Istota rzeczy

Okładka książki Istota rzeczy autorstwa Iris Hanika
Iris Hanika Wydawnictwo: literatura piękna
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2014-10-17
Data 1. wyd. pol.:
2014-10-17
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323337065
Tłumacz:
Ewa Kowynia
Dlaczego współcześnie żyjący człowiek obsesyjnie rozmyśla o obozach koncentracyjnych? Dlaczego nieustannie o nich mówi i porównuje swoje życie z egzystencją więźniów Auschwitz? Zbrodnie nazistowskie są źródłem cierpień Hansa Frambacha, odkąd sięga pamięcią. Z tego właśnie powodu został archiwistą w Instytucie Zarządzania Przeszłością. Co zatem sprawiło, że nagle postanowił zmienić pracę?

Także jego przyjaciółka Graziela nie radzi sobie z historią Niemiec. Gdy jednak poznaje mężczyznę, w którym się zakochuje, rozmowy o nazizmie przestają być dla niej ważne. Istotne staje się tylko to, co zamyka się w cielesnym kontakcie dwóch płci. Z czasem jednak Graziela musi dokonać nowych przewartościowań.

Iris Hanika pokazuje w swojej powieści, jak mocno tkwimy w szponach zbrodni nazistowskich, jak wciąż jesteśmy wobec nich bezradni. Czy za wszystko można bowiem obarczać winą narodowy socjalizm? Być może Hans i Graziela po prostu nie potrafią żyć pełnią życia, bo upatrują swych nieszczęść w nazizmie, nie w sobie, rozpamiętują przeszłość, zapominając, że oni także tworzą historię.
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Istota rzeczy w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Istota rzeczy

Średnia ocen
7,2 / 10
9 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2873
1045

Na półkach: , , , ,

W księgarni Uniwersytetu Jagiellońskiego natknęłam się na książkę przez nich wydaną, a napisaną przez współczesną Niemkę: Irys Hainka. Książka ta dostała Nagrodę Literacką Unii Europejskiej. Na tylnej okładce przeczytałam: „Dlaczego współcześnie żyjący człowiek obsesyjnie rozmyśla o obozach koncentracyjnych? Dlaczego nieustannie o nich mówi i porównuje swoje życie z egzystencją więźniów w Auschwitz? „ Właśnie szukając tych odpowiedzi sięgnęłam po tą książkę. Nie jest to książka łatwa, gdyż jest pełna podtekstów, dygresji i pytań bez odpowiedzi? Jednak jeszcze jedno ważne pytanie zadaje. Jak zmieniło się nasze spojrzenie i sposób przedstawiania tamtych faktów, czy to ma wpływ na nasze zainteresowanie tym czasem. Nie ułatwiają nam tego bohaterowie tej książki, dwoje współczesnych Niemców, którzy w odmienny sposób próbują sobie radzić z przeszłością swojej ojczyzny. Jednak ta powieść nie zamyka się wyłącznie na Niemcach, ale zadaje też pytanie jak reszta świata sobie z nią radzi. Głównym bohaterem jest Hans, który dobrowolnie skazał się na izolację i samotność, upatrując sens swojego życia w pracy w Ośrodku Dokumentacji Zbrodni Nazistowskich. Jednak on przestaje widzieć sens swojej tam pracy. Dlaczego? Czy w tym obrazie, który nam jest teraz przedstawiany widzi jakiś fałsz i zakłamanie? Jak sam mówi: „Mam tylko wątpliwości, czy to koniecznie muszę być ja. To znaczy czy akurat to muszę być ja, robiłem to już wystarczająco długo. Po prostu nie ma już nic do roboty, zrobiło się z tego przedsiębiorstwo Holokaust.” W innym miejscu pisze: „Dostosowaliśmy naszą historię do gustów masowej publiczności. Jest miękka jak masło, obszlifowana ze wszystkich niuansów. Nie trzeba też więcej liczyć się z tymi, co przeżyli ją osobiście, widzieli na własne oczy, którzy ocaleli, by dawać świadectwo, bo tych w większości już nie ma; bez skrupułów można więc napychać naszą historią brzuch wielkiej machiny narracji.” W innym miejscu opisuje projekt niemieckiego artysty, który między płytkami chodnika umieszcza specjalne płytki z nazwiskami ofiar Holokaustu z najbliższej okolicy. Główny bohater chodzi tymi chodnikami i boi się zadeptać historię. Musimy sobie sami odpowiedzieć dlaczego teraz, gdy prawie wszyscy świadkowie tych zbrodni nie żyją jest takie wielkie zainteresowanie obozami koncentracyjnymi. Nie interesujemy się bezpośrednimi relacjami, świadectwami ocalałych ale fikcją powstałą na ich podstawie, po która tak chętnie teraz sięgają twórcy. Czy mam teraz koncern Holokaust na którym łatwo zarobić „wyciskając serce jak cytrynę”.
To już zostawiam czytelnikom, ponieważ warto po tą książkę sięgnąć wśród zalewających nas powieści, które zawierają w sobie Holokaust.

