Jay-Z. Król Ameryki

Okładka książki Jay-Z. Król Ameryki
Mark Beaumont Wydawnictwo: InRock biografia, autobiografia, pamiętnik
576 str. 9 godz. 36 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Jay Z: The King of America
Data wydania:
2013-10-09
Data 1. wyd. pol.:
2013-10-09
Liczba stron:
576
Czas czytania
9 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360157848
Tłumacz:
Maciej Machała
Średnia ocen

                6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jay-Z. Król Ameryki w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Jay-Z. Król Ameryki



książek na półce przeczytane 1052 napisanych opinii 911

Oceny książki Jay-Z. Król Ameryki

Średnia ocen
6,0 / 10
69 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
9
9

Na półkach:

„Jay-Z: Król Ameryki” to biografia, która wychodzi poza klasyczny życiorys rapera i wchodzi w obszar analizy fenomenu kulturowego i biznesowego, jakim niewątpliwie stał się Shawn Carter. Książka nie skupia się wyłącznie na jego twórczości muzycznej – to raczej opowieść o tym, jak chłopak z Brooklynu zbudował imperium warte miliardy.

Mocną stroną tej publikacji jest jej podejście – autor analizuje karierę Jay-Z nie tyle przez pryzmat jego hitów. Mamy tu konkretne liczby, analizy rynkowe, spojrzenie zza kulis negocjacji i strategii – co czyni książkę interesującą nie tylko dla fanów rapu, ale też dla ludzi biznesu i marketingu.

Z drugiej strony, książka może rozczarować tych, którzy liczyli na bardziej osobistą, emocjonalną opowieść. Jay-Z to przecież nie tylko biznesmen, ale też artysta, mąż, człowiek z przeszłością pełną sprzeczności. Tego ludzkiego pierwiastka chwilami brakuje – autor utrzymuje dystans i skupia się bardziej na faktach niż na wewnętrznych zmaganiach bohatera.

„Jay-Z: Król Ameryki” to biografia, która wychodzi poza klasyczny życiorys rapera i wchodzi w obszar analizy fenomenu kulturowego i biznesowego, jakim niewątpliwie stał się Shawn Carter. Książka nie skupia się wyłącznie na jego twórczości muzycznej – to raczej opowieść o tym, jak chłopak z Brooklynu zbudował imperium warte miliardy.

Mocną stroną tej publikacji jest jej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

180 użytkowników ma tytuł Jay-Z. Król Ameryki na półkach głównych
  • 99
  • 73
  • 8
59 użytkowników ma tytuł Jay-Z. Król Ameryki na półkach dodatkowych
  • 46
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Mark Beaumont
Mark Beaumont
Brytyjski dziennikarz muzyczny od 1996 roku związany z magazynem NME (New Musical Express) gdzie jest autorem wielu recenzji i wywiadów. Wcześniej pisał między innymi dla The Times, Shortlist, The Guardian i Uncut. Beaumont jest również wielkim fanem brytyjskiego tria Muse i jesienią 2008 roku ukazała się biografia Muse napisana przez Beaumont'a zatytuowana "Out of this world: The story of Muse."
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dennis Rodman. Powinienem być już martwy Dennis Rodman
Dennis Rodman. Powinienem być już martwy
Dennis Rodman Jack Isenhour
[...] "Kiedy myślę o Dennisie, przychodzą mi do głowy określenia: lojalny, inteligentny, doskonale przystosowany. Był prawdopodobnie najbardziej swobodnym graczem, jakiego trenowałem. Prawdziwy zwycięzca!" Chuck Daily ᎷᏆᎷᏫ ᎳᏚᏃᎽᏚᎢᏦᏫ ᏢᎪNᏆᎬ ᎡᏫᎠᎷᎪN NᎪᎫᏞᎬᏢᏚᏃᎬᏀᏫ ! Dzisiaj kończy 63 lata. Niezaprzeczalnie i bez cienia wątpliwości Dennis Rodman to najbarwniejsza postać w historii sportu EVER!. Drugiego takiego nie znajdziecie. Pod tą kontrowersyjną osobowością, która stała się jego znakiem rozpoznawczym, kryje się jeszcze bardziej kontrowersyjna postać. To jak gra na uczuciach, łapiąca za serce, wywołująca współczucie, a za chwilę wychodzi jego brak odpowiedzialności i naiwność. Wydaje się, że Dennis doskonale potrafi wcielić się w rolę plotkarskiego dziennikarstwa, by osiągnąć swój cel. ROZGŁOS... Nie wiem, czy komukolwiek jest to potrzebne do szczęścia, bo tutaj nie dowiesz się niczego więcej ponad to co już wiesz. Dlatego nie odradzam, ale też nie polecam 😉 Jeżeli będziecie mieć możliwość to 𝐏𝐎𝐋𝐄𝐂𝐀𝐌 𝐙𝐀 𝐓𝐎 𝐅𝐈𝐋𝐌 𝐃𝐎𝐊𝐔𝐌𝐄𝐍𝐓𝐀𝐋𝐍𝐘 𝐏𝐓. "𝐄𝐊𝐒𝐂𝐄𝐍𝐓𝐑𝐘𝐂𝐙𝐍𝐘 𝐃𝐄𝐍𝐍𝐈𝐒 𝐑𝐎𝐃𝐌𝐀𝐍" / Dennis Rodman: For Better or Worse z serii filmów 30 for 30. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 𝐃𝐋𝐀 𝐂𝐈𝐄𝐊𝐀𝐖𝐒𝐊𝐈𝐂𝐇 : Dennis Rodman Siedem razy zdobył tytuł najlepiej zbierającego zawodnika i został włączony do Koszykarskiej Galerii Sław im. Naismitha. W swojej czternastoletniej karierze wywalczył pięć mistrzowskich pierścieni NBA (w roku 1989 i 1990 z Detroit Pistons, a w latach 1996–1998 z Chicago Bulls). Dwukrotnie został wybrany Obrońcą Roku (1990, 1991). Rozegrał ponad 900 spotkań w lidze NBA ze średnią liczbą punktów na mecz wynoszącą 7, a zbiórek 13. Jack Isenhour Ukończył West Point i został odznaczony jako weteran wojny w Wietnamie. Jako student Akademii Wojskowej grał w pierwszym składzie drużyny Boba Knighta. Po opuszczeniu armii zdobył tytuł magistra komunikacji społecznej na Uniwersytecie Tennessee, a później rozpoczął karierę dziennikarza telewizyjnego. Mieszka w Charlotte w Karolinie Północnej.
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na 6 1 rok temu
Lebron James. Król jest tylko jeden? Marcin Harasimowicz
Lebron James. Król jest tylko jeden?
Marcin Harasimowicz
W wieku około 9 lat potrafił grać w futbol amerykański w sposób daleko wyprzedzający swój wiek. Mając lat 16 z kolei uważano go za jednego z największych w historii tej dyscypliny talentów wśród skrzydłowych – tak uważał m.in. Tom Lemming, analityk futbolu amerykańskiego i specjalista od rekrutacji młodych talentów w najbardziej rozpoznawalnej i poważanej grze zespołowej w USA. I nie mówimy tu o zawodniku pokroju Toma Brady’ego z NFL, czy kogokolwiek wybitnego z tej zawodowej organizacji. Nie, mowa tu o LeBronie Jamesie, jednym z najbardziej zasłużonych w historii sportów drużynowych zawodników, koszykarzu, który odmienił oblicze sportu zawodowego po odejściu Michaela Jordana, co wydawać by się mogło: wcale nigdy nie nastąpi. A jednak. Zanim James został wybrany z pierwszym numerem w drafcie NBA w 2003 przez Cleveland Cavaliers, był na ustach całego sportowego świata; mało tego 18-letni ,,Bron” podpisał wtenczas astronomiczny, jak na standardy zawodowego atlety, kontrakt reklamowy z firmą Nike wart prawie 100 milionów dolarów – co samo w sobie było największym kontraktem do tej pory, związanym z nową gwiazdą profesjonalnego sportu w USA, jak i w ogóle na świecie. Nie da się znaleźć słowa ,,klucza”, ba!, nawet czegoś wielozdaniowego i złożonego, aby móc zgrabnie opisać fenomen LeBrona Jamesa – zarówno od strony fizjologicznej, technicznej sportowej, jak i kulturowej, czyli jak (nie licząc rosnącej siły i mocy wyzierającej z tego gracza już podczas etapu kariery w Szkole Średniej w St. Vincent – St. Mary) przez 20 lat gry w NBA potrafił wpłynąć on, niczym niedające się ugasić sportowo-kulturowe tornado, na cały nasz świat; nie patrzmy w tej kwestii tylko przez pryzmat sportu i kultury masowej; genialne kuriozum Jamesa, to coś ponad to! LBJ to przykład jednostki, której pojawienia się w profesjonalnym sporcie trudno było jakkolwiek przewidzieć; żadne schizmy, wibracje wszechświata i proroctwa Sybili, nic w tym względzie nie przygotowało tytanów sportu, zwłaszcza koszykówki spod znaku NBA, na wejście na parkiety tej ligi LeBrona właśnie. Jak już ,,wyszło szydło z worka”, a Król James poustawiał sobie koszykówkę według swojego pełnego intelektu i geniuszu ,,widzimisię”, grywając sobie (mówiąc delikatnie) kilkanaście lat w najlepszej koszykarskiej lidze świata, nikt, absolutnie nikt za żadne skarby doświadczalnego świata nie domyślał się, że na przestrzeni tylu lat gry LeBron wykuje wspaniałe dziedzictwo sportowo-kulturowo-biznesowe, że pozostawi po sobie niezacieralny i niezatapialny swoisty ,,odcisk”, to coś będące ponad to – coś czego my byliśmy, jesteśmy i będziemy świadkami nawet wtedy gdy James będzie na sportowej emeryturze, albo – nie daj Boże – nie będzie go już wśród nas. Ów odcisk, ot niezaprzeczalne i niepodważalne ,,Legacy”, które stworzył King James, nieformalnie zwie się ,,erą LeBrona”. Paradoksalnie rzecz biorąc statystycznie przez okres blisko 40 lat, licząc od 1984 roku, gdy Jordan zadebiutował w NBA, co blisko 20 lat wchodzi do ligi ktoś, kto układa atomy wszechświata koszykówki w nowy porządek wykreowany na swój sposób, ustanawiając kolejną nową erę. Czy tak będzie też w okolicach 2024 roku? Wtedy James (teoretycznie) ma zakończyć zawodową karierę, a to samo z siebie daje powody do niesamowitych rozważań i debat wśród ekspertów: skoro James zastąpił Jordana, dając światu coś czego Jordan nie zrobił, to kto zastąpi LeBrona, i to w taki sposób, aby wnieść do światowego dziedzictwa koszykarskiego coś czego James nie dokonał, albo coś, co można dokonać w absolutnie różnym, niepodrabialnym od LeBrona a.k.a. ,,The Chosen One” stylu? Czy na dzień dzisiejszy anno domini 2022 da się wybrnąć z tej bardzo specyficznej i trudnej zagwozdki? I tak, i nie. Obecnie zostaje jedynie ,,koszykarskie gdybanie” w tym analiza trendów rozwojowych, w które brną liga NBA oraz styl koszykówki prezentowany przez graczy. Na pewno o ewentualnej trzeciej ,,erze jednego gracza” w historii NBA będą mieli do powiedzenia następne pokolenia. Po przeczytaniu i jej zrecenzowaniu dobre półtora roku temu, wydanej przez wydawnictwo SQN w 2020 roku książki poświęconej LBJ-owi, od strony zarówno sportowej jak i biznesowej, „LeBron S.A. Sportowiec wart miliard dolarów”, wciąż nie mogę wydostać się z ,,bańki podziwu” w kierunku tego sportowca. Jest to o tyle dla mnie abstrakcyjne, że zbliża się koniec 2022 roku, trwa ,,kolejny” w karierze Jamesa sezon w NBA, a on sam potrafi grać - uwzględniając jego wiek i przytrafiające mu się, co jest normalne w tym sporcie, błędy i straty podczas meczów - na iście astronomicznym poziomie: zarówno zespołowo i indywidualnie. Ciężko jest na chłodny poziom kalkulacji zrozumieć jego wyjątkowe osiągnięcia, jego wyjątkowy organizm: mieć prawie 38 lat, grać prawie we wszystkich meczach sezonu zasadniczego, i to średnio 38 z 48 minut gry całego meczu, zdobywając około 30 punktów co spotkanie. Takich zagadek i pytań pokroju ,,jak to jest możliwe” skierowanych do osoby LeBrona jest cała masa, a może i jeszcze więcej. Zresztą Jeśli ,,Król James” nie złapie poważniejszej kontuzji, wykluczającej go na kilkadziesiąt meczy, czy większość sezonu, możliwe że w okresie sezonu 2022/23 w NBA wyprzedzi Kareema Abdul-Jabbara w liście najlepiej punktujących zawodników w dziejach ligi, zdobywających najwięcej punktów podczas kariery zawodowej, nie licząc etapu Play-Off rozgrywek. Na stan w którym piszę ten tekst tudzież recenzję pewnej książki, o której będzie poniżej, a jest to początek listopada 2022 roku, Jamesowi brakuje około 1151 punktów do wyprzedzenia Kareema na tej liście. Samo wprawienie w ruch moich neuronów, aby pomyśleć że żyje się w takich czasach i jest się świadkiem takiego wyczynu Jamesa, przyprawia o cały kalejdoskop emocji. Nie powiem, czuję się w tej sytuacji jak dumny chiński tygrys; jestem wdzięczny za to, że zostałem świadkiem świadectwa kreowanego przez Króla Jamesa. O LeBronie Jamesie, który anno domini 2022 reprezentuje barwy Los Angeles Lakers z numerem 6 na koszulce, w sposób niezwykle żywy, ale również zachowując encyklopedyczno-reporterski ton, pisze w swej pracy Marcin Harasimowicz. W "Król jest tylko jeden?" również dochodzimy do najbardziej wysuniętego w przód w osi czasu kariery Jamesa momentu, gdy nosił on na koszulce numer 6. Ale była to inna 6-tka niż jest obecnie. Autor sięga najdalej do momentu, w którym LBJ grał w Miami Heat i był na dobrej drodze do zgarnięcia trzeciego z rzędu tytułu mistrzowskiego w NBA. I tu i tu, i w LA, i w Miami Król reprezentuje tą właśnie liczbę w barwach danej drużyny. W publikacji polskiego dziennikarza kibic, fan i entuzjasta NBA, tym bardziej LeBrona!, ma okazję do zanurzenia się w przeszłości, również konfrontując się z momentami mocno dziękczynnym stylem pisania ku osobie ,,dominatora, kata i sędziego” w jednym: Króla Jamesa. To bardzo podobna (oprócz wywiadów w omawianej książce Polaka) do tytułu Windhorsta publikacja – tytułu o którym wyżej wspomniałem. W odróżnieniu od "LeBron S.A.", w naszej rodzimej pracy znajdziemy więcej treści, ale za to bardziej skompensowanych, jednakże o dziwo pozbawionych pierwiastka zaskoczenia. Harasimowicz postarał się stworzyć taki obraz tego sportowca, żeby pseudonim, który sam James sobie nadał, „King James”, miał po prostu sens. I faktycznie, statystyki, wywiady, opinie profesjonalistów z wielu środowisk obracających się w sporcie zawodowym – wszystko to potwierdza w omawianej książce, że LeBron to Król, to profesjonalista, to obdarzony milionami koszykarskich zmysłów sportowiec. Najlepsze jest to, że ta bajka wciąż trwa, że James mimo wielu dołów, do których przez nieco własnych błędów i głupot, które inni stawiają mu na drodze sam wpada, wciąż prze naprzód, wciąż chce dalej i dalej rozciągać swoje dziedzictwo, być jeszcze lepszym i na pewno zdobyć jeszcze kilka tytułów mistrzowskich. Mało tego, ,,Król James" chce ponad wszystko zagrać w NBA ze swoimi synami, co jest bardzo realne i zarazem bardzo odważne z jego strony. "Król jest tylko jeden?" to opowieść, której mimo ,,nieaktualności” części treści, newsów, anegdotek – czyli wszystkiego związanego silnie z LeBronem, jego życiem osobistym i karierą w NBA, co wydarzyło się przez prawie 8 lat od daty wydania książki – nie sposób będzie ominąć. To rzecz iście konieczna do przeczytania, zanalizowania i skonfrontowania z aktualną rzeczywistością koszykarską. To rzecz… polska! Tak, Harasimowicz wwierca się swoją dziennikarską nieustępliwością praktycznie wszędzie tam, gdzie trzeba być, aby przeprowadzić z odpowiednią personą basketballowego światka amerykańskiego snu spod znaku NBA, wywiad, aby zebrać takie spektrum danych, które stworzą publikację wartą zapamiętania i mówieniu o niej wśród fanowskiego zaplecza koszykówki. Narrację Harasimowicza zaburza sposób wtłaczania do serca poukładanych reportażowo-encyklopedycznych informacji, które destabilizują płynnie przechodzącą od przeszłości do przyszłości oś czasu wydarzeń, ukazujących wspinającego się po drabinie wielkości i sławy w NBA (aż do nieskończoności! Tak, LeBron jest wielkim graczem, wielkim człowiekiem), LBJ-a. Czuć w tym wszystkim indywidualność; nasz rodak chciał zrobić coś, co będzie wzorować się na wielu biografiach sportowców z NBA, jak i jednocześnie będzie miało w sobie pierwiastek czegoś oryginalnego. Faktycznie, Harasimowicz jest oryginalny i twórczy: zdaje się na prawdziwe źródła, ale cytując czy je przywołując bierze to pod lupę własnej intuicji i wiedzy o koszykówce – on wie, co i jak pisze; jest świadomy tego, że pewne treści mogą się powtarzać albo sprawiać wrażenie kopiowanych. Za odważne, przykładowo, w tym względzie uznaję to, jak pan Marcin opisał reakcję świata na wejście LeBrona do ligi, w tym ten istotny czerwcowy draft 2003 roku, także pierwsze miesiące młodziaka w lidze: odpowiednie, trafione w punkt nadmienienia tego, że stacje sportowe, jak ESPN, nazywały Jamesa ,,mesjaszem koszykówki”, czy to jak sprytnie nakierował on Windhorsta, z którym przeprowadzał wywiad (o jego książce wspomniałem powyżej) na odpowiedzi, w których padło wytłumaczenie odnośnie porównania LBJ-a z Jego Powietrznością, Michaelem Jordanem. Rozmówca Polaka stwierdził, że kategoryzowanie bądź porównywanie Króla Jamesa z wielkim MJ-em, to pozbawiona sensu i koszykarskiej logiki operacja. Jedynie porównywania tych dwóch All-Starów to dla Jamesa wyraz szacunku i komplement dla jego osiągnięć. James wzniósł się na taki poziom, że rywalizuje tylko z samym sobą, że tylko błędy drużyny i niewłaściwe operacje finansowe ekipy, w której się znajduje, mogą zaważyć na zdobyciu bądź nie tytułów mistrzowskich. W indywidualnych statystykach i osiągnięciach na pierwszym miejscu w NBA obecnie jest ,,Bron”, a dalej… daleko, daleko nikt. I takie ,,wywiadowe" nakierowanie i potem ukazywanie Jamesa powinno być dla sympatyka koszykówki nader wzniosłe, ujmujące i sympatyczne. I tak też jest; tak się obserwuje swojego rozmówcę, tak wyłapuje się