rozwiń zwiń

Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor

Okładka książki Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor autorstwa C. David Heymann
C. David Heymann Wydawnictwo: Znak Literanova biografia, autobiografia, pamiętnik
528 str. 8 godz. 48 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2023-10-30
Data 1. wyd. pol.:
2023-10-30
Liczba stron:
528
Czas czytania
8 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324092666
Tłumacz:
Adam Olesiejuk, Zofia Szachnowska-Olesiejuk
Przez całe swoje życie Elizabeth Taylor w olśniewający i ekstrawagancki sposób grała jedną wybitną rolę: siebie, ostatnią wielką gwiazdę Hollywood.


„Ona ma wszystko: czar, pieniądze, piękno, inteligencję. Dlaczego nie umie być szczęśliwa?”
Andy Warhol


Jedna z najczęściej fotografowanych kobiet świata, ikona stylu i obiekt niezliczonych plotek. Jej życie było dużo bardziej dramatyczne od ekranowych ról. Opresyjna matka była gotowa zrobić z niej gwiazdę za wszelką cenę – Taylor miała jedenaście lat, gdy podbiła świat rolą w Lassie, wróć! Ślub z dziedzicem hotelowej fortuny Hiltonów wzięła jako osiemnastolatka. Rok później była już po pierwszym rozwodzie.

„Kiedy kogoś kocham, to kocham na sto procent”.

Za mąż wychodziła osiem razy – w tym dwukrotnie za Richarda Burtona, miłość swojego życia. Miała tyle romansów, że nawet Watykan oficjalnie potępił jej rozwiązłość. Ale widzowie kochali spojrzenie jej fiołkowych oczu, a Amerykańska Akademia Filmowa dwukrotnie nagrodziła ją Oscarem.

„Królowa Anglii czekała na mnie dwadzieścia minut, księżniczka Małgorzata trzydzieści, a prezydent Tito godzinę. Więc chyba mogą, do cholery, chwilę na mnie poczekać na jakimś bezsensownym przyjęciu?”

Jej zachowanie mogło doprowadzić do bankructwa wytwórnię filmową. Była właścicielką jednego z najwspanialszych brylantów na świecie. Uwielbiała wystawne życie, ale nigdy nie miała nad nim prawdziwej kontroli.

„Nazywam się Elizabeth Taylor. Jestem uzależniona od alkoholu i narkotyków”.

Znalazła odwagę, aby stawić czoła swoim demonom i w blasku fleszy pojechać na odwyk. Jako jedna z pierwszych bez wahania ruszyła do zbierania pieniędzy na walkę z AIDS w czasach, gdy wszyscy inni woleli zamieść temat pod dywan.

Fascynująca opowieść o najbardziej prywatnych momentach z pełnego romansów, skandali i sprzeczności życia Elizabeth Taylor.
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor



8935 202

Oceny książki Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor

Średnia ocen
7,1 / 10
47 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
915
596

Na półkach:

C. David Heymann, autor biografii znanych postaci, podjął się trudnego zadania opowiedzenia historii jednej z największych ikon Hollywood - Elizabeth Taylor. W swojej książce "Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor" stara się przybliżyć czytelnikowi życie tej wyjątkowej kobiety, które było pełne blichtru, skandali, miłości, i dramatycznych zwrotów akcji. Heymann rozpoczyna swoją opowieść od dzieciństwa Elizabeth, zdradzając, że już od najmłodszych lat Taylor była skazana na bycie gwiazdą. Olśniewający sposób, w jaki przedstawia te wczesne lata, sprawia, że czytelnik nie może się oderwać od lektury. Niewątpliwie Heymann ma dar ukazywania bohaterów swoich biografii z niezwykłą subtelnością, co pozwala nam lepiej zrozumieć ich motywacje i wybory.

Przez kolejne rozdziały autor przewodzi nas przez różne etapy życia Elizabeth Taylor. Zaskakujące momenty jej kariery filmowej, liczne romanse, prace artystyczne i burzliwe życie rodzinne - wszystko to jest przedstawione z rozmachem i starannością. Heymann nie unika trudnych tematów, takich jak liczba małżeństw Taylor czy jej publiczne problemy z alkoholem i narkotykami. Czytelnik ma okazję zanurzyć się w świat wielkiej gwiazdy, której życie było niczym burzliwa opowieść filmowa.

W kontekście jej licznych małżeństw, Heymann starannie analizuje zarówno pozytywne, jak i negatywne strony tych związków. Zwłaszcza małżeństwo z Richardem Burtonem, które było jednym z najbardziej rozpoznawalnych i skandalicznych, jest dokładnie rozpracowane. Czytelnik zdobywa wgląd w zawiłości związków Taylor i zastanawia się nad pytaniem, czy miłość może przetrwać w świetle reflektorów.

Książka rzetelnie podchodzi także do trudnych momentów w życiu Elizabeth, takich jak jej problemy z nałogami. Heymann z odwagą opisuje walkę gwiazdy z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków, ukazując zarówno jej upadki, jak i odwagę stawienia czoła własnym demonom. Jest to aspekt biografii, który zasługuje na pochwałę, gdyż nie tylko skupia się na lśniących momentach kariery, ale również na jej ludzkiej stronie i walce z własnymi słabościami.