W księgarni Uniwersytetu Jagiellońskiego natknęłam się na książkę przez nich wydaną, a napisaną przez współczesną Niemkę: Irys Hainka. Książka ta dostała Nagrodę Literacką Unii Europejskiej. Na tylnej okładce przeczytałam: „Dlaczego współcześnie żyjący człowiek obsesyjnie rozmyśla o obozach koncentracyjnych? Dlaczego nieustannie o nich mówi i porównuje swoje życie z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

57 użytkowników ma tytuł Istota rzeczy na półkach głównych
  • 45
  • 12
10 użytkowników ma tytuł Istota rzeczy na półkach dodatkowych
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Istota rzeczy

Inne książki autora

Czytelnicy Istota rzeczy przeczytali również

Wszystko o Sally Arno Geiger
Wszystko o Sally
Arno Geiger
„Nie ma zgody w poglądach na kwestię, po co się żyje i co jest dobre”[1] – mówi autor słowami narratora i trudno się z nim nie zgodzić. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą sprawy tak delikatne jak miłość, małżeństwo, intymność, emocje, zdrada. Autor nie osądza swoich bohaterów, ale czytelnikom trudno będzie uniknąć wartościowania, recenzowania, nawet potępienia, jeśli nie osób, to przynajmniej postaw. Sally ma 52 lata i jest nauczycielką. To w przypadku kobiety dość bezceremonialna prezentacja i nie wiem, czy Sally byłaby z niej zadowolona, bo choć wciąż bardzo atrakcyjna „często czuła się młodsza, niż była, obawiała się, że istniał ku temu jedyny powód, ten mianowicie, że nie akceptowała swojego prawdziwego wieku”[2]. Nie bez znaczenia jest ta refleksja, coraz częściej zauważała brak objawów akceptacji dla swojej urody, w oczach innych osób. „Kiedyś będę musiała się nauczyć, że przestałam być widoczna. Tak myślała”[3]. Czy wyrasta się z potrzeby potwierdzania swojej wartości w oczach innych? Razem z mężem Alfredem i trojgiem dorosłych dzieci, mieszkają na przedmieściach Wiednia. Są małżeństwem z trzydziestoletnim stażem. To sporo i można w tym czasie wiele się o sobie nawzajem dowiedzieć. Sally wydaje się, że wie o mężu właściwie wszystko i nie jest nim zachwycona, co wyraża często i bez zbędnego owijania w bawełnę. Taka właśnie jest. A Alfred? No cóż, dowiedział się o Sally sporo, a nawet więcej niż ona sama i czytelnicy podejrzewają. Sally należy do kobiet, które nie stoją w poczekalni życia i nie można o niej powiedzieć, parafrazując słowa rodaczki autora - Elfriede Jelinek, że wyszła za mąż albo zginęła w jakiś inny sposób. Właściwie zgodnie z powszechnie uznanymi normami społecznymi Sally jest kobietą niemoralną, bo wiele z nich łamie bez najmniejszych skrupułów. Czy można przejść przez życie „nietkniętym” i czy miłość może przetrwać w takim stanie w wieloletnim związku? To tylko niektóre z pytań postawionych przez autora. Myślę, że wiek czytelnika może mieć spory wpływ na percepcję tej powieści, ale problemy w niej przedstawione, choć dotyczą pięćdziesięciolatków, są uniwersalne. Nie należy się zrażać początkową formą narracji, która jest nietypowa i przypomina trochę didaskalia w scenach dramatu - to dość szybko się zmienia. Chyba nie można też zagwarantować każdemu fascynacji tą lekturą i jej bohaterami, ale ja się nie nudziłam. Pytania, które