Miasto moje, a w nim...

Okładka książki Miasto moje, a w nim...
Grzegorz Kapla Wydawnictwo: Skarpa Warszawska literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2025-01-15
Data 1. wyd. pol.:
2025-01-15
Język:
polski
ISBN:
9788383297101
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miasto moje, a w nim... w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Miasto moje, a w nim...



książek na półce przeczytane 2419 napisanych opinii 1438

Oceny książki Miasto moje, a w nim...

Średnia ocen
7,6 / 10
67 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
168
21

Na półkach:

Wciągająca, Kapla na pewno ma lekkie pióro i tworzy ciekawe wątki. Końcówka jednak trochę mnie zawiodła. Historie rozwiązują się w dość magiczny, mało wiarygodny sposób. Może też za bardzo u pokrzepieniu serc, ale dla kogoś innego to może być plusem. Nie żałuję że przeczytałem.

Wciągająca, Kapla na pewno ma lekkie pióro i tworzy ciekawe wątki. Końcówka jednak trochę mnie zawiodła. Historie rozwiązują się w dość magiczny, mało wiarygodny sposób. Może też za bardzo u pokrzepieniu serc, ale dla kogoś innego to może być plusem. Nie żałuję że przeczytałem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

135 użytkowników ma tytuł Miasto moje, a w nim... na półkach głównych
  • 72
  • 59
  • 4
24 użytkowników ma tytuł Miasto moje, a w nim... na półkach dodatkowych
  • 8
  • 8
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Grzegorz Kapla
Grzegorz Kapla
Grzegorz Kapla. Żyje z pisania odkąd odkrył konfucjańską zasadę, że jeśli wybierzesz zajęcie, które kochasz, nie będziesz musiał pracować ani jednego dnia. Imał się wielu zajęć. Czyścił zęzy na statkach, malował kominy, produkował papier, uchwalał budżet miasta na prawach powiatu, próbował napisać słownik polsko – papuaski, skakał do wodospadu, próbował nowych dróg w Tatrach, kochał, zdradzał i próbował odnaleźć eliksir na złamane serce. Wydał kilka książek i opublikował setki reportaży w magazynach i gazetach. Nie zdobył żadnych laurów, ani żadnych nagród. Zresztą nie dałoby się ich przecież nosić w plecaku. Blog: www.facebook.com/kaplawdrodze/
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Brzydcy ludzie Żaneta Pawlik
Brzydcy ludzie
Żaneta Pawlik
„Brzydcy ludzie” to powieść, która dla wielu z nas może mieć coś z fantastyki. Bo powieści o dzieciństwie możemy sobie jakoś przybliżyć poprzez pamięć własnego dzieciństwa, lecz czytanie powieści, w których bohaterem jest osoba dużo, dużo starsza od nas, są jak wędrówka po nieznanym lądzie, a spoglądanie na świat z perspektywy emocji i funkcjonowania takiego bohatera, może okazać się wyzwaniem na miarę odnalezienia się w świecie stworzonym przez genialne pomysły twórców fantastyki. Za każdym razem – a w ostatnim czasie, z uwagi na bardzo podeszły wiek bliskiej mi osoby, czytam wiele o starości – zdumiewa mnie fakt, jak bardzo świat, który znamy, przyjęliśmy uważać za swój i w którym funkcjonujemy mając lat 20, 40 czy 60 zmienia się, deformuje, oddala w miarę, jak liczba naszych lat niebezpiecznie zbliża się do tych „życzonych” i wyśpiewywanych 100. I tak naprawdę o tym jest ta książka. Jak trudno jest zrozumieć starość, jak trudno ją oswoić i jak bardzo rozbiega się świat ludzi starych i tych o pokolenie czy dwa młodszych. Nawet, jeśli są to osoby sobie bliskie i mające najlepsze intencje. Żaneta Pawlik z dużą empatią i znajomością tematu otwiera przed czytelnikiem świat