Księga zmarłych filozofów

Okładka książki Księga zmarłych filozofów
Simon Critchley Wydawnictwo: Farbiarnia filozofia, etyka
317 str. 5 godz. 17 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The book of dead philosophers
Data wydania:
2011-04-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-04-01
Liczba stron:
317
Czas czytania
5 godz. 17 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-929420-0-9
Tłumacz:
Janusz Margański
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Księga zmarłych filozofów w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Księga zmarłych filozofów

Średnia ocen
6,9 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
138
69

Na półkach:

To jest dokładnie jak ktoś niżej napisał "zbiór faktów i ciekawostek" - książka którą można wziąć na wakacje, albo do kina na nowego Jarmusha. Niczego więcej się nienależy spodziewać. Ale jak chcesz się wyluzować, a jesteś za bardzo ęą, żeby czytać Clarksona, to polecam.

To jest dokładnie jak ktoś niżej napisał "zbiór faktów i ciekawostek" - książka którą można wziąć na wakacje, albo do kina na nowego Jarmusha. Niczego więcej się nienależy spodziewać. Ale jak chcesz się wyluzować, a jesteś za bardzo ęą, żeby czytać Clarksona, to polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

107 użytkowników ma tytuł Księga zmarłych filozofów na półkach głównych
  • 72
  • 29
  • 6
23 użytkowników ma tytuł Księga zmarłych filozofów na półkach dodatkowych
  • 16
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Księga zmarłych filozofów

Inne książki autora

Simon Critchley
Simon Critchley
Simon Critchley - profesof filozofii New School for Social Research w Nowym Jorku. Jest autorem wielu książek, min. wydanych ostatnio On Heidegger's Being and Time i Infinitely Demanding.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czym jest to, co zwiemy nauką? Alan Chalmers
Czym jest to, co zwiemy nauką?
Alan Chalmers
Przyłączam się do jednej z opinii oceniającej tę pozycję: dziwię się niskiej ocenie tej książki. Moim zdaniem jest to dzieło niezwykle ważne z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy, to możliwość dosyć szczegółowego przeanalizowania, na czym polega praca filozofa. Autor przystępnym językiem tłumaczy pojęcia takie jak relatywizm, obiektywizm, indywidualizm, paradygmat, racjonalizm, itp. itd. jego wywód pozwolił mi na połączenie wielu pojęć, zrozumienie ich oraz utrwalenie. Jest to dla mnie swoissty temat do przemyśleń, że napisanie takiej książki pozwalało kiedyś na udaną karierę naukową, objęcie katedry filozofii i cieszenie się tytułem profesorskim. Drugi, znacznie istotniejszy od pierwszego, bo ponadczasowy, to zwrócenie uwagi czytelnika, szczególnie mieniącego się „racjonalnym”, na siłę argumentacji obalającej racjonalny porządek świata. Mam wrażenie, że w szczególności absolwenci uczelni technicznych mają dosyć sprecyzowane podejście do rzeczywistości i roli nauki, które na potrzeby tej recenzji nazwę „eksperckim”: wiadomo, jak jest, o ile do opisu świata wykorzystujemy aparaty matematyki i fizyki. Próby zgłębienia relacji pomiędzy fragmentami rzeczywistości, wplątanie w to społeczeństwa i sposobu myślenia jednostek, to główna wartość tej książki. Pokazanie naiwnego indukcjonizmu, próba zastąpienia go falsyfikcjonizmem i dalszy wywód, powinny moim zdaniem, chociaż w skróconej formie, znaleźć się w programie edukacji na jednym z pierwszych, jeżeli nie pierwszym semestrze uczelni tzw. technicznych. Cytując autora: „Uważam, że najistotniejszym celem