Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987

Okładka książki Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987
Stefan Kisielewski Wydawnictwo: Znak publicystyka literacka, eseje
756 str. 12 godz. 36 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
1989-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1989-01-01
Liczba stron:
756
Czas czytania
12 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
8370060846
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987

Średnia ocen
7,9 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
358
237

Na półkach: , ,

Jako, że to drugi zbiór felietonów Kisiela, czyli Stefana Kisielewskiego, po który sięgnąłem po latach, nie będzie wiele "ode mnie"...
Zamiast tzw. recenzji. Taką oto perełkę znalazłem w zbiorze "Lata pozłacane, lata szare". Przytaczam fragmenty, bo opowieść dość długa:
„W owym czasie powodziło jej się coraz gorzej. Znajomi odwracali się od niej, twierdząc uporczywie, że nigdy w życiu jej nie widzieli. Nieznajomi, ujrzawszy ją z daleka skręcali w bok, chroniąc się przed jej widokiem w pierwszej lepszej bramie, w bezludnym zaułku (…). Wszyscy ją potępiali: i Zdrowy Rozsądek, i Racja Stanu, i Polityka, i Propaganda, i Dziejowa Konieczność, i Dobro Ogółu (…).
Szła, u kresu sił, przywalona ciężarem, ciężarem samotności.
Krystaliczny mróz unosił się w powietrzu (…), gdy usnęła przy drodze, aby nie obudzić się więcej.
Na drugi dzień odnaleźli ją dwaj przechodnie.
- Patrz, Nieznajoma zamarzła! Jest prawie naga. Kto to może być?
Tak, to była ona, wypędzona przez ludzi Naga Prawda”…
(Bajka o Nieznajomej, 1949)
Warto czytać, warto znów sięgnąć po Kisiela choć wiem, że z mojej strony to wołanie na puszczy czy walenie głową w ściany, bo tym od łopatą do głowy nie dorównam…
„Wszystko jest proste jak obręcz” – mawiał Stefan Kisielewski. Nic dodać, nic ująć.

Jako, że to drugi zbiór felietonów Kisiela, czyli Stefana Kisielewskiego, po który sięgnąłem po latach, nie będzie wiele "ode mnie"...
Zamiast tzw. recenzji. Taką oto perełkę znalazłem w zbiorze "Lata pozłacane, lata szare". Przytaczam fragmenty, bo opowieść dość długa:
„W owym czasie powodziło jej się coraz gorzej. Znajomi odwracali się od niej, twierdząc uporczywie,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

39 użytkowników ma tytuł Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987 na półkach głównych
  • 23
  • 16
12 użytkowników ma tytuł Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987 na półkach dodatkowych
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987

Inne książki autora

Stefan Kisielewski
Stefan Kisielewski
Polski prozaik, publicysta, kompozytor, krytyk muzyczny, poseł na Sejm PRL II i III kadencji z ramienia Znaku, współzałożyciel i członek Unii Polityki Realnej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ciekawość. Felietony z lat 1973-1976 Antoni Słonimski
Ciekawość. Felietony z lat 1973-1976
Antoni Słonimski
Lubię czytać książki sprzed kilkudziestu lat, choć nie do końca miłe jest zaskoczenie, gdy okazuje się, że ich treść nadal jest aktualna. W czasie tych dekad coś się powinno zmienić, nieprawdaż? Jak się okazuje, zmienia się niewiele albo zupełnie nic. Wciąż wałkujemy te same problemy i mało się uczymy, albo w ogóle. Ciekawość to zbiór felietonów Antoniego Słonimskiego z lat 1973 – 76, wydrukowanych w “Tygodniku Powszechnym”. To ostatnia książka autora opracowana przez niego samego tuż przed śmiercią, a wydana w 1981 roku. Zawiera teksty na tematy wszelkie, m.in. o książkach, filmach, innych autorach oraz problemach społecznych. Słonimski to niezwykle spostrzegawczy człowiek, a przy tym jest całkiem mądry i dość (mimo wszystko) skromny. Dlatego można wierzyć w obraz Polski jaki się z jego wypowiedzi wyłania. Była to Polska smutna i zacofana. Codzienność w PRL Pisarz dużo uwagi poświęca wielu różnym problemom społecznym i kulturalnym, które