Jezioro śmierci. Młody Orzeł

Okładka książki Jezioro śmierci. Młody Orzeł
James Fenimore Cooper Wydawnictwo: Zielona Sowa literatura dziecięca
155 str. 2 godz. 35 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1989-01-01
Liczba stron:
155
Czas czytania
2 godz. 35 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374350112
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jezioro śmierci. Młody Orzeł w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jezioro śmierci. Młody Orzeł

Średnia ocen
6,2 / 10
58 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
333
195

Na półkach: ,

Dla tych, którzy dają niskie oceny tej książce. Przypominam, że autor żył i pisał w pierwszej połowie XIXw. Pisał dla sobie współczesnych ludzi, więc ocenianie jego powieści przez pryzmat XXI wieku jest, moim zdaniem, nie fair. Jeżeli ktoś tego nie rozumie to nie powinien oceniać.
Dla mnie obydwa opowiadania czytało się bardzo lekko i przyjemnie. Książki Coopera mają swój niepowtarzalny klimat Ameryki na przełomie XVIII i XIX wieku. I czuć to na każdym kroku, że autor wie o czym pisze.

Dla tych, którzy dają niskie oceny tej książce. Przypominam, że autor żył i pisał w pierwszej połowie XIXw. Pisał dla sobie współczesnych ludzi, więc ocenianie jego powieści przez pryzmat XXI wieku jest, moim zdaniem, nie fair. Jeżeli ktoś tego nie rozumie to nie powinien oceniać.
Dla mnie obydwa opowiadania czytało się bardzo lekko i przyjemnie. Książki Coopera mają swój...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

152 użytkowników ma tytuł Jezioro śmierci. Młody Orzeł na półkach głównych
  • 104
  • 45
  • 3
63 użytkowników ma tytuł Jezioro śmierci. Młody Orzeł na półkach dodatkowych
  • 52
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Ostatni Mohikanin Marc Bourgne, James Fenimore Cooper, Marcel Uderzo
Ocena 6,5
Ostatni Mohikanin Marc Bourgne, James Fenimore Cooper, Marcel Uderzo
Okładka książki Ameryka, Ameryka. Czytamy w oryginale James Fenimore Cooper, Jack London, Mark Twain
Ocena 0,0
Ameryka, Ameryka. Czytamy w oryginale James Fenimore Cooper, Jack London, Mark Twain
Okładka książki Czytamy w oryginale. Wielkie  powieści 2 Joseph Conrad, James Fenimore Cooper, Jerome K. Jerome, Herman Melville, Bram Stoker, praca zbiorowa
Ocena 6,7
Czytamy w oryginale. Wielkie powieści 2 Joseph Conrad, James Fenimore Cooper, Jerome K. Jerome, Herman Melville, Bram Stoker, praca zbiorowa
James Fenimore Cooper
James Fenimore Cooper
Powieściopisarz, amerykański i jeden z twórców literatury tego kraju, autor znanych powieści przygodowo-awanturniczych. W swoim dorobku ma ponad 60 dzieł, a największą popularność zdobył dzięki historyczno-przygodowemu cyklowi powieści z serii Leather-Stocking Tales (Opowieści Skórzanej Pończochy) w Polsce znanemu jako Pięcioksiąg przygód Sokolego Oka. Były to (w kolejności chronologii akcji): Pogromca Zwierząt, Ostatni Mohikanin, Tropiciel Śladów, Pionierowie i Preria.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Łowcy wilków James Oliver Curwood
Łowcy wilków
James Oliver Curwood
„Pisał w prosty, przystępny sposób, który przemawiał zarówno do młodzieży, jak i dorosłych, a jednocześnie pozostawał wierny zasadom literatury przygodowej. Przedstawiał relacje między ludźmi, a zwierzętami, dodając głębi emocjonalnej swoim opowieściom...” czytam notatki o Curwoodzie na końcu powieści i utwierdzam się w przekonaniu, że to prawda, z którą się jednoczę. Klasyka literatury amerykańskiej z działu, którego dotychczas nie czytałam, a który urzekł mnie po kilku zaledwie stronach. Wielu autorów wymaga czasu, skupienia i jakiegoś wewnętrznego wyciszenia, by sięgać po ich książki. Zmuszają do intelektu i wyłączności. Z Jamesem Curwoodem jest inaczej. On sprawia, że czytelnik nie dość, że podróżuje, to odpoczywa. Wabigoon, w skrócie Wabi, był starszym bratem Minnetaki. W obojgu płynęła indiańska krew i choć bardzo różnili się z wyglądu, to jednak łączyła ich silna więź rodzinna. To, jak wyglądali odzwierciedlało ich temperament i mieszankę korzeni po rodzicach. Mieszkali na dalekiej północy Kanady i pewnie ich życie toczyłoby się wedle rodzinnych schematów, gdyby nie Roderick Drew, który zaprzyjaźnia się z Wabi i trafia pod opiekę jego rodziny. Choć... nie ma to wiele wspólnego z rodzinnym ciepłem i siedzeniem przed kominkiem. Tu trzeba żyć w surowym klimacie i polować na zwierzynę. Tu trzeba się ciepło ubierać i nabrać owej surowości natury, którą widać za oknem. Tu trzeba przetrwać... A Rod obcując z tym klimatem, w mig łapie bakcyla i szybko się aklimatyzuje. Ba, szybko poznaje dzikie zwierzęta i uczy się ich zachowań. Szkoli się także w strzelaniu i w szybkości ciała, bo tu, w ciemnościach, podczas polowania i podchodzenia do dzikich zwierząt, człowiek musi mieć świadomość – albo ja, albo one. Zimno. Rany, które się długo goją. Krew, która nie chce szybko zastygnąć. Odwaga pomieszana z głupotą... Czasem walka z życiem... „Łowcy wilków” serwują całą gamę uczuć i emocji. To niebywale precyzyjnie rozpisana na głosy wręcz powieść, którą się chłonie. Chłoniesz przyrodę, surowość i ciemne lasy. Chłoniesz strach chłopców i zwierząt, na jakie się zasadzają, a które zranione i krwawiące uciekają. Walczysz o życie, o ostatni dech, o siłę, której nie masz. Ryzykujesz, jak łowcy, bo od tego, co upolują zależy ich życie – zwycięży głód i pusty brzuch, czy jednak sytość i radość ciała. Chłoniesz też, co zaskakujące, strach i lęk zwierząt. Dajesz się porwać tej przygodzie i dziwisz się, że to literatura skierowana do młodego czytelnika. Powieść Curwooda można odbierać wielorako. To opis przyrody i ludzi i ich uczuć. To opis tego, jaka potrafi zrodzić się więź i miłość nie tylko człowieka do człowieka, ile człowieka do zwierzęcia. To opis ludzi i zwierząt i tego, co się rodzi w sercu, gdy staje się nagle na granicy śmierci, i gdy ta wyciąga swe szpony. To strach w oczach i tchórzostwo czasem, które przykrywa się bladym uśmiechem, trzęsącymi się dłońmi, czy umykaniem przerażonych oczu. I nawet jeśli nie gustujesz w tego typu powieściach, to prędzej, czy później zatopisz się tu czytelniczo. dziękuję Szttukaterkowi za czytanie z przyjemnością #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na 8 8 miesięcy temu
Ostatni Mohikanin James Fenimore Cooper
Ostatni Mohikanin
James Fenimore Cooper
Córki pułkownika Munro, Kora i Alicja, wyruszają w niebezpieczną podróż do fortu William Henry, by tam spotkać się z dawno nie widzianym ojcem. Towarzyszy im przyjaciel, major Duncan Hayward oraz niewielki oddział żołnierzy. Ich przewodnikiem jest Indianin Magua, porzucony przez swoje plemię Huron, wychowany przez Mohawków . Huroni to zwolennicy Francji w toczącej się właśnie wojnie siedmioletniej między Anglią i Francją o panowanie nad koloniami w Ameryce Północnej, natomiast Mohawkowie popierają koronę brytyjską. Magua, dumny i milczący, skrywa jednak niejedną tajemnicę i kiedy celowo myli drogę podczas przeprawy przez puszczę dla podróżujących staje się jasne, że przebiegły Indianin ma swój plan i zdradził swoich towarzyszy. Na szczęście dla dziewcząt i majora Heywarda napotykają na swojej drodze Sokole Oko oraz jego dwoje przyjaciół – wodza Chingachgooka i jego syna, Unkasa, ostatniego Mohikanina. Sokole Oko, ujęty delikatnością i urodą panien Munro, przekonamy, że bez odpowiedniej opieki dziewczęta nie przetrwają trudów wędrówki, oferuje swoją pomoc w dotarciu do fortu William Henry, zapewnia również, że mogą również liczyć na wodza i jego syna. Pokrzepieni obecnością doświadczonych Indian, dziewczęta, major Hayward wyruszają w pełną niebezpieczeństw i przygód podróż, w której nieraz dosięgnie ich mściwe ramię Maguy, strzały okrutnych Huronów, a Sokole Oko wraz z przyjaciółmi stoczy niejedną walkę z żadnymi zemsty poplecznikami Maguy... Ostatni Mohikanin to książka, którą pierwszy raz przeczytałam wiele lat temu po obejrzeniu wspaniałej ekranizacji z 1993 roku, która mnie zachwyciła cudowną ścieżką i wspaniałą opowieścią o odwadze, poświęceniu i miłości. Jednak książka i film to dwa kompletnie różne światy, i wtedy, po lekturze, wydawało mi się, że książka jest przegadana i nie tak epicko porywająca, jak film. Teraz, po latach, doceniam ogromną wiedzę autora o losach Indian, doskonale oddane realia historyczne i wpleciony w nie wątek sióstr Munro, który ukazuje okrucieństwo wojny, egoizm przywódców, ale i prawdziwe siostrzane uczucia i zdolność do poświęceń, walkę o godność i honor, nawet za cenę życia. Wątek pewnego nauczyciela śpiewu dodaje szczyptę humoru tej historii i pozwala na chwilę wytchnienia. Klasyka literatury amerykańskiej, która przenosi nas w burzliwy czas wojny siedmioletniej, pełna dramatycznych konfliktów, zdrad i czyhającego niebezpieczeństwa, jednocześnie daje nadzieję, że nawet w okrutnym czasie wojny jest miejsce na lojalność, niezachwianą przyjaźń, a nawet miłość, choć nie zawsze szczęśliwą...Polecam!
basia_k_14 - awatar basia_k_14
ocenił na 7 2 miesiące temu
Łowcy przygód Jerzy Marlicz
Łowcy przygód
Jerzy Marlicz
Choć „Łowcy przygód” nie wyszli spod pióra Curwooda, a jego tłumaczki piszącej pod pseudonimem Jerzy Marlicz, to trudno nazwać tę książkę jedynie dopiskiem do serii. To pełnoprawna i bardzo udana kontynuacja – inna, ale warta przeżycia. Styl się zmienia – więcej tu emocji, relacji i wewnętrznych przeżyć postaci, a mniej surowej, dzikiej przyrody, tak charakterystycznej dla poprzednich tomów. Ale czy to źle? Wcale nie. To po prostu nowy odcień dobrze znanej przygody. Bohaterowie, których pokochałam wcześniej – Rod, Wabi, Muki i Minnetaki – wracają, by ruszyć w kolejną wyprawę, tym razem… po przygodę. I to dosłownie. Nie szukają już złota ani wilczych skór – szukają doświadczeń, wyzwań, emocji. Akcja rusza już od pierwszych stron i nie zwalnia aż do końca. Serce nieraz zabiło mi szybciej, a kilka razy – mocniej się wzruszyłam, niż się spodziewałam. Zaskoczyło mnie, jak dużą rolę odgrywa tu Minnetaki – jej perspektywa, emocje, wygląd, ubiór – to wszystko jest opisane z dbałością i uczuciem, jakiego wcześniej w serii brakowało. Czuć kobiece spojrzenie. Pięknym i bardzo poruszającym wątkiem była też scena macierzyństwa… z punktu widzenia kaczki. Tak, dobrze czytacie – to jedna z najbardziej zaskakujących i czułych scen w całej książce. Dodatkowy plus za smaczki kulturowe i ciekawostki – np. o tym, że niedźwiedzie przepadają za mrówkami, albo że według etyki indiańskiej nie wypada zadawać pytań wprost. Takie drobiazgi budują klimat i sprawiają, że historia jest bardziej wiarygodna. A język? Stylizowany, z lekko staroświeckim urokiem – pełen słów, które dziś prawie nie istnieją w codziennej polszczyźnie (snadź, przecie, jęła się…). Książkę można czytać niezależnie od poprzednich części – postacie są w skrócie przedstawione, więc nawet jeśli ktoś wcześniej nie znał „Łowców wilków” ani „Łowców złota”, to i tak odnajdzie się bez problemu. Zdecydowanie warto sięgnąć – niezależnie od tego, czy wracacie do tej opowieści z sentymentem, czy odkrywacie ją po raz pierwszy. Polecam z całego serca!
NoctisLegere - awatar NoctisLegere
ocenił na 10 10 miesięcy temu
Jankes na dworze króla Artura Mark Twain
Jankes na dworze króla Artura
Mark Twain
Yanes czy Jankes? Wyobraźmy sobie mieszankę lekkiego stylu i błyskotliwej gawędy Marka Twaina z „Podróżami Guliwera”, ale w czasie do czasów z Legend Arturiańskich. A to wszystko z bohaterem wyjętym wprost z kart Wielkiej Amerykańskiej Powieści (np. Steinbecka), który realizuje fantazje podróżników w czasie we wczesnośredniowiecznej Brytanii. Tak krótko można podsumować „Yankesa na dworze króla Artura”. Nasz tytułowy Yankes trafia po śmierci lub w jakiś inny niewytłumaczony sposób do Camelotu (jak w jakimś isekaiu). W swym pozytywistycznym (z naciskiem na scjentyzm) i modernistycznym światopoglądzie decyduje się ucywilizować VI wieczną Anglię. A pierwszym z kim się konfrontuje, to oczywiście Merlin, którego uważa za szarlatana. W ramach swojej drogi i technicznym zacietrzewieniu nasz yankes nie zna legendarium Arturiańskiego ani ówczesnej kultury. Wszystkie dziwne elementy stara się wykorzystać lub zmienić na XIX wieczną modłę. Np. choć sam uważa noszenie cylindrów za głupie, to zmusi rycerzy do ich noszenia, by się z nich naigrywać. Tę chęć zmiany można interpretować w bardzo różnych rejestrach. Z jednej strony można dojrzeć tu krytykę Brzemienia Białego Człowieka i patrzenia na kultury różnicująco ze względu na czas i na miejsce. Czasem jednak widać nieco serca i docenienie osiągnięć cywilizacyjnych. Mark Twain potrafi wchodzić też na poważniejsze tony i pokazać niszczycielską moc techniki. To nie współczesna powieść, gdzie śmierć jest wyjątkiem. Śmierć jest tu mrocznym ostrzeżeniem, którego pewnie nawet M. Twain nie jest świadomy. Gdy pisze o niszczycielskiej broni zabijającej dziesiątkami lub setkami myśli pewnie o ofiarach jako o Indianach bądź Afrykańskich ludach. Nie spodziewa się raczej, że ze swojej perspektywy 1889 roku, za dziesięć lat w czarnym tygodniu (wojna burska) kwiat angielskiego wojska spotka taki sam los, a za trzydzieści całe europejskie armie. M. Twain w swojej pomysłowości przedstawia naukę i technikę jako siłę, która zmienia powierzchowność, ale nie naturę ludzką. Tą ostatnią ubiera w średniowieczne szaty, które raz są przyjemnie zgodne z historią (odpowiedzialność władcy za zbawienie), a raz krzywdząco stereotypowe (wiara w płaską Ziemię i niemycie się). Jednak jak to bywa, by zmienić ludzi, nie wystarcza sama edukacja w myśl Platońskiej absolutnej moralności, w którą wierzyli wszelcy późniejsi oświeceni. A jak napisała Katarzyna II do Diderota: „Papier wszystko przyjmie, ale skóra jest wielce łaskotliwa”. Historycy tak samo wierzą, że natura ludzka jest stała, a tylko objawianie jej zmienia się w czasie i miejscu. M. Twain wykorzystuje ten pogląd, by pod płaszczykiem średniowiecza pokazać pewne prawidłowości swoich współczesnych, niczym z „Podróży Guliwera” Jonathana Swifta. Czy czynione dobro usprawiedliwia potem czynienie potem zła? Albo czy też uszczęśliwianie kogoś na siłę nie jest też najlepszym pomysłem? Burżuazja i arystokracja nie różnią się tak bardzo. W samej powieści zabawne i nie bez winy są obie strony – yankes równie mocno jak postacie z legend. Jednak M. Twain przedstawia mocno satyryczny humor, który operuje językiem, absurdem i różnymi subtelnościami. Słuchając jednym uchem lub czytając nieuważnie, ten delikatny humor może przejść nam koło nosa. Nie jest to w żadnym razie Terry