Mniejsze niebo

Okładka książki Mniejsze niebo
John Wain Wydawnictwo: Książka i Wiedza literatura piękna
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Smaller Sky
Data wydania:
1971-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1971-01-01
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Zofia Kierszys
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mniejsze niebo w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mniejsze niebo

Średnia ocen
7,1 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
43
43

Na półkach:

Sięgnąłem po Mniejsze niebo Johna Waina po obejrzeniu filmu z Romanem Wilhelmim – oba dzieła zrobiły na mnie duże wrażenie. To nie jest książka, która goni fabułą. To raczej spokojna, ale poruszająca opowieść o człowieku, który nie potrafi już żyć „tak jak trzeba”. Wain pisze z dużą wrażliwością – bez wielkich słów, ale trafnie i głęboko.

To lektura, która zmusza do zatrzymania się i myślenia. Polecam tym, którzy w literaturze szukają nie tylko historii, ale i ciszy – tej, która zostaje w człowieku długo po ostatniej stronie.

Sięgnąłem po Mniejsze niebo Johna Waina po obejrzeniu filmu z Romanem Wilhelmim – oba dzieła zrobiły na mnie duże wrażenie. To nie jest książka, która goni fabułą. To raczej spokojna, ale poruszająca opowieść o człowieku, który nie potrafi już żyć „tak jak trzeba”. Wain pisze z dużą wrażliwością – bez wielkich słów, ale trafnie i głęboko.