wciąż są aktualne. Jednym z nich jest malejące znaczenie słowa. Pisze się dużo, coraz więcej, tylko coraz mniej z tego wynika. Jakże to aktualne, szczególnie, że coraz popularniejszy staje się self-publishing oraz wydawnictwa typu venture. Podobnie głośno ostatnio o roli tłumaczy książek, których rola jest często pomijana. Okazuje się, że to niechlubna „tradycja”, którą Słonimski również wypomina w swoich felietonach. Znajdzie się też w Ciekawości wiele innych okruchów życia w PRL, tego codziennego i tego niecodziennego. Na przykład z jednego z felietonów wynika, że Słonimski nie był fanem alpinizmu, a przecież to były czasy polskich herosów – Kukuczki i Wandy Rutkiewicz, którą zresztą w swoim felietonie wspomina, choć nie z nazwiska. Pisarz jednak uważa, że alpinizm (“nie wiadomo dlaczego zwany wciąż alpinizmem, skoro uprawiany w Himalajach”) to niepotrzebne umartwianie się i proszenie się o nieszczęście. Albo inna ciekawostka. Pisze Słonimski o pewnym czasopiśmie, które wydrukowało dość obrazowe i dosadne opisy seksu homoseksualnego i że on jest takim tekstom przeciwny. A ja nie wiedziałam, że w latach siedemdziesiątych takie kontrowersyjne publikacje w ogóle były możliwe. Słonimski (za co bardzo go cenię) nie boi się nazwać rzeczy po imieniu i cytuje potworną grafomanię pisząc o niej wprost, że to bełkot. A jak się uważnie wczytamy, to znajdziemy podobnych smaczków o wiele więcej. Na przykład na temat roli telewizji, albo o tym, że nad samochodami elektrycznymi Anglicy zaczęli już pracę w latach sześćdziesiątych, czy okruchy informacji na temat skutków marca 1968. Dowiemy się też, że brakowało też papieru na książki, o czym autor wspomina kilka razy. Acz jest to dość zabawne, że w jego książce również się trochę cennego papieru zmarnowało – kilka z felietonów zostało wydrukowanych podwójnie. Zbiór felietonów Ciekawość zawiera sześćdziesiąt osiem tekstów, każdy z nich ma maksymalnie cztery strony. I muszę przyznać, że jest to format specyficzny. Nie da się czytać ich ciągiem, trzeba odkładać, odczekiwać, po troszku. Najwyżej po dwa teksty z rzędu, nie więcej. Inaczej człowiek gubi się w natłoku tematów, ale efekt jest całkiem udany. Słonimskiemu po raz kolejny udało się skłonić mnie do przemyśleń o tym, jak było kiedyś, a jak jest teraz. Kilka razy nawet parsknęłam śmiechem. No a poza wszystkim, to kawał dobrze napisanej literatury. Smutne jest tylko to, że to książka z likwidowanych zbiorów bibliotecznych i niestety wygląda na nigdy nie czytaną…
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 6 lat temu
Testament Kisiela Stefan Kisielewski
Testament Kisiela
Stefan Kisielewski Piotr Gabryel
Wywiad ze słynnym konserwatywnym liberałem. No ale właśnie. Czy aby na pewno konserwatywnym liberałem? Z jednej strony Kisiel mówił, że najbliżej mu do Korwina, ale z drugiej twierdził, że on nie wyznaje żadnej ideologii i kieruje się czystym pragmatyzmem. Jakby tak faktycznie było, to po co podawałby swoje rozróżnienie na lewicę i prawicę? Lewica jest według niego internacjonalistyczna i chce urządzić cały świat na jedną modłę, jedną metodą. Prawica zaś zajmuje się powierzonym jej wycinkiem świata i nie ma narzędzi, nie rości sobie prawa do doradzania ludziom na drugim końcu globu, by uspołecznili środki produkcji. Sam oczywiście w tym rozróżnieniu uważa się za prawicowca, a więc czy aby na pewno nie przypisuje żadnych łatek? No jeśli potraktujemy to rozróżnienie czysto psychologicznie to nie. Lewica to te osoby, które, mówiąc Jordanem Petersonem, nie posprzątały swojego pokoju, a z fanatyzmem chcą „sprzątać” świat, podczas gdy prawicowcy to osoby dojrzałe emocjonalnie, świadome immanencji cierpienia w świecie, a więc i jego nawrotów mimo chwilowej ulgi, toteż racjonalniej kierują swoją energię. W każdym razie jest to wywiad z Kisielem. Postacią bardzo znaną pod koniec PRL-u, a którą współcześnie ludzie co najwyżej kojarzą z mema z cytatem „Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju!”