Iceman: historia mordercy

Okładka książki Iceman: historia mordercy
Anthony Bruno Wydawnictwo: Znak Literanova biografia, autobiografia, pamiętnik
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Iceman. The True Story of a Cold-Blooded Killer
Data wydania:
2013-10-21
Data 1. wyd. pol.:
2013-10-21
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324023523
Tłumacz:
Maciej Prusator
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Iceman: historia mordercy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Iceman: historia mordercy

Średnia ocen
6,8 / 10
289 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
44
29

Na półkach:

Książka "Iceman: historia mordercy" jest sfabularyzowaną literaturą faktu. Dużą część książki zajmuje opis akcji organów ścigania, która pozwoliła na schwytanie mordercy. Dla mnie jest to atutem, gdyż te fragmenty wydawały się bardziej rzetelne niż te dotyczące prywatnego życia Richarda Kuklinskiego. Nie jestem w stanie określić czy autor w książce nie mija się z prawdą, ale mogę powiedzieć, że książkę czyta się przyjemnie. Styl narracji, który przybrał autor sprawił, że historia była dla mnie łatwiejsza do przyswojenia niż gdyby była ona opisana w formie reportażu.

Książka "Iceman: historia mordercy" jest sfabularyzowaną literaturą faktu. Dużą część książki zajmuje opis akcji organów ścigania, która pozwoliła na schwytanie mordercy. Dla mnie jest to atutem, gdyż te fragmenty wydawały się bardziej rzetelne niż te dotyczące prywatnego życia Richarda Kuklinskiego. Nie jestem w stanie określić czy autor w książce nie mija się z prawdą,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

683 użytkowników ma tytuł Iceman: historia mordercy na półkach głównych
  • 390
  • 284
  • 9
211 użytkowników ma tytuł Iceman: historia mordercy na półkach dodatkowych
  • 172
  • 12
  • 9
  • 8
  • 4
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Iceman: historia mordercy

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Życie po śmierci Damien Echols
Życie po śmierci
Damien Echols
Historia wręcz ,absurdalna ,niemożliwa a jednak prawdziwa ."Przecież nie mogą skazać kogoś kto niczego nie zrobił " Niewinni ludzie nie powinni spędzić więzieniu ani jednej minuty są to słowa 18 letniego chłopaka ze Stanu Arkansas pełnego nadziei z planami na przyszłość który w 1993 roku wraz ze swoimi dwoma kolegami zostali skazani za zbrodnie których nie popełnili .Daj mi człowieka a znajdę na niego paragraf .Ktoś coś ,zobaczył ,coś usłyszał resztę sam sobie do powiedział .Kłamstwa ,wymuszanie zeznań bo policji nie podoba się obywatel ubrany na czarno jego poglądy i zainteresowania .Zapewne nie jest nie był i nie będzie jedyny .W USA jest obecnie kara śmierci na którą został skazany Damien spędził w celi śmierci 18 lat .Bity poniżany odizolowany od najbliższych i dręczony nie tylko przez osadzonych ale przede wszystkim strażników .Walczył aby zostać przy zdrowych zmysłach książki aktywność fizyczna ,modlitwa i kobieta która o niego walczyła będąc już jego żona .Opuścił zakład karny mając 37 lat .Nie na mocy prawa o ułaskawieniu.Paradoks mówię jestem niewinny i trafiam do więzienia a przyznając się do zarzucanych czynów jestem wolny .To prymitywna ugoda władz stanowych zwana Alfroda mająca na celu pozbycia się problemu i ukrycia własnych zaniedbań i lenistwa oraz oszustw i uniknięcia wypłaty odszkodowania .W Polsce nie ma takiej ugody i nie ma kary śmierci ale bezpodstawnie skazanych jest wielu .Wzruszająca opowieść o swoim dzieciństwie i życiu w dążeniu do prawdy o wolność i sile przetrwania .
Liliana - awatar Liliana
oceniła na 8 5 miesięcy temu
Negocjator. Prawdziwa historia najskuteczniejszego na świecie zawodowego negocjatora Ben Lopez
Negocjator. Prawdziwa historia najskuteczniejszego na świecie zawodowego negocjatora
Ben Lopez
W dobie masy książek o tajnych służbach, jednostkach specjalnych (głównie NAVY SEALS) oraz wojsku, dobrze jest poczytać o wyjątkowych profesjach, na temat których literatury jest bardzo niewiele. Tu z pomocą przychodzi wydawnictwo ZNAK. "Negocjator" to kolejny tytuł po fenomenalnym "Wirze" Edyty Żemły oraz bardzo dobrym "Saperze" Kevina Ivisiona. Sięgając po tą książkę miałem bardzo duże oczekiwania ponieważ negocjacje fascynowały mnie od zawsze. Byłem nimi zafascynowany do tego stopnia, że zdając kiedyś do Policji, robiłem to właśnie z myślą aby trafić do jednostki policyjnych negocjatorów (ostatecznie trafiłem do finansów i tu zajmuję się negocjacjami jako broker ubezpieczeniowy). Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że książka pełna jest zwrotów akcji (szczególnie czytając końcową okładkę) oraz technik negocjacyjnych podczas różnego rodzaju zdarzeń. Niestety nie do końca tak jest. Autor skupił się w większości na porwaniach dla okupu. Opisuje przy tym pracę negocjatorów, przebieg negocjacji, techniki i triki negocjacyjne ale nie ma tego za wiele (szczerze, to myślałem że będzie tego masa, a tu raptem kilka ciekawostek). Nie do końca zgadzam się również z argumentacją Bena Lopeza co do stosowania niektórych czynności. Np. autor twierdzi, że podczas negocjacji prąd odcina się głównie po to aby "zmęczyć" porywcza, a słowem nie wspomina, że jest to również działanie mające na celu danie negocjatorom czegoś do ewentualnej wymiany podczas prowadzonych negocjacji (np. część zakładników za prąd czy ogrzewanie). O tym jak autor został zawodowym negocjatorem i gdzie zdobywał swoje doswiadczenie (w końcu określił się mianem najskuteczniejszego) też nie ma za wiele. Mimo tych niedociągnięć książkę całkiem przyjemnie i szybko się czyta. Fani Danny'ego Romana (Negocjator), Terry'ego Thorna (Dowód życia) i Johna W. Creasy'ego (Człowiek w ogniu - choć ten bohater zdecydowanie negocjatorem nie był) nie powinni być zawiedzeni. Jednak wszystkie te filmy wypadły lepiej niż książka Bena Lopeza. Polecam fanom tematyki o porwaniach chyba bardziej niż fanom tematyki o negocjacjach choć kilku ciekawych rzeczy o nich też można się z tej książki dowiedzieć.