To lektura, która zmusza do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

58 użytkowników ma tytuł Mniejsze niebo na półkach głównych
  • 30
  • 28
19 użytkowników ma tytuł Mniejsze niebo na półkach dodatkowych
  • 11
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Powiedz mi, jak dawno odszedł pociąg James Baldwin
Powiedz mi, jak dawno odszedł pociąg
James Baldwin
W „Powiedz mi..." Baldwin bawi się czasem i przeszłością tak samo, jak pamięć potrafi bawić się z nami w berka. Pretekstem do snucia wspomnień i powrotu do młodości jest najzwyklejszy zawał serca. Niespodziana przypadłość dopada słynnego Leo Proudhammera, czarnoskórego aktora, podczas ostatniego aktu sztuki. Wielbiony za swój talent czterdziestolatek odwieziony zostaje do szpitala. Tam, otoczony wianuszkiem najbliższych, ma czas, by ponownie przeżyć swoje życie: od dzieciństwa chłopca z Harlemu, przez rasizm, naukę bycia aktorem i mężczyzną, po dorosłość i ciągłe borykanie się z niesprawiedliwością białych, których nienawidzi. To wciągająca opowieść o dojrzewaniu ale i walce z uprzedzeniami – jest ich tak wiele, że doszedłem do przekonania, że nasz świat stoi na fundamentach z nich zbudowanych. Doświadczający agresji ze strony bladoskórych obcych i pogardy najbliższych z uwagi na wybory, jakie podjął, Leo uczy się, czym jest Duma i jak żyć, by jego nazwisko nabrało znaczenia, stało się prawdą. Ciekawe są wątki dwuznacznej bliskości z bratem (i ścieżki życiowej Kaleba), Barbary, z którą Leo nawiąże romans oraz odkrywania, że jest w nim także drugie oblicze, serce przepełnione ogniem skierowanym ku mężczyznom. Do tego Nowy York lat czterdziestych, jeszcze nie taki liberalny, pełen jednak dziwaków i upadłych gwiazd kina. Całość przypomina sztukę teatralną, tak samo zresztą jak życie, które wypełnia ciągła gra, oczekiwanie na oklaski, akceptację i pozbycie się pustego gniewu. Jest w prozie Baldwina coś zaskakującego, jakaś świeżość spojrzenia i obserwacji. Potrafi zaskoczyć spostrzeżeniem, jak wtedy, gdy na wieść o zakończeniu wojny i zrzuceniu bomb atomowych Leo stwierdza, że nie spadły one na Niemców dlatego, że ci, w przeciwieństwie do „żółtobrzuchych <Japońców>”, są biali. Cel wybrany z uwagi na kolor skóry. Czarni będą następni. Powrót do prozy Baldwina był otrzeźwiający i orzeźwiający. Plus jedyne wydanie z 1971.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 9 miesięcy temu
Rezerwat Ward Ruyslinck
Rezerwat
Ward Ruyslinck
„One też wierzyły, że wiedzą, co to jest szczęście; dudnienie grających szaf, jazgot automatów do gry, ryk silników samochodów wyścigowych, reklamy orzeźwiających napojów, motele przy autostradach i tempo, coraz szybsze, desperackie tempo pozbawionego sensu życia”. Książka jest rewelacyjna, od początku naszykowałam sobie kajecik na cytaty, ale szybko zarzuciłam ten pomysł, bo by mi miejsca w kajeciku zabrakło szybko. Ta książka jest jedną całą mądrością cytatową. Jednym wielkim manifestem przeciwko... Ja nie mogłam się oderwać. Raymond De Belser, bo tak naprawdę nazywał się autor, napisał coś, co im dalej w przyszłość, tym bardziej jest aktualne i tym bardziej jest to przykre. Tak przykre, że chciałoby się powiedzieć "zatrzymajcie to, ja wysiadam".... Niemal przeszłam obok tej książki bez zauważenia jej. W antykwariatach jest mnóstwo starych książek, które przeważnie mają niezbyt ciekawe (chociaż zastanawiające) okładki, mały, niezbyt przyjazny druk i często stare biblioteczne stemple. Właśnie taki egzemplarz spadł pod moje nogi z jakiejś kupki, potrącony przez kogoś, kto chwilę wcześniej przede mną tamtędy przechodził. Kupiłam go więc, już nawet nie pamiętam za jakie grosze. "Rezerwat" wywarł na mnie ogromne wrażenie. Silniejsze, tym bardziej że przeczytany po poprzedniej świetnej książce. Teraz chyba muszę przeczytać coś lżejszego, bo czuję się z lekka przytłoczona. Myślę, że na długo ta książka zostanie w mojej głowie. Jeszcze tylko dwa cytaty, nie mogę się oprzeć... "Jeśli zaś idzie o swobody, jakie zdaniem pana gwarantuje mi demokracja, to są to swobody teoretyczne, gwarantuje się je bowiem tylko na plakatach, w gazetach, kinach i w pewnym określonym gatunku literatury" (str.25) „ [...] normy moralne zmieniają się podobnie jak klimat, moda i historyczne prawdy”. (str.185)
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na 9 4 miesiące temu
Gwałtownicy porywają Królestwo Niebieskie Flannery O'Connor
Gwałtownicy porywają Królestwo Niebieskie
Flannery O'Connor
Z jednej strony wszystko jest w tytule, z drugiej trudno "Gwałtownicy porywają Królestwo Niebieskie" Flannery O'Connor jednoznacznie zinterpretować. Akcja dzieje gdzieś w Ameryce pod koniec lat 50. pomiędzy amerykańską prowincją a miastem, rozumianym chyba jednak raczej jako mieścinę niż metropolię. Któregoś dnia umiera żyjący z dala od cywilizacji samozwańczy prorok Mason Tarwater. Ma go pochować jego siostrzeniec, którego stary porwał z miasta przed laty po śmierci jego niewierzącej matki, po to by go ochrzcić i wychować na proroka. Obrót spraw komplikuje się jednak bardzo szybko po tym, jak chłopak zaczyna słyszeć w swojej głowie obcy głos. Ostatecznie ucieka do miasta, do swojego wuja Raybera, nauczyciela i ateisty, z którym stary Tarwater pozostawał skonfliktowany. Długo by wyjaśniać zawiłości fabuły. Samo jej rozplątywanie jest zresztą względnie przyjemne, także dlatego, że O'Connor nie opowiada tej historii linearnie. Osią