. Niektórym młodszym osobom może obiła się też o uszy Nagroda Kisiela, choć mało kto się tym de facto interesuje i słusznie. Nie ma czym się interesować. Kisielewski rozwodzi się na różne tematy związane z transformacją. Raz szanuje Balcerowicza, czy Michnika, innym razem ich krytykuje. Ten drugi element mnie nie interesuje, a profesora się czepiał głównie za zbyt wolną prywatyzację. Tak, dobrze czytacie. Za ZBYT WOLNĄ, a nie za prywatyzację W OGÓLE. Bo nie ma niczego dobrego w publicznej własności środków produkcji, czego autor (dziwne określenie na osobę, z którą przeprowadzany jest wywiad, ale trudno) jest świadom do tego stopnia, że krytykuje nawet ideę oddania fabryk pracujących w niej ludziom. Jak prywatnemu przedsiębiorcy na zachodzie dobrze się wiedzie, to wtedy dopuszcza akcjonariuszy. Polacy chcieliby zacząć od podziału akcji, podczas gdy nie wiadomo, czy będzie jakiś zysk do dzielenia, czy raczej deficyt. Uściślając jego czasem mętne na publicystyczną modłę wywody: pracowniczy akcjonariat nie rozwiąże problemu braku kapitału. W pewnym sensie jest to prawda, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by pracownicy sprzedali swoje akcje jednej osobie, a byłoby to sprawiedliwsze, bo to aktualni użytkownicy własności państwowej powinni być potraktowani jako jej faktyczni właściciele, skoro nie można ustalić, która ukradziona podatnikowi złotówka wywędrowała gdzie. Podobał mi się też postulat utworzenia teologii zysku i zwalczenia „pobożnego socjalizmu” typowego dla polakkatolickiego homo sovieticus. Szkoda tylko, że Kisiel nie okazał tutaj umiaru i wpadł w zachwyt skrajnie deterministycznym kalwinizmem. To chyba tyle z najważniejszych kwestii. Reszta mnie zanudzała. Było o konieczności utrzymywania dobrych stosunków z Rosją, było trochę o życiu prywatnym autora, było o bieżących wydarzeniach politycznych, było również o zjednoczeniu Niemiec, czemu towarzyszył przytomny komentarz, że deal ziemie zachodnie za Kresy nie jest dla Polski taki zły. Więcej nie pamiętam, ale zainteresowanym historią najnowszą zdecydowanie rekomenduję i to mimo tego, że zdarza się Kisielowi popaść w „nie znam się, to się wypowiem”. No bo nie jest tak źle.
Sofiofilia - awatar Sofiofilia
oceniła na 7 7 lat temu
Rzeczy najmniejsze Stefan Kisielewski
Rzeczy najmniejsze
Stefan Kisielewski
Myśli S. Kisielewskiego zebrane w książeczce „Rzeczy najmniejsze” — nie wszystkie jego własnego autorstwa — są błyskotliwe, bez zadęcia i czyta się je z przyjemnością. W tej publikacji nie chodzi o literackie pionierstwo, czy też „pokonanie” słynnych aforystów, bo przecież jak pisał sam S.K. „Nie ma nowych myśli, są tylko nowe formy”. Kisiel był osobowością ubiegłego wieku; jako publicysta, pisarz, (kompozytor) był chętnie czytany i cytowany. Kisiel — krytyk muzyczny, pedagog, poseł na Sejm PRL — miał wpływ, brylował, spełniał się w proklamowaniu idei. Nie zdziwiłabym się, gdyby osobiście wyznawał zasadę: „Mówić trzeba o wszystkim, to paraliżuje czyny pochopne”. Tudzież gdyby sam utożsamiał się z przytoczoną w zbiorze myślą prof. Tatarkiewicza „Rozrywki męczą, praca uspakaja”. I dlatego, proszę nie przeoczyć 10 zasad Kodeksu Człowieka Pobłażliwego, bo to jest świetne. Zawsze lubiłam literackie zabawy słowem, ale tym razem dał mi Kisiel do myślenia. Czy pobłażliwość jako postawa społeczna w dzisiejszych czasach nie jest już w odwrocie? Samo słowo co raz częściej wypierane jest — w mediach, w polemikach społecznych — przez bliskoznaczne: poprawność polityczną i neutralność — dewizy nowej ery technologicznej. Tymczasem wiek XX był czasem gdzie upominano się o przyzwoitość, godność, solidarność i zaangażowanie, opowiadanie się za lub przeciw. Kierowanie się na codzień zasadą „pobłażliwości” było wystarczającym środkiem nieprowadzącym do eskalacji konfliktów (a nie unikającym