starości z dwóch perspektyw: tej widzianej i odczuwanej przez coraz mniej sprawnego seniora, z coraz większymi ograniczeniami, ale ciągle takim samym prawem do traktowania go jak człowieka, mającego prawo do własnego zdania, do decydowania o sobie, do intymności i chociażby namiastki niezależności. Z drugiej strony dostajemy starość widzianą od strony dzieci, które muszą, czują się w obowiązku lub chcą otoczyć opieką coraz bardziej bezradnego, w wielu sprawach, rodzica. I to byłoby na tyle. Bo pozostałe wątki uważam za niezbyt udane, nieciekawie poprowadzone lub potraktowane po macoszemu. I pod względem literackim mogłoby być lepiej. Jednak ze względu na spotkanie ze światem starości, za refleksje i odkrycie oczywistości - podwyższam moją ocenę. 7/10 w kategorii: literatura
beata - awatar beata
oceniła na 7 2 miesiące temu
Kobiety naukowców Aleksandra Glapa-Nowak
Kobiety naukowców
Aleksandra Glapa-Nowak
Żony słynnych naukowców - najczęściej nieznane, stojące w cieniu swoich wybitnych mężów. Jednak to na ich barkach spoczywało zorganizowanie całego życia rodzinnego, wychowanie dzieci, dbanie o komfort pracy cenionych współmałżonków. Niejednokrotnie podporządkowały, poświęciły swoje życie dla dobra nauki i kariery mężów. Niekiedy jednak aktywnie brały one udział w ich pracy odkrywczej, sporządzały mężom notatki, wykonywały rysunki (przykładowo to żona Francisa Cricka, Odile Crick była autorką rysunku nowo odkrytej struktury DNA), brały udział w doświadczeniach. Co wiemy o nich obecnie? Okazuje się, że niewiele. Autorka książki, Aleksandra Glapa-Nowak, zdradza w przedmowie, że o większości partnerek życiowych naukowców trudno znaleźć jakiekolwiek informacje, nawet w publikacjach przedstawiających osiągnięcia i biografie ich małżonków. Książka składa się z 25 rozdziałów, w każdym z nich poznajemy kobietę, która wspomagała, dopingowała, odciążała swojego męża – naukowca. Mamy możliwość dowiedzenia się kilku informacji z życia każdej z par, poznać osiągnięcia sławnych odkrywców, a także rolę ich życiowych towarzyszek w odnoszonych sukcesach naukowych. Każdy rozdział zawiera zdjęcie żony naukowca, co jest wartością dodaną tej publikacji. Przyznam się, że nieco więcej spodziewałam się po tej książce. Zauroczona oglądniętym przed laty filmem „Teoria wszystkiego” (2014), w reżyserii Jamesa Marsha, jak również książką „Pani Einstein” Marie Benedict, nastawiłam się na publikację przybliżającą czytelnikom relacje małżeńskie opisanych par, ich codzienne kompromisy, życiowe trudności. Otrzymałam jednak krótkie (dla mnie nieco za krótkie) teksty, choć trzeba przyznać, że pełne ciekawostek i nieznanych mi faktów. Całość napisana została encyklopedycznie, zabrakło mi opisów samych relacji małżeńskich, może anegdot z ich wspólnych lat, wspomnień osób im bliskich. Takie, a nie inne ukazanie tych wyjątkowych par wynika prawdopodobnie z trudności dotarcia autorki do większej ilości informacji o nich. Niemniej, polecam przeczytanie „Kobiet naukowców”, która potwierdza powiedzenie, że za sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa kobieta. Aleksandra Glapa-Nowak – doktor nauk medycznych, biotechnolożka, pracuje na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Autorka publikacji z zakresu genetyki, gastroenterologii i żywienia, kierowniczka grantu Narodowego Centrum Nauki. Odbyła staże naukowe w Wielkiej Brytanii i Finlandii. Prywatnie żona naukowca, matka dwójki dzieci.