moich badań jest walka z panującą w naszym społeczeństwie *ideologią nauki*. Ideologia ta posługuje się wątpliwym pojęciem nauki i równie wątpliwym pojęciem prawdy, które słuzą zazwyczaj do obrony konserwatywnych stanowisk i koncepcji.” Z nielicznymi wyjątkami ta pozycja traktuje przede wszystkim o fizyce. Nauki społeczne wspomina, czy rozważa, w niewielkim stopniu. Nie porusza w zasadzie w ogóle relacji pomiędzy matematyką a fizyką. Nie wspomina na przykład znanego już przecież w latach 70-tych kryzysku, jaki wywołało w matematyce twierdzenie Gödla. Z perpektywy roku 2024 trudno mi zgadnąć, czy w epistemologii została zaakceptowane teorie rozwoju nauki wyminione przez autora. Brakuje mi ciągu dalszego: co zmieniło się w epistemologii pomiędzy wydaniem tej pozycji, a współczesnością. Autor, być może celowo, nie odniósł się do dosyć rozpowszechnionego współcześnie poglądu, że tam, gdzie zaczyna się fizyka, tam kończy się filozofia. Innymi słowy to fizyka pozwala nam współcześnie na weryfikację poglądów filozoficznych, odrzucenie części z nich. Poszerzając tę myśl, współczesna nauka pozwala nam na uznanie części poglądów filozoficznych za błędne. Tak dzieje się coraz częściej dzięki postępowi nauk kognitywnych, co pozwala na odrzucanie kolejnych poglądów filozoficznych dotyczących sposobu rozumienia świata, czy też podejmowania decyzji przez ludzi. Podobnie nie pada ani jedno słowo o „teorii ogólnej”, którą starają się opracować fizycy już od wielu lat, czyli jednej super zasady, ogólnego twierdzenia, z którego można wyprowadzić zarówno prawa mechaniki, jak i optyki, czy elektromagnetyzmu. A to przecież ciekawa koncepcja, zasługująca na refleksję także z punktu widzenia metodologii badań naukowych.
mslonik - awatar mslonik
ocenił na 8 1 rok temu
Agonia chrystianizmu Miguel de Unamuno
Agonia chrystianizmu
Miguel de Unamuno
Życie Miguela de Unamuno obfitowało w radykalne zwroty. Z początkowego komunisty krytykującego instytucje kościelne i państwowe przemienił się w chrześcijańskiego socjalistę, który w instytucji Kościoła widzi sporo zła, ale dostrzega też dobro. Religia jest taka jacy są jej wyznawcy, a oni są tylko ludźmi z zaletami i wadami. W Agonii chrystianizmu tłumaczy nam, dlaczego wiele wartości chrześcijańskich minęło, dlaczego nastąpił rozłam na wschód i zachód, a później nastąpił czas reformacji. Unamuno wyjaśnia nam sprzeczność chrześcijaństwa z uczestnictwem w życiu publicznym i zabieganiem o dobra tego świata. Z tej perspektywy krytykuje struktury kościelne, które mimo wszystko usiłują wpływać na politykę państw. Unamuno obnaża paradoksy idei powstałej w obliczu kryzysu poglądowego i politycznego w I w. n.e. Poniżej kilka fragmentów doskonale oddających klimat i główne myśli przemyśleń z książki, która dość długo w ojczyźnie filozofa znajdowała się na liście ksiąg zakazanych: „W tej tak głęboko antychrześcijańskiej książce [Enquête sur la monarchie Charlesa Maurras ] przeczytałem (z programu L’Action Française, z 1903 roku), że «prawdziwy nacjonalista stawia ojczyznę ponad wszystko, a zatem pojmuje, rozważa i rozstrzyga wszelkie kwestie polityczne w ich odniesieniu do interesu narodowego». Czytając to, przypomniałem sobie inne zdanie: «królestwo moje nie jest z tego świata», i pomyślałem, że dla prawdziwego chrześcijanina – jeśli w ogóle można być prawdziwym chrześcijaninem w życiu publicznym – każda kwestia, czy to polityczna, czy inna, powinna być pojmowana, rozważana i rozstrzygana w odniesieniu do indywidualnej korzyści wiecznego zbawienia, wieczności. A