zdania pod wywiad. Tak tworzy się historię, którą czytelnik chce przeczytać. Tak, jak robi to Harasimowicz. Mamy przed sobą książkę, która mimo iż nie jest idealna - bo brakuje jej płynności i większej ilości danych; na razie jest to suplement do kariery i życia Jamesa - to i tak daje nam w swej okazałości dość dobre zestawienie informacji, statystyk, wywiadów dotyczących ,,Króla” i jego drogi w NBA, od 2003 do 2014 roku. Nie zabrakło tu ciekawostek związanych z ligą, np. ze słynnym transferem Chrisa Paula z New Orleans do Lakers, który mógł dojść do skutku, a został zablokowany przez komisarza NBA. Nie zabrakło tu tego charakterystycznego pytania, które związane z tytułem publikacji, a które musi zadać sobie każdy z nas: Czy rzeczywiście jest tak, że w najlepszej koszykarskiej lidze świata ,,Król jest tylko jeden?" - że James to najlepszy koszykarz czasów współczesnych, czy w ogóle najlepszy w historii świata? Czy za lat naście będziemy porównywać LeBrona z innym geniuszem basketu, a jak tak, czy będzie miało to sens?
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 3 lata temu
Prawdziwy gangster. Od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz Evan Wright
Prawdziwy gangster. Od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz
Evan Wright Jon Roberts
„Prawdziwy gangster…” to jedna z tych książek, do których podchodziłem kilkakrotnie – i za każdym razem musiałem na chwilę ją odłożyć. Mimo to muszę przyznać, że lektura jest niezwykle ciekawa, a momentami wręcz szokująca. Przedstawia życie Jona Robertsa – prawdziwego gangstera, który bez najmniejszych skrupułów wspinał się po szczeblach świata przestępczego. Książka ukazuje również, jak na przestrzeni lat rozwijał się rynek kokainowy na Florydzie. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to absolutny brak wyrzutów sumienia u Jona. Roberts wielokrotnie podkreśla, że niczego nie żałuje. Jego życie – poza kilkoma brutalnymi epizodami – przypomina niemal sielankę, choć nieustannie przewijają się przez nie mafiosi, członkowie karteli i skorumpowani politycy. Trzeba przyznać, że Roberts to postać nietuzinkowa. W okresie swojej największej potęgi miał swobodny dostęp do senatorów i kongresmenów w USA. Co ciekawe, to jego ojciec – mafioso – po raz pierwszy wprowadził go w świat zbrodni, zabijając człowieka na jego oczach. Później, służąc w Wietnamie, Jon sam nauczył się zabijać. Po wojnie wielu weteranów zasilało szeregi mafii – Roberts nie był wyjątkiem. W ciągu życia poznał zarówno gwiazdy Hollywood, jak i „gwiazdy” świata przestępczego, w tym samego Pabla Escobara. Choć po aresztowaniu groziło mu nawet 300 lat więzienia, udało mu się pójść na układ z władzami – dziś żyje spokojnie w luksusowej rezydencji. Jedno trzeba przyznać: dzieciństwo i życiowe doświadczenia ukształtowały go na „idealnego” przestępcę – bez cienia empatii. Sam uważa, że każdy dostaje to, na co zasłużył. Muszę szczerze przyznać, że chwilami można poczuć wobec niego pewną sympatię – ale wystarczy jeden opis, jak spuszcza z łańcucha tresowane psy, by zaatakowały przypadkowego mężczyznę, by przypomnieć sobie, z kim mamy do czynienia. To książka o człowieku, który nigdy nie wstydził się tego, co robił. Był wierny swoim ideałom – choć niektóre z nich były mocno wypaczone. Czytajcie!
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na 7 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Jay-Z. Król Ameryki

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jay-Z. Król Ameryki