jousna - awatar jousna
oceniła na 7 7 miesięcy temu
Oida Marta Michalak
Oida
Marta Michalak
„Esce zapłaceta, jak matki zabraknie, esce zapłaceta”. „Oida” znaczy wstyd. Powieść Marty Michalak jest także o nim, opowiada o życiu trzech pokoleń kobiet, zamkniętym w stu pięćdziesięciu stronach skondensowanego, mocnego tekstu, w którym forma, stylizacja, kształt słów są równie ważne, jak zawarta w nich treść. Sposób wyrażenia wydobywa esencję, różnicuje postacie, zatrzymuje czas, który mija zawsze zbyt szybko. Do refleksji nad przeszłością, przewinięcia do tyłu taśmy życia, skłania nas najczęściej czyjeś ostateczne odejście. Może być to śmierć, albo zagubienie się w otępiennym chaosie myśli kogoś, komu nie zdołaliśmy jeszcze tylu rzeczy powiedzieć i o drugie tyle zapytać, a tu nagle czas się skończył. „Skafander i motyl”, „Ćwiczenia z utraty”, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, „Umarł mi. Notatnik żałoby”, „Rok magicznego myślenia”… wszystkie są o stracie, o przeżywaniu żałoby, rozliczaniu siebie i zmarłego, bilansach, podsumowaniach i mankach, zawsze mankach, bez wyjątku. Jedne pełne żalu za zmarnowane życie, inne nie potrafiące wypełnić pustki, nostalgiczne, gniewne… Lisa Genova w „Motylu” daje nam lekcję pożegnania z samym sobą, zanim całkowicie utracimy poczucie tożsamości. Jednak każda z tych opowieści jest zupełnie inna, każda dotyka bowiem najczulszych, bolesnych, czasem wstydliwych, zawsze bardzo indywidualnych, wewnętrznych sfer. Czasami trzeba natrudzić się, by wygrzebać je z podświadomości, zepchnięte tam i zapomniane. Marta Michalak mierzy się tutaj z niejedną kwestią, która i nam nie jest obca. Może dlatego ten tekst tak się w nas rozpycha, tak dokucza, drapie w uczucia. Autorka jest w tym co pisze bardzo autentyczna. Może powieść jest też jakąś formą autoterapii, podania ręki własnej historii, by móc otworzyć kolejny rozdział w życiu. I tak oto kobieta otwiera drzwi innym kobietom, by mogły o sobie opowiedzieć, wyrzucić z siebie to, co od lat zalega ciężarem na sercu. Widzimy bowiem, ze zwierzenia i bliskość były w rodzinie Magdy nieme, wyrażały się gestem, talerzem gorącego rosołu i ciepłymi skarpetami wydzierganymi przy świetle lampki, gdy została chwila po wypełnieniu wszystkich domowych obowiązków. Trzy pokolenia kobiet zamkniętych w swoich sztywnych definicjach, narzuconych im z góry przez tradycję i przyzwyczajenie. Trzy pokolenia kobiet, których życia nikt nie był ciekawy, nawet córki. Śmierć jest wstrząsem dla rodziny i cezurą rozpoczynającą czas , gdy kolejne miejsce przy stole pozostanie puste. Magda właśnie sobie tę prawdę uświadamia: „Nastała cisza, która inaczej dzwoniła w uszach, bo zabrakło w niej głosu babci i słów, które już nigdy nie zostaną wypowiedziane”. Stare fotografie gromadzone w szufladach to ledwie wypłowiałe obrazki, patrzące z nich twarze niewiele nam mówią. Jakimi byli ludźmi, co czuli, o czym marzyli, jak wyglądał ich dzień… szczegóły zagubiły się między dziesiątkami lat, zatarły. Może ich życie też było marnym przedstawieniem dla publiczności, to prawdziwe zaś toczyli w zamknięciu czterech ścian i własnego wnętrza, w przekonaniu, że tak trzeba. Magda jest dziewczyną ze wsi. Ale przecież to rodowód większości z nas. Magda wyszła w świat z wsi prostych ludzi, chłopskiego narzecza, ciężkiej fizycznej harówki i prymitywnych warunków życia, a