Księga legend i opowieści bieszczadzkich

Okładka książki Księga legend i opowieści bieszczadzkich
Andrzej Potocki Wydawnictwo: Wydawnictwo Carpathia baśnie, legendy, podania
289 str. 4 godz. 49 min.
Kategoria:
baśnie, legendy, podania
Format:
papier
Data wydania:
2014-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2014-01-01
Liczba stron:
289
Czas czytania
4 godz. 49 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362076338
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Księga legend i opowieści bieszczadzkich w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Księga legend i opowieści bieszczadzkich



książek na półce przeczytane 1536 napisanych opinii 340

Oceny książki Księga legend i opowieści bieszczadzkich

Średnia ocen
7,1 / 10
7 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
129
115

Na półkach: ,

Andrzej Potocki jest dziennikarzem, pisarzem, historykiem, regionalistą i animatorem sztuki. Był dyrektorem Bieszczadzkiego Domu Kultury w Lesku. Autor kilkudziesięciu książek, głównie w tematyce bieszczadzkiej.
“Księga legend i opowieści bieszczadzkich” to spisane krótkie legendy, opowieści i wspomnienia przekazywane wcześniej ustnie z pokolenia na pokolenia, zbierane przez autora przez kilkanaście lat. Pojawiają się w nich postaci historyczne i fikcyjne, zjawy, biesy i czady. Historie te zawierają próby wytłumaczenia różnych zjawisk, a także pokazują w sposób ogólny wpływy różnych grup etnicznych, które na przestrzeni wieków zamieszkiwały te tereny. Są to opowieści w większości smutne, tragiczne i magiczne, pokazujące jak bardzo wymagające i trudne do życia były Bieszczady.
Książkę kupiłam w Wetlinie i jest dla mnie wartościową bieszczadzką pamiątką. Jest to publikacja, która powoduje we mnie wzruszenie, ponieważ Bieszczady zajmują specjalne miejsce w moim sercu i są dla miejscem, do którego chętnie wracam. Bardzo się cieszę, że autor pielęgnuje pamięć o tych niesamowitych, pięknych i jednocześnie trudnych terenach. Przedstawione historie są krótkie, czasem niedopowiedziane, czasem wzajemnie się wykluczające. Są to opowieści pamiętane i przekazywane przez różne osoby, prawdopodobnie przybyłe w te tereny po drugiej wojnie światowej lub później, bo większość ludności autochtonicznej została z tych terenów wysiedlona. Dla mnie chwilami historie te były zbyt przytłaczające i wolę czytać wybrane opowieści będąc w danym miejscu w Bieszczadach, przy ognisku, albo w namiocie podczas deszczu.
---
https://www.instagram.com/kofeinowe.ksiazki/

Andrzej Potocki jest dziennikarzem, pisarzem, historykiem, regionalistą i animatorem sztuki. Był dyrektorem Bieszczadzkiego Domu Kultury w Lesku. Autor kilkudziesięciu książek, głównie w tematyce bieszczadzkiej.
“Księga legend i opowieści bieszczadzkich” to spisane krótkie legendy, opowieści i wspomnienia przekazywane wcześniej ustnie z pokolenia na pokolenia, zbierane...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

299 użytkowników ma tytuł Księga legend i opowieści bieszczadzkich na półkach głównych
  • 161
  • 132
  • 6
96 użytkowników ma tytuł Księga legend i opowieści bieszczadzkich na półkach dodatkowych
  • 77
  • 6
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sklep Potrzeb Kulturalnych Antoni Kroh
Sklep Potrzeb Kulturalnych
Antoni Kroh
Jest to według mnie arcydzieło języka polskiego. Barwność potoczystość tej książki trafiają celnie w moją duszę. Nikt tak nie potrafi czarownie gawędzić, jak Antonii Kroh. Wracam do tej książki wielokrotnie, żeby sobie poprawić humor - bo jest dowcipna, śmieszna, żywa. No bo jak tu obalać mity, jak nie ciętą ironią. Kroh, wielki znawca Podhala (może i największy w Polsce - mieszkał tam od dzieciństwa, jest etnografem, wieloletnim dyrektorem Muzeum Zakopiańskiego) dekonstruuje góralszczyznę i stawia na nogi od nowa. Przy tym robi to tak osobiście i uroczo! To kilka książek w jednej - ciekawe opowieści z dorastania warszawiaka wśród górali, krótka historia ludowości góralskiej i jej kompletnie bałwochwalczego uwielbienia przez polską kulturę, zagłębienie w życie codzienne zupełnie różne od mojego. To są same smaczne historyjki, jedna w drugą. Same! "No, tyn Józek, kierowca, legenda zakopiańskiego pekaesu. Józek wiecznie się spóźniał. Jak miał trasę półgodzinną, na przykład do Białki, to się spóźniał godzinę, bo zostawiał autobus pełen ludzi i szedł nad rzekę, żeby porozmyślać. Był z tego znany, więc dawali mu tylko krótkie trasy. Życie małżeńskie miał niezbyt wesołe, baba wiecznie się na niego darła. Tego dnia zbudziła go szarpiąc za włosy, naurągała, śniadanie zrobiła z łaski. Dyspozytor na dworcu też nie był w najlepszym nastroju, bo dwóch kierowców nie przyszło mu do roboty, więc musiał przydzielić kurs do Krakowa Józkowi. Był pełen najgorszych przeczuć i dawał temu wyraz. Józek obiecał, że się nie spóźni, że wszystko będzie jak trzeba, stał ze spuszczoną głową, aż nagle coś w nim pękło, wybiegł z dyspozytorni trzasnąwszy drzwiami, wskoczył do autobusu, zawołał do pasażerów: – Teroz uwidzicie psiekrwie, kielo worcem, siadł za kierownicą i uruchomił silnik. Ustup minęli z prędkością około stu kilometrów na godzinę, baby zaczęły wołać żeby stanął, ale nie stanął ani w Poroninie, ani w Białym Dunajcu przy fabryce, ani przy kościele, ani w Szaflarach, tylko od czasu do czasu odwracał głowę i wrzeszczał: – Zawrzyjciez kufy bezery jedne, rozmowa z kierowcą zabroniona! Minął Nowy Targ; ludziom, którzy rozpaczliwie machali na przystankach, odmachiwał niczym towarzysz Gomułka z trybuny. Od źródła Pociesznej Wody do Chabówki zjechał jak nikt przed nim ani po nim, autobus zarzucał, było ślisko, na tak zwanym zakręcie Mazurkiewicza o mało nie zleciał ze skarpy, ale w ostatniej sekundzie wyrównał. Na Zaborni już czekała banderia milicjantów, razem pognali puściuteńką szosą, Myślenice tylko mignęły, do Krakowa wpadli niby Wyścig Pokoju, ulice puste, żadnego zakopiańskiego autobusu nie witano tak uroczyście, ale co się dziwić, przecie to był absolutny rekord, godzina i dwadzieścia minut. Na dworcu już czekali na Józka kaftaniarze z Kobierzyna. Potem mu dali rentę, mógł se dumać ile chciał." Ja po takich historiach wymiękam. Niech żyje Antonii Kroh, mistrz Polski w gawędzeniu!
Fabrykant - awatar Fabrykant
ocenił na 10 3 lata temu
Wielka księga demonów polskich. Leksykon i antologia demonologii ludowej Barbara Podgórska
Wielka księga demonów polskich. Leksykon i antologia demonologii ludowej
Barbara Podgórska Adam Podgórski
Zauroczył mnie wstęp autorów, którzy postanowili skorzystać nie tylko z popularnych i naukowych źródeł, ale także z pisarzy, poetów i fantastów. Niestety, nie zauważyłem tego w praktyce. Największym mankamentem jest jednak to, że całość sprawia wrażenie nieopracowanych notatek i fragmentów, wielokrotnie się powtarzających. Rzeczowe opisy zdarzają się bardzo rzadko, a przeważają wyrwane, surowe fragmenty oraz "zeznania świadków". Najbardziej denerwowało mnie czytanie po dziesięć razy tego samego. Przykładowo: Upiór -> upier, upir upirz, upierzyca, upiorzyca, ąpir, bezkost, dydul, łap, łupior, łupi, łupir, łupirz, marcholt, marchołt, marchułt, martwiec, mrec, niełop, opi, poczwara grobowa, strzyga, strzygoń, wampir, wampirz, wąpir, wąpierz, wąpirz, wąpiór, wąpior, wampierz, wampirzyca, wąpierz, wieszczy, wieszczyca, wpyr, wupi, wypiór, żywy trup - niemal każde z tych haseł, ujęte jest razem i osobno, a przy wielu powtarzane są dokładnie te same informacje obok unikalnych fragmentów, które właściwie dodają coś innego do wszystkich pozostałych haseł i wzajemnie je poszerzając. Kolejny przykład: lelek i Lelek traktowany jest jako osobne hasło, już pomijając to, że lelek ma 4 pozycje oraz osobnym hasłem są także lelki w liczbie mnogiej. Ogółem ponownie kończymy w miejscu, w którym większość demonów wyglądała tak samo, robiła to samo, tak samo powstawała i tak samo z nimi walczono, z tym że w jednej wsi na dane zjawisko mówili rusałka, a w innej wodna pani, w kolejnej brzeginia, a na wschodzie wiła itp itd. Zdecydowanie wolę bardziej literackie opisy rozbudzające wyobraźnię, także o wiele lepszym wyborem będzie "Bestiariusz Słowiański" Zycha i Vargasa albo książki o mitologii słowiańskiej. (Prostując zamieszczone tu komentarze - ta książka nie opisuje "wszystkich bóstw słowiańskich", a ledwo zahacza o najbardziej znane.)
Graven - awatar Graven
ocenił na 6 5 lat temu
El Dorado. Polowanie na legendę Andrzej Kapłanek
El Dorado. Polowanie na legendę
Andrzej Kapłanek Jacek Pałkiewicz
W peruwiańskim rytmie Kiedy wzięłam do ręki książkę Jacka Pałkiewicza i Andrzeja Kapłanka „El Dorado Polowanie na legendę”, najpierw poczułam jej ciężar. Liczba stron nie przerażała, bo tylko 440, ale papier, na którym ja wydrukowano twardy, chyba tzw. „kredowy cieńszy”. Strony były śliskie i nie gniotły się. W sumie podczas czytania trudno było książkę utrzymać w dłoniach. Musiała leżeć. Ten fakt informował czytelnika, że nie ma do czynienia z czytadłem, ale starannie wydaną literaturą. Okazała się być literaturą faktu, mówiąc dzisiejszym językiem, non - fiction ze sporą dawką historii, wzbogaconą o zdjęcia. Pierwszy rozdział przeniósł mnie do Peru, do dżungli amazońskiej i ponoć najniebezpieczniejszego, żyjącego z dala od cywilizacji, plemienia Indian południowoamerykańskich Cuapacoris. Drugi wprowadza w tajniki wyprawy grupy białasów – odnalezienie Paititi, legendarnego miasta pełnego złota. Zapachniało mi dzieciństwem. Tematyka i styl opisywania przypomniał mi moją fascynację opowieściami Arkadego Fiedlera. Wchłaniałam je w starszych klasach podstawówki. Różniły się od popularnego również wówczas „Tomka” ( cykl powieści Alfreda Szklarskiego) tym, że były autentycznymi relacjami z autentycznych wypraw na odległe kontynenty. O ile jednak Fiedler skupiał się na relacji jemu współczesnej, to autorzy „El Dorado…” przenoszą czytelnika w czas przeszły. Zostawiamy więc ich z niebezpiecznymi tubylcami, którzy krzywdy nie robią i zaczynamy czytać o historii Peru, przygotowaniach do wielkiej wyprawy w głąb terytorium, gdzie nie stanęła jeszcze noga białego człowieka i paru przygodach erotycznych. Część recenzentów książki czyni z tego zarzut. Widocznie jak ja, wychowani na Fiedlerze. Mnie to nie przeszkadzało. Oczywiście czekałam na dalszy opis wyprawy, ale z zainteresowaniem przeczytałam o, w sumie nieznanym mi państwie, historii Peru, podbojach dokonanych przez klan Pizzaro, Machu Picchu, chrystianizacji i wprowadzaniu cywilizacji, tam gdzie praktycznie nikt tego nie chciał. Narracja historyczna prowadzona w sposób epicki, czyli dość swobodny sprzyjała mi w zagłębianiu, czasami przypominaniu sobie historii odległego i jakże jeszcze do dziś tajemniczego peruwiańskiego świata. Do tego oglądamy dużą ilość zdjęć obrazujących ową historię, wśród nich znaleziony w 2002 roku rękopis jezuitów potwierdzający istnienie Paititi. Oprócz opowieści z dawnych lat, czytelnik śledzi przygotowania do wyprawy w głąb lądu, dostaje nawet listę niezbędnych rzeczy do zabrania. Potem oczywiści wracamy na szlak wędrowców i … spojlera nie będzie. Książkę czyta się dość przyjemnie, o ile położymy ja sobie na kolana, bo o jej ciężarze już pisałam. Nie jest rewelacją, ale według mnie nie zasługuje również na negatywną opinię. Fajnie, że autorzy zebrali do przysłowiowej kupy peruwiańską historię. Czy dobrze, że wzbogacili ją o swoje przeżycia z gatunku erotycznego? Sprawa gustu. W końcu Joanna Szczepkowska w swym słynnym monodramie „Goła baba” wyznała, że każdy czeka najpierw na gołą babę, a potem na wzniosłe idee…
gks - awatar gks
ocenił na 6 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Księga legend i opowieści bieszczadzkich

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Księga legend i opowieści bieszczadzkich