dyskusji na tematy także kontrowersyjne — które dziś należy przemilczeć dla „dobra sprawy” albo od razu zbojkotować). Była niezłym patentem osób grzecznych z natury, kierujących się sercem — wiedziano kiedy „odpuścić”, ale nie pozostać nieczułym, obojętnym. Kisiel to barwna postać PRL-u, prawdziwy człowiek renesansu. Można tę książeczkę potraktować jak preludium do zapoznania się z jego felietonami, autobiografią. Warto wracać do jego myśli i je w rozmowach przytaczać. Jak choćby tę „Ci co nie mogą zrobić kariery pochlebstwami, postanowili sprobować szczęścia w krytyce” oraz „Koniec kultury myśli związany jest z degeneracją słów: gdzie upada język, zastępuje go twórczość obrazkowa”.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na 10 3 miesiące temu
Spiżowa brama Tadeusz Breza
Spiżowa brama
Tadeusz Breza
Maraton po Watykanie O książce Tadeusza Brezy „Spiżowa brama”, wydanej w 1960 roku, słyszałam już w szkole średniej, zatem przed potopem to było. Chyba nawet znałam ludzi, którzy ją czytali lub próbowali czytać. Na studiach gdzieś mi mignęła, by wreszcie w XXI wieku trafić do moich rąk. Książka w wersji „kieszonkowej” z 1968 liczy sobie ponad 700 stron małej czcionki. Jestem szczęśliwa, że dobrnęłam do końca. To był istny maraton, z punktami spożywczymi na trasie. Tu człek się zatrzymał, tu uzupełnił płyny, zjadł batona energetyzującego (tak to się nazywa?), przyśpieszył i metę osiągnął. Ale powoli… wszystko powoli. Zacznijmy od formy. Podtytuł książki „Notatnik rzymski”, prolog „Od autora” i pierwsza data „6 czerwca 56” od razu sugeruje, że nie będziemy mieć do czynienia z tradycyjną powieścią. To rzeczywiście zbiór różnego typu tekstów. Mamy więc klasyczne notatki jak w klasycznym „dzienniku” dzień po dniu, krótkie, bez komentarzy albo same komentarze na określony temat (np. relacje z pobytu w Fiuggi). Są też reportaże, obszerne opisy wydarzeń minionych i w miarę współczesnych (np. historia krwi św. Januarego w Neapolu), powroty do historii (np. dzieje obrazu „Uczta w domu Leviego” Veronese’a), liczne rozważania filozoficzne, ale przede wszystkim mamy tu obraz Watykanu z ostatnich lat panowania papieża Piusa XII, który „sprzyjał Hitlerowi i potępiał komunistów”, ale sporo dobrego też zrobił. Nie, o religii, wierze, Bogu niczego w tej książce nie znajdziecie. Przespacerujecie się natomiast po siedzibach papieży, bo do Castel Gandolfo też zajrzycie. Poznacie schemat zależności patriarchalnej, kto komu podlega i dlaczego. Poznacie wielu ówczesnych duchownych na różnych stopniach owej zależności. Pojawi się też kardynał Wyszyński, ale… uwaga… niewiele o nim. Po wypuszczeniu z internowania dogadał się przecież z komunistami, a komunizm w ujęciu watykańskim, był złem najgorszym. Jednym słowem – ziemski świat katolickiego państwa. Narrator wydaje się być nim nawet zafascynowany. Spotyka się z księżmi, bierze udział w wielu uroczystościach, zwiedza zakony. I notuje. Każdy swój krok, każdą znaczniejszą rozmowę. Bardzo stara się być obiektywny, ale nie do końca mu to wychodzi. Liczne dygresje w trakcie snucia opowieści np. o małżeństwie Bellandii powodują, iż książka rozrasta się do dużych rozmiarów i chwilami czytelnika nuży… Ale wyobraźmy sobie początek lat sześćdziesiątych, kiedy ukazuje się na rynku czytelniczym…. Zapewne jest wielkim wydarzeniem. Opisuje niedostępny dla przeciętnego Polaka Watykan. Wprowadza w tajniki zarządzania, mianowania, ba, opisuje cały przebieg czynności związanych ze śmiercią papieża, z balsamowaniem na czele, które praktycznie jest jedynym skandalem w całej opowieści. Nie spodziewajcie się zatem rewelacji, jak to bywa we współczesnych książkach o Kościele Katolickim. Nie spodziewajcie się udokumentowanych przypisami drastycznych sytuacji, opinii czy słów. To nie dokument. To epicka relacja o tym, co się komuś zdarzyło, co ktoś pomyślał, zapisał. I przygotujcie się na trudne czytanie….