Jeden z najciekawszych aspektów biografii to ukazanie presji społecznej, z jaką Elizabeth musiała się zmagać, mimo swojego ogromnego sukcesu i urody. Nawet w świecie, gdzie pozornie wszystko lśni, Taylor doświadczała uprzedmiotowienia i nieludzkich oczekiwań, zwłaszcza związanych z jej wyglądem. Szczególnie poruszający jest fragment, w którym, mimo osiągnięcia wagi zaledwie 57 kg, ponownie została określona jako "otyła". To ukazuje, jak krzywdzące i nieprawdziwe oceny mogą wpływać nawet na najpiękniejsze i najbardziej utalentowane osoby.

Mimo tego, co udało się Heymannowi przekazać, nie można przejść obojętnie obok pewnych braków w tej biografii. Często skupia się na zewnętrznych wydarzeniach i faktach, pozostawiając mało miejsca na emocje samej Elizabeth, choć autentyczność opowieści nie jest podważana, brakuje nam głębszego zrozumienia motywacji i uczuć tej niezwykłej kobiety.
Pomimo tych mankamentów, nie można zapominać o walorach tej biografii. Heymann stworzył fascynującą opowieść o jednej z ostatnich prawdziwych gwiazd Hollywood. Książka jest bogata w szczegóły, a styl autora sprawia, że nawet trudniejsze tematy czyta się płynnie i z zainteresowaniem.

Podsumowując, "Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor" to lektura, która przyciąga uwagę miłośników historii kina, glamuru i życiorysów sławnych postaci. Jednak, dla tych, którzy szukają głębszego zrozumienia psychiki Elizabeth Taylor, książka może pozostawić pewien niedosyt. Heymann zgrabnie opowiada historię, ale czy oddał prawdziwą istotę tej wielkiej gwiazdy? Odpowiedź może być bardziej skomplikowana niż byśmy chcieli. Na pewno jest to prawdziwa gratka dla miłośników biografii i zachęcam do przeczytania nie tylko dla fanów Elizabeth Taylor.

C. David Heymann, autor biografii znanych postaci, podjął się trudnego zadania opowiedzenia historii jednej z największych ikon Hollywood - Elizabeth Taylor. W swojej książce "Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor" stara się przybliżyć czytelnikowi życie tej wyjątkowej kobiety, które było pełne blichtru, skandali, miłości, i dramatycznych zwrotów akcji. Heymann rozpoczyna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