Pratchett. Na szczęście błędy w synchronizacji audio pozwoliły przesłuchać mi pewne fragmenty jeszcze raz i docenić bardziej „Yankesa na dworze króla Artura”. Choć może nie jest to najlepsze dzieło spod ręki M. Twaina, to nadal jest porządną historią, która zręcznie nawiązuje do najróżniejszych legend i opowieści. Jego w sumie lekka forma sprawia, że słucha się go jak gawędy Bohumil Hrabala, pomimo niekiedy mroczniejszych momentów. Pozwala to płynąć słowom i nawet jeśli się słucha jednym uchem, to „Yankes na dworze króla Artura” wciąż może być przyjemną opowieścią.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 7 28 dni temu
Bellew Zawierucha Jack London
Bellew Zawierucha
Jack London
Jedna z moich ulubionych ksiazek Londona. Jedna gwiazdka mniej za brak sensownego zakonczenia ktore wyjasniloby wiele kwestii. Glowny bohater w ktorym mozna dopatrywac sie samego Londona wyrusza na Alaske w celu poszukiwaniu zlota by udowodnic swojemu wujowi ze za szybko go przekreslil...Z typowego mieszczucha, slabego I cherlawego, staje sie twardym I wytrwalym eksploratorem. Historia goraczki zlota nad rzeka Klondike rozpala zmysly, emocje I wyobraznie. Czasem mam przed oczami to czarno-biale zdjecie i sznur ludzi obarczonych bagazami, ciagnacymi sanie pod gore na przelecz Chillkoot pod katem 45 stopni. Tysiace smialkow porzuca swoje dotychczasowe zycie , stawia wszystko na jedna karte I wyrusza na koniec swiata z zamiarem szybkiego wzbogacenia sie. Wielu z nich porzuca stateczne, ustabilizowane zycie, sprzedaje majatek lub bierze pozyczke zeby sfinansowac kosztowna wyprawe. Niestety uda sie tylko nielicznym...Wielu z nich ogarnietych rzadza zlota I bogactwa poniesie najwyzsza cene na skutek braku odpowiedniego przygotowania, pokory, doswiadczenia, zdrowia, odpornosci na mroz I kondycji fizycznej. Najwiekszy paradoks stanowi to ze najwiekszego majatku dorobili sie ci ktorzy jak pisal London "nie wbili nawet lopaty w ziemie" tzn wlasciciele salonow, kasyn, domow publicznych, sprzedawcy sanek, narzedzi czy psow w Dawson. Wszyscy ci ludzie rozkrecili swoj biznes opierajac sie na naiwnosci poszukiwaczy I ich slepym pedzie po zloto. Fajnie bylo przeniesc sie oczami wyobrazni w tamte ekscytujace czasy I poczuc ten klimat. Kto dzisiaj pisze takie powiesci przygodowe? Lubie ksiazki J. Londona, jednak blizsza mojemu sercu jest tworczosc J. O. Curwooda. Dla mnie Curwood jest bardziej wiarygodny, wiekszosc swojego zycia przemierzal polnocne rejony Kanady, Yukonu i Alaski zbierajac materialy i inspiracje do nowych ksiazek. Dzieki temu tak wiele jest w nich rzetelnych informacji i ciekawostek z zycia ludzi i zwierzat. W ksiazkach Curwooda jest takze wieksze uwielbienie dla swiata i natury (piewca natury), gdzie kazdy szumiacy swierk, szemrzący potok czy gwiazda na niebie inspiruje i przyspiesza bicie serca. Curwood byl najlepiej oplacanym pisarzem za slowo w tamtych czasach a jego ksiazki stawaly sie bestselerami. Glownym mottem Curwooda bylo: "Przyroda jest moja religia.. Totez moja ambicja, marzeniem i wielkim celem jest przeniesienie czytelnikow w samo jej serce.. Kocham przyrode i mysle ze i oni beda musieli ja pokochac jesli tylko uda mi się zapoznać ich ze sobą..". Zachecam mocno do lektury!
KsiążkowyKoziorożec - awatar KsiążkowyKoziorożec
ocenił na 9 5 lat temu

Cytaty z książki Jezioro śmierci. Młody Orzeł

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jezioro śmierci. Młody Orzeł