stawia Arno Geiger są trudne, a odpowiedzi mogą okazać się nieoczywiste i burzące ustalone normy. No właśnie, normy, czy może stereotypy, których nie chce nam się zmieniać, bo tak jest wygodniej. Przecież z tego miejsca, w którym tkwimy sobie komfortowo umoszczeni, zdarza się nam z nieukrywanym zadowoleniem tropić wszelkie naruszenia i wykroczenia – oczywiście te popełniane przez innych. [1] Arno Geiger, „Wszystko o Sally”,przeł. Elżbieta Kalinowska, Maria Przybyłowska, wyd. Świat Książki, 2014, s.110. [2] Tamże, s.264. [3] Tamże, s.265.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na 7 4 miesiące temu
Medgidia, miasto u kresu Cristian Teodorescu
Medgidia, miasto u kresu
Cristian Teodorescu
Gdybym napisał, że książka Cristiana Teodorescu to sympatyczna wyprawa w przeszłość, wyrządziłbym jej krzywdę (bo ktoś mógłby uznać, że skoro tak, to szkoda na nią czasu). Poza pierwszym wrażeniem, że mamy do czynienia z rozpisaną na wiele głosów opowieścią o rodzinie, przyjaciołach, miłości i nienawiści (a przy okazji i o prowadzeniu kolejowej knajpy), dostajemy porywającą historię zmieniającego się kraju. Kraju reprezentowanego w powieści przez Medgidię, miasteczko, w którym jak w soczewce skupia się wszystko to, co dla każdego jest najcenniejsze. I to bez względu na pochodzenie i narodowość. Z humorem absolutnym, łatwością tworzenia dziesiątków fabularnych nici, które wdzięcznie przeplatają się ze sobą, Teodorescu wrzuca mieszkańców pod nadciągający walec historii. A wojenna przeszłość Rumunii nie jest „prosta” i trudno ją porównywać z naszą, rodzimą. Więcej tu zawirowań i zwrotów przymierzy i co się z tym wiąże – następujących po sobie klęsk i sukcesów, niż czasów, w których przeważała jedna tylko opcja. I choć koniec zawieruchy jest znany (Rumunia ostatecznie trafia do komunistycznego bloku) zamieszkujący Medgidię muszą zmierzyć się z kolejną zmianą – tym razem na gorsze. Śledzimy karierę restauratora Stefanka oraz jego licznych podbojów miłosnych, pracującego kiedyś w Orient Expressie kelnera Januszka i towarzyszymy wojskowym manewrom majora Scipiona. Nie zabraknie miejsca dla lokalnego sędziego, przepięknej Żydówki, zatrudnionych w domu schadzek (do którego wali oknami połowa męskiej części miasteczka) dziewczyn, a jeśli Wam mało, usłużnie donoszę, że to nie wszystko. Sporo w powieści Teodorescu „czeskiego humoru”, przez co „Medgidię” odbiera się jako prozę znajomą, pochodzącą z „naszego” literackiego podwórka. A jednocześnie to cudowny zapis czasów minionych, konglomeratu wyznań, zwyczajów i wielonarodowej kultury, która wypełniała rumuńską prowincję. To zaprzeczenie stereotypom, które gdzieś ciążą pod kopułą. Autorowi udało się ożywić całą społeczność, nadać jej setki odcieni i barw, wypełnić swą opowieść zapachami i hałasem miasteczkowych uliczek i wołaniem muezina. To naprawdę wspaniała lektura, którą polecam z całych sił. Czytajcie!!
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Noc przed festynem Saša Stanišić
Noc przed festynem
Saša Stanišić
