Paryż belle epoque. Sekrety miasta świateł

Okładka książki Paryż belle epoque. Sekrety miasta świateł
Małgorzata Gutowska-AdamczykMarta Orzeszyna Wydawnictwo: Rebis historia
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2023-09-26
Data 1. wyd. pol.:
2023-09-26
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381886086
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Paryż belle epoque. Sekrety miasta świateł w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Paryż belle epoque. Sekrety miasta świateł



książek na półce przeczytane 1962 napisanych opinii 1118

Oceny książki Paryż belle epoque. Sekrety miasta świateł

Średnia ocen
7,3 / 10
77 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
124
25

Na półkach:

Na pewno nie jest to książka dla każdego: żeby wynieść z niej jak najwięcej, trzeba już choć trochę orientować się w świecie historii sztuki (zwłaszcza malarstwa i literatury) tego okresu - w przeciwnym razie mnogość nazwisk i nurtów może frustrować i przytłaczać. Jeśli jednak ma się już na ten temat podstawową wiedzę, można w tej książce znaleźć wiele ciekawych historii, anegdot oddających ducha czasów, który był bez wątpienia tyleż magiczny, co i okrutny (a autorki nie uciekają od opisu tego, o czym cały świat, idealizujący belle epoque w obawie przed tym, że odbierze jej się zasłużone miejsce w rozwoju ludzkości i sztuki, chciałby jednak zapomnieć). Dla mnie dużym plusem było też wydanie książki: ładny papier i liczne ilustracje.

Na pewno nie jest to książka dla każdego: żeby wynieść z niej jak najwięcej, trzeba już choć trochę orientować się w świecie historii sztuki (zwłaszcza malarstwa i literatury) tego okresu - w przeciwnym razie mnogość nazwisk i nurtów może frustrować i przytłaczać. Jeśli jednak ma się już na ten temat podstawową wiedzę, można w tej książce znaleźć wiele ciekawych historii,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

362 użytkowników ma tytuł Paryż belle epoque. Sekrety miasta świateł na półkach głównych
  • 262
  • 94
  • 6
53 użytkowników ma tytuł Paryż belle epoque. Sekrety miasta świateł na półkach dodatkowych
  • 28
  • 10
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3
  • 1

Inne książki autora

Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Ukończyła Wydział Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie. Debiutowała jako scenarzystka serialu „Tata, a Marcin powiedział…” emitowanego na antenie TVP 1. Jest autorką kilkunastu powieści, które wzruszają, rozweselają i zachwycają coraz więcej czytelniczek niezależnie od wieku. Ogromną popularnością cieszy się między innymi trzytomowa saga Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk pt. „Cukiernia Pod Amorem”. Na podstawie książki „Jak zabić nastolatkę (w sobie)?” powstał spektakl „Czterdziestka w opałach”. Za powieść „13. Poprzeczna” autorka otrzymała nagrodę polskiej sekcji IBBY w kategorii „Książka Roku 2008”.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii Ann Marks
Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii
Ann Marks
Od jakiegoś czasu odkrywam biografię. Nie czytam ich dużo, ale te na które trafiam robią na mnie ogromne wrażenie. Tak jak na przykład ta. Wcześniej nie miałam pojęcia o takie Vivian Maier, nie miałam pojęcia, że taka osoba istniała. Tutaj dostałam bardzo wnikliwą biografię, z ogromem wiedzy na jej temat. Autorka nie tylko pokazuje suche fakty z jej życia, ale też analizuje jej fotografię i cierpliwie tłumaczy czytelnikowi krok po kroku złożone aspekty twórczości. Po przeczytaniu tej książki zaczęłam całkiem inaczej patrzeć na zdjęcia, bo jak się okazuje ja naprawdę na niewiele rzeczy zwracałam przy nich uwagę. Ot zdjęcie i tyle. A tu okazuje się, że zdjęciami można tak wiele pokazać. Vivian chociażby pokazywała różnice rasowe, niesprawiedliwość z tego płynącą, była ogromną zwolenniczką praw obywatelskich. Pokazywała różnice pomiędzy bogatymi a biednymi. Fotografie