Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji.

Okładka książki Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji.
Chris Stewart Wydawnictwo: Wydawnictwo AA literatura piękna
254 str. 4 godz. 14 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Driving over Lemons
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
254
Czas czytania
4 godz. 14 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389368942
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji. w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji.

Średnia ocen
6,2 / 10
101 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
189
105

Na półkach: ,

Czasami przychodzi taka myśl, by rzucić wszystko i zmienić życie. Tak właśnie zrobił główny bohater. Spełnił swoje marzenia. Polecam wszystkim którzy chcą odkryć codzienną Andaluzję i rozkoszować się różnymi smaczkami. Książka napisana przednio i przyjemnie, czyta się lekko i chętnie.
Polecam

Czasami przychodzi taka myśl, by rzucić wszystko i zmienić życie. Tak właśnie zrobił główny bohater. Spełnił swoje marzenia. Polecam wszystkim którzy chcą odkryć codzienną Andaluzję i rozkoszować się różnymi smaczkami. Książka napisana przednio i przyjemnie, czyta się lekko i chętnie.
Polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

280 użytkowników ma tytuł Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji. na półkach głównych
  • 150
  • 130
44 użytkowników ma tytuł Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji. na półkach dodatkowych
  • 29
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji.

Inne książki autora

Chris Stewart
Chris Stewart
Chris Stewart - pisarz, perkusista i współzałożyciel grupy Genesis. Chris Stewart był kolegą z klasy Petera Gabriela i Tony'ego Banksa. Razem założyli grupę The Garden Wall, a później, wraz z Mike'm Rutherfordem i Anthonym Phillipsem kolejny zespół Anon, na bazie którego w styczniu 1967 powstało Genesis. Stewart grał na dwóch pierwszych singlach grupy ("The Silent Sun"/"That's Me" i "A Winter's Tale"/"One-Eyed Hound"), po czym latem 1968 opuścił zespół, zastąpiony przez Johna Silvera. Po odejściu od Genesis Stewart podróżował po Europie, by w końcu zamieszkać w Andaluzji, w Hiszpanii. Autor napisał cztery autobiograficzne książki: * Driving Over Lemons (1999) (polskie wydanie Jeżdżąc po cytrynach: Optymista w Andaluzji, 2007) * A Parrot in the Pepper Tree (2002) * The Almond Blossom Appreciation Society (2006) * Three Ways To Capsize A Boat: An Optimist Afloat(2009)
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Extra Virgin Annie Hawes
Extra Virgin
Annie Hawes
Zwykle nieufnie podchodzę do książek, które opowiadają o tym jak to kobietom cudzoziemkom wychodzi życie na obczyźnie. Co tu dużo gadać – do tej pory żadnej takiej książki nie udało mi skończyć. Już po kilku stronach opisów, jak to panie remontowały dom, uczyły się gotować, itp.- pasowałam. Przepisów na potrawy to ja szukam w książkach kucharskich, a remontuję,co umiem, od reszty są fachowcy. Tym razem przeczytałam "Extra virgin" i jej kontynuację "W krainie oliwek" dosyć szybko, pewnie dlatego, że bawiły mnie opisy przeróżnych faux pas, jakie może popełnić nieświadomy turysta. No bo skąd niby można wiedzieć, że obiad w liguryjskiej gospodzie należy zamówić dzień wcześniej, że wypicie trzech kaw dziennie grozi poważną chorobą, jeśli nie śmiercią (aż się dziwię czasem, że ja jeszcze żyję ;-)), co znaczy „wino z winogron” i do czego może służyć wapno (a raczej do czego