jeśli przepadnie ojczyzna? Ojczyzna chrześcijańska nie jest z tego świata. Chrześcijanin winien poświęcić ojczyznę dla prawdy”. „I tu właśnie tkwi źródło tragedii. Bo prawda jest czymś wspólnym, społecznym, nawet publicznym; prawdziwym jest to, w czym się zgadzamy, co pozwala nam się porozumieć. A chrystianizm jest czymś indywidualnym i niemożliwym do przekazania. Oto dlaczego agonizuje w każdym z nas”. „Życie jest walką i solidarność na rzecz życia jest walką, i tworzy się w walce. Nie zmęczę się powtarzaniem, iż tym, co najbardziej łączy nas, ludzi, między sobą, są istniejące wśród nas rozdźwięki. Również tym, co spaja wewnętrznie każdego, co tworzy głęboką jedność naszego życia, są nasze osobiste rozdźwięki, wewnętrzne sprzeczności naszych rozdźwięków. Pokój można zawrzeć z samym sobą – jak Don Kichote – tylko po to, by umrzeć”. „Agonia jest więc walką. Chrystus przyszedł, aby przynieść nam agonię, walkę, a nie pokój. Sam nam to powiedziała: «Nie sądźcie, że przyszedłem pokój nieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy» (MT 10, 34-36). Pamiętał, że jego bliscy, domownicy, jego matka i bracia wzięli go za szalonego, który nie panuje nad sobą, obłąkanego, i przyszli po niego (Mk 3, 21)”. „Chodzi jednak o to, że ów pokój wydarza się wśród wojny, a wojna wśród pokoju. I to właśnie jest agonia”. „Istnieje w mojej hiszpańskiej ojczyźnie, w moim narodzie hiszpańskim, narodzie agonijnym i polemicznym, kult Chrystusa agonizującego; ale istnieje też kult Dziewicy Boleściwej, Matki Bolesnej, z sercem przeszytym siedmioma mieczami. I właściwie nie jest to Pietà italiana. Otacza się czcią nie tyle Syna, który martwy spoczywa na łonie swojej matki, ile ją, Dziewicę Matkę, która agonizuje z bólu, z Synem w ramionach. Jest to kult agonii Matczynej”. „A jeśli chodzi o to, by dać się zabić za Boga jezuitów, to może być to sprawa polityczna. Ludzie pozwalają się zabić za idola. Lecz niewielu ma na tyle ducha, by ogrzać swego Boga w agonii, by obdarzyć go w ten sposób życiem, by uczynić z agonii życie”. „Krucjata też jest sprawą męskości. Wywodzi się z wolnej woli, a nie z łaski. A każda krucjata jest jednym z najbardziej agonijnych aktów chrystianizmu. Ten, kto idzie narzucać jakąś wiarę innemu za pomocą miecza, usiłuje przekonać samego siebie. Prosi o znaki, prosi o moc dokonania cudu, by podtrzymać swą wiarę. A każda krucjata dokonana mieczem, kończy się podbojem podbijającego przez podbijanego, i podbijający staje się nadystą”. „Wiara jest pasywna, kobieca, jest córka łaski, a nie aktywna, męska, wytworzona przez wolną wolę”. „Nie wierzy ten, kto ma ochotę wierzyć. Męskość sama jest bezpłodna. Tymczasem religia chrześcijańska wymyśliła czyste macierzyństwo, bez współudziału mężczyzny, wiarę z czystej łaski, łaski skutecznej”. „Ci, którzy chodzili za nim, chcąc go zgubić, postanowili zapytać go, czy jest dopuszczalne płacenie podatku Cezarowi, najeźdźcy, wrogowi żydowskiej ojczyzny, który był organem władzy. Jeśli odpowie, że tak, przedstawią go ludowi jako złego Żyda, złego patriotę, a jeżeli powie, że nie oskarżą go przed władzami cesarskimi jako buntownika. Gdy zadano mu pytanie, Jezus prosi o monetę i pokazując odciśniętą na niej podobiznę, zapytał: «Czyj nosi obraz i napis?», «Cezara», odpowiedzieli. A on: «Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga». Co można zrozumieć tak: najpierw oddajcie Cezarowi, światu, społeczeństwu pieniądz, który należy do Cezara, do świata, do społeczeństwa, a Bogu – duszę, która ma zmartwychwstać w