gks - awatar gks
ocenił na 8 10 miesięcy temu
Jesteśmy. Rozstania '68 Teresa Torańska
Jesteśmy. Rozstania '68
Teresa Torańska
To już 49 lat upływa od chwili, gdy urocza starsza Pani, bibliotekarka na Wydziale Chemii, zwróciła się do mnie z wyrzutem: "Panie Wojtku, pan tu, a w s z y s c y są już w auli!" No to poszedłem, potem wyszliśmy i poszliśmy na UW, krzycząc "Polska czeka na Dubczeka!". Potem.... wszyscy wiedzą.. a wieczorem dowiedziałem się, że ja Polak, który wyssał antysemityzm z piersi matki, wspieram paskudnych syjonistów, takich jak Beynar – Jasienica (tak było! Nawet z Jasienicy od Łupaszki, zrobiono Żyda!!). Po strajku na PW i obronie pracy magisterskiej (koniec marca '68) przyszedł czas na tytułowe "Rozstania '68", które objęły również dziekana mojego Wydziału, wspaniałego człowieka, przyjaciela ludzi, szczególnie studentów, wielkiego popularyzatora nauki, twórcę "Problemów|" i telewizyjnej "Eureki", prof. dr Józefa Hurwica, (1911 – 2016), którego miała szczęście przyjąć Marsylia. (u Torańskiej s. 120, 122). Miałem przyjemność oceniać Torańskiej: "My" (10 gwiazdek), "Są" (10) oraz "Smoleńsk" (9), a teraz zabrakło mnie skali i muszę poprzestać na 10. Rok 1968 w nieodwracalny sposób zniszczył polską naukę i kulturę, a paradoksem jest, że symbolem tego antysemickiego wandalizmu pozostaje działacz od 1926 roku żydowskiej KPP, mąż żydowskiej działaczki KPP - Liwy Szoken, niejaki Gomułka, co świadczy o jego horyzontach umysłowych. Książka Torańskiej to nie tylko bolesne wspomnienia, lecz przede wszystkim starannie opracowany, opatrzony wieloma zdjęciami, jak najbardziej wiarygodny, dokument epoki. Chwała jej!
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na 10 9 lat temu
Prima aprilis, towarzysze! Jerzy Urban
Prima aprilis, towarzysze!
Jerzy Urban
Jest to z pewnością pogląd niepopularny i dla wielu kontrowersyjny, ale lubię twórczość Jerzego Urbana. Jestem zbyt młody, by pamiętać go jako polityka. W tej materii nie wyrządził mi żadnej krzywdy. Dla mnie Urban to na poły satyryk, na poły inteligentny publicysta. Świadczą o tym zresztą najlepiej teksty zawarte w pierwszej części książki. Urban wspomina żarty i kawały, które robił innym w zasadzie już od dzieciństwa. Im był starszy, tym dowcipy były „grubsze”, bardziej wysublimowane, dopracowane. Nad niektórymi rzeczywiście pracował miesiącami. A to fingował jakieś pisma i artykuły prasowe, innym razem przedstawiał się jako oficjel wysokiej rangi i wizytował wsie w całej gminie. Sfałszował nawet swój ślub, urządził nawet wesele (na którym się nie zjawił). Bywało, że przekraczał granicę przyzwoitości, jak w sprawie z podstawioną Rakowskiemu prostytutką i sfałszowanemu CV, czy wysłanie mu fikcyjnego zaproszenia na chrzciny klaczy o imieniu „Polityka”. Dziś takie „żarty” kończyłyby się w sądzie. I właśnie sprawy, które znalazły się na wokandzie, opisał Urban w drugiej części „Prima Aprilis, Towarzysze!”. W większości są to historie chytrych, przebiegłych kobiet, które bez skrupułów potrafią okłamywać, oszukiwać, wyłudzać pieniądze, z zimną krwią manipulować innymi. Jest więc kleptomanka Wanda Sz., żona ministra; urażona primadonna i historia jej sztucznej szczęki; przerażająca opowieść o ślubie per procura Anieli S.; pani domu, która na co dzień jest przykładną panią domu, żoną i matką, a na boku – prostytutką; rzekoma złodziejka futra i para, która pod przykrywką bycia apostołami dobrej nowiny okradła 163 mieszkania. To oczywiście tylko część opisanych wątków. Urban pisze wartko, ciekawie, i co najważniejsze – z pointą. Żadna z historii nie jest nudna. Każda trzyma w napięciu. Autor świetnie dozuje emocje, odpowiednio buduje atmosferę. Nie mam pojęcia, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę. Jeśli nie – gratuluję Urbanowi niesamowitej wyobraźni. Jeśli tak (co jest bardziej prawdopodobne) – były to straszne czasy. Każdy, kto sądzi, że kiedyś było lepiej, niech przeczyta tę książkę. Te przestępcze, czasem wręcz kryminalne historie, w większości nie przytrafiłyby się dziś, ponieważ istnieje inny system obiegu informacji, komunikacji, technologia i świadomość ludzka poszły mocno do przodu. Niemniej traktujmy je ku przestrodze. Poziom wyrafinowanej podłości, jaką człowiek może wyrządzić drugiemu człowiekowi, właśnie poznałem od zupełnie nowej strony. Nie wiedziałem, że aż tyle jeszcze może mnie zaskoczyć.