wapna nie używać, bo to byłoby łatwiej wymienić)? Minusem książek jest dla mnie leniwa akcja, sporo opisów potraw (jednak nie jest z tymi opisami najgorzej, skoro ja – totalna przeciwniczka takich opisów, przez nie przebrnęłam), no i przede wszystkim długość książek. Moim zdaniem spokojnie można było wyciąć sporo wątków i napisać jedną, a nie dwie książki, ale na długie, zimne wieczory, albo do kuchni to dobra lektura. W sam raz, żeby się wyciszyć, odpocząć i nie na tyle frapująca, żeby czytając np w kuchni, przypalić swój obiad.
anika - awatar anika
oceniła na 6 11 lat temu
W dojrzewającym słońcu. O kobiecie, która stworzyła winnicę Patricia Atkinson
W dojrzewającym słońcu. O kobiecie, która stworzyła winnicę
Patricia Atkinson
Rzut oka na tekst zamieszczony na skrzydełkach i już pierwsze zaskoczenie. Spodziewałem się opowieści o kobiecie, która radykalnie zmieniła życie, odcinając się jednocześnie od zewnętrznych oznak sukcesu rządzących środowiskiem, w którym wcześniej przyszło jej żyć i z którego chciała się wyrwać. Tymczasem: jest kobietą sukcesu: pracuje nad nową powieścią, sprzedaje wina w Anglii, Szwajcarii i Japonii, wynajmuje domy wczasowiczom, a Anglicy realizują o niej filmy dokumentalne. Ci, którzy liczą na książkę o niewielkiej winnicy, gdzie zatrzymał się świat, w której rządzi naturalny rytm, a kolejne dni wypełnia spokój i harmonia, mogą doznać zawodu. Tym polecam "Lawendowe pole" Joanny Posoch. Pomysł na książkę jest nieco banalny. Homo urbanus zmęczony zgiełkiem miasta ucieka na prowincję poszukując innego życia. Trudno zliczyć powieści osadzone w tym klimacie. Jako że żadnej nie czytałem (z wyjątkiem wspomnianego wyżej "Lawendowego pola") skusiłem się na "W dojrzewającym słońcu". Sam tytuł niespecjalnie pasuje mi do tej książki. Sugeruje (a może tylko mi się tak wydaje?) sielsko-anielską rzeczywistość, w której czas płynie tylko sobie znanymi drogami, opóźniając się znacznie w stosunku do reszty świata. Przed rozpoczęciem lektury zastanawiałem się, czy Patricia Atkinson będzie potrafiła mnie zaskoczyć. Nie bawi mnie czytanie pozycji, których fabuła jest do bólu przewidywalna i jeszcze przed skończeniem książki mam o niej wyrobione zdanie. Cieszę się, że tym razem było inaczej. W pewnym momencie miałem ochotę przerwać lekturę i już do niej nie wracać. Wydawało mi się, że skoro do tej pory nic mnie nie urzekło to nie ma sensu męczyć się przez kolejne trzysta stron. Mimo to zdecydowałem się skończyć "W dojrzewającym słońcu". W tym przypadku właściwie ostatnie kilkadziesiąt stron zaważyło na całościowej ocenie książki. Wróćmy jednak na początek. Patricia Atkinson po porzuceniu pracy w jednym z angielskich banków osiedla się na południu Francji, gdzie kupuje winnicę. Nie ma zielonego pojęcia o uprawie winorośli, a co więcej nie zna nawet podstaw francuskiego! W dodatku prawie wszystkim musi zajmować się sama (jej mąż pracuje w Anglii, zresztą później dochodzi do rozstania). Radzi sobie dzięki nieocenionej pomocy sąsiadów. Lokalna społeczność szybko przyjmuje ją do siebie. Gdy łamie nogę nie może kompletnie nic zrobić winnicy. Kiedy leży w łóżku okoliczni mieszkańcy wykonują wszystkie pracy przy winorośli. Gdyby nie oni to tamtego lata nie autorka nie mogłaby liczyć z pewnością nawet na jedną butelkę wina. Wydaje się, że przemiana życia Patrici Atkinson i stworzenie przez nią winnicy są tylko tłem do pokazania czegoś więcej - bezinteresownej pomocy, życzliwości, ofiarności i otwartości na potrzeby innych. Zdecydowanie