były odzwierciedleniem jej poglądów społecznych. Uwielbiała fotografię uliczną. Lubiła wątki kryminalne, chodziła za policjantami, dowiadywała się od nich co się stało w danym zajściu, w swojej kolekcji miała nawet zdjęcie zwłok, niczego się nie bała. Gdy dowiedziała się że córka Charlesa Percy'ego została zamordowana w sypialni, Vivian wkradła się do posiadłości, żeby zrobić zdjęcia, została zatrzymana przez policję, ale nic sobie z tego nie robiła... Lubiła odwiedzać cmentarze... Miała trudne dzieciństwo, rodzinę naznaczoną naprawdę wieloma ciężkimi problemami: narcystyczną matkę, ojca alkoholika czy brata ze schizofrenią i uzależnionego od narkotyków. Dlatego często nie podawała swojego prawdziwego pochodzenia. Była skryta, a nawet potrafiła powiedzieć wprost: nie twój interes. Miała ogromny talent, miała zwyczaj robienia tylko jednego ujęcia. Nie tylko dla oszczędności. Ale dlatego, że była pewna tego co robi, że uchwyci ten jeden, unikalny moment, tą daną chwilę. Zdjęcia robiła szybko i celnie. W książce jest mnóstwo fotografii, do których Autorka dodaje swoje komentarze: o czym mówi dane zdjęcie, co chciała przekazać tym obrazem Vivian i z czego to wynikało. Dlatego tą książkę czyta się płynnie i z wielkim zaciekawieniem. Wszystko jest logiczne i coś wypływa z czegoś. Vivian była fascynująca osobą. Uchodziła za kobietę beznamiętną, oschłą, ale potrafiła uchwycić ogrom emocji na zdjęciu. Z czasem stała się kobietą, którą zapamiętali wszyscy, z którymi miała do czynienia. Zauważano ją, ale nie rozumiano, robiła wrażenie swoim wyglądem, zachowaniem, czasem wcale nie musiała się odzywać. Wchodziła i wychodziła kiedy chciała, nikt nie widział gdzie jadła i gdzie spała. Miała bardzo charakterystyczny żołnierski chód, ogromny rozmiar buta, bo aż 46! Aby robić zdjęcia przemierzała kilometry, była pełna energii, raz nawet wybrała się w podróż dookoła świata! W pewnym momencie gromadziła chorobliwie gazety... Sama nie chciała być fotografowana przez innych i bardzo się bulwersowała jak ktoś to zrobił. Robiła za to autoportrety, które Autorka biografii skrupulatnie analizuje. Ja jestem oczarowana, to była naprawdę bardzo inspirująca podróż! Teraz kolejnym krokiem jest koniecznie obejrzenie filmu: "Szukając Vivian Maier"!
Księgozbiór_Kasiny - awatar Księgozbiór_Kasiny
ocenił na 10 1 rok temu
Panowie nas tu przesiedlili. O przymusowych przesiedleniach w Szwecji Elin Anna Labba
Panowie nas tu przesiedlili. O przymusowych przesiedleniach w Szwecji
Elin Anna Labba
Wyrzut sumienia Skandynawii: przymusowe przesiedlenia Saamów, jakie miały miejsce na początku XX wieku, gdyż Szwecja i Norwegia doszły do wniosku, że przydałoby się ograniczyć pogłowie reniferów i przeznaczyć tereny na północy dla rolnictwa (serio, tundra to dobre tereny uprawne?). Temat jest chyba mało znany. Skutkiem było rozdzielanie rodzin, a także całych zżytych ze sobą społeczności, utrata tożsamości narodowej, pognębienie tych ludzi, traktowanych jako "gorsza rasa", która nie wie co dla niej dobre, więc trzeba im pomóc i ją ucywilizować, tj. zmusić, żeby żyli jak wszyscy inni. Dla mnie to też jest opowieść o tym, jak współczesny człowiek traktuje naturę: sztuczne wytyczanie granic, których przecież nie znają zwierzęta (ani ludzie swobodnie żyjący na tych terenach), przemieszczanie zwierząt zgodnie z kaprysem człowieka, a bez uznania ich naturalnych habitatów, zabieranie terenu przyrodzie. Autorka tego reportażu bazuje na opowieściach nielicznych już świadków, starając się "ocalić je od zapomnienia". Niestety średnio się udaje zebrać to w spójną opowieść - dla czytelnika nie pochodzącego ze Skandynawii będzie tu zbyt wiele zupełnie nic nie mówiących mu nazw geograficznych i nazwisk nie do zapamiętania, wskutek czego trudno wyobrazić sobie te wydarzenia. Mało tu było dla mnie takiej treści natury "ogólnej", objaśniających cytowane wspomnienia. Natomiast wartości dodają liczne fotografie i ilustracje.