Mister Oizo - awatar Mister Oizo
ocenił na 7 1 rok temu
Kisiel Mariusz Urbanek
Kisiel
Mariusz Urbanek
Są postacie barwne i nietuzinkowe, których życie odciska na wiele lat niezatarte piętno na kulturze i życiu społecznym. Są też takie postacie, które mimo, że nas już dawno opuściły nadal z nami żyją i wywierają istotny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. I wcale nie są przejawem zjawiska jakim jest budowania mitu, co często się dzieje z osobami, co do których mamy szczególny szacunek i otaczamy je nimbem chwały za to wszystko, co zrobiły, i jak się w życiu zachowywały. Stefan Kisielewski do takich postaci należy. Przeszedł przez życie jak burza wierny swoim zasadom i niezłomny w ich realizacji, nie dający się porwać, otumanić rożnym mniej lub bardziej atrakcyjnym prądom, które chciały go wciągnąć w swoje nurty, bo trzymał się żelaznej zasady wyniesionej z domu, że z prądem płyną tylko zdechle ryby, zdrowe płyną pod prąd. Miał świadomość, zwłaszcza już z perspektywy czasu, że taka postawa kosztowała go wiele wysiłku i wiele odwagi i samozaparcia, żeby zachować niezależność zarówno jeśli chodzi o swoje poglądy, jak również i postawę moralną, bo przyszło mu żyć w czasach trudnych i w wymiarze ideologicznym bardzo skomplikowanych. Miał świadomość, że Polska Ludowa oczekuje od swych twórców czołobitności i wiernopoddańczych zachowań, widział jak zachowywali się jego przyjaciele i znajomi, którzy dla dobrych synekur gotowi byli sprzedać dusze i zapewnić sobie bezpieczną i spokojną przyszłość idąc na pełną współpracę z władzami, Nie miał o to do nich żalu, próbował zrozumieć racje, którymi się kierowali, co nie oznacza, że nie artykułował krytycznie swoich uwag i dosadnych uszczypliwości, czasem wprost, czasem w bardziej zawoalowany sposób wbijając igiełkę, która była na tyle czytelna, że trafiała w sedno problemu lub w osobę, do której była skierowana. Był przede wszystkim wierny temu, co uznawał za uczciwe i prawe, dlatego narażał się i tym z prawej i tym z lewej. Za swoją powieść Sprzymierzeńcy atakowany był przez środowiska narodowe i kościelne, które za złe miały mu rzekomo zawartą w niej rozbuchaną pornografię czy obalanie mitów zakrzepłych w polskiej tradycji jako punktów oparcia przyjmowanych bezkrytycznie i bez rzetelnej analizy. Lewica nie mogła mu wybaczyć jego aliansów z Tygodnikiem Powszechnym i krytycznych uwag o gospodarce i cenzurze. Mimo pełnienia funkcji posła na Sejm miewał w swym życiu zatargi z władzą, które skutkowały utratą pracy i zakazem druku, który miał skutecznie go odizolować od wpływu na opinię publiczną. Nie dawał sobie jednak tak łatwo wmawiać, że jego pisanie nie jest nikomu potrzebne, a jego analizy nic nie znaczące. W ciężkich chwilach ratował się pisaniem do dziś niezwykle popularnych kawałków muzycznych. Swoich przyjaciół cenił i szanował, choć niejeden z nich był zaskoczony kiedy po latach w wydanym Abecadle okazało się, że Kisiel i im potrafił rożne szpileczki wbić i pokazać, że nie wszystko w ich zachowaniu mu się podobało. Miał swój wyraźny osąd nad wszystkim z czym się spotykał i nie bał się, że zostanie posądzony o popieranie jakiejś idei czy osoby, jeśli uznał, że owa idea i osoba służy dobru Polski, bo Kisiel był przede wszystkim patriotą, dla którego Polska była wartością której poświecił swoje życie i zniósł wszystkie troski i upokorzenia, żeby moc żyć w wolnym i niepodległym kraju, by swoim ciętym językiem i zdrowym poczuciem humoru jak najlepiej służyć i wspierać ukochaną ojczyznę.
Antoni Leśniak - awatar Antoni Leśniak
ocenił na 9 11 lat temu
Rodowody niepokornych Bohdan Cywiński
Rodowody niepokornych
Bohdan Cywiński
Książka-legenda pokolenia moich rodziców. Pierwszy kontakt z nią, w podziemnym wydaniu (chociaż była legalnie wydana w 1971 r.) na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Później leganie wznawiana, w lepszej szacie edytorskiej, ze zdjęciami. Autor opisał losy polskiej inteligencji z przełomu XIX i XX wieku, pokolenia chyba najważniejszego w historii naszego kraju minionego stulecia. Praca rozpoczyna się od rozdziału poświęconemu Uniwersytetowi Latającemu (później recypowanemu w latach 70-tych minionego stulecia), a więc tematowi wówczas nieznanemu i niedocenianemu. W sposób oddolny, bez pomocy władz powstała w Warszawie, w „Kraju nadwiślańskim”, bez żadnej autonomii, z wiecznie trwającym stanem wojennym, uczelnia dla kobiet, z usystematyzowanym programem i wysokim poziomem nauczania, gdzie nauczali najwybitniejsi ówcześni intelektualiści, a wśród słuchaczek było pierwsze pokolenie wybitnych polskich kobiet końca XIX i początku XX wieku. Dopiero po latach przychodzi refleksja – tak się rodziło społeczeństwo obywatelskie. W kolejnych rozdziałach autor omawia ówczesnych luminarzy polskiej myśli w zaborze rosyjskim, historię ruchu socjalistycznego, tego prawdziwego – od Piłsudskiego, Krzywickiego, Brzozowskiego a także jego połączenie z ideami pozytywistycznymi, które zaowocowało pracą wśród warstw gorzej sytuowanych, przypomina takie zapomniane dziś postacie jak Cecylia Śniegocka czy Stefania Sempołowska. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy recenzenci, Cywiński nie pomija okoliczności powstawania endecji i dryfowania jej programu w stronę coraz bardziej agresywnego nacjonalizmu. Wadą, którą później sam autor zauważył jest brak jakichkolwiek nawiązań do ruchu ludowego, nie tylko w zakresie politycznym, ale przede wszystkim społecznym, edukacyjnym i dotyczącym uświadomienia narodowego oraz społecznego. Cywiński był związany z kręgiem Tygodnika Powszechnego i Znaku, więc nie mogło zabraknąć rozdziałów na temat kościoła katolickiego, zarówno instytucjonalnego, jak i jego co bardziej znanych przedstawicieli czy świeckich sojuszników, w tym m.in. znanych pisarzy i innych twórców. Wreszcie ostatnie rozdziały dotyczyły zetknięcia się radykałów społecznych, szczególnie socjalistów, z chrześcijaństwem, a raczej jego przesłaniem, a nie instytucjonalną ortodoksją. Tu bohaterami są m.in. ksiądz Władysław Korniłowicz, założyciel ośrodka dla niewidomych w Laskach, Stanisław Brzozowski czy grono osób, które będąc w starszym wieku w czasie I wojny światowej powróciło do chrześcijaństwa. Pod koniec komuny to przesłanie, podobnie jak książka Adama Michnika „Kościół, lewica, dialog” było jakby pieczęcią współpracy dwóch środowisk – radykalnej lewicowej inteligencji oraz wierzących, bardziej jednak przeciwko wspólnemu wrogowi, niż o realizację jednolitej wizji przyszłego społeczeństwa i państwa, jak się później okazało. Tak czy inaczej książka pokazuje proces formowania się polskiej inteligencji, elit, które odzyskały niepodległość i rozpoczęły budowę nowej, bardziej egalitarnej wspólnoty. Bo kogo tam nie ma? Oprócz już wymienionych są m.in. Nałkowski, Abramowski, Strug, Sieroszewski, Krzywicki, Radlińska, Żeromski, Dawid, Dygasiński, Jellenta, Waryński, Mahrburg, Limanowski, Bogusz i wiele innych osób. Wybitne książka, którą powinien przeczytać każdy, kto się interesuje historią najnowszą,kulturą XIX i XX wieku oraz przemianami społecznym na naszych ziemiach. Tym bardziej warto, że nowe wydanie PWN z 2010 roku, solidne edytorsko (twarda oprawa, zdjęcia,indeks, ale niestety brak bibliografii) jest dostępne za śmiesznie niską cenę.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 9 2 lata temu