zawodzi natomiast przedstawienie scenerii. Liczyłem na wyczerpujące opisy przyrody. Południowa Francja, poza winnicami, kojarzy mi się z polami lawendy po horyzont, ciepłolubnymi roślinami i rozsianymi średniowiecznymi zamkami. Na moment zapomniałem, że autorka jest właścicielką nie rodzinnego gospodarstwa, ale poważnego przedsięwzięcia, a winogrona to najbardziej pryskane owoce na terenie Unii Europejskiej. Boujema powtarza procedurę mniej więcej co dziesięć dni, choć dolne liście wciąż jeszcze są niebieskawe po ostatnim oprysku. Gwoli sprawiedliwości dodam, że znajdziemy nieliczne, aczkolwiek bardzo plastyczne opisy przyrody: wzdłuż ściany domu rośnie glicynia, wspinająca się na drzewo limonki. Właśnie kwitnie - olśniewająco bladoliliowa na tle dwóch różowych tamaryszków w głębi. ich aromaty się mieszają: pieprzowy tamaryszka i odurzający, piżmowy glicynii. I dalej: przyszła wiosna. Glicynia na dziedzińcu znowu odcina się oślepiającym bladym fioletem od ciemnoróżowych koron tamaryszków. Rosną pod nimi muguets, konwalie. Ich odurzający aromat miesza się z piżmowym zapachem bukszpanowego żywopłotu i pieprzową wonią tamaryszku. Drobne ptaki śmigają wokół, pochłonięte życiem, budową gniazd i śpiewem. Obok momentów radosnych (które mimo wszystko dominują w powieści) nie brakuje tragicznych. Jednym z najbardziej oddanych pracowników autorki był młody Edge. Przyznam, że irytowało mnie cytowanie jego grafomańskich wierszy. Nie rozumiałem celu tego zabiegu. Traktowały one o banalnych czynnościach ze zwyczajnego życiu dwudziestoparolatka. Przedostatni rozdział kończy gwałtownie historię tej znajomości. Patricia Atkinson zamiast opisywać postępy choroby, która go dopadła ograniczyła się do zacytowania listów, przez co czytelnik przyjmuje to jeszcze bardziej emocjonalnie niż gdyby otrzymał informację o tragedii w toku narracji. W czasie lektury mój stosunek do "W dojrzewającym słońcu" zmieniał się. Najpierw czułem się zawiedziony. Później przekonałem się, że mój zawód bardzo dobrze świadczy o książce. Gdyby autorka spełniła moje oczekiwania, jakkolwiek to nie świadczy o moim guście, to czytelnicy otrzymaliby sielską, rustykalną, może trochę naiwną i wyidealizowaną opowieść o urokach życia na prowincji. Tymczasem na miejscu dawnych, tradycyjnych winnic pojawiła się ich nowoczesna forma. Nie sztuką jest opowiadać o odwiecznych wartościach, które powinny przyświecać człowiekowi w scenerii, w której wszystko wygląda tak jakby czas zatrzymał się. Wtedy wydaje się to niejako naturalne. Dużo trudniej jest przedstawić to samo w świecie, który nieustannie zmienia się. W moim mniemaniu autorce udało się stworzyć niebanalną opowieść łączącą elementy z przeszłości (w sferze materialnej ilustrują je w powieści stary kościół i zamek zamieszkany przez dwojga staruszków) z otoczeniem, które ma coraz mniej wspólnego ze światem naszych antenatów. [Recenzja pochodzi z bloga: librimagistri.blogspot.com]
czytelnik - awatar czytelnik
ocenił na 7 10 lat temu
Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce Peter Kerr
Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce
Peter Kerr