także kompleksów, umniejszania własnej wartości, poczucia wstydu. W Warszawie ten rozdział pozostawia za sobą, coraz bardziej go domykając, nie widząc, że jednocześnie wyrywa się z korzeniami z własnego dziedzictwa. „Żyję w dwóch światach, chociaż w żadnym nie jestem pełnoprawną obywatelką, językiem żadnego nie władam bezbłędnie, w rozmowach z matką wtrącam słowa, których matka nie rozumie, w rozmowach w pokoju nauczycielskim nie panuję nad tą czy inną oidą, która czasem wymknie się z moich ust nieświadoma tworzonego dysonansu. Wystarczy już, do cholery, tej inności. Ja chcę tylko wtopić się w tłum”. Opisany świat dychotomią stoi, w niewygodnym rozkroku, chwiejąc się to w jedną, to w drugą stronę. Dwie różne rzeczywistości: miasto i wieś, nieprzystawalne, a nawet czasem wrogie. Rozdźwięk pomiędzy marzeniami, a prawdziwym życiem, nieprzewidywalnym, dającym niemożliwe wybory i całe mnóstwo rozczarowań. To, czego oczekują bohaterki nijak się ma do tego, co otrzymują. Czasy się zmieniają, idą naprzód, dla nich jednak zmienia się niewiele. Trzy pokolenia, dobrze ponad sto lat historii kraju i osobistych historii każdej z nich. Różnice, postęp cywilizacyjny, znajdujące odzwierciedlenie w ich gorączkowych monologach, w licznych przykładach i detalach, nie czynią ich ani trochę szczęśliwszymi, w żadnym pokoleniu. Dalej podległe schematom i zastałym regułom, tkwiące w małżeństwach, które je dławią, na zewnątrz prezentują uśmiech, który jednak nie ma mocy, by odbić się w ich wzroku. „Ludzkie oko było w mojej rodzinie sekretną przyprawą, kostką rosołową normalności”. Pozory, sztuczny świat dla postronnych obserwatorów, wścibskich spojrzeń, starannie upozowany w ramach, posklejany z odłamków. Co się dzieje, gdy wyrzekamy się własnej historii, zamazujemy jej niewygodne kontury, wycieramy gumką myszką z fotografii rodzinnych chłopską chustkę i nylonowy, sprany fartuch? Wymykamy się z naszego dzieciństwa, zacieramy ślady prowadzące do domu, staramy się urodzić na nowo w jakiejś Warszawie czy Krakowie, jak ognia unikając oidy kontrolujemy każdy gest i słowo. Czy to jeszcze jesteśmy my, czy ledwie jakaś istota ulepiona ze złudzeń i wyobrażeń, z czystą kartą zapisywaną przez samotność? Powieść „Oida” osadzona jest mocno w języku, rozpisana starannie w historii i współczesności, wręcz narzuca nam obrazy, całe ich sekwencje. Jadwiga i Teresa, mówiąc, stają się bardziej widoczne, prawdziwsze, wrosłe w krajobraz, jedna ubogiej wsi, druga małego miasteczka. Widząc je w ich naturalnym otoczeniu, swobodne, rozgadane, znacznie lepiej rozumiemy ich uczucia, jesteśmy w stanie ich niemal dotknąć. Momenty krytyczne dzielą ludzkie życie na segmenty. Śmierć Jadwigi doświadczyła zarówno córkę, jak i wnuczkę. Teresa, choć wydawało się, że źródło łez dawno wyschło w niej na pieprz, a charakter jest twardy i żylasty, jak spracowane dłonie, nagle odkrywa, że płacze. „A może to nie były łzy. Może matka płakała deszczówką, w której babcia myła jej włosy”. Magda natomiast śpieszy się by uratować jeszcze to, co się da, nim zostanie przytrzaśnięte nagrobna płytą. Zdjęcia, historie, piosenki, zapach palących się pod kuchnią szczap i wilgotnej odzieży suszącej się w cieple pieca. „Zapach domu od razu osiadł na mojej skórze, wił się w nozdrzach, stymulował neurony. Zapach niemożliwy do odtworzenia, ale zakodowany w mózgu jak u