Za górami, za lasami, między dwoma jeziorami... No tak, udzieliła mi się baśniowo-poetycka z odrobiną grozy atmosfera tej powieści, w której niewielka miejscowość Fürstenfelde, rzeczywiście położona pomiędzy dwoma jeziorami, w których wodach podobno „diabeł kąpie się raz na trzynaście lat”, stała się miejscem splotu wydarzeń w noc poprzedzającą festyn Anny. Wydarzenie, którego celu i sensu już nikt nie pamiętał, zadowalając się faktem samego świętowania istnienia i opowiadaniem o Fürstenfelde. Imprezy corocznej, która nie tylko integrowała niewielką społeczność tej miejscowości, ale jednocześnie była punktem kulminacyjnym fabuły opowieści, powoli ku niemu zdążającej. Przede wszystkim opowieści o ludziach, których, gdybym była realistką, mogłabym przedstawić jako spektrum różnorodnych losów i korowód specyficznych postaci powykręcanych przez życie. Osób, które znajdywały w nim „przeciętnie więcej powodów przeciw życiu niż przeciw paleniu”. Było ich tak dużo, że nie pokuszę się o wymienienie nawet kilku, bo byłaby to niesprawiedliwość wobec pozostałych i swego rodzaju okaleczenie dla całości. Wystarczy, że sam autor, by ich wszystkich wymienić, zrobił to na dwóch stronach z ogonkiem. Ot, jedna z wielu miejscowości, jakich wiele – mogłabym powiedzieć, gdybym była realistką. Z malejącą liczbą mieszkańców, z Domem Regionalnym i jego historycznym archiwum, barem w garażu, porami roku z okresem turystycznym w jesieni i tablicą stojącą przy wjeździe – „Serdecznie witamy...”. Jedna z wielu! Ale nie mogę tak powiedzieć. Autor nałożył mi okulary, przez które, patrząc na bohaterów i wydarzenia będące ich udziałem, widziałam, czułam i uczestniczyłam w wyjątkowej historii tego jednak niepowtarzalnego miejsca. Wielogłos narracji niemalże we wszystkich osobach przenosił mnie od opisu pojedynczej osoby oglądanej z zewnątrz do zbiorowej myśli wewnętrznej chóru, brzmiącego niczym w greckim dramacie. Podsumowującego albo rozpoczynającego rozdział prologiem lub epilogiem. Czasami słyszałam go bez przerwy. Wtedy głos wiązał mnie z tym ich „my”, niekiedy utożsamiał mnie z tym „my”, a czasami czułam, że jestem wcielana na siłę w to „my”, gdy czytałam – „Chodź, weźmiemy cię ze sobą.(...) Do zapachu chleba i odoru wojny. W zemstę i miłość. Do olbrzymów, wiedźm, do śmiałków i do błaznów. Jesteśmy pewni, że będziesz całkiem niezłą bohaterką”. I byłam razem z nimi w czasie przeszłym i w czasie teraźniejszym. Mogłam się wtopić w ich tło, chociaż nie lubili obcych, napływowych, nietutejszych. Przenosiłam się z wieku do wieku, poznając przeszłość u źródeł w udokumentowanych relacjach, podaniach, przekazach historycznych i legend. Niektóre z nich były prawdziwe, a niektóre zapożyczone na bieżące potrzeby budowania tożsamości mieszkańców i ich kawałka ziemi, co było wyraźnie zaznaczone w tekście. O sile przekazu tak dużej, że mającej, pomimo upływu ogromu czasu, nadal wpływ na ich zachowania i postawy. Obserwowane z wielu punktów widzenia – innych osób, ale i zwierząt, które wpisywały się w tę barwną zbiorowość, stając się pełnoprawnymi jej członkami. Każdy z nich przeżywał siebie, swój dramat i ukrywany sekret. Każdy miał coś do zrobienia. Każdy dążył do osiągnięcia konkretnego celu, włącznie z lisicą. Czasami nieświadomie wspólnego z innymi, a czasami zupełnie