138 użytkowników ma tytuł Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor na półkach głównych
  • 79
  • 55
  • 4
24 użytkowników ma tytuł Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor na półkach dodatkowych
  • 15
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mój Rzym. Spacerem po niezwykłych zakątkach Wiecznego Miasta Magdalena Wolińska-Riedi
Mój Rzym. Spacerem po niezwykłych zakątkach Wiecznego Miasta
Magdalena Wolińska-Riedi
Książka Mój Rzym. Spacerem po niezwykłych zakątkach Wiecznego Miasta Magdaleny Wolińskiej-Riedi to wyjątkowa propozycja dla wszystkich, którzy chcą spojrzeć na Rzym z zupełnie innej perspektywy niż ta znana z klasycznych przewodników. Już od pierwszych stron widać, że nie jest to typowa książka podróżnicza, lecz raczej osobisty, pełen emocji i wspomnień zapis wieloletniego życia autorki w Wiecznym Mieście. Największą siłą tej publikacji jest jej autentyczność. Wolińska-Riedi mieszka w Rzymie od ponad dwóch dekad, co pozwala jej opowiadać o mieście w sposób niezwykle naturalny i wiarygodny. Nie prowadzi czytelnika utartymi szlakami, nie skupia się na najbardziej znanych atrakcjach, lecz zaprasza do miejsc, które żyją własnym rytmem – z dala od tłumów turystów. Dzięki temu książka przypomina bardziej spacer z dobrą znajomą niż lekturę przewodnika. Autorka z dużą czułością opisuje codzienne życie mieszkańców, tworząc barwny obraz miasta, które tętni historią, ale jednocześnie jest pełne zwykłych ludzkich historii. Spotykamy tu zarówno lokalnych rzemieślników, jak i postacie z pogranicza legendy, takie jak fotografowie czy organizatorzy wydarzeń, którzy przez lata współtworzyli klimat Rzymu. To właśnie te opowieści nadają książce głębi i sprawiają, że czytelnik zaczyna postrzegać miasto jako żywy organizm, a nie tylko zbiór zabytków. Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki autorka buduje atmosferę. Opisy są zmysłowe i sugestywne – niemal czuć zapach świeżego espresso o poranku czy słodycz tiramisu w małej rzymskiej cukierni. Wolińska-Riedi umiejętnie operuje detalem, dzięki czemu nawet krótkie sceny zapadają w pamięć. Jej styl jest lekki, przystępny i jednocześnie elegancki, co sprawia, że książkę czyta się z dużą przyjemnością. Warto też podkreślić, że publikacja niesie ze sobą pewną refleksję. Między wierszami pojawia się temat przemijania, zmian i trudności, z jakimi mierzą się tradycyjne rzemiosła czy lokalne biznesy. Autorka nie idealizuje Rzymu – pokazuje jego piękno, ale i kruchość. Dzięki temu książka zyskuje bardziej uniwersalny wymiar i może skłonić czytelnika do zastanowienia się nad losem innych historycznych miast. Nie jest to jednak książka dla każdego. Osoby oczekujące konkretnego przewodnika z listą atrakcji, adresami i praktycznymi wskazówkami mogą poczuć niedosyt. „Mój Rzym” to raczej literacka podróż niż narzędzie do planowania wyjazdu. Wymaga od czytelnika otwartości na narrację osobistą i pewnej refleksyjności. Podsumowując, „Mój Rzym. Spacerem po niezwykłych zakątkach Wiecznego Miasta” to książka nastrojowa, pełna uroku i autentycznego zachwytu nad miastem, które od wieków fascynuje ludzi na całym świecie. To lektura idealna dla tych, którzy chcą poczuć prawdziwego ducha Rzymu i zobaczyć go oczami osoby, która naprawdę go zna i kocha.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii Ann Marks
Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii
Ann Marks
Od jakiegoś czasu odkrywam biografię. Nie czytam ich dużo, ale te na które trafiam robią na mnie ogromne wrażenie. Tak jak na przykład ta. Wcześniej nie miałam pojęcia o takie Vivian Maier, nie miałam pojęcia, że taka osoba istniała. Tutaj dostałam bardzo wnikliwą biografię, z ogromem wiedzy na jej temat. Autorka nie tylko pokazuje suche fakty z jej życia, ale też analizuje jej fotografię i cierpliwie tłumaczy czytelnikowi krok po kroku złożone aspekty twórczości. Po przeczytaniu tej książki zaczęłam całkiem inaczej patrzeć na zdjęcia, bo jak się okazuje ja naprawdę na niewiele rzeczy zwracałam przy nich uwagę. Ot zdjęcie i tyle. A tu okazuje się, że zdjęciami można tak wiele pokazać. Vivian chociażby pokazywała różnice rasowe, niesprawiedliwość z tego płynącą, była ogromną zwolenniczką praw obywatelskich. Pokazywała różnice pomiędzy bogatymi a biednymi. Fotografie były odzwierciedleniem jej poglądów społecznych. Uwielbiała fotografię uliczną. Lubiła wątki kryminalne, chodziła za policjantami, dowiadywała się od nich co się stało w danym zajściu, w swojej kolekcji miała nawet zdjęcie zwłok, niczego się nie bała. Gdy dowiedziała się że córka Charlesa Percy'ego została zamordowana w sypialni, Vivian wkradła się do posiadłości, żeby zrobić zdjęcia, została zatrzymana przez policję, ale nic sobie z tego nie robiła... Lubiła odwiedzać cmentarze... Miała trudne dzieciństwo, rodzinę naznaczoną naprawdę wieloma ciężkimi problemami: narcystyczną matkę, ojca alkoholika czy brata ze schizofrenią i uzależnionego od narkotyków. Dlatego często nie podawała swojego prawdziwego pochodzenia. Była skryta, a nawet potrafiła powiedzieć wprost: nie twój interes. Miała ogromny talent, miała zwyczaj robienia tylko jednego ujęcia. Nie tylko dla oszczędności. Ale dlatego, że była pewna tego co robi, że uchwyci ten jeden, unikalny moment, tą daną chwilę. Zdjęcia robiła szybko i celnie. W książce jest mnóstwo fotografii, do których Autorka dodaje swoje komentarze: o czym mówi dane zdjęcie, co chciała przekazać tym obrazem Vivian i z czego to wynikało. Dlatego tą książkę czyta się płynnie i z wielkim zaciekawieniem. Wszystko jest logiczne i coś wypływa z czegoś. Vivian była fascynująca osobą. Uchodziła za kobietę beznamiętną, oschłą, ale potrafiła uchwycić ogrom emocji na zdjęciu. Z czasem stała się kobietą, którą zapamiętali wszyscy, z którymi miała do czynienia. Zauważano ją, ale nie rozumiano, robiła wrażenie swoim wyglądem, zachowaniem, czasem wcale nie musiała się odzywać. Wchodziła i wychodziła kiedy chciała, nikt nie widział gdzie jadła i gdzie spała. Miała bardzo charakterystyczny żołnierski chód, ogromny rozmiar buta, bo aż 46! Aby robić zdjęcia przemierzała kilometry, była pełna energii, raz nawet wybrała się w podróż dookoła świata! W pewnym momencie gromadziła chorobliwie gazety... Sama nie chciała być fotografowana przez innych i bardzo się bulwersowała jak ktoś to zrobił. Robiła za to autoportrety, które Autorka biografii skrupulatnie analizuje. Ja jestem oczarowana, to była naprawdę bardzo inspirująca podróż! Teraz kolejnym krokiem jest koniecznie obejrzenie filmu: "Szukając Vivian Maier"!
Księgozbiór_Kasiny - awatar Księgozbiór_Kasiny
ocenił na 10 1 rok temu
Róża Napoleona Jacobine Van den Hoek
Róża Napoleona
Jacobine Van den Hoek
Fenomenalna powieść ! Jestem zauroczona tą przepiękna, pełną emocji i uczuć historią. Książkę przeczytałam w kilka dni, nie mogąc się od niej oderwać. Już dawno żadna powieść nie wywarła na mnie takiego wrażenia i oddziaływania, że nawet w przerwach od czytania myślałam o niej i dalszym jej biegu. Romantyczna relacja między Józefiną a Napoleonem intryguje i interesuje mnie już od dawna dlatego ta powieść była dla mnie strzałem w dziesiątkę. W cudowny sposób został oddany klimat XVIII- wiecznej Francji. Przepiękne i szczegółowe opisy pozwoliły na wyobrażenie sobie całej tej opowieści. Książka wywołuje emocje -odczuwałam przeżycia Józefiny, strach związany z rewolucją, uwięzienie jej w Karmelu i trwogę przed gilotyną, a także jej rozterki miłosne. Główni bohaterowie są pełni skrajnych emocji,co jest bardzo dobrze ukazane. Józefina - kobieta silna, bohaterska, pomimo wielu krzywd nie poddaje się i w dodatku jest w stanie pomagać innym. Jej wspaniała osobowość,charakter i uroda doprowadzają ją do zaszczytnego tytułu - cesarzowej Francji. Natomiast Napoleon - młody chłopak, który co pewien czas popada w depresję i nie chce dalej żyć, tak naprawdę jest geniuszem - bystrym i inteligentnym. Jego pewność siebie, stanowczość i chaotyczność łączą się z nagłymi wybuchami gniewu i agresją. Jednak w sytuacjach sam na sam z Józefiną staje się bardzo nieśmiałym, romantycznym i delikatnym młodzieńcem. Sam uważał,że tylko ta jedna kobieta - Józefina pozwoli mu dojść do czegoś wielkiego i tak się stało, po ośmiu latach małżeństwa został cesarzem Francji. Warto wspomnieć,że losy Józefiny i Napoleona splatają się dopiero w drugiej połowie książki. Przez większość książki fabuła poświęcona jest Józefinie przed poznaniem Napoleona, a także (znacznie mniej )Napoleonowi przed poznaniem Józefiny. Józefina występuje tutaj w narracji pierwszoosobowej i jest to ogromna zaleta tej książki,ponieważ odnosi się wrażenie jakby sama Józefina siedziała obok i opowiadała historię. Wszystkie sceny opisane są ze smakiem i wyczuciem. Z chęcią przeczytałabym historię Józefiny w czasach, kiedy była żoną Napoleona. Zdecydowanie polecam tą piękną, romantyczną i wzruszająca powieść.
Dominika Anastazja - awatar Dominika Anastazja
oceniła na 10 1 rok temu
Przybyszewska/Pająkówna. Głuchy krzyk Anna Kaszuba-Dębska
Przybyszewska/Pająkówna. Głuchy krzyk
Anna Kaszuba-Dębska