Na początku jesieni trafiłam na niezwykle intrygującą książkę, która bardzo mi się spodobała! Autor - Peter Kerr - to wielokrotnie nagradzany, szkocki autor humorystycznego majorkańskiego pamiętnika podróżniczego pt.: "Pomarańcze w śniegu". To także były muzyk jazzowy, producentem muzycznym i rolnik. Miałam możliwość przeczytać o dobrych ( i nie tylko takich), przygodach jego szkockiej rodziny, która postanawia przeprowadzić się na Majorkę, aby uciec od zima, deszczu i wilgotności. Małżeństwo kupuje farmę i zaczyna, razem z synami, nowe życie, uprawiając pomarańcze na śródziemnomorskiej wyspie. Peter i jego żona nie mogą uwierzyć własnym oczom, gdy Majorka wita ich bielą śniegu i dziwacznym krajobrazem pełnym cytrusowych choinek i pomarańczowych kul śniegowych. Autor pisze o krajobrazie wyspy i samej farmie i robi to z prawdziwą pasją i oryginalnością. "Zatoka Palmy nigdy nie wyglądała wspanialej./.../południowe słońce, złota kula zawieszona na tle błękitnej zasłony, zalewająca blaskiem bezmiar Morza Śródziemnego, na którym skrzyły się cekiny odbitego światła. Śnieg odświeżył krajobraz. Zielone, zalesione wzgórza, które otaczały beżową,okrągłą bryłę zamku Bellver, odbijały przejrzyste światło słoneczne i oferowały subtelne zapachy sosny i mirtu" Dodatkowo czytelnik otrzymuje zabawne anegdoty o żonie pisarza, sąsiadach oraz o tym, jak został oszukany przez poprzedniego właściciela. Większość opisanych interakcji z tubylcami dostarcza mnóstwo momentów śmiechu, głównie z powodu barier językowych, zwyczajów i różnic w stylu życia. Nie muszę dodawać, że nic nie idzie gładko, a kłopoty z językiem hiszpańskim tylko potęgują zamieszanie. Ale pomimo wszystkich nieszczęść - a nawet toalety, która przestaje działać w Boże Narodzenie - opisy widoków, ludzi i ogólnego poczucia joie de vivre ( radości życia) dają czytelnikowi prawdziwe, dobre samopoczucie. Polecam przeczytać tę pełną humoru i ironii książkę , w której głównym bohaterem jest wyspa! Książka bierze udział w wyzwaniu tematycznym-20-ksiazek-na-rok-2024 Pkt 8. Książka, która ma w tytule owoc.
Strusiowata - awatar Strusiowata
oceniła na 7 1 rok temu
Greckie pomidory, czyli nowy dom na końcu drogi Mikael Backman
Greckie pomidory, czyli nowy dom na końcu drogi
Mikael Backman Joanna Nicklasson-Młynarska
Moja dozgonna miłość do Grecji ma różne oblicza. Czasem zwycięża grecka kuchnia, czasem podróże, choć ostatnio tylko palcem po mapie. Ale zawsze są to tematyczne książki, albumy i zakładki. Dlatego też nie mogłam oprzeć się historii Joanny i Mikaela, którzy na półmetku swojego życia postanowili przenieść się w świat swoich marzeń i fantazji. Zrealizowali bowiem pragnienie bycia bliżej, bardziej i przeżywania intensywniej. Zakupili dom w maleńkiej wiosce rybackiej Sigri, gdzie życie tętni w myśl greckiej zasady siga, siga, a poszczególne dni tworzą jeden nieprzerwany ciąg pięknej przygody. Wspomnienia, kłopoty i trudności z organizacją greckiego życia pozwoliły na spisanie tej fantastycznej opowieści, która niejednokrotnie spowodowała salwę śmiechu, wzruszenie, a bezwarunkowo zachwyt i maleńkie ukłucie zazdrości w serduszku. Z wielkim podziwem czytam zawsze historie ludzi, którzy mają w sobie pasję i ogromną odwagę na zostawienie za sobą dawnego życia i ruszenie naprzód ku przygodzie. Bo choć serce się wyrywa, to zawsze rozum i wszystko dookoła je stopuje. Cieszę się zatem szczęściem innych i w wyobraźni towarzyszę w każdym działaniu i aspekcie codzienności. W przypadku tej książki jest o tyle łatwiej, bo to greckie szczęście zobrazował wspaniale Andrzej Płoski, artysta plastyk, tworząc przepiękne akwarelowe grafiki. Mamy zatem kompletny obraz cudownego, sielankowego wręcz życia w społeczności, która nigdzie się nie spieszy i zawsze zdąży na czas. W myśl powiedzenia, które zasłyszałam od samych Greków: Grek rodzi się już zmęczony, a żyje po to, aby odpocząć. Pozostaje pozazdrościć luzu i skubnąć odrobinę tego przekazu dla siebie. A na pewno poczuć na własnej skórze podczas konsumowania Grecji i to nie tylko na talerzu. S'agapó Elláda💙🩵💙
