając tego typu książkę stajemy się bardziej odporni na modernistyczne nowinki i po prostu wiemy, jak odpowiedzieć na zarzuty, które stawiają przewrotni ludzie. Podsumowując: „Tradycja kontra modernizm” nie jest książką łatwą w odbiorze, jednak niewątpliwie poszerza nasze horyzonty i pomaga nam w staniu się apologetami katolicyzmu. prawepismo.salon24.pl
Marcin - awatar Marcin
ocenił na 10 4 miesiące temu
Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu Bielawny Krzysztof
Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu
Bielawny Krzysztof
Wielkie przemiany duchowe często rodzą się w ciszy i cierpieniu Po powstaniu styczniowym w 1864 roku nasz naród wszedł w wyjątkowo trudny i bolesny okres dziejów. Polska, pozbawiona państwowości przez 123 lata, była systematycznie wynaradawiana. Władze zaborcze niszczyły wszystko co polskie; kulturę, język, tradycję. Język niemiecki i rosyjski wprowadzono do szkół, urzędów, a nawet do Kościołów. Inteligencja była prześladowana i eliminowana. Działacze społeczni i polityczni w dużej mierze wycofali się z życia publicznego. W tym czasie, z okazji jubileuszu biskupstwa papieża Piusa IX, odbyła się pielgrzymka do Rzymu, w której udział wzięło 600 Polaków. Inicjatorem pielgrzymki był Maurycy dr Dzieduszycki, potem dołączyli działacze z Wielkopolski na czele z księciem Adamem Czartoryskim.” • „Pius IX (…) 6 czerwca 1877 r. Wygłosił (…) przemówienie, w którym zawarł propozycję programu Narodu Polskiego w dążeniu do niepodległości. Ojciec Święty prosił, „[…] by Polacy dążyli do odzyskania wolności w sposób pokojowy, a nie zbrojny „. Przywołał scenę biblijną, kiedy to św. Piotr wyciągnął miecz, by bronić Jezusa, za co Pan Jezus zganił go. Tak też wzywał Polaków Pius IX, by nie siłą, ale modlitwą wypraszali wolność dla swej Ojczyzny. Ojciec Święty wskazał, że największym naszym wrogiem jest grzech.” Trzy tygodnie później, 27 czerwca 1877 roku, rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Maryja prosiła o modlitwę, odmawianie różańca, uczestnictwo we Mszy Świętej. Przestrzegała przed grzechami, które niszczyły naród; alkoholizmem, rozwiązłością, pychą. • „(…) to, co działo się w Gietrzwałdzie w 1877 r., to było bierzmowanie Narodu Polskiego, który na nowo odkrywał swoją godność, budziła się w nim świadomość narodowa.” Jednym ze źródeł kryzysu politycznego i gospodarczego naszego państwa było liberum veto, zastosowane po raz pierwszy w 1652 roku przez Władysława Sicińskiego. Od tamtego czasu użyto go aż 73 razy, skutecznie paraliżując prace ustawodawcze i osłabiając władzę królewską. Na to nałożyły się wojny ze Szwecją, Turcją, Rosją. Ta książka zawiera bogactwo treści. Ukazuje liczne aspekty historyczne, które miały znaczenie dla pojawienia się objawień w Gietrzwałdzie, a później dla duchowego i narodowego odrodzenia Polski.
lenonek - awatar lenonek
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Przygotowanie się do śmierci św. Alfons Maria Liguori
Przygotowanie się do śmierci
św. Alfons Maria Liguori
Każdego z nas czeka śmierć i wszystko się kiedyś skończy (…) Co byś powiedział o kimś, kto mając przed sobą pojedynek lub konkurs o katedrę uniwersytecką zwlekałby do ostatniej chwili z przygotowaniem się do tego? Czego może nas nauczyć dzieło autora żyjącego w tak odległej epoce, w całkowicie nam już obcej kulturze? Z pewnością jest to człowiek wolny od dominujących myśli współczesności, który w poszukiwaniu prawdy stawia wiele ciekawych tez, prowadzących do odkrycia możliwości dobrej śmierci. - Śmierć Autor rozpoczyna tezą, że w znaczeniu pozabiologicznym nie ma śmierci „obojętnej”, neutralnej – jest dobra lub zła. Ostatni dzień (naszej śmierci) został przed nami ukryty; jest nam nieznany, „aby baczyć na wszystkie dni”. - Dobra śmierć Antystenes zapytany, co byłoby na tym świecie największym szczęściem, odpowiedział, że dobra śmierć. Co pojąć możemy jako dobrą śmierć? Dobra lub zła śmierć zależy od dobrego lub złego życia - śmierć jest (w założeniu pozabiologicznym) ostatecznym, nieodwołalnym wyborem, aktem świadomym, który ma swoje konsekwencje. Dobrych uczuć podczas śmierci nie będzie miał ten, kto nie praktykował ich za życia. (…) Dobrze umierają Ci, którzy w czasie śmierci są już oderwani wewnętrznie od tych dóbr, od których śmierć oderwie ich siłą. Dobrze osądza więc rzeczywistość i kieruje swoimi sprawami ten, kto patrzy na wszystko z perspektywy śmierci. Pamięć o niej powoduje utratę pociągu do wszelkich ziemskich rzeczy. Autor podkreśla również wymiar duchowy przeżywania takiego końca: Śmierć widziana oczami ciała przeraża i trwoży, ale widziana oczami wiary pociesza i pociąga (…) świętym godna miłości i cenna (…) jako koniec trudów, ukoronowanie zwycięstwa, brama do życia. Błogosławieni, którzy gdy śmierć do nich przychodzi, są już umarli dla uczuć tego świata! Tacy się jej nie boją, ale jej pragną i witają z radością, bo ona, zamiast ich odrywać od dóbr, które ukochali, jednoczy ich z Najwyższym Dobrem, jakie jedynie ukochali i które uczyni ich szczęśliwymi na zawsze. Kluczem do dobrego przyjęcia śmierci jest akceptacja tej rzeczywistości: Śmierć nadaje największy blask koronie wybranych, ponieważ chyba właśnie wtedy zbiera się najwięcej zasług, przyjmując śmierć wraz z jej cierpieniami, z poddaniem się i miłością. - Z perspektywy śmierci wszystko wydaje się marnością Widział szaleńców dotkniętych różnymi rodzajami szaleństwa. Wszyscy mieli wspólne to, że cierpieli wielki głód, ale różnie próbowali go zaspokoić. Jedni jedli ziemię; był to obraz chciwców. Drudzy powietrze; to obraz ubiegających się o zaszczyty. Inni stojąc obok pieca, łapali do ust ulatujące zeń iskry; oznaczało to porywczych, skłonnych do złości. (…) Zwrócił się do nich: „Wy głupcy, czy nie widzicie, że te rzeczy potęgują jeszcze bardziej wasz głód, zamiast go łagodzić?” Wszyscy na ziemi poszukujemy pokoju, dobra, szczęścia, piękna… tworzymy, podróżujemy, korzystamy, bawimy się i jesteśmy, bo radość, której możemy tu doświadczyć stanowi permanentnie próbę zaspokojenia nas. Niestety, „ziemskie dobra przepływają na zewnątrz serca. (…) Są to wody, które nie wpływają tam, gdzie jest źródło pragnienia. (…) Ziemskie dobra to dobra pozorne, dlatego nie mogą one nasycić ludzkiego serca.” Śmierć otwiera zresztą oczy na to, czego nie widzą Ci, którzy zadurzyli się w dobrach świata. „Najbardziej pożądane bogactwa, najzaszczytniejsze stanowiska, najwspanialsze zwycięstwa tracą cały swój blask, gdy się na nie patrzy z perspektywy łoża śmierci. Wyobrażenia jakichś fałszywych pomyślności, któreśmy sobie utworzyli, zamieniają się wtedy w niesmak z powodu własnej głupoty.” Czy wiele jest zatem warta radość oparta na złudzeniach? Szczęście życia doczesnego nazwał Dawid snem budzącego się (…) „Sen”, bo przy uśpionych zmysłach małe rzeczy wydają się wielkie; „po przebudzeniu”, bo te wrażenia szybko znikają. - Do grobu nic nie zabieramy Grób ukazuje dwie rzeczywistości – po pierwsze śmierć nie pozwala nam zabrać nic ze sobą ; po drugie wszystko ze sobą zrównuje. „Saladyn, który podbił wiele państw w Azji, umierając, nakazał, by podczas niesienia jego zwłok do miejsca pochówku na czele pochodu szedł ktoś z jego koszulą zawieszoną na drągu i wołał: Oto wszystko, co zabiera ze sobą Saladyn do grobu!” Czy możemy nazwać dobrem i polegać na tym, co zniknie wraz z naszą śmiercią? Jeśli życie pozagrobowe istnieje, to zostaną nam tylko cnoty, które wypracujemy za życia. Rodzimy się nierówni, umieramy równi – powiadał Seneka. Śmierć zrównuje nas wszystkich ( „Przyglądaj się grobom; czy zdołasz rozpoznać, kto tam był sługą, a kto panem?” ), ukazując marność materialności. „Dlaczego wysilasz swój umysł i poświęcasz lata swego życia na to, by stać się wielkim na tym świecie? Kiedyś przyjdzie śmierć, a wtedy skończy się cała twoja wielkość i przepadną wszystkie twoje zamierzenia.” Materialność jednakże pociąga, a namiętność, która może mieć znaczący wpływ na działanie (praxis) człowieka, przedstawia ziemskie dobra w złudnej, nierzeczywistej postaci. „Śmierć je demaskuje i ukazuje je takimi, jakimi w rzeczywistości są, a są dymem, błotem, marnością i nędzą.” „Świat jest zdrajcą, który przyrzeka, ale nie dotrzymuje. A nawet gdyby dotrzymał, to nie zaspokoiłoby to twojego serca. A nawet gdyby zaspokoiło, to jak długo trwałoby twoje szczęście? Czy mogłoby trwać dłużej niż twoje życie? Śmierć większości zada to zasadnicze pytanie – czy jest coś później, czy można liczyć na życie pozagrobowe? Czy spotkamy się z bliskimi? A jeśli tak, to kim tam będę? Co będę miał do dyspozycji? „W godzinę śmierci wspomnienie wszystkich zaznanych w ciągu życia rozkoszy, wszystkich odebranych honorów do niczego się nam nie przyda – chyba tylko do powiększenia bólu i obawy, czy osiągniemy zbawienie wieczne.” Wydaje się zatem, że właściwą postawą nie jest zdobywanie bogactw, ale miłość, budowanie relacji i osiąganie cnót. „Świętych nie martwi konieczność porzucenia dóbr tej ziemi, bo już je wcześniej porzucili w sercu. (…) Nie żal porzucić zaszczytów, ponieważ już wcześniej nimi wzgardzili i uznali je (całkowicie słusznie) za dym i marność; to jedynie za zaszczyt uważali, by kochać (…).” Jaki jest więc cel? „Z całą pewnością Bóg nie umieścił nas na tej ziemi, byśmy zdobywali bogactwa i zaszczytne stanowiska, ale byśmy sobie zapracowali na życie wieczne. I tylko osiągnięcie tego celu powinno być dla nas ważne.” Autor jako środek do jego osiągnięcia poddaje do namysłu fundamentalne pytanie: „A potem? A potem?” Filip Neri spotkał w Rzymie Franciszka Zazzerę, utalentowanego młodzieńca, bardzo przywiązanego do świata, i tak się doń odezwał: „Mój synu, zrobisz świetną karierę, zostaniesz wziętym adwokatem, później prałatem, później może kardynałem, a w końcu – kto wie? – może nawet samym papieżem. A potem? A potem?... Idź – i rozmyślaj nad tymi dwoma ostatnimi słowami. - Pustka w kształcie nieosiągalnego Blaise Pascal, ale w sumie może każdy filozof, odwołuje się do pustki, która jest wpisana w naturę człowieka, pustki, w którą kolejne rzeczy, wpadając, nikną po chwili. Ma ona kształt tego, czego tu na ziemi z pewnością nie możemy zaznać. Ale czy jest tym Bóg? Nie mamy pewności, pozostaje zaledwie i aż wiara. „W życiu doczesnym wszyscy ludzie trudzą się, by znaleźć pokój. (…) Świat wraz ze wszystkimi swoimi dobrami nie może zaspokoić ludzkiego serca, ponieważ człowiek został stworzony nie dla tych dóbr, ale tylko dla Boga, więc tylko On może go zadowolić.” - Wartość czasu Seneka mówił, że nie ma ceny odpowiadającej wartości czas: „Czas nie ma ceny”. „Czas to skarb, jaki można znaleźć tylko w tym życiu.” „Nie ma niczego nad czas droższego, lecz i niczego mniej cenionego (Bernard z Clairvaux).” Czas wydaje się więc najcenniejszym, czego może doświadczyć człowiek – ale czas, nakierowany na dobro, na to, by nie żałować zmarnowanej możliwości, by kochać. „Słuszną to będzie karą nie móc uczynić tego dobrego, co się obecnie chce, dla takiego – kto przedtem mogąc, nie chciał czynić dobrze” (Augustyn). „O, jakże byłem głupi! O czasie zmarnowany! O moje życie stracone! O roztrwonione lata, w których mogłem się uświęcić, ale tego nie zrobiłem; a teraz nie ma już na to czasu!” Ale na co się zdadzą te lamenty i wzdychania, gdy spektakl już się kończy, światła gasną, a umierający wkracza w tę wielką chwilę, od której zależy jego wieczność? Co zyskamy z tylu przeżytych lat? - Nie zatracić duszy Wszystko się zatem kiedyś skończy; natomiast zatracenie duszy będzie oznaczało utratę wszystkiego. Gdzie jest i gdzie w godzinie śmierci będzie nasza dusza? „Dziś rano jeszcze żyję, a wieczorem mogę już być martwy! Dzisiaj jestem w tym pokoju, a jutro będę już w grobie! A gdzie będzie moja dusza?” Wydaje się, że należy przyznać rację ewangelicznemu pytaniu: „Cóż za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” Człowiek, posiadający przecież