tej opowieści pozostaje jednak stosunek do wiary młodego Tarwatera i skrajności, które nim targają w osobach gwałtowników -- samozwańczego proroka i oświeconego intelektualisty oraz obcego głosu (mogącego należeć tak do Boga, jak i Szatana), który ma bezpośredni wpływ na decyzje bohatera w kluczowych momentach. Sam tytuł jest fragmentem wersetu z Ewangelii wg św. Mateusza ("A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je" -- tu za Biblią Tysiąclecia), który tłumaczy się często tak, że tylko ci, którzy z gwałtownością wysławiają Pana, zdołają wyrwać dla siebie jego Królestwo. W tym kontekście i stary Tarwater, i młody, i nauczyciel, który uświadamiał sobie swoją gwałtowność, lecz się przed nią wzbraniał, postaci wypaczone, patologiczne, tragiczne, mieliby to Królestwo na swój sposób osiągnąć. O'Connor nie idzie jednak skrótem, nie upraszcza rzeczywistości, nie uprawia taniej teleewangelizacji ani cherrypickingu, nie zadowala się sytuacjami hipotetycznymi. To bezwzględnie jedna z największych zalet jej niełatwej prozy. Nie jestem biblistą ani literaturoznawcą -- ten religijny aspekt powieści nie musi być jednak kluczem do zrozumienia myśli O'Connor. Ona sama stawia bowiem w centrum człowieka -- rysuje swe postaci wyraziście, bez powielania schematów, nigdy w oderwaniu od siebie nawzajem. Pokazuje, jak gwałtowność jednych odciska piętno na innych -- piętno. którego być może nigdy nie uda się odrzucić. Wszystkich jej postaci doświadczyło życie -- każda z nich jest na swój sposób mroczna, ale nie nikczemna, raczej skryta w mroku z powodu jakiegoś nieprzepracowanego lęku czy niedoboru intelektualnego, niż w mroku pogrążona na dobre. O'Connor zderza tu bardzo trafnie religijny antyintelektualizm z intelektualną antyreligijnością, które stawia w milczącej opozycji, a których ofiarą pada koniec końców młody Tarwater. Jest w "Gwałtownikach" ten pierwiastek, który zachwycił mnie w starszym o pięć lat niż książka O'Connor duńskim filmie "Słowo" -- Bóg, ten sam, który najpierw zamilkł na wieki, a później umarł, manifestuje się w prawdziwie biblijny sposób. O ile jednak w "Słowie" jego orężem są nowotestamentowe nadzieja i miłość, o tyle w "Gwałtownikach" nie tylko forma, ale i treść jego objawienia budzą starotestamentową grozę. Choć O'Connor jest raczej szorstka w swoich opisach, ani na chwilę nie wydaje się pozbawiona wyobraźni. W "Gwałtownikach" brakuje momentów lżejszych, ale czai się tu między wierszami jakieś wyrafinowane i nieoczywiste poczucie humoru. To także proza, która od czasu do czasu jest w stanie uwieść czytelnika jakimś intelektualnym błyskiem. Mimo tego im bardziej fabuła się rozwija, tym mniej chętnie się O'Connor czyta. A to dlatego, że rozwiązania fabularne koniec końców zawsze okazują się wtórne względem specyficznie rozumianego przeznaczenia dosięgającego jej bohaterów. To książka tyleż stymulująca, co dezorientująca. Być może odsłaniająca więcej dla tych, którzy już rozumieją więcej. Z pewnością stawiająca moralne i mistyczne pytania tym, którzy tylko ich szukają.
ostroviahooligans - awatar ostroviahooligans
ocenił na 6 5 lat temu
Wykształcona Amerykanka John Cheever
Wykształcona Amerykanka
John Cheever
Na kanwie nowych wydań Cheevera sięgnąłem do tego, który przez wiele lat był chyba jedynym wyborem jego opowiadań. A jest do czego sięgać. Kluczowym motywem twórczości Cheevera jest samotność. To niesamowite, że pośrodku amerykańskich suburbiów, zamieszkanych przez wścibskie sąsiadki i ich zblazowanych mężów, bohaterowie ostatecznie muszą stawać w nierównej walce przede wszystkim sami ze sobą. Ich niespełnione marzenia i pragnienia znajdują ujście w skrajnie samolubnych działaniach. Przez to z nieznośną samotnością łączy się erozja instytucji rodziny i więzi międzyludzkich. W trzech opowiadaniach z czterech dochodzi do zdrady małżeńskiej. Z różnych powodów – od kompleksów na tle inteligencji i zmniejszonego poczucia własnej wartości, do prozaicznego przełamania małżeńskiej rutyny. W twórczości Cheevera nie doświadczymy relacji typowo przyjacielskich – wszelkie spotkania między bohaterami mają na celu pokazanie klasowego statusu i zdobycie przynależności. Autor przypomina więc o podstawowej prawdzie egzystencjalnej – nawet w amerykańskim tyglu kulturowym człowiek zawsze pozostanie samotny. Szczególnie w społeczeństwie premiującym indywidualizm i zamiatanie własnych problemów pod dywan. Poczucie beznadziejności płynące z „Wykształconej Amerykanki” miesza się jednak z absurdem, gdy na przykład zarzewiem zdrady małżeńskiej w jednym z opowiadań staje się klucz do schronu atomowego. Czytelnik staje po uprzywilejowanej stronie i łatwo przychodzi mu ocenianie często prozaicznych albo nawet wprost wyolbrzymionych problemów bohaterów. W istocie jednak Cheever z wyjątkową zręcznością gra na fobiach i kompleksach Amerykanów. Wydaje się, jakby wszystkie postacie śniły na jawie w ramach eskapizmu od rzeczywistości, czego najjaskrawszym przykładem jest „Pływak”. Amerykańska obietnica wspaniałego życia otrzymuje tym samym surową ocenę. Siła Cheevera tkwi w pisaniu o zanikającej klasie środka. Jakby swoją twórczością chciał przypomnieć, że ci ludzie wciąż żyją i marzą... i wciąż się zawodzą.
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 7 2 miesiące temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Mniejsze niebo

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mniejsze niebo