Alfabet Rokity Piotr Zaremba
Alfabet Rokity
Piotr Zaremba Michał Karnowski
Mam wrażenie że Rokita swoją wartość bardziej podpiera pochodzeniem i osiągnieciami przodków niż rzeczywistym swoim dorobkiem polityczno-naukowym. Nie rozumiem skąd w nim takie uwielbienie swojej osoby, próbuję przypomnieć sobie jakiś jego większy sukces i nic mi do głowy nie przychodzi. Został wykorzystany przez Tuska do wprowadzenia na polskie salony szkodliwej dla Polski partii politycznej mamiony perspektywą fotela premiera (nawet w tym przypadku nazywając siebie "premierem z Krakowa" wykorzystuje fakt pochodzenia z miasta królewskiego co już samo w sobie jest infantylne i pasuje mi jak ulał do późniejszych ekscesów lotniczych w stylu "Niemce mnie biją"). Dlaczego ten piękny kraj zawsze trafia na polityków pokroju Rokity- niby dobrych ludzi ale zupełnych nieudaczników "bez jaj" których nawet pełniaca swoje obowiązki stewardesa jest w stanie wyprowadzić z równowagi do tego stopnia że sami z siebie zrobią pośmiewisko. Mam poglądy prawicowe ale wkurza mnie kiedy przedstawiciele popieranej przeze mnie partii zawsze przed wyborami coś wywiną, od chlania w samolocie całymi rodzinami po insynuacje że Polska powinna zastanowić się nad wysłaniem wojsk na Ukrainę na wojnę z Rosją. Tak ostatnio wypowiedział się Duda, a mnie wkurza że zawsze moja partia wysunie jakąś Dudę która da się sprowokować i zacznie gadać brednie. Co to ma wspólnego z tą książką? Bardzo wiele, jeśli chcecie zapoznać się z wynurzeniami narcystycznego, zapatrzonego w siebie nieskutecznego politycznie bawidamka to kupcie tą książkę bo ona o tym jest.
Marek Krawczyk - awatar Marek Krawczyk
ocenił na 7 11 lat temu
Siła bezsilnych i inne eseje Václav Havel
Siła bezsilnych i inne eseje
Václav Havel
„Dziwić się światu” „Nie jestem chyba jedynym człowiekiem, który czasem dziwi się otaczającemu światu, odnosi wrażenie, że przestaje go rozumieć lub wątpi w sens wielu spraw, które ten świat napędzają. (…) Wszyscy przecież wiemy, że nie powinno się zdradzać przyjaciół, kraść, kłamać, gardzić kimś z tego powodu, że ma inny kształt oczu albo jakąś wadę fizyczną, że nie należy naruszać interesu publicznego - choć nasz wpływ na jego obronę jest niewielki- oraz trzeba myśleć, o tym, co dzieje się daleko od nas i będzie się działo po nas”. Vaclav Havel, Siła bezsilnych i inne eseje, Wyboru tekstów dokonał Andrzej S. Jagodziński, Agora SA, Warszawa 2011, s.332-333. W tomie esejów V. Havla, odnajdziemy zacytowany fragment, będący orędziem wygłoszonym w Pradze 1 stycznia 2001 roku (tłum. Andrzej S. Jagodziński), w którym prezydent Czech przypomina Rodakom o podstawowych wartościach, obwiązujących, zarówno w życiu prywatnym, jak i społecznym. Słowo - klucz, a właściwie fraza mieści się w tytule eseju „dziwić się światu” –to „sama zdolność do pozbawionego uprzedzeń dziwienia się czy podawania czegoś w wątpliwość jest bardzo pozytywna - zwłaszcza gdy takich wątpliwości nie ma większość społeczeństwa albo gdy dotyczy to spraw uznawanych za oczywiste”. (s..332) Zbiór esejów, w ocenie A. Michnika (Z Przedmowy): „to eseistyka najwyższej próby, tej samej próby, co eseje Georg`a Orvella i Hannah Arendt, Josifa Brodskiego i Istvana Bibo, Leszka Kołakowskiego i Czesława Miłosza". Czytelnikowi pozostaje zagłębić się w lekturę tekstów, z miejscem na refleksje o świecie i ludziach z pozycji 2024, także kończącego się `25. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 1 rok temu

Cytaty z książki Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987

Więcej
Stefan Kisielewski Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987 Zobacz więcej
Stefan Kisielewski Lata pozłacane, lata szare. Wybór felietonów z lat 1945-1987 Zobacz więcej
Więcej