duszę, może doprowadzić do jej utracenia: „Mądry był król Henryk VIII w sztuce utrzymania się na tronie po tym, jak zerwał z Kościołem, ale ostatecznie, widząc, że stracił duszę, wyznał: „Straciłem wszystko”.” W tej perspektywie, dla umierającego, który w czasie życia nie zabiegał o dobro swojej duszy, wszystkie rzeczy, jakie mu się przypomną i z jakimi będzie miał do czynienia, mogą stać się cierniami. „Cierniem będzie pamięć przeżytych zabaw, zwycięstw w walce, wygód, jakie go otaczały; cierniami będą odwiedzający go przyjaciele oraz wszystko, co mu przypomną (…) cierniem stanie się dlań nawet umieszczony w pobliżu krucyfiks, bo w wizerunku Ukrzyżowanego odczyta swój niewłaściwy stosunek do miłości tego Boga, który umarł dla jego zbawienia.” Warto więc troszczyć się o swoją duszę i nie zgubić z nią kontaktu. Człowiek z „wywróconą” duszą pośród dóbr tego świata (…) będzie jadł, pił, bawił się, nosił kosztowne szaty, otrzymywał zaszczytne stanowiska, nabywał posiadłości, ale nigdy nie zazna pokoju. Śmierć obnaży prawdę o naszej duszy. Będzie bezlitosna, jak to prawda ma w zwyczaju: „Gdzie pada ścięte drzewo? Pada tam, gdzie się skłania. Gdzie więc Ty się skłaniasz?” - Życie pozagrobowe My umieramy, a chwilkę po nas nasza nadzieja. Ona może nam towarzyszyć do końca, przypominając, że jest szansa, że spotkamy się w jakiejś formie życia pozagrobowego. Rozważania o tym nie deprecjonują życia doczesnego. Dowodzą raczej, że traktujemy je poważnie. Jeśli wierzymy w jakąś formę sądu – sprawiedliwości, miejmy na uwadze: Osąd Boży nie jest czymś zewnętrznym wobec człowieka, nie jest skazywaniem go na to, czego on nie chce. Bóg akceptuje ten wybór, jakiego człowiek dokonywał przez całe swoje życie: kto Go wybierał, będzie miał wieczność z Nim (…) człowiek sam dokonuje osądu nad sobą, a Bóg ten osąd zatwierdza (…) swoją suwerenną decyzją. Wszystko szybko mija i kończy się, możemy jedynie starać się, aby służyło nam do osiągnięcia życia wiecznego. - Przygotowanie do śmierci Jaka jest więc recepta na przygotowanie się do dobrej śmierci? 1. Warto zacząć już. „Co byś powiedział o kimś, kto mając przed sobą pojedynek lub konkurs o katedrę uniwersytecką zwlekałby do ostatniej chwili z przygotowaniem się do tego?” 2. Warto nabrać dystansu wobec świata. „Traktuj każdy dzień tak, jakby to był ostatni dzień twego życia, każde działanie tak, jakby to było twoje ostatnie dzieło (…) o, jakże bardzo pomoże ci ta myśl do dobrego postępowania i do nabrania dystansu wobec świata!” 3. Warto traktować każdy dzień jako skończoną całość, mającą kierować ku dobru. „Jakiegoż pokoju może człowiek doznać większego niż ten, gdy może sobie wieczorem powiedzieć: „jeśli tej nocy przyjdzie śmierć, spodziewam się umrzeć w łasce?” 4. Nie warto czekać z niczym do jutra. Nie czekaj do jutra z tym, co możesz zrobić dzisiaj, ponieważ dzień dzisiejszy minie i już nigdy nie wróci, a jutro może przyjść śmierć, która niczego już Ci zrobić nie pozwoli. 5. Warto działać. Jeśli chcesz stać się mądry, to nie wystarczy ci poznanie ważności celu twego życia, ale musisz też przedsięwziąć środki odpowiednie do jego osiągnięcia. „Czymże jest długie życie, jeśli nie długim cierpieniem? Pyta Augustyn. Życie doczesne nie jest nam dane dla odpoczynku, ale do wysiłku, przez który zasługuje się na życie wieczne (Ambroży).” 6. Pragnienie dobrej śmierci może być najlepszą afirmacją życia. Warto myśleć o śmierci – ale nie chcąc jej wyprzedzić swoim własnym działaniem, bo dobrą śmierć może być tylko wtedy, gdy jest dana z góry i odebrana przez przygotowanego człowieka. Tym umieram, że umrzeć nie mogę (Teresa Wielka). Taka jest śmierć dla świętych.
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na 8 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Msza Święta. Jej znaczenie, korzyści, obrzędy i sposoby słuchania

Więcej
Feliks Cozel TJ Msza Święta. Jej znaczenie, korzyści, obrzędy i sposoby słuchania Zobacz więcej
Więcej