łososia, który zapamiętuje zapach rodzinnej rzeki, by po osiągnięciu dojrzałości móc do niej wrócić”. Magda dowolnie przebiega oś czasu, zbiera okruchy rodzinnej historii, rozmawia z nieobecnymi, nie na wszystko zdoła uzyskać odpowiedź, niektóre fakty już się zatarły, drzewo genealogiczne zostało pozbawione paru konarów. Oniryczny klimat tych rozmów i poszukiwań przypomina nieco błądzenie we mgle, w której od czasu do czasu cudem odnajdujemy właściwą ścieżkę. Znów przewodnikiem jest nam język, cudownie rozbudowany w swojską gwarę i w symbole niczym w przydrożne drogowskazy. „Oida” jest debiutem. Debiutem wspaniałym i ważnym, splatającym przyszłość z przeszłością, podkreślającym znaczenie ciągłości rodzinnej historii, usadowienia się w niej pewnie i jednoznacznie, gdyż to ona daje nam siłę i nas określa. „Oida” to głos kobiet, głośny i szczery. Kobiet bez mężczyzn, choć oni przecież są obok, jednak mało ciekawi, schematyczni, agresywni w udowadnianiu swojej męskości. Nowy głos w naszej współczesnej literaturze wybrzmiał dobitnie i znacząco. Warto go posłuchać. Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Diwa. Opowieść o Marii Callas Daisy Goodwin
Diwa. Opowieść o Marii Callas
Daisy Goodwin
Przeczytałam już trzecią książkę o życiu Marii Callas. Poprzednie to: Alfonso Signorini "Callas. Zbyt dumna, zbyt krucha" i Gill Paul "Maria i Jackie. Każda z nich była inna, ale każda też w znaczący sposób skupiała się na życiu prywatnym słynnej diwy. Nie inaczej zrobiła Daisy Goodwin. Jej życie prywatne było na tyle interesujące, że ciężko od tego uciec, a w wielu opiniach podnoszone jest to jako zarzut. Taki już beletryzowanych biografii. Pisarka najbardziej skupiła się na romansie Marii Callas z Arystotelesem Onassisem. Mocno jednak podkreśliła to porozumienie greckich dusz na obczyźnie oraz ich trudne i biedne dzieciństwo. Wydaje się, że te dwa fakty bardzo ich zbliżyły. Do tego doszły temperamentne charaktery i płomienny romans stał się faktem. Zalety tej powieści dopatruję się w przedstawieniu podejścia diwy do jej pracy: dążenie do perfekcji, wchodzenie w role, pokazanie ciężkiej codziennej pracy ze swoim głosem. Daisy Goodwin przedstawia Marię Callas w poruszający sposób nie tylko jako genialną śpiewaczkę, ale również kobietę samotną, spragnioną miłości i ostatecznie głęboko nieszczęśliwą. Świetnie pokazuje atmosferę luksusu i przepychu, jakimi otoczył ją Onassis oraz umieszcza na kartach powieści wiele znanych osób wywodzących się z bogatych elit, kręgów władzy i Hollywood. Callas to na pewno osoba bardzo złożona, jednocześnie wrażliwa kobieta i artystka, która całe życie zabiegała o miłość, akceptację i uznanie zarówno w rodzinie jaki i na scenie. Talent i ambicja walczyły w niej z ogromną potrzebą miłości i strachem przed samotnością. Pełna emocji i sprzeczności wydaje się bardziej ludzka. Fascynująca opowieść o legendarnej śpiewaczce.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Krystyna Feldman. Niekiepska babka Ryszard Abraham
Krystyna Feldman. Niekiepska babka
Ryszard Abraham
Babkę Kiepską, ekscentryczną bohaterkę serialu „Świat według Kiepskich”, zna chyba każdy w tym kraju. Aktorkę Krystynę Feldman, która wcielała się w tę postać, nikomu wiec nie trzeba przedstawiać. Związana była ze sceną teatralną przez 86 lat, a to nie lada wyczyn, była równie charakterystyczna jak grana przez nią postać. Ja jednak nie miałam przyjemności zobaczenia jej na żywo na deskach teatru, a o ile kojarzyłam filmy, w których grała, tak niewiele wiedziałam o jej życiu prywatnym. Aż do momentu, kiedy sięgnęłam po książkę „Niekiepska babka” od Wydawnictwa EmocjePlusMinus. Co to była za kobieta!🤯 Ryszard Abraham uważany jest za specjalistę od anegdot ze świata teatru i filmu. To właśnie on zebrał w tej książce najciekawsze historie o tej aktorce. Spisał je w przystępnej formie, począwszy od dnia jej narodzin, a skończywszy na najlepszej definicji samotności, którą pani Krystyna sformułowała w jednym z wywiadów. Mnóstwo w tej książce poczucia humoru, ale takiego „na poważnie”, jak również życiowej mądrości, sentymentalizmu, oceny zmian. Jest to przepiękna historia o mądrej, rozsądnej, ale niezwykle oryginalnej kobiecie, mającej ogromne wyczucie dowcipu👏. Połknęłam tę książkę podczas jednego posiedzenia i jestem pod wrażeniem, jak można żyć bez lodówki, pralki, odgrywać niezwykłe kreacje wyciskające łzy z oczu widzów. A jednocześnie być człowiekiem „niemożliwym”, karcić młodzież za przekleństwa w sposób efektowny, rozkochiwać w sobie motorniczych i kierowców autobusów. Pani Krystyna nie ruszała się z domu bez wierszy księdza Twardowskiego, nie cierpiała zgiełku Warszawy, rozładowywała atmosferę (jak twierdzą jej bliscy) wrodzonym optymizmem. Potrafiła rozpętać piekielną awanturę o papierosy, łamała zasady, ale ubierała się w sklepach dla dzieci. Nie gardziła wódką zaprawioną herbatą, ale gotować nie potrafiła za grosz. Jeśli mieszkacie pod kamieniem i jakimś cudem nie słyszeliście do tej pory o pani Krystynie, to gwarantuję Wam, że i tak spodoba Wam się ta książka. Jej przesłanie jest autentyczne i uniwersalne, tekst czyta się lekko, a dodatkowo jest estetycznie wydana i zawiera zdjęcia z różnych etapów życia aktorki. Polecam, bo można o niej powiedzieć wiele, ale nie to, że jest kiepska.
chwilopylnie - awatar chwilopylnie
ocenił na 8 1 rok temu
Szkody Hania Hoffman
Szkody
Hania Hoffman
„I tak właśnie czuję się przez całe życie. Trochę stąd, trochę stamtąd, trochę obca, trochę swojska, trochę taka, trochę siaka”. Mama ze Śląska. Tata z Wielkopolski. Świat widziany oczami ich córki – dziewczynki z PRL-u, młodej dziewczyny z końca lat 90. jest oprawiony w historyczne ramy i ozdobiony całą paletą wydarzeń, emocji, słów, dźwięków, smaków i zapachów. Wychowana w świecie rytuałów, przesiąkniętym religią i historią, od dziecka tak naturalnie szukająca poczucia przynależności kobieta, próbuje „ocalić przeszłość od zapomnienia”, by żyć świadomie, godnie, odpowiedzialnie, w poczuciu akceptacji i wdzięczności. Jej mozaikowe życie to skrawki przeszłości wielopokoleniowej rodziny i jej samej „powbijane w pamięć niczym drzazgi”. Wielobarwne wspomnienia odległe i bliskie, zamglone i wyraźne, ciepłe i te „o ostro zakończonych brzegach”. Łzy rozpaczy i śmiechu. Małe i duże końce świata. Pożegnania i powroty. Obrazy, które zasłużyły na pamięć i te wołające o zapomnienie. „Szkody” to historia ludzi dla kogoś zwyczajnych, dla innych wyjątkowych. O życiu, historii, tradycji, miłości, nadziei, stracie, bólu, pustce, samotności i o przemijaniu.. Przejmująco bliska sercu opowieść, w której można odnaleźć cząstkę własnych emocji, przenieść się w czasie, spojrzeć z innej perspektywy, zamyślić, uśmiechnąć, wzruszyć.. Polecam.
aniabex - awatar aniabex
ocenił na 9 2 miesiące temu
Udupione przez matki Natasza Socha
Udupione przez matki
Natasza Socha
Czy każda książka tego typu musi być poradnikiem? Otóż absolutnie nie! W dobie deficytu zaufania, to nie lada wyzwanie móc zaufać autorce i powierzyć jej trudne historie życia. Każda z nich zbudowana na fundamentach bólu, w tym nieobecności, nieuważności, krytyki, przesadnego pedantyzmu, narcyzmu i wielu innych. Czytając te wszystkie historie od kobiet, które są już dojrzałe, często same zostały matkami, babciami, a rana wciąż jest świeża poczułam ogromne współczucie dla obu stron. Świadome rodzicielstwo jest bardzo ważne, dlatego ten temat nie jest już tabu. Macierzyństwo to wiele wyrzeczeń, samotności, łączenia mnóstwo różnych ról, a często idzie to w parze z zarabianiem i pozostawaniem samej sobie. Dlatego z tekstu głównie wypływa temat pewnego rodzaju biedy, materialnej, ale i także dorobku traumatycznego z pokolenia na pokolenie. Kiedyś przeczytałam takie powiedzenie, że w wioskach indiańskich przy wychowaniu jednego dziecka brała udział cała wieś. Studiowałam resocjalizację i mieliśmy taki przedmiot historia wychowania- Sparta - Grecja ? To wszystko ewoluowało w innym wymiarze i obrazie, ale wciąż jest. Mało w książce jest opisów relacji kobiet z ojcami, snułam domysły, czy te kobiety wychowywały się tylko z matkami, ale oczywiście tylko w przypadkach, gdzie kobiety o tym po prostu nie wspomniały. Nie potrafię i nie nalegam na ocenę tej książki kto jaki był, bo każdy zagrał kartami, jakie rozdał los. I pozostaje mi na koniec przytoczyć cytat psychiatry doktora Karola Meingera:" Postawa człowieka jest ważniejsza od faktów". A postawą kobiet , które opowiedziały tutaj swoją historię było przede wszystkim nie powielanie tych schematów i walka, jeśli już zaczął się proces wdrażania zachowań krzywdzących własne dzieci. Książka lekko napisana, choć trudny temat, ale jakże potrzebny.
Elizabeth - awatar Elizabeth
ocenił na 10 3 dni temu
Biegnij, Ida! Ada Kussowska
Biegnij, Ida!
Ada Kussowska
Biegnij, Ida!” to finał serii o trzech przyjaciółkach, które w zaskakujący sposób łączą wątki miłosne z codziennymi wyzwaniami zawodowymi. Autorka ponownie udowadnia, że miłość i przyjaźń mogą być źródłem zarówno radości, jak i skomplikowanych problemów. Ida, Natalia i Bernadetta to bohaterki, które każda na swój sposób stawiają czoła życiowym trudnościom. Ida, wciągnięta w romanse z szefem, staje przed konsekwencjami swojego wyboru, najpierw rozmowa z przyjaciółkami o stracie zaufania a później zmierzenie się ostatni raz z szefem. Czy da radę wykreślić raz na zawsze przeszłość.? Natalia, z kolei, staje przed największym wyzwaniem swojego życia – ciążą. Oczywiście przyszła teściowa musi wtrącić swoje trzy grosze. Bernadetta, która wydaje się w swoim żywiole, odkrywa, że czasem „stare, ale jare” może być lepsze niż wszystko, co nowe. Jej związek z Szymonem to prawdziwa uczta dla romantyków, pełna napięcia i namiętności. A także trudności z nowymi wyzwaniami, o których nie ma pojęcia. Styl pisania autorki jest lekki i przystępny, co sprawia, że książkę czyta się z przyjemnością. Dialogi są naturalne, a opisy sytuacji – barwne i sugestywne. Emocje bohaterek są ukazane w sposób, który pozwala czytelnikowi wczuć się w ich sytuacje i przeżywać je razem z nimi. Ostatnia część serii to nie tylko zamknięcie wątków, ale również refleksja nad siłą przyjaźni i miłości. Autorka świetnie pokazuje, że prawdziwe relacje przetrwają nawet najtrudniejsze chwile, a wsparcie bliskich osób jest niezastąpione w chwilach kryzysowych. Ada dziękuję za cudowną przygodę zwariowanych przyjaciółek, za humor, za pikanterie. Życzę niekończącej się feny i z przyjemnością czekam na kolejne książki. Gorąco polecam!
aga_z_ksiazka aga_z_ksiazka - awatar aga_z_ksiazka aga_z_ksiazka
oceniła na 8 3 miesiące temu
Niemożliwe życie Matt Haig
Niemożliwe życie
Matt Haig
Matt Haig przyzwyczaił nas do tego, że potrafi wyłuskać magię z najbardziej prozaicznych elementów codzienności, ale w "Niemożliwym życiu" idzie o krok dalej, serwując literacki oddech pełną piersią. Historia Grace Winters zaczyna się tam, gdzie dla wielu teoretycznie wszystko się kończy – w bezpiecznej, choć nieco przykurzonej rutynie emerytowanej nauczycielki matematyki, której świat nagle zostaje wywrócony do góry nogami przez echo dawnej przyjaźni. Autor z niezwykłą czułością maluje portret kobiety, która zamiast poddać się jesieni życia, decyduje się na skok w nieznane, lądując pośród surowych krajobrazów Ibizy. Ta wyspa w obiektywie Haiga nie jest jednak tylko turystycznym pocztówkowym tłem, lecz tętniącym życiem organizmem, skrywającym tajemnice, które wymykają się logice i chłodnym obliczeniom matematycznym. Śledząc losy Grace, obserwujemy fascynujący proces rozpadu jej dotychczasowego światopoglądu, gdzie sztywne reguły ustępują miejsca cudom, a lęk przed nieznanym zamienia się w kojącą akceptację niewytłumaczalnego. Siłą tej powieści jest sposób, w jaki Haig splata fantastykę z intymnym rozrachunkiem z przeszłością. Prawda o zmarłej przyjaciółce staje się jedynie katalizatorem do znacznie ważniejszej podróży – wgłąb własnych wspomnień i żalów, które Grace nosiła w sobie niczym niepotrzebny balast. To opowieść, która nie tylko koi, ale też prowokuje do zadania sobie pytania o to, ile barw życia tracimy, próbując je za wszelką cenę racjonalizować. "Niemożliwe życie" to w gruncie rzeczy czuły manifest nadziei, udowadniający, że granica między magią a rzeczywistością jest znacznie cieńsza, niż podpowiada nam rozsądek, a na odnalezienie własnego sensu nigdy nie jest za późno. Matta Haiga jak mało kto potrafi łączyć egzystencjalny lęk z ogromną dawką nadziei i szczyptą realizmu magicznego. Pisze również literaturę faktu (np. Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu), w której otwarcie opowiada o swoich zmaganiach z depresją. To właśnie te osobiste doświadczenia sprawiają, że jego fikcyjne historie są tak autentyczne i pełne empatii.
Feliznami - awatar Feliznami
ocenił na 7 2 miesiące temu
Zbieracze borówek Amanda Peters
Zbieracze borówek
Amanda Peters
Dwie rodziny, których absolutnie nic nie łączy, oprócz tego że obie są pokiereszowane przez los i obie nieszczęśliwe. Tylko że jedna z tych rodzin uznała, że można odwrócić zły los nie oglądając się na konsekwencje. Rodzina zamożnych, białych ,wykształconych Amerykanów uznała, że ich prawo do szczęścia jest ważniejsze, niż prawa ubogich, śniadoskórych Mikmaków. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć inaczej, niż głęboko zakorzenionym rasizmem, choć tego tematu autorka nie porusza. Najciekawsze w tej powieści wydaje mi się właśnie to, co zostało przemilczane. Ta powieść nie wzbudza tak silnych emocji, jakich oczekiwałam, ale może właśnie w tym tkwi jej wartość? Nie potrafiłam wczuć się w sytuację głównej bohaterki, ale kiedy teraz o tym myślę, to może jest to zabieg celowy? Może warunki, w jakich Norma została wychowana, pozbawiły ją nie tylko prawdziwej tożsamości, ale też umiejętności wyrażania emocji? Znacznie łatwiej mi było utożsamić się z przepełnionym gniewem i poczuciem winy Joem. Jego życie nie było kryształowe, ale przynajmniej było prawdziwe. Jedna egoistyczna, impulsywna decyzja jednego człowieka i brak właściwej reakcji otoczenia spowodowała nieprawdopodobne konsekwencje dla wielu osób. Ostatecznie nikomu nie przywróciła spokoju i szczęścia. „Zbieracze borówek” nie są jakimś wybitnym literacko dziełem, ale niosą ważne przesłanie, które warto sobie wciąż przypominać. Nie wolno budować własnego szczęścia kosztem drugiego człowieka. To takie proste, a tak łatwo usprawiedliwić swoje niemoralne wybory tysiącem ważnych, a nawet szczytnych celów…
Rabarbar - awatar Rabarbar
ocenił na 6 13 dni temu

Cytaty z książki Miasto moje, a w nim...

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Miasto moje, a w nim...