Anna Kaszuba–Dębska "Przybyszewska/Pająkówna" "Głuchy krzyk", Jakże bolesnym uczuciem dla artysty musi być niemożność całkowitego rozpostarcia twórczych skrzydeł, pozostawanie latami nieodkrytym i niedocenionym, nieustanne dokonywanie wyborów pomiędzy tworzeniem a zabezpieczenaniem rodzinnego bytu, wreszcie poczucie bycia niezrozumianym i ukrywanie się w cieniu, w otoczeniu własnych, krążących bez ustanku demonów. A jeśli twórczynią jest kobieta żyjąca na przełomie XIX i XX wieku albo też trochę później ? Ma jeszcze trudniej, bo w jej wypadku nie liczą się jedynie pieniądze ułatwiające wyjazd za granicę w celu dalszego kształcenia. Tutaj poprzeczka zawieszona jest jeszcze wyżej. Musi znaleźć zrozumienie w rodzinie, która pozwoli na opuszczenie domu oraz w społeczeństwie nie nawykłym jeszcze do tego, by postrzegać kobietę jako osobę niezależną, powstrzymując się od jakichkolwiek ocen. Musi wreszcie mieć również mnóstwo siły i szczęścia, by rozwijać swój talent, nie wpadając przy tym w przeróżne, czyhające po drodze zasadzki. Można by stwierdzić, że pochodząca z chłopskiego domu, ale wychowywana prawie jak córka przez Helenę z Dzieduszyckich Pawlikowską Aniela Pająkówna, będzie miała wszystko, aby późniejsza jej kariera malarska rozwijała się coraz intensywniej. Wykształcenie, odrobina talentu i mnóstwo włożonej w to ciężkiej pracy, bez jakichkolwiek czyhających z zewnątrz pokus. Do czasu aż na jej drodze pojawi się Stanisław Przybyszewski, w niedalekiej przyszłości ojciec jej córki – Stanisławy. Niespełniona miłość jest jak fatum, które najpierw pogrąży Anielę – pannę z dzieckiem, a za kilkanaście lat w swoją sieć złapie młodziutką Stasię. "Przybyszewska/Pająkówna" oparta w dużej mierze na licznie zachowanych, pisanych do Anieli przez Przybyszewskiego listach, a następnie bogatej korespondencji wysyłanej przez Stasię do przybranej siostry Iwi Bennet, córki Przybyszewskiego z małżeństwa z Dagny, stanowi niezwykle intensywny zapis rodzinnego dramatu, jaki rozgrywał się latami. Najpierw z udziałem zakochanej w Stanisławie i swojej córce Anieli, a następnie żyjącej w ubóstwie Stachny, która obsesyjnie zawładnięta myślami o doskonaleniu swojej twórczości, całkowicie zamknie się przed światem zewnętrznym. W liście do ówczesnego przyjaciela Wacława Dziabaszewskiego, z którym z resztą zerwie później wszelkie kontakty Stanisława pisze: "Doprawdy, nikt chyba na ziemi nie posiada w tak doskonałym stopniu co ja przywileju wiekuistego czekania na odpowiedzi, które, gdy nareszcie przyjdą, nie są odpowiedziami". Umierając dość młodo ani Aniela, ani Stanisława jako twórczynie nie doczekały niestety szczęśliwego artystycznego spełnienia.
urszula_gala - awatar urszula_gala
oceniła na 9 2 lata temu
Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową Robert Samuels
Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową
Robert Samuels Toluse Olorunnipa
Robert Samuels, Toluse Olorunnipa "Nazywa się George Floyd" Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową, przełożył Maciej Potulny, "– Dziś zaczyna się przełomowy proces, który będzie swoistym referendum w sprawie tego, jak daleko zaszła Ameryka w dążeniu do równości i sprawiedliwości dla wszystkich – powiedział. – Nie miejmy złudzeń; na ławie oskarżonych siedzi Chauvin, ale to cała Ameryka jest sądzona – dodał. – Cała Ameryka stoi przed sądem. Przekonamy się, czy dotarliśmy już do etapu, na którym możemy wyciągnąć konsekwencje wobec policjanta, jeśli łamie on prawo". 25 maja 2020 roku w Minneapolis przed sklepem spożywczym został zamordowany George Floyd. Afroamerykanin przez klika minut obezwładniany w publicznym miejscu przy gromadzących się przechodniach przez białego policjanta Dereka Chauvina w sposób, który przypominał duszenie tętnicze. Chwilę wcześniej zatrzymany przez policję z powodu podejrzenia, że mógł użyć fałszywego banknotu. To prawda, że przemoc rodzi się również z małych rzeczy. Może mieć na nią wpływ miejsce urodzenia, rodzina, otoczenie czy nawet ludzkie predyspozycje. Jeśli spojrzeć wstecz na historię obu mężczyzn, tak mogło być również w ich przypadku. A jednak "Nazywa się George Floyd" jest nie tylko bardzo szczegółowo opisaną tragiczną ludzką historią. Nie dziwi więc przyznana książce Nagroda Pulitzera i finał Book Award. Nie jest również jedynie opowieścią o segregacji społecznej i instytucjonalnym rasizmie Stanów Zjednoczonych. Jest przede wszystkim obrazem kraju, którego demokratyczne korzenie są dziś niczym kolos na glinianych nogach, konglomeratem instytucji państwowych niedostosowanych do współczesnych wyzwań. I bardzo dobrze się to czyta.
urszula_gala - awatar urszula_gala
oceniła na 8 1 rok temu
Złe kobiety María Hesse
Złe kobiety
María Hesse
„Wariatki, dziwki, wiedźmy, intrygantki, manipulantki.. po prostu ZŁE KOBIETY”. Zachwycona pięknym wydaniem i co najmniej intrygującym opisem, bardziej chcąc niż nie chcąc, przywiozłam sobie z Targów Książki w Białymstoku – „Złe kobiety”. I tak sobie leżały („one”) na półce, aż się doczekały.. No i popłynęłam. Z lampką wina w jednej dłoni i książką w drugiej, w wygodnym fotelu prywatnej biblioteczki – trafiłam na zacny „zlot czarownic”. I bawiłam się bodaj przednio. „Złe kobiety” to fascynująca, pełna sarkazmu i ironii, mądrości i głupot, naszpikowana ciekawymi spostrzeżeniami i obnażająca kilka kłamstw – pouczająca rozprawa kobiety o kobietach. Tych: 💃oznaczonych „szkarłatną literą”, 💃wskazywanych palcem, 💃uznanych za winne, 💃napiętnowanych etykietami, 💃mściwych i szalonych, 💃kłamliwych i ambitnych, 💃rozpustnych i morderczych, 💃pełnych wad.. i zalet, 💃kapryśnych i histerycznych, 💃zdradzających własną naturę, 💃emocjonalnych, 💃nieracjonalnych, 💃pozbawionych rozsądku, 💃łamiących konwenanse, 💃o „konfliktowym” charakterze, 💃o destrukcyjnej naturze, 💃które przekraczają granice, 💃którym odebrano wolność i nie pozwolono czuć się dobrze we własnej skórze, 💃które zeszły na manowce. Bo świat jest pełen takich kobiet. I nie można ich ignorować. Bo my mamy prawo do różnorodności fizycznej, intelektualnej, charakteru, wieku, rasy, orientacji, marzeń i ambicji. I chyba dziś warto ze wszech miar podkreślić, że każdy szept może zmienić się w krzyk.. Polecam💃.