odmiennego, by w ostateczności złożyć się na jeden obraz wieloosobowego bohatera o kilkudziesięciu głowach zebranych na płótnie jednego obrazu pod tytułem „Fürstenfelde”. Miejsca, „w którym wszystko wygląda inaczej niż w przewodnikach turystycznych, książkach czy opracowaniach demograficznych”, a rytm pór roku, dnia i nocy wyzwala nieokreślone stany świadomości, zwłaszcza gdy na ulicach zapada zmrok. Jego tętno wyczuwałam w następujących po sobie rozdziałach trwających dłużej lub krócej, a czasami bardzo krótko. Raptem na jedno uderzenie, jedno zdanie, które zresztą też wyznaczało rytm swoją długością. Im krótsze, tym tempo fabuły przyśpieszało, tym więcej gromadziło i wyzwalało z siebie emocji. A jeśli bohater był hiphopowcem , to kawałkiem przemawiał, skandując treść do rymu. A jeśli pochodził z XVI wieku, to mówił językiem archaicznym. A jeśli był lisicą, to przemawiał węchem i zapachami. A jeśli osobą chorą, to językiem ludzi o odmiennym stanie świadomości. Czasami byli mną, a ja nimi. Płynność akcji, zmienność osobowości, tajemniczość przeszłości, mrok nocy, duszy i umysłu, poetyckość miejsca, ukrywane sekrety, zapowiedź zbrodni, czająca się tragedia, magia legend i egzystencjalizm współczesnego człowieka z dziedzictwem tradycji i przeszłości to mieszanka odurzająca i zaczarowująca zwykłą chęć znalezienia i ustalenia regionalnej tożsamości zbiorowej, zamieniającej „ja” na „my” gwarantujące ciągłość istnienia. Bo „my” może więcej! http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 6 lat temu
Może Estera Katia Petrowskaja
Może Estera
Katia Petrowskaja
To mogła być bardzo dobra książka, gdyby autorka, wzorem wielu nagradzanych ostatnio pisarek i pisarzy, nie postanowiła „wzbogacić” jej wstawkami o sobie i swojej dzisiejszej rodzinie (mąż, córka). A szkoda. Bowiem zasadnicza historia przekazana przez nią była naprawdę ciekawa i warta przekazania, w odróżnienia od informacji osobistych, niewartych uwagi czytelników. Katia Perowska(ja) to niemiecka autorka, publikująca w języku Goethego, aczkolwiek ciągle myśląca po rosyjsku, pochodząca z żydowskiej rodziny od 1915 roku osiadłej w Kijowie, o korzeniach m.in. na terenie obecnej Polski (Kalisz, Warszawa), skąd uciekli w czasie I wojny światowej w ramach tzw. bieżeństwa. I właśnie badanie historii i genealogii przodków Perowskiej to najciekawsza część książki. Pokazuje, że rodzinne legendy często stały niejako w poprzek rzeczywistości historycznej, a prawda była ciekawsza od jej przekazywanej i zniekształconej wersji. To także książka o Holokauście i jego ofiarach oraz ich rodzinach. Jak również o ucieczce obywateli pochodzenia żydowskiego od swoich korzeni w ZSRR i powrocie do nich po jego upadku. No i o tym, jak „internacjonalistyczni” komuniści radzieccy nie pozwalali tym osobom zapomnieć o swojej genealogii. Wstrząsające wrażenie robią opisy mordów w Babim Jarze i w ogóle ludobójstwa kijowian żydowskiego pochodzenia, a z drugiej strony o ucieczce tych, którym udało się przeżyć. Miło czytać o wizycie autorki w Polsce i opinii jej rodziny o naszym kraju, który kochali w większym stopniu niż jego mieszkańcy ich pobratymców. No i język polski i drugi obieg, który dla dysydencko nastawionych inteligentów radzieckich był szansą kontaktu z wolnym światem, w tym … dziełami rosyjskich emigrantów, niedostępnych w oryginale. Ale jest i druga strona. Kijów dla autorki to najstarsze miasto … rosyjskie. Wśród obywateli radzieckich kolaborujących z Niemcami wymienia tylko Ukraińców, niezgodnie z prawdą historyczną, a rosyjskie pogromy i wielkoruski nacjonalizm skrzętnie pomija. Jednym słowem książka, która jest niezła, ale mogłaby być lepsza.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 6 2 miesiące temu
Chan al-Chalili Nadżib Mahfuz
Chan al-Chalili
Nadżib Mahfuz
Tym razem trafiło na Egipt, w ramach tej Book Trotterowej przygody literackiej była już książka autora z tego kraju ,w ramach tzw. jokerowego wyzwania, była to książka Omara El Akkada „Ameryka w ogniu”, co potwierdza, że współczesna literatura z tego islamskiego kraju ma się całkiem dobrze. Nadżib Mahfuz jest jedynym noblistą piszącym w języku arabskim, to pewnie też ma znaczenie. Wiemy też o tym pisarzu, że interesują go ulice Kairu, stolicy kraju, zdarzają się też książki o Aleksandrii z tego co kojarzę. Dumając co wybrać zdecydowałem się na książkę zatytułowaną „Chan al Chalili” . Tytułowe Chan al Chalili jest to po prostu dzielnica Kairu uważana za świętą, znajduje się tam meczet Husajna. Dzięki tej wyjątkowości, dzielnica stosunkowo dobrze przetrwała zawirowania II wojny światowej, która jak wiemy, nie ominęła kilka Afrykańskich krajów. No to powoli wchodzimy do fabuły książki, nie jest ona jakaś skomplikowana, po prostu ludzie sobie jakoś tam żyją, jakąś część ludności w czasie wojny, tam się przeniosła, licząc na to, że uda się trudne lata przetrwać przeżyć. Z książki możemy się dowiedzieć, że patron meczetu znajdującego się w tej dzielnicy jakoś zadziałał, a już na pewno tubylcy muzułmanie w to wierzyli. Poznajemy intelektualistów, którzy toczą dysputy filozoficzne między innymi o religii, czyli jakoś ci panowie od kolegów z Europy się nie różnią za bardzo, po za tym, że założą czasem turban, pomodlą się 5 razy w stronę Mekki, rozkładając dywanik itp. Nie brakuje rozważań politycznych, a jak wiemy dzieje się na świecie, są nie mniej przejęci poczynaniami Niemców, niż my tym co dzieje się na Ukrainie. Nie brakuje też luźniejszych tematów, wiadomo oficjalnie muzułmanie trunków nie piją, bo prorok Mahomet zabrania, ale pewnie sobie tą stratę jakoś nadrabiają i znajdują jakieś przyjemności życia. Nie brakuje rozmów o tzw. dupie maryni. Jeden się przechwala, że ma cztery żony i jeszcze przynajmniej dwie kochanki, a i przygodnymi romansami nie gardzi, czy wizytami w przybytkach cór Koryntu pewnie również, choć do tego pewnie niechętnie się przyznaje. Trudno to oceniać, to prostu specyfika tej kultury, wynikającej z tego na co religia pozwala i na to jaka jest rola kobiet w islamskim społeczeństwie. Mi kojarzy się związku z tym inna książka, którą zajmowałem się w ramach akcji literatury norweskiej, jest to oczywiście książka zatytułowana „Księgarz z Kabulu” napisana przez Asne Seierstad. Sułtana Chana, z tamtej książki, niewiele różni od Ahmada Nunu, z tej, mimo, że obu panów różni tysiące kilometrów i kilkadziesiąt lat. Ale kultura w jakiej funkcjonują jest podobna. I dlatego to jest bardzo ciekawe. Dodać tylko można, że książka jest fascynująca I ta literacka podróż do Kairu jest bardzo ciekawa, interesująca pod kątem poznawczym. Polecam
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 8 3 lata temu
Czwartkowe wdowy Claudia Piñeiro
Czwartkowe wdowy
Claudia Piñeiro
Kilka tygodni temu w dyskusji „Czytamy w weekend” uczestnicy LC żywo dyskutowali o powieściach popularnej w Argentynie powieściopisarki Claudii Piñeiro. Przeczytałam już „Katedry”, a teraz przyszła pora na podejrzane u @wiesi i @tree „Czwartkowe wdowy”. Jest to powieść dla cierpliwych. Zauważyłam, że wielu czytelników oceniło ją dość nisko, zarzucając autorce, że ich znudziła. Nie mogę się z tym zgodzić, choć rzeczywiście konstrukcja „Czwartkowych wdów” nie sprzyja tym, którzy lubią dynamiczne fabuły i zaskoczenia. Akcja snuje się powoli, odsłaniając przed nami pozornie niepowiązane ze sobą obrazki z życia mieszkańców zamożnego przedmieścia Buenos Aires. Zaglądamy za piękne żywopłoty, na pole golfowe, do sypialni i garderób, a także do szkoły, czy na zajęcia artystyczne dla pań. W ten sposób poznajemy cztery małżeństwa, które pod lukrowaną otoczką ukrywają własne dramaty i wstydliwe tajemnice. Celem tej prezentacji jest powolne odkrywanie tajemnicy śmierci trzech z czterech mężów, którzy tragicznie zginęli podczas wspólnie spędzanego wieczoru. Tylko doczytanie do końca daje nam odpowiedź na pytanie o przyczyny tej śmierci i jej okoliczności. To co mnie najbardziej uderzyło w „Czwartkowych wdowach” to bardzo trafna analiza psychiki mieszkańców osiedla dla wybrańców. To ludzie, którzy powinni być szczęśliwi. Żyją wszak w raju na ziemi: mają piękne domy, służbę, baseny, luksusowe samochody,a ich dzieci chodzą do świetnej szkoły. Za tym wszystkim kryje się jednak ogromna pustka i strach przed utratą przywilejów. A można je stracić dosłownie z dnia na dzień, bo akcja toczy się w czasach bardzo trudnych (przełom XX i XXI wieku). W Argentynie dochodzi do zmiany rządu, załamuje się rynek finansowy, wzrasta bezrobocie i inflacja. A jeśli się mieszka w La Cascadzie to trzeba zachowywać określony poziom życia, nawet za cenę oszukiwania samego siebie. Dlatego bohaterowie nie przyznają się do kłopotów finansowych, utraty pracy, czy nawet bankructwa. A za utrzymanie dotychczasowego statusu gotowi są zapłacić każdą cenę. Najlepiej widzi to Romina vel Ramona, dziewczynka adoptowana z konieczności przez bezpłodną Marianę. To właśnie ona celnie zauważa, że mieszkańcy La Cascady żyją w okręgu, a prawdziwy świat jest na zewnątrz. Odgradzają się murem, a dla zachowania pozorów kamuflują go roślinnością. Ten raj jest sztuczny, a w nim są sztuczne uczucia, przyjaźnie i miłości. Świat zewnętrzny przeraża, bo zmusza do skonfrontowania się z prawdą o sobie i innych. Najważniejsze znajduje się jednak na końcu, kiedy znamy już okoliczności rozegranej tragedii. To wtedy bohaterowie będą musieli zmierzyć się z koniecznością podjęcia decyzji, która zaważy na życiu trzech wdów i na sumieniu tego, który ocalał. I znów wyrazicielką prawdy stanie się Ramona, dziewczyna, która nigdy nie wkomponowała się w społeczność osiedla. I znów okaże się, że prawda możliwa jest tylko po przekroczeniu szlabanu w kierunku zwyczajnego świata. Polecam tę powieść tym, którzy lubią niespiesznie sączące się akcje, skupienie na psychologii postaci i wnikliwe diagnozy społeczne. Ja lubię, dlatego jestem zadowolona z tego polecenia.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na 8 2 lata temu
Oskar i Lucynda Peter Carey
Oskar i Lucynda
Peter Carey
„Oskar i Lucynda” to pierwsza z powieści Petera Carey’a, australijskiego prozaika nagrodzona w roku 1988 prestiżową nagrodą literacką Man Booker Prize. Kolejną otrzymał trzynaście lat później za powieść „Prawdziwa historia Nedda Kelly’ego”. A są to powieści tak różne, że czasami trudno uwierzyć, że wyszły spod ręki tego samego autora, choć obie łączy historia Australii. „Oskar i Lucynda” to opowieść której tłem jest wiktoriańska Anglia i Australia. Historia Oskara Hopkinsa, anglikańskiego duchownego i Lucyndy Leplastrier, młodej dziedziczki fortuny, którą zyskała po śmierci rodziców. I dość dziwni to bohaterowie, których zachowanie i sposób życia zupełnie nie mieści się w ramach ówczesnych kanonów społecznych. Ona – kobieta, która realizując swoje pasje i marzenia pragnie być traktowana na równi z mężczyznami i On – pełen fobii i lęków, kompletnie nie odnajdujący się w rzeczywistości. I oboje połączeni namiętnością do hazardu. Spotykają się na statku płynącym do Nowej Południowej Walii, pełni wiary w odmianę swojego losu. Peter Carey przyjmując dla swojej historii formę XIX wiecznej powieści postawił przed czytelnikiem nie lada wyzwanie. Bo mimo wielu wątków niezwykle zajmujących, jak choćby wyobcowanie bohaterów, odrzucanie przez nich wszelkich konwenansów skutkujące odrzuceniem ich przez społeczność, czy też przekrój społeczny wiktoriańskiej Anglii i kolonialna przeszłość Australii, jest to miejscami opowieść dość nudnawa, rozwlekła a miejscami nużąca. W 1997 roku australijska reżyserka Gillian Armstrong, na podstawie powieści nakręciła obsypany nagrodami film pod tym samym tytułem w którym główne role zagrali Cate Blanchett i Ralph Fiennes. Nie po raz pierwszy okazuje się, film jest zdecydowanie lepszy od swojego literackiego pierwowzoru.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 6 2 lata temu

Cytaty z książki Istota rzeczy

Więcej

Dostosowaliśmy naszą historię do gustów masowej publiczności. Jest miękka jak masło, obszlifowana ze wszystkich niuansów. Nie trzeba też więcej liczyć się z tymi, co przeżyli ją osobiście, widzieli na własne oczy, którzy ocaleli, by dawać świadectwo, bo tych w większości już nie ma; bez skrupułów można więc napychać naszą historią brzuch wielkiej machiny narracji.

Dostosowaliśmy naszą historię do gustów masowej publiczności. Jest miękka jak masło, obszlifowana ze wszystkich niuansów. Nie trzeba też więcej liczyć się z tymi, co przeżyli ją osobiście, widzieli na własne oczy, którzy ocaleli, by dawać świadectwo, bo tych w większości już nie ma; bez skrupułów można więc napychać naszą historią brzuch wielkiej machiny narracji.

Iris Hanika Istota rzeczy Zobacz więcej
Więcej