ciele. Uwolnił się w ten sposób od całego problemu ekonomiczno-społecznego, On, który powiedział, iż trudniej jest bogatemu wejść do królestwa niebieskiego, niż wielbłądowi przejść przez ucho igielne, i pokazał, że jego Dobra Nowina nie ma nic wspólnego z kwestiami ekonomiczno-społecznymi lub narodowymi, nic z demokracją czy międzynarodową demagogią, nic z nacjonalizmem”. „Jednak po Konstantynie, kiedy zaczęła się romanizacja chrześcijaństwa, gdy litera – nie słowo – Ewangelii zaczęła przemieniać się w coś w rodzaju prawa Dwunastu Tablic, cesarze zapragnęli ochraniać Ojca, Boga Chrystusa i chrześcijaństwa. I powstała ta przerażająca rzecz zwana prawem kanonicznym. I umocniła się koncepcja prawna, światowa, społeczna domniemanego chrystianizmu. Św. Augustyn, człowiek litery, już był prawnikiem, kauzyperdą. Był nim i św. Paweł. Będąc równocześnie mistykiem. Walczył w nim mistyk z prawnikiem. Z jednej strony prawo, z drugiej łaska”. „Jednakże skoro chrześcijanin jest człowiekiem w społeczeństwie, dotyka spraw publicznych, jest obywatelem, czyż może nie interesować się życiem społecznym i publicznym? Ach!, przecież chrześcijaństwo domaga się doskonałej samotności; przecież ideałem chrześcijaństwa jest kartuz, który pozostawia ojca i matkę, i braci dla Chrystusa, i rezygnuje z założenia rodziny, z bycia mężem i ojcem. Co – jeśli ma przetrwać rodzaj ludzki, jeśli ma przetrwać chrześcijaństwo pojęte jako wspólnota społeczna i obywatelska chrześcijan, jeśli ma przetrwać Kościół – jest niemożliwe. I to właśnie jest najstraszniejsze w agonii chrystianizmu”. „Nie jest misją chrześcijaństwa rozwiązywanie problemu ekonomiczno-społecznego, problemu biedy i zamożności, problemu podziału dóbr ziemskich; tak właśnie, gdyż to, co odkupi biedaka z jego biedy, odkupi bogatego z jego bogactwa, tak i to, co odkupi niewolnika, odkupi też tyrana, i należy skończyć z karą śmierci, by oswobodzić nie przestępcę, lecz kata. Jednakże nie to jest misją chrześcijaństwa. Chrystus wzywa jednakowo biednych i bogatych, niewolników i tyranów, przestępców i katów. Wobec bliskiego końca świata, wobec śmierci, cóż znaczą bieda i bogactwo, niewola i tyrania, bycie skazanym lub wykonywanie wyroku śmierci?” „A ponieważ bez cywilizacji i bez kultury chrześcijaństwo nie może żyć, stąd agonia chrystianizmu. A także agonia cywilizacji chrześcijańskiej, która nosi w sobie wewnętrzną sprzeczność. I z tej agonii żyją obydwoje: chrystianizm i cywilizacja, którą nazywamy grecko-rzymską lub zachodnią. Śmierć jednego z nich byłaby śmiercią drugiego. Jeśli umrze wiara chrześcijańska, wiara rozpaczliwa i agonijna, umrze nasza cywilizacja; jeżeli umrze nasa cywilizacja, umrze wiara chrześcijańska. Musimy żyć w agonii”. „Religie pogańskie, religie związane z Państwem, były polityczne; chrystianizm jest apolityczny. Jednak odkąd stał się katolicki, co więcej – rzymski, spoganizował się, przemieniając w religię związaną z Państwem – było nawet Państwo Kościelne! – stał się polityczny. I powiększyła się jego agonia”. „Czy chrystianizm jest pacyfistyczny? Oto pytanie, które wydaje nam się pozbawione sensu. Chrystianizm jest ponad , albo –jeśli ktoś woli – poniżej tych światowych i czysto moralnych lub może jedynie politycznych rozróżnień na pacyfizm i wojowniczość, na umiłowanie tego, co cywilne, i militaryzm; si vis pacem, para bellum: jeśli chcesz pokoju, szykuj wojnę; które zamienia się w si vis bellum para pacem: jeśli chcesz wojny, przygotuj pokój; przygotuj się do niej w pokoju”. Podsumowanie: doskonałe obnażenie niedociągnięć chrześcijaństwa