aniabex - awatar aniabex
ocenił na 7 1 rok temu
Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki Alan Rickman
Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki
Alan Rickman
„Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki” to niezwykły zapis ponad dwóch dekad życia jednego z najbardziej charyzmatycznych aktorów swojego pokolenia – Alana Rickmana. Obejmujące lata 1993–2015 zapiski są czymś więcej niż kroniką zawodowych sukcesów. To intymny portret artysty świadomego swojego talentu, ale też pełnego wątpliwości, ironii i czułości wobec świata. Rickman, znany szerokiej publiczności z ról w filmach takich jak Die Hard, Sense and Sensibility czy serii Harry Potter and the Philosopher's Stone (gdzie stworzył niezapomnianą postać Severusa Snape’a), w swoich dziennikach pokazuje zupełnie inne oblicze – prywatne, refleksyjne, momentami zaskakująco surowe. Jego notatki są błyskotliwe, pełne trafnych obserwacji i charakterystycznego, lekko sarkastycznego humoru. Jednym z największych atutów książki jest jej szczerość. Rickman nie tworzy własnej legendy. Zamiast tego odsłania kulisy pracy aktora: zmęczenie planem filmowym, napięcia w branży, niepewność co do artystycznych wyborów. Czytelnik ma wrażenie, jakby siedział obok niego w garderobie, słuchając półgłosem wypowiadanych myśli. Opisy pracy nad kolejnymi projektami – zarówno filmowymi, jak i teatralnymi – pokazują jego ogromny profesjonalizm i dbałość o detal. Rickman traktował aktorstwo nie jako zawód, lecz jako rzemiosło wymagające dyscypliny i nieustannego rozwoju. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące relacji międzyludzkich. Aktor z czułością pisze o przyjaźniach, współpracownikach i spotkaniach, które go ukształtowały. Widać jego lojalność i głęboką potrzebę autentyczności. Przedmowa autorstwa Emma Thompson nadaje książce dodatkowy, osobisty wymiar – to głos przyjaciółki, która znała Rickmana nie tylko jako gwiazdę, ale jako człowieka o wielkim sercu i nieprzeciętnej inteligencji. Dzienniki są również zapisem zmieniającego się świata – branży filmowej, polityki, kultury. Rickman, jako niestrudzony działacz społeczny, komentuje wydarzenia z wyraźnym zaangażowaniem. Nie boi się wyrażać opinii, czasem krytycznych, ale zawsze przemyślanych. Ta warstwa czyni książkę czymś więcej niż wspomnieniami aktora – to także dokument epoki widzianej oczami wrażliwego obserwatora. Styl Rickmana jest oszczędny, lecz sugestywny. Krótkie zapiski potrafią oddać całą gamę emocji – od ekscytacji po rozczarowanie. Momentami forma dziennika sprawia, że narracja jest fragmentaryczna, co może wymagać od czytelnika skupienia, ale jednocześnie nadaje lekturze autentyczności. To nie jest wygładzona autobiografia, lecz prawdziwy zapis myśli, często powstających „tu i teraz”. „Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki” to książka dla tych, którzy chcą zobaczyć, co kryje się za sceniczną maską. To opowieść o pasji, pracy i przemijaniu, ale także o wdzięczności i miłości do sztuki. Czytając ją, można niemal usłyszeć charakterystyczny, głęboki głos Rickmana – spokojny, ironiczny, a jednocześnie pełen ciepła. To pożegnanie z artystą, który pozostawił po sobie nie tylko wielkie role, lecz także mądre, przenikliwe słowa.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Sekty. Uwodziciele tłumów, fanatyczni wyznawcy i mechanizmy manipulacji Kevin Conley
Sekty. Uwodziciele tłumów, fanatyczni wyznawcy i mechanizmy manipulacji
Kevin Conley Max Cutler
Jim Jones, Charles Manson, David Koresh, Marshall Applewhite, a nawet Chizuo Matsumoto, to klasyczne przykłady sylwetek potężnych przywódców i liderów organizacji czy też ugrupowań popularnie zwanych ,,Świątyniami” ,,Rodzinami” i temu podobnymi. Jednak najpopularniejszym określeniem, które scala wszystko to, co ci ludzie oraz ich poddani a’la ,,niewolnicy ich charyzmy” wykonują, jak i funkcjonują jako zbiorowy byt, ujarzmieni przez swoich guru pod egidą funkcjonowania i jej celu zbiorowej ,,Wspólnoty”, gdzie bardzo trudna, na pierwszy rzut oka niejednoznaczna osobowość wodza, ot indywidualny aparat opresyjny, którym tak naprawdę jest to aspekt najważniejszy i przewodni o Wspólnocie stanowiący... jest pojęcie „Sekty”. Sekty to indoktrynacja, pozbawianie jej ,,członków” wolnej woli, osobowości i stałości podstawowego wrażenia i pewności