Grzegorz - awatar Grzegorz
ocenił na 6 5 lat temu
Seryjni mordercy XX wieku Anna Poppek
Seryjni mordercy XX wieku
Anna Poppek
"Seryjni mordercy. Prawdziwe historie XX wieku" Anny Poppek to lektura mocna i przerażająca. Można by rzecz, że wprost idealna na nadchodzący, halloweenowy wieczór😱 Seryjni mordercy, psychopaci, oraz popełniane przez nich zbrodnie są jednym z moich zainteresowań. Zawsze z chęcią sięgam po takie tytuły jak ten, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat ich spaczonych umysłów i być może pojąć, choćby w malutkim stopniu tematykę zbrodni⛔ Kto nie słyszał o przystojnym Tedzie Bundy'm, który pod czarującą przykrywką studenta - okazał się diabłem wcielonym, mordującym bez mrugnięcia okiem kobiety w okrutny i podstępny sposób? Usypiał ich czujność, by zabijać. Albo o Charlsie Mansonie, przywódcy sekty, która bestialsko zabiła przyjaciół wraz z ciężarną żoną Romana Polańskiego, czyli Sharone Tate? To właśnie Manson jest odpowiedzialny za nakłonienie członków swej sekty do tej zbrodni, poprzez wprawne pranie mózgów. Albo Zdzisław Marchwicki, zwany "wampirem z Zagłębia", odrażający typ, morderca ponad dwudziestu kobiet, który jako narzędzia używał młotka, by ogłuszyć, a potem dokonywać czynów lubieżnych, w tym na siostrzenicy Edwarda Gierka, ówczesnego sekretarza PZPR. Czy między innymi Bogdan Arnold, zwany "Władcą Much" ze względu na wyjątkowo makabryczne i odhumanizowane traktowanie swoich ofiar, które gwałcił, brutalnie zabijał, by potem ćwiartować, rozpuszczać kwasem i spuszczać ich zwłoki do kanalizacji... Wszystko to działo się w malutkim mieszkaniu kamienicy w Katowicach🤯 To właśnie o takich psychopatach, nekrofilach, kanibalach, potworach i wampirach w ludzkiej skórze jest ten tytuł. Najbardziej ironiczne jest to, że oni niczym szczególnym się nie wyróżniali. Byli przecież mężami, synami, czy sąsiadami. Przerażające do szpiku kości okazuje się, że możemy takich zwyrodnialców spotkać na co dzień, blisko, obok siebie. Zdziwienie wywołuje u ludzi dopiero widok takiego typa w kajdankach, czy w telewizji. Chyba, że cudem uniknie ręki sprawiedliwości...🤬😠
Wiedźminka - awatar Wiedźminka
oceniła na 6 4 lata temu
Zbaw nas ode złego Lisa Collier Cool
Zbaw nas ode złego
Lisa Collier Cool Ralph Sarchie
Zapraszam na mojego bloga :) https://bookslikeroses.blogspot.com/ Współautorem pani Lisy Collier, amerykańskiej dziennikarki i pisarki, jest mężczyzna, który obecnie jest weteranem nowojorskiej policji. Niemal każdego dnia stykał się z groźnymi przestępcami i brał udział w nierzadko niebezpiecznych eskapadach. Jednakże to wszystko, to jak określa "Zło wtórne". Jego zdaniem istnieje jeszcze "Zło pierwotne", któremu poświęcał swój czas po godzinach spędzonych na posterunku. Pan Sarchie jest jednym z niewielu świeckich egzorcystów, zatwierdzonych przez kościół katolicki. Bada przypadki opętań, nawiedzeń, jak również asystuje przy egzorcyzmach i współpracuje, a właściwie współpracował z małżeństwem Warrenów, słynnych demonologów, zgłębiając wiedzę o złych duchach. Książka to zbiór wspomnień, ale nie jest napisana w formie pamiętnika/dziennika, co dla mnie było znacznie bardziej przystępne w odbiorze. Czytając tę książkę miałam wrażenie, jakbym słuchała opowieści dobrego przyjaciela, który opisuje swoje doświadczenia, podczas letniego wieczoru spędzonego przy herbacie, choć w żadnym razie nie jest to temat do zwykłych, luźnych pogaduszek! Na jej kartach poznajemy mrożące