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 10 11 lat temu
Myślenie Hannah Arendt
Myślenie
Hannah Arendt
Arendt stawi sobie za zadanie odpowiedzieć na pytanie o myślne. Dlaczego myślimy, po co myślimy, gdzie jesteśmy jak myślimy? Jednocześnie pyta o filozofie o jej rolę o to czym się wyróżnia i jakie są jej początki. Momentami zestawia ją z religią. Wiarą, ale także z nauką. Co bardzo ciekawe, starając się odpowiedzieć na pytania o myślenie jednocześnie odpowiada na pytanie, które ją jako filozofkę niemiernie interesuje, a mianowicie o zło. Dlaczego są ludzie źli? Dlaczego są tak okrutni, że jest to nie do pojęcia? Odpowiadając na pytanie o myślenie i poniekąd o zło odpowiada także na pytanie o dobro i źródło moralności. Arendt uważa, że zło to brak myślenia. Sokrates mówił, że zło wynika z głupoty z nieumiejętności odróżnienia dobra od zła, ale dla Arend to nie tylko brak umiejętności, ale brak myślenia o dobru i złu. W takim ujęciu zło wynika z braku myślenia i na tym polega jego banalność. Tym sposobem mamy także odpowiedź w kwestii dobra - Dobro wynika z myślenia. Ważne są tu jeszcze dwa pojęcia intelektu i rozumu. Arendt myślenie wiąże z rozumem a intelekt z wiedzą, z inteligencją. Tym sposobem filozof myśli i kieruje się rozumem a naukowiec, prawnik, inżynier ma wiedzę i kieruje się intelektem. Filozof myśli ponad empirią, myśli o tym co poznawalne tylko myślowo, w tym o wartościach o dobru i złu. Co ciekawe tym sposobem Arendt tłumaczy zarazem, dlaczego z filozofii wyrosła etyka, dlaczego od zarania filozofii każdy system ma etykę. Dlaczego od myślenia, od intencji dobrego życia dochodzimy do moralności. Jestem zachwycona ta książka pozwoliła mi wiele ułożyć sobie w głowie. Połączyć myśli, które znałam. Myśle jednak, że osoba, która nie zna historii filozofii nie wyciągnie tak dużo z tej książki niewiele zrozumie. Arendt pisze dla filozofów nie dla laików.
CharlieSheen - awatar CharlieSheen
ocenił na 9 4 lata temu
Outsider Colin Wilson
Outsider
Colin Wilson
Dla jasności książka nie tyle jest przedstawieniem egzystencjalizmu co próbą interpretacji osoby Outsidera. Wilson tropi obcego. Poddaje analizie głównie postacie literackie, namiętnie odczytując wszytko przez pryzmat biografii autorów. A opisując życie artystów sięga do pozostawionych przez nich pism. Dziwi podejście do chronologii, Wilson potrafi przedstawić pięć książek Hessego pod rząd dla przedstawienia widzianej przez się ewolucji Outsidera, ale nie dostrzega powiązań między poszczególnymi autorami, a przecież w dużej mierze to lektury ich kształtowały. Zastanawia również dobór książek. Z powieści Sartra tylko Mdłości, z Camusa tylko Obcy. Za to opowiadania Hemingwaya, Graham Greene, Henry James, Lawrence, mistyka buddyjska, Schiller, Goethe, poeci angielscy... Niemniej od tego co jest bardziej zastanawia to czego nie ma. Może to wina braku formalnego wykształcenia, może braku dostępnych lektur, może zaś anglosaskiego pochodzenia. Bardzo to wszytko niespójne, ale jeśli kogoś ciekowi zdecydowanie warto się zapoznać. Napisana przez samouka, chwilami przypomina typowo "szkolne" porównanie, ciekawe czy edukacja pozwoliłaby na wybicie się z tej formy. Autor próbuje stworzyć system, nazywa go w posłowiu "Nowym Egzystencjalizmem" lub co gorsza "egzystencjalizmem fenomenologicznym", będzie go tworzył przez kolejne książki. Ale wszystko to trąci myszką, a i mistyką przy okazji, i dość znamienny jest fakt, że autor największym powodzeniem cieszył się w Stanach.
Mat - awatar Mat
ocenił na 6 5 lat temu
Autorytety : Sokrates, Budda, Konfucjusz, Jezus Karl Jaspers
Autorytety : Sokrates, Budda, Konfucjusz, Jezus
Karl Jaspers
Całkiem niezła książeczka Karla Jaspersa o "ponadczasowych" autorytetach, jakimi są Sokrates, Budda, Konfucjusz i Jezus. Warto dodać, że napisana w przeciwieństwie do innych książek Jaspersa bardzo zrozumiałym językiem i mało jest tutaj jego specyficznego żargonu (acz jest obecny, tak jak i lekko mistyczny niekiedy klimat). Ogólnie jest to raczej lektura popularyzatorska, opisująca pokrótce biografie tychże postaci, a także ich przesłanie. Ostatni rozdział jest natomiast porównaniem i ukazaniem wspólnych cech i różnic. Jaspers ogólnie z wielką rewerencją wypowiada się na ich temat, nie ma tutaj zbytniej krytyki, jest raczej filozoficzny zachwyt, chociaż oczywiście bez żadnego lukru. Jezus jest dla niego tylko człowiekiem, chociaż zaiste wyjątkowym i chyba z tej czwórki najbardziej przez niego poważanym (zdążyło się oczywiście trochę oberwać kościołom za zaciemnianie jego wizerunku, gdzie widać inspirację liberalnym protestantyzmem pierwszej połowy XX wieku - Harnackiem i Bultmannem). Ogólnie myślę, że książeczka dobra i potrzebna. Takie postaci warto znać by móc się od nich wciąż uczyć i by mogły być dla nas wciąż drogowskazami - nawet jeśli nie jesteśmy wyznawcami religii zbudowanych na ich nauce. "Sokrates mówi na to: „Co do mnie, jeśli drętwik powoduje odrętwienie siebie samego tak jak i innych, jestem do niego podobny, jeśli jest inaczej, to nie. Nie jest bowiem tak, że ja budzę w innych wątpliwości, sam nie mając żadnych, ale dlatego, że mam ich więcej niż inni". W identycznej sytuacji Teajtet stwierdza: mąci mi się w głowie, a Sokrates odpowiada, to początek filozofii." "Sokrates wierzył w tradycyjnych bogów, składał im ofiary, był posłuszny wyroczni delfickiej i brał udział w świętach. To, co niezależne od naszych czynów i woli, a z czego czerpią wszelkie nasze zamierzenia i wszelkie myślenie, można stracić z oczu lub zignorować, jak czyniło wielu sofistów; lecz można też napełnić się nim i podążać za nim z czcią, upatrując tutaj istotę rzeczy, bez której wszystko traci fundament. Tak czynił Sokrates. Stąd też brała się jego wielka, wspaniała i świadoma „naiwność" w czerpaniu z historycznie ugruntowanej oczywistości, wypływającej w niezrozumiały sposób z głębi bytu. Tam, gdzie własne zrozumienie nie przynosi rozstrzygnięcia, należy posłuchać wiary ojców i praw stanowionych przez państwo". "Mistyczne zjednoczenie z Bogiem, bierne odwrócenie się od świata, jedność z Bogiem i samotność pomiędzy ludźmi byłyby wyzute z miłości. Jednostka sama dla siebie nie ma udziału w Królestwie Bożym. Chodzi o to, aby dotrzeć doń wraz z innymi ludźmi. Kto kocha Boga, kocha bliźniego. Dlatego życie na świecie wypełnione jest życiem w miłości, będącym znakiem Królestwa Bożego". "Jezus nie unika sformułowań logicznie sprzecznych. Mówi na przykład: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie" (Mt 12, 30) lub: „Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami" (Mk 9, 40). Albo: „Nie stawiajcie oporu złemu" i „Nie przyszedłem przynieść pokoju, lecz miecz". Gdy wszystko jest znakiem, twierdzenie o sprzecznościach przestaje obowiązywać. Nie mamy do czynienia z systemem myślowym, lecz z przekazem zawartym w znakach". "Życie Jezusa wydaje się przeniknięte boskością. W każdym momencie, będąc blisko Boga, wszystko traci dla niego znaczenie poza Bogiem i Wolą Bożą. Idea Boga nie jest niczym uwarunkowana. Wynikający z niej system odniesień warunkuje wszystko inne; stąd wypływa wiedza o ugruntowującej wszystko substancji prostej. Istotą tej wiary jest wolność. W tej wierze bowiem, mówiącej o Bogu, dusza rozpływa się całkowicie w Ogarniającym. Podczas gdy doświadcza ona szczęścia i nieszczęścia tego świata, budzi się ona w sobie samej. Nie może jej powstrzymać to, co skończone i wyłącznie doczesne. Oddanie w ufności pozbawionej zrozumienia daje jej nieskończoną siłę: ponieważ w największej łagodności niezakorzenionych serc, w niszczącym zachwianiu, może ona zyskać świadomość bycia darem Boga. Jeśli człowiek wierzy, staje się wolny." "Istotą narodzin ufności w Boga z bezgranicznej świadomości cierpienia jest, po pierwsze, wydanie się bez reszty cierpieniu; człowiek postrzega siebie jako robaka, pozbawionego godności i niezłomności, po drugie zaś, świadomość absolutnej samotności, opuszczenia przez ludzi, wykluczenia z mentalnego udziału w pojęciu narodu lub innej zbiorowości, wreszcie świadomość opuszczenia przez Boga. Dalsze potęgowanie cierpienia ludzkiego staje się niemożliwe. Dopiero w tym krańcowym momencie i tylko w nim następuje zwrot: możliwy jest krzyk ku Bogu, wyrażenie nieznośności Jego milczenia i wołanie: ale Ty jesteś święty, w imieniu ludu przynajmniej jego ojcowie Mu zaufali; spokój wypływający z ufności staje się w końcu niepodważalnym fundamentem. Niepowtarzalna historycznie jest zdolność do cierpienia i jego prawdziwość. Okropieństwo nie zostaje przyjęte z opanowaniem, nie jest cierpliwie znoszone i nie zakrywa się go. Rzeczywistość cierpienia jest obecna i wyraźnie artykułowana. Cierpienie potęguje się aż do zniszczenia, dopiero w nim wyłania się z opuszczenia i samotności owo minimum wyczuwalnego oparcia, które staje się wówczas wszystkim —jest nim bóstwo. Bóstwo, które mimo swego milczenia, niewidzialności i nieobrazowości jest przecież jedyną rzeczywistością. Ten otwarty realizm nieskrywanych okropności bytu empirycznego wiąże się z oparciem w Niepojętym." "Sokrates i Jezus należeli do rzeczywistości historycznej i stali się prawzorami, takimi jakie istniały w czasach prehistorycznych, dając początek mitom i literaturze. Uosabiają w ludzkim wcieleniu to, co zostało zobrazowane w sposób mityczny w postaciach takich jak Gilgamesz, Hiob, Sługa Boży z Księgi Izajasza czy bohaterowie tragedii greckiej. W osobach Sokratesa i Jezusa uobecniają się światowe aspekty mitów: byt empiryczny jest cierpieniem, czyn jest przezwyciężeniem cierpienia, lecz każdy wielki czyn ponosi klęskę. Oni obaj, jak nikt inny, wstrząsali i wznosili — Sokrates jako filozof, który poniósł klęskę w obliczu świata, Jezus jako człowiek związany jedynie z Bogiem, którego świat nie mógł zaakceptować." "Nasz filozoficzny stosunek do nich jest następujący: jesteśmy owładnięci tym, co dla nich wspólne, ponieważ dzielimy z nimi sytuację ludzkiego bytowania. Żaden z nich nie może być nam obojętny. Każdy jest niczym pytanie, które nie daje nam spokoju. Uświadamiamy sobie, że w naszej własnej rzeczywistości nie podążamy za żadnym z nich. Kiedy czujemy dystans dzielący powagę wielkich postaci i nasze wątpliwe życie, doznajemy wówczas konieczności odnalezienia powagi nam dostępnej. Autorytety te stają się dla nas punktem orientacyjnym, a nie wzorem do naśladowania."
brantanaach - awatar brantanaach
ocenił na 7 4 miesiące temu

Cytaty z książki Księga zmarłych filozofów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Księga zmarłych filozofów