bezpieczeństwa psychicznego. To ponad wszystko emocjonalny fałsz, makiawelizm i bezduszność w czystej postaci. Coś, co chyba z historii istnienia naszej Cywilizacji nie zniknie, a jak już tak chyba wraz z ostatnią grupą ludzi na Ziemi. Mój specyficzny stosunek do zjawiska i fenomenu Sekt – bo co by nie było Świat idzie do przodu, a one istniały, istnieją i istnieć będą – Organizacji, które mają czelność nazywać się ,,Rodzinami”, ,,Ruchami społeczno-religijnymi”, ,,Wspólnotami Wiary” i temu podobnie, jest dość specyficzny, mógłbym powiedzieć trudny. Nie czuję do Sekt czystej nienawiści, bo w gruncie rzeczy nigdy w Sekcie nie byłem, a z szerszej perspektywy na nienawiść nie powinno się odpowiadać, ot tak z miejsca… nienawiścią. Dziesiątki lat temu miało miejsce pewne tragiczne wydarzenie, które na całe dekady, jak nie na zawsze, niczym ku kresu samego czasu, zmieniło oblicze gatunku ludzkiego, jak i całej Cywilizacji. To, co i jak miało wtedy miejsce, ile niewinnych dusz zabrało ze sobą do nieba, wręcz wzorcowo i ,,idealnie aż pod sufit” podsumowało nas jako ,,gospodarza” Ziemi – jako jej właściciela, który jest na niej rzekomo najważniejszym gatunkiem, który jest Panem doklejającym do niej metkę jako dowód zakupu na wyłączność. Rzecz rozchodzi się o Świątynię Ludu ,,wielebnego” Jima Jonesa, który był dla tej ogromnej rzeszy ludzi niczym nieskalany żadnym grzechem ,,Ojciec”, jak pastor dbający o swoje stado owieczek, które trzeba pokierować do ,,światła”, do większego celu. To pan Jones, który wydawał się być dla kilkuset swych wyznawców pomagający, troskliwym, zawsze praktycznie wszechobecnym, a co za tym idzie wszechmocnym, był ,,zapalnikiem” straszliwej tragedii, które rozegrała się w siedzibie Organizacji pastora, na Gujanie, 18 listopada 1978. Ten dzień zapamiętał nie tylko ten rozumiany jako ,,boży”, ale i jako zwykły nie patrząc się na żadną religię czy przekonania ludzi świat. Ponad 900 osób popełnia wtenczas zbiorowe samobójstwo. Jest prawie cała obecna w Świątyni liczba jej wyznawców i osadników zarazem. To ci nieszczęśnicy, jeśli tak to można określić, na prośbę ,,Jimbo” Jonesa postanowili zażyć truciznę (zdarzali się i tacy wyznawcy, którzy się temu opierali, ale koniec końców siła wpływu ,,Kaznodziei” przeważyła – ci ludzie, co bardzo tragiczne i dramatyczne, i tak tego dokonali… i tak odebrali sobie resztę swoich dni, które na ziemskim padole mogli spędzić w zupełnie inny sposób) i raz na zawsze odejść z tego Świata, rzeczywistość według nich przykrej, pełnej spisku i wścibstwa (bo tak zinfiltrował ich umysły ,,Jimbo”). A wszystko to w ten sam dzień, ale 12 lat wcześniej… w dzień moich urodzin. Atonalność, apoteoza, antyteza: to takie trzy określenia rozpoczynające się na literę ,,A”, a jest to dopiero pierwsza litera alfabetu – słowa z którymi kojarzy mi się działalność Sekt, jej wpływ na jednostkę, grupy, rodziny członków etc. ,,Złe byty” wśród Organizacji i rozmaitych Zrzeszeń, co nigdy nie powinno mieć miejsca, a jednak się zdarza – w końcu człowiek to zwierzę stadne, gdzie w grupie umysł może zacząć reagować na pewne zjawiska nieco inaczej, zmieniając się w okoliczności wielu ,,wpływów” i innego rodzaju bodźców wręcz nieoczekiwanie – przyciągają tysiące ludzi do swojego ,,schronienia”. I ten trend, nawet patrząc na to jak technologia i nauka ściera się coraz bardziej z religią, w pewnych polach lekko ją ,,naruszając”, wciąż się utrzymuje. Same seriale Netflixa pt. ,,Jak zostać przywódcą sekty”, 6 odcinków, dość nowa produkcja, z elementem przymrużenia oka traktująca nie tyle co o Sektach i ich liderach, a raczej o staniu się nimi; także poruszający, mocny dokument, bardziej dramatyczny i twardo stąpający po Ziemi od poprzednika pt. „Wrota Niebios. Sekta nad sektami” wyemitowany w ilości 4 odcinków, na platformie streamingowej HBO Max. To te tytuły, te nowatorsko podchodzące do omawianego zagadnienia, dostatecznie mocno choć z różną dla siebie charakterystyką i stylem to właśnie podkreślają, aż krzycząc tym bardzo mocno: jak niebezpieczne były, są i będą chyba już na zawsze ugrupowania, w którym słowo porządek jest ładnym upakowaniem ,,chaosu zła i niemoralności”, który tam panuje – ugrupowania zwane przez cały tabun socjologów, psychologów, behawiorystów i zwykłych ludzi… Sektami. Tak, to dzięki m.in. tym tworom małego ekranu oraz książce z gałęzi reportażu faktu z szczegółową dozą informacji w jej temacie pt. „Co się stało w Jonestown? Sekta Jima Jonesa i największe zbiorowe samobójstwo” autorstwa Jeffa Guinna, w jakiś dziwny sposób – mimo mojego ,,urodzinowego” związku z masakrą w Jonestown, o czym powyżej napomknąłem – postanowiłem wziąć się za kolejną lekturę w tym ciężkim i problematycznie szerokim do analizy i inteligentnej dysputy ,,sekciarskim” zagadnieniu. Tą publikacją okazał się tytuł „Sekty. Uwodziciele tłumów, fanatyczni wyznawcy i mechanizmy manipulacji” od Kevina Conleya i Maxa Cutlera. Sekty, to, jak podkreślam zawsze przy tego rodzaju kwestiach, o których piszę lub debatuję z innymi ludźmi, temat do dyskusji nader trudny. Autorzy Conley i Cutler udowadniają, że Sekty to coś z naszego Świata zarówno nam bliskiego jak i dalekiego. Z jednej strony martwimy się zagadnieniami i zjawiskami społecznymi tego typu, gdyż dotyczy to najbardziej zwykłych, często typowo przeciętnych ludzi, na pierwszy rzut oka szczęśliwych i spełnionych zawodowo w swym barwnym pełnym emocji życiu - ludzi, którzy dają się jednak omamić sile charyzmy danego potężnego przywódcy i wszelakim prawidłom głoszonym przez to, co on i jego podwładni w tak zwanej ,,Wspólnocie" prawią, co skutkuje, jak wspomniałem powyższym, zatraceniem i spłyceniem psychicznym takiej osoby, zmianą jej, ,,wewnętrznego Ja", czego ze swojej perspektywy nie jest ona w stanie zauważyć. Mało tego, taki osobnik uważa wręcz taką zmianę jako wejście na inny stan istnienia, jakby wyjście poza dotychczasową zbędną cielesność. Tak, twórcy omawianej publikacji tak właśnie przedstawiają, choć to duże uproszczenie, ten znany tylko Sektom ich własny mikrokosmos, który istnieje tylko dla ich członków i ,,Lidera". Dwójka twórców tej bardzo ,,twardej" w odbiorze, z jednej strony pragmatycznej literatury, swoje opinie opiera na rozległych wnioskach, badaniach, wywiadach - to dość nietypowy reportaż i twór z pogranicza ,,faktu". Mamy tu sporo nowych i podanych nieco inaczej treści o rzeczywistości, w której żyjemy, a którą postrzegają Sekty czy sektopodobne Organizacje, Rodziny, Unie Religijne. To zawsze zastanawia odbiorcę i nasuwa masę refleksji i jakby pytań retorycznych w stylu: ,,czy przed kimś takim można się chronić? To psychopaci, czy faktycznie ludzie z wizją, której nigdy nie spełnią, i z której szkód wyrządzonych przez dążenia do jej realizacji nie zdają sobie sprawy?”. Nie, jestem tego rodzaju osobą, która nie chciałaby w żadnym wypadku nigdy doświadczyć w swoim życiu, życiu mojej rodziny i znajomych, czegokolwiek związanego z wszystkim tym, co swoimi obłymi, wstrętnymi mackami dosięgają i niszczą Ugrupowania, o których mowa. Szczególnie zdałem sobie sprawę z tego, gdy z uwagą oglądałem wspomniany nieco wyżej 4-odcinkowy miniserial o ,,Wrotach Niebios”. I przyznam bez bicia, to ta produkcja miał dość spory, ale nie ostateczny udział, w ,,zmuszeniu” mnie do sięgnięcia po te książkę jako swoją kolejną lekturę. Przypadek ,,Wrót” to potężna przestroga – ostatecznie Marshall Applewhite pchnął swych wyznawców do popełnienia samobójstwa w imię czegoś, co na Ziemi ich biologiczne ciała nigdy by nie osiągnęły. Tłumaczył im, że śmierć drogą samobójstwa to jedyna godna ich jestestwa, którym są teraz obecnie, możliwość opuszczenia ludzkiego ciała i przeistoczenia się w ,,Istotę wyższego poziomu”. 26 marca 1997 roku policja odkryła ciała 39 członków grupy. Czy można było tego uniknąć? I tak, i nie – odpowiedź na tak trudną kwestię podchodzi pod problem dylematu moralnego. Zainteresowanie rządu osobą Marshalla, władz lokalnych, monitorowanie bezpieczeństwa osób do do tej czy jakiejkolwiek innej sekty się dostających, i to z własnej woli; także stworzenie szerszych przepisów regulujących ,,działania” tego czegoś, co z punktu Statusu społecznego, prawnego, jak i z punktu widzenia Sekty jako złowrogiej, nastawionej do ogółu tkanki społecznej dość agresywnie i atakująco, byłoby dla nas wszystkich szalenie istotne. A czy tak się dzieje i dzisiaj? Sądzę, że częściowo temat jest zmieciony pod dywan, gdyż w dobie massmediów i ,,socialmediów”, cóż, te ,,prawdziwe” Sekty, niestety, mają trudniej, aby całkowicie ukryć swoje działania. Jednak mimo wszystko… działają; wnikliwi w temacie geecy śledzący ,,sektowy” temat wiedzą w czym rzecz. Co ciekawe ,,Uwodzicieli tłumów”, jako literaturę z granicy gatunku reportażu i nauk psychokryminologicznych, można uznać za luźno, dobrze dostrojony informacjami reportaż jak i kompendium wiedzy w naukach socjologicznych i psychologicznych. Autorzy zachowują umiar w dozowaniu czysto akademickiej nomenklatury oraz w kreowaniu odpowiednio ,,napięciowej”, suspensowej atmosfery (podając odpowiednie ku temu przykłady), aby dane zjawiska i tematy zaznaczyć i opisać. I tak, nie miałem pojęcia, że słowo ,,Sekta” przed ,,erą” Mansona oznaczało grupę szalonych, niegroźnych i dość samodzielnych hippisów. Totalne gratki dla naszych pisarzy-specjalistów za to, że nie bali się korzystać z prac uznanych psychiatrów i kryminologów, jak z dzieł Roberta D. Hare’a czy H. M. Cleckley’a. Kapitalna praca, choć odnoszę wrażenie, iż przeznaczona jest ostatecznie dla ,,szperaczy" - mega zajaranych ludzi, poszukujących wszystkiego z tym związanego, tematyką Sekt etc.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 4 miesiące temu

Cytaty z książki Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Liz. Biografia intymna Elizabeth Taylor