Kamela21 - awatar Kamela21
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Duende - W poszukiwaniu flamenco Jason Webster
Duende - W poszukiwaniu flamenco
Jason Webster
Książka, która dość mocno mnie zaskoczyła! Zaskoczyła tym, że jest autobiografią. Ale pomimo tego, że oczekiwałam pozycji bardziej poświęconej flamenco to i tak wyszło całkiem dobrze. Autor zamiast wewnętrznych rozterek i problemów opisuje historię swojej fascynacji muzyką flamenco. Zamiłowanie to sprawiło, że wyjechał do hiszpańskiej Granady, podjął się nauki gry na gitarze i wniknął na tyle, na ile to możliwe dla cudzoziemca, w środowisko muzyków flamenco. Flamenco jest jednym z pierwszych, samo nasuwających się skojarzeń związanych z Hiszpanią. Niestety nasze wyobrażenie o tej muzyce jest mocno stereotypowe. I chwała Websterowi za to, że kilka stereotypów próbuje przełamać. A czy mu się to udaje? Efekt może faktycznie mógł być lepszy ale w mojej ocenie ważniejsze od samego warsztatu pisarza jest zwrócenie uwagi na kilka istotnych kwestii takich jak np. wkład społeczności cygańskiej w kulturę flamenco czy istnienie wielu rodzajów flamenco - od najbardziej popularnych i radosnych bulerías po przejmujące i smutne jondos. Książka "Duende - w poszukiwaniu flamenco" nie zgłębia tematu tej kultury w zadowalającym stopniu może jednak zaintrygować czytelnika i być zachętą do dalszych poszukiwań. Mnie osobiście historia autora urzekła na swój sposób... a może urzekło mnie brzmienie gitary Paco de Lucía słuchanej podczas lektury... Któż to wie?
Beatriz_Aguilar - awatar Beatriz_Aguilar
ocenił na 7 9 lat temu
Błękitne niebo i czarne oliwki John Humphrys
Błękitne niebo i czarne oliwki
John Humphrys Christopher Humphrys
W przypływie nagłego impulsu John Humphrys- brytyjski dziennikarz telewizyjny- kupuje zrujnowany dom na Peloponezie z zapierającym dech w piersiach widokiem na Morze Egejskie. W odbudowie domu pomaga mu mieszkający w Atenach i ożeniony z grecką prawniczką syn, Christopher. Nadzór nad budową przejmuje Thakis, teść Christophera, z zawodu inżynier budownictwa wodno-lądowego. Czy coś może pójść nie tak? Jak wspomina autor: Był styczeń 2006 roku. W ciągu sześciu tygodni stałem się właścicielem placu budowy, dwóch hektarów zalesionego stoku, ruin domku na plaży, uroczego gaju cytrynowego i Bóg raczy wiedzieć ilu pradawnych drzew oliwnych. Minęło lato, potem kilka lat, a plac budowy pozostał tym, czym był: placem budowy. Ta książka opowiada historię tego okresu. Gwoli sprawiedliwości, zawiera również wersję wydarzeń Christophera, a także jego spostrzeżenia na temat zamieszkiwania przez cudzoziemca w jednym z najbardziej patriotycznych i przesiąkniętych tradycją krajów. Ci z nas, którzy spędzili kiedyś w Grecji wakacje, myślą, że coś na ten temat wiedzą. Jak przekonałem, się na własnej skórze po kilku latach- większość z nas nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Książkę bardzo fajnie i przyjemnie się czyta. Na każdej stronie uświadamia nas czytelników jak wygląda kuriozalne prawo w Grecji. O czym zapewne nie wiedzielibyśmy gdybyśmy nie sięgnęli po tą książkę.
Katherina87 - awatar Katherina87
ocenił na 10 6 lat temu

Cytaty z książki Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji.

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji.