rozwiń zwiń

Listy z Ameryki. Felietony i recenzje

Okładka książki Listy z Ameryki. Felietony i recenzje
Marek Hłasko Wydawnictwo: Agora literatura piękna
2 str. 2 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
e-book
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1997-01-01
Liczba stron:
2
Czas czytania
2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788326808524
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Listy z Ameryki. Felietony i recenzje w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Listy z Ameryki. Felietony i recenzje

Średnia ocen
6,7 / 10
112 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
190
162

Na półkach:

Książka jest świetna, od pierwszej strony czujesz styl Marka Hłaski. Wydaje mi się, że warto najpierw przeczytać choćby Pięknych, Ósmy dzień, Pierwszy krok, Bazę -- żeby Listy docenić....
Najbardziej ciekawi nie tyle Ameryka - tutaj lepszy opis znajdziesz w przewodniku - lecz jak on tam się znalazł, jak bardzo za Polską tęsknił, oraz, jak musiał być odbierany w kraju. Perełka: Czytajcie i smakujcie!

Książka jest świetna, od pierwszej strony czujesz styl Marka Hłaski. Wydaje mi się, że warto najpierw przeczytać choćby Pięknych, Ósmy dzień, Pierwszy krok, Bazę -- żeby Listy docenić....
Najbardziej ciekawi nie tyle Ameryka - tutaj lepszy opis znajdziesz w przewodniku - lecz jak on tam się znalazł, jak bardzo za Polską tęsknił, oraz, jak musiał być odbierany w kraju....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

287 użytkowników ma tytuł Listy z Ameryki. Felietony i recenzje na półkach głównych
  • 159
  • 124
  • 4
34 użytkowników ma tytuł Listy z Ameryki. Felietony i recenzje na półkach dodatkowych
  • 21
  • 4
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Listy z Ameryki. Felietony i recenzje

Inne książki autora

Marek Hłasko
Marek Hłasko
Książka Marka Hłaski "Wilk" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura piękna. Prozaik i scenarzysta filmowy. Szybko zyskał sławę najzdolniejszego pisarza młodego pokolenia. Był legendarną postacią, symbolem nonkonformizmu. W życiu osobistym upodabniał się do bohaterów swych utworów, romantycznych, twardych outsiderów, którzy stali się dla jego pokolenia symbolami rozczarowania rzeczywistością lat 50. Jego idolami byli Humphrey Bogart i Fiodor Dostojewski. Jego proza stała się wyrazem sprzeciwu wobec schematyzmu i zakłamania literatury socrealistycznej. Opowiadał o buncie natury moralnej. Znakomicie opisywał środowisko społecznych nizin, w którym panuje beznadzieja i cynizm. Jego bohaterowie żyją marzeniami o zmianie, ale marzenia te zawsze okazują się płonne. W Polsce zakaz druku jego utworów obowiązywał przez 20 lat. Był także współscenarzystą filmów Koniec nocy (1957), Pętla (1957), Spotkania (1957), Ósmy dzień tygodnia (1958) i Baza ludzi umarłych (1958).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Życie towarzyskie i uczuciowe Leopold Tyrmand
Życie towarzyskie i uczuciowe
Leopold Tyrmand
Leopold Tyrmand to wyjątkowy pisarz, którego życie można by pomylić z legendą. Jazzman z krwi i kości, dandys na przekór epoce siermiężności, intelektualista z ostrzem zamiast pióra i w kolorowych skarpetkach. Jednak Tyrmand przede wszystim był nonkonformistą. Życie towarzyskie i uczuciowe pokazuje, że za tą powszechnie znaną maską krył się pisarz o czułej wrażliwości społecznej i odwadze, jakiej nie mieli jego rówieśnicy z warszawskich kawiarni, redakcji i salonów literackich. Ta książka jest zarówno kroniką, jak i moralnym aktem oskarżenia. Napisana wiele dekad temu, książka nie tylko nie zestarzała się, ale także dziś brzmi jeszcze dobitniej. Tyrmand pokazuje Warszawę powojenną, ale nie tę, którą odbudowywano z gruzów cegła po cegle. On portretuje „warszawkę”, czyli środowisko inteligencji twórczej, które zamiast odbudowywać kulturę, budowało sieć układów, donosów, przysług i zdrad. Autor bezwzględnie obnaża hipokryzję literatów, dziennikarzy i filmowców, którzy oddali ducha niezależności w zamian za skrawki prestiżu, talony na mięso i miejsce w kolejce do wydawnictwa. Tyrmand nie zostawia suchej nitki na nikim. Jego bohaterowie to groteskowe karykatury intelektualistów, którzy w trosce o własne bezpieczeństwo i wygodę byli lojalni wobec władzy. Każdy z nich to zbiór cech żenujących i tragicznych zarazem: sprzedajność, próżność, zawiść, płytkość emocjonalna. Jest to dzieło literacko dopracowane, ironiczne, pełne celnych, błyskotliwych obserwacji i znakomitej frazy. Styl Tyrmanda jest mistrzowski – skrzy się dowcipem, a jednocześnie uderza siłą moralnej diagnozy. Autor nie unika patosu, ale zawsze go równoważy sarkazmem. Każde zdanie tej powieści jest pelne celnej prawdy, czy to w opisie postaci, wnętrza kawiarni, czy rozmowy między prominentami. Tyrmand posiada rzadki dar: nie musi wymyślać postaci, by je ośmieszyć – wystarczy, że mówi prawdę. Prawda ta jednak nie jest przezroczysta – jest bolesna, wyostrzona, bezlitosna. W jego oczach nie ma litości, ale jest coś ważniejszego: niezgoda na kompromis moralny. Nie udało się wydać tej książki w Polsce Ludowej. To chyba najlepiej świadczy o jej sile. To była bomba podłożona pod fundamenty całego systemu wzajemnych zależności i milczeń, które cementowały ówczesną inteligencję. Jej fragment opublikowany w paryskiej „Kulturze” wywołał skandal, bo Tyrmand nie zadowalał się ogólnikami – pisał zbyt celnie, zbyt prawdziwie, zbyt boleśnie. Po lekturze tego fragmentu, każdy wiedział o kogo chodzi, kim jest dana postać. Dziś, znając nazwiska agentów, donosicieli, koniunkturalistów i moralnych oportunistów tamtych lat, czytamy tę książkę inaczej. Nie jako satyrę, lecz jako dokument epoki. A jednocześnie jest to bezlitosne świadectwo tego, jak łatwo środowiska twórcze porzucały etos na rzecz oportunizmu i wygody. Ta lektura boli – bo nie jest tylko opowieścią o tamtych czasach. To ostrzeżenie, że systemy upadają, ale mechanizmy konformizmu pozostają. W epoce mediów społecznościowych, w której „warszawkę” zastąpiły inne bańki wpływu i autopromocji, Życie towarzyskie i uczuciowe zyskuje nowy wymiar. Tyrmand pokazuje, że prawdziwe zniewolenie zaczyna się nie od cenzury, ale od kompromisu z własnym sumieniem. Ta powieść jest jak lustro – stawia pytanie: czy ty także nie sprzedałeś się za akceptację, lajki, miejsce przy stole? Szczególnie istotne teraz, po wyborach, w obliczu, tego co się dzieje w Polsce. Życie towarzyskie i uczuciowe to książka wyjątkowa. Nie tylko przez swoje literackie walory, ale przez odwagę i moralny ciężar. To świadectwo jednego z najinteligentniejszych buntowników polskiej literatury XX wieku. Tyrmand nie tyle opisuje rzeczywistość – on ją obnaża, stawia pytania, których nikt inny nie odważył się postawić. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć nie tylko PRL, ale i mechanizmy społecznej zdrady, które mogą działać w każdej epoce. Rzadko zdarza się książka, którą czyta się z zachwytem – i z bólem jednocześnie. Polecam, boleśnie aktualne. https://www.instagram.com/pasje_fascynacje_ksiazkowe/ https://www.facebook.com/profile.php?id=100063563404614
AnetaMaciejewska - awatar AnetaMaciejewska
oceniła na 10 10 miesięcy temu
Siekierezada albo Zima leśnych ludzi Edward Stachura
Siekierezada albo Zima leśnych ludzi
Edward Stachura
Już od pierwszych chwil czytając "Siekierezadę" miałem skojarzenia z prozą Myśliwskiego. Postaci mają tutaj taką samą tendencję do dywagowania np. czy przykład idzie z góry czy z dołu. Albo czy lać jodynę na ranę czy wokół rany. Bardzo to w stylu Myśliwskiego właśnie. Bohater w którym należy dopatrywać alter ego Stachury często rozpamiętuje również śmierć Zbigniewa Cybulskiego, która miała miejsce kiedy faktycznie w 1967 roku Stachura jechał do Grochowic na Dolnym Śląsku by tam pracować przy ścince. Tak swoją drogą, czytając opinie czy różne omówienia książki albo filmu często widzę, że wielu umieszcza akcję w Bieszczadach. Nie wiem skąd się te Bieszczady wzięły, gdyż ani w powieści, ani w filmie nie ma o tym ani słowa. Taka ładna pani a do nas ani, ani. Jest to też proza poetycka, więc sporo jest tutaj powtórzeń, które powracają niczym refren, jak chociażby: w tej mgle, tej mgle czy cała jaskrawość. Dla mnie "Siekierezada" najlepsza jest wtedy kiedy Stachura okiełzna ten swój strumień świadomości i pisze o rzeczach bardziej przyziemnych jak praca na zrębie, mieszkanie u babci Oleńki, popijawa w Hoplance czy zabawa w remizie. Obejrzałem też film i jak to zwykle bywa w tego typu prozie opartej na słowie ciężko jest przełożyć ją na język filmowy. Dlatego też ekranizacje książek Myśliwskiego nie mają sensu. Nawet "Pod Mocnym Aniołem" Smarzowskiego bez słynnej pilchowskiej frazy to nie to samo. Tym niemniej uważam, że całkiem dobrze udało się Witoldowi Leszczyńskiemu oddać klimat powieści. Może dzięki temu, że nad scenariuszem pracował razem ze Stachurą, choć czytałem, iż pierwotna wersja scenariusza nie została dopuszczona. Film ma niesamowity klimat a scenę w Hoplance mogę oglądać non stop. Nieliczne dialogi z książki zostały przeniesione niemal 1:1. Także Edward Żentara jako Janek Pradera dobrze wypadł. Może miał coś z głównego bohatera i samego Stachury, gdyż wszyscy skończyli tragicznie.
sebogothic - awatar sebogothic
ocenił na 7 2 miesiące temu
Czytadło Tadeusz Konwicki
Czytadło
Tadeusz Konwicki
W powszechnym rozumieniu czytadło, to książka niezbyt wysokich lotów, którą zwykle zapomina się zaraz po przeczytaniu. Książka Konwickiego nie spełnia jednak tego kryterium do końca. Wprawdzie czyta się ją dość łatwo, ale pod powierzchnią zdań znajdują się głębsze znaczenia. Czy autor celowo nadał jej taki tytuł, który zniechęci przypadkowego czytelnika, a nieprzypadkowy doceni zawartość? Na początku tej książki czułam się zdezorientowana. Śledzimy losy pewnego niemłodego (ale i nie starego) mężczyzny, który trafia na imieniny znajomych. Tam poznaje młodą dziewczynę, która w wyniku pewnych wydarzeń ląduje martwa w jego mieszkaniu. Nie zdradzam tu zanadto fabuły, ponieważ czytelnik dowiaduje się o tym już na samym początku książki. Kto zabił? W wyniku tej zaskakującej dla bohatera śmierci, jego życie zaczyna się toczyć w równie zaskakujący sposób. Rano, po feralnej nocy, budzi go policja. Ale jak zorientowali się tak szybko, że dziewczyna nie żyje? Wszyscy wydają się wiedzieć o głównym bohaterze wiele, jeśli nie wszystko. Skąd? A przede wszystkim, kto zabił, bo przecież nie on. Kolejne wydarzenia teoretycznie rzucają coraz więcej światła na całą sprawę, a jednocześnie coraz bardziej zaciemniają sytuację. Absurdalne wydarzenia następują jedno po drugim. Bohater próbuje cokolwiek zrozumieć (także siebie). W końcu się poddaje i po prostu podąża za przypadkowo spotkanymi (a jednak nieprzypadkowymi) ludźmi, których poznaje w trakcie śledztwa na swój temat. Każdy napotkany człowiek okazuje się mieć drugą twarz, być kimś innym, niż się na początku wydawało. Komisarz policji, który prowadził sprawę tego morderstwa okazuje się być politycznym szurem. Prezydent, czyli kolega z celi o wyglądzie żula, przeradza się w filozofa, zaangażowanego politycznie podobnie jak policjant. I wszystko się ze sobą łączy, a wszyscy się znają. Polska lat 90. Absurd goni absurd. Cały czas miałam wrażenie, ze ledwo nadążam z fabułą, że gdzieś giną mi całe watki. Zupełnie jak głównemu bohaterowi. Ktoś jednego dnia nie żył, drugiego żyje. Później jednak się okazuje jeszcze coś innego. Komisariat policji przypomina miejsce schadzek, gdzie każdy ma wstęp. Wszyscy politykują, filozofują, dociekają. A ja ciągle miałam wrażenie, że pomiędzy słowami kryje się jakiś niedostępny dla mnie sens. Zdania mają podwójne znaczenia, które nie tylko odnoszą się do fabuły, ale i do czegoś więcej. Wydaje się, że wszystko jest jakimś odniesieniem do zmian politycznych w Polsce na początku lat 90. Zresztą wtedy Konwicki tę książkę napisał. Aluzje jednak nie były dla mnie zupełnie jasne. Jakby mi umykał główny sens. Kto zabił? Kogo? I po co? A może wcale nie muszę tego do końca rozumieć i faktycznie potraktować tę książkę jako czytadło?
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 6 4 lata temu

Cytaty z książki Listy z Ameryki. Felietony i recenzje

Więcej
Marek Hłasko Listy z Ameryki. Felietony i recenzje Zobacz więcej
Więcej