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na 6 2 miesiące temu
Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy Marek Węcowski
Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy
Marek Węcowski
Spojrzenie z dystansu faktycznie pomaga inaczej ocenić nasze bieżące bolączki - i to nie chodzi o dystans kilku czy kilkudziesięciu lat, ale cofnięcie się nawet do antyku, a nawet rzut okiem wstecz na całą historię ludzkości. Na przykład liczne pandemie, w porównaniu do których pandemia Covid-19 jawi się jako ledwie drobnostka. Tu autor odnosi się m.in. do bieżącego kryzysu demokracji, opowiadając o tym, jak wyglądała demokracja w swojej ojczyźnie, czyli starożytnej Grecji. Rozkłada też na czynniki pierwsze modną teraz "pułapkę Tukidydesa". Jest to trochę inne podejście do historii starożytnej, niż to klasyczne - od daty do daty, od wojny do wojny - i nie jest też celem tej pozycji przedstawianie historii starożytnej, ale właśnie odniesienie do niej naszych bieżących wydarzeń (co wynika zresztą z opisu książki). Trudno w takiej sytuacji zarzucać "jałowe wtręty o Ukrainie", skoro wojna za wschodnią granicą od 4 lat kształtuje sytuację na świecie i sprawia, że zadajemy sobie pytania o naszą przyszłość. Chyba że ktoś żyje pod kamieniem... A czy naprawdę "historia lubi się powtarzać", czy też tylko tak się nam zdaje? Często powtarzamy też tego typu frazesy, nie zdając sobie sprawy, o ile życie dawniej różniło się od obecnego. A poza tym chodzi o to, żeby się nie powtarzała... Najciekawsze wydało mi się pytanie "I my rozliczamy polityków, ale czy potrafimy rozliczyć samych siebie z katastrofalnego błędu ich popierania?".
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Puszka Pandory. Kobiety w mitologii greckiej Natalie Haynes
Puszka Pandory. Kobiety w mitologii greckiej
Natalie Haynes
Sięgając po „Puszkę Pandory” Natalie Haynes, spodziewałem się czegoś, co rzuci nowe światło na znane mi od dziecka historie. I faktycznie, autorka proponuje inne podejście do mitologii greckiej, stawiając w centrum perspektywę kobiet – postaci często spychanych na margines lub przedstawianych w bardzo jednostronny sposób. To zdecydowanie największy wyróżnik tej pozycji, który sprawia, że czytało mi się ją z zainteresowaniem. Nie jest to może literatura wybitna, ale na pewno dobre, rzetelne czytadło. Styl Haynes jest lekki, dzięki czemu przez kolejne rozdziały płynąłem dość szybko, a tempo lektury ani przez chwilę mnie nie nużyło. Bardzo doceniam warstwę merytoryczną – na duży plus zasługuje bibliografia, która jest naprawdę obszerna i pokazuje, że autorka wykonała solidną pracę badawczą, zanim przelała swoje myśli na papier. Czy warto poświęcić jej czas? Moim zdaniem tak, choć trzeba mieć świadomość, że to specyficzny zbiór ciekawostek z mitologii, mocno podciągnięty pod określony światopogląd. Realizacja pomysłu jest spójna, choć momentami miałem wrażenie, że interpretacja niektórych mitów jest aż nazbyt podporządkowana z góry założonej tezie. Mimo to, jako świeże spojrzenie na klasykę, książka broni się jako ciekawa propozycja dla osób lubiących literaturę popularnonaukową w przystępnym wydaniu.
Cezar Kolcz - awatar Cezar Kolcz
ocenił na 6 2 miesiące temu
Mój Rzym. Spacerem po niezwykłych zakątkach Wiecznego Miasta Magdalena Wolińska-Riedi
Mój Rzym. Spacerem po niezwykłych zakątkach Wiecznego Miasta
Magdalena Wolińska-Riedi
Książka Mój Rzym. Spacerem po niezwykłych zakątkach Wiecznego Miasta Magdaleny Wolińskiej-Riedi to wyjątkowa propozycja dla wszystkich, którzy chcą spojrzeć na Rzym z zupełnie innej perspektywy niż ta znana z klasycznych przewodników. Już od pierwszych stron widać, że nie jest to typowa książka podróżnicza, lecz raczej osobisty, pełen emocji i wspomnień zapis wieloletniego życia autorki w Wiecznym Mieście. Największą siłą tej publikacji jest jej autentyczność. Wolińska-Riedi mieszka w Rzymie od ponad dwóch dekad, co pozwala jej opowiadać o mieście w sposób niezwykle naturalny i wiarygodny. Nie prowadzi czytelnika utartymi szlakami, nie skupia się na najbardziej znanych atrakcjach, lecz zaprasza do miejsc, które żyją własnym rytmem – z dala od tłumów turystów. Dzięki temu książka przypomina bardziej spacer z dobrą znajomą niż lekturę przewodnika. Autorka z dużą czułością opisuje codzienne życie mieszkańców, tworząc barwny obraz miasta, które tętni historią, ale jednocześnie jest pełne zwykłych ludzkich historii. Spotykamy tu zarówno lokalnych rzemieślników, jak i postacie z pogranicza legendy, takie jak fotografowie czy organizatorzy wydarzeń, którzy przez lata współtworzyli klimat Rzymu. To właśnie te opowieści nadają książce głębi i sprawiają, że czytelnik zaczyna postrzegać miasto jako żywy organizm, a nie tylko zbiór zabytków. Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki autorka buduje atmosferę. Opisy są zmysłowe i sugestywne – niemal czuć zapach świeżego espresso o poranku czy słodycz tiramisu w małej rzymskiej cukierni. Wolińska-Riedi umiejętnie operuje detalem, dzięki czemu nawet krótkie sceny zapadają w pamięć. Jej styl jest lekki, przystępny i jednocześnie elegancki, co sprawia, że książkę czyta się z dużą przyjemnością. Warto też podkreślić, że publikacja niesie ze sobą pewną refleksję. Między wierszami pojawia się temat przemijania, zmian i trudności, z jakimi mierzą się tradycyjne rzemiosła czy lokalne biznesy. Autorka nie idealizuje Rzymu – pokazuje jego piękno, ale i kruchość. Dzięki temu książka zyskuje bardziej uniwersalny wymiar i może skłonić czytelnika do zastanowienia się nad losem innych historycznych miast. Nie jest to jednak książka dla każdego. Osoby oczekujące konkretnego przewodnika z listą atrakcji, adresami i praktycznymi wskazówkami mogą poczuć niedosyt. „Mój Rzym” to raczej literacka podróż niż narzędzie do planowania wyjazdu. Wymaga od czytelnika otwartości na narrację osobistą i pewnej refleksyjności. Podsumowując, „Mój Rzym. Spacerem po niezwykłych zakątkach Wiecznego Miasta” to książka nastrojowa, pełna uroku i autentycznego zachwytu nad miastem, które od wieków fascynuje ludzi na całym świecie. To lektura idealna dla tych, którzy chcą poczuć prawdziwego ducha Rzymu i zobaczyć go oczami osoby, która naprawdę go zna i kocha.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na 9 22 dni temu
Ludowa historia kobiet Tomasz Wiślicz
Ludowa historia kobiet
Tomasz Wiślicz Barbara Klich-Kluczewska Małgorzata Kołacz-Chmiel Elwira Wilczyńska Anna Dobrowolska Małgorzata Fidelis Aneta Prymaka-Oniszk Anna Sosnowska Olga Gitkiewicz Przemysław Wielgosz Monika Piotrowska-Marchewa Alicja Urbanik-Kopeć Katarzyna Stańczak-Wiślicz Jaśmina Korczak-Siedlecka Magdalena Toboła-Feliks
Niniejsze opracowanie jest wstępem do tematu i jako takie powinno być odczytywane. Jest to zbiór artykułów naukowych, nie książka popularnonaukowa ani reportaż, warto o tym pamiętać podczas czytania. A jednak język jest prosty i całość przystępna. Jeżeli ktoś już czytał książki Kuciel-Frydryszak ("Chłopki", "Służące"), to może się trochę nudzić podczas lektury, ponieważ autorka w swoich publikacjach omówiła bardzo wiele z poruszonych tu tematów (jest zresztą wymieniona w bibliografii) i to w o wiele obszerniejszy sposób - stąd też lepiej przeczytać ten zbiór artykułów najpierw, a książki Kuciel-Frydryszak mogą być pogłębieniem tematyki. Publikacja porusza różne tematy związane z życiem kobiet - z perspektywy historycznej jest o kobietach w średniowieczu (osobno o czarownicach), o chłopkach w XIX wieku i na początku XX wieku, o służących, o robotnicach, o pracowniach seksualnych (akurat to był dość słaby artykuł), o nauczycielkach ludowych. Mamy też perspektywę kulturową, gdzie znajdziemy artykuł o czarownicach, o nowym postrzeganiu etapów życia kobiet, czyli oprócz dzieci (dziewczynek) i dorosłych kobiet wchodzi kategoria dziewczyny oraz wiążące się z tym sposoby spędzania czasu, moda etc., wreszcie mamy artykuł na tematy queerowe, na ile można mówić o queerowości kobiet w czasach sprzed pojawienia się tego pojęcia, czy wystarczy zdekodować dawne teksty, odnaleźć słowa, których używano podówczas, czy może jednak pojęcie queerowości jest na tyle nowe i unikalne, że wiąże się z nowym postrzeganiem i kategoryzowaniem rzeczywistości, tym samym znacznie utrudniając - o ile nie uniemożliwiając - tropienie postaci queer sprzed wymyślenia tej kategorii. Ostatni dział skupia się wokół społecznego wymiaru kobiecości. O reprodukcji kobiet, upowszechniania się rodzenia w szpitalach, także o polskich migrantkach sprzed ponad stu lat, o bieżenkach - również sprzed około wieku (to był dla mnie jedyny nowy temat w tej publikacji, o tym się po prostu nie mówi i jeśli ktoś nie pochodzi od bieżeńców i nie słyszał o tym w domu, to są małe szanse, że słyszał o tym w szkole czy gdzieś indziej), no i wreszcie bolesny temat przemocy, szczególnie wobec kobiet (szersze omówienie przemocy w ogóle znaleźć można w "Chamstwie" Kacpra Pobłockiego). Widać tu jak na dłoni, jak bardzo szkodliwe dla kobiet czy ofiar w ogóle były działania kościoła katolickiego, umacniał on system patriarchalny, a zatem władzę męża nad żoną, pojęcie gwałtu małżeńskiego nie istniało, a żonom nakazywano przestać odmawiać mężowi swojego ciała i nakazywano wypełniać obowiązki małżeńskie. Oczywiście wiele zależało od obojga małżonków, od charakteru męża, były też związki oparte na miłości i szacunku - ale jeśli nie, to kobieta miała po prostu pecha i musiała cierpieć. Próby zwrócenia uwagi osób z zewnątrz kończyły się uzasadnianiem przez mężczyzn przemocy, jakoby była ona środkiem dyscyplinującym... za wyimaginowane uchybienia. Z obecnej perspektywy poraża ówczesna mentalność, kobiety UMACNIAJĄCE patriarchat i nierzadko będące dla skrzywdzonych kobiet nie mniej brutalne od mężczyzn (co jest bardzo przykre, obecnie wciąż znajdują się kobiety, które utrudniają życie innym kobietom w imię nie wiadomo, czego). Ostracyzm społeczny wobec zgwałconych panien był tak wielki, że PROSIŁY one o ślub z gwałcicielem (bo seks małżeński był legalny, a więc to zmywało z nich hańbę seksu pozamałżeńskiego - ofiary były obwiniane o gwałt). Poprzez nauczanie podkreślające zbawczą silę cierpienia kościół katolicki tylko umacniał przemoc w rodzinie (której ofiarami były też dzieci, mężczyźni rzadziej - gdyby się wydało, byliby wyśmiani przez innych - ale wciąż znajdywali się w pozycji siły, nie byli dyskryminowani społecznie i prawnie jak kobiety). A osiemnastowieczny podręcznik duszpasterski radzi kobietom, nad którymi mąż się znęca, by "ładnie go prosiły" o zaniechanie przemocy, gdy będzie trzeźwy. Po prostu brak słów. Nic dziwnego, że przy wielowiekowym braku wsparcia (na które, jak pokazuje reportaż "Gwałt polski", kobiety nie mogą liczyć nawet dziś) kobiety również obecnie rzadko kiedy zgłaszają gwałty (a gdy już to robią, to sprawca przeważnie i tak nie jest skazany), to się musiało głęboko odcisnąć na ludzkiej mentalności. Na szczęście teraz się zmienia, właśnie dzięki temu, że takie tematy są poruszane. Artykuły te absolutnie nie wyczerpują tematu, należy je traktować jako wprowadzenie doń (dodatkowo zawierają dość bogatą bibliografię). Są to publikacje nierówne, chociaż wszystkie są napisane przystępnym językiem, nie wszystkie są napisane równie starannie. Po każdym artykule są wskazane źródła, z których korzystał/a autor/ka, a na końcu znajdziemy bibliografię zbiorczą, więc jeśli ktoś chce zgłębić któryś z tematów, to ma wskazaną dalszą polecaną lekturę. Publikacja powstała wyraźnie na fali zainteresowania historią i perspektywą tych, którzy dotąd nie mieli głosu - osób z tzw. nizin społecznych, kobiet, przegranych, różnych mniejszości. I bardzo dobrze, to potrzebne, a wielogłos może pomóc zrozumieć perspektywy, które dotąd nie były uważane za dominujące (a przecież kobiety to praktycznie POŁOWA społeczeństwa! A jeszcze kilka dekad temu aż 70% Polaków mieszkało na wsiach!).
Ilse - awatar Ilse
ocenił na 8 1 rok temu
Galicja Norman Davies
Galicja
Norman Davies
Książka pt. „Galicja. Historia nie narodowa” autorstwa nieocenionego i zarazem bardzo zasłużonego popularyzatora polskiej historii (za granicą, ale również i w kraju) Normana Daviesa, to wzbudzający szacunek już samą swoją objętością monumentalny pomnik wystawiony przez brytyjskiego historyka nie tyle samej Galicji, jako austriackiej prowincji, ile Galicji rozumianej przez pryzmat spójnego społeczno-kulturowego konstruktu. W tym nieszablonowym ujęciu dzieje habsburskiej prowincji nie mieszczą się w sztywnych cezurach politycznie doniosłych wydarzeń, które z jednej strony rozpoczyna I rozbiór Polski (1772 r.), z kolei wieńczy rozpad Austro-Węgier (1918 r.). Norman Davies uświadamia swoich zainteresowanych czytelników i uważne czytelniczki, iż militarną okupację Spiszu i Podhala podjętą już w 1769 r. przez dwór wiedeński możemy potraktować za preludium do późniejszych rozbiorów Polski. Galicja zdaniem autora pracy od swego zarania była wytworem fikcji oświeconego umysłu Józefa II, który na przekór swojej matce Marii Teresy (prywatnie przeciwnej zaborom Polski) bezrefleksyjnie powielał politykę prowadzoną w Prusach przez swego mentora Fryderyka II Hohenzollerna – zabór Śląska. Południowe województwa ówczesnej Polski w zamyśle wskazanych monarchów służyły Austrii za rekompensatę strat poniesionych w wyniku wojen prusko-austriackich (trzy konflikty rozegrane z przerwami w latach 1740-1756). W trakcie panowania austriackiego, w ciągu długiego dziewiętnastego stulecia poszczególne społeczności o charakterze etnicznym, stanowym, klasowym na terenie tej największej habsburskiej prowincji wytworzyły skomplikowaną, różnorodną i zarazem spójną, unikalną mozaikę kulturową, która przetrwała upadek, a raczej odejście politycznych struktur, które nastąpiło w 1918 r. wraz z upadkiem Habsburgów i Austro-Węgier. Autor w szczególności skupił się na charakterystyce Polaków, Niemców, Ukraińców, Żydów, a także opisuje Rusinów, czy Ormian. Poszczególne społeczności w zależności od sytuacji współpracowały ze sobą, konkurowały, zwalczały się, a nawet prowadziły konflikty (te były niejednokrotnie podsycane przez ośrodki spoza prowincji). Dlatego zdaniem Normana Daviesa upadek Galicji w znaczeniu konstruktu kulturowego nastąpił dopiero wraz z nadejściem II wojny światowej i zaistniałymi w trakcie tego konfliktu czystkami etnicznymi, kontynuowanymi również po zakończeniu działań zbrojnych (np. Akcja „Wisła”). Wiedeń nie przywiązywał zbyt wielkiej wagi do terenów zagarniętej Polsce Galicji. Austria bardzo skwapliwie korzystała z zasobów tej prowincji, które posłużyły jej do prowadzenia długoletnich wojen z rewolucyjną Francją, a później z Cesarstwem Napoleona. Po Kongresie Wiedeńskim, od kiedy ustabilizowały się granice państw zaborczych na ziemiach dawnej Polski, Galicja służyła Habsburgom za miejsce z przeznaczeniem do prowadzenia spodziewanego konfliktu z Rosją, a także jako ewentualna karta przetargowa w negocjacjach pokojowych. Dlatego prowincja przez władze wiedeńskie była zaniedbywana. Sytuacja zmieniła się po 1867 r., kiedy Galicja uzyskała autonomię, ludność skorzystała z możliwości rozwoju ekonomiczno-społecznego i udzielonych jej praw politycznych. Wówczas Galicja stała się ufortyfikowanym obozem wojskowym. Austriacy pozostawili po sobie liczne umocnienia wojskowe, z których znaczna część zachowała się dziś. Pojawiły się również nacjonalizmy, które ostatecznie po dziesięcioleciach zakończyły się wojnami, zbrodniami i czystkami – skończywszy na Akcji „Wisła” (1947 r.) – i doprowadziły do upadku Galicji w znaczeniu fenomenu kulturowego. Obecnie „Galicja pozostała jedynie niesiona wiatrem chmurą rozproszonych wspomnień” – jak to przedstawił sam N. Davies (s. 697).
donekT - awatar donekT
ocenił na 8 3 miesiące temu
Złota dama. Gustav Klimt i tajemnica wiedeńskiej Mona Lisy Anne Marie O'Connor
Złota dama. Gustav Klimt i tajemnica wiedeńskiej Mona Lisy
Anne Marie O'Connor
Po lekturze "Nieznajomej z portretu" nie mogłem doczekać się kolejnej książki poświęconej twórczości Gustava Klimta - austriackiego malarza, będącego symbolem belle epoque i przełamywania wszelkich barier w świecie sztuki. Anne Marie O'Connor opisała w swojej książce historię namalowanego w 1898 r. portretu Adeli Bloch-Bauer, kobiety pochodzącej z żydowskiej, wpływowej rodziny. Tak jak Klimt, także i Adela prowadziła ekscentryczny tryb życia i buntowała się przeciw schematom narzucanym przez otaczającą ją rzeczywistość. Z czasem połączył ich płomienny romans. Po upadku cesarstwa austro-węgierskiego i śmierci Adeli obraz trafił do wiedeńskiego Belwederu. Kiedy naziści zajęli Austrię, sztuka Klimta zaczęła być uznawana przez Hitlera za perwersyjną, zaś rodzina kobiety musiała uciekać za granicę. Po wielu latach spadkobiercy Adeli zaczęli domagać się zwrotu obrazu oraz innych malowideł, w związku z czym pozwali rząd austriacki, pragnąc je odzyskać. . Autorka opierając się na różnych źródłach oraz rozmowach odtworzyła historię obrazu, będącego przedmiotem zainteresowań i rozmów, nie tylko wśród mecenasów sztuki. Do dnia dzisiejszego postać Adeli rozpala wyobraźnie wśród kolejnych pokoleń, pragnących poznać jej losy. Czytając kolejne strony tej książki byłem coraz mocniej nią zainteresowany, zaś sama lektura dostarczyła mi wypieków na twarzy. Bardzo mi się podobała.
Maras - awatar Maras
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Raj Abdulrazak Gurnah
Raj
Abdulrazak Gurnah
Kiedy w 2021 roku Abulrazak Gurnah otrzymał literacką Nagrodę Nobla, jego twórczość w Polsce była zupełnie nieznana. Żadna z książek brytyjsko-tanzańskiego pisarza nie była tłumaczona na polski. (Na marginesie: To doskonale pokazuje intelektualną nędzę polskich wydawców, którzy tłuką amerykańskie kryminalne badziewie, a nie dostrzegają rzeczy naprawdę godnych uwagi. To samo zresztą działo się z innym afrykańskim noblistą Nadżibem Mahfuzem, o którym polscy wydawcy (i czytelnicy) dowiedzieli się w momencie uhonorowania go nagrodą) Zupełnie przypadkowo w końcu lat 90., będąc w Londynie, kupiłem „Paradise” (Raj) tego pisarza. Pamiętam, że fabuła wydała mi się raczej nieskomplikowana, chociaż różnokolorowość – etniczna, religijna, językowa – opisywanej Afryki Wschodniej mnie zafascynowała. Nie egzotyką, a bogactwem właśnie. A już urzekł mnie sposób opowiadania Gurnaha, który każdej scence, każdemu akapitowi dał smak, rytm, humor chociaż styl wydaje się prosty. Dzisiaj, prawie trzydzieści la później zakończyłem lekturę polskiego tłumaczenia „Raju”. Pierwsza uwaga – podziękowania i ukłony Krzysztofowi Majerowi. Nie zgubił się ani styl, ani koloryt powieści Gurnaha. Druga uwaga – dobra literatura nie starzeje się nigdy. „Raj” przyniósł mi dzisiaj równie wiele wzruszeń co trzy dziesięciolecia wcześniej. Tylko – potencjalnym czytelnikom uwaga: Nie sprowadzajcie przesłania powieści Gurnaha do egzotyki i problemu kolonizacji. Proza Gurnaha jest znacznie bardziej wielowymiarowa, wielopoziomowa. Czytając o dziejach Yusufa, za spłatę długu sprzedanego właściwie w niewolę przez własnego ojca wujowi Azizowi, i o przyjaźni Yusufa z Khalilem, nie zpominajcie o historycznym i społecznym tle tej opowieści – bo to właśnie tło stanowi istotę opowiadania
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów Aleksandra Kozłowska
Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów
Aleksandra Kozłowska
Książka Aleksandry Kozłowskiej „Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów” to fascynująca, choć miejscami nierówna podróż w czasie, którą oceniam na solidne 6/10. Autorka podjęła się karkołomnego zadania: odtworzenia historii mobilnych ekip medycznych, które w powojennej Polsce wyruszały w najdalsze zakątki kraju, by walczyć z epidemią próchnicy, chorób wenerycznych i brakiem podstawowej higieny. To reportaż o pionierach, którzy zamiast sterylnych gabinetów mieli do dyspozycji zakurzone drogi i prymitywne ambulanse. Największą wartością tej publikacji są unikalne materiały źródłowe oraz warstwa wizualna. Kozłowska wykonała gigantyczną pracę w archiwach, odkopując dokumenty, raporty z tras oraz prywatne zapiski lekarzy i dentystów. To właśnie te detale – opisy psujących się silników, braku prądu w wiejskich świetlicach czy improwizowanych poczekalni pod gołym niebem – nadają książce autentyczności. Ogromne wrażenie robią zamieszczone wewnątrz zdjęcia. Są one czymś więcej niż tylko ilustracją; to przejmujący zapis cywilizacyjnego skoku. Widzimy na nich dentystyczne fotele ustawione na środku błotnistego podwórka, twarze dzieci pełne lęku i nadziei oraz lekarzy, którzy w białych fartuchach wyglądają wśród wiejskich chat niczym przybysze z innej planety. Te kadry zostają pod powiekami na długo po zamknięciu książki. Kluczowym wątkiem jest wpływ obwoźnych lekarzy na wiejską społeczność. Kozłowska świetnie portretuje zderzenie dwóch światów: naukowej medycyny i głęboko zakorzenionej tradycji ludowej. Obwoźni lekarze, nazywani często pogardliwie, ale i z pewnym lękiem „wyrwizębami”, byli dla mieszkańców wsi postaciami niemal mitycznymi. Z jednej strony przynosili ulgę w bólu i kaganek oświaty, z drugiej – ich wizyty były traktowane jako ingerencja państwa w sferę prywatną. Autorka pokazuje, jak te ekipy stawały się ośrodkami edukacji: uczyły mycia zębów, zasad aseptyki i przełamywały tabu dotyczące chorób wstydliwych. Były to działania heroiczne, często wyśmiewane przez lokalne społeczności, a jednak fundamentalne dla poprawy kondycji zdrowotnej narodu. Mimo świetnego tematu, narracja bywa momentami nużąca. Kozłowska czasami zbyt mocno trzyma się faktografii, przez co tekst traci reporterski nerw na rzecz suchego zestawienia danych. Fragmenty wspomnieniowe są genialne, ale przetykane przydługimi opisami struktur administracyjnych, co wyhamowuje tempo lektury. Brakuje też głębszego osadzenia socjologicznego – autorka częściej skupia się na technicznych aspektach pracy „wyrwizębów” niż na psychologicznym aspekcie traumy pacjentów. Mimo tych mankamentów, to ważna pozycja. Pokazuje Polskę, o której chcielibyśmy zapomnieć – Polskę bezzębną, schorowaną i zacofaną, którą uratowała garstka zapaleńców w białych kitlach. To hołd dla ludzi, którzy nie bali się brudu i niechęci, wierząc, że medycyna powinna dotrzeć tam, gdzie nie dochodziła nawet utwardzona droga.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki Alan Rickman
Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki
Alan Rickman
„Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki” to niezwykły zapis ponad dwóch dekad życia jednego z najbardziej charyzmatycznych aktorów swojego pokolenia – Alana Rickmana. Obejmujące lata 1993–2015 zapiski są czymś więcej niż kroniką zawodowych sukcesów. To intymny portret artysty świadomego swojego talentu, ale też pełnego wątpliwości, ironii i czułości wobec świata. Rickman, znany szerokiej publiczności z ról w filmach takich jak Die Hard, Sense and Sensibility czy serii Harry Potter and the Philosopher's Stone (gdzie stworzył niezapomnianą postać Severusa Snape’a), w swoich dziennikach pokazuje zupełnie inne oblicze – prywatne, refleksyjne, momentami zaskakująco surowe. Jego notatki są błyskotliwe, pełne trafnych obserwacji i charakterystycznego, lekko sarkastycznego humoru. Jednym z największych atutów książki jest jej szczerość. Rickman nie tworzy własnej legendy. Zamiast tego odsłania kulisy pracy aktora: zmęczenie planem filmowym, napięcia w branży, niepewność co do artystycznych wyborów. Czytelnik ma wrażenie, jakby siedział obok niego w garderobie, słuchając półgłosem wypowiadanych myśli. Opisy pracy nad kolejnymi projektami – zarówno filmowymi, jak i teatralnymi – pokazują jego ogromny profesjonalizm i dbałość o detal. Rickman traktował aktorstwo nie jako zawód, lecz jako rzemiosło wymagające dyscypliny i nieustannego rozwoju. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące relacji międzyludzkich. Aktor z czułością pisze o przyjaźniach, współpracownikach i spotkaniach, które go ukształtowały. Widać jego lojalność i głęboką potrzebę autentyczności. Przedmowa autorstwa Emma Thompson nadaje książce dodatkowy, osobisty wymiar – to głos przyjaciółki, która znała Rickmana nie tylko jako gwiazdę, ale jako człowieka o wielkim sercu i nieprzeciętnej inteligencji. Dzienniki są również zapisem zmieniającego się świata – branży filmowej, polityki, kultury. Rickman, jako niestrudzony działacz społeczny, komentuje wydarzenia z wyraźnym zaangażowaniem. Nie boi się wyrażać opinii, czasem krytycznych, ale zawsze przemyślanych. Ta warstwa czyni książkę czymś więcej niż wspomnieniami aktora – to także dokument epoki widzianej oczami wrażliwego obserwatora. Styl Rickmana jest oszczędny, lecz sugestywny. Krótkie zapiski potrafią oddać całą gamę emocji – od ekscytacji po rozczarowanie. Momentami forma dziennika sprawia, że narracja jest fragmentaryczna, co może wymagać od czytelnika skupienia, ale jednocześnie nadaje lekturze autentyczności. To nie jest wygładzona autobiografia, lecz prawdziwy zapis myśli, często powstających „tu i teraz”. „Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki” to książka dla tych, którzy chcą zobaczyć, co kryje się za sceniczną maską. To opowieść o pasji, pracy i przemijaniu, ale także o wdzięczności i miłości do sztuki. Czytając ją, można niemal usłyszeć charakterystyczny, głęboki głos Rickmana – spokojny, ironiczny, a jednocześnie pełen ciepła. To pożegnanie z artystą, który pozostawił po sobie nie tylko wielkie role, lecz także mądre, przenikliwe słowa.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na 9 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Paryż belle epoque. Sekrety miasta świateł

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Paryż belle epoque. Sekrety miasta świateł


Ciekawostki historyczne