krew w żyłach wydarzenia będące przyczyną działania sił nieczystych, poznajemy techniki wpływania owych bytów na ludzi, pobudki i sposoby na radzenie sobie z konsekwencjami ich poczynań. Inna książka, napisana tym razem przez państwa Warrenów, traktująca o tej samej tematyce, uchodzi za przerażającą (Mowa tutaj o "Demonolodzy"). Ale mnie osobiście większy dreszcz przechodził podczas czytania "Zbaw nas ode złego". Być może zawdzięcza się to klimatowi w jaki wprowadza powieść i konstrukcji przedstawionych historii. Nie ma się wrażenia, że czyta się naukowy dokument, bowiem wszystko jest przedstawione w bardzo prosty i chyba można powiedzieć, że luźny sposób. Nie mniej czytając po zmierzchu miałam "Gęsią skórkę", a i za dnia odczuwałam lekki niepokój... Książka ta budzi również inne odczucia, takie jak współczucie, momentami nawet irytację czy wręcz złość. Treść jednego rozdziału jest napisana tak, by pobudzić naszą ciekawość co do kolejnych wydarzeń na następnych stronach, mimo że opowieść jest zupełnie inna; Przez co przez całość przechodzi się płynnie, nie zatracając towarzyszącego od pierwszych stron napięcia, które występuje naprzemiennie z głębszym oddech ulgi.
Elizabeth_Warren - awatar Elizabeth_Warren
ocenił na 7 4 lata temu
Prawdziwy gangster. Od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz Evan Wright
Prawdziwy gangster. Od żołnierza mafii do kokainowego kowboja i tajnego współpracownika władz
Evan Wright Jon Roberts
„Prawdziwy gangster…” to jedna z tych książek, do których podchodziłem kilkakrotnie – i za każdym razem musiałem na chwilę ją odłożyć. Mimo to muszę przyznać, że lektura jest niezwykle ciekawa, a momentami wręcz szokująca. Przedstawia życie Jona Robertsa – prawdziwego gangstera, który bez najmniejszych skrupułów wspinał się po szczeblach świata przestępczego. Książka ukazuje również, jak na przestrzeni lat rozwijał się rynek kokainowy na Florydzie. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to absolutny brak wyrzutów sumienia u Jona. Roberts wielokrotnie podkreśla, że niczego nie żałuje. Jego życie – poza kilkoma brutalnymi epizodami – przypomina niemal sielankę, choć nieustannie przewijają się przez nie mafiosi, członkowie karteli i skorumpowani politycy. Trzeba przyznać, że Roberts to postać nietuzinkowa. W okresie swojej największej potęgi miał swobodny dostęp do senatorów i kongresmenów w USA. Co ciekawe, to jego ojciec – mafioso – po raz pierwszy wprowadził go w świat zbrodni, zabijając człowieka na jego oczach. Później, służąc w Wietnamie, Jon sam nauczył się zabijać. Po wojnie wielu weteranów zasilało szeregi mafii – Roberts nie był wyjątkiem. W ciągu życia poznał zarówno gwiazdy Hollywood, jak i „gwiazdy” świata przestępczego, w tym samego Pabla Escobara. Choć po aresztowaniu groziło mu nawet 300 lat więzienia, udało mu się pójść na układ z władzami – dziś żyje spokojnie w luksusowej rezydencji. Jedno trzeba przyznać: dzieciństwo i życiowe doświadczenia ukształtowały go na „idealnego” przestępcę – bez cienia empatii. Sam uważa, że każdy dostaje to, na co zasłużył. Muszę szczerze przyznać, że chwilami można poczuć wobec niego pewną sympatię – ale wystarczy jeden opis, jak spuszcza z łańcucha tresowane psy, by zaatakowały przypadkowego mężczyznę, by przypomnieć sobie, z kim mamy do czynienia. To książka o człowieku, który nigdy nie wstydził się tego, co robił. Był wierny swoim ideałom – choć niektóre z nich były mocno wypaczone. Czytajcie!
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na 7 8 miesięcy temu
Gangster. Prawdziwa historia agenta FBI, który przeniknął do mafii Joaquin Garcia
Gangster. Prawdziwa historia agenta FBI, który przeniknął do mafii
Joaquin Garcia Michael Levin
Sam fakt przeniknięcia do struktur mafijnych zasługuje na wielkie brawa. Jednak jest tu jakaś niekonsekwencja: mam wrażenie, że gość polubił osoby, które wsypał. Pisze o nich tak, jakby je lubił, a na koniec kwituje, że są źl i tak opisuje ich proces, że ich normalnie robi się człowiekowi szkoda. I to mimo, że nie należę do panienek zachwycających się mafią. Mam za duży kontakt z przestępcami, żeby ich lubić. Przeciwnie uważam ich za wstrętnych i obrzydliwych, a całą tę modę na mafię za dziecinadę i nie rozumienie świata. Najbardziej w książce mnie wkurzało dziecinne podejście do sądów i prokuratorów. Widać, że autor wychodził z siebie i stawał obok, żeby nie obrażać wymiaru sprawiedliwości, a ja nie znoszę takiej politycznej poprawności. To co najbardziej mną wstrząsnęło po lekturze to fakt, że kiedy już policjant wgryzł się w struktury mafijne na tyle, że mógł doprowadzić do zapuszkowania góry łącznie z ojcem chrzestnym, to przyszedł rozkaz, aby natychmiast kończyć sprawę. Próbował z tym walczyć i odwoływać się, ale miał tylko z tego powodu nieprzyjemne konsekwencje, a sprawie i tak ucięto łeb i zamknęli jedynie dość nisko w hierarchii umiejscowionych mafiozów, do tego będących już stetryczałymi dziadami, stojącymi na progu śmierci. Mam czasem wrażenie, że w Polsce żyje się nam bezpieczniej niż w bardziej rozwiniętych krajach. Mniejsze pieniądze to i mniejsze grupy przestępcze. Same zaś mafie są nie do wytępienia, bo zawsze tam gdzie są pieniądze są ludzie władzy, którzy zapewniają ochronę. W książce opisano kilka schematów podobnych na całym świecie (np. powiązania z ulubioną branżą mafii to jest budownictwem). Bardzo mi się podobały opisy odżywiania się mafiozów i ich zamiłowanie do kuchni (uwielbiam podejście Włochów do jedzenia :)). Świetne też są opisy manicure ludzi mafii. Forma średnia. Rozwleczone to zostało do granic możliwości i przegadane. Za dużo też zdań o sobie samym. Tyle, że tu nie chodzi o formę ale o treść, a ta chyba warta poznania.
Sagittaire - awatar Sagittaire
ocenił na 6 7 lat temu
Haker. Prawdziwa historia szefa cybermafii Kevin Poulsen
Haker. Prawdziwa historia szefa cybermafii
Kevin Poulsen
Jestem przerażona! Tkwię w stuporze bliskim paniki! Mam gonitwę i niezborność myśli! Niedawno dostałam nową kartę bankomatową z chipem, którą zlekceważyłam, wrzucając ją do szuflady, bo przecież stara z paskiem jeszcze aktualna przez jakiś rok. Nawet zdziwiłam się, dlaczego bank z takim wyprzedzeniem wymienia karty i jeszcze fantazyjny ozdobnik wtopił w plastik. A ja powinnam prezesa mojego banku za tę decyzję po rękach całować! A co to ma wspólnego z powieścią? Dużo i mnóstwo, a może i jeszcze więcej! Właśnie się z niej dowiedziałam, że posiadana przeze mnie stara karta magnetyczna nie gwarantuje bezpieczeństwa moim milionom na koncie bankowym! ŻADNEGO! System zabezpieczeń w tym miejscu jest dziurawy jak sito! Wystarczy moje jednorazowe skorzystanie z bankomatu, zapłata kartą w restauracji lub sklepie (niech żyją skimmery!), a ktoś na drugim końcu świata będzie tankował paliwo, zajadając pizzę na mój koszt! Jak to możliwe? Na to pytanie (i nie tylko!) odpowiada właśnie ta książka, napisana przez byłego hakera, a obecnie dziennikarza zajmującego się podziemnym światem przestępczości w cyberprzestrzeni. A ponieważ zdawał sobie sprawę, że dla przeciętnego dyletanta w zakresie informatyki, jakim jestem, może być on zbyt skomplikowany, ukazał go poprzez historię i „karierę” hakerską szefa cybermafii – Maxa Butlera vel Vision, znanego w sieci pod nickiem Iceman, ale i Ghost23, Generous, Digits, Aphex i Whiz. Człowieka do tego stopnia nieuchwytnego, że FBI w pewnym momencie podejrzewało go o wyłącznie wirtualne istnienie. Złodzieja, który przywłaszczył sobie 1,8 milionów "kart kredytowych z ponad tysiąca banków", kradnąc z nich 86,4 milionów dolarów. Twórcy cyberprzestrzennego forum handlowego dla carderów (złodziei kart kredytowych), gdzie można było kupić wszystko, co nielegalne – skradzione numery kart kredytowych, fałszywe prawa jazdy, historie kredytowe, zhakowane konta bankowe, karty ubezpieczenia społecznego, szablony paszportów, pieczęcie notarialne, dane osobiste klientów potrzebne złodziejom tożsamości, skimmery (czytniki kart bankomatowych), leki dostępne tylko na receptę, narkotyki, urządzenia i materiały potrzebne do produkcji fałszywych kart i czeków oraz usługi i oferty obejmujące zarówno blokowanie systemów, ich infekowanie, penetracje komputera klienta włącznie ze śledzeniem przez kamerę internetową, jak i to, co ostatnio spotkało autorkę blogu Świat książek i ja… – całkowite kasowanie stron internetowych. Wszystko oprócz pornografii dziecięcej i handlu egzotycznymi zwierzętami. A co z tym można zrobić? Można "kupować numery kart kredytowych od hakera z Moskwy i wysłać je do Szanghaju, gdzie wykorzystywano je do podrobienia kart kredytowych, by przed wizytą w centrum handlowym dokupić jeszcze fałszywe prawo jazdy od oszusta z Ukrainy" i… ŻYĆ! I wreszcie Króla Hakerów, którego ujęcie zajęło agentom specjalnym FBI do walki z cyberprzestępczością dwa lata. "Wraz z zaliczonym czasem odsiadki i przy dobrym sprawowaniu Max wyjdzie na wolność tuż po Bożym Narodzeniu w 2018 roku". To jednak nie koniec wojny! Jego miejsce zajęli inni carderzy, bardziej agresywnie nastawieni na szybki zysk, przenoszący przemoc do świata realnego, opracowujący nowe sposoby oszustw, specjalizujący się w kradzieży haseł bankowości i przeprowadzaniu przelewów bezpośrednio z konta ofiary oraz rozwijający nowy kierunek hakowania, który zapoczątkował Max – nie atak na system zabezpieczeń komputerowych, ale na najsłabsze ogniwo – klienta. Wystarczyło wysłać jedną informację na konto pocztowe o treści: "Ten mail został wysłany przez serwer Citibanku, by zweryfikować twój adres mailowy. […] Musisz zakończyć ten proces, klikając na link poniżej i wpisując w małe okienko numer twojej karty bankomatowej lub debetowej Citibanku i PIN, którego używasz w bankomatach". Albo. "Ostatnio miało miejsce wiele prób kradzieży tożsamości klientów Citibanku. […] Aby zabezpieczyć swoje konto, musisz aktualizować PIN do karty bankomatowej/debetowej Citibanku". I wpisują! I uaktualniają! Czyniąc ze swoich kont żyłę złota i pozwalając jednemu oszustowi na zarobek miliona dolarów w tydzień. Nie bez powodu banki umieszczają na swoich głównych stronach internetowych komunikaty z czerwoną czcionką. Na dzisiaj karty kredytowe z chipami są bezpieczne. Jeszcze! Co ciekawe. Amerykanie odrzucili karty z chipami "z powodu gigantycznych kosztów wymiany setek tysięcy terminali sprzedaży na nowe urządzenia". Wolą straty z tytułu oszustw „czarnych kapeluszy” grasujących w sieci. Polskie banki postawiły na bezpieczeństwo, stąd mój podziw i chęć całowania po rękach prezesa mojego banku. Jednak kradzieże milionów z kont to nie jedyny temat poruszony przez autora. To również pokazanie mrocznej strony sieci, "gdzie nie handluje się czy wymienia błyskotkami, czy pomponami, ale gdzie ludzie handlują bądź wymieniają się ludzkim życiem" pod hasłem – "Dla tych, którzy lubią grać w cieniu". To także historia rozwoju Internetu, hakowania i wojny między białymi i czarnymi kapeluszami oraz tymi ostatnimi z FBI, to także osobista, czasami beznadziejna walka osamotnionego człowieka z uzależnieniem od poczucia bezgranicznej wolności, władzy ograniczanej tylko sumieniem, niewidzialności, nieuchwytności, podążania za impulsem, możliwości nurkowania w każdy zakazany zakamarek i korytarz Internetu bez obaw o konsekwencje. Walka sumienia z nałogiem czasami kończąca się samobójstwem. Całość napisana jak dobry, trzymający w napięciu thriller z narzuconym tempem akcji, potęgowanym przez zmieniające i przenikające się sekwencje wydarzeń z realnie odczuwanym poczuciem zagrożenia i niebezpieczeństwa, atmosferą podejrzeń i nieufności, prześladującą świadomością szpiegujących konfidentów, wtyczek i „odwróconych” doprowadzającą do paranoi. Czułam adrenalinę we krwi! I to, co najważniejsze dla mnie, przeciętnego użytkownika Internetu, książka odpowiada również na pytanie – Jak się bronić? Zacznę od tego, że natychmiast idę uaktywnić nową kartę z chipem. Nad całowaniem prezesa banku jeszcze się zastanowię. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 4 lata temu
Niewolnica pornobiznesu. Burzliwa historia gwiazdy filmu Głębokie gardło Linda Lovelace
Niewolnica pornobiznesu. Burzliwa historia gwiazdy filmu Głębokie gardło
Linda Lovelace Mike McGrady
Na książkę natrafiłam przypadkiem, podczas, gdy wspominała o niej na swoim profilu pewna sympatyczna blogerka i postanowiłam sama się o niej przekonać. Książka przedstawia autentyczną historię z życia Lindy Boreman, znanej przede wszystkim jako Linda Lovelace – słynna aktorka z filmu „Głębokie gardło”. 21- letnia Linda Boreman, chcąc uwolnić się spod klosza matki furiatki decyduje się uciec z domu rodzinnego, aby zamieszkać z niedawno poznanym Chuckiem Traynorem. I to jest jej największym błędem. Dziewczyna początkowo ufa mężczyźnie i jest ślepa na to, jakim człowiekiem jest Chuck, choć to wypływa stopniowo, w drobnych sytuacjach. Z czasem mężczyzna zaczyna przejmować nad Lindą i jej życiem całkowitą kontrolę, bijąc ją, zastraszając i poniżając poprzez zmuszanie do naprawdę okrutnych rzeczy. Później bierze z nią ślub na własne potrzeby i już wtedy Linda nie ma w zupełności prawa sama o sobie decydować, ani sprzeciwiać się, bo przecież „żona nie powinna sprzeciwiać się mężowi”. „Wciąż zadaję sobie pytanie: Czy Chuck by mnie zastrzelił? Nadal odpowiadam sobie twierdząco: Tak, położyłby mnie trupem na miejscu. Rozważając ten problem dalej, zastanawiam się, czy gdybym obecnie znalazła się w takiej sytuacji, postąpiłabym tak samo jak wtedy? Czy byłabym gotowa przejść przez to ponownie? Otóż z całą pewnością nie. Dzisiaj wybrałabym śmierć.” Zapoznając się z całą historią, czytelnik nie ma wątpliwości, co do powyższych słów bohaterki. Dziewczyna przez kilka lat jest katowana i zmuszana do najokrutniejszych aktów seksualnych, począwszy od zbiorowych gwałtów, poprzez zbliżenia z kobietami, aż po seksualne kontakty ze zwierzętami w roli głównej. Tego typu scen w książce, opiewających niesamowitą brutalnością, a niejednokrotnie obrzydzeniem jest mnóstwo. Okrucieństwo mężczyzny staje się coraz silniejsze, a to co najbardziej upodla i sprawia ból Lindzie, jej mąż stosuje najchętniej, napawając się jej cierpieniem i wstydem. „- Na trzydziestopięciomilimetrowej taśmie nakręcimy fabularny film o dziewczynie, która ma łechtaczkę w gardle. Najwyraźniej czekał na moją reakcję. Próbowałam się połapać o czym on mówił. […] Doszłam do wniosku, że się przesłyszałam.” I tak powstaje film „Głębokie gardło”, w którym główną rolę dostaje Linda, ze względu na swoje umiejętności, na potrzeby filmu. Zaczyna przynosić Chuckowi korzyści pieniężne, a on wciąż nienasycony pieniędzmi i cierpieniem swojej żony, wymyśla coraz to różniejsze sposoby na to aby zarobić, a jednocześnie sprawić ból kobiecie. Myślę, że u każdego z nas wreszcie pojawia się pytanie i niedowierzanie, dlaczego Linda po prostu nie ucieknie. A otóż próbuje podejmować próby wyzwolenia się z opresji, jednak niejednokrotnie na marne: „Przy każdej próbie ucieczki wciągałam w swoje plany innych ludzi i właśnie ze względu na nich ponosiłam porażkę. […] Postanowiłam, że się nie poddam i jeszcze raz spróbuję. Tyle, że następnym razem będzie to udana próba ucieczki.” Możliwości ucieczki pojawia się kilka, począwszy od tabletek, które otrzymuje od klienta, ale ostatecznie spuszcza je w muszli klozetowej, aż po ataki cukrzycy swojego oprawcy, podczas których teoretycznie mogłaby wyjść nie udzielając mu pomocy. Praktycznie jednak to nie jest takie proste. Linda przede wszystkim się boi, nie chce także mieć niczyjej śmierci na sumieniu, choć sama najchętniej wolałaby umrzeć, a sama o sobie mówi: „Przetrwałam, ale tak naprawdę nie żyłam.” Ta świadomość pozwala jej zebrać siły na kolejną próbę ucieczki. Czy jej się to w końcu udaje? Czy skończą się wreszcie przykrości, czy może horror w jakimś sensie będzie trwał nadal? Jedno jest pewne, to co przeżyła na zawsze pozostawia ślad w jej psychice, w jej duszy. Po takich wydarzeniach, każda kobieta, nawet jeśli to przetrwa, nigdy nie czuje się bezpieczna. Jak wspomina autorka: „Zdarza się, że gdy się tego nie spodziewam, dostrzegam go w twarzy nieznajomego na ulicy, który zmierza w moją stronę. Kiedy indziej rozmawiam z kimś i widzę go w cudzych oczach, uśmiechu lub choćby w geście. Jest w pobliżu, i to się nie zmieni.” Jedne z końcowych słów zwracają się bezpośrednio do czytelnika: „Jak można rozpoznać w kimś Chucka Traynora? Odpowiedź brzmi: nie można. Taki Chuck z początku wydaje się normalny i sympatyczny, ale nagle sięga po pistolet i przystawia go wam do głowy.” Nigdy nie czytałam tak brutalnych, odrażających niekiedy scen i trudno mi pojąć, że to wydarzyło się naprawdę, ale jednocześnie mam świadomość, że takie rzeczy się dzieją. Czytając miałam w głowie tylko jedną myśl: wychodząc z domu mijamy na ulicy, w sklepie różne twarze. Jak wielu Chucków Traynorów mijamy w swoim życiu i jak wiele razy tylko przypadek stanowi o tym, czy wpadniemy w jego sidła, czy też uda nam się przemknąć niezauważoną? Jak wiele razy mijamy zabójców, zboczeńców, porywaczy, o których nikt nie wie, a o których ofiarach niejednokrotnie słyszymy w mediach? Jak często mijany przez nas, na pozór sympatycznie wyglądający mężczyzna, jest oprawcą przetrzymującym w swojej piwnicy ofiarę. Jak wiele razy mijamy samochód, w którym ktoś siedzi na miejscu pasażera wcale nie z własnej woli? Po przeczytaniu mogę śmiało stwierdzić, że polecam tą książkę osobom pełnoletnim, o mocnych nerwach. Książka bardzo mnie wciągnęła i pochłonęłam ją w trzy dni, jednak przerwy były nieuniknione i konieczne. Jedyne co mnie denerwowało, to fakt, iż bohaterka przedstawiona została, jako niewinna, a jednak już jako nastolatka miała dziecko, które oddane zostało do adopcji. Irytowało mnie również zachowanie matki, gdy Linda próbowała wyznać prawdę o tym, co się dzieje. Bardzo ciężko wyrazić opinię wobec czegoś, co oparte zostało na faktach autentycznych. Z tego również względu nie pokuszę się tym razem o ocenę, bo uważam, że byłoby to nawet nie na miejscu bo co może oznaczać w takiej sytuacji, że książka się podoba lub nie? Mogę ją jedynie polecić lub też nie - i polecam.
Wczorajsza_róża - awatar Wczorajsza_róża
oceniła na 10 6 lat temu
Dziwny przypadek Rockefellera. Zdumiewająca kariera i spektakularny upadek seryjnego oszusta Mark Seal
Dziwny przypadek Rockefellera. Zdumiewająca kariera i spektakularny upadek seryjnego oszusta
Mark Seal
Ja cię kręcę! – żeby nie przytoczyć tutaj bardziej dosadnych okrzyków, jakie wyrywały mi się od czasu do czasu podczas czytania tej fascynującej, zwariowanej, spektakularnej (tutaj pasuje każde określenie towarzyszących mi emocji w ilościach nieograniczonych) historii o człowieku, który przez trzydzieści lat był tym, kim być chciał. Christopherem Chichesterem, Christopherem Crowem, Clarkiem Rockefellerem i Chipem Smithem. Człowiekiem o wielu tożsamościach, pracującym w prestiżowych firmach, wykonującym elitarne zawody bez przygotowania formalnego, bez problemu pnącym się po drabinie społecznej i zawodowej, posiadającym inteligentną, bardzo dobrze zarabiającą żonę i dziecko, a wszystko to bez ubezpieczenia społecznego, jakichkolwiek dokumentów go identyfikujących, bez rozliczeń podatkowych i prawa jazdy, mimo że potrafił kierować samochodem, własnych kart kredytowych i telefonów komórkowych. Nic, co mogłoby zostawić jakikolwiek ślad w dokumentach urzędników i pracodawców, kartotekach policyjnych, bankach danych czy bazie zasobów internetowych. Człowiek-widmo, który był jednocześnie bardzo znany, lubiany i podziwiany w środowisku społecznych elit amerykańskich, w czasach, kiedy nawet zwierzęta mają chipy identyfikacyjne, a ludzie są coraz bardziej nieufni wobec obcych, zwłaszcza tych pochodzących z zewnątrz. Jak to możliwe?! Dokładnie to pytanie zadałam sobie, sięgając po tę książkę, ale nie spodziewałam się, że oprócz odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, otrzymam niesamowitą powieść sensacyjną, thriller, kryminał i powieść psychologiczną w jednym, a poziom adrenaliny, który rósł systematycznie w miarę czytania, podnosiła autentyczność opisywanych wydarzeń. To dlatego początkowe pytanie z czasem ustąpiło okrzykom zaskoczenia i podziwu, ale nie potępienia. Dlaczego? – wyjaśnię na końcu. Cała opowieść o życiu, a właściwie o życiach, Christiana Karla Gerhartsreitera, bo tak brzmiały jego prawdziwe imiona i nazwisko, rozpoczyna się niczym dobra sensacja – porwaniem własnej córki. Jedynej osoby, którą obdarzał miłością, według jednego z bostońskich policjantów, do której dodam od siebie określenie – patologiczną. Jednak zgodzę się, że jedynego, prawdziwego elementu w jego życiu. Wszystko pozostałe było kłamstwem. Cholernie dobrym kłamstwem. Autor, dziennikarz śledczy, sceną porwania otwiera i zamyka wyjątkową dla mnie biografię na tle tych, które poznałam do tej pory (Tak daleko jak nogi poniosą, Niezłomny, Komandos, Snajper), wypełniając przestrzeń między nimi rekonstrukcją wydarzeń, począwszy od momentu przyjazdu z Niemiec do USA w 1978 roku aż do momentu aresztowania w 2008 roku, opartą na własnym dochodzeniu i ustaleniach zdobytych podczas podróży śladami tropionego bohatera po Ameryce i Niemczech, z rozmów z ludźmi, którzy go znali, z raportów policyjnych, protokołów sądowych i doniesień mediów. A ponieważ jest jednocześnie pierwszoosobowym narratorem, umiejętnie zaangażował mnie intelektualnie i emocjonalnie w inwigilację i śledztwo człowieka wysoko ponadprzeciętnie inteligentnego, który całą swoją wiedzę zdobył z filmów i książek. To "biblioteki zawsze odgrywały ważną rolę w jego życiu. Spędzał w nich dużo czasu, aby się nauczyć, jak zostać kimś innym". Dzięki intelektowi, wiedzy, precyzyjnie postawionym sobie celom i umiejętności manipulacji osiągnął to. Zgubiła go zbyt duża pewność siebie, rosnąca odwrotnie proporcjonalnie do narastającego, kilkudziesięcioletniego braku konsekwencji swoich kłamstw. I tutaj wrócę do mojej deklaracji braku potępienia jego postawy jako oszusta tożsamości, a to za sprawą teorii jednego ze znajomych bohatera wydarzeń, wprawdzie odosobnionej od reszty opinii, ale dla mnie zawierającej w sobie wiele racji – "Truman Capote posłużył się kiedyś określeniem „prawdziwe fałszerstwo”. To znaczy, że nikt nie jest w stu procentach hochsztaplerem. Wręcz przeciwnie. Można być najzupełniej autentyczną osobą, ale zbudowaną na fałszywych fundamentach. Myślę, że wszyscy Amerykanie w jakimś sensie są tworami swojej wyobraźni. Na tym po części polega urok tego kraju. Clarka można postrzegać jako archetyp imigranta, który buduje sobie nowe życie i nową osobowość, wolną od ograniczeń z kraju swojego pochodzenia". Clark nie był jedynym, w tym, co robił. Wystarczy pomyśleć o innym znanym imigrancie – Jerzym Kosińskim. Jednak o ile ten ostatni robił to bardzo nieudolnie i był demaskowany niemalże natychmiast, o tyle Clark był w tym mistrzem, który umiejętność konstruowania rzeczywistości wokół siebie doprowadził do skrajnej perfekcji, w której ogromnym atutem było tkwiące w niej ziarno prawdy. Zmyślone historie z prawdziwymi szczegółami. Mieszanka fikcji filmowej i literackiej z realiami. Ułożyłam razem z autorem ten skomplikowany obraz człowieka-zagadki z tysiąca puzzli, ale mimo to czuję niedosyt. Nadal towarzyszy mi uczucie, że Clark, pomimo tej całej wiwisekcji jego kroków postępowania, nadal ukrywa przede mną najważniejszy obszar przed spenetrowaniem – własny umysł. Tak naprawdę poznałam go po czynach, słowach, zachowaniach i działaniach, bez możliwości wniknięcia w jego intelektualny i emocjonalny „warsztat pracy”. Do perfekcji opanował niszczenie śladów świadczących o tym. Dane mi było tylko jeden raz uchylić rąbka tej tajemnicy, zajrzeć mu przez ramię i podejrzeć sposób działania. Wejść do wnętrza jego samochodu, w którym "wszędzie poprzyklejane były żółte karteczki – żeby nie zapomniał , co powiedział i zrobił podczas pobytu w San Marino…" A poza tym nic. To nadal, również dla badających go biegłych psychologów i psychiatrów, ciekawy przypadek. Kolejną zagadką pozostaje również wątek kryminalny, który jest obecnie w toku śledztwa. Clark mordercą? – nie zdziwiłabym się. W jego przypadku WSZYSTKO jest możliwe. Podejrzewam, że to jedyny człowiek, który sprostałby ironicznemu zdaniu krytykującemu quasi-poradniki – Jak w trzy dni zostać papieżem? Postawiłabym na niego bez zastanowienia, bo jestem przekonana, że gdyby tylko zechciał, może nie w trzy dni, ale zostałby. Zabrzmiało niepokojąco… Po prostu – Ja cię kręcę! – żeby nie powiedzieć dosadniej. I jeszcze jedno. Gdyby ktoś, kiedyś zapytał mnie, z kim chciałabym wybrać się na obiad ze znanych postaci, bez wahania wskazałabym bohatera tej książki, bo on ma w głowie bibliotekę (pomijam filmotekę, pinakotekę i płytotekę) z esejami-komentarzami do każdego (chyba nie przesadziłam) tytułu. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 10 4 lata temu
Wilk z Wall Street Jordan Belfort
Wilk z Wall Street
Jordan Belfort
Do sięgnięcia po „Wilka z Wall Street” zainspirowała mnie wcześniejsza lektura „Ostatniego dona” Mario Puzo. Spodziewałam się jednak zupełnie innej historii. Tymczasem dostałam opowieść, która momentami mnie zaskakiwała, a momentami zwyczajnie męczyła. Mimo to dobrnęłam do końca. Najprościej można określić tę książkę jako historię człowieka — od narodzin jego ambicji, przez szczyt możliwości, aż po nieunikniony upadek. To opowieść o pieniądzach, władzy i iluzji kontroli, która z czasem wymyka się z rąk. Czy było warto? Odpowiedź nie jest jednoznaczna — i tak, i nie. To jedna z tych książek, które bardziej zostawiają z refleksją niż z czystą satysfakcją z czytania. Najbardziej uderzyło mnie przesłanie, że czasami lepiej pozostać „po drugiej stronie” — biedniejszym, ale spokojniejszym — niż zatracić się w pogoni za bogactwem. Autor pokazuje wyraźnie, że inteligencja nie zawsze idzie w parze z rozsądkiem i rzeczywistością. To także obraz stopniowego upadku moralności — nie tylko jednostki, ale i całego otoczenia, które tę jednostkę napędza i jednocześnie niszczy. Szczególnie zapadł mi w pamięć cytat: „Głęboko wierzę, że wiedza to władza i że każda gra toczy się o niezwykle wysokie stawki — brak wiedzy jest najlepszą receptą na klęskę.” Paradoksalnie jednak, w tej historii można odnieść wrażenie, że nawet wiedza nie zawsze chroni przed upadkiem. Czasem bowiem to nie brak inteligencji prowadzi do porażki, lecz jej niewłaściwe wykorzystanie — jak w sytuacji, gdy „głupi prowadzi mądrego”. To książka o granicach — ambicji, moralności i człowieczeństwa.
Judyta Kowal - awatar Judyta Kowal
ocenił na 7 2 dni temu

Cytaty z książki Iceman: historia mordercy

Więcej
Anthony Bruno Iceman: historia mordercy Zobacz więcej
Anthony Bruno Iceman: historia mordercy Zobacz więcej
Więcej