Lato

Okładka książki Lato
Karl Ove Knausgård Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Cykl: Cztery pory roku (tom 4) literatura piękna
445 str. 7 godz. 25 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Cztery pory roku (tom 4)
Tytuł oryginału:
Om sommeren
Data wydania:
2017-05-25
Data 1. wyd. pol.:
2017-05-25
Data 1. wydania:
2018-08-21
Liczba stron:
445
Czas czytania
7 godz. 25 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308063446
Tłumacz:
Milena Skoczko - Nakielska
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lato w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Lato



książek na półce przeczytane 2165 napisanych opinii 246

Oceny książki Lato

Średnia ocen
6,6 / 10
98 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
945
496

Na półkach: , ,

,, Pisanie stanowi sposób na wyjście z ukrycia, polega bowiem na wyrażaniu wnętrza, co jest możliwe jedynie wówczas, gdy człowiek zapomni że pisze... ".

Tom 4 cyklu " Cztery pory roku ".

Długo wyczekiwane "Lato " przeczytałam z żalem, że to już ostatni tom. Szkoda, bo był równie dobry jak poprzednie.
W tym tomie Knausgard skupia się bardziej na przemijaniu, na ulotności chwil. To właściwie książka o ojcostwie i więzi autora z dziećmi. To rozmyślania o tym, jak dzieci go zapamiętają.

Cały cykl wart uwagi.

,, Pisanie stanowi sposób na wyjście z ukrycia, polega bowiem na wyrażaniu wnętrza, co jest możliwe jedynie wówczas, gdy człowiek zapomni że pisze... ".

Tom 4 cyklu " Cztery pory roku ".

Długo wyczekiwane "Lato " przeczytałam z żalem, że to już ostatni tom. Szkoda, bo był równie dobry jak poprzednie.
W tym tomie Knausgard skupia się bardziej na przemijaniu, na ulotności...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

351 użytkowników ma tytuł Lato na półkach głównych
  • 206
  • 140
  • 5
76 użytkowników ma tytuł Lato na półkach dodatkowych
  • 51
  • 7
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Karl Ove Knausgård
Karl Ove Knausgård
Norweski pisarz, urodzony w 1968 roku w mieście Arendal. Wychował się w należącej do klasy średniej rodzinie, jest synem nauczyciela i pielęgniarki, studiował historię sztuki oraz literaturoznawstwo na Uniwersytecie w Bergen. Obecnie mieszka w Szwecji, z żoną i trójką dzieci. Książka Karla Ove Knausgårda "Moja walka. Księga 2" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura piękna. Jest jednym z czołowych pisarzy skandynawskich średniego pokolenia. Urodził się w 1968 roku w mieście Arendal w południowej Norwegii. Wychował się w należącej do klasy średniej rodzinie, jest synem nauczyciela i pielęgniarki, studiował historię sztuki oraz literaturoznawstwo na Uniwersytecie w Bergen. Obecnie mieszka w Szwecji, z żoną i trójką dzieci. Jako prozaik zadebiutował w roku powieścią Ute av verden (W świat, 1998). Jego druga powieść En tid for alt (Jest czas na wszystko, 2004) nominowana byłado prestiżowych nagród Rady Nordyckiej oraz Dublin Literary Award. Sławę międzynarodową i niebywały rozgłos medialny przyniósł mu tom pierwszy cyklu zatytułowanego Min kamp (Moja walka). Książka – która była początkiem sześciotomowego, ukończonego w roku 2011 cyklu – została entuzjastycznie przyjęta przez czytelników i krytyków. Szybko stała się też bestsellerem w Norwegii, w całej Skandynawii, i na świecie - przetłumaczona natychmiast na wiele języków, m.in. na niemiecki, włoski, angielski. I tutaj cykl doczekał się bardzo pozytywnego przyjęcia, obszerne omówienia zamieściły m.in. najbardziej prestiżowe gazety, czasopisma i dodatki literackie (“Frankfurter Allgemeine Zeitung”, “New Yorker” czy “New York Review of Books”)
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nie wiedzą, co czynią Jussi Valtonen
Nie wiedzą, co czynią
Jussi Valtonen
Początek nie reprezentuje niczego szczególnego. Przyznam, że bardziej rozczarowuje niż wciąga. Sugeruje, iż książka jest typową obyczajową historią o relacjach małżeńskich w nowoczesnym świecie par kulturowo mieszanych. Jakie mogą istnieć problemy, gdy jedno z małżonków jest Amerykaninem, a drugie przedstawicielem europejskich ludów nordyckich? Dla mnie to jak zderzenie z górą lodową. Rozumiem katusze Joego, dla którego fińskie hermetyczne społeczeństwo jest przeciwieństwem amerykańskiego stylu, opartego na otwarciu na innych, pracy zespołowej w imię osiągania lepszych wyników, gdzie ludzie wymieniają pozdrowienia na ulicy nawet jeśli się nie znają, a przede wszystkim często się odwiedzają w domach. Do tego kwestia spełnienia zawodowego, odnoszenia sukcesów, które dla bohatera tak wiele znaczą, a w Finlandii nie są miarą człowieka. Frustracja mężczyzny, typ obieżyświata, który poczuje się dobrze wszędzie wystarczy, że coś się dzieje, jest nieco spóźniona. I mimo odpowiedzialności, jaka na nim ciąży to myśl, że tak może być już zawsze, że utknął w niespełniającej jego wymogi rzeczywistości jest tak klaustrofobiczna, że musi od tego uciec. (...) Valtonen skupia się na bolączkach dzisiejszego świata, na tym co odbiera nam indywidualność, radość, spokój. Poczynając od technologii panoszącej się już w każdym aspekcie naszego życia, coraz większej presji na odnoszenie sukcesów, manipulacji medialnej, spychaniu etyki na margines, by osiągnąć wyższe cele, a kończąc na rosnącej agresji, nietolerancji i pozostawianiu młodych samym sobie, rozpadzie rodziny. Świat się zmienił. Chyba najbardziej ewoluował przez ostatnie trzydzieści lat, ale niestety, obrał kierunek na rozłam między bliskością, lojalnością i wspieraniem się, przy współudziale wykoślawianych wartości przodków. Te i inne problemy, które trawią społeczeństwa są tu szeroko ukazane, momentami prezentuje się nawet ich drobiazgową analizę przez co książka zyskuje na objętości, ale też sugestywnie przemawia do czytelnika. (...) Całość: https://nakanapie.pl/recenzje/zyjemy-samotnie-posrod-zludzen-nie-wiedza-co-czynia
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na 7 4 lata temu
Śmierć przewodnika rzecznego Richard Flanagan
Śmierć przewodnika rzecznego
Richard Flanagan
Australijski pisarz - Pan Richard Flanagan to prawdziwy wirtuoz, który wręczył nam przepiękną historię w postaci "Śmierci przewodnika rzecznego", opowiadaną przez głównego bohatera - Aljaza Cosini. Autor już na samym początku zagłębia czytelnika w historię Tasmanii, gdzie głównie ma miejsce akcja książki. Prowadzi nas przez grząskie tereny, rodzinne domy oraz obok porwistych rzek i wód zdradliwych wodospadów. W tym wszystkim opowiada nam o pracy - przewodnika rzecznego, która dostarcza każdego dnia ogromnych pokładów ryzyka i szczyci się popularnością na ichniejszych terenach oraz odludnych tasmańskich rzekach. Przedstawiony w powieści główny bohater posiada olbrzymie doświadczenie w walce z żywiołem, z którym świetnie sobie radzi prowadząc wyprawy turystyczne. Spływy po rzece Franklin towarzyszyły mu przez znaczną część życia i dlatego na prośbę dawnego szefa decyduje się go wspomóc i pokierować podróżą wraz z drugim towarzyszem, zabierając ze sobą żądnych przygód klienów. Klienci nazywani są przez nich "frajerami", co wzbudza pewne rozbawienie podczas całej lektury, szczególnie, że określenie to pojawia się w powieści dość powszechnie. Traktują oni spływ po rzece jako dobrą zabawę, nie zdając sobie sprawy, że za swoje bezpieczeństwo odpowiadają tak samo, jak i koordynujący wyprawę opiekunowie. W pewnych momentach widać ich bezsilność, niechęć, a następnie przerażenie, ponieważ jeden z uczestników spływu...spada do wody. W momencie, gdy Cosini wyrusza na pomoc i jego dosięgają wody zabójczej rzeki, ale...dosięga go coś jeszcze. Przez głowę Aljaza przechodzą wszelkie wspomnienia od dzieciństwa po czasy obecne. Retrospekcje z jednej strony sprawiają, że bohater tonie jeszcze bardziej w wirze popełnionych życiowych błędów, a z drugiej podtrzymuje go to przy nadziei i pobudza do walki z żywiołem. Autor w bardzo precyzyjny sposób przedstawił ślady, jakie nosiło w sobie życie Cosiniego. Jest to historia, która sprawia wrażenie autentycznej, pomimo tego, że miejsce akcji oraz charakter scen mogą wydawać się nieprawdopodobne. Wyobraźnia czytelnika działa na najwyższych obrotach, chcąc poukładać sobie fragmenty opowiadanych przez narratora historii, jednocześnie czując niewyobrażalną bezsilność, wobec zdarzeń, które powodują odczucia jakby działy się tu i teraz, ponieważ bohater tonie...na naszych oczach.
Greettta - awatar Greettta
oceniła na 7 1 rok temu
Zimowe królestwo Philip Larkin
Zimowe królestwo
Philip Larkin
Ach literatura, ta sztuczka magiczna, ezoteryczna, wystarczy jakoby dobrać zgrabnie słowa te ładne i piękne - wzywają mnie - jak kwiaty na łące, aniołów oczy i zestroić je cudem we frazę co błyszczy na niebie gwiazdozbiorem. Księżycowe krople na mą duszę i spacer. Materia wczesnego poranka, coraz bardziej przejrzysta, jezioro lśni jak zwierciadło, wysoko na niebie samolot niczym maleńki srebrny opiłek, iskra wykrzesana z ciszy. Cień nagle okrył dolinę, płyną obłoki szybko niby myśli, połyskliwy deszcz, szept drzew, skradzione na chwilkę słońce. Kuliki lecące od wschodu krzyknęły chyba na powitanie, jazda rowerem nad rzekę, na drugim jej brzegu gałęzie wierzby płaczącej zwieszają się tworząc namiot nad butwiejącym czółnem. Błogie wspomnienie, nastrój dawnych dni, zapach wodorostów, powiew nostalgii. I ta wspaniała dziewczyna poznana zimą w czasie wojny, kiedy jedyne światło zdawało się pochodzić z zalegającego w zaspach śniegu. I z Niej. Udało się ją przywołać, wyczarować z listnych gałązek, z lśnień wody, z promieni słońca. Stała daleka, utkana z cieni, ciemnozielone lasy okrywały wzgórza. A w dole rzeki schyłek dnia, złote światło odbija się od wody, ukazując roje owadów unoszących się na przezroczystych skrzydłach. Cała społeczność ptaków śpiewających szuka schronienia w szmaragdowych koronach drzew. Pohukiwanie puszczyków tajemniczo witających zmierzch. I my. Przepych baśniowej krainy. Księżyc świeży wydobyty prosto z mennicy, a gdy zmroczył się krajobraz, nadał mgle kolor perłowy. I znowu zima, napięta chłodem czasza powietrza, obojętna, skorupa mrozu, zawieszona udręka, w ciemności górującej jak katedra, kim jest ta dziewczyna? W spiralach niepamięci zadrgał słaby krzyk. A w białym, przejmującym świetle latarni w jasnoniebieskiej tęczówce szła po kamieniach bruku obłożonych brudnymi płachtami śniegu drobna jej postać, taka samotna. Zachwycająca, senna odyseja.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 10 2 miesiące temu
Pragnienie Richard Flanagan
Pragnienie
Richard Flanagan
Czego pragną bohaterowie powieści Richarda Flanagana „Pragnienie”? To pytanie zdominowało moje spotkanie z tą książką. A nie było to spotkanie łatwe, bo autor stworzył powieść składającą się z luźno dopasowanych fragmentów, z których czytelnik musi ułożyć właściwą historię. Akcja osadzona jest w kolonii karnej w Ziemi van Diemena, czyli w Tasmanii, gdzie trwa kolonizacja i Anglicy zaprowadzają własne porządki. Bohaterami jest małżeństwo Franklinów. Lady Franklin postanawia przygarnąć małą Aborygenkę Mathinnę i udowodnić, że odpowiednie wychowanie i kontakt ze światem białego człowieka wyruguje z małej dzikuski barbarzyńskie instynkty i uczyni z niej „białą” kobietę. Krótko mówiąc ma to być dowód na wyższość cywilizacji nad naturą. Jednakże po jakimś czasie małżonkowie muszą opuścić wyspę i pozostawiają obiekt swojego eksperymentu na niepewny los. Drugi wątek dotyczy znanego pisarza Charlesa Dickensa, który na prośbę Lady Franklin tworzy i wystawia z wielkim sukcesem sztukę, której celem jest ochrona dobrego imienia Johna Franklina. Ten bowiem udał się na wyprawę badawczą na Arktykę i zaginął, a wyprawa poszukiwawcza odkryła, że podobno dopuścił się kanibalizmu. Zachował się więc jak dzikus, burząc mit o wyjątkowości cywilizowanego człowieka. Richard Flanagan stawia w tej powieści pytanie, czy rozum pomaga przejść przez życie i poradzić sobie z namiętnościami. Wszyscy bohaterowie muszą się tu zmagać ze swoimi pragnieniami, a ich zaspokojenie kłóci się z racjami rozumu. Lady Franklin marzy o dziecku, bo nie dane jej było zaspokojenie instynktu macierzyńskiego; Dickens przeżywa zakazane uczucie do dużo młodszej kobiety, jego żona marzy o miłości męża, a sir John Franklin odkrywa w sobie słabość do adoptowanego dziecka. Zaspokojenie tych pragnień jest niebezpieczne, bo może zrujnować dotychczasowy świat bohaterów. Należałoby je więc stłumić i żyć w poczuciu frustracji i niespełnienia. Według mnie jest to też książka o pysze cywilizowanego człowieka. Wydaje mu się, że z racji koloru skóry jest lepszy i że zmuszając rdzennych mieszkańców Tasmanii do przyjęcia europejskich wzorców czyni mu przysługę i robi wielką łaskę. Tymczasem okazuje się, że to nie kolor skóry czyni z nas ludzi cywilizowanych, a barbarzyńskie zachowania ujawniają się w każdym w zależności od okoliczności. A tym, co pozwala zapanować nad dzikością kryjącą się w każdym człowieku jest miłość do drugiego człowieka. „Pragnienie” jest mądrą książką, ale jej lektura nie była dla mnie łatwa. Zanim złapałam odpowiedni rytm tej opowieści minęło prawie 100 stron, za to dalej poszło już jak z płatka. Może jeszcze kiedyś sięgnę po inne powieści Richarda Flanagana. Na razie mi wystarczy.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na 7 3 lata temu
Oto jestem Jonathan Safran Foer
Oto jestem
Jonathan Safran Foer
Jonathan Safran Foer przebył długą drogę: zaczął od niezwykłej wyprawy w poszukiwaniu żydowskiej historii i tożsamości (Wszystko jest iluminacją), poprzez kilka innych mocnych książek; w koncu – Oto jestem, czyli parodia Odysei według Foera. “Spójrz na Julię i Jacoba, małżeństwo z 16-letnim stażem. Czego im brakuje? Tego, co ich połączyło. Na początku zależało im, starali się, chcieli. Potem powołali do życia pierwszą istotę, dwie kolejne. Pojawiła się odpowiedzialność, jednocześnie każde z nich zaczęło się zamykać w sobie coraz mocniej, gubić w codzienności. Wygasło pożądanie, pojawił się wstyd, tajemnice”. Czyżby Oto jestem było zatem powieścią o upadku małżeństwa, a tym samym – rodziny? Czyżby podjął jeden z najbardziej eksploatowanych motywów literackich i, jako kolejny, przepuścił go przez siebie? Faktycznie, Foer nie jest nowatorski ani w treści, ani w formie – wygrał szczerością. Oto jestem to przede wszystkim wiwisekcja małżeństwa. Rozpisana na role-napięcia między aktorami dramatu: Jacoba, Julię, ojca oraz pradziadka Jacoba – Irva i Isaaca, oraz najmłodszych, czyli Sama, Maxa i Benjy’ego. Pierwsze, co nasuwa się po przeczytaniu powieści, to słowo „klatki”. Każdy z bohaterów jest zamknięty w swego rodzaju więzieniu. Jacob i Julia są zamknięci w piekle swojego małżeństwa, które ostatecznie – żaden spoiler, mniej więcej po 20 stronach można wyczuć ich emocje – okazuje się niewypałem. Irv, ojciec Jacoba, to rasista i ksenofob, prowadzący bloga, na którym publikuje antyarabskie i pełne krzywdy oraz poczucia winy teksty. Isaac to z kolei wciąż niezabliźniona rana po Zagładzie. Dla Sama klatką jest Inne życie, gra komputerowa, a także forma swojej niedojrzałości, połączona z nieuchronną bar micwą, czyli żydowskim wejściem w dorosłość. Nawet Argus, pies Jacoba, jest uwięziony w starości i chorobie. Każdy usiłuje z czegoś wyjść, z czegoś do czegoś uciec. W chęci ucieczki nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że bohaterowie sami nie wiedzą, czego tak naprawdę chcą, a ich klatki mają tak grube kraty, że żaden z nich, choćby chciał, i tak nie ucieknie. Pozostaje im miotanie się między formami, między gębami; wiecznie przeglądają się w zwierciadle społeczeństwa, za wszelką cenę chcą do niego pasować, a jednocześnie żyć w wolności – i na tym polega ich tragedia. Sam Jacob powie przecież: „Poświęciłem mnóstwo swojego skończonego ziemskiego czasu na błahe rozmyślania, błahe emocje, wślizgiwanie się pod drzwiami do wolnych pokojów. Ile godzin spędziłem w sieci, oglądając po raz kolejny te same durne filmiki, przepatrując dokładnie spisy domów, których nigdy nie kupię, klikając raz po raz by sprawdzić, czy nie przyszły zdawkowe mejle od ludzi, na których mi nie zależy? Ile siebie, ile swoich słów, uczuć i działań z przekonaniem powstrzymywałem?”. Może Foer nie pisze tylko o małżeństwie, ale o nas wszystkich – o przeroście świata, przeroście, który boli coraz bardziej. Poczucie klęski wzmacnia także odwrócony przez Foera mit o Odyseuszu. Argus to Argos – bezgranicznie wierny Odyseuszowi-Jacobowi, jego żona, Julia, to Penelopa, pojawiają się też zalotnicy Penelopy (Marc i Daniel). Foer, burząc mit o Odyseuszu, opowiada jednocześnie o upadku rodziny; dobitnie podkreśla, że nie ma czegoś takiego jak „dom”, „powrót do domu”, „odzyskanie domu” czy „poszukiwanie domu”. Penelopa-Julia jest przytłoczona codziennymi obowiązkami; siłą rzeczy w jej oczekiwanie na powrót dawnego męża wkrada się rutyna, nuda, szarość, a wreszcie – nienawiść i potrzeba odrzucenia swego dotychczasowego życia. Odys-Jacob nie zamierza powrócić do żony, najbardziej boli go to, że sam nie wie czego chce. Pozostaje mu tylko samotność w podróbce domu, którą ostatecznie sam sobie stworzy. Penelopa pójdzie za zalotnikiem, a Odyseusz będzie żył i umrze w poczuciu klęski. Oboje zmęczeni sobą nawzajem – i cierpiący przez zły wybór. Czyżby Foer napisał powieść głęboko konserwatywną? W pewnym sensie tak, opowiada przecież o kresie rodziny. Jonathan Safran Foer pozostawia za sobą mnóstwo niedopowiedzeń, które kryzys małżeński drążą – ale wiele rozgrywa się też między słowami; trudno jednoznacznie stanąć po stronie Jacoba lub Julii, kluczowe kwestie pozostają zawieszone bądź przekłamane. „Jacob i Julia próbowali. Wymyślali znaki, przeliterowywali słowa w obecności wciąż małych dzieci, były też zasady. Ale język, który stworzyli i tworzyli nawet w tej chwili, zawęził świat, zamiast go objaśniać”. Blochowie to Buddenbrookowie Stanów Zjednoczonych, jednak upadek tych pierwszych tkwi w przeroście codzienności, który ich zabił. Trudno także poszukiwać w jego powieści jakiejkolwiek nadziei – jeśli Foer przekreśla mit o Odyseuszu, przekreśla sens dążenia do budowania jakichkolwiek ryzykownych relacji. Bo czy nie taką jest małżeństwo? Oprócz kryzysu małżeństwa/rodziny Foer nakreśla także panoramę żydowskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych, mnogość postaw, konfliktów i tarć międzypokoleniowych. Isaac Bloch należy do pokolenia najstarszego, wciąż pamiętającego Zagładę; wciąż krwawi. Irv, jego syn, nosi w sobie poczucie wyjątkowości żydowskiej krzywdy; dla niego Holocaust nie jest już czymś, o czym należy jak najszybciej zapomnieć i spróbować odnaleźć się w świecie „po”, zacząć od nowa – Holocaust to narzędzie politycznych gier i element wywierania presji na tych, którzy są Żydom obojętni lub otwarcie deklarują antysemityzm. Irv pozostaje zawieszony między Ameryką (snem) a Izraelem (snem, do którego wstydzi się przyznawać). Jacob i Julia to z kolei pokolenie pozostające obojętne na Zagładę, a skupione wyłącznie na małżeńskich niesnaskach i rosnącym głazem codzienności. Ich przeciwieństwem jest kuzynostwo Jacoba rodem z Izraela, pojawiające się jako kontra dla małżeństwa Blochów – z jednej strony są Żydzi amerykańscy, nadpsuci, a z drugiej – kibucowy kręgosłup i kibucowa moralność izraelskich kuzynów. Foer wyszydza jednych i drugich, w Blocach widząc pokolenie zagubione w szarości i poczuciu „nie wiem, czego chcę”, a w Izraelczykach – militarnych fanatyków. Sam, Max i Benjy to z kolei millenialsi – chcący świadomie decydować o sobie miłośnicy nowych technologii i Facebooka. W jaki zatem sposób wygrywa Foer z konwencją i pisze tak, że z każdą stroną chce się czytać dalej (chociaż znalazłyby się też fragmenty przegadane czy doklejone na siłę)? Jego sekret tkwi w kreacjach bohaterów, ich drobnych cechach i dziwactwach, które pozostają z tyłu głowy, oraz wiarygodności – trudno się zresztą dziwić, skoro Foer w 90 zapewne procentach posklejał powieść z siebie samego. Jest także wnikliwy i gorzki w analizie społeczeństwa, ironiczny w poszukiwaniu żydowskiej tożsamości oraz uciekaniu od niej, a także bolesny w diagnozie współczesności, małżeństwa, rodziny. Jacob-Odyseusz-Foer na kartach powieści tworzy Biblię – księgę uczuć i emocji, których nikt nie będzie umiał w przyszłości odtworzyć, zrekonstruować. „Jak zagrać kłucie nadziei”, „Jak zagrać dom”, „Jak zagrać ostatnią w pełni szczęśliwą chwilę” – to tytuły poszczególnych ksiąg owej Biblii. Może nawet Foer, poprzez małżeństwo, opowiada o nas wszystkich; o dziwnym kryzysie, w jakim się pogrążamy i ledwo sobie z tego zdajemy sprawę. Wyjątkowo ponurą wróży nam przyszłość. Pierwszy cytat pochodzi z wywiadu Michała Nogasia z Jonathanem Safranem Foerem pod tytułem Niebezpieczny spacer po miękkim dywanie. Pozostałe cytaty pochodzą z książki Foera.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na 6 1 rok temu
Świat w płomieniach Siri Hustvedt
Świat w płomieniach
Siri Hustvedt
Harriet Burden, po mężu Lord, jest artystką, która na własnej skórze odczuła, jak trudno być artystką w męskim świecie sztuki, na dodatek będąc żoną znanego i cenionego marszanda. Kiedy ktoś pyta znajomych jej męża, czy kojarzą Harriet, to niewielu mówi o jej sztuce, za to wielu o tym, jakie niesamowite przyjęcia wydawała… Bez komentarza. Kiedy mąż umiera, Harriet przechodzi przez okres głębokiej depresji, a później postanawia zrobić coś bardzo nieortodoksyjnego, swoisty eksperyment. Znajduje trzech mężczyzn artystów i „przywdziewa ich maski”, żeby pokazać trzy swoje prace - wielkie, dziwne instalacje. Każdy z nich godzi się na wypożyczenie swojej twarzy i nazwiska. I przy dwóch pierwszych mistyfikacjach wszystko idzie dobrze, gorzej przy trzeciej, bo artysta o pseudonimie Rune okazuje się przebiegłym facetem, który przywłaszczy sobie prace Harriet, a o niej powie, że przecież ona może mówić, co chce, oskarżać go bezpodstawnie, bo ma problemy psychiczne po śmierci męża (kobieta wariatka, kobieta histeryczka, kobieta ze zbyt silnymi emocjami – jak ja „uwielbiam” ten stereotyp). A „Poniżej” to jego dzieło, to jego kreacja, to jego pomysł. A potem na dodatek Rune umiera w dość niespodziewanych i może nieco podejrzanych okolicznościach. Możecie sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy Harriet próbuje głośno powiedzieć, że to ona jest autorką tych prac. Niektórzy wierzą, ale wielu nie. Przecież kobieta nie mogła stworzyć czegoś takiego. Przecież jeśli mężczyzna podpisał to swoim nazwiskiem, to kończy to dyskusję – on jest autorem. Ona może go inspirowała, może raz czy dwa pojawiła się w pracowni… Może… Powieść określana jest jako błyskotliwa i prowokacyjna. Zgadzam się. Została nominowana do Bookera w 2014, co świadczy o tym, że coś w niej jest. Też się zgadzam, rzeczywiście jest to dowód talentu autorki i jej literackiej wyobraźni, ale jednocześnie trzeba powiedzieć to jasno i głośno - ten literacki kunszt i wyobraźnia nie przełożyły się w tej powieści na linearne, „klasyczne” prowadzenie fabuły. Hustvedt skonstruowała opowieść, która jest jak szalona, fragmentaryczna układanka, jak utwór muzyczny, w którym kilka linii melodycznych pojawia się zaskakujących momentach, łączy ze sobą, zagłusza jedna drugą, przez chwilę brzmi synchronicznie, a potem rozjeżdża się absolutnie. Dlaczego tak jest? Bo „Świat w płomieniach” zapewne przypominałby projekty swojej powieściowej bohaterki – skomplikowane, zaskakujące, momentami zachwycające, momentami obrzydliwe, miniaturowe w jednym miejscu, przerysowane, karykaturalne lub monstrualne w drugim. I tak jak osoby oglądające dzieła Harriet Burden muszą się pochylić, spojrzeć uważnie, zauważyć detale i szczegóły, w których autorka przemyca całe mnóstwo informacji, które łatwo przegapić, jeśli nie jest się bardzo skupionym, to czytelnicy stają się takimi samymi uważnymi detektywami. Hustvedt nie napisała tradycyjnej powieści. Ona dała nam zbiór tekstów. Znajdziecie tu obszerne fragmenty dzienników Harriet, która ta pisała z pasją i bez ograniczeń ani ilościowych, ani tematycznych. Będą artykuły, listy, zapisy wywiadów i rozmów. Będą punkty widzenia całego mnóstwa osób, które z Harriet miały kontakt oraz takich, które wcale nie musiały go mieć, bo przecież można mieć wyrobione zdanie na każdy temat nawet bez znajomości opowieści obu stron jednego zdarzania czy historii, prawda panowie krytycy i panowie eksperci od sztuki? Ale ku mojemu zaskoczeniu taka forma powieści nie odebrała jej ani grama emocjonalności. Śledzenie historii Burden wywołuje cały wachlarz odczuć, pośmiejecie się, zapłaczecie, poczujecie obrzydzenie i zachwyt. Jednak nie będę nawet ukrywać, że to nie jest książka dla każdego. Jest takie piękne słowo - „erudycyjna” i ono tu pasuje jak ulał, bo autorka miesza gatunki, pisze o całej gamie tematów, odwołuje się swobodnie do nauki, literatury i sztuki, co skutkuje tym, że na jednej stronie mamy króciutki esej o filozofii, na kolejnej rozważania o neuronauce, a wszystko „posypane” cytatami z kilku książek. Tu nie ma miejsca na niezaangażowane czytanie. Na dodatek nawet uważny czytelnik będzie stawiany w sytuacji, kiedy jedno zdanie będzie zawierać trzy słowa, których się nie rozumie. I tak, znacie mnie, ja nie lecę i nie sprawdzam od razu wszystkiego, nie robię notatek i nie przyklejam karteczek. Uznaję, że na tym się nie znam, za to zna się pisarka i jej powieściowa bohaterka, doceniam, podziwiam i szanuję, ale nie rozdzieram szat, że nie wiem. Przy okazji niskie pokłony dla tłumacza tej powieści, Jerzego Kozłowskiego, bo ja mogę się po jakimś terminie naukowym lub fragmencie cytatu „prześlizgnąć” wzrokiem i umysłem